Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Posts Tagged ‘Świadectwo nawrócenia’

Trafiona przez Ducha Świętego!

Posted by Dzieckonmp w dniu 19 Maj 2016


Battistina, 47 lat, włoszka, „zdalna” (przez internet) księgowa. Gdy jej to warzysz życia zaprosił ją do Medjugorje, ona nie była tym zainteresowana. A potem, pewnego pięknego poranka usłyszała w swym samochodzie śpiew często nadawany przez Radio Maryja, ten śpiew, który przez całe lata tak ją denerwował, gdy szukała jakiejś audycji. Niespodziewanie ten śpiew tak nią wstrząsnął, że bez
widocznej przyczyny same łzy popłynęły nieprzerwanym strumieniem. Zrozumiała, że wzywa ją Matka Boża. Ale niech sama to opowie…
„Po pielgrzymce do Medziugorje w lipcu 2012 r  wszystko w moim życiu zmieniło się, nic nie jest już takie jak przedtem. Moje nawrócenie miało miejsce podczas adoracji Najświętszego Sakramentu. Były nas tysiące na dworze wokół ołtarza polowego. Nagle zauważyłam, że jestem na kolanach i miałam wrażenie, że w swych rękach trzymam moje żywe serce. Widziałam, jak przed moimi oczami przesuwa się całe moje życie. Wyraźnie rozróżniałam dobro i zło i to wszystko, co wydawało mi się dobre,
w tamtym czasie stawało się złe. Zaczynałam odczuwać wielki ból z powodu mojego rozwodu. Jak mogłam złamać przysięgę złożoną przed Bogiem? Te słowa dźwięczały w mojej duszy: „Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela”.
Wówczas zrozumiałam, że moja pogoda ducha była tylko w głowie, ponieważ moje serce było zmrożone. Zawsze czułam, że jestem w obozie „sprawiedliwych” i jestem pokrzywdzona. W tym momencie ujrzałam, w jakim stopniu moje serce jest twarde, ujrzałam cierpienie, jakie sprawiłam czwórce moich dzieci,
mojemu ojcu i moim teściom, a przede wszystkim zobaczyłam, że wcale nie jestem pokrzywdzona. Gdy moja najstarsza córka w klasie I w wieku 9 lat nalegała, żebym urządziła jej I Komunię Świętą,
powiedziałam jej, że to nie ma sensu; a moje najmłodsze dziecko nawet nie zostało ochrzczone! Zobaczyłam wszystkie książki, jakie podczas 20 lat kupiłam na temat New Age. Jak mogłam cały ten
czas poświęcać na czytanie i kurs formacyjny szukając siebie samej, rzeczy, które doprowadziły mnie do oddalenia się od Boga i od mojej rodziny?
Ból stawał się coraz silniejszy i powoli coraz bardziej pochylałam się twarzą ku ziemi. Mówiłam do siebie: „Panie, spraw, abym tu umarła, bo nawet nie jestem godna podnieść twarzy z ziemi”.
Wówczas poczułam coś jakby ogromny uścisk miłości i radość, która nie należy do tego świata. Powiedziałam do siebie:
„Po 18 latach sądziłam, że dałam swoim dzieciom wszystko, lecz w istocie nie dałam im nic, bo nie dałam im „Tego”.
Więc gdybym tu pozostała przez resztę mojego życia modląc się za nie, czy nie byłoby to lepsze niż to wszystko, co mogłabym zrobić wracając do domu? Jeśli ja, jako matka, dusza domu, praktykowała bym modlitwę zamiast zajmować się rzeczami bezużytecznymi, moje dzieci jeszcze dziś miałyby rodzinę razem! Jeśli decydujemy się na uwolnienie się od krzyża małżeństwa, w istocie składamy go na barki naszych dzieci.
W tym momencie poczułam, że powinnam pozostać związana obietnicą wierności małżeńskiej i zdecydowałam się uczynić ślub czystości. Ofiarowałam to Bogu w intencji, aby nie rozpadło się
tysiąc rodzin. To samo odczuł mój towarzysz życia i powiedział, że powinniśmy się poświęcić całkowicie Bogu. Po powrocie do domu często się spowiadałam.
Zanim wybrałam czystość, niektórzy księża mówili mi, że to nie jest konieczne,
inni, że to jest tylko naszym czystym wymysłem, ale ja byłam bardzo pewna i bardzo zdecydowana, ponieważ to wydawało mi się niczym wobec bezgranicznego miłosierdzia, jakie otrzymałam.
Moje dzieci myślały, że oszalałam, ponieważ chodziłam na Mszę świętą i w salonie powiesiłam krzyż. Moją najstarszą córkę irytował mój entuzjazm i powiedziała do mnie: „No więc, co zrobisz  z tym wszystkim, co nam opowiadałaś przez te 18 lat?”. „Przykro mi – odpowiedziałam – myliłam się!”.
W miesiącu listopadzie wróciłam do Medziugorje z czwórką moich dzieci, aby także one same mogły to zrozumieć i miałam wielką nadzieję, że one także spotkają Pana. Obserwowałam je z daleka
i w tym oczekiwaniu myślałam: „Ale jeśli ja, ich matka, która jestem zdolna tylko do takiej małej miłości, jestem taka szczęśliwa widząc, jak się modlą moje dzieci, to o ile więcej będzie szczęśliwa nasza
Niebieska Matka? I jak jest nie szczęśliwa, jeśli Jej dzieci giną?”.
Podczas tej pielgrzymki zostały poruszone serca wszystkich moich dzieci.
Po powrocie razem studiowaliśmy katechizm. Dziewięć miesięcy później najmłodsza w wieku 10 lat została ochrzczona  a pozostałe przystąpiły do Komunii Świętej podczas tej samej uroczystości.
To był najpiękniejszy dzień mojego życia!
To było tak, jakbym zobaczyła, że w tym samym czasie narodziły się ponownie.
Mój towarzysz i ja pozostaliśmy razem, przez rok żyjąc jak brat z siostrą. Ale codziennie prosiłam Boga, abym mogła zrozumieć, jaka jest Jego wola, czy powinniśmy pozostać sobie bliscy, aby wzajemnie
się wspierać, czy też powinniśmy się rozdzielić całkowicie. Zachowywałam tę wątpliwość w moim sercu przez długi czas, lecz stopniowo Pan tak sprawił, że praca wzajemnie nas oddaliła.
Po moim nawróceniu ponownie podjęłam kontakt z moim byłym mężem.
Przez dziewięć lat każda z naszych rozmów przez telefon kończyła się krzykami z obu stron, tak że od roku już nie rozmawialiśmy, a on porozumiewał się ze mną tylko przez dzieci. Gdy uznałam moje winy, jego błędy zaczęłam traktować jako konsekwencje moich i wtedy moja uraza zniknęła. To ja powinnam prosić
o przebaczenie! Powoli zaczynałam odczuwać ten głęboki związek małżeństwa, przypieczętowany przez Boga i ponownie poczułam się żoną. Ale czegoś nie rozumiałam. Spytałam księdza, czy to jest dobrze, że ja w taki sposób czuję się żoną, nawet jeśli mój mąż jest związany z inną osobą i ma córkę? Ksiądz odpowiedział mi, że sakrament małżeństwa jest przed Bogiem nierozerwalny.
Dzisiaj tę miłość, o której myślałam, że została wymazana lub nawet nigdy nie istniała, odnalazłam nietkniętą w głębokościach mojego serca. Strzegę jej w jej czystości i każdego dnia modlę się o nawrócenie mojego byłego męża i za wszystkie rodziny. Dziękuję Jezusowi i Maryi za nieskończoną łaskę, jaką moja rodzina otrzymuje każdego dnia i ciągle postępuję na drodze nawrócenia”.
Battistina przeżyła w skrócie jeden po drugim etapy typowe dla pielgrzymów Medziugorja: Zaproszona przez Matkę Bożą, nie wiedząc dlaczego przyjeżdża i dzięki szczególnej łasce widzi całe swoje życie w świetle Ducha Świętego. Sercem poznaje miłosierdzie Boże wobec niej, żałuje swych grzechów (których
wcześniej nie dostrzegała), opłakuje je, wyrzeka się ich i spowiada się z nich.
Widzi, że jest do głębi zmieniona i przy pomocy dobrego kapłana wiernego Magisterium Kościoła wykonuje czyny zmieniające jej życie według tego, co jej się wydaje miłe Bogu. Jaki to przykład! Wielu
zatrzymuje się na otrzymanych łaskach, ale dobrze jest uczynić konkretne kroki, żeby powrócić do domu! To świadectwo pomaga nam na całego wejść z Jezusem w ten czas miłosierdzia, jaki został nam
ofiarowany dziś jak nigdy dotąd!
s. Emmanuel
Źródło: Echo Medziugorje
Reklamy

Posted in Małżeństwo, Medziugorje, Świadectwa | Otagowane: , | 130 Komentarzy »

Czas na nawrócenie

Posted by Dzieckonmp w dniu 24 września 2014


Kiedy u Artie Boyle, ojca rodziny z trzynastu dziećmi z Boston, zdiagnozowano śmiertelnego raka płuc, on i jego rodzina byli zdruzgotani.  Artie Boyle, udał się do niewielkiej miejscowości w Bośni i Hercegowinie – do  Medjugorje, aby tam szukać cudownego uzdrowienia.

Film „czas na nawrócenie”   dokumentuje emocjonalną podróż Artie w nieznane, oraz niezwykłą serię wydarzeń, które na zawsze zmieniły jego życie.

Boston

Rodzina Artie Boyle

Zwiastun filmu

Posted in Cuda, Film, Medziugorje, Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: , , | 94 Komentarze »

Pierwszy Różaniec – piękne świadectwo nawrócenia

Posted by Dzieckonmp w dniu 16 kwietnia 2014


Publikowałem wiele pięknych świadectw nawrócenia na tym blogu. Dziś kolejne bardzo młodego chłopaka, polecam wysłuchać do końca.

Posted in Orędzia Ostrzeżenie, Świadectwa | Otagowane: | 65 Komentarzy »

Świadectwo Ireny: „W ośrodkach byłam gwałcona przez wychowawców”

Posted by Dzieckonmp w dniu 16 lutego 2014


Do dzisiejszego dnia jest dla mnie cudem to, że normalnie żyję, ponieważ byłam tak głęboko zdemoralizowana. Mam teraz kochanego syna, córeczkę i męża – mówi w przejmującym świadectwie Irena.

Pochodzę z bardzo patologicznej rodziny. Mój tata nigdy nie pracował, a na dodatek robił takie rozboje, że co chwilę siedział w więzieniu. Moi obydwoje rodzice mieli problem z alkoholem, przez co często znęcali się nade mną i moim rodzeństwem. Jako małe dzieci zostaliśmy z rodzeństwem skierowani do różnych placówek. Ja akurat trafiłam do Domu Dziecka prowadzonego przez siostry zakonne. Niestety one znęcały się nad nami. A potem trafiałam od placówki do placówki. Niestety wtedy w tych różnych ośrodkach nie było odpowiednich warunków i znowu doświadczałam tam różnego rodzaju przemocy, między innymi byłam tam wielokrotnie gwałcona przez wychowawców. Z tego powodu mój rozwój został opóźniony, co spowodowało, że zostałam skierowana do szkoły specjalnej. Nasi wychowawcy bardzo się nad nami znęcali, ponieważ nie mieliśmy nigdzie wsparcia. Miałam wtedy niecałe siedem lat i bardzo to przeżyłam. W tamtym czasie nie zdawałam sobie do końca sprawy z tego, co się dzieje, ale wewnątrz czułam, że to coś bardzo złego. Oprócz tego mieliśmy przymusowe przepustki do domu. Wtedy najczęściej nie chcąc wracać do domu, wałęsałam się po ulicy. Razem z osobami z podobnych domów spaliśmy po klatkach, piwnicach, na strychach… Praktycznie byłam bezdomna. W wieku siedmiu lat po raz pierwszy sięgnęłam po papierosy. Szukałam tylko zdemoralizowanego środowiska, ponieważ we mnie narastało coraz więcej agresji.

W wieku trzynastu lat po raz pierwszy sięgnęłam po narkotyki. Zaczynałam od różnych klejów i rozpuszczalników, a potem brałam amfetaminę. Do dzisiejszego dnia odczuwam na zdrowiu skutki zażywania tych trujących substancji chemicznych. Wielokrotnie także przedawkowałam narkotyki, a potem „lądowałam” na detoksie. Oprócz tego nie znałam wtedy podstawowych zasad kultury, a większość zdań kończyła się albo zaczynała wulgaryzmem. To wszystko spowodowało, że w wieku szesnastu lat miałam już za sobą cztery próby samobójcze.

Pierwszy osobą, która się mną w ogóle zainteresowała była pani dyrektor jednej placówki w Chrzanowie, której zależało na tym, abym wyszła na ludzi. Byłam zaskoczona, że chce mi pomóc. Moi wcześniejsi wychowawcy nagminnie nas okradali, ponieważ pomimo tego, że państwo dawało na nas pieniądze, my nie mieliśmy się w co ubrać i chodziliśmy w łachmanach. I ona załatwiła mi leczenie w ośrodku. Zgodziłam się na to, ponieważ groził mi już poprawczak. Robiliśmy różne zakłady na pieniądze, które polegały na tym, że „zarabiałam” na pobiciu koleżanek. Skutki ostatniej takiej walki były na tyle ciężkie, że dziewczyna, z która się biłam, cudem uniknęła śmierci. W sumie brakowało kilka procent, aby skończyło się ta sytuacja tragedią. Na drugi dzień pojechałam do ośrodka. Dla mnie to była tylko kolejna placówka. Myślałam, że będzie tam jak w każdym innym ośrodku.

„Kto Ci takie dziadostwo zrobił!?”

Trafiłam tam akurat na obiad. Wszystkiemu się z boku przyglądałam. W tamtym czasie nie potrafiłam nawet spojrzeć człowiekowi w twarz, ponieważ czułam taką nienawiść do całego świata!

Pierwszym wielkim szokiem był dla mnie komunikat, że po obiedzie idziemy się pomodlić. Nigdy w dzieciństwie nie słyszałam o Bogu, ponieważ poza pierwsza placówką, trafiałam do świeckich ośrodków. Nawet nie wiedziałam, co to jest kościół! Nie chodziłam do normalnej szkoły, gdzie byłaby katecheza. To była szkoła specjalna, w której praktycznie nie było żadnych zajęć.

W kaplicy w Ośrodku „Nadzieja” do dzisiejszego dnia wisi duży krzyż z figurą Pana Jezusa. Pamiętam, jak pierwszy raz tam weszłam. Ludzie naokoło się modlili, a ja w ogóle nie wiedziałam, co oni robią. Moją uwagę jednak przykuł ten krzyż. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, kim jest Jezus, ale byłam w szoku, że kogoś można powiesić na krzyżu i wpatrując się w niego powiedziałam na głos, nie zwracając uwagi na to, że kaplica jest pełna osób: „No chłopie, widzę, że Ciebie też tak załatwili jak mnie. Kto Ci coś takiego zrobił!?”. To był mój pierwszy kontakt z Bogiem. Dotknęłam stóp tej figury Jezusa i zapytałam: „Kto Ci takie dziadostwo zrobił?”.

W ośrodku miałam trzy dni na zaklimatyzowanie się, a po tym czasie miałam włączyć się w codzienne obowiązki. I pamiętam, jak młodsza dziewczyna podeszła do mnie, abym też zaangażowała się w pracę. Zszokowało mnie to. Uważałam, że „ci młodsi” powinni pracować. Pamiętam, że wtedy kopnęłam wiaderko i pobiegłam do pokoju księdza, który prowadzi ośrodek. Nie pukałam do drzwi. Nie znałam takich podstawowych zasad kultury. Po prostu je kopnęłam i krzyknęłam: „Dawaj mi te dokumenty, tyś jest stuknięty, jak myślisz, że tu dalej będę! To jest dom wariatów!”. I wtedy się tak strasznie rozpłakałam. To było jak oczyszczenie. Wcześniej nigdy nie płakałam, bo bałam się być posądzona o słabość. Nie było nawet mowy o tym, aby się rozpłakać nawet wtedy, kiedy mnie bito. Dla mnie ten moment był jak chrzest. A ksiądz podszedł do mnie, objął mnie i powiedział: „Irena, dasz radę…”. Poczułam, jakby tym objęciem i słowami zostało ogarnięte całe moje życie. Teraz, po wielu latach myślę, że było to jakby dotknięcie się szaty Jezusa, po którym zostałam uzdrowiona.

W ośrodku nie miałam typowej terapii, ale po prostu uczyłam się normalnie żyć. Ksiądz bardzo często brał mnie do kaplicy i uczył całego katechizmu od podstaw, tłumaczył wszystko jak małemu dziecku: kim jest Jezus, co takiego zrobił, dlaczego został przybity do krzyża… Do pierwszej komunii świętej przystąpiłam w wieku osiemnastu lat. Poznawałam Maryję, która nazywałam „piękną Panią”. Tam uczyłam się wszystkiego: czytania, pisania, liczenia…

„Nigdy Boże w Ciebie nie zwątpię”

Do dzisiejszego dnia jest dla mnie cudem to, że normalnie żyję, ponieważ byłam tak głęboko zdemoralizowana. Mam teraz kochanego syna, córeczkę i męża. I tą miłością, której doświadczyłam w ośrodku , dzielę się teraz z moją rodziną. Codziennie modlimy się, chodzimy do kościoła. Mój mąż jest także wymodloną osobą. Syna mam z pierwszego związku, przed ślubem zaginął jego ojciec, po czym się okazało, że wpadł do rowu, złamał dwie nogi w kolanach i zmarł na miejscu. I tak zostałam sama z dzieckiem, z czym nie mogłam sobie poradzić. Jednak nie chciałam stracić tego, co otrzymałam. Stwierdziłam, że nie poddam się i nie zwątpię. Wtedy zaczęłam się gorąco modlić słowami: „Boże Ty jesteś moją radością, Ty jesteś moim życiem i wiem, że mi pomożesz!”. Mówiłam to, chociaż było mi bardzo trudno i na początku miałam w sercu ogromny żal do Boga , ale potem zrozumiałam, że to jest czas próby, sprawdzian mojej wiary. Uchwyciłam się ufności, szepcząc: „Nigdy w Ciebie Boże nie zwątpię, bo Ty mi uratowałeś życie”. Miałam świadomość, że znalezienie się w Ośrodku „Nadzieja” i to wszystko, co się później wydarzyło, było Jego interwencją w moje życie. On sam mnie uratował! Potem przez osiem lat czekałam na męża. Modliłam się w intencji znalezienia go, stawiając Bogu jeden warunek, aby była to osoba wierząca. I tak w zeszłym roku pojechaliśmy do Medjugorje i pamiętam, jak tam prosiłam o niego Matkę Bożą mówiąc jej, że przecież ona wie o wszystkich trudnościach codziennego życia. Zostałam wysłuchana.

Do dzisiaj modle się w ten sposób, że rozmawiam z Bogiem, jak z osobą, która jest ze mną zawsze. W naszej rodzinie modlitwy nie zaczyna się od słów prośby, ale przeproszenia i właśnie dziękczynienia za wszystko, a przede wszystkim Jego obecność. Nauczyłam się dostrzegać potrzeby innych ludzi i na ile mogę przychodzić im z pomocą. Bóg nauczył mnie miłości i bezinteresowności. Dal mi cudownego męża i wspaniałą rodzinę. On mi dał wszystko! Nowe życie… Chwała Panu!

