Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Propozycja chronologiczna

    • Rok 2019 – Kryzys Rumunia
    • Rok 2020 – fałszywe traktaty pokojowe
    • Rok 2021 – Papież jedzie do Moskwy
    • Rok 2021 – Wojna
    • Rok 2022 – zwycięstwo komunistyczne
    • Rok 2023 – 10 królów
    • Rok 2024 – Antychryst
    • Rok 2025 – Sojusz z wieloma
    • Rok 2025 – Synod
    • Rok 2026 – Henoch i Eliasz
    • Rok 2028 – Ohyda spustoszenia
    • Rok 2029 – Ostrzeżenie
    • Rok 2030 – Cud
    • Rok 2031 – Nawrócenie Izraela
    • Rok 2032 – Kara
    • Rok 2032 – Odnowienie świata
    • Rok 2033 – Exodus
    • Rok 2034 – Zgromadzenie w Jerozolimie
    • Rok 3032 – Gog i Magog
    • Rok 3213 – Koniec świata
    • Nowe niebiańskie Jeruzalem.
  • Ostrzeżenie

    13 kwietnia 2029
    7,6 lat pozostało.
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Posts Tagged ‘Uzdrowiciel’

Zagadka Karola Wojtyły cz.5 ostatnia

Posted by Dzieckonmp w dniu 19 grudnia 2016

Co  sanktuarium  leżące w  Bośni   i  Hercegowinie mogło  mieć  wspólnego z rzekomym  cudem  z Krakowa,  powiązanym  w jakiś  sposób  z papieżem  Janem Pawłem II?

uzdrowicielCzy mogę o coś zapytać?

