Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Propozycja chronologiczna

    • Rok 2019 – Kryzys Rumunia
    • Rok 2020 – fałszywe traktaty pokojowe
    • Rok 2021 – Papież jedzie do Moskwy
    • Rok 2021 – Wojna
    • Rok 2022 – zwycięstwo komunistyczne
    • Rok 2023 – 10 królów
    • Rok 2024 – Antychryst
    • Rok 2025 – Sojusz z wieloma
    • Rok 2025 – Synod
    • Rok 2026 – Henoch i Eliasz
    • Rok 2028 – Ohyda spustoszenia
    • Rok 2029 – Ostrzeżenie
    • Rok 2030 – Cud
    • Rok 2031 – Nawrócenie Izraela
    • Rok 2032 – Kara
    • Rok 2032 – Odnowienie świata
    • Rok 2033 – Exodus
    • Rok 2034 – Zgromadzenie w Jerozolimie
    • Rok 3032 – Gog i Magog
    • Rok 3213 – Koniec świata
    • Nowe niebiańskie Jeruzalem.
  • Ostrzeżenie

    13 kwietnia 2029
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Posts Tagged ‘Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy’

Mocny apel do harcerzy: Wycofajcie się ze współpracy z WOŚP. To hańbienie munduru

Posted by Dzieckonmp w dniu 10 stycznia 2015

Przed kolejnym finałem WOŚP do ZHP, ZHR oraz Związku Strzeleckiego „Strzelec” trafił list otwarty dotyczący współpracy wymienionych organizacji z Orkiestrą. „(…) apeluję, aby Strzelcy i Harcerstwo wycofały się ze współpracy z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy i nie hańbiły munduru” – czytamy w liście.

Jego autorką jest Marcelina Sieracka, prezes Klubu Patriotycznego im. por. Antoniego Bieguna „Sztubaka”.

Zwracam się do Państwa – liderów Organizacji prowadzących działalność wychowawczą i dbających o kształtowanie u młodego pokolenia postaw patriotycznych – z apelem, aby jednoznacznie opowiedzieli się Państwo przeciwko współpracy z Jerzym Owsiakiem i jego Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy. W ten sposób swoim autorytetem przeciwdziałając zaangażowaniu w jego inicjatywy młodych ludzi, którym ideały patriotyczne są bliskie sercu, a którzy nie są świadomi, jakiego człowieka dzieło wspierają” – napisała Sieracka.

Według niej, Owsiak „to postać, która reprezentuje zupełnie inny system wartości niż ten, który powinien być wpajany młodemu pokoleniu”.

Wspierając finansowo dzieło Owsiaka, wspieramy tworzenie z niego autorytetu moralnego, w ten sposób pomagając lewicowej rewolucji kulturowej. Owsiak, korzystając ze swego autorytetu, stara się zaszczepiać w ludziach niechęć do patriotyzmu, do Kościoła, do tradycyjnego światopoglądu, stara się oswoić Polaków z lewicowymi postulatami cywilizacji śmierci, na przykład wzywając do dyskusji o eutanazji” – podkreśla autorka.

Dodaje też, że WOŚP, „za pośrednictwem spółki Złoty Melon, wydaje wielkie pieniądze na organizowanie Przystanku Woodstock”, a tam „młodzi ludzie zagrożeni są nie tylko pokusą nieobyczajnego zachowania, ale również sektami (Hare Kryszna) i indoktrynacją lewicowo-liberalną”.

Jak zaznacza Sieracka, „rodzina Owsiaków zarabia wielkie pieniądze ze swojej działalności związanej z Fundacją WOŚP”.

Prezes Klubu Patriotycznego przypomina też o wyjątkowo niekorzystnym dla Owsiaka wyroku sądu w procesie przeciwko blogerowi Piotrowi Wielguckiemu (Matka Kurka). „Dlatego apeluję, aby Strzelcy i Harcerstwo (w znaczeniu: wszystkie organizacje odwołujące się do idei strzeleckiej i harcerskiej) wycofały się ze współpracy z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy i nie hańbiły munduru. Strzelcy i Harcerstwo to środowiska, które powinny uczyć młodych ludzi postawy patriotycznej, tradycyjnych wartości, a popieranie lewicowego Owsiaka się z tym kłóci” – podsumowuje Sieracka.

Miejmy odwagę powiedzieć NIE obłudzie i prywacie!” – kończy swój list.

Za niezalezna.pl

Posted in Apel | Otagowane: , , , , , , | 90 Komentarzy »

Rostowski: Cały niedzielny przychód z fotoradarów będzie przekazany WOŚP

Posted by Dzieckonmp w dniu 12 stycznia 2013

or

Rząd chce ocieplić wizerunek polityki fotoradarowej.

Narastające zniecierpliwienie kierowców w związku z coraz ambitniejszymi planami rządu ws. fotoradarów zrobiło swoje – Platforma spuściła z tonu. Choć wielu forma “odprężenia” może zaskoczyć.

– Całe niedzielne wpływy z fotoradarów zostaną przekazane na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy – oznajmi w “Faktach po Faktach” minister finansów Jacek Rostowski.

Minister dodał, że jeśli kierowcy dopiszą i zbiórka zakończy się sukcesem, takie akcje można będzie w ciągu roku powtórzyć. – Na przykład w Wigilię – oznajmił Rostowski.

Pomysł zachwalał także na Twitterze minister transportu Sławomir Nowak. – Pokażmy w niedzielę, że fotoradary to nasza wspólna sprawa. Wyjedźmy wspólnie dla dzieciaków i seniorów!

Aszdziennik.wordpress.com

Galeria fotoradarów

f7

f8

f9

Posted in Ciekawe, Polityka | Otagowane: , | 69 Komentarzy »

Tańcząca dobroczynność – Bp. Karol Niedziałkowski

Posted by Dzieckonmp w dniu 14 stycznia 2011

Za nami kolejna edycja Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, która wg
pyszałkowatych zapewnień jej wodzireja „ma grać do końca świata, a nawet jeden dzień
dłużej”, czyli wiecznie /?/, wszak wiadomo, że po końcu świata nastąpi koniec czasów. Jak
tam z wiecznością tej kolejnej mutacji niedzielnego czynu społecznego będzie, to jeszcze
zobaczymy. Zachęcam natomiast do lektury ciekawego eseju księdza Karola
Niedziałkowskiego, biskupa łucko-żytomierskiego, napisanego ponad 100 lat temu. Esej
ten napisany z punktu widzenia katolickiego, poświęcony jest prostowaniu błędnych
opinii w zakresie nieporozumień dotyczących zagadnień dobroczynności. Mam
nadzieję, że lektura tego eseju przyczyni się do lepszego zrozumienia różnic w naturze
działań pretendujących do szczytnego miana dobroczynności

Czasami spotykamy ludzi tak różnych od widzianych codziennie, że nie możemy zdać
sobie sprawy z tego, na co patrzymy i mimowolnie ciśnie się do ust ludowe: odmieniec
jakiś, Panie odpuść! Podobnie w życiu społecznym zdarzają się zjawiska tak niepodobne
do wszystkiego, na cośmy od dziecka patrzyli, że się z nimi w żaden sposób pogodzić nie
możemy, niby jakimś niepojętym dziwotworem czyli jak mówiono dawniej, igrzyskiem
natury. Tańcząca dobroczynność w oczach wielu do takich właśnie igrzysk należy;
myśmy od ojców naszych, ci zaś od swoich, słyszeli o dobroczynności poświęcającej się,
poważnej, płaczącej z płaczącymi, nigdy jednak o żadnych pląsach tej statecznej matrony
nie myśleliśmy nawet. Ale oto zjawia się dobroczynność nowa jakaś – gra, śpiewa,
maluje, nie dość tego, Tańczy, ba, chodzi po linie i koziołki wywija w powietrzu,
a wszystko przez dobroć serca i poświęcenie dla cierpiącej ludzkości. Ludzie starego
autoramentu kręcą na to głową i ruszają ramionami powtarzając: Najosobliwsza
osobliwość!