Irena, 34 lata

Źródło: fronda.pl

Posted in Świadectwa | Otagowane: | 138 Komentarzy »

Świadectwo Rafała

Posted by Dzieckonmp w dniu 4 grudnia 2013


Spieracie się o to czy orędzia są fałszywe czy nie, co powiedział ten ksiądz a co tamten…Ludzie czy wy naprawdę jesteście ślepi??!! Przecież Wy wszyscy nie jesteście tutaj przypadkowi! Wątpliwości to normalna ludzka sprawa, szczególnie gdy wielu z Was, podejrzewam że ok. 90% było przy Kościele od zawsze, szatan Was teraz najmocniej atakuje!!! Naprawdę tego nie widzicie? Ja wierzę w orędzia przekazywane MBM, i każdego dnia upewniam się że mogą pochodzić tylko i wyłącznie z Nieba! Dlaczego jestem pewien? Wiem tylko ja , moja żona i paru znajomych. Nie chcę się rozpisywać na temat mojego życia , powiem tylko że min. te Orędzia spowodowały we mnie niewiarygodna przemianę duchową, byłem bardzo złym człowiekiem, robiłem w życiu okropne rzeczy, takie o których wielu z Was nawet w filmach nie widziało…Moja przemiana zaczęła się już objawiać pod koniec 2011 roku Na Wielkanoc 2012 osiągnęła szczyt, jednak pierwszą w życiu szczerą spowiedź oko w oko z kapłanem która trwała ponad godzinę odbyłem w sierpniu 2012. Pan Jezus odmienił Moje życie a także życie mojej żony i dziecka niemalże w mgnieniu oka! Teraz czuję się naprawdę wspaniale, jestem wolny od gnębiących mnie przez całe życie nałogów i czuję że oddycham pełną piersią!!! Na koniec powiem tak: Byłem w BAGNIE po same uszy, szedłem szeroką drogą na zatracenie , miałem w życiu sytuacje gdzie nie omal nie straciłem życia, jednak Pan Bóg miał widocznie wobec mnie jakiś plan że wyciągnął mnie z tego pomimo iż wielokrotnie go bardzo obrażałem.
Niech mi ktoś powie że idę za szatanem bo czytam orędzia z Irlandii, czy to ksiądz czy świecki, ja wiem że są prawdziwe bo dają mi pokój w sercu i nadzieję i wiem gdzie byłem a gdzie jestem teraz! Ja nie zamierzam wrócić do mojego ”dawnego życia” za nic w świecie, i w moim wypadku owoc okazuje się dobry i zamierzam się tego trzymać do samego końca! Gdzie każdy z Was jest, na jakim odcinku swojego życia, to wie tylko Bóg, być może takie wątpliwości są Wam teraz potrzebne z jakiegoś powodu… To takie bardzo króciutkie świadectwo, być może ktoś to przeczyta…

Wiem kim byłem ,wiem kim teraz jestem i to mi wystarcza, wiem jak działa szatan i co robi z człowiekiem, na pewno nie nawraca ludzi, nie zabiera od nich nałogów i nie czyni ich ”gorliwymi katolikami” spowiadającymi się przynajmniej raz w miesiącu, uczęszczającymi na co niedzielne msze i nawet w tygodniu, nie każe im czynnie uczestniczyć na marszach Anty-Aborcyjnych, nie czyni ich łagodnymi i dobrymi w stosunku do innych ludzi, nie każe czytać religijnych książek i oglądać filmów o tematyce religijnej, itd… Diabeł nie nawraca ludzi, będących w jego uścisku!!! Już prędzej mógłby ze mnie zrobić buddystę czy muzułmanina!!! To niedorzeczne, po co on miałby to robić i czy to jest w ogóle możliwe??? Wszyscy czytacie

chyba Pismo Święte? Proponuję przestudiować ten fragment bardzo dokładnie:

 

Pozdrawiam Wszystkich i z Panem Bogiem Kochani!

————————-

Czy wolno nam dążyć do tego aby te osoby, a jest ich bardzo dużo, osoby  które tak zmieniły swoje życie jak Rafał, zawróciły z tej drogi którą pod natchnieniem jakichś mocy, postanowiły porzucić zło, zerwać z grzechem, które modlitwę , spowiedź, Eucharystię obrały za źródło siły w walce ze swoimi wadami?  Zadaję to pytanie wszystkim wam czytelnikom.

Posted in Świadectwa | Otagowane: | 321 Komentarzy »

Świadectwo nawrócenia Mamoczy

Posted by Dzieckonmp w dniu 2 października 2013


Witam , mam na imię Marcin i mam 20 lat . Chciałbym opowiedzieć historię mojego życia i jak znalazłem , a raczej jak dzięki łasce Bożej mogłem poznać Boga Miłosiernego. Wiele osób mnie zachęcało bym spisał swoje świadectwo tak by dzięki niemu inni mogli zaufać i oddać się Bogu . Pisząc to świadectwo chcę by ludzie nigdy nie tracili nadziei  w tym , że Jezus Chrystus przyjdzie do nich i odmieni ich życie . Bóg jest przede wszystkim miłosierny i chce Naszego szczęścia , a nie zagłady . Chcę w ten sposób też podziękować Bogu i ludziom przez , których Bóg do mnie przemawiał . Moją historię zacznę od opowieści, że pochodzę z domu bez wielkich możliwości finansowych , że tak to nazwę ale teraz widzę w tym wielką Bożą łaskę. Mam Mamę i Tatę jednak sprawy finansowe oddalały Nas od siebie, oraz fakt że rodzice praktycznie też nigdy nie otrzymali miłości od swoich rodziców, to mimo  że się starali nie mogli i mi tej prawdziwej miłości przekazać . Za co ich obecnie nie winię , dzięki Bogu mogłem przebaczyć wszystkie złe momenty z mojego życia . Pamiętam , że chodziłem do Kościoła jak byłem mały mówiliśmy pacierz wieczorem ale to wszystko . Nie było rozmów o Bogu nie znałem Boga ale moi rodzice też go tak naprawdę nie znali więc i tak się cieszę , że miałem jakieś podstawy, dzięki  którym później i ja sam, mogłem się zwrócić do Boga . Jednak pamiętam , że nigdy nic nie czułem będąc w kościele . Traktowałem to jako karę, chodziłem bo musiałem i nie było żadnej relacji z Bogiem . Pamiętam , że  w podstawówce byłem dobrym i sumiennym uczniem, a mimo to już wtedy zacząłem uciekać z lekcji religii, nie chciałem chodzić i mieć za dużo wspólnego z Bogiem.  Wielu nauczycieli z racji  mojego zachowania mówiło , że skończę ”z piwem pod budką”.  Mało co i te ich słowa ich były by ”prorocze” . Nastąpiła zmiana szkoły i nowe gimnazjum jednocześnie nowe środowisko . Wówczas zaczął się tzw. ”bunt młodzieńczy”. Przestałem już w ogóle chodzić do kościoła bo szkoda mi było na to czasu .. To tam będąc w 1 klasie gimnazjum pierwszy raz zapaliłem marihuanę co od razu spodobało mi się .To tam zacząłem  wiele wagarować i to tam zacząłem pić alkohol czy palić papierosy . Nikt się już wtedy mną nie interesował również nauczyciele ze szkoły. Myślę też ,że to było takie moje wołanie by ktoś zwrócił na mnie uwagę i zainteresował się mną . Jednak takiej reakcji nie było więc ”ochoczo” mogłem postępować w swoją dalszą destrukcje . W gimnazjum za dużo styczności z narkotykami jeszcze nie miałem, ale kilka razy spróbowałem i bardzo spodobały mi się . Bo miałem chwilową radość w moim smutnym życiu, mogłem w końcu o niczym nie myśleć tylko być radosny. To samo z alkoholem piłem jakieś tanie trunki czy piwa by zapomnieć o otaczającym mnie świecie o rzeczywistości . Beznadzieja i poczucie , a w zasadzie brak jakiegokolwiek poczucia własnej wartości tylko mnie popychały w ten kierunek , kierunek zła . Wypisałem się całkowicie z lekcji religii, nie przystąpiłem nawet do bierzmowania bo po co mi to. Często jak chodziliśmy na wagary mijaliśmy kościół i widzieliśmy na podjeździe nowoczesne samochody należące do księży, co wywoływało we mnie bunt i ten bunt wydawał mi się właściwy .. Często w szkole przez cały korytarz krzyczeliśmy na księdza, np. batman czy książe z pogardą . Czasami podchodził zagadywał ale to tylko zwiększało nasze ataki i pogardę do jego osoby . Pamiętam że zawsze był uśmiechnięty i nie wytrącały go Nasze uwagi z równowagi, ale nie zastanawiałem się nad tym zbyt głęboko skąd on taki radosny. Tak się skończył okres gimnazjum z którego wyszedłem o wiele bardziej zniszczony i zdemoralizowany  psychiczne niż mogłem przypuszczać. Później po zmianie szkoły szybko zrezygnowałem z nowej . Nie widziałem sensu się uczyć  bo po co ? Wiele łez moja Mama wtedy wylewała , a ja byłem jak skała,  Serce miałem z kamienia. Wiem, że mama się modliła za mnie jak i za cały dom bo w zasadzie Ona jako jedyna chodziła z rodziny do kościoła . Nie chodząc do szkoły miałem wiele czasu na wszystko co chcę , a wiec jakieś imprezy , alkohol , narkotyki . Jak i uzależnienie od komputera czasami mogłem przesiadywać przez 16 godzin na komputerze kładąc się po 6 nad ranem spać , a wstając po 14-15. W tym czasie przeprowadziłem się na rok do innego miasta, ale po roku w zasadzie wymusiłem – ja wracam do siebie . W wieku 17 lat podjąłem kolejny raz naukę w szkole to był już okres gdzie narkotyki  wymierzały mi dzień od dnia z narkotykami do dnia bez narkotyków czyli dzień stracony ..Wiele paliłem marihuany ale zaczęły się tez okazjonalnie pojawiać ‘’mocniejsze ‘’ narkotyki . Chociaż ja teraz wiem , że nie ma ‘’słabszych ‘’ i ‘’mocniejszych’’ każde uzależniają i mają przeróżne skutki . Palenie marihuany jeszcze łącząc z innymi narkotykami ma wielki wpływ na Twój tok myślenia ! Doprowadziło mnie to do depresji , jeszcze bardziej czułem się nikim , czułem się zerem . Zacząłem też dostrzegać pierwszej objawy zbyt dużego zażywania ‘’zioła’’.  Pojawiły się problemy z pamięcią, co na początku wydawało mi się śmieszne ale jak kiedyś położyłem gdzieś na szafce 50 zł ,a  za dosłownie minutę zapomniałem gdzie je położyłem i wyrzuciłem wszystkie rzeczy z szafki bo spanikowałem i nie wiedziałem gdzie mogłem położyć już nie było takie śmieszne . Problemy całkowicie z motywacją , a w zasadzie doprowadziły mnie do braku motywacji . Mimo , że chodziłem do szkoły to wstać na 8 wydawała się rzecz niemożliwa dlatego często nie chodziłem , a jak chodziłem do na 10 bo wydawała się przystępniejsza . Całe dnie też spędzałem na komputerze grając w jakieś gry i tracąc percepcje życia . Kolejny wpływ jaki na mnie miały narkotyki to wpływ na myślenie . Miałem wrażenie , że ktoś ze mną jest . Nie wiem jak to opisać ‘’czułem’’ , że ktoś zemną /za mną chodzi. Nie była to jednak jakaś przyjemna postać  , bałem się jej zawsze . Często idąc musiałem się odwracać za siebie czy nikt nie idzie za mną bo czułem ją , że ktoś jest obok mnie . Zacząłem też się bać ludzi . Miałem tysiące myśli o mojej śmierci . Każdy człowiek , którego mijałem był potencjalnym mordercą który może mnie zabić . Tysiące scenariuszy o tym jak mogą to zrobić .. to było przerażające jak się widzi np. 5 letnie niewinne dziecko , a ja znajdywałem scenariusz co on może mi zrobić . Takie absurdalne myśli np. , że dziecko może pójść po swojego ojca i namówić go  by mnie zabił .. jeżdżące samochody najczęściej w nocy to kolejne trauma . Każdy mógł się zatrzymać mnie przejechać , wyskoczyć pobić czy cokolwiek . Żyłem w ciągłym strachu często też miałem czarne scenariusze i koledzy często mi mówili , że jak coś opowiem to tylko na czarno o śmierci itp.  Ale takie ja właśnie miałem tylko myśli czarne. Nie widziałem światła  na swojej drodze . Wszystko było czarno /szare.  Bóg wprowadził plan ratowania mnie. Tydzień przed 18 urodzinami złamałem nogę na lekcji wf i wsadzili mi nogę w gips. Zadowolony byłem z tego powodu , że nikt mi w domu nie będzie ‘’truł’’ o tym bym poszedł do szkoły, ale z drugiej strony co ja zrobię bez narkotyków ?  Chociaż i tak w gipsie i o kulach udało mi się wyjść i ‘’zaćpać ‘’ bo nie mogłem wytrzymać . Ale wracając do tej nogi leżąc w łóżku zdany na innych, naprawdę mnie to nudziło . W tym czasie czytałem wiele różnych forum na różnych stronach internetowych i na jednym takim forum ktoś wrzucił link do strony https://dzieckonmp.wordpress.com. Wchodzę tam na stronę ,a tam piszą o Bogu . Trochę tam poczytałem i wychodzę . Niby nic wielkiego ale to uważam za swój zwrot . Po prostu od czasu do czasu coś mnie ciągnęło bym tam zaglądać i czytać o Bogu . Czytałem , że Bóg jest radością, że Bóg pomaga w tym i w tamtym. Ludzie piszą Jak pomaga, zastanawiałem się nad tym czytając to i wiedziałem że to jest piękne . Czytając komentarze ludzi widziałem jak oni pięknie piszą o Bogu o miłości Jego do Nas, choć ja tego nie rozumiałem wtedy.

Ja miałem kulę u nogi i szatan mnie miał i łatwo nie chciał mnie oddać . Musiała być to długa i czasochłonna bitwa bo od czasu wejścia na ten blog , a moim ’’nawróceniem’  minęły 2 lata…

Ale po kolei. To , że zacząłem czytać bloga w którym było tyle pięknych treści o Bogu, to jeszcze nie zmieniło wiele w moim życiu . Pamiętam tylko , że przed wyjściem z domu na kolejną porcję narkotyków odmawiałem Pacierz . Pewnie jako forma ochrony bym wrócił bezpiecznie do domu bo wracając po nocach były różne sytuacje , a nie mieszkam w zbyt bezpiecznej okolicy . I tak mijał czas ja coraz bardziej pogrążałem się w narkotykach czy imprezach , a Bóg przygotowywał ścieżki . Ponad półtora roku temu zmarła moja Babcia . Bardzo to wtedy przeżyłem bo to w zasadzie jedyna osoba z poza rodzinnego domu, która Nas znała. Reszta rodziny, mimo  że liczna odrzuciła Nas . Koledzy co w takiej chwili potrafili zaproponować to jointa . Chodź mówili – ‘’pośmiejesz się ‘’ co tak w domu będziesz siedział , a ja byłem w rozpaczy .. Mama jakoś na mnie wymusiła bym poszedł do Kościoła i do spowiedzi nawet . Odbyłem spowiedź powiedziałem to co chciałem , a nie swoje grzechy i wiem , że to była spowiedź świętokradzka ale wtedy nie miałem świadomości . Gdy wróciłem z tej spowiedzi do domu znużył mnie sen i poszedłem spać . W tym śnie przyśnił mi się JEZUS CHRYSTUS piękny , Król majestatyczny cały w swojej boskiej postaci . Był taki piękny taki nie z tego świata , biła od niego wielka miłość i taki pokój, taka wielka wspaniała radość . Po chwili ‘’przebywania z Jezusem’’ zostałem przeniesiony do swojego domu gdzie wyjrzałem przez okno i  naprzeciwko domu zobaczyłem nie wiem może z 50-100 par oczu złych jakiś demonicznych postaci , obrzydliwe postacie tylko się na mnie patrzyły, ale ja wiedziałem że to jest złe i bardzo bałem się . Wołały wtedy do mnie  ‘’zabierzmy go od tej kobiety , zabierzmy go od tej kobiety ‘’. Nie rozumiałem tego wtedy.. Gdy się obudziłem byłem cały przerażony bo zobaczyłem zło . Zło , że ono naprawdę istnieje , że to nie bajka dla dzieci tylko prawda, że to jest wojna , wojna o dusze każdego z Nas . Z tego przerażenia byłem na 3 Mszach Świętych  ale później dałem sobie spokój znowu z kościołem bo już ten sen odrzuciłem . Oczywiście duży wpływ na to miało to , że dalej brałem narkotyki i  cały czas byłem otwarty i otwierałem się na zło . Pamiętam jednak , że po tym czułem się całkowicie nikim zaczęły się pojawiać jakieś myśli samobójcze . Całe te lęki były coraz ‘’mocniejsze’’ coraz mniej miałem ochoty do życia .. na zewnątrz nikomu nie mówiłem o tym miałem maskę ‘’luzaka’’ jednak w środku byłem nieżywy . Często wracając po nocach do domu wołałem do Jezusa . – Jezu przyjdź , przyjdź zmień moje życie ja tak dłużej żyć nie mogę ja tak nie potrafię . Płacząc wołałem do Jezusa by zabrał mnie bo ja nie daje sobie rady z tym wszystkim to mnie przytłacza .. I tak powoli coraz więcej zacząłem się modlić. Pewnego razu  na tym  blogu dzieckonmp.wordpress.com został utworzony chat gdzie mogliśmy się wspólnie modlić i rozmawiać o Bogu . Codziennie była odmawiana Koronka Pokoju. Wiele mi to dawało bo jednego dnia wracałem ‘’naćpany’’ , a drugiego dnia się modliłem i rozmawiałem o Bogu z nieznajomymi na chacie. Taka ciągła walka była o mnie. Zacząłem rozmawiać z Jezusem jak miałem wolną chwilkę to często się do niego zwracałem by mi pomógł , uratował itp. . Przed świętami Bożego Narodzenia 2012 miałem kolejny złowrogi sen . Tym razem śniły mi się te całe postacie jak one we mnie ‘’wchodzą’’ tak do mnie do środka . Przy tym śmiejąc się przeraźliwym śmiechem i mówiąc ‘’jesteś już Nasz , mamy cię , jesteś Nasz ‘’ . Te istoty wchodziły do mnie i było ich naprawdę wiele w pewnym momencie zobaczyłem siebie jak leżę na łóżku i cały się trzęsę i płaczę ,a te istoty wchodzą do mnie krzycąc . Widziałem to wszystko z góry byłem jak by zawieszony pod sufitem i nic nie mogłem zrobić tylko mogłem się przyglądać nawet jakiś szczególnych uczuć nie miałem mimo, że wiedziałem , że ja przecież tam na dole leże ! To było coś dziwnego .. Jednak po tamtym śnie coś się zaczęło dziać . Teraz wiem , że tak działa Duch Święty cały czas rozważałem o Bogu , myślałem o nim . Wszystko wydawało mi się takie oczywiste po co tutaj jestem co ja tutaj robię na ziemi i co mam robić . Wiedziałem, że ja tu żyję na chwałę Bożą , że Bóg mnie wybrał , a Jezus odkupił . Widziałem spadający śnieg to zachwycałem się tym wszystkim , że to Bóg dla Nas to wszystko robi coś niesamowitego  ! Jednak nie poszedłem do kościoła potrzebowałem ostatecznego ‘’kopa’’ . Święta Bożego Narodzenia przeżyłem najgorzej  jak się da tj. na nocnej popijawie z narkotykami i całe je przespałem . Jednak  31 grudnia miałem kolędę  i księża chodzili po domach . Tak planowałem , że ‘’rozprawię ‘’się z księdzem bo od 3 lat nie przychodził do Nas do domu nawet nie pukał czy chcemy go przyjąć . Byłem sam w domu z bratem i tak czekałem na tego księdza w końcu patrzę jest wychodzi od sąsiadki i … schodzi na dół . Mówię znowu, więc cały oburzony wołam do niego by przyszedł do domu bo ja go zapraszam , zdziwił się ale wszedł . Ja tak nieświadomie zamknąłem drzwi za nim z przyzwyczajenia . Po modlitwie ja zacząłem swój atak na niego , jakieś wszystkie żale , które leżały we mnie od lat . I zacząłem się pytać czemu nie przychodzili do Nas do domu przez tyle lat? Nic nie odpowiadał, to zacząłem coraz bardziej zdenerwowany pytać czy się mnie boi czy bał się tutaj przyjść . Mówię do niego , że przecież jak by tutaj zginął to by był jak męczennik i trafił prosto do nieba .. Po tych słowach z przerażeniem wstał i do drzwi dobiegł ,a drzwi były zamknięte  . Biedny ksiądz chyba myślał, że go zabiję.  Oświeciło mnie , że rzeczywiście to tak może wyglądać i wołam do niego spokojnie nic się nie stanie księdzu ale wyszedł już na korytarz . Tam jeszcze ‘’wymieniliśmy’’ poglądy i poszedł .  Później był sylwester skończyłem go przed … 12 i obudziłem się domu we własnym łóżku . Po krótkiej analizie i wykonaniu telefonu co się mogło dziać zacząłem myśleć , że przecież mogłem w takim stanie umrzeć i pójść do piekła, ktoś mógł by mnie w coś wrobić ,a ja bym nie wiedział bo nic nie pamiętam ! Wybrałem się na 1 Mszę w styczniu w niedzielę . Wchodzę ,a tam ten ksiądz , który był na pasterce … mówię oho to się będzie działo, a ja jeszcze naprzeciwko niego siedziałem .. Gdy doszło do kazania to byłem w szoku taki cichy ksiądz , a on zaczął krzyczeć praktycznie na tym kazaniu nawiązując do tej sytuacji co się wydarzyła na kolędzie , wymachiwał palcem i mówił we wzburzeniu . Zrobiło to na mnie wrażenie bo wiedziałem, że tak jak by do mnie mówił i pierwszy raz od lat nie .. nudziłem się i na Mszy Świętej i na kazaniu ! I tak pamiętam , że chodziłem cały styczeń na niedzielne Msze święte, jednak dalej w moim życiu były narkotyki na tym polu nic się nie zmieniło . Ktoś na blogu w komentarzach wrzucił link o zawierzeniu się do Maryji . Od razu czułem, że to do mnie. Zacząłem czytać i czytać i po połowie mówię przecież gdzie ja do Maryji taki grzesznik przecież nie jestem godzien .. i zostawiłem to na później. Potem ‘’porozmawiałem ‘’ z Maryją by mi pomogła co mam zrobić, i zrodziło się pragnienie by do końca przeczytać i tam wyczytałem , że właśnie wszyscy grzesznicy do mnie przyjdźcie , a ja Was zaprowadzę do Jezusa ! Przeczytałem , że dobrze uzyskać zgodę spowiednika więc po napisaniu karteczki z zawierzeniem poszedłem na spowiedź .  Po spowiedzi i opowiedzeniu o narkotykach itp. Poprosiłem o zgodę kapłana , zgodził się. Więc po spowiedzi podszedłem do Maryji i podpisałem się pod aktem zawierzenia . Wielka radość spłynęła na moją duszę, czułem że Bóg jest i mnie kocha . Jednak by nie było tak łatwo szybko dostałem próbę i by się wykazać . Następnego dnia telefon od kolegów .. Spotkaliśmy się i zaczęliśmy palić marihuanę , ja w jednym momencie opowiadając im , że mam Boga w sobie i nic więcej już w życiu nie potrzebuje , a w drugim momencie biorę narkotyki … to było zbyt silne .. Uświadomiłem sobie po prostu , że jestem narkomanem i to nie ja zakończę mój nałóg tak jak kiedyś sobie wyobrażałem , że w każdej chwili mogę przestać palić. Wiele wtedy rozmawiałem  z Maryją prosząc Ją o pomoc, by mnie wyciągnęła z tego bagna i po zawierzeniu wiedziałem , że Maryja może mi pomóc!  Po 2 tygodniach od tej pierwszej spowiedzi wiedziałem , że muszę iść znowu i trafiłem na takiego starszego kapłana teraz mojego spowiednika . I mu mówię , że mam problem z narkotykami i to duży, a on tak mówi z narkotykami ? Hmm to może na jakiś odwyk chcesz iść?  Myślę odwyk  jak to ? Więc mu odpowiadam , że nie wiem,  2 tygodnie temu zawierzyłem się Maryji .. On tak dopowiedział Maryji ? I tak jak by machnął ręką i mówi to TY NIE JESTEŚ SAM ! NIE JESTEM SAM ! Nie wiem jak wyglądała dalej ta spowiedź bo nie pamiętam już ale  wychodząc z konfesjonału zostałem dotknięty takim wielkim miłosierdziem Boga , że mogłem krzyczeć z radości . Wiedziałem już , że jestem wolny w jednym momencie zostałem wolnym człowiekiem , w jednym momencie cały mój lęk, nałogi i inne natręctwa zostały zabrane dzięki Bogu ! Jezus Chrystus wyleczył mnie i wlał w moje serce radość i pokój , który odczuwam do teraz ! Wielka łaska wyjednana za wstawiennictwem Naszej Kochanej Mamusi !  Mówię do Mamy , że wyczytałem iż dobrze mieć jakiegoś patrona w niebie . Ona tak mówi patrona hmm i mnie się pyta , a Ty jakiego masz ? Ja z dumą mówię MARYJ Ę ! .  A, Mama mówi do mnie tak słuchaj jak byłam z Tobą w ciąży byłam w św. Lipce i zawierzyłam Twoje życie Maryji ! Maryja zawsze przy mnie była i mnie chciała wyciągać z dna ! Czytałem też różne książki i nawiązując do tego pierwszego snu znalazłem wyjaśnienie o kim mówiły te złe duchy . Czytam tam , że to demony nie mogą powiedzieć  Maryja nie przejdzie im to przez gardło i mówią na nią właśnie ‘’TA KOBIETA’’ . A, przecież tak wołały gdy mówiły do mnie ‘’zabierzmy go od tej kobiety’’.  Niesamowita łaska dzięki , której raduję się każdym dniem i pragnę przekazać innym Jezusa Chrystusa jak i staram się nieść mój własny krzyż świadomie pomagając tak Jezusowi . Dziękując mu za to , że jest Bogiem Miłosiernym za to , że Nas kocha . Już wiem jaki jest mój cel w tym życiu to nieść radość i miłość Jezusa innym i życie wieczne spędzone z Naszym Bogiem ! Zwracajcie się zawsze do Boga on Was kocha i nawet jak czasami nie widzicie tego nie dostrzegacie go pamiętajcie on zawsze myśli jak Nas wyrwać z grzechu . Tylko , że to My mamy klamkę swojego serca po swojej stronie . Jezus czeka i stoi po drugiej stronie Twego serca i puka i puka i tylko Ty możesz je otworzyć .  Odmawiajcie różaniec , a będziecie mieli codziennie ‘’kontakt’’ z Matką Bożą , która będzie się za Nas wstawiała i przez różaniec możemy uratować wiele osób! Chwała PANU !