– Czy mogę o coś zapytać? – Ależ proszę
– odpowiedział  perfekcyjną  włoszczyzną.
– Jak trafił tu ten obraz?
– To cud, zdarzył się cud. Prosił o niego papież Jan Paweł  II i cud się dokonał, wielki cud. To dlatego  ten  obraz  tutaj  jest.
– Ale  jaki  cud,  gdzie?
– We  Włoszech.  No  pięknie,  pomyślałem.
W  Krakowie   dowiaduję   się   o  jakimś   cudzie,  potem  jadę  do Bośni  i Hercegowiny,  a na końcu okazuje się, że zdarzył się on, że  tak  powiem,  pod  moim  nosem.
–  Co  się  wtedy    stało?
Kapłan    pokręcił    głową.
– Przykro  mi,  Ojciec  Święty…
– Tak,  tak,  Ojciec Święty nie chce, żeby o tym mówić.  Ale ja nikomu nie powiem. On jednak upierał się przy swoim.
– Przykro mi.
Spróbowałem  raz  jeszcze  i  patrząc  na niego  przenikliwym  wzrokiem,  powiedziałem:
– Nie wiem, czy ksiądz mi uwierzy, ale ja mówię prawdę. W Krakowie  dowiedziałem  się,  jak  drogie  Papieżowi  jest  orędzie   o  Bożym   miłosierdziu,   a  pewien  Żyd  powiedział  mi,  że  wydarzył  się  cud.
– Żyd?
– Tak,  w dawnej  dzielnicy  żydowskiej  w Krakowie,  w Polsce.  Od tej  pory  szukam    wszędzie    śladów    tego    cudu.
– A kto  panu  powiedział,  żeby  szukać  akurat   w  Medziugorju?
–  Pewien   polski  ksiądz. Zaśmiał się krótko.
– Już prawie panu uwierzyłem, ale teraz pan kłamie.
– Ten  ksiądz  miał  ogromne  nieprzyjemności,  tylko  dlatego,  że  zapytał  kogoś  o  ten  cud.
–  I  to  on  przysłał  pana  do  mnie?
–  Nie,  ograniczył  się  jedynie  do tego,  że  z wielkim  oporem  zapisał  mi  na  kartce  nazwę  Medziugorje.
– W to  akurat  wierzę.  Czasami    zupełnie    nie    rozumiem    Kościoła.  Zwłaszcza  wielu  Polaków  traktuje  nas  jak  bandę   przestępców,   kłamców   i  oszustów,  którzy  hańbią  Matkę  Bożą.  Czy  wie  pan, ile  osób  tu  przyjechało,  żeby  zapobiec  zawieszeniu   tego   obrazu?
–  Mogę   to   sobie  wyobrazić.
– To  ma  coś  wspólnego  z Papieżem.  Gdyby  choć  raz  mógł  tu  przyjechać.   Skończyłoby   się   wtedy   całe   to  zamieszanie.  A był  już  przecież  tak  blisko,  w Banja  Luce.
– Tak,  wiem  – odpowiedziałem – też tam wtedy byłem.
Papież Jan Paweł II zawitał do Banja Luki  22 czerwca 2003 roku, jednak nie przyjął  wtedy  zaproszenia  do oddalonego  o dwieście  pięćdziesiąt  kilometrów  sanktuarium   maryjnego   w  Medziugorju.   –  Nie  przyjechał  przez  wzgląd  na biskupów,  którzy nas nienawidzą. – Wiem jednak, że Papieża  bardzo  ciekawiło,  co  tu  się  stało.
– A skąd pan wie? – zapytał.
– Opowiedział  mi o tym kiedyś jego rzecznik Joaquín Navarro -Valls.  – Co  panu  powiedział?  Proszę, niech  pan  usiądzie.  Usiadłem  ponownie  w ławce,  a on  przysiadł  obok.
– O czym  opowiedział    panu    papieski    rzecznik?
– Spędzali  wtedy  wakacje  w górach,  kiedy  do  uszu   rzecznika   dotarła   informacja,   że  „Widzący”  usłyszeli  od Matki  Bożej  przepowiednię  dotyczącą  Papieża.  Powiedział  wtedy   do  niego:   „Wasza   Świątobliwość,  dzisiaj  w Medziugorju  rozeszło  się  orędzie Matki  Bożej  dotyczące  Papieża”.
– I co  Papież  na to?  – Zapytał  Navarro -Vallsa,  co  to  za orędzie, a rzecznik obiecał, że się do wie.
– I co  było  potem?
– Navarro -Valls  zapomniał  o tym,  za to  dzień  później  przyszedł  do niego  Papież  i powiedział:  „Jakiego   mam   rzecznika,   skoro   zapomina o Papieżu  i o orędziu  z Medziugorja”.
–Ico dalej?
– Rzecznik  przeprosił  Go  i chciał się zająć tą sprawą, ale znowu zapomniał.  Kiedy  po urlopie  lecieli  już  z powrotem  do Rzymu,  Papież  podszedł  w samolocie   do  Navarro -Vallsa   i  zapytał:
„Czym sobie na to zasłużyłem, że pan zupełnie  o mnie  nie  myśli?”.  Rzecznikowi  zrobiło   się   oczywiście   strasznie   głupio.
Przeprosił,  a następnego  dnia  Papież  miał  już  na swoim  biurku  wszystkie  szczegóły.
– Pamiętam  tamto  orędzie.  Zapowiadało,  że   Papież   będzie   musiał   w  przyszłości  wiele  wycierpieć.
– Zgadza  się.  Popatrzył  na mnie.
– Ufam  panu.  Istnieje  świadek  tamtego  cudu,  ksiądz.  Nazywa  się  Renato  Tisot. Odnajdzie go pan w Trento.
