Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Posts Tagged ‘świadectwo’

Film o niewolnicy która została świętą

Posted by Dzieckonmp w dniu 10 września 2013


Przerażające wyznania: Marcin Boczek (okultyzm, samobójstwa, zboczenia, narkotyki, alkoholizm…)
W życiu Marcina Boczka było już wszystko; próby samobójcze, narkotyki, alkoholizm, przygodny seks, bezdomność, zboczenia seksualne, ciężki wypadek. Właściwie nie powinien już żyć. Ale żyje – i co dziwne – ma się nad wyraz dobrze. Najbardziej jednak przerażające jego doświadczenia wiążą się z okultyzmem i demonami: „rzucało mną po ścianach!”. Jeśli masz słabe nerwy – nie oglądaj.
Film ten jest pełną wersją wraz z przerażającymi szczegółami i zaskakującym finałem.

część I.

http://pl.gloria.tv/?media=494738a

część II.

http://www.gloria.tv/?media=389507

Reklamy

Posted in Cuda, Film, Kościół | Otagowane: , | 74 Komentarze »

Pierwszy Polak, który da świadectwo na Festiwalu Młodych w Medziugorje

Posted by Dzieckonmp w dniu 23 lipca 2013


Pozostało nam 8 dni do wyjazdu pielgrzymkowego. Do Medjugorje tak jak my wybiera się również Łukasz Bęsiu

Łukasz ′Bęsiu′ Bęś jeszcze 7 lat temu kradł i brał narkotyki. Ale nawrócił się. Jak mówi – dzięki pielgrzymce do Medjugorie. Dziś jest odpowiedzialnym Mężem i Ojcem. Zachęca polską młodzież do rezygnacji ze złego stylu życia, grając chrześcijański rap. Swój przekaz adresuje do mieszkańców biednych dzielnic. Przemawia do swoich rówieśników językiem blokersów. Zachęca do zerwania z narkotykami, kradzieżami, chcąc uchronić innych przed podobnym losem do swojego. Jego muzyka również broni Rodziny i zachęca do odpowiedzialnego Ojcostwa.

Dzisiaj Łukasz zabiera ze sobą młodych a sam jako pierwszy polak będzie mówił świadectwo na Festiwalu Młodych w Medziugorju 2.07.2013 roku.

Łukasz zabiera też ze sobą autokar młodych są jeszcze wolne miejsca na wyjazd z nim serdecznie zapraszamy!

Zapisy : 30.07-08.08.2013( Festiwal Młodych w Medziugorje, z raperem Bęsiem program kliknij tutaj… )

O odkrywaniu Chrystusa

To był bardzo ciekawy proces w moim życiu. Jako czternastoletni chłopak „zbuntowałem się”. Zacząłem spotykać się z kumplami starszymi od siebie, od których często nie wyciągałem nic dobrego. Zacząłem brać narkotyki. Począwszy od marihuany, przez amfetaminę po mocniejsze specyfiki. Nie widziałem sensu życia, myślałem tylko o tym, jak zdobyć kolejną „działkę”. Zaczęło dochodzić do kradzieży, aby zdobyć narkotyk. Dzięki litości nauczycieli przechodziłem z klasy do klasy. Moi koledzy posuwali się zbyt daleko i dostawali wyroki. Dziś są w więzieniach.Cieszę się, że mnie to nie spotkało chodź byłem blisko.

Kilka lat wcześniej moja mama nawróciła się, będąc na pielgrzymce w Medjugorie.
Moja babcia była wcześniej bardzo chora i lekarze dawali jej 8 miesięcy życia. Mama modliła się w jej intencji na pielgrzymce w Medjugorie. Kiedy wróciła, moja babcia żyła jeszcze 8 lat. Lekarze łapali się za głowę. Kiedy mama wróciła do domu z pielgrzymki, zupełnie nie wiedziałem, co się dzieje. Zaczęła mówić nam o Bogu, o tym, że go spotkała. Obiecała nam, że pojedziemy kiedyś tam razem z Nią.

W 2006 roku mama zapisała mnie na pielgrzymkę do Medjugorie. Zachęcała mnie, że zobaczę Adriatyk, będą to niezłe wakacje. Co roku w dniach od 1 do 7 sierpnia w Medjugorie jest Festiwal Młodych. Już po wejściu do autokaru czułem się zażenowany. Kilkanaście babć, które odmawiają różaniec. Gdzie ja wsiadłem? Nie chciałem z nimi jechać. Przetrwałem.
Kiedy wysiedliśmy w Medjugorie na początku czułem się, jakbym tylko ja nie wiedział, o co chodzi. Dziewczyny i chłopaki z różańcami w rękach, ludzie śpiewają, tańczą, modlą się do Boga. Młodzi, starzy. Trochę się zaniepokoiłem. Pomyślałem, że mam do czynienia z mocno nawiedzonymi ludźmi.Marzyłem o Adriatyku, a tutaj widzę tańczących młodych ludzi śpiewających „Hosanna”. Nie wierzyłem w Boga i chciałem kogoś poznać. W pierwszym dniu podbiegła do mnie dziewczyna z Jeleniej Góry. Osłupiałem. 40 000 ludzi, a tu podbiega do mnie dziewczyna z mojego miasta? Na drugi dzień śpiewała piosenkarka Tatiana z Chorwacji. Bardzo chciałem mieć jej album, ale mieliśmy wyliczone pieniądze na każdy dzień. Po koncercie Tatiana podeszła do mnie i mojej siostry, dała nam swoje 2 płyty z autografami i adres mailowy. Osłupiałem po raz kolejny. W trzecim dniu festiwalu przeżyłem coś niesamowitego. Podczas wieczornej adoracji patrzyłem na ludzi, którzy uwielbiają Boga. Bardzo się dziwiłem. Czułem, że mają coś czego ja nie mam. Są szczęśliwi! Ja żeby być tak szczęśliwy musiałbym wypalić dużo marihuany… Do kogo oni śpiewają? Postanowiłem dłużej nie milczeć. Zacząłem krzyczeć do Boga: „Jeżeli istniejesz to mi to pokaż, bo nie wierzę!”. W tym momencie stało się coś bardzo dziwnego. Przez wiele lat ludzie przeze mnie płakali, gdy ich raniłem. Moja własna matka wylała tony łez przeze mnie.W momencie adoracji sam zacząłem płakać. Moja mama klęcząc obok mnie, cieszyła się bardzo. Dziś wiem, że Jezus przyszedł do mnie w darze pokoju. Oczyścił mnie z mojego egoizmu, grzechu i niedowiarstwa. Postanowiłem pójść do spowiedzi. Bałem się, że ksiądz ucieknie, słysząc, co poczynałem.Na szczęście nie uciekł.Po godzinnej spowiedzi czułem się tak jak te 40 000 ludzi. Wiedziałem, po co tu jestem i dla kogo jestem.Czułem, że odnajduję sens.Po powrocie do domu kumple namawiali mnie na narkotyki(Śmiali się, że zwariowałem i idę na Papieża) Odmawiałem im skutecznie, uczestnicząc codziennie z siostrą we mszy świętej.Trafiłem do Wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym, w której formowałem swoją duchowość i kontakt z Bogiem.Polecam wszystkim, aby chętnie przyłączali się do wspólnot. To bardzo umacnia decyzję trwania przy Chrystusie.

Źródło: centrummedjugorje.pl

Posted in Medziugorje, Śpiew, Świadectwa | Otagowane: , , , | 69 Komentarzy »

o.Arkadiusz pustelnik i tułacz

Posted by Dzieckonmp w dniu 8 lipca 2013


Wstawiam świadectwo o. Arkadiusza Amerykanina polskiego pochodzenia, złożone w Medjugorje w 1995 roku dla naszej grupy pielgrzymkowej. Nagranie nie jest najlepszej jakości gdyż nagrywane było jeszcze na taśmę a teraz przegrane na płytę. Ojciec Arkadiusz pieszo przemierzał świat pielgrzymując do sanktuariów maryjnych, do Ziemi Świętej, Medjugorje. Zdawał się na opiekę Matki Bożej, wyruszał bez pieniędzy, często szukał jedzenia po śmietnikach. Ojca Arkadiusza można było często spotkać w Krakowie w konfesjonale. Zapraszam do wysłuchania.

Posted in Medziugorje, Świadectwa | Otagowane: , , , | 12 Komentarzy »

Nadzieja i nawrócenie

Posted by Dzieckonmp w dniu 5 lipca 2013


Pierwsza historia Piotra jak sam o sobie mówi nałogowego hazardzisty. Pokazuje jego walkę o wyjście z nałogu i nadzieję, jaką pokłada w Królowej Pokoju. Druga opowiada o tym w jak cudowny sposób Maryja dotykając miłością serce Patricka tylko jednym orędziem sprawiła, że jego życie zostaje uzdrowione. Historia Patricka i Nancy pokazuje, że jeżeli wprowadzimy w życie orędzia, które daje nam Matka Boża, w Medziugorje w nas i wokół nas zaczną dziać się cuda.

Posted in Film, Medziugorje, Świadectwa | Otagowane: , , | 91 Komentarzy »

Piękne świadectwo złożone w 2012 na festiwalu w Medjugorje.

Posted by Dzieckonmp w dniu 30 czerwca 2013


Wszystkim pielgrzymom do Medjugorje życzę aby ich doświadczenia Królowej Pokoju były tak silne jak tego Szkota składającego świadectwo. Wspaniałe owoce pielgrzymki do Medjugorje. Królowa Pokoju zaprosiła każdego z was , to nie jest przypadek że akurat ta czy ta osoba jedzie, to Jej zaproszenie sprawiło że jesteście na tej liście. Jestem pewien że każdy z was doświadczy obecności Maryi w swoim sercu i wróci do kraju z mocnym postanowieniem nawrócenia, gdyż każdy z nas potrzebuje tego, w ten sposób odpowiemy na wezwanie Królowej Pokoju i staniemy się Jej dziećmi.

