Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Propozycja chronologiczna

    • Rok 2019 – Kryzys Rumunia
    • Rok 2020 – fałszywe traktaty pokojowe
    • Rok 2021 – Papież jedzie do Moskwy
    • Rok 2021 – Wojna
    • Rok 2022 – zwycięstwo komunistyczne
    • Rok 2023 – 10 królów
    • Rok 2024 – Antychryst
    • Rok 2025 – Sojusz z wieloma
    • Rok 2025 – Synod
    • Rok 2026 – Henoch i Eliasz
    • Rok 2028 – Ohyda spustoszenia
    • Rok 2029 – Ostrzeżenie
    • Rok 2030 – Cud
    • Rok 2031 – Nawrócenie Izraela
    • Rok 2032 – Kara
    • Rok 2032 – Odnowienie świata
    • Rok 2033 – Exodus
    • Rok 2034 – Zgromadzenie w Jerozolimie
    • Rok 3032 – Gog i Magog
    • Rok 3213 – Koniec świata
    • Nowe niebiańskie Jeruzalem.
  • Ostrzeżenie

    13 kwietnia 2029
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Posts Tagged ‘Świadectwa’

Festiwal Młodzieży w Medjugorje 2012 – dzień 4. świadectwa cz.1

Posted by Dzieckonmp w dniu 30 sierpnia 2012

Posted in Festiwal Młodzieży w Medjugorje, Film, Medziugorje | Otagowane: , , | 18 Komentarzy »

Świadectwo Kamila

Posted by Dzieckonmp w dniu 27 sierpnia 2012

Witam wszystkich,
Często w chodzę na blog dzieckonmp w celu przeczytania komentarzy pozostawionych przez innych czytelników.
W miarę możliwości biorę udział w dyskusjach. Zauważyłem, że najbardziej narażone na atak są Orędzia z serii Ostrzeżenie, przekazywane
Marii z Irlandii. Osobiście jestem ogromnym zwolennikiem tych Orędzi szczególnie biorąc pod uwagę pozytywny wpływ jakie mają na moją osobę.
Z człowieka zawistnego i wiecznie zdenerwowanego zmieniły mnie w osobę miłującą bliźniego i kochającą Boga.
Szatan nie ma na celu przybliżanie ludzi do Boga a wręcz ich oddalanie. Orędzia natomiast przybliżyły już tysiące.
Zdaje sobie sprawę, że ludzie nie uwierzą od tak na świadectwo anonimowej osoby z internetu.
Dlatego jako zwolennik owych Orędzi, pragnę rozmawiać z każdym kto ma wątpliwości odnośnie tego Objawienia.
Aby nie być anonimowym proszę wszystkich chętnych, którzy chcą ze mną dyskutować, o nadsyłanie mail na adres pytka.kamil@vp.pl
Z Bożą pomocą postaram się rozwiać wszelkie wątpliwości o pokazać wam, że w owych Orędziach nie ma szatańskiej intrygi.
Kwestię uwierzenia pozostawię waszej Wolnej Woli.
 
Pozdrawiam
Kamil

Posted in Świadectwa | Otagowane: | 3 Komentarze »

Świadectwa

Posted by Dzieckonmp w dniu 8 czerwca 2012

Meg napisała

Podzielę się moim niedzielnym doświadczeniem. Otóż będąc w ubiegła niedziele na Mszy z Ojcem Świętym, w oczekiwaniu na rozpoczęcie modliłam się Krucjatami MMB. Zauważył to chłopak (Włoch) siedzący kolo mnie i powiedział “widzę ze czytasz Krucjaty (bo tylko to słowo w tekście rozumiał powtarzające się słowo “Krucjata” z numerami) i zapytał czy jest ona od MMB. Powiedziałam, ze tak a on mi powiedział, że w grudniu jak zaczął czytać te Orędzia się nawrócił, bo do kościoła ostatnio chodził jak był mały, jego zona tez od 10 lat kościoła na oczy nie widziała i był z nimi tez znajomy, który chodził do kościoła tylko w największe święta. Od stycznia byli już dwa razy w Medjugorje. Prawie codziennie teraz na msze chodzą.
Zapytałam ich czy gdyby się okazało, ze te orędzia nie są prawdziwe co by to zmieniło, a oni powiedzieli, ze miłość jaka w nich zapalił Pan Jezus i Matka Boża jest już nie do wygaszania nawet gdyby Orędzia nie pochodziły od nich. Bardzo mnie to podbudowało
Tak wiele ludzi się nawraca dzięki tym Orędziom, a co niektórzy satanizmem to nazywają.

Inne świadectwo nadesłała: Midzia

a zresztą jeszcze pół roku temu tak na prawdę nie zależało mi na tym , nie chodziłam do kościoła i twierdziłam , że Bóg tak czy tak mi na pewno przebaczy …żyłam własnym życiem z daleka od kościoła…wiec nawet to ze mieszkałam z facetem było normalne. moje życie zmieniło się tak na prawdę jakieś pol roku temu …nie wiem jakim cudem znalazłam się na tej stronie , nie wiem czego szukałam już nie pamiętam i trafiłam tu i najlepsze jest to , ze weszłam na stronę która nie była zapewne związana z tym czego szukałam ….i od tamtej pory , a było to w grudzień /styczeń? od tamtej pory chodzę po pracy do kościoła, modle się mowie różaniec …. ludzie są w szoku co się ze mną stało? nigdy nie byłam złym człowiekiem to fakt , ale do religijnych nie należałam. wierząca nie praktykującą …teraz …aż mi się chce iść do kościoła..modlić się i czuje się o niebo lepiej. serio. dzięki wam za ta stronę, bo dzięki niej wróciłam na dobra drogę.

Posted in Orędzia Ostrzeżenie, Świadectwa | Otagowane: , , | 71 Komentarzy »

Odmówiła przejścia na judaizm. Zapłaciła za to życiem

Posted by Dzieckonmp w dniu 15 kwietnia 2011

Młoda, piękna dziewczyna. Miała wybór: zmiana wyznania i dalsze życie albo trwanie przy swojej wierze i pewna śmierć. Wybrała Chrystusa.

14 marca zmarła w Moskwie 23-letnia Alina Milan, studentka piątego roku wydziału prawa stołecznego uniwersytetu. Kilka miesięcy temu lekarze zdiagnozowali u niej ciężką chorobę wątroby. Jedynym ratunkiem, by ocalić jej życie, okazał się przeszczep tego organu. W Rosji jednak nie wykonuje się transplantacji wątroby. Pod koniec zeszłego roku Alina wraz z matką udały się więc do Tel Awiwu, gdzie tego typu operacje są wykonywane. Przeszła wstępne badania w tamtejszej klinice, które potwierdziły, że tylko szybka operacja jest w stanie uratować jej życie.

Matka i córka wróciły do Moskwy, gdzie stanęły przed poważnym wyborem. Transplantacja jest bardzo kosztownym zabiegiem, a rodzina Milanów nie miała środków na jej sfinansowanie. Pojawiła się jednak możliwość bezpłatnego wykonania operacji. Warunkiem było otrzymanie izraelskiego obywatelstwa, z czym wiąże się bezpłatny dostęp do państwowej opieki medycznej. Było to o tyle proste, że Alina miała w rodzinie żydowskich przodków. Pojawiło się jednak pewne „ale”…

Żeby otrzymać izraelskie obywatelstwo, należy wypełnić odpowiednią ankietę. W jednej z rubryk należy wpisać deklarowane wyznanie. Według prawa obowiązującego w Izraelu obywatelem tego kraju może zostać tylko ten, kto zadeklaruje się jako wyznawca judaizmu lub jako ateista. Wpisanie do rubryki słowa „chrześcijanin” automatycznie zamyka drogę do izraelskiego obywatelstwa. Alina odmówiła wypełnienia ankiety. „Nie ma takiej ceny, za którą mogłabym wyrzec się Chrystusa”, powiedziała dziewczyna, dla której ceną do zapłacenia była utrata własnego życia.

Zachowała się relacja kierownika duchowego Aliny Milan, o. Aleksandra Naruszewa, który był świadkiem podjęcia przez nią decyzji. Oto jego opis:

Żeby otrzymać szybką pomoc lekarską i szansę na dalsze życie, musiała napisać tylko jedno słowo: „ateistka” lub „judaistka”… Z tym pytaniem zwróciła się do mnie przez telefon. Co robić? Lekarze mówili, że czasu ma bardzo mało: dwa, trzy tygodnie…

Wybór był prosty – albo skłamać, wyrzec się swojej wiary i otrzymać nadzieję na przeżycie, albo całkowicie zaufać Bogu.

Z mieszanymi uczuciami jechałem do niej do szpitala. Obok mnie siedziała jej matka ze zmęczoną i przygnębioną twarzą. W sali reanimacyjnej czekał na mnie człowiek, oczekujący na odpowiedź – prawdopodobnie odpowiedź na najważniejsze pytanie w jej życiu.

Nie jestem po to, by decydować o czyimkolwiek losie i nie wiedziałem, co powiedzieć… choć prawdę mówiąc wiedziałem, ale…

Jeszcze przed wejściem do chorej matka dziewczyny powiedziała mi, że wspólnie z córką podjęły już decyzję… Przerwałem jej i zmieniłem szybko temat, gdyż bałem się usłyszeć to, co byłoby najstraszniejsze dla mnie, jako kapłana i chrześcijanina.

Gdy wszedłem do sali, zobaczyłem wychudzoną, żółtą, ledwie podobną do 22-letniej dziewczyny, istotę. Patrzyła na mnie jednak jasnym wzrokiem, a w jej oczach widziałem jakąś zadziwiającą pewność i twardość.

„My już postanowiłyśmy wszystko z mamą – powiedziała bez zbędnych wstępów Alina. – Nie zdejmę krzyża i nie wyrzeknę się wiary. Nie ma takiej ceny.”

Gdy o. Naruszew żegnał się z kobietami, zapytał, co będą teraz robić. Powiedziały, że poszukają sponsorów, którzy być może zgodzą się sfinansować operację. „Ale nie macie już przecież czasu”, wtrącił kapłan. „Przed nami wieczność”, odpowiedziała dziewczyna.

Przyjaciele Aliny z moskiewskiego uniwersytetu postanowili zebrać potrzebną sumę, zorganizowali zbiórkę, dawali ogłoszenia, ale nie udało im się. Alina zmarła 14 marca.

Przed śmiercią zdążyła jeszcze napisać w internecie list do przyjaciół: Nie wykazałam żadnego bohaterstwa. Nie dokonałam teraz żadnego wyboru, bo swojego wyboru dokonałam już dawno – jestem prawosławną chrześcijanką.

Dalej pisała: Mam przed sobą dokument z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Izraela. Jest tu taki passus: „przyjmuję obywatelstwo/prawo/religię danego kraju”, wystarczy tylko podpisać. Powiedzcie sami, czy mam wybór? Najważniejsze nie to, co na papierze, ale to, co w duszy… a tam zaufanie Bogu silniejsze jest od wszelkich papierów, praw, krajów, strasznych diagnoz i czasów! I nawet w najcięższych chwilach nie opuszcza mnie poczucie, że Bóg trzyma mnie za rękę… Jedyny wybór, którego dokonałam już dawno i nie jest on związany z żadnym obywatelstwem, to wiara w Boga. I bez względu na wszystko, będę mu dziękować za to, co mnie spotka.

Na końcu Alina podziękowała wszystkim, którzy pamiętali o niej i troszczyli się o nią. Podkreśliła, że nie jest żadną bohaterką. Prawdziwe bohaterstwo to zostawić na boku wszystkie swoje sprawy i zająć się bliźnim, brzmiały jej ostatnie słowa skierowane do przyjaciół.

Wieczny odpoczynek racz jej dać Zbawco !

Taras Suchorebryk

Źródło: monasterujkowice.pl

Posted in Prześladowanie Chrześcijan, Religia, Świadectwa | Otagowane: , | 51 Komentarzy »

Świadectwo Bogdana

Posted by Dzieckonmp w dniu 8 lutego 2010

Medziugorje jest dla mnie jednym wielkim „Szpitalem”. „Szpitalem”, gdzie nie pytają nas, do jakiej kasy chorych należysz, co ci dolega, jakiej narodowości i jakiego wyznania jesteś. Do tego „Szpitala” trafiasz albo z wyboru, ponieważ byłeś tam i masz ogromną tęsknotę powrotu do Maryi, albo z zaproszenia Matki Bożej, o którym jeszcze nie wiesz. Odpoczywałeś w Chorwacji i chciałbyś sprawdzić, co tam właściwie się dzieje. Czy to prawdą jest, że od 28 lat objawia się tam Maryja. Przyjeżdżasz i właściwie nic tam nie widzisz poza kościołem, jakimiś wzgórzami ze sterczącymi kamieniami i ciernistymi krzewami. Albo trafiasz tam za namową innych osób, którymi Matka Boża się posługuje. Ja tam trafiłem za namową mojej szwagierki i mojej żony. Obie te panie są związane ze służbą zdrowia. Stąd moje szpitalne skojarzenia. Poza tym posiadałem informację, że w Medziugorju jest ośrodek Cenacolo założony przez siostrę Elwirę, gdzie od 25 lat są leczeni ludzie z uzależnień. Leczenie to jest o tyle zaskakujące, że w terapii nie stosuje się środków farmakologicznych, nie dokonuje się prania mózgu przez psychologów. Jedynym lekarstwem na uleczenie cierpienia spowodowanego używaniem narkotyków czy alkoholu jest modlitwa i zawierzenie się Panu Jezusowi i Maryi.

Trudno jest mówić o doznanych porażkach życiowych, łatwiej jest mówić o sukcesach. W moim życiu było dużo sytuacji, które można określić, jako sukces życiowy. Wspaniała żona, dwóch wspaniałych synów, własny dom, samochód, praca za granicą, kierownicze stanowiska. Początek mojej porażki życiowej zaczął się jak miałem 17 lat. Wtedy po raz pierwszy poczułem smak alkoholu. Jestem alkoholikiem, raczej nim byłem do końca 2006r. Jest to choroba, na którą zapracowałem sobie przez 37 lat mojego życia. Na przestrzeni tych lat alkohol był obecny w moim życiu często lub bardzo często. Towarzyszył mi w miarę odnoszonych sukcesów. Spożywałem go różnych ilościach i w różnych okolicznościach życiowych. Po raz pierwszy poczułem smak wina, kiedy brat odjeżdżał do wojska. Koledzy go żegnali. Butelka wina krążyła i trafiła do mnie. Gdy za długo zastanawiałem się, co mam z nią zrobić usłyszałem napominanie kolegów, co za brata się nie napijesz. Po pewnym czasie poczułem słodki smak wina i dziwne uczucie, które dodało mi odwagi i pozbawiło mnie lęku. Uczucie to będzie mi bardzo długo towarzyszyć w moim życiu. Smak wódki poczułem, gdy podjąłem pracę zawodową. Ponieważ z wykształcenia jestem budowlańcem, to niepijący majster na budowie albo był chory, albo kapuś dyrekcji. Przy pierwszej wypłacie po raz pierwszy się upiłem. Na drugi dzień czułem się okropnie. Moje cierpienia alkoholowe łagodzone były uśmiechami weteranów w piciu, nad którymi powierzono mi kierownictwo.