Jużci kiedy dobroczynność, to musi być dobra, ale czemuż ona tańczy i chodzi po linie,
czemu stroi się w sztuczne kwiaty, czemu mizdrzy się i śmieje? Jakoś to dziwnie wygląda,
chcąc cierpiącego pocieszyć, będzie przed nim czy przy nim tańczyć mazura, zasypie go
kwiatami, przeleci koło niego w zamaskowanym korowodzie trefnisiów, poliszynelów i
przeróżnych błaznów. Nie trzeba jednak dziwić się: inne drzewo, inne też owoce rodzi.
Myśmy wyrośli pod cieniem drzewa chrześcijańskiej miłości bliźniego, drzewa, którego
korzeniem jest przykazanie: będziesz miłował bliźniego twego jako siebie samego – dla
Boga i w Bogu. Do owoców z tych gałęzi i konarów przyzwyczajeni jesteśmy – a kto ich
nie widział?
Ile razy byłem w Wiedniu, odwiedzał mnie stale w hotelu wysoki, w czarnym habicie
braciszek Bonifratrów; ten co dnia go obchodził, zbierając jałmużnę – i szyderstwa:
pierwsze oddawał na szpital przez jego zakon utrzymywany, drugie zatrzymywał dla
siebie. Patrzyłem z szacunkiem na pokornego braciszka, praktykującego z poświęceniem
miłości własnej chrześcijańską miłość bliźniego; z przyjemnością też śledziłem za
przyjaznymi spojrzeniami, jakimi go przyjmowała i przeprowadzała znajoma mu służba.
Ona także czciła dobroczynność chrześcijańską. W innym mieście bosi braciszkowie,
w szarych świtach, zbierają okruchy ze stołów dostatnich dla nędzarzy, zbierają dziatwę
sierocą, karmią ją i uczą – ci także po chrześcijańsku praktykują dobroczynność. Po cóż
dalej wyliczać? Pobożne kobiety czuwające przy łożu chorego, litościwy człowiek
wychowujący sierotę, uboga kobiecina, ucząca bezpłatnie pacierza i czytania biedne
dzieci wiejskie, każdy, kto w imię Boga poda kawałek chleba głodnemu, szklankę wody
spragnionemu, kto podniesie upadłego, oświeci wątpiącego, rozweseli smutnego –
wszyscy oni spełniają dobroczynność chrześcijańską, a uczynki ich są owocami
dojrzałymi na starym, znanym drzewie chrześcijańskiej miłości bliźniego. Obok tego
drzewa zaczęły wyrastać inne, nie chcące zapuszczać korzeni w chrześcijańskim gruncie,
mające jednak pretensje do przynoszenia dobrych, a nawet lepszych, niż chrześcijańskie,
owoców.
Zjawiła się więc filantropia – znaczy to po grecku, „miłość człowieka”, więc niby to samo,
a jednak nie to samo. Znajdujemy tu człowieka, ale nie widzimy bliźniego, ten drugi
bowiem wyraz i pojęcie są całkiem chrześcijańskie, więc filozofia przeszłego wieku, jak
wiadomo bezbożna i niechrześcijańska, wyrzuciła je, by uniknąć przypomnienia nawet
chrześcijaństwa wzmianki o porządku nadprzyrodzonym. W naszych czasach obok
filantropii zjawia się jeszcze a l t r u i z m ; nazwa ta, mająca także zastąpić
chrześcijańską miłość bliźniego, pochodzi od łacińskiego wyrazu alter, drugi i ma być
odpowiednikiem egoizmu (ego-ja). Ukuto ten a l t r u i z m w obozie bezwyznaniowym,
a ma on oznaczać, że jak egoizm jest wrodzony człowiekowi, tak samo miłość drugich,
altruizm jest także wrodzoną, że zatem nie jest wcale specjalną cnotą chrześcijańską
i bynajmniej żadnym owocem nadprzyrodzonych darów łaski, lecz zwyczajnym owocem
natury ludzkiej. Co prawda, nie widać tak bardzo tych owoców po stronie nie wierzących
(niektórzy utrzymują nawet, że altruizmu nie ma tam ani na lekarstwo, a egoizmu więcej
niż potrzeba) – no, ale wiadomo, że pisać łatwo, a gadać jeszcze łatwiej. Otóż
z pojawieniem się tych nowych drzewek, nowe też zjawiły się owoce filantropii
i altruizmu; patrzymy na nie, czytamy o nich – i dotąd do nich przyzwyczaić się nie
możemy, bo naprawdę dziwnie trochę wyglądają. Oto np. w pewnym wielkim mieście po
obydwu stronach ulicy ścisk i tłok – oczekują czegoś ludzie. Jakoż zjawiają się powozy ozdobione kwiatami; konie także w kwiatach – i na łbie i gdzieindziej. W niektórych
powozach jadą panowie, w innych maski, jeszcze w innych opasłe figury, o garbatych
nosach – w niektórych rozpierają się damy z niecałego świata. Powiadają, że śmiechu,
szykan i drwin było tam tyle prawie, co pyłu i z pewnością więcej, niż kwiatów, a jednak
był to jeden z owoców altruizmu i filantropii. Zdobiono swe konie i koła powozów
kwiatami dla wspomożenia biedaków, nie mających całej koszuli na grzbiecie, a rozmaite
figury rozłożone wygodnie w powozie, mówiły im, nie słowami wprawdzie, lecz
językiem czynów: dajemy wam, tam do kasy, kilka groszy, ale jedziemy oto przed wami,
żebyście wiedzieli, że mogliśmy dać 50 albo i sto razy tyle, gdybyśmy wam oddali tylko te
kwiaty, które dziś jeszcze zwiędną. Ale nie damy – wiedzcie bowiem, że my bogaci, a wy
hołota. Albo inny przykład z dziejów obecnej wiosny (1898r.) w Sycylii. Na całej wyspie
panuje głód, (bo trzeba zauważyć, że zjednoczone Włochy zamiast wszystkich
obiecywanych dobrodziejstw, dały swym mieszkańcom głód prawie ciągły i trochę
papierowych pieniędzy). W jednym miasteczku zrozpaczeni biedacy rzucili się na sklepy
piekarzy i magazyny zbożowe; oczywiście żołnierze rozpędzili ich, a gdy nie chcieli
odejść, dali salwę jedną i drugą. Zabito 8 osób, a 12 raniono. W drugim miasteczku był
podobny wypadek; znowu strzelano, kilkunastu skaleczono. Wtedy naczelnik, nie wiem
już, powiatu, czy części prowincji, widząc, że źle, postanowił zawczasu złemu zaradzić,
więc udał się do filantropii, czy może altruizmu, nie wiem, to tylko pewne, że nie do
chrześcijańskiej miłości bliźniego, bo wszystkie chrześcijańskie cnoty skasowano
w urzędowych Włoszech. Pewnej tedy nocy pałac pana naczelnika zajaśniał od światła;
powozy zjeżdżały się jeden za drugim, wioząc ustrojonych panów i wyperfumowane
damy, wreszcie stało się jak w balladzie Odyńca: „Na zamku kasztelana, brzmi muzyka
dobrana”. Mieszkańcy głodni, chwiejący się na nogach, wychodzili na ulicę patrzeć, kto
tak urąga ich boleści i weseli się głośno, gdy oni umierają. I widzieli przez oświetlone
okna, jak w salach naczelnika krążyły postrojone pary w rozmaitych tańcach, pląsach
i figurach. Oburzenie ogarnęło całe miasto, zbiegły się tłumy; rozpoczęły się wrzaski
i demonstracje. Przestraszeni goście do karet chcieli uciekać, – tłum rzucił się na powozy,
skończyło się na tym, że znowu karabinierowi zjednoczonego królestwa, dla większego
dobra współobywateli, strzelali do nich – dość jednak nieszkodliwie, bo zabitych było
tylko 6 i ranionych 17 (jeśli dobrze pamiętam). Ciemny bo ten lud, pomimo tyluletniej
nad nim pracy masonów, nie rozumiał, czy nie chciał rozumieć, że ów bal był dzieckiem
najprawdziwszej filantropii i i najczystszego altruizmu. Pan naczelnik prowincji wydał
go właśnie na korzyść głodnych i umierających. Nic dziwnego, że te i tym podobne
zjawiska dziwią ludzi, przyzwyczajonych do słuchania błogosławieństwa
i podziękowania, przy świadczeniu dobrodziejstw starą, zacofaną, chrześcijańską
metodą.
Przypatrzmy się jednak dobrze naturze miłości chrześcijańskiej i nowoczesnego
altruizmu, a zrozumiemy wszystko dokładnie. Nie można zaprzeczyć, że niechrześcijanie
mają po części rację, że w naturze ludzkiej leży miłość dla podobnych sobie. Jest ona tam
w samej rzeczy, ale w taki sposób, w jaki płodność znajduje się w ziemi; grunt może być
nawet bardzo urodzajny z natury swojej, ale jeśli go nie uprawić, nie wrzucić do niego
ziarna, jeśli nań nie spadnie deszcz i nie ogrzeje słońce, to zamiast kłosów zboża,
wyrośnie mnóstwo wszelakich chwastów i niepotrzebnego zielska. W sercu ludzkim leży
zdolność do miłości swych braci, ale potrzebuje ona usilnej pracy, dobrego nasienia
i innych warunków; bez tego rozrośnie się na tej niwie egoizm i wszelkie kiełkowanie altruizmu zagłuszy bez litości. Chrystus Pan doskonale o tym wiedział, to też roślinę
miłości bliźniego zasadził na gruncie nadprzyrodzonym. Powiedział On, że miłość taka
jest o b o w i ą z k i e m , pochodzącym z rozkazu Bożego: „będziesz miłował bliźniego
twego, jako siebie samego”. Nakazał czynić mu dobrze, obiecując za to nagrody wieczne,
a za zaniechanie dobroczynności, grożąc karami wiecznymi (Ob. Mat. Roz. XXV). Żeby zaś
ten obowiązek lżejszym i milszym uczynić swoim uczniom, zapewnił ich, że cokolwiek
uczynią jednemu z tych najmniejszych, Jemu samemu to czynią (Mat. XXV, 40). Nadto, jak
co do każdej cnoty nadprzyrodzonej, zapewnił i daje nadprzyrodzoną swą pomoc i łaskę.
Takim sposobem w chrześcijaństwie miłość bliźniego stała się odblaskiem miłości Bożej;
jak słońce swymi promieniami oświeca księżyc, tak miłość Boga oświeca w oczach
wierzącego każdego bliźniego, każdego „maluczkiego”. Rezultat tego taki, że im kto
więcej miłuje Boga, tym silniej kocha bliźniego, a jakie owoce na takim drzewie rodzą się
i dojrzewają, któż nie wie? „Miłość – powiada św. Paweł, cierpliwa jest, łaskawa jest;
miłość nie zajrzy, złości nie wyrządza, nie nadyma się, nie jest czci pragnąca, nie szuka
swego… wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko
wytrwa” (1, Kor. 13). Wszystkie więc dobre uczynki pochodzące z miłości
chrześcijańskiej, noszą na sobie cechę i pieczęć tej Boskiej cnoty. Człowiek zwyczajny nie
pojmie, jakim sposobem ktoś „dobrze urodzony”, piękny, bogaty i szczęśliwy, może
obcować z ubogimi nędzarzami, głupimi, strasznymi nieraz pod każdym względem, ale
od czegoż jest łaska i miłość? One sprawują, że na widok nieszczęśliwego rodzi się
w sercu patrzącego nań litość bezmierna, stosująca do niego słowa powiedziane przez
poetę do Zbawiciela: „Ja ciebie kocham, boś był nieszczęśliwy. Bo przebolałeś to
wszystko, co boli”. One sprawują, że uczymy się ograniczać własne potrzeby, owszem
odmawiać nieraz nawet sobie rzeczy koniecznych, by ulżyć cierpiącym, że dajemy raz,
drugi, dziesiąty, setny, dajemy przez całe życie, bo miłość jest źródłem obfitym
i niewyczerpanym. Ona to wreszcie rodzi w praktyce dobrych uczynków przymiot
nieoceniony – delikatność. O święta, szlachetna, wielka miłości chrześcijańska,
szczęśliwy kto cię znał, widział i ocenić potrafił, bo jak powiada poeta, „świętym jest na
ziemi, kto umiał zawrzeć przyjaźń ze Świętymi!”
Dlatego to chrześcijanin wierzący a miłujący, jeśli czyni komu dobrze, nie zdobi w kwiaty
siebie, ani swego konia, nie jedzie rozłożony w powozie na gumach przed oczami
tłumów, patrzących na owe dobrodziejstwo, ale daje prawicą tak, żeby lewica nic o tym
nie wiedziała; nie zadowoli się „papierową dobroczynnością”, nie posyła przez
oficjalistów i przez specjalne kancelarie, ale sam zetknie się z ubogim i cierpiącym
i będzie z nim obcował, jak brat z bratem i łzy mu otrze ręką własną, nie zaś najętego
umyślnie człowieka. Przede wszystkim zaś strzeże się wszelkiego upokorzenia tego,
komu robi dobrze, najmniejszego zadraśnięcia, podrażnienia człowieka cierpiącego
i nieszczęśliwego. Jestem najpewniejszy, że dobry chrześcijanin, wolałby całe życie
piechotą chodzić, niż przed nędzarzami paradować w „kwiatowym pochodzie”, rzekomo
dla dania mu kilku rubli; że wolałby na całe życie stracić władzę w nogach, niż tańczyć
wobec braci umierających z głodu, niby dla ich poratowania. Taka nieludzkość, taka
brutalność może się zrodzić tylko w sercu spoganionym, na które już nie pada ani jeden
promyk chrześcijańskiego światła, do którego nie dostaje się ani jedna kropla
Chrystusowej łaski. Biedni ludzie, oni chcieliby nawet robić dobrze, ale nie umieją – oni
tylko praktykują filantropię i altruizm: jakie drzewa, takie owoce! Bo i jakież im
pozostaje źródło, jaki zasób sił do dzieła tak trudnego, jakim bez zaprzeczenia jest dobroczynność? Pozostaje w najlepszym razie dobre serce, ale z praktyki wiadomo, że
owo dobre serce w rzeczywistości nie jest znowu tak bardzo dobrem, jak się jemu
samemu zdaje i często za dobrego i poczciwego człowieka uchodzi ktoś dla tego tylko, że
nic złego nikomu nie zrobił, kiedy jednak trzeba było coś zrobić dobrze – dobre serce
kurczyło się jak ślimak do swej skorupy. Nie jedno dobre serce uważa, że zrobiło
niesłychany wysiłek, gdy na korzyść ubogich kupiło parę biletów na fantowej loterii
i zyskało tylko drugie tyle, ile zapłaciło. Ostatecznie najlepsze serce, bez wyższej jakiejś
zachęty, da raz, drugi, dziesiąty, ale przy pięćdziesiątym powie: „a dajcież mi święty
pokój z tymi waszymi ubogimi, kiedy człowiek robi co można, a niemożna, to niemożna”.
A tu nędza się wzmaga i nawet grozi porządkowi społecznemu, a tu rząd i stanowisko
każą zająć się ubogimi, no i ten wzgląd, że po stronie katolickiej ciągle mówią o potrzebie
miłości bliźniego, a nie tylko mówią, lecz ukazują uczynki, które były by także bardzo
pożądane po stronie wolnej myśli i moralności niepodległej. Jak tu sobie poradzić?
Powstają rzeczywiście do rozporządzenia tylko te środki przyrodzone; w niektórych
państwach jak np. w Anglii nakładane są podatki dla biednych, to znowu gminy są
zobowiązane utrzymywać swoich ubogich, a gdy to wszystko nie wystarcza, zwłaszcza
w razach nadzwyczajnych i nagłych, altruizm czy, jeżeli kto woli, filantropia, zmuszona
jest do urządzania rozmaitych zabaw i rozrywek, by przy tej sposobności cały dochód,
albo też pewną część jego, oddać potrzebującym. Urządzają się więc zabawy, koncerty,
wystawy, widowiska, bazary itp. na cele dobroczynne. Od razu widzimy olbrzymią
różnicę między taka a chrześcijańska dobroczynnością; ta ostatnia czyni wszystko dla
Boga i dla bliźniego, o sobie , przynajmniej w tym życiu, nie myśli, owszem siebie
poświęca. Poświęca na zetknięcie się osobiste z nędzą, bólem, głupotą; o zabawie przy
tej sposobności nie marzy nawet, rozgłosu, sławy, zadowolenia, próżności unika
starannie. Dobroczynność świecka, czyli filantropia, przeciwnie ucieka się do egoizmu,
podnieca go, schlebia człowiekowi, trąbi o jego piękności, zasługach, dobroci i cnotach
dlatego tylko, żeby przy tej sposobności wyżebrać grosik dla ubogiego. Kiedy pierwsza
podnosi człowieka moralnie nie tylko przez miłosierdzie względem bliźniego, ale także
przez umartwianie się, przezwyciężanie i poświęcanie siebie, druga przeciwnie, jeśli nie
poniża, to już w żadnym razie nie podnosi. Ona rozbawia człowieka, wyzyskuje jego
egoizm chęć rozrywki, jako środek zdobycia jałmużny. Jest więc nędzną i poziomą w
porównaniu do chrześcijańskiej. Nie dość tego; kiedy źródło słabo bije i strumień nie
może być obfity, więc też biedna filantropia wysila się też na coraz nowe pomysły, coraz
inne zabawy, bo gdy spowszednieją stare, nikt nie idzie i dochodu nie ma. Zdobywa w
końcu z wielkim trudem kilka rubli i dzieli je miedzy potrzebujących, nikt nie powie, że
robi źle, gdyż owszem jest to z pewnością rzecz dobra, ale jakaż jest to olbrzymia różnica
między rozdzielaniem w kancelarii, albo odesłaniem przez oficjalną figurę wydzielonej
każdemu kwoty, a ową ciepłą bratnią ręką, ściskającą gdzieś w podziemnej norze, lub na
poddaszu rękę ubogiego, między wręczaniem za pokwitowaniem, a owym chrześcijańskim
obcowaniem bogatszego i szczęśliwszego z upośledzonym i nieszczęśliwym.
Zapewne i pomoc filantropijna ma swój dobry wpływ, ale niezmiernie mniejszy od
działalności chrześcijańskiej miłości. Wreszcie i to zauważyć trzeba, że dobroczynność
tańcząca dla zebrania małego owocu potrzebują nakładu pracy, czasu i pieniędzy, który
gdyby włożony został do dzieła chrześcijańskiego t.j. chrześcijańskich tylko pobudek
przedsiębranego, wydałby rezultat pieniężny o 50 razy większy.
Opowiadano mi wiele ciekawych szczegółów o tym, ile kosztów musi ponieść uczestnik
balu dla ubogich, płacący za bilet wejścia tylko rb. 5; toalety żony, córek, jego własna,
powóz, bufet etc. etc., wynosi nieraz kilkaset rubli, z których ubodzy nie biorą nic, dla
nich przeznaczone jest owe 5 rb., z których jeszcze odtrącić potrzeba rozmaite wydatki
za urządzenie zabawy, albo widowiska. Dobrze jest jeszcze, że przy tej sposobności
zarobią kupcy, dorożkarze, służba, kucharze, bo i oni żyć potrzebują, ale właściwi ubodzy
zabiorą jakiś maleńki procencik sumy, wydanej dla dania im owych kilku groszy. Można
więc śmiało powiedzieć, ze dobroczynność świecka jest machiną skomplikowaną, ciężką,
potrzebującą ogromnego nakładu, dla wydania stosunkowo dość miernego rezultatu.
Tyle co do różnic, spostrzeganych okiem zmysłowym (choć dałoby się i więcej
powiedzieć), ale jakaż różnica w stosunku do życia przyszłego! Kto w imię Boga poda
spragnionemu choćby tylko szklankę wody, otrzyma swą nagrodę w wieczności; ale czy
tańczący i bawiący się dla ubogich będą mogli rościć pretensje, by na ich utrefione
i spocone w tańcu czoła włożył Bóg wieniec, należny kochającym i pracującym? Nie będą
śmieli, a gdyby się ośmielili, dano by im odpowiedź „wzięliście zapłatę swoją”.
Tańczyliście, jedliście lody, słuchaliście muzyki – to i dosyć.
Czyż dlatego mamy taka dobroczynność ganić i przeciwko niej powstawać?
Bezwarunkowo i z pewnością nie, lecz tylko to co w niej może się znaleźć nagannego,
należy zganić i wedle możności znieść, co dobrego zaś zachować, starając się przy tym
podnieść i udoskonalić, co udoskonalonym być może. Bo trzeba przyznać, że nawet w tak
praktykowanej dobroczynności jest niejedna dobra strona. Każdy bowiem choćby
i niedołężny czyn przedsiębrany ku pożytkowi bliźniego, każda nawet w tym kierunku
dobra chęć, godna jest pochwały, bo w rzeczy samej jest dobra. Najlepiej zapewne
byłoby, gdyby wszystkie czyny, mowy i myśli ludzkie pochodziły z pobudek
nadprzyrodzonych i takimi kierowane były prawami, wszakże i to, co jest dobrem
w porządku tylko przyrodzonym na naganę nie zasługuje, owszem chyba przeciwnie.
Więc jeżeli przy zabawie, widowisku jakim, ludzie, bawiąc się, złożą jakiś grosz dla
ubogich i cierpiących, bardzo pięknie postąpią i warto by nawet, żeby przy każdej
rozrywce i przyjemności, ludzie uczyli się w ten lub inny sposób pamiętać o takich,
którzy bawić się i odpoczywać nie mogą. Za taką dobroczynnością przemawia to także,
że może jednoczyć do jednego celu ludzi, którzy oprócz chęci pomożenia cierpiącemu nic
wspólnego z sobą nie mają. Na wystawę, bazar, czy koncert w celu dobroczynnym mogą
pójść i chodzą ludzie najrozmaitszych wiar, narodowości, przekonań: tak dobrze
wierzący katolik, jak skończony ateusz, na którego prośba „dla miłości Boga”
najmniejszego nie wywarłaby wrażenia.
Jeśli jednak dla tych, a może i innych jeszcze względów, można zgodzić się na zabawy,
urządzane w celu dobroczynnym, byle skądinąd złymi nie były, to przecież nie ulega
wątpliwości, że mimo chwalebnego celu, nie raz potrzeba je zganić i przeciwdziałać im,
skoro obrażają moralność i zdrowy rozsądek. Więc np. wystawy obrazów i rzeźb,
obrażających przyzwoitość, więc teatralne przedstawienia w stylu fars francuskich,
ponieważ są złe same w sobie, to nie usprawiedliwi ich wcale cel, choćby najlepszy
nawet, gdyż jak powiada teologia non sunt facjenda mala ut eveneant bona – nie można
robić źle, by stąd dobre wynikało.