Posted in Medziugorje, Świadectwa | Otagowane: , , | 74 Komentarze »

Wziął do ręki Różaniec

Posted by Dzieckonmp w dniu 7 kwietnia 2013


Mimo że zawiera zaledwie 2 zdania ten komentarz, jest w nim zawarte świadectwo niesłychanego działania Miłosierdzia Bożego dlatego wstawiam jako wpis. Tych drobnych  a jakże znaczących świadectw na tym blogu przewinęło się już tysiące.

Dzisiaj mój tata po raz pierwszy wziął różaniec, podszedł do mamy i powiedział żeby mu wytłumaczyła jak odmawiać koronkę. Może dla innych to mały znak albo nawet zbieg okoliczności, ale mnie ogromnie utwierdził w wierze w Boże Miłosierdzie.

Wstawił Adam

różaniec

Posted in Świadectwa | Otagowane: | 72 Komentarze »

List z Białorusi

Posted by Dzieckonmp w dniu 11 marca 2013


PAX! Szanowni, witam serdecznie z Bialorusi, Minsk.  W imieniu wszystkich wierzacych katolikow, zwlaszcza tych, co rozumieja po polsku wyrazam podziekowanie za wasza tak potrzebna w te ostatnie trudne czasy internetowa strone. Najwiecej zwolennikow macie wsrod legionerow Maryi. Nie udaje nam sie jeszcze zalozyc grupy modlitewne zeby regularnie sie spotykac, po roznym przyczynam. ale wierze, ze Bog i Maryja pomoga nam. Wiele zalezy od mentalnosci narodu, rozruszyc ludzi, obudzic jest nieraz rzeczywiscie trudno. Obawy, slepe posluszenstwo ksiezom, letarg, zmeczenie zyciem i praca wszystko to i inne przyczyny przeszkadza odpowiadac na glos Pana. Wogole te tereny, przestrzen bylego Zwiazku Radzieckiego dosc dlugi czas byla wlasnoscia szatana, i on nie chce za nic opuscic nasze kraje, wiara odradza sie tu bardzo powoli, wierzacych nie jest duzo jak by sie chcialo – prawdziwych wierzacych, wiekszosc prawoslawnych i to tylko z nazwy. Kaplanow tez nie jest wystarczajaco duzo, potrzebujemy jeszcze misjonarzy z waszego kraju. Nie brakuje sektantow i duzo jest protestantow roznych galezi. Bieda materialna po wojnie w latach komunizmu ukorzenila tylko jedne nieprzemijajace pragnienie: zarabiac, gromadzic, korzystac z zycia i dobr, ktorego nie mieli dziadki i babci, nawet kosztem innych, kupowac, sprzedawac, szukac rozrywek. Boga i wiedze o Bogu Zywym, Kochajacym, Przebaczajacym nam odebrali. jednak glod Boga pozostal, litosc i milosierdzie, dobre relacje pomiedzy ludzmi nie znikneli. Nie wszystkim jeszcz rzadzi pieniadz. Dlatego prosze was modlic sie za nas wszystkich, za Bialorus, za Rosje i przymykajace do niej kraje. Oby te kraje jak najpredzej zostali poswieceni Niepokalanemu Sercu Maryi wedlug Jej goracych zyczen.
Zwracam sie z taka propozycja: poniewaz trwa okres Wielkiego Postu, chcielibysmy troche wiecej wsrod roznych objawien widziec te, co dotyczyly Meki i Smierci naszego Pana Jezusa Chrystusa. Chcialabym zwrocic tu uwage na wloska mistyczke Maria Waltorte i Poemat Boga-Czlowieka. Ta wzniosla Boska lektura zmienila moje zycie pociagajac do milosci Boga i poznania Go. Nigdy nie myslalam czytajac szczegoly Meki i Smierci Jezusa w szostem tomie tych ksiag, ze az tak On cierpial jak na Duchu tak i na Ciele. Wysylam tu urywki z tego wlasnie tomu jak i sam to i jezeli uznacie za stosowne nadrukujcie cos z tego. Napewno znacie o Marii Waltorcie, nie mam czasu do przegladania calego waszego archiwum, ale moge podtwierdzic, ze kto tylko z moich znajomych zetknal sie z jej ksiazkami zostali poruszeni duchowo. Szkoda, ze nie ma przekladu na jezyk bialoruski czy ruski tych ksiazek.
Niech was Bog wszystkich blogoslawi! i umocni w tej trudnej pracy. Bedziecie hojnie wynagrodzeni przez Pana, ale spodziewajcie sie jeszcze wiekszych najazdow szatanskich, tyle ksiezy i ludzi w naszym Minsku i wogole Bialorusi przeglada wasza strone jak i strone paruzja.info.
Z wyrazami wdziecznosci i modlitwa    

p.Wiktoria i legionery Maryi. Minsk

Posted in Świadectwa | Otagowane: , | 90 Komentarzy »

Wspólnota Cenacolo Golgota Młodych

Posted by Dzieckonmp w dniu 7 marca 2013


Polecam wszystkim wysłuchać tego świadectwa młodych ludzi. Wspólnota Cenacolo  z Medjugorje.

Posted in Cenacolo, Medziugorje, Świadectwa | Otagowane: , , | 30 Komentarzy »

Świadectwo Elizy

Posted by Dzieckonmp w dniu 6 marca 2013


Moi Drodzy bardzo długo zwlekałam z napisaniem wam mojego świadectwa, ale dzisiaj postanowiłam to wreszcie zrobić. W ubiegłym roku mój 10 miesięczny synek poparzył się bardzo poważnie na skórze twarzy, szyi, obojczyka i brzuszka. W tamtym momencie nie zdawałam sobie jeszcze sprawy jakie poparzenie jest poważne. Wylądowałam z nim w moim szpitalu powiatowym, ale ze względu na rozległe poparzenia, a w szczególności naciski osób z mojej rodziny przewiozłam go do Kliniki Oparzeń. Kiedy tam dotarłam i usłyszałam diagnozę załamałam się- oparzenia drugiego i trzeciego stopnia, martwica skóry(czekał go przeszczep), zakażenie ran które zaatakowało już płuca…To było straszne, to było dla mnie jak wyrok… I wiecie co się wtedy stało? Wyciągnęłam z torebki mój różaniec (w tamtym momencie można powiedzieć że byłam “letnia” w mojej wierze) i zaczęłam się modlić.Prosiłam także wszystkich którzy wtedy do mnie telefonowali o modlitwę za mojego syka, a rodziców o zamówienie mszy świętej o udaną operację (dodam, że to się działo w miesiącu październiku- miesiącu modlitw różańcowych).Msza święta o zdrowie mojego maluszka odbyła się w niedzielę a na poniedziałek był szykowny do przeszczepu. Kiedy w poniedziałek rano lekarze zdjęli opatrunek okazało się że martwa skóra zaczęła się regenerować(zaczęła robić się ukrwiona). Postanowili założyć opatrunek i poczekać do środy co będzie dalej – z resztą skóry. W środę okazało się że kolejne miejsca zregenerowały się, więc znowu czekali dalej. W piątek po opatrunku dowiedziałam się,że w następnym tygodniu wracamy do domu…Leczenie trwało jeszcze przez rok- w tej chwili moje dziecko nie ma nawet śladu – tylko na brzuszku niewielkie bielactwo poparzeniowe, którego prawie nie widać… Zacytuję słowa lekarza na ostatniej wizycie ” Maluchu miałeś w niebie gwiazdę która nad tobą czuwała” na to ja powiedziałam lekarzowi “Panie doktorze ja cały czas modliłam się wtedy w szpitalu za niego” (zapomniałam dodać, że nie tylko ja), na to lekarz odpowiedział “i ma pani tutaj tego efekty! Proszę Państwa (do mnie i do mojego męża) gdyby wszystkie dzieci wyglądały tak ja wasz synek to ja dostałbym nagrodę nobla……….
Powiem wam jeszcze jedną bardzo ważną rzecz- kiedy byłam w ciąży zawierzyłam to dziecko Maryi……………
Potrzeba mi było tragedii mojego dziecka żeby nawrócić mnie na ścieżkę Bożą …..Z biegiem czasu zaniedbałam modlitwę różańcową, ale teraz za sprawą Orędzi MBM już żadnej modlitwy nie zaniedbuje. Kocham Pana Jezusa Maryję i Pana Boga całym sercem, i całym sercem wierzę w te orędzia….Ale niestety czasem człowiek musi upaść, żeby się podźwignąć na nowo. Żeby Pan Jezus mógł podnieść z każdego upadku……
Adminie dziękuję ci, za prowadzenie takiej strony, i że wreszcie gdzieś mogłam dać swoje świadectwo.

 

Od Admina:

Jaka radość, czuję bliskość Pana,,
  moje serce dźwięczy szeptem słów,
 modlitwa płynie z moich warg,
 w mojej duszy zamieszkał Pan.
 1. Przybądźcie wszyscy, śpiewajmy Panu
 radosną pieśń dziękczynienia,
  oblicze Jego czcijmy,
śpiewajmy Panu psalm. 
 2. Nasz Bóg jest wielki, to w Jego dłoni
są szczyty gór i krańce ziemi
i morze, które szumi, On stworzył cały świat.
3. Klęknijmy przed Nim, pochylmy głowy,
oddajmy cześć Stwórcy swemu:
jesteśmy Jego ludem, owcami Jego łąk.

