Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Posts Tagged ‘świadectwo’

o.Arkadiusz pustelnik i tułacz

Posted by Dzieckonmp w dniu 8 lipca 2013


Wstawiam świadectwo o. Arkadiusza Amerykanina polskiego pochodzenia, złożone w Medjugorje w 1995 roku dla naszej grupy pielgrzymkowej. Nagranie nie jest najlepszej jakości gdyż nagrywane było jeszcze na taśmę a teraz przegrane na płytę. Ojciec Arkadiusz pieszo przemierzał świat pielgrzymując do sanktuariów maryjnych, do Ziemi Świętej, Medjugorje. Zdawał się na opiekę Matki Bożej, wyruszał bez pieniędzy, często szukał jedzenia po śmietnikach. Ojca Arkadiusza można było często spotkać w Krakowie w konfesjonale. Zapraszam do wysłuchania.

Reklamy

Posted in Medziugorje, Świadectwa | Otagowane: , , , | 12 Komentarzy »

Nadzieja i nawrócenie

Posted by Dzieckonmp w dniu 5 lipca 2013


Pierwsza historia Piotra jak sam o sobie mówi nałogowego hazardzisty. Pokazuje jego walkę o wyjście z nałogu i nadzieję, jaką pokłada w Królowej Pokoju. Druga opowiada o tym w jak cudowny sposób Maryja dotykając miłością serce Patricka tylko jednym orędziem sprawiła, że jego życie zostaje uzdrowione. Historia Patricka i Nancy pokazuje, że jeżeli wprowadzimy w życie orędzia, które daje nam Matka Boża, w Medziugorje w nas i wokół nas zaczną dziać się cuda.

Posted in Film, Medziugorje, Świadectwa | Otagowane: , , | 91 Komentarzy »

Piękne świadectwo złożone w 2012 na festiwalu w Medjugorje.

Posted by Dzieckonmp w dniu 30 czerwca 2013


Wszystkim pielgrzymom do Medjugorje życzę aby ich doświadczenia Królowej Pokoju były tak silne jak tego Szkota składającego świadectwo. Wspaniałe owoce pielgrzymki do Medjugorje. Królowa Pokoju zaprosiła każdego z was , to nie jest przypadek że akurat ta czy ta osoba jedzie, to Jej zaproszenie sprawiło że jesteście na tej liście. Jestem pewien że każdy z was doświadczy obecności Maryi w swoim sercu i wróci do kraju z mocnym postanowieniem nawrócenia, gdyż każdy z nas potrzebuje tego, w ten sposób odpowiemy na wezwanie Królowej Pokoju i staniemy się Jej dziećmi.

Posted in Medziugorje, Świadectwa | Otagowane: , , | 74 Komentarze »

Wziął do ręki Różaniec

Posted by Dzieckonmp w dniu 7 kwietnia 2013


Mimo że zawiera zaledwie 2 zdania ten komentarz, jest w nim zawarte świadectwo niesłychanego działania Miłosierdzia Bożego dlatego wstawiam jako wpis. Tych drobnych  a jakże znaczących świadectw na tym blogu przewinęło się już tysiące.

Dzisiaj mój tata po raz pierwszy wziął różaniec, podszedł do mamy i powiedział żeby mu wytłumaczyła jak odmawiać koronkę. Może dla innych to mały znak albo nawet zbieg okoliczności, ale mnie ogromnie utwierdził w wierze w Boże Miłosierdzie.

Wstawił Adam

różaniec

Posted in Świadectwa | Otagowane: | 72 Komentarze »

List z Białorusi

Posted by Dzieckonmp w dniu 11 marca 2013


PAX! Szanowni, witam serdecznie z Bialorusi, Minsk.  W imieniu wszystkich wierzacych katolikow, zwlaszcza tych, co rozumieja po polsku wyrazam podziekowanie za wasza tak potrzebna w te ostatnie trudne czasy internetowa strone. Najwiecej zwolennikow macie wsrod legionerow Maryi. Nie udaje nam sie jeszcze zalozyc grupy modlitewne zeby regularnie sie spotykac, po roznym przyczynam. ale wierze, ze Bog i Maryja pomoga nam. Wiele zalezy od mentalnosci narodu, rozruszyc ludzi, obudzic jest nieraz rzeczywiscie trudno. Obawy, slepe posluszenstwo ksiezom, letarg, zmeczenie zyciem i praca wszystko to i inne przyczyny przeszkadza odpowiadac na glos Pana. Wogole te tereny, przestrzen bylego Zwiazku Radzieckiego dosc dlugi czas byla wlasnoscia szatana, i on nie chce za nic opuscic nasze kraje, wiara odradza sie tu bardzo powoli, wierzacych nie jest duzo jak by sie chcialo – prawdziwych wierzacych, wiekszosc prawoslawnych i to tylko z nazwy. Kaplanow tez nie jest wystarczajaco duzo, potrzebujemy jeszcze misjonarzy z waszego kraju. Nie brakuje sektantow i duzo jest protestantow roznych galezi. Bieda materialna po wojnie w latach komunizmu ukorzenila tylko jedne nieprzemijajace pragnienie: zarabiac, gromadzic, korzystac z zycia i dobr, ktorego nie mieli dziadki i babci, nawet kosztem innych, kupowac, sprzedawac, szukac rozrywek. Boga i wiedze o Bogu Zywym, Kochajacym, Przebaczajacym nam odebrali. jednak glod Boga pozostal, litosc i milosierdzie, dobre relacje pomiedzy ludzmi nie znikneli. Nie wszystkim jeszcz rzadzi pieniadz. Dlatego prosze was modlic sie za nas wszystkich, za Bialorus, za Rosje i przymykajace do niej kraje. Oby te kraje jak najpredzej zostali poswieceni Niepokalanemu Sercu Maryi wedlug Jej goracych zyczen.
Zwracam sie z taka propozycja: poniewaz trwa okres Wielkiego Postu, chcielibysmy troche wiecej wsrod roznych objawien widziec te, co dotyczyly Meki i Smierci naszego Pana Jezusa Chrystusa. Chcialabym zwrocic tu uwage na wloska mistyczke Maria Waltorte i Poemat Boga-Czlowieka. Ta wzniosla Boska lektura zmienila moje zycie pociagajac do milosci Boga i poznania Go. Nigdy nie myslalam czytajac szczegoly Meki i Smierci Jezusa w szostem tomie tych ksiag, ze az tak On cierpial jak na Duchu tak i na Ciele. Wysylam tu urywki z tego wlasnie tomu jak i sam to i jezeli uznacie za stosowne nadrukujcie cos z tego. Napewno znacie o Marii Waltorcie, nie mam czasu do przegladania calego waszego archiwum, ale moge podtwierdzic, ze kto tylko z moich znajomych zetknal sie z jej ksiazkami zostali poruszeni duchowo. Szkoda, ze nie ma przekladu na jezyk bialoruski czy ruski tych ksiazek.
Niech was Bog wszystkich blogoslawi! i umocni w tej trudnej pracy. Bedziecie hojnie wynagrodzeni przez Pana, ale spodziewajcie sie jeszcze wiekszych najazdow szatanskich, tyle ksiezy i ludzi w naszym Minsku i wogole Bialorusi przeglada wasza strone jak i strone paruzja.info.
Z wyrazami wdziecznosci i modlitwa    

p.Wiktoria i legionery Maryi. Minsk

Posted in Świadectwa | Otagowane: , | 90 Komentarzy »

Wspólnota Cenacolo Golgota Młodych

Posted by Dzieckonmp w dniu 7 marca 2013


Polecam wszystkim wysłuchać tego świadectwa młodych ludzi. Wspólnota Cenacolo  z Medjugorje.

Posted in Cenacolo, Medziugorje, Świadectwa | Otagowane: , , | 30 Komentarzy »

Świadectwo Elizy

Posted by Dzieckonmp w dniu 6 marca 2013


Moi Drodzy bardzo długo zwlekałam z napisaniem wam mojego świadectwa, ale dzisiaj postanowiłam to wreszcie zrobić. W ubiegłym roku mój 10 miesięczny synek poparzył się bardzo poważnie na skórze twarzy, szyi, obojczyka i brzuszka. W tamtym momencie nie zdawałam sobie jeszcze sprawy jakie poparzenie jest poważne. Wylądowałam z nim w moim szpitalu powiatowym, ale ze względu na rozległe poparzenia, a w szczególności naciski osób z mojej rodziny przewiozłam go do Kliniki Oparzeń. Kiedy tam dotarłam i usłyszałam diagnozę załamałam się- oparzenia drugiego i trzeciego stopnia, martwica skóry(czekał go przeszczep), zakażenie ran które zaatakowało już płuca…To było straszne, to było dla mnie jak wyrok… I wiecie co się wtedy stało? Wyciągnęłam z torebki mój różaniec (w tamtym momencie można powiedzieć że byłam “letnia” w mojej wierze) i zaczęłam się modlić.Prosiłam także wszystkich którzy wtedy do mnie telefonowali o modlitwę za mojego syka, a rodziców o zamówienie mszy świętej o udaną operację (dodam, że to się działo w miesiącu październiku- miesiącu modlitw różańcowych).Msza święta o zdrowie mojego maluszka odbyła się w niedzielę a na poniedziałek był szykowny do przeszczepu. Kiedy w poniedziałek rano lekarze zdjęli opatrunek okazało się że martwa skóra zaczęła się regenerować(zaczęła robić się ukrwiona). Postanowili założyć opatrunek i poczekać do środy co będzie dalej – z resztą skóry. W środę okazało się że kolejne miejsca zregenerowały się, więc znowu czekali dalej. W piątek po opatrunku dowiedziałam się,że w następnym tygodniu wracamy do domu…Leczenie trwało jeszcze przez rok- w tej chwili moje dziecko nie ma nawet śladu – tylko na brzuszku niewielkie bielactwo poparzeniowe, którego prawie nie widać… Zacytuję słowa lekarza na ostatniej wizycie ” Maluchu miałeś w niebie gwiazdę która nad tobą czuwała” na to ja powiedziałam lekarzowi “Panie doktorze ja cały czas modliłam się wtedy w szpitalu za niego” (zapomniałam dodać, że nie tylko ja), na to lekarz odpowiedział “i ma pani tutaj tego efekty! Proszę Państwa (do mnie i do mojego męża) gdyby wszystkie dzieci wyglądały tak ja wasz synek to ja dostałbym nagrodę nobla……….
Powiem wam jeszcze jedną bardzo ważną rzecz- kiedy byłam w ciąży zawierzyłam to dziecko Maryi……………
Potrzeba mi było tragedii mojego dziecka żeby nawrócić mnie na ścieżkę Bożą …..Z biegiem czasu zaniedbałam modlitwę różańcową, ale teraz za sprawą Orędzi MBM już żadnej modlitwy nie zaniedbuje. Kocham Pana Jezusa Maryję i Pana Boga całym sercem, i całym sercem wierzę w te orędzia….Ale niestety czasem człowiek musi upaść, żeby się podźwignąć na nowo. Żeby Pan Jezus mógł podnieść z każdego upadku……
Adminie dziękuję ci, za prowadzenie takiej strony, i że wreszcie gdzieś mogłam dać swoje świadectwo.

 

Od Admina:

Jaka radość, czuję bliskość Pana,,
  moje serce dźwięczy szeptem słów,
 modlitwa płynie z moich warg,
 w mojej duszy zamieszkał Pan.
 1. Przybądźcie wszyscy, śpiewajmy Panu
 radosną pieśń dziękczynienia,
  oblicze Jego czcijmy,
śpiewajmy Panu psalm. 
 2. Nasz Bóg jest wielki, to w Jego dłoni
są szczyty gór i krańce ziemi
i morze, które szumi, On stworzył cały świat.
3. Klęknijmy przed Nim, pochylmy głowy,
oddajmy cześć Stwórcy swemu:
jesteśmy Jego ludem, owcami Jego łąk.

 

 

Posted in Świadectwa | Otagowane: | 103 Komentarze »

Piękne krótkie świadectwo czytelnika

Posted by Dzieckonmp w dniu 5 marca 2013


Jestem biedny jak mysz kościelna, nie mam dziewczyny, pracy. Jeszcze jakiś czas temu pisałem tu żale, że nic mnie w życiu nie cieszy. A dziś jestem szczęśliwym człowiekiem, odnalazłem sens, nadzieję i radość mojego życia! Jezu, jak bardzo jestem Ci wdzięczny, że Cię odnalazłem! Teraz wiem, że tak na prawdę, to nic więcej prócz Ciebie na tym świecie się nie liczy. Codziennie odliczam godziny kiedy znowu będę mógł przyjść do Ciebie na Eucharystię, skaczę z radości kiedy mogę Cię przyjąć i płaczę z tęsknoty kiedy nie….Pewnie nigdy nie będę dla Ciebie tak dobry jak Ty jesteś dla mnie, lecz błagam, nigdy więcej mnie nie opuszczaj choćbym nawet tego chciał! Kocham Cię

Przepraszam, ale musiałem to napisać:)

napisał: as

Posted in Świadectwa | Otagowane: | 26 Komentarzy »

Świadectwo Slaven

Posted by Dzieckonmp w dniu 2 lutego 2013


Nazywam się Slaven i pochodzę z Chorwacji. Jestem szczęśliwy, że zostałem wybrany przez Pana aby kontemplować i świadczyć o Jego zmartwychwstaniu poprzez swoje odrodzone we Wspólnocie Cenacolo życie.
Pochodzę z rodziny, która dała mi wiele uczucia. Moi rodzice starali się nie dopuścić, aby mi i mojej siostrze brakowało czegoś, tak jak wtedy, gdy oni byli dziećmi. Mieliśmy wiele rzeczy i pieniędzy. Przypominam sobie dużo pięknych momentów, wartości, które mi rodzice przekazali, tym niemniej od dziecka zawsze mi było mało. Brakowało mi ciągle czegoś i nie potrafiłem znaleźć prawdziwej radości. W mojej rodzinie nie modliło się, ani nie rozmawiało o Bogu, nie mówiąc już o chodzeniu do kościoła,
I tak, pomimo, że byłem jeszcze bardzo młody, zacząłem oddalać się od rodziny, którą obwiniałem za wszystkie moje problemy. Jako, że między moimi rodzicami dochodziło do napięć i widziało się ich trudności, czułem, że nie mogę u nich szukać pewności i szczęścia. Zacząłem więc szukać gdzie indziej. Będąc przyzwyczajony do posiadania wszystkiego co chciałem, byłem niezdolny do poświęcenia. Chciałem wszystko i od zaraz. Wewnątrz mnie bardzo cierpiałem i czułem się rozdarty. Z jednej strony pragnąłem być dobrym człowiekiem, pomagać innym i znaleźć prawdziwy sens życia, z drugiej jednak strony byłem bardzo pogubiony, bo nie wiedziałem ani dokąd iść, ani co robić. Tak zacząłem ukrywać swoje prawdziwe uczucia i wrażliwość, których się wstydziłem i bałem. Zamiast tego zachowywałem się w sposób grubiański i powierzchowny wobec ludzi, z którymi często przebywałem i z którymi zacząłem po raz pierwszy pić alkohol i brać narkotyki.
W ten sposób rozpoczęła się i trwała przez kilka lat moja droga w dół. Wówczas byłem jednak przekonany, że bez przyjmowania na siebie jakiejkolwiek odpowiedzialności, moja droga była piękniejsza i ciekawsza niż innych ludzi. W pewnym momencie spróbowałem heroiny, myśląc, że nareszcie znalazłem idealne rozwiązanie na moje problemy. Nie wiedziałem jednak jak się myliłem! Po pierwszych miesiącach fałszywego szczęścia przyszły lata ciemności, samotności i fałszu. Pojawiające się od czasu do czasu pragnienie zmiany kończyło się nowym upadkiem, coraz głębszym, prowadzącym do większego fałszu i przekonania, że nie istnieje dla mnie droga wyjścia. Takie życie doprowadziło mnie do stanu, kiedy przestałem cokolwiek czuć, stawiając na pierwszym miejscu tylko i wyłącznie moją potrzebę brania narkotyków. Czasami, będąc świadomy całego fałszu i zła, w którym żyłem, wyczerpany tym wszystkim, pragnąłem umrzeć i nie obudzić się więcej.
Jednak w tej całej beznadziei Bóg widział moją desperację i przybył ze światłem do mojego życia. Pewnej nocy, gdy uratowano mnie od śmierci przez przedawkowanie, krzyczałem głośno w swoim sercu: ”Panie, jeśli istniejesz, pomóż mi! Nie chcę już dłużej tak żyć!”. To były pierwsze od wielu lat słowa prawdy. Niedługo później poznałem wspólnotę Cenacolo.
Dziękuję Jezusowi, ponieważ jeszcze przed wstąpieniem do Wspólnoty, podczas kolokwiów, które robiłem w naszym domu wspólnotowym w Varażdinie w Chorwacji mogłem poznać Matkę Elvirę.  Mimo tego, że przez wiele lat byłem zagubiony w ciemności zła, zrozumiałem, że miłość tej zakonnicy, przekazywana chłopakom w gestach, słowach, spojrzeniach, była znakiem światła i miłosierdzia Bożego. Tego dnia odczułem głęboko, że istnieje i dla mnie nadzieja i że muszę spróbować się zmienić. Wstąpiłem do wspólnoty Cenacolo mając dwadzieścia pięć lat, zmęczony fałszem i iluzjami, którymi żyłem. Od początku poczułem się jak w domu. Mimo, że przychodziło mi trudno zaakceptować sposób życia, który mi proponowano, dodawała mi odwagi wiara i nadzieja, towarzysząca innym chłopakom, idącym tą nową, dobrą drogą. Nareszcie cierpienia i wyrzeczenia zaczęły nabierać sensu: po raz pierwszy w życiu czułem radość z prostego, czystego od zła i prawdziwego życia. Mój “anioł stróż”, chłopak, który na początku zaopiekował się mną, przekazywał mi wiele miłości, miał także ze mną anielską cierpliwość. Mimo, że na początku go osądzałem, to właśnie dzięki niemu zrodziło się we mnie pragnienie bycia dobrym. Chłopaki nauczyli mnie, że modlitwa przeżyta rano w kaplicy powinna stać się podczas dnia konkretem, czymś namacalnym, że modlitwą powinno być wszystko co robię, myślę, mówię, wybieram, przeżywam. I tak mimo mojego charakteru i mojej dumy, wobec Jezusa obecnego w Eucharystii, znajduję zawsze w Nim siłę i pragnienie rozpoczynania na nowo, dziękowania, życia w prawdzie i proszenia o przebaczenie.
Po kilku latach wspólnoty zacząłem czuć, że Pan wzywa mnie do czegoś więcej. Świadomy swoich słabości i braków miałem wiele pytań i wątpliwości, które zanosiłem jednak Jemu na modlitwie. Wtedy narodziło się w moim sercu pragnienie stania się na zawsze częścią tej wielkiej rodziny, tym razem w sposób głębszy i bardziej autentyczny, dając moje życie Panu, poprzez służbę innym braciom. Doświadczenie pobytu w domu formacyjnym pomogło mi rozeznać i odpowiedzieć Bogu z radością i zaufaniem na powołanie zakonne. Momenty, które tam przeżyłem, w zwykłych, codziennych pracach, w ciszy pełnej Bożej Obecności, zbudowały nową i jeszcze bardziej głęboką relację z Panem. Dziś życie we Wspólnocie jest dla mnie wielkim darem: służę swoim życiem w jednym z domów w Polsce, gdzie mam możliwość przyjęcia wielu młodych i ich rodzin, które szukają pomocy, mogąc kontemplować to wszystko co Pan działa w sercach poprzez ducha Cenacolo. Jest to dla mnie ogromna radość!
Chciałbym podziękować bardzo Wspólnocie ponieważ mnie przyjęła i pokochała takim, jakim byłem. Dziękuję Tobie, Jezu, ponieważ jesteś miłością, miłosierdziem i przebaczeniem oraz dlatego, że wybrałeś mnie, abym był synem i świadkiem Twojego Bożego Miłosierdzia. Dziękuję Ci, Matko Boża za dar opatrzności, która każdego dnia czyni życie nowym i pięknym.