Powyższe i podobne do nich ujemne strony filantropijnej dobroczynności dają się
jeszcze dość łatwo spostrzegać, jest jednak w niej groźne niebezpieczeństwo, o którym
bodaj rzadko kto myśli, to mianowicie, że ludzie taką to tylko znając dobroczynność,
mogą pomyśleć, że innej już nie ma i być nie może, mogą nabrać przekonania, że tańcząc
i bawiąc się, mogą uczynić zadość wszystkim potrzebom nieszczęśliwych swych braci i
swoim względem nich obowiązkom, mogą zapomnieć, że nie filantropia, ale
chrześcijańska miłość bliźniego wiedzie człowieka do nieba i usprawiedliwia w dzień
sądu. Owszem może dojść do tego nawet, że dobroczynność chrześcijańska może być
uznawana za przestarzałą i miejsce jej być wyznaczone w domu obłąkanych, jak tego
przykłady niedawno mieliśmy w głośnej ze swej dobroczynności Warszawie. Słowem
niebezpieczeństwo nawet godziwej i dobrej skądinąd filantropii w tym leży, że może
wyprzeć miłość bliźniego, odzwyczaić człowieka od pierwiastka nadprzyrodzonego, a w
końcu sama zginąć i wyschnąć. Przeciwnicy bowiem przestarzałej chrześcijańskiej
dobroczynności, niezmiernie podobni są do człowieka, który odrąbał od drzewa gałąź,
na której siedział, a potem upadłszy jeszcze płakał i dziwował się. Ci panowie chcieliby
chrześcijan umieścić w Tworkach, jednocześnie eksploatować na rzecz ubogich uczucie,
które właśnie w chrześcijaństwie tylko czerpie swe siły. Gdyby przestarzała miłość
chrześcijańska bliźniego naprawdę ustąpiła, zgasłaby i dobroczynność, jak to było i jest
wszędzie w poganizmie. Otóż ponieważ człowiekowi łatwo przychodzi zapominać
o nadprzyrodzonym swym końcu, a natomiast wybierać co łatwiejsze i wygodniejsze,
więc nie przeszkadzając, albo nawet pomagając dobroczynności światowej, o ile jest
godziwą, powinniśmy zawsze i wszędzie starać się o gruntowanie i rozszerzanie
chrześcijańskiej miłości bliźniego, opartej na nadprzyrodzonej miłości Boga, bo tylko to,
co się na tej niewzruszonej opoce opiera, nigdy nie zostanie obalone i co z tego
bezbrzeżnego oceanu wypływa, nigdy płynąć nie przestanie – i do tego samego źródła
wszechbytu i szczęśliwości przyprowadza.
Ksiądz Karol Niedziałkowski, biskup łucko-żytomierski
Z książki: „Snopek kąkolu”, Warszawa 1903,
Za: Piotr Wenecki (” Tańcząca dobroczynność”)
http://www.bibula.com/?p=30231
7

Posted in Kościół, Patriotyzm, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , , | 39 Komentarzy »

Tym co wpłacali na Wielka Orkiestrę Świątecznej Pomocy

Posted by Dzieckonmp w dniu 12 stycznia 2011

Niżej publikuje artykuł który był na stronie http://www.polonica.net . jak wiemy strona ta została zamknięta gdyż nie odpowiadała poprawności politycznej. Dedykuje ten wpis tym osobom, które wychodząc z Kościoła prosto po Komunii, skoczyły na mnie, gdy zapytałem stojące w drzwiach Kościoła dziewczyny z puszkami zbierające dla Owsiaka kasę, czy mają pozwolenie proboszcza.

Mój komentarz z 9.01.2011

Bardzo smutny wróciłem dziś do domu z Kościoła. Wychodząc z kościoła po mszy św. zaraz przy wyjściu stało 4 młode dziewczyny z puszkami WOŚP Owsiaka. Mając zagrodzone wyjście zapytałem grzecznie te dziewczęta czy ksiądz im pozwolił stać w tym miejscu i natychmiast zostałem zaatakowany przez wiernych wychodzących z Kościoła którzy chwilę wcześniej przyjmowali Pana Jezusa w komunii.Rzucili się na mnie jakim prawem zadaję takie pytanie. Nie znalazł się nikt kto by stanął po mojej stronie. Wszyscy wyciągali portfele i zasilali fundusz Owsiaka. Ja musiałem zostać cicho i odejść.taka jest rzeczywistość.
W tym kontekście słowa z kazania ks. Piotra. ” Synu mój świat chce rewolucji i będzie ją miała”

Dedykuję ten wpis równiez księdzu biskupowi Życińskiemu który tak się wyraża o orkiestrze.

Biskup wyraża „wielkie uznanie” dla WOŚP. Na orkiestrową aukcję przekazał także dar od siebie. – Popieram, to za mało – mówi abp Józef Życiński o Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. – Trzeba wyrazić wielkie uznanie dla tych, którzy potrafią poświęcać swój czas na chłodzie, nieraz wśród mrozu, po to, aby śpieszyć z pomocą innym. To nie jest tylko akcja, to konkretna forma pomocy dla cierpiących – dodaje lubelski metropolita.

Artykuł

Jerzy Owsiak

Róbta co chceta…
Nie liczta się z innymi, hałasujta
Urządzajta parady techno
Pijta, palta, ćpajta
Plujta, wymiotujta, startujta w wyborach
Obiecujta złote góry i gruszki na wierzbie
Oszukujta, korumpujta, bierzta łapówki
Bądźta pewni siebie, oklaskujta
Kupujta co chceta i kogo chceta
Nadążajta za modą, bądźta biznesłumen
Lubta hity i bestsellery, ścigajta się
Pozujta, udawajta, wywyższajta się
Wymandrzajta się, przechwalajta, szarżujta
Poniżajta, bijta, wymuszajta
Kopta leżącego, znęcajta się
Kłóćta się, ubliżajta, wyśmiewajta
Idźta po trupach, awansujta
Zarabiajta, zarabiajta, zarabiajta
Piszta po murach, śmiećta, niszczta przyrodę
Zalewajka sąsiadów, wyrzucajta przez okno
Podglądajta, plotkujta, obgadujta
Mówta co chceta, bluźnięta, kłamca
Wróżta, czarujta, wierzta w horoskopy
Mówta bzdury, bełkoczta, przeklinajta
Nie słuchajta i nie szanujta innych
Nie dotrzymujta słowa, nie ustępujta
Nie myjta się, zakładajta seksszopy
Oglądajta pornosy i książeczki czekowe
Nie czytajta książek, nie uczta się
Wyrzucajta z pracy, redukujta, transformujta
Nie spłacajta długów, prywatyzujta
Umarzjta z powodu znikomej szkodliwości albo przedawnienia
Pouczajta, strofujta, europeizujta
Piszta głupoty, ceńta się, dawajta zły przykład
Podkładajta śmiech pod filmy, nadawajta reklamy
Oglądajta telewizję, czytajta gazetki, nie myślta
Głupiejta, głupiejta, głupiejta
Miejta bogów cudzych, bierzta imię nadaremno
Nie święćta, nie czcijta
Zabijajta, cudzołużta, kradnijta
Mówta fałszywe świadectwo
Pożądajta żony i każdej rzeczy

Wychowujta dzieci na swój obraz i podobieństwo.
Amen.