Wraz z awansem zawodowym zwiększała się ilość wypijanego alkoholu.

Alkohol towarzyszył mi przy wykonywaniu różnych czynności i obowiązków służbowych. Żona coraz częściej mówiła, że mam problem z alkoholem i powinienem się leczyć. Ja uważałem, że problem alkoholowy mają inni, ja czuję się czasowo niedobrze po wypiciu większej ilości alkoholu. Ukrywałem złe samopoczucie i przepity wygląd zwolnieniami lekarskimi lub nagłym urlopem.

Ta karuzela alkoholowa trwa do grudnia 2006r. W tym czasie podjąłem próbę dobrowolnej abstynencji. Nie piłem, bo chciałem udowodnić żonie i mojej rodzinie, że mogę zapanować nad alkoholem. Wytrzymałem 7 miesięcy. Nawrót był drastyczny. Stałem się bezsilny wobec alkoholu. Szybko traciłem kontrolę nad wypijanym alkoholem. Złe samopoczucie łagodziłem wypijaniem kontrolowanej ilości piwa, a potem kontrola szybko zamieniała się w przymus picia. Życie stało się koszmarem. Wystraszone oczy mojej żony, moich dzieci widzę do dnia dzisiejszego. Ich błagalne spojrzenia „tato przestań pić” nie docierały do mnie. Alkohol zneutralizował moje uczucia. Stałem się zimnym, pozbawionym uczuć alkoholikiem, który dba tylko o siebie. W tym okresie wpadam w ciągi alkoholowe, które trwają od kilku dni do kilku tygodni. Koncentrowałem się na sobie i uciekam przed problemami życiowymi, topiąc niepowodzenia i porażki w alkoholu. Po którymś ciągu alkoholowym trwającym kilka tygodni trafiam do szpitala. Tam zrozumiałem, że jestem alkoholikiem. Świadomość mojej choroby wzrastała wraz z sytuacjami, z którymi tam się spotkałem. Przez trzy dni pomagałem 20 letniemu chłopcu. Jego choroba była tak daleko posunięta, że samodzielnie nie mógł utrzymać szklanki z wodą, łyżki z zupą. Swoją przygodę, jak to określił, z alkoholem zaczął jak miał 7 lat. Drugą osobą, która mną wstrząsnęła był sztygar z kopalni, który podczas brania leków dostał ataku padaczki alkoholowej i któremu udzielałem pierwszej pomocy.

Pobyt w szpitalu uzmysłowił mi, że sam z chorobą sobie nie poradzę.

Zniewolenie piciem uświadomiło mi, że przez 9 lat byłem codziennie pijany. Alkohol dawał mi pozorną radość i pozornie usuwał mój lęk. Pozostawił smutek, cierpienie i ból po utracie zaufania żony i dzieci. Coraz częściej zadawałem sobie pytanie, kim właściwie jestem, dlaczego osobom bliskim zadaję tyle cierpienia i bólu. Dlaczego ciągle jestem ponury i nie umiem się śmiać.

W poszukiwaniu prawdy o sobie, w szukaniu wsparcia na drodze do trzeźwości dałem się namówić na pielgrzymkę do Medziugorja w 26 rocznicę objawienia Matki Bożej.

Uważałem się za człowieka wierzącego, który chodził do kościoła, z modlitwą to różnie bywał.

Pan Jezus był dla mnie „suchą definicją”, która żyła 2000 lat temu i widoczny był tylko na krzyżu. Ta definicja ożyła tam w Medziugorju. Podczas drogi krzyżowej na Kriżevac przy VII stacji, przy drugim upadku Pana Jezusa, coś się stało. Zobaczyłem siebie leżącego na ziemi, przygniecionego ciężarem mojego pijaństwa. Wokół mnie nie było nikogo. Nie było kolegów, z którymi piłem, nie było uśmiechów, nie było muzyki i radości po wypitym alkoholu. Powstała ogromna pustka. Poczułem w sercu tęsknotę za miłością mojej żony, uśmiechami moich dzieci, które tak szybko wydoroślały. Zalałem się łzami. Płacz był tak silny, że nie mogłem się opanować. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz płakałem. Skierowałem do Pana Jezusa błagalne wołanie: Panie Jezu weź w swoje ręce moje życie, bo ja nie umiem nim kierować, nie raniąc siebie i moich bliskich. Pomóż mi, bo trzeciego upadku nie przeżyję.

Krocząc w górę wołałem: Boże pomóż. Ja sam nie dam rady, nie potrafię.

Tam na górze Kriżevac życie przebiegło mi przed oczami. Zobaczyłem dno mojego życia utopionego w alkoholu. Zobaczyłem mój egoizm i bezwzględną wiarę we własne siły. Smutek, lęk, brak miłości dla samego siebie i drugiego człowieka. Najbardziej zadziwiające było to, że ludzie z mojego otoczenia uważali mnie za porządnego człowieka. Ubierałem maskę „ porządnego człowieka”, bo bałem się prawdy o sobie. Tę prawdę pokazał mi Pan Jezus podnosząc mnie z tragizmu mojego życia przesiąkniętego alkoholem. Nawróciłem się. Logicznie myśląc wszystko winno być załatwione przez nawrócenie. Znalazł się jednak kolejny problem. Nie potrafiłem siebie zaakceptować. Brzydziłem się samego siebie, bo zobaczyłem grzech mojego życia – życie bez Boga. Poszedłem do spowiedzi. Tam przed kapłanem i Panem Bogiem wyznałem swoje grzechy. Wyznając je prosiłem o przebaczenie, ale nie umiem się modlić. Kapłan powiedział mi, że Pan Bóg nie oczekuje ode mnie wyuczonych modlitw, mam z nim rozmawiać kierując się miłością mojego serca. I tak do dziś dnia rozmawiam z Panem Jezusem, którego traktuję jak najlepszego przyjaciela. Zwracam się do niego z wszystkimi problemami, powierzam mu wszystko, a zwłaszcza moją trzeźwość. Proszę go o każdy dzień trzeźwości i za każdy otrzymany dziękuję i proszę o następny. Przychodzą dni zwątpienia. Pustka poalkoholowa jest ogromna i tę pustkę Pan Jezus pomaga mi wypełnić modlitwą i osobami stawianymi na drodze trzeźwości. Poznałem wspaniałych kapłanów, za których się modlę w utworzonych Margaretkach.

W tym roku trzykrotnie byłem w Medziugorju. Maryja wie o mojej tęsknocie za spokojem i miłością drugiego człowieka. Ten „szpital”, jak określiłem Medziugorje, jest miejscem, gdzie lekarstwem jest różaniec, uśmiech i radość ludzi, których się tam spotyka. Dzięki wstawiennictwu Maryi otrzymałem drugie życie. Pan Jezus zabrał mi z mojego życia alkohol. Dał mi radość dnia codziennego, dał mi wiarę i otworzył mi serce na miłość drugiego człowieka. Uzdrowił i zabrał mi lęk. Napełnił moje serce miłością i radością życia.  Za otrzymane łaski ofiarowałem Maryi modlitwę i trzeźwość do końca moich dni tu na ziemi.Wiem, że Medziugorje jest rozdziałem w księdze mojego życia, gdzie strony zapisywane są modlitwą, pokorą i bezgranicznym zaufaniem do Pana Jezusa.

Od 3 lat jestem trzeźwy. Pan Jezus tak prowadzi moje życie, że alkohol nie pojawił się nigdy na drodze, którą każdego dnia mu powierzam. Na mojej drodze stawia mi wspaniałych ludzi, którym daje klucz do mojego serca. Jestem trzeźwy i za to dziękuję wszystkim, którzy pomagają mi trwać w trzeźwości. Mojej żonie, która w modlitwie walczyła o mnie, moim synom, którzy mimo zadanych upokorzeń podali mi rękę. Dziękuję Ci Jezu, że prowadzisz mnie przez życie każdego dnia. Ty jesteś moją Nadzieją, Prawdą, Życiem… Ty dajesz mi siłę, abym żył w trzeźwości. Ty, dajesz mi wiarę, szczęście. Dzięki Tobie uczę się pokory, cierpliwości, miłości do drugiego człowieka… Za życie i łaski, jakie mi dajesz – CHWAŁA PANU!

Panie Jezu jak skąpiec ze skulonym sercem cedziłem uśmiechy miłości do Ciebie, kiedy Ciebie nie znałem. Teraz, kiedy jesteś ze mną, me serce pełne jest miłości do Ciebie.

Bogdan

Źródło: http://www.medjugorje.org.pl

Posted in Medziugorje, Świadectwa | Otagowane: , | Możliwość komentowania Świadectwo Bogdana została wyłączona