Źródło: wspólnota CCenacoloenacolo

Posted in Cenacolo, Świadectwa | Otagowane: , | 4 Komentarze »

Krótkie świadectwo Gosi

Posted by Dzieckonmp w dniu 23 stycznia 2013


Żal mi takich niedowiarków jak Lukas i Paul i nie wiem kogo jeszcze.Wy nie musicie czytać tych orędzi i ranić Pana Jezusa.Po prostu zamilczcie bo możecie nie przeżyć ostrzeżenia jeśli będziecie piętnować to słowo Boże.Mnie osobiście tak pomogły,że zamiast jednej niedbałej modlitwy wieczornej mam kilkakrotną rozmowę z Panem Bogiem w ciągu dnia.Komunię Św przyjmowałam kiedyś bardzo rzadko , teraz staram się żyć w stanie łaski uświęcającej. Podczas życia orędziami i modlitwą zdarzyło mi się ,że dwukrotnie Pan Jezus podczas komunii ŚW przyszedł do mnie w swojej obfitości tzn. w podwójnym Komunikacie.Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło.Ale staram się być posłuszna P. Jezusowi – w piątki modlę się o dzieci abortowane na różańcu,aby choć jednej matce udało się zmienić złą decyzję i uwielbiam chodzić przed Najświętszy Sakrament, wprost się w nim zakochałam.To właśnie orędzia mnie tam zaprowadziły.Mój mąż choć na początku złościł się na mnie że za dużo się modlę, sam uważał,że wystarczy raz w roku się wyspowiadać i komunię św przyjmować teraz podąża ze mną. Nawet w tym roku poszliśmy przed Sylwestrem do kościoła na mszę( 1 raz w życiu w taki dzień). I może ktoś nas wyśmiać ale tym razem nie ja lecz mój mąż otrzymał podwójną komunię Św.Piszę to chociaż powinnam to zostawić dla nas bo są to nasze wewnętrzne relacje z Bogiem nie dla poklasku lecz tylko i wyłącznie dla świadectwa dla innych.Uwierzcie nam – oboje nie zwariowaliśmy.
Zachęcam więc do czytania tych orędzi.

Gosia

Posted in Orędzia Ostrzeżenie, Świadectwa | Otagowane: | 25 Komentarzy »

An Angel

Posted by Dzieckonmp w dniu 20 stycznia 2013


Wiele osób zaczyna swoją opowieść, od słów: „Opowiem wam dziś prawdziwą historię…” . Moja prawdziwa historia zaczęła się tak naprawdę dawno temu, kiedy miałam trzynaście lat. Byłam bardzo nieszczęśliwym dzieckiem, żyjącym w domu pełnym zawiści. Awantury i pijaństwo ojca, były moją codziennością. To smutne, że tak wiele dzieci musi dźwigać tak ciężki krzyż. Pomódlmy się za te dzieci i ich rodziny. Bywało, że myślałam o śmierci, że wolałabym się wcale nie urodzić. Mimo wszystko z całego serca dziękuję Bogu, za ten mój krzyż, bo on stał się jednocześnie moim błogosławieństwem i szczęściem.
Właśnie w wieku trzynastu lat, najtrudniejszym okresie dla zmieniającego się, dorastającego młodego człowieka, którego osobowość kształtuje się na nowo, usłyszałam w radio przepiękną piosenkę. Pokochałam te nuty, ten głos. To był utwór znanego na całym świecie zespołu The Kelly Family, pod tytułem An Angel. To był ten dzień…
Nigdy nie miałam przyjaciół, byłam jedynaczką. Nie miałam nikogo, komu mogłabym zaufać, oprócz mamy, która robiła wszystko, by mi ułatwić życie. Ta liczna irlandzka rodzina stała się moją rodziną, moimi przyjaciółmi. Tak mijały lata. Nigdy też nie miałam szczęścia
w miłości, więc zaprzyjaźniłam się ze swoją samotnością.
Pewnego dnia, po bardzo trudnym okresie swego życia, mój najdroższy przyjaciel, serce zespołu Kelly’ch, Patrick, poszedł do zakonu. Ostatnia płyta, jaką wydał, mówiła o jego przeżyciach, o nawróceniu, o Medziugorju. Moje ciocie jeździły tam i opowiadały o tym, ale ja nie słuchałam. Nie zwracałam uwagi. Dopiero, gdy Paddy o tym śpiewał, zaczęłam słuchać. Zaczęłam pragnąć pojechać tam. Nie wiem, dlaczego. Chodziłam do kościoła, modliłam się, ale to było jakieś byle jakie. Chciałam się lepiej postarać, być bardziej religijna, prawa, lecz nie wiedziałam za bardzo, jak się za to zabrać. Wydawało mi się, że chcę lepiej zrozumieć tak radykalny krok gwiazdy rocka, przejść tymi ścieżkami, którymi on przeszedł. Nawet nie zauważyłam, że zaczęłam rozmawiać więcej z Jezusem, z Maryją, że tak naprawdę ciągnie mnie tam z powodu Matki Bożej.
W końcu stało się. W 2009 roku dostałam zaproszenie. To zabrzmi nieskromnie, pysznie, ale z jakiegoś powodu zostałam wybrana, jak setki tysięcy innych, nigdy przypadkowych ludzi.
Już dawno przestałam się łudzić, że marzenia się spełniają, tymczasem moje najświeższe marzenie spełniło się.
Znalazłam się w Medziugorju. Od razu spodobało mi się to miejsce. Było mi tam jakoś tak dobrze, spokojnie. Zazwyczaj męczyło mnie zbyt długie przesiadywanie w kościele, lecz nie tam. Z ochotą poszłam na różaniec, który miał być odmawiany przy ołtarzu polowym. Nagle, ni stąd, ni zowąd, zmieniła się pogoda. Zaczęło lać tak bardzo, że trzeba było biec szybko, do kościoła. Tłumy wcisnęły się do środka, chroniąc się przed deszczem. Pomyślałam sobie wtedy: „No i po co ten deszcz przyszedł?”.
Odpowiedź dostałam szybko. Skończył się różaniec, rozpoczęła się Msza św. Nagle, spóźniony, między ludźmi szybko przecisnął się zakonnik z małą chudą walizką. Niezbyt wysoki, chudy, z krótkimi włosami, między którymi widać było dwie blizny, za prawym uchem. Stanął niedaleko mnie, za filarem i bardzo dyskretnie rozejrzał się. Był zmęczony długą drogą. Ukląkł pomodlił się, wstał i wpatrzył się w ołtarz, tak, jakby nic, poza ołtarzem nie istniało na świecie.
Tak, to był on. Brat John Paul Mary, kiedyś znany, jako Paddy Kelly. Gdyby się nie rozpadało, nie miałabym najmniejszych szans, by zobaczyć go, przed ołtarzem polowym. Deszcz przyszedł po to, bym doświadczyła pierwszego mojego prywatnego cudu. Piętnaście lat marzyłam o tym, że kiedyś spotkam tego człowieka i stało się. Na świecie nie istnieją przypadki. To był najprawdziwszy cud. Podczas Komunii św., skorzystałam
z okazji i podeszłam jak najbliżej niego. Jakże głupio się czułam, jak było mi wstyd, stojąc, jak wszyscy, podczas, gdy on jedyny ukląkł, by przyjąć Najświętszy Sakrament. Wstał
i wycofał się, robiąc mi miejsce. Miałam zaszczyt spojrzeć mu w oczy. Przez całe pięć sekund ja patrzyłam jemu w oczy, a on mnie. Miał takie przenikliwe oczy… Był dla mnie lekcją pokory.
Matka Boża pokazała mi go, skromnego, cichego, nie zauważanego, przez nikogo, tak pełnego pokory i zaraz zabrała go sobie. Pomodlił się po Komunii św., poszedł do przodu,
ze swą walizką i zniknął mi z oczu. W głowie usłyszałam głos: „Widzisz jego pokorę? Naśladuj go w tym”. Więc to była lekcja, będąca jednocześnie cudownym prezentem. Brat John Paul stanowił mój drogowskaz od lat i chyba tak już będzie zawsze. Niech będzie. Dla mnie to niezwykły zaszczyt. John Paul należał do Matki Bożej, uczył mnie małości, pokory, gorliwej wiary. Uznałam, że Matka Boża chce, aby brat John Paul był nadal moim nauczycielem, przewodnikiem. Mam się od niego uczyć, jak przez ostatnie piętnaście lat.
Powiem tylko, że to dzięki An Angel nauczyłam się angielskiego, samodzielnie. Dzięki Kelly’m uczyłam się kochać, wybaczać, a samotność nie była tak uciążliwa. Moje marzenie, by z nim porozmawiać, podziękować mu za wszystko, na razie miało się nie spełnić. To miało mi wystarczyć i wystarczało. Byłam szczęśliwa i wdzięczna, za to, co dostałam, bo był to dla mnie wielki dar.
Niezwykłość tego miejsca, klimat Mszy św. odprawianej w tylu różnych, dziwnych językach, sprawiły, że naprawdę zaczęłam się modlić. Na powitanie spotkał mnie mój mały prywatny cud, nie liczyłam na więcej, ale przyjechałam tam z wieloma intencjami i wiedziałam, że jeśli gdziekolwiek i kiedykolwiek mam coś wymodlić, to tylko tam, w Medziugorju. Obecność świętości czuło się tam wszędzie. Była w powietrzu, którym oddychałam, w mrówkach spacerujących po chodniku, w zapachu fig, który ciągle czułam.
Zdarzyło się tak, że wzięłam udział w spotkaniu z Ivanem, który mówił o objawieniach, przekazywał orędzia Matki Bożej. Powiedział, że Matka zaprasza nas wszystkich, na objawienie, 11 września, o godz. 22.00, na Górze Objawień. Wiedziałam, że słyszą ją i widzą, tylko wybrani ludzie. Większość nie widzi niczego. Nie liczyłam, że coś zobaczę. Ja już doświadczyłam cudu i chciałam tylko, by Kraljica Mira wysłuchała moich próśb.
Szłam w ciemności, w tłumie, nie licząc na nic. Wyszliśmy pod samą figurę, znajdującą się na górze i oczekiwaliśmy na objawienie modląc się. Ludzie z tylu krajów, władający tyloma językami modlili się razem. Ich głosy zlały się w jeden i słychać było tylko głośne burczenie. Miałam wrażenie, że temu burczeniu towarzyszy wielka energia, która unosi te wszystkie modlitwy do nieba. Podobną energię odczuwają gwiazdy, na koncertach. Czytałam o tym wiele razy.
Kobieta z mojej grupy, z którą się zaprzyjaźniłam, powiedziała, żebym patrzyła w bok, bo tam patrzą wszyscy, więc stanęłam na wysokim kamieniu i patrzyłam. Patrzyłam i widziałam, nie zdając sobie sprawy z tego, że coś widzę. Byłam, jakby nieświadoma. Po kilku minutach ludzie zaczęli bić brawo i przekazywać sobie z ust do ust, słowa Matki Bożej. A przecież mówiliśmy w różnych językach. Mimo, że na nic nie liczyłam, czułam się odrobinkę zawiedziona, że zupełnie nic się nie wydarzyło, za co jeszcze dziś przepraszam Maryję.
Na dole, po objawieniu, cała nasza grupa zebrała się, by razem wrócić do pensjonatu. Wtedy dowiedziałam się, że Matka Boża prosiła, by modlić się o pokój na świecie i powiedziała, że pobłogosławiła wszystkie dewocjonalia, które ludzie przynieśli ze sobą. Poczułam się tak, jakby na mnie zerknęła, ponieważ przed wyjściem, włożyłam do torby wszystkie zakupione przez siebie różańce i inne dewocjonalia.
Robiąc to, nie zastanawiałam się dlaczego i po co to robię. Jakby ktoś zrobił to za mnie. Spotkał mnie kolejny niezwykły zaszczyt, kolejny cud, na który nie zasługiwałam. Nie byłam jakimś strasznym grzesznikiem, lecz sumienie ciążyło mi, na tyle, by uważać, że nie zasługuję
na te wszystkie łaski. Nie byłam z siebie ani trochę dumna. Jednak mimo to, najwidoczniej naprawdę zostałam, z jakiegoś powodu, wybrana. Tylko dlaczego ja?
Dopiero kolejnego dnia, zaczęłam sobie powoli uświadamiać, co wydarzyło się na górze objawień. Jakbym budziła się ze snu. Zrozumiałam, że Matka Boża pozwoliła mi zobaczyć, jak zeszła do nas na ziemię, widziałam bowiem dziwny obłok. Wyglądał bardziej, jak mgła, niż jak chmura. Był przezroczysty, szary, jak dym. Widać było, poprzez niego drzewa, na których jakoby osiadł. Obłok ten, miał idealnie prostą podstawę, a na wierzchu, było wgłębienie, jakby ktoś tam leżał, lub siedział. Patrzyłam na niego dość długo, a gdy odwróciłam wzrok i znowu spojrzałam, już go nie było.
Pewna kobieta z naszej grupy mówiła później, że Matka Boża spłynęła, leżąc na obłoku, a ja zrozumiałam, że nie miałam zwidów, że ten obłok widziałam. Dowiedziałam się też, że Maryja mówiła, iż jest zadowolona z młodzieży. Poczułam wtedy szczęście, jakby znów na mnie zerknęła. Ona, Najświętsza Maryja zaprosiła mnie do Medziugorja, pokazała mi to wszystko… Mnie, zwykłej, byle jakiej dziewczynie, która jest nikim, w porównaniu z tymi wszystkimi wspaniałymi ludźmi, jakich Matka do siebie przyciągała.
Zrozumiałam, że mam teraz bardzo ważne zadanie. Muszę wrócić tam, gdzie mieszkam, do tych zimnych, pełnych ironii ludzi i opowiedzieć im o tym. Obawiałam się, że nie będą mnie słuchać, że mnie wyśmieją, nazwą wariatką. Modliłam się, by Matka Boża pomogła mi mówić im o tym wszystkim, by podpowiadała mi słowa. Zapragnęłam pójść do spowiedzi generalnej, ale wszystko działo się tak szybko, że nie mogłam się do niej dobrze przygotować. Głos w moim wnętrzu powiedział mi, żebym dała sobie trochę czasu, że kiedy nadejdzie pora, znajdzie się odpowiedni ksiądz, odpowiednia chwila. Zaufałam więc.
Nie chciałam wracać do domu, było mi tam tak dobrze. Jakby to był raj na ziemi. Tak wiele słyszałam od kobiet, z mojej grupy pielgrzymkowej, o Festiwalu Młodych, że gorąco zapragnęłam przyjechać za rok, we wakacje, na te dziewięć dni. Jeszcze nie wyjechałam z Medziugorja, a już tęskniłam za nim. Zastanawiałam się, czy moja wiara nie osłabnie, czy te wydarzenia mi nie spowszednieją w zderzeniu z szarą rzeczywistością.
W drodze powrotnej organizator pielgrzymki włączył w autokarze DVD z Festiwalu Młodych. Jaka była moja radość, gdy okazało się, że oglądam świadectwo brata Johna Paula Mary Kelly… Słuchałam go z zapartym tchem, jak mówił o tym, co jego rodzina osiągnęła, ile nagród zdobyła, w jakim zamku zamieszkała. Mówił o pustce, jaka go ogarnęła i o chęci odebrania sobie życia. Wiedziałam wcześniej o tym, ale słysząc tę historię z jego ust, czułam, że każda komórka ciała mnie aż boli. To nagranie umocniło mnie w przekonaniu, że muszę przyjechać na Festiwal Młodych, że muszę zasłużyć na zaproszenie.
Wróciłam do Polski i jadąc w autobusie, do domu, odkryłam, że bardzo mnie rażą przekleństwa. Sama dotąd dużo przeklinałam, a teraz drażniło mnie, kiedy słyszałam je z ust innych. Podobnie było z wzywaniem imienia Bożego na daremno. Też mnie drażniło, kiedy sama u siebie usłyszałam mój zwykły przerywnik: „O Jezu”. Cieszyłam się, że jestem na początku nowej drogi.
W Medziugorju kupiłam wiele różnych różańców, koronek pokoju, medalików i tym podobnych pamiątek. Po powrocie je podzieliłam, dla różnych znajomych, a i tak wiele mi zostało.
I zaczęły przychodzić do nas różne osoby, o których nie pomyślałam. Przyszła jedna znajoma, a ja, jakbym była, przez kogoś kierowana, dałam jej dzieciom medaliki, a jej różaniec
i usłyszałam: „Jakbyś wiedziała. Wczoraj mój różaniec się przerwał martwiłam się, że nie będę miała na czym się modlić”.
Kupiłam duży drewniany różaniec, choć nie wiedziałam po co, bo myślałam, że nikt na takim dużym nie będzie chciał się modlić i przyszła ciocia, która ma krótkie, grube palce. Powiedziała: „Dziękuję, że o mnie pomyślałaś”. A ja przecież wcale o niej nie myślałam. To
Matka Boża kierowała moimi działaniami, tak przy zakupach, jak i przy dzieleniu tymi cennymi prezentami.
Mówiłam im wszystkim o tym, co widziałam, co przeżyłam, przekazywałam słowa z orędzia Matki Bożej, a oni mnie słuchali i wierzyli mi. Normalnie każdy z nich machnąłby ręką, uznał, że mi odbiło, tymczasem potraktowali mnie poważnie. Uwierzyli we wszystko. Wierzę, że nasza Królowa Pokoju otworzyła im serca, by łatwiej było mi stać się świadkiem i owocem Medziugorja. Nie pamiętam, kto, powiedział nam w Medziugorju, że wszyscy, którzy zostali tam zaproszeni, którzy przyjechali do Medziugorja są owocami Medziugorja. Tego nie można lekko traktować. Wymaga to nieustannej pracy nad sobą, dążenia do pokory. Przynajmniej ja tak to rozumiem. Ten wysiłek daje jednak szczęście. Człowiek czuje, że Matka Boża jest cały czas blisko niego.
Musiałam jeszcze raz pojechać tam z powrotem. Wciąż miałam wiele „spraw, do załatwienia” z Maryją. Dotychczas zaufanie sprawiało mi ogromne trudności, teraz każdego dnia powtarzam jedno krótkie zdanie: „Oddaję się Tobie, Jezu. Troszcz się Ty”. Tej drogi uczy mnie pokorny zakonnik w szarym habicie. Widocznie tak chce Maryja, a ja mogę tylko dziękować Jej za to i cieszyć się z całego serca. Gdyby ktoś zapytał mnie, przed wyjazdem do Medziugorja, czego w życiu żałuję, pewnie powiedziałabym, że wszystkiego. Teraz powiem, że absolutnie niczego, ponieważ każda sekunda mojego życia doprowadziła mnie do Medziugorja. Gdyby coś zmienić, jedno zdanie, jedno zdarzenie, pewnie nie trafiłabym do tego niezwykłego miejsca, nie przeżyłabym tego wszystkiego, nie otrzymałabym tylu łask. Jak mogłabym czegokolwiek żałować w takiej sytuacji?
Justyna Maria Mączka

Źródło: krolowa-pokoju.com.pl

Posted in Medziugorje, Świadectwa | Otagowane: , | 33 Komentarze »

Świadectwo: zginął, zobaczył Boga, wrócił.

Posted by Dzieckonmp w dniu 18 stycznia 2013


Posted in Ciekawe, Cuda, Film, Nawrócenia, Świadectwa | Otagowane: , , | 24 Komentarze »

Wstrząsające wyznanie samobójcy narkomana

Posted by Dzieckonmp w dniu 18 stycznia 2013


narkotyki,

Posted in Cuda, Film, Nawrócenia, Szatan, Świadectwa, Świat innymi oczami | Otagowane: , , | 5 Komentarzy »

Swiadectwo z Medjugorje – Ivo Juricic 01/01/2013

Posted by Dzieckonmp w dniu 13 stycznia 2013


Jestem tutaj aby opowiedzieć wam moją historię, o tym co wydarzyło się w moim życiu. A przydarzyło się mi wiele rzeczy.

IvoWierzę, ze każdemu z was może się też tyle przydarzyć.

Ale kiedy Bóg jest blisko nas łatwiej jest iść do przodu niosąc to wszystko.

Do 19-go roku miałem normalne życie, jak wszyscy inni młodzi ludzie.

Chodziłem do szkoły. Grałem w koszykówkę. Koszykówka była moim wielkim marzeniem.

Jednego dnia poczułem ból w kolanie. Poszedłem więc do miejscowego lekarza, który natychmiast skierował mnie do Zagrzebia, Chorwacja.

Kiedy przyjechałem do Zagrzebia lekarz obejrzał mnie i powiedział, że muszę natychmiast iść na stół operacyjny. Pobrał kawałek kości z kolana i wysłał na biopsję która stwierdziła raka kości i poddany zostałem natychmiastowej amputacji nogi. W przeciwnym razie straciłbym wszystko.

Po czterech i pół godzinach interwencji, gdy się obudziłam chciałem popatrzeć na moją nogę ale jej już nie było.

W tym momencie mój świat zawalił się. Nie byłem już w stanie kontynuować gry w koszykówkę. Po sześciu miesiącach leczenia otrzymałem protezy i wróciłem do domu.

Po powrocie próbowałem wieść normalne życie jak wcześniej, ale szło to z wielkim trudem. Wszyscy moi przyjaciele z koszykówki poszli swoimi drogami, a ja zostałem sam.

W tym czasie poznałem się z grupą kolesi, którzy codziennie udawali się do baru i piliśmy. Z każdym dniem moje życie robiło się coraz gorsze.

Okres ten był bardzo trudny dla moich rodziców, zwłaszcza mojej matki.

Ale dzięki Bogu  trwało to zaledwie cztery lub pięć miesięcy. Moja matka płakała i modliła się za mnie.

Rozpoczęły się objawienia Matki Bożej w Medziugorju.

Moja mama poprosiła mnie, czy pojechalibyśmy do Medziugorja aby spotkać się z wizjonerką Vicką i postarać się z nią porozmawiać.

Już nie mogłem patrzeć na cierpienie matki i obiecałem jej, że zrobimy to następnego dnia.

Spotkałem się z Vicką, rozmawiałem z nią i tak mi powiedziała: „Popatrz Ivo, jeśli chcesz brać udział dziś wieczorem w objawieniu, to możesz zostać.” Z szacunkiem przyjąłem jej propozycję.

Podczas objawienia nic nie widziałem ani nie słyszałem. Tej nocy po objawieniu poszedłem na Mszę Św, a potem wróciłem do domu.

Minęło półtora roku od mojej operacji kiedy miałem wrócić do szpitala na badania i sprawdzić moją sytuacje zdrowotną. Poproszono mnie by zatrzymać się pięć dni w szpitalu do otrzymania wyników.

Pielęgniarka przyszła i powiedziała: „trzeba iść do szpitala, gdyż nie jest dobrze.” Przerzuty zaczęły się na całym ciele.

Lekarz powiedział mi wyraźnie: „zaczęły robić się przerzuty i muszę powiedzieć, że nic nie mogę na to poradzić, nawet chemioterapia może nie pomóc. Według mojej diagnozy, nie masz więcej niż jeden rok życia. „

Moją ostatnią nadzieją było prosić Matkę Bożą o pomoc.

Wróciłem do Medziugorja i rozmawialiśmy z Vicką o wszystkim co miałem na myśli, i poprosiłem ją o zgodę by mówić do Matki Bożej. Poprosiłem Maryję  o ostatnią pomoc by mi powiedziała wyraźnie, co powinienem zrobić ze swoim życiem. Oczekiwałem konkretnej odpowiedzi od Madonny.

Po objawieniu Vicka powiedziała mi: „Ivo, Matka Boża powiedziała: Jesteś wolny. Musisz sam zdecydować, czy iść na chemioterapie czy nie. „

Miałem tylko 19 i byłem bliski śmierci. Zdałem sobie sprawę, że chemioterapia nie może mi pomóc. Moja ostatnią nadzieją była Madonna. Spodziewałem się konkretnej odpowiedzi ze strony Matki Bożej a Ona powiedziała mi, że jestem wolny. Wróciłem do domu byłem bardzo smutny. Tak mało wiary miałem, a i ta zniknęła. Tej nocy nie mogłam spać. Moi rodzice byli gotowi pójść ze mną do szpitala bym wziął chemie. Myślałem i postanowiłem nic nie robic. To była wielka walka dla mojej rodziny, gdyż nie wiedzielismy co robić.

Moja matka powiedziała, aby wrócić do Medziugorja do Vicki. Odpowiedziałem jej: „Mamo, dlaczego mam wracać do Vicki? Nie pamiętasz, że Matka Boża nic mi wczoraj nie powiedziała? „

Dusiłem się w domu tą sytuacją. Chciałem wyjść i nie wiedziałem gdzie się udać. Jeździłem tak z godzinę czy dwie, i znalazłem się ponownie przed domem Vicki. Była z innymi przyjaciółmi i poprosiła mnie bym przyszedł i znowu uczestniczył w objawieniu.

Tak wiec uczestniczyłem ponownie w objawieniu ale tylko z szacunku i tak się  modliłem: „Droga Maryjo, dlaczego nie możesz mi pomóc? Mam tylko 19 lat. Dlaczego nie powiesz Vicce co powinienem zrobić? Pomóż mi, moja droga Maryjo „.

Kiedy po zakończeniu objawienia Vicka wychodziła, pierwsza  popatrzyła na mnie z uśmiechem i powiedziała: „Ivo, mam wiadomość dla ciebie” Była bardzo radosna, pewnie Matka Boża popatrzyła na mnie przez co najmniej sekunde .

Kiedy wszyscy wyszli Vicka podeszła do mnie i powiedziała: „. Ivo Matka Boża powiedziała dobrze zdecydowaliście by nie jechać do Zagrzebia”

Odpowiedziałem: „Dziękuję Madonno, ale dlaczego nie powiedziałaś mi tego ostatniej nocy?”
Madonna wiedziała co robi.

Poszedłem do domu. Byłem bardzo szczęśliwy. Również tej nocy nie mogłem spać, bo nie wiedziałem jeszcze, co Matka Boża chciała ode mnie.

Następnego dnia powróciłem do domu objawień  Vicki, a Vicka  podchodzi do mnie i mówi: „Madonna powiedziała:” IVO, JESTEŚ MOIM SYNEM UMIŁOWANYM. Będziesz całkowicie wyleczony. Będziesz Moim żywym znakiem na ziemi.””

Następnego wieczoru było kolejne objawienie i ponownie Vicka powiedziała mi: „Ivo podczas objawienia zobaczyłam Matkę Bożą z tobą w ramionach, a Jej serce zamieniło się w kolor niebieski.”

Następnej nocy po objawieniu Vicka podeszła do mnie i powiedziała: „Ivo, widziałam Matkę Bożą, a po lewej stronie zobaczyłam twoją protezę i utraconą nogę. Matka Boża powiedziała, że ​​kiedy zajaśnieje znak na Górze Objawień, wkrótce po tym, Nasza Pani zakończy kurację twojej straconej nogi Ivo. „

Minęło ponad 30 lat i muszę powiedzieć, że nigdy nie robiłem następnych rutynowych badań, bo nie miałem potrzeby. Ponieważ, kiedy Matka Boża powiedziała, że ​​to koniec mojego uzdrowienia zostałem uzdrowiony wewnątrz. Stałem się innym człowiekiem. Ponieważ Matka Boża przyszła do mojego życia. Modlitwa stała się kluczem mojego życia. Modlitwa weszła w moje życie. Od tego momentu mój krzyż nie był już krzyżem. Był to najpiękniejszy moment w moim życiu. Zdałem sobie sprawę, że tylko przez modlitwę mogę mieć kontakt z Matką Bożą. Zdałem sobie sprawę, że tylko poprzez modlitwę będę wiedział  jaka jest droga mojego życia. Wszystko o co modliłem się do Matki Bożej zostało wysłuchane. Moja pierwsza prośba do Matki Bożej brzmiała: „Moja droga Maryjo, pomóż mi zrozumieć to, nie chcę żyć będąc zawsze wspomagany przez innych. Wiesz lepiej ode mnie jak mogę pracować. „

W tamtych czasach mieliśmy poważne problemy z komunizmem. Powinienem był rozpocząć pracę w banku w Citluk (w pobliżu miejscowości Medjugorje). Komuniści wiedzieli, i wezwali mnie do swojego biura i powiedzieli: „. Ivo, nie jesteś dla nas problemem, ale przestań mówić o Medjugorje i o widzących” Odpowiedziałem: „Dziękuję, ale moja droga jest teraz inna. Moja droga zmierza do Medjugorje, Mszy Św i Matki Bożej. „

Wróciłem do domu i nie straciłem zaufania. Nadal modliłem się w tej intencji. Wiedziałem, że Matka Boża pomoże mi i pokaże, co powinienem zrobić.

Po okresie około dwudziestu dni czy miesiąca, przybył do naszego domu belgijski pielgrzym, który wiedział o mojej sytuacji, z kilogramem materiałów do produkcji różańców. Powiedział: „Ivo, to jest twoja praca. Z tego można żyć.” Po raz pierwszy w życiu nauczyłem się jak robić różańce. W tamtym momencie nie wierzyłem, że można żyć z tej pracy. Minęło ponad 29 lat i nadal robię różańce żyjąc z pracy moich rąk. Jest to bardzo ważne dla mnie, aby utrzymać się  z pracy własnych rąk, nie prosząc o pomoc. Dziękuje Naszej Pani za znalezienie mi tej pracy. Jednej z najpiękniejszych na świecie. Zacząłem żyć normalnie. Modlitwa pomaga mi iść do przodu.

Zacząłem żyć orędziami Matki Bożej. Drugi raz modliłem się do Naszej Pani: „Droga Maryjo, pomóż mi założyć rodzinę. Bo ja też chcę żyć normalnie, jak każdy inny. Pomóż mi znaleźć kobietę, która pomoże mi iść do przodu w życiu i nieść ten krzyż. „

Następnie Matka ponownie zabrała mnie z powrotem do domu widzącej Vicki. I poślubiłem jedną z jej sióstr. I rok po naszym ślubie, mieliśmy córkę. Dziś ma ona 28 lat, mieszka w Zagrzebiu, w Chorwacji, wyszła za mąż i ma dwie córki.

Widzimy, że z Bogiem wszystko jest możliwe.

My, ludzie myślimy, że wiele rzeczy nie jest możliwych. Ale musimy zrozumieć, że będąc z Bogiem wszystko jest możliwe.

Dziękuję Bogu za to, że stworzył mnie człowiekiem. Kiedyś myślałem, że nie byłoby to możliwe.

Wrócę trochę do przeszłości:

Mogę powiedzieć, że życie bez Boga nie istnieje. Spędziłem trochę czasu żyjąc tak, jakby Bóg nie istniał. To było, gdy byłem młody; miałem zdrowie, myślałem że mogę robić wszystko czego zapragnę.

Pewnego dnia obudziłem się i zobaczyłem, że byłem nikim. Miał zaledwie 19 lat, gdy znalazłem się w dole.

Dziękuję Bogu, że przysłał Madonnę w rok po rozpoczęciu się mojej choroby.

Dziękuję mojej mamie za jej cierpienia, które w wierze i w modlitwie, wprowadziły mnie do Serca Matki Bożej.

Nasza Pani słuchała. Na pewno bez wiary mojej matki i bez jej modlitw nie mógłbym stać dzisiaj przed wami.

Mówię do Matki Bożej: „Dziękuję Ci Nasza Pani, za ten krzyż w moim życiu. Bez tego krzyża nigdy nie poznałbym miłości Boga „.

Postawmy Boga na pierwszym miejscu. To jest jedyna droga. Kiedy zdecydujemy się umieścić Boga na pierwszym miejscu, wtedy inne rzeczy tracą na znaczeniu.

Dojść do Serca Matki Bożej jest łatwo. Rozumiemy, że Matka Boża jest naszą Matką i mówi prostym językiem. Ona tylko prosi: „Módlcie się, módlcie się, módlcie się”
Jedynym sposobem, aby znaleźć Boga w naszym życiu jest nasza modlitwa.
Rozumiemy, że bez modlitwy nie znajdziemy Boga.

Zwłaszcza modlitwa w rodzinach. Modlitwa najpotężniejsza to modlitwa w rodzinie.
Kiedy mamy Boga w naszych sercach jesteśmy częścią jednej wielkiej rodziny, która jest rodziną Bożą.

Tłumaczyła: Bożena

Posted in Medziugorje, Świadectwa | Otagowane: , | 22 Komentarze »

Świadectwo rodziny wielodzietnej

Posted by Dzieckonmp w dniu 2 grudnia 2012


Sława Isusu Chrystu! Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Drodzy, nie wiem kto redaguje tę stronę ani z kim mógłbym się kontaktować. Czuję jednak głęboką potrzebę podzielenia się z Wami swoim świadectwem i być może zaoferowania swojej pomocy przy rozpowszechnianiu „Ostrzeżeń”. Być może poruszam się po ciemku, dlatego proszę o wybaczenie, jeżeli to co uczynię i zaproponuję będzie niewłaściwe. Jestem Łemkiem, grekokatolikiem. Po raz pierwszy informacja o „Ostrzeżeniach” dotarła do mnie kilka miesięcy temu, mogło by się wydawać, że przez zwykły przypadek, gdy przeglądałem zupełnie inne, świeckie strony. Nie miałem jednak ani chwili zwątpienia, że są prawdziwe. Wkrótce wydrukowałem je wszystkie. Wspólnie z małżonką i naszymi dziećmi: D. (13 lat), O.(12 lat), S.(8 lat) i . (6 lat) stały się naszą codzienną lekturą. Zaczęliśmy się też modlić „Krucjatami modlitwy”, intuicyjnie uznając za najważniejsze: Modlitwę o „Pieczęć Boga Żywego” (33) oraz „Krucjatą modlitwy” (24) – „Odpust Zupełny dla rozgrzeszenia”. Nie chcę zgrzeszyć grzechem pychy, ale czuję w sercu, że do „Ostrzeżeń” Pan Bóg przygotowywał mnie, nas, od lat. Od dzieciństwa miałem w snach widzenie Krzyża na niebie. Potem następowały po sobie kolejne zdarzenia, których do pewnego czasu nie mogłem zrozumieć i pojąć swoimi ludzkim zmysłami (było ich wiele). Zwracałem się o pomoc do duchownych, ale nie potrafili mi pomóc. Poznanie przyszło w Medjugorie, w 2001 roku, gdy przywiozłem tam swoją rodzinę i kilkudziesięcioosobową grupę młodzieży z Zespołu „K”, który założyłem dziesięć lat wcześniej. Pamiętam, że w czasie adoracji Świętego Sakramentu wyznałem w duchu „Maryjo, ofiaruję Ci swoją rodzinę i tę rozbrykaną młodzież”. A potem było uwielbienie Boga, olbrzymia radość i słowa Maryi: – Tak, miałeś mi przywieźć tutaj tych ludzi i oddać ich pod moją opiekę. W 2002 roku, w czasie modlitwy na Górze Objawień, Pod Brdo, Maryja poprosiła mnie, żebym ofiarował przez Jej ręce swoją rodzinę Krzyżowi, a po kilku kolejnych godzinach modlitwy, dodała:- A teraz ofiaruj cierpienie swego narodu. Było to w Wielkim Tygodniu, dokładnie w 55 rocznicę wysiedlenia Łemków, w ramach tzw. Akcji „Wisła”. Maryja zaznaczyła, że ma to być zadośćuczynienie za grzechy dziesiątek pokoleń Łemków, szczególnie te, popełnione w czasie tzw. wojny religijnej na Łemkowszczyźnie w latach 20. i 30. XX wieku. Z czasem nasz Krzyż stawał się coraz cięższy. W 2008 roku odnowiłem to ofiarowanie na Golgocie, w Jerozolimie. Towarzyszyła mi moja małżonka, dwoje dzieci, Zespół i nasza serdeczna przyjaciółka, ze Słowacji, którą poznaliśmy w 2001 r. w Medjugorie. Doświadczenia które stały się naszym udziałem na Drodze Krzyżowej, szczególnie w czasie wchodzenia na Golgotę, trudno opisać ludzkim słowami. Na chwilę było nam dane, w sposób nadprzyrodzony, doświadczyć cierpienia Maryi (IV stacja Drogi Krzyżowej)a potem Męki Chrystusa, w Jego ostatnich krokach na Górę Krzyża. Zastanawialiśmy się co Bóg chce nam przez tę Łaskę powiedzieć, czego od nas jeszcze oczekuje. Gdy zaczęliśmy wspólnie czytać i przeżywać „Ostrzeżenia”, żona była w ciąży z piątym dzieckiem. Miało urodzić się na początku sierpnia. Żyliśmy obietnicą Raju. Chcieliśmy podzielić się nią z jak największa liczbą ludzi. Rozesłałem e-maile do członków Zespołu, naszego parocha (proboszcza), biskupa. Efekt był znikomy. Zadawaliśmy sobie pytanie, co musi się wydarzyć, aby poruszyć ludzkie sumienia. Na początku lipca małżonka trafiła do szpitala, i jeszcze tego samego dnia, wieczorem, na świat przyszedł Bohdan (dany od Boga). Mieli razem opuścić szpital w poniedziałek, 9 lipca. Tuż przed północą, z 8 na 9 lipca, Marysia niespodziewanie zmarła, tak cicho jak żyła. Dwa dni później na włosku zawisło życie Bohdanka. Nie muszę pisać, co czuje mąż, który dowiaduje się o nagłej śmierci ukochanej małżonki. Co przeżywa, gdy modli się nad jej stygnącym ciałem, gdy nie może już nic powiedzieć, niczego naprawić, zmienić. Co czuje ojciec, który musi zakomunikować swoim dzieciom, każdemu z osobna, że ich ukochana Mama, nie żyje ( miała niespełna 40 lat). Co czuje ojciec, który za chwilę może stracić nowonarodzone dziecko. Co czują dzieci, które straciły Mamę i za chwilę mogą stracić Braciszka. Można się zbuntować, ale można też, mając daną od Stwórcy wolną wolę, oddać wszystko Bogu, modląc się o nawrócenie grzeszników, jedność Chrześcijan, pokój między narodami. Po ludzku trudno jest oswoić się z myślą, że jej nie ma już z nami, że przyjdzie mi samemu wychowywać dzieci, wprowadzić je w te trudne czasy. Dzieciom wychowywać się bez kochającej, troskliwej mamy. Ale kiedy żyjemy wiarą, przypominamy sobie obietnicę Raju, połączenia z naszymi zmarłymi. I życie nabiera sensu. Jest z nami Bohdanek, który po tygodniu „wypróbowania” wrócił do świata żywych. I nie ważne, że przychodzi dźwigać nam kolejne Krzyżyki: brak zrozumienia ze strony części duchownych, rodziny, zagrożenie utraty pracy (tzw. „polityka prorodzinna” naszego kraju nie przewiduje urlopu macierzyńskiego dla ojca samotnie wychowującego piątkę dzieci, w tym niemowlę, w sytuacji gdy zmarła mama nie była aktualnie zatrudniona), problemy finansowe Zespołu. Wiemy, że Bóg nad nami czuwa, że czuwa nad nami moja zmarła żona. Za jej duszę modliły się tysiące, jeżeli nie dziesiątki tysięcy osób na całym świecie, od Australii po Kanadę. Pan Bóg przywołał ją do siebie w najlepszym dla niej momencie (w przede dniu pójścia do szpitala była u spowiedzi, przyjęła Święty Sakrament, wybaczyła osobom, które ją zraniły, dała życie dziecku, chociaż wiedziała, że kolejna ciąża może oznaczać dla niej zagrożenie życia). Jako rodzina zawsze żyliśmy bardzo skromnie (małe mieszkanie – dwa nieduże pokoje i kuchnia, brak samochodu), ale byliśmy bogaci duchem, stanowiliśmy kochającą się rodzinę. Dzisiaj, chociaż nie ma już jej z nami, dalej ufamy Bogu, a On obdarza nas swoimi dobrami, także tymi materialnymi, czyniąc to przez dobrych, wrażliwych ludzi. Jak nigdy wcześniej pozwolił nam odłożyć parę groszy. Być może część z tych pieniędzy moglibyśmy (mamy?) przeznaczyć na rozpowszechnienie „Ostrzeżeń” w Polsce, na przykład na sfinansowanie publikacji książkowej. Ufam, że Głos Ducha Świętego podpowie Wam, co macie (mamy) czynić. Jeżeli uznacie to za wskazane, zgodne z Bożą Wolą, przekażcie nasze świadectwo Marii od Bożego Miłosierdzia. Będziemy się za nią modlić, ofiarując nasze małe Krzyżyki. Z Panem Bogiem! J. S. z Dziećmi: D., O., S., M. i małym Bohdankiem

Posted in Świadectwa | Otagowane: | 43 Komentarze »

Świadectwo czytelnika

Posted by Dzieckonmp w dniu 16 listopada 2012


Już tu kiedyś pisałam, ale powtórzę jak Orędzia Marii Bożego Miłosierdzia wpłynęły na mnie i moja rodzinę. Zupełnie przypadkowo weszłam na stronę ostrzezenie.wordpress.com. Zupełnie przy innej tematyce w innym miejscu ktoś napisał ten adres i weszłam…Od tego czasu zaczęły się dziać wielkie cuda i przemiany w kierunku Boga . Chyba jeszcze nigdy nasza wiara nie była tak silna… 8 grudnia 2011 konsekrowaliśmy się całą rodziną. Najświętszej Maryi Pannie..poprzedziło to 33 dniowe przygotowanie ze wspólną długą modlitwą i rozważaniami cala rodzina czego wcześniej nie robiliśmy…Kiedyś jadąc samochodem słuchaliśmy muzyki teraz zawsze się tylko modlimy albo śpiewamy pieśni religijne…Przystąpiliśmy do żertwy ofiarnej , czytamy wyłącznie książki o Bogu…uwielbiamy Marie Valtorte, Marie z Agredy Katarzynę Emmerlich i wiele innych świadectw i orędzi…Uwielbiamy słuchać księdza Natanka…nasi znajomi również się zmienili…teraz są to ludzie zarażeni taką samą miłością do Boga…oczywiście klękamy do Komunii, na Baranku Boży, na Święty, Święty i końcowe Błogosławieństwo…Dzięki Panu Bronkowi i jego cudownej stronie dowiadujemy się tylu wspaniałych rzeczy, modlitw, pieśni..Dziękujemy Ci drogi Bronku za wszystko co robisz, za Twoja wielka wiarę, za Twoje wspaniale apostołowanie…. dzięki Tobie słuchamy przepięknych pieśni Wspólnoty Miłości Ukrzyżowanej… A atakami na Ciebie, czy na Orędzia MBM nie trzeba się przejmować tylko Bogu dziękować…. uczeń nie może być lepszy od Mistrza, prawda??? Ile Jezus musiał przecierpieć…Tylko raz umieściłam komentarz na stronie obrońców…. nie było tam nic obraźliwego ale nie po ich linii partyjnej…komentarz wyrzucili i umieścili notatkę z moim adresem e-mailowym do powszechnej wiadomości , chyba żeby mnie inni prześladowali…Tutaj czuje się jak wśród kochającej rodziny… której nie wstydzę się napisać, ze coś mnie boli i poprosić o modlitwę. Pozdrawiam wszystkich i pomodlę się za Pana Bronka, Jego Rodzinę, za obydwu Bogdanów i wszystkich życzliwych, kochających ludzi tutaj…. Pozdrawiam

Hmmm

Posted in Orędzia Ostrzeżenie, Świadectwa | Otagowane: | 5 Komentarzy »

Świadectwo Bogdana

Posted by Dzieckonmp w dniu 16 listopada 2012


Ja też w końcu zabiorę głos. Nie mylcie mnie czasem z tym Bogdanem co mu kotlet nie smakował.
Chciałem poświadczyć swoim życiem o prawdziwości tych Orędzi. Natrafiłem na nie kilka razy, ale dopiero około czerwca zacząłem się nimi interesować. Jestem człowiekiem nieufnym i początkowo to olałem, jednak im bardziej się zagłębiałem w słowa Orędzi tym bardziej przekonywałem się że muszą one pochodzić od Boga. Do przekonania mnie nakłoniły mnie pewne słowa, otóż Jezus mówi, że ci którzy kochają Go najbardziej jako pierwsi Go odrzucą. Powiedziałem o Orędziach dwóm znajomym, bardzo gorliwych katolików i ku mojemu zaskoczeniu z wielką zaciekłością zaatakowali te Orędzia oraz moją osobę. Następnie trafiłem na stronę bohaterskich obrońców, poczytałem ich argumenty, każdy z nich przeanalizowałem dokładnie. Powiem, że zasiały spore wątpliwości we mnie. Niestety ale w ich argumentach znalazłem fałsz, napisałem uprzejmie posta na ich blogu, po paru dniach posta niema. Zacząłem sprawdzać dalej, łącznie z tymi całymi 60 powodami dla których uważają że MBM to kłamstwo(w wersji angielskiej), sprawdziłem dokładnie 2. Kolejny wynik świadczący o kłamstwie powodów, nie sprawdzałem dalej bo nie było to sensu. Zresztą gdyby Orędzia pochodziły od złego, wystarczyłby tylko 1 powód.
Natomiast na stronie obrońców zauważyłem że ciągle linkują tą stronę, wszedłem z ciekawości i od tamtej pory codziennie zaglądam, Jest tu zupełnie inna atmosfera, ludzie życzliwi bez fałszu, nigdzie tu nie znalazłem kłamstwa.
Same Orędzia przemieniły moje życie, udało mi się zerwać z kilkoma grzechami, przestałem nienawidzić bliźniego ( nie potrafię już tego robić, bo odrazu odzywa się moje sumienie), stałem się bardziej życzliwy i dużo bardziej przyjacielski, zwłaszcza wewnątrz mojej rodziny. O dziwo zacząłem się modlić różańcem i w ogóle często się modle w ciągu dnia, przedtem to był tylko ewentualnie znak krzyża rano i wieczorem. Staram się też żyć w łasce uświęcającej. Tak więc po owocach mojego życia widzę, że Orędzia muszą być od Boga.

Bogdan85

Posted in Orędzia Ostrzeżenie, Świadectwa | Otagowane: | 34 Komentarze »

Świadectwo Sylwii na temat orędzi Ostrzeżenie

Posted by Dzieckonmp w dniu 15 listopada 2012


Codziennie modlę się modlitwami/ krucjatami, które są podyktowane w orędziach Marii Bożego Miłosierdzia. Jednak przez ciągłe ataki i krytykę na te orędzia czasem mam wątpliwości np. po co tracę czas na te modlitwy, lub że może nie pochodzą od Boga. Jednak jest w nich tyle miłości Bożej, że ciągle w nie wierzę. Ale aby już nie mieć więcej wątpliwości postanowiłam modlić się przez 9 dni nowenną do Św. Tadeusza Judy. Jest tam podana obietnica, że jeszcze się nie zdążyło, żeby ktoś nie został wysłuchany. Modliłam się m.in. o mocny znak od Boga aby mi dał do zrozumienia, że te orędzia są od Niego a ja obiecałam Mu, że jeśli da mi tą łaskę, po której będę już pewna co do ich pochodzenia jeszcze bardziej przyłożę się do ich rozpowszechniania i do odmawiania modlitw krucjaty. Prosiłam w modlitwach, że najlepiej by było , żeby dał mi mocny/pewny znak we śnie. Jednak po skończonej nowennie zapomniałam o tym i myślałam, że proszę Boga o zbyt wiele. I wtedy tego dnia byłam bardzo zmęczona i ciężko było mi się zmusić do modlitwy. Ale przemogłam się, zapaliłam świecę przed obrazem Pana Jezusa i pomodliłam się. Ze zmęczenia przysnęłam. Myślałam, ze moje poświęcenie idzie na marne. I właśnie wtedy śniłam jak ja się modlę i we śnie miałam takie pytanie ” Boże, co z tymi modlitwami, które nie są wysłuchane, skoro te krucjaty nie są prawdziwe ?” We śnie widziałam siebie klęczącą i modlącą się a z nieba wracał do mnie strumień Bożego światła i był skierowany do mojej głowy/ czoła.

Myślę, że to była właśnie Boża odpowiedź na moją modlitwę. Bóg chciał mi pokazać, że moje modlitwy docierają do nieba i że SĄ WAŻNE .

Sylwia

Posted in Orędzia Ostrzeżenie, Świadectwa | Otagowane: , | 106 Komentarzy »

HOWARD PITTMAN – Świadectwo

Posted by Dzieckonmp w dniu 10 listopada 2012


Czy możliwe jest aby było 33:1 ??

Dzień dobry nazywam się Howard Pittman. Wydarzyło się to 03. 08. 1979 roku w takim

ambulansie. Ustały wszystkie moje czynności życiowe. Sanitariusz pełniący w tedy uznał, że

zmarłem. Tego dnia wydarzył się największy cud tego wieku, mój duch został zabrany z

mojego ciała po przez aniołów chwały, przeniesiony do świata duchowego. Gdzie dane mi

było poznać wiele wstrząsających prawd? Tamtego dnia nawet nie wierzyłem w Boże

uzdrawianie, nauczono mnie, że uzdrowienia ustały razem z ostatnimi apostołami. Ale ja

wierzyłem w autentyczność Biblii i jej znaczenie w życiu człowieka. Gdy zdałem sobie  sprawę, że nadszedł czas mojej śmierci, a nie chciałem umierać wołałem do Boga. Bóg wysłuchał mojej usilnej prośby i przedłużył moje życie, dlatego jestem tu dzisiaj od tego czasu podróżuję  po całym świecie i opowiadam tę historię. Wciągu tych 8 lat objechałem tą ziemię 3 razy, napisałem też 8 książek o wielkiej i cudownej mocy Jezusa Chrystusa, jaką mi okazał i może  również okazać tobie. Chce opowiedzieć tą moją historię, chcę wam opowiedzieć o wielkim cudzie, jakiego Bóg dokonał w moim życiu. Ten cud 03. 08. 1979 roku tego dnia byłem przewożony z jednego szpitala do drugiego w wyniku bardzo intensywnego krwotoku wewnętrznego ustały wszystkie moje czynności życiowe, sanitariusz przewożący mnie uznał, że zmarłem. Nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z siłami nadprzyrodzonymi, nigdy wcześniej nie słyszałem nadprzyrodzonego głosu, nigdy wcześniej nie widziałem duchów. W istocie nawet nie wierzyłem w nadprzyrodzoność jako taką, byłem chyba najmniej odpowiednią osobą do tego, co Bóg zamierzał uczynić tego dnia. Jeśli Bóg miałby kogoś w ten sposób doświadczyć to z pewnością wybrałby osobę, która przynajmniej by wierzyłaby, że Bóg to może zrobić, a ja nawet nie wierzyłem w nadprzyrodzoność jako taką. Pomimo tego Bóg w Swej nieskończonej mądrości, łaskawości wybrał mnie, dla wielu z was moje słowa wydadzą się dziwne tak dziwne, że będzie wam trudno w nie uwierzyć. Dlatego ważne jest, abyście znali dwie reguły, jakie zawsze stosuje, gdy opowiadam to świadectwo. Reguła numer jeden: Jest rzeczą niezmiernie ważną, abyście znali cel mojego wystąpienia. Mam tylko jeden cel 03. 08. 1979 roku Bóg dał mi polecenie, abym jeździł i głosił. Taki jest mój cel. Innymi słowy moim zadaniem jest opowiadać. Duch Święty ma ciężką pracę do wykonania gdyż jego zadaniem jest przekonywać. Jestem tutaj, aby ci powiedzieć i zostawić to między tobą i Bogiem. Jeśli Duch Święty nie przemawia do ciebie to nawet nie zrozumiesz tego, o czym będę mówił. Byłoby to nie mądre z mojej strony gdybym próbował cię przekonywać. To nie ja przekonuję, ja tylko opowiadam. Moje świadectwo pozostawiam miedzy tobą i Bogiem. Druga reguła: Dotyczy tego, co myślę o księdze, którą nazywamy Pismem Świętym. Nie wiem, czym  Biblia jest dla was. Jako dziecko myślałem, że każdy człowiek odbierał ją tak samo, ale później odkryłem, że to nie jest prawda. Ta księga jest różnie traktowania przez różnych ludzi zależnie od stanu człowieka. Naprawdę nie wiem, czym Ona jest dla was, ale bardzo ważne jest, abyście wiedzieli, czym Biblia jest dla mnie. Dal mnie nie jest to tylko księga zawierająca tylko prawdę, dla mnie ta księga jest prawdą. Dla mnie to nie jest tylko księga zawierająca Słowo Boże, dla mnie jest to zapisane Słowo Boże. Powiedziawszy to chciałbym teraz zachęcić was abyście wysłuchali tej przedziwnej, mocnej i niezwykłej historii. Zanim w nią uwierzycie lub ją odrzucicie oceńcie ja w świetle Słowa Bożego, w świetle Biblii i niezależnie od tego jak niezwykła wyda się moja historia. Jeśli Biblia nie potwierdzi, chociaż jednego z moich twierdzeń odrzucicie wszystko to, co powiem. Ale jeśli Biblia potwierdzi moje słowa proszę rozważcie je uczciwie. Przekaz, którym dzielę się z wami nie pochodzi z ludzkiej nauki, to znaczy nikt tego mnie nie nauczył, ani żaden człowiek mi tego nie przekazał, nie wyczytałem tego tez w żadnej książce. Przekaz, którym się z wami dzielę, którym światkiem jest sam Bóg i wy. Został przygotowany przez samego Boga, dla jednego pokolenia, waszego pokolenia. Bóg przesyła go z tamtej strony grobu. Gdyby to była prawda, a wy byście tego nie dostrzegli cóż to byłaby za strata, z drugiej strony powinniście zbadać dla swojego bezpieczeństwa. Przypuśćmy, że diabeł wysłałby pośród was wilka, w przebraniu owcy z fałszywym przekazem, a wy cóż to byłaby za strata. Dla tego wam mówię lepiej będzie dla was abyście znali ducha, który do was mówi. Gdyż wy sami zdacie sprawę ze swojego życia nie będziecie odpowiadali za moje słowa, za moje słowa ja sam będę odpowiadał, wy będziecie odpowiadać za decyzje, jakie podejmiecie, już tej nocy zadecydujecie. Może powiesz, że nie podejmiesz żadnej decyzji, ale powiem ci, że to jest już powzięcie decyzji. Dzisiaj zadecydujesz i dobrze by było, abyś wiedział, jaką decyzję powinieneś podjąć. Zacznę moje świadectwo od przeczytania kontrowersyjnego fragmenty z Pisma Ew. Mateusza 7:13-14,21 „Wchodźcie przez ciasną bramę; albowiem szeroka jest brama i przestronna droga, która wiedzie na zatracenie, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. A ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do żywota; i niewielu jest tych, którzy ją znajdują. Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie.” Czy wiecie, co uczynił Jezus w przeczytanym fragmencie? Jezus podzielił wszystkich wierzących na dwie grupy, do jednej należą ludzie, którzy tylko mówią, druga składa się z wykonawców Słowa. Jezus powiedział, że nie wszyscy, którzy dobrze mówią znajdą się w niebie, ale znajdą się wszyscy ci, którzy wykonują Słowo. Masz dzisiaj swobodę wyboru, bo Bóg uczynił cię istota wolną możesz dzisiaj swobodnie zadecydować, czy się przyłączysz do grupy tych, co tylko mówią, czy też skarzesz się na pewne cierpienie i staniesz się wykonawcą Słowa to jest twój wybór. Rozpocznę moje świadectwo od dnia, w którym to wszystko się zaczęło, a było to 24.11.1928 roku, gdy się urodziłem, w przyszłym miesiącu skończę 60 lat. Pochodzę z biednej rodziny mieszkającej w bardzo biednym regionie Stanów Zjednoczonych. Moi rodzice mieli 8 dzieci, a ja byłem 7 z kolei. Wzrastałem w czasie wielkiego kryzysu, ale w moim domu nie było tak źle, bo moi rodzice byli chrześcijanami i nigdy nie rozmawiali przy dzieciach o kłopotach materialnych. Tak, więc nawet nie  wiedziałem, że był wielki kryzys. Myślałem, że wszyscy żyli tak jak my, nie widziałem różnicy.

 

W naszym domu, gdy przychodziła pora na posiłek zawsze mieliśmy jedzenie na stole czasami to była wiewiórka, czasami królik, ale zawsze mieliśmy, co jeść nie było to najlepsze

jedzenie, ale myśmy o tym nie wiedzieli. Zawsze mięliśmy, w co się ubrać mnie jako małemu

chłopcu było obojętne, że mama szyła je najczęściej z worków po nawozach sztucznych, były

to jednak ubrania. Ponieważ żyliśmy na farmie, gdzie najbliższy sąsiad mieszkał dosyć daleko

od naszego domu, a najbliższe sklepy znajdowały się 10 kilometrów od nas nie

doświadczaliśmy materialnych problemów tego świata, mimo że żyliśmy w czasach

największego kryzysu. Wiecie moglibyśmy powiedzieć, że nie mieliśmy ani grosza, nie

mieliśmy elektryczności w domu, więc do czytania używaliśmy lampy naftowej. Mama

gotowała jedzenie na piecu opalanym drewnem, do ogrzewania domu służył kominek również

opalany drewnem. Nie wiedziałem, że inni ludzie żyli inaczej niż my, jeśli chodzi o sprawy

materialne to mieliśmy tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Ale jedną rzecz mieliśmy w obfitości i

była to miłość mieliśmy dla siebie wiele miłości i nasz ojciec był dla nas przykładem tego jak

powinien postępować chrześcijanin. On żył zgodnie z tym, co głosił, wobec swoich sąsiadów

zawsze kierował się złotą zasadą czyń innym tak jakbyś chciał, aby tobie czyniono taka była

atmosfera, w jakiej wzrastałem. I pewnego dnia w małym miejskim kościele jako 12 letni

chłopiec powierzyłem moje życie temu Bogu, którego ojciec tak kochał. Jako młodzieniec

starałem się służyć Bogu później, gdy dorosłem kościół upoważnił mnie do głoszenia

ewangelii. Podczas wojny odbyłem służbę wojskową, a gdy powróciłem ten sam kościół

wyznaczył mnie do służby ewangelicznej w ramach przygotować do pełnienia funkcji pastora

wstąpiłem do koledżu. Zdołałem ukończyć 2 rok w tym koledżu i dalej już nie mogłem tego

wytrzymać, więc przerwałem naukę. Pojechałem do Nowego Orleanu gdzie rozpocząłem  moja 26 letnią karierę policjanta. Służyłem w Departamencie Policji Nowego Orleanu, w policji , a także w departamencie policji w Mamerlan przeszedłem przez wszystkie, wszelkie,

możliwe stopnie policyjne od szeregowego funkcjonariusza w górę. W ciągu 26 lat mojej

kariery policyjnej nigdy nie zapomniałem mojej wiary chrześcijańskiej, starałem się żyć

zgodnie z moją wiarą. Przez pierwsze 6 lat mojej służby policji Nowym Orleanie pracowałem

dobrowolnie na nocnej zmianie, by w dzień móc kontynuować moją wiarę chrześcijańską. Pamiętam jeden rok, kiedy pracowałem na pełnym etacie na nocnej zmianie jako funkcjonariusz policji, a w ciągu dnia byłem pełno etatowym studentem seminarium i w tym samym czasie byłem również pełno etatowym pastorem kościoła. Tego roku nie miałem zbyt wiele wolnego czasu.

Tęskniłem w tedy do dni, gdy po pracy mogłem iść na róg ulicy i rozdawać ulotki o Jezusie

Chrystusie, albo iść do więźnia i głosić więźniom, czy też do szpitala by modlić się za chorych, w końcu są to jedyne rozsądne zajęcia dla chrześcijanina. Później razem z żona zaczęliśmy służby w naszym, własnym domu, otworzyliśmy nasz dom dla maltretowanych, zaniedbanych i wyrzuconych z domu dzieci. Mieliśmy przywilej gościć 32 dzieci w naszym domu w wieku od 13 miesięcy, do 18 lat. Moja żona jest zastępczą matka 32 dzieci, rodzona matką 3, babcia 5 dzieci i jest tu ze mną, poproszę, aby wstała byście mogli ją poznać. W żaden sposób nie wygląda na matkę 35 dzieci prawda. Zapewne zastanawiacie się, dlaczego ona wygląda tak  młodo w porównaniu z wami, cóż jest tak, ponieważ ona nie oddała swojego życia dla dzieci, nie ona mówi, że wy się tak bardzo nie postarzeliście. 01.07.1978 roku odszedłem na emeryturę z policji w Nowego Orleanu przenieśliśmy się na wieś i zacząłem pracować dla kilku firm w służbie ochrony przemysłowej. W 1979 roku moi koledzy namówili mnie na karierę polityczną. Tak, więc pracowałem, kontynuowaliśmy naszą domową służbę dla dzieci i jednocześnie od stycznia 1979 roku rozpoczęła się kampania polityczna, która miała trwać do końca lata. Wybory były zaplanowane na sierpień 1979 roku jakieś 4 dni przed wyborami 03.08.1979 roku byłem w banku i nagle coś się stało z moim ciałem. Nie wiedziałem, co to było, bo nie czułem żadnego bólu, jedyne, co odczuwałem to mdłości miałem je od samego dnia, od samego rana, ale myślałem, że było to tylko zapalenie zatok, ale nagle tam w banku zacząłem mieć trudności w oddychaniu. Nie wiedziałem, co się stało, ale czułem, że było to coś poważnego, bo oddychałem z wysiłkiem. Właściwie to oddychałem tylko siłą woli odwołałem moje spotkanie wyszedłem z banku przeszedłem przez ulicę wsiadłem do samochodu i gdy usiadłem nagle zostałem rażony jakby gromem wielki ból przeszył całe moje ciało oddychałem z wielkim trudem udało mi się uruchomić samochód. I pojechałem do domu jedyne myśli, jakie w tedy miałem to były słowa: „Jedz do domu, jedz do domu.” Tylko o tym myślałem mieszkałem 18 kilometrów od banku i nagle gdzieś w połowie drogi mój oddech ustał tak jakby ktoś go wyłączył. Czułem jak ubranie dusiło mnie w panice zahamowałem na środku drogi i jak szalony zacząłem rozrywać moje ubrania nie wiem jak to się stało, ale w tej panice uświadomiłem sobie, że wpadłem w panikę. I w tedy na siłę się uspokoiłem, chociaż nadal oddychałem z trudem to jednak mogłem oddychać. Jakoś dojechałem do domu nikogo nie zastałem, ale wkrótce przyszła moja żona, gdy mnie zobaczyła wsadziła mnie z powrotem do samochodu i ruszyła do miasta wjechała na parking przy przychodni lekarskiej w momencie jak nadjeżdżał jeden z tamtejszych lekarzy. Podbiegła do moich drzwi i próbowała mnie wyciągnąć wypadłem z samochodu prosto na twarz. W tedy dostrzegł nas lekarz i podbiegł na pomoc od razu rozpoznał, że byłem w stanie szoku. To, co mi się przytrafiło tego dnia to było pęknięcie jednej moich głównych arterii krwionośnych miałem intensywny krwotok wewnętrzny. Mój lekarz powiedział mi później, że masowa utrata krwi to największy morderca na polu bitew. Przy silnym krwotoku nie pomoże nawet szybkie przetaczanie krwi, gdyż upływ krwi jest za szybki, aby można ją było uzupełnić. Według lekarzy pacjenci w moim stanie mają nie wielkie szansy na przeżycie. Tak, więc wezwali ambulans i zawieźli mnie do miejscowego szpitala, szpital był bardzo mały sprzęt medyczny był trochę przestarzały, ale lekarze robili wszystko, aby uratować moje życie. Zaczęli przetaczać mi krew, jednocześnie odsysać tę wylaną w mym ciele. Lekarz nie mogli opanować krwotoku traciłem krew tak szybko, że podłączone urządzenie nie było w stanie odsysać jej na tyle szybko, aby można było określić źródło krwotoku. Mój lekarz zdał sobie sprawę, że sytuacja wymyka się mu z pod kontroli i postanowił przewieść mnie do większego szpitala, gdzie mieli lepszy sprzęt. Chociaż to był mały szpital z przestarzałym sprzętem to jednak myślę, że lekarze dali z siebie wszystko. Tak, więc przygotowali dla mnie ambulans i zezwolili mojej żonie, aby mi towarzyszyła poczym szybko odjechaliśmy, gdy zostało jakieś 30 kilo do szpitala nagle dostałem zapaści żył moje  żyły nie przyjmowały już więcej krwi z kroplówki, w tym momencie straciłem przytomność. W piątek 03.08.1979 roku o 16.45 sanitariusz orzekł moją śmierć i przekazał przez radio wiadomość do szpitala: „Pacjent zmarł, ustały wszystkie czynności życiowe, przygotujcie salę reanimacyjną, niech sprzęt będzie gotowy na rampie.” Lekarz ze szpitala z kont mnie przewieziono zdążył już powiadomić drugi szpital tak, że czekano na mnie w gotowości wiedząc, że mogą być ze mną problemy. I faktycznie 30 kilo przed celem wszystko się skończyło. Po 13 min byliśmy w klinice regionu południowo-zachodniego Makom Missisipi doktor Ross kierownik oddziału chirurgicznego czekał na nas na rampie, gdy wyciągnęli mnie z ambulansu doktor Ross naciął moją klatkę piersiową i rozpoczął transfuzję wymienną jakieś 2 min później byłem już na sali reanimacyjnej, gdzie doktor Ross i 6 innych lekarzy pracowało nade mną od 5.00 po południu, do 12.00 w nocy. Były momenty, ze udawało im się przywrócić oznaki życia, ale było to tylko chwilowe około północy doktor Ross uznał, że można mnie

bezpiecznie przewieźć z sali reanimacyjnej na oddział intensywnej terapii. Gdzie razem z

kilkoma innymi lekarzami kontynuował wysiłki nad moim ciałem? Około 6.00 rano w sobotę

znowu zaczęły ustawać moje czynności życiowe w tedy doktor Ross wyszedł, aby

porozmawiać z moją żoną. W nocy już jej powiedział, że z powodu znacznego osłabienia

mojego ciała prawdopodobnie nie wytrzymałbym niezbędnej w tym stanie operacji. Ale teraz,

gdy wyczerpał już wszystkie inne możliwości postanowił mnie operować. Parę minut po 6.00

przygotowali dla mnie salę operacyjną i operacja zakończyła się gdzieś między 4.00, a 6.00

po południu, było to w sobotę 04.08.1979 roku. O ile wiem doktor Ross, który czekał na mnie

na rampie w piątek po południu wrócił do domu dopiero następnego dnia o godz. 6.00

wieczorem. Wszędzie gdzie składam moje świadectwo zawsze podkreślam wielkie oddanie

tych lekarzy, zawsze chwalę Boga, gdy widzę u ludzi takie poświęcenie rzadka to dzisiaj

rzecz, a jednak doktor Ross chrześcijanin był zdecydowany zastosować całą swoją wiedzę

medyczną, aby potrzymać choćby iskierkę życia, jaka tliła się w moim ciele, dla tego chwalę

Boga za to. Lecz w tym czasie, gdy ci wspaniali lekarze tak pracowicie uwijali się nad moim

ciałem mnie już w nim nie było, ale oni o tym nie wiedzieli. Gdy leżałem w tym ambulansie

dzięki sile woli, bardzo ciężko mi było brać zarówno wdech, jak i wydech, przeszywał mnie

straszny ból, ponieważ nie ustalono miejsca krwotoku to nie dostałem żadnych środków

uśmierzających ból, nie mogli mi ich podać do czasu aż znajdą źródło krwotoku. A ponieważ

go nie znaleźli odczuwałem straszliwy ból nie mogłem już tego wytrzymać nikt by tego nie

wytrzymał krzyczałem, właściwie to wyłem najgłośniej jak mogłem szukając w tym

uśmierzenia bólu. Gdy zgasły światła nagle zostałem pochłonięty przez dolinę tak głębokich

ciemności, że w najśmielszej wyobraźni trudno było by sobie wyobrazić, co to znaczy znaleźć

się w takiej dolinie. Nie jestem w stanie tego dokładnie opisać gdyż brakuje mi słów, a jeśli

nawet znalazłbym odpowiednie słowa nie bylibyście w stanie tego pojąć. Ale nie martwcie się

tym zbytnio, bo i tak tego doświadczycie wy też znajdziecie się w tej dolinie jest to

przeznaczone każdemu człowiekowi. Nawet nie wiem, co to była za miejsce, w którym się

znalazłem, Biblia nazywa to miejsce Doliną Cieni Śmierci. Chrześcijanie nazywają to

przeprawą przez Jordan jest to droga z tego życia do nowego życia, każdy z nas musi przejść  tą drogą. Sama dolina nie należy do tego świata, ani do tamtego ona jest tylko jakby drzwiami, albo mostem, przez które musimy przejść, wszyscy musimy przejść przez tą dolinę, a ponieważ jest ona tymczasowa istnieje tak długo jak długo trwa nasze życie w ciele. Gdy

ustaje życie w ciele ta dolina kończy się i w tedy następuje przejście z tego życia do tamtego. I każdy z nas tak samo przejdzie przez tą dolinę są tylko jedne drzwi wiodące do tej doliny i

tylko w jeden sposób można się tam dostać nie ma znaczenia, czy jesteś prezydentem,

królem, czy papieżem. Gdy nadejdzie twój czas wejdziesz przez te drzwi do doliny tak jak ja

wszedłem tak samo jak wchodzą prezydenci, królowie, czy inni rządzący, każdy przejdzie

przez te drzwi. Gdy wejdziecie przez te drzwi do doliny to będziecie mieli ze sobą dokładnie to samo, co mieliście, gdy przyszliście na ten świat to znaczy nic nie będziecie mieli, nic nie

przynieśliście na ten świat i nic z niego nie wyniesiecie. Oznacza to, że jeżeli po drugiej

stronie nie czeka na was konto bankowe to twoje życie poszło na marne, czy chciałbyś je

zmarnować. Widzicie ja wiem, co Jezus miał na myśli, gdy mówił: „Cóż pomoże człowiekowi gdyby świat pozyskał, a siebie samego zatracił.” Ja wiem, co Jezus mówił, bo sam w tedy zobaczyłem pozwolono mi widzieć tych, którzy być może zyskali świat, ale zatracili swoje dusze. Do tej doliny prowadzą tylko jedne drzwi, po drugiej stronie jest dwoje drzwi wyjściowych. Jedne z nich prowadzą do prostej i wąskiej drogi i niewielu jest tych, którzy przez nie wchodzą, drugie drzwi wychodzą na szeroką i łatwą drogę większość idzie tą

szeroką drogą, ale ona prowadzi na zatracenie. Dolina jest miejscem rozstaju, ta dolina

wskaże ci kierunek twojego wiecznego zamieszkania lepiej by było gdybyś znał swój nowy

adres zanim tam się znajdziesz, bo nie będziesz mógł go zmienić, gdy znajdziesz się w dolinie

będziesz mógł zmienić zdanie, ale nie zmienisz już swojego adresu. Przypuszczam, że to

głębia ciemności tak mnie przytłoczyła i nigdy wcześniej nie doświadczyłem całkowitej

ciemności i dlatego też czułem się opuszczony, ale nagle w tej ciemności dostrzegłem jakiś

obiekt, który pojawił się tuż przed moimi oczami i zaczął wirować jak wyrzucana z daleka taśma papierowa. Był to werset z Biblii i złapałem się na tym, że czytałem go za każdym

razem, gdy przesuwał się przed moimi oczami, przeczytałem ten werset 3 razy Hebr. 9:27 „A

jak postanowione jest ludziom raz umrzeć, a potem sąd,” Olśniło mnie to było moje objawienie nadszedł wyznaczony dzień czas mojej śmierci. Nie miałem nic przeciwko temu, że Bóg ma prawo w pewnym momencie zabrać moje życie, bo wiedziałem z Objawienia Jana, że Bóg stworzył mnie, dla swego upodobania, jeśli to stwierdzenie jest prawdą to Bóg ma prawo zabrać moje życie. Zawsze tak wierzyłem i nie miałem nic przeciwko temu. Ale nie mogłem się pogodzić z tym faktem, że to ja umieram tego dnia wychodząc z domu w ogóle nie myślałem o śmierci. Myślałem, że śmierć spotyka innych, ale nie mnie. Myślimy, że to nas nie dotyczy, nie chcemy o tym myśleć, rozumiecie myśl o śmierci była mi tak daleka, że musiałem przeczytać ten werset 3 razy zanim to do mnie dotarło to ja, to moja kolej. Ja nie chciałem umierać wyszedłem z domu, by odnieść zwycięstwo, miałem przecież wygrać wybory, ja nie chciałem umierać, nie chciałem ponieść tej całkowitej i ostatecznej klęski tam w ambulansie w drodze do szpitala ja chciałem żyć. Pierwsze, co mi przyszło do głowy był Hiskjasz, pamiętacie Hiskjasza to był ten dobry król Izraela, co nie chciał umierać. Gdy nadszedł wyznaczony dzień  jego śmierci on stanął twarzą do muru, wołał do Boga i Bóg wysłuchał jego prośby i przedłużył jego życie o 15 lat. To był dla mnie precedens dotychczas ja myślałem, że Bóg działa bez precedensu, ale teraz uchwyciłem się tego precedensu. Bóg uczynił to dla Hiskjasza, Hiskjasz nie chciał umierać, on wołał do Boga i Bóg go wysłuchał. W tedy przypomniałem sobie, że Biblia przypomina o 8 osobach , które Bóg wzbudził z martwych, było ich 8 pamiętacie Łazarza leżał już w ziemi tak długo, że jego ciało zaczęło gnić, jak Jezus wywołał go z grobu, a pamiętacie syna wdowy, którego Jezus wzbudził z martwych, była też Dorkas, którą Piotr wzbudził z martwych, a pamiętacie jak Paweł głosił słowo do 2.00 w nocy, brat Osteen mówił dziś rano, że błogosławieni ci, którzy mówią krótko, bo znowu będą zaproszeni. Pawła nigdy nie zapraszano z wyjątkiem jednego razu i wtedy Paweł głosił kazanie od 4.00 popołudniu, aż do 2.00 nad ranem. Podczas tego długiego kazania jeden człowiek wypadł przez okno i złamał kark wiecie on tam zasnął. Paweł przerwał na chwilę kazanie zszedł położył rękę i powiedział: „Wstawaj i już nie zamykaj oczu.”. Pan przywrócił go do życia od tak po prostu, ale nie kuście Boga w ten wieczór i nie zasypiajcie abyście nie złamali sobie karku rozumiecie nie chcemy nie planowanych przerw. Tak, więc Biblia mówi o 8 ludziach, których Bóg wzbudził z martwych nie ma jakiś specjalnych kryteriów łączących tych wszystkich ludzi łącznie z Hiskjaszem. Łączy ich tylko jedna rzecz wiecie, jaka upodobało się Bogu tak zrobić po prostu Bóg miał w tym upodobanie. Tak jak Hiskjasz nie chciałem umierać chcę być wobec was

uczciwy i dla tego muszę to wyznać, że tego dnia, gdy znalazłem się w ambulansie nie

wierzyłem w cuda, nie wierzyłem, że Bóg uzdrawia. Zawsze uczono mnie, że uzdrowienia

ustały razem z ostatnimi apostołami. Tak mi mówiono jak byłem dzieckiem, tak mnie uczono w koledżu, tak mnie uczono seminarium, głosiłem jako pastor, wierzyłem w to i zgodnie z tym nauczałem nie muszę chyba mówić, że zmieniłem zdanie. Ale musiałem wam szczerze

opowiedzieć, co myślałem o tym w tedy, gdy byłem w ambulansie. Chcę dzisiaj zaświadczyć,

że nasz Bóg naprawdę czyni cuda On jest Bogiem sprawiającym cuda, a ja jestem tego

żywym świadectwem. I 7 lekarzy oraz sanitariusz mogą o tym zaświadczyć nawet ci lekarze,

chociaż byli niewierzący z wyjątkiem tego jednego chirurga uznali, że to był cud. To był cud, to był naprawdę cud nasz Bóg jest Bogiem czyniącym cuda. Biblia mówi, że On jest ten sam

dzisiaj, wczoraj, jutro i na wieki, Bóg się nie zmienia. Czas zmienia wszystko, ale nie Boga to

Bóg zmienia czas, czas nie zmienia Boga i dlatego On jest ten sam dzisiaj, wczoraj, jutro i na

wieki. Wołałem do Boga tak, jak Hiskjasz, krzyczałem tak jak Hiskjasz, modliłem się krótką,

konkretną modlitwą nie wierzyłem nigdy o tym nie mówiliśmy w naszym kościele, nigdy też nie mówiliśmy o demonach wiecie mieliśmy niepisaną zasadę w naszym kościele mówienie o

diable przynosi mu tylko chwałę, więc lepiej o nim nie mówić, więc o nim nie mówiliśmy. Mój pastor nigdy o nim nie mówił, mój nauczyciel koledżu też o nim nie wspominał, mój profesor w seminarium też o tym nie wspominał. Ponieważ nie słyszałem o diable, gdy zostałem pastorem też również o nim nie wspominałem, dlatego też, jeśli ktoś z mojego kościoła mówił o diable wyobrażałem go sobie jako postać z komiksu: Diabeł z dwoma rogami, w czerwonym fraku, z długim zaostrzonym na końcu ogonem trzymający w ręku widły do grzebania w ogniu piekielnym. Istnieje wiele powiedzonek o diable, a niektórzy przyklejają do drzwi lodówek  różne obrazki z diabłem jakże ludzie są nie mądrzy. Nie wiem, czy mieliście takie wyobrażenie o diable, jakie ja miałem, ale mnie nie uczył nikt o demonach. Czasami trudno jest uwierzyć w istnienie demonów i nawet uwierzyć w istnienie demonów i nawet, gdy nawet przekonywałem samego siebie, że istnieją to wydawało mi się mało ważne, bo przecież nikt mnie o nich nie uczył gdyby to było ważny temat to na pewno by mnie o tym uczono. Nie uczono mnie oni o diable, ani o siłach nadprzyrodzonych. Szukałem tego, co szukał Hiskjasz mojego życia nie chciałem dostać żadnego zadania, nie chciałem jeździć z misją po świecie chciałem wygrać wybory. Nie interesowało mnie praca misjonarza nie chciałem nigdzie jechać, aby opowiadać tę historii. Nawet nie wierzyłem w siły nadprzyrodzone, ale chciałem żyć, chciałem wygrać wybory, dlatego w krótkiej i konkretnej modlitwie poprosiłem mojego Boga o przedłużenie mojego życia. Wierzyłem, że Bóg przedłuży moje życie tak samo jak przedłużył życie Hiskjasza ledwie skończyłem się modlić, gdy nastąpiło moje pierwsze spotkanie z siłami nadprzyrodzonymi z siłami ciemności dobieg mnie głos, co to był za głos żadne ucho ludzkie nigdy nie słyszało takiego głosu o jakże piękny, jak słodki, jak czarujący był ten głos z samego głosu wywnioskowałem, że musiał być to głos Boga usłyszałem słowa: „ Przestań oddychać, nie będzie w tedy bólu. Pokój, odpoczynek, bezpieczeństwo wszystko to, czego zawsze pragnąłeś. Po prostu przestań oddychać.„ Przez ponad 30 lat miałem pragnienie, aby służyć Bogu,  a więc możecie sobie wyobrazić chciałem zrobić to, co najlepsze, czyli posłuchać tego głosu. Gdy podjąłem już wysiłki, aby zakończyć moją walkę o utrzymanie oddechu nagle jak rażony gromem uświadomiłem sobie niebezpieczeństwo krzyknąłem najgłośniej jak tylko mogłem: „Nie.” Co ja robię dopiero, co prosiłem Boga, aby przedłużył moje życie? Przecież, jeśli nie będę oddychał to umrę. Ty nie jesteś bogiem, gdy to wykrzyknąłem szatan uciekł ode mnie. Tam w dolinie łez, w dolinie śmierci on oszukał mnie, udawał, że jest bogiem szatan nie

mógł mnie zabić on mógł mnie zabić moimi rękami po przez osłabienie mojej woli życia. Lepiej by było gdybyś wiedział, jaki duch do ciebie przemawia, bo od tego zależy może zależeć twoje życie. Widzicie, jeśli na tym świecie tak wielu ludzi nic nie wie o szatanie to jak ci ludzie mogą spodziewać się, że go rozpoznają tam po drugiej stronie to jest częścią jego planu, aby skryć się przed ludźmi, by się przed nimi schować, a kościół stał się w tym jego największym sprzymierzeńcem. Szatan nie mógł się skryć przed chrześcijanami chyba, że kościół sam go zasłonił, a kościół właśnie to zrobił. Gdy przeciwstawiłem się diabłu on uciekł ode mnie. Wielu ludzi nie wie, że diabeł mógł imitować Boga, ale chcę ci coś powiedzieć przyjacielu ty też znajdziesz się w tej samej dolinie, co ja i nie ma znaczenia ile nagromadziłeś króliczych łapek na szczęście pójdziesz tą samom doliną i lepiej by było abyś był przygotowany, gdy tam się już znajdziesz. W jaki sposób rozpoznasz imitację, czyż Jezus nie powiedział w Ew. Mat., 24:24 (Że, zwieść i wybranych o ile to będzie tylko możliwe.) Czyż ta sama Biblia nie stwierdza, że nasz przeciwnik jest tak sprytny, że jego słudzy wyglądają jak aniołowie światłości o jak wspaniała imitacja. Wyobraźmy sobie następującą sytuację idziesz doliną słyszysz głos, który mówi do ciebie jestem bogiem, choć za mną, co byś w tedy zrobił. Jeśli to jest bóg to chciałbyś za nim pójść oczywiście, że by tak, ale jeśli to nie był by bóg to przecież nie chciałbyś być oszukany prawda jasne, że nie, czyli jak rozpoznasz imitację. A teraz słuchaj  uważnie nie będziesz miał w tedy swojej Biblii, aby wszystko sprawdzać, nie będziesz miał swojego pastora, aby wstawiał się za tobą, nikt cię nie będzie wspierał modlitwą, nawet nie będzie tam światła, abyś mógł tam coś zobaczyć, będziesz sam w całkowitej ciemności, co wtedy uczynisz. Nie zależnie od tego, co zrobisz zapamiętaj to, co ci teraz powiem: „Pozostanie ci tylko jedno uderzenie serca, aby to uczynić tylko jedno, w jaki sposób rozpoznasz imitację, ale chwała Bogu mam dla was dobrą nowinę Jezus nigdy nie zostawił nas bezbronnymi choćby na jedno uderzenia serca. Jezus powiedział: „Moje owce znają mój głos i za obcym nie pójdą.” Jeśli jesteś Jego owcą nie bój się przeprawy przez Jordan, jeśli należysz do Jego owiec to nie bój się przejścia przez dolinę śmierci, jeśli jesteś Jego owcą to oddal od siebie wszelki strach. Ale jeśli nie jesteś owcą Jezusa to drżyj, w tedy drżyj. Gdy przeciwstawiłem się diabłu on uciekł ode mnie, a wokół mnie dostrzegłem aniołów byli tam przez cały czas Jezus powiedział, że, Nigdy cię nie zostawi, ani nie opuści. Może Go nie będziesz widział, ani czuł, ale tam w dolinie cieni śmierci nie będziesz sam, nie będziesz szedł sam, bo Jezus będzie z tobą tak jak obiecał. Aniołowie zabrali mojego ducha z ciała, ambulans dalej jechał drogą, moje ciało znajdowało się w tym ambulansie, ale mnie w tam nie było w jednej chwili zostałem przeniesiony z ciemności do światłości, w którym miejscu Biblia wspomina o czymś podobnym. Apokalipsa. 4:1; „Duch Jana został wzięty z jego ciała, jego ciało pozostało na wyspie Patmos, a jego duch został zabrany do nieba, gdzie dane było mu oglądać historie kościoła. Później duch Jana powrócił do ciała i dostał polecenie spisania tego, co widział w ten sposób Jan napisał księgę Apokalipsy, w której opisał to, co widział.” Duch mój został przeniesiony do świata duchowego. Pierwsza rzeczą, jaką mi było wolno oglądać był sztab dowodzenia szatana. Jest to rząd opisany w Biblii Efez. 6:12 „Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich.” Jest to duchowy rząd gdzie opracowane są plany wojenne przeciwko świętym Bożym. Wojna duchowa jest jak najbardziej realna ona naprawdę trwa. Jeśli jesteś nowo narodzonym wierzącym to w tedy jesteś wojownikiem, jeśli nie jesteś nowo narodzonym chrześcijaninem to  jesteś więźniem wojennym i już dzisiaj powinieneś wydostać się z więzienia i iść na wojnę, gdyż ta wojna jest realna. Duchowa wojna istnieje naprawdę i dane mi było oglądać jak diabeł ją prowadzi. Gdy tak obserwowałem pracę jego sztabu odkryłem, że szatańskie działanie nigdy nie jest przypadkowe, on nigdy nie działa na oślep jego wojna jest prowadzona w oparciu o plan.

 

Zostałeś drobiazgowo sklasyfikowany, a twoje usposobienie oszacowane nawet jedno nie idzie na marne i ta wojna to nie są żarty. Diabeł może atakować na dwa sposoby: po pierwsze po przez pożądliwość ciała, aby wytrącić nas z równowagi przez publiczne kompromitowanie naszych zasad chrześcijańskich, gdy ulegniemy pokusie, drugim sposobem walki szatana jest atakowanie naszego ciała Biblia mówi w 1 list Kor.10:13, że dane jest nam zwyciężać pokusy, w Ew. Mk.16:17, że dane jest nam wyganiać demony. Tak, więc możemy zwyciężać szatana niezależnie od sposobu, jaki nas zaatakuje Jezus już wcześniej i przygotował dla każdego z nas skuteczną broń niezależnie od tego, czy szatan kusi nas przez pożądliwości, czy też  atakuje nasze ciało w obu przypadkach możemy go zwyciężyć. Może się zdarzyć, że na tej wojnie odniesiecie kilka ran, ale tak już jest na wojnie. Nie mniej jednak tajemnica sukcesu w wojnie duchowej jest zwyciężanie im więcej ty zwyciężasz tym łatwiej przychodzi następne zwycięstwo. Ale jak zaczniesz przegrywać to odniesienie zwycięstwa będzie bardzo trudne.

Dlatego musicie zwyciężać w tych bitwach z każdym zwycięstwem będzie wam coraz łatwiej

zwyciężać diabła w kolejnych potyczkach. Biblia mówi, że lud Boży, że ginie z braku poznania, dane mi było przyjrzeć się kształtom i formom duchów demonicznych. Odkryłem, że ich forma odpowiada dziedzinie, w której się specjalizują gdyż niemal każdy duch specjalizuje się w jednej dziedzinie. Gdybyście je zobaczyli to po ich kształcie poznalibyście od razu, czym się zajmują tak, więc demony mają różne kształty, formy zależnie od specjalizacji. Podobnie jest z aniołami, o czym wielu ludzi nie ma pojęcia. Biblia opisuje 5 różnych rodzaj aniołów i każdy z nich wygląda inaczej. Nie mam teraz czasu by dokładnie omówić, ale wskażę wam miejsca w Biblii gdzie jest o nich mowa 6 rozdziale Izajasza opisany jest anioł serafin, w 1 rozdziale Ezechiela znajdujemy opis anioła transportowego, w 18 rozdziale Genesis (1 Mojżeszowa), jest opisany anioł stróż, 4 rozdziale Objawienia (Jana), znajdzie się opis Cherubina.

Cherubin jest opisany również w księdze Ezechiela i Izajasza wiec tak mamy 5 rodzajów

aniołów i każdy z nich wygląda inaczej, każdy z nich ma inny kształt i wygląd nie wszystkie

anioły wyglądają tak jak ludzie je sobie najczęściej wyobrażają. Ten stereotyp odpowiada

Cherubinowi to właśnie tak ludzie wyobrażają sobie anioły. On jest najpiękniejszy ze

wszystkich aniołów, on jest aniołem straży królewskiej i jego wizerunek został wyryty w

świątyni. Michał Anioł wziął go za wzór w swoich obrazach, a ci, którzy się na nim wzorowali rozpowszechnili ten rodzaj anioła. Dlatego ludzie maja dzisiaj taki stereotyp anioła, ale Cherubin nie jest aniołem stróżem, Z którym mamy do czynienia, na co dzień. Anioł stróż jest wspomniany w 18 rozdziale i w 19 rozdziale Genesis (1 Mojżeszowa), i z tego opisu wynika, że wygląda tak jak my, on nie ma skrzydeł i wygląda normalnie. Tak, więc wygląd aniołów i demonów zależy od ich specjalizacji. Ponieważ nie pozostało mi wiele czasu muszę, zakończyć ta dygresję i kontynuować nasz temat. Gdy przejrzałem się już metodom walki szatana w drugim niebie zostałem zabrany w kierunku Bożego tronu, aniołowie powiedzieli mi, że dana mi będzie sposobność, aby stawić się osobiście przed Bogiem i prosić Go o przedłużenie mojego życia. Zostałem zaprowadzony w piękne miejsce, nie potrafię go opisać powiedzmy, że wyglądało jak tunel mający początek tu na ziemi biegnący przez niebo i kończący się przed bramami 3 nieba. Ale to nie działo się w świecie materialnym tylko w duchowym. Ściany tunelu były niewidoczne, nie tyle przezroczyste, co po prostu nie widoczne jest różnica między rzeczami przezroczystymi i niewidocznymi możesz widzieć to, co jest przezroczyste, ale nie możesz to, co jest niewidoczne, ale ja widziałem niewidoczne ściany.

Zaraz chwileczkę przecież to jest sprzeczność nie potrafię wam tego wytłumaczyć, ale gdy

tam będziecie to w tedy sami zrozumiecie, sami to zobaczycie, gdy tam się znajdziecie. Gdy

tak stałem na zewnątrz tunelu zajrzałem do niego środkiem tunelu biegła droga, a jej pobocze

było usłane najpiękniejszymi kwiatami był to widok, jaki żadne ludzkie oko nie widziało. Na

końcu tunelu świeciło tak olśniewające i wszech ogarniające światło, że nigdzie w tunelu nie było cienia, ale światło to było na tyle łagodnie, że można było na nie patrzeć. Tunelem szły

jakieś ludzkie istoty, które na pierwszy rzut oka wyglądały zwyczajnie, ale gdy przyjrzałem się im uważniej zdałem sobie spraw, że to nie byli zwykli ludzie to byli super nadzwyczajni ludzie.

Zapytałem towarzyszącego mi anioła: „Kim oni są?”, anioł rzekł: „To są dzieci Boże idące do

domu?” Chwała Bogu ja nie oglądałem zwykłych ludzi, ja oglądałem nieśmiertelne dusze

ludzi, którzy zmarli tego dnia w Chrystusie. Mam dzisiaj dla ciebie dobrą nowinę, nigdy nie

zaznasz grobu, nie spoczniesz w grobie, twoja droga do domu nie prowadzi przez grób,

chociaż złożą twoje ciało do grobu to ciebie tam nie będzie ty już wcześniej odejdziesz.

Odejdziesz, gdy tylko przestanie bić twoje serce to się stanie natychmiast nie dopiero po

jakimś czasie. Dane mi było patrzeć na tych świętych idących do domu tych, którzy dopiero,

co umarli na ziemi ich ciała pozostały tam gdzie umarli, ale ich już nie było w tych ciałach oni szli do domu. Tam na ziemi ludzie składają zmarłych do grobu przyjmują kondolencje płaczą, ale ciebie tam już nie będzie, bo ty idziesz do domu Alleluja. Wspaniale zawsze wiedziałem, że Biblia mówi o niebiańskiej drodze, ale nigdy nie brałem tego dosłownie zawsze sądziłem, że było to tylko symbol. Ale stoję tu dzisiaj by zaświadczyć przed Bogiem i tym zgromadzeniem, przed całą ziemią, że wróciłem z drugiej strony grobu, aby powiedzieć wam, że istnieje niebiańska droga i że mogą nią iść tylko ludzie odkupieni nie może się na niej znaleźć żaden zły duch, jeśli chcesz przeczytać o tym w Biblii to mówi o tym Iza.35:8-10. będzie tam droga bita, nazwana Drogą Świętą, Nie będzie nią chodził nieczysty; będzie ona tylko dla jego pielgrzymów. Nawet głupi na niej nie zbłądzi. Nie będzie tam lwa i zwierz

drapieżny nie będzie po niej chodził, tam się go nie spotka. Lecz pójdą nią wybawieni. I wrócą odkupieni przez Pana, a pójdą na Syjon z radosnym śpiewem. Wieczna radość owionie ich głowę, dostąpią wesela i radości, a troska i wzdychanie znikną.) Gdy tak patrzyłem na

świętych idących tą drogą uświadomiłem sobie 3 prawdy Biblijne: Pierwsza jest tak

niewiarygodna, że trudno wam będzie to pojąć w ograniczonym wymiarze ziemskiego życia

jedynym dowodem prawdziwości tego jest, że tak powiedział Bóg. Gdy tak patrzyłem na tych

świętych zaskoczyło mnie, że nie można było określić wieku. Oni nie byli starzy, ani młodzi,

ani w średnim wieku, oni nie mieli wieku. Spróbujcie to pojąć, czyż można to pojąć nigdy nie

widzieliście czegoś, co by nie miało wieku. Wszystko, z czym się stykaliście nosiło znamię

czasu, ale wieczność nie zna czasu, w wieczności nie ma czasu, do określenia wieku

potrzebny jest czas, a jeśli czas nie istnieje to nie można określić wieku, gdy nie ma wieku ani

czasu to, co w tedy tak jak mówi Biblia nowa ziemia i człowiek, który się na niej nie starzeje.

Tam się nie zestarzejecie, bo tam czas nie istnieje to trudno pojąć prawda o tak, ale jeśli

uważasz, że to trudno pojąć to posłuchaj tego. Gdy to opowiadam ludziom patrzą na mnie

jakbym upadł na głowę, albo jakby lekarz czymś mnie nafaszerował. Ale jeszcze raz to

powtarzam, że nie przyszedłem tu by przekonywać, lecz by opowiadać. Ktoś kiedyś

powiedział mi, że nie uwierzy w te słowa nawet gdyby były wyryte na kamiennych tablicach,

cóż ja nie wiem czy te prawdy są wyryte w kamieniu, ale, że są zapisane w Biblii, a mimo to

wielu ludzi nie wierzy w nie. Drugą prawdą było to, że ci święci nie mieli płci będziecie mieli z tym problem panowie prawda. Jezus powiedział w Ew. Łk.20:34-35 (Synowie tego świata  żenią się i za mąż wychodzą, Lecz ci, którzy zostają uznani za godnych dostąpienia tamtego

 

świata i zmartwychwstania, ani się nie żenią, ani za mąż nie wychodzą.) Jezus to potwierdza

nie raz, nie dwa, lecz trzy razy w Ew. Mt.22:23,33; Ew.Mk.12:18,27; Ew.Łk.20:34,36. Nie

będzie zawierania związków małżeńskich w niebie, jedynym ślubem, jaki odbędzie się w

niebie będzie wzięcie oblubienicy przez Baranka. Nie będziesz się żenił w niebie tak mówi

Biblia wielu ludzi nie wierzy Biblii sceptycy twierdzą, że nie można jej brać dosłownie. Sceptyk Biblijny jednocześnie uważa się za Biblijnego eksperta on chce decydować o tym, co można wierzyć w Biblii, a w co nie można, dlatego takiemu sceptykowi nie można niczego udowodnić według Biblii, ale powiem wam coś nigdy dotąd nie spotkałem sceptyka podważającego słownik. Nawet sceptycy wobec Biblii akceptują każde słowo zawarte w słowniku. Traktują słownik jak ewangelię no tak, bo słownik to jak ewangelia tylko słowo jest poprzestawiane. Przypuśćmy, że w słowniku byłoby napisane, że w niebie nie będziesz się żenił, czy w tedy uwierzyłbyś słownikowi, a tak jest napisane. Jeśli nie wierzysz to poszukaj definicji słowa duch, a w tedy odkryjesz, że duch jest rodzaju nijakiego, czyli jest pozbawiony płci. Płeć została dana ciału fizycznemu w celu rozmnażania nieśmiertelne duchy nie rozmnażają się, dlatego żaden duch nie ma płci. Zżuć to ciało, a zobaczysz, że nie będziesz miał płci. Gdy tak obserwowałem świętych idących tunelem poznałem kolejną prawdę nie można było określić rasy tych ludzi, oni nie byli ani czarni, ani biali, ani czerwoni, ani żółci gdyż nieśmiertelne duchy nie maja rasy. Tak jak jest to napisane w liście do Gal. 3:28 (Nie masz Żyda ani Greka, nie masz niewolnika ani wolnego, nie masz mężczyzny ani kobiety; albowiem wy wszyscy jedno jesteście w Jezusie Chrystusie.) Zawsze wierzyłem w tą prawdę, ale nigdy jej nie rozumiałem dopóki nie zobaczyłem tamtych ludzi w tunelu. Jeśli pragniesz uwierzyć w Słowo Boże wielu z was tego nie zrobi, bo wbrew waszej tradycji, ale jeśli zaakceptujesz Słowo Boże to przeczytasz w Biblii, że w wieczności nie będziesz miał wieku, płci ani rasy, ale jednocześnie będziesz tą samą niepowtarzalną jednostka, jaką jesteś na ziemi. I rozpoznają cię ci, którzy znają cię tutaj, zmieni się jedynie twój wygląd, ale dla wielu z nas jest to dobra nowina prawda. Zmienimy wygląd, ale zachowamy naszą indywidualność. W 1 liście do Kor.15: Paweł pisze o różnicy pomiędzy ciałem duchowym i fizycznym na zawsze zostaniemy sobą, chociaż zmienimy wygląd będziemy zawsze sobą tylko będziemy inaczej wyglądać. Niech to was nie szokuje gdyż będziemy rozpoznawać siebie po przez ducha, a nie przez wygląd. Jeśli zdumiewa was to, że zrzucimy z siebie to ciało, a przyobleczemy się w ciało duchowe to powiem wam jeszcze coś więcej Biblia mówi, że jeszcze raz zmienisz wygląd swój wygląd, bo czeka na ciebie ciało chwalebne. Tak, więc twój wygląd zmieni się 3 razy prawdopodobnie przy każdej kolejnej zmianie twoje ciało będzie coraz piękniejsze. Gdy już to wszystko obejrzałem dotarłem do bram nieba chciałem wejść i przedstawić moją prośbę, ale towarzyszący mi anioł powiedział: chwileczkę zaprowadziliśmy cię do tunelu, abyś poznał 4 prawdy, a ty poznałeś tylko 3 wracaj i jeszcze raz się przyjrzyj. Gdy wróciliśmy zobaczyłem około 50 świętych, którym było dane przekroczyć bramy nieba wchodzili pojedynczo, ale dalej nie mogłem dostrzec 4 prawdy. W tedy aniołowie powiedzieli abym zwrócił uwagę na liczbę świętych w tunelu na bardzo małą liczbę. Aniołowie uświadomili mi, że oglądam 15 minutowy  odcinek czasu 03.08.1979 roku, od 16.45, do 17.00 od chwili, gdy straciłem przytomność w ambulansie do momentu przybycia do szpitala. W czasie tych 15 minut Bóg zabrał z ziemi tych 50 świętych, zabrał ich do domu. W tym samym czasie Bóg zabrał z ziemi dodatkowo 1950 ludzi, ale ci ludzie nie znaleźli się w tunelu, który prowadził do domu. W ciągu tych 15 minut zmarło 2000.00 ludzi z pośród nich tylko 50 trafiło do nieba. 50 z 2000.00 stanowi 2,50%. 97,50% nie trafiło do nieba, anioł powiedział mi, że dane mi było poznać te liczby gdyż odzwierciedlają one dzisiejszy stan duchowy na planecie ziemi. Gdyby 03.08.1979 roku zatrąbiły trąby tak głośno, że by zbudziły zmarłych to Jezus znalazłby tylko 2,50% ludzi gotowych, aby pójść do domu, 97,50% ludzi nie było by jeszcze gotowych. Pomyślcie przez chwilę gdyby koniec świata nastąpił w tedy 03.08.1979 roku, czy znalazłoby się tych 2,50% jeśli nie to dziękuj Bogu za Jego miłosierdzie, Bóg nie pragnie śmierci człowieka, Bóg pragnie, aby każdy człowiek poznał Zbawczą Łaskę Jezusa Chrystusa. Ale jest już wyznaczony dzień, godzina, minuta i sekunda przyjścia Jezusa i jeśli twoje imię nie będzie zapisane w Księdze Żywota to znaczy, że zmarnowałeś swoje życie. Nie kładź się dzisiaj się spać dopóki się nie upewnisz, że twoje imię jest zapisane w Księdze Żywota, bo tej nocy możesz przyjść Jezus.

Ilu z was myślało, że Jezus może przyjść dzisiejszego popołudnia. Jezus powiedział, że

przyjdzie, gdy nikt się Go nie będzie spodziewał jakże właściwy to będzie czas nikt nie

pomyślał, że Jezus przyjdzie. Przyjdę o godzinie, o której się nie domyślacie. Ponownie

stanęliśmy przed bramą aniołowie powiedzieli mi: Zaczekaj, jeśli wejdziesz przez tą bramę to

już nie będziesz mógł wrócić. To oznaczyłoby koniec mojego życia, a więc nie mógłbym prosić o jego przedłużenie. Anioł rzekł: Zostań tutaj przed bramom stąd możesz rozmawiać z

Bogiem, a On będzie cię słyszał. Poszedłem odważnie do bramy w końcu od 30 lat służyłem

Bogu, zbliżyłem się do bramy spojrzałem w górę, ale nie mogłem dostrzec jej końca. Stojąc

przed bramom przedstawiłem moją Bogu sprawę, Bóg milczał, gdy mówiłem, a gdy

skończyłem Bóg odpowiedział mi. Składam świadectwo przed wami, że moja obecność tutaj

jest rezultatem tamtego spotkania z 03.08.1979 roku jestem tutaj po to, aby przekazać

kościołowi wiadomość od Boga. Bóg nie przygotował ja ze względu na mnie, ale ze względu

na moje porażki jako chrześcijanina zanim dosłownie zacytuję, co powiedział mi Bóg

przypomnę wam Jego słowa o ludziach twierdzących, że mówią w jego imieniu księga

Powtórzonego Prawa18:20 (5 Mojżeszowa) Wszakże prorok, który ośmieli się mówić w moim imieniu słowo, którego mu nie nakazałem mówić, albo który będzie przemawiał w imieniu innych bogów, taki prorok poniesie śmierć. Koniec cytatu. Znam ludzi, którzy mówią: też mi coś, a co z ludźmi, którzy kłamią w imię Boże w każdą niedziele, przecież oni nie umierają. Inni twierdzą, że tak każdy z nas kiedyś umrze, ale ten werset wiele stracił w tłumaczeniu. Przyjrzyjcie się uważnie temu wersetowi zajrzyjcie do konkordancji i sprawdźcie każde słowo, a odkryjecie, co Bóg naprawdę chciał powiedzieć. Że człowiek, który kłamie w imieniu Boga będzie (….) Bóg nie określa, kiedy i jak to się stanie po prostu powiedział, że to uczyni Bóg nie jest jak człowiek, który tylko grozi i nie dotrzymuje słowa. Gdy Bóg coś obiecuje to dotrzymuje obietnicy nie tak jak my. Tak, więc stoję przed wami i staranniej dobieram słowa, gdy cytuje Boga, bo wy będziecie światkami tego, co mówię, gdy nadejdzie dzień. Zdam sprawę ze słów,  które wypowiedziałem i nie obawiam się, że ten magnetofon rejestruje moje słowa, wy jesteście Bożym magnetofonem i pewnego dnia będę stał przed zastępami niebieskimi świadkami tych słów, dlatego starannie dobieram moje słowa. Gdy Bóg przemówił do mnie to nie był piękny głos, nie był w niczym podobny do głosu, jakim przemawiał do mnie diabeł. Był to raczej głos jak jest opisany w Ew. Jana.12:28,29 (Ojcze, uwielbij imię swoje! Odezwał się więc głos z nieba: I uwielbiłem, i jeszcze uwielbię. Lud więc, który stał i słyszał, mówił, że zagrzmiało, inni mówili: Anioł do niego przemówił.) Takim głosem przemówił do mnie Bóg.

 

Jeśli wyobrazicie sobie huk wszystkich sztormów, cyklonów, wulkanów to nie odda tego, co ja słyszałem. Głos żywego Boga był jak grzmot błyskawicy, wielkość Jego gniewu zaszokowała mnie, opuściły mnie wszystkie siły, gdy mój Bóg zaczął mi mówić, kim jestem nie, kim myślałem, że ja jestem. Te dwie osoby nawet nie były do siebie podobne. Na ile pozwoli mi pamięć chce ściśle zacytować Jego słowa: Twoja wiara jest martwa, twoje uczynki są nic nie warte, nie przyjmuję życia, jakie prowadziłeś i ofiarowałeś jako chrześcijańska służbę, twoje obłudne życie budzi we Mnie wstręt, dlaczego sądziłeś, że pochwalę życie chrześcijanina Laodycejskiego, miliony ludzi prowadzi takie samo życie jak ty i wisi nad nimi groźba Mojego wiecznego gniewu. Koniec cytatu żywego Boga. Panie zaczekaj Ty chyba nie o mnie mówisz, zaczekaj czyż nie wiesz, kim ja jestem Panie jestem pastorem nazywam się Howard Pittman, jestem pastorem pomyliłeś mnie chyba z kimś. Nazwał mnie chrześcijaninem Laodycejskm wiecie, kto to taki jest on opisany w Biblii w księdze Objawienia Jana. 3:14-22 (A do anioła zboru w Laodycei napisz: To mówi Ten, który jest Amen, świadek wierny i prawdziwy, początek stworzenia Bożego: Znam uczynki twoje, żeś ani zimny, ani gorący. Obyś był zimny albo gorący! A tak, żeś letni, a nie gorący ani zimny, wypluję cię z ust moich. Ponieważ mówisz: Bogaty jestem i wzbogaciłem się, i niczego nie potrzebuję, a nie wiesz, żeś pożałowania godzien nędzarz i biedak, ślepy i goły, Radzę ci, abyś nabył u mnie złota w ogniu wypróbowanego, abyś się wzbogacił i abyś przyodział szaty białe, aby nie wystąpiła na jaw haniebna nagość twoja, oraz maści, by nią namaścić oczy twoje, abyś przejrzał. Wszystkich, których miłuję, karcę i smagam; bądź tedy gorliwy i opamiętaj się. Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną Zwycięzcy pozwolę zasiąść ze mną na moim tronie, jak i Ja zwyciężyłem i zasiadłem wraz z Ojcem moim na jego tronie. Kto ma uszy, niechaj słucha, co Duch mówi do zborów.) Powiem wam, co to za człowiek, to jest hipokryta, który bawi się w kościół w niedzielne poranki przychodzi do kościoła w niedzielę rano gdzie swoimi wargami śpiewa: O jak ja kocham Jezusa. Kłamca, łajdak nie może doczekać się chwili, gdy wyjdzie z kościoła, gdy swoim życiem w ciągu tygodnia pokaże światu, kogo tak naprawdę kocha. Wychodzi z kościoła i przez cały tydzień służy diabłu. A w następną niedzielę jest z powrotem w kościele i śpiewa: O jak ja kocham Jezusa. A jego kumple ze świata zaglądają przez drzwi i mówią: To jest właśnie chrześcijanin, dobrze, że nie jestem chrześcijaninem. To właśnie dla tego Bóg nienawidzi takiego chrześcijanina gdyż on zrobił to, czego nawet diabeł nie mógł osiągnąć, bawiąc się w kościół odciągną ludzi od Jezusa Chrystusa lepiej uwierz, że będzie płacz i zgrzytanie zębów, jeśli nie obchodzi cię własne życie to nie ośmielaj się być przeszkodą dla  innych. Panie to nie ja, Panie czy Ty nie rozumiesz to nie ja. Niebo milczało jak głaz. Nagle przemówił świadek, ten świadek przekonał mnie od razu tak po prostu tak to ja. Jaki to jest świadek tak potężny, że jednym słowem może przekonać ślepego człowieka, czy wiecie, że w Biblii jest napisane, że nawet ci, którzy idą na zatracenie powiedzą Amen na swoje potępienie?

 

Czy wiecie, kto ich o tym przekona ten sam świadek, który mnie przekonał, ten sam, który

czeka i na was? To jest ten sam świadek, o którym mówił Jezus w Ew. Mat.12: 37 Albowiem

na podstawie słów twoich będziesz usprawiedliwiony i na podstawie słów twoich będziesz

potępiony. Przed stawiam ci tego świadka ten stary język, jeśli byś go uciął to od tego nie

umrzesz, ale jeśli ugodzisz tym językiem w serce to może być to śmiertelne, jeśli będziesz

nierozważnie wypowiadał słowa to gwarantuję ci, że już ich nie cofniesz Ew. Mat. 12: 36,37 (A powiadam wam, że z każdego nieużytecznego słowa, które ludzie wyrzekną, zdadzą sprawę w dzień sądu. Albowiem na podstawie słów twoich będziesz usprawiedliwiony i na podstawie słów twoich będziesz potępiony.) Kiedyś je sobie przypomnisz zostaniesz rozliczony z każdego pustego słowa, cóż to będzie za dzień. Czy możesz sobie wyobrazić cały ocean hipokrytów usiłujący powstrzymać swój język przed obmawianie sąsiada, cóż to będzie za dzień? Czy możesz sobie wyobrazić, gdy oni będą próbować złożyć do kupy piękne kazania, które pocięli swoimi językami, cóż to będzie za dzień? To ja Panie, to ja to są moje obietnice znasz je wszystkie i żadna z nich nie spełniona, ale Panie, czy nie wiesz, że to ja stałem na chodniku, ja głosiłem ewangelię na ulicach, ja otworzyłem mój dom dla innych, ja dzieliłem się z innymi, to ja chodziłem do więzień świadczyłem więźniom, odwiedzałem chorych w szpitalu i modliłem się za nich, Panie czy nie wiesz, że robiłem to wszystko dla Ciebie. Rozpoznajecie to, czy czytaliście o tym w Biblii, gdzie to jest opisane Ew. Mat.7:22,23 W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powiem:

 

Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie. W czym ci

pomoże twoja szczerość, jeśli szczerze się mylisz. Chce powiedzieć, że do nie ba prowadzą

tylko jedne drzwi, a tymi drzwiami jest ukrzyżowany Jezus Chrystus nie ma innej drogi. Ale

Panie ja to wszystko robiłem. O tak byłem tam widziałem twoje uczynki, byłem tam, gdy

głosiłeś ewangelię na rogach ulic, byłem tam, gdy odwiedzałeś więźniów, byłem tam, gdy

głosiłeś Słowo w swoim kościele, widziałem wszystkie twoje uczynki to były dobre uczynki to są moje uczynki nakazałem wypełniać te uczynki ze względu na moich ludzi ty robiłeś Moje uczynki, ale w twoim przypadku nie przyjmę ich od ciebie, bo nie czyniłeś ich dla Mnie, czyniłeś dla fałszywego boga. A Ja powiedziałem w Moim Słowie EXODUS (2Mojżeszowa) 20:4,5 Nie będziesz miał innych bogów obok mnie. Nie będziesz się im kłaniał i nie będziesz im służył, gdyż Ja, Pan, Bóg twój, jestem Bogiem zazdrosnym. Ale Panie chwileczkę czyż nie rozumiesz, że nie robiłem tego dla fałszywego boga, codziennie nazywałem Cię Bogiem, Panem. To prawda nazywałeś Mnie Panem, ale nie uczyniłeś mnie Panem to jest zasadnicza różnica Pan znaczy władca życia to nie ten, którego masz na ustach, ale ten, któremu służysz. Ale Panie robiłem to w Twoim imieniu. Tak czyniłeś to w Moim imieniu, ale nie dla Mnie, robiłeś to dla twojego boga. Nie miałem innego boga. Ależ tak różne rzeczy były twoim  bogiem to jest fałszywy bóg, którego szatan najwięcej sprzedaje. Lepiej miejcie się na baczności to jest ten bóg, którego musicie się bać najbardziej ze wszystkich bożków, ponieważ on jest tak śliczny i tak upragniony, że zdobędzie ciebie bardzo szybko nawet się nie, zorjętujesz, że mu służysz: JA kochane stare JA, ponieważ JA rządziło moim życiem nie było miejsca dla Jezusa Chrystusa On mówi o tym w Ewangelii: „Kto się nie zaprze ojca, matki, siostry, córki, syna, brata nawet samego siebie nie jest wart Królestwa Bożego.” Dopiero po chwili odzyskałem spokój jakby łuski spadły z oczu zobaczyłem moja duszę taką, jaką chciał mi pokazać Bóg od samego początku prosiłem o niewłaściwe życie. Życie, które pochodzi z prochu, obraca się w proch. Natomiast Bóg pokazał mi życie wieczne, życie, które się nigdy nie kończy, gdy poznałem Boga mojego Ojca, gdy zobaczyłem, jaki On naprawdę jest w tedy już ni dla mnie się nie liczyło, ani doczesne życie, ani mój duch nie miało znaczenia za wyjątkiem pragnienia abym już więcej niczym nie zranił mojego Ojca. Gdyż Bóg, który stworzył to wszystko cierpiał za mnie, za najmniejsze, za najmniej znaczące stworzenie w Jego Królestwie On cierpiał za mnie. W tedy przestało być dla mnie ważne, co Bóg ze mną zrobi i gdy było to mi obojętne Bóg przywrócił mnie do życia, abym czynił to, co teraz czynię. Teraz chciałbym podsumować w 5 punktach mój przekaz, jeśli wytrzymacie jeszcze przez 5 minut to przeliczmy szybko przez te punkty te punkty są ważne, bo to są twe same punkty, które podkreślam, gdy przyszedł Jezus na ziemię. On prosił mnie, abym wrócił i u schyłku czasu jeszcze raz położył nacisk na te prawdy. Jezus przyszedł z nimi na początku i On chce, aby kościół był świadomy w czasach ostatecznych. Zanim omówię te punkty muszę powiedzieć, że zostały nałożone na mnie 2 ograniczenia bardzo ważne dla zrozumienia mojej misji. Ograniczenie numer jeden polega na tym, że nie mogę prosić nikogo, aby słuchał moich słów, ale muszę udać się wszędzie tam gdzie mnie o to poproszą i dzisiaj jesteście tego światkami poproszono mnie abym przyjechał i ja nie mogłem odmówić musiałem przyjechać.

 

Drugie ograniczenie polega na tym, że nie mogę nikogo prosić o pomoc, ani ujawnić moich

potrzeb. Bóg nałożył na mnie te ograniczenia gdyż dał mi ściśle określone zadanie. Wy znacie

zadanie, jakie dał Bóg kościołowi idźcie na cały świat i głoście ewangelię. Kościół nie musi czekać na zaproszenie, kościół ma prawo liczyć na pomoc swoich członków. Ale moje

zadanie jest inne niż zadanie kościoła. Gdyby Bóg zlecił mi abym powrócił na ziemię i głosił

ewangelię oznaczałoby to, że odebrał to zadanie kościołowi, a to jest zadanie kościoła. Moje

zadanie polega na tym, aby iść ze słowem ostrzeżenia do kościoła Bożego, nie do świata.

Bóg pragnie żeby Jego ludzie jeszcze raz usłyszeli ostrzeżenie, ponieważ ja nie wiem, którzy

stanowią Jego kościół, a Bóg dobrze, więc nie mam tej swobody, żeby wybierać słuchaczy

Bóg wybiera mi słuchaczy. Moim zadaniem jest jechać wszędzie tam gdzie mnie poproszą nie

mogę prosić nikogo o pomoc, bo muszę żyć z wiary. Tak Go zawiodłem przez te 30 lat moja

wiara była martwa teraz muszę dowieść mojej wiary i dlatego nie mogę prosić o jakąkolwiek

pomoc, gdy potrzebuję pomocy w tedy Bóg kładzie to komuś na sercu, aby zaspokoił moją

potrzebę i jestem w drodze od 8 lat. Bóg dał mi 9 miesięcy na przygotowanie się do tej służby

od 03.08.1979 roku, do 07.05.1980 roku. 07.05.1980 roku Bóg powiedział do mnie: „A teraz

ruszaj.” Ze względu czekające na nas szczególną służbę przez te 9 miesięcy razem z moja  żoną pozbyliśmy się naszego dobytku nie mówimy ludziom żeby jeździli i czynili to, co my

musimy robić gdyż oni nie dostali takiego zadania od Boga to ja dostałem takie zadanie i

dlatego muszę je wykonywać według Jego woli. Tak, więc tamtego dnia wyruszyliśmy  naszym starym furgonem z przebiegiem 110. 000 Kilometrów, większość ubrań, jakie posiadaliśmy mieliśmy na sobie, mieliśmy pełen bak paliwa i pieniędzy tylko tyle, aby jeszcze raz zatankować do pełna, opony były tak łyse jak moja głowa. A gdy ruszyliśmy zaczęliśmy się zastanawiać gdzie będziemy spać, albo, co będziemy jeść i skąd weźmiemy pieniądze na paliwo, aby dotrzeć do następnych drzwi. Nie mogłem ujawniać moich potrzeb, ani prosić o pomoc, oto dzisiaj stoję przed wami, a za mną jest 8 długich lat w ciągu, których byliśmy w ponad milion, dwieście tysięcy kilometrów w Ameryce Północnej nie liczę tu przelotów samolotami, ani też kilometrów przejechanych w Europie, Afryce, czy w Azji. W ciągu tych 8 lat zdarliśmy 4 samochody piątym, który stoi tam na parkingu jeździmy już 5 lat, pierwsze 4 zużyliśmy wciągu 5 lat, a ten 5 chciałby żebyście się mu przyjrzeli tam z tyłu w rogu go widać jest to chyba najbardziej oryginalny samochód na świecie kosztował on ćwierć miliona dolarów człowieka, który go zamówił, jest to bardzo bogaty człowiek, a ten samochód był jego marzeniem. Marzeniem jego życia Pan pobłogosławił mu w tym, a gdy samochód był gotowy człowiek ten chwalił się nim przed swoimi przyjaciółmi i w tedy Duch Święty przemówił do niego słowami: „Woody zawsze dawałem ci wszystko to, czego pragnąłeś i potrzebowałeś, ale ten samochód nie jest ci potrzebny podaruj go Howardowi Pittmanowi.” W taki sposób Bóg zaspokoił nasza potrzebę mam broszurkę o tym człowieku własnymi słowami opowiada w niej o tym jak Bóg przemówił do niego i polecił mu przekazać mi ten samochód. Będą leżeć tam na stoliku przy mojej żonie, jeśli cię nie stać, aby kupić to poproś o nią moją żonę to ci da tam jest opisana ta historia. Po 3 latach podróżowania moje świadectwo dotarło na każdy kontynent było ono transmitowane przez wszystkie większe chrześcijańskie stacje radiowe i telewizyjne na całym świecie. To świadectwo było powiedziane przynajmniej jednej społeczności każdego wyznania chrześcijańskiego w Ameryce i większości wyznań chrześcijańskich na świecie. Nigdy nie prosiliśmy ludzi, aby nas słuchali, a po mimo to Bóg znalazł nam tyle pracy, że w zeszłym roku spędziliśmy w domu 14 dni, rok wcześniej byliśmy w domu przez 19 dni, jeszcze wcześniej 18 dni, byliśmy z naszymi dziećmi i wnukami przez mniej niż 60 dni w ciągu ostatnich 3 lat. Mieszkaliśmy na postojach dla ciężarówek, na przydrożnych parkingach, koszarach, na podwórkach dobrych ludzi, na parkingach kościelnych, wszędzie tam gdzie to było możliwe. Chodząc z domu, do domu tak szybko jak mogliśmy głosząc Słowo tak twarde, że świat go nie słyszały, a kościół nie chce słuchać nie mam wyboru, więc to robię, ale powiem wam coś pamiętacie słowa Jezusa, gdy nakarmił ludzi chlebami i rybami ta historia jest opisana w Ew. Jana.6:1-14 (Potem odszedł Jezus na drugi brzeg Morza Galilejskiego, czyli Tyberiadzkiego. A szło za nim mnóstwo ludu, bo widzieli cuda, które czynił na chorych. Wstąpił tedy Jezus na górę i tam usiadł z uczniami swoimi. A była blisko Pascha, święto żydowskie. A Jezus podniósłszy oczy i ujrzawszy, że mnóstwo ludu przychodzi doń, rzekł do Filipa: Skąd kupimy chleba, aby mieli co jeść? A mówił to, wystawiając go na próbę; sam bowiem wiedział, co miał czynić. Odpowiedział mu Filip: Za  dwieście denarów nie wystarczy dla nich chleba, choćby każdy tylko odrobinę otrzymał. Rzekł do niego jeden z uczniów jego, Andrzej, brat Szymona Piotra: Jest tutaj chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest na tak wielu? Rzekł Jezus: Każcie ludziom usiąść. A było dużo trawy na tym miejscu. Usiedli więc mężczyźni w liczbie około pięciu tysięcy. Jezus wziął więc chleby i podziękowawszy rozdał uczniom, a uczniowie siedzącym, podobnie i z ryb tyle, ile chcieli. A kiedy się nasycili, rzekł do uczniów swoich: Pozbierajcie pozostałe okruchy, aby nic nie przepadło! Pozbierali więc, i z pięciu chlebów jęczmiennych napełnili dwanaście koszów okruchami, pozostawionymi przez tych, którzy jedli. Wtedy ludzie ujrzawszy cud, jaki uczynił, rzekli: Ten naprawdę jest prorokiem, który miał przyjść na świat.) Mat.8:18-22 Jeden z obecnych tak się najadł, że podszedł do Jezusa i powiedział: Mistrzu pozwól mi stać się Twoim uczniem. Musiał się klepać po brzuchu, gdy tak mówił. Jezus spojrzał mu prosto w serce i rzekł: Lisy mają jamy i ptaki niebieskie gniazda, ale syn człowieczy nie ma gdzie, by głowy skłonił. Nadal chcesz być moim uczniem. Pan panów i Król królów nie miał miejsca gdzie by mógł skłonić głowę, ale ja podróżowałem po świecie przez 8 lat, odwiedziłem prawie wszystkie wolne i także niektóre mniej wolne kraje i nigdy nie zdarzyło się bym nie miał na noc dachu nad głową. Czasami ciekło, ale zawsze miałem dach, nigdy nie musiałem spać bez poduszki czasami była ona ze słomy, ale była to jednak poduszka. I nigdy mi się nie zdarzyło żeby ktoś do mnie podszedł i napluł mi w twarz z powodu mojego świadectwa, nigdy mi nie wyrywano włosów, nigdy diabeł mnie nie koronował koroną z cierni, ani nie chłostał moich pleców, nigdy nie wbijano gwoździ w moje ręce.

Widzicie Jezus poddał się temu wszystkiemu dla mnie, wszystko to znosił dla mnie. Kim ja

jestem, żebym ośmielił się prosić Go o przyjemne i beztroskie życie? Omówię teraz 5

punktów: Punkt numer 1: Żyjemy w czasach kościoła Laudyckiego, do którego należy

przytłaczająca większość tak zwanych chrześcijan. Bez pracy nie ma kołaczy. Jezus

odpowiedział, że odpowie na twe zaproszenie. Przeczytajcie księgę Objawienia Jana.3:16 (A

tak, żeś letni, a nie gorący ani zimny, wypluję cię z ust moich.) Punkt numer 2: Twój wróg

diabeł jest osobistym, osobowym i silnym nieprzyjacielem, którego możliwości są całkowicie

nie doceniane przez kościół. Chcecie dowodów to spójrzcie na dzisiejszy podzielony kościół.

Tracący czas na wewnętrzne walki pozostawiający diabłu pole do działania. Punkt numer, 3:

Jeśli pragniesz doświadczać Bożej mocy w swoim życiu, musisz żyć, życiem chrześcijańskim, a nie tylko o nim mówić. Punkt numer 4: Koniec jest tak blisko jak za dni Noego. Przyjście Syna Człowieczego jest bliskie. Chcę wam powiedzieć, ze macie prawo wiedzieć, kiedy to nastąpi. Baczcie na wschodnie niebo, wasze odkupienie jest blisko. Punkt numer 5: Bez tego punktu moje zadanie było by nie kompletne. Bóg mobilizuje armię, a ja jestem jednym z rekrutujących sierżantów. Bóg jeszcze raz chce wstrząsnąć tą ziemia, jeszcze raz ludzie poznają Boży plan. Bóg powiedział w Liście do Efezjan, że: „Przysposobi sobie kościół bez zmazy lub skazy.” I choć widzimy wiele wysiłków ciągle występują te skazy i zmazy, z tą poznajemy, że jeszcze nie oczyściliśmy kościoła zupełnie, ale ostrzegam was bądźcie gotowi.

 

Bóg postanowił oczyścić Swój mały kościół i On powiedział, w jaki sposób chce to uczynić

Ewangelia Mateusza 3:11-12 „Ja was chrzczę wodą, ku upamiętaniu, ale Ten, który po mnie  idzie, jest mocniejszy niż ja; jemu nie jestem godzien i sandałów nosić; On was chrzcić  będzie Duchem Świętym i ogniem. W ręku jego jest wiejadło, by oczyścić klepisko swoje, i zbierze pszenicę swoją do spichlerza, lecz plewy spali w ogniu nieugaszonym.” Tak wiec Bóg będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem. Kościół został ochrzczony w wodzie otrzymaliście Ducha Świętego wiec bądźcie gotowi, bo nadchodzi ogień, nadchodzi trzeci ostatni chrzest dla oczyszczenia Jego małego kościoła. Ale jest mały problem z niektórymi z was. Boicie się, że będziecie przypiekani na tym ogniu, że tylko w ten sposób Bóg może oczyścić Swój kościół, jeśli myślisz, że Bóg użyje cielesnych chrześcijan, by wstrząsnąć światem to znaczy, że nie czytaliście Biblii. Niezależnie od tego ile śmieci nagromadziłeś w życiu, niezależnie od tego ile zdobyłeś świata Bóg przyjdzie jako ogień, jeśli nie chcesz tego ognia to wymieć plewy z twojego życia, przetrzyj oczy, bo inaczej Bóg to za ciebie zrobi. Gdyż Bóg przyjdzie by oddzielić owce od kozłów, kozły zostaną spalone w ogniu. Nie chcę nikogo urazić, czy też obrazić mój przekaz to twarde słowa, ale to nie są moje słowa, przyszedłem do was tylko po to, aby je wam przekazać. Jeśli Duch Święty nie przemawia do was to mnie nie zrozumiecie. Moim zadaniem jest tylko przekazać te słowa. Nie jestem winien waszej krwi. Mam jeszcze słowo do niektórych z was. Wstańmy na chwilę, zamknijcie oczy i pochylcie głowy poproszę brata B. Osstin, aby zakończył. Chce powiedzieć jeszcze jedno: są pośród was tacy, którzy powątpiewają w swoje zbawienie, masz wątpliwości, nie wiesz gdzie byś był się znalazł gdyby zadźwięczał głos trąby tak głośny, że zbudziłby umarłych, zastanawiasz się godzien byś się znalazł w chwile później. Ponieważ masz wątpliwości, co do swojego zbawienia Jezus przyprowadził cię dzisiaj tutaj, On upoważnił mnie, aby ci przekazał Jego osobiste zaproszenie. Zacytuje dosłownie Jezusa Chrystusa Pana, panów i Króla, królów, dla tych, którzy powątpiewają w swoje zbawienie, słuchajcie tego zaproszenia CYTAT: „Każdy wiec, kto mnie wyzna przed ludźmi i ja wyznam przed Ojcem Moim, który jest w niebie. Ale tego, kto by się Mnie zaparł przed ludźmi i Ja się zaprę przed Ojcem Moim, który jest w niebie.” I co zrobisz ty, który powątpiewasz Jezus powiedział, że jeśli tu przyjdziesz przed ołtarz i wyznasz Go przed ludźmi, On wyzna ciebie przed Ojcem. Nikt tu ciebie nie będzie wyciągał, nikt nie będzie cię wypychał, jeśli chcesz wyznasz Jezusa Chrystusa przed ludźmi to droga jest otwarta. Choć szybko, jeśli uczynisz ten krok samodzielnie, jeśli podejmiesz taką decyzję to zapewniam cię, że moc Ducha Świętego spocznie na ciebie. Choć czekamy na ciebie, czekamy na ciebie mamy zamknięte oczy, głowy pochylone z wyjątkiem tych, którzy wychodzą do przodu. Ojcze wzywam Twojego imienia by zgromadzić ducha pychy, który przeszkadza w podjęciu decyzji tym, którzy powątpiewali w swoje zbawienie. Być może nie jesteś stracony tylko diabeł atakuje cię wątpliwościami. Choć tu przed ołtarz po twoje zbawienie, Jezus obiecał, że wyzna ciebie przed Ojcem, jest jeszcze ktoś, kto chce podjąć tą decyzję, choć szybko. Nikt nie będzie cię wypychał, nikt cię nie będzie ciągnął za rękę, jeśli się tu znajdziesz to będzie twoja decyzja taki jest nasz Pan. On nie bierze do nie woli, On nie zniewala. Wyjdź i odpowiedz na Jego wołanie. Znasz siebie słuchajcie wy wszyscy, których jeszcze cos powstrzymuje powtórzę to zaproszenie. Gdybym to ja zapraszał to już bym dawno zakończył, ale to nie moje zaproszenie Jezus Powiedział: CYTAT „Każdy wiec, kto mnie  wyzna przed ludźmi i ja wyznam przed Ojcem Moim, który jest w niebie. Ale tego, kto by się Mnie zaparł przed ludźmi i Ja się zaprę przed Ojcem Moim, który jest w niebie.” Ewangelia Mateusza 10:32-33. W wątpiący, kto się Go zaprze tego i On się zaprze. Czekamy choć szybko wielu ludzi czeka, nie chcemy nikogo pominąć, ale czas nas ogranicza. Pomocnicy już są na miejscu będą pomagać tym, którzy wyszli dzisiaj po zbawienie. Chwała Bogu, Alleluja, Chwała Bogu.

Źródło:  https://docs.google.com/file/d/0ByYCpDxaUgk-Q0pfTDZaX0tuZDA/edit?pli=1

Posted in Warto wiedzieć, Świadectwa, Świat innymi oczami | Otagowane: , | 54 Komentarze »

Świadectwo naszego małżeństwa

Posted by Dzieckonmp w dniu 8 listopada 2012


Poczytajcie ,,Świadectwo naszego małżeństwa” pozdrawiam, z darem modlitwy :) Dana.Obiecałam napisać świadectwo, więc go dziś chętnie napiszę,
Od dłuższego czasu, takie przynaglenie w moim sercu słyszę.
We wszystkim ufajcie Maryji, a nie doznacie rozczarowania,
Napiszę o moim małżeństwie, posłuchajcie mego opowiadania.

Każdy niewierzący człowiek, pomyśli że to było wielkie szaleństwo,
Mój mąż poszedł pieszo na Jasną Górę, powierzyć Maryji nasze
małżeństwo.
Następnego roku,do Częstochowy przed Najświętszej Matki Tron,
Radośnie pielgrzymowaliśmy razem, poszłam ja i poszedł On.

Chodziliśmy co roku, mój mąż dziesięć a ja dziewięć razy,
Za każdym razem widzieliśmy, wielką radość na Maryji Twarzy.
Mój mąż był też pieszo w Kodniu, to jest kilometrów ponad dwieście,
I tam oddał nasze małżeństwo Maryji, wybranej przez Boga Niewieście.

Byliśmy razem w Świętej Ziemi, w Jerozolimie, Betlejem i w Nazarecie,
I tam siebie powierzyliśmy Jezusowi i wybranej przez Boga Kobiecie.
Ta wybrana przez Boga Święta Kobieta, to Niepokalane Poczęcie,
Przez Nią odnowiliśmy w Lurd śluby, by odwrócić się od zła i żyć
święcie.

Pamiętam mego męża wielkie pragnienie i to nie była głupota,
By oddać nasze obrączki, dla Maryji na piękną Koronę ze złota.
Kustosz był zdziwiony, pytał czy sobie wierzymy i czy się kochamy,
Odpowiedzieliśmy, że oddajemy naszą miłość, dla Niebieskiej Mamy.

Ta Niebieska Mama, mieszka w Krypnie, w małej miejscowości,
Nie skąpi nam potrzebnych na co dzień łask, nie skąpi nam miłości.
Jest naszą Królową, bo w Jej Koronie są wtopione nasze obrączki,
Leczy wszystkie nasze rany, leczy wszystkie nasze bolączki.

W Świętej Wodzie, gdzie krzyżami jest pokryta święta góra,
Pomaga MB Bolesna, gdy w życiu pojawia się ciemna chmura.
Taka ciemna chmura i nasze małżeństwo raz nawiedziła,
Maryja pozwoliła nam odnowić śluby i nam pobłogosławiła.

Złemu się nie podobało, nasze sakramentalne życie,
Wdarł się do naszego małżeństwa, podstępnie i skrycie.
Nastał wielki kryzys, po ludzku w głowie się nie mieści,
Pojechałam szukać ratunku, do MBożej od 7-miu Boleści.

Oddałam nasze małżeństwo na Krzyż Chrystusowy,
I szybko doznaliśmy , w naszym małżeństwie odnowy.
Dużo się modliłam, nie szukałam nowego przyjaciela,
Maryja dała łaskę odnowienia ślubu i skromnego wesela.

Kupiliśmy nowe obrączki,pojechaliśmy do Lurd z wielką radością,
Wybiegła nam na spotkanie s. Franciszka, z wielką miłością.
W czasie naszej Mszy, mój mąż czytał Hymn o Miłości,
Ja śpiewałam Psalm, z sercem pełnym wdzięczności.

To były chwile, których do końca życia się nie zapomni,
Gdy przyjdzie kryzys, Maryja z Lurd, nam ten ślub przypomni.
W Lurd od pewnego Włocha, dostaliśmy Różańce do 7-miu Boleści,
Jak Maryja to wszystko poukładała, to się w głowie nie mieści.

Czas szybko leci, już naszego małżeństwa mamy 32-wu letni staż,
Pozwól nam tak Maryjo żyć,by kiedyś Cię w Niebie ujrzeć twarzą w
Twarz.
W 32-gą rocznicę naszego małżeństwa, zaczyna się ROK WIARY,
Chwała Jezusowi i Maryji, za tą wielką łaskę, za te wielkie dary.

Od jutra, naszego małżeństwa, rozpoczyna się rok trzydziesty trzeci,
Niech nasze dziękczynienie, przed Tron Chrystusa Króla poleci.
ON mając 33 lata, dokonał nad całym, grzesznym światem zbawienia,
Niech nasze małżeńskie niedoskonałości,każdego dnia przemienia.

Oddajemy dzisiaj te nasze niedoskonałości, na Chrystusowy Krzyż,
Niech Jezus pobłogosławi naszą Miłość, a nasza Wiara pnie się w
zwyż.
Byśmy byli dla innych małżeństw przykładem i nie sieli zgorszenia,
Błogosław nam Matko KRYPNIAŃSKA, Ciebie zwą Matką POCIESZENIA.

11 pażdziernik 2012 r.

Napisała : Dana

Posted in Świadectwa | Otagowane: , | 16 Komentarzy »