Przewaga liberalno-lewicowych mediów, popierających ofensywę anty-wartości, sprzyjała tworzeniu dość specyficznie wylansowanych idolów. I tak np. kosztem przemilczanej ogromnej pracy charytatywnej katolickiego Caritasu starano się maksymalnie wyeksponować jako największego specjalistę od dobroczynności Jerzego Owsiaka.
Jego chwalcom nie przeszkadzało i to, że koszty darmowej reklamy dawanej przez telewizję i radio oraz inne media owsiakowej Wielkiej Orkiestrze wielokrotnie przewyższały pieniądze uzyskane przez nią ze zbiórek. Ani to, że zarówno zbiórki pieniężne, jak i sposób wydawania zbieranych przez Owsiaka pieniędzy nie miały żadnej należytej kontroli.
W oczach lewicowych mediów Owsiak miał jedną ogromną „zaletę”, która przesłaniała wszystko inne: głosił i realizował ideologię maksymalnego „luzu”, zasadę „róbta, co chceta”. A poza tym milcząc o złach komunizmu przy różnych okazjach dawał do rozumienia, że siewcami zła są różni faszyzujący prawicowcy.
W reputacji takiego idola nie przeszkadzały nawet jego przechwałkowe opowieści o tym, jak to kiedyś w szkole przebijał nauczycielom opony w samochodach czy palił dzienniki szkolne, a jednak wyrósł na „wielkiego człowieka”. Lewicy tym mocniej podobały się przy tym różne wyraźne przejawy niechęci Owsiaka do Kościoła katolickiego, gniewne odrzucanie lokowania „Przystanku Jezus” w pobliżu jego „Przystanku Woodstock”, za to tym gorliwsze wspieranie „Hare Kriszny”.
Dopiero niedawno, 31 stycznia 2004 r., Maja Narbutt ujawniła w „Rzeczpospolitej” fakt, że to dom rodzinny zaszczepił w nim, oględnie mówiąc, sporą rezerwę wobec Kościoła. Deklarujący się jako „niechodzący do kościoła katolik”, wychował się w ateistycznym środowisku — partyjny ojciec byt wysoko postawionym milicjantem, niepartyjna matka była osobą niewierzącą (podkr. – J.R.N.)

I znów lewicowy rodowód u źródła!

Po czerwcu 1989 r. doszło do wyjątkowo silnego wzmocnienia lobby antypatriotycznego w mediach. Wiele pomogły tu zręczne manipulacje niektórych członków Komisji Likwidacyjnej RSW Prasa. Przeciwnicy polskiego patriotyzmu uzyskali po 1988 r. nowe bardzo wpływowe trybuny działania. Przede wszystkim kierowaną przez Michnika „Gazetę Wyborczą”. Trudno wręcz w pełni opisać szkody wyrządzone przez nią polskiej świadomości narodowej i Kościołowi.
Dodajmy do tego rolę odgrywaną przez „Nie” Urbana w niszczeniu polskiej świadomości narodowej i lżeniu katolicyzmu oraz dalsze wzmocnienie po 1989 r. takich form partyjnych „Europejczyków” jak „Polityka” i „Wprost” oraz ich otwarte, już bez maski występowanie przeciw Kościołowi i polskiemu patriotyzmowi. Z tym wszystkim wiązał się dokonany po cichu i nie zauważony przez ogromną część osób proces dogorywania i likwidacji po 1989 r. czasopism oficjalnie wydawanych, o bardziej narodowej opcji (w tym także niektórych czasopism PZPR-owskich w tym stylu).
Padły między innymi „Życie Literackie”, „Przegląd Tygodniowy”, „Stolica”, krakowskie „Zdanie”, „Tygodnik Kulturalny”, „Kierunki”, „Tygodnik Demokratyczny”, „Kurier Polski”, „Słowo – Dziennik Katolicki”. „Przegląd Tygodniowy” wznowiono po kilku latach, ale już w rękach nienarodowej opcji, z tak eksponowanymi autorami jak KTT czy A. Małachowski. „Gazetę Krakowską”, która mimo że była organem partyjnym, zamieściła w 1989 r. artykuł prof. Borkackiego w obronie karmelitanek, przejęli później całkowicie ludzie z Unii Wolności, etc. Dodajmy do tego umacnianie się w polskich mediach obcych właścicieli, a w szczególności przejęcie bardzo dużej części polskiej prasy przez Niemców na Pomorzu i na Śląsku. Wszystko to razem zadecydowało o ogromnym umocnieniu antypatriotycznego lobby w polskich mediach.

– W tym pieprzonym kraju zawsze będą narkotyki – tak krzyczał Jerzy Owsiak.

Jerzy Owsiak, jest on pewnym instrumentem, narzędziem. Wiadomo, że on sam za tym nie stoi. Sekunda, blokada w mediach i już by go nie było.

Otóż jego zadaniem jest, jakby tu powiedzieć, przechwycenie młodego pokolenia Polaków poprzez lansowanie hasła „Róbta co chceta”, czyli persywizmu, a więc konsekwencji życia czy to w grzechu, czy w złu pewnym, a więc promowanie… dalej będą narkotyki, będzie pornografia i to wszystko, co jakby łatwo jest zaaplikować w stosunku do młodego człowieka, również hasła, na pograniczu życia satanistycznego, hasła o charakterze antychrześcijańskim, bluźnierczym. To wszystko ma uwieść przede wszystkim właśnie młodych ludzi, młodych Polaków po to, żeby, w momencie kiedy dorosną, byli pokoleniem, które nie będzie przypominało samych siebie.
Czyli będzie to pokolenie ludzi wynarodowionych, zdemoralizowanych, areligijnych, a więc doskonale nadających się na budulec dla nowego porządku światowego, w którym ma nie być ani chrześcijaństwa, ani narodowości.

Przystanek Demoralizacja

Artykuł z Naszego Dziennika opisujący narkotyczne wizje autora podczas Przystanku Woodstock

Pomimo protestów mieszkańców Kostrzyna nad Odrą 30 lipca rozpocznie się tam Przystanek Woodstock. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że do większości rodziców dotrze fakt, że to nie jest miejsce odpowiednie dla ich dzieci. Nie od dziś wiadomo, że impreza organizowana w myśl ulubionego hasła Jerzego Owsiaka „Róbta, co chceta” demoralizuje młodzież, a nawet dzieci.

W wywiadach prasowych Jerzy Owsiak nie ukrywa, że Przystanek Woodstock nawiązuje do amerykańskiego Woodstocku (1969 rok), kiedy to propagowane były: „wolne związki”, „wolna miłość”, „wspólne partnerki i partnerzy”. Efekt? Rozbite rodziny i dzieci bez rodziców. Owsiak próbuje reanimować anarchię, nieodpowiedzialność i chce zburzyć obowiązujący ład moralny. Wskutek lewackich utopii Owsiaka co roku setki – często niepełnoletnich – młodych ludzi, będących pod wpływem alkoholu lub narkotyków, wyzwala w sobie „hipisowskie klimaty”, tarzając się w błocie.

Narkotyki na Przystanku Woodstock na pewno nie znikną, skoro Owsiak, mówiąc o tym problemie, wspomina, jak były prezydent USA Bill Clinton palił trawkę. Według niego, takie zachowanie to nie narkomania, a jedynie „hipisowskie korzenie”. Nic więc dziwnego, że dochodzi tam do rozpijania młodzieży i że często po raz pierwszy sięga ona tam po narkotyki. Według niektórych, właśnie ta impreza jest głównym punktem werbunkowym sekty Hare Kryszna, ruchu uznanego za niebezpieczny przez Parlament Europejski.

 

Krysznowcy jako jedyni mogą wystawiać tam swoje namioty. Nie wolno zapominać, że Przystanek Woodstock jest organizowany między innymi ze środków Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, które miały być przeznaczane na cele szlachetne: ratowanie ciężko chorych małych dzieci.

Hare Kryszna ? ...co oni tam robią? ...werbują nieświadomą młodzież

W sprawozdaniu finansowym Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy za 2002 r. widnieje, że na Przystanek Woodstock przeznaczono ponad 1 mln 666 tys. zł.

Organizatorzy spodziewają się przyjazdu około 100 tys. osób (na ostatnim w Żarach było, według niektórych źródeł, nawet 270 tys. osób) i zapewniają, że zostały podjęte wszystkie możliwe środki bezpieczeństwa. Porządku strzec ma ponad 1100-osobowy „Pokojowy Patrol”. Pomimo protestów mieszkańców pozytywną opinię wystawiła Komenda Wojewódzka Policji w Gorzowie Wielkopolskim. Według kostrzynian zrzeszonych w organizacji Kostrzyńska Grupa Obywatelska, festiwal w poprzednich latach był słabo zabezpieczany, m.in. z powodu braku sektorów organizatorzy nie radzili sobie z egzekwowaniem porządku. Ponadto impreza może się stać łatwym celem ataku terrorystycznego. Nie można przecież pominąć ostatnich gróźb bojowników Al-Kaidy, którzy zażądali wycofania polskich żołnierzy z Iraku.
Pierwszym argumentem, na jaki zwracała uwagę Kostrzyńska Grupa Obywatelska (KGO), jest to, że Jerzy Owsiak nie przestrzega Ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych i rozporządzenia Rady Ministrów dotyczących wymogów, jakie powinny spełniać służby porządkowe organizatora imprezy masowej w zakresie wyszkolenia i wyposażenia oraz szczegółowych warunków i sposobów działania. Służby porządkowe Przystanku powinny być przeszkolone przez szkołę lub ośrodki kursowe przygotowujące do wykonywania zadań pracownika ochrony osób i mienia. Szkolenie takie kończy się egzaminem wewnętrznym. Tymczasem „Pokojowy Patrol” jest szkolony przez Fundację Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Dodatkowo przedstawiciele KGO powołali się na doświadczenia ludzi z Żar, gdzie zaobserwowano wzrost alkoholizmu i narkomanii po Woodstocku. Przywołali również sondaż przeprowadzony przez lokalny tygodnik, w którym ponad 80 proc. mieszkańców Kostrzyna nad Odrą opowiedziało się przeciw organizacji koncertu. Apele mieszkańców nie docierają jednak do władz. Burmistrz nie wziął tego pod uwagę.

Burmistrz Kostrzyna Andrzej Kunt w wywiadach prasowych stwierdził, że jeśli ktoś chciał zapobiec organizacji festiwalu, powinien to zrobić kilka miesięcy wcześniej, a nie wówczas, gdy stawiana jest scena i wszystkie służby są już przygotowane do jego rozpoczęcia. Według niego, tekst protestu przeciwko organizacji festiwalu, pod którym mieszkańcy zbierali podpisy, został sformułowany „tendencyjnie”, a zawarte w nim informacje są „nierzetelne”. I to jest stanowisko burmistrza. Kto więc zapewni bezpieczeństwo i weźmie na siebie odpowiedzialność za ewentualne tragedie? Owsiak robi wszystko, aby zbudować mit Przystanku jako „oazy spokoju i dobrej zabawy młodzieży”. Prawdy unika jak ognia i wszystkie nieprzychylne informacje stara się wyeliminować. Dlatego też zwrócił się niedawno do telewizji TRWAM o zaprzestanie emisji filmu o Przystanku.

Prawda w oczy kole

Według Owsiaka, film emitowany przez telewizję TRWAM jest „zmanipulowany i fałszywy”. Prawda jest jednak taka, że obraz jest autentyczny, przedstawia „Owsiakowe klimaty”, a przez to jest niewygodny dla jego Fundacji. Oglądając film „Woodstock – przemilczana prawda”, możemy zobaczyć wstrząsające sceny: nastolatki z alkoholem w ręku, zażywanie narkotyków czy ludzie pod wpływem alkoholu lub narkotyki leżące na gołej ziemi. Realizatorzy dokumentu pokazali, że kupno narkotyków nie sprawia żadnego problemu – niektóre namioty są oznaczone flagą z marihuaną, gdzie według reporterów można kupić narkotyki. Dużo mówiący jest również transparent „Polska młodzież za legalizacją” i znów krzaczek marihuany. Wśród uczestników można również zauważyć satanistów. Odwrócone krzyże, satanistyczny znak – tzw. krzyż Nerona, czyli popularna w tym środowisku „pacyfa”. Ten obraz świetnie uzupełnia wypowiedź jednej z uczestniczek: „Nienawidzę katolików za swoją durną wiarę. Nienawidzę ludzi normalnych”. Materiał pokazuje również, jak dochodzi do profanacji narodowego hymnu. Jednak to nie może dziwić. Jak zauważyli autorzy reportażu, Jerzy Owsiak na otwarciu Przystanku Woodstock w 2003 roku powiedział: „(…) zanim otworzę Przystanek Woodstock, powiem dwa słowa do was, którzy jesteście Polakami i żyjecie w tym p… kraju, który nazywa się Polska”. W taki sposób Jerzy Owsiak dziękuje młodzieży zbierającej datki na WOŚP.

