Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Propozycja chronologiczna

    • Rok 2019 – Kryzys Rumunia
    • Rok 2020 – fałszywe traktaty pokojowe
    • Rok 2021 – Papież jedzie do Moskwy
    • Rok 2021 – Wojna
    • Rok 2022 – zwycięstwo komunistyczne
    • Rok 2023 – 10 królów
    • Rok 2024 – Antychryst
    • Rok 2025 – Sojusz z wieloma
    • Rok 2025 – Synod
    • Rok 2026 – Henoch i Eliasz
    • Rok 2028 – Ohyda spustoszenia
    • Rok 2029 – Ostrzeżenie
    • Rok 2030 – Cud
    • Rok 2031 – Nawrócenie Izraela
    • Rok 2032 – Kara
    • Rok 2032 – Odnowienie świata
    • Rok 2033 – Exodus
    • Rok 2034 – Zgromadzenie w Jerozolimie
    • Rok 3032 – Gog i Magog
    • Rok 3213 – Koniec świata
    • Nowe niebiańskie Jeruzalem.
  • Ostrzeżenie

    13 kwietnia 2029
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Posts Tagged ‘STYGMATY’

Brat Elia Cataldo przyjeżdża do Polski

Posted by Dzieckonmp w dniu 9 Maj 2018

Od 15 do 21 maja w kościołach w Warszawie, Łodzi, Skarżysku-Kamiennej, Oborach, Sierpcu, Rypinie, Piskorzowie, Nowej Rudzie-Słupcu odbędą się spotkania modlitewne z włoskim stygmatykiem Elią Cataldo.

Brat Elia to najbardziej niezwykły współczesny mistyk, porównywany przez wielu z potężnym świętym XX wieku – ojcem Pio. W Wielkim Tygodniu przeżywa fizycznie mękę Chrystusa, nosi stygmaty – co piątek na jego rękach, nogach i boku otwierają się rany. Najważniejsza jest jednak jego niezwykła relacja z Chrystusem: to jemu właśnie Chrystus pozwolił utrwalić swoje oblicze na fotografii, o tej i innych historiach z jego życia można dowiedzieć się z książek autorstwa Fiorelli Turolli, które już ukazały się w Polsce.

Urodził się 20 lutego 1962 roku we Francavilla Fontana (Brindisi, Włochy). W 1985 roku wstąpił do zgromadzenia ojców kapucynów, gdzie został do jesieni 1994 roku. W lutym 1990 roku otrzymał widoczne stygmaty. Po latach rozeznawania w 2001 r. rozpoczął misję ewangelizacyjną. Trzy lata później przeniósł się do Calvi w Umbrii, gdzie w dawnym klasztorze franciszkańskim mieszka z bractwem, które wokół niego powstało. Pozostaje pod zwierzchnictwem biskupa diecezji Terni, na którego ręce złożył prywatne śluby oraz pod duchową opieką księdza Marco Belladelliego wyznaczonego do tej posługi przez biskupa diecezji Terni, J.E. ks. bp Giuseppe Piemontese.

Zgodę na spotkania z bratem Elią wyrazili biskupi miejsc, które w Polsce odwiedzi.

Będzie to trzecia wizyta włoskiego stygmatyka w Polsce.

****

Plan spotkań z Bratem Elią

15 maja (wtorek) 

godz. 17.00, Sierpc – Sanktuarium MB Sierpeckiej Pani Niezawodnej Nadziei, ul. Wojska Polskiego 28a

16 maja (środa) 

godz. 10.00, Rypin – parafia pw. Świętej Trójcy, ul. JP II 11

godz. 16.00, Obory – Sanktuarium MB Bolesnej

17 maja (czwartek) 

godz. 17.00, Warszawa – parafia pw. Najczystszego Serca Maryi, ul. Chłopickiego 2, pl. Szembeka

18 maja (piątek)

godz. 16.30, Skarżysko-Kamienna – parafia pw. św. Brata Alberta, ul. Spółdzielcza 52

19 maja (sobota) 

godz. 10.00, Łódź – parafia MB Anielskiej ul. Rzgowska 41a, oo. Franciszkanie

godz. 17.00, parafia MB Bolesnej, ul. Pasjonistów 23

20 maja (niedziela)

godz. 13.00, Piskorzów – parafia pw. św. J. Nepomucena

21 maja (poniedziałek)

godz. 10.00, Nowa Ruda-Słupiec – parafia św. Katarzyny

Posted in Ciekawe, KOMUNIKATY | Otagowane: , | Możliwość komentowania Brat Elia Cataldo przyjeżdża do Polski została wyłączona

Wolna dyskusja

Posted by Dzieckonmp w dniu 19 marca 2015

HISTORIA NIE PRAWDZIWA ZMYŚLONA PRZEZ GAZETY SATYRYCZNE

.

 

Posted in Ciekawe, Cuda | Otagowane: , , , | 15 Komentarzy »

Królestwo Bożej Woli

Posted by Dzieckonmp w dniu 3 listopada 2014

Luiza Piccarreta córka Bożej Woli

ŻYCIE

4 marca 1947 roku Luiza Piccarreta, jedna z największych mistyczek XX wieku odeszła z tego świata. Urodziła się we Włoszech, w Corato (prowincja Bari), w 1865 roku, w rodzinie licznej, typowej dla południa Italii. W wieku 12 lat zaczęła słyszeć głos Jezusa. Od tamtej chwili i aż po dzień swej śmierci „święta Luiza”, jak nazywali ją współziomkowie i jej wielbiciele, będzie przeżywać w swej duszy i w swym ciele Mękę Chrystusa. Jej życie, które przebiegło w ciszy, w cierpieniu i na modlitwie, jest całkowicie przepełnione cierpieniem przyjętym, a nawet poszukiwanym, jakby było ono źródłem prawdziwej radości. Z niego wytryskał ocean miłości do Boga i do Jego stworzeń. Bardzo skierowana ku sprawom wiary od najmłodszych lat uczyniła ze swej pierwszej Komunii św. dzień szczególnie umiłowany. Już w tym wieku długie godziny spędzała w kościele, na kolanach, nieruchoma, pogrążona w głębokiej kontemplacji. W wieku 11 lat zostaje „Córką Maryi”.

Chciała bardzo wstąpić do zakonu, jednak z jednej strony opozycja ze strony rodziny – a zwłaszcza matki – z drugiej zaś stopniowo coraz bardziej pogarszający się stan zdrowia, skłoniły ją do porzucenia tego zamiaru. W wieku 18 lat przyjęto ją do III Zakonu Dominikańskiego pod imieniem siostry Magdaleny.

Kiedy miała 16 lat, przebywała z rodzicami i siostrami na fermie, należącej do jej rodziny. Nagle straciła kontakt ze światem. Ujrzała Jezusa, który przekazał jej cierpienia korony cierniowej.

Od tej chwili aż do śmierci Luizie nie udaje się również praktycznie nic jeść. „Pan – opowiada jej biograf o. Pablo Martin – przygotowuje ją do życia wyłącznie wolą Bożą i do tego, żeby jej jedynym pokarmem była Eucharystia.” Pan chciał ukształtować w niej świętość świętych: Królestwo Bożej Woli.

POCZĄTEK CIERPIENIA

Głos Jezusa nakłaniał Luizę do oderwania się od wszystkiego i od wszystkich. Miała około 18 lat, gdy z balkonu swego domu przy ulicy Mazario Sauro, ujrzała Go nagle, cierpiącego pod ciężarem Krzyża, jak podniósł ku niej wzrok i powiedział: „Duszo, wspomóż mnie!” Odtąd Luiza zapłonęła nienasyconym pragnieniem cierpienia dla Chrystusa i zbawienia dusz. Wtedy to zaczęły się jej cierpienia fizyczne, które w połączeniu z udręką duchową i moralną wyniosły ją na szczyty heroizmu.

Luiza, po zaakceptowaniu swego stanu ofiary, znalazła się w warunkach życia bardzo szczególnych: codziennie rano odnajdywano ją sztywną, skurczoną bez ruchu w łóżku. Nikt nie był w stanie jej rozprostować, podnieść ręki, poruszyć głową, bądź nogami. Był to jakby stan pozornej śmierci, z którego wychodziła jedynie po interwencji swego spowiednika lub kiedy go brakowało – innego kapłana. Potrzebę interwencji kapłana dla zadania lub odebrania cierpień, Luiza przeżywała jako bardzo ciężki krzyż, który miał trwać całe jej życie. Trzeba bowiem dodać, że wspinała się na Kalwarię typową dla mistyków, a w szczególności mistyczek: liczni kapłani zarzucali jej, albo że jest opętana, albo że cierpi na histerię, albo jedno i drugie. Doszło nawet do tego, że pozostawiono ją w jej kataleptycznym stanie przez 25 dni. Dopiero błagania jej matki u arcybiskupa przekonały go do nakazania kapłanom obudzenia jej.

Codzienna potrzeba interwencji kapłana, aby móc powrócić do zwykłych zajęć to dla Luizy źródło najgłębszego upokorzenia.

Rzecz niezwykła: jej spowiednicy nie byli nigdy jej kierownikami duchowymi – to zadanie Pan nasz pragnął zachować dla Siebie.

Jezus przemawiał do niej osobiście. Udzielając nauk, poprawiając i karcąc, w razie potrzeby, stopniowo doprowadził Luizę do najwyższej doskonałości. Przez długie lata Luiza była mądrze nauczana i przygotowywana na przyjęcie daru Bożej Woli.

Te niezwykłe zjawiska, których było wiele w życiu tej mistyczki, zostały przebadane i przeszły przez sito wszelkiego rodzaju prób dokonywanych przez lekarzy, teologów, psychologów. Zjawiska te pozostawały jednak nadal tajemnicze i niewytłumaczalne w sposób naturalny.

OFIARA WYNAGRADZAJĄCA

W 1887 roku wybuchła w regionie Pouilles, w którym żyła Luiza, straszliwa epidemia cholery. Luiza prosiła Pana o to, aby powstrzymał ten bicz. On obiecał udzielić jej tej łaski, pod warunkiem jednak, że ona zgodzi się być ofiarą wynagradzającą. Dziewczyna zgadza się. Przez trzy dni cierpi tak straszliwe, że wydaje się jej, że umiera… Potem cholera nagle wygasa.

Luiza jest odtąd przykuta do łóżka. Już nigdy się z niego nie podniesie. Jezus prosi ją o gotowość na stałe cierpienie, a nie jak dotąd przez krótkie okresy, „aby ochronić ludzi przed licznymi karami, które w bliskim czasie spadłyby na nich z powodu licznych grzechów”.

Mimo to Luiza pozostaje całkowicie spokojna, całkowicie obca jest jej jakakolwiek forma uskarżania się lub jakiekolwiek negatywne odczucie.

POCIESZYCIELKA

Drzwi jej domu, w którym żyje ze swą niezamężną siostrą – która będzie jej z miłością oddana aż do śmierci – są zawsze dla wszystkich otwarte. Całe grupy pukają do jej drzwi, aby ją prosić o radę, duchową pomoc, pociechę, modlitwy itd. Ona zaś wszystkich ich przyjmuje i dla każdego ma jakiś punkt odniesienia. W roku 1910 poznaje ojca Annibala M. Di Francia, przyszłego błogosławionego, założyciela Ojców Serca Jezusowego oraz Córek Bożej Gorliwości. Proponuje jej zamieszkanie w jednym z sierocińców lub domów zakonnych, jakie ufundował. Ma być dla innych sióstr oraz dla sierot „mistrzynią cnót i Bożej woli”. Luiza odpowiada, że czuje, iż Pan przeznaczył ją do życia w Corato i że w związku z tym nie może przyjąć jego zaproszenia.

MISTRZYNI CNÓT

Jednak pragnienie ojca Di Francia, żeby ją mieć w swoim zgromadzeniu, jest tak wielkie, że w krótkim czasie zakłada dom w samym Corato. Na prośbę swego spowiednika 7 października 1928 r. Luiza wprowadza się, na swoim łóżku, do nowego sierocińca. Jej życie będzie się odtąd toczyć w klasztorze, przy siostrach Bożej Gorliwości i sierotach.

SŁOWA Z NIEBA

Od pierwszych lat XX wieku Luiza zaczęła zapisywać orędzia, które były jej dyktowane: pierwsze cztery tomy zostały opublikowane w roku 1930 z Nihil obstat arcybiskupa Trani, J. E. Giuseppe Maria Leo. Spowiednik Luizy Don Benedetto Calvi opublikował antologię jej pism pod tytułem „Królestwo Niebieskie w królestwie Bożej Woli”, która ukazała się drukiem w latach 1932-1937.

Dla Luizy, bardzo powściągliwej, opublikowanie jej serdecznego dialogu przesyconego miłością, który wolałaby zachować jedynie dla siebie, było wielkim cierpieniem. Tymczasem chodziło o arcydzieło literatury mistycznej: odczuwamy, jak Ten, który ukazał Siebie Luizie jako źródło wszystkich tych słów, zdefiniował ich naturę i sens:

«Moja córko, nie niepokój się. To są Moje pisma, nie twoje. Kto je przyjmie z wolą dobrą i prawą znajdzie w nich łańcuch Światła i Miłości łączący go z Tym, który kocha swe stworzenia. Te pisma mogę nazwać wybuchem Mojej miłości, szaleństwem, nadmiarem miłości. Ten więc, kto będzie je czytał z zamiarem znalezienia prawdy, odczuje Moje płomienie, poczuje, że jest przemieniany przez miłość i pokocha Mnie bardziej.

Ten zaś, kto je przeczyta, aby w nich znaleźć kruczki lub wątpliwości pozostanie zaślepiony w swym umyśle i zmyli go Moje Światło i Moja Miłość…

W Mojej wszechwiedzy widzę, że te pisma staną się dla Mojego Kościoła jak nowe słońce, które powstanie pośrodku niego, a ludzie przyciągnięci jego oślepiającym światłem będą usiłowali się przemienić w tym świetle i wyjdą z niego uduchowieni i przebóstwieni. Przez to odnowią Kościół i przemienią oblicze tej ziemi.»

Oto istota obietnicy nowej ery współbrzmiąca z „czerwoną linią” współczesnych charyzmatów, które aktualizując obietnicę uczynioną św. Janowi „nowych niebios i nowej ziemi”, od La Salette dochodzą do Vassuli Ryden, przechodząc przez tysiące etapów.

Dzieło Luizy choć nie było w żaden sposób reklamowane rozeszło się na wielką skalę w krótkim czasie. Godna podziwu była jej całkowita obojętność na wszelkie korzyści materialne, które nie pochodziłyby z jej codziennej pracy! Stanowczo odmawiała przyjmowania pieniędzy i prezentów, które usiłowano jej wręczyć z rozmaitych powodów. Nigdy nie przyjęła wynagrodzenia za swoje książki. Błogosławionemu Annibalowi Di Francia, który chciał jej oddać sumy należne za prawa autorskie, odpowiedziała:

Ja nie mam żadnych praw, bo to, co jest tam napisane, nie jest moje”.

DECYZJA ŚWIĘTEGO OFICJUM

31 sierpnia 1938 roku Święte Oficjum (obecnie: Kongregacja Nauki Wiary) opublikowało dekret, który potępił książki wydrukowane przez Luizę Piccarretę, umieszczając je na indeksie książek zakazanych. Mistyczka zaprzestała od tej chwili pisania na zawsze.

Z Rzymu przyjechał w tym czasie wysłannik, żądając oddania wszystkich jej rękopisów, co Luiza uczyniła bezzwłocznie i spokojnie. Wszystkie pisma powędrowały do tajnych archiwów Świętego Oficjum.

W dniu 7 października 1938, na polecenie przełożonych, Luiza musiała opuścić klasztor i znaleźć nowe mieszkanie. Ostatnie dziewięć lat życia spędziła w domu na ulicy Maddalena. Starzy mieszkańcy Corato pamiętają jak jak 8 marca 1947 r. właśnie stamtąd wynoszono zwłoki Luizy.

OSTATNI ZNAK: ŚMIERĆ

Luiza zmarła mając osiemdziesiąt jeden lat, 4 marca 1947, po piętnastu dniach ostrego zapalenia płuc, jedynej choroby stwierdzonej w całym jej życiu. Zmarła w chwili, gdy noc chyliła się ku końcowi, o tej samej godzinie, o której zwykle kapłańskie błogosławieństwo uwalniało ją z zesztywnienia.

Luiza umarła na łóżku w pozycji siedzącej. Okazało się niemożliwe wyprostowanie jej ciała i położenie, choć jej ciało – i to jest nadzwyczajne – nie uległo rigor mortis i zachowało zwykłą pozycję (zob. zdjęcie).

Gdy rozeszła się wieść o śmierci Luizy, cała ludność okoliczna zaczęła napływać do jej domu i konieczna była interwencja stróżów porządku publicznego, aby zapanować nad tłumem, który w dzień i w nocy ciągnął nieprzerwanie, by zobaczyć kobietę, która była tak droga wszystkim sercom. Wszędzie rozlegały się głosy: „Świątobliwa Luiza nie żyje!”. By zadowolić wszystkich, którzy chcieli ją zobaczyć, władze miejskie i sanitarne przyzwoliły na wystawienie zwłok Luizy przez cztery dni. Na jej ciele nie pojawiły się ślady rozkładu. Nie wyglądała na zmarłą – siedziała na swym łóżku ubrana na biało; wydawało się, jakby przed chwilą zasnęła.

Bez żadnego wysiłku można było obracać jej głowę, unosić ręce, poruszać dłońmi i palcami; unosząc jej powieki widać było, że oczy są lśniące, nie zasnute mgłą śmierci. Wszyscy uważali, że żyje jeszcze, tylko śpi głęboko. Specjalnie zwołane Konsylium lekarskie oświadczyło po uważnych oględzinach, że Luiza nie żyje i trzeba ją uznać za rzeczywiście zmarłą, a nie za pogrążoną w letargu, jak wszyscy sobie wyobrażali.

KU CHWALE

Całe Corato odprowadziło Luizę na cmentarz. Każdy chciał wrócić do domu z jakąś pamiątką, z kwiatkiem, którym dotknął trumny zmarłej. Kilka lat później Święte Oficjum zgodziło się na przeniesienie trumny ze zwłokami do kościoła farnego Santa Maria Greca.

4 marca 1987 r. biskup Giuseppe Carata uznał kanonicznie Stowarzyszenie Córek Woli Bożej z siedzibą w Corato.

W roku 1994, w Święto Chrystusa Króla w Kościele farnym, w obecności licznie zgromadzonych wiernych, w tym również gości z zagranicy, gdzie dotarła sława Luizy, Jego Ekscelencja ks. Arcybiskup Carmelo Cassati uroczyście otworzył proces beatyfikacyjny Sł. B. Luizy Piccarrety.

Jej postać i dzieło jest coraz bardziej znane również dlatego, że biografię mistyczki pt. „Luiza Piccarreta. Zbiór wspomnień o Słudze Bożej” opublikował Bernardino Giuseppe Bucci, a ostatnio także Don Pablo Martin Sanguiao, proboszcz parafii Civitavechia. Ten ostatni stał się sławny dzięki temu, że zakupił w Medziugorju figurkę Matki Bożej, która od 2 lutego 1995 wylewała krwawe łzy. 

Za Voxdomini.com.pl

———–

Objaśnienie słów modlitwy „Ojcze nasz…”, przekazane  przez naszego Pana Jezusa Chrystusa siostrze Trzeciego Zgromadzenia Dominikanek, słudze Bożej Luisa Piccarreta

Uroczysta obietnica Jezusa, nadejścia Królestwa Bożej Woli na ziemi, zawarta w modlitwie „Ojcze nasz…”

5 lutego 1928

Mówi Luisa Piccarreta: Zastanawiałam się właśnie nad tym, w jaki sposób może być założone na ziemi Królestwo Bożej Woli, kiedy mój ukochany Jezus sprawił mi znowu radość swoim przyjściem. Przemówił do mnie:

„Córko Moja! Gdy Adam zgrzeszył, dał mu Bóg obietnicę przyjścia Zbawiciela. Tysiące lat upłynęło do nadejścia dnia, w którym obietnica o Zbawicielu rodzaju ludzkiego wypełniła się. Schodząc z nieba na ziemię założyłem Królestwo Mojego Zbawienia, a przed odejściem z ziemi, w modlitwie Ojcze nasz…’, dałem inną uroczystą obietnicę – o nadejściu Królestwa Mojej Woli. Aby nadejście tego Królestwa stało się pewne, przybrałem tę obietnicę w uroczystą formę pochodzącej ode Mnie modlitwy, w której prosiłem Ojca o przyjście Jego Królestwa i stanie się Jego Woli – jako w niebie, tak i na ziemi.

Chciałem tę modlitwę odmówić jako pierwszy, gdyż wiedziałem, że będzie to Wolą Mojego Ojca, który  Mojej prośbie nie odmówi, tym bardziej, że modliłem się zgodnie z Jego Wolą i prosiłem o to, czego Mój Ojciec sam chciał.

Gdy tę modlitwę, zgodnie z Wolą Mojego Niebieskiego Ojca, ułożyłem, przekonany o tym, że Królestwo Bożej Woli na ziemi będzie Mi dane, nauczyłem jej także Moich uczniów, a ci z kolei mieli nauczyć jej całego świata, ażeby była ona wołaniem wszystkich: Bądź Wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi!’ Większego i bardziej uroczystego zapewnienia spełnienia Mojej obietnicy dać nie mogłem. Setki lat są dla Nas tylko punktem, ale Nasze Słowa to działania i czyny, które się wypełniają. Strumienie czasów, setek i tysięcy lat przepłynęły, ale Królestwo Bożej Woli z pewnością nadejdzie.

Moja prośba, skierowana do Ojca Niebieskiego: Przyjdź Królestwo Twoje, bądź Wola Twoja jako w Niebie, tak i na ziemi’ oznacza, że wraz z Moim przyjściem na ziemię Królestwo Bożej Woli nie zostało założone, w innym przypadku powiedziałbym bowiem: Ojcze Mój, niechaj Królestwo, które założyłem na ziemi,  zostanie umocnione, a Nasza Wola w nim panuje i nim rządzi’. Przeciwnie, powiedziałem: Przyjdź Królestwo Twoje’, aby tym samym dać do zrozumienia, że ono ma przyjść i aby go ludzie mogli oczekiwać z taką pewnością, z jaką żydzi oczekiwali przyjścia Mesjasza.

Ze słowami Ojcze nasz…’ Boża Wola się związała i nimi zobowiązała. Ponieważ się zobowiązała, wypełni się z pewnością to, co w tych słowach obiecuje. Przygotowuję o wiele więcej, aniżeli to, czym jest całe stworze- nie; przecież niczego innego nie pragnę, jak tylko objawienia Królestwa Bożego i właśnie teraz jestem w trakcie jego zakładania.

Gdy ogłaszam te prawdy, o Mojej stwórczej Woli, to czynię to nie tylko dlatego, aby dać prostą naukę. Nie, chcę o wiele więcej – wszyscy mają poznać, że Królestwo Boże jest blisko, że mają wszystko wzniosłe, co je poprzedza, cenić, kochać i tęsknić – za wstąpieniem do niego i za ży- ciem w nim – w Królestwie, które jest tak święte i które daje pewność pełni wszelkiego dobra i wszelkiej szczęśliwości. Co tobie, córko Moja, może się wydawać niemożliwe, jest dla Naszego Słowa rzeczą łatwą, gdyż usuwa ono z drogi wszelkie przeszkody i osiąga to, co, gdzie i kiedy chce…”

Wtedy zapytałam: „Mój umiłowany Jezu, kiedy przyjdzie to Królestwo?” Jezus odpowiedział:

„Córko Moja! Zanim przyszło Zbawienie, musiało upłynąć 4000 lat, gdyż naród żydowski, który błagał o swojego przyszłego Zbawcę i za nim wzdychał, był najmniejszy, a co za tym idzie najmniej liczny. Jednakże  te dusze, które należą do Kościoła, stanowią wiele narodów i swoją liczebnością przewyższają o wiele naród Izraela. I tak oto ta wielka liczba skróci czas, w takim stopniu, w jakim prawdziwa religia się rozszerzy. Czy jest to czymś innym, aniżeli przygotowaniem Królestwa Mojej Woli na ziemi?”


Posted in Inne Orędzia, Jezus Król Polski, Objawienia | Otagowane: , , , | 83 Komentarze »

Błogosławiona Elena Aiello – Mistyczka cz.3

Posted by Dzieckonmp w dniu 13 marca 2014

NASTĘPUJĄCE SĄ CYTATY I NIEKTÓRE URYWKI WYPOWIEDZIANE PRZEZ SIOSTRĘ ELENE DO JEJ SŁUCHACZY PODCZAS JEJ OBJAWIEŃ MISTYCZNYCH

15 kwiecień 1938

(Jezus) – “Czy chciałabyś pójść ze Mną do Ogrodu Getsemani? Będziesz cierpiała za grzeszników. Grzech nieczystości sprawia, że człowiek jest odrażający…  Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą…

(Vera, zmarła przyjaciółka Eleny i stowarzyszenia)…  Jeśli chcesz być perfekcyjna, musisz przejść przez pustynie zanim dotrzesz do ziemi obiecanej… Miej odwagę! Każde cierpienie pali cie jak płomień ale pewnego razu Jezus zabierze cię do Swej Niebieskiej Chwały. … Jezus…  Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą co czynią. Popatrz na te uszy zakrwawione, posiniaczone od uderzeń, rozdarte przez ciernie. Ale dusze są uparte na głos łaski… to nieczystość przebija Serce Jezusa.
**************************************************************************************************

Ks. Prałat Cioffi, tłumacz  biografii i przyjaciel Siostry Eleny, przesłał te wcześniej nie publikowane przepowiednie Siostry Eleny do +sp. Steven Oraze, edytora budującej gazety Katolickiej, “Miłość Boża” wydaną przez Apostolat Katolicki Wydarzenia we Fresno, w Kalifornii. Początkowo, Ks. Prałat Coffi nie czuł się na nerwach, by je opublikować, ponieważ przesłania były bardzo ostre i obawiał się, ze ludzie nie zaakceptują ich. Pan Oraze, wziął je do swego biskupa, który dał mu Imprimatur, by je opublikować. W tym czasie, “Miłość Boża” była jedynym publicznym wydaniem tych orędzi. Pracownicy “Miłości Bożej” otrzymali bezpośrednie potwierdzenie z Nieba, aby publikować te orędzia więcej razy, tak by cały świat mógł je czytać. Oto one, wzięte prosto z tego czasopisma.

 

PROROCTWA SIOSTRY ELENY AIELLO

WIELKI PIĄTEK (16 KWIECIEŃ) 1954

“ Po rozpoczęciu się cierpień, koło godz. 1 po południu, Jezus objawił się mnie, cały pokryty ranami i krwawiący, i to mi powiedział:
“Zobacz moje dziecko, widzisz do czego zredukowały mnie grzechy człowieka. Świat zdegradował się w nadmiarze korupcji. Rządy ludzi urosły do miana diabłów wcielonych, i kiedy mówią o pokoju, przygotowują się do wojny z najgroźniejszą bronią by zniszczyć ludzi i narody. Ludzie stali się niewdzięczni Mojemu Najświętszemu Sercu, oraz nadużywają Mojego Miłosierdzia,  zamienili ziemię w scenę przestępstw”.

“Wielka liczba skandali sprowadza dusze do ruiny, szczególnie poprzez zepsucie młodych. Pomieszani i nieskrepowani w korzystaniu z przyjemności tego świata, zdegradowali swoje dusze w zepsuciu i grzechu. Zły przykład rodziców szkoli rodzinę do awantur i zdrady zamiast do cnoty i modlitwy, która jest umarła na ustach wielu. Rozmazana i uwiędła jest fontanna wiary i świętości w domach.

“Wola ludzi nie zmienia się. Żyją w uporze grzechu. Straszniejszy będzie bicz Boży i plagi by wezwać ich na drogi Boże; ale ludzie stają się zacieklejsi, jak zranione bestie (i twardnieją ich serca na Bożą Łaskę). Świat nie jest już godny przebaczenia, tylko ognia, zniszczenia i śmierci”.

“Potrzebne jest więcej modlitwy i pokuty od dusz Mi wiernych, aby przebłagać gniew Boży, i zmniejszyć zadaną karę WISZĄCĄ jeszcze nad ziemią dzięki wstawiennictwu Mojej Ukochanej Matki, która jest również Matką wszystkich ludzi”.

“O! jak smutne jest Moje Serce, kiedy widzę ze ludzie nie nawracają się (czy odpowiadają) na tyle wołań o miłość i żal, przejawionych przez Moją Ukochaną Matkę błądzącemu człowiekowi. Błądzący w ciemności, dalej żyją w grzechu i o wiele dalej od Boga! Ale Bicz Boży jest blisko aby oczyścić ziemię z nieprawości zła. Sprawiedliwość Boża wymaga zadośćuczynienia za wiele przewinień i wykroczeń, które pokrywają ziemie, które już dłużej nie będą kompromisowane. Ludzie są niepoprawni w winach i nie powrócą do Boga.

“Kościół jest oponowany, a księża są pogardzani z powodu tych złych, którzy dali zgorszenie. Pomóż Mi, przez cierpienie, by naprawić tyle nieprawości i w ten sposób uratować CHOĆ W CZĘŚCI, ludzkość osadzoną w bagnie korupcji i śmierci”.

“Spraw, żeby wszyscy ludzie wiedzieli, ze skruszeni muszą powrócić do Boga, a czyniąc to, mają nadzieje na przebaczenie i uratowanie ze słusznej zemsty wzgardzonego Boga”.