MOJE SPOTKANIE Z BOGIEM ŚWIADECTWO IAN’A McCORMACKA

Posted by Dzieckonmp w dniu 11 stycznia 2010

Nazywam się Ian McCormack. Urodziłem się w Nowej Zelandii i mam 32 lata. Chciałbym wam
opowiedzieć, w jaki sposób Pan dotknął się mojego życia. Wydarzyło się to prawie siedem lat
temu. Chciałbym się z wami podzielić tym, jak Bóg zmienił moje życie i jak Pan, Jezus Chrystus,
stał się dla mnie realny poprzez moje osobiste doświadczenie i spotkanie z Bogiem Wieczności.
Zanim zacznę opowiadać, chciałbym przeczytać kilka wersetów z Biblii:
a) 1 List Jana 1:5-8
“A zwiastowanie to, które słyszeliśmy od Niego i które wam ogłaszamy, jest takie, że Bóg jest
światłością, a nie ma w nim żadnej ciemności. Jeśli mówimy, że z nim społecznośc mamy, a
chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie trzymamy się prawdy. Jeśli zaś chodzimy w światłości, jak
On sam jest w światłości, społeczność mamy z sobą, i krew Jezusa Chrystusa, Syna jego, oczyszcza
nas od wszelkiego grzechu.”
b) Ewangelia Mateusza 7:13-14
“Wchodźcie przez ciasną bramę; albowiem szeroka jest brama i przestronna droga, która wiedzie na
zatracenie, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. A ciasna jest brama i wąska droga, która
prowadzi do żywota; i niewielu jest tych, którzy ją znajdują.”
c) Ewangelia Jana 10:9-11
“Ja jestem drzwiami; jeśli kto przeze mnie wejdzie, zbawiony będzie i wejdzie, i wyjdzie, i
pastwisko znajdzie. Złodziej przychodzi tylko po to, by kraść, zarzynać i wytracać. Ja przyszedłem,
aby miały życie i obfitowały. Ja jestem dobry pasterz. Dobry pasterz życie swoje kładzie za owce.
d) Ewangelia Jana 9:5
“Póki jestem na świecie, jestem światłością swiata.”
e) Ewangelia Jana 14:6
“Odpowiedział mu Jezus: Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko
przeze mnie.”
Wychowywałem się w Nowej Zelandii. Moi rodzice byli nauczycielami. Jako młody człowiek
podróżowałem po wielu zakątkach mojego kraju. Studiowałem na Uniwersytecie Lincolna i
uzyskałem tam tytuł magistra rolnictwa. Przez dwa lata pracowałem jako konsultant hodowlany w
Radzie Mleczarskiej w Hamilton w Nowej Zelandii. Bardzo lubiłem wieś i cieszyłem się życiem na
farmie. Nie byłem domatorem. Bardzo lubiłem weekendy, wypady z domu, nurkowanie, surfing,
wędrowanie i uprawianie sportu. Po prostu bardzo to lubiłem i cieszyło mnie życie pod gołym
niebem. Cieszyła mnie praca na farmie i kontakt z naturą.
Na początku lat 80-tych postanowiłem razem z moim najlepszym przyjacielem wybrać się za
granicę. Lubiliśmy przygody, więc postanowiliśmy, że wyjedziemy na jakiś rok lub dwa.
Opuściliśmy Nową Zelandię i pojechaliśmy do Australii. Podróżowaliśmy autostopem z Sydney do
Brisbane, następnie z Darwin na wyspę Bali. Zwiedziliśmy Indonezję, Jawę, Singapur, Malezję i
Sri Lankę. Gdy tak podróżowaliśmy po Azji ciągle byliśmy wypytywani przez ludzi: “Czy jesteście
chrześcijanami?”. To mnie zaskakiwało, bo przecież byłem wychowywany w rodzinie
chrześcijańskiej, w domu chrześcijańskim.
Byłem wychowywany jako Anglikanin. W wieku czternastu lat przystąpiłem do Pierwszej
Komunii. I pamiętam jak wtedy, podczas komunii, naprawdę nie czułem obecności Boga. Jako
dziecko modliłem się i uczęszczałem na szkółkę niedzielną. Należałem do przykościelnej grupy
młodzieżowej, do chóru, chodziłem też na wiele innych spotkań. Pomimo tego, w istocie nie
rozwijałem się i nie znałem Boga. Nie doświadczyłem go osobiście. Pamiętam jak wyszedłem z
kościoła tego dnia, kiedy po raz pierwszy przystąpiłem do komunii. Prawdę mówiąc byłem
rozczarowany i zaskoczony. Pomyślałem: “Cóż, wygląda na to, że nic się nie wydarzyło”.
Pamiętam jak wychodząc z kościoła zapytałem mamę: “Czy Bóg przemawia? Modlę się codziennie.
Czy On naprawdę przemawia? Czy kiedykolwiek słyszałaś jak Bóg do ciebie mówi?”. Moja mama
spojrzała na mnie i rzekła: “Tak, Bóg naprawdę mówi i jest realny”, a ja zapytałem: “A kiedy go
słyszałaś?”. Wtedy opowiedziała mi jak wołała do niego w bardzo ciężkich chwilach. Pan
odpowiedział jej i czuła, że był bardzo blisko niej. Odpowiedziałem jej: “Ja nie przeżywałem
tragedii i wszystko wydaje się być w porządku w moim życiu. Jak to się dzieje, że nie słyszę
Boga?”. Moja mama odpowiedziała: “Cóż, często potrzeba tragedii, aby nas ukorzyć. Niestety,
człowiek z natury jest pyszny”. Pomyślałem: “Przecież nie jestem takim człowiekiem, nie jestem
pyszny”, ale kiedy teraz zastanawiam się nad tym, byłem bardzo pyszny. Wtedy moja mama
powiedziała: “Słuchaj Ian, nie zamierzam zmuszać cię, abyś chodził do kościoła, ale pamiętaj tę
jedną rzecz, cokolwiek będziesz robił w życiu, gdziekolwiek pojedziesz, nieważne jak według
ciebie daleko odszedłeś od Boga, pamiętaj przynajmniej tę jedną rzecz. Jeśli będziesz w kłopocie i
w potrzebie, krzycz do Boga z głębi twojego serca, a On cię usłyszy. On cię naprawdę usłyszy i
przebaczy ci”. Pamiętam te słowa, bo trwale zapisały się w moim umyśle. Postanowiłem, że nie
będę hipokrytą i nie wrócę do kościoła, ponieważ naprawdę nie doświadczyłem Boga. W gruncie
rzeczy była to dla mnie tylko religia.
Tak więc, podróżowaliśmy po Azji, a ludzie często pytali mnie: “Ian, czy ty jesteś
chrześcijaninem?”. Naprawdę musiałem zastanawiać się nad odpowiedzią, ponieważ w istocie nie
byłem chrześcijaninem, gdyż tak naprawdę nie wierzyłem w Boga. Wiedziałem o nim, ale nie
wierzyłem w niego. I tam, w Azji, stanąłem twarzą w twarz z realnością odmiennych wierzeń.
Byłem zaszokowany, gdy widziałem jak ludzie kłaniają się i czczą bożki zrobione ich własnymi
rękami. W głębi mego serca pytałem: “Dlaczego? Dlaczego kłaniają się czemuś co w istocie jest
dziełem ich własnych rąk? Czułem zamęt w mojej głowie i wtedy przypominałem sobie fragment o
dziesięciu przykazaniach, który pamiętałem ze Starego Testamentu:
Księga Powtórzonego Prawa 5:7-9
“Nie będziesz miał innych bogów obok mnie. Nie uczyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek,
co jest na niebie w górze i co jest na ziemi w dole, i tego, co jest w wodzie pod ziemią. Nie będziesz
się im kłaniał i nie będziesz im służył.”
Tak więc podróżowałem, uprawiałem surfing, nurkowałem, chodziłem po dżunglii. Odwiedziłem
Sri Lankę – zadziwiający kraj. Dostałem się na pokład olbrzymiego ślizgacza, i tym długim na 96
stóp jachtem popłynąlem na Mauritius, mała wyspę na Oceanie Indyjskim. Zabrało to nam 26 dni.
Na Mauritiusie spędziłem prawie dwa miesiące. Mieszkałem tam z miejscowymi nurkami, którzy
uczyli mnie jak nurkować na rafie za dnia, a także nocą. Gdy skończyły mi się pieniądze,
doradzono mi: “Jedź do Południowej Afryki. To dobre miejsce, gdzie można dobrze zarobić.” Tak
więc wybrałem się do Południowej Afryki i pracowałem tam przez jakieś 8-10 miesięcy.
Podczas mojego pobytu w Afryce dostałem list od mojego brata, który prosił mnie, abym
przyjechał do Nowej Zelandi na jego ślub. Zastanowiłem się i zdecydowałem, że muszę wracać do
Nowej Zelandii. Tak więc w Durban wsiadłem do samolotu i przyleciałem z powrotem na
Mauritius. Oczywiście, wszyscy moi przyjaciele odwiedzili mnie i namawiali: “Chodź z nami
ponurkować”. Tak więc znowu uprawiałem surfing i nurkowałem. Pewnego dnia zaproponowali mi
nurkowanie nocą. Miałem jeszcze kilka dni do wyjazdu, gdy przyszli do mnie wieczorem i
powiedzieli: “Ian, chodźmy znów ponurkować nocą”. Jak zwykle, wyszedłem na werandę i
spojrzałem na ocean i niebo. Gdzieś daleko na horyzoncie dostrzegłem potężne wyładowania
elektryczne. Zwróciłem się do Simona, mojego czarnego przyjaciela i powiedziałem: “Słuchaj, czy
ty jesteś pewien? Przecież idzie burza”. On odpowiedział: “Nie martw się, burza na pewno
przejdzie bokiem”. Obawiałem się, że razem z burzą może przyjść zbyt duża fala na rafie, co
byłoby zbyt niebezpieczne. Odrzekł: “Wszystko będzie w porządku, popłyniemy jakieś pięc mil od
brzegu do bardzo pięknego zakątka rafy. Naprawdę będziesz zdumiony jakie to jest piękne w nocy,
jak piękna jest ta rafa koralowa. Popłyń z nami”. Zacząlem się zastanawiać i w końcu dałem się
namówić. Zabrałem cały mój sprzęt do nurkowania. Była chyba jedenasta w nocy, gdy
wskoczyliśmy do łodzi i wypłynęliśmy. Cała drogę wiosłowaliśmy, mieliśmy jeszcze jakieś pól
mili do wysepki. Wpłynęliśmy do laguny, ale nurkowaliśmy po zewnętrznej częsci rafy.
Nurkowaliśmy schodząc w dól po wielkiej stromiźnie.
Tej nocy pływałem w górnej częsci rafy, a dwóch moich kolegów nurkowało w jej dolnych
partiach. Zwykle trzymaliśmy się razem, ale tej nocy rozdzieliliśmy się. Skierowałem się w górę
rafy w poszukiwaniu langusty. Nagle spostrzegłem coś w wodzie, co wyglądało jak kałamarnica.
Podpłynąlem w górę i chwyciłem to. Miałem nałożone rękawice i to coś prześliznęlo się przez moje
palce. Patrzyłem jak odpływa i pomyślałem: “Ale dziwna meduza, bardzo dziwna. Głowę ma jak
kałamarnica, ale reszta wygląda jak sześcian. I ma bardzo niezwykłe macki, podobne do palców”.
To była niezwykła meduza, cała przezroczysta. Zastanawiałem się: “Nigdy wcześniej nie widziałem
takiej meduzy”, ale dalej już na nią nie zważałem i popłynąłem dalej. Nagle coś mnie poraziło.
Dobrze nie widziałem, ale czułem, że coś poraziło mnie w rękę. Miałem na sobie kombinezon do
nurkowania i jedyną częścią mojego ciała, która była nie osłonięta, było przedramię. Coś otarło się
o mnie i poraziło mnie. To było straszne uderzenie. To było tak, jakbyś stał na bosaka w oborze na
mokrym betonie i chwycił ręką za gołe przewody elektryczne. Nigdy czegoś takiego nie
doświadczyłem. Wstrząs od elektrycznego pastucha jest niczym w porównaniu z tym. To było takie
uderzenie, że prawie mnie ścięło z nóg. Z pomocą latarki próbowałem zorientować się gdzie jestem.
Nie mogłem dostrzec co mnie uderzyło, więc spojrzałem na moją rękę, aby sprawdzić co się stało i
czy nie cieknie krew. Myślałem, że może coś mnie poparzyło, albo że rozciąłem rękę na rafie. Nie
było śladu, ale czułem rwący ból.
Jak na razie nie wyglądało to groźnie. Ból zdawał się trochę ustępować, więc przestałem się tym
przejmować. Pomyślałem sobie: “Znajdę langustę, wrócę do chłopaków na łodzi i zapytam ich, co
to mogło być”. Nie chciałem wpaść w panikę, bo nurek nigdy nie powinien się denerwować. Gdy
tak nurkowałem w poszukiwaniu langusty zobaczyłem dwie meduzy podobne do tej, którą
widziałem kilka minut wcześniej. Powoli zbliżały się do mnie falującymi ruchami. Kątem oka
dostrzegłem jak ich macki otarły się o moją rękę. Wtedy znowu odczułem porażenie elektryczne,
które prawie mnie przewróciło. Nagle zdałem sobie sprawę, co mnie poraziło za pierwszym razem.
Wiedziałem z mojego doświadczenia ratowniczego, bo pracowałem jako ratownik dla ludzi
uprawiających surfing, że pewne gatunki meduz są bardzo jadowite. Pomyślałem: “Musiałem
zostać porażony przez coś, co ma w sobie bardzo wiele jadu”. Nigdy wcześniej nie miałem do
czynienia z tak silnym porażeniem. Jako dziecko często miałem katar sienny. Jeśli jesteś alergikiem
i użądli cię pszczoła, to twoja ręka czy noga spuchną jak balon. A ja właśnie byłem bardzo
uczulony na różnego rodzaju ukąszenia.
Teraz już byłem bardzo zaniepokojony. Meduzy poparzyły mnie w dwóch różnych miejscach.
Wypłynąlem na powierzchnię, podniosłem głowę i rozejrzałem się w poszukiwaniu łodzi. Płynąlem
trzymając poparzoną rękę na plecach nad powierzchnią wody, aby ją chronić od kolejnego
ukąszenia. I gdy tak płynąłem, poczułem, że coś przepłynęło mi po plecach. To była kolejna
meduza i kolejne poparzenie. Pomyślałem: “O nie, to już trzecie oparzenie”. Ponownie zanurzyłem
moją głowę do wody i pomyślałem: “Gdzie ja właściwie jestem?”. Chciałem trzymać się blisko
rafy, więc spojrzałem w dól tam, gdzie powinna być rafa. Snop światła mojej latarki oświetlił wodę
pode mną. Ku mojemu przerażeniu, jakieś 20 stóp niżej roiło się od setek, właściwie tysięcy tych
meduz. To było jak zupa. Skierowałem latarkę do góry i zobaczyłem je wokół mojej twarzy.
Pomyślałem: “Jeśli choć jedna dotknie mojej twarzy, nie będę w stanie dotrzeć do łodzi”.