Grunt to cenzura

Po kilkukrotnych emisjach niewygodnego materiału w TV TRWAM Owsiak podjął kilka kroków, które mają temu zapobiec w przyszłości. Czytając regulamin Przystanku Woodstock, ma się nieodparte wrażenie, że człowiek mówiący wszem i wobec o wolności jest prywatnie za jej ograniczeniem. I tak organizatorzy przypominają przedstawicielom mediów, że „nie wnosimy na teren koncertu profesjonalnego sprzętu audiowizualnego bez pisemnej zgody organizatora”. Nie ukrywają, że ma to związek z materiałami publikowanymi w telewizji. „Niestety, spotykamy się z materiałami filmowymi wykorzystującymi wizerunek uczestników ‚Przystanku’ bez ich zgody oraz wykorzystującymi muzykę bez zgody jej autorów.
Fundacja przestrzega wszystkich przepisów prawnych wynikających z ochrony praw autorskich” – napisali na swoich internetowych stronach. Mało tego, Fundacja WOŚP zwróciła się z „uprzejmą prośbą” do dziennikarzy obsługujących festiwal o… bieżące udostępnianie publikacji na temat Przystanku Woodstock. Oficjalnie udostępnianie na miejscu ma na celu archiwizację i ewentualną publikację w serwisie internetowym (ciekawe, czy zapłaci honorarium autorskie). Wiadomo jednak, że jeśli tekst okaże się nieprzychylny, to dziennikarz pożegna się Przystankiem.

Robert Popielewicz

Łomianki, 25 lipca 2004 r.

Wielce Szanowna
Dyrekcja Telewizji TRWAM!

Niniejszym składamy wyrazy najwyższego uznania za odwagę przedstawienia antynarodowej roli imprezy – Przystanek Woodstock – organizowanej przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.

Szerzenie alkoholizmu, narkomanii i seksu wiodących do uszkodzeń fizycznych, psychicznych i śmiertelnej choroby, jaką jest AIDS, powoduje oprócz degradacji także przyszłych pokoleń już w tej chwili nieobliczalne straty finansowe z puli ochrony zdrowia, straty na pewno wielokrotnie przekraczające wartość darów przekazywanych szpitalom przez WOŚP.

Wobec tego, że WOŚP zbiera ofiary pod symbolem serduszek i dla ratowania ciężko chorych dzieci, mało kto waży się odnieść krytycznie do działalności WOŚP w postaci Przystanku Woodstock, tym bardziej że obecność sławnych lekarzy reprezentujących obdarowane szpitale nadaje najwyższy splendor urządzanemu widowisku przez WOŚP.
Szczęść Boże!

Zbigniew Szlenk, prezes
Związek Lekarzy Polskich

Owsiak mści się na studentce z Kostrzynia, która zdemaskowała jego kłamstwa

Znowu Woodstock nad Odrą?

Pan Owsiak czuje się pewny siebie i atakuje jedną z mieszkanek Kostrzyna nad Odrą za to, że stanęła w obronie trzeźwości, w obronie młodzieży. Jerzy Owsiak mści się za obnażenie jego kłamstw.

Mieszkanka Kostrzyna nad Odrą pani Renata Głuszko, została pozwana przez pana Jerzego Owsiaka, organizatora Przystanku Woodstock, przed Sąd Okręgowy w Gorzowie Wielkopolskim. Pierwsza rozprawa odbędzie się 19 września br.

P. Owsiak oskarża p. Głuszko o naruszenie jego dóbr osobistych. Domaga się od niej publicznych przeprosin i nałożenia na nią przez sąd kary finansowej. Zarzuca jej, iż w artykule “Zło zwycięża tylko dlatego, że dobro milczy…” (zamieszczonym w lutym br. w “Tygodniku Ziemi Kostrzyńskiej”) zawarła nieprawdę. P. Renata Głuszko napisała tam m.in.:

“[Na Przystanku Woodstock w Żarach] widziałam wiele upojonej alkoholem i znarkotyzowanej młodzieży (…). Słyszałam jak pan Owsiak w wulgarnych słowach wyrażał się o naszym kraju i podburzał młodych przeciwko Polsce. Widziałam w jaki sposób odśpiewany był hymn narodowy. To była istna profanacja, za którą powinni ponieść karę (…).

Ktoś, kto rozpija młodzież jest wrogiem Narodu! Czy prawdziwy Katolik stwarzałby przeszkody “Przystankowi Jezus”, a w niesamowity sposób promowałby Hare Kriszna i inne groźne sekty?!? (…).

Ze stron internetowych WOŚP [Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy] dowiedzieliśmy się o planowanej przez p. J. Owsiaka konferencji prasowej (…). [Podczas niej] pan Owsiak w obecności licznych dziennikarzy dopuścił się całej listy kłamstw. Oświadczył, iż to on powołał Kostrzyńską Grupę Obywatelską w celu przerwania ciszy przedwoodstockowej, że dobrze z nim współpracujemy. Podał fałszywe dane na temat ilości zebranych podpisów i chciał ogłosić światu, że jestem jego przyjaciółką. Jego spektakl medialny został przerwany naszym wystąpieniem. W obecności kilkunastu ważnych stacji TV i radiowych oraz gazet obaliłyśmy jego kłamstwa. Można sobie wyobrazić jak przerażona była mina p. J. Owsiaka, kiedy został tak “ogołocony”! (…)

Śmiem twierdzić, że wszystko co zostało powiedziane przez pana Owsiaka na konferencji prasowej mogło być kłamstwem. Nawet to, co tyczyło się zabezpieczenia imprezy. W swoim myśleniu posuwam się dalej. Każde słowo i działanie pana Owsiaka może być przesiąknięte kłamstwem!”

Pan Owsiak wyrwał z kontekstu całego artykułu kilka zdań, by poprzeć postawiony p. Renacie Głuszko zarzut. Jednak te zdania bronią się same! Otóż:

1 J. Owsiak zarzuca nieprawdę R. Głuszko, która napisała, iż Ktoś, kto rozpija młodzież jest wrogiem Narodu!

Jest to twierdzenie prawdziwe. Ten, kto rozpowszechnia, promuje i popiera zwyczaj picia alkoholu wśród młodzieży (czyli w grupie szczególnie podatnej na uzależnienia) wzmaga ryzyko, iż młodzież może zacząć nałogowo pić alkohol. Alkoholizm jest groźną chorobą, która stała się w Polsce bardzo poważnym problemem społecznym. Okupanci niemieccy i sowieccy, wrogowie polskiego Narodu, rozpijali Polaków zachęcając do picia alkoholu. Na Przystanku Woodstock pośród handlujących przeważają stoiska z piwem. Wśród kilkuset tysięcy uczestników dominuje młodzież – szkolna, studencka, akademicka. P. Owsiak często podkreśla, że na każdym Przystanku Woodstock będzie łatwo dostępne piwo. Według nas jest to rozpowszechnianie, promocja i popieranie picia alkoholu przez młodzież. A jeśli p. Owsiak odnosi do swojej osoby wspomniane zdanie, sam potwierdza, iż ma nieczyste sumienie w tym względzie.

2 P. Owsiak zarzuca nieprawdę p. Głuszko, która pyta w artykule: Czy prawdziwy Katolik stwarzałby przeszkody “Przystankowi Jezus”, a w niesamowity sposób promowałby Hare Kriszna i inne groźne sekty?!?

Gdzie tu jest nieprawda lub naruszenie dóbr osobistych p. Owsiaka? Czy dlatego się denerwuje, bo uważa się za tego, który promuje Hare Kriszna i inne groźne sekty? W książce “Dwa oblicza Hare Kriszna” p. Owsiak paraduje w stroju wyznawcy Hare Kriszna podczas jednego z Przystanków Woodstock. Znamy historię niebezpiecznego ruchu Hare Kriszna i sekt satanistycznych, znamy satanistyczne znaki, którymi posługują się niektórzy uczestnicy Woodstocku i ich idole (np. grupa Sweet Noise), satanistyczne symbole wszechobecne na Woodstocku (np. pentagram, pacyfa). Tak jak p. Głuszko obawiamy się promocji w naszym mieście niebezpiecznych sekt, ruchów i podkultur.

3 P. Owsiak uznał, że p. Głuszko naruszyła jego dobra osobiste, gdyż stwierdziła iż w obecności licznych dziennikarzy dopuścił się całej listy kłamstw.

Artykuł p. Głuszko przypomina listę kłamstw, którymi p. J. Owsiak posłużył się podczas konferencji prasowej w hotelu “Sobieski” w Warszawie dnia 14 lipca 2004 roku. P. Owsiak powiedział wtedy:

l “Komitety protestacyjne są powołane przez nas”. “Powołaliśmy te komitety, poprosiliśmy, żeby one działały”.

Na pytanie: “Czy znacie państwo Kostrzyńską Grupę Obywatelską, która podejmuje bardzo zdecydowane działania, żeby zablokować festiwal?”, J. Owsiak odpowiedział: “Znamy komitet, jak już powiedziałem jest nasz”. To są kłamstwa. Jerzy Owsiak ani żaden współorganizator Przystanku Woodstock nie powołał KGO.

l “To są nasi znajomi, nasi przyjaciele z Kostrzyna”. “Dziękujemy komitetom, że wypełniły swoją rolę”.

Kolejne kłamstwa. Kostrzyńska Grupa Obywatelska nigdy nie współpracowała z p. Jerzym Owsiakiem ani Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy. Nie jesteśmy znajomymi ani przyjaciółmi p. Owsiaka.

l “Pozdrawiamy p. Renatę, która super nam pomogła w tym wszystkim”.

To nieprawda. P. Renata Głuszko nie pomagała ani p. Owsiakowi, ani innym organizatorom Przystanku Woodstock w organizacji tej imprezy.

l “[Na Przystanku Woodstock] spodziewamy się 100.000 ludzi”.

Wiadomo, że od kilku lat liczba ta wynosi kilkaset tysięcy osób. Wiszące obok p. Owsiaka podczas konferencji plakaty reklamujące Woodstock informowały: “400.000 młodzieży odwiedza nas na Przystanku Woodstock…”. Zaniżanie spodziewanej ilości uczestników może być celowym wybiegiem dla zmniejszenia wymaganej ustawą liczby służb ochrony.

l “Wszyscy patrolowcy [1100 osób – rzekoma ochrona Przystanku Woodstock] przechodzą nasze szkolenia (…) – PCK – 16 godzin niesienia pierwszej pomocy i przeszli szkolenie jako służba porządkowa z profesjonalnej agencji ochrony, która jest na każdym naszym szkoleniu i kończą taki kurs. (…) Ludzie 3 dni muszą spędzić na naszych szkoleniach”.

P. Owsiak przyznał, że – poza 150 osobami z firmy Beta Security – Pokojowy Patrol “nie ma prawa do zatrzymania człowieka”, “nie jest do tego powołany”. Kłamstwem jest więc twierdzenie, że Pokojowy Patrol może być uznany za ustawowo wymaganą ochronę imprez masowych. Ustawa o Bezpieczeństwie Imprez Masowych z 22.08.1997 r. szczegółowo wylicza ilość służb porządkowych (Art. 7, pkt. 1, ust. 6). Dla 400 tys. uczestników Woodstocku winno być to od 4.000 do 12.000 ochroniarzy rozumianych jako służba porządkowa jedynie w zgodzie z ww. Rozporządzeniem Rady Ministrów. Żadnego z ustawowych wymogów Pokojowy Patrol nie spełnia. Jedynie 150 koncesjonowanych ochroniarzy mogło być uznane za służbę porządkową tej kilkusettysięcznej imprezy.

l “Przeciętny Polak jest po prostu złodziejem i człowiekiem leniuchem, i człowiekiem, który czyha na dobro, które Niemiec wypracował przez 500 lat”.

Te oczywiste kłamstwa i antypolskie insynuacje, pozostawiamy bez komentarza…

l·P. Owsiak powiedział, że 14.07.ub.r. było tylko “147 podpisów” mieszkańców Kostrzyna sprzeciwiających się Przystankowi Woodstock.

To następne kłamstwo. Już podczas konferencji ujawniono, że burmistrz Kostrzyna nad Odrą do tego dnia otrzymał niemal 600 takich podpisów. Łącznie było ich prawie 1000.

l P. Owsiak zwracając się do p. Renaty Głuszko pozwolił sobie na zwroty per “ty”, “kotku”, itd. sugerując, iż p. Renata Głuszko była lub jest jego przyjaciółką. Jest to oczywista nieprawda.

l “Jesteś przeciwko tym ludziom, którzy tam przyjeżdżają i przeciwko mnie”.