“To mówiąc Nasz Pan Bóg znikł. Potem ukazała się mi Madonna. Ubrana była na czarno, z siedmioma mieczami przebijającymi Jej Niepokalane Serce. Przybliżyła się  z wyrazem głębokiego smutku, łzami płynącymi po twarzy, przemówiła do mnie: “Słuchaj uważnie, i ujawnij to wszystkim:

“Serce Moje jest smutne z powodu tylu cierpień i zbliżającej się ruiny świata. Sprawiedliwość Naszego Ojca, jest mocno obrażona. Ludzie żyją w uporze grzechu. Gniew Boży jest blisko. Niedługo świat pogrąży się w wielkich klęskach, krwawych rewolucjach, przerażających huraganach oraz wylewających się rzekach i morzach”.

“Krzycz głośno, dopóki kapłani Boży nie zaczną słuchać mego głosu, poradź ludziom, ze czas ten jest blisko, na wyciągniecie reki. Jeśli nie wrócą do Boga z modlitwą i pokutą świat znajdzie się w nowej i o wiele gorszej wojnie. Najgroźniejsza broń zniszczy ludzi i narody! Dyktatorzy tej ziemi, osobnicy piekielni, zdemolują kościoły i sprofanują Najświętszy Sakrament, zniszczą rzeczy najbardziej bliskie sercu. W tej bezbożnej wojnie, wiele zostanie zniszczonego z tego co było zbudowane ręką ludzką.

“CHMURY I PIORUNY OGNIA NA NIEBIE ORAZ NAWAŁNICA OGNIA SPADNIE NA ŚWIAT. TEN STRASZNY BICZ, NIGDY PRZEDTEM W HISTORII LUDZKIEJ NIE WIDZIANY, BĘDZIE TRWAŁ SIEDEMDZIESIĄT GODZIN. BEZBOŻNI ZOSTANĄ ZGNIECENI I STARCI, WIELU ZGINIE PONIEWAŻ POZOSTANĄ W SWOIM UPORZE GRZECHU. POTEM BĘDZIECIE ŚWIADKAMI MOCY ŚWIATŁA NAD MOCĄ CIEMNOŚCI”.

“Nie milcz, Moja córko, ponieważ godzina ciemności, opuszczenia jest blisko. Pochylam się nad światem, podtrzymując w zawieszeniu Sprawiedliwość Bożą. W PRZECIWNYM RAZIE WSZYSTKO TO JUŻ BY SIĘ WYPEŁNIŁO. Modlitwy i pokuta są potrzebne, ponieważ człowiek MUSI POWRÓCIĆ DO BOGA i do Mojego Niepokalanego Serca – Pośredniczki człowieka u Boga, tak wiec ŚWIAT MOŻE CHOĆ W CZĘŚCI BYĆ URATOWANY”.

“Wykrzycz te rzeczy do wszystkich, jak echo mojego głosu. Pozwól wszystkim  dowiedzieć się tego, ponieważ to pomoże zbawić wiele dusz i zapobiec destrukcji w Kościele i na świecie.”

cdn nastąpi

Tłumaczyła : Bożena

Serdecznie dziękuję Bożenie za to tłumaczenie które przybliżyło nam tak mało znaną w Polsce blogosławioną Aielle Elenę.

 

Posted in Cuda, Kościół, Objawienia, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , , , | 24 Komentarze »

Magdalena Górnik – mistyczka i stygmatyczka

Posted by Dzieckonmp w dniu 4 marca 2013

Magdalena Górnik
(19 lipca 1835-23 lutego 1896)
Słoweńska kobieta żyła 47 lat bez żadnego ziemskiego pokarmu i nosiła ślady ran Chrystusa, czyniąc zadośćuczynienie Bogu za wszystkich grzeszników odpowiadając nas na Jego miłość.

Portret Magdaleny namalowany przez Nikolaj Mašukov, 2004)

Portret Magdaleny namalowany przez Nikolaj Mašukov, 2004)

Magdalena Górnik urodziła się w 1835 w biednej rodzinie rolniczej w miejscowości Janeži, w parafii Górze koło Sodražica, która jest około 50 kilometrów na południe od Lublany, stolicy kraju. Jej rodzice byli uczciwymi i pobożnymi chrześcijanami, którzy wychowywali siedmioro dzieci w tym duchu. Magdalena była normalną kobietą wiejską, pomagała rodzicom w pracy w gospodarstwie i cieszyła się w towarzystwie przyjaciół, była czuła i przyjazna.

Wiosną 1847 roku, kiedy Magdalena miała dwanaście lat, Opatrzność Boża interweniowała w jej życiu w sposób szczególny. Matka Boża objawiła się Magdalenie, gdy szła na pole pomóc matce. Matka Boża ukazała się jej i zapytała czy kocha Jezusa. Magdalena odpowiedziała, że ​​  Jezus wie najlepiej, czy ona go kocha. Nie rozpoznała Matki Bożej. Wtedy kobieta przedstawiła się jej jako Matka Jezusa i wszystkich ludzi. Ona wskazała Magdalenie swój zamiar że chce pouczyć ją dlaczego trzeba pracować i komu oferować swą pracę. Magdalena  powiedziała że kocha Jezusa, coraz bardziej zdecydowanie. Nauczyła Magdalenę, że powinna podziękować Bogu za całą  Jego dobroć i oferować wszystkie jej prace dla Niego. Wizja ta dotknęła serce Magdaleny bardzo głęboko. Ona od tego czasu jeszcze bardziej żarliwie modliła się i uważnie przygotowywała do Pierwszej Komunii Świętej.

Magdalena otrzymała Pierwszą Komunię Świętą w tym samym roku i została obdarzona wizjami  Chrystusa, który powiedział jej,  aby powiedziała innym o wielkiej  miłości do Komunii Świętej. Sama dorastała dalej w pobożności, jej serce coraz bardziej gorące z miłości do Jezusa uczestniczyło w każdej Mszy świętej. Zaczęła też uczestniczyć w szkółce niedzielnej, i mówiła że wszystko dla Niego.

Podczas Adwentu w 1847 roku, Magdalena stała się fizycznie bardzo chora. W styczniu 1848 jej stan zdrowia pogorszył się bardzo aż nastąpiła konieczność pozostać w łóżku. Znosiła straszny ból z niezwykłą cierpliwością – bez westchnienia lub skargi. Ból stopniowo się zwiększał, stając się  najgorszym w sierpniu 1848 roku. Jej nogi były sparaliżowane.

W dniu 2 sierpnia 1848 roku, Magdalena otrzymała drugą wizję Matki Bożej po przebudzeniu z omdlenia z powodu jej fizycznego bólu. Ona zobaczyła wzrok Matki Boskiej skierowany na nią gdy była blada i smutna. Matka Boża powiedziała jej, że ​​kiedy musi znosić coś ciężkiego, powinna znosić to cierpliwie, oferując wszystkie bóle Bogu, i że w takich sytuacjach należy myśleć o cierpieniu Jezusa. Magdaleno powinnaś wytrwale zaufać Jezusowi – od Niego wszystko otrzymasz.
Po tym spojrzeniu Matki Bożej, Magdalena została niemal całkowicie uzdrowiona, tylko jej nogi pozostały sparaliżowane.

Opis Magdaleny jej wizji na 05 sierpnia 1856 wraz z jej podpisem

Opis Magdaleny jej wizji na 05 sierpnia 1856 wraz z jej podpisem

11 sierpnia 1848 r. był dniem pierwszej ekstazy mistycznej  Magdaleny. W duchu, została przeniesiona do ciemnej wąskiej , stromej i trudnej ścieżki, i usłyszała głos:
„Jeśli chcesz iść do nieba, musisz udać się na tą ścieżkę.”
Magdalena postanowiła, że podejmie to wezwanie: „. Chętnie, chętnie pójdę na tą drogę”

Od 24 sierpnia 1848 r, ona doświadczyła ekstaz i wizji na aż do jej śmierci w 1896 roku. Jej duchowa misja się rozpoczęła: cierpieć dla przebłagania za grzech i wezwanie do pokuty. Od 25 września aż do jej śmierci, Magdalena nie spożyła ziemskiego jedzenia, z wyjątkiem kropli wody. Jej jedzeniem była tylko Eucharystia i nie-zwykły mistyczny pokarm który otrzymywała podczas ekstazy. Następnie w środę przed Adwentem w 1848, Magdalena otrzymała stygmaty.

W latach 1848 do 1853 miała miejsce wielka liczba mistycznych zjawisk ekstaz i wizji towarzyszących Magdalenie, potwierdzając, że Bóg mówił przez nią. Podczas ekstaz Magdalena wzywała i zapraszała wszystkich do pokuty, nawrócenia i zadośćuczynienia za wykroczenia i brak miłości do Boga. Ona również mówiła o karze Bożej, jeśli nawrócenie nie będzie miało miejsca. Magdalena mówiła że podstawowym celem naszego ziemskiego życia jest  uwielbienie Boga.

W tym okresie, świeckie władze i niektórzy księża strasznie prześladowali ją, pisali listy do biskupa , w gazetach pisali oszczercze  artykuły. Mimo tej nienawiści do niej Kościół a raczej współczesny biskup Ljubljany bronił ją przed tymi oszczerstwami władz świeckich jak i różnych duchownych, będąc przekonany o jej niewinności (że nie jest oszustem) i jej pobożności. Od 02. marca do 11 kwietnia, 1852, miało miejsce dochodzenie Kościelne w badające te wizje. Badający to przeważnie pobliscy kapłani, którzy byli w szoku i niedowierzaniu w sprawie Magdaleny, podczas badań  przekonali się o prawdziwości zjawisk mistycznych i że Magdalena nie jest oszustem.

W dniu 9 kwietnia 1855, Bóg uzdrowił nogi Magdaleny które były 7 lat sparaliżowane, i zaczęła chodzić ponownie. Jednak w wizji Jezus powiedział jej, że mimo tego uzdrowienia, ​​nie będzie żyć bez cierpienia na tym świecie. W 1867 roku proboszczem parafii został, Janez Kaplenek, który akceptował Magdalene i zaprosił by zamieszkała na plebani. Magdalena mieszkała tam do śmierci w 1893 roku. W tym okresie, ekstazy, wizje  i inne mistyczne zjawiska były kontynuowane. Władze świeckie, jak również część księży, nadal przyczyniali się do  jej wielkiego cierpienia. Ponadto, oszczercze języki wyśmiewające ją i jej niezwykłe życie oraz zjawiska mistyczne, sprawiając jej wielkie cierpienia moralne. [ Admin… żywo przypomina mi to obrońców jak postępują z Marią od Bożego Miłosierdzia] W tym samym czasie, wielu wykształconych ludzi, a wśród nich ważni kościelni i świeccy, dygnitarze byli świadkami jej ekstaz i jej mistycznego uczestnictwa w doświadczeniu cierpienia Chrystusa, zwłaszcza w okresie Wielkiego Tygodnia. Dr Franciszek Lampe, ważny słoweński filozof, teolog, pisarz i redaktor, nawiązał kontakt z nią i uczęszczał do niej prawie do końca jej życia.

Matka Boża Śnieżna Kościół parafialny w Górze i cmentarz

Matka Boża Śnieżna Kościół parafialny w Górze i cmentarz

W ciągu roku, podczas gdy w ekstazie Magdalena była wielokrotnie odwiedzana przez Matkę Boską i Jezusa, otrzymała wiele  ​​darów duchowych, które dane jej były przez Boga w celu nawrócenia dusz i zadośćuczynienie za grzechy. Magdalena powiedziała, że bez nawróćenia, ludzie będą znosić wielkie cierpienia.
Podczas całego tego czasu, Magdalena była aktywna w swojej społeczności w Kościele. Była nauczycielką w szkole  i była aktywna społecznie jako przyjaciel i doradca duchowy. Ofiarowała pieniądze jakie otrzymywała za pracę w szkole dla biednych dzieci.

Kiedy Magdalena była chora pod koniec jej życia, jedna z jej młodszych sióstr wyraziła zaniepokojenie spodziewaną dużą liczbą osób, które będą uczestniczyć w jej pogrzebie. Magdalena uspokoiła ją, mówiąc: „Bądź spokojna, nasz kochający Bóg uczyni wszystko dobrze.”

Jej święta śmierć
W dniu 23 lutego 1896 roku, w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu, Magdalena zmarła w wieku 60 lat z tego, co uważano na gruźlicę. Zmarła wieczorem po odpowiedzi na pytanie jej siostry „Powiedziała jej, że Jezus i Maryja będą się nią opiekować.

Dzień jej pogrzebu, 26 lutego tak jak  Magdalena powiedziała do siostry że Bóg uczyni wszystko  był dniem niezwykłych obfitych opadów śniegu, że tylko kilka lokalnych osób mogło być obecnymi na pogrzebie. Magdalena został pochowana na cmentarzu kościoła w Górze w miejscowości Petrinci w grobie swoich rodziców.

W chwili obecnej, ożywiła się pamięć o Magdaelnie w Słowenii , pielgrzymi przyjeżdżają  na jej grób i modlą się za jej wstawiennictwem. Jak dotąd, jest wiele świadectw o  rozwiązywaniu rodzinnych problemów, o  uleczeniu dolegliwości fizycznych, porzuceniu alkoholizmu, a także osób uzyskujących potrzebną pracę czy odnoszących za jej wstawiennictwem sukcesów w szkole. To przebudzenie Słoweńców jest zgodne z wypowiedzią  Stanislav Lenič, biskupa diecezji w Lublanie  w latach 1968/91, który stwierdził że Magdalena przepowiedziała, iż 6 pokoleń po jej śmierci pojawią  się cuda  za jej wstawiennictwem.

Anton Stres, obecny biskup Lublany, wydał pozwolenie na rozpoczęcie przygotowań do możliwości otwarcia procesu dochodzenia do uznania jej świętości. Ponadto Konferencja Słoweńska Episkopatu wydała rekomendację, aby życie Magdaleny stało się  znane, wydając między innymi książkę w języku słoweńskim: „Magdalena Górnik”. Książka jest obecnie również w języku angielskim.

Magdalena cierpienie stygmaty

Magdalena cierpienie stygmaty

Mistyczne Zjawiska w życiu Magdaleny Górnik
Tutaj wymieniono i opisano tylko niektóre z mistycznych zjawisk z jej życia. Wszystko, co jest tutaj wymienione jest historycznie potwierdzone w dokumentach archiwalnych, które dotyczą jej życia. Większość z materiałów archiwalnych na temat Magdalena Górnik można znaleźć w Archiwum Archidiecezjalnym w Lublanie.

EKSTAZY
1-sze ekstazy Magdaleny miały miejsce gdy miała 13 lat (11 sierpnia 1848). Od 24 sierpnia 1848, aż do śmierci w dniu 23 lutego 1896 roku, była w ekstazie, co wieczór. Czasami była w ekstazie kilka razy dziennie. Jej ekstazy w piątki, które trwały 3 godziny, i te, podczas Wielkiego Tygodnia były szczególnie wyjątkowe. Ponadto Magdalena była czasami w ekstazie kilka dni, a nawet cały tydzień. Faktycznie, czas trwania ekstaz zależał od  święta lub świętości chwili, czyli ekstazy, zbiegły się  z rokiem kościelnym. Magdalena była w ekstazie po każdej Mszy .

Podczas  ekstazy Magdalena wiedziała, kiedy kapłan niosący Eucharystię był blisko niej, i natychmiast ona zwracała się  w tym kierunku i klęczała nawet gdy wizualnie nie mogła zobaczyć księdza.

Magdalena była w stanie opowiedzieć wszystko, co wydarzyło się w czasie jej ekstazy. Wyraźnie odróżniała to, fakty dotyczące tego gdy była świadoma, od tych gdy była w ekstazie. Każda z jej ekstaz dotyczyła również otrzymywania  wizji. Podczas ekstazy jej organizm nie był wrażliwy na wszelkie bodźce zewnętrzne.
Podczas ekstazy, często uczestniczyła w mistycznym cierpieniu, nawet w ostatnich latach jej życia, szczególnie cierpiała pod koniec każdej ekstazy. W tym czasie stygmaty również jej się otwierały.

WIZJE
Treści wizji Magdaleny były bardzo zróżnicowane. Odpowiadały one porom roku kościelnego. Magdalena miała wizje wszystkiego co dotyczyło jej życia, w tym dnia przed jej śmiercią. W wizjach widziała i przemawiała do aniołów, Maryi Panny, Trójcy Świętej, jak i do  niektórych świętych. Wizje aniołów prawie zawsze były połączone z wizją Maryi Panny lub Trójcy. Aniołowie często dawali Magdalenie różne instrukcje, zwłaszcza dotyczące  czci Maryi i uwielbienia Boga, i często płakali nad niewierzącymi. Maryja mówił do niej wiele razy, o pokorze, posłuszeństwie i konieczności modlitwy do Ducha Świętego o oświecenie i o odwagę w znoszeniu cierpienia z radością i cierpliwością. Ona często zapraszała Magdalene do medytacji nad cierpieniem i śmiercią Jezusa. Magdalena często widziała Maryję jako orędowniczkę błagającą własnego Syna o miłosierdzie dla ludzkości.

Bardzo często, szczególnie w piątki i podczas Wielkiego Postu, Magdalena współuczestniczyła poprzez wizje w cierpieniu Jezusa jak ewangeliści to opisali. Na Wielkanoc była świadkiem zmartwychwstania Jezusa, a później także Jego wniebowstąpienia. Kiedy była w domu, często uczestniczyła we mszy świętej w miejscowym kościele mając wizje.

Mistycznego komunia
Magdalena otrzymywała Komunię sakramentalną, tj., Komunię Świętej, jak wszyscy wierni  na Mszy świętej, a także komunię mistyczną, jak znani w Kościele niektórzy święci.

Otrzymywała komunię sakramentalną zwykle od miejscowego księdza. Czasami on przyniósł jej Komunię Świętą do domu.

Mistyczna Komunia była czymś szczególnie wyjątkowym. Otrzymywała ją tylko podczas ekstazy. Ponad tysiąc osób widziało, jak cały rok przygotowywała się specjalnie do tego celu, U Magdaleny nagle pojawiła się Święta Hostia w ustach bez kapłańskiej interwencji, a następnie zaraz potem widzieli specjalny kielich i słyszeli jak pije Magdalena Krew Świętego Zbawiciela . Wielu księży zostało także przekonanych o tym gdy byli świadkami  na własne oczy.

Lewitacja
Zjawisko lewitacji w powietrzu wystąpiło wiele razy u Magdaleny, kiedy bardzo mocno pragnęła Komunii św. W czasie, gdy miała silne pragnienie otrzymania żywego Jezusa unosiło się jej ciało w powietrze. Ona również lewitowała innymi razy np. gdy kapłan udzielał błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem, jak również podczas jej śmierci mistycznej w Wielki Piątek i jej mistycznego zmartwychwstania w poranek wielkanocny.

grób Magdaleny w czasie obchodów jej narodzin 19 lipca 2007

grób Magdaleny w czasie obchodów jej narodzin 19 lipca 2007

Stygmaty
Magdalena otrzymała ślady ran Jezusa jako dziewczyna trzynastoletnia. Pojawiły się  widoczne rany na dłoniach, stopach i boku przez siedem lat, po czym tylko rany na boku pozostały otwarte do końca jej życia. Jednak, kiedy rozmyślała  o  koronie cierniowej lub innych cierpieniach Zbawiciela, rany otwierały się na jej czole. Krew spływała jej po twarzy mocnymi strumieniami. Dodatkowo, szczególnie w okresie Wielkiego Tygodnia, kiedy towarzyszyła Jezusowi w Jego cierpieniu, rany Jego biczowania otwierały się także na jej ciele do tego stopnia, że ​​krwią zalane były wszystkie jej ubrania. Stygmaty były powodem jej bardzo wielkiego cierpienia, ale Magdalena nigdy nie skarżyła się na ból. Ona całkowicie  była poddana woli Boga i oferowała to cierpienie dla Niego. Lekarze badali stygmaty, a księża obserwowali je, nikt nie mógł ustalić żadnego podstępu lub wszelkiego rodzaju innej  histerii.

Od trzynastego roku życia aż do swojej śmierci, Magdalena nie jadła ziemskiego jedzenia. Tak więc przez czterdzieści siedem lat żyła bez jedzenia. Nie mogła znieść zapachu wspólnych posiłków. Jej jedzeniem była tylko Eucharystia i jakiś rodzaj niebiańskiego pokarmu, który jadła tylko, gdy była w ekstazie. Pomimo, że nie jadła pełniła swoje codzienne obowiązki z łatwością.

PODARUNEK KRZYŻYKA
Podczas ekstazy, Magdalena otrzymała kilka podarunków, które były zauważone nie tylko przez nią, ale również przez innych ludzi. Jednym z nich było niebiańskie jedzenie, które Magdalena jadła prawie codziennie na koniec po jej ekstazie. Najczęściej otrzymywała je podczas wizji Marii Panny, lub aniołów. Świadkowie informowali, że widzieli żywność w postaci małych cząstek lub granulatu,  w różnych kolorach. Magdalena powiedziała, że to jedzenie było pokazane ludziom przede wszystkim po to aby ludzie w to uwierzyli, że Bóg przemówiła przez nią.

Szczególnie ciekawy był mały krzyżyk który Magdalena otrzymała w czasie ekstazy, który pozostał na jej piersi nawet gdy ekstaza się skończyła. Ten mały krzyż pozostał na jej ciele, bez łańcuszka czy innego łącznika, i nigdy nie upadł na podłogę. Dwóch kapłanów dotknęło i ucałowało krzyżyk, z których jeden opisał o  tym wydarzeniu  w liście do biskupa. Magdalena otrzymała go podczas ekstazy wieczorem, po której pozostał z nią na noc, ale podczas jej zwykłego stanu rano zniknął, ona wtedy otrzymała go ponownie podczas kolejnej ekstazy wieczorem.

Miejsce pierwszej wizji Magdaleny

Miejsce pierwszej wizji Magdaleny

ZNAJOMOŚĆ JĘZYKÓW
Podczas ekstazy Magdalena rozumiała i mówiła w różnych językach, których nigdy nie uczyła się lub nigdy o nich nie słyszała.

ZNAŁA SERCA
Magdalena miała też dar czytania duszy, tzn. rozumienia wewnętrznego stanu dusz. Znała intencje, z którymi człowiek przychodził do niej, lub jeśli ktoś poprosił ją o to ona przedstawiała  mu wewnętrzny stan jego duszy. Na żądanie wielu kapłanów, wyjawiła im  ich stan wewnętrzny.

-Magdaleno Górnik, módl się za nami!
______________________________________
-Aby uzyskać bardziej szczegółowe informacje na temat Magdaleny Górnik, odwiedź witrynę internetową:
http://zupnije.rkc.si/sodrazica/MagdalenaGornik/index-MagdalenaGornik_A.html

Streścił : Dzieckonmp

Posted in Cuda, Objawienia, Proroctwa, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , , | 31 Komentarzy »

Wywiad z ks. Zlatko Sudac

Posted by Dzieckonmp w dniu 3 kwietnia 2012

Ojciec Zlatko Sudac urodził się 24 Stycznia 1971 roku. Pochodzi z miasta Vrbnik, na wyspie Krk, w Chorwacji. Rozpoczął naukę w seminarium duchownym w 1993, po ukończeniu obowiązkowej służby wojskowej w Armi Jugosłowiańskiej. Wyświęcony został na kapłana 29 Czerwca 1998 roku i został księdzem w Diecezji Krk w Chorwacji. Jego rodzice wciąż żyją. Ma jedną, zamężną siostrę z trójką dzieci.
Ojciec Sudac otrzymał krzyż na czole w maju roku 1999, w piątek po beatyfikacji Ojca Pio. Po otrzymaniu stygmatów Ojciec Zlatko był wysłany na badania do Kliniki Gemelli w Rzymie. Wyczerpujące badania wykazały, że krzyż na czole Ojca Zlatko Sudaca nie jest ludzkiego pochodzenia, to znaczy pojawił się w sposób niewytłumaczalny przez naukę medyczną. Ojciec Sudac otrzymał również stygmaty na nadgarstkach, stopach i w swoim boku 4 października 2000 roku w Dzień Św. Franciszka z Asyżu, który był pierwszym znanym stygmatykiem w historii Kościoła.
Ojciec Sudac obecnie pracuje w centrum rekolekcyjnym Betania, ktore mieści się w maleńkiej wiosce Cunski, na wyspie Mali Losinj. Wyspa ta położona jest na północnym Adriatyku, niedaleko na południe od chorwackiej Rijeki. Wyspa ta była niegdyś częścią wyspy Cres. W czasach rzymskich dwie wyspy oddzielone były miastem Osor, kiedy został wykopany kanał. Na północny wschód od Losinj i Cres jest wyspa Krk, która daje nazwę lokalnej diecezji. Mali Losinj liczy sobie ok. 6500 mieszkańców. Datuje się go na przynajmniej XII wiek, kiedy to tuzin chorwackich rodzin udało się tam z Węgier, chroniąc się przed atakiem Mongołów. Dzisiaj Losinj jest bardzo popularnym miejscem turystycznym ze względu na piękną scenerię wyspy, krystalicznie czysty Adriatyk i jego piękne plaże.

Główny przekaz Ojca Sudaca jest bardzo prosty: to miłość musi być fundamentem wszystkiego tego, co robimy, i jeśli żyjemy w miłości, wtedy żyjemy w Bogu; musimy być otwarci na dary Ducha Świętego i na Jego pracę w naszym życiu, abyśmy mogli żyć pełnią tego, co Bóg chce nam dać; musimy umrzeć dla samych siebie ażeby Bóg wypełnił nas Sobą; musimy być całkowicie normalnymi ludźmi, stąpającymi twardo po ziemi, musimy jednak zawsze pamiętać, że choć żyjemy na tym świecie, nie jesteśmy z niego. To tylko niektóre z najważniejszych myśli Ojca Sudaca. Odwiedził on dwa razy kościół pod wezwaniem św. Hieronima ze Strydonu w Chicago. Poniżej jego wezwanie w jego własnych słowach:

P: Czemu zdecydowałeś się na kapłaństwo?

Przez wiele lat myślałem nad sposobem, w jaki zrealizuję siebie najpełniej. Ukończyłem wyższą szkołę inżynierii mechanicznej. Wtedy zacząłem studiować filozofię i psychologię. Zdecydowałem się przejść do seminarium duchownego aby stać się kandydatem do kapłaństwa w mojej diecezji. Aby mówić o moim życiowym powołaniu, należy spojrzeć nieco głębiej, do mojego serca. Każdy człowiek pyta sam siebie jakim sposobem najpełniej osiągnie samorealizację. W ten sam sposób myślałem o tym, w jaki sposób mogę poświęcić samego siebie. Duchowość zawsze mnie ekscytowała. Zawsze czytałem książki o tematyce religijnej. Wtedy po prostu zdecydowałem, i to był ostatni krok ku całkowitemu zaufaniu Bogu. Zobaczyłem, że praca z ludźmi, z chorymi, ze zmarginalizowanymi czyni mnie szczęśliwym, i że żyjąc w ten sposób, nigdy nie będę sam. Ten, kto żyje dla ludzi, otrzymuje od nich bardzo wiele. Są to rzeczy, których wartość jest wieczna. Jednym z głównych powodów waszego istnienia na Ziemi jest bycie ludźmi, którzy kochają i którzy żyją dla innych. Dziś jest to absolutnie konieczne. Jestem młody. Przede mną jest życie i przyszłość, więc modlę się do Boga o łaskę okazania serca dla każdej ludzkiej istoty, szczególnie dla tych, którzy są z dala od innych ludzi, od Boga i od siebie.

P: Czy miałeś katolickich rodziców? Czy mieli oni pozwolenie na praktykowanie swojej wiary i czy komunistyczna idea ateizmu wpłynęła na ciebie? W jaki sposób poznałeś Boga w czasach komunizmu?

Moja rodzina jest tradycyjna katolicką rodziną. I to właśnie tradycja jest dla wielu przeszkodą w doświadczeniu życia. Przychodziłem do kościoła zadowalając się myślą, że znam i kocham Boga. Wtedy zrozumiałem, że to nie jest miłość, lecz nawyk. Zadałem sobie pytanie, czy chciałbym być osobą kochaną przez innych tylko z przyzwyczajenia. Jak czuje się Bóg, kiedy kochamy Go z przyzwyczajenia? Wtedy zrozumiałem, że Bóg jest Kimś żywym, oryginalnym, Kimś tak głęboko zakorzenionym w głębokościach naszego istnienia, Kimś kto zmienia nasze życie i Kto daje nam siłę aby być świadectwem dla innych. Aby kochać Go w chwili obecnej. Aby żyć teraz, nie jutro czy w przyszłości. Aby żyć na każdym kroku z Bogiem. To znaczy być posłańce Boga. To jest coś, co zawsze budziło we mnie swoistą ciekawość Boga. Bóg jest Ojcem wszystkich ludzi, którzy wyznają Jezusa Chrystusa. Każdy potrzebuje głębokiej wiary ducha by żyć dla innych, ponieważ Bóg umarł za wszystkich.

P: Ile lat miałeś, gdy wstąpiłeś do seminarium?

22.

P: Ile lat miałeś podczas swoich święceń?

27. To było 29 czerwca 1998, w uroczystość św. Piotra i Pawła.

P: Czy jesteś w ruchu charyzmatycznym?

Na Soborze Watykańskim II, nasz Kościół zdefiniował siebie jako instytucjonalny i charyzmatyczny. Problemem jest to, że wielu charyzmatyków żyje poza instytucjonalnym kościołem. Żyjemy w czasie kiedy nasza jedność z biskupami i papieżem jest jedyną gwarancją prawdziwych i prawidłowych działań zarówno duchownych jak i świeckich. Jeśli Bóg daje mi specjalną misję, wtedy nie muszę się o nią martwić. Jeśli Bóg sobie tego życzy, wtedy zrobi to poprzez kościół i jego liderów- On umożliwi mi życie charyzmatami dla dobra kościoła i wszystkich ludzi. Ja jestem jedynie częścią mozaiki. I byłoby dla mnie lepiej, gdybym się nie urodził jeśli miałbym skupiać uwagę na sobie, nie na Jezusie Chrystusie. Tak naprawdę to jest jedyna droga by służyć Bogu w tym millenium.