Przystawiłem latarkę do mojej twarzy i tak płynąłem. Gdy dopłynąłem, zapytałem młodego
chłopca, który pozostał w łodzi, co niebezpiecznego jest tam w wodzie. On nie wiedział, bo nie był
nurkiem. Potrząsnął tylko głową i wskazał na Simona, który był doświadczonym nurkiem. Gdy go
dostrzegłem, wskoczyłem ponownie do wody i popłynąłem do niego. Widziałem go pod wodą,
więc skierowałem światło mojej latarki w stronę jego twarzy, aby zwrócić jego uwagę. Gdy
wypłynął na powierzchnię, dałem mu znać, aby wyszedł z wody, bo chcę z nim porozmawiać.
Zanurzyłem ponownie głowę i ku mojemu przerażeniu, zauważyłem falującą w kierunku mojej
twarzy meduzę. Musiałem wtedy wybrać, czy pozwolić, aby uderzyła mnie w twarz, czy też osłonić
się ręką. Podniosłem więc rękę i otrzymałem ponowne uderzenie. Odepchnąlem meduzę tą biedną
poparzoną ręką i wydostałem się na rafę. Nad zewnętrzną rafą było tylko jakieś dwie stopy wody.
Stanąlem więc na płetwach i zacząlem oglądać moją rękę. Była spuchnięta jak balon. Na
powierzchni skóry były pęcherze, jakby od poparzenia. Miejsca, gdzie dotknęly mnie macki
meduzy, wyglądały jakby zostały przypieczone na ogniu.
Gdy tak się przyglądałem, mój przyjaciel Simon zbliżał się do mnie idąc w płetwach po rafie.
Zastanawiał się, co też tak mnie poruszyło. Dostrzegł moją rękę, spojrzał na mnie i zapytał po
francusku: “Invisable?”, czyli: “Przezroczysta?. I zaraz potem: “Ile?”. Odpowiedziałem: “Cztery”.
Wtedy powiedział: “Wystarczy jedna i umierasz” i oświetlił latarką swoją twarz, aby pokazać, że
mówi poważnie. Zapytałem: “Więc co mam robić z czterema na mojej ręce?”. Simona zaczęła
ogarniać panika, chociaż nurkował już od przeszło 20 lat i był tubylcem. Mnie też ogarnęła panika.
Odpowiedział: “Musisz dostać się do szpitala”. A byłem jakieś 15-20 mil od brzegu. Był środek
nocy i musiałem przepłynąć jeszcze pół mili do łodzi. Słyszałem jak mówił: “Płyń”, a ja stałem
prawie całkowicie sparaliżowany. Simon pomógł mi wejść do wody i podtrzymywał mnie w drodze
do łodzi. Jak mnie ciągnął, zdałem sobie sprawę, że moja ręka była sparaliżowana. Nie mogłem jej
podnieść. Bezwładnie wlokła się w wodzie, a jak mnie wciągali do łodzi, oparzyła mnie jeszcze
jedna meduza. Pomyślałem w sercu: “Cóż takiego uczyniłem, aby na to zasłużyć?” Nagle
zobaczyłem mój grzech. Wtedy zrozumiałem, że źle robiłem. To była jakby zapłata. Znacie to
uczucie? Nic nie uchodzi płazem. Zobaczyłem to, co źle robiłem. Pomyślałem: “Cóż, może dlatego
mnie to spotyka?”.
Wsadzili mnie do łodzi i przenieśli ją nad rafą koralową. Łódź szorowała dnem o rafę. Była to
drewniana łodź i stanowiła ich źródło utrzymania. Musiała to być dla nich bardzo ciężka decyzja.
Przenieśli łodź nad rafą do laguny i odbili. Płynęli w wodzie próbując popychać lodź.
Powiedziałem: “Płyńcie ze mną”. Lecz oni odrzekli: “Nie. Łodź byłaby zbyt ciężka, tylko Paul,
najmłodszy, zabierze cię na brzeg”. Tak więc zostałem tylko z Paulem. Bardzo trudno mi się
oddychało prawym płucem. Czułem jak trucizna krążyła w moim układzie krwionośnym i że
sięgnęła mojego ramienia. Ponieważ kombinezon uciskał mi klatkę piersiową, rozpiąłem go i
zdjąłem z pomocą lewej ręki. Jeszcze mogłem się poruszać, więc nałożyłem spodnie i siadłem
ociekając potem. Pot lał się ze mnie i bardzo szybko zrobiło mi się sucho w ustach. Czułem jak
trucizna przemieszcza się we mnie i dosięga nerek. Poczułem ostry ból w tyle i pomyślałem: “Ta
trucizna naprawdę szybko się przemieszcza”. Próbowałem się nie poruszać i nie wpadać w panikę.
W połowie drogi do brzegu poczułem jak trucizna zaczęła spływać w dolne partie mojego ciała.
Czułem jak pulsowała i krążyła w moich żyłach.
Nigdy wcześniej nie wiedziałem w jaki sposób krąży moja krew. Ale tej nocy było dla mnie bardzo
ważne, jak to się odbywa, gdyż czułem jak trucizna zaczynała paraliżować moją prawą nogę.
Byłem świadomy, że jeśli trucizna spłynie w dół nogi, i dalej w górę do serca lub mózgu, to już
mnie nie będzie. Trucizna paraliżowała mnie i jak dopływaliśmy do brzegu, zaczynałem widzieć
trochę jak przez mgłę. Gdy dobiliśmy do brzegu chłopiec powiedział: “Wyjdźmy z łodzi”.
Usiłowałem wstać, ale moja prawa noga ugięła się pode mną. Upadłem na dno łodzi, prosto na
langusty. Chłopiec cofnął się trochę przerażony. Potem zaproponował mi, abym go objął za szyję.
Tak więc objąłem go za szyję, chwyciłem drugą rękę, która była sparaliżowana i tak się trzymałem.
Paul wyciągnął mnie na plażę, co na mokrym piasku wcale nie było proste. Następnie przeciągnął
mnie na główną drogę.
Była blisko dwunasta w nocy i znajdowałem się na małej wyspie. Nic się naokoło nie działo, nie
było żadnych samochodów. Trzymałem się tego chłopca i zastanawiałem się w jaki sposób dostanę
się do szpitala o tak późnej porze. Byłem tak słaby, że usiadłem na drodze. Chłopiec próbował mi
pomóc, ale w końcu zaczął wskazywać na ocean, mówiąc: “Tam są moi bracia. Muszę popłynąć po
nich”. Powiedziałem: “Nie. Zostaniesz tu i pomożesz mi”. Jednak Paul odszedł. Jak usiadłem,
poczułem się straszliwie zmęczony i położyłem się na drodze. Jak tak leżałem, zacząłem patrzyć na
gwiazdy.
Pomyślałem: “Zasnę”. I już miałem zamknąć powieki, gdy usłyszałem głos czysty jak kryształ
mówiący do mnie: “Ian, jeśli zamkniesz oczy, nigdy już się nie obudzisz”. Otrząsnąłem się i
pomyślałem: “Co ja robię? Nie mogę tutaj zasnąć, muszę dostać się do szpitala. Muszę dostać
antytoksynę, potrzebuję pomocy. Jeśli tu zasnę, może już nigdy się nie obudzę”. Spróbowałem
znowu stanąć, lecz moja noga była bardzo słaba. Mimo to, byłem jeszcze w stanie pójść drogą. W
pewnej chwili, około sto metrów ode mnie, obok jakiejś restauracji, zauważyłem kilka stojących
samochodów oraz hinduskich kierowców. Nigdy wcześniej nie widziałem tej restauracji.
Podszedłem do nich i usilnie prosiłem, aby zabrali mnie do szpitala. Hindusi spojrzeli na mnie i
powiedzieli: “Ile nam zapłacisz?”. Jeśli byłeś kiedykolwiek w Azji, to zapewne wiesz, że tak tu jest.
To jest zupełnie normalne. Jeśli masz pieniądze, to jedziesz. Jeśli nie masz pieniędzy, to nikt ci nie
pomoże. Powiedziałem głośno do siebie: “Nie mam pieniędzy” i wtedy się zreflektowałem:
“Głupcze, trzeba było tego nie mówić. Powinieneś był skłamać”. Ale nie skłamałem. Po prostu
powiedziałem prawdę: “Nie mam pieniędzy”. Ci trzej kierowcy roześmiali się i rzekli: “Jesteś
pijany. Jesteś szalony”. Odwrócili się, zapalili papierosa i zaczęli odchodzić. Wtedy usłyszałem, jak
głos czysty jak kryształ przemówił do mnie: “Ian, czy chcesz błagać o swoje życie?”. Pomyślałem:
“Oczywiście, i nawet wiem jak to zrobić. Żyłem w Afryce dostatecznie długo”.
Było mi łatwo paść na kolana, gdyż jedna z moich nóg była sparaliżowana, a druga bardzo mi się
chwiała. Byłem oparty o samochód, więc osunąłem się na kolana, wyciągnąłem ręce i skłoniłem
głowę, aby na nich nie patrzeć. Po prostu błagałem ich o życie. Właściwie krzyczałem, bo
wiedziałem, że jak natychmiast nie dostanę się do szpitala, będzie po mnie. Jeśli ci ludzie nie
mieliby miłości, wspólczucia w swoich sercach i litości wobec mnie, umarłbym tam przy nich.
Dlatego błagałem ich o pomoc. Trzymając nisko głowę mogłem widzieć ich stopy. Dwóch z nich
odeszło, z wyjątkiem młodego taksówkarza. Widziałem po jego stopach, że się wahał. Przyglądał
mi się dłuższą chwilę, jak tak błagałem o życie. Potem podszedł i bez słowa podniósł mnie. Pomógł
mi się podnieść, wsadził mnie do samochodu i pojechaliśmy. W połowie drogi do szpitala zmienił
zdanie. Powiedział: “Gdzie masz pieniądze?”. Odpowiedziałem: “Dam ci wszystkie pieniądze jakie
posiadam”. Gdy chodzi o twoje życie, pieniądze nic nie znaczą, wierzcie mi. Powiedziałem: “Jeśli
zabierzesz mnie do szpitala i uratujesz moje życie, dam ci wszystko”. On wiedział, że to tylko
słowa. On chciał konkretów. Tak więc w pół drogi do szpitala zmienił zdanie. Zatrzymał się koło
dużego hotelu mówiąc: “Wysadzę cię tu. Idź i sam szukaj pomocy. Zapomnij o mnie, nie zawiozę
cię do szpitala”. Odpowiedziałem: “Nie! Słuchaj! Proszę cię, zawieź mnie. Ja umieram, pomóż mi”.
Ale on pochylił się, odpiął mój pas, otworzył drzwi i powiedział: “Wysiadaj”. Odpowiedziałem:
“Spójrz, nie mogę wysiąsć. Trudno mi się poruszać”, ale on powtórzył: “Wysiadaj”. Pomyślałem:
“No cóż. Mam jeszcze jedną rękę sprawną, więc spróbuję dowlec się do drzwi hotelowych”, gdyż
wejście było po drugiej stronie bramy.
Zobaczyłem zapalone światła. Próbowałem tam dojść, aby wcześniej ktoś mnie zauważył. Ku
mojemu zdumieniu wartownicy, którzy robili obchód, zauważyli jak wlokłem się po ziemi. Jeden z
nich podbiegł do mnie i rozpoznałem w nim kumpla, z którym piłem. Był to Daniel, czarny, dobrze
zbudowany facet. Taki sympatyczny olbrzym. Często piłem z nim w magazynie. Po pracy
siadaliśmy, aby pogadać i cieszyło mnie jego towarzystwo. Podbiegł, zobaczył mnie i powiedział:
“Co ci się stało? Czy jesteś pijany? Może naćpany? Co ci jest?”. Podciągnąłem rękaw i pokazałem
mu rękę. Jak zobaczył pęcherze i opuchlizny, zorientował się co mi się stało. Był masywny, więc
wziął mnie na ręce i zaczął biec. Wyglądało to tak, jakby podniósł mnie potężny anioł. Przebiegł
obok basenu i podbiegł do baru. Posadził mnie na bambusowym krześle, jakieś dziesięc stóp od
siedzących tam Chińczyków, którzy byli właścicielami hotelu. Pili i grali w pokera. Daniel posadził
mnie na krześle i znikł w ciemności. Spodziewałem się, że wyjaśni mi, co zamierza zrobić, ale on
odszedł. Wtedy zdałem sobie sprawę, że w Azji czarny nie może rozmawiać z Chińczykiem, chyba,
że ten go o to poprosi. Hierarchia społeczna na Mauritiusie jest taka: biały, Chińczyk, Hindus i
czarny. Tak to wygląda i jeśli nie znasz hierarchii społecznej, nie zrozumiesz, co się wokół ciebie
dzieje.
Daniel po prostu mnie tam zostawił. Zdałem sobie sprawę, że będę musiał nawiązać kontakt z tymi
Chińczykami i powiedzieć im, że potrzebuję pomocy. Podniosłem rękę i pokazałem im pęcherze
oraz opuchlizny. Nawet coś wydukałem po chińsku. Wydusiłem z siebie to, co umiałem prosząc,
aby mi pomogli. Lecz oni po prostu roześmiali się. Jeden z nich podniósł się i powiedział: “Biały
chłopcze, heroina nie jest dobra dla ciebie”. On myślał, że byłem naćpany, że przedawkowałem, lub
coś podobnego, bo pokazałem mu rękę, która wyglądała jakby była pokłuta igłą. Usiłował mi
wmówić, że zażyłem narkotyki. Byłem zawiedziony i wściekły. Siedziałem tam usiłując zapanować
nad sobą, bo przy zbyt dużym zdenerwowaniu, trucizna szybciej się rozchodzi. Nagle, całe moje
ciało, wszystkie mięśnie mojego ciała zaczęły drgać i kurczyć się. Skurcze ogarnęły całe moje
ciało. Trucizna zaczęła działać. Zacząłem osuwać się z krzesła. Podbiegło do mnie trzech
mężczyzn, którzy próbowali mnie przytrzymać, ale nie byli w stanie. Nagle, wstrząsy się skończyły,
i śmiertelny chłód przeszył mnie do szpiku kości. Czułem jak przenikała mnie śmierć. Wiedziałem,
że moje ciało umierało na moich oczach.
Było mi przeraźliwie zimno, dygotałem. Przykryli mnie kocami, aby powstrzymać utratę ciepła.
Siedziałem tam usiłując pozbierać się i prosiłem ich: “Proszę, zawieźcie mnie do szpitala”.
Widziałem, że stał tam samochód. Jeden z nich podszedł do mnie, położył rękę na moim ramieniu i
powiedział: “Nie. Zaczekamy na ambulans, biały chłopcze”. Chińczycy nienawidzą białych. Więc
siedząc tak zastanawiałem się: “Wątpię, czy kiedykolwiek dostanę się do szpitala”. Gdy to
pomyślałem, zobaczyłem ambulans i Daniela, z jeszcze jednym przyjacielem, którzy pojawili się
nie wiadomo skąd. Wzięli mnie na ręce. Wtedy zrozumiałem, że Daniel nie tracił czasu z tymi
idiotami, tylko pobiegł prosto do centralki telefonicznej. Jego dziewczyna pracowała wtedy na
centralce, dlatego Daniel mógł sam zadzwonić do szpitala.
Ambulans przyjechał na sygnale, nakręcił przy hotelu i zaczął odjeżdżać. Jeśli choć trochę znasz
francuskich kierowców, to wiesz, że są niecierpliwi i jeżdżą jak szaleńcy. Kierowcą ambulansu był
Francuz, który pomyślał, że był to fałszywy sygnał od pijanych tubylców. Ponieważ nie było