Po powrocie  do Rzymu   natychmiast  ruszyłem  na poszukiwanie.  Tyle  że  on  ciągle był w rozjazdach, miało się wrażenie,  że  podróżuje  po całym  świecie.  Musiałem  więc  zaczekać.  Tymczasem  zadzwoniłem  do przyjaciela  pracującego  w Prefekturze  Domu  Papieskiego  z pytaniem,  czy  mówi  mu  coś  nazwisko  Renato  Tisot.  – Jestem  pod wrażeniem  – odparł  zdumiony.
– Ty  go znasz?
– Nie – odparłem. – Nie znam go.  Nigdy  nie  widziałem  go  na  oczy.
–  Myślę,  że  w  Rzymie  jest  niewielu   duchownych   tak   drogich   Papieżowi   jak  ksiądz Tisot.
– Skąd wiesz?
– Stało się coś niesamowitego. Dawno  temu,  gdzieś  na początku  lat  dziewięćdziesiątych.  Pewien  człowiek  cierpiał  na nieuleczalną  chorobę,  to  było  chyba  stwardnienie   rozsiane.   Podczas   audiencji  generalnej  podwieziono  go  na wózku  do Papieża.   Miał   przy  sobie   obrazek   z  Jezusem  z wizji  siostry  Faustyny.  Papież  podszedł  do niego, a on powiedział: „Proszę mi pomóc!”.  I  wiesz,  co  mu  Papież  odpowiedział?   „Nie   potrzebujesz   mojej   pomocy,  trzymasz   obraz   Jezusa   Miłosiernego.   Ja  nie   jestem   ci   potrzebny.   Zwróć   się  do świętej Faustyny, ona wstawi się za tobą  u Boga”.
– I co  było  potem?
– Potem  wysłał  go  do tego  Renato  Tisota  w Trento.
Powiedział  temu  człowiekowi  na wózku,  żeby jechał tam pełen dobrej wiary.
– I co  się tam stało?
– Nie mam pojęcia.
Ksiądz Renato Tisot  wrócił  kilka  tygodni  później.  Jego  głos  w słuchawce  brzmiał  żwawo  i energicznie.
– Ksiądz  widział  cud,  prawda?   Zamilkł   na  moment.   Potem   powiedział cicho:
– Tak, widziałem cud.
– Papież Jan Paweł II wysłał do księdza pewnego  człowieka  cierpiącego  na stwardnienie  rozsiane.
– Tak, to był Ugo Festa.
– Dlaczego  wysłał  tego  chorego  właśnie  do księdza?
–  Ugo   Festa   był   na  audiencji   generalnej  u  Papieża.   Trzymał   na  kolanach   obrazek  z Jezusem  Miłosiernym.
– Tak,  wiem,  a Papież  powiedział  do niego:  „Po co  ci  moja  pomoc,  zwróć  się  do  świętej  Faustyny”.
Znam już ten fragment historii. Ale dla czego Papież wysłał go do księdza do Trento?
– To proste. W tamtym czasie byliśmy  jedyną  w  całych  Włoszech  parafią  pod wezwaniem  Bożego  Miłosierdzia.  Lub,  jak   pan   woli,   byliśmy   jedynym   miejscem  we  Włoszech,  gdzie  oddawano  cześć  temu  wizerunkowi.
– I co  się  wtedy  stało?
– Uga  Festę   przepełniała   nienawiść.   Miał   wtedy  trzydzieści   dziewięć  lat  i chorował  od dziecka. Cierpiał nie tylko na SM, ale dodatkowo  na epilepsję  i jeszcze  wiele  innych  chorób.
– I co dalej?
– Zaczął się modlić. W swoim  wózku   inwalidzkim   spędził   wiele   godzin  przed obrazem  Jezusa  Miłosiernego,  a potem to się stało.
– Co?
– W dniu 3 sierpnia  1990  roku  siedział  w wózku  w naszej  kaplicy.  Prosił  Jezusa:  „Jeżeli  jest  to  w Twojej mocy, podnieś mnie, podnieś mnie z tego  wózka  i  pozwól  mi  chodzić”.  Powiedział  mi  potem,  że  wydarzyło  się  wtedy  coś  niezwykłego.  Jak  gdyby  Jezus  zstąpił  z obrazu,  podszedł  do niego  i podawszy  rękę,  pomógł  wstać  z  wózka.  Od  tamtego  dnia znów mógł chodzić.
Z początku  myśleliśmy,  że  to  przypadek,  ale  doktor  Marcella  Piazza,  szefowa  oddziału  neurologicznego  ze  szpitala  Santa  Chiara  w Trento,  zbadała  go  i powiedziała,  że  nie da  się  tego  wyjaśnić  od strony  medycznej.   Niestety,   była   niewierząca.   Nie  odnalazła    jeszcze   Boga.   Mimo   to   stwierdziła,  że  to  cud.  Dopiero  wtedy  zgłosiliśmy  wszystko   biskupowi   Giovanniemu   Sartoriemu.  Zbadał  on  cud  i wysłał  dokumenty  również   do  Krakowa.   Ale   najważniejsze  było…
– Co takiego?
– Ugo Festa przyszedł  19 sierpnia 1990 roku na audiencję do Papieża  o własnych  siłach.  Podziękował  Janowi  Pawłowi  II,  a potem  postanowił  w jakiś   konkretny   sposób   odwdzięczyć   się  za  cud,   którego   doświadczył.   Pojechał  do Kalkuty,  do Matki  Teresy,  i tam  dla  niej  pracował.  W 2004  roku  Festa  zajmował  się  wspólnotą   młodych   narkomanów.   Mieszkał z nimi pod jednym dachem, ale 22 maja  2005  roku  został  zabity  podczas  snu  przez  jednego  z podopiecznych.  W Trento  czci się go jako męczennika.