P: Byłeś w seminarium 4 czy 5 lat?

Sześć lat.

P: Ile masz rodzeństwa?

Mam jedną siostrę. Jest zamężna i ma dwójkę dzieci.

P: Na jakiego rodzaju spotkaniu modlitewnym byłeś, gdy Bóg obdarzył cię stygmatami?

Tak napisały gazety. Ale w rzeczywistości nie było to spotkanie modlitewne. Było to przyjacielskie spotkanie w domu pewnej rodziny. Kiedy mówię o tych wszystkich wydarzeniach które miały wtedy miejsce, mówię z ogromną bojaźnią Bożą, ponieważ sam doświadczyłem, jak to wszystko mnie przerosło. Wielu ludzi pytało mnie co ja o tym myślę, i odpowiadałem im, że chcą wiedzieć coś, czego ja sam nie wiem. Jezus Chrystus powiedział, że po owocach ich poznacie. Jeśli ludzie przychodzą na moje Msze i seminaria, i doświadczają tam Boga oraz zmiany w swoim życiu, jeśli wielu ludzi jest uzdrawianych, jeśli skonfliktowani przebaczają, jeśli ludzie wyrzucają cały swój bród przed Bogiem i szukają pojednania z Nim, jeśli strudzeni znajdują nadzieję powracając, w takim razie to są te owoce na które powinniśmy zwrócić uwagę (a nie na mnie). Stale ogłaszam na seminariach, że jeśli przybyłeś tutaj ze względu na mnie, to popełniłeś błąd, lecz jeśli przyszedłeś ze względu na Chrystusa- zostań. Musimy dostrzec Tego, Który daje, a nie prezent. Doświadczam siebie jako sandałów, które zakłada Bóg, i dzięki którym będzie kroczyć, tak więc poprzez nie (sandały) może przyjść do tych ludzi, których chce spotkać. Niech Bóg da mi siłę, bym całym swoim życiem służył Jemu, dla Jego chwały.

P: Czy odczuwasz ból na czole?

Nie boli mnie, z wyjątkiem gdy się modlę- czuję, że pulsuje. W pierwsze piątki i określone dni rana krwawi i cieknie, jakby płakała.

P: Czy jesteś blisko Matki Najświętszej?

Bardzo. Jest moją ukochaną matką. Wszystkie siły zła upadają przed nią. Można modlić się do Niej tylko z czystym sercem, będę wdzięczny za jej ochronę do końca mojego życia. Osobiście poświęciłem samego siebie Niepokalanemu Sercu Maryi. Mateczka jest naprawdę delikatniejszą stroną naszej duchowości. W tym szorstkim, technicznym społeczeństwie brakuje nam Matki łagodności.

P: Czy poświęciłeś się Maryi jako dziecko?

Zrobiłem to rok temu.

P: Czy byłeś blisko Maryi jako mały chłopiec?

Jest jedna interesująca historia dotycząca mojej mamy. Kiedy była młodą dziewczyną, chciała być zakonnicą u Misjonarek Miłości. Ale w tamtym czasie wymagano, by rodzina dała określoną sumę pieniędzy dla przyjęcia dziewczyny do klasztoru. Moja babcia była bardzo biedna i nie było jej na to stać. Właśnie wtedy moja matka przysięgła Maryi, że jeśli nie zostanie zakonnicą i Bóg da jej syna, wtedy ofiaruje go Bogu. Moja matka powiedziała mi to dopiero w momencie, gdy powiedziałem jej, że chcę być księdzem. Nigdy nie wiedziałem niczego o tym jej ślubie. W tamtej chwili, przez łzy, powiedziała mi o tym. Dzięki temu widzę, że wstawiennictwo Matki Najświętszej ochroniło mnie.

P: Czy twój ojciec żyje, jeśli tak, gdzie mieszkają?

Tak, żyją na wyspie, Krk, w tym samym miejscu z którego pochodzi arcybiskup Zagrzebia. W mojej diecezji jest ok. 70 księży. To jedna z najmniejszych diecezji w całej Chorwacji.

P: Czy byłeś w Medjugorie?

Trzy razy. To były niezapomniane doświadczenia. Święte miejsce modlitwy, ciszy i nawrócenia serca.

P: Czy byłeś już księdzem, kiedy po raz pierwszy wybrałeś się do Medjugorie?

Byłem wtedy bardzo młodym chłopcem.

P: Jaka jest najważniejsza rzecz, którą odnalazłeś w Medjugorie?

Uczciwość. Umiłowanie prawdy. Dziś prawda prowokuje. A Maryja sama nie może prosić o całego mnie. Oddając siebie Maryi i Bogu, nie gubię siebie, lecz się odnajduje. Właśnie to przywiozłem z Medjugorie. Wiadomość jaką otrzymałem- mieć bezwarunkowe zaufanie do Boga.

P: Czy Jezus albo Maryja kiedykolwiek do Ciebie przemawiali?

Nigdy nie miałem wizji ani objawienia, lecz prowadzę rozmowy serca. Jest to dar rozeznawania i czytania ludzkich serc. Ten dar objawia się we mnie podczas rozmów duchowych oraz wysłuchiwania spowiedzi. Jest zawsze dawany jako pomoc dla danej osoby, aby mogła wyrazić siebie i zakochać się w Bogu.

P: Czy dar czytania dusz przyszedł po stygmatach?

Przed fenomenem stygmatów miałem dary takie jak dar języków, dar uzdrawiania, dar rady, powoli przyszedł też dar mądrości. Po stygmatach otrzymałem wiele innych prezentów. Niektóre z nich bardzo mnie przytłoczyły. Potrzebuję trochę czasu, by przyzwyczaić się do tego, co się dzieje. Odnoszę się teraz szczególnie do darów lewitacji, bilokacji, oświecenia i znajomości przyszłych wydarzeń- najbliższej przyszłości, w szczególności jej zagrożeń.

P: Czy wolno ci o tym mówić?

Wolałbym przeczekać, aż minie pewien okres czasu. Współpracuje z niektórymi ekspertami- najlepszymi na świecie. Chciałbym, aby cała ta rzecz była z ich strony obserwowana. I dopóki Kościół oficjalnie nie odniesie się do tego szczególnego fenomenu, w swoim sercu nie jestem pewien czy dobrze jest mówić o tych rzeczach. Chcę zwrócić uwagę na Jezusa Chrystusa i obawiam się, że poprzez te rzeczy mogę zwracać uwagę na siebie. Jestem grzesznym człowiekiem. Od naznaczenia stygmatami, mam ogromną potrzebę spowiedzi. Dla mnie jest to taki sam sakrament jak dla każdego chodzącego po tej ziemi.

P: Mówiłeś o darze języków, czy jest to dar języków czy raczej dar mówienia różnymi językami?

Nie, dar języków ma dwie albo trzy odmiany. Jedna jest taka, że osoba nigdy nie ucząca się danego języka jest nagle w stanie się w nim porozumiewać. Kolejna jest taka, że człowiek jest w stanie mówić w starym, zapomnianym Hebrajskim, Aramejskim lub innym semickim języku. Trzecią odmianą jest dar tzw. paplaniny- kiedy osoba poprzez łaskę Boga jest w stanie mówić tzw. językiem anielskim. Ten dar jest wspomniany w Piśmie Świętym. Musimy być bardzo ostrożni przy tym darze, gdyż złe duchy również używają tego fenomenu języków. Kiedyś odbył się seans, gdzie ludzie modlili się językami i zostało to nagrane na kasetę. Później osoba, która miała dar tłumaczenia języków, usłyszała na niej bluźnierstwa, przekleństwa i profanację przeciwko Bogu. W dniu Pięćdziesiątnicy, kiedy apostołowie mówili różnymi językami, jeden mówił i każdy rozumiał. Na naszych spotkaniach modlitewnych najczęściej jest tak, że w językach modlą się wszyscy, a nikt nie rozumie. Moje doświadczenie jest takie: kto ma dar języków i czuje czystość w sercu oraz potrzebę chwalenia Boga za ten dar, powinien zacząć modlić się głośno. Ale jeśli w tym momencie osoba z darem tłumaczenia języków nie tłumaczy, wówczas ten dar w tym momencie nie jest dany dla budowania wspólnoty, lecz dla indywidualnego budowania tej osoby. Wtedy zalecam, aby ta osoba modliła się po cichu. Każdy dar, który jest nam dany, przeznaczony jest dla wspólnoty, nie dla indywidualnych osób. Jestem na służbie woli Bożej.

P: Czy możesz opowiedzieć nam o swojej bilokacji?

Jest to bardzo interesujący dar, który objawia się tylko w tym momencie, kiedy ludzie o nim zaświadczą. Osoba z tym darem do ostatniej chwili nie jest pewna, co się z nią dzieje. Masz uczucie, że jesteś w jednym miejscu, lecz twoje serce i wyobraźnia chcą być gdzieś indziej. Zdarza się to gdy osoba ma zakaz przebywania z Bogiem, modlitwą, Najświętszym Sakramentem. Przy podobnym zakazie, którego doświadczyłem, dar bilokacji zamanifestował się sam.

P: Nie pozwolili ci zbliżać się do Boga, więc kiedy bilokowałeś, byłeś blisko Niego?

Byłem z Bogiem w jednym miejscu i w drugim, lecz w tym innym miejscu doświadczałem więcej w moim sercu i wyobraźni aniżeli w ciele. Interesujące było to, że wiedziałem o wszystkim, co się działo wokół. Przypisałbym to wszystko swojej wyobraźni, gdyby nie kilka osób, które zgłosiły się i to potwierdziły- 6 osób, które widziały mnie tam fizycznie. Z jedną z tych osób nawet podałem sobie rękę.

P: Czy to było w domu w twojej diecezji?

W tym samym czasie przebywałem z młodzieżą, modląc się i medytując. (Komentarz O. Jozo: „i wiedzieli, że tam był- modlił się z nimi. W drugim miejscu był kościół i kilku ludzi widziało go naprzeciwko kościoła i uścisnęli sobie ręce, więc wiedzieli, że tam był również”).

P: Ojcze Sudac, na początku wywiadu powiedziałeś, że dało ci to ogromną bojaźń Bożą, strach przed Panem.

Nadal czuję go bardzo wyraźnie. Bóg jest Kimś, Kto przerasta moje wszelkie myśli o Nim. On przerasta nasze uczucia, a nawet stan naszych dusz. Niemożliwym jest mówić o Nim. Jedynym sposobem komunikacji z Nim jest miłość do Niego. Musimy pogrążyć się w Bogu tak głęboko, że ‚ja’ już nie istnieję, istnieje tylko Bóg. Kiedy to robię, nie gubię siebie, lecz odnajduje się w Nim. To może być zrozumiane tylko przez tych ludzi, którzy kochają Boga całym swoim sercem, całą swoją duszą i ze wszystkich swoich sił. Jeśli ktoś grzeszy, to jedyną przyczyną jego grzechu jest brak miłości do Boga oraz brak miłości do ludzkości i samego siebie, to jest przyczyna wszelkiego zła. Jeśli ta poraniona ludzkość wynalazłaby formułę na miłość, bezwarunkową miłość, to życie stałoby się rajem na ziemi.

Tłumaczył: Szymon

Posted in Cuda, Kościół | Otagowane: , | 32 Komentarze »

Syria Bóg ostrzega: najpierw daje ostrzezenia w postaci objawień a następnie wymierza sprawiedliwość

Posted by Dzieckonmp w dniu 20 lutego 2012

Myrna Nazzour mieszkająca w Damaszku w Syriito jedna z największych obecnie żyjących mistyczek kościoła katolickiego otrzymała orędzia zjednoczenia Chrześcijan. Pisałem o Niej w lipcu 2011 roku a artykuł jest tutaj. Myrna ostrzega świat przed niebezpieczeństwami jakie zagrażają mu. W proroctwach Myrny pojawia się zapowiedź trwającej wiele lat niezwykle wyniszczającej wojny. Proroctwa Myrny ostrzegają ludzkość przed grożącym głodem i nieznanymi chorobami mającymi z dziesiątkować ludność świata.Według Myrny tylko przestrzeganie postu i gorące modlitwy są  w stanie uratować ludzkość przed grożącą im zagładą.

ZBIERAJCIE SIĘ RAZEM I MÓDLCIE SIĘ. MÓDLCIE SIĘ , MÓDLCIE SIĘ. JAKŻE PIĘKNE SA MOJE DZIECI POKORNE NA KOLANACH.

Przepraszam że wklejam film tej telewizji, ale ten jeden chyba można zobaczyć .

xkoitq_myrna-nazzour-nie-do-wiary_lifestyle

Posted in Apokalipsa, Cuda, Film, Objawienia, Uzdrowienia, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , | 12 Komentarzy »

NARODZONA DLA KRZYŻA cz.3

Posted by Dzieckonmp w dniu 12 lutego 2012

Stygmatyczka włoska Teresa Musco żyła w latach 1943-1976. Zmarła w wieku 33 lat tak jak wcześniej zapowiadała. Dzięki Bożenie która zaoferowała się przetłumaczyć historię życia Teresy, chcemy przybliżyć czytelnikom tą jakże mało znaną osobę a bardzo podobną do ojca Pio. Była to niezwykła osoba żyjąca tak nie dawno a w Polsce nikt nic o niej nie pisze. Katolickie tygodniki się nie rozpisują nic na jej temat

ROZDZIAŁ III        NA KRZYŻU

1. “BĘDZIESZ PODOBNA DO MNIE”

W pazdzierniku 1968 roku Teresa leżała w łóżku płacząc. Miała ogromny ból w dłoniach i bała się, że zaczęłly znowu gnić.

Nagle usłyszała ciężkie pukanie do drzwi i ujrzała “wysokiego, niezwykle przystojnego mężczyznę”. Intuicyjnie upadła na kolana a on powiedział, “Będziesz tak jak ja… kontynuuj być żertwą ofiarną –  nie zanudzaj. Cierpienie, które prowadziło cię przez Kalwarie (gorączke itp) zabrałem od ciebie, ale teraz zostawię ci moje rany. Czy chcesz iść za Mną?” Jak zawsze, Teresa odpowiedziała, “Tak!”

Teresa zbliżała się do czasu Ukrzyżowania. Agonalne bóle przygotowały ją na podobieństwo do Jezusa. Teraz przyszła godzina wejścia na krzyż, kiedy to miała otrzymać pięć ran, które Jezus otrzymał na krzyżu.

Stało się to w marcu, w Wielki Czwartek o godz 10 tej rano. Teresa zobaczyła Matkę Jezusa ubraną na czarno, w czarnym welonie od głowy do stóp, łzy lejące się po twarzy. Powiedziała do Teresy, “Teresa, mój ukochany Syn chciałby dać tobie swoje rany.” Teresa poczuła zawrót głowy usłyszawszy te słowa i nagle znalazła się na kolanach na podłodze. Przed nią stał Jezus, bardziej promienny niż kiedyś. Jasne  promienie świeciły od Jego szat, Jezus zapytał; “Teresa, czy mnie kochasz?” “Tak, tak”, odpowiedziała.

Wtedy Jezus wziął mnie w ramiona i powiedział, “Teraz musisz iść drogą Kalwari ze mną!” Zaczęliśmy się wspinać stromo w górę. Grunt był cierniowy i pełen ostrych kaleczących kamieni. Kiedy doszliśmy do szczytu zobaczyłam wielki krzyż, który mnie przeraził. Byłam bezbronna. Wtedy dwóch szpetnych mężczyzn zbliżyło się i chwycili mnie. Wrzucili mnie na krzyż i przybili do niego. Czułam moje nerwy rozdzierane i całe ciało trzęsło się.

Jak długo to trwało? Całe trzy dni. Teresa zbudziła się rano w Niedzielę Wielkanocną widząc ciocie Antoinette przy sobie. We łzach zauważyła znamię gwoździ na dłoniach i stopach i błagała ciocię Antoinette by nikomu o tym nie wspominała. Antoinette obiecała, że nic nie powie, ale potem spotkała księdza, który mieszkał niedaleko i powiedziała mu: “Ojcze, Teresa ma Stygmaty na dłoniach i stopach!!!”

Ksiądz powiedział tylko słowa:”Weź ją do lekarza”.  Czuła się zagubiona i opuszczona. Ledwie co mogła się poruszać i napisała w dzienniczku; “Nie mogę postawić moich stóp na ziemi i ledwie mogę poruszać rękami; są tak napuchnięte i tracę dużo krwi. Na zewnątrz dłoni ukazany jest kształt gwoździa a wewnątrz czuje jakby część ciała została zeń wydarta. Moje serce czuje jakby się paliło.”

Martwiła się jak będzie w stanie pracować, kiedy mogła ledwo co się ruszać i czuła się upokorzona zdawkową wypowiedzią księdza. Głos przerwał jej myśli; “Córko, licz na moją pomoc i nie myśl o niczym innym, ale o poświęcaniu swego bólu za moich ukochanych synów kapłanów. Pozwól mi się prowadzić, pozwól mi ksztaltować swoją przyszłość!”

Te matczyne słowa podniosły ją na duchu, wtedy oddała się z zufaniem w ręce Niebieskiej Matki tymi słowami; “Droga matko, pomóż mi przejść czystą przez brudy i nieczystości tgo świata. Pozwól bym była jak promienie słoneczne,które dotykają brud i błoto same się nie brudząc!”

Po  niedługim czasie podczas Mszy Św Teresa otrzymała nastepującą wiadomość; “w przeciągu 6 miesięcy spotkasz swojego ojca spowiednika, który pozostanie twoim ojcem duchowym.” Teresa wiedziała, że będzie nazywał się Giuseppe Borra, ale nie wiedziała w jakiej części Caserty mieszkał.

2. “PASJA ZBLIŻA SIĘ KU KOŃCOWI”

Jezus cierpiał cierniową koronę, biczowanie oraz przebito Mu lewy bok podczas męki.

Te trzy “Skarby” nie będą wstrzymane od Teresy; jej udział w Kalwarii musiał być tak dokończony jak Jezusowy.

31 lipca, w czwartek, w dniu kapłanów, Teresa podczas modlitwy za kapłanów weszła w trans. Była blisko Jezusa, “który cierpiał ból nie do opisania.” Chciała cierpieć z Nim i poprosiła by udzielił jej tego daru.

I go otrzymała. “Jezus podszedł, wziął cierniową koronę ze swojej głowy i świecącymi blaskiem rękoma przycisnął ją do jej głowy.” Było to naprawdę bolesne, ale była bardzo uszczęśliwiona. Trwało to 2 godziny, ale od wtedy czoło Teresy już nigdy nie było wolne od krwi.

Kilka miesięcy później Teresa ujawniła, że także miała udział w Jezusowym biczowaniu: “Każdego wtorku, czwartku i piątku Jezus udziela mi tego daru: pozwala mi odczuć kilka swoich biczów. Jest to bardzo bolesne!”

W końcu otrzymała ranę na sercu. W styczniu 1970 roku, Jezus pojawił się Teresie; “Moja kochana córko Tereso, teraz ofiaruję ci moją ranę w boku; ranę serca, dla zbawienia dusz.”  Teresa zachwycona odpowiedziała, “Tak, tak chcę tego! Ale Panie, jak raczysz zrobić takie wyróżnienie takiemu małemu robakowi jak ja?”

Kilka dni później, Jezus pojawił się i pokazał jej ranę w swoim boku. Teresa patrzyła na nią z zachwyceniem i nagle znalazła się na wzgórzu, przybita do krzyża “w nieopisanym bólu”, Okropny człowiek podszedł i przebił jej serce. “Czułam wyrywane ciało a ból był tak intensywny że zemdlałam. Kiedy się zbudziłam byłam w łóżku cała pokryta krwią.”

Ciocia Antoinette była przy tym obecna; była cała we łzach i płakała; “Tu potrzebny jest kapłan; nie można tak iść dalej bez kapłana. Potrzebujesz kogoś by cię prowadził. Ja nie mogę wiele zrobić, by ci pomóc w tej sytuacji – tylko kapłan może ci pomóc!”

Miała rację, Teresa modliła się gorąco; “Najukochańszy Jezu, proszę pozwól mi poznać mojego ojca duchowego, który mógłby mi pomóc nieść mój krzyż. W przeciwnym razie nie wiem jak mogę poradzić sobie sama!” “Już nie będzie długo zanim go znajdziesz; faktem jest, że on będzie ciebie szukał.” Odpowiedział Jezus.

Było to w mniej niż 2 miesiące zanim Teresa spotkała rektora Salezjanów z Caserty. A stało się to tak:-

Wieczorem 15go marca pewna pani, która odwiedzała Teresę, dała jej do widomości,że rektor Salezjanów pragnął się z nią zaznajomić. “Ale ja nie mogę chodzić!” odpowiedziała Teresa. “Zawiozę cię tam moim samochodem”. Odpowiedziała ta pani. Ta miła oferta została zaakceptowana i obie razem wyruszyły do kościoła Salezjanów.

Kiedy dojechały Teresa powiedziała rektorowi że przez długi czas szukała Ojca Salezjanina imieniem Don Borra, którego Madonna wybrała na jej ojca duchownego.

Don Borra był zdumiony, potem odpowiedział że ma na imię Don Borra i dodał; “Jak Madonna mogła wybrać mnie? Nie czuję się dosyć odpowiedni…”

W końcu! Napięcie i zmartwienie odeszły od Teresy i cioci Antoinette. Teresa była wypełniona radością. “O, dziękuję Ci kochany Jezu; w końcu znalazłam mojego ojca duchowego!”

I radość ta została skompletowana rok później kiedy Teresa spotkała Don Franco Amico, którego Matka Niebieska nazwała jej “duchowym bratem”. Rano 20go kwietnia 1971 roku, podczas Mszy Św, Teresa ujrzała Madonnę która powiedziała jej; “Dzisiaj spotkasz twojego duchowego brata na którego czekałaś tak długo. Módl się!”

Tego samego popołudnia Ojciec Franco przyjechał do domu. Jak tylko Teresa go ujrzała, serce zabiło jej mocniej, gdyż rozpoznała tego samego księdza, którego spotkała kilka lat wcześniej (1968) w Castelvolturno. Była wtedy do spowiedzi i zapytała tego księdza czy zna pewnego Don Franco Amico, ale mądrze Don Franco wtedy nie ujawnił swej tożsamości ale powiedział Teresie, by czekała do czasu który Bóg zdecydował że będzie to najlepszym czasem by go znaleźć.

A teraz czas był dobry. Ofiara była kompletna. Podobieństwo do Jezusa ukrzyżowanego wypełnione. Wiedziała że jest w dobrych rękach i jej poszukiwania skończyły się. Z głęboką wdzięcznością napisała:” Dziękuję, Panie Jezu za mojego ojca duchowego i brata duchowego. Powiedziałeś mi ich imiona w wizji i powiedziałeś że są drogimi synami. Dzisiaj się to spełniło!”

3. URATOWAĆ OJCA ZA WSZELKĄ CENĘ

Myśl ratowania własnego ojca była zawsze w pamięci Teresy od kiedy opuściła dom rodziców.

Miała nadzieję że Pan nie zabrałby go niespodziewanie ponieważ powiedział jej w roku 1955: “Opuścisz dom i wkrótce potem zabiorę twojego ojca.” Całe zaufanie złożyła Jezusowi i błagała go, by nie zabierał go szybko. Zwróciła się także do Jego Matki by wzmocnić swój argument.

Taką samą strategię miała Św Gemma Galgani, kiedy prosiła o szczególną specjalną łaskę. W dniu Bożego Narodzenia 1969 roku Teresa poczuła głębokie pragnienie by spędzić Boże Narodzenie z rodziną. Boże Narodzenie jest czasem by spędzić wśród swoich. Teresa myślała, że zrobi rodzinie miłą niespodziankę, ale co za rozczarowanie! Jak tylko ojciec zobaczył ją zaczął przeklinać i przezywać, a pomiędzy przezwiskami nawyzywał ją “diabłem”, który właśnie przyszedł by zepsuć im święta.

Teresa powiedziała smutno; “ Dobrze ojcze, ja naprawdę chciałam dobrze i na pewno nie chciałabym cię rozzłościć. Ale kiedy nie chcesz mnie widzieć pójdę sobie.”

Ojciec odpowiedział bezwzględnie; “Dlaczego nie ruszysz się od razu? Nikt cię nie wołał byś tu przyszła. Możesz wejść do tego domu tylko wtedy kiedy będziesz mężatką, w przeciwnym wypadku nie pokazuj się tutaj wcale! Idź, idź już sobie!” I odpędził ją jak psa – w czasie Bożego Narodzenia!

W listopadzie 1970 roku Teresa odwiedziła cmentarz w Caserta i spotkała tam swoich rodziców. Kiedy pozdrowiła ich, nie otrzymała nawet odpowiedzi. Jezus pocieszał ją: “Teresa, twój ojciec jest bardzo chory; jest źle. Zostało mu niewiele czasu. Ale poprzez Twoje modlitwy zostanie uratowany.” A była to ona, która go uratowała -odrzucona przez ojca,

Najgorsze było to że ojciec nie tylko wyrzucił ją z domu ale także wysyłał listy anonimowe do różnych ludzi, które zawierały falszywe, oszczercze opowieści o Teresie. “Całe piekło się uwolniło – pisała Teresa – ojciec ciąle  nie chce mnie widzieć a jego listy anonimowe są śmieszne, ale wiele ludzi wierzy mu…”

Ale był on jej ojcem więc była zdeterminowana by uratować jego duszę. W Niedzielę Palmową (4go kwietnia 1971) próbowała raz jeszcze pogodzić się z ojcem. Jest to czas kiedy ludzie wymieniają się wzajemnie gałązkami palmy i życzą sobie pokoju Zmartwychwstania. Poszła do Caiazzo i ofiarowała ojcu gałązkę palmy. Nie tylko jej nie przyjął ale tak odpowiedział na jej ofertę pokoju; “dopiero po śmierci zobaczymy się!” Nie zdawał sobie sprawy jak prawdziwe były te słowa prorocze…!

Teresa próbowała pogodzić się z resztą rodziny, ale jej obecność nie była mile widziana. Nikt do niej nie mówił, nikt nawet na nią nie patrzył. Kiedy powiedziała do widzenia i odchodziła, nikt jej nie odpowiedział. Wróciła do Caserty z ciężkim sercem. Rok późzniej 6go kwietnia 1972 roku Madonna ukazała się jej i powiedziała; “Teresa, Ojciec Niebieski zdecydował zabrać twojego ojca, a potem twoją matke.” Teresa odpowiedziała, “Niebieska Matko, ja kocham mojego ojca, nawet jeśli on tego nie chce słyszeć.” Madonna podkreśliła; “Tak, twój ojciec niedługo pójdzie ze mną.” “Kochana Matko, jeśli mogłabym zamienić miejsce z nim, weź moje życie w zamian!” Ale na tą ofertę Teresa nie dostała odpowiedzi. Powiedziała “Czuję się tak smutno z tego powodu. Ale również szczęśliwa że pójdzie do raju z Tobą i zobaczę go pewnego dnia w niebie. Kocham go, ale nie mogę mu pokazać jak mocno, ponieważ w swoim zawzięciu odrzuca mnie.”

W 23 listopada 1972 roku, kilka miesięcy przed jego śmiercią Jezus powiedział Teresie; “Teresa, czas twojego ojca jest niedaleki, wezmę go. Jesteś zadowolona?” Teresa wiedziała jak mało czasu zostało jej ojcu i poszła do Caiazzo z nadzieją by się z nim pogodzić, ale bez skutku. Nawet na nią nie popatrzył i tylko powiedział same gorzkie rzeczy. Jedyne co mogła zrobić, to modlić się. Została w domu sąsiadów i cały czas modliła się za swojego ojca.

Modlitwy jej nie były na próżno, osiem dni przed śmiercią, wyspowiadał się i otrzymał Komunię Św. Umarł w stanie łaski.

4. “OFIARA POKRYTA KRWIĄ”

Nie jest łatwo opisać życie Teresy ukrzyżowanej.

Napady bólu ciała i duszy…

Dla przykładu, pisała 6go kwietnia, we wtorek Wielkiego Tygodnia; “Mam silne bóle w dłoniach i stopach, bóle które są w stanie doprowadzić mnie to szaleństwa. Nie jestem w stanie być w spokoju, już nic nie mogę zrozumieć. Gorączka jest tak wysoka, że nie wiem w którą stronę kręcić głową. Moje serce bije jak pompa, a głowa czuje jakby miała czapkę z cierni, które przebijają moją szyję i czaszkę. Zawsze mam ogromną ilość krwi przed oczami, i trwa to aż do Poniedziałku Wielkanocnego.”

Inny imponujący opis jest z dnia 14go września, dzień Podniesienia Krzyża Św., Teresa czuła się rozdarta w pól od uderzeń po plecach i nogach, miała także bóle w dłoniach, stopach, sercu i głowie.

Wizja Anioła Gabriela dodała jej siły, ale Anioł podał jej kielich; “Pij ten kielich! Jest to kielich z którego Nasz Pan musiał pić. On chce podzielić się nim z tobą.” Teresa napisała, “Wypiłam z niego łyk , który wydawał się bardzo gorzki. Potem następny łyk, i im więcej piłam aż do dna, tym bardziej gorzko smakował. Ostatni łyk był tak gorzki, że moje serce zatrzymało się…  na 5 minut.