nikogo przed hotelem, kierowca zaczął odjeżdżać. Byłem wtedy w pół drogi do bramy i widziałem
jak ambulans zakręcał. Spróbowałem zagwizdać, ale z powodu odwodnienia, nie byłem w stanie
tego zrobić. Daniel zobaczył moje wysiłki i zagwizdał. Myślę, że kierowca miał otwarte okno, bo
usłyszał gwizd Daniela. Zahamował i cofnął. Był to Renault 4 z wyjętym przednim siedzeniem. Tak
wygląda ambulans czarnych: zwykłe Renault 4 z wyrżniętym przednim siedzeniem i wstawionymi
tam noszami polowymi. Tak, proszę państwa, tak wyglądał ambulans. Kierowca nawet nie wysiadł
z ambulansu, tylko się pochylił i otworzył drzwi. Wrzucili mnie do środka na nosze, zamknęli
drzwi i odjechaliśmy.
Kierowca nawet nie zapytał: “Czy chcesz koc? Jak się czujesz? Co ci jest?”. On był tylko kierowcą.
Dygotałem i zastanawiałem się: “Co do licha się dzieje?”. Próbowałem trzymać się. Pilnowałem się,
aby nie zamknąć oczu. Wiedziałem, że muszę być przytomny, aż dostanę antytoksynę. W połowie
drogi do szpitala zaczęliśmy wjeżdżać na wzgórze i wtedy pomyślałem: “Nic gorszego nie mogło
mi się przytrafić. Cała trucizna spłynie teraz do mózgu i zabije mnie”. Walczyłem. Czułem jak
trucizna przemieszczała się do mojej głowy, to było straszne. I nagle zobaczyłem obraz małego
chłopca, z włosami jak śnieg. Obraz był duży i czysty. Potem zobaczyłem przez moment obraz
starszego chłopca, też z włosami jak śnieg. Patrzyłem i myślałem: “Ma białe włosy, ale jest
starszy”. Gdy tak patrzyłem, nagle zdałem sobie sprawę, że oglądałem samego siebie. Przed oczami
stawały mi obrazy z mojego życia. To było przerażające uczucie. Oto przed tobą wyświetlane są,
jak na filmie, obrazy z twojego życia, obrazy czyste jak kryształ. Otworzyłem szeroko oczy i byłem
całkowicie świadomy tego, co się działo. Gdy tak patrzyłem, pomyślałem: “Słyszałem o tym, a
nawet czytałem. Ludzie, którzy przeszli w stan śmierci klinicznej, oglądali wcześniej przesuwające
się przed nimi obrazy z ich życia”. Ja również tego doświadczałem. Przestraszyłem się i
pomyślałem: “Jestem za młody, aby umierać. Po co wypłynąlem nurkować? Ty głupi idioto.
Powinieneś był zostać w domu. Nigdy nie powinieneś nurkować”. Ciągle powtarzałem: “Dlaczego
po prostu nie zostałeś w domu, ty idioto?”, ale teraz stałem w obliczu zbliżającej się smierci i
wiedziałem, że ona była bardzo blisko. Po reakcjach mojego ciała domyślałem się, że byłem bardzo
blisko śmierci. Z trudem słyszałem bicie własnego serca. Mój oddech był bardzo słaby i cichy.
Gdy tak leżałem, zastanawiałem się: “Co się stanie jak umrę? Czy jest tam coś? Czy coś się zdarzy
jak umrę? Dokąd pójdę?”. I wtedy, dostałem czystą jak kryształ wizję mojej mamy. Widziałem ją
jak stała i wypowiadała słowa: “Ian, nieważne jak daleko odszedłeś od Boga, nieważne, co złego
uczyniłeś. Jeśli zawołasz z serca do Boga, On cię usłyszy i przebaczy ci”. Rzekłem w moim sercu:
“Czy wierzę, że jest Bóg? Czy mam się modlić?”. Właściwie byłem wtedy ateistą, ale pomimo tego
że nie wierzyłem w Boga, widziałem wtedy właśnie moją mamę. Potem, gdy wróciłem do Nowej
Zelandii rozmawiałem o tym z moją mamą.
Została obudzona we wczesnych godzinach porannych. Śniło się jej, że jechałem w ambulansie i, że
byłem bliski śmierci. Zaczęła się za mnie modlić. Wszyscy rodzice, którzy się modlicie, nie
ustawajcie w modlitwie. Jeśli Bóg was obudzi, zacznijcie się modlić. Modlitwa mojej mamy bardzo
mi pomogła. Oczywiście, jej modlitwa nie mogła uratować mi życia. Moja mama nie mogła
spowodować, abym poszedł do nieba, ale jej modlitwa sprawiła, że odczułem potrzebę modlitwy.
Potrzebowałem modlić się z serca. Wtedy pomyślałem: “O co się modlić? Do kogo się modlić? Do
którego Boga? Są ich tysiące. Widziałem ich wszystkich. Ale wtedy nie zobaczyłem ani Buddy czy
Kriszny, ani innego boga czy człowieka. Widziałem tylko moją mamę, a moja mama poszła za
Jezusem Chrystusem, Bogiem chrześcijan.
Znałem wiele religii. Przestudiowałem je i widziałem ich wyznawców na własne oczy, ale moja
mama naśladowała Chrystusa. Pomyślałem: “Nie modliłem się od lat. O co się modlić? O co się
modlić w tym momencie? O co byś się modlił, jakbyś wiedział, że umrzesz? O co byś się modlił?”.
Przypomniałem sobie, że gdy byłem dzieckiem, moja mama uczyła mnie modlitwy pańskiej:
“Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola
Twoja, jak w niebie, tak i na ziemi”. Pomyślałem: “Będę się tak modlił. To jest jedyna modlitwa
chrześcijańska jaką znam”. Tak więc próbowałem modlić się, ale nie mogłem sobie przypomnieć
słów. Poczułem jakby trucizna przemieściła się do głowy i całkowicie zablokowała moją zdolnośc
myślenia. Mój umysł przestawał funkcjonować. To było przerażające uczucie. Tak bardzo
polegałem na moim umyśle i inteligencji, i nagle mój umysł zaczął zamierać. Poczułem umysłową
próżnię, kompletne zero. A ja tak bardzo polegałem na moim umyśle, wierzcie mi, za bardzo
polegałem.
Leżąc tak, zdałem sobie sprawę, że w mojej pamięci nie było już tej modlitwy. Mama mówiła:
“Módl się z serca”. Tak więc powiedziałem: “Boże, nie wiem, gdzie jest ta modlitwa. Chcę się
modlić, pomóż mi”. Gdy to powiedziałem, część modlitwy dosłownie wyszła z mojego wnętrza, z
mojego ducha. Pierwsza część modlitwy zawierała słowa: “Przebacz nam nasze winy”.
Pomyślałem: “Boże, prosiłbym Cię o przebaczenie moich grzechów, ale uczyniłem tak wiele złego.
Wiem, że to było złe, moje sumienie mówi mi to. Gdybyś tylko mógł wybaczyć wszystkie moje
grzechy. Nie mam pojęcia jak mi je możesz wybaczyć, ale proszę, wybacz mi moje grzechy”.
Chciałem być oczyszczony i zacząć od początku. Pomyślałem: “Boże, wybacz mi”. Gdy to
powiedziałem, zobaczyłem następną część modlitwy: “Jak i my odpuszczamy naszym
winowajcom”. Zrozumiałem, że oznacza to wybaczenie tym, którzy mnie zranili. Pomyślałem: “Nie
żywię do nikogo urazy. Było wielu ludzi, którzy mnie oszukali, zdradzili, źle o mnie mówili i
wyrządzili mi wiele złego. Przebaczam im”. Wtedy usłyszałem głos Boga: “Czy przebaczysz
Hindusowi, który wyrzucił cię z samochodu i tym Chińczykom, którzy nie zabrali cię do szpitala?”.
Zastanowiłem się: “Hm… Miałem co do nich inne plany…”. Lecz powiedziałem: “Dobrze.
Przebaczę im. Jeśli Ty mi możesz przebaczyć, to i ja mogę im przebaczyć”.
Następna częsc modlitwy była następująca: “Bądź wola Twoja”. Wtedy zobaczyłem, że przez
ostatnie dwadzieścia pięć lat troszczyłem się tylko o swoje sprawy. Pomyślałem: “Boże, nawet jeśli
z tego wyjdę, to właściwie nie wiem jaka jest Twoja wola. Wiem, że Ty nie chcesz, abym czynił
zło, ale nie mam pojęcia jaka jest Twoja wola. Jeśli z tego wyjdę, dowiem się, jaka jest Twoja wola
odnośnie mojego życia i wypełnię ją. Jeśli z tego wyjdę, pójdę za Tobą z całego mojego serca”.
Potem otrzymałem pozostałą część modlitwy pańskiej: “Przyjdź Królestwo twoje…”, znacie to.
Powiedziałem cała modlitwę pańską, ale te trzy elementy wyróżniały się bardzo wyraźnie. Nie
zdawałem sobie wtedy z tego sprawy, ale była to najprostsza, zbawcza modlitwa, modlitwa
pokutującego serca. Z serca, a nie z głowy, mówiłem: “Boże, wybacz mi moją niegodziwość i zło.
Boże, oczyść mnie. Boże, przebaczam wszystkim tym, którzy mnie zranili. Jezusie Chrystusie,
Panie, przyjdź a ja wypełnię Twoją wolę. Niech będzie Twoja wola. Pójdę za Tobą.” Wtedy nie
zdawałem sobie z tego sprawy, ale teraz wiem, że modliłem się do Pana modlitwą grzeszników,
modlitwą pokutną. Gdy tak się modliłem modlitwą pańską, odczułem jak zaczął ogarniać moje
serce niesamowity pokój. Wyglądało na to, że strach po prostu mnie opuścił. Czułem prawdziwy
pokój w moim sercu. Wiedziałem, że dalej umieram, ale przynajmniej miałem pokój. Wiedziałem,
że pojednałem się z moim Stwórcą. Wiedziałem, że po raz pierwszy dotknąłem Boga i, że po raz
pierwszy słyszałem go. Nigdy wcześniej go nie słyszałem, ale teraz słyszałem, jak do mnie
przemawiał.
Dojechaliśmy do szpitala. Wsadzili mnie na wózek, wjechali ze mną do środka i zaczęli mierzyć mi
ciśnienie krwi. Widziałem, jak pielęgniarka zaczęła pompować, popatrzyła na skalę i stuknęła w
nią. Pomyślałem: “Co to za szpital?”. Byłem zaszokowany. Był to opuszczony przez Brytyjczyków
szpital z czasów Drugiej Wojny Światowej, przejęty przez czarnych ludzi. Jego obecny wygląd
przypominał, że był zbudowany w roku 1945. Był brudny i stary, z przestarzałym sprzętem. Gdy
pielęgniarka stukała w skalę, pomyślałem: “Twój sprzęt jest w porządku. To moje serce nie
pracuje”. Zerwała rękaw i rozejrzała się po szafce szukając nowego. Założyła go i zaczęła
pompować. Miałem otwarte oczy. Pielęgniarka patrzyła na mnie i prawdopodobnie zastanawiała
się: “Dlaczego ty masz otwarte oczy, przy tak niskim ciśnieniu?” Trzymałem się kurczowo życia.
Nie chciałem umierać, nie chciałem iść nie wiadomo gdzie. Chciałem pozostać w tym ciele,
walczyłem ze wszystkich moich sił, aby pozostać przy życiu. Pielęgniarka zerwała rękaw
ciśnieniomierza i szybko zawiozła mnie do lekarza.
Pomieszczenie lekarzy było przegrodzone zasłonką. Pielęgniarka uchyliła ją i zobaczyłem tam kilka
ławek. Siedziało tam dwóch na wpół śpiących hinduskich lekarzy. Młody doktor, który siedział w
głębi, spytał po francusku: “Jak się nazywasz? Gdzie mieszkasz? Ile masz lat?”. Rozumiałem go,
był przecież młody. Spojrzałem na drugiego, starszego lekarza. Miał siwe włosy i trochę łysiał.
Pomyślałem: “On ma kilkuletnie doświadczenie. On może wiedzieć jak mi pomóc”. Więc
czekałem.
Ten młody przestał mówić i podniósł wzrok. Nawet nie zadałem sobie trudu, aby patrzeć na niego.
Czekałem, aż ten starszy podniesie głowę, i gdy podniósł, pomyślałem: “Mam nadzieję, że starczy
mi sił, aby mówić”. Spojrzałem w jego oczy i wbiłem w niego wzrok najmocniej jak tylko mogłem.
Zdołałem powiedzieć: “Umieram, potrzebuję natychmiast antytoksyny”. Zamarł, a ja nie
spuszczałem z niego wzroku. Patrzył się na mnie osłupiały. Wtedy weszła pielęgniarka z kartką w
ręku. Spojrzał na kartkę, spojrzał na mnie i wyskoczył. Widziałem, jak mnąc kartkę w ręku
krzyczał: “Ty głupia idiotko! Czy nie widzisz w jakim on jest stanie?” Odepchnął z drogi kierowcę
ambulansu, sam chwycił za wózek i zaczął szybko biec, krzycząc coś. Wychodziły z niego jakieś
przytłumione dźwięki. Słyszałem jak krzyczał, ale nie był to zwykły krzyk. Wbiegł do jakiegoś
pokoju ze sprzętem medycznym. Po chwili byłem otoczony przez pielęgniarki i lekarzy.
Pomyślałem: “Nareszcie coś się zaczęło dziać”. Jedna z pielęgniarek chwyciła moją rękę, aby
podłączyć kroplówkę. Siedziałem i obserwowałem. Nade mną stał lekarz i mówił: “Nie martw się,
nie zasypiaj. Podajemy ci dekstrozę na odwodnienie”.
Pielęgniarki próbowały wbić igły w różne miejsca na mojej ręce. Widziałem to, chociaż nic nie
czułem. Doktor wyjaśnił mi: “To są antytoksyny, aby zneutralizować truciznę”. Mówił po
angielsku, być może studiował w Oxfordzie. Jedna z pielęgniarek uderzała w moją rękę, najsilniej
jak tylko mogła. Pomyślałem: “Co ona robi?”. Inna pielęgniarka stała z olbrzymią strzykawką, ale
nic z tego nie wychodziło, bo dalej nie było widać ani jednej żyły. Dopiero potem pojąłem, co
robiła pielęgniarka. Uniosła moją skórę i wbiła igłę, próbując odnaleźć żyłę. Gdy zaczęła
wstrzykiwać antytoksynę, moja żyła nadęła się jak balon, i osiągnęła rozmiary małego palca.
Widziałem jak się denerwowała, bo przemieszczająca się w żyle igła mogła ją uszkodzić. W duszy
pomyślałem: “Uważaj!” Doktor powtarzał: “Nie martw się, nie martw się”. Pielęgniarka zostawiła
w żyle igłę, a inna pielęgniarka podała drugą strzykawkę, której zawartość jeszcze powiększyła
nabrzmiałą żyłę. Pielęgniarka spojrzała na lekarza i spytała: “Jeszcze jedną?”. “Tak, jeszcze jedną”,
rzucił. Wyciągnęła igłę i druga pielęgniarka próbowała to wmasować, ale żyła wymykała się jej
spod palców. Antytoksyna stała w miejscu i nie można jej było włączyć do obiegu krwi. Wszystko
zgromadziło się w żyle. Pomyślałem: “Widocznie moje serce nie jest w stanie przepompowywać
krwi”. W moim organizmie postępowała zapaść.