Mamoczy


Od Admina:
Kochani czytelnicy chcę Wam podziękować za to że piszecie komentarze, że udzielaliście się na czacie, Wam o różnych nickach piszących obecnie jak i w poprzednich latach. Dziękuję wszystkim darczyńcom za to że ufundowaliście wyjazd dla Mamoczy, wasze pieniądze przyniosły stokrotny plon, naprawdę warto było. Módlmy się dalej za Mamoczy, bo potrzebuje nadal tej modlitwy.Widzimy jak piękne owoce są Waszym udziałem, ten blog okrzyknięty heretyckim, w tym ja osobiście ogłoszony przez pewnego księdza opętanym , wezwany do Egzorcysty, tenże sam ksiądz napisał mi że sprzedaję łajno czytelnikom. My wszyscy a jest nas tysiące wchodzących tu codziennie wiemy że naszym celem nie jest sprzedawanie łajna tylko celem jest nawracanie ludzi, pomaganie w trudnych sytuacjach zarówno psychicznych jak i finansowych, że naszym celem jest niesienie ludziom najbardziej deficytowego towaru jakim jest Miłość. Świadectwo tego 20 letniego chłopaka potwierdza nam że warto to robić, że warto było spędzić tyle czasu na czacie. Pamiętam te rozmowy na czacie nieraz trwające do samego rana, gdy wchodzili porozmawiać inni. 2 osoby utkwiły mi w pamięci – „Mamoczy” i „Adam” chyba z Częstochowy. Adam przychodził i prosił aby się za niego modlić bo jakieś złe duchy chcą go zamordować, cierpiał podobnie jak Mamoczy.  Potem zapisy na pielgrzymkę do Medjugorje. Zapisał się zarówno Adam jak i Mamoczy. Adamowi złe siły nie pozwoliły pojechać w ostatnim momencie  odciągnęły go mimo że miał wpłacone pieniądze. Mamoczy pojechał z nami. Może napisze w jaki sposób odciągnęły Adama  złe duchy od udziału w pielgrzymce. Chciał bardzo pojechać i wpłacone miał pieniądze, oraz ustalone jakim środkiem lokomocji dojedzie do Rzeszowa aby się dosiąść.  Na kilka dni przed wyjazdem dzwoni do mnie czy nie będzie problemu na granicy gdyż w paszporcie ma zdjęcie z krótkimi włosami a obecnie ma długie. Ja mu mówię że nie będzie żadnych problemów na granicy. Wiec odpowiedział że w takim razie nie martwi się niczym i jedzie. Upłynęło może z 5 dni i Adam dzwoni że jednak nie pojedzie bo został zatrzymany przez policję drogową za jakieś uchybienie na drodze i przy okazji zapytał policjanta czy z takim paszportem będzie miał problem na granicy jak pojedzie do Medjugorje. Policjant mu odpowiedział że absolutnie nie puszczą go bo jest niepodobny. Oznajmił mi że w takim razie nie pojedzie. Adam został odciągnięty od tego by pojechać do Królowej Pokoju.
Teraz wstawię jeden z komentarzy Mamoczy który napisał niedawno, który jest jakby dalszym świadectwem nie opisanym powyżej. Jest bardzo pięknym świadectwem, bo napisanym przez człowieka niewykształconego, nie teologa a tak poprawnie i pięknie opisujący spowiedź świętą.
Mamoczy napisał:
Weroniko ja odbyłem spowiedź z całego życia jak byłem w Medjugoriu . Po prostu podszedłem do księdza i powiedziałem , że chcę odbyć taką spowiedź . Już przed wyjazdem do Medjugoria myślałem by tam odbyć taką spowiedź ale trzeba się do niej przygotować więc jak przyjechałem do Medjugoria to chciałem się do tego solidnie przygotować i tak trochę z tym zwlekałem i czasu za dużo nie znajdywałem . I pewnego dnia pojechaliśmy do Kaplicy Błogosławieństw modliliśmy się do Ducha Świętego , zawierzyliśmy się Maryji .
Po wyjściu z kaplicy już wiedziałem co mam robić Duch Święty mnie tak poprowadził . Udałem się sam w ciche i ustronne miejsce i zacząłem się modlić i robić rachunek sumienia z Duchem Świętym . Bez żadnej kartki .. tylko czytałem kolejny punkt taki dość długi rachunku sumienia i cały czas przyzywałem Ducha Świętego to co podczas tego rachunku mi się przypominało to jest wielka łaska . Gdy tylko mi się coś zaczynało przypominać od razu wołałem do Ducha Świętego bym to wyznał na spowiedzi bym miał odwagę i nie zapomniał. Tak przygotowywałem się cały czas wołając Ducha Świętego po czym mówię jestem gotowy i podszedłem do księdza . Oczywiście wcześniej przyzywałem całe Niebo bo wiem , że w tej chwili walczyło za mnie całe piekło bym nie podszedł do księdza , a odszedł . Przyzywałem całą Trójce Świętą, Maryję , wszystkich świętych , wszystkie Dusze w czyśccu cierpiące jak i indywididualne modlitwy przed spowiedzią w tym do Ojca Pio . Akurat spowiadałem się na ławce w najgorętszy porę dnia . Powiedziałem wszystko dzięki Duchowi Świętemu byłem pewien , że powiedziałem wszystko trwało to 2h na pełnym stopniu ze 45 stopni bez cienia ale warto było Odchodząc wiedziałem , że jestem czysty jak łza , Jezus wszystko ze mnie zmył swoją krwią . Spowiadałem się ze wszystkiego z tego co się spowiadałem też . Moja rada przed taką spowiedzią zaufajcie Duchowi Świętemu ! Bo w zasadzie bardzo szybko się dzięki niemu przygotowałem , a myślałem , że będę musiał tracić na to dni , a i tak bez jego pomocy nie dałbym rady.
Kilka dni przed wyjazdem Mamoczy tak pisał dziękując swoim darczyńcom.

28,07,2013

I ja chciałbym podziękować w swoim imieniu dziękuję Wam bardzo Macie za to wiele zasług w niebie za czystą bezinteresowną miłość .

W zamian bo tyle mogę zrobić to modlić się za Was jak i przedstawić Maryji Wasze prośby i intencje . Jak ktoś ma taką , a chcę by była przedstawiona to piszcie na mój e mail to zapiszę je i zawiozę do Medjugoria

Po powrocie z Medjugorje Mamoczy już ewangelizuje , tak pisze w komentarzu

11,08,2013

Pamiętam Izo z chatu, że Twoje rodzinne miasto to Łódź więc wiem co masz na myśli bo sam jestem z Łodzi . Sam mam masę problemów o , których wie Jezus i wierzę , że kiedyś od tego zostanę uwolniony tak jak uwolniony zostałem z narkomani .
O finansach nie wspominam ale wtedy gdy już naprawdę jest cienko zawsze jakaś duszyczka pomoże i tak się dzieją małe cuda.
Oddałem wszystko Matce Bożej i Jezusowi i wiem , że dają mi tyle na ile jestem przygotowany bo gdybym dostał za dużo mógłbym zionąć pychą , że to moja zasługa , a jak za mało to mógłbym zacząć zło wieszczyć Bogu .
Też miałem wiele niezdrowych relacji ale powiedziałem Jezu jeżeli taka jest Twoja wola to zabierz tych ludzi ale jeżeli chcesz to tą relacje zachowaj . Bóg ”zabrał” mi z 95 % moich relacji z innymi ludźmi widocznie taki był jego plan i wola , a z nią nie śmiem dyskutować skoro oddałem mu swoją wolę
Ostatnio otrzymałem tyle radości nie mając nic (jeżeli chodzi i pieniądze ) , że Bóg mi pokazał bym się niczym nie przejmował to niczego mi nie zabraknie ! Otrzymałem więcej radość i pokój ducha i z wielką nadzieją czekam na to co Bóg jeszcze dla mnie przygotował, a przygotował takie rzeczy o jakich jeszcze nawet nie śniłem Zyskałem nowych przyjaciół , zyskałem to coś co w tym momencie było mi najbardziej potrzebne na duszy . Jezus zna moje serce i to on jest moim ogrodnikiem serca . Wyrywa z korzeniami chwasty i na miejscu tej luki stawia piękne kwiaty To proces , który trwa i nie może być za szybko bo nie jestem gotowy . Proces z , którym trzeba współpracować bo bez współpracy nic się nie dokona . Jak na którymś z kazaniu w Medjugorie była własnie opowieść o tym, że Jezus czeka i puka do drzwi Twojego serca ale co z tego jak klamka jest tylko po jednej stronie po Twojej stronie i Ty musisz ją otworzyć bo gdy powoli te drzwi uchylasz to powoli wkracza Jezus z łaskami i z czasem zaczynam te drzwi otwierać na oścież to i wtedy Jezus może więcej działać , a na końcu to już zdejmujesz to drzwi i żyjesz złączona z Chrystusem Panem !
Byś miała może kiedyś się spotkać pogadać to pisz zawsze dobrze jest się ”wygadać ” wiem jak to jest : )
Współpracuj z Bogiem on zabrał od Ciebie taką relacje to jego plan ale pamiętaj on już czeka na Ciebie z prawdziwą i szczerą miłość i czeka jak otworzyć serce bo Ty masz klamkę

22,08,2013

Tak najlepiej milczeć i modlić się zaraz godzina 15 : 00 więc polecajmy tego użytkownika , który jest pod ”hipnoza” szatana i sam się nie wydostanie . Potrzebuje modlitw , a sam fakt , że tutaj się znalazł oznacza, że szuka prawdy . Myślę, że jak ja tutaj 1 raz zajrzałem nie byłem tego świadomy ale już wtedy zaczęto się za mnie zapewne modlić bo osoby tutaj modlą się za wszystkich czytających więc i ja zostałem w to ”wliczony” ..
Z czasem to mnie uratowało by wydostać się z dna i teraz chwalę Pana codziennie !
Mniej dyskusji więcej modlitw z Bogiem

05,09,2013

Dlatego musimy się modlić i modlić . Pościć i pościć . Msza i eucharystia i czytanie codziennie Biblii . Przez to możemy uratować wiele dusz , które poszły by na zatracenie , a każda modlitwa jest przez Boga wykorzystana . Skąd wiemy może akurat ta modlitwa gdy odmawiamy ją w ręce Maryji lub Jezusa gdy modlimy się w ich intencjach nie uratowała jakiejś duszy przed wiecznym potępieniem ? Ale to będzie radość jak spotkamy się w Niebie ale radość tej duszy , która została uratowana ona zawsze będzie o nas pamiętała . Więc warto się modlić bo wtedy spędzamy czas z Bogiem , a lepiej naszego czasu na pewno nie spożytkujemy jak spędzać czas z Bogiem . Wszystko inne to ten świat , świat ziemski on się kiedyś skończy .
A, miłość Boga i NIEBIE nigdy się nie skończy jest więc o co się ”bić” . A, sami widzimy jaki nastał czas praktycznie budzimy się rano już w strefie wojny . Odpalamy internet , a tam się rozpoczęła się wojna ! Żyjemy w tych czasach i my wierzący i praktykujący jesteśmy odpowiedzialni za dusze , które się zgubiły po drodze .Ale Jezus ma plan dla tych dusz i on chcę byśmy i my się w to dzieło zaangażowali , on potrzebuje nas czyli marne narzędzie , a co za łaska dla Nas , że Bóg chcę Nas wykorzystać w takim dziele !
Ratujmy dusze sióstr i braci w Chrystusie PANU! Skoro my otrzymaliśmy tą łaskę to znaczy , że i za Nas ktoś się modlił więc przybliżmy wszystkich do serca Jezusa niech każdy czerpie od niego pokój i radość bo dla każdego starczy bo to jest wielkie miłosierdzie i czysta miłość !

Kocham Cię Jezusie Przyjacielu mój!

25,09,2013

Naszym zadaniem jest “świecić” przykładem dla innych. Nie ma zatem co czekać na odpowiedni moment, bo taki nigdy nie nastąpi, tylko działać dla dobra tu i teraz. W ten sposób wykorzystujemy wszystkie talenty jakie dał nam Bóg. Wtedy też otrzymujemy od Niego więcej, niż tego się spodziewamy. Postawa zamknięta i uników, gdy uciekamy od siebie i innych ludzi nie sprzyja naszemu rozwojowi, tylko wprowadza ograniczenia, które niszczą nasze codzienne życie…

Jezus wie i zachęca nas do tego, abyśmy swoim zachowaniem i życiem zachęcali innych do podjęcia wyzwań jakie stawia codzienność. Ucieczka bowiem nic nie da, tylko pogorsza stan w którym się znaleźliśmy. Jezus zachęca nas, abyśmy szli przed siebie i mimo porażek i niepowodzeń, zawsze próbowali zrobić krok do przodu w naszej drodze do nieba…

Posted in Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: , , | 126 Komentarzy »

Ania Golędzinowska: z nocnego klubu do Medjugorie

Posted by Dzieckonmp w dniu 1 lipca 2013


Kolejne wspaniałe świadectwo niesłychanego działania Królowej Pokoju. Świadectwo nawrócenia, bo nawrócenie to odwrócenie się od grzechu, od złego stosunku do innych ludzi, od złego odnoszenia się także do siebie, a potem powrót do Boga. Tylko poprzez nawrócenie każdy z nas ma szansę znaleźć się w niebie. Pielgrzymom udającym sie do Medjugoorje na Festiwal życzę takiego nawrócenia, bo tylko ten który jest nawrócony będzie tak jak święty Franciszek płakać i mówić – muszę się nawrócić. A ci którzy nie są nawróceni powiedzą jestem dobrym chrześcijaninem , nikogo nie zabiłem


GolędzinowskaNie czuję się ofiarą. Dzisiaj myślę, że to wszystko, co mi się zdarzyło, musiało mi się zdarzyć, żebym mogła stanąć dziś przed wami i powiedzieć, że Pan Bóg istnieje i że można przebaczyć naprawdę wszystko – mówiła 12 grudnia 2012 roku do zebranych, szczelnie wypełniających bazylikę oo. Bernardynów w Rzeszowie, Anna Golędzinowska. Była pracownica nocnego klubu, modelka i prezenterka włoskiej telewizji od półtora roku mieszka z siostrami zakonnymi we wspólnocie Oaza Pokoju w Medjugorje, a także spotyka się z młodymi ludźmi, opowiadając historię swojego życia i dając świadectwo tego, gdzie należy szukać prawdziwego szczęścia.

Golędzinowska, rocznik 1983, pochodzi z Warszawy. Rodzina była bardzo biedna, ale czuła się w niej szczęśliwa. Do czasu, kiedy straciła ojca. Miała wtedy 10 lat. – Mama wpadła w depresję, zaczęła sprowadzać do domu różnych mężczyzn – opowiada. – Jeden z nich się do mnie dobrał. Kiedy to opowiedziałam mamie, nie uwierzyła mi.