Wtedy znalazłam się w ramionach mojej Matki Duchowej. Słyszałam ją wołającą mnie i podnoszącą mnie.

Kiedy się ocknęłam leżałam w łóżku, zauważyłam, że moje krwawiące plecy i biodra – ślady od Stygmatów poplamiły moją piżamę oraz pościel była przesiąknięta we krwi.”

Dlaczego tyle krwi? Odpowiedź jest w liście do Hebrajczyków: “I prawie wszystko oczyszcza się krwią według Prawa, a bez rozlania krwi nie ma odpuszczenia [grzechów].” (Hebr, 9.22)

Jako, że Teresa była żertwą ofiarną za grzeszników, za kapłanów i za Kościół, musiała też odpokutować swoją ofiarą krwi, swoim nieustannym oddaniem. Niestety, ludzkość nigdy nie przestaje grzeszyć.

Podczas pierwszych dni listopada 1972 roku Jezus podarował Teresie jeszcze jedną łaskę: “Każdego razu, z czwartku na piątek pozwolę ci uczestniczyć w przytłaczającym smutku jaki czułem na Górze Oliwnej, w ogrodzie Gethsemani…”

Na dodatek do jej mistycznych udręk i cierpień, cała jej równowaga została zburzona tak że potrzebowała lakarstw, gdyż była w bardzo wyczerpującym stanie fizycznym.

Ciało jej udręczone było kolką nerkową, bólami brzucha, kaszlem z krwią, kołataniem serca i niezwykle wysoką gorączką.

Była niezliczoną ilość drażniona, poddawana nieufności, złośliwym oskarżeniom i samo to w jaki sposób była porzucona przez własnych krewnych.

Daje nam to wgląd w bolesne życie osoby ukrzyżowanej.: “razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża.” (Gal 2.19)

Co utrzymywało ją przy życiu? Wiemy, że Sakramenty ŚwiĘte i modlitwa, Eucharystia i Różaniec Św. Pożywienie dusz heroicznych; pokarm Świętych. Oprócz tego jej ojciec duchowy i brat duchowy byli wspaniałą pomocą tego ostatniego roku – najbardziej wyczerpującego i nadzwyczajnego w jej życiu.

To potwierdza, że w życiu duchowym człowiek zawsze potrzebuje kierownictwa i porady dla duszy.

5. “BY ZBAWIAĆ DUSZĘ”

Płodność ofiary krwi polega na zbawianiu dusz, nie na leczeniu śmiertelnego ciała, ale duszy – nie tymczasowego ratunku, ale ocalenia wiecznego.

To dlatego “ żertwy ofiarne są wrogiem Szatana” który jest nazwany:”księciem tego świata” (Jo 12.31) i który chce pociągnąć wszystkie stworzenia świata wraz znim w dół do królestwa ciemności.

Złość szatańska przejawiła się Teresie w okropny sposób, ale nie mogło być inaczej.

Teresa wspomina diaboliczny incydent; “Szłam stromym zejściem do piekła, gdzie Szatan pokazał mi puste miejsca. Byłam przestraszona. Być może chciał rewanżu, ponieważ powiedział,że wydarłam mu dusze, więc będę cierpieć; Jestem skłonna wycierpieć wszystko dla zbawienia świata…”

Innego razu, w niewytłumaczalny sposób,Teresa znalazła się przygwożdzona do łóżka, ręce jej związane z tylu i nogi związane sznurkiem. “Nieustanne ciosy spadały na mnie, ale nie widziałam nikogo a złośliwy głos szepnął mi do ucha: Zabij się! Co ty tutaj ciągle robisz? Ludzie cię nie chcą, powieś się, ale wcześniej nie mów o tym kapłanowi!”

Słyszała te same piekielne głosy podczas pobytu w szpitalu w Pizie. Teresa była wycieńczona i przygnębiona z powodu bezsenności i bólu, a Zły chciał z jej osłabionego stanu skorzystać. Krzyczał jej do uszu; “Wyskocz z tego okna!”

Innym razem kiedy szła ulicą; “Rzuć się pod samochód!”

Musiała toczyć ciężkie bitwy i często była w śmiertelnym strachu, ale to wszystko także było dla dobra dusz. Dusze ofiarne wiedzą to dobrze; to dlatego są wytrzymałe w pomocy i łasce dla tych którzy w przeciwnym wypadku zagubiliby się na wieki.

Bitwa jest o tyle ciężejsza w przypadku kapłanów. Jest dobrze znanym to, że kapłani są faworytami Boga i Madonny; jak również dobrze znane jest to że są “ulubieńcami” Lucyfera. Podczas egzorcyzmu demon ujawnił, że kiedy dusza kapłana jest skazana do piekła, nikt nie może jej dotknąć, ponieważ należy do samego szatana; Lucyfera samego! Jaka okropność!”

Teresa miała żarliwe preferencje dla kapłanów. Widziala wiele razy podczas Mszy Św Bożą obecność. Widziała Jezusa w kapłanie, jego twarz promieniująco jasną kiedy konsekrował Hostie, widziała Krew Jezusa spływającą do kielicha.

Teresa pisała: “Każdy Kapłan uosabia Chrystusa; kapłani są Jego narzędziami, którzy pożyczają Jezusowi swoje członki i Pan używa ich języka, ich duszy, umiejętności i czynów… “ Madonna sama zalecała Teresie by ofiarowała się za kapłanów. Raz powiedziała jej; “Córko moja, gdybym pokazała ci dusze kapłanów, rozpoznałabyś w każdym z nich mojego ukochanego syna. Oni noszą go w swoich duszach i ciele, noszą pieczęć mojego syna Jezusa…”

Był to powód dla którego Teresa chciała ofiarować się ze specjalnym oddaniem za kapłanów.

Razu pewnego modliła się za kapłana, który całkowicie zeszedł ze swej drogi; tak było z nim źle, że usłyszała Jezusa mówiącego; “Jest bezużytecznym modlenie się za niego – przestań modlić się, naprawdę nie chce go więcej znać…” Teresa ośmieliła się odpowiedzieć; “Panie, jeśli on pójdzie do piekła to poślij mnie tam też. Gdziekolwiek on pójdzie, ja pójdę!”

Kontynuowała modlić się za niego w długim i dramatycznym dialogu. Jezus zdumiewał się jej nadzwyczajnym oddaniem i powiedział w końcu; “wygrałaś… ale uważaj gdyż kary za niego są niewyobrażalne!”

Teresie nie przeszkadzało to, była skłonna nawet umrzeć, jeśli znaczyłoby to, że mogłaby uratować tym nawet jednego kapłana. Wielu, wielu kapłanów zwracało się do niej o pomoc podczas jej pobytu w Casrta. Niezliczona liczba kapłanów przychodziła po rady i z prośbą o modlitwę. Setki ciągnęły ze wszystkich stron.

Promieniowała szczególnym czarem w swojej mistycznie prostej pokorze i skromności.

W tym tkwił jej sekret.

6.  “EUCHARYSTIA   I   NIEPOKALANA DZIEWICA”

Eucharystia jest “Chlebem mocnych” ale od kogo oczekuje się więcej heroizmu niż od ofiary prowadzonej na rzeź? To dlatego Eucharystia jest koniecznym pożywieniem do życia dla żertwy ofiarnej: jest to ciało samej ofiary boskiej, które wzmacnia i odżywia tą żertwę, która jest łańcuchem w ogólnoświatowej operacji ratowniczej.

Fakty te ukazały się jasno w życiu Teresy, od jej wczesnej Pierwszej Komunii Sw do tej ostatniej: jej życia.

Msza Św, Komunia Św, Eucharystyczna adoracja: są to trzy skarby eucharystycznej pobożności, które w ciągu jej dnia pracy często przynosiły jej wspaniałą energię i ciężkie ofiary.

Wiemy jak musiała cierpieć, kiedy przez wiele dni nie mogła przystąpić do Komunii Św. Wiemy jak  nieraz sam Pan Jezus posyłał jej “pożywienie” w niezwykły sposób. Nieraz posyłał Najświętszą Hostie poprzez Anioła, a przez pewien czas przez Ojca Pio z Pietrelciny.

Wiemy także, że Teresa była w stanie znieść wszystkie fizyczne i duchowe testy z łatwością u stóp Tabernakulum, ale nieobecność Eucharystii i jej Anioła Stróża czyniły jej dzienne obciążenia niezwykle ciężkimi, mniej owocnymi oraz wypijały jej siły.

Mamy całą stronę z dzienniczka Teresy, gdzie opisuje żałość i bolesne efekty Komunni: “Dziś rano byłam cała skąpana w zimnym pocie; dosłownie lało się z mojego ciała. Cóż to, O Jezu? Nie byłam w stanie iść do Komunii Św. Nie mogłam być z Tobą. A teraz Jezu chcesz mi pokazać, że bez Ciebie jestem niczym. Bryłką lodu bez życia i miłości…”

Madonna jest całkowicie i bezdyskusyjnie połączona z Eucharystią. Gdyby chcieć odłączyć Najświetszą Dziewicę od Eucharystii byłoby to jakby próbować wyrwać Ją z pod stóp krzyża.

Madonna okazuje się prawdziwą matką dla Teresy, która troszczy się o cierpiące dziecko, “dziecko ofiarę”; pokutującą – ofiarę pojednania swojego boskiego syna. Jedyny Syn Matki Bożej często przynosił ulgę okrutnym bólom Teresy, przyśpieszał godzinę łaski, czy dokonywał rzeczy, które wyglądały na niemożliwe, jak przykład uleczenia dziecka z białaczki. Teresa zwróciła się do Jezusa by uleczył dziewczynkę. “Drogi Jezu, proszę udziel tego wielkiego cudu!” Ale Jezus powiedział jej; “Módl się, Teresa, módl się!” Dni mijały a cudu nie było.

Wtedy Teresa zwróciła się do Maryi Dziewicy, tej dobrej rodzicielskiej orędowniczki o pomoc. Teresa nie rozumiała słów, które Niebieska Matka powiedziała, ale wyraźnie usłyszała odpowiedź Jezusa; “Droga Matko, jako, że jest to Twoja prośba, będzie spełniona!” I dziecko zostało uzdrowione…

Przy innej okazji, Teresa błagała o łaskę dla szczególnej duszy. Wzmocniła swoje błagania cierpieniem i ofiarą. Nagle miała natchnienie; chciała przedstawić tą prośbę “jako telegram do rąk Boga Ojca.” A kto byłby najlepszy by to zrobić, niż Najczcigodniejsza Dziewica Maryja? Jej prośba została otrzymana aż do ostatniego szczegółu!

Sekret kompletnego oddania sie Madonnie, nauczony przez Sw. Louisa Grignon z Montefort oraz najczcigodniejszego Maksymiliana M. Kolbe stosowała Teresa i był on częścią jej życia. Tak samo jak jest częścią życia oddanych kapłanów, którzy przewodzą swoim stadom i pouczają ich dusze.

Z drugiej strony, jak wielka jest to boleść słyszeć gorzkie skargi Madonny dotyczące kapłanów, którzy są przeciwko niej; “Dziecko moje, Tereso, wielu kapłanów twierdzi dzisiaj, że Ja, Matka Boga otrzymuję za dużo chwały i honoru, który należy do mojego syna. O! Ci nierozsądni księża, jacy niektórzy z nich są ślepi! Wpadają prosto w ręce demona. Jestem matką mojego syna, ale jest on Synem Boga, jestem także jego sługą. Są oślepieni przez Szatana jeśli myślą, że mogą wymazać mnie z serc ludzi…”

Skargi Dziewicy Maryi zawierają bolesną prawdę: dzisiaj jest wiele kapłanów, którzy nie przyznają Matce Mesjasza jej godnego miejsca. Jest to spisek szatana, zgubny dla Kościoła i człowieczeństwa. Ci omamieni księża są godni litości. Ci kapłani, których Matka Niebieska powita w Królestwie Bożym muszą być wierni i pokorni, skłonni do przezwyciężenia wzgardy, insynuacji i kpin tego świata oraz uświadomić sobie, że Matka Naszego Zbawiciela POSIADA szczególną pozycję. Ma Ona moc by przyprowadzić tych najbardziej błądzących spowrotem do domu Ojca, do Królestwa Bożego…

7. “PŁACZĄCE   I   KRWAWIĄCE   OBRAZY”

W ostatnich dwóch i pół roku jej życia Teresa była owładnięta przez głęboki smutek; wiele obrazów z Jezusem i Madonną zaczęło krwawić i płakać.

Wiadomość o tych wydarzeniach rozniosła się po świecie, tak że słusznie zostało napisane; “ Bez wątpienia znajdujemy sie w obecności największych i najbardziej imponująco zawiłych z niezwykłych zjawisk w historii ludzkości.” (P.G.Roschini)

Po raz pierwszy stalo sie to 26 lutego 1975 roku. Teresa przyniosła obraz Jezusa z Caiazzo do Caserty. Podczas jego czyszczenia zauważyła krwawe łzy spływające po twarzy Jezusowej.

Był to pierwszy nadzwyczajny znak.

Biskup z Casety obejrzał obraz i pozwolił Teresie by umieściła go na swoim małym ołtarzu w domu. (Osoba, która pisze te słowa, w orginale włoskim, miała nakazane przez Arcybiskupa, by dać Teresie to pisemne pozwolenie w Wielki Piątek 1975 roku).

Dla Teresy spowodowało to nowe nieprzyjemne incydenty; podejrzenia, domniemania, a wątpliwości co do tego zjawiska ciążyły na Teresie. Odwiedzający stali się inkwizytorami. Chcieli by Teresa opowiadała im, wyjaśniała, kalkulowała.

Była im tylko w stanie powiedzieć;”Jezus nie chce dawać więcej przesłań. Chce pokazać światu większy, bardziej konkretny dowód…”

Czasami sama siebie pytała zdezorientowana, “Co dzieje się w moim domu? Każdy dzień przynosi cuda a wiele ludzi wątpi w rzeczywistość tych wspaniałych wydarzeń. Ja w nie nie wątpie. Wiem, że Jezus nie chce dawać więcej przekazów dla świata słowami lecz większe rzeczy…”

W styczniu 1976 roku Teresa zapisała w swoim słowniczku; “Rok ten zaczął się smutnie. Moją największą boleścią jest patrzeć na obrazy płaczące krwią.

Dzisiejszego ranka zapytałam Pana Ukrzyżowanego o powód jego łez oraz co mają one znaczyć. Jezus odpowiedział mi z krzyża;”Teresa, dziecko moje, tyle jest złośliwości i mściwości w sercach moich synów, szczególnie tych, którzy powinni dawać przykład i posiadać większą miłość. Dziecko, módl się za nich i ofiaruj nieustannie. Nigdy nie znajdziesz zrozumnienia tutaj na dole, w tym świecie, ale tu w górze otrzymasz szczęście i chwałę…”

W jednej z ostatnich notatek w dzienniczku Teresy, który kończy się dnia 2go kwietnia 1976 roku, wspomniane są słowa Madonny dotyczące łez lanych poprzez obrazy i posągi; “Córko moja, łzy te powinny poruszyć serca wielu dusz które pozostają zimne, i wielu innych, które są słabej woli. Dla innych zaś, którzy nigdy się nie modlą i mają moditwę za fanatyzm muszą wiedzić to, że; jeśli nie zmienią swoich dróg, łzy te oznaczają dla nich potępienie wieczne!”

Fenomen ten zaczął wydarzać się kilka razy dziennie. Posągi, “Ecce-Homo”, obrazy, krzyże, obrazy Dzieciątka Jezus, obrazy Najświętszego Serca Chrystusa i obrazy Dziewicy Maryi i inne płakały łzami i krwią. Czasem te łzawienie trwało do piętnastu minut. Patrząc na nie często poruszało to samą Terese  do łez i zastanawiała się, “Czy ja sama nie jestem powodem do tych łez także?”, albo “Co mogę zrobić by uśmieżyć ból Jezusa i Jego Świętej Matki?”

Ze wszystkich ludzi, ona sama płakała! Ona, która była jedyną kto dosłownie dzielił te bóle męki i krew z przebitym Sercem Jezusa i Jego Matki!

ROZDZIAŁ IV

ŚMIERĆ   I   GLORYFIKACJA

Ostatni rozdział życia Teresy naznacza przejście przez trzy szpitale; w Caserta, Mercato S. Severino i w Neapolu. Jako że miała iśćc za Tym, który wołał ją do siebie do nieba.

Teresa wiedziała od 13go marca 1973 roku, że już niedługo odejdzie z tego świata, Jezus potwierdził jej to. Teraz ukazał jej dokładnie że godzina się zbliża.

28go lipca, kiedy odwiedzała swojego brata Luigi w Castel S. Lorenzo, powiedziała mu “Jest to otatni raz kiedy tu przychodzę. Moja misja została ukończona; co poleciłabym tobie najbardziej to; nie zapominaj modlić się ustawicznie za kapłanów.”

25go czerwca, zabrano ją, jako nagły przypadek do szpitala w Caserta na oddział zajmujący się nerkami. Nie dosyć jej bólu fizycznego musiała znosić krzyż ciekawości innych pacjentów, badań lekarzy, z których niektórzy drwili z niej oraz braku spokoju i koncentracji.

Z drugiej strony, była w stanie zostać dobrym samarytaninem dla dziewczynki w wieku okolo 12- 14 lat, która była tak słaba gdyż była na progu śmierci. Także pocieszała biedną starą kobietę widocznie nielubianą przez innych pacjentów.

Teresa była szczególnie dobra i miłująca względem ciemnoskórej kobiety. Ta biedaczka była tak zadowolona, że komuś na niej zależało, że opowieziała Teresie całe swoje życie.

Stan Teresy pogarszał się coraz bardziej. Potrzebowała natychmiastowych dializ nerek. W Caserta nie było już miejsca. Wysłano ją ambulansem do Mercato S. Severino, gdzie powinni mieli mieć miejsce wolne dla nagłych przypadków; ale wszystko było zajęte. W końcu zdecydowano by zabrać ją do “Clinic dei Gerani” w Neapolu.

Tak wysyłając ją tam i z powrotem, biedna męczennica Teresa w swojej ostatniej ekstazie dnia 25go lipca otrzymała wytłumaczenie od Madonny;”Chciałam ci pokazać jak czułam się kiedy nie było dla nas miejsca w gospodzie. Będziesz cierpiała już tylko przez krótki czas, później zabiorę cię do obecności Ojca.”

“Clinic dei Gerani” była miejscem przyjemnym. Dobre Siostry lubiały beznadziejnie chorych pacjentów, były bardzo ciche, tak ciche i delikatne jak owieczki. Lekarze i pielęgniarki traktowali ją z należnym respektem i względem.

Leczenie, które Teresa musiała przejść było długie, rozciągnięte w czasie i bolesne.

Cierpiała dzielnie i bez narzekań. Lekarze podziwiali jej postawę oraz zachęcali by była dzielna.

Kiedy Teresa była w uchwycie najgorszych agonii, nic nie mogło ulżyć jej bólu, siostry pytały czy nie miałaby żadnych pragnień, ale Teresa odpowiedziała;” Czego ja chcę, nie możecie mi dać; ja chcę do raju!”

Wkrótce poczuła że zbliżał się jej czas i bardzo pragnęła by już nadszedł. Zanim jednak mogła to zrobić musiała ukończyć swoją ofiarę; tak samo jak zrobił to Jezus, boska, ukrzyżowana ofiara.

W dzień Naszej Pani z Góry Karmel, otrzymała sztuczną nerkę. Była to delikatna i niebezpieczna operacja, ale była sukcesem i lekarze robili komantarz;”Sama musiała przyczynić się do tego cudu!”

Podczas pobytu tutaj, Teresa zdecydowała się ofiarować wszystko dla jej wszystkich wielkich intencji bliskich jej sercu i odnowić obietnicę pokuty za Kościół, za kapłanów i grzeszników. Wiedziała, że te ostatnie dni, dni ukończenia ofiary są najbardziej owocne i najbardziej Boga zadowalające.

26go lipca została wypisana z kliniki, ale musiała wracać tam co dwa dni na zabiegi.

W tym czasie aż do dnia w którym umarła była bardzo wesoła, szczęśliwa i gorączkowo wyrachowana by ukończyć swoją pracę społeczną wobec ludzi starszych. Teresa zawsze dbała o dobro ludzi starszych, już od wczesnego dzieciństwa. Bardzo otaczała opieką starszych kapłanów, którzy potrzebowali jej pomocy i wsparcia.

W przeddzień swojej śmierci, 18go sierpnia, Teresa miała przyjemność spotkania się ze swoim ojcem duchowym, Don Borra, wtedy razem planowali zakup domu dla starszych księży i biednych bezdomnych ludzi. Wydawała się śpieszyć by sfinalizować transakcję. I się nie myliła…

Następnego dnia, około godziny 12.30 wykończona okropnymi bólami głowy pojechała z Caserta do “Clinic dei Gerani”. Podczas podróży dużo mówiła o planach dla starszych księży i ludzi bezdomnych.

Zaczęła się jej ostatnia dializa, ale szybko nadeszły alarmujące symptomy; jej serce nie reagowało! Okropne bóle głowy i skurcze zmusiły Teresę by poprosiła Siostry by  poluzowały taśmy.

Jej brat duchowy Don Franco Amico, zachęcał ją i modlił się za nią: Ojcze nasz, Zdrowaś Mario, Chwała, Salve Regina oraz Akt Zgody na Wolę Bożą.

Nagle urywany dźwięk z niedalekiego kościoła zaczął wołać wszystkich na pokutną modlitwę z powodu świętokradzkiej kradzieży konsekrowanej Hostii.

Tak więc się stało, że Siostry opuściły klinikę na godzinę by wziąć udział w tym nabożeństwie pokutnym.

Teresa została sama, przybita do krzyża, przywiązana i w okropnej agonii. Tak wypelniła się umowa Teresy z Madonną z 1972 roku; “Matko, więc zgadzamy się , że gdy ten dzień nadejdzie chcę być sama. Chcę być sama na krzyżu.”

Don Franco zagłębiony był w modlitwie; Teresa leżała cierpiąc. Nagle zawołała; “Poczekaj, poczekaj!” Do kogo były skierowane te słowa? Moglibyśmy domyślać się, że była to wizja Matki Pańskiej, która stała przy niej w tych ostatnich chwilach jej życia, tak jak stała przy Jezusie u stóp krzyża podczas Jego śmierci.

Don Franco wspomina: “Po chwili spokoju, Teresa nagle wyprostowała swoje ramiona do wysokości głowy i całe jej ciało, jej ręce i nogi zesztywniały, jak gdyby właśnie zamieniła się w marmur. Poza Teresy była taka sama jak Jezusa w ferworze śmierci z rękami wyprostowanymi na krzyżu.”

Don Franco udzielił jej Sakramentu Ostatniego Namaszczenia.

Lekarze zdecydowali się wysłać ją w końcu do Caserta. Siostry położyły ją w ambulansie. Dojechała do Caserta, ale była już nieżywa.

Było to dnia 19 sierpnia 1976 roku. Teresa miała 33 lata. Kilka godzin przed śmiercią w “Clinic dei Gerani”, pewna pacjentka zapytała ją; “Dlaczego Bóg pozwala mi tyle cierpieć?” Teresa tak jej odpowiedziała;” Czy nie wiesz,że Nasz Pan Jezus Chrystus umarł na krzyżu by udowodnić nam swoją miłość? By nas zbawić! Czy nie wiesz, że nasze grzchy krzyczały tak głośno, jak tłum o Jego śmierć? Nic się nie gubi. Pan nic nie zatrzymuje dla siebie. Zapłaci nam za nasze cierpienie!”

Przez dwa dni i dwie noce ciało jej wystawione było publicznie, a ludzie przychodzili z daleka by okazać jej ostatni hołd.

Teresa ubrana na biało, z rękami przebitymi była obrazem czystej ofiary, lilia naznaczona krwią, ukrzyżowana ofiara.

Tłumy ludzi były takie duże, że dla publicznego bezpieczeństwa, władze, musiały zawołać policje miejską by regulować ruchem.

Pogrzeb był bardzo uroczysty, z koncelebracją 20 kapłanów, w katedrze w Caserta. Ruch w mieście został zablokowany.

Kiedy biała trumna Teresay opuściła dom, publiczność nieoczekiwanie zaczęła bić gromkie brawa, tak samo, kiedy opuszczała katedrę.

Ostatni hymn, który Teresa bardzo kochała został odśpiewany podczas pogrzebu na cmentarzu w Caserta. Był to hymn do Maryi: “Pójdę by zobaczyć ją tam pewnego dnia…” (Andro’ a vederla un di).

Teraz zaś nadeszła godzina by zobaczyć Błogosławioną Matkę tam w Bożym Królestwie Wiecznym.

Tłumaczyła: Bożena

Serdeczne podziękowania dla Pani Bożeny za to ze przetłumaczyła nam historię Teresy Musco

Posted in Cuda, Objawienia, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | 34 Komentarze »

NARODZONA DLA KRZYŻA cz.2

Posted by Dzieckonmp w dniu 7 lutego 2012

Stygmatyczka włoska Teresa Musco żyła w latach 1943-1976. Zmarła w wieku 33 lat tak jak wcześniej zapowiadała. Dzięki Bożenie która zaoferowała się przetłumaczyć historię życia Teresy, chcemy przybliżyć czytelnikom tą jakże mało znaną osobę a bardzo podobną do ojca Pio. Była to niezwykła osoba żyjąca tak nie dawno a w Polsce nikt nic o niej nie pisze. Katolickie tygodniki się nie rozpisują nic na jej temat

ROZDZIAL II     BLIŻEJ DO KRZYŻA

1. “BĘDZIESZ JAK JA!”

Było to 1go listopada 1950 roku. Teresa właśnie poszła do kościoła. Zanim zaczęła się Msza Św czcigodny Kapłan podszedł do niej i poprosił: “Dziecko, polecam ci, byś modliła się za dusze w czyśćcu cierpiące za które nikt się nie modli.” Teresa zapytała kapłana jak się nazywa. “Jestem Ojciec Pio”, odpowiedział uśmiechając się. “Jezus poprosił mnie bym podał ci tą wiadomość, pewnego dnia zostaniesz tak jak ja. Popatrz…” Z tymi słowami wyciągnął swoje ręce i pokazał jej Stygmaty.

Następnie pobłogosławił ją i odszedł. Było to oświadczenie jej odległego ukrzyżowania i nikt nie był bardziej odpowiedni by jej to zakomunikować, jak sam Ojciec Pio z Pietrelciny. On nosił na swoim ciele 5 Stygmatów Chrystusa przez 50 lat. Mała Teresa nie była bynajmniej przestraszona tą przepowiednią. Przeciwnie, nieustannie prosiła Jezusa by pozwolił by stało się to wkrótce.

Kilka miesięcy później, 11go lipca, Madonna powiedziała jej, “Moje dziecko, będziesz musiała dużo cierpieć, będziesz musiała iść od szpitala do szpitala, od jednego lekarza do drugiego i nikt nie będzie w stanie pomóc ci wyleczyć się z choroby którą Pan Bóg ci ześle. Te cierpienia są potrzebne, ponieważ grzechy świata są ogromne. Za wiele ludzi przebija serce Mojego Syna. Jeśli się nie nawrócą i nie będą żałować, Bóg ześle na ziemię wielką zemstę i katastrofy. Módl się i czyń pokutę.”

Teresa obiecała zrobić wszystko i skłonna była na wszystkie cierpienia jakiekolwiek Bóg by nie zesłał. Nie musiała długo czekać. Zaczęło się kolką, wysoką temperaturą, a jedno kolano zaczęło puchnąć do takich rozmiarów, że doctor zdecydował od razu operacje, ale bez skutku. Rok później, bez zmian, kolka, spuchnięte kolana, wysoka temperatura i przeogromny ból, tak że czasem wyła z bólu. Sąsiedzi narzekali na te krzyki, a na domiar tego dostała zapalenia lewego płuca.

Czas mijał, była w kilku szpitalach i przeszła około 117 operacji, ciało jej wyglądało prawie jak sito gdyż miała dziury, rany i blizny na całym ciele.

1go sierpnia 1952 roku Teresa była w “głębokim śnie.” Znalazła się na ciernistej drodze. Tam spotkała ukrzyżowanego Jezusa, który zapytał, “ Mała córko, czy pomożesz mi nieść krzyż przez chwile?” “Tak”, odpowiedziała niezwłocznie. W tym samym momencie poczuła się schwytana przez żołnierzy, którzy rozciągnęli ją na krzyżu i przybili ją do niego.

Z tego “snu” Teresa zbudziła się całkiem wyczerpana i wtedy zauważyła bolące rany na swoich rękach, na stopach i sercu.

Na początku poczuła przerażenie; potem zastanawiała się, jak Jezus mógł wybrać ją; takiego nikogo, biedne proste wiejskie dziecko. Czuła się zupełnie nie warta tego, całkowite “nic”.

Ale Jezus wytłumaczył, “Córko, wolę wybrać tych skromnych, cichych i pokornych!”

Jak pisze Św Paweł; “Bóg wybiera słabych i cichych by doprowadzić do upadku potężnych i wyniosłych.” (Kol 1.1,2)

Niepokalana Maria podała dwa powody dla ofiary i pokuty Teresy; ofiara za kapłanów i pokuta za grzechy przeciw czystości, które ślą tyle ludzi do piekła.

“Córko Moja”, powiedziała, “ofiaruj wszystko co masz by cierpieć za kapłanów, ponieważ już wcale nie rozumieją Woli Bożej…”

Innego razu, Jezus powiedział Teresie o “obrzydliwym, przyprawiającym o mdłości pokarmie”jakim są dla niego. Tym “ obrzydliwym, przyprawiającym o mdłości” pokarmem są nieczyści, a “niesmacznym pokarmem” letni, połowicznie ludzie.