Na uniwersytecie studiowałem podstawowe zasady fizjologii i anatomii człowieka. Wiedziałem, co
się ze mną działo, ale nie mogłem nic na to poradzić. Wiedziałem, że zapadam w stan śpiączki.
Byłem całkowicie sparaliżowany, a moje serce dochodziło do stanu, w którym nie mogłoby już
dłużej pracować. Nie miałem wtedy pojęcia, że zostałem poparzony przez osę morską, drugie pod
względem jadowitości zwierzę znane człowiekowi. W samym mieście Darwin (północna Australia),
w ciągu ostatnich 20 lat prawie 60 osób zmarło od pojedynczego oparzenia przez osę morską.
Dlatego też na tamtejszych plażach, przez 6 miesięcy w roku, stawiane są znaki z trupią czaszką
ostrzegające przed kąpielą w wodzie. Tego wszystkiego dowiedziałem się później, jak opuściłem
szpital. Dawka trucizny, jaka była w moich żyłach, mogła mnie zabić pięciokrotnie, a porażony
człowiek umiera zwykle w ciągu 15 minut od oparzenia. Na dodatek, parzydełka trafiły nie na moje
mięśnie, lecz bezpośrednio na żyły. Tak więc w moich żyłach znajdował się drugi co do
śmiertelności jad znany człowiekowi. Najbardziej jadowitym zwierzęciem na świecie jest
ośmiornica plamista żyjąca w Pacyfiku. Kolejne miejsce pod względem jadowitości zajmuje osa
morska, a następnie różne gatunki węży i pająków.
Tak więc dalej siedziałem na moim wózku, a lekarz ciągle patrzył w moje oczy. Mówił: “Nie bój
się”, ale w jego oczach widziałem przerażenie. Pomyślałem: “Człowieku, ty się bardziej boisz niż
ja”. Próbowałem mówić, ale nie byłem w stanie. Zastanawiałem się: “Czy macie więcej
antytoksyny? Może jestem na nią odporny? Może za dużo brałem narkotyków przez ostatnie lata i
uodporniłem się?”. Przenieśli mnie do łóżka razem z kroplówką. Doktor stał nade mną zwilżając
gąbką moją głowę. Kroplówka jakby przywróciła mojemu ciału równowagę wodną. Na czole
pojawiły się krople potu, które wycierał lekarz. W pewnym momencie lekarz wyszedł na kilka
minut. Gdy tak leżałem, czułem jak pot zalewał mi oczy. Zacząłem niewyraźnie widzieć, jakby
przez łzy. W duszy stale powtarzałem: “Nie wolno mi zamknąć oczu. Doktorze, wróć i przetrzyj mi
czoło”, ale lekarz nie wracał. Spróbowałem więc coś powiedzieć, ale moje wargi nawet nie drgnęły.
Byłem przerażony. Pomyślałem: “Przechyl głowę, to przynajmniej będziesz widział na jedno oko”,
ale moja głowa pozostała nieruchoma. “Gdzie jest doktor?”, zastanawiałem się.
Nagle westchnąłem. To było westchnienie ulgi i wiedziałem, że coś się stało. Przyszła ulga. Walka
była skończona. Walka o przeżycie wydawała się dobiegać końca. Nikt mi nie powiedział, co się
stało, nikt nie powiedział: “Właśnie umarłeś, synu”. Wiedziałem jedynie, że moja walka o
utrzymanie otwartych oczu, walka o pozostanie przy życiu była zakończona. Wiedziałem, że gdzieś
odszedłem. To nie było tak jakbym zamknął oczy i zasnął. Wiedziałem, że gdzieś odszedłem. Przez
jakieś 20 minut miałem wrażenie jakbym odpływał. Całym sobą przywarłem do mojego ciała. Nie
chciałem odpływać nie wiadomo gdzie. Pomimo tego, gdy zamknąłem oczy, odpłynąłem. Nie było
już mnie. W Biblii, w Księdze Eklezjastesa (Księga Kaznodziei Salomona 12:7) król Salomon
mówi, że gdy człowiek umiera, to jego duch wraca do Boga, który go dał. Pył obraca się w pył,
ciało obraca się w pył. Wiedziałem, że mój duch opuścił ciało. Gdzieś odszedłem, ale nie
wiedziałem, że umarłem.
Wyglądało na to, że znalazłem się w jakimś olbrzymim pomieszczeniu. Byłem na jakimś pustkowiu
i ogarniała mnie ciemność czarna jak smoła. Czułem, jakbym obudził się ze złego snu w obcym
domu, nie w moim własnym domu. Pomyślałem: “Gdzie są wszyscy? Kto wyłączył światło?”.
Rozglądałem się dookoła starając zorientować się w nowym otoczeniu. Starałem się odnaleźć coś,
co byłoby realne. Czy kiedykolwiek obudziłeś się w środku nocy i po ciemku próbowałeś namacać
kontakt? Starałem się odnaleźć kontakt, ale nie mogłem go znaleźć. Próbowałem dotknąć czegoś.
Przemieszczałem się, ale nic tam nie było. Nawet nie mogłem w nic uderzyć. Pomyślałem: “Nawet
nie widzę własnej ręki”. Podniosłem rękę, aby sprawdzić, czy mogę coś zobaczyć. Przesunąłem
rękę w miejsce, gdzie powinna znajdować się moja twarz i pomyślałem: “Nie trafiłem w moją
twarz. No nie, gdzie ona jest?”. To było przerażające uczucie. Pomyślałem: “Gdzie jest moja ręka?
Gdzie jest…?”, i wtedy już wiedziałem, że ja, Ian McCormack, stałem tam, ale nie miałem ciała.
Miałem wrażenie, że mam ciało, ale nie miałem nic fizycznego, czego mógłbym dotknąć. To jest
najbardziej przerażające uczucie odkryć, że ty, twoje ja, jest w rzeczywistości duchem, że jesteś
istotą duchową. Bóg powiedział: “Jestem duchem. Stworzyłem cię na mój obraz”. Bóg jest duchem,
jest istotą duchową, niewidzialną istotą duchową. A my jesteśmy stworzeni na jego obraz. Nagle
zdałem sobie sprawę, że jestem istotą duchową. Moje namacalne ciało umarło, ale ja byłem jak
najbardziej żywy i jak najbardziej świadomy, że dalej posiadam głowę, ręce i nogi. Nie mogłem ich
jednak dotknąć. W głębi duszy zastanawiałem się: “Gdzież ja do licha jestem?”.
Gdy tak rozglądałem się w ciemności, odczułem jak nieprawdopodobne zimno i strach owładnęły
mojego ducha. Nie wiem, czy kiedykolwiek coś takiego odczuliście. Być może kiedyś szliście
samotnie pustą ulicą w nocy i wchodząc do swojego domu poczuliście, jakby ktoś stał obok i
patrzył na ciebie. Czy kiedyś coś takiego przeżyliście? Masz wrażenie, że ktoś jest w ciemności i
patrzy na ciebie, lecz ty go nie możesz zobaczyć. Gdybyś był sam w domu i czułbyś, że jeszcze
ktoś tam jest, w głębi duszy byłbyś przerażony. Nie widziałbyś go, ale wyczuwałbyś jego obecność,
może nawet mógłbyś go słyszeć. Wiedziałem, że coś było dookoła mnie. Dotarło do mojej
świadomości, że coś poruszało się wokoło mnie, jakby inni ludzie. Byli w tej samej sytuacji co ja, a
mimo to, docierały do mnie słowa: “Zamknij się, synu. Nie ruszaj się. Nie zakłócaj naszego
spokoju. Zamknij się. Zasługujesz, aby tu być”. Słyszałem dookoła mnie jakby głosy dobiegające z
ciemności. Pomyślałem: “Gdzież u licha jestem? Tu jest jak w piekle!”. Tak się czułem, no wiecie,
“nie ruszaj się, nie gadaj, nie oddychaj”. “To jest na pewno piekło! Co się dzieje?”. W głębi serca
byłem przerażony.
Ludzie kojarzą piekło z imprezami i wspaniałą zabawą. Ja też tak myślałem. Kiedyś myślałem:
“Tam możesz robić wszystko to, czego tutaj nie wolno ci robić, czego ci się zabrania. Bóg nie jest
wesoły, on chce, żebyś był nieszczęśliwy”. To są bzdury, kompletne bzdury. Piekło jest najbardziej
przerażającym miejscem jakie sobie można wyobrazić. Ludzie nie mogą tam zrobić nic z tego,
czego pragną ich złe serca. Tam nie ma też przechwalania się. Ludzie szybko zdają sobie sprawę, że
tam nie ma o czym mówić. Pustka. Komu możesz tam opowiadać, że gwałciłeś, mordowałeś,
rabowałeś, że robiłeś to wszystko. Kogóż to chłopcze tam obchodzi, że robiłeś to czy tamto. Ci,
którzy tam trafiają, szybko zdają sobie sprawę, że tam nie ma o czym mówić, naprawdę nie ma o
czym. Oni wiedzą, że zbliża się dzień sądu. Tam nie ma poczucia czasu. Oni nie mogą ci
powiedzieć, która jest godzina. Oni nie mogą ci powiedzieć, czy są tam od 10 minut, od 10 lat czy
od 10 tysięcy lat. Dlaczego? Bo nie ma tam żadnego odniesienia do czasu. To jest przerażające
miejsce. Biblia mówi, że są dwa królestwa: królestwo ciemności, rządzone przez szatana i
Królestwo Światłości. Juda w swoim liście pisze, że piekło zostało przygotowane dla aniołów,
którzy stali się nieposłuszni wobec Boga. Piekło zostało przewidziane dla nieposłusznych aniołów,
a nie dla człowieka. To jest najbardziej przerażające, najstraszliwsze miejsce w jakim byłem i
wiem, że nawet mojemu największemu wrogowi nie życzyłbym, aby poszedł do piekła. Gdyby
ludzie wiedzieli, czym jest piekło, nigdy, przenigdy, nie chcieliby tam iść.
Zdawałem sobie sprawę, że byłem w piekle i nie miałem pojęcia, jak się stamtąd wydostać. Ale
przecież zanim umarłem, modliłem się i powiedziałem: “Boże, przebacz mi moje grzechy”.
Zacząłem wołać do Boga: “Boże, dlaczego tutaj jestem? Przecież prosiłem cię o przebaczenie.
Dlaczego tutaj jestem? Przecież zwróciłem ku Tobie moje serce. Dlaczego tutaj jestem?”. Nagle,
olśniewająca światłość oświetliła mnie i dosłownie wyciągnęła mnie z ciemności. Biblia mówi, że
światłość zajaśniała w ciemności, zajaśniała nad tymi, co chodzili w cieniu śmierci i w ciemności.
Widziałem tę nieprawdopodobną światłość, która dosłownie mnie wciągnęła. Byłem szczęśliwy w
moim sercu, że opuszczam to piekło ciemności. Zostałem stamtąd wyrwany tylko dlatego, że przed
śmiercią pokutowałem. W piekle nie możesz już pokutować, możesz to jedynie zrobić zanim
umrzesz. W piekle nie możesz modlić się, aby je opuścić. Nikt na ziemi nie może się wtedy o ciebie
modlić, nikt. Biblia naucza, że musisz to zrobić sam. Nikt nie może swoją modlitwą wyciągnąć z
piekła dusz, które tam odeszły. Aby tam nie trafić, musiałyby same pokutować. Mówię to, bo
wierzę, że Bóg chce, abym się o tym z wami podzielił.
Uniosłem się i trafiłem na coś, co wyglądało jak otwór, albo wąskie przejście. Biblia mówi, że
wąska jest droga, która prowadzi do Królestwa Bożego i niewielu jest tych, którzy ją znajdują,
ponieważ wielu odnajduje szeroką drogę, która prowadzi na zatracenie. Ja znalazłem to wąskie
przejście. Gdy zostałem tam wciągnięty, spojrzałem na koniec tego przejścia, czy tunelu, i
zobaczyłem źródło wszechświata. Wyglądało to dosłownie jak źródło wszelkiej mocy i wszelkiego
światła, jak centrum wszechświata. Było to bardziej promieniste niż Słońce, bardziej olśniewające
niż jakikolwiek klejnot, nawet bardziej promieniste i zadziwiające niż światło laserowe. Było
niesamowicie intensywne, a jednak można było na to patrzeć. Jak tak się przyglądałem, zostałem
dosłownie przyciągnięty, tak jak ćma jest przyciągana przez blask światła. Byłem wciągany do tego
źródła i jak się do niego zbliżałem, zaczęły się z niego wydobywać fale światła. Pierwsza fala, która
mnie uderzyła, przyniosła całkowite odprężenie i ciepło. W głębi ducha westchnąłem z ulgą. Jak
zbliżałem się do tego żródła, przypłynęła do mnie fala intensywnego światła. Uderzyła mnie i
odczułem całkowity pokój w każdej części mojego ciała.
Gdy chodziłem do szkoły czytywałem poezje, od Keats’a do Shakespeare’a, próbując znaleźć
wewnętrzny pokój. Próbowałem alkoholu, sportu, związków z kobietami, narkotyków. Szukałem
zapomnienia nawet w nauce. Wszystkiego próbowałem, aby znaleźć pokój w moim życiu, ale nigdy
go nie znalazłem. Jeśli go odczuwałem, były to tylko przelotne, przemijające sekundy, czy minuty.
Czasami, gdy miałem szczęście odczuwałem pokój i zadowolenie przez parę godzin. Ale ciągle
były to tylko przemijające chwile. Teraz, miałem całkowity pokój. W głębi serca pomyślałem: “To
jest niewiarygodne. Ta światłość, ta czysta, biała światłość emanuje z siebie uczucia. Odczuwam
pokój, naprawdę odczuwam go”. Jak się tak zbliżałem, pomyślałem: “Jestem w świetle, ciekawe,
jak ja wyglądam? Nie mogłem dostrzec mojego ciała tam w ciemności, ale może tutaj zobaczę, jak
wyglądam”. Więc spojrzałem i dostrzegłem rękę ze światła. Było to niezwykłe, bo była ona z tego
samego światła, które wydobywało się ze źródła w oddali. Byłem dosłownie formą światła.
Gdy tak się zbliżałem, uderzyła mnie fala radości. Zamieszkała we mnie niewiarygodna radość.
Pomyślałem: “Dokądkolwiek idę, to jest fantastyczne!”. Mój umysł nie był w stanie pojąć, dokąd
szedłem. Wierzcie mi, moje słowa absolutnie nie są w stanie wyrazić tego, co widziałem. Byłem
teraz na końcu tunelu, i stałem wyprostowany przed tym źródłem wszelkiej światłości i mocy. To
niesamowite światło wypełniało całe moje pole widzenia. Nasunęła mi się wtedy myśl: “emanacja”,
wiecie, wtedy jeszcze nie myślałem jak chrześcijanin. Dopiero potem pojawiła się druga myśl:
“chwała”. Pomyślałem: “To jest po prostu wspaniałe”. Czasami oglądamy obrazy z Jezusem, na
których ma on małą aureolę dookoła swojej głowy. Czy widzieliście takie obrazy? Jezus Chrystus,