Życie fikcyjne

Uciekała z domu, ze szkoły, wpadła w złe towarzystwo, w jej życiu pojawiły się narkotyki. Postanowiła ją zaadoptować babcia, ale Anna – jak sama przyznaje – traktowała ją bardzo źle, mimo że ją kochała. – Bałam się, że ona też mnie zostawi – tłumaczy. – Im bardziej chciałam być kochana, tym gorzej ją traktowałam. Kiedy powiedziała, że już mnie nie chce, poczułam się dzieckiem niczyim. Chciałam się zabić, żeby pokazać światu, jak bardzo chcę być kochana.
Marząc o lepszym życiu i realizacji marzeń, skorzystała z propozycji pracy w Mediolanie. Po przyjeździe do Włoch okazało się, że padła ofiarą oszustwa: „werbownicy” zawieźli ją nie do Mediolanu, lecz do Turynu, gdzie zabrali jej dokumenty i zmusili do pracy w nocnym klubie. Miała wtedy 16 lat. Między osobami, które czerpały korzyści z handlu „żywym towarem”, był inspektor włoskiej policji.
Udało się jej uciec stamtąd. – W ucieczce pomógł mi chłopak, którego później już ani razu nie widziałam – opowiada. Nazywa go swoim Aniołem Stróżem. Po latach zeznawała w Polsce przeciwko członkom tej grupy przestępczej, handlującej „żywym towarem”, przyczyniając się do ich aresztowania i skazania. Zaczęła pracować jako modelka w Mediolanie i prezenterka włoskiej telewizji. – Zobaczyłam kolorowy świat, o którym zawsze śniłam: bogatych ludzi, piękne samochody – wspomina. Poznała też bardzo bogatego chłopaka, z którym spotykała się dwa lata. Do czasu, gdy zrozumiała, że może on dać jej wszystko, spełnić jej każdą zachciankę, ale nie może dać jej miłości. Bo miłości nie można kupić za żadne pieniądze.
Zrealizowała swoje marzenia, ale nie czuła się szczęśliwa. – Nie byłam sobą, moje życie było fikcyjne – opowiada. – Miałam doczepiane włosy, doczepiane paznokcie, nie wychodziłam z domu, gdy nie miałam pełnego makijażu na twarzy, nie byłam ubrana tak, jak trzeba było być ubranym czy nie miałam przy sobie torebki od Louisa Vuittona.
Była wówczas daleko od Kościoła. Jak wspomina, kiedy widziała księdza, „dostawała alergii”, a na widok budynku kościoła przechodziła na drugą stronę ulicy. Zażywała narkotyki, bo bez tego – jak tłumaczy – „w show businessie daleko nie zajdziesz” (rzuciła je 8 lat temu).
Historia jej życia zainteresowała włoskiego wydawcę, który chciał ją wydać w formie książkowej. Namówił ją jednak, by wcześniej pojechała z nim do Medjugorje. To było trzy lata temu.
Medjugorje
Pobyt w miejscu objawień Matki Bożej odmienił jej serce. Tam odnalazła szczęście w wierze i przebaczeniu tym, którzy ją skrzywdzili. Po powrocie do Włoch powiedziała wydawcy, że gotowy tekst książki może wrzucić do kosza. – Książka była pełna żalu i nienawiści do tych wszystkich, którzy mnie skrzywdzili – tłumaczy Ania. Opisała swoją historię jeszcze raz, ale już inaczej. Polską wersję książki, pod tytułem „Ocalona z piekła. Wyznania byłej modelki”, wydała w marcu br. Edycja Świętego Pawła.
Po powrocie z Medjugorje Anna chciała porozmawiać z kimś o wielkim szczęściu, jakie tam znalazła. Otwierała telefon z 2 tysiącami numerów i… nie miała do kogo zadzwonić.
Miała dość takiego życia. Półtora roku temu wróciła do Medjugorje, zamieszkała z siostrami zakonnymi we wspólnocie Oaza Pokoju. Miała być tam 10 dni. Ostatnim, jak to określa, węzłem, który trzymał ją przy starym życiu, był podpisany kontrakt na produkcję, przy realizacji której miała pracować m.in. z Paris Hilton, Leonardem DiCaprio, Tiną Turner i Janet Jackson. Kontrakt rozpoczynał się 25 czerwca 2011 r., dokładnie w 30. rocznicę początku objawień maryjnych w Medjugorje. – Po 10 dniach spędzonych z siostrami powiedziałam, że nigdzie nie jadę i zerwałam kontrakt – opowiada.
– Powiedzieli, że po mnie przyjadą, że zwariowałam, że na pewno zrobili mi jakieś „pranie mózgu”. A ja… modliłam się, dawałam jedzenie kurom, obierałam ziemniaki i czułam się szczęśliwa. W pewnym momencie jednak pomyślałam, że zwariowałam. Ale popatrzyłam na te 100 tys. osób, które przyjechały na rocznicę objawień i pomyślałam, że jeżeli ja zwariowałam, to oni wszyscy także są wariatami, bo szukają prawdy, miłości, nadziei.. Pomyślałam, że jeśli to znaczy być wariatem, to ja chcę być wariatką. Zadałam sobie pytanie, czemu ja mam żyć fałszywym szczęściem na ziemi, a później cierpieć całą wieczność, kiedy wolę cierpieć teraz, wykonywać najbardziej upokarzające prace, którymi mogę „zarobić” na wieczność.
Anna opowiada, że – będąc jeszcze modelką – brała jakieś straszne pastylki na odchudzanie. – Podczas pobytu w Medjugorje przytyłam 13 kilo, bo siostry dają dobrze jeść, ale jestem szczęśliwa. Kilka tygodni temu dowiedziałam się, że ginekolog, który przepisywał te pastylki wszystkim gwiazdeczkom, wylądował w więzieniu, więc możecie sobie wyobrazić, co to były za tabletki.

Poznała byłego premiera Silvio Berlusconiego, którego siostrzeńcem jest jej obecny narzeczony. – Parę miesięcy temu umarła na raka siostra mojego narzeczonego – opowiada. – Ważyła 27 kg, miała 36 lat. Widziałam Silvio Berlusconiego, jak klękał przed jej łóżkiem i płakał. W tym momencie zobaczyłam, że jest on tak samo biedny jak my wszyscy, bo nawet z tymi pieniędzmi, które ma, nie mógł nic zrobić dla tej kobiety. Dlatego nasze największe bogactwo to osoby, które nas kochają i które my kochamy oraz wiara w Pana Boga.

Ruch Czystych Serc

Dziś Anna Golędzinowska jest zapraszana w różne miejsca, nie tylko w Polsce, by spotykać się zwłaszcza z młodymi ludźmi i mówić im, że szczęście to życie proste, przebaczenie, wyrzucenie z serca żalu i nienawiści, nie osądzanie bliźnich i kochanie ich, bo „cały świat cierpi dziś na brak miłości”. Siły czerpie z modlitwy i codziennej Eucharystii.
Podczas tych spotkań propaguje także Ruch Czystych Serc, który polega na tym, że młode osoby, które do niego przystępują, postanawiają zachować czystość do ślubu. Ten ruch jest obecny także w Polsce. Anna współzakładała go we Włoszech, po roku ma on ponad 6 tys. członków.
Ile będzie trwał jej pobyt  w Medjugorje, nie wie. Narzeczony cały czas czeka. – Ostatnio poprosił o „pierścionek czystości”, był z nami w Ziemi Świętej. Przyjechał też do Medjugorje, spędził tam dwa tygodnie. Daliśmy mu najgorsze prace i on je wszystkie wykonywał. Nie zamknęłam mu drzwi przed nosem, pozwoliłam mu poznać miłość Pana Boga, którą ja poznałam. A potem co będzie, to będzie.
Źródło: bernardyni.rzeszow.pl

Posted in Medziugorje, Świadectwa | Otagowane: , , | 57 Komentarzy »

Ciężar grzechów człowieka, nigdy nie jest większy od Bożej łaski

Posted by Dzieckonmp w dniu 28 czerwca 2013


W obecnie przeżywanym czasie, w którym tak wiele jest pokus oraz pogoni – przede wszystkim za tym co przyziemne, materialne – jakże wielu ludziom trudno pozostawać wiernymi Bogu, być ludźmi stworzonym na Jego podobieństwo. Żyjemy w okresie wielkich wyzwań, kierowanych zwłaszcza do ludzi młodych. Młodzież – nękana i ulegająca pokusom, kiedy staje u rozwidlenia życiowych dróg, łatwo zbacza z tej właściwej na manowce, a powrót na drogę wiodącą do zbawienia staje się niemożliwy bez pomocy innych. Jednym z drogowskazów, umożliwiającym taki powrót jest wejście w nurt życia oferowanego przez ośrodki „Cenacolo”. W tych wspólnotach przebywają młodzi, których dotychczasowe życie skierowało już na skraj przepaści, bliscy całkowitego pogrążenia się w otchłań. Ośrodki „Cenacolo”, do których zdecydowali się udać po ratunek, potrafią przekonać, że nawet po najtrudniejszych przeżyciach można odnaleźć w sobie nadzieję i siły do innego trybu życia. Liczne świadectwa młodych, którzy we wspólnotach „Cenacolo” odnaleźli właściwy sens życia, przeżyli nawrócenie – nie bez racji nazywają to swoim „zmartwychwstaniem”.
Pierwszy, wspólnotowy ośrodek „Cenacolo” powstał z inicjatywy Siostry Elwiry, w lipcu 1983 roku, we Włoszech, na wzniesieniu Saluzzo; obecnie jest wspólnotowym domem macierzystym. Zdaniem założycielki, „Cenacolo” miało to być jakby widomym przejawem Bożej Miłości, odpowiedzią na rozpaczliwe wołania wielu młodych, pogrążonych w rozpaczy, błądzących i zagubionych na manowcach i bezradnie poszukujących sensu życia. W okresie ponad 20 minionych lat powstało wiele kolejnych ośrodków „Cenacolo”; istnieją już w 40 krajach świata. Każdemu, ktokolwiek postanawia szukać w nich pomocy i schronienia, wspólnota „Cenacolo” zapewnia prosty, prowadzony w rodzinnej atmosferze tryb życia. Pracę przyjmuje się i odkrywa jak coś otrzymanego w darze, podobnie wiarę w Boga, jak i rodzące się we wspólnocie więzy przyjaźni. Kiedy Siostra Elwira zakładała pierwszy ośrodek, nie wiedziała jeszcze na jakich zasadach będzie oparta jego działalność. Z pełnym zaufaniem powierzyła wszystko Bogu, prosząc aby nim pokierował – jak prowadzi tych, których wzywa do pracy w Swojej Winnicy. Aby móc w „Cenacolo” rozpocząć nowe życie, trzeba przestrzegać dwóch głównych, obowiązujących każdego dnia zasad, którymi są MODLITWA I PRACA. Wspólnota „Cenacolo” uczy młodych z różnych środowisk, sposobów prostego życia. Każdy dzień, poza pracą, to również rosnące w siłę więzy przyjaźni i umacnianie wiary w Jezusa Chrystusa. Jedynie On potrafi uzdrowić człowieka i swoją niezmierzoną miłością wskazać właściwą drogę zbłąkanym i zrozpaczonym.
Medziugorje jest miejscem obfitych łask i właśnie tu, Siostra Elwira znalazła szczególnie urodzajną glebę, dla kontynuowania dzieła rozpoczętego na ziemi włoskiej. Często podkreśla, że odczuwając tu obecność samego Boga, młodym łatwiej wkroczyć na nową drogę, pokonać przeszłe, zgubne nawyki, szybciej uzdrowić zbolałe serca.
W Medziugorju „Cenacolo” posiada dwa domy – odrębne dla dziewcząt i chłopców. Tu głoszone są świadectwa młodych ludzi, którzy w życiu wcześniejszym utracili prawie wszystko, a w tej wspólnocie stali się jakby nowo narodzonymi. Stwierdzają, że ciężar grzechów nigdy nie jest większy od Bożej Łaski; wchodząc do wspólnoty ujrzeli całkowicie nowe światło i całkowicie inny sens życia na ziemi – jakże odmienny od dotychczas prowadzonego.
Nazywam się HILARIA SCALI, mam 21 lat, pochodzę z Mediolanu. Ośrodek Siostry Elwiry poznałam wpierw pośrednio przez mego brata, który wszedł do wspólnoty „Cenacolo”, by móc wydostać się ze zgubnego nałogu narkomanii. Zdołał to osiągnąć. Pobyt w ośrodku Siostry Elwiry całkowicie go odmienił, co nie pozostało bez wpływu na mnie. Przed dwoma laty postanowiłam pójść jego śladem i sama doświadczyć życia w „Cenacolo”. Siostra Elwira skierowała mnie do jednego z włoskich ośrodków, w którym spędziłam dwa urlopowe miesiące, następnie wróciłam do domu i podjęłam studia.
Z upływem czasu coraz bardziej ogarniała mnie, może sercem wzbudzana myśl, że powinnam do „Cenacolo” powrócić. Odkrywałam bowiem w sobie pewne cechy, których nie potrafiłam sama zmienić. W domu rodzinnym przybywało różnych problemów, a ja zamiast próby ich rozwiązywania – po prostu odsuwałam je na bok. Nadszedł moment, w którym zadałam sobie pytanie: gdzie jest sens tego wszystkiego co robię? Pojechałam wówczas na spotkanie wspólnoty „Cenacolo”, a był to dzień, w którym również świętowano urodziny Siostry Elwiry. W pewnej chwili zwróciła się do mnie, pytając: co robię? Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że przede wszystkim się nudzę. Siostra Elwira pewnie dostrzegła w moich oczach smutek, zaprosiła do wspólnoty. Powiedziałam, że przyjdę.
Po dwóch tygodniach rzeczywiście znalazłam się znów we włoskim ośrodku i pozostałam przez osiem miesięcy, po upływie których podjęłam decyzję dalszego w nim pozostania, jeszcze przez jeden rok. Wtedy Siostra Elwira skierowała mnie do „Cenacolo” w Medziugorju. Obecnie im dłużej tu pozostaję, coraz wyraźniej odczuwam zachodzące we mnie, w moim sercu – zmiany. Wzrasta zadowolenie z życia. Wyrażę to krótkim zdaniem: wiem, że żyję!
Tu potrafię wiele uczynić dla zmiany trybu i celu życia, zarówno swojego, jak również innych ludzi, którzy mnie otaczają. We wspólnocie nie sposób uciec od samej siebie, przebywam nieustannie wśród osób, przeżywających różne problemy, nieraz podobne do moich. Próbujemy je wspólnie rozwiązywać. To miejsce stało się moją drugą ojczyzną, a wspólnota, w której żyję, uratowała nie tylko moje, ale wcześniej i mego brata – życie, że nie pominę pewnego wpływu na rodziców. Zanim do wspólnoty wstąpiłam, nie bardzo potrafiłam sobie uświadomić, co jest dobre dla mnie i dla mojego życia. Obecnie serce podpowiada różne myśli, różne zamierzenia na przyszłość, nie podjęłam jednak jeszcze ostatecznej decyzji w tej sprawie. Wiem, że pragnę pomagać innym ludziom. Podobne myśli nurtowały mnie już wcześniej, zanim wstąpiłam do wspólnoty, co pewnie wynikało stąd, że wówczas miałam możliwość bliższego poznania wielu kłopotów i problemów, przeżywanych przez ludzi.
Pewne moje obawy dotyczą przeżywanej obecnie czystości, nie chcę jej utracić. Jednak tkwi także we mnie przekonanie, iż jeśli wytrwam w modlitwie, zadomowionej w moim sercu – na pewno się uda.
*
Nazywam się DALILA KAJIC, mam 20 lat, pochodzę z Sarajewa. We wspólnocie „Cenacolo” jestem od dwóch lat, aby uwolnić się od narkomanii. Po raz pierwszy sięgnęłam po narkotyk mając zaledwie 11 lat. Już u kresu, kiedy tylko krok dzielił mnie od otchłani, zażywałam heroinę. Nie wiedziałam, co zrobić, aby to życie zmienić. Cały czas żyłam w przekonaniu, że bieg życia to jedynie bezsensowne rozmowy, narkotyki i unikanie szkoły.
Wcześniej, kiedy miałam 5 lat, wybuchła wojna. Wraz z mamą i siostrą, jako uchodźcy uciekliśmy do Szwajcarii, ojciec pozostał w Sarajewie i to był początek moich zmartwień, niepokojów, nieszczęść, które następowały jedne po drugich. Traciłam wszelką nadzieję. Pochodzę z rodziny islamskiej, w której nigdy nie słyszałam o Bogu, wiedząc jedynie, że istnieje: nic więcej. Po raz pierwszy poznałam Go bliżej właśnie w „Cenacolo”. Wspólnota przyjmuje do swego grona każdego, kto pragnie odmienić swoje życie, bez względu na to, jakiej jest narodowości, rasy i jaką wyznaje religię; jest otwarta dla wszystkich. Początkowo nie wiedziałam, co to jest różaniec, kim jest Jezus Chrystus.
Zmiana w moim życiu nastąpiła w dniu, kiedy mama zauważyła, że jestem narkomanką i zatelefonowała do ośrodka „Cenacolo” z prośbą, aby mnie przyjęto.
Trudno było przyzwyczaić się do radykalnej zmiany trybu życia, jednak z upływem czasu zrozumiałam, że dotychczasowe było pozbawione sensu, prowadziło do ruiny. Obecnie będąc już we wspólnocie uważam, że prawdziwym cudem było, że właśnie tu się znalazłam. Poznałam dziewczyny, które przeżywały i przeżywają problemy podobne do moich. Każdego dnia poprzez wspólne modlitwy i rozważania stajemy się inne, coraz bardziej wzrasta w nas wiara i nadzieja. Jest dla mnie czymś oczywistym, że wiary nie można kupić, trzeba ją w sobie samej rozbudzać i umacniać poprzez osobiste zbliżenia do Jezusa. Odkąd jestem w ośrodku zrozumiałam, że Jezus jest tym, który mnie uratował uwalniając z ciemności, w które zabrnęłam. On zaprosił mnie do tej wspólnoty i również to jest dla mnie prawdziwym cudem. Wiem, że nie weszłam tu tak po prostu z ulicy, lecz za sprawą Boga, urzeczywistniającego pewien plan dotyczący mnie samej. Przygotowuję się teraz do przyjęcia Chrztu Świętego i jest moim pragnieniem służyć odtąd Jezusowi, który postanowił mnie uratować. Pragnę zostać członkiem Jego licznej wspólnoty.
Jezus jest teraz moim Ojcem, opiekuje się mną z każdym dniem coraz bardziej, nawet w chwilach kiedy, podobnie jak inni ludzie, słabnę i ulegam pokusom. Pragnę być Jego córką i pozostać nią na zawsze. Wybrałam chrześcijaństwo, ponieważ prawdziwie wierzę, iż tylko Jezusowi zawdzięczam ratunek. Gdyby nie Jego dotknięcie, nie wiem jak potoczyłoby się moje życie. Bogu dziękuję również za to, że rodzice zaakceptowali mój wybór z przekonaniem, że wybrałam właściwą drogę i są z tego powodu szczęśliwi. Dla mnie to kolejny cud, skoro mieli przecież prawo powiedzieć: nie mamy już z tobą nic wspólnego, nie chcemy cię znać. Dobry, miłosierny Bóg również im wskazał jak winni postąpić.

Źródło: Voxdomini.pl

Posted in Cenacolo, Świadectwa | Otagowane: , | 50 Komentarzy »

Będziesz księdzem! Świadectwo ks. ELI ABIHAD

Posted by Dzieckonmp w dniu 13 czerwca 2013


Ksiądz Eli Abihad wygłosił to świadectwo podczas Festiwalu Młodzieży w Medjugorje w 2012 roku

EliŚWIADECTWO kapłana MARIONITA ELI ABIHAD

Festiwal Młodzieży w Medziugorju – 03 sierpnia 2012

 

Witajcie w Medjugorje! Dobry dzień wszystkim. Wszystkich pozdrawiam nazywam się Eli. 12 lat temu po raz pierwszy przyjechałem do Medziugorja  w roku  Jubileuszowym 2000. Zanim tutaj przyjechałem byłem inżynierem i pracowałem w banku. Wszystko w moim życiu było wspaniałe, dobrze mi się układało.

Postanowiłem przyjechać  do Medjugorje grupą moich przyjaciół,   ale nie wiedziałem, że tu chodzi o pielgrzymkę.

Byłem bardzo daleko od kościoła od praktyk religijnych. Nie miałem żadnego pojęcia jak odmawia się Różaniec. Ja myślałem o przyjeździe  do Medjugorje po to aby się zabawić. Ja nie miałem zielonego pojęcia że tutaj cały czas się modli          Przyjechaliśmy tutaj w Wielki Czwartek w 2000 roku.