1go listopada 1952 roku podczas modlitwy w kościele Teresa zobaczyła filar i stojącego na nim Ojca Św, którego utrzymywał w pozycji pionowej złoty łańcuch. Ten filar symbolizujący Kościół kołysał się niepewnie z jednej strony w drugą wtedy Teresa usłyszała prośbę; “Czy jesteś skłonna być wsparciem tego filaru w czasach niepoprawnych?” Pytanie to spowodowało ze zimny dreszcz przeszedł jej po kręgosłupie, ale odpowiedziała bez wahania; “Niech się stanie Twoja wola!”

Kilka lat później, Teresa widziała we śnie wielu ludzi przeklinających, krzywoprzysięgających; z ich oczu, uszu i ust wystrzeliwał gorący ogień który od razu zamieniał się w węże. “Po tym śnie,” pisała Teresa, “ byłam całkowicie przerażona na myśl że mój ojciec może stać się, w oczach Boga, jak ci ludzie, jeśli będzie kontynuował to okropne przeklinanie. Więc powiedziałam ojcu o tym śnie.” Sen ten miał taki efekt na ojca, że przez jakiś czas mniej przeklinał. Teresa cierpiała za kapłanów,za Kościół, za dusze zmarłych, za nieczystych i bluźnierców i za nich się modliła.

Czy może takie małe ludzkie stworzenie zrobić tyle dobra dla tak wielu ludzi? Tak; to jest właśnie intencją Boga. Pokora, przeciętność, zanurzona w modlitwie i cierpieniu jest jak atom, który posiada niespożytą energię w sobie, ogromną , wspaniałą energię.

2. “JA, ZAWSZE W OFIERZE”

Teresa miała 10 lat, kiedy Madonna podyktowała jej przepiękny program na życie, składający się z 5-ciu punktów:

Bóg jedyny jako cel

Jezus jako model

Maryja jako przewodnik

Aniołowie jako doradcy

Ja, zawsze w ofierze.

Wybitny nauczyciel teologii napisał o tym programie: “Nie można wypunktować bardziej perfekcyjnego programu na to jak żyć niż ten; jest on bezdyskusyjnie poza zasięgiem zrozumienia 10cio letniego dziecka.” (P.G.Roschini.)

W tym momencie, jak również w wielu innych rzeczach, które pisała w dzienniczku pod przewodnictwem Madonny, Teresa przewyższyła swój stan wieku w niezwykły sposób. Jest to jasne światło z wysoka i mistyczna głębokość myśli, która daje jej słowa supernaturalnego mistycyzmu. Zaczęła także mówić nieznanym językiem, który ekspert języka semickiego określa jako aramejski z Nazaretu.

Teresa kontynuowała swój program bez ustanku:”Ja zawsze w ofierze.” Ciąg ofiar kontynuował się okropnymi bólami. Bóle fizyczne które dręczyły jej wątłe ciało często doprowadzały ją do krawędzi grobu. Miewała straszne bóle głowy, które były tak dotkliwe, że prawie ponad ludzką wytrzymałość. Jedyną deskę ratunku lekarz widział w radioterapii. Rezultatem czego było ostre zapalenie zatok w czaszce czołowej.

Niedługo potem, pierwszego dnia 1954 roku ujawniły się wady wątroby, tak że lekarz wykrzyknął; “Masz wątrobę jak wol!” i nakazał bolesną kurację. Następnie jej temperatura wzrosła tak wysoko , że doktor mierzył ją aż czterema termometrami. Wszystkie one wzrosły do limitu.

Przy końcu listopada, tego samego roku rozwinął się u niej przenikliwy ból brzucha. Zawołano doktora, który zdiagnozował ostre zapalenie wyrostka robaczkowego i od razu zabrano ją do szpitala.

Zaledwie miesiąc później, kiedy rodzina zasiadła przy kominku, Teresa zemdlała. Tym razem doktor nie wiedział co było przyczyną i nalegał by zabrano ją do Cywilnego Szpitala w Caserta. Doktor osobiście poszedł do burmistrza nakazując jemu pokrycie kosztów szpitala. Udało mu się to jedynie pod groźbą podania go do sądu. Teresę przyjęto.

W przeciągu krótkiego czasu była trzy razy w szpitalu w Caserta. To właśnie tutaj przeszła większość z tych 117 operacji chirurgicznych na swoim wątłym ciele. Igły były wkłuwane w jej kolana dla testów i analiz,z ostateczną diagnozą “gruźlica kości”. Dano jej gips i użyto różnych kuracji , ale bez znacznych rezultatów.

Dwa lata później, w 1957, znowu przyjęto Teresę do szpitala w Caserta. Tym razem nie było nadziei na żadną kurację, lekarz tymi słowami zwrócił się do matki Teresy; “Twojej córce zostało tylko kilka tygodni życia.” To zadecydowało, że matka zabrała ją do domu. Kiedy wyszli ze szpitala Teresa wskazała na niedaleko stojącą figurkę Madonny mówiąc: “Nie umrę, przyjdę Cię odwiedzić!”

Pomimo wszystkich jej dolegliwości, Teresa była w stanie nadrobić zajęcia w roku szkolnym 1954-55 perfekcyjnie. Pani nauczycielka przychodziła do niej, uczyła ją i poprawiała lekcje, kiedy ona leżała w łóżku. Szkolne koleżanki często ją odwiedzały. Nauczycielka zaś dziwiła się tej małej odważnej dziewczynce i była pełna pochwał dla tej małej męczennicy. Jednakże, te właśnie pochwały sprawiły że jej koleżanki stały się zazdrosne.

3. MIŁOŚĆ MA ZAWSZE KSZTAŁT KRZYŻA

Najgorsze cierpienia nie zawsze są te fizyczne, ale te które niosą znak złej woli i złośliwości, pogardy i obojętności, szczególnie demoralizujące jeśli zadane przez osoby najbliższe i najukochańsze.

Mała Teresa miała większy udział niż powinna w boleściach tego typu i jej gorzkie łzy lane były z tego właśnie powodu. Było to fizyczne i psychiczne znęcanie się jej ojca. Kiedykolwiek usłyszał on o jej kolejnej chorobie, krzyczał i przeklinał ją. Raz nawet poszedł tak daleko, że powiedział jej po prostu, “ Jeżeli o mnie chodzi, to możesz umrzeć. Nie mam dla ciebie żadnych pieniędzy.”

Kiedy lekarz zażądał natychmiastowego jej pójścia do szpitala w Caserta, ojciec nie pozwolił jej. Mówił,że nie może sobie na to pozwolić, ale Teresa została przyjęta. Kiedy jako biedna, słaba istota, nękana bólem, wróciła do domu była zależna od opieki i pielęgnacji matki.

Od momentu kiedy wróciła do domu ojciec traktował ją w najbardziej nieczuły i bezduszny sposób. “Jesteś leniwa, obciążeniem dla mnie i hańbą dla rodziny. Jestem zmęczony mając cię przede mną cały dzień; wyjdź za mąż i precz z mojej drogi! Nie zawracaj sobie głowy codzienną Komunią, ja nie chcę widzieć żadnego księdza w moim domu już nigdy więcej. Irytujesz mnie tym!”

Możemy sobie tylko wyobrazić jaką boleść te słowa sprawiały Teresie, jako, że w codziennej Komunii Św zawsze odnajdowała pocieszenie. Nic nie odpowiedziała, tylko płakała gorzkimi łzami i modliła się, jednakże od tego czasu zrezygnowała z codziennej Komunii Św, którą ksiądz zawsze jej przynosił.

Inne upokorzenie miało właśnie się wydarzyć; takie, które zdarza się tylko niewielu świętym, którzy stali się jego przedmiotem, egzorcyzmu, jak osobie opętanej.

“Tak to się wydarzyło.”

Pewnego dnia pewna pani przyszła do niej z wizytą, Madonna dała Teresie możliwość wglądu do najgłębszej części duszy osób którzy ją odwiedzali. Pani ta zauważyła, że Teresa była w stanie poznać całe jej życie oraz próbowała dać jej dobrą poradę. Nie zauważyła tego jednak, że była to pomoc niebios dla jej własnego dobra. Oczywiście, że nie. Widziała to jako robotę diabła i myślała że Teresa była opętana. Powiedziała jej ojcu:”Twoja córka jest opętana! To jest dzieło nekromancji!”

Ojciec nie odrzucił tej idei, ale poszedł w końcu do kapłana nakreślając mu ten problem. Ksiądz był bardzo zaskoczony, ale bez zasięgnięcia jakiejkolwiek opinii zgodził się sprawować egzorcyzm. Przyszedł do domu i zaczął egzorcyzmować Belzabuba by uwolnić Teresę. Nie trzeba dodawać, że było to niepotrzebne. Teresa ofiarowała to upokorzenie, jak i wszystkie inne swojemu ukochanemu Jezusowi. Tak zwykła się modlić:”Daj mi siłę by ofiarować Tobie moje ciało, i pozwól mi wylewać moją krew na Twoją cześć i dla zbawienia grzeszników…”

Jezus dał jej cierpienie jak i siłę. Raz po raz pokazał jej Jezus, że najczystsza miłość ma kształt krzyża.

4. MODLITWA, RÓŻANIEC I SAKRAMENTY

Pewnego dnia Teresa usłyszała Jezusa mówiącego jej; “Jeśli rodziny nie będą się razem modlić i regularnie przystępować do Komunii Św, nie będzie między nimi ani prawdziwego pokoju ani prawdziwej miłości. Kiedy dorośniesz poznasz wielu kapłanów. Patrzę na nich jak na najdroższych synów; musisz im powiedzieć i wpoić to ludziom, by przystępowali do Komunii Św tak często jak tylko mogą i modlili się, a szczególnie na Różańcu.”

Teresa sama żyła tym nakazem i modliła się często, odmawiała 15 części Różańca codziennie. Modlitwa była dla niej sposobem na życie. Kilka specjalnych modlitw nauczył ją jej Anioł Stróż, odmawiała je ze szczególną żarliwością. Oto one;

“Ukręć swą koronę cierniową wokół mojej głowy! Ojcze, przebij moje dłonie i stopy Twoimi gwoździami i przeszyj moje serce Twoją lancą! Klęczę przed Tobą, aby czuć Twoje biczowanie i gorycz zdrady Judasza. Zaakceptuj mnie upokorzoną…”

Nastepną modlitwę Anioł Stróż nauczył ją kiedy była w szpitalu w Caserta. (20 Września 1955)

“ O mój kochany Jezu, cierpiałeś dla mnie, wylałeś swoją krew dla mnie. Proszę wysłuchaj mojego pragnienia: spraw abym była godna Ciebie, obmyj mnie w swojej krwi, zapal ogień miłości w mojej duszy, O kochany Jezu, pozwól by promienie miłości, które promieniują z ran Twojego ciała, były jak ogniste strzały, pozwól by ich znamię zrobiło ze mnie ukrzyżowaną ofiarę wraz z Tobą. Udziel mi bardziej intensywne pragnienie Ciebie, głębsze podobieństwo do Ciebie, bardziej rozżarzoną miłość; obmyj mnie do czysta z niedoskonałości które posiadam i uczyń mnie bardziej doskonałą dla nieba.”

Każde cierpienie, udręka i modlitwa była ofiarą za kapłanów i za Kościół, tak bardzo, że uważała dzień za “stracony”, jeśli minął on bez modlitwy za kapłanów. Kapelan szpitala w Caserta szybko zauważył, że Teresa nie była zwykłą ofiarą. Raz, kiedy była w intensywnej agonii, kapelan zapytał ją, “ Za kogo ofiarowujesz swój ból?” Teresa odpowiedziała, “Za wszystkich kapłanów, biskupów i Papieża, by zostali świętymi.” Innego razu kiedy była w ekstremalnym bólu, kapelan (który dobrze ją rozumiał i nawet zachęcał tak bardzo jak mógł), patrzył na jej agonię i zapytał; “Teresa, co mówisz Jezusowi?” Teresa, pomimo bólu, zdobyła się na uśmiech i odpowiedziała, “mówię Mu; Jezu, Panie, z Twoją pomocą chciałabym przemienić mój ból w ołtarz, na którym ja sama mogę być ofiarą za braci…”

Co za odpowiedź od ledwie 14to- letniej osoby!

Kilka lat później została wzięta na stół operacyjny przywiązana do niego, włożono jej igłę głęboko w kolano by zrobić test. “Dosłownie, czułam tą igłę w sercu, jakby ktoś wiercił nią dziurę,” pisała później Teresa. Ten stół z przywiązanym do niego jej ciałem musiał być jak ołtarz boleści!

Najpiękniejszą rzeczą było, że Teresa nie tylko była w stanie się uśmiechać, ale wyglądała na szczęśliwą. Nie zamknęła swojego bólu w smutku rozpaczy. Nie, jak Św Piotr napisał do pierwszych Chrześcijan:”Umiłowani … cieszcie się, im bardziej jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, abyście się cieszyli i radowali przy objawieniu się Jego chwały. (1 Piotr 4.13) Św Piotr wołał, “Pełen jestem pociechy, opływam w radość w każdym ucisku!” (2Kor 7.4)

Słowa Apostoła zabrzmiały echem pomiędzy najbardziej gorzkimi agoniami. Jak napisane jest w dzienniczku Teresy; “Sama myśl na miłość Jezusa i o zbawianiu dusz zamieniała całe moje cierpienie w Jego.” A w innym punkcie: “Nie wiem dlaczego; ale kiedy jestem w głębokim cierpieniu nie jestem smutna, czuję nawet radość w mojej duszy i czuję że wznosi się ona wyżej i wyżej…”

5. MIŁOŚĆ LUDZKA

Czas kwitnięcia młodzieży przypada na wiek około 14 lat i potrzeba kochania drugiej osoby, jak i potrzeba bycia kochanym jest rzeczą naturalną w tym wieku. “Jesteśmy stworzeniami Bożymi a Bóg jest miłością” (1 Jan 4.8)

W wieku 14 lat Teresa poznała chłopca równego sobie wiekiem, nazywał się Tonino. Był on wybitnie dobrym i uprzejmym chłopcem, z szerokim zakresem zrozumienia duchowego i prawdziwie czystą, piękną duszą; podobną do Teresy. Nie ma się czemu dziwić, że zostali sobą zauroczeni. Rozumieli się w rzadki, piękny, mistyczny sposób. Miłość Boża była rzeczą najważniejszą w ich życiu. Pewnego dnia Tonino powiedział Teresie; “Teresa, jeśli Jezus zechciałby byśmy ofiarowali Mu naszą miłość, zrobilibyśmy to, nawet gdyby to kosztowało nas własne życie!” Teresa odpowiedziała, “Tak… ale jeśli Pan życzyłby sobie byśmy się pobrali i mieli rodzinę?” “Wtedy zrobimy to co Bóg od nas zechce,” odpowiedział Tonino.

Pewnego dnia, kiedy Teresa była chora i troszkę przygnębiona Tonino odwiedził ją mówiąc, “Teresa, ja także czuję głęboki żal w mojej duszy. Jak okropnie jest, kiedy wszystko zaczyna staczać się w dół w jednym momencie… Najlepiej o tym nie myśleć. Ty musisz cierpieć argumenty twojego ojca, a ja muszę cierpieć właśnie w mojej rodzinie. Włóżmy nasze dłonie w dłonie Jezusowe; tylko On może nas poprowadzić prawdziwą drogą przez ten świat. Bądź dzielna i trzymaj się Jezusowego krzyża!” Tak mówił Tonino. Była to mowa pełna inspiracji, karmiona modlitwą i codziennym uczęszczaniem na Mszę Św, gdzie spotykał się z Teresą.

Ojciec Teresy zauważył że interesowali się sobą, wpadł w gniew i krzyczał; “Chcę byście się pobrali!” Biedna dziewczyna odpowiedziała, “nie jestem pewna czy moim powołaniem jest małżeństwo.” Ojciec wybuchnął; “to kłamstwo, jesteś hipokrytką! Chcę byś wyszła za mąż, jeśli nie to powinnaś opuścić ten dom w trumnie. Albo opuścisz dom mężatką, albo w trumnie!”

Pan, który splata sieci losu, pociągnął za sznurki w odpowiednim momencie. Niedługo potem, oboje Teresa i Tonino mieli takie same sny. Śniło im się że Tonino został potrącony przez furgonetkę. Sen spełnił się z każdym detalem. Rankiem 8go maja 1959 roku, Tonino i Teresa razem poszli na Mszę Św. Po Mszy Św razem odmówili Różaniec Św; wszystkie 15 części. W drodze powrotnej mijała ich furgonetka, której nie zadziałały hamulce i potrąciła Tonino.

Teresa widziała Madonnę zabierającą duszę anielskiego chłopca w zwyż. Bóg sam zadecydował…

Teresa była przygnębiona tą stratą, ale jej wewnętrzna perspektywa ukazała się jasno; “Moja miłość”, pisała, “należy teraz w całości i tylko do Chrystusa. Bardziej niż kiedykolwiek, wiem że jest to jedyna wieczna miłość.”

Niedługo potem dwóch młodzieńców pojawiło się na scenie. Pierwszy miał możliwość spotkać się z Teresą kilka razy. Podczas karnawału, jego frywolny charakter, tak bardzo maskowany wcześniej, ukazał się jawnie. Teresa doszła do wniosku, że nie ma on smaku i jest pełen pogardy, także było to ich ostatnie spotkanie. Nie wiedziała nic o tym drugim, za którego ojciec chciał by wyszła za mąż, ponieważ był bardzo bogaty. Po powtórzeniu swojego życzenia po raz trzeci, Teresa odpowiedziała mu otwarcie;”Ja nie chcę wychodzić za mąż!” Rozwścieczony ojciec wrzeszczał w furii; “Jeśli nie zmienisz zdania, możesz zapomnieć, że jestem twoim ojcem. Nie będziesz należeć do tej rodziny.”

6. POŚWIĘCONE DZIEWICTWO

Od miłości człowieka do miłości Boga, od miłości podzielonej (1 Kor 7.32) do niepodzielnej, czystej i całkowitej miłości: Teresa przeszła z fazy miłości podzielonej i była gotowa by ofiarować swoje życie w dziewictwie na całe życie.

Jej konsekracja dziewictwa odbyła się w dziwny sposób; 15go października 1963 roku o godz. 13.30 Teresa była sama w domu. Ktoś zapukał do drzwi, a kiedy Teresa otwarła je stał tam zakonnik, który przyszedł by podać jej Komunie Św. Było pewne, że był to Ojciec Pio z Pietrelciny, który spotkał się z Teresą już kilka razy. Po Komunii Św Teresa i zakonnik modlili się razem. Następnie zapytał on, “dziecko, czy chcesz konsekracji twojego dziewictwa dla Najświętszej Madonny?” “Tak” odpowiedziała Teresa.

Następnie zakonnik podyktował jej te słowa, które Teresa zapisała w swoim dzienniczku; “O, najdroższy Jezu, popatrz na swoją sługę u szczytu szczęścia. Dziękuję Ci za wybranie mnie pokornej. Daję Ci moją przysięgę, że zawsze będę Tobie służyć, ciałem i duszą w czystym dziewictwie. Pozwól mi być umarłą na sprawy świata. Nie należę już do siebie, należę do Ciebie. Wolałabym raczej stracić moje życie niż być Tobie niewierną. Święta Maryjo, Matko Chrystusa, proszę czuwaj nade mną i strzeż mojego dziewictwa i uchroń mnie od jakiejkolwiek skazy. Święta Gemmo, Święta Tereso, Święta Mario Goretti, proszę kochane siostry, pomóżcie mi być wierną mojemu Bogu i mojej przysiędze oraz dajcie mi trochę miłości którą macie, dla Jezusa!”

Tydzień później ten sam zakonnik podyktował jej drugą modlitwę, która jest jasnym i idealnym programem życia dla dziewicy konsekrowanej, oddanej Bogu. Teresa zapisała ten nakaz w taki sposób; “Jezu, zanim ujrzę Cię w niebie, będę żyła moim życiem tutaj na ziemi jako hostia miłości. Jak Hostia w Tabernakulum, chcę być cała biała i czysta, pomiędzy ołtarzem i niebem, razem z Tobą i poświęcona dla Twojej Chwały.

Jak hostia w ręku kapłana, tak będę w rękach moich przełożonych. Chcę być hostią ofiarną i nieść każdy krzyż, jakąkolwiek postać czy formę przybierze. Amen!”

Pewnego dnia Teresa wzięła się na odwagę i powiedziała otwarcie ojcu;”Jest bezużytecznym mówić ludziom by mnie śledzili by wiedzieć czy przyjęłam Komunię Św. Ja chcę przyjmować Komunię Św.!” To mówiąc, wysłała kogoś po kapłana. Kiedy przyszedł, podał Teresie Komunię Św, co uczyniło ją bardzo szczęśliwa, ale ojciec zareagował na to w diabelski sposób; posunął się tak daleko, że zaczął przysięgać i przeklinać Madonnę. To zabolało Teresę głęboko, tak głęboko że powiedziała ojcu; “Wyprowadzam się z tego domu!” “Boże,” odpowiedział on, “to jest dokładnie to co chcę byś zrobiła! Zrobisz mi tym wielki zaszczyt.”

7. ” PÓJDĘ TAM, GDZIE JEZUS CHCE BYM POSZŁA”

W tym momencie Teresa przypomniała sobie przepowiednie którą Madonna dała jej w roku 1951: “W roku 1968 twoj ojciec zechce byś opuściła dom i rodzinę i mieszkała sama. Wtedy spotkasz twojego ojca duchowego, któremu możesz zaufać i powiedzieć mu wszystko. Spotkasz także brata duchowego…”

2go listopada 1960 roku Anioł Stróż przypominał jej: “Jezus chce byś opuściła swój dom i twoich bliskich.” I trzy dni później: “Jezus chce byś odeszła, jeśli nie chcesz by zabrał twoich rodziców do siebie!”

Myśl o rozłące bolała, nie była pewna czy jest w stanie to zrobić. “Próbowałam szyć i cerować, ale igła kłuła moje palce…” Ale w końcu zdecydowała. “Chcę całkowitego wyrzeczenia dla Jezusa. On mnie kocha, opuszczę dom i rodzinę, którą kocham. Pójdę, gdzie Jezus chce bym poszła!”

Od jej aktu wyrzeczenia się minęły lata. Lata bólu, który zawiódł Teresę wyżej na drodze Kalwarii. Potem gdy stan jej zdrowia stale się pogarszał, musiała być wzięta znowu do szpitala. Tym razem nie do Caserty, ale do Cardarelli w Neapolu, gdzie musiała poddać się testom, operacjom i eksperymentom. Ale pomimo starań wszystkich lekarzy, nie byli w stanie znaleźć lekarstwa. Jedyną dobrą rzeczą była niezłomność z jaką Teresa znosiła najbardziej makabryczne cierpienia i ofiarowywała je Jezusowi, jak również ilu ludzi nauczyła odmawiać Różaniec. Mężczyźni i kobiety poprzez nią uczyli się jak się modlić i z nią się modlili. “Było to bardzo wzruszające widzieć jak usilnie się modlili.” Pisała Teresa.

Pomagała innym pacjentom ile tylko była w stanie. Miała dużo czasu w rękach i chciała nauczyć się robić zastrzyki. Doktor pozwolił jej na to. Czasami pracowała od rana do nocy a pacjenci bardzo ją lubili. Dla nich była “doobrą i życzliwą pielęgniarką.” Wykorzystała każdą okazję by udzielać pomocy nie tylko fizycznej ale i duchowej. Przyprowadziła wielu bliżej Boga poprzez swoje słowa i uczynki.

Po 6-ciu miesiącach bólu, jej pobyt w Cardarelli skończył się totalnym naukowym i medycznym fiasco. Doktor który ją leczył, powiedział jej delikatnie; “Drogie dziecko, idź do domu i nie zbaczaj nigdy z drogi!”

Ofiarna ofiara dla zbawienia dusz, naprawdę czuła brzemię tej okropnej sytuacji ale ciągle była w stanie modlić się: “Jezu, wiesz, że gdybym nawet miała tysiąc żyć, poświęciłabym Tobie wszystkie, za Twoich kapłanów!”

Jej szlachetne i heroiczne czyny tylko podkreślały jej ból i problemy, ale przecież sama sobie ich życzyła i nikt nie mógł tego rozumieć!

Stare problemy znowu się zaczęły – ojciec chciał ją znowu egzorcyzmować, ale tym razem nie chciał pomocy kapłanów, ale kogoś ze wszystkich: nekromanty! Ojciec placił mu za jego posiedzenia, podczas których Teresa była bita po twarzy i polewano jej głowę wodą. Teresa powiedziała ojcu, “Jeśli chcesz mi pomóc, kup leki, które doktor przepisał zamiast wyrzucać pieniądze na nekromatów.” Ojciec odpowiedział jej że ona chce “grać damę” i żyć w kieszeni rodziców. Traktował ją gorzej niż wcześniej.

Pewnego ranka, kiedy miała wysoką gorączkę, ojciec wszedł do jej pokoju, napluł jej w twarz i za włosy ściągnął z łóżka. Potem odszedł w pole, gdzie pozostał przez miesiąc nie wracając, tak by nie musiał patrzeć na Teresę. Wrócił do domu ale tylko pod warunkiem, że nie będzie musiał wchodzić do jej pokoju nigdy więcej. Co za sytuacja!

Te wszystkie wydarzenia postawiły Teresę w stan głębokiej depresji z bólami i bezsennością. Chciała zbudzić się “w raju”, tak że wzięła kilka tabletek “Cortisonu”, które nie sprawiły że obudziła się w raju, ale pozwoliły spać przez 26 godzin. Stało się jasne że stan zdrowia Teresy był w takim stanie, że przestała być odpowiedzialna za własne czyny. Jej zdrowie i siły były na najniższym poziomie – czuła się dosłownie jak “wyprana szmata.”

8. “TERESA, IDŹ DO CASERTY!”

Niedługo później Teresa została przyjęta do innej kliniki w Neapolu, gdzie musiała znosić diabelskie intencje lubieżnego doktora. Ta biedna, delikatna dziewczyna musiała zebrać całą swoją siłę by go odeprzeć. Walka ta zakończyła się brzydką sceną: kiedy on próbował przyciągnąć ją do siebie by ją objąć, ona chwyciła dzbanek pełen wody rzuciła go jemu na głowę. Jeśli ktokolwiek ucierpiał, to na pewno ona sama!

Po kolejnym beznadziejnym pobycie w klinice Teresa powróciła do domu. Jednego dnia matka powiedziała jej; “Kiedy skończyłam dzień pracując na polu twój ojciec odmówił mi wejścia do domu; powiedział, że jeśli cię nie wyrzucę, on mnie wyrzuci z domu!”

Sytuacja ta prawie złamała jej serce. Nie pozostawało jej to innego wyjścia, jak opuścić dom i wynająć coś w Caserta. Kiedy modliła się Madonna powiedziała jej: “Odwagi, idź do Caserta. Tam dam ci pomoc i siłę.”

Teresa płakała gorzko aż do wyczerpania. Miała takie dobre zamiary, chciała tego co najlepsze dla rodziny. Zostawić ich było dla niej gorzkim ciosem. 8go stycznia w końcu przeprowadziła się do Caserty. Odprowadzili ją matka wraz z młodszym bratem Pietro.

Jak mogła żyć w Caserta, sama, bez pracy i żadnego dochodu? Bóg zapewnił: spotkała dobrą i pobożną kobietę w Caserta. Teresa nazwała ją “ciocia Antoinette”, która była dla niej jak matka i dała jej tymczasowe zakwaterowanie w swoim domu.

Siostra Teresy była zakonnicą w klasztorze i od niej matka przełożona usłyszała o kłopocie Teresy. Zaprosiła ją i dała jej sumę 100,000 lirow by Teresa miała czym zapłacić za wynajm.

W międzyczasie Teresa pomimo słabego zdrowia była w stanie znaleźć sobie lekką pracę by mieć na życie. Znalazła posadę jako pielęgniarka do dzieci w sąsiednim domu i wypełniała swoje obowiązki wiernie, zawsze wesoła i uśmiechnięta, pomimo gorączek i bólu.

Co wieczór wraz z “Ciocią Antoinette” szły do kościoła na nabożeństwo. Ceniła sobie bardzo tą godzinę spokoju…

Siostra jej Fortuna, miała eskortować chorych pacjentów do Lourdes i zaprosiła Teresę by z nimi pojechała. Teresa była tym uszczęśliwiona.

12go września, pojechali do Lourdes. Jak tylko zajechali Teresa poszła prosto do Groty. Modliła się z łzami płynącymi jej po twarzy, wykąpała się w wodzie i była zdziwiona,że woda była ciepła, kiedy wszyscy inni zauważali jak była lodowato zimna.

Kiedy wykąpała się po raz drugi zdarzyło się coś niezwykłego; jej dwie otwarte rany, jedna na nodze, druga na brzuchu zamknęły się i zagoiły natychmiast.

Spędziła wiele szczęśliwych godzin modląc się i dziękując Madonnie. Te kilka dni w Lourdes minęło bardzo szybko. Niedługo trzeba było wracać z powrotem, Teresa była bardzo smutna z tego powodu, jak również inni pielgrzymi.

Ta rzadka, niebiańska perfuma Naszej Pani zdawała się pozostawać, zauważyła Teresa. Po powrocie z Lourdes, zdarzyło się coś nieoczekiwanego; zdrowie Teresy zaczęło kwitnąć znowu. Patrząc na wszystkie przeszłe doświadczenia, nie chciała w to wierzyć, ale musiała przyznać się; Czuję się nową osobą. Mogę chodzić, biegać i nie mieć żadnego bólu, żadnego!”