który umarł, a potem powstał z martwych i wstąpił do nieba, i zasiadł po prawicy Ojca na
wysokości, jest wywyższony. On jest otoczony niedoścignioną światłością i chwałą. On jest Królem
Chwały, Księciem Pokoju, Panem Panów, Królem Królów.
Wierzę, że to, co oglądałem, było chwałą Boga. Stary Testament mówi, że Mojżesz wszedł na górę
Synaj, gdzie przebywał przez 40 dni i widział chwałę Boga. Gdy zszedł z góry, jego twarz jaśniała.
Jego twarz jaśniała chwałą Boga i Mojżesz musiał włożyć zasłonę na twarz, bo inaczej ludzie
baliby się go. On widział chwałę Boga, światłość Boga. Paweł też był oślepiony tym jaskrawym
światłem na drodze do Damaszku. Ja też widziałem tę niesamowitą światłość i chwałę. Stałem tak i
w głębi serca pomyślałem: “Czy to jest ta moc, o której Buddyści czy Hindusi mówią: <<Niech
moc będzie z tobą>>, czy też jest to realna, żyjąca osoba? Czy w tym jest osoba?”. Gdy tak się
zastanawiałem, jakbym natychmiast usłyszał odpowiedź: “Ian, czy pragniesz wrócić?”. Dostałem
więc odpowiedź na moje pytanie: “Czy tam jest osoba?”, ale jednocześnie powstało drugie pytanie:
“Czy chcesz wracać?”. Zastanawiałem się: “Gdzie ja jestem?”. Obejrzałem się za siebie i
dostrzegłem tunel wiodący do tamtej ciemności. Pomyślałem: “Gdzie ja jestem?” Myślałem, że
byłem z powrotem w moim łóżku w szpitalu. Myślałem, że to był tylko sen. “Czy to jest
prawdziwe? Czy ja, Ian, istotnie stoję tutaj? Czy to naprawdę się dzieje?” Wtedy, Pan ponownie do
mnie przemówił: “Czy pragniesz wrócić?”. Pomyślałem: “Chyba tak. Chcę wrócić tam, skąd
przyszedłem. Chcę wracać. Nie wiem, gdzie jestem. Wyślij mnie z powrotem do domu. Chcę
wrócić do szpitalnego łóżka”. Wtedy Pan przemówił do mnie kolejny raz: “Jeśli pragniesz wrócić,
musisz wszystko widzieć w nowym świetle”. W tym samym momencie jak słyszałem słowa
“…widzieć w nowym świetle”, coś trzasnęło.
Pamiętam jak mi kiedyś pokazano w Piśmie słowa: “Jezus jest światłością świata”. W innym
miejscu Pisma, w Pierwszym Liście Jana 1:5, jest napisane: “Bóg jest światłością i nie ma w nim
żadnej ciemności”. Zastanawiałem się nad tymi słowami. Ktoś dał mi kiedyś kartkę na Boże
Narodzenie z tymi fragmentami z Pisma: “Jezus Chrystus jest światłością świata. Bóg jest
światłością i nie ma w nim żadnej ciemności”. Ja właśnie wyszedłem z ciemności, a tutaj nie było
żadnej ciemności. Pomyślałem: “To jest Bóg! On jest światłością. To musi być Bóg! Co ja tu robię
stojąc przed Tobą, ja, brudny grzesznik? Jak ja mogę stać przed Twoim obliczem?”. Nagle, zdałem
sobie sprawę, że On wszystko widzi. On widział moje życie jak w otwartej księdze. Zdałem sobie
sprawę, że musiałem być dla niego przezroczysty, bo On wiedział wszystko o czym pomyślałem.
Nie mówiłem do niego, tylko to odczuwałem, odbywało się to w moich myślach. Pomyślałem: “On
dokładnie widzi, co się dzieje. On wie wszystko, co się zdarzyło”. Chciałem się wycofać, znaleźć
jakąś skałę i wpełznąć pod nią. Chciałem się oddalić sprzed jego oblicza.
Gdy zapragnąłem wycofać się, uderzyły mnie fale światłości. Fala za falą, wiele fal. I zgadnijcie, co
to były za fale. One były czystą, niezmąconą, niepowstrzymaną, niezasłużoną miłością.
Odczuwałem miłość. Od lat nie czułem miłości. Ostatni raz odczuwałem miłość, jak byłem mały.
Gdy wyszedłem z domu w szeroki świat, szybko odkryłem, że nie ma w nim wiele miłości. Nie
widziałem zbyt wiele miłości. Czasami myślałem, że coś było miłością, na przykład seks. Ale to nie
była miłość, bo to mnie spalało. Seks jest szalejącym w tobie ogniem, nieokiełznaną namiętnością i
pożądaniem. Nigdy nie doświadczyłem czystej miłości. Gdy ta niewiarygodna miłość dotarła do
mnie, pomyślałem: “Nie zasługuję na nią. Spójrz na mnie. Ty znasz moje życie. Nie zasługuję, aby
być kochanym”. I wtedy uderzyło mnie jeszcze więcej fal. I dostawałem miłość, nieprzerwane fale
miłości, aż się nie zamknąłem. Kiedy odzyskałem równowagę, pomyślałem: “Ciekawe, czy
mógłbym cię zobaczyć. Jeśli Ty mnie kochasz, to bardzo chciałbym zobaczyć, jaki Ty jesteś. Gdy
cię ujrzę, twarzą w twarz, poznam prawdę. Kto z was nie chciałby poznać prawdy? Ja chciałem
poznać prawdę. Miałem już dosyć słuchania kłamstw, oszustw, absurdów. Miałem tego dosyć.
Chciałem poznać prawdę. Byłem już wszędzie, aby znaleźć prawdę. I wyglądało na to, że nikt nie
był w stanie mi jej pokazać. Rozmawiałem z każdym, kto mógłby pokazać mi sens życia i
odpowiedzieć na pytanie czym jest prawda. Pomyślałem: “Jeśli mógłbym stanąć przed Tobą twarzą
w twarz, i poznałbym prawdę i sens życia, wtedy już nigdy nie musiałbym pytać żadnego
mężczyzny, kobiety czy dziecka, o sens życia, bo znałbym prawdę. Czy mogę?”. Ponieważ nie
słyszałem żadnego głosu sprzeciwu, wyszedłem do przodu. Wysunąłem nogę do przodu i wszedłem
w światłość.
Gdy tak postąpiłem do przodu, zacząłem dostrzegać stojącego tam człowieka. Mój wzrok przebił
się przez światłość i w jej środku dostrzegłem człowieka. Miał bose stopy i olśniewająco białe
szaty. Podniosłem głowę i zobaczyłem, że jego twarz była otoczona intensywnym blaskiem. Księga
Apokalipsy najwierniej opisuje tę twarz o oczach jak płomienie ognia. Jego twarz promieniowała.
Tak bardzo promieniowała, że nie można było dostrzec jej rysów, ale widać było, że była to twarz
ludzka. Spróbowałem podejść jeszcze bliżej, aby przyjrzeć się twarzy. Kiedyś mawiałem: “Gdybym
zobaczył Boga, uwierzyłbym”. A teraz oglądałem go i wierzyłem. Gdy tak próbowałem przyjrzeć
się jego twarzy, przesunął się na bok i wtedy cała chwała i światłość, które go otaczały, przesunęły
się razem z nim.
Bezpośrednio za nim, ciągnął się ten sam tunel. Widziałem przede mną coś co przypominało
przezroczyste szkło. Stałem tam i patrzyłem na nową planetę z zieloną trawą. To było tak, jakby
otworzył się przede mną nowy świat. Upajałem się nim. Widziałem błękitne niebo i rzekę, a także
góry, wzgórza i drzewa. Pomyślałem: “Tego właśnie szukałem. Piękno Nowej Zelandii nie może
się równać z tym widokiem”. Upajałem się tym wszystkim. Wszystko we mnie mówiło: “To jest
mój dom. Zjeździłem cały świat w poszukiwaniu go. Tu jest moje miejsce, tu jest raj”. Wszystko
we mnie rwało się tam. Myślę, że gdybym tam przeskoczył i postawił stopę na trawie, pozostałaby
ona nietknięta. Ta sama światłość i chwała, która otaczała Pana, otaczała także jego stworzenie.
Kiedyś czytałem w Drugim Liście Piotra, rozdział 3, a także w innych miejscach Biblii, pewien
werset, w którym Pan mówi, że ten świat będzie osądzony i zniszczony po raz drugi. Pierwszy raz
świat został zniszczony przez wody potopu. Drugi sąd, sąd ostateczny, odbędzie się przy pomocy
ognia, ale dla tych, którzy go miłują, Pan stworzył Nową Ziemię i Nowe Niebo. Jeśli chciałbyś się
dowiedzieć jak wygląda niebo, to jedź do Nowej Zelandii, która jest do niego bardzo podobna.
Dlatego też, dla większości Nowozelandczyków piekło jest czymś mało zrozumiałym. Po prostu
dlatego, że mieszkają w miejscu, które jest najbliższe ziemskiemu wyobrażeniu nieba. I mogę tak
powiedzieć, bo widziałem bardzo wiele krajów.
Ale teraz oglądałem coś lepszego niż Nowa Zelandia. To było doskonałe. W głębi serca chciałem
tam wejść i już nie wracać na Ziemię, zapomnieć o powrocie do domu. Gdy tak zamierzałem
uczynić, Pan zastąpił mi drogę. Biblia mówi, że Jezus jest drzwiami. Jeśli przez niego przejdziesz,
wejdziesz, i wyjdziesz, i znajdziesz zielone pastwiska. On jest drzwiami do życia. W Ewangelii
Jana, rozdział 10 i 14, jest napisane, że On jest drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi
inaczej jak tylko przez niego. Jest tylko jedno wąskie przejście, które prowadzi do jego Królestwa, i
niewielu je znajduje. Większość znajduje autostradę do piekła. Podszedłem do drzwi, a Pan stanął
naprzeciwko mnie i zapytał: “Ian, wybieraj, czy pragniesz teraz wrócić?”. To była trudna decyzja.
Do czego miałbym wracać? Bóg? Przecież On jest tutaj. Do tych marności, do groźby trzeciej
wojny światowej? Na Ziemi jest piekło. Tam jest tylko marność, nienawiść, źli ludzie . Nie musisz
iść do piekła, aby poznać, czym jest piekło. Wystarczy, że trochę pożyjesz na Ziemi, abyś
dowiedział się, czym jest piekło. Zastanawiałem się: “Nie jestem żonaty, nie mam dzieci, nie mam
żadnych zobowiązań. Doświadczyłem wszystkiego, co ten świat może zaoferować, i to wszystko
było nicością, śmieciem, marnością. Nie ma tam pokoju, pełni, prawdziwej satysfakcji”.
Pomyślałem: “Wchodzę. Zapomnij o powrocie”. Obróciłem się przez ramię, aby ostatni raz
zobaczyć Ziemię i powiedzieć “żegnam”.
Gdy spojrzałem za siebie zobaczyłem moją mamę. Stała kilka stóp ode mnie. Zawahałem się: “To
jest jedyna osoba na Ziemi, której będzie mi tu brakować. To jest jedyna bliska mi osoba, która
mnie na pewno kocha i akceptuje. Ona jest piękną i łagodną kobietą. Jeśli tu zostanę, ona będzie
musiała pochować kolejnego członka rodziny, jej starszego syna, a to mogłoby zachwiać jej wiarą
w Boga i zniszczyć ją”. Pomyślałem: “Jeśli tu zostanę, będzie to egoistyczne. Podczas gdy ja będę
się cieszył tu, w raju, moja mama będzie myśleć, że poszedłem do piekła. Będzie myślała, że nie
chodziłem z Panem i, że w niego nie wierzyłem. Nie będzie wiedziała, że modliłem się przed
śmiercią, że żałowałem za moje grzechy i, że przyjąłem Jezusa jako mojego Pana i Zbawcę. Nie
będzie wiedziała, że byłem w niebie i, że tam zostałem. Dostanie jedynie moje martwe ciało w
skrzyni z Mauritiusa. Pomyślałem: “Boże, jest tylko jedna osoba, dla której chcę wrócić i to jest
moja mama. Chcę jej powiedzieć, że to, w co wierzy, jest prawdą, że jest żywy Bóg, że jest niebo i
piekło, że są drzwi, że stojący tam Jezus Chrystus jest tymi drzwiami i, że tylko przez niego
możemy wejść do nieba.”
Gdy ponownie spojrzałem za siebie, zobaczyłem jak za moją mamą stał mój tata, moja siostra i
bracia, a także moi przyjaciele. Za nimi stało jeszcze wielu innych ludzi. Wtedy zrozumiałem, że
Bóg pokazywał mi, że jest wielu innych ludzi, którzy go jeszcze nie znają i nigdy go nie poznają,
jeśli im nie opowiem o tym, co mnie spotkało. Pomyślałem: “Boże, skoro już raz tu przyszedłem, i
chociaż nie wiem w jaki sposób to się stało, to z pewnością odnajdę drogę i znowu tu wrócę. Jeśli tu
raz przyszedłem, to znaczy, że mogę tu wrócić. Uczynię wszystko, aby tu wrócić”. Czy wierzycie,
że zamierzam tam powrócić? Nawet jeśliby nikt z was nie uwierzył w to, co mówię, i nikt z was nie
poszedłby za Panem, to ja nadal będę szedł za Jezusem Chrystusem. Ja nadal zamierzam wrócić do
tych drzwi i wejść do raju. Alleluja! Ja nie idę do czeluści piekielnych. Opowiadam wam o tym, bo
nikomu nie życzę, aby trafił do piekła. Pan nie pragnie, abyście tam szli. Jeśli on może mnie
kochać, a ja uczyniłem wiele złego, to znaczy, że on może kochać każdego człowieka. Jestem
pewien, że wszyscy podobnie myślimy.
Odpowiedziałem: “Boże, ale jak ja powrócę do mojego ciała? Przez ten sam tunel i tamtą
ciemność? Jak ja mogę wrócić? Nawet nie wiem, jak się tu znalazłem”, a Pan odrzekł: “Jeśli
wrócisz, musisz widzieć wszystko w nowym świetle”. Rozumiałem, że będę musiał widzieć jego
oczami. Kto chciałby widzieć oczami Jezusa? Kto chciałby widzieć oczami czystej miłości, pokoju,
całkowitego przebaczenia, oczami pełnymi otuchy i radości? Modliłem się: “Panie Jezu, chcę mieć
twoje oczy. Chcę widzieć twoimi oczami miłości. Chcę widzieć ten świat tak, jak Ty go widzisz,
chcę go widzieć oczami wieczności. Pomyślałem: “Chcę tam iść. Chcę zanieść na Ziemię Boga i
jego Miłość. Ale jak ja powrócę? Nie wiem, jak wrócić”. Wtedy Pan rzekł: “Ian, pochyl głowę. A
teraz, otwórz oczy i spójrz”.
Otworzyłem oczy i pierwszą rzeczą jaką zobaczyłem był lekarz, który unosił moją stopę w
powietrzu i kłuł ją skalpelem. Pamiętam jak mu się przyglądałem. To było straszne. Pomyślałem:
“Cóż on takiego robi z moją stopą? Traktuje mnie jak kawał mięsa”. Wyglądało na to, że nie
zwracał na mnie uwagi. Nie zważał na to, że go obserwowałem. Gapiłem się tak na niego w