 W czasie drogi w samolocie wszyscy cały czas się modlili. To zaczęło mnie niepokoić zaczęło mnie denerwować.   Potem w drodze z lotniska do Medjugorje wszyscy się dalej modlili tego już było dla mnie za wiele. Zaraz jak tylko przyjechaliśmy pierwsze co poszliśmy do kościoła i wtedy akurat trwała adoracja. Pierwszy krok który ja zrobiłem w kierunku Boga. Ja nie wiem co się wtedy ze mną stało, bo jak zobaczyłem kapłana podszedłem do niego i poprosiłem aby mnie wyspowiadał. To był kapłan który nam towarzyszył w tej pielgrzymce. To był czas kiedy ja od wielu lat się nie spowiadałem i powiedziałem mu że w moim życiu uczyniłem wiele rzeczy, ale to co chcę teraz uczynić, to chcę otworzyć nowa stronę mojego życia. On potraktował mnie poważnie . To była moja pierwsza spowiedź tutaj od wielu lat, wcześniej się nie spowiadałem. Ja myślę że to był bardzo ważny moment w moim życiu, on przemienił wiele rzeczy, więc potem wróciłem na adorację i zacząłem doświadczać że moje serce wibruje. Coś niesamowitego się działo w moim sercu, coś się zmieniało. Poprzez wiele lat moje serce stawało się coraz twardsze aż w końcu stało się jak kamień. I tak wtedy w Wielki Piątek wyszliśmy na Kriżevać . Ja bardzo się wstydziłem mojej grupy bo oni cały czas się modlili, więc ja ich wyprzedziłem i szedłem przed nimi. I w drodze spotkałem kapłana ze Wspólnoty Błogosławieństw, i wtedy on zapytał mnie „czy ty jesteś kapłanem który jest odpowiedzialny za grupę z Libanu?”. Ja mu odpowiedziałem: „Ja kapłan?” Ja miałem czerwoną koszulę niebieskie spodnie, nie miałem brody, nic nie wskazywało na to żebym był kapłanem. Ale to był właśnie ten znak poprzez który Bóg dał mi do zrozumienia że mnie wzywa. Od soboty cały czas pościliśmy o chlebie i wodzie. Dla mnie to była wielka nowość, nigdy wcześniej nie pościłem. Czekałem na sobotę rano żeby zjeść w końcu porządne śniadanie. Inni mi powiedzieli że pościmy nadal, ze aż do południa będziemy pościć. Więc powiedziałem dobrze i poszedłem do kuchni i najadłem się ile mogłem. Potem wyszedłem na zewnątrz do nich i powiedziałem niech post będzie z wami. Ja byłem wtedy wielkim kłamcą. I pamiętam że potem poszliśmy do Vicki. pamiętam że bardzo mnie wtedy bolała głowa, ten ból był coraz większy, pogarszał się. Więc kiedy zbliżaliśmy się do domu Vicki, tak bardzo mnie bolała głowa że myślałem że z tego bólu zacznę wymiotować.

Przyszliśmy do jej domu, a tam była grupa francuska. Wyszedłem od libańskiej grupy i dołączyłem do francuskiej grupy. I wreszcie byłem jak typowy turysta, tylko pstrykałem zdjęcia. A ona mówiła świadectwo i ktoś tłumaczył je na język francuski. Ja słuchałem tego tłumaczenia. Vicka mówiła:

Słuchajcie jeżeli ktoś z was pości i boli go głowa to Matka Boża mówi że Bóg chce wzmocnić jego silną wolę

W tym momencie poczułem, że moje serce się kruszy i zobaczyłem wszystkie grzechy mojego życia.

 Czułem, że moje serce w mojej piersi bardzo mocno bije: to było coś bardzo silnego. Zacząłem płakać. Z jednej strony płakałem dlatego że czułem się wielkim grzesznikiem i nigdy z tego sobie nie zdawałem sprawy, a z drugiej strony płakałem z radości, bo dokonałem wielkiego odkrycia w moim życiu: że Bóg mnie kocha! Mnie małego nędznego grzesznika z wszystkimi moimi słabościami. On mnie kocha. Więc wtedy biegiem wróciłem od Vicki.

Ukryłem się w kącie i płakałem wylewając wszystkie łzy mojego życia. Kiedy zamknąłem oczy widziałem piękne rzeczy: i doświadczyłem czym jest niebo. Widziałem Boga Ojca siedzącego w białym długim habicie, a ja klęczałem i miałem głowę opartą o Jego kolana. A On głaskał mnie po plecach. To był naprawdę raj, doświadczałem Raju. Gdy ponownie zamknąłem oczy widziałem matkę Bożą która niosła Dzieciątko Jezus, a drugą ręką trzymała mnie. Więc potem znowu pobiegłem do moich braci Libańczyków, chciałem ich wszystkich całować, uściskać i mówiłem że Bóg jest przepiękny, Matka Boża nas kocha, ale nikt nie wiedział o co mi chodzi. Wszyscy myśleli jejku co mu się stało. Przecież był normalnym człowiekiem a teraz coś mu jest. Ale wszyscy widzieli że moja twarz jaśniała radością, jaśniała szczęściem. Potem poszedłem do kościoła i zostałem tam cały dzień, cały dzień się modliłem. ja tak bardzo byłem spragniony modlitwy. Ponieważ zaczęła się modlitwa różańcowa w języku chorwackim, modliłem się z nimi. Nie wiem, jak się to stało, ale modliłem się z nimi w ich języku Ojcze Nasz, Zdrowaś Maryjo, modliłem się po Chorwacku.

Gdy noc spowodowała zamknięcie kościoła, wróciłem do pensjonatu otworzyłem Pismo Święte pierwszy raz w moim życiu.

I otwarłem Ewangelię Mateusza 06:24, gdzie jest napisane: że nie można kochać Boga i pieniądze, że powinniśmy wybrać. I powiedziałem, że w moim życiu na pierwszym miejscu była władza pieniądza, na drugim miejscu był Michael Schumacher, i Formuła 1. W Medjugorje jest Bóg, który zajął pierwsze miejsce w moim życiu. Pomyślałem sobie: „Ale ja potrzebuję pieniądze żeby móc utRzymać rodzinę . Ja jeszcze wtedy nie wiedziałem czym jest radykalne powołanie przez Boga. I co rano za każdym razem kiedy chodziłem po Medjugorje, ktoś do mnie podchodził i pytał: Nie jesteś księdzem? To było jak bombardowanie. Cały czas te same pytania. To tak jakby Matka Boża waliła mnie młotkiem po głowie i mi wbijała : Kapłan! Kapłan! Kapłan!

Kiedy wróciłem do Libanu, kiedy moja  mama otworzyła drzwi, ja  powiedziałem jej , że chcę zostać księdzem. Moja mama powiedziała  „O mój Boże! Co oni zrobili z tobą w Medziugorju? To jest niemożliwe, jesteś inżynierem! Jak wszystko możesz teraz zostawić? „. Ale dla mnie to już było pewne i wtedy cały czas modliłem się. Na kolanach modliłem się przez wiele godzin.

 Mój ojciec był   chory był sparaliżowany, i on powiedział mi: ” Czyń Wolę Bożą , czyń to czego pragniesz”.

Z moją matką, sprawy szły coraz gorzej,  powstała otwarta wojna. Potem powiedziałem jej tak: „Zróbmy mały pakt: pojedźmy razem do Medjugorje w październiku. Jeśli Matka Boża da mi znak, że mam być księdzem poświęcę się i będę kapłanem , jeśli nie, zapomnę o tej całej historii. „

Potem napisałem list do Matki Bożej. „Jeśli chcesz, żebym został księdzem, to musisz mi o tym powiedzieć. Ale musisz mi powiedzieć gdzie mam iść, bo nie wiem, jaka jest różnica między kapłanem i zakonnikiem. Kolejna rzecz, musisz się zaopiekować moją matką i moim ojcem.” Bo jeśli ja mam być kapłanem to będę się troszczył o Twojego Syna. Z Tym listem przyjechaliśmy tu w listopadzie do Medjugorje.

Kiedy przyjechaliśmy, znowu, na drodze, w języku francuskim lub angielskim, ludzie pytali mnie, czy ty jesteś księdzem. Następnie powiedziałem sobie: „Dobra, módlmy się: to nie jest znak, mam nadzieję.”

Na trzeci dzień poszliśmy do ojca Jozo. A tam, on mówił o historii franciszkanów, zacząłem płakać. Bo oni ginęli za wiarę, nie wyrzekając się Jezusa. (franciszkanie męczennicy w byłej Jugosławii, którzy zginęli w miejscowości Sirokij Brijeg). Obok mnie była pani, chyba amerykanka która również płakała, więc oddałem jej swoją chusteczkę.  Dałem jej chusteczkę, bo płakała. Wtedy powiedziała mi, oczywiście w języku angielskim: „Dziękuję. Będę się za ciebie modlić, byś został ddobrym kapłanem.”

I zapytałem ją:  „Jak się nazywa?” A ona powiedziała „Davy Macnill Michigan i pochodzę ze Stanu Michigan”. Zapytałem dlaczego się chcesz za mnie modlić, czy Ty mnie znasz?  Odpowiedziała że nie. Potem grupa kapłanów modliła się nad nią. Potem otrzymałem od niej cudowny medalik a ja w zamian dałem jej Rózaniec, ten który kupiłem tutaj będąc pierwszy raz, zwykły prosty Rózaniec  który kupiłem za dolara. Ale na tym Różańcu modliłem się codziennie. Potem wrócliliśmy od O.Jozo i poszliśmy do oazy Pokoju. Tam była pewna siostra o imieniu Maria Clara i ona chciała nam opowiedzieć o Medjugorje. Cały kościół był zatłoczony, nie było miejsca. Stałem na zewnątrz, obok okna. Zaczęła się modlić, a następnie opowiedziała nam o Medziugorju. A potem powiedziała: „A teraz powiem wam, jak stałam się siostrą zakonną.”

 Powiedziałem sobie: to jest interesujące. I ona powiedziała , przyjechałam do Medjugorje kiedy miałam 32 lata. Więc sobie pomyślałem , no tak ja tez mam 32 lata.  Pierwszy znak który dał mi Bóg, że On chce abym została siostrą zakonną to było w Wielki Piątek na Kriżevacu. Już wtedy moje kolana zaczęły drzeć, zacząłem się bać bo myślałem że ona mówi o mnie bo ja tez pierwszy znak otrzymałem w Wielki Piątek na Kriżevacu. I wtym momencie ona popatrzyła na mnie widziała że stoję za oknem. I powiedziała ty który jestes tam za oknem, Bóg wzywa cię abyś mu służył , nie bój się, jestes wolny aby przyjąć Jego wołanie albo odrzucić. Ja przyjąłem to uderzenie, to uderzenie było tak silne że musiałem siąść na ziemi, i zacząłem sobie wmawiac że to nie może być znak, to nie może być prawdą. Potem znowu wstałem i patrzyłem przez okno ale widziałem że wszyscy ktorzy są w kaplicy patrzą w moją stronę. Więc popatrzyłem na tą zakonnice a ona znowu mi powtórzyła słowa „Nie bój się, jestes wolny, możesz przyjąć albo odrzucić to powołanie. Matka Boża bardzo cię kocha i będzie cię prowadzić krok po kroku. Ale ty nie zapominaj nigdy o tym że Ona z tobą jest.” Potem wszyscy wyszli na zewnątrz, a ja byłem z szokowany, płakałem nie byłem w stanie nawet iść, moja Matka była przy mnie. I moja mama cały czas powtarzała mi , nie to jest niemożliwe. Potem ta zakonnica wyszła na zewnątrz i chciała ze mną porozmawiac i z moją matką. Moja matka powiedziała jej -” Co ty mówisz, ty znasz wogóle mojego syna, czy ktoś opowiadał ci na temat mojego syna.” Ona odpowiedziała – ja nie wiem co ja mu mówiłam. Widać że całe to wydarzenie było wielką inspiracją Ducha Świetego. Ja pamietam jeszcze jedną rzecz o której napisałem do  Matki Bożej, czy ja mam być kapłanem czy zakonnikiem. Nie wiedziałem gdzie mnie Matka Boża chce mieć , w jakim miejscu. Dostrzegłem też że musi się zrealizowac trzeci punkt mojego listu iż Ona musi się zatroszczyć o moich rodziców. Bo ja już byłem zdecydowany że będę kapłanem. I pomyślałem sobie, nawet jeżeli mój ojciec umrze to i tak spotkam go w niebie. Potem wrócliliśmy do kościoła , akurat trwał program wieczorny, Różaniec , msza święta. Potem jak wyszedłem z kościoła ktoś mnie wołał: Eli, Eli, Eli. Wtedy zobaczyłem Davy Macnill z grupą amerykanów. Ona podeszła do mnie i powiedziała mi : dzisiaj Matka Boża dała ci znak, Ona chce abyś ty był kapłanem. Ja powiedziałem tak, ja już o tym wiem, ale skąd ty wiesz? A ona mi odpowiedziała , bo dziś wieczorem odmawialiśmy Różaniec w twojej intencji. W trakcie tego Różańca poczułam zapach róz, ten zapach wydobywał się z Różańca który ty mi dałeś. I cała grupa Amerykanów czuła ten niesamowity zapach który wydobywał się z twojego Różańca. Więc ja opowiedziałem jej historię która mi się zdarzyła w Oazie Pokoju. Ona wtedy poprosiła mnie bym modlił się za nią i za jej syna który zmarł mając 15 lat. Ja poprosiłem aby modliła się razem z grupą Amerykanów w mojej intencji aby powierzyli mnie Ojcu Świętemu bo właśnie wybierali się do Watykanu. 18 listopada wstąpiłem do zakonu. Dziś mija 12 lat jak jestem poświęcony zgromadzeniu matki Bozej a od czterech lat jestem kapłanem. Chcę wam powiedzieć jeszcze jedną rzecz . Życie jest przygodą w którym nie ma żadnej gwarancji. Jedyną gwarancją jest Słowo Boże. Życie jest przygoda , piękną przygodą , razem z Jezusem i Maryją. Dziękuję wam wszystkim, dziękuję Jezusowi i Maryi.

Tłumaczył: Dzieckonmp

Posted in Cuda, Medziugorje, Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: , , | 43 Komentarze »

Świadectwo Marka

Posted by Dzieckonmp w dniu 10 Maj 2013


Jakieś 1,5 roku temu pisałem na tym blogu po raz pierwszy, i muszę powiedzieć, że od tego czasu zmieniło się baaardzo dużo:) na początku pragnę podziękować temu, który zamieszcza tu te orędzia i ten blog prowadzi, uratowałeś mnie! Byłem w swoim życiu na rozdrożu..w zasadzie nie, byłem już na drodze do piekła, a diabeł mnie nie odpuszczał na krok, już miał dla mnie miejsce gotowe, na wieczne potępienie. Dzięki temu blogowi zacząłem zadawać sobie pytania, zacząłem się modlić, bo Bóg zesłał na mnie kupę problemów, abym zwątpił w swoją sztuczną i pyszną pewność siebie, abym mógł w końcu zajrzeć w głąb swojego serca i swojej duszy. Te wszystkie trudności życiowe spowodowały, że zacząłem od koronki..jaki zawód przeżył diabeł! Po tygodniu odmawiania, a odmawiałem koronkę przed snem, tak przycisnął mnie do poduszki, że myślałem, że już po mnie, że się uduszę!!! Wezwałem w myślach Boga o pomoc i w tym momencie niesamowicie silny ucisk zniknął. To przeżycie dało mi do zrozumienia, że idę w dobrym kierunku, nie od razu nastąpiła przemiana. Wszystko odbywało się małymi krokami. (Na blog od ponad roku zajrzałem dopiero parę dni temu.). Zaczęliśmy z żoną wspólne modlitwy, które poukładały nam sprawy między nami, zbliżyły nas do Maryi, Jezusa. Co za cudowne uczucie! Myślę, że przełomów było kilka, najpierw jeden w czasie spowiedzi, kiedy ksiądz powiedział mi (niech mu Pan błogosławi), że aby Jezus mógł coś działać, trzeba faktycznie coś w sobie zmienić, poprawa musi być szczera. Wtedy zawarłem z moim Przyjacielem, Jezusem układ, że zrezygnuję z paskudnych nawyków, to był jeden przełom, za który Jezus odpłacił mi kolejną łaską zbliżenia z Panem. Co pewien czas odmawiamy z żoną litanie do Ducha św, Loretańską, odmawiam różaniec, koronkę. Zawsze bliską postacią był mi św. Ojciec Pio, zawsze nauczania św. Franciszka również było mi bliskie, podświadomie lubiłem tych świętych ich sposób modlitwy był moim sposobem. Kolejny i ostateczny przełom nastąpił tydzień temu, kiedy postanowiłem wysłać mojego Anioła Stróża, do św. Ojca Pio, aby powiedział mu, że od tego momentu jestem pod jego opieką, jestem jego owieczką, że proszę o jego opiekę. Znów przeżyłem coś szczególnego, nagle zaczęło brakować mi tchu, serce biło mi jak szalone. Myślę, że wtedy moje serce prawdziwie i w całości otworzyło się na Boga, w końcu czuję harmonię i chciałbym aby nigdy nie została naruszona. Pragnę Boga i pragnę być jeszcze bliżej niego. W momencie kiedy oddech wrócił mi do normy i serce mi się uspokoiło poczułem ulgę, a Pan zapytał mnie “czy chce umrzeć”. Nie zasłużyłem na taką łaskę, jestem przecież grzesznikiem, a moje życie to pasmo grzechów i obrażania Pana, za które teraz mi przykro. W momencie kiedy to pytanie przeszło przez moje myśli powiedziałem, że nie..bo nie potrafiłbym zostawić mojej żony z tym wszystkim, nie byłbym szczęśliwy, gdybym miał zostawić. Pan na pewno mnie zrozumiał, a dopiero wczoraj wpadłem na to, aby Mu podziękować:) Bo wcale pytać nie musiał, i mógł mnie zabrać do siebie, o ile jestem tego godzien. Dziękuję za te słowa prawdy, które tu przeczytałem, moja osoba, moje nawrócenie jest prawdziwym cudem, szczerym, pięknym cudem. Oby mój przykład wszystkich innych napełnił wiarą i nadzieją, trwajcie mocni. Dzisiaj jak odmawiałem różaniec, diabeł cały czas mi przeszkadzał i się ze mnie śmiał, ale ja jestem już za mocny na niego i tyle mu zostało!

Posted in Świadectwa | Otagowane: | 132 Komentarze »

Nawrócenie na Festiwalu Młodych w Medziugorju

Posted by Dzieckonmp w dniu 23 kwietnia 2013


Łukasz ′Bęsiu′ Bęś jeszcze 7 lat temu kradł i brał narkotyki. Ale nawrócił się. Jak mówi – dzięki pielgrzymce do Medjugorie. Dziś jest odpowiedzialnym Mężem i Ojcem. Zachęca polską młodzież do rezygnacji ze złego stylu życia, grając chrześcijański rap. Swój przekaz adresuje do mieszkańców biednych dzielnic. Przemawia do swoich rówieśników językiem blokersów. Zachęca do zerwania z narkotykami, kradzieżami, chcąc uchronić innych przed podobnym losem do swojego. Jego muzyka również broni Rodziny i zachęca do odpowiedzialnego Ojcostwa.

O odkrywaniu Chrystusa

To był bardzo ciekawy proces w moim życiu. Jako czternastoletni chłopak „zbuntowałem się”. Zacząłem spotykać się z kumplami starszymi od siebie, od których często nie wyciągałem nic dobrego. Zacząłem brać narkotyki. Począwszy od marihuany, przez amfetaminę po mocniejsze specyfiki. Nie widziałem sensu życia, myślałem tylko o tym, jak zdobyć kolejną „działkę”. Zaczęło dochodzić do kradzieży, aby zdobyć narkotyk. Dzięki litości nauczycieli przechodziłem z klasy do klasy. Moi koledzy posuwali się zbyt daleko i dostawali wyroki. Dziś są w więzieniach.Cieszę się, że mnie to nie spotkało chodź byłem blisko.

Kilka lat wcześniej moja mama nawróciła się, będąc na pielgrzymce w Medjugorie.
Moja babcia była wcześniej bardzo chora i lekarze dawali jej 8 miesięcy życia. Mama modliła się w jej intencji na pielgrzymce w Medjugorie. Kiedy wróciła, moja babcia żyła jeszcze 8 lat. Lekarze łapali się za głowę. Kiedy mama wróciła do domu z pielgrzymki, zupełnie nie wiedziałem, co się dzieje. Zaczęła mówić nam o Bogu, o tym, że go spotkała. Obiecała nam, że pojedziemy kiedyś tam razem z Nią.