Ale na jak długo może być to dane duszy ofiarnej? Tylko krótką chwilę!

Ciąg dalszy nastąpi

Tłumaczyła; Bożena

Posted in Ciekawe, Cuda, Kościół, Objawienia, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | 39 Komentarzy »

NARODZONA DLA KRZYŻA

Posted by Dzieckonmp w dniu 3 lutego 2012

Stygmatyczka włoska Teresa Musco żyła w latach 1943-1976. Zmarła w wieku 33 lat tak jak wcześniej zapowiadała. Dzięki Bożenie która zaoferowała się przetłumaczyć historię życia Teresy, chcemy przybliżyć czytelnikom tą jakże mało znaną osobę a bardzo podobną do ojca Pio. Była to niezwykła osoba żyjąca tak nie dawno a w Polsce nikt nic o niej nie pisze. Katolickie tygodniki się nie rozpisują nic na jej temat.  Całość opublikuję w 3 częściach.

KRÓTKA HISTORIA OFIARY

1. RODZINA Z POŁUDNIOWYCH WŁOCH

Mały dom na małej uliczce w miejscowości Caiazzo, tradycji staro toskanciej, (dzisiaj w prowincji Caserta) było miejscem narodzin Teresy Musco. Tu urodziła sie w 7-go czerwca 1943 roku.

Rodzina Musco byla typową rodziną Włoch Południowych, biedną, ale uczciwą i religijną.

Posiadali oni wiele dzieci, jak większość rodzin wierzyli w owocne małżeństwo.

Mieli 10-cioro dzieci, ale 4 z nich zmarło w wieku dziecięcym. Ojciec nazywał się Salvatore i był rolnikiem. Posiadał cechy charakteru typowe rolnikom z południa, jednakże ludzie w jakiś sposób widzieli w nim typowo “niemiecki” charakter, a to z powodu jego szorstkiego temperamentu. Jego słowa były prawem, których trzeba było przestrzegać. Cala rodzina cierpiała z powodu jego szorstkości, a w szczególności Teresa, której obrywało się wiele z jego okrucieństwa.

Matka jej, Rosa Zullo, była kobietą uprzejmą, łagodnego usposobienia, zawsze posłuszna mężowi. Rodzina była desperacko biedna, a przetrwanie było walką. Wszystkie testy próbne i niezliczone ofiary potrzebne by przeżyć tak dużej rodzinie były znoszone dzielnie i bez narzekań. A było to dzięki matce, która pomimo tylu błędów męża, w szczególności jego brzydkiego zwyczaju przeklinania, dawała ona dobry przykład swoim dzieciom. Ze szczerą, uczciwą pobożnością wychowała je w bojaźni i miłości Bożej i była dla nich oazą pokoju w tym czasie zamieszania, który zagrażał pokojowi w domu i poza nim.

Czas, w którym urodziła się Teresa był tragicznym losem także dla Włoch.

Zamieszanie z powodu wojny, w którą wdały się Niemcy, Włochy i Japonia oznaczało lata terroru, głodu i dezorganizacji dla ludzi wraz z upadkiem materialnym i moralnym.

Chaos, nieszczęścia, bombardowania, żałość i głód, jaki spowodowała wojna zostawiły swoje piętno na tych dniach i latach.

2. DRĘCZONE DZIECIŃSTWO.

Te straszne warunki tego czasu, ukształtowały dzieciństwo małej Teresy. Dojrzała ona ponad swoje lata; wzmogło to w niej sens odpowiedzialności. Zawsze była gotowa by pomóc w domu, nawet, jeśli przewyższało to jej siły, jako dziecka tak delikatnego wiekiem. Jak napisała później w dzienniczku: “W wieku 5 lat czułam się jak osoba dorosła?”

Nadzwyczajna rzeczą tego dziecka było to, że była w stanie zharmonizować rzeczy, które, w tak młodym wieku, są trudne do skoordynowania.

Teresa lubiła bawić się tak jak inne dzieci, jednakże w przeciwieństwie do nich, czuła, że musi pomóc przy wielu różnych pracach w domu. W szkole zawsze była dobrą uczennicą i nigdy nie wagarowała. Wszystko to była w stanie połączyć z modlitwą a często słuchała z horrorem i konsternacją wielu bijatyk pomiędzy swoimi rodzicami. Łzy płynęły jej do oczu, kiedy słyszała przeklinającego ojca., Jednakże nigdy go nie nienawidziła. Zamiast tego zawsze życzyła mu “dużo dobrych rzeczy”. Modliła się za niego, pragnąc robić pokutę za jego przekleństwa.

Teresa często miewała bolesne bóle głowy, kłujące bóle i wysokie gorączki, i w tym samym czasie cieszyła się wizjami Jezusa, Jego Matki, aniołów i świętych.

Od samego dzieciństwa było widoczne, że pobłogosławiona została szczególną łaską: coraz bardziej przywykła do prac domowych, poświęcenia, bólu fizycznego oraz niebiańskiej radości, tak, że była w stanie zostać, zgodnie z Najwyższym Bożym Planem, jedną z ofiar ofiarnych, która rozumie, w mistyczny sposób, by uratować dużą liczbę wykolejonej ludzkości, płacąc okup własną krwią. Która może, słowami Św. Pawła powiedzieć: „ Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół? (Kol 1.24) Jest to sekret zbawienia, który kontynuuje się w mistycznym Ciele Chrystusa, w którym kilka członków, ofiarą ciała i ducha nosi 5 ran Chrystusa na własnym ciele.

Oprócz wizji Jezusa, Teresa we wczesnym dzieciństwie miała wizje Niepokalanej Maryi i swojego Anioła Stróża. “Co ranka”, mówiła Teresa “Anioł przychodził i modlił się ze mną?. Po wspólnej modlitwie zostało jej powiedziane: Teresa, módl się za grzeszników i o zbawienie ich dusz! Grzechy, które wpędzają najwięcej dusz do piekła to grzechy ciała”.

W wielu bolesnych okolicznościach, aniołowie przychodziliby umocnić małą Teresę. Pewnego wieczoru po straszliwej scenie, kiedy ojciec bardzo ją pobił i znowu została wysłana spać głodna… A to z tego powodu, że dała jakiemuś biedakowi trochę grochu. O północy usłyszała stukanie do okna. Popatrzyła, a przed nią stał anioł. “Nie płacz malutka, przyszedłem by cię pocieszyć!” Anioł przyniósł jej pokarm, wyglądało to na pieczone jagnię i ciastko miodowe, co Teresa zjadła z apetytem. Później zanotowała, “Nigdy w życiu nie posmakowałam niczego lepszego!”

Jak wyglądał jej Anioł Stróż? Teresa opisuje go tak: “Bardzo piękny, skrzydła jak ze złota, oczy jak gwiazdy a usta jak róże.” Co za poetycki opis takiego małego dziecka?

3. ZŁOŚLIWE FIGLE

Zgodnie z zeznaniami ludzi, Teresa była skromną naturalną normalną osobą, nic w jej zachowaniu nie wyglądało na paranormalne. Sama mówi o sobie, że jako dziecko była bardzo żywą i psotną.

Gdy miała 5 lat, pierwszy raz zobaczyła padający duży grad. Wybiegła z domu, ledwie ubrana, nieświadoma niebezpieczeństwa. Trzymała ręce w górze starając się złapać grad. Jej zaniepokojony ojciec zaraz wybiegł za nią, uderzył ją w twarz ciągnąc siłą z powrotem do domu. Niedługo później “bardzo Piękna Pani “ pojawiła się i Teresa powiedziała jej o biciu, jakie otrzymała od ojca, ale Pani odpowiedziała bardzo delikatnie, “Widzisz, małe dziecko, twółj ojciec chciał dobrze, nie chciałby ci coś się stało.” To musiało być jedno z pierwszych objawień Madonny w życiu Teresy, ale później obecność Matki Jezusowej była tak realna i rzeczywista, że można prawdziwie napisać, że życie Teresy, jako “Podobne Niepokalanej Maryi” Powinny nam wystarczyć jej własne słowa “Muszę powiedzieć, że od 6-go roku wzwyż, Niebieska Matka traktowała mnie ze specjalnym wyróżnieniem. Była ze mną, kiedy pracowałam w domu, gdy modliłam się i nawet, kiedy się bawiłam słyszałam wołanie. Jedyne, co zawsze wpajała mi; “ Poświęć swoje cierpienia za grzeszników.”

Teresa robiła wiele psot. Przyniosły jej one wiele bicia od ojca i kosztowały wiele łez.

Raz ojciec kazał jej by wzięła osła do wodopoju, którym było źródło we wsi. Przyprowadziła tam zwierzę, a kiedy ono piło, weszła na brzeg cembrowiny i na głowę osła. Instynktownie osioł potrząsnął głową i dziewczynka wpadła w wodę mocząc się cała.. Kiedy opowiedziała o tym w domu matka zganiła ją a od ojca otrzymała bicie?

Innym razem wpadła w gorsze tarapaty; Teresa organizowała gry z rówieśnikami, ale gdzie byłoby dobre miejsce do gier? Jej dom nie był najlepszym miejscem, także wymyśliła, że mogliby bawić się w kościele, dokąd uczęszczała codziennie. Raz poszła za daleko robiąc obiektem kpin biskupa, który właśnie wizytował parafie. Gdy ojciec jej usłyszał o tym, otrzymała naprawdę srogie bicie oraz ostrzeżenie, “Nigdy więcej tego nie rób! Bóg musi być respektowany i honorowany a z nim razem duchowni.!”

Także w wieku 5-ciu lat to psotliwe dziecko, wraz z innym dziewczętami, zdecydowałyby zrobić inną psotę; powiedziały jednemu starszemu panu we wsi, że szlachcic chciał z nim rozmawiać. Stary człowiek od razu poszedł do jego domu, ale wrócił poważny i zły z tej nieproszonej wizyty, by tylko zobaczyć siebie w kręgu śmiejących się z niego dziewczynek, które miały zabawę mówiąc mu: ”Prima Aprilis! Dziś jest 1go kwietnia!” Odwracając się starszy człowiek powiedział ze smutkiem; “To było bardzo niegrzeczne z waszej strony wy złe łotry!”

Teresa zdała sobie sprawę że nie było to dla niego tak śmieszne jak dla nich, później więc poszła sama z wizytą do staruszka; mówiąc mu że było jej z tego powodu bardzo przykro i prosiła go o przebaczenie. Gest ten uradował starego mężczyznę, który z radością jej przebaczył.

4. TAK, TAK, ZAWSZE TAK!

Bóg nie pracuje bez naszej kooperacji. Kiedy nas stworzył, dał nam wolną wole i chce nas dobrowolnie ratować. Zawsze zostawia nas sobie samym. Mamy pełną wolność wyboru: niebo albo piekło. Z pewnością Bóg chce nas wszystkich zbawić; tego chce konkretnie. Daje nam sposoby dla naszego zbawienia, i więcej: przyzywa nasze zbawienie i wzywa nas, by dać nam zachętę i usilnie przestrzega nas byśmy wybrali prawdziwe szczęście: nasze zbawienie i świętość. Nigdy nie nuży go przypominanie nam naszych obowiązków i często zsyła na nas zbawienne kary; ale zawsze i ciągle czeka na naszą zgodę. Nie robi niczego bez czekania najpierw na naszą odpowiedź. On czeka na nasze dobrowolne “Tak”.

W 5tym roku życia Teresy, już widzimy, kiedy daje z pełnym oddaniem i pełną świadomością swoją bezwarunkową zgodę, którą później powtarza raz po raz w bezustannej kontynuacji z prawdziwą miłością aż do ostatniego oddechu.

Kiedy po raz pierwszy usłyszała pytanie od Jezusa: “Teresa, czy ty mnie kochasz?” mała dziewczynka odpowiedziała:”Tak.” Potem zapytała Jezusa;”A Ty, czy Ty mnie kochasz?” Jezus odpowiedział pozytywnie i dodał ze kocha ją tak bardzo, że byłby skłonny być dla niej ukrzyżowany raz jeszcze.

“Tak, tak, zawsze tak”, pisała w swoim dzienniczku. “Tak”, ale dla kogo, za co, czy za których?…

“Bóg jest miłością”, pisał Św Bernard, “I oczekuje od swych stworzeń tylko miłości w zamian.” Dlaczego? Ponieważ wie że tylko poprzez miłość do niego stworzenie może być prawdziwie szczęśliwe. Aby być w stanie powiedzieć “Tak” Bogu, musimy najpierw być w stanie powiedzieć “Nie” własnemu ego. Głównym prawem dla Jezusa jest: “Kto chce iść za mną musi zaprzeć się siebie samego.” To “Tak” jest odpowiedzią czystej miłości. Źródłem pokoju, szczęśliwości i radości. “Nie” jest odpowiedzią własnego ego. Powinno być używane przeciw własnemu cielesnemu, zmysłowemu i dumnemu “Ja”, które jest przyczyną bólu, zmartwień, wojny i kryzysu.

Raj będzie wiecznym “tak” dla najczystszej miłości. Musimy praktykować to tutaj na ziemi, by żyć sprawiedliwie i stanowczo mówić “nie” naszemu ego, “nie” dla grzechu i diabłu. Niebo nie jest wygrywane przez obojętnych. By wygrać niebo trzeba walczyć.

To nieustanne “tak” zmieniło życie Teresy na podobieństwo życia Jezusa. Odmawianie sobie i krzyżowanie swojego ego i swojego ciała.

Jest to fundament życia chrześcijańskiego – oraz przykład realizowania ewangelii. Tylko poprzez Krzyż możemy osiągnąć zbawienie.

5. “MOŻESZ UŻYWAĆ MNIE JAK ŚCIERKI DO SPRZĄTANIA”

Aby być podobnym do Jezusa, musimy tylko spojrzeć na Jezusa ukrzyżowanego, który dla naszego zbawienia uniżył się tak nisko jak robak, wzgardzony i wyszydzony przez ludzi.

To pouczy nas jak wylać pogardę na naszą głupia dumę i nauczy nas pokory. Tak patrząc na pokornego, cierpiącego Zbawiciela, Teresa użyła tego określenia; “Panie użyj mnie jak ścierkę do sprzątania.” Obraz naszkicowany szorstkim, prostym językiem zwykłych, prostych ludzi. Chciała być ścierką, przedmiotem, którym czyści się rzeczy, by wszystko zostało uporządkowane.

Pewnego dnia w wizji cierpiącego i krwawiącego Zbawiciela, Teresa użyła czystej delikatnej chusteczki, by wytrzeć Jego krew. Tak powiedziała własnymi słowami;”Byłam sama w domu kiedy Jezus pojawił się z dużym krzyżem na ramionach i pokazał mi swoje ubiczowane plecy z otwartymi ranami. Użyłam swojej chusteczki by wytrzeć krew, która płynęła z Jego twarzy i ran…”

Można powiedzieć, że dla Jezusa, Teresa chciała być czystą, delikatną chusteczką. Dla siebie zaś, chciała być użytą jako ścierka do sprzątania.

Upokorzenie, złe traktowanie, zniewagi, bycie niezrozumianą, to bylo wszystko jej od tamtej pory. Wkrótce Teresa naprawdę została traktowana jak “ścierka”, w swoim domu i poza nim. Było jej ciężej wziąć to od obcych ,niż od swoich.

Nie może być inaczej; była prawdziwym naśladowcą Chrystusa i jako taka wybrała drogę Krzyża. To nie było wszystko; często cierpiała dobrowolnie dla zbawienia grzeszników. Jak napisała w swoim dzienniczku; “Od kiedy skończyłam 6 lat, zawsze znalazłam sposób by cierpieć. Zrobiłam sznurek z wieloma węzłami i przepasałam go wokół bioder. Każde cierpienie, każdą ranę ,poświęciłam za grzeszników: za dusze w czyśćcu, za dusze w niebezpieczeństwie pójścia do piekła i za tych ,którzy grzeszą przeciw czystości…”

Zgodnie z instrukcjami Madonny i jej Anioła Stróża, Teresa uczyła się jak ratować dusze od piekła, jak kiedyś robiła to Jacinta z Fatimy: Modlitwą i pokutą. Teresa miała tylko 6 lat, Jacinta otrzymała swoje instrukcje w wieku lat 7.

Nie znaczyło to odmówienia jakiejkolwiek modlitwy .Znaczyło to wiele modlitw i to z mozołem. Zabierało to wiele siły jak i gorliwej pasji, by wyrwać dusze z przepaści wiecznego potępienia. Nie znaczyło to jakiejkolwiek zwyczajnej pokuty z pustymi słowami i pustymi życzeniami. O, nie. Były to poważne ofiary przebłagalne, które zostawiły ciało krwawiące i bolące.

Jest to także jako lekcja dla nas wszystkich, którzy mamy tylko zrozumienie dla naszego własnego komfortu i dobrego samopoczucia. Jacy my głupi naprawdę jesteśmy! Powinniśmy być zażenowani tym, kiedy widzimy tą małą dziewczynkę, której najdroższym życzeniem było to, by była używana jako ścierka do sprzątania brudu i nieczystości tego świata…

Wkrótce Teresa została przyjęta do zespołu młodzieżowego Akcji Katolickiej, nazwanego “Benjaminki”. Uczęszczała regularnie na spotkania, zawsze była punktualna. Proboszcz parafii chwalił ją za to przed wszystkimi dziećmi, i obiecał nagrodę, że pozwoli jej przystąpić do Pierwszej Komunii Św wczesniej niż pozwalał jej na to wiek.

6. PIERWSZA KOMUNIA ŚW.

Teresa nie mogła powstrzymać się z radości, ale ojciec jej był wściekły z tego powodu i upierał się, że pozwoli jej przystąpić do Pierwszej Komunii Św tylko kiedy ukończy 12 lat; być może nawet później. Pod żadnymi warunkami nie wcześniej. Teresa była bardzo smutna, że ojciec nie dał jej pozwolenia. Sama myśl o pójściu do Komunii Św ,przynosiła jej radość. Jak to będzie w rzeczywistości? “Piękna Pani” powiedziała Teresie już kilka razy, by poprosiła swoich rodziców ,by przygotowali ją do Pierwszej Komunii Św. ale ojciec jej nie chciał o tym słyszeć. Matka pozwalała jej chodzić na spotkania Akcji Katolickiej. Tak Teresa zaczęła uczyć się katechizmu z pomocą swojej starszej siostry, która chciała zostać zakonnicą. W międzyczasie, Teresa napisała w swoim dzienniczku, “Ja ledwie co mogę czekać, by otrzymać Jezusa w Eucharystii!” Jednego dnia Jezus sam powiedział Teresie, “Powiedz swojemu ojcu by ci pozwolił przystąpić do Pierwszej Komunii św!” Ogłosiła to ojcu, ale on tak się wściekł na nią, wziął swój skórzany pas na nią. Pobił ją tak bardzo że poszła do łóżka z wysoką temperaturą. Majacząc powtarzała w kółko, “Chcę przyjąć Jezusa!”

Wszystko wyglądało beznadziejnie, żarliwe życzenie Teresy by otrzymać Pierwszą Komunie Św grzęzło w uporze jej ojca, który odmówił swego pozwolenia bez wyraźnego powodu. Co miała zrobić?

10go lutego 1950 roku, Teresa leżała w łóżku w wielkim bólu, kiedy Jesus pojawił się jej. Otwierając ramiona powiedział;” Odwagi moje dziecko, weź siłę ode mnie, otrząśnij się z wyczerpania i wstań. Idź i przyjmij mnie w Komunii Św. To jest moim życzeniem!”

O 10.30 rano ojciec nakazał jej wstać z łóżka i iść ukosić trawy dla osiołka. Teresa zrobiła jak jej nakazał. Praca zawiodła ją niedaleko Caiazzo, pracowała skrzętnie. Nagle usłyszała głos: “Tutaj jest mój dom!” Odwróciła się w stronę głosu a tam dość niedaleko był kościół. Prosto tam poszła. Właśnie odprawiano Mszę Św ślubną.

Ksiądz był w konfesjonale. Teresa, mimo ze zmęczona, poszła najpierw do konfesjonału, później do głębi poruszona wraz z resztą wiernych do przyjęcia Komunii Św.. Jej Pierwszej Komunii Św.

“Był to najpiękniejszy dzień w moim życiu.”napisała. Widziała na ołtarzu potężny “ogień”, a później czuła go w swoim sercu, ale nie mógł długo zostać, musiała wracać by wypełnić worki trawą i wrócić z tym do domu.

W przeciągu następnych dni Teresa poszła tak często jak tylko było to możliwe do sąsiednich wsi do kościoła i Komunii Św, ponaglana wewnętrznym ogniem.

Ponad rok później, 1go maja 1951 roku ojciec powiedział jej że może oficjalnie iść do Pierwszej komunii św. Kiedy Teresa powiedziała mu że ona już miała swoją Pierwszą Komunie Św, on odmówił jej wiary, mocno uderzył w twarz i krzyczał, “To nieprawda! jesteś kłamcą!”

Tego samego dnia 1go maja Madonna sama przepowiedziała jej, że spotka dwóch kapłanów; Don Borra (salezjanina) I Don Franco Amico, którzy będą jej doradcami i pomogą jej na duchowej ścieżce.

7. DARY MISTYCZNE

Rodzina Musco była zdesperowanie biedna. Ich sytuacja była nieraz tak krytyczna,że prawie rozpaczali ze zmartwienia. Najgorszym było to że ojciec cały czas przeklinał, jakby myśląc że jego przeklinanie zmieni wszystko na lepsze. Nigdy jednak nie zauważył, że to pogarszało wszystko.

Na szczęście matka była dobra, która modliła się, i niewinne dzieci, szczególnie Teresa, robiła pokutę za grzechy przeklinającego ojca.

Kiedy ojciec zachorował, długi zaczęły się mnożyć i rodzina cierpiała z głodu, Teresa zwróciła się do Madonny po pomoc, “Proszę, proszę pomóż mojej rodzinie!” I Maryja Niepokalana pomagała w cudowny sposób.

Teresa kosiła trawę w odludnym miejscu i tam pośród zieleni znalazła portmonetkę. Podniosła ją, przeglądnęła; nie było tam żadnych dokumentów, imienia ni adresu, za to dużo pieniędzy, 50 000lir (w walucie tego czasu). Pierwszą myślą dziecka było poszukanie właściciela. Pytała wszędzie, ale nikt się nie zgłosił po nią. Kiedy jej uczciwi rodzice wzięli ją, odłożyli ją w razie gdyby ktoś się po nią zgłosił.

Innego razu, kiedy sytuacja stała się o wiele trudniejsza z powodu pandemii grypy. Cała rodzina była przykuta do łóżka. Raz jeszcze Teresa zwróciła się do Madonny o pomoc; po czym anioł przyszedł i powiedział, “Matka Niebieska posłała mnie by dać ci te pieniądze. To wystarczy na tydzień, ale nikomu nie mów skąd je dostałaś. To musi być sekretem…”

Kiedy Teresa oddała pieniądze matce, ta przyjęła je z radością i poszła po sprawunki, ale Teresa miała okropną scenę z ojcem. Chciał on wiedzieć skąd wzięły się te pieniądze, kto je dał i dlaczego, i na co? Wtedy oskarżył ją o ukradnięcie ich. Pobił ją, naprzeklinał i nawet napluł na nią.

Za karę nakazał jej iść z matką codziennie rano sprzedawać warzywa. Była to ciężka praca, jako że razem musiały wstać o 4 rano, załadować warzywa i zabrać je kilka kilometrów na targ. Musiały stać cały dzień starając się sprzedać wszystko. Dzień ich trwał od wczesnego ranka po późny wieczór. Na koniec dnia obydwoje matka i dziecko wracały zmęczone i wyczerpane. A jak przyjmował je ojciec? Gniewem jak zwykle, przeklinając je i często musiały iść spać bez kęsa pożywienia.

“To było pieskie życie”, pisała Teresa w szorstkim języku wieśniaków… Wtem przydarzył się inny nieprzyjemny incydent. Jednego wieczoru kiedy matka z córką wróciły do domu okazało się że najstarszy syn odszedł z domu. Pokłucił się z ojcem i odszedł. Ojciec wtedy wylał upust swojej złości na swoją żonę. Najpierw krzyczał na nią, a potem pobił ją. Matka Teresy nie mogła wytrzymać już tego dłużej więc także opuściła dom, ale jej pierwszą troską było odnalezienie syna.

A Teresa? Czuła że gardło zaciska jej się z nerwów. Wzięła swojego młodszego brata za rękę i poszli spać.

Następnego ranka, ojciec próbował wytłumaczyć jej że zachował się właściwie; ale jego córka,z całym należnym respektem odpowiedziała z niezwykłą odwagą, “Słuchaj ojcze ja mam tylko 8 lat i nie mogę się z tobą spierać, ale ty nie masz racji!” Dodała, że to jest jego obowiązek by brać warzywa na targ, a nie dwojga słabych kobiet.

Słowa te zamurowały go na chwilę, ale zaraz podskoczył by ją bić, wtedy mała dziewczynka ze swoim młodszym bratem w ramionach odkrzyczała; “Nie rób tego bo złożę na ciebie skargę , nie zważając na to że jesteś moim ojcem. Byłoby lepiej żyć bez ojca, niż mieć takiego ojca jak ty!”

To przypomina jedno że świętych słów Apostoła Pawła: skierowanych do rodziców, “Ojcze nie prowokuj swoich dzieci do gniewu!” (Kol 3.21)

W swoim podekscytowaniu, Teresa mówiła do swojego ojca w sposób w jaki normalnie nie odważyłaby się, ale to musiało być powiedziane. Wykład podziałał przynajmniej na jakiś czas. Ojciec zabierał warzywa na targ, ale Teresa musiała robić wszystkie prace w domu. Na rozkaz Majora, ojciec musiał pozwolić jej uczęszczać do szkoły.

Rodzice jej wstawali o 4 rano, w tym samym czasie Teresa także wstawała, sprzątała dom, szła na Mszę Św a potem do szkoły. Po południu, zadanie musiało być odrobione później przygotowywała obiad dla całej rodziny. Dużo się modliła, jej życie toczyło się zwykłym torem a ojciec jej kontynuował bicie jej surowo.

Ciąg dalszy nastąpi…

Źródło: http://www.teresamusco.org/inglese/indexenglish.html

Tłumaczyła Bożena


Posted in Cuda, Film, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | 15 Komentarzy »

Blogoslawiona Elena Aiello – Mistyczka

Posted by Dzieckonmp w dniu 18 września 2011

Błogosławiona Elena Aiello – Mistyczka, Dusza Ofiarna, Prorokini oraz Założycielka Małych Tercjarek od Męki Naszego Pana Jezusa Chrystusa.
(Czcigodna Elena Aiello była ogłoszona Błogosławioną 14-go września – w Święto Podwyższenia Krzyża Św. Z tego powodu , ,Że w internecie obecnie nie ma wiele informacji o jej niezwykłym świętym życiu i przepowiedniach, trzeba niezwykle cieszyć się że Elżbieta, przyjaciółka Jezusa, zaoferowała napisanie tej wspaniałej biografii. Dlatego też jestem jej bardzo wdzięczny za udostępnienie tych budujących szczegółów z jej życia. Niech ją Bóg za to błogosławi i zapłaci za jej wysiłek. – Edytor)

 Dodam że błogosławiona Aiello jest w ogóle nieznana w Polsce a była osoba porównywalną do O.Pio.

Dane zawarte w tej skróconej biografii zostały zaczerpnięte z książki “ Niezwykła Historia Życia Siostry Eleny Aiello, Calabryjskiej Świętej zakonnicy (1895 – 1961)”. Napisanej przez Ks. Prałata Francesco Spadafora po włosku i przełożonej na jęz. angielski przez Ks. Prałata Angelo R. Coffi. Ojciec Spadafora był słynnym biblistą z Papieskiego Uniwersytetu Laterańskiego w Rzymie. Był przeciwnikiem modernizmu. Także, podczas pisania tej książki walczył z modernistycznym podejściem do Pisma Św. które zaczęło się szerzyć w instytucie biblijnym.
 

KRÓTKA BIOGRAFIA O ŻYCIU SIOSTRY ELENY AIELLO
-Młodość
Niektórzy Święci przeżywają swoje święte życie w bardzo zwyczajny sposób, inni zaś w sposób nadzwyczajny. Siostra Elena Aiello, która była założycielką  Małych Tercjarek od Męki Pana Naszego Jezusa Chrystusa oraz duszą kontemplacyjną i męczenniczką cierpienia była powołana do tych dwóch rzeczy. I to właśnie dzięki jej dobroduszności jej prawdziwą wielkość została osiągnięta. Jest ona dobrze znaną we Włoszech i większości Europy, była ona odwiedzana przez rzesze pielgrzymów liczebnie porównywanych z tymi, którzy odwiedzali Teresę Newmann i Św. (Ojca) Pio.

Elena Aiello urodziła się 10 kwietnia 1895 roku. Jej rodzicami byli Pasquale Aiello i Teresa Paglilla. Podczas procesji w Dni Krzyżowe matka jej modliła się o łaskę urodzenia dziewczynki, oraz jeśli się nią urodzi to poświęci ją Św. Krzyżowi Naszego Pana na pamiątkę cesarzowej Św. Eleny.

Elena żyła w przykładnej rodzinie Chrześcijańskiej. Jej niezwykle pobożna rodzina nigdy nie oddawała się żadnym próżnym praktykom czy zabawiania się w sposób ziemski. Matka jej, zmarła niestety w młodym wieku, więc ojciec, teraz wdowiec, z zawodu krawiec, został sam mając pod opieką 8-ro dzieci, z których jedno także wkrótce zmarło w wieku jednego roku.