zdumieniu, zastanawiąjąc się: “Co się stało? Gdzie ja byłem?”. Nagle obrócił się i utkwił we mnie
wzrok. Na jego twarzy malowało się przerażenie i zdumienie. Pomyślałem: “Ten facet pewnie
myśli, że ja nie żyję. Ale ja nie umarłem, ja żyję”. Gapił się na mnie, a jego oczy zatrzymały się na
moich oczach jakby sprawdzał, czy ja żyję. Zamarł, wpatrując się we mnie. Pamiętam, jak się
wtedy zastanawiałem, czy mam dość sił, aby obrócić głowę w drugą stronę. Spróbowałem ruszyć
głową. Poruszyła się. Uniosłem się i poczułem jak jakiś płyn spłynął z mojego lewego oka. Ku
mojemu zdumieniu dostrzegłem w drzwiach głowy lekarzy i pielęgniarek. Wszyscy oni tłoczyli się
u wejścia i gapili się na mnie. Ich twarze zdradzały przerażenie, strach i zdumienie. Pomyślałem:
“Pewnie oni też myślą, że umarłem, ale przecież ja żyję. Co się stało?”. Gdy tak leżałem, musiałem
walczyć z różnymi myślami: “Jeśli naprawdę umarłem, to gdzie byłem? Czy to było piekło, tam
gdzie byłem na początku? Czy potem byłem w niebie? Czy ten, którego widziałem, był Jezusem?
Czy to był Bóg?”. Pomyślałem: “Jeśli to jest prawda, jeśli to, co widziałem, było rzeczywiście
doświadczeniem śmierci, to całe moje życie musi się zmienić. Już dłużej nie mogę żyć tak, jak
żyłem do tej pory. Muszę zmienić moje życie”. Musiałem walczyć w mojej duszy, aby uwierzyć i
przyjąć, że to wydarzyło się naprawdę. Walczyłem, aby zaakceptować, że to było realne. Wszystko
przemawiało za tym, że to się rzeczywiście wydarzyło, że odszedłem i wróciłem. Leżałem tak pełen
wątpliwości i w końcu uznałem, że to musiało wydarzyć się naprawdę.
Lekarz manipulował przy kroplówce, potrząsając w zdumieniu głową. Ciągle byłem sparaliżowany.
Wtedy pomyślałem: “Boże, jeśli powróciłem, jeśli przywróciłeś mi życie …”. Wyglądało na to, że
byłem martwy przez dość długi okres czasu, blisko 15 minut. Z mojego doświadczenia
ratowniczego wiem, że jeśli przywróci się człowieka do życia po czasie dłuższym niz 6 minut od
chwili, gdy zapadł w stan śmierci klinicznej, to będzie on sparaliżowany przez resztę swojego
życia. Leżałem tak zastanawiając się: “Nie chcę być sparaliżowany i tak leżeć przez całe życie”,
więc modliłem się i z głębi serca zawołałem: “Boże, jeśli już tutaj wróciłem, to przywróć mi
zdolność poruszania się”. Wtedy, górna część mojego ciała zaczęła się rozgrzewać. Zaczynałem
odzyskiwać czucie. Ale dolna część mojego ciała była jeszcze ciągle sparaliżowana. Więc dalej się
modliłem. W pewnym momencie dolna część mojego ciała zaczęła odzyskiwać czucie. To było
niewiarygodne. Ciągle jednak nie czułem żadnego bólu. Lekarze pytali mnie, czy coś czuję, ale ja
nadal nie czułem bólu. We wczesnych godzinach porannych, gdy ciągle jeszcze modliłem się
wierząc, że Bóg uczyni cud, zacząłem odczuwać ból. Pierwszy raz poczułem go, gdy lekarz wbijał
igłę. To była już trzecia czy czwarta butelka kroplówki i odczułem ból jak wbijał igłę w moją żyłę.
Tuż przed świtem poczułem również ból w stopach. Całe moje ciało odzyskało czucie i czułem ból.
Pamiętam jak tak siedziałem i badałem każdą część mojego ciała, aby sprawdzić, czy się porusza.
Byłem całkowicie uzdrowiony. Opadłem na poduszkę i zastanawiałem czy mogę zamknąć oczy. Na
myśl o tym ogarniało mnie przerażenie. Bałem się, że znowu gdzieś odpłynę. Na chwilę zamknąłem
najpierw lewe, a potem prawe oko, ale nic się nie wydarzyło. W końcu zamknąłem moje oczy na
kilka sekund i otrząsnąłem się pełen strachu, że znowu gdzieś odpłynąłem. Pamiętam, że była
godzina ósma rano jak zamknąłem oczy i zapadłem w bardzo głęboki sen. Byłem wyczerpany.
Wiedziałem, że zostałem uzdrowiony. Spałem przez cały dzień i obudziłem się późnym
popołudniem. Spostrzegłem, że zabrano kroplówkę, a obok mojego łóżka leżała kromka chleba.
Gdy przewróciłem się na drugi bok i wyjrzałem przez okno, zobaczyłem Simona i jeszcze jednego
kolegę, jak patrzyli na mnie. Simon był blady, przerażony, z obłędem w oczach. Myślę, że był
wstrząśnięty widząc, że jeszcze żyję. Nie mieli pojęcia przez co przeszedłem. Weszli przez okno i
zaczęli mnie wypytywać.
Chciałem im opowiedzieć, co mi się przytrafiło, ale nie mogłem im zbyt wiele wyjaśnić.
Powiedziałem tylko: “O mało co nie umarłem. Myślę, że na pewno umarłem. Nie wiem co się
dzieje”. Spojrzeli na mnie i spytali: “Czy teraz dobrze się czujesz?”. Odpowiedziałem im, że tak.
Wtedy oni rzekli: “Zabieramy cię stąd. Zabieramy cię do domu. Będziemy się tobą opiekować”.
Tak więc wbrew mojej woli podnieśli mnie z łóżka. Broniłem się: “Nie, nie. Zostawcie mnie.
Lekarze chyba wiedzą, co robią”. Ale oni wzięli mnie na ręce i skierowali się do wyjścia. Po chwili
wbiegli lekarze i pielęgniarki, zatrzymali ich i powiedzieli: “Zostawcie tego człowieka. On jest pod
naszą opieką”. Lecz usłyszeli odpowiedź: “Z drogi!” i zostali odepchnięci. Powtarzałem:
“Zostawcie mnie. Oni wiedzą, co robią. Uratowali mi życie. Myślę, że też mieli udział w ratowaniu
mojego życia”, ale oni nie zwracali na mnie uwagi. Wsiedliśmy do tej samej taksówki, którą
przyjechali do szpitala. Odjechaliśmy. Wnieśli mnie do mojego domu, położyli do łóżka i poszli
oblewać mój powrót. Gdy tak leżałem tej nocy, poczułem silną depresję duchową i ogarnęła mnie
ciemność. Złe moce walczyły przeciwko mnie, ale ja trwałem przy Panu. Przylgnąłem do Jezusa i
wszystkiego, co znałem i modliłem się. Od tamtego dnia modlę się codziennie.
Odleciałem do Australii. Zacząłem dostrzegać, że moje życie zmienia się. Nie chciałem już chodzić
na imprezy, nie chciałem pić, ani palić. Nie chciałem uganiać się za kobietami. Zniknęło nawet
moje pragnienie, aby uprawiać surfing. To było niewiarygodne, bo surfing był jedną z moich
największych miłości. Spędziłem jakiś czas z moim bratem w Australii, po czym odleciałem z
Sydney do Nowej Zelandii. Gdy leciałem do Nowej Zelandii słuchałem przez walkmana pewną
grupę muzyczną o nazwie “Men at Work”. Słuchając muzyki modliłem się: “Boże, kim ja teraz
jestem? Wszystko w moim życiu zmienia się. Nie pragnę już robić tego, co kiedyś sprawiało mi
przyjemność. Widzę zło i już więcej nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Nie chcę robić tego, co
dotychczas robiłem. Stale się modlę i całe moje życie zmienia się. Co mam robić? Kim jestem?”.
Nagle usłyszałem głos mówiący: “Jesteś nowonarodzonym chrześcijaninem”. Szybko ściągnąłem z
głowy słuchawki i obejrzałem się za siebie, aby zobaczyć, kto do mnie mowił, ale nikogo za mną
nie było. Pomyślałem więc: “Nowonarodzony chrześcijanin. Co to znaczy?”. Włożyłem okulary
przeciwsłoneczne, i przez całą drogę do Auckland zastanawiałem się, co to znaczy być
nowonarodzonym chrześcijaninem. Nigdy wcześniej nie słyszałem tego określenia. Pomyślałem:
“Wygląda na to, że jestem chrześcijaninem. Robię wszystko to, co robi chrześcijanin. Jedyną
rzeczą, jakiej jeszcze nie zrobiłem, jest pójście do kościoła”.
Gdy przyleciałem do Nowej Zelandii, na lotnisku czekali na mnie moi rodzice. Pamiętam, jak
powiedziałem im, że jestem nowonarodzonym chrześcijaninem, nie zdając sobie do końca sprawy,
co to oznacza. Moi rodzice byli zdumieni zmianą, jaka nastąpiła w moim życiu. Zwłaszcza mój tata
dziwił się, że stałem się chrześcijaninem. Gdy przyjechaliśmy do domu, rozdałem prezenty. Byłem
zmęczony, więc poszedłem spać. Gdy mama wyszła z pokoju, zobaczyłem, że nic się tam nie
zmieniło przez te dwa lata, jak byłem poza domem. Zasnąłem i w połowie nocy obudziłem się
trochę przerażony. Pamiętam, jak się modliłem: “Boże, co mam dalej robić?”, a On odpowiedział:
“Ian, musisz czytać Biblię”. Odrzekłem: “No dobrze, ale ja nie mam Biblii”. Pan odpowiedział:
“Twój tata ma. Idź i poproś go teraz o Biblię”. Tak więc wstałem, poszedłem do taty. Zapytał mnie:
“Dlaczego wstałeś? Czy coś potrzebujesz?”. Poprosiłem go wtedy o Biblię, a on dał mi swój Stary
Testament. Wróciłem do mojego pokoju i zacząłem czytać.
Zacząłem od pierwszego rozdziału Księgi Genesis. Pierwszy werset brzmiał tak: “Na początku Bóg
stworzył niebo i ziemię”, a następny: “A ziemia była pustkowiem i chaosem; ciemność była nad
otchłanią, a Duch Boży unosił się nad powierzchnią wód”. Pomyślałem: “Wspaniale! Bóg ma
ducha, a ciemność, to zło. Widziałem tą ciemność”. W wersecie trzecim jest napisane: “I rzekł Bóg:
Niech stanie się światłość. I stała się światłość”. Pomyślałem: “To prawda. Widziałem tą światłość.
Widziałem, że ta światłość jest dobra, że jest nieprawdopodobnie dobra”. Biblia mówi także, że
Bóg oddzielił światłość od ciemności. Znowu pomyślałem: “Widziałem to oddzielenie. Widziałem
królestwo ciemności. Widziałem też Królestwo Światłości. I widziałem przejście pomiędzy nimi”.
Zacząłem wtedy płakać, myśląc: “Przez całe lata studiowałem na uniwersytecie, ale nigdy nie
czytałem Biblii”. Płakałem i modliłem się: “Boże, chcę ciebie poznać. To słowo, które czytam, jest
prawdą. To jest Boże Słowo”. Czytałem kolejne rozdziały Biblii do wczesnych godzin porannych.
Czytałem Biblię codziennie przez następne sześć tygodni. Przeczytałem całą Biblię, od początku do
końca, od Księgi Genesis do Objawienia Jana. Gdy doszedłem do Nowego Testamentu,
dowiedziałem się, że Jezus jest światłością świata. W nim możemy mieć przebaczenie i w nim
możemy zostać całkowicie oczyszczeni. Przez Jezusa możemy przyjść do Boga Ojca. To było
wspaniałe uświadomić sobie, że moje grzechy zostały przebaczone, że Bóg wysłuchał mojej
modlitwy, gdy umierałem tam w ambulansie. Dzięki mojej modlitwie do Jezusa moje życie zostało
ocalone, bo ci, którzy wzywają imienia Pana, będą zbawieni. Gdy wołałem z głębi mojego serca,
prosząc Boga o przebaczenie, Pan wysłuchał mnie i wybawił od piekła. Nie płakałem od dwunastu
lat, ale gdy to sobie uświadomiłem, zacząłem płakać. Płakałem tak, jakby wylały się wszystkie łzy i
ból zgromadzone we mnie przez te lata. To było jak oczyszczenie. To było nieprawdopodobne
uzdrowienie i nieprawdopodobna obecność Pana.
Pewnego dnia poproszono mnie, abym przyszedł do kościoła. Wtedy pomyślałem: “Ostatni raz, jak
byłem w kościele, nie było tam Boga”. Ale Bóg chciał, abym poszedł do kościoła. Gdy wjeżdżałem
na parking, ujrzałem niesamowitą światłość wydobywającą się z kościoła. Byłem zaskoczony, bo
była to ta sama światłość, którą widziałem w niebie. Gdy wszedłem do kościoła, zobaczyłem
światłość i chwałę Boga. Poczułem tam obecność Boga. Pomyślałem: “Tu jest podobnie jak w
niebie. Widzę tę samą światłość i czuję tę samą miłość”. Pastor chciał się za mnie modlić, więc
poprosił, abym wyszedł do przodu. Gdy wyszedłem, odczułem nieprawdopodobną miłość. Pastor
wyciągnął ręce i powiedział: “Bracia, módlmy się. Módlmy się za tych, którzy wyjdą do przodu”. I
wtedy bracia i siostry wyciągnęli ręce, i poczułem jak wylała się na mnie ich miłość. Czułem, jak
ogarniała mnie akceptacja, przebaczenie i obecność Bożej Miłości. Pomyślałem w duchu: “Gdyby
ci ludzie wiedzieli ile zła uczyniłem, na pewno nie kochaliby mnie. Jak oni mogą mnie kochać?
Gdyby tylko wiedzieli, co ja robiłem, jaki naprawdę byłem, nie kochaliby mnie”. A pomimo tego
kochali mnie. To było niesamowite. W pewnym momencie podszedł do mnie pastor i zaczął modlić
się za mnie. Gdy wylały się na mnie Światłość i Miłość Boża, poczułem jakbym znowu był w
niebie. Wtedy pomyślałem: “Mogę mieć cząstkę nieba tu, na Ziemi. Już tu, na Ziemi mogę
doświadczać światłości, obecności i chwały Boga”.
Wiedz, że jak codziennie będziesz chodził z Panem i jak otworzysz przed nim swoje serce, jego
obecność, Miłość i Duch Święty otoczą cię i napełnią. Otoczą cię i dadzą ci nieprawdopodobny
pokój i radość. Chodzę z Panem od prawie siedmiu lat i zapewniam cię, że najwspanialszą rzeczą
jaką możesz zrobić, jest spotkać Chrystusa i chodzić z nim. Dziękuję, że wysłuchaliście mojego
świadectwa. Modlę się, aby Bóg dotknął waszych serc, abyście otworzyli się na jego Miłość i
poddali swoje życie Jezusowi Chrystusowi.
AMEN

Tu można zobaczyc film o tym wydarzeniu.

http://pl.gloria.tv/?media=35240

Posted in Świadectwa | Otagowane: , , | 1 Comment »