„Uzdrowiciel.   Cuda   świętego   Jana  Pawła  II”.
Zamówienia,
Wydawnictwo   WAM:   tel.   12/6293260,
zamowienia@wydawnictwo wam.pl

Posted in Cuda, Jan Paweł II | Otagowane: , , , | 12 Komentarzy »

Zagadka Karola Wojtyły

Posted by Dzieckonmp w dniu 16 grudnia 2016

uzdrowicielCo  sanktuarium  leżące w  Bośni   i  Hercegowinie mogło  mieć  wspólnego z rzekomym  cudem  z Krakowa,  powiązanym  w jakiś  sposób  z papieżem  Janem Pawłem II?
To,  i inne  pytania,  na temat  cudów  zdziałanych za przyczyną św. Jana Pawła II za jego  życia  zadaje  sobie  watykanista  Andreas Englisch  w swojej  książce  pt.: Uzdrowiciel. Cuda  świętego  Jana  Pawła  II.
W lutym 1999 r. obiecał  rzecznikowi   prasowemu Watykanu że, nie  ujawni  tych  faktów  za życia  Papieża  i słowa  dotrzymał,  dla tego teraz wyszła ta książka.
Przedstawimy fragmenty   epizodu  związanego  z  Bożym   Miłosierdziem,   Papieżem   i  Medziugorjem,   a  do  przeczytania   całości  zapraszamy    poprzez    nabycie   książki  z Wydawnictwa  WAM:  tel.  12/6293260, zamowienia@wydawnictwowam.pl