Już w bardzo młodym wieku Elena żyła życiem pobożnym i wykonywała pokutę. Jeden incydent, kiedy miała 9 lat, pokazuje jej skłonność do czynienia pokuty. Po otrzymaniu Pierwszej Komunii Św.  i odbyciu rekolekcji, wraz z kilkoma innymi dziewczętami otrzymała pozwolenie na noszenie pasa pokutniczego. W drodze po pas pokuty miała wypadek który sprawił, że wybiła sobie dwa przednie zęby. Włożyła je krwawiące w chusteczkę i kontynuowała swoją drogę w pospiechu nie zwracając uwagi na krew i ból.

Innym razem, pijąc wodę ze szklanki i śmiejąc się, przypadkowo wchłonęła wodę do płuc. Rezultatem tego było, że doświadczyła ustawicznego kaszlu trwającego półtora roku z wyjątkiem nocy, także jej głos stał się niski. Otrzymała pomoc lekarską, ale ta tylko wzmagała jej cierpienie. W końcu zaczęła modlić się do Matki Bożej z Pompei, obiecując jej, ze jeśli ją uzdrowi to zostanie zakonnicą. I tak też się stało,  Nasza Pani z Pompei ukazała się jej w nocy i zapewniła że ją uzdrowi.

 

Jej nadzwyczajna miłość bliźniego

Jej pragnienie by zostać zakonnicą stało się teraz jej celem, ale zmuszona była przez swojego ojca by opóźnić to z powodu komplikacji zagranicznych, które doprowadziły do Wojny Światowej 1915 roku. Podczas tego owocnego opóźnienia pomagała uchodźcom, więźniom oraz pielęgnowała inwalidów i umierających nie zważając na niebezpieczeństwo swojego zagrożenia zarażeniem się chorobą zakaźną. Tak wiec rozpoczęła się jej podróż w drodze do życia w miłości bliźniego. Ze szczególnym namaszczeniem spieszyła do łóżka umierających, którzy odmawiali przyjęcia sakramentów. Jednego dnia poznała mężczyznę imieniem Alessandro, wolnomularza. Delikatnie starała się go przekonać by zgodził się na otrzymanie sakramentów, ale on stanowczo powiedział “nie”. Ona jednakże nie przestawała prosić, on zaś w odpowiedzi rzucił w nią butelka. Butelka uderzyła ją w szyje, uciskając materiałem krwawiącą szyję powiedziała mu że “jego dusza wisi na krawędzi przepaści” i że ona  nie wyjdzie z pokoju dopóki on nie poprosi o księdza. W końcu ten mason został tak poruszony jej dobrocią ze zgodził się na przyjecie Sakramentów Św ale pod warunkiem, że to ona będzie przy nim asystować każdego dnia. Nawrócił się , przyjął Sakramenty Św od kapłana, ona zaś opiekowała się nim przez 3 miesiące. Zmarł jako żarliwy Chrześcijanin znosząc cierpienia z cierpliwością i poddaniem się.

Reputacja  o jej działalności charytatywnej stała się tak znana, że była proszona do łóżka innego masona umierającego na raka, który bardzo obawiał się Boga za to, że został wolnomularzem ,po to aby utrzymać rodzinę. Ona pomogła mu w przygotowaniu by godnie przyjąć sakramenty Spowiedzi i Komunii Św.

Pragnienie by zostać siostrą zakonną

Ojciec w końcu pozwolił by została siostrą zakonną ale pod warunkiem, że wstąpi do zgromadzenia Sióstr Najświętszej Krwi. Zanim jednak tam wstąpiła, była proroczo poinformowana, że nie będzie tam długo, ponieważ Bóg ma inne plany dla niej. Będąc w zgromadzeniu jej obowiązkiem była opieka nad szesnastoma postulantkami. Ale cierpienie weszło w jej życie prawie natychmiast, czym były bóle jelitowe oraz nieznośny ból w lewym barku. W końcu, jej ramię zamieniło się w solidną czarną masę. Była operowana, bez środka znieczulającego, trzymając tylko mały drewniany krzyżyk i patrząc na obrazek Matki Bożej Bolesnej. Lekarz, działając w dobrych intencjach, ale niezdarnie, przecinając ciało, przeciął także nerwy, co spowodowało szczękościsk oraz wymioty trwające 40 dni.

Pomimo bólu, głównie za sprawą siły woli,  Elena chciała wziąć udział w nadchodzącej ceremonii obłóczyn. Ale kiedy Ojciec Dyrektor zobaczył ją w takim opłakanym stanie nie mógł pozwolić jej na to. Czego się obawiała, stało się, została proszona, by opuścić zakon i iść do domu. Jednakże, Elena pisała w swoim notatniku ze Pan Nasz prosił ją w dwóch okolicznościach, by zaakceptowała Jego projekt z całkowitą rezygnacją siebie i objęła krzyż. Elena, odeszła ze łzami w oczach nie zdając sobie sprawy z wielkiego szacunku, w jakim była widziana przez każdego, kto  obserwował jej dobroć i cierpliwość w cierpieniu.

Ramię Eleny robiło się gorsze. W rzeczywistości lekarz powiedział jej, że gangrena już się rzuciła. Doradził jej ojcu ,by domagać się odszkodowania od Instytutu, prościej mówiąc, pozwać ich do sądu. Ale Elena błagała go by nic takiego nie robił, szczególnie kiedy ciągle miała nadzieję, że tam powróci.

Jej długoterminowe cierpienie zaczęło się, a jej marzenia o zostaniu siostrą zaczęło zanikać gdyż teraz nie była nawet w stanie utrzymać płynnej żywności. Lekarz zdiagnozował raka żołądka i powiedział, że nie ma na to lekarstwa ,oraz że wkrótce umrze. Jej charakterystyczną szczerą odpowiedzią było “Mój kochany doktorze, to ty umrzesz: ja nie umrę od tej choroby, ponieważ Św. Rita mnie uzdrowi.”

 

Wezwana by cierpieć na zadośćuczynienie za grzechy świata

W drodze do domu, Elena zatrzymała się w kościele, gdzie czczona była Św. Rita, by błagać ją o uzdrowienie. W swoim notatniku pisze, że widziała oślepiające płomienie wokół statuy, co powiedziała swojej kuzynce która była przy niej. Jej kuzynka zaś nie widziała nic. Wtedy, tej samej nocy śniła się jej Św Rita, która powiedziała jej, że domaga się, by w Montalto odbyły się nabożeństwa na jej cześć, aby ożywić wiarę ludzi. Wiedz, że święci nie chcą czci dla samych siebie, ale zawsze na chwałę Boga. Elena rozpoczęła Triduum a Św Rita powiedziała jej, by zacząć drugie Triduum, i że będzie wyleczona, jednakże ból w ramieniu pozostanie, ponieważ musi ona cierpieć za grzechy świata. Spowiednik Eleny I jej kierownik duchowy skrzętnie udokumentował te wszystkie fakty.

Starając się wypełnić, to co obiecała św Ricie, doświadczyła innych duchowych zjawisk. Powiedziała swojemu spowiednikowi, że Nasz Pan często namawiał ją by zaakceptowała nowy sposób cierpienia oraz, że powiedział “ Będziesz cierpiała. Ale nie bój się. Nie będzie to choroba, ale tylko symbol miłosierdzia. Pozwolę ci doświadczyć Mój wielki smutek oraz w piątki będziesz bardziej połączona ze Mną.” Podczas tej zimy wzięła udział w rekolekcjach pasyjnych, co spodobało się jej, ponieważ pociągała ją Męka Naszego Pana. Ujawniła niektóre z instrukcji dane jej od Naszego Pana i św Rity kapłanowi prowadzącemu rekolekcje, który objaśnił je jej i dodał zachęty.
Jako coraz więcej wiadomości o tym co działo się z Eleną zaczęło się roznosić, ludzie zaczęli wyrażać różne opinie. Podczas tego czasu jeden nadzwyczajny przypadek miał miejsce, który spowodował, że Elena została poznana przez wielu ludzi wszędzie. Ten fenomen miał zdarzać się co roku aż do jej śmierci.

 

Elena otrzymuje Koronę Cierniową i Stygmaty

.

W pierwszy piątek miesiąca w marcu około 3 po południu, kiedy leżała w łóżku z powodu nowotworowych bólów w lewym ramieniu, czytając dziewiąty piątek ku czci św Franciszka z Paoli, ukazał się jej Pan Nasz, w białej szacie z cierniową koroną. Będąc pewien jej zgody, Pan Nasz zdjął koronę ze Swojej Głowy i nałożył ją na głowę Eleny. Wtedy duża ilość krwi zaczęła płynąć. Pan Nasz powiedział jej, że chce by cierpiała za nawrócenie grzeszników oraz za wiele grzechów nieczystości. Chciał by została ofiarą aby złagodzić Bożą Sprawiedliwość.

Pewnego dnia, służąca rodziny, Rosaria, kiedy właśnie wychodziła z domu usłyszała zawodzenie z pokoju Eleny. Kiedy weszła do pokoju zobaczyła Elenę całą we krwi, myślała ,że ktoś ją musiał zamordować. Pobiegła szybko po rodzinę. Ci zaś widząc tyle krwi, ale żywą Elenę posłali po doktorów i kilku księży. Zaraz po przybyciu, lekarz starał się zatrzymać wypływ krwi, ale ona ciągle płynęła z jej głowy. W końcu po trzech godzinach nagle przestała.
Każdy był bardzo zdezorientowany i wstrząśnięty. Następnego piątku lekarz przyszedł znowu i zastał to samo zdarzenie. Jej spowiednik myślał, ze to obsesja religijna, zabrał jej krzyż i zabronił czytać jakichkolwiek książek o Męce Pańskiej. Pomimo tego wszystko powtórzyło się. Matka lekarza, na prośbę swego syna, przyszła odwiedzić Elenę, otarła trochę krwi z jej czoła chusteczką. Zawinęła ją, bo bała się, że jest zarażona i oddała synowi by ją zbadał. Kiedy lekarz rozwinął chusteczkę, okazało się , że jest całkowicie czysta, czego rezultatem było, że nawrócił się i został ochrzczony.

Elena skarżyła się Naszemu Panu z powodu tego krwawienia, Pan zaś przekazał jej w wizji,że to był On, który chce ,by cierpiała jak ofiara za grzechy świata. Nie powinna być urażona też tym, że krzyż został jej odebrany, ponieważ jest on obecny w jej sercu. Na potwierdzenie tego, Pan da jej widzialny znak, poprzez naznaczenie jej ciała ranami z Jego Męki. Elenie, której ciało stało się masą ran, Nasz Pan powiedział innego piątku “ Musisz być jak Ja, ponieważ będziesz ofiarą za wielu grzeszników i musisz ubłagać Sprawiedliwość Mojego Ojca o ich zbawienie.

Około piątej Jezus pozdrowił ją: “Moje dziecko, spójrz jak ja cierpię. Wylałem wszystką moją krew za świat, a mimo to wszystko na marne. Nikt nie zwraca uwagi na ich niezliczone przestępstwa. Widzisz jak gorzko płacę za krzywdy i jaką pogardę otrzymuję od tylu grzesznych i niemoralnych ludzi. Elena odpowiedziała: “ A co ja mogę zrobić, mój Jezu? Jeśli nie przyjdziesz osobiście, nikt mi nie uwierzy.” Jezus odpowiedział:” Jest tylu grzeszników, których upór jest przyczyną dla Mojej sprawiedliwości. Ale Moja córko, nie zniechęcaj się., ponieważ zobaczysz Mnie znowu około pierwszej godziny I powiedz swojemu spowiednikowi, ze dam mu znak w piątek o godzinie 2.” To powiedziawszy, zniknął. Jej spowiednik w końcu zrozumiał, że ten mistyczny fenomen pochodzi od Naszego Pana.

Następnego piątku, na dodatek ran na jej rekach i nogach pojawiła się rana w jej boku. W Wielki Piątek fenomen ten zaczął się w południe,a o godzinie szóstej procesja Pasyjna przechodziła tuz pod jej balkonem. Elena była w stanie perfekcyjnie wstać z łóżka i oglądać procesje na oczach swego spowiednika – co było znakiem danym mu od Pana. Kiedy statua  Jezusa była niesiona tuż pod jej balkonem, Elena znowu straciła przytomność a krwawe łzy toczyły się z jej oczu. Kilka kropli spadło na głowę jej siostry Idy, która potem narzekała do Jezusa, ze taki ciężki krzyż dał jej rodzinie, gdyż duża liczba ludzi zaczęła przychodzić do nich do domu i przeszkadzać w rytmie dnia codziennego. Następnej nocy Idzie śniło się ,że Jezus powiedział jej by nie narzekała, ponieważ Elena musi cierpieć za wielu grzeszników. Ida zrozumiała ,że to specjalna misja Eleny i stała się posłuszną życzeniu Pana.

Cala ta nadzwyczajna aktywność nie przeszkadzała w jej czynnościach jako Fundatorka i Generalna Przełożona nowej wspólnoty zakonnej. Nikomu nie pozwolono by oglądał jej Wielkopiątkową mękę z ciekawości, a w Wielką Sobotę wznawiała swoją prace i obowiązki jakby nic się nie stało.

Dodatkowo do fizycznych cierpień znosiła gorzkie doświadczenia upokorzenia z powodu ludzi przychodzących do niej “świętej zakonnicy która poci się krwią” , by im pomogła w ich ważnych decyzjach w interesach.

Wiele razy Elena przepowiedziała, że będzie uzdrowiona z bolącej rany na ramieniu. Powiedziała spowiednikowi, “… Jezus pojawił się pytając:” Moja kochana córko, czy chciałabyś wydobrzeć, czy dalej cierpieć ?” “Mój Jezu,” odpowiedziałam, “czuje się tak dobrze gdy cierpię z Tobą. Jednakże, czyń co chcesz.” “Dobrze” Jezus odpowiedział, “Wydobrzejesz , ale chce byś wiedziała, że każdego piątku pozwolę, byś była w stanie depresji, w ten sposób będziesz bliżej mnie.” To mówiąc zniknął.

Pewnego dnia pomagano jej wyciągać drzazgami robaki z jej ramienia. Przeszła przez tą torturę z głęboką wiarą, że św. Rita którą wielbiła, bez wątpienia wyleczy ją. Ale niewielu ludzi wierzyło z nią razem, gdyż cierpiała na to już trzy długie lata.

Tej nocy, św. Rita powiedziała jej we śnie, że będzie uzdrowiona następnego dnia o godz. 3 po południu. Następnego dnia była bardzo słaba, tak że potrzebowała pomocy by usiąść na tapczanie przed statuetką św. Rity, wokół było kilka innych ludzi. Ci zaczęli odmawiać Różaniec przed statuą i ledwo można było słyszeć słabiutki głos Eleny: “Z sanktuarium Twojej  litości, o święta od rzeczy niemożliwych, patronko spraw beznadziejnych ,zwróć swoje miłosierne oczy na mnie i ujrzyj udrękę jaka mnie przytłacza, nieszczęście i mizerota zaciska się wokół mnie: bo przecież nie mam nikogo innego do kogo by się zwrócić.

Wyschło źródło moich łez; nawet modlitwa umiera na moich nędznych ustach. Jedyne co mam to nadzieja. O, Święta Rito, potężna i chwalebna, przyjdź mi z pomocą, i w tej pilnej potrzebie udziel mi łaski o którą cię błagam! Obiecałaś mi to: Musisz mi jej udzielić. Nie możesz pozwolić by nazywano mnie kłamcą!”

I nagle Elena krzyknęła, “Jestem uzdrowiona, jestem uzdrowiona.” Pokazała zdumionym ale sceptycznym osobom wokół swoje ramię, które było perfekcyjnie zagojone z jedną tylko blizną pozostałą. Św. Rita dotrzymała obietnicy ,że zostanie uleczona, ale ból pozostanie dla zbawienia dusz.

Staje się założycielką
Wreszcie Elena spotkała kobietę imieniem Gigia, która przyszła do niej po radę w sprawie powołania religijnego. Ona także została oddalona z zakonu z powodu choroby. Rozmawiały i stały się sobie bliskie, wkrótce Elena zrozumiała, że Gigia będzie powołana by jej asystować w jej charytatywnej pracy, którą zaczynała. Na początku Gigia miała wątpliwości, ze Elena, sama inwalidka byłaby w stanie pomagać innym.

Cudowne wstawiennictwo Św. Teresy z Lisieux

Pewnego dnia Elena jechała autobusem i zastanawiała się, gdzie znajdzie dom, którego potrzebuje do swej pracy. Błagała swoich świętych patronów a szczególnie Św Teresę od Dzieciątka Jezus. Młoda karmelitanka weszła do autobusu i zaczęły rozmawiać. Zapytała ona ,czy czasem nie szuka domu. Elena, myśląc, że była to jedna z sióstr z tych stron, pocałowała ją w rękę mówiąc jak ciężko jest znaleźć dom. Zakonnica uśmiechnęła się słodko i powiedziała:” Chodź, pokażę ci dom.”

Kiedy wysiadły z autobusu, zakonnica wskazała na balkon i powiedziała, że kobieta ma ofertę na 260 lir ale weźmie 250 od niej. Kiedy Elena spojrzała znowu na zakonnicę, zauważyła nienaturalne światło wokół  niej i bukiet róż wychylający się z krzyża, który trzymała w ręku.. Nagle zakonnica rozpłynęła się i wtedy Elena zrozumiała, że rozmawiała ze Św. Teresą z Lisieux. Pełna entuzjazmu poszła rozmawiać z właścicielką. Wszystko było jak Św. Teresa powiedziała. Kobieta zaakceptowała 250 lirów. Elena powiedziała o tym arcybiskupowi, który zasugerował, by Elena nazwała ten pierwszy dom w Consenza pod wezwaniem Św. Teresy.

Nie jest jasne dokładnie, kiedy Elena oficjalnie została siostrą zakonną, ale od tego punktu będziemy ją nazywać Siostrą Eleną. Siostra Elena i Siostra Gigia ulokowały się w nowym domu. Zaczęły swój apostolat, którym było oferowanie instrukcji religijnej zaniedbanym dzieciom w ich okręgu. Ich zapał był wielki, by rozszerzyć swoją pracę wszędzie. Pewnego dnia Elena poszła do kościoła protestanckiego i w obecności pastora zachęciła ludzi do by wrócili do Kościoła Katolickiego. Ich siostrzana gorliwość przejawiała się w legalizowaniu grzesznych małżeństw, chrzczeniu dzieci, a ludziom starszym pomagały, by otrzymywali Komunię Św.

Razem przyczyniły się do nawrócenia 14-to letniego łobuza, który byl znany jako “Ciccio złodziej”- został on nawrócony, żył gorliwie i zmarł śmiercią błogosławionych w młodym wieku.

Praca ich rozrastała się tak szybko ,że zmuszone były do poszukania nowego domu. Cierpienia Siostry Eleny trwały i Siostra Gigianie nie miała wyjścia, jak czasami zamykać Siostrę Elenę na strychu by trzymać ją z dala od ludzi, którzy wiedzieli o tych nadzwyczajnych wydarzeniach. Nawet policja, po błaganiu u Arcybiskupa nie dostała pozwolenia na wejście.

Zasugerowano siostrom ,że mogło to być dla ich dobra, by przenieść się do większego domu. Ich dom był biedny, z jednym tylko meblem.

W czasie tym rozmyślały,  jaki rodzaj pracy charytatywnej powinny zacząć. Jednego dnia pewien mężczyzna przyszedł do nich z małą sierotą, oddał ją siostrom i zaoferował miesięczną kwotę na jej utrzymanie.. Dzień później Siostra Elena miała sen, że widziała mężczyznę ubranego na czarno, trzymającego trzy dziewczynki i szukającego zakonnic. Kiedy zobaczył Siostrę Elene, błagał ją by wzięła dziewczynki. Następnego ranka zobaczyła mężczyznę z trzema dziewczynkami proszącego o pomoc, dokładnie jak było to we śnie. Głęboko poruszona, Siostra Elena przytuliła te trzy dziewczynki i wzięła je ze sobą do domu. Stopniowo jeszcze jedna mała umysłowo niesprawna dziewczynka została przyprowadzona do niej i Ks. Prałat wyraził satysfakcje z pracy siostry błogosławił ich pracy i ich świętemu pragnieniu w imię Arcybiskupa. Oficjalną misją sióstr stała się opieka nad porzuconymi dziewczętami sierotami.

Siostra Elena wypełniała swoje obowiązki cicho i z wielką wiarą, ponad naturalnym miłosierdziu i całkowitym zaufaniu w Bożą opatrzność. Siostra szkoliła panie, które chciały do nich dołączyć i wybrała jako wyróżniający ich znak, dobroczynność Św. Franciszka z Paoli, z emblematem Męki Pana Jezusa Chrystusa oraz nazwała swój Instytut “Małe Siostry od Męki Pańskiej.”

Liczba małych sierot wzrosła do 26 i dwie nowe aspirantki przyszły do zgromadzenia. Jedna kobieta lekarz domagała się by zbadać tą”kobietę z  gruźlicą, która utrzymywała starszych ludzi i małe porzucone sieroty.” Po zbadaniu sytuacji, oskarżenia te znalazły się bez potwierdzenia i były całkowicie fałszywe.

Św. Teresa ukazuje się ponownie
Pewnego razu Św. Teresa od Dzieciątka Jezus ukazała się kilku maluszkom, kiedy modlili się szyjąc w pracowni. Siostra Elena pośpieszyła z piętra słysząc krzyki,  “Widzieliśmy Świętą Karmelitankę!” , wchodząc, siostra Elena także ją zobaczyła uśmiechającą się do niej.
Mężczyzna sprzedawał ser, i jak zwykle towarzyszyła mu jego mała córka ubrana w łachmany a on ją zmusił do zebrania po mieście. Pewnego dnia ten łotr miał właśnie sprzedać własną córkę za 30 lirów, kiedy Siostra Elena usłyszała go targującego się i powiadomiła Kanclerza po drugiej stronie ulicy, aby pomógł. Tych dwoje targujących się mężczyzn nagle ulotniło się zostawiając dziewczynkę samą. Siostra Elena natychmiast wzięła ją do domu i została upoważniona przez prokuratora okręgowego by się nią opiekować, pomimo protestów ze strony ojca, co w rzeczywistości stało się kiedy chciał mocą uprowadzić dziecko. Siostrze Elena jednakże udało się ją wyrwać z jego rąk.

Siostry przeszły wiele prób, które zdarzają się każdemu w drodze do świętości. Pewnego znowu razu Siostrze Elenie śniło się że dom ich był poddany kwarantannie, i tak się stało. Jednakże, w końcu byli w stanie powrócić do domu i kontynuować swoją prace.

Zgromadzenie Siostry Eleny przyjęło więcej aspirantek po tym jak będąc w Rzymie otrzymała odpowiednie dokumenty potrzebne Zgromadzeniu.

Jej cierpienia wzmagały się z większą intensywnością. Podczas tego czasu niektórym ludziom udało się dostać do pokoju Eleny by zdemaskować jej “nadprzyrodzone siły”, “diabelskie plany”, i “fałszywe wydarzenia”. Byli to ludzie, których rzadko można było zastać w kościele, a nigdy modlących się przed ołtarzem, często zaś spotkać w zakrystii gdzie są tylko po to by plotkować i obmawiać oraz próbować poniżać jej Instytut i łączyć ją z niesmacznymi incydentami – to powodowało ból ks. Prałatowi i Arcybiskupowi. Arcybiskup poradził Siostrze Elenie by podała do sądu głównego oszczercę. Jednakże oszczerca ten poszedł do spowiedzi do Arcybiskupa i prosił Siostrę Elene o wybaczenie, która po tym wycofała pozew.

Jednakże niedługo znowu inny Pasterz spotkał się z kolejnymi zażaleniami i skargami przeciwko tej “uzurpującej zakonnicy, która lubi uchodzić za świętą  żeruje na ludziach dobrej woli dla  szkody innych zgromadzeń. Jak również przez jej wyjątkowe obnoszenie się mieszaniem się że Św. Ritą oraz przez jej wybiegi dla tak zwanego “dobra” dziewcząt. Ks. Arcybiskup życzliwie słuchał Siostry Eleny i zdecydowanie położył kres tym cwaniackim intrygom i podtrzymywał prawo prawdy i sprawiedliwości.

 

Łaski Bożych-Cudów i Boskiej Opatrzności

Boża Opatrzność zawsze przyszła Siostrze Elenie z pomocą, która często nie miała pieniędzy by zapłacić za rzeczy.  Upokarzała się i szukała pomocy u życzliwych ludzi oraz błagała wierzycieli by  mieli cierpliwość i wyrozumienie. Pewnego razu odcięto im prąd. Elena poszła do biura firmy i prosiła o zrozumienie, wtedy dyrektor rozkazał by prąd był podłączony i rozporządził by  Siostra Elena “już więcej nie była  niepokojona”  z powodu braku opłat.

Datki, które otrzymywała niestety nie były proporcjonalne do dziennych wydatków potrzebnych na prowadzenie Zgromadzenia. Kiedyś kiedy skończyła im się żywność, siostry Siostry Eleny wraz z sierotami modliły się o pomoc i podczas wystawienia Najświętszego Sakramentu poczuli piękny zapach w kościele. Siostra Elena wiedziała, że ich modlitwy zostały wysłuchane.  Podczas nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny nagle zauważyła banknot 50 lir w modlitewniku pomiędzy obrazkiem  Matki Bożej Bolesnej a obrazkiem Św. Teresy.  Zdumiewające było to że poprzedniego wieczoru patrzyła na te same strony i nic tam nie było.

Siostra Elena wydała te pieniądze na potrzeby kolejnego dnia i poszła do kaplicy i modliła się głośno przy wszystkich o kolejne 50 lir na znak, że był to rzeczywiście dar Bożej Opatrzności a nie pozostawiony przez kogoś innego, i tak się też stało w tym samym modlitewniku.

Innego razu modliły się o pomoc do wspaniałego Św. Józefa; mieli rachunek za olej. Otrzymali dokładnie taką sumę jaką potrzebowali by zapłacić za ten olej. Innego znowu dnia potrzebowali chleba dla Instytutu. Zasugerowano siostrom by kupiły na kredyt, ale one już miały zaciągnięty kredyt przez długi okres czasu I nie miały śmiałości by dalej prosić. Siostra wróciła do domu z pustymi rękami.

W  czasie posiłku nie było chleba, więc zaczęła się modlić. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Policjant straży miejskiej przyniósł 36 kg chleba dla nich który był odebrany tego samego ranka z powodu naruszenia prawa.

Przy innej okazji małe sieroty powiedziały jej że jedyne co zostało w kuchni to makaron. Siostra Elena pogłaskała je i poprowadziła do kaplicy mówiąc “Módlmy się a zobaczymy że Bóg da.” W przeciągu kilku minut posłano po Siostrę Elene, ponieważ miejski kolektor miał dla nich 18 kg ryb.   W drodze do Instytutu Siostra Elena powiedziała oficerowi ta historie, który był zdziwiony, a nawet bardziej kiedy zobaczył małe sieroty ciągle modlące się w tej intencji.

W przeciągu lat Instytut doświadczał mieszankę niepowodzeń, trudności, sukcesów, niepewności, wzrostu i prób różnego rodzaju które nękają życie każdej nowej społeczności ale wszystko przetrwało dzięki Bogu i kierownictwu tej “ nadzwyczajnie cierpiącej ale dynamicznej kobiecie”. Wreszcie, po niekończącym się czekaniu, Siostra Elena otrzymała radosne wiadomosci z Rzymu, ze jej Zgromadzenie Małych Sióstr od Męki Naszego Pana Jezusa Chrystusa zostało zatwierdzone jako Zgromadzenie na Prawie Papieskim. Ale doświadczenia się na tym nie skończyły. Była próba podważenia autorytetu Siostry Eleny jako Matki Generalnej, by wysłać ją na emeryturę i zastąpić nową niedoświadczoną siostrą. Siostry były bardzo zranione tymi różnorakimi upokorzeniami piętrzącymi się na Siostrze Elenie. Pomimo własnego bólu, Siostra Elena zachowywała swoje cnoty oraz dyscyplinę i harmonie we wspólnocie.

Była także próba zaprzeczania, że ich oficjalne uznanie nie miało żadnej ważności. Bardzo strapiona, leżąca w łóżku Matka Generalna z trudem wstała i w imieniu całej społeczności zgromadzenia mozolnie walczyła z nieustającymi kłodami absurdalnych akcji pomówień  przeciwko zgromadzeniu. Wyraziła swoje pragnienie by pojechać do Rzymu i poinformować samego Ojca Św. o tym co się działo. Spotkała się z Kardynałem Montini, Watykańskim Sekretarzem Stanu, który to później został papieżem Pawłem VI.  On łaskawie wysłuchał jej apelu przy jej łóżku w Rzymie i obiecał przedstawić jej petycję samemu Ojcu Św. jak również dodawał jej odwagi “by ufała Bogu i Jego Sprawie oraz by cierpliwie znosiła wszystko cokolwiek On udziela dla jej świętości oraz wykonywania Jego Pracy.” Stwierdzono, że Zgromadzenie było czymś więcej niż zwykłym Zgromadzeniem na prawie diecezji.

c.d. nastąpi

Tłumaczyła : Bożena

Posted in Cuda, Kościół, Objawienia, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , , , , | 101 Komentarzy »

Objawienia Maryi w Syrii – Kim jest Mirna Nazzour

Posted by Dzieckonmp w dniu 13 lipca 2011

„Myrna Nazzour to jedna z największych obecnie żyjących mistyczek kościoła katolickiego, a znaki jakich Bóg dokonuje za jej pośrednictwem są dowodem tego, że cuda oraz uzdrowienia nie są jedynie wydarzeniami ze Starego Testamentu, ale także rzeczywistością Kościoła naszych czasów” – Dominik Tarczyński, Prezes Stowarzyszenia Wspólnota Katolików Charyzmatycy.