To kłamstwo. Ani Pani Renata Głuszko, ani KGO nie byli i nie są przeciwko uczestnikom ani organizatorowi Przystanku Woodstock. Występowaliśmy i występujemy przeciwko organizacji tej niebezpiecznej imprezy.

Po tylu nieprawdziwych sformułowaniach każdy zatem może odtąd uważać, że każde słowo i działanie pana Owsiaka może być przesiąknięte kłamstwem. Tyle kłamstw, w tak kontrowersyjnej kwestii jaką jest organizacja niebezpiecznej imprezy wobec sprzeciwu mieszkańców sprawia, iż każdy może zwątpić w uczciwość i prawdomówność p. Owsiaka.

Nie oskarżyliśmy go za ubiegłoroczne kłamstwa. Jesteśmy zwykłymi obywatelami mającymi poważniejsze obowiązki i zajęcia niż wieloletnie utarczki sądowe z osobą, która posiada imponujące zaplecze medialno-finansowe i liczy na bezkarność.

Pan Owsiak czuje się pewny siebie i atakuje jedną z mieszkanek Kostrzyna nad Odrą za to, że stanęła w obronie trzeźwości, w obronie młodzieży. Jerzy Owsiak mści się za obnażenie przez Renatę Głuszko jego kłamstw. Żąda kary finansowej, choć wie, że p. Renata jest studentką i nie posiada dochodów pozwalających na poniesienie opłat sądowych i procesowych oraz zapłacenia kary, której domaga się p. Owsiak, że nie stać jej na adwokata.

P. Owsiak wie, że studenci są biedni. Atakuje panią Głuszko, by wysłać ostrzeżenie innym krytykom jego kontrowersyjnych poczynań.

Działania p. Owsiaka są niegodziwe. Atak na p. Głuszko odbieramy jako atak na każdego z nas, na każdą osobę występującą w obronie normalności, trzeźwości, czystości i prawdy. Będziemy więc bronić jej i siebie wszelkimi prawnymi metodami.

Prosimy o wyrażenie solidarności z Renatą Głuszko zaatakowaną przez Jerzego Owsiaka.
W imieniu Kostrzyńskiej
Grupy Obywatelskiej
Prezes Zarządu KGO
HALINA JURCZYK
Wiceprezes Zarządu KGO
MARIUSZ KAROLAK
Kostrzyn n/Odrą, 4.VII.2005

Oświadczenie Kostrzyńskiej Grupy Obywatelskiej w sprawie procesu wytoczonego przez pana Jerzego Owsiaka jednej z mieszkanek Kostrzynia nad Odrą

Owsiak i Matka Teresa

„Sie ma” gromko wrzaśnie, jak co roku, Jurek Owsiak i zacznie się ponownie nieprawdopodobny hałas propagandowy związany z „Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy”. Znowu usłyszymy okrzyki, że jest to największa impreza na skalę światową, niespotykana nigdzie, w żadnym zakątku świata. Owsiak będzie wrzeszczał: „Ludzie, mamy już 20 milionów, już 25 milionów; robimy to za darmo dla dzieciaków!”. Potem Jurek Owsiak straci głos, a jego zastępcy równie głośno będą się wydzierać, mobilizując otępiały hałasem tłum. Wszyscy to znamy, wszyscy już to widzieliśmy. Po tylu latach akcja Owsiaka staje się po prostu nudna.

Owsiak jest przykładem tego, że prawie każdego można wylansować na gwiazdę mediów. Ten ponadpięćdziesięcioletni facet został wylansowany na idola młodzieży w prosty i jednocześnie genialny sposób. Najważniejsza była oczywiście chwytliwa ideologia, którą propaguje, ale nie tylko. Nie bez znaczenia było to, że wciągnął czerwone portki, co uznano za przejaw oryginalności, że mówi szybko, głośno i niewyraźnie i że wymachuje energicznie rękoma. Jerzy Owsiak stał się po prostu Jurkiem, tak aby nastolatkom nie wydawał się zramolałym zgredem.

Fantastyczny Jurek
Po prostu Jurek jest fantastyczny, ogłoszono, i ten werdykt nie podlega apelacji. Ideologia, którą głosi, jest równie prosta, jak jego image. Ideologia ta znana jest każdemu, kto ogląda telewizję. Zawiera się w jednym zdaniu: „Róbta, co chceta”. Choć zdanie to składa się jedynie z trzech wyrazów, to dwa z nich program komputerowy do wykrywania błędów ortograficznych podkreśla na czerwono. Ten dosyć nieskomplikowany przekaz głoszony jest od lat jako przejaw niezwykłej wolności i niespotykanej odwagi. A każdy, komu się to nie podoba, atakowany jest jako wróg godzący w chore dzieci. Bo przecież Owsiak i jego Orkiestra robią tyle dobrego dla naszych kochanych maluchów. Zdarzało się, że Jerzy Owsiak napiętnował opornych burmistrzów miast, którzy uznali, że w tym samym czasie przeprowadzą zbiórkę pieniędzy na potrzeby lokalne. Pieniądze przecież mają iść na jeden jedyny, najbardziej szlachetny ze wszystkich, cel.

Pic na wodę
Zdarzało się, że bito rekordy wpływów, a były one jedynie na papierze, jedynie na szklanych monitorach. Ktoś wylicytował zakup posowieckiego samolotu, obiecał przekazać niebotyczne pieniądze, ale okazało się, że nic nie wpłacił. Chciał przez chwilę zaistnieć w mediach, za wszelką cenę, za cenę oszustwa. Wiele wskazuje na to, że zaistnienie w mediach jest najważniejszą potrzebą organizatorów tej akcji. Stworzenie medialnego widowiska jest potrzebą samą w sobie. Równie pociągające jest sterowanie olbrzymią masą ludzi przy pomocy elektronicznych urządzeń, mobilizowanie tłumów, stwarzanie pozorów sztucznej i krótkotrwałej wspólnoty ludzi obklejonych czerwonymi serduszkami. Na tym polega zabawa, dzieci są gdzieś w tle.
Wrzucając do puszki trochę drobnych, pamiętać należy, że uczestniczy się w telewizyjnym spektaklu, który nie tylko lansuje kilka osób, ale przede wszystkim ideologię „Róbta, co chceta”. Ideologię destrukcyjną społecznie, adresowaną do najmniej wybrednych.

Kto zostanie gwiazdą
Pomagać trzeba zawsze i wszędzie, każdemu, kto tego naprawdę potrzebuje. W Polsce szpitale, jak i wiele innych miejsc, są od lat niedoinwestowanie. Polacy rzeczywiście są narodem, który potrafi pomagać swoim bliźnim. I wcale nie przy hucznych akcjach, ale na co dzień. Ofiarność w końcu niezbyt bogatego społeczeństwa jest widoczna, mimo że nie jest tak propagandowo nagłaśniana jak Orkiestra czy jak działania innej gwiazdy pomocy charytatywnej p. Kwaśniewskiej. W wielu miejscach, zazwyczaj przed kościołami, ustawiają się kolejki biednych ludzi w oczekiwaniu na ciepły posiłek.
Ktoś musi go przygotować, zakupić produkty, potrzeba na to olbrzymich sum pieniędzy. Organizują to często skromne siostry zakonne. Załóżmy, że jakaś zakonnica zaczęłaby wykrzykiwać: „Dajta, ile mata”. Gdyby telewizja, wykorzystując okazję, zaprosiła zespoły rockowe i prezenterów z Jedynki, to powstałoby równie huczne widowisko jak z Owsiakiem. Z całą pewnością ta zakonnica stałaby się gwiazdą mediów. Ale czy wtedy jakikolwiek problem w Polsce były lepiej rozwiązany? Czy nie byłoby jeszcze głupiej?

Wzór już jest
Zakonnicą, która wybrała znacznie lepszy sposób, była Matka Teresa z Kalkuty. Pomagała ludziom tak biednym i chorym, że w naszej szerokości geograficznej trudno sobie to wyobrazić. Ratowała życie bez rozgłosu, nie szukała popularności, nie prowadziła rozmów z szefami żadnej telewizji. Stała się sławna, ponieważ znany brytyjski dziennikarz chciał zdemaskować jej działalność. Oglądając to, co robi, jak traktuje ludzi, jak leczy ich z ran na ciele i duszy, prawdziwie zafascynował się jej dziełem, a tej przy okazji nawrócił się i zyskał głęboką wiarę. Matka Teresa często występowała w światowych mediach, skromnie się uśmiechała, niewiele mówiła, nigdy nie podniosła głosu. Nigdy się nie chwaliła, nie domagała się więcej pieniędzy, nie szantażowała opornych. Dokonała rzeczy niezwykłych; otrzymała nagrodę Nobla, nawet jednego centa nie przeznaczyła na żadne imprezy towarzyszące.
Dla Matki Teresy było oczywiste, że pomoc materialna jest konieczna, jednak nie bieda materialna jest najbardziej dotkliwa, najgorsza jest bieda moralna.
Jan Ośko

Orkiestra Wielkiej Pychy

„Czy ktoś zrobił więcej?” – to jakże buńczuczne hasło, widniejące na plakatach w całym kraju, towarzyszyło kolejnemu, czternastemu już finałowi Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Podczas tej imprezy lansowane są niemoralne i destrukcyjne hasła, których wyrazem jest znane wszystkim „róbta, co chceta”.

Jerzy Owsiak, umieszczając na plakatach hasło „Czy ktoś zrobił więcej?”, zdaje się całkowicie zapomniał o działalności wielu innych fundacji, które nie korzystają z medialnego nagłośnienia, a zbierają znacznie większe środki na pomoc potrzebującym. Wystarczy tu choćby wymienić Caritas, która w zeszłym roku zebrała ok. 200 mln zł. Czyżby Jerzy Owsiak chciał zapewnić sobie, w odbiorze społecznym, monopol jeśli chodzi o działalność charytatywną? Każdy finał WOŚP jest przedstawiany przez organizatorów i media jako wielkie i chwalebne przedsięwzięcie. Rzadko natomiast zwraca się uwagę na fakt lansowania destrukcyjnych haseł „róbta, co chceta” czy „gramy do końca świata i jeden dzień dłużej”, podważających chrześcijańską wizję świata. Owsiak nawet się nie zająknie, że Orkiestra propaguje w społeczeństwie polskim niemoralne postawy: pijaństwo, narkomanię, anarchizm, areligijność.
Pomocą służą w tym media, a zwłaszcza program II telewizji publicznej, który w dniu każdego finału praktycznie jest „wydzierżawiany” orkiestrze. Na okrągło nadaje wtedy relacje z tego, co się dzieje na różnych imprezach WOŚP w całym kraju. Należy podkreślić, że wszystko to odbywa się na koszt nas wszystkich opłacających abonament telewizyjny.
Nie można tutaj zapomnieć o Przystanku Woodstock, organicznie związanym z WOŚP i będącym jedną z form działalności Fundacji WOŚP. W założeniu Owsiaka ma on stanowić formę podziękowania dla wolontariuszy biorących udział w kolejnych finałach WOŚP. Przystanki odbywają się pod szczytnym hasłem „Miłość, Przyjaźń, Muzyka”. W praktyce są miejscem deprawacji młodych ludzi, gdzie nadużywają oni alkoholu i zażywają narkotyki (i to mimo hasła „stop narkotykom”). Zjawisko takie występuje corocznie mimo solennych deklaracji organizatorów, że nic złego się nie dzieje. Corocznie na Przystanku młodzi ludzie mogą także zapoznać się z propagandą ruchu Hare Kriszna, gdy chrześcijańscy ewangelizatorzy nie mają tam wstępu. Obecny na kilku koncertach Przystanek Jezus został przez Owsiaka usunięty. Pamiątką po Woodstocku są zdemolowane wagony, co kosztuje PKP kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie. Sam Owsiak także ulega panującej tam atmosferze – kilka lat temu został skazany za zdemolowanie stoiska handlowego.

artykuł z Tygodnika Solidarność:nr 3 (847) 21 stycznia 2005

Święto Serca czy Pieniądza?

Krzysztof Świątek

Jerzy Owsiak oszukał nas wszystkich. Przez wiele lat przekonywał, że kolejne finały Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy to stuprocentowo charytatywne imprezy, z których cały dochód jest przeznaczany na pomoc chorym dzieciom. W tym roku oficjalnie przyznał, że 1 mln 200 tysięcy – uzyskane z procentów od zebranej sumy – przeznaczył na sfinansowanie tylko jednej imprezy rockowej „Przystanku Woodstock”. Z oświadczeń finansowych fundacji wynika z kolei, że co roku blisko milion złotych wydawany jest na wynagrodzenia pracowników, a kolejnych kilka milionów pochłania funkcjonowanie fundacji i organizacja samych finałów.