W 2006 roku mama zapisała mnie na pielgrzymkę do Medjugorie. Zachęcała mnie, że zobaczę Adriatyk, będą to niezłe wakacje. Co roku w dniach od 1 do 7 sierpnia w Medjugorie jest Festiwal Młodych. Już po wejściu do autokaru czułem się zażenowany. Kilkanaście babć, które odmawiają różaniec. Gdzie ja wsiadłem? Nie chciałem z nimi jechać. Przetrwałem.
Kiedy wysiedliśmy w Medjugorie na początku czułem się, jakbym tylko ja nie wiedział, o co chodzi. Dziewczyny i chłopaki z różańcami w rękach, ludzie śpiewają, tańczą, modlą się do Boga. Młodzi, starzy. Trochę się zaniepokoiłem. Pomyślałem, że mam do czynienia z mocno nawiedzonymi ludźmi.Marzyłem o Adriatyku, a tutaj widzę tańczących młodych ludzi śpiewających „Hosanna”. Nie wierzyłem w Boga i chciałem kogoś poznać. W pierwszym dniu podbiegła do mnie dziewczyna z Jeleniej Góry. Osłupiałem. 40 000 ludzi, a tu podbiega do mnie dziewczyna z mojego miasta? Na drugi dzień śpiewała piosenkarka Tatiana z Chorwacji. Bardzo chciałem mieć jej album, ale mieliśmy wyliczone pieniądze na każdy dzień. Po koncercie Tatiana podeszła do mnie i mojej siostry, dała nam swoje 2 płyty z autografami i adres mailowy. Osłupiałem po raz kolejny. W trzecim dniu festiwalu przeżyłem coś niesamowitego. Podczas wieczornej adoracji patrzyłem na ludzi, którzy uwielbiają Boga. Bardzo się dziwiłem. Czułem, że mają coś czego ja nie mam. Są szczęśliwi! Ja żeby być tak szczęśliwy musiałbym wypalić dużo marihuany… Do kogo oni śpiewają? Postanowiłem dłużej nie milczeć. Zacząłem krzyczeć do Boga: „Jeżeli istniejesz to mi to pokaż, bo nie wierzę!”. W tym momencie stało się coś bardzo dziwnego. Przez wiele lat ludzie przeze mnie płakali, gdy ich raniłem. Moja własna matka wylała tony łez przeze mnie.W momencie adoracji sam zacząłem płakać. Moja mama klęcząc obok mnie, cieszyła się bardzo. Dziś wiem, że Jezus przyszedł do mnie w darze pokoju. Oczyścił mnie z mojego egoizmu, grzechu i niedowiarstwa. Postanowiłem pójść do spowiedzi. Bałem się, że ksiądz ucieknie, słysząc, co poczynałem.Na szczęście nie uciekł.Po godzinnej spowiedzi czułem się tak jak te 40 000 ludzi. Wiedziałem, po co tu jestem i dla kogo jestem.Czułem, że odnajduję sens.Po powrocie do domu kumple namawiali mnie na narkotyki(Śmiali się, żę zwariowałem i idę na Papieża) Odmawiałem im skutecznie, uczestnicząc codziennie z siostrą we mszy świętej.Trafiłem do Wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym, w której formowałem swoją duchowość i kontakt z Bogiem.Polecam wszystkim, aby chętnie przyłączali się do wspólnot. To bardzo umacnia decyzję trwania przy Chrystusie.

Poczatki z muzyką

Od 2006 roku czułem, że nie moge miliczeć. Zacząłem rapować o Bogu. Nagrywałem konsekwentnie nowe utwory mówiące o mojej przeszłości i o Jezusie który ją zmienił. Dziś mam na koncie 4 albumy. Będąc w Londynie pracowałem nad drugą płytą. Wystapiło na niej 18 raperów z USA, Kanady, Jamajki, Karaibów. Dziś Jeżdzę po szkołach, placówkach opiekuńczych oraz więzieniach gdzie koncertuje i daję świadectwo. Moje główne przesłanie jest do ludzi mocno zagubionych i poszukujących. Młodzi ludzie słuchający rapu lubią świeże, oryginalne kawałki. Ja staram się robić rap bezkompromisowo, aby zachęcić ich do wybrania Chrystusa. Nie zależy mi na tym, aby ludzie chwalili mnie jako rapera. Pragnę, aby przez moją muzykę spotykali się z Bogiem. To jest podstawa. Liczę na to, że coraz więcej młodych ludzi będzie wybierało dobro i wzbudzi się w nich pragnienie Nieba po śmierci.

Bęsiu – znany w Polsce raper z Jeleniej Góry. Jest Mężęm i Ojcem. Od 7 lat zajmuje się muzyką w której silnie broni Rodziny i chrześcijańskich wartości. Ma na swoim koncie 4 płyty. Jest zapraszany do ogólnopolskich stacji radiowych i telewizyjnych, udziela również wywiadów w prasie i internecie. Jego teledyski (Fanatyk, Nie opuszczaj ich) miały swoje premiery w telewizji TVP 1 („Między ziemią a niebem”), Dzień dobry TVN oraz TVP2 (,,Pytanie na śniadanie”). Współpracuje z raperami z całego świata. Na jego drugim albumie ′Paruzja′ pojawiło się 18 gości z USA, Kanady, Jamajki, Karaibów, Kanady, Hiszpanii, Bahama. Album był bardzo pozytywnym zaskoczeniem dla ludzi podążających za oryginalnością. Ma na swoim koncie ponad 200 koncertów w Polsce i za granicą, doświadczenie w prowadzeniu zajęć w szkołach, placówkach opiekuńczych.

Muzyka:

Występy w Telewizji:

https://www.youtube.com/watch?v=SzKfaxs6kh0 (Dzień Dobry TVN)

https://www.youtube.com/watch?v=77QHjBA-A0M (TVP2 ,,Pytanie na śniadanie”)

http://www.youtube.com/watch?v=JojcNWJ6Hxw (TVP1 ,,Między ziemią a Niebem”)

Teledyski:

http://www.youtube.com/watch?v=lr5xDuLlqLQ (Bęsiu – Nie opuszczaj ich)

Utwór broni Rodziny i dzieci. Bęsiu jest Ojcem chrzestnym dwójki dzieci, których ojcowie wyrzekli się odpowiedzialności. Piosenka zachęca przyszłych oraz teraźniejszych tatusiów do odpowiedzialnego ojcostwa.

http://www.youtube.com/watch?v=W7KzTHayy04 (Bęsiu – Fanatyk)

Utwór radykalnie mówi o przynależności Bęsia do Chrystusa. Zachęca również do wybrania Go w swoim życiu.

http://www.youtube.com/watch?v=iwPrEkxrYeY (Bęsiu – Grzechy)

Utwór mówi o sile grzechu.Jak bardzo potrafi on zatruć nasze wnętrze i nasz świat. Bęsiu zachęca do wyzwolenia się z Niego i powrotu do Boga.

Źródło: centrummedjugorje.pl

Posted in Medziugorje, Świadectwa | Otagowane: , | 42 Komentarze »

Piękne swiadectwo 14-latki

Posted by Dzieckonmp w dniu 10 lutego 2013


„Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże.  Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego”.

To ja może powiem coś od siebie.
dziec1Mam 14 lat i na te Orędzia trafiłam w maju 2012 roku, ale może zacznijmy od początku.
W mojej rodzinie wszyscy są chrześcijanami, jednak u mnie w domu nie mówi się o Bogu, jedyne co to wszyscy chodzimy na Msze Św. niedzielne i w święta, chodzimy do spowiedzi itd. Jednak nigdy nie było zwyczaju rozmowy o Bogu – był to tak jakby temat tabu, nie wiem czemu. Myślę że brakowało mi takiej prostej rozmowy i dlatego szukałam jakiejś drogi, choć może to dziwnie brzmi z ust 14-latki, ale zawsze chciałam być świadkiem czegoś wyjątkowego. Czułam że będę kiedyś w jakiś sposób potrzebna Bogu. Zawsze marzyłam żeby zobaczyć Niebo, nie wiem czemu, tak jakoś, dlatego na wszelkie sposoby dążyłam do tego, aby jak najwięcej dowiedzieć się o Bogu. Lubiłam czytać wszelkiego rodzaju objawienia, potrafiłam wytrzymać w modlitwie Tajemnicą Szczęścia (z tego co pamiętam to było to chyba 12 modlitw od św. Brygidy?)prawie 4 miesiące, co myślę że i tak jest dobrym wyczynem ( było to jakieś 2 lata temu). Ciągle szukałam tego kontaktu z Bogiem, tej radości. Pewnego razu przeglądając komentarze pod jednym z wpisów na jakimś portalu internetowym znalazłam komentarz z treścią jednego z orędzi ( to dotyczące III WŚ) i poczułam coś bardzo dziwnego, taką radość – od razu wiedziałam że nie mogę od tak przejść obok nich. Weszłam na stronę, gdzie były one podawane i przeczytałam parę innych wiadomości, czułam miłość jaka z nich płynie. Nigdy tego nie zapomnę. Najbardziej pamiętam jak czytałam Pieczęć Boga Żywego po raz pierwszy. To było naprawdę wspaniałe uczucie. Czułam miłość, radość – wszystko jednocześnie. Z czasem już weszło mi w nawyk czytanie tych orędzi. Nie mogłam doczekać się następnego. Szły wakacje, więc miałam trochę więcej czasu na takie przemyślenia, co do tych Orędzi. Nadal modliłam się. Raz czułam radość, miłość, czasem, kiedy robiłam to pospiesznie nie odczuwałam tego (stwierdziłam że trzeba to robić ze skupieniem i bez pośpiechu). Czasami siedząc w szkole czułam tak jakby ktoś przytulał mnie z wielką miłością. Czasem nachodziły mnie myśli czy to wszystko jest prawdziwe, ale zazwyczaj dochodziły po jakimś czasie. W tedy więcej się modliłam, prosiłam aby to odeszło. Kiedy poszłam do szkoły nie miałam tak dużo czasu, aby poświęcić Bogu i czułam, że jak modlę się w pospiechu, byle jak takie “klepanie” to ta miłość odchodziła, ale kiedy przez dłuższy czas znów zaczynałam robić to powoli i sumiennie wszystko wracało do normy. W którymś z Orędzi nakazano, aby mieć ze sobą poświęcony krzyż św. Benedykta. Ja niestety nie miałam takiego i nie wiedziałam skąd go wziąść, gdyż nikt u mnie w domu nie wiedział o tym, że czytam te Orędzia. Postanowiłam poczekać. Pewnego dnia ksiądz od religii przywiózł dla każdego takie małe krzyżyki poświęcone na Jasnej Górze. To było naprawdę fajne, tak jakby Bóg wiedział, że go potrzebuje. Po dłuższym czasie czytania Orędzi taka pustka, którą próbowałam wypełnić zniknęła. Mogłabym jeszcze długo pisać o moich historiach dot. Orędzi, ale myślę że jest dużo osób, które pokochały te Orędzia i mogą świadczyć o miłości jaka z nich płynie. Nie rozumiem czemu tak wiele podchodzi do nich z taką nienawiścią.

Mn

W tym czasie uczniowie podeszli do Jezusa i zapytali: „Kto należy do większych w królestwie niebieskim?” On przywoławszy dziecko, postawił je wśród nich  i powiedział: „Oświadczam wam: jeśli się nie zmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.  Kto zatem uniży się jak to dziecko, ten będzie należał do większych w królestwie niebieskim.  A kto przyjmie jedno takie dziecko ze względu na moje imię, mnie przyjmuje.  Uważajcie, by nie gardzić żadnym z tych małych; bo zapewniam was, że ich aniołowie patrzą bez przerwy w niebie na oblicze mojego Ojca, Tego w niebie.

Posted in Orędzia Ostrzeżenie, Świadectwa | Otagowane: | 78 Komentarzy »

Świadectwo Beaty – orędzia ostrzeżenie zmieniły moje zycie

Posted by Dzieckonmp w dniu 25 stycznia 2013


ziemiaWitam wszystkich blogowiczów i admina. W maju 2012r natknęłam się w komentarzach odnośnie artykułu dotyczącego wykradzenia dokumentów z Watykanu, na fragment Orędzi Ostrzeżenie. Pierwszą moją myślą było to, że są to kolejne wizje nawiedzonego proroka, a do tego mieliśmy słynny 2012r, jednak coś ciągle skłaniało mnie ażeby zerknąć w treść tych przekazów. W tym samym czasie rozpoczęłam czytanie pańskiego bloga, na który obecnie zaglądam kilka razy dziennie. Jest to jedyna strona, którą odwiedzam regularnie. Pamiętam czerwiec i ataki osób z innego bloga zarówno na Pana admina, jak i na Orędzia, a teraz mam wrażenie, że historia się powtarza(mam na myśli ataki na Orędzia). Wracając do samych Orędzi. W moim przypadku, po przeczytaniu wszystkich przekazów tj. od 2010r, stwierdziłam, że tak naprawdę, mimo iż jestem katoliczką byłam bardzo daleko od Boga. Moje “nawrócenie” jeśli można tak powiedzieć przebiegło w ekspresowym tempie. Odbyłam trzy spowiedzi życia, nie wyobrażam sobie aby nie iść na Mszę Św. w niedzielę, wcześniej znajdywałam powody i usprawiedliwienia, tak naprawdę dla mojego lenistwa. Nie codziennie, ale często staram się chodzić na Mszę w tygodniu. Codziennie odmawiam Koronkę do Bożego Miłosierdzia, Różaniec Św. i Modlitwy Krucjaty, które podzieliłam na kilka części. Pokochałam Boga jak nigdy wcześniej, wręcz czuję się winna temu,że nastąpiło to dopiero teraz, że straciłam tyle lat. Orędzia to dla mnie ogromna nauka miłości do Boga, do bliźniego, nauka pokory, której mi niejednokrotnie brakowało, wreszcie wskazówki na nadchodzące czasy. Nie będę się wypowiadać na temat czy są one prawdziwe czy też nie, bo wszystkie osoby, które je czytają wiedzą, że nie nam je osądzać lepiej zamilknąć. Jedyne co powiem odnośnie mojej osoby, to to, że przyniosły one bardzo dobre owoce. ”Są też i gorsze strony” mojego nawrócenia. To w cudzysłowiu oczywiście, dlaczego. Ano dlatego, że to, że więcej się modlę na początku denerwowało mojego męża. Wielokrotnie słyszałam, że chcę z siebie zrobić świętą, że dziwaczeję, że nic tylko myślę o końcu świata, chociaż było zupełnie inaczej, że mam nie mącić dzieciom w głowach. Teraz mogę powiedzieć, że przyzwyczaił się do tego, ale podczas np. sprzeczki i tak słyszę o swojej świętości. Orędzia mnie zmieniły całkowicie. Wystrzegam się oceniania innych, wystrzegam się grzechów, które wcześniej niejednokrotnie nie uważałam nawet za grzech, nie wspomnę już o wartościach materialnych, które straciły dla mnie całkiem sens. Najważniejsze to to, że Pan Bóg jest dla mnie żywym Bogiem, z którym mogę rozmawiać, któremu się mogę pożalić i dzięki któremu osiągnęłam niesamowity spokój duszy. Oczywiście tak jak i zapewne wielu z blogowiczów mam podobne doświadczenia, gdy chodzi o rozpowszechnianie tych Orędzi innym. Wielu pewnie uważało mnie za osobę niespełną rozumu, lub “nawiedzoną”, patrzyli na mnie i albo się uśmiechali, albo w ogóle nie odzywali,albo potraktowali jak świadka jehowy. Być może, że był to mój błąd w sposobie przekazywania tego czego dotyczy treść Orędzi, bądź wynikało to z tego, że na początku chyba trochę traktowałam je jak sensację i może tak też to traktowali odbiorcy. Teraz czytam je powtórnie, zwracam uwagę na to co wcześniej wydawało mi się mniej istotne, ale nadal jest to dla mnie przepiękna nauka Pana Boga. Teraz już nie interesują mnie opinie księży, dałam nawet naszemu proboszczowi Orędzia dla przeczytania, ale odniosłam wrażenie, że nie przeczytał wszystkich miesięcy, które miał wydrukowane, stwierdził tylko, że owszem są bardzo ciekawe i to tyle. Może powiem jeszcze o jednym, gdyż jakiś czas temu na blogu ktoś pytał o stanowisko kapłanów odnośnie Orędzi. Na samym początku podczas spowiedzi spytałam księdza czy jest grzechem czytanie nie uznanych przez Kościół przekazów . Dał mi myślę bardzo mądrą radę, a mianowicie, “jeśli pani je czyta i się pani nie boi, to niech z nich pani czerpie co najlepsze i niech tak pani żyje. Niech się pani czytając je kieruje swoim sercem ” Tak właśnie robię. Chciałabym się odnieść jeszcze do jednego. Zauważyłam, że Orędzia, bardzo chętnie oceniają osoby, które chyba tak naprawdę nie znają ich treści w pełni, jedynie pobieżnie, wybiórczo cytują jakieś zdania, wyrwane z kontekstu niejednokrotnie, uznawając je tak łatwo za fałszywe. Dzisiejszy dzień jest tego dobrym przykładem, myślę tu o orędziu z 18.01.2013, ale jeszcze bardziej drażniło mnie gdy jedna z osób twierdziła stanowczo, że Pan Bóg narzuca nam wręcz prośbę o odmawianie Modlitw Krucjaty, jak gdyby były ważniejsze od Koronki do MB czy Różańca Św. Dla wszystkich tych osób informacja. W przekazach niejednokrotnie Pan Jezus, Matka Boża prosili o odmawianie tych modlitw jako najważniejszych, ratujących nie tylko pojedyńcze dusze, ale i całe narody. Jeśli nie czytaliście, sprawdźcie proszę. Przekaz 05.02.2012- Kiedy odmawiacie Różaniec,możecie uratować swój naród, modlitwa Różańca jako Modlitwa Krucjaty 26 . Kolejne, prośby o odmawianie bądź Koronki, bądź Różańca, bądź obu : 13.06.2011, 20.12.2010, 13.11.2010, 15.11.2010, 28.12.2010, 16.11.2010, 21.11.2010, 26.11.2010, 24.01.2011, 28.01.2011, 04.05.2011, 10,05.2011, 11.05.2011, 13.05.2011, 05.03.2011, 18.03.2011, 04.04.2011, 15.04.2011, 31.05.2011, 16.04.2011, 17.04.2011, 23.04.2011, 30.04.2011, 13.06.2011, 25.06.2011, 05.07.2011, 10.07.2011, 20.07.2011, 23.07.2011, 28.07.2011, 01.08.2011, 10.08.2011, 19.08.2011, 05.09.2011, 22.09.2011, 05.10.2011, 07.10.2011, 15.10.2011, 21.10,2011, 27.10.2011, 09.11.2011, 29.11.2011, 29.12.2011, 12.01.2012, 25.01.2012, 30.01.2012. To tylko do stycznia 2012r, resztę miesięcy polecam prześledźcie sami może wtedy nie będziecie pisać nieprawdy. A tak nawiasem mówiąc to wciąż nasuwa mi się pewna myśl. Dziwne są drogi kuszenia szatana i sprowadzania ludzi na złą drogę. Jeśliby wciąż namawiał do odmawiania Koronki do Bożego Miłosierdzia i Różańca Św. w co drugim, trzecim przekazie to chwała mu za to. Niech nawraca dalej. Panie Adminie nigdy niech Pan nie rezygnuje z zamieszczania Orędzi, kto nie chce nie musi czytać, każdemu Pan Bóg dał wolną wolę. Pozdrawiam, życzę spokoju i jak najwięcej czytelników.

Beata

Posted in Orędzia Ostrzeżenie, Świadectwa | Otagowane: , | 88 Komentarzy »

„Historia Michała” – Bóg ciągle przemienia ludzkie życia

Posted by Dzieckonmp w dniu 21 stycznia 2013


„Historia Michała” to krótki film opowiadający o Bożej mocy w życiu młodego człowieka. Michał był DJ (disc jockey) uwielbiał dyskoteki techno, narkotyki i szybkie życie. Ale tą pustkę w nas którą wypełnić może tylko Jezus
nie wypełni nic i nikt. Bóg Go zmienił, bo po spotkaniu z Jezusem nie można pozostać takim samym.
Michał mieszka w Vancouver w Kanadzie, dalej tworzy muzykę, i to właśnie jego muzykę użyliśmy w tym filmie.