FILM O MYRNIE

Objawienia w Soufanieh – dzielnicy Damaszku, stolicy Syrii, są niezwykłe. Nie tylko dlatego, że obfitują w nadzwyczajne zjawiska. Jeszcze bardziej niezwykły był skutek, jaki wywołały: zostały zaakceptowane zarówno przez miejscowych hierarchów katolickich jak i prawosławnych.
Wszystko zaczęło się 23 listopada 1982 roku. 18-letnia Myrna (po arabsku: Maria) Nazzour z dwiema koleżankami modliła się nad łóżkiem swej chorej przyjaciółki Layli. Myrna należy do katolickiego Kościoła grecko-melchickiego – jednego z ponad 30 Kościołów wschodnich, pozostających w łączności ze Stolicą Apostolską i uznających władzę papieską. Jedna z koleżanek, obok której się modliła, wyznaje prawosławie, druga jest muzułmanką. Nagle podczas modlitwy muzułmanka zauważyła, że ręce Myrny promienieją światłem i pokryły się olejem. Myrna położyła ręce na głowie Layli, która wkrótce wyzdrowiała! Trzy dni później Myrna w podobny sposób uzdrowiła swę matkę.
OLEJ I STYGMATY
W domu Myrny na ścianie wisi niewielka ikona przedstawiająca Matkę Bożą z Dzieciątkiem Jezus. 27 listopada 1982 z obrazu zaczął wydzielać się olej. Było go tak wiele, że spływał na podłogę. W ciągu godziny zapełnił cztery talerze. Jednocześnie olej znów zaczął wypływać z rąk Myrny. Myrna i jej mąż Mikołaj zwołali rodzinę – tego dnia Myrna miała pierwsze objawienie. Usłyszała kobiecy głos: „Nie bój się, jestem z tobą. Otwórz drzwi i nie zabraniaj nikomu kontaktu ze mną„.
Olej z obrazu wydzielał się przez cztery dni.
28 listopada do mieszkania państwa Nazzour przybyło wielu duchownych, a także funkcjonariusze policji. Zbadano próbki oleju, okazało się, że jest to olej z oliwek!
Pierwszy raz Myrna ujrzała Matkę Bożą 15 grudnia 1982 r. Wraz z grupą wiernych brała udział w modlitwie. W pewnym momencie utraciła kontakt z otoczeniem, całe jej ciało pokryło się oleistą substancją. Po chwili zupełnie utraciła świadomość. Trzy dni później objawienie się powtórzyło, ale tym razem Matka Boża przemówiła. 12 stycznia 1983 r. Myrna widziała też Jezusa. Jezus i Jego Matka przekazali jej orędzia.
26 października 1983 roku na rękach i twarzy wizjonerki pojawiły się stygmaty. Od tego czasu zjawiają się one co pewien czas. Ostatnio – w Wielkim Tygodniu 2001 roku.
WEZWANIE DO POJEDNANIA
Orędzia przekazywane przez Myrnę to bezustanne nawoływanie do pokoju i pojednania między wyznaniami. „Kosciół jest królestwem Nieba na Ziemi. Kto wprowadza rozdział, ten nie ma miłości w sobie” – oto jedno z orędzi. Są one skierowane nie tylko do katolików. W miejscu objawień często modlą się wspólnie ludzie różnych wyznań. Objawienia zostały bowiem zaaprobowane przez miejscowe Kościoły chrześcijańskie. Arcybiskup Georges Habib Hafouri uczynił to 15 stycznia 1987 r.
ŚWIATŁO ZE WSCHODU
W 1982 r. Damaszek, miasto, które oglądało cud nawrócenia Szawła, stało się świadkiem cudu, który ponawia się do dnia dzisiejszego. Wszystko zaczęło się 23 listopada, kiedy to Myrna Nazzour, młoda mężatka zamieszkująca w damasceńskiej dzielnicy Soufanijja, udała się wraz z krewnymi i przyjaciółkami w odwiedziny do swej szwagierki cierpiącej na dotkliwe bóle pleców. W trakcie modlitwy za chorą nieoczekiwanie na dłoniach Myrny pojawił się olej. Kiedy namaściła nim plecy swojej szwagierki, ta od razu odzyskała zdrowie.
Podobna sytuacja zdarzyła się następnego dnia, kiedy uzdrowienia poprzez olej wypływający z rąk Myrny doznała jej matka, od kilku miesięcy cierpiąca na bóle kręgosłupa.
Początkowo małżeństwo Nazzourów próbowało zachować kwestię uzdrowień w kręgu najbliższej rodziny. Niemniej 27 listopada olej zaczął wypływać z umieszczonej w sypialni małżonków małej, papierowej reprodukcji ikony Matki Boskiej Kazańskiej, oprawionej w plastikową ramkę, jednej z dziesięciu, które Mikołaj, mąż Myrny, przywiózł jako prezenty dla rodziny i znajomych z Bułgarii. Olej wypływał tak obficie, że w krótkim czasie napełnił cztery talerze. Tego dnia Myrna usłyszała także wewnętrzny głos polecający jej otwarcie drzwi ich domu dla wszystkich potrzebujących uzdrowienia. Odtąd mieszkanie młodego małżeństwa stało się ?domem Najświętszej Dziewicy? nawiedzanym przez rosnące wraz z kolejnymi ozdrowieniami tłumy chrześcijan, zarówno prawosławnych, jak i katolików, lecz także muzułmanów i ateistów.
15 grudnia 1982 r. Myrna doświadczyła pierwszego objawienia się Matki Bożej. W trakcie modlitwy ujrzała Maryję na balkonie swego domu. Widzenie to jednak tak ją wystraszyło, że uciekła. Elias Zahlaoui, katolicki ksiądz, któremu opowiedziała swe przeżycie, poradził jej wówczas modlić się słowami: „O Maryjo, przygotuj mnie, abym dobrze Cię przyjęła i dobrze zrozumiała, co chcesz mi powiedzieć”. „Tylko tyle?” – zapytała zaskoczona Myrna. „Tak” – odparł kapłan.
Istotnie, następne objawienie miało miejsce już 18 grudnia, kiedy Maryja przekazała Myrnie swoje pierwsze orędzie. Od tego momentu aż do dziś miały miejsce jeszcze trzy objawienia oraz trzydzieści sześć ekstaz, w trakcie których Myrna otrzymywała orędzia od Chrystusa i Maryi. Towarzyszy im pojawianie się oleju na rękach i twarzy Myrny. Pięciokrotnie doznała ona także łaski stygmatów, które otworzyły się na jej twarzy, dłoniach, stopach i boku. Ostatni raz miało to miejsce w Wielkim Tygodniu 2004 r.
UZDROWIENIA
Niezwykłym zjawiskom, które miały miejsce w Damaszku, towarzyszyły liczne uzdrowienia. Warto tu nadmienić, że uleczenie z fizycznych chorób bywało często powodem nawróceń. Tak było już w wypadku pierwszego cudownego uleczenia. Co ciekawe, dotyczyło ono młodej muzułmanki, której towarzyszył Jamil Margi, lekarz i ateista, mający na celu zdyskredytowanie tego – jak to określał – „zmontowanego oszustwa”. Po niewytłumaczalnym z punktu medycznego uzdrowieniu młodej kobiety Margi nawrócił się i kilkakrotnie publicznie składał świadectwo swej wewnętrznej przemiany.
Jednym z bardziej znanych cudownych ozdrowień za przyczyną Matki Bożej z Soufanieh było całkowite uleczenie sparaliżowanej ręki Alice Benalian. Była to starsza kobieta pochodząca z Aleppo. W 1970 r. w wyniku wypadku i nieprawidłowego złożenia złamanej kości doznała paraliżu prawego ramienia. Pomimo prób leczenia lekarze nie dawali jej szans na powrót do zdrowia. Po trzynastu latach od wypadku w trakcie modlitwy przed ikoną Myrny Nazzour, która była podówczas wystawiona w kościele św. Krzyża w Damaszku, Alice Benalian nieoczekiwanie odzyskała całkowicie i natychmiastowo pełną władzę w chorej kończynie. Jest to przypadek dobrze udokumentowany medycznie licznymi badaniami i zdjęciami rentgenowskimi. Świadkiem niezwykle wzruszającego uzdrowienia była także córka syryjskiego pisarza Adiba Mousleha. Studiowała ona prawo we Francji w Lyonie, jednak podczas świąt Bożego Narodzenia w 1982 r. odwiedziła swoich rodziców w Damaszku. Na wieść o cudownych zdarzeniach w Soufanieh zgłosiła się do pomocy przy obsłudze pielgrzymów, którzy coraz liczniej przybywali do domu państwa Nazzourów. Pewnego dnia do „domu Najświętszej Dziewicy” przybyło małżeństwo z dwuletnim synkiem sparaliżowanym od urodzenia. Pomimo licznych prób, z powodu gęstego tłumu pielgrzymów, nie udało się im dotrzeć przed cudowny obraz. Zasmuceni i ze łzami w oczach postanowili odjechać. Przekazali tylko córce Adiba imię dziecka i informację o jego chorobie. Odprowadziła ona ich wzrokiem, stojąc w oknie domu Nazzourów. Nagle, w momencie gdy ojciec położył synka na masce samochodu i poszedł otworzyć drzwi, chłopiec podniósł się i stanął na własnych nogach. Mężczyzna nie mógł uwierzyć własnym oczom i powtórnie go posadził. Chłopiec znowu wstał. Ojciec jeszcze kilkakrotnie powtórzył tę operację, zawsze z takim samym skutkiem. Łzy smutku rodziców zamieniły się w łzy radości, która udzieliła się także tłumowi przechodniów, zebranych w międzyczasie wokół samochodu.
Uzdrowienia oraz często towarzyszące im nawrócenia zdarzają się do dnia dzisiejszego. Dotyczą one zarówno katolików, jak i prawosławnych, muzułmanów i niewierzących. Obejmują wszelkie choroby: nowotwory, ślepotę od urodzenia lub nabytą, paraliż, choroby mózgu…
OLEJ I STYGMATY
Niewytłumaczalne z naukowego punktu widzenia zjawisko wydzielania oleju zarówno przez niewielki (8 × 9 cm) papierowy obrazek Matki Bożej, jak i przez ciało Myrny należy interpretować w kontekście tradycji chrześcijan Wschodu. Myrna Nazzour należy do Kościoła greckokatolickiego (melchickiego), natomiast jej mąż Mikołaj jest greckim prawosławnym. Takie mieszane małżeństwa w środowisku bliskowschodnich chrześcijan nie są niczym nadzwyczajnym. Rodzice Myrny także należeli do różnych grup konfesyjnych.
Symbolika oleju jest szeroko znana w praktyce sakramentalnej. Jest on używany jako symbol Ducha Świętego podczas sakramentów chrztu, bierzmowania, kapłaństwa i namaszczenia chorych. W tej perspektywie dar oleju można rozumieć jako znak dla umocnienia i potwierdzenia wiary chrześcijańskiej.
W tradycji Wschodu olej odgrywa ponadto ważną rolę w pobożności ludowej. Od wieków wierni odwiedzający miejsca kultu chrześcijańskiego na Wschodzie zabierali ze sobą oliwę z lamp palących się przed ikonami świętych, zwłaszcza zaś z bazylik Ziemi Świętej – Jerozolimy, Betlejem i Nazaretu. Olej ten był uznawany za znak Bożego błogosławieństwa i uzdrowienia.
Fenomen niezwykłego pojawiania się oleju był dokładnie badany przez służby cywilne i kościelne oraz przez naukowców. Już 28 listopada 1982 r. rodzina Nazzourów miała wizytę oficerów syryjskich służb bezpieczeństwa. Towarzyszył im lekarz Saliba Abdel Ahad, który poddał gruntownemu badaniu dłonie Myrny. Nakazał jej dokładnie je umyć, a następnie osobiście osuszył je ręcznikiem. Mimo to olej pojawił się ponownie na rękach Myrny na oczach zdumionego lekarza i żołnierzy stojących po obu stronach mistyczki.
Jeden z oficerów gruntownie przebadał ścianę, na której wisiał obrazek Matki Boskiej Kazańskiej, a następnie poddał ekspertyzie sam wizerunek, ramkę i szkło. W tym momencie z ikony zaczął wypływać olej. Zrobiło to na członku komisji tak wielkie wrażenie, że natychmiast odłożył obrazek na miejsce i zaczął się modlić. Nie wykrywszy żadnych symptomów oszustwa, oficerowie opuścili dom Nazzourów i odtąd, jeśli przychodzili, to tylko jako pielgrzymi modlący się przed cudownym wizerunkiem.
Pachnący olej pochodzący z obrazu oraz z rąk Myrny był poddawany licznym badaniom w laboratoriach Damaszku, Rzymu, Paryża oraz ówczesnej RFN. Wszystkie one prowadziły do stwierdzenia, że chodzi tu o czysty niemal w 100% olej pochodzenia roślinnego. Jest to przypadek o tyle ciekawy, że nawet oliwa z oliwek nie jest aż tak czysta i zawiera liczne domieszki i zanieczyszczenia. Ciekawą obserwację poczynił również francuski lekarz dr Philip Loron, który w oleju pochodzącym z obrazu wykrył śladowe ilości cholesterolu – a więc substancji, której pochodzenie roślinne jest całkowicie wykluczone.
O ile fenomen oleju jest powiązany z tradycją chrześcijańskiego Wschodu, to stygmaty, którymi została naznaczona Myrna, są znane jedynie w Kościele zachodnim. Po raz pierwszy pojawiły się one 25 listopada 1983 r. ok. godziny 16.30. Syryjski lazarysta ks. Józef Malouli, który jako jedyny spośród obecnych przy tym zjawisku posiadał jakąś wiedzę na ten temat, wezwał natychmiast 8 lekarzy, którzy dokonali skrupulatnych oględzin ran na ciele Myrny. Podobnie jak niewytłumaczalnie się otworzyły, tak też się zanikły one, bez śladu i blizn, ok. godziny 23.
Tak samo jak fenomen oleju późniejsze stygmaty były badane i obserwowane przez lekarzy, w tym przez wspomnianego już francuskiego neurologa dra Lorona. Zjawisko to medyk ów zdiagnozował następująco: „autentyczne rany, subtelnie zaznaczone, z wypływem lub bez wypływu krwi, i których zabliźnienie (bezinfekcyjne) nie wymaga żadnej opieki medycznej”.
Szczegółowemu badaniu stygmaty zostały poddane także w 2004 r. przez zespół skandynawskich uczonych pod kierownictwem dra Knuta Kvernebo ze szpitala uniwersyteckiego w Oslo. Wykluczyli oni możliwość naturalnego powstania ran poprzez hipoksję oraz erytromelalgię.
ORĘDZIA
Szczególną rolę w wydarzeniach z Soufanieh odgrywają orędzia przekazane Myrnie przez Chrystusa lub Maryję. Stanowią one wezwanie do jedności między chrześcijanami poprzez nawrócenie i okazywanie miłości braterskiej. Już w pierwszym orędziu Maryja powiedziała: „Pamiętajcie o Bogu, gdyż Bóg jest z nami. Wiecie wszystko, ale jeszcze nie wiecie nic. Wasza wiedza jest niekompletna. Nadejdzie jednak dzień, kiedy poznacie wszystkie rzeczy w sposób, w jaki Bóg zna mnie. Czyńcie dobro tym, którzy czynią zło. Nie krzywdźcie nikogo. Dałam wam olej w ilości większej, niż o to prosiliście, ale podaruję wam coś o wiele bardziej potężnego niż olej. Nawróćcie się i zachowujcie wiarę; pamiętajcie o Mnie w waszej radości. Przepowiadajcie mojego Syna Emanuela. Kto głosi Go, jest zbawiony, wiara zaś tego, który go nie głosi, jest próżna. Miłujcie się! Nie proszę o pieniądze dla kościołów ani o pieniądze do rozdania ubogim. Proszę o miłość. Ci, którzy rozdają pieniądze biednym i kościołom, ale nie mają miłości, są niczym. Ja będę częściej odwiedzać domy, ponieważ ci, którzy chodzą do kościoła, czasami nie chodzą tam, aby się modlić. Nie proszę o zbudowanie mi kościoła, ale miejsca modlitwy. Dawajcie. Nie odwracajcie się od nikogo, kto prosi o pomoc”.
W orędziach przekazanych podczas ekstaz Chrystus wyjaśniał Myrnie także sens ludzkiego cierpienia. 26 listopada 1985 r. powiedział: „Moja córko, chcesz zostać ukrzyżowana czy otoczona chwałą”? „Otoczona chwałą” – odpowiedziała Myrna. Wówczas Chrystus uśmiechnął się i zapytał ponownie: „Wolisz być otoczona chwałą przez stworzenia czy przez Stworzyciela”? „Przez Stworzyciela” – odparła. „To się zdarza poprzez ukrzyżowanie, gdyż za każdym razem kiedy spoglądasz ku stworzeniom, oczy Stwórcy odwracają się od ciebie. […] Ja z miłości zostałem za ciebie ukrzyżowany i chcę, abyś niosła swój krzyż dla Mnie, z własnej woli, z miłością i cierpliwością, i oczekiwała mojego nadejścia. Tego, kto uczestniczy w moich cierpieniach, uczynię uczestnikiem mej chwały. Nie ma zbawienia dla duszy jak tylko poprzez krzyż. Nie lękaj się, moja córko, z moich ran udzielę tobie wystarczająco, aby spłacić długi grzeszników. To jest źródło, z którego każdy może pić. A jeśli moja nieobecność będzie się przedłużać, a światło ukryje się przed tobą, nie lękaj się – stanie się to w celu uwielbienia Mnie. Idź na ziemię, gdzie upowszechniło się zepsucie, i pozostawaj w Bożym pokoju”.
W orędziach Chrystus podawał Myrnie słowa modlitw: „Chciałbym was o coś prosić – o słowa, które wyryjcie w waszych umysłach i nieustannie powtarzajcie: »Bóg mnie zbawia, Jezus daje mi światło, Duch Święty jest moim życiem, dlatego niczego się nie lękam«”. „Módl się, aby wypełniła się w tobie wola Boża, i mów: »Ukochany Jezu, pozwól mi spocząć w Tobie, ponad wszystkie rzeczy, ponad wszystkie stworzenia, ponad Twoich aniołów, ponad wszelką pochwałę, wszelką radość i wesele, ponad wszelką chwałę i poważanie, ponad wszystkie wojska niebieskie. Albowiem Ty sam jesteś Najwyższy. Tylko Ty jesteś Wszechmocny i dobry ponad wszelką rzecz. Przyjdź do mnie i pociesz mnie, rozkuj moje kajdany i podaruj mi wolność. Bez Ciebie moja radość nie jest pełna. Bez Ciebie mój stół jest pusty«. Wówczas Ja przyjdę i powiem: »Oto jestem, ponieważ Mnie zaprosiłaś«”.
Szczególne przesłanie przewijające się w orędziach Maryi i Chrystusa dotyczy jednak jedności Kościoła i wszystkich chrześcijan. Kilkakrotnie pojawiają się tam słowa: „Kościół jest królestwem niebieskim na ziemi. Kto go podzielił, zgrzeszył, i kto ucieszył się z jego podziału, także zgrzeszył”. Jedność wymaga przede wszystkim wspólnej modlitwy: „Zgromadźcie się. Mówię wam: »Módlcie się, módlcie się, módlcie się«. Jakże piękne są moje dzieci klęczące i zanoszące prośby. Nie bójcie się, ja jestem z wami”. Wezwanie do jedności wyraża się też w prośbie o ujednolicenie terminu świąt paschalnych. Jak dotąd Zachód obchodzi je według kalendarza gregoriańskiego, a Wschód zgodnie z rachubą juliańską. Powoduje to różnicę dochodzącą do miesiąca w terminie świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Rozbieżność ta jest szczególnie bolesna w środowiskach, gdzie egzystują obok siebie Kościoły tych dwóch tradycji, oraz w rodzinach mieszanych. W krajach muzułmańskich jest to ponadto jeden z głównych powodów szydzenia z chrześcijaństwa i swoiste antyświadectwo wyznawców Chrystusa.
W okresie świąt wielkanocnych stygmaty lub niezwykły olej pojawiały się na ciele Myrny w Wielki Piątek tylko wtedy, kiedy następowała zbieżność daty Paschy u wszystkich chrześcijan. Potrzebę wspólnych obchodów Wielkanocy wyjaśniała Myrnie w trakcie ekstazy 26 listopada 1990 r. Matka Boża: „Nie lękaj się, moja córko, jeśli Mnie nie ujrzysz, zanim Święto [Paschy] zostanie ujednolicone. Dlatego mów moim dzieciom: »Czy chcą oni widzieć i wspominać rany mojego Syna na tobie«? Jeśli ich nie boli widzieć ciebie cierpiącą dwukrotnie, to ja jestem matką i nie jest mi łatwo widzieć mojego Syna cierpiącego wiele razy. […] Jesteśmy z tobą i z każdym, kto chce, aby Święto [Paschy] było jedno”.
Opinie o wydarzeniach w Soufanieh
Niezwykłe zjawiska, które miały miejsce w Soufanieh, od samego początku budziły zainteresowanie władz kościelnych, zarówno prawosławnych, jak i katolickich. Od 7 stycznia do 21 lutego 1983 r. ikona Matki Bożej Kazańskiej była wystawiona w prawosławnym kościele św. Krzyża, dokąd przeniesiono ją we wspólnej ekumenicznej procesji.
Ze strony Kościoła katolickiego największymi orędownikami przesłania z Soufanieh byli z kolei księża Elias Zahlaoui oraz Józef Malouli. Początkowo pełni roztropnego dystansu i wnikliwej obserwacji owoców Soufanieh z czasem nabrali większego zaufania. Byli oni świadkami ekstaz, stygmatów i pojawiania się oleju, z wielką pieczołowitością notując wszystkie wydarzenia, które miały miejsca w domu Myrny. Wypadki te nie uszły uwadze także nuncjuszy apostolskich w Syrii. Już w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku ówczesny nuncjusz Nicola Rotunno aranżował spotkanie Myrny ze znanym specjalistą od objawień maryjnych ks. Renem Laurentinem. Zebrał on również bogatą dokumentację niezwykłych zjawisk zaistniałych w Soufanieh i przesłał do Rzymu.
Jego następca Luigi Accogli, po początkowym momencie zawahania, został tak ujęty przez działanie Bożej łaski w Damaszku, że po zakończeniu swej misji, w 1999 r., założył w Rzymie Centrum Ekumeniczne Naszej Pani z Soufanieh. W jego otwarciu oprócz kardynałów, biskupów i innych zaproszonych gości brała udział także sama Myrna.
Według biskupa Luigiego Accoglego jednym z najważniejszych czynników potwierdzających autentyczność Soufanieh jest życie samych małżonków Nazzourów. Przed cudownymi wydarzeniami Myrna nie należała do szczególnie gorliwych wyznawczyń Chrystusa. Przynależność do Kościoła traktowała w dużej mierze jako tradycję, do kościoła uczęszczała jedynie w niedzielę, modliła się z przyzwyczajenia. W momencie pierwszych objawień wielu sformułowań przekazanych jej przez Maryję po prostu nie rozumiała. Z kolei jej mąż był jeszcze bardziej letnim chrześcijaninem i sprawy wiary niewiele go obchodziły. Odkąd jednak doświadczyli niezwykłych wydarzeń, oboje całkowicie zmienili swe życie. Stali się ludźmi głębokiej modlitwy i służby bliźniemu. Niemal całkowicie wyrzekli się prywatności, otwierając swój dom dla wszystkich szukających pomocy u Matki Bożej. Mikołaj sprzedał restaurację usytuowaną na wybrzeżu Morza Śródziemnego, którą otworzył za pieniądze zarobione za granicą, i zaczął pracować u swego brata, aby być blisko Myrny. Od samego początku małżonkowie wzbraniali się też przed przyjmowaniem jakichkolwiek darów od pielgrzymów, o czym informuje tablica umieszczona przy drzwiach ich domu. Odmówili także przeniesienia się do większego mieszkania, które oferowały im władze syryjskie, kiedy nasilił się napływ pielgrzymów. Z punktu widzenia finansowego cudowne wydarzenia miały na nich zdecydowanie negatywny wpływ, natomiast od strony duchowej jest zauważalny nieustanny postęp. Biskup Accogli konstatuje to opinią, że owszem, możliwe jest udawanie pobożności przez kilka miesięcy, ale nie przez całe lata. Obecnie zaś od pierwszych objawień minęło już prawie 30 lat.
Pogłębienie życia duchowego małżeństwa Nazzourów nie ujęło im nic z prostoty życia. Myrna pomimo swych mistycznych doświadczeń prowadzi normalne życie. Opiekuje się domem i wychowuje dwójkę dzieci, a wzorem matki i żony jest dla niej sama Maryja. Pewnego razu jedna z kobiet przybyłych, aby modlić się przed cudownym wizerunkiem w domu Nazzourów, natknęła się w patio na Myrnę szorującą podłogę. Zaskoczona zawołała: „Co ja widzę! Ręce, przez które wypływa olej Najświętszej Dziewicy, zanurzają się w brudnej wodzie”. „A czy pani uważa, że Maryja miała służącą?” – odparła jej natychmiast Myrna.
Znaczenie Soufanieh
„Cechą wydarzeń w Soufanieh, ich misją, wydaje mi się powrót do pierwotnej, ewangelicznej prostoty, kiedy do Jezusa przychodziło się bezpośrednio, spontanicznie, bez zastanowienia i padało się do Jego nóg. To bezinteresowny dar z siebie złożony Jezusowi albo bliźniemu – co w rzeczywistości jest jednym i tym samym – stanowi pełnię przesłania Jezusa, pełnię Ewangelii, krzyża i chrześcijańskiej duchowości. Być może ten całkowity dar jest tym, co uczyni nas świętymi. Wymaga się od nas, aby dokładać wysiłku w tym kierunku. Jezus dokona reszty”. Te słowa napisane przez syryjskiego pisarza Antoine?a Makdisiego doskonale definiują sedno i cel niezwykłych wydarzeń w Soufanieh. To właśnie całkowita ufność okazana Chrystusowi i powierzenie Mu swoich losów stanowi fundament chrześcijańskiego życia. Tylko to pozwala pozbyć się lęku o niepewną przyszłość, wyzwolić się z kajdan nieuporządkowanych przywiązań i uzyskać prawdziwą radość.
Bóg przez niezwykłe znaki i cuda mówi współczesnemu człowiekowi, zwiedzionemu przez ułudę nowoczesności i naukowo-technicznej cywilizacji, o sprawach pierwszorzędnych. Olej, który w niezwykłej ilości wypływał z obrazka, stanowi niewątpliwy przykład creatio ex nihilo. Do tego zaś zdolny jest jedynie Bóg, Stworzyciel nieba i ziemi. Ta prosta, ale jakże fundamentalna prawda została przekazana także w ostatnim z orędzi przekazanym Myrnie 10 kwietnia 2004 r.: „Oto jest moje ostatnie przykazanie dla was: »Niech każdy z was wróci do domu, ale zachowa w sercu Wschód. Stąd wyszło znowu światło. Wy jesteście jego blaskiem w świecie tak uwiedzionym przez materializm, zmysłowość i sławę, że aż prawie stracił swą wartość«”.
Stygmaty na ciele Myrny przypominają człowiekowi o zbawczym cierpieniu Chrystusa, o tym, że naprawdę umarł On na krzyżu, został pogrzebany i trzeciego dnia zmartwychwstał.
Wreszcie objawienia Maryi wskazują na błogosławioną pomiędzy niewiastami Najświętszą Dziewicę, wzór życia chrześcijańskiego i Matkę wszystkich wierzących, która odbiera cześć nie dla samej siebie, ale prowadzi wszystkich do swego syna: „Moje dzieci, moja misja się zakończyła tej nocy, kiedy Anioł do mnie powiedział: »Błogosławiona jesteś między niewiastami«. Byłam w stanie jedynie odpowiedzieć: »Oto ja, służebnica Pana«. Jestem szczęśliwa. Nie jestem w stanie powiedzieć tobie: »Twoje grzechy zostały ci odpuszczone«. Ale mój syn tak powiedział”.
Sebastian Bednarowicz
W trakcie modlitwy za chorą nieoczekiwanie na dłoniach Myrny pojawił się olej. Kiedy nim namaściła plecy swojej szwagierki, ta od razu odzyskała zdrowie. Niewytłumaczalne jest z naukowego punktu widzenia zjawisku wydzielania oleju zarówno przez niewielki (8 × 9 cm) papierowy obrazek Matki Bożej, jak i przez ciało Myrny.
Wierni na Wschodzie zabierali ze sobą oliwę z lamp palących się przed ikonami świętych. Olej ten był uznawany za znak Bożego błogosławieństwa i uzdrowienia. „Autentyczne rany, subtelnie zaznaczone, z wypływem lub bez wypływu krwi, i których zabliźnienie (bez infekcyjne) nie wymaga żadnej opieki medycznej” (dr Loron, neurolog).
Uzdrowienia i nawrócenia zdarzają do dnia dzisiejszego. Dotyczą one zarówno katolików, jak i prawosławnych, muzułmanów i niewierzących. Obejmują wszelkie choroby: nowotwory, ślepota od urodzenia lub nabyta, paraliż, choroby mózgu… Odtąd mieszkanie młodego małżeństwa stało się „domem Najświętszej Dziewicy” nawiedzanym przez tłumy chrześcijan, zarówno prawosławnych jak i katolików, lecz także muzułmanów i ateistów
Źródło: charyzmatycy.pl

Posted in Cuda, Film, Objawienia | Otagowane: , , , , , | 23 Komentarze »