Kilka dni przed XIII finałem imprezy, Telewizja Trwam wyemitowała materiał, w którym najpierw pojawiło się zdjęcie dziecka zbierającego w deszczu pieniądze podczas akcji WOŚP, a następnie obrazki bawiących się w najlepsze ludzi podczas „Przystanku Woodstock”. Ten program zirytował „dyrygenta” Orkiestry Jerzego Owsiaka.

„Ostatni raz dałam na Orkiestrę”
– Bariera śmiechu w pewnym momencie pęka, teraz tą sprawą zajmą się nasi prawnicy, którzy wystąpią przeciwko Telewizji Trwam – zapowiedział publicznie Jerzy Owsiak. – Może ojciec Tadeusz Rydzyk jeszcze o tym nie wie, ale na 27 mln zł zebranych podczas ostatniego finału, tylko 1 mln 200 tys. kosztowało nas zorganizowanie „Przystanku Woodstock”. Te pieniądze spokojnie otrzymujemy z procentów – poinformował.
Ta wypowiedź zbulwersowała wiele osób, które wsparły datkami ideę Jerzego Owsiaka.
„Ostatni raz dałam na Orkiestrę. Czyli pan Owsiak zarabia poprzez WOŚP na organizacje Woodstoku? Fajnie… szkoda tylko, że ludzie którzy dają pieniądze na pomoc dzieciom, nie wiedzą, że odsetki z tych środków przeznaczane są nie na dzieci, ale na imprezkę, która kosztuje bagatela 1,2 mln złotych. Kpina” – napisała jedna z internautek na portalu onet. pl.
„To rozbój w biały dzień, by za zebrane pieniądze, które ludzie ofiarowują na ratowanie życia jednym – drugim fundować możliwość narkotyzowania się i pijaństwa!” – komentowała inna z osób wypowiadających się we wspomnianym portalu.
Nie tylko „Przystanek Woodstock” kosztuje WOŚP ogromne pieniądze. Okazuje się, że fundacja zatrudnia obecnie 15 osób, w tym: członka zarządu, dyrektora biura, dyrektora ds. medycznych, asystenta technicznego dyrektora, sekretarkę, trzech księgowych i czterech pracowników biurowych. Wcześniej w internecie można było przeczytać, w odpowiedziach na „10 pytań do Jurka”, że nikt z pracowników fundacji nie pobiera pensji. W ostatnich dniach owe „10 pytań” zniknęło ze strony fundacji. Wypłata wynagrodzeń pochłania rocznie blisko milion złotych (por. zestawienie w tabeli). Z prostego wyliczenia wynika, że pracownicy fundacji zarabiają średnio 5,5 tysiąca złotych miesięcznie.

Miliony złotych na funkcjonowanie fundacji
To jednak nie wszystkie koszty działalności instytucji Jerzego Owsiaka. Gigantyczne pieniądze są każdego roku przeznaczane na przygotowanie samych finałów Orkiestry. W sprawozdaniu finansowym za 2003 rok podano, że organizacja XI i XII finału pochłonęła prawie 1 milion 600 tys. zł. Ile te imprezy kosztują telewizję publiczną nikt nie podaje. Dodatkowo na koncert „Przystanku Woodstock” wydano w 2003 roku aż 1 milion 477 tys. zł. Wśród pozostałych kosztów finansowych, fundacja wymienia jeszcze pozycję: „rozliczenie zaległych należności, różnice kursowe ujemne”. Na zrealizowanie tego celu wydano w 2003 roku 819 tys. zł.
Podczas gdy obtrąbiony z emfazą XII finał orkiestry w 2004 roku przyniósł 27 mln zł – Caritas Polska, prowadząc skromną i nie nagłaśnianą w mediach akcję sprzedaży świec na stoły wigilijne, zebrała w tym roku 18 mln złotych. Od 1993 roku fundacji Jerzego Owsiaka udało się zebrać ponad 53 miliony dolarów. Szef orkiestry wielokrotnie powtarzał, że nie pieniądze są najważniejsze, ale specjalistyczna aparatura, którą fundacja kupuje dzięki zebranym kwotom. Prawdą jest, że dzięki sprzętowi kupionemu przez Orkiestrę, przeżyło wiele chorych dzieci. Z drugiej jednak strony powstaje pytanie: czy inna organizacja nie wykorzystałaby zebranych środków lepiej, bez przeznaczania ogromnych sum na organizację samych finałów oraz „Przystanku Woodstock”, a także na funkcjonowanie samej fundacji, w tym wysokie wynagrodzenia pracowników? Dlaczego Jerzy Owsiak przez lata manipulował opinią publiczną, wmawiając nam, że akcje WOŚP są przedsięwzięciami w 100 procentach charytatywnymi? To, że „Przystanek Woodstock” finansowany jest z procentów od zebranych podczas finałów kwot, nie jest żadnym usprawiedliwieniem. Orkiestra miała być bowiem przedsięwzięciem dobroczynnym i wszystkie zyski powinny iść na główny cel akcji. Tego oczekiwali również darczyńcy.

Owsiak – dekompozycja mitu

I znowu, jak co roku, jednym z głównych tematów letnich dyskusji Polaków jest pewien podstarzały pozer i jego suto zakrapiana imprezka w Kostrzynie. Są tacy, którzy „Jurka” wielbią „bo kocha dzieciaki i za swoje akcje nie bierze złamanego grosza”. Jeszcze parę lat temu takie osoby, jak sądzę, stanowiły większość. Dziś jednak coś się zaczęło zmieniać. Mity definiujące publiczny wizerunek Owsiaka zdają się konać na naszych oczach.

Mit 1: Jurek na tym nie zarabia
Przez wiele lat w powszechnym obiegu funkcjonował mit, wg którego przerośnięty krasnal będący bohaterem tego tekstu poświęcał „dzieciakom” swój czas wyłącznie z potrzeby serca, motywowany czystą dobrocią, zaniedbując swoje własne interesy. Ile jest w tym prawdy mogliśmy się przekonać parę tygodni temu gdy dobrotliwy, gardzący (oficjalnie) dobrami materialnymi Jurek niczym lwica o swoje potomstwo walczył o możliwość dalszego dojenia kasy telewizji publicznej. Przy okazji powstawania jesiennej ramówki TVP szeroka publiczność miała okazję dowiedzieć się, iż Jurek nie tylko nie udziela się telewizyjnie „za friko” lecz każe sobie za tę aktywność słono płacić. Schemat wygląda mniej więcej tak: raz w roku pan O. poświęca się i przez kilkanaście godzin występuje na antenie TVP2 faktycznie nie pobierając za tę pracę wynagrodzenia. W zamian przez całą resztę roku telewizja publiczna kupuje od firmy pana Owsiaka (ponoć za bardzo duże pieniądze) program pt. Kręcioła. Audycja ta jest tak beznadziejnie nudna, że nie ogląda jej praktycznie nikt poza osobami pracującymi przy jej montażu. Przez lata nikomu to nie przeszkadzało ponieważ nie o to w tym wszystkim chodziło by za duże pieniądze kupować to, co będą chcieli oglądać widzowie lecz by pokryć panu Jurkowi moralne straty jakie ten ponosi owego darmowego dnia na początku każdego kolejnego roku. Fakt występowania ścisłego związku między „gratisową” aktywnością Owsiaka a suto opłacaną produkcją gniotów nie budzi najmniejszych wątpliwości ponieważ potwierdził go sam zainteresowany: na propozycję ograniczenia zysków z produkcji „Kręcioły” oświadczył, iż bez tego programu jego pozostała aktywność w TVP traci jakikolwiek sens… Przekładając na język bardziej przejrzysty – „mogę wam raz do roku odpalać efektownego gratisa pod warunkiem, że będziecie mi to z nawiązką rekompensować przez pozostałe kilkadziesiąt tygodni”. Sztuczka stara jak handel – wcisnąć frajerowi do garści (zupełnie za darmo) badziewny gadżet a przy okazji sprzedać mu drugi za cenę trzykrotnie wyższą od jego prawdziwej wartości.

Mit 2: Jurek to chodząca łagodność, tolerancja i miłość
Ten mit zaczął się kruszyć gdy medialny kult Owsiaka osiągnął swe apogeum. Wtedy, mówiąc językiem ludu, „Jurkowi odbiła palma”. Ze sceny dorocznego spędu w Kostrzynie (w Żarach?) popłynęły w eter słowa Owsiaka jakiego Polska nie znała – nienawiść, agresja, wskazywani palcem wrogowie… a na koniec bijatyka z okolicznym chłopstwem (zdenerwowali Owsiaka bo chcieli zarobić na imprezie, która w założeniu zyski ma przynosić jedynie osobom i podmiotom z nim związanym, krótko: weszli mu w finansową szkodę). Pełnię tego mało ciekawego obrazu dopełniła Woodstockowa walka z chrześcijańskimi misjami oraz pełna życzliwości postawa wobec działań wysłanników rozmaitych sekt.

Mit 3: Z Jurkiem nasze dzieci są bezpieczne
Rokrocznie w drodze na oraz z Przystanku Woodstock giną młodzi ludzie. Również sam pobyt na podkostrzyńskim klepisku wielu uczestników przypłaca uszczerbkiem na zdrowiu. Przez cały rok, prawie w każdym wystąpieniu Owsiak porusza temat bezpieczeństwa. Mówi o pierwszej pomocy, o wypadkach… Tymczasem kulminacją tych działań jest impreza, która każdorazowo pozbawia życia kilku młodych ludzi a rzeszom innych wyrządza krzywdy nieco mniejszego kalibru.
Przystanek Woodstock 2006 na razie (z tego co wiemy) kosztował życie 2 osób. To dopiero początek więc pewnie ostateczny bilans ofiar będzie kilkukrotnie wyższy.

Mit 4: Od Jurka dzieciaki nauczą się jak być lepszymi ludźmi
Nie wiem jak z innymi rzeczami, których młodzi ludzie mogliby się uczyć od Owsiaka ale gdy mowa o nadużywaniu alkoholu to okazji do nauki na imprezach Jurka jest sporo. Wystarczy porozmawiać z osobami, które choć raz miały okazję oglądać popularny Brudstock z bliska – spotkanie dziecka „po kilku głębszych” nie nastręcza tam większej trudności, wręcz przeciwnie – kłopoty mógłby mieć ten, kto chciałby znaleźć młodzieńca trzeźwego. Smutnym ale i wielce wymownym świadectwem takiego stanu rzeczy jest wczorajszy zgon jednego z uczestników spędu – pierwsze doniesienia przychylnych Owsikowi mediów mówiły o udarze słonecznym (np. portal Gazeta.pl do teraz obstaje przy tej wersji), później jednak podano szczegóły, które potwierdziły coraz powszechniejszą, złą opinię o imprezie: młodzieniec ów zadusił się własnymi, pijackimi wymiocinami. Reszta towarzystwa, najprawdopodobniej również zalana w trupa, nawet tego nie zauważyła…
Oczywiście organizatorzy imprezy z Owsiakiem na czele przez całe lata utrzymywali, że Przystanek jest wolny od pijaństwa i narkotyków. Posuwali się również do wytaczania procesów tym, którzy starali się dać świadectwo zgoła odmiennej prawdzie oraz poddawania szantażowi moralno-medialnemu wyrokujące w tych procesach sądy. Zgon młodego mieszkańca Środy Wielkopolskiej dobitnie wskazuje kto w tym sporze miał rację…
W tym roku policja podjęła działania, których w latach ubiegłych nie przeprowadzano ze strachu przed „psuciem wizerunku” miłego rządzącej wówczas lewicy Owsiaka – miejsce spędu oraz trasy dojazdowe poddane zostały ścisłej kontroli antynarkotykowej. Wg mediów efekty są imponujące – w ręce policji wpadli dealerzy oraz posiadacze sporych ilości środków odurzających. Jak na imprezę „wolną od narkotyków” rezultat jest imponujący.
Organizatorzy Przystanku znaleźli się w trudnej sytuacji – z jednej strony doskonale wiedzą, że odcięcie uczestników imprezy od narkotyków oraz alkoholu (pada propozycja oficjalnej prohibicji) może być dla niej zabójcze – w końcu dla większości z koczujących na corocznych Przystankach ludzi największą atrakcją jest właśnie możliwość swobodnego i budzącego tam akceptację oddania się zupełnemu upodleniu alkoholowo-narkotycznemu. Brudstock bez wódy i prochów po prostu umrze z głodu… Z drugiej jednak strony Owsiak i spółka nie mogą podjąć jakichkolwiek działań mogących zapobiec tej purytańskiej krucjacie – przecież oficjalnie Woodstock jest trzeźwy więc prohibicja i walka z dealerami nie narusza interesów jego uczestników…
Jeden z głównych portali zamieścił na swych stronach ankietę zawierającą pytanie „czy pozwoliłbyś swojemu dziecku jechać na imprezę Owsiaka”. Wiem, że sondy internetowe nie mają większej wartości badawczej ale wyniki tego głosowania wydają się być znamienne. Jak wiadomo we wszelkich ankietach tego typu (internetowych) zdecydowaną przewagę zazwyczaj zdobywają zwolennicy światopoglądu lewicowo-permisywnego, których krótko można scharakteryzować owsiakowym „róbta co chceta”. Jednak tym razem większość z kilkudziesięciu tysięcy oddanych głosów wskazywała na opcję „nie, nie pozwoliłbym”.
Mogę się mylić, ale sądzę, że jest to symptom trzeźwienia społeczeństwa oraz postępującej erozji zakłamanego wizerunku Owsiaka.
PS. Agencje podały właśnie informację na temat meczu piłkarskiego jaki odbył się na spędzie Owsiaka. Reprezentacja „Pokojowego Patrolu” (takie Owsiakjugend, które parę lat temu zajmowało się biciem uczestników zlotu i utrudnianiem pracy dziennikarzom pragnącym opisać prawdzie oblicze imprezy) przegrała z zawodnikami Przystanku Jezus w stosunku 0:5. Agencje milczą na temat przyczyn niedyspozycji przegranych. Pomeczowego dmuchania w balonik nie przeprowadzono.
Prawy Prosty,  Galba

Orkiestra bez dyrygenta

Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy nie darzę żadnym namiętnym uczuciem. Nie mam w domu telewizora, radia zazwyczaj nie słucham, gazety codziennej albo kolorowego tygodnika nie czytałem od kilkunastu miesięcy (poza działem prawnym „Rzeczpospolitej” i Internetem).

Cały świat w którym istnieje Orkiestra jest równoległym Wszechświatem w stosunku do tego w którym ja żyję i w związku z tym nie żywię wobec niego silniejszych emocji niż wobec np. sytuacji politycznej w Nuristanie. A nawet odnoszę wrażenie, że sytuacja w Nuristanie bardziej rozpala moje emocje niż świat polskiej kultury masowej.

Nie zaliczam się więc ani do żarliwych zwolenników, ani przeciwników tej imprezy. Co wyjaśniam ponieważ zazwyczaj osobom piszącym o Owsiaku z dystansem wkłada się w usta jakąś tam „zawiść”, „nienawiść” i Bóg wie co jeszcze.

Mimo to z pewnym niepokojem zauważam, że tym podobna „działalność charytatywna” staje się świeckim substratem moralności. Wszyscy znani mi osobiście „WOŚP-owcy” to ludzie niezbyt dobrzy, którzy w wyniku uczestnictwa w Orkiestrze nie stają się ani o jotę lepsi, ale za to bardzo dumnie z siebie. I to raczej nie wychodzi im na zdrowie.

Obawiam się więc, że podobne imprezy to taki chloroform dla sumienia, które łatwiej zniesie pomiatanie starszymi rodzicami, chamskie odzywki do nauczycieli, lenistwo w szkole – jeśli od czasu do czasu, w świetle jupiterów i wśród błysków fleszy, dam na biednych troszkę z tego, co mam w nadmiarze.

Ponieważ za pomysłem na Orkiestrę nie idzie jakaś całościowa wizja życia uczciwego i moralnego, może się ona stać sposobem na leczenie moralnego kaca jaki zostawia własna biografia i życie przez resztę roku wedle zasady „róbta co chceta”. Ot, taka sobie metoda (jedna z wielu) by sobie wmówić, że jestem porządnym i dobrym człowiekiem.

Ponadto katolickie miłosierdzie istotnie odróżnia się „działalności charytatywnej”. W chrześcijaństwie sam fakt wzbogacenia biednego nie ma roli kluczowej – ponieważ ani bieda, ani bogactwo nie są w chrześcijaństwie złe same w sobie (z zastrzeżeniem, że nędza może już być czymś złym). Dlatego kluczowy nie jest fakt dokonania darowizny, ale czysta intencja, która objawia się w tym, że poświęcamy nie to czego mamy w nadmiarze (np. firma dająca miliony na cele charytatywne w celu zrobienia sobie promocji), ale to co nam samym wydaje się cenne – czas, zdrowie, pieniądze. Po drugie intencja jest czysta, kiedy działamy w celu uczynienia dla kogoś czegoś dobrego, a nie w celu poprawienia swojego statusu społecznego przez pokazanie innym, że czynimy coś dobrego. Obawiam się, że – w statystycznie typowej sytuacji – Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy nie spełnia żadnego z tych warunków.

Oczywiście dla ubogiego (zazwyczaj) jest wszystko jedno z jaką intencją ktoś dał mu pieniądze i stąd każda dobroczynność zawiera w sobie cząstkę dobra. Intencja ma jednak kluczowe znaczenie dla oceny moralnej działań dobroczyńcy.

Przypuszczam, że dobrzy ludzie, którzy uczestniczą w Orkiestrze odniosą z niej pożytek, ponieważ kiedy zbierają lub dają pieniądze, to działają z czystą intencją. Natomiast ludzie źli albo letni zapewne bardziej sobie udziałem w WOŚP-ie zaszkodzą niż pomogą, ponieważ zyskają sto pierwszy powód by wmawiać samym sobie, że są uczciwymi i porządnymi ludźmi. A nie są.

Całe szczęście, że przynajmniej dzieciaki odniosą z tego bezsprzeczną korzyść.
Rick Agon

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy – co i dla kogo?

Od kilku już lat w styczniu „grywa” Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy ( WOŚP). Prawie wszystkie media zachwycają się Jurkiem Owsiakiem i jego akcją. Bilboardy i kolorowe plakaty zachęcają nas, abyśmy szczodrą ręką ofiarowali nasze pieniądze na szlachetny cel, jakim jest zakup aparatury medycznej dla chorych dzieci. Propagandowe zabiegi wokół osoby pana Owsiaka są tak sugestywne, że nie przychodzi nam nawet do głowy, aby rozważyć całą sprawę bardziej wnikliwie. Uczestniczenie w WOŚP stało się już prawie obowiązkiem każdego Polaka. Tymczasem znajomość pewnych faktów związanych z działaniem twórcy tej organizacji, daje możliwość spojrzenia na drugą stronę medalu, która wygląda raczej przygnębiająco. Tłumaczy to zresztą fakt pomijania jej w mediach.

Aby mieć jasny pogląd na tę sprawę, należałoby się najpierw przyjrzeć, kim tak naprawdę jest Jurek Owsiak. Wbrew oczekiwaniom wielu nie jest to tak świetlana postać. Podczas rozmowy przez Internet powiedział min sam o sobie, że jest niepraktykującym katolikiem „podbudowanym filozofią buddyjską i szanującym wszystkie inne religie” (patrz: przegląd prasy, „Nasz Dziennik” z….). Przyznaje, się również, że już nie raz był pijany, a na pytanie, czy mógłby się określić jednym słowem, odpowiada, że „Byłoby to słowo niecenzuralne” – takich słów używał już zresztą w niejednym wywiadzie. Posługuje się również wulgaryzmami oraz nie godnie wyraża się o osobach konsekrowanych: (…),a temu księdzu robaki chodzą po głowie”. Wątpliwym jest, czy człowieka, wystawiającego o sobie takie świadectwo, można zaliczyć do ludzi kulturalnych, a co dopiero kreować jako idola, który ma przecież pełnić rolę wzoru do naśladowania.

W myśl przysłowia,”Jaki pan, taki kram” okazuje się, że nie tylko sam Jurek Owsiak, ale i jego fundacja pozostawia wiele do życzenia. Na przykład nie wszyscy wiedzą, że nie cała zebrana kwota zostanie przeznaczona na zakup sprzętu – 10% wartości sumy fundacja może przeznaczyć na „cele strategiczne”: plakaty, reklamy, czy imprezę muzyczną – „Przystanek Woodstock”. Mylą się również ci, którzy myślą, że zebrane pieniądze są od razu przekazywane na zbożne cele. Po rozliczeniach trwających do końca lutego są one wkładane na bankowe konta, a dopiero w listopadzie ogłaszane są przetargi mające na celu wyłonienie najlepszej oferty na sprzęt medyczny, który do szpitali trafia dopiero w następnym roku…

Kontrowersyjnym wydaje się być również wyżej wymieniony „Przystanek Woodstock”. Wbrew panującym opiniom nie jest to zwykły młodzieżowy koncert. Okazuje się, że podczas imprezy leje się dużo alkoholu, są obecne narkotyki. Oprócz tego mieszkańcy Żar skarżą się na zwiększoną liczbę włamań. Natomiast wolontariusze ze znajdującego się nieopodal „Przystanku Jezus” mają pełne ręce roboty, znosząc bezustannie do punktów sanitarnych młodych ludzi – pijanych lub odurzonych narkotykami – często będących w tragicznym stanie. Oprócz opieki medycznej niezbędni okazali się również kapłani, którzy swą posługą ratować muszą ludzi wciągniętych do Hare – Kriszna. Organizacja ta jest bowiem obecna na Woodstock’u. Teoretycznie ma ona spełniać funkcję „kuchni”, rozdając jedzenie uczestnikom koncertu. W praktyce jednak – oprócz jedzenia – oferuje ludziom np. medytację, czy po prostu propozycję wstąpienia do sekty, wykorzystując przy tym nietrzeźwość młodych ludzi.

Warto również zapytać, kto zapłaci telewizji za cały czas antenowy, jaki poświęciła na reklamy i pokazy związane z WOŚP oraz dlaczego prawie w ogóle nie mówi się o innych akcjach, które mają o wiele większe zyski, a które nie zwlekają z przeznaczeniem ich na dobre cele, i które „grają”, na co dzień, a nie tylko „od święta”…

Podkreślenia wymaga również światopogląd, jaki głosi Owsiak – „Róbta co chceta” – który jest, co najmniej obcy stanowisku Kościoła i chrześcijańskiej wizji świata.

Dodatkowo Biblia mówi: „Niech nie wie lewica, co czyni prawica”. Z imprezą Jurka jest odwrotnie. Bardzo głośno o tym, że prowadzi się akcję charytatywną – cicho o tym, że przy okazji jest wiele nadużyć finansowych, a także o tym, że straty moralne (lansowanie zgubnych – antychrześcijańskich – wzorów zachowań) są niepoliczalne. Czy ktoś, kto wzrusza się, że chorym dzieciom dawany jest sprzęt medyczny, zastanawia się, ile niewinnych istot straci życie jeszcze przed narodzeniem lub urodzi się chorymi w związku z tym, że ich młode mamy nadużywały alkoholu czy narkotyków w trakcie trwania imprezy Woodstock?

Pomyślmy o tym wszystkim w styczniu przyszłego roku i nasze pieniądze ofiarujmy tym instytucjom, co do których mamy pewność, że w uczciwy sposób przekażą je prawdziwie potrzebującym.
Wiktor Bernat

WIELKA  PACYFA  OWSIAKA

Bogdan Nowakowski

Znakiem rozpoznawczym pana Jurka jest PACYFA wymalowana na koszulce i ozdabiająca scenerię imprez – rozumiana przez młodzież prawie wyłącznie jako znak pokoju, rozpowszechniona m.in. przez młodzieżowe subkultury i zespoły muzyczne. To ma dodatkowo przyciągać młodych. Pacyfa to młodzieżowe, żargonalne określenie znaku anarchii.
Jerzy Owsiak ze swoją Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy został zrodzony jako dziecko bogatych i wpływowych rodziców jakimi są środki przekazu – głównie telewizja. Media niejednego kandydata na senatora czy prezydenta podniosły nawet z bruku i posadziły na wygodnych fotelach. Udaje się to dzięki nachalnej propagandzie, dużym pieniądzom i magicznej wręcz podatności ludzkich umysłów na codzienne „szuflowanie” zamierzonych celów.

Nasze demo-liberalne imperium medialne wyczarowało Jurka nie jako dziecko szczęścia, zauroczone jego wyjątkowa charyzmą, charakterem czy szczególnym talentem dla czynienia dobra dzieciom. Nic przecież za darmo… Media to bóg reklamy, w których nawet legendarny bandzior Al Capone był przedstawiany jako dobry Samarytanin łożący na domy dziecka, sierocińce I szpitale.
Popatrzmy na