Kliknij w obrazek

Michał

Posted in Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: | 3 Komentarze »

Świadectwo Łukasza ze wspólnoty Cenacolo

Posted by Dzieckonmp w dniu 30 grudnia 2012


Mam na imię Łukasz. Mam dwadzieścia dziewięć lat i pochodzę z Polski. Aby opowiedzieć wam moją historię zacznę od momentu, kiedy byłem dzieckiem. Wraz z rodziną przeprowadziliśmy się do Kanady, wierząc, że nasze życie poprawi się pod względem ekonomicznym. Moi rodzice starali się dużo pracować, aby odbudować życie po okresie komunizmu w Polsce. Robili wszystko, aby nami nic nie brakowało, pomimo tego całe nasze rodzeństwo cierpiało z powodu rzadkiej obecności rodziców w domu. Prawdą było, że finansowa sytuacja w domu jest lepsza, jednak nie czuło się już modlitwy i jedności pomiędzy nami. Zaczynałem czuć samotność i zamykać się w sobie, dlatego spróbowałem  odnaleźć radość poza mną: rzeczy materialne zaczęły być ważniejsze od wszystkiego, również od mojej rodziny. Egoizm wzrastał we mnie i w końcu przestałem dzielić się czymkolwiek z moimi braćmi. Zacząłem kłamać i uciekać od obowiązków, które miałem w domu, pragnąłem tylko rozrywki, ale również i ona nie wystarczała. Pomału pustka wewnątrz mnie była coraz większa. Z czasem moje kłamstwa stawały się coraz większe, a moje “doświadczenia” w złu coraz silniejsze. Na początku kradłem alkohol od moich rodziców aby zabawić się z moimi znajomymi. W wieku piętnastu lat zacząłem palić pierwsze jointy, potem… coraz więcej. Byłem chłopakiem zagubiony. Nie wiedziałem już sam kim jestem, bo największe kłamstwa wmawiałem samemu sobie, nie akceptowałem moich słabości i nie wiedziałem z kim mogę porozmawiać. Kłamstwa, którymi żyłem sprawiały, że byłem jeszcze bardziej zamknięty w sobie, nieśmiały i smutny i nie wiedziałem dlaczego tak jest. Na końcu nawet narkotyki mi nie wystarczały! Osądzałem i obwiniałem wszystkich, a moich błędów nie widziałem nigdy. Doszedłem do momentu, że nie chciałem wychodzić z łóżka, nawet gdy już nie spałem: byłym sparaliżowany, pełen strachu i paranoi, bez najmniejszej ochoty do robienia czegokolwiek. Moja mama widziała, że ze mną jest coś nie tak i próbowała mi pomóc, jednak ja udawałem, że nie potrzebuję żadnej pomocy. Zmieniałem kilka razy pracę, zawodząc za każdym razem tych, którzy kochając mnie wierzyli, że moje sprawy poprawią się. Mój smutek pogłębiał się. W końcu poprosiłem moją mamę o pomoc, ponieważ nie wiedziałem już co mam robić. Z nią jeździłem do wielu psychologów i lekarzy, którzy starali się mi pomóc przepisując przede wszystkim różne lekarstwa. Leki jednak nie były w stanie usunąć bólu, który miałem głęboko w sercu. Moja sytuacja pogarszała się coraz bardziej: nie potrzebowałem lekarstw, ale zdyscyplinowanego życia w świetle, spotkania z miłością, która uzdrowi rany mojej duszy. Dzisiaj wiem, że potrzebowałem Boga!
Po kilku latach dzięki pomocy jednej z moich ciotek, poznałem Wspólnotę Cenacolo. Na początku pomyślałem o Cenacolo jako o miejscu, gdzie mogę uciec od wszystkich moich przygniatających mnie problemów! Byłem wciąż młodym, który pragnie uciekać od trudności. Ale już od pierwszego dnia pobytu zobaczyłem, że nie mogłem więcej uciekać. Pomogli mi w tym przede wszystkim chłopcy, począwszy od mojego “anioła stróża”, chłopaka, któremu zawierzono mnie w opiekę i który mnie tak prowadził, abym czuł się przyjęty i ugoszczony jak w domu. Mój “anioł stróż” zajął  miejsce mojego ojca, od którego uciekałem całe życie. Musiałem przebywać z nim, choć miał nie tylko charakter podobny do mojego ojca, ale również to samo imię! To był pierwszy sygnał od Ducha Świętego, który pragnął mi powiedzieć, że powinienem zmierzyć się z moim trudnościami. Przez pierwsze miesiące cierpiałem z powodu nie akceptowania siebie samego, ponieważ słyszałem ciągle prawdę o sobie, której już długie lata nikt mi nie mówił. Pośród chłopców odnalazłem jedność w modlitwie, pracy i przyjaźni, we łzach i radości. Pomału zacząłem zmieniać się robiąc duże kroki, nareszcie do przodu, w kierunku światła: pierwsze obowiązki w domu, opowiadanie o moim życiu, świadectwa, pomagały mi docierać do mojego wnętrza i odkrywać korzenie mojego smutku. Zacząłem przebaczać sobie i akceptować kim jestem naprawdę. Popełniałem błędy, doświadczałem słabości i upadków, ale dzięki przyjaciołom oraz modlitwie nauczyłem się powstawać. Chłopcy ze wspólnoty pokazywali mi jak żyć w zaufaniu do Bożej Opatrzności. Uczyłem się rozpoznawać każdego dnia Bożą dobroć, widzieć Jego obecność w codziennych sytuacjach, przekonywałem się o tym na własnej skórze. Mogłem doświadczyć, że Bóg jest dobrym Ojcem, że opiekuje się swoimi dziećmi, również tymi zagubionymi, do których należałem i ja. Zmieniłem się również bardzo w relacji z moim ojcem, ponieważ Wspólnota zaproponowała mi bycie “aniołem stróżem”. Sytuacja odwróciła się – teraz jako “anioł stróż” pomagałem nowo przybyłemu  chłopakowi. Zrozumiałem dzięki temu jak wiele nacierpiał się ze mną mój ojciec, ale przede wszystkim jak bardzo mnie kochał. Zrozumiałem również, że prawdziwa miłość zawsze przechodzi przez krzyż! Dziś w relacji z moim tatą czuję przyjaźń i prawdę, jakich wcześniej nigdy nie było. Odnalazłem w moim życiu ład i dyscyplinę, których mi brakowało. Zrozumiałem, że prawdziwa radość przychodzi po cierpieniu. Wspólnota stała się i jest dla mnie siłą, która pomaga mi w życiu wydobyć ze mnie to co najlepsze. Dziś jestem szczęśliwy, że żyję oraz, że jestem częścią tej wielkiej rodziny.

Źródło: comunitacenacolo.it

Posted in Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: | 113 Komentarzy »

Świadectwo nawrócenia czytelniczki bloga dzieckonmp

Posted by Dzieckonmp w dniu 24 października 2012


Urodziłam się w katolickiej rodzinie. Na niedzielną msze świętą chodziłam od czasu do czasu. Jak już się wybrałam to myślałam o różnych innych rzeczach i nie rozumiałam mszy świętej. Myślałam, że komunia św.to tylko symbol, pamiątka.

Moja najbliższa rodzina nie dawała mi szczęścia i poczucia miłości. Z dzieciństwa pamiętam awantury, agresję ze strony ojca i strach przed nim. Szkoda było mi mojej mamy, kiedy patrzyłam jak cierpi przez mojego tatę. Kiedyś nawet doradzałam Jej rozwód. Mój tato dużo mówił w domu o seksie a mnie wychowywano chwaląc jedynie z ładny ubiór czy urodę. Wmówiłam sobie, że nic nie jestem warta i jedynym moim atutem jest uroda. Rodzice nie rozmawiali z nami na temat wiary czy naszych uczuć. Miałam niskie poczucie własnej wartości i bardzo chciałam aby rodzice byli ze mnie dumni. Postanowiłam zostać modelką. Jednak zamiast trafić do normalnej agencji trafiłam na zboczeńca, który mnie wykorzystał. Nie udało mi się zrealizować swoich marzeń ale teraz wiem, że wtedy Bóg mnie chronił. Cieszę się, że nie dopuścił do tego mimo, że Go o to prosiłam. Gdyby mnie posłuchał na pewno bym się stoczyła.

Szybko się zakochiwałam. Szukałam ciepła ale najbardziej akceptacji. Moja młodość to pasmo popełnionych błędów i poszukiwania miłości i akceptacji. Kiedy poznałam mojego męża wydawało mi się, że w końcu znalazłam to czego szukałam. Dał mi tyle ciepła i miłości, w końcu czułam się taka szczęśliwa i bezpieczna. Niestety zaraz po ślubie mój mąż zachorował na ciężką nerwicę. Jak bardzo czułam się zdradzona i nieszczęśliwa kiedy mąż zaczął być agresywny wobec mnie. Myślałam, że wraca ten sam koszmar, od którego chciałam uciec z domu rodzinnego. Czasem wolałam już nie żyć i myślałam, żeby sobie coś zrobić. Choroba nie pozwoliła na utrzymywanie naszej bliskości i doprowadziła Go do takiego stanu kiedy nie mógł wstać z łóżka a ja musiałam Go zamknąć w szpitalu psychiatrycznym. Ciągle miałam myśl w głowie, że spotkało mnie to przez moje grzechy cielesne popełnione w młodości i muszę za nie odpokutować. Po długim leczeniu udało się Mu wyzdrowieć i nasze życie uległo stabilizacji. Wtedy skupiłam się na pracy. W tamtym okresie stała się dla mnie najważniejsza. Ponownie próbowałam udowodnić sobie swoją wartość i dając z siebie wszystko popadałam w skrajności. 

Jakiś rok temu przypadkiem trafiłam w internecie na orędzia od MBM. Od kiedy zaczęłam je czytać ujęła mnie w nich ogrom miłości, czułości i troski. Coś się zadziało w moim sercu bo codziennie ciągnęło mnie do tych świętych orędzi. Po przeczytaniu jednego z orędzi czułam ciepło w sercu, poczułam, że Jezus mnie kocha, więc jak mogłabym przestać je czytać skoro całe życie szukałam miłości ? Zrozumiałam, że Jezus umarł też za mnie. Bóg uświadomił mi popełnione grzechy. Płakałam nad swoją nędzą i głupotą kiedy zmawiałam modlitwy św. Brygidy.Wtedy stał się mój mały pierwszy cud. Kiedy tak klęczałam i płakałam poczułam jakby Jezus stał za mną i czule mnie przytulał. Poczułam, że mi wybacza i kocha mnie bezwarunkowo.

Podczas modlitwy o uzdrowienie wybaczyłam moim rodzicom i mężowi tą agresje którą mnie doświadczyli. Wyzbyłam się nienawiści, złości i agresji , którą w sobie tłumiłam. Już nie jestem nerwusem, złośnikiem a jestem spokojną pogodną osobą. Nawet jeśli bliscy sprawiają mi przykrość to staram się nie wybuchać. Wszystko dla Jezusa !

Mój mąż również powrócił do Boga, chodź na początku dziwnie na mnie patrzył kiedy nagle zaczęłam spędzać ok. pół godziny dziennie na modlitwie. Po pewnym czasie i on zaczął się więcej modlić.

Krok po kroku Jezus mnie odmieniał. Odbyłam kilka spowiedzi z całego życia. Wyciągnęłam dawno schowany krzyżyk i zaczęłam nosić na szyi. W pokoju powiesiłam obraz z wizerunkiem Pana Jezusa. Od roku jestem na każdej niedzielnej mszy świętej ( nawet jeśli jestem chora) i uczestniczę z radością i dziękczynieniem w eucharystii. Msza św. przestała być dla mnie obowiązkiem a radością, chcę spotkać się z Jezusem. Codziennie odmawiam Koronkę do Miłosierdzia Bożego oraz krucjaty modlitwy.Mam dużo obowiązków, dlatego wykorzystuję wolne momenty w ciągu dnia na modlitwę np. kiedy jadę do pracy, idę czy wykonuję coś co nie zaprząta mi umysłu. Staram się nie tracić czasu na oglądanie tv czy inne przyjemności. Wolną chwilę przeznaczam na modlitwę albo czytam religijne książki aby nadrobić brak wiedzy. Często też zaglądam na bloga dzieckonmp, gdyż znajduję tu wiele ciekawych informacji i pokrzepiających komentarzy. Mam nieustanne pragnienie służyć Jezusowi i tak postępować w życiu aby być bliżej Jego Najświętszego Serca. Chcę zasłużyć na jego miłość. Wiem, że On już mnie kocha ale czuję potrzebę aby tak właśnie postępować.

Prawie codziennie dziękuję Bogu, że dał mi tą łaskę trafić na te św. orędzia i że mnie nawrócił. Nie rozumiem tylko dlaczego mnie ?. Czemu dostałam aż tyle ?. Przecież teraz tylu ludzi na świecie potrzebuje łaski nawrócenia. Zmarnowałam tyle lat, popełniłam wiele grzechów ciężkich ale Bóg mi wybaczył. Chcę Mu służyć i dziękować. Proszę w modlitwach aby mocno trzymał mnie za rękę i abym już nigdy nie oddaliła się od Niego.

Gdybym wiedziała wcześniej jak bardzo ranię Boga i jak bardzo On mnie kocha nie popełniłabym tylu grzechów w przeszłości. Niestety wtedy wiele sytuacji wydawało mi się normalnych, bo teraz grzech jest na porządku dziennym, jest normalnością. ( Jak bardzo potrzebne jest ludziom ostrzeżenie-oświetlenie sumień…….).

Mam potrzebę dzielić się z innymi informacją o tych cudownych orędziach. Czasem to nie łatwe bo mój entuzjazm gasi dziwne spojrzenie sceptyków ale są też osoby, które rozkochały się w Bogu tak jak ja. W pracy i rodzinie otwarcie mówię o orędziach MBM i widzę jak ludzie z mojego otoczenia się odmieniają. Zaczynają się więcej modlić i chodzić do kościoła. Nawet mówią, że to dzięki mnie. Ja orędzia czytam codziennie bo dają mi siłę, pouczenie i miłość.

Chcę aby Bóg był na pierwszym miejscu w moim życiu a wszystko inne/ INNI będą na właściwym miejscu.

Tylko On daje mi pewność, że mnie nie skrzywdzić . Każdy człowiek mimo , że potrafi kochać to jest tylko grzesznym stworzeniem, dlatego może nas zranić. Bogu mogę zaufać bezgranicznie. Moja miłość do Boga trwa już rok, więc chyba mogę tak ująć, że nie jest to przelotne zauroczenie a Wielka miłość.

 

Orędzia cudownie mnie nawróciły. Słowa w nich zawarte muszą pochodzić od Boga !

 

Czy szatan chciałby abym się NAWRÓCIŁA i czy spowodowałby, że POKOCHAŁAM JEZUSA ?

Czy szatan namówiłby mnie do SPOWIEDZI z całego życia ?

Czy szatan spowodowałby u mnie gorącą POTRZEBĘ MODLITWY i przyjmowania EUCHARYSTII ?

Czy szatan wlałby MIŁOŚĆ w moje serce ?

 

Nie analizuję orędzi pod względem sprawdzalności zapowiadanych zdarzeń czy zgodności z nauką kościoła. Otwarcie serca na te orędzia dało mi największy dar – dar nawrócenia. Ja już WYGRAŁAM !

Czytelniczka bloga dzieckonmp

Bardzo proszę życzliwe osoby o przekazanie tego świadectwa ks.Adamowi. Proszę również czytelników o pisanie swoich świadectw nawróceń, świadectw zmiany życia i wysyłanie ich na maila . Ważne proszę zaznaczyć w mailu że można opublikować gdyż otrzymuję wiele świadectw bez tej zgody. Nie bójcie się pisać, nikt nie ujawni waszych danych , a dzieląc się swoim świadectwem nawracacie innych. W ten sposób wniesiecie swoją cząstkę w ewangelizację innych. Kochana czytelniczko jesteśmy z Tobą , bardzo Cie kochamy i modlimy się aby Jezus zawsze przygarniał Cie w swoje ramiona.

Dzieckonmp

Posted in Orędzia Ostrzeżenie, Świadectwa | Otagowane: | 78 Komentarzy »

Świadectwo czytelniczki M.

Posted by Dzieckonmp w dniu 23 października 2012


Szczęść Boże.

Chciałam podzielić się moim  osobistym przeżyciem, dotyczącym  prawdziwości Orędzi Marii od Bożego Miłosierdzia ze strony  http://www.thewarningsecondcoming.com/ , dotyczących  Wielkiego  Ostrzeżenia, czyli oświetlenia sumień, które Bóg w swoim Miłosierdziu ześle wkrótce na każdą żyjącą obecnie duszę, aby dać ludzkości jeszcze jedną szansę ocalenia przed wiecznym potępieniem.

Gdy pierwszy raz na nie się natknęłam ( było to w Wielkim Poście tego (2012) roku – miałam wtedy pielgrzymującą  figurę Matki Boskiej Fatimskiej  w domu i dużo czasu poświęcałam na modlitwę różańcową), serce zapłonęło mi, czując , że słowa te pochodzą od Pana!

Ale po jakimś czasie opadły mnie wątpliwości tak  wielkie, męczące i natarczywe, że zaczęłam prosić Boga, aby dał mi jakiś znak, czy nie pobłądziłam i czy słowa te naprawdę pochodzą od Niego. Jak zwykle w czwartek pojechałam  na wieczorną Mszę św., Adorację i spotkanie modlitewne grupy charyzmatycznej,. W czasie modlitwy nade mną, złożyłam Panu w duchu swą osobistą intencję, prosząc o znak.  Jeszcze w trakcie trwania modlitwy, poczułam intensywne ciepło w kręgosłupie i natychmiast ustąpił dokuczliwy ból krzyży, trwający bez przerwy od prawie trzech tygodni!

Ale to jeszcze nie koniec tej historii…Wtedy nie odebrałam tego jeszcze, jako wymodlonego znaku, choć powinnam była! Po powrocie do domu jeszcze raz padłam na kolana w modlitwie, prosząc by Pan przez Pismo św. odpowiedział na moje pytanie i rozświetlił moje ciemności.

Oto, co mi się “otworzyło” i wprost wyskoczyło przed oczy: Psalm 106:32:

“Rozdrażnili Go znowu przy wodach Meriba”

Poszłam dalej za odsyłaczem do Księgi Wyjscia17, 1-7. Przeczytałam cały ustęp o szemraniu Izraelitów,  a pod koniec smagnęły mnie słowa:

“I nazwał to miejsce Massa( kuszenie) i Meriba (kłótnia),

ponieważ tutaj kłócili się  Izraelici

i wystawiali Pana na próbę, mówiąc : Czy też Pan jest rzeczywiście wśród nas czy nie?”

Pan udzielił mi surowej reprymendy i dziękuję  Mu za to, że wysłuchał mojej modlitwy i dlatego z pełną świadomością powagi tychże Orędzi, przekazuję  je  innym, abyśmy nie tracili ducha i nadziei w tych trudnych, ostatecznych czasach, które nadeszły i  w obliczu trudności, które nas jeszcze czekają.

 

Ps. Bardzo  prosze Boga, aby to swiadectwo dotarlo do ks.Swarczynskiego, ktorego bardzo cenie i szanuje oraz  wierze, iz jego negatywna opinia wynika tylko z tego, ze nie czytal tych oredzi od poczatku (moim skromnym zdaniem – powinien znalezc na to czas) a jedynie polega na opinii innych, ktorzy je tendencyjnie i wyrywkowo przegladaja, tylko po to, aby je zdyskredytowac.

Jedynie serce – naprawde szukajace, zbolale, ciche,ufne, pokorne i otwarte szeroko na Boga moze je przyjac.

 

CHWAŁA PANU NASZEMU JEDYNEMU KTÓRY BYŁ, KTÓRY JEST I KTÓRY PRZYCHODZI!

Napisała M.

Bardzo proszę czytelników o pisanie na maila świadectw nawrócenia jak i wzrostu wiary. Trzeba wiedzieć że świadectwa są najlepszym sposobem ewangelizacji. Wiem że wielu z Was się boi bo szatan jak lew ryczący krąży aby nas pożreć. Szatan ten krąży bo nie może sobie darować te idące w tysiące nawrócenia o których ja wiem od czytelników bloga. Dlatego zrobi on wszystko aby wyśmiać , z błotem zmieszać widzącą jak i nas czytających. Ale bądźcie pewni że już niedługo zobaczycie jak Bóg zwycięża a z Nim każdy kto zaufał Jemu. Jezu kocham Cię i proszę nie opuszczaj nas na krok, bądź zawsze obok nas.

Dzieckonmp

Posted in Orędzia Ostrzeżenie, Świadectwa | Otagowane: | 46 Komentarzy »

Świadectwo czytelnika bloga

Posted by Dzieckonmp w dniu 21 października 2012


Księże Adamie i jeśli są prawdziwi inni to do nich też niech dotrze to świadectwo. To dla tych nawróconych a jest ich bardzo wielka ilość będę tak jak obiecał mi ksiądz Adam cierpiał zniewagi i oszczerstwa. Zakładając bloga  właśnie to było moim celem , pomóż pisanymi tekstami zbliżyć się młodym do Jezusa, zakochać się w Nim, zakochać się w Matce Bożej. Szanuję was gdyż jesteście zastępcami Chrystusa na ziemi, ale to nie znaczy że muszę się z wami zgadzać gdyż jesteście tak samo ludźmi popełniającymi błędy. Zbyt mocno zaufaliście pewnym osobom które mają w sercu nienawiść , dlatego  taka a nie inna wasza postawa. Proszę wszystkich życzliwych o dostarczenie tym księżom świadectwa wszystkich czytelników które tu umieszczaliśmy. Niech troska o zbawienie wszystkich będzie najważniejszym celem naszych działań a nie szerzenie nienawiści. Nie zadajmy tym którzy się nawracają bólu niezrozumienia,n nie pokazujmy że katolicy są pełnymi jadu i nienawiści.

Dzieckonmp.

Witam serdecznie was wszystkich bywalców bloga Dziecko Królowej Pokoju , która  ta strona pozwala nam wzrastać duchowo..

Jestem chłopakiem przed 30 i chciałbym wam opowiedzieć w skrócie  w formie pisanej moje świadectwo. Zacznę  od początku urodziłem się jako 3 dziecko moich rodziców, byłem najmłodszy stad od najmłodszych lat poświęcano mi sporo uwagi czy to od rodzeństwa czy od rodziców. Rodzina moja nie była bogata, mój tato i moja mama pracowali ale nie były to prace przynoszące dochody dające godziwe życie. Nie pomagał tez mój tata, który często pił alkohol, gdy przychodził dzień wypłaty to część przeznaczał na alkohol. Moja mama nie miała w tamtym okresie dobrego życia. Z opowieści wiem ze czasami brakowało pieniędzy na jedzenie. Jako dziecko nie miałem dużo zabawek, ciuchów czy innych rzeczy jakie małe dziecko mieć powinno. Ale nie zrażałem się tym. Okres podstawówki pamiętam w dwojaki sposób. Pierwszy to pierwsze klasy, gdzie miałem sporo kolegów wszystko szlo dobrze. Problemy zaczęły się w dalszych klasach, gdzie można rzecz należałem do tej gorszej części klasy czy tez szkoły tzw łobuziaków. Mimo to że do nich należałem to byłem także w jakimś sensie poniżany przez silniejszych, co zaowocowało na latach dojrzewania. W szkole średniej zaczynałem szukać akceptacji u silnych grup z zasadami. Popadłem w złe towarzystwo, gdzie podstawowe motto brzmiało: „Ulica mym domem a ziomki rodziną”. Popadłem w nałogi: papierosy, alkohol, narkotyki, później doszło do zniewolenia w sferach seksu. Zacząłem oglądać pornografie w połączeniu z narkotykami czy alkoholem to szatan w tej kwestii posiadł moja dusze. Od dziecka kochałem sport a szczególnie piłkę nożną. Trenowałem w klubie ale tylko na papierze. Bo zamiast trenować i realizować  marzenia z dzieciństwa o grze w zawodowym futbolu to trenowałem nadużywanie alkoholu i narkotyków. Byłem łobuzem, kibolem, uczestniczyłem czasem w bójkach, gdzie do tej pory na twarzy widać blizny z tych zajść. Wiele razy dochodziło do tego że spałem w krzakach we własnych rzygowinach. Na narkotykach szatan w mawiał mi w moja podświadomość, ze jestem zerem, że nikt mnie nie kocha, po co żyć. Faktycznie czasem zadawałem sobie pytanie PO CO JA ŻYJE ?! Żeby zdobyć pieniądze na melanż wynosiłem z domu różne rzeczy, zdarzało się że coś się ukradło ludziom. Bywało tak, że okradaliśmy z kolegami markety. Niestety nie tylko to było moim źródłem dochodów, które były przeznaczone na imprezy, innym była handel narkotykami. Nie trwało to długo ale było to częścią w moim życiu. Oczywiście ja na tym nie zarabiałem tylko po prostu część działki sprzedawałem a część zażywałem, gdzie i tak zostawałem na kresce i zdarzyło się, że byłem ścigany za długi u handlarza. Moje życie w to było dragi, alkohol, kobiety, hazard i wszystko co najgorsze. W 2005 roku przeżyłem wypadek samochodowy, pijani jechaliśmy z nożami i kijami na zadymę. Być może gdyby nie ten wypadek to by stała się tragedia. Przy prędkości ok. 100 km/h wypadliśmy z drogi mijając o centymetry hydrant i po dachowaniu zatrzymaliśmy się centymetry od betonowego muru. Nikomu nic groźnego się nie stało.Cud ?  Miałem wielu nazwijmy to przyjaciół, i często zmieniałem towarzystwo.   Na domiar złego po jednej ostrej popijawie zginął potracony przez Tira  kolega. Nawet przez niektórych byłem nazwany morderca. Straszne to było uczucie na pogrzebie spojrzeć w twarz rodzicom tego kolegi. Popadłem wtedy w alkoholizm, piłem kilka  miesięcy dzień w dzień pod sklepem czy gdzie mnie nogi poniosły.  To był okres w moim życiu kiedy czułem straszna pustkę. Wiele osób w takim stanie popełniało samobójstwa.  Miałem kochana mamę, która się modliła za  mnie i za cała moją rodzinę. No i można powiedzieć  ze wtedy zacząłem odzywać się do Boga. Często niestety będąc pijanym, w nocy szedłem gdzieś z dala od osiedla i płakałem sam do siebie ale i do Boga prosiłem o dziewczynę, która mnie pokocha i wyrwie mnie z tego życiowego marazmu. Chciałem by to był mój anioł stróż. No i ponad rok później poznałem tego anioła stróża. Zaakceptowała mnie i pokochała i dzięki niej zerwałem stopniowo z nałogami, w tym sensie, że już nie miałem takich maratonów w piciu i zdecydowanie nie miałem zgody na imprezowanie z kolegami. Oczywiście ja to robiłem, kłamiąc Ją niesamowicie. Wiele ze mną przeżyła ta dziewczyna, podobnie z reszta jak moja mama. W tym czasie Pan Bóg zesłał na mnie chorobę, przy której nie mogłem pić a tym bardziej zażywać narkotyków. Byłem zdołowany tym faktem. Dzięki tej chorobie rzuciłem na narkotyki, lecz z alkoholem się na stałe nie rozstałem. Potrafiłem  długim czasem nie pić ale w końcu od czego jest szatan ? koledzy wyprowadzali na manowce w dalszym ciągu. Moja dziewczyna studiowała i mieszkała w dużym mieście.  Ja mieszkałem w małej miejscowości i do tego byłem cały czas bezrobotny. Postanowiłem wyjechać do dziewczyny i  z nią zamieszkać. Znalazłem prace i tak sobie żyliśmy bez ślubu i radowaliśmy tym szatana.  Często się kłóciliśmy. Ja czasami uciekałem do alkoholu i właśnie w trakcie jednej nocy gdy byłem pijany zdradziłem  dziewczynę z inną. Spędziłem tam 2 lata i postanowiłem wrócić do siebie. Była to jesień 2010 roku. Po moim powrocie dziewczyna zerwała ze mną nie widziała sensu w tym związku. Jej mama nigdy mnie nie akceptowała. Ona nie myślała wracać i nie chciała żyć na odległość. Bardzo przeżyłem to rozstanie, bardzo często płakałem z tego powodu. Oczywiście smutki zakrapiałem alkoholem. Ponownie  poczułem w sercu taka ogromną uciskającą pustkę . Nie widziałem sensu w życiu ponownie byłem bezrobotny, nie miałem kolegów, gdyż po wyjeździe zerwałem kontakty niemal ze wszystkimi. Krępowałem się otworzyć przed moja mamą. I wtedy szukałem prawdy o tym chorym świecie. Poznawałem teorie spiskowe, czytałem o iluminatach, NWO itd. Dowiedziałem się, że ta cała władza czci szatana. Wtedy tez zacząłem czytać ewangelie, pożerałem ja strona za stroną. szatan robił wszystko bym tego nie robił i wtedy coraz częściej robiłem wypady do kolegów, którzy sobie czasami o mnie dziwnym  trafem przypominali. Generalnie wychowany byłem w wierze jako dziecko chodziłem do kościoła, jako dorosły czasem tez ale odświętnie. Myślałem ze wierze w Boga ale to nie była wiara tylko wiedza, że jest Bóg. Odświętnie zdarzało mi się również spowiadać  i przyjmować komunie oczywiście świętokradzko. No ale skrobiąc tą ewangelie zaglądałem na niedzielną msze św coraz częściej. I mniej więcej pod koniec roku 2010  zacząłem czytać orędzia np. z Garabandal. Wiecie, że jak przeczytałem o ostrzeżeniu to sobie pomyślałem o jej przecież ja jestem strasznym grzesznikiem i tak naprawdę to na co zasługuje za moje życie to piekło. Trafiłem także między Innymi na ten blog dzieckonmp.wordpress.com. i tam były orędzia Ostrzeżenie, ale także wiele inny artykułów dotyczących spraw Wiary. Wiecie że stopniowo po cichu jak bywałem sam modliłem się. Odmawiałem Ojcze nasz i inne modlitwy. W trakcie tego okresu także przyszly na mój adres książki z instytutu ks Piotra Skargi. M In o Ojcu Pio czy o orędziach w Fatimie. Czytałem i czytałem. Szatan mnie nie chciał wypuścić ze swojej garści. Nastąpiła taka duchowa walka ja to nazywam przeciąganiem liny między dobrem a złem. I na początku 2011 gdy byłem sam upadłem nie na kolana lecz położyłem się w kształcie krzyża na podłodze zaszlochałem i zakołatałem do Boga. Powiedziałem mniej więcej takie słowa „Panie jeśli chcesz to proszę Cię pomóż mi bo Ja już dalej tak żyć nie mogę, nie widzę sensu w moim życiu, daj mi nadzieję Panie Jezu BŁAGAM CIE RATUJ MNIE …” wylałem wtedy ocean łez… i wtedy w krótkim czasie zacząłem wyraźnie czuć jak wlewa się we mnie miłość. Ta miłość jest nie do opisania. Moje zniewolenia odchodziły, w jednym momencie przestałem bluźnić, strasznie sypałem łaciną nawet przy bliskich. Nałogi typu alkohol, papierosy itd. Odeszły.. Jezus Chrystus mnie uwolnił i stopniowo zmieniał na lepsze.. odbyłem kilka spowiedzi z całego życia. Gdy przyjąłem Pana Jezusa podczas komunii św. to w ławce leciały  mi łzy, czułem że coś w mojej duszy wiruje ze szczęścia, z miłości. Bóg ciągle mnie zmieniał. Oddziaływał na moje sumienie. Pewnego razu sumienie mówiło mi bym dziewczynie, z którą się rozstałem i do której bardzo chciałem wrócić, przyznał się do zdrady jaką jej zrobiłem. Wiecie szatan nie chciał tego w mawiał mi, że jak się przyznasz to nigdy nie wróci do ciebie. Ale działanie Boga było tak silne, gdzie słyszałem w głębi duszy jego słowa; ”albo robisz tak jak Ja chcę albo to koniec, wyjaw jej prawdę”. Przyznałem się do zdrady i wiecie, że po miesiącu znowu byliśmy razem. Skończyła studia wróciła również do domu rodzinnego. Byliśmy ze sobą rok czasu, ja żyłem blisko Boga jednak Ona nie. Rozstaliśmy się kilka miesięcy temu. Wierze, że taka była wola Boża. Teraz wiem że na tamtą chwilę Jezus chciał mnie oczyścić z tego grzechu zdrady poprzez przyznanie się do tego.. powiem wam ze kamień z serca mi spadł. Miłość Ci wszystko przebaczy to prawda bo miłość pochodzi od Boga Ojca i chwała mu za to… z dawnymi  „wrogami” się godziłem pierwszy wyciągałem rękę nawet jeśli ktoś mi zawinił… zaczęły się dziać cuda w mojej rodzinie np. nawrócenia, wyraźnie odczuwane jest działanie Boga w naszym życiu..

Pisze to nie dla  siebie, tylko dla was i dla ludzi którzy nie znają wyjścia ze swoich problemów.. Ja wam mówię teraz, że jest nadzieja .Jezus Chrystus jest drogą, prawda i życiem. Lekarzem, którego potrzebujecie w życiu. Nadzieją, która nigdy nie umrze, jest na wyciągniecie reki w każdym tabernakulum. 

„Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia..”

Pozdrawiam           P.

Posted in Orędzia Ostrzeżenie, Świadectwa | Otagowane: | 49 Komentarzy »

Świadectwo czytelnika z Czech (Life)

Posted by Dzieckonmp w dniu 16 sierpnia 2012


Na początku Life wyrażamy podziw dla Twojej świetnej znajomości naszego polskiego języka i cieszymy się że tak gorąco zakochałeś się w Jezusie oraz w naszym kraju . Tekst Twój nie poprawiam żeby inni mogli zobaczyć jak pięknie znasz polski. Życzymy Ci abyś był światłem dla swego kraju.

Pozdrawiam. Tak naprawdę, jak niektórzy mówią, że te orędzia pochodzą od szatana… Czy szatan by namawiał do nieustannej modlitwy ku Jezusovi naszemu Panowi i Zbawicielowi, Bogu Przedwiecznemu Ojcu albo Marii Dziewicy Matce naszej i Pana Naszego??? Czy szatan by zapalał tak mocno wiarę v ludziach przeciwko siebie? Też nawróciłem poprzez orędzia i modlitwy. Po latach niewielkiej wiary, zaczynam pościć za nawrócenia dusz ku Bogu, kiedy moge to modlitwa Koronki o 3 godzinie a wieczorem Koronka i krucjaty. Przyznaje ze ciezkie grzechy jako młody człowiek to głównie grzechy ciała to największy pokus (mysle dla mie). kiedyś ignorowałem tego a myślałem, ze to teraz nieaktualna sprawa… tak bylo do tej pory kiedy nawróciłem ku Ojcu, widze co robi sie wokol mnie, Staram sie byc lepszym czlowiekiem, nie sądzić innych i nie dopuszczać co będzie w moich silach do grzechu ciezkiego, ktorym tak obrazam Pana naszego. Wierze, ze gdyby orędzia z Irlandii albo inne znajome mial pod soba szatan, niewiodly by ludzi od niego,ale DO NIEGO.. Tak jest mozliwe zapoznac, czy orzedzia sa od Pana naszego. A czy myslicie,ze Pan Bóg niechal by nas w tym swiecie samych z szatanem? Nie, on kocha nas i przyciagnie ku sobie to co stworzyl. Chce to, co Mu nalezy! Ojcze Przedwieczny prosze, uratuj swiat Twoja wola.

 

I jeszcze wypowiedź z innego dnia

U mie sprawa taka, ze kiedy sie stanie, ze zalamie Boga i z mej strony popelnie grzech ciezki, zaraz to czuje jako bolesc w srodku. Niewiem jak tego opisac. Moja wiara zmienila sie bardzo. Zdaje sobie z tego swiadomosc, ze to Bog pokazal mi droge i choc niejestem bezgrzeszny a nawet i ciezki grzech (przez litosc) jest we zlych chwilach. Potem mam takie uczucie (obok bolesci w srodku u serca) ze nie mam niekiedy sile popatrzec Jezusowi do oczu na obrazku. Niewiem jak i tego opisac, ale jak by czlowiek niebyl godzien popatrzec Jezusowi wprost w oczy. Nieidzie to a u mie to az taki stan, ze brzydze sie samym siebie i trwa jakis czas niz jest to mozliwe a ja uklekam i prosze o przebaczenie. WTEDY USWIADAMIAM SOBIE JAK PAN JEZUS MOWIL, ZE PO SMIERCI TO NIE BOG KTORY WRZUCA DUSZE DO PIEKLA,ALE TO DUSZE SAME WYBIERAJA SWOJ LOS A SAME Z KRZYKIEM ODCHODZA NA WIECZNE POTEPIENIE, BO NIE SA W STANIE PATRZEC NA JASNOSC I SWIATLOSC BOGA OJCA I WYBIERAJA PIEKLO… Zrozumialem to az w tym okresie zycia, kiedy jestem zatem na ziemi a juz mam niekiedy problemy spojrzec na obraz Jezusa MU do Swietych Oczy. Pomimo ze wiem, ze Jezus jest milosierdziem. Ale w tej chwili jestem w stanie zalamania i niepotrafie tego. Wierze ale w Jego milosc i odpuszczenie.A to mie znow stawia na nogi. JEZUS JEST NASZYM PANEM I ZBAWCA.

Posted in Orędzia Ostrzeżenie, Świadectwa | Otagowane: | 50 Komentarzy »

Świadectwo czytelnika – Bóg jest Miłością

Posted by Dzieckonmp w dniu 15 sierpnia 2012


Widząc nowy temat, pomyślałem najpierw, o nie znowu się przepychają i zacząłem nawet źle myśleć o Tobie że ciągle wałkujesz ten temat, (Dzieckonmp).
Potem przeczytałem komentarze o nowym nagraniu, jako że chciałem poznać opinię Księdza Adama, usłyszeć na własne uszy, więc posłuchałem.

I najpierw proszę o wybaczenie, że źle pomyślałem o Tobie. Po przesłuchaniu już rozumiem, ten nowy wpis. Wybacz mi proszę.

I nie będę komentował tego nagrania, bo nie ma co komentować
Bóg jest miłością, Jezus Chrystus jest Panem i to jest najważniejsze, reszta to dodatek.

Chciałbym dać świadectwo.
Trafiłem na ten blog w tym roku, około kwietnia, może wcześniej, nie pamiętam, od tego czasu też zacząłem czytać orędzia MBM.
Byłem zawsze przy Kościele, choć moje życie nie zawsze podobało się Panu Bogu, bo np. nie kradłem, no ale przecież skoro pracodawca mnie okrada, to ja muszę odebrać co moje. Gry komputerowe online, zabierały mi czas (chyba nawet byłem uzależniony 3 lata), więc modlitwy – nie było, Pisma Świętego – nie było, o innych książkach dla duch nie wspomnę. Wiecznie zmęczony, przygnębiony i nie do życia, szukający pocieszenia w alkoholu.
Słowa orędzia MBM, a przez nie Duch Święty zaczął mnie dotykać i to na maksa. sam byłem w szoku swoją zmianą, a jak już ludzie zaczęli mnie pytać co się ze mną dzieje, to zmiana była widoczna.
Moje życie oddałem Jezusowi, a potem oddałem skradzione rzeczy, zostałem uwolniony od gier komputerowych, zacząłem czytać Pismo Święte i jak czas pozwala książki, czy artykuły dla ducha.
Modlitwa, tak teraz mogę napisać że się modlę
Jedną część różańca, a jak czas pozwala to więcej, koronka do Bożego Miłosierdzia, modlę się w pracy, w mojej głowie czasem modlitwa sama się pojawia w ciągu dnia, to niesamowite, dziękuje Bogu za posiłek i za wszystko co mnie spotyka.
Ślubowałem Bogu abstynencję do końca życia. Pozwólcie że opowiem Wam co się stało. Podczas modlitwy, kiedy oddawałem swoje życie i całą rodzinę Jezusowi, usłyszałem wewnętrzny głos: “oddajesz mi wszystko, to nie pij więcej alkoholu”. Raz, drugi, zaczęło nie dawać mi to spokoju więc mówię: “ok Panie Jezu oddam Ci alkohol, ale we wrześniu, bo w wakacje ma, dużo gości więc do towarzystwa trzeba coś wypić”, tym bardziej że zakupy już zrobione. A Pan Jezus na przekór mnie dalej swoje: “oddajesz mi siebie cały?”, nic nie odpowiedziałem. Po tygodniu upadłem na kolana i oddałem mu to co lubiłem. Nie tykam alkoholu, goście byli i będą, a ja dotrzymuję im towarzystwa ze szklanką soku
Pan Bóg ma wielkie poczucie humory.
Trochę się rozpisałem, ale jeszcze jedna rzecz, bardzo ważna. Kiedy trwałem na modlitwie, Pan Bóg pokazał mi coś strasznego, co zrobiłem kilkanaście lat temu, a czego nawet nie traktowałem jak zło, odrzuciłem chorego wujka, który potrzebował mojej pomocy. Jezus pokazał mi że odrzuciłem w tym dniu właśnie Jego i nawet wytłumaczenie że mój wujek, wyrzekł się rodziny na nic się zdała, ja powinienem mu pomóc. Jezus pokazał mi to, bym mógł go prosić o wybaczenie, co zrobiłem w konfesjonale.
Bóg jest miłością, reszta to nicość.
Chwalę Pana i dziękuje Bogu każdego dnia za Was, za tą stronę i za słowa Boga dla nas, jesteście moją wspólnotą, której szukałem, dzięki Wam nie jestem sam.
Wiele się uczę dzięki Waszym wpisom, choć i nie brakuje takich co mnie irytują, ale akceptuje naszą odmienność.
Chwała Panu Jezusowi Chrystusowi.

Posted in Orędzia Ostrzeżenie, Świadectwa | Otagowane: | 12 Komentarzy »