Co widziała Faustyna?
Przy  całym  szacunku,  jaki  miałem dla osiągnięć Karola Wojtyły, nie byłem w stanie  zaakceptować   sprawy   siostry Faustyny   Kowalskiej.   Nie   potrafiłem   sobie   wyobrazić,   że   prosta   zakonnica  naprawdę   może  mieć  tyle  objawień   Syna  Bożego,  Jezusa  z Nazaretu.  (…)
Mnie  tymczasem  przypomniała  się  pewna  rozmowa  z przyjacielem  papieża,  kardynałem  Andrzejem  Marią  Deskurem,  który  wielokrotnie   mi   powtarzał,   że   jeżeli   chcę naprawdę  zrozumieć  Wojtyłę,  powinienem  pojechać  do dawnej  dzielnicy  żydowskiej.
Teraz   miałem  na  to  czas. Wprawdzie  nie bardzo  wiedziałem,  czego  mam  szukać,  ale  postanowiłem  się  tam  wybrać.
Tego  dnia,  co  zrozumiałe,  cały  Kraków  był  dosłownie  wytapetowany  wizerunkiem  Jezusa  z objawienia  siostry  Faustyny  Kowalskiej.  Papież  przybył  tu,  by  pomodlić  się  właśnie  w sanktuarium.  (…)
Maszerowałem   przez   Kraków,   zastanawiając  się  przez  cały  czas,  co  tak  zafascynowało  papieża w Faustynie i jej wizji? (…)
Czy Bóg  rzeczywiście   to   powiedział?   Czy   rozmawiał  z nią  o godzinie  swojej  śmierci?  A może to jej się przyśniło, wyobraziła to sobie,  może  po prostu  skłamała?  A może  istotnie  było  to  objawienie  samego  Syna  Bożego?
Zakonnica, której nie docenił Hitler.
Tego dnia nie było w Krakowie sklepu,  który  nie  byłby  udekorowany  plakatami  z papieżem  albo  Faustyną.  Widziałem  nawet  chińską  restaurację  z wizerunkami  Świętej. (…)
22 lutego 1931 roku ukazuje się  jej  Chrystus  i poleca  namalowanie  obrazu  przedstawiającego  jej  wizję.  Na obrazie   widnieje   człowiek   w  białej   tunice,  z  którego   piersi   wychodzą   promienie.
I w tym  momencie  znów  zapytałem  sam  siebie:  czy  Bóg  rzeczywiście  tak  wygląda?
Tymczasem znalazłem się już na Kazimierzu,  w dawnej  dzielnicy   żydowskiej  Krakowa,  spacerowałem  jej  ulicami,  czytałem  w muzeum  przerażające  wojenne  obwieszczenia  o deportacjach.  Na otoczonym  restauracjami  placu  w samym  sercu Kazimierza   jakiś   człowiek  w  żydowskiej  kipie  sprzedawał  souveniry:  gwiazdy  Dawida,   pamiątkowe   dyplomy   z  odwiedzin  na Kazimierzu  i obrazki  z Jezusem  Miłosiernym.  Ku  mojemu  zaskoczeniu  mówił  całkiem  dobrze  po angielsku,  bo  pracował  także  jako  przewodnik  wycieczek  żydowskich  ze  Stanów  Zjednoczonych.
– Sprzedaje  pan  też  obrazki  z Jezusem?
– zagadnąłem.  – I co  z tego?  – odpowiedział.
– Przecież Jezus był Żydem.
– Tak, ale tego właśnie   Żyda   polski   papież   darzy   wielką
czcią,  był  dziś  w  Łagiewnikach,  żeby  się  do  niego   modlić.
Mężczyzna   wybuchnął  śmiechem.  – Co  pan  powie,  przecież  jeszcze  w czasie  wojny  pielgrzymował  tam  nie  tylko  Wojtyła,  ale  i cały  Kraków.
–Jak to?
– Nie pojmuje pan tego nawet  jako  Niemiec?  Trochę  mnie  to  dziwi,  bo  właściwie  od razu  powinien  to  pan  zrozumieć. –
O czym pan mówi?
– Czy miał pan aż tak kiepskich nauczycieli? Czy w ogóle pan  nie  wie,  że  hitlerowska  rasa  panów  chciała   zrobić   z  Polaków   niewolników?
– Ale  na  szczęście  nic  z  tego  nie  wyszło
– odparłem.
Spojrzał   na   mnie   przenikliwym  wzrokiem
.  –  Dzisiaj  łatwo  tak  powiedzieć, ale wtedy… wtedy wielu myślało, że
Polaków   czeka   długa   niewola.   Niemcy  pokonały  nasz  opór  w kilka  tygodni.  Wielu   Polaków   sądziło,   że   nie   pozostaje   już  nic innego jak śmierć albo uległość, że są  już  zgubieni.  Jak  pan  myśli,  ilu  ludzi w Krakowie  miało  nadzieję,  że  objawienia  Faustyny  są  prawdziwe  i  że  istnieje  coś  takiego  jak  Boże  miłosierdzie  i że  niemiecki naród panów nie wygrał raz na zawsze, a Bóg okaże jeszcze Polakom swoje  miłosierdzie?  Kiedy  więc  nastąpił  odwrót  Niemców,  wielu  pomyślało,  że  Hitler  nie dał  jednak  rady  Faustynie.