 

 

Posted in Świadectwa | Otagowane: | 103 Komentarze »

Piękne krótkie świadectwo czytelnika

Posted by Dzieckonmp w dniu 5 marca 2013


Jestem biedny jak mysz kościelna, nie mam dziewczyny, pracy. Jeszcze jakiś czas temu pisałem tu żale, że nic mnie w życiu nie cieszy. A dziś jestem szczęśliwym człowiekiem, odnalazłem sens, nadzieję i radość mojego życia! Jezu, jak bardzo jestem Ci wdzięczny, że Cię odnalazłem! Teraz wiem, że tak na prawdę, to nic więcej prócz Ciebie na tym świecie się nie liczy. Codziennie odliczam godziny kiedy znowu będę mógł przyjść do Ciebie na Eucharystię, skaczę z radości kiedy mogę Cię przyjąć i płaczę z tęsknoty kiedy nie….Pewnie nigdy nie będę dla Ciebie tak dobry jak Ty jesteś dla mnie, lecz błagam, nigdy więcej mnie nie opuszczaj choćbym nawet tego chciał! Kocham Cię

Przepraszam, ale musiałem to napisać:)

napisał: as

Posted in Świadectwa | Otagowane: | 26 Komentarzy »

Świadectwo Slaven

Posted by Dzieckonmp w dniu 2 lutego 2013


Nazywam się Slaven i pochodzę z Chorwacji. Jestem szczęśliwy, że zostałem wybrany przez Pana aby kontemplować i świadczyć o Jego zmartwychwstaniu poprzez swoje odrodzone we Wspólnocie Cenacolo życie.
Pochodzę z rodziny, która dała mi wiele uczucia. Moi rodzice starali się nie dopuścić, aby mi i mojej siostrze brakowało czegoś, tak jak wtedy, gdy oni byli dziećmi. Mieliśmy wiele rzeczy i pieniędzy. Przypominam sobie dużo pięknych momentów, wartości, które mi rodzice przekazali, tym niemniej od dziecka zawsze mi było mało. Brakowało mi ciągle czegoś i nie potrafiłem znaleźć prawdziwej radości. W mojej rodzinie nie modliło się, ani nie rozmawiało o Bogu, nie mówiąc już o chodzeniu do kościoła,
I tak, pomimo, że byłem jeszcze bardzo młody, zacząłem oddalać się od rodziny, którą obwiniałem za wszystkie moje problemy. Jako, że między moimi rodzicami dochodziło do napięć i widziało się ich trudności, czułem, że nie mogę u nich szukać pewności i szczęścia. Zacząłem więc szukać gdzie indziej. Będąc przyzwyczajony do posiadania wszystkiego co chciałem, byłem niezdolny do poświęcenia. Chciałem wszystko i od zaraz. Wewnątrz mnie bardzo cierpiałem i czułem się rozdarty. Z jednej strony pragnąłem być dobrym człowiekiem, pomagać innym i znaleźć prawdziwy sens życia, z drugiej jednak strony byłem bardzo pogubiony, bo nie wiedziałem ani dokąd iść, ani co robić. Tak zacząłem ukrywać swoje prawdziwe uczucia i wrażliwość, których się wstydziłem i bałem. Zamiast tego zachowywałem się w sposób grubiański i powierzchowny wobec ludzi, z którymi często przebywałem i z którymi zacząłem po raz pierwszy pić alkohol i brać narkotyki.
W ten sposób rozpoczęła się i trwała przez kilka lat moja droga w dół. Wówczas byłem jednak przekonany, że bez przyjmowania na siebie jakiejkolwiek odpowiedzialności, moja droga była piękniejsza i ciekawsza niż innych ludzi. W pewnym momencie spróbowałem heroiny, myśląc, że nareszcie znalazłem idealne rozwiązanie na moje problemy. Nie wiedziałem jednak jak się myliłem! Po pierwszych miesiącach fałszywego szczęścia przyszły lata ciemności, samotności i fałszu. Pojawiające się od czasu do czasu pragnienie zmiany kończyło się nowym upadkiem, coraz głębszym, prowadzącym do większego fałszu i przekonania, że nie istnieje dla mnie droga wyjścia. Takie życie doprowadziło mnie do stanu, kiedy przestałem cokolwiek czuć, stawiając na pierwszym miejscu tylko i wyłącznie moją potrzebę brania narkotyków. Czasami, będąc świadomy całego fałszu i zła, w którym żyłem, wyczerpany tym wszystkim, pragnąłem umrzeć i nie obudzić się więcej.
Jednak w tej całej beznadziei Bóg widział moją desperację i przybył ze światłem do mojego życia. Pewnej nocy, gdy uratowano mnie od śmierci przez przedawkowanie, krzyczałem głośno w swoim sercu: ”Panie, jeśli istniejesz, pomóż mi! Nie chcę już dłużej tak żyć!”. To były pierwsze od wielu lat słowa prawdy. Niedługo później poznałem wspólnotę Cenacolo.
Dziękuję Jezusowi, ponieważ jeszcze przed wstąpieniem do Wspólnoty, podczas kolokwiów, które robiłem w naszym domu wspólnotowym w Varażdinie w Chorwacji mogłem poznać Matkę Elvirę.  Mimo tego, że przez wiele lat byłem zagubiony w ciemności zła, zrozumiałem, że miłość tej zakonnicy, przekazywana chłopakom w gestach, słowach, spojrzeniach, była znakiem światła i miłosierdzia Bożego. Tego dnia odczułem głęboko, że istnieje i dla mnie nadzieja i że muszę spróbować się zmienić. Wstąpiłem do wspólnoty Cenacolo mając dwadzieścia pięć lat, zmęczony fałszem i iluzjami, którymi żyłem. Od początku poczułem się jak w domu. Mimo, że przychodziło mi trudno zaakceptować sposób życia, który mi proponowano, dodawała mi odwagi wiara i nadzieja, towarzysząca innym chłopakom, idącym tą nową, dobrą drogą. Nareszcie cierpienia i wyrzeczenia zaczęły nabierać sensu: po raz pierwszy w życiu czułem radość z prostego, czystego od zła i prawdziwego życia. Mój “anioł stróż”, chłopak, który na początku zaopiekował się mną, przekazywał mi wiele miłości, miał także ze mną anielską cierpliwość. Mimo, że na początku go osądzałem, to właśnie dzięki niemu zrodziło się we mnie pragnienie bycia dobrym. Chłopaki nauczyli mnie, że modlitwa przeżyta rano w kaplicy powinna stać się podczas dnia konkretem, czymś namacalnym, że modlitwą powinno być wszystko co robię, myślę, mówię, wybieram, przeżywam. I tak mimo mojego charakteru i mojej dumy, wobec Jezusa obecnego w Eucharystii, znajduję zawsze w Nim siłę i pragnienie rozpoczynania na nowo, dziękowania, życia w prawdzie i proszenia o przebaczenie.
Po kilku latach wspólnoty zacząłem czuć, że Pan wzywa mnie do czegoś więcej. Świadomy swoich słabości i braków miałem wiele pytań i wątpliwości, które zanosiłem jednak Jemu na modlitwie. Wtedy narodziło się w moim sercu pragnienie stania się na zawsze częścią tej wielkiej rodziny, tym razem w sposób głębszy i bardziej autentyczny, dając moje życie Panu, poprzez służbę innym braciom. Doświadczenie pobytu w domu formacyjnym pomogło mi rozeznać i odpowiedzieć Bogu z radością i zaufaniem na powołanie zakonne. Momenty, które tam przeżyłem, w zwykłych, codziennych pracach, w ciszy pełnej Bożej Obecności, zbudowały nową i jeszcze bardziej głęboką relację z Panem. Dziś życie we Wspólnocie jest dla mnie wielkim darem: służę swoim życiem w jednym z domów w Polsce, gdzie mam możliwość przyjęcia wielu młodych i ich rodzin, które szukają pomocy, mogąc kontemplować to wszystko co Pan działa w sercach poprzez ducha Cenacolo. Jest to dla mnie ogromna radość!
Chciałbym podziękować bardzo Wspólnocie ponieważ mnie przyjęła i pokochała takim, jakim byłem. Dziękuję Tobie, Jezu, ponieważ jesteś miłością, miłosierdziem i przebaczeniem oraz dlatego, że wybrałeś mnie, abym był synem i świadkiem Twojego Bożego Miłosierdzia. Dziękuję Ci, Matko Boża za dar opatrzności, która każdego dnia czyni życie nowym i pięknym.

Źródło: wspólnota CCenacoloenacolo

Posted in Cenacolo, Świadectwa | Otagowane: , | 4 Komentarze »

Krótkie świadectwo Gosi

Posted by Dzieckonmp w dniu 23 stycznia 2013


Żal mi takich niedowiarków jak Lukas i Paul i nie wiem kogo jeszcze.Wy nie musicie czytać tych orędzi i ranić Pana Jezusa.Po prostu zamilczcie bo możecie nie przeżyć ostrzeżenia jeśli będziecie piętnować to słowo Boże.Mnie osobiście tak pomogły,że zamiast jednej niedbałej modlitwy wieczornej mam kilkakrotną rozmowę z Panem Bogiem w ciągu dnia.Komunię Św przyjmowałam kiedyś bardzo rzadko , teraz staram się żyć w stanie łaski uświęcającej. Podczas życia orędziami i modlitwą zdarzyło mi się ,że dwukrotnie Pan Jezus podczas komunii ŚW przyszedł do mnie w swojej obfitości tzn. w podwójnym Komunikacie.Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło.Ale staram się być posłuszna P. Jezusowi – w piątki modlę się o dzieci abortowane na różańcu,aby choć jednej matce udało się zmienić złą decyzję i uwielbiam chodzić przed Najświętszy Sakrament, wprost się w nim zakochałam.To właśnie orędzia mnie tam zaprowadziły.Mój mąż choć na początku złościł się na mnie że za dużo się modlę, sam uważał,że wystarczy raz w roku się wyspowiadać i komunię św przyjmować teraz podąża ze mną. Nawet w tym roku poszliśmy przed Sylwestrem do kościoła na mszę( 1 raz w życiu w taki dzień). I może ktoś nas wyśmiać ale tym razem nie ja lecz mój mąż otrzymał podwójną komunię Św.Piszę to chociaż powinnam to zostawić dla nas bo są to nasze wewnętrzne relacje z Bogiem nie dla poklasku lecz tylko i wyłącznie dla świadectwa dla innych.Uwierzcie nam – oboje nie zwariowaliśmy.
Zachęcam więc do czytania tych orędzi.

Gosia

Posted in Orędzia Ostrzeżenie, Świadectwa | Otagowane: | 25 Komentarzy »

An Angel

Posted by Dzieckonmp w dniu 20 stycznia 2013


Wiele osób zaczyna swoją opowieść, od słów: „Opowiem wam dziś prawdziwą historię…” . Moja prawdziwa historia zaczęła się tak naprawdę dawno temu, kiedy miałam trzynaście lat. Byłam bardzo nieszczęśliwym dzieckiem, żyjącym w domu pełnym zawiści. Awantury i pijaństwo ojca, były moją codziennością. To smutne, że tak wiele dzieci musi dźwigać tak ciężki krzyż. Pomódlmy się za te dzieci i ich rodziny. Bywało, że myślałam o śmierci, że wolałabym się wcale nie urodzić. Mimo wszystko z całego serca dziękuję Bogu, za ten mój krzyż, bo on stał się jednocześnie moim błogosławieństwem i szczęściem.
Właśnie w wieku trzynastu lat, najtrudniejszym okresie dla zmieniającego się, dorastającego młodego człowieka, którego osobowość kształtuje się na nowo, usłyszałam w radio przepiękną piosenkę. Pokochałam te nuty, ten głos. To był utwór znanego na całym świecie zespołu The Kelly Family, pod tytułem An Angel. To był ten dzień…
Nigdy nie miałam przyjaciół, byłam jedynaczką. Nie miałam nikogo, komu mogłabym zaufać, oprócz mamy, która robiła wszystko, by mi ułatwić życie. Ta liczna irlandzka rodzina stała się moją rodziną, moimi przyjaciółmi. Tak mijały lata. Nigdy też nie miałam szczęścia
w miłości, więc zaprzyjaźniłam się ze swoją samotnością.
Pewnego dnia, po bardzo trudnym okresie swego życia, mój najdroższy przyjaciel, serce zespołu Kelly’ch, Patrick, poszedł do zakonu. Ostatnia płyta, jaką wydał, mówiła o jego przeżyciach, o nawróceniu, o Medziugorju. Moje ciocie jeździły tam i opowiadały o tym, ale ja nie słuchałam. Nie zwracałam uwagi. Dopiero, gdy Paddy o tym śpiewał, zaczęłam słuchać. Zaczęłam pragnąć pojechać tam. Nie wiem, dlaczego. Chodziłam do kościoła, modliłam się, ale to było jakieś byle jakie. Chciałam się lepiej postarać, być bardziej religijna, prawa, lecz nie wiedziałam za bardzo, jak się za to zabrać. Wydawało mi się, że chcę lepiej zrozumieć tak radykalny krok gwiazdy rocka, przejść tymi ścieżkami, którymi on przeszedł. Nawet nie zauważyłam, że zaczęłam rozmawiać więcej z Jezusem, z Maryją, że tak naprawdę ciągnie mnie tam z powodu Matki Bożej.
W końcu stało się. W 2009 roku dostałam zaproszenie. To zabrzmi nieskromnie, pysznie, ale z jakiegoś powodu zostałam wybrana, jak setki tysięcy innych, nigdy przypadkowych ludzi.
Już dawno przestałam się łudzić, że marzenia się spełniają, tymczasem moje najświeższe marzenie spełniło się.
Znalazłam się w Medziugorju. Od razu spodobało mi się to miejsce. Było mi tam jakoś tak dobrze, spokojnie. Zazwyczaj męczyło mnie zbyt długie przesiadywanie w kościele, lecz nie tam. Z ochotą poszłam na różaniec, który miał być odmawiany przy ołtarzu polowym. Nagle, ni stąd, ni zowąd, zmieniła się pogoda. Zaczęło lać tak bardzo, że trzeba było biec szybko, do kościoła. Tłumy wcisnęły się do środka, chroniąc się przed deszczem. Pomyślałam sobie wtedy: „No i po co ten deszcz przyszedł?”.
Odpowiedź dostałam szybko. Skończył się różaniec, rozpoczęła się Msza św. Nagle, spóźniony, między ludźmi szybko przecisnął się zakonnik z małą chudą walizką. Niezbyt wysoki, chudy, z krótkimi włosami, między którymi widać było dwie blizny, za prawym uchem. Stanął niedaleko mnie, za filarem i bardzo dyskretnie rozejrzał się. Był zmęczony długą drogą. Ukląkł pomodlił się, wstał i wpatrzył się w ołtarz, tak, jakby nic, poza ołtarzem nie istniało na świecie.
Tak, to był on. Brat John Paul Mary, kiedyś znany, jako Paddy Kelly. Gdyby się nie rozpadało, nie miałabym najmniejszych szans, by zobaczyć go, przed ołtarzem polowym. Deszcz przyszedł po to, bym doświadczyła pierwszego mojego prywatnego cudu. Piętnaście lat marzyłam o tym, że kiedyś spotkam tego człowieka i stało się. Na świecie nie istnieją przypadki. To był najprawdziwszy cud. Podczas Komunii św., skorzystałam
z okazji i podeszłam jak najbliżej niego. Jakże głupio się czułam, jak było mi wstyd, stojąc, jak wszyscy, podczas, gdy on jedyny ukląkł, by przyjąć Najświętszy Sakrament. Wstał
i wycofał się, robiąc mi miejsce. Miałam zaszczyt spojrzeć mu w oczy. Przez całe pięć sekund ja patrzyłam jemu w oczy, a on mnie. Miał takie przenikliwe oczy… Był dla mnie lekcją pokory.
Matka Boża pokazała mi go, skromnego, cichego, nie zauważanego, przez nikogo, tak pełnego pokory i zaraz zabrała go sobie. Pomodlił się po Komunii św., poszedł do przodu,
ze swą walizką i zniknął mi z oczu. W głowie usłyszałam głos: „Widzisz jego pokorę? Naśladuj go w tym”. Więc to była lekcja, będąca jednocześnie cudownym prezentem. Brat John Paul stanowił mój drogowskaz od lat i chyba tak już będzie zawsze. Niech będzie. Dla mnie to niezwykły zaszczyt. John Paul należał do Matki Bożej, uczył mnie małości, pokory, gorliwej wiary. Uznałam, że Matka Boża chce, aby brat John Paul był nadal moim nauczycielem, przewodnikiem. Mam się od niego uczyć, jak przez ostatnie piętnaście lat.
Powiem tylko, że to dzięki An Angel nauczyłam się angielskiego, samodzielnie. Dzięki Kelly’m uczyłam się kochać, wybaczać, a samotność nie była tak uciążliwa. Moje marzenie, by z nim porozmawiać, podziękować mu za wszystko, na razie miało się nie spełnić. To miało mi wystarczyć i wystarczało. Byłam szczęśliwa i wdzięczna, za to, co dostałam, bo był to dla mnie wielki dar.
Niezwykłość tego miejsca, klimat Mszy św. odprawianej w tylu różnych, dziwnych językach, sprawiły, że naprawdę zaczęłam się modlić. Na powitanie spotkał mnie mój mały prywatny cud, nie liczyłam na więcej, ale przyjechałam tam z wieloma intencjami i wiedziałam, że jeśli gdziekolwiek i kiedykolwiek mam coś wymodlić, to tylko tam, w Medziugorju. Obecność świętości czuło się tam wszędzie. Była w powietrzu, którym oddychałam, w mrówkach spacerujących po chodniku, w zapachu fig, który ciągle czułam.
Zdarzyło się tak, że wzięłam udział w spotkaniu z Ivanem, który mówił o objawieniach, przekazywał orędzia Matki Bożej. Powiedział, że Matka zaprasza nas wszystkich, na objawienie, 11 września, o godz. 22.00, na Górze Objawień. Wiedziałam, że słyszą ją i widzą, tylko wybrani ludzie. Większość nie widzi niczego. Nie liczyłam, że coś zobaczę. Ja już doświadczyłam cudu i chciałam tylko, by Kraljica Mira wysłuchała moich próśb.
Szłam w ciemności, w tłumie, nie licząc na nic. Wyszliśmy pod samą figurę, znajdującą się na górze i oczekiwaliśmy na objawienie modląc się. Ludzie z tylu krajów, władający tyloma językami modlili się razem. Ich głosy zlały się w jeden i słychać było tylko głośne burczenie. Miałam wrażenie, że temu burczeniu towarzyszy wielka energia, która unosi te wszystkie modlitwy do nieba. Podobną energię odczuwają gwiazdy, na koncertach. Czytałam o tym wiele razy.
Kobieta z mojej grupy, z którą się zaprzyjaźniłam, powiedziała, żebym patrzyła w bok, bo tam patrzą wszyscy, więc stanęłam na wysokim kamieniu i patrzyłam. Patrzyłam i widziałam, nie zdając sobie sprawy z tego, że coś widzę. Byłam, jakby nieświadoma. Po kilku minutach ludzie zaczęli bić brawo i przekazywać sobie z ust do ust, słowa Matki Bożej. A przecież mówiliśmy w różnych językach. Mimo, że na nic nie liczyłam, czułam się odrobinkę zawiedziona, że zupełnie nic się nie wydarzyło, za co jeszcze dziś przepraszam Maryję.
Na dole, po objawieniu, cała nasza grupa zebrała się, by razem wrócić do pensjonatu. Wtedy dowiedziałam się, że Matka Boża prosiła, by modlić się o pokój na świecie i powiedziała, że pobłogosławiła wszystkie dewocjonalia, które ludzie przynieśli ze sobą. Poczułam się tak, jakby na mnie zerknęła, ponieważ przed wyjściem, włożyłam do torby wszystkie zakupione przez siebie różańce i inne dewocjonalia.
Robiąc to, nie zastanawiałam się dlaczego i po co to robię. Jakby ktoś zrobił to za mnie. Spotkał mnie kolejny niezwykły zaszczyt, kolejny cud, na który nie zasługiwałam. Nie byłam jakimś strasznym grzesznikiem, lecz sumienie ciążyło mi, na tyle, by uważać, że nie zasługuję
na te wszystkie łaski. Nie byłam z siebie ani trochę dumna. Jednak mimo to, najwidoczniej naprawdę zostałam, z jakiegoś powodu, wybrana. Tylko dlaczego ja?
Dopiero kolejnego dnia, zaczęłam sobie powoli uświadamiać, co wydarzyło się na górze objawień. Jakbym budziła się ze snu. Zrozumiałam, że Matka Boża pozwoliła mi zobaczyć, jak zeszła do nas na ziemię, widziałam bowiem dziwny obłok. Wyglądał bardziej, jak mgła, niż jak chmura. Był przezroczysty, szary, jak dym. Widać było, poprzez niego drzewa, na których jakoby osiadł. Obłok ten, miał idealnie prostą podstawę, a na wierzchu, było wgłębienie, jakby ktoś tam leżał, lub siedział. Patrzyłam na niego dość długo, a gdy odwróciłam wzrok i znowu spojrzałam, już go nie było.
Pewna kobieta z naszej grupy mówiła później, że Matka Boża spłynęła, leżąc na obłoku, a ja zrozumiałam, że nie miałam zwidów, że ten obłok widziałam. Dowiedziałam się też, że Maryja mówiła, iż jest zadowolona z młodzieży. Poczułam wtedy szczęście, jakby znów na mnie zerknęła. Ona, Najświętsza Maryja zaprosiła mnie do Medziugorja, pokazała mi to wszystko… Mnie, zwykłej, byle jakiej dziewczynie, która jest nikim, w porównaniu z tymi wszystkimi wspaniałymi ludźmi, jakich Matka do siebie przyciągała.
Zrozumiałam, że mam teraz bardzo ważne zadanie. Muszę wrócić tam, gdzie mieszkam, do tych zimnych, pełnych ironii ludzi i opowiedzieć im o tym. Obawiałam się, że nie będą mnie słuchać, że mnie wyśmieją, nazwą wariatką. Modliłam się, by Matka Boża pomogła mi mówić im o tym wszystkim, by podpowiadała mi słowa. Zapragnęłam pójść do spowiedzi generalnej, ale wszystko działo się tak szybko, że nie mogłam się do niej dobrze przygotować. Głos w moim wnętrzu powiedział mi, żebym dała sobie trochę czasu, że kiedy nadejdzie pora, znajdzie się odpowiedni ksiądz, odpowiednia chwila. Zaufałam więc.
Nie chciałam wracać do domu, było mi tam tak dobrze. Jakby to był raj na ziemi. Tak wiele słyszałam od kobiet, z mojej grupy pielgrzymkowej, o Festiwalu Młodych, że gorąco zapragnęłam przyjechać za rok, we wakacje, na te dziewięć dni. Jeszcze nie wyjechałam z Medziugorja, a już tęskniłam za nim. Zastanawiałam się, czy moja wiara nie osłabnie, czy te wydarzenia mi nie spowszednieją w zderzeniu z szarą rzeczywistością.
W drodze powrotnej organizator pielgrzymki włączył w autokarze DVD z Festiwalu Młodych. Jaka była moja radość, gdy okazało się, że oglądam świadectwo brata Johna Paula Mary Kelly… Słuchałam go z zapartym tchem, jak mówił o tym, co jego rodzina osiągnęła, ile nagród zdobyła, w jakim zamku zamieszkała. Mówił o pustce, jaka go ogarnęła i o chęci odebrania sobie życia. Wiedziałam wcześniej o tym, ale słysząc tę historię z jego ust, czułam, że każda komórka ciała mnie aż boli. To nagranie umocniło mnie w przekonaniu, że muszę przyjechać na Festiwal Młodych, że muszę zasłużyć na zaproszenie.
Wróciłam do Polski i jadąc w autobusie, do domu, odkryłam, że bardzo mnie rażą przekleństwa. Sama dotąd dużo przeklinałam, a teraz drażniło mnie, kiedy słyszałam je z ust innych. Podobnie było z wzywaniem imienia Bożego na daremno. Też mnie drażniło, kiedy sama u siebie usłyszałam mój zwykły przerywnik: „O Jezu”. Cieszyłam się, że jestem na początku nowej drogi.
W Medziugorju kupiłam wiele różnych różańców, koronek pokoju, medalików i tym podobnych pamiątek. Po powrocie je podzieliłam, dla różnych znajomych, a i tak wiele mi zostało.
I zaczęły przychodzić do nas różne osoby, o których nie pomyślałam. Przyszła jedna znajoma, a ja, jakbym była, przez kogoś kierowana, dałam jej dzieciom medaliki, a jej różaniec
i usłyszałam: „Jakbyś wiedziała. Wczoraj mój różaniec się przerwał martwiłam się, że nie będę miała na czym się modlić”.
Kupiłam duży drewniany różaniec, choć nie wiedziałam po co, bo myślałam, że nikt na takim dużym nie będzie chciał się modlić i przyszła ciocia, która ma krótkie, grube palce. Powiedziała: „Dziękuję, że o mnie pomyślałaś”. A ja przecież wcale o niej nie myślałam. To
Matka Boża kierowała moimi działaniami, tak przy zakupach, jak i przy dzieleniu tymi cennymi prezentami.
Mówiłam im wszystkim o tym, co widziałam, co przeżyłam, przekazywałam słowa z orędzia Matki Bożej, a oni mnie słuchali i wierzyli mi. Normalnie każdy z nich machnąłby ręką, uznał, że mi odbiło, tymczasem potraktowali mnie poważnie. Uwierzyli we wszystko. Wierzę, że nasza Królowa Pokoju otworzyła im serca, by łatwiej było mi stać się świadkiem i owocem Medziugorja. Nie pamiętam, kto, powiedział nam w Medziugorju, że wszyscy, którzy zostali tam zaproszeni, którzy przyjechali do Medziugorja są owocami Medziugorja. Tego nie można lekko traktować. Wymaga to nieustannej pracy nad sobą, dążenia do pokory. Przynajmniej ja tak to rozumiem. Ten wysiłek daje jednak szczęście. Człowiek czuje, że Matka Boża jest cały czas blisko niego.
Musiałam jeszcze raz pojechać tam z powrotem. Wciąż miałam wiele „spraw, do załatwienia” z Maryją. Dotychczas zaufanie sprawiało mi ogromne trudności, teraz każdego dnia powtarzam jedno krótkie zdanie: „Oddaję się Tobie, Jezu. Troszcz się Ty”. Tej drogi uczy mnie pokorny zakonnik w szarym habicie. Widocznie tak chce Maryja, a ja mogę tylko dziękować Jej za to i cieszyć się z całego serca. Gdyby ktoś zapytał mnie, przed wyjazdem do Medziugorja, czego w życiu żałuję, pewnie powiedziałabym, że wszystkiego. Teraz powiem, że absolutnie niczego, ponieważ każda sekunda mojego życia doprowadziła mnie do Medziugorja. Gdyby coś zmienić, jedno zdanie, jedno zdarzenie, pewnie nie trafiłabym do tego niezwykłego miejsca, nie przeżyłabym tego wszystkiego, nie otrzymałabym tylu łask. Jak mogłabym czegokolwiek żałować w takiej sytuacji?
Justyna Maria Mączka

Źródło: krolowa-pokoju.com.pl

Posted in Medziugorje, Świadectwa | Otagowane: , | 33 Komentarze »

Świadectwo: zginął, zobaczył Boga, wrócił.

Posted by Dzieckonmp w dniu 18 stycznia 2013


Posted in Ciekawe, Cuda, Film, Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: , , | 24 Komentarze »

Wstrząsające wyznanie samobójcy narkomana

Posted by Dzieckonmp w dniu 18 stycznia 2013


narkotyki,

Posted in Cuda, Film, Nawrócenia, Szatan, Świadectwa, Świat innymi oczami | Otagowane: , , | 5 Komentarzy »

Swiadectwo z Medjugorje – Ivo Juricic 01/01/2013

Posted by Dzieckonmp w dniu 13 stycznia 2013


Jestem tutaj aby opowiedzieć wam moją historię, o tym co wydarzyło się w moim życiu. A przydarzyło się mi wiele rzeczy.

IvoWierzę, ze każdemu z was może się też tyle przydarzyć.

Ale kiedy Bóg jest blisko nas łatwiej jest iść do przodu niosąc to wszystko.

Do 19-go roku miałem normalne życie, jak wszyscy inni młodzi ludzie.

Chodziłem do szkoły. Grałem w koszykówkę. Koszykówka była moim wielkim marzeniem.

Jednego dnia poczułem ból w kolanie. Poszedłem więc do miejscowego lekarza, który natychmiast skierował mnie do Zagrzebia, Chorwacja.

Kiedy przyjechałem do Zagrzebia lekarz obejrzał mnie i powiedział, że muszę natychmiast iść na stół operacyjny. Pobrał kawałek kości z kolana i wysłał na biopsję która stwierdziła raka kości i poddany zostałem natychmiastowej amputacji nogi. W przeciwnym razie straciłbym wszystko.

Po czterech i pół godzinach interwencji, gdy się obudziłam chciałem popatrzeć na moją nogę ale jej już nie było.

W tym momencie mój świat zawalił się. Nie byłem już w stanie kontynuować gry w koszykówkę. Po sześciu miesiącach leczenia otrzymałem protezy i wróciłem do domu.

Po powrocie próbowałem wieść normalne życie jak wcześniej, ale szło to z wielkim trudem. Wszyscy moi przyjaciele z koszykówki poszli swoimi drogami, a ja zostałem sam.

W tym czasie poznałem się z grupą kolesi, którzy codziennie udawali się do baru i piliśmy. Z każdym dniem moje życie robiło się coraz gorsze.

Okres ten był bardzo trudny dla moich rodziców, zwłaszcza mojej matki.

Ale dzięki Bogu  trwało to zaledwie cztery lub pięć miesięcy. Moja matka płakała i modliła się za mnie.

Rozpoczęły się objawienia Matki Bożej w Medziugorju.

Moja mama poprosiła mnie, czy pojechalibyśmy do Medziugorja aby spotkać się z wizjonerką Vicką i postarać się z nią porozmawiać.

Już nie mogłem patrzeć na cierpienie matki i obiecałem jej, że zrobimy to następnego dnia.

Spotkałem się z Vicką, rozmawiałem z nią i tak mi powiedziała: „Popatrz Ivo, jeśli chcesz brać udział dziś wieczorem w objawieniu, to możesz zostać.” Z szacunkiem przyjąłem jej propozycję.

Podczas objawienia nic nie widziałem ani nie słyszałem. Tej nocy po objawieniu poszedłem na Mszę Św, a potem wróciłem do domu.

Minęło półtora roku od mojej operacji kiedy miałem wrócić do szpitala na badania i sprawdzić moją sytuacje zdrowotną. Poproszono mnie by zatrzymać się pięć dni w szpitalu do otrzymania wyników.

Pielęgniarka przyszła i powiedziała: „trzeba iść do szpitala, gdyż nie jest dobrze.” Przerzuty zaczęły się na całym ciele.

Lekarz powiedział mi wyraźnie: „zaczęły robić się przerzuty i muszę powiedzieć, że nic nie mogę na to poradzić, nawet chemioterapia może nie pomóc. Według mojej diagnozy, nie masz więcej niż jeden rok życia. „

Moją ostatnią nadzieją było prosić Matkę Bożą o pomoc.

Wróciłem do Medziugorja i rozmawialiśmy z Vicką o wszystkim co miałem na myśli, i poprosiłem ją o zgodę by mówić do Matki Bożej. Poprosiłem Maryję  o ostatnią pomoc by mi powiedziała wyraźnie, co powinienem zrobić ze swoim życiem. Oczekiwałem konkretnej odpowiedzi od Madonny.

Po objawieniu Vicka powiedziała mi: „Ivo, Matka Boża powiedziała: Jesteś wolny. Musisz sam zdecydować, czy iść na chemioterapie czy nie. „

Miałem tylko 19 i byłem bliski śmierci. Zdałem sobie sprawę, że chemioterapia nie może mi pomóc. Moja ostatnią nadzieją była Madonna. Spodziewałem się konkretnej odpowiedzi ze strony Matki Bożej a Ona powiedziała mi, że jestem wolny. Wróciłem do domu byłem bardzo smutny. Tak mało wiary miałem, a i ta zniknęła. Tej nocy nie mogłam spać. Moi rodzice byli gotowi pójść ze mną do szpitala bym wziął chemie. Myślałem i postanowiłem nic nie robic. To była wielka walka dla mojej rodziny, gdyż nie wiedzielismy co robić.

Moja matka powiedziała, aby wrócić do Medziugorja do Vicki. Odpowiedziałem jej: „Mamo, dlaczego mam wracać do Vicki? Nie pamiętasz, że Matka Boża nic mi wczoraj nie powiedziała? „

Dusiłem się w domu tą sytuacją. Chciałem wyjść i nie wiedziałem gdzie się udać. Jeździłem tak z godzinę czy dwie, i znalazłem się ponownie przed domem Vicki. Była z innymi przyjaciółmi i poprosiła mnie bym przyszedł i znowu uczestniczył w objawieniu.

Tak wiec uczestniczyłem ponownie w objawieniu ale tylko z szacunku i tak się  modliłem: „Droga Maryjo, dlaczego nie możesz mi pomóc? Mam tylko 19 lat. Dlaczego nie powiesz Vicce co powinienem zrobić? Pomóż mi, moja droga Maryjo „.

Kiedy po zakończeniu objawienia Vicka wychodziła, pierwsza  popatrzyła na mnie z uśmiechem i powiedziała: „Ivo, mam wiadomość dla ciebie” Była bardzo radosna, pewnie Matka Boża popatrzyła na mnie przez co najmniej sekunde .

Kiedy wszyscy wyszli Vicka podeszła do mnie i powiedziała: „. Ivo Matka Boża powiedziała dobrze zdecydowaliście by nie jechać do Zagrzebia”

Odpowiedziałem: „Dziękuję Madonno, ale dlaczego nie powiedziałaś mi tego ostatniej nocy?”
Madonna wiedziała co robi.

Poszedłem do domu. Byłem bardzo szczęśliwy. Również tej nocy nie mogłem spać, bo nie wiedziałem jeszcze, co Matka Boża chciała ode mnie.

Następnego dnia powróciłem do domu objawień  Vicki, a Vicka  podchodzi do mnie i mówi: „Madonna powiedziała:” IVO, JESTEŚ MOIM SYNEM UMIŁOWANYM. Będziesz całkowicie wyleczony. Będziesz Moim żywym znakiem na ziemi.””

Następnego wieczoru było kolejne objawienie i ponownie Vicka powiedziała mi: „Ivo podczas objawienia zobaczyłam Matkę Bożą z tobą w ramionach, a Jej serce zamieniło się w kolor niebieski.”

Następnej nocy po objawieniu Vicka podeszła do mnie i powiedziała: „Ivo, widziałam Matkę Bożą, a po lewej stronie zobaczyłam twoją protezę i utraconą nogę. Matka Boża powiedziała, że ​​kiedy zajaśnieje znak na Górze Objawień, wkrótce po tym, Nasza Pani zakończy kurację twojej straconej nogi Ivo. „

Minęło ponad 30 lat i muszę powiedzieć, że nigdy nie robiłem następnych rutynowych badań, bo nie miałem potrzeby. Ponieważ, kiedy Matka Boża powiedziała, że ​​to koniec mojego uzdrowienia zostałem uzdrowiony wewnątrz. Stałem się innym człowiekiem. Ponieważ Matka Boża przyszła do mojego życia. Modlitwa stała się kluczem mojego życia. Modlitwa weszła w moje życie. Od tego momentu mój krzyż nie był już krzyżem. Był to najpiękniejszy moment w moim życiu. Zdałem sobie sprawę, że tylko przez modlitwę mogę mieć kontakt z Matką Bożą. Zdałem sobie sprawę, że tylko poprzez modlitwę będę wiedział  jaka jest droga mojego życia. Wszystko o co modliłem się do Matki Bożej zostało wysłuchane. Moja pierwsza prośba do Matki Bożej brzmiała: „Moja droga Maryjo, pomóż mi zrozumieć to, nie chcę żyć będąc zawsze wspomagany przez innych. Wiesz lepiej ode mnie jak mogę pracować. „

W tamtych czasach mieliśmy poważne problemy z komunizmem. Powinienem był rozpocząć pracę w banku w Citluk (w pobliżu miejscowości Medjugorje). Komuniści wiedzieli, i wezwali mnie do swojego biura i powiedzieli: „. Ivo, nie jesteś dla nas problemem, ale przestań mówić o Medjugorje i o widzących” Odpowiedziałem: „Dziękuję, ale moja droga jest teraz inna. Moja droga zmierza do Medjugorje, Mszy Św i Matki Bożej. „

Wróciłem do domu i nie straciłem zaufania. Nadal modliłem się w tej intencji. Wiedziałem, że Matka Boża pomoże mi i pokaże, co powinienem zrobić.

Po okresie około dwudziestu dni czy miesiąca, przybył do naszego domu belgijski pielgrzym, który wiedział o mojej sytuacji, z kilogramem materiałów do produkcji różańców. Powiedział: „Ivo, to jest twoja praca. Z tego można żyć.” Po raz pierwszy w życiu nauczyłem się jak robić różańce. W tamtym momencie nie wierzyłem, że można żyć z tej pracy. Minęło ponad 29 lat i nadal robię różańce żyjąc z pracy moich rąk. Jest to bardzo ważne dla mnie, aby utrzymać się  z pracy własnych rąk, nie prosząc o pomoc. Dziękuje Naszej Pani za znalezienie mi tej pracy. Jednej z najpiękniejszych na świecie. Zacząłem żyć normalnie. Modlitwa pomaga mi iść do przodu.

Zacząłem żyć orędziami Matki Bożej. Drugi raz modliłem się do Naszej Pani: „Droga Maryjo, pomóż mi założyć rodzinę. Bo ja też chcę żyć normalnie, jak każdy inny. Pomóż mi znaleźć kobietę, która pomoże mi iść do przodu w życiu i nieść ten krzyż. „

Następnie Matka ponownie zabrała mnie z powrotem do domu widzącej Vicki. I poślubiłem jedną z jej sióstr. I rok po naszym ślubie, mieliśmy córkę. Dziś ma ona 28 lat, mieszka w Zagrzebiu, w Chorwacji, wyszła za mąż i ma dwie córki.

Widzimy, że z Bogiem wszystko jest możliwe.

My, ludzie myślimy, że wiele rzeczy nie jest możliwych. Ale musimy zrozumieć, że będąc z Bogiem wszystko jest możliwe.

Dziękuję Bogu za to, że stworzył mnie człowiekiem. Kiedyś myślałem, że nie byłoby to możliwe.

Wrócę trochę do przeszłości:

Mogę powiedzieć, że życie bez Boga nie istnieje. Spędziłem trochę czasu żyjąc tak, jakby Bóg nie istniał. To było, gdy byłem młody; miałem zdrowie, myślałem że mogę robić wszystko czego zapragnę.

Pewnego dnia obudziłem się i zobaczyłem, że byłem nikim. Miał zaledwie 19 lat, gdy znalazłem się w dole.

Dziękuję Bogu, że przysłał Madonnę w rok po rozpoczęciu się mojej choroby.

Dziękuję mojej mamie za jej cierpienia, które w wierze i w modlitwie, wprowadziły mnie do Serca Matki Bożej.

Nasza Pani słuchała. Na pewno bez wiary mojej matki i bez jej modlitw nie mógłbym stać dzisiaj przed wami.

Mówię do Matki Bożej: „Dziękuję Ci Nasza Pani, za ten krzyż w moim życiu. Bez tego krzyża nigdy nie poznałbym miłości Boga „.

Postawmy Boga na pierwszym miejscu. To jest jedyna droga. Kiedy zdecydujemy się umieścić Boga na pierwszym miejscu, wtedy inne rzeczy tracą na znaczeniu.

Dojść do Serca Matki Bożej jest łatwo. Rozumiemy, że Matka Boża jest naszą Matką i mówi prostym językiem. Ona tylko prosi: „Módlcie się, módlcie się, módlcie się”
Jedynym sposobem, aby znaleźć Boga w naszym życiu jest nasza modlitwa.
Rozumiemy, że bez modlitwy nie znajdziemy Boga.

Zwłaszcza modlitwa w rodzinach. Modlitwa najpotężniejsza to modlitwa w rodzinie.
Kiedy mamy Boga w naszych sercach jesteśmy częścią jednej wielkiej rodziny, która jest rodziną Bożą.

Tłumaczyła: Bożena

Posted in Medziugorje, Świadectwa | Otagowane: , | 22 Komentarze »

Świadectwo rodziny wielodzietnej

Posted by Dzieckonmp w dniu 2 grudnia 2012


Sława Isusu Chrystu! Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Drodzy, nie wiem kto redaguje tę stronę ani z kim mógłbym się kontaktować. Czuję jednak głęboką potrzebę podzielenia się z Wami swoim świadectwem i być może zaoferowania swojej pomocy przy rozpowszechnianiu „Ostrzeżeń”. Być może poruszam się po ciemku, dlatego proszę o wybaczenie, jeżeli to co uczynię i zaproponuję będzie niewłaściwe. Jestem Łemkiem, grekokatolikiem. Po raz pierwszy informacja o „Ostrzeżeniach” dotarła do mnie kilka miesięcy temu, mogło by się wydawać, że przez zwykły przypadek, gdy przeglądałem zupełnie inne, świeckie strony. Nie miałem jednak ani chwili zwątpienia, że są prawdziwe. Wkrótce wydrukowałem je wszystkie. Wspólnie z małżonką i naszymi dziećmi: D. (13 lat), O.(12 lat), S.(8 lat) i . (6 lat) stały się naszą codzienną lekturą. Zaczęliśmy się też modlić „Krucjatami modlitwy”, intuicyjnie uznając za najważniejsze: Modlitwę o „Pieczęć Boga Żywego” (33) oraz „Krucjatą modlitwy” (24) – „Odpust Zupełny dla rozgrzeszenia”. Nie chcę zgrzeszyć grzechem pychy, ale czuję w sercu, że do „Ostrzeżeń” Pan Bóg przygotowywał mnie, nas, od lat. Od dzieciństwa miałem w snach widzenie Krzyża na niebie. Potem następowały po sobie kolejne zdarzenia, których do pewnego czasu nie mogłem zrozumieć i pojąć swoimi ludzkim zmysłami (było ich wiele). Zwracałem się o pomoc do duchownych, ale nie potrafili mi pomóc. Poznanie przyszło w Medjugorie, w 2001 roku, gdy przywiozłem tam swoją rodzinę i kilkudziesięcioosobową grupę młodzieży z Zespołu „K”, który założyłem dziesięć lat wcześniej. Pamiętam, że w czasie adoracji Świętego Sakramentu wyznałem w duchu „Maryjo, ofiaruję Ci swoją rodzinę i tę rozbrykaną młodzież”. A potem było uwielbienie Boga, olbrzymia radość i słowa Maryi: – Tak, miałeś mi przywieźć tutaj tych ludzi i oddać ich pod moją opiekę. W 2002 roku, w czasie modlitwy na Górze Objawień, Pod Brdo, Maryja poprosiła mnie, żebym ofiarował przez Jej ręce swoją rodzinę Krzyżowi, a po kilku kolejnych godzinach modlitwy, dodała:- A teraz ofiaruj cierpienie swego narodu. Było to w Wielkim Tygodniu, dokładnie w 55 rocznicę wysiedlenia Łemków, w ramach tzw. Akcji „Wisła”. Maryja zaznaczyła, że ma to być zadośćuczynienie za grzechy dziesiątek pokoleń Łemków, szczególnie te, popełnione w czasie tzw. wojny religijnej na Łemkowszczyźnie w latach 20. i 30. XX wieku. Z czasem nasz Krzyż stawał się coraz cięższy. W 2008 roku odnowiłem to ofiarowanie na Golgocie, w Jerozolimie. Towarzyszyła mi moja małżonka, dwoje dzieci, Zespół i nasza serdeczna przyjaciółka, ze Słowacji, którą poznaliśmy w 2001 r. w Medjugorie. Doświadczenia które stały się naszym udziałem na Drodze Krzyżowej, szczególnie w czasie wchodzenia na Golgotę, trudno opisać ludzkim słowami. Na chwilę było nam dane, w sposób nadprzyrodzony, doświadczyć cierpienia Maryi (IV stacja Drogi Krzyżowej)a potem Męki Chrystusa, w Jego ostatnich krokach na Górę Krzyża. Zastanawialiśmy się co Bóg chce nam przez tę Łaskę powiedzieć, czego od nas jeszcze oczekuje. Gdy zaczęliśmy wspólnie czytać i przeżywać „Ostrzeżenia”, żona była w ciąży z piątym dzieckiem. Miało urodzić się na początku sierpnia. Żyliśmy obietnicą Raju. Chcieliśmy podzielić się nią z jak największa liczbą ludzi. Rozesłałem e-maile do członków Zespołu, naszego parocha (proboszcza), biskupa. Efekt był znikomy. Zadawaliśmy sobie pytanie, co musi się wydarzyć, aby poruszyć ludzkie sumienia. Na początku lipca małżonka trafiła do szpitala, i jeszcze tego samego dnia, wieczorem, na świat przyszedł Bohdan (dany od Boga). Mieli razem opuścić szpital w poniedziałek, 9 lipca. Tuż przed północą, z 8 na 9 lipca, Marysia niespodziewanie zmarła, tak cicho jak żyła. Dwa dni później na włosku zawisło życie Bohdanka. Nie muszę pisać, co czuje mąż, który dowiaduje się o nagłej śmierci ukochanej małżonki. Co przeżywa, gdy modli się nad jej stygnącym ciałem, gdy nie może już nic powiedzieć, niczego naprawić, zmienić. Co czuje ojciec, który musi zakomunikować swoim dzieciom, każdemu z osobna, że ich ukochana Mama, nie żyje ( miała niespełna 40 lat). Co czuje ojciec, który za chwilę może stracić nowonarodzone dziecko. Co czują dzieci, które straciły Mamę i za chwilę mogą stracić Braciszka. Można się zbuntować, ale można też, mając daną od Stwórcy wolną wolę, oddać wszystko Bogu, modląc się o nawrócenie grzeszników, jedność Chrześcijan, pokój między narodami. Po ludzku trudno jest oswoić się z myślą, że jej nie ma już z nami, że przyjdzie mi samemu wychowywać dzieci, wprowadzić je w te trudne czasy. Dzieciom wychowywać się bez kochającej, troskliwej mamy. Ale kiedy żyjemy wiarą, przypominamy sobie obietnicę Raju, połączenia z naszymi zmarłymi. I życie nabiera sensu. Jest z nami Bohdanek, który po tygodniu „wypróbowania” wrócił do świata żywych. I nie ważne, że przychodzi dźwigać nam kolejne Krzyżyki: brak zrozumienia ze strony części duchownych, rodziny, zagrożenie utraty pracy (tzw. „polityka prorodzinna” naszego kraju nie przewiduje urlopu macierzyńskiego dla ojca samotnie wychowującego piątkę dzieci, w tym niemowlę, w sytuacji gdy zmarła mama nie była aktualnie zatrudniona), problemy finansowe Zespołu. Wiemy, że Bóg nad nami czuwa, że czuwa nad nami moja zmarła żona. Za jej duszę modliły się tysiące, jeżeli nie dziesiątki tysięcy osób na całym świecie, od Australii po Kanadę. Pan Bóg przywołał ją do siebie w najlepszym dla niej momencie (w przede dniu pójścia do szpitala była u spowiedzi, przyjęła Święty Sakrament, wybaczyła osobom, które ją zraniły, dała życie dziecku, chociaż wiedziała, że kolejna ciąża może oznaczać dla niej zagrożenie życia). Jako rodzina zawsze żyliśmy bardzo skromnie (małe mieszkanie – dwa nieduże pokoje i kuchnia, brak samochodu), ale byliśmy bogaci duchem, stanowiliśmy kochającą się rodzinę. Dzisiaj, chociaż nie ma już jej z nami, dalej ufamy Bogu, a On obdarza nas swoimi dobrami, także tymi materialnymi, czyniąc to przez dobrych, wrażliwych ludzi. Jak nigdy wcześniej pozwolił nam odłożyć parę groszy. Być może część z tych pieniędzy moglibyśmy (mamy?) przeznaczyć na rozpowszechnienie „Ostrzeżeń” w Polsce, na przykład na sfinansowanie publikacji książkowej. Ufam, że Głos Ducha Świętego podpowie Wam, co macie (mamy) czynić. Jeżeli uznacie to za wskazane, zgodne z Bożą Wolą, przekażcie nasze świadectwo Marii od Bożego Miłosierdzia. Będziemy się za nią modlić, ofiarując nasze małe Krzyżyki. Z Panem Bogiem! J. S. z Dziećmi: D., O., S., M. i małym Bohdankiem

Posted in Świadectwa | Otagowane: | 43 Komentarze »

Świadectwo czytelnika

Posted by Dzieckonmp w dniu 16 listopada 2012


Już tu kiedyś pisałam, ale powtórzę jak Orędzia Marii Bożego Miłosierdzia wpłynęły na mnie i moja rodzinę. Zupełnie przypadkowo weszłam na stronę ostrzezenie.wordpress.com. Zupełnie przy innej tematyce w innym miejscu ktoś napisał ten adres i weszłam…Od tego czasu zaczęły się dziać wielkie cuda i przemiany w kierunku Boga . Chyba jeszcze nigdy nasza wiara nie była tak silna… 8 grudnia 2011 konsekrowaliśmy się całą rodziną. Najświętszej Maryi Pannie..poprzedziło to 33 dniowe przygotowanie ze wspólną długą modlitwą i rozważaniami cala rodzina czego wcześniej nie robiliśmy…Kiedyś jadąc samochodem słuchaliśmy muzyki teraz zawsze się tylko modlimy albo śpiewamy pieśni religijne…Przystąpiliśmy do żertwy ofiarnej , czytamy wyłącznie książki o Bogu…uwielbiamy Marie Valtorte, Marie z Agredy Katarzynę Emmerlich i wiele innych świadectw i orędzi…Uwielbiamy słuchać księdza Natanka…nasi znajomi również się zmienili…teraz są to ludzie zarażeni taką samą miłością do Boga…oczywiście klękamy do Komunii, na Baranku Boży, na Święty, Święty i końcowe Błogosławieństwo…Dzięki Panu Bronkowi i jego cudownej stronie dowiadujemy się tylu wspaniałych rzeczy, modlitw, pieśni..Dziękujemy Ci drogi Bronku za wszystko co robisz, za Twoja wielka wiarę, za Twoje wspaniale apostołowanie…. dzięki Tobie słuchamy przepięknych pieśni Wspólnoty Miłości Ukrzyżowanej… A atakami na Ciebie, czy na Orędzia MBM nie trzeba się przejmować tylko Bogu dziękować…. uczeń nie może być lepszy od Mistrza, prawda??? Ile Jezus musiał przecierpieć…Tylko raz umieściłam komentarz na stronie obrońców…. nie było tam nic obraźliwego ale nie po ich linii partyjnej…komentarz wyrzucili i umieścili notatkę z moim adresem e-mailowym do powszechnej wiadomości , chyba żeby mnie inni prześladowali…Tutaj czuje się jak wśród kochającej rodziny… której nie wstydzę się napisać, ze coś mnie boli i poprosić o modlitwę. Pozdrawiam wszystkich i pomodlę się za Pana Bronka, Jego Rodzinę, za obydwu Bogdanów i wszystkich życzliwych, kochających ludzi tutaj…. Pozdrawiam

Hmmm

Posted in Orędzia Ostrzeżenie, Świadectwa | Otagowane: | 5 Komentarzy »

Świadectwo Bogdana

Posted by Dzieckonmp w dniu 16 listopada 2012


Ja też w końcu zabiorę głos. Nie mylcie mnie czasem z tym Bogdanem co mu kotlet nie smakował.
Chciałem poświadczyć swoim życiem o prawdziwości tych Orędzi. Natrafiłem na nie kilka razy, ale dopiero około czerwca zacząłem się nimi interesować. Jestem człowiekiem nieufnym i początkowo to olałem, jednak im bardziej się zagłębiałem w słowa Orędzi tym bardziej przekonywałem się że muszą one pochodzić od Boga. Do przekonania mnie nakłoniły mnie pewne słowa, otóż Jezus mówi, że ci którzy kochają Go najbardziej jako pierwsi Go odrzucą. Powiedziałem o Orędziach dwóm znajomym, bardzo gorliwych katolików i ku mojemu zaskoczeniu z wielką zaciekłością zaatakowali te Orędzia oraz moją osobę. Następnie trafiłem na stronę bohaterskich obrońców, poczytałem ich argumenty, każdy z nich przeanalizowałem dokładnie. Powiem, że zasiały spore wątpliwości we mnie. Niestety ale w ich argumentach znalazłem fałsz, napisałem uprzejmie posta na ich blogu, po paru dniach posta niema. Zacząłem sprawdzać dalej, łącznie z tymi całymi 60 powodami dla których uważają że MBM to kłamstwo(w wersji angielskiej), sprawdziłem dokładnie 2. Kolejny wynik świadczący o kłamstwie powodów, nie sprawdzałem dalej bo nie było to sensu. Zresztą gdyby Orędzia pochodziły od złego, wystarczyłby tylko 1 powód.
Natomiast na stronie obrońców zauważyłem że ciągle linkują tą stronę, wszedłem z ciekawości i od tamtej pory codziennie zaglądam, Jest tu zupełnie inna atmosfera, ludzie życzliwi bez fałszu, nigdzie tu nie znalazłem kłamstwa.
Same Orędzia przemieniły moje życie, udało mi się zerwać z kilkoma grzechami, przestałem nienawidzić bliźniego ( nie potrafię już tego robić, bo odrazu odzywa się moje sumienie), stałem się bardziej życzliwy i dużo bardziej przyjacielski, zwłaszcza wewnątrz mojej rodziny. O dziwo zacząłem się modlić różańcem i w ogóle często się modle w ciągu dnia, przedtem to był tylko ewentualnie znak krzyża rano i wieczorem. Staram się też żyć w łasce uświęcającej. Tak więc po owocach mojego życia widzę, że Orędzia muszą być od Boga.

Bogdan85

Posted in Orędzia Ostrzeżenie, Świadectwa | Otagowane: | 34 Komentarze »

Świadectwo Sylwii na temat orędzi Ostrzeżenie

Posted by Dzieckonmp w dniu 15 listopada 2012


Codziennie modlę się modlitwami/ krucjatami, które są podyktowane w orędziach Marii Bożego Miłosierdzia. Jednak przez ciągłe ataki i krytykę na te orędzia czasem mam wątpliwości np. po co tracę czas na te modlitwy, lub że może nie pochodzą od Boga. Jednak jest w nich tyle miłości Bożej, że ciągle w nie wierzę. Ale aby już nie mieć więcej wątpliwości postanowiłam modlić się przez 9 dni nowenną do Św. Tadeusza Judy. Jest tam podana obietnica, że jeszcze się nie zdążyło, żeby ktoś nie został wysłuchany. Modliłam się m.in. o mocny znak od Boga aby mi dał do zrozumienia, że te orędzia są od Niego a ja obiecałam Mu, że jeśli da mi tą łaskę, po której będę już pewna co do ich pochodzenia jeszcze bardziej przyłożę się do ich rozpowszechniania i do odmawiania modlitw krucjaty. Prosiłam w modlitwach, że najlepiej by było , żeby dał mi mocny/pewny znak we śnie. Jednak po skończonej nowennie zapomniałam o tym i myślałam, że proszę Boga o zbyt wiele. I wtedy tego dnia byłam bardzo zmęczona i ciężko było mi się zmusić do modlitwy. Ale przemogłam się, zapaliłam świecę przed obrazem Pana Jezusa i pomodliłam się. Ze zmęczenia przysnęłam. Myślałam, ze moje poświęcenie idzie na marne. I właśnie wtedy śniłam jak ja się modlę i we śnie miałam takie pytanie ” Boże, co z tymi modlitwami, które nie są wysłuchane, skoro te krucjaty nie są prawdziwe ?” We śnie widziałam siebie klęczącą i modlącą się a z nieba wracał do mnie strumień Bożego światła i był skierowany do mojej głowy/ czoła.

Myślę, że to była właśnie Boża odpowiedź na moją modlitwę. Bóg chciał mi pokazać, że moje modlitwy docierają do nieba i że SĄ WAŻNE .

Sylwia

Posted in Orędzia Ostrzeżenie, Świadectwa | Otagowane: , | 106 Komentarzy »