– Ale  pan  jako  Żyd  przecież  chyba  nie  wierzy  ,  że  na  tym  obrazie  jest  prawdziwy  wizerunek  Jezusa  z Nazaretu!
Znów się roześmiał. – Przecież to nie ma żadnego znaczenia.  Dla  Wojtyły  tak że  nie  ma  znaczenia,  kogo  widać  na tym  obrazie.  Cokolwiek  zobaczyła  ta  zakonnica,  chodziło  przecież  raczej o przekaz, o to, że przez całe lata brakowało  nam  już  nadziei  na ponowne  narodzenie   Polski.   Zamordowali   najlepszych  spośród   nas,   unicestwili   wszystkich,   byliśmy  już  na dnie  – a potem  pojawił  się   ten  promyk  nadziei,  że  Bóg  potrafi  być  miłosierny  i  że  ostatnie  słowo  nie  należy  do sprzymierzeńców  Adolfa  Hitlera.
I w tym momencie dotarło do mnie,  że ten człowiek ma dużo racji. To właśnie ten przekaz wyrył się w umyśle i sercu Karola  Wojtyły  pracującego  w drewnianych  chodakach   jako   robotnik   przymusowy w krakowskich  zakładach  Solvay,  podczas  gdy  hitlerowska  „rasa  panów”  okupowała  jego  ojczyznę.  Nie zwyciężą.  Czy  to  ta  myśl   podtrzymywała   wówczas   na  duchu  Kraków  i Karola  Wojtyłę?  (…)  Podziękowałem   staremu   Żydowi   i  kupiłem   jeden  z obrazków  z wizerunkiem  Jezusa  Miłosiernego.
– Wie  pan  – powiedział  na koniec   –  w  Krakowie   mówią,   że   Wojtyła   jeszcze   bardziej   wierzy   w  objawienia   tej  zakonnicy,   odkąd   w  jej   imieniu   dokonał  cudu.
– Cudu?
– zapytałem.
– Jakiego  cudu?
Wzruszył  tylko  ramionami.  – Wszyscy w Krakowie wiedzą o tym cudzie, ale nie znam nikogo, kto umiał by powiedzieć,  co  się  tam  wtedy  naprawdę  wydarzyło.
Po powrocie do Rzymu przejrzałem  wszystko,   co  Wojtyła   napisał   o  Bożym   miłosierdziu,  a to,  co  przeczytałem,  potwierdziło   relację   starego   Żyda   z  krakowskiego   Kazimierza.   (…)
W  najważniejszym    momencie    swojego    życia,  w momencie  wyboru  na papieża,  towarzyszyła  mu  właśnie  ta  myśl,  zawierzenie temu,  czego  w swojej  klasztornej  celi  doświadczyła  św.  Faustyna:  orędziu  o Bożym  miłosierdziu.
Administrowanie nie  możliwym .
Zadzwoniłem  do mojego  znajomego  z  Pałacu   Laterańskiego.
–  Czego   znowu  chcesz?
–  zapytał   młody   ksiądz.
–  Mam  tylko  jedno  pytanie,  ale  obawiam  się,  że  o  tej  sprawie  nie  będziesz  chciał  rozmawiać.
– Jeszcze  nigdy  dotąd  nie  zapytałeś  mnie o coś, o czym chciałbym rozmawiać.
– Już  dobrze  – odpowiedziałem  i rzuciłem  prosto z mostu
– chodzi mi o cud. Chodzi mi  o Boże  miłosierdzie,  o tę  świętą,  siostrę  Faustynę   Kowalską,   i  cud,   który   ma   coś  wspólnego  z Bożym  miłosierdziem.
Parsknął  śmiechem  do  słuchawki.
– Mój  drogi  Andreasie,  ku  mojej  nie opisanej  radości  teraz  mogę  być  z tobą  całkowicie  szczery.  Klnę  się  na mój  honor  i moją  duszę,  że  nie  mam  najmniejszego  pojęcia,  o czym mówisz. Diecezja rzymska nie zajmuje  się  żadnym  cudem  związanym  z miłosierdziem  Bożym  ani  ze  świętą  Faustyną.  Badamy  oczywiście  liczne  przypadki  rzekomych cudów, żaden z nich nie ma jednak związku  z miłosierdziem.    Przykro  mi  i odłożył  słuchawkę.  Teraz  wiedziałem  przynajmniej   jedno:   czegokolwiek   dotyczył ten cud, nie miał nic wspólnego z diecezją  w Rzymie.

CDN

Ciąg dalszy nastąpi

Posted in Cuda, Jan Paweł II | Otagowane: , , , | 74 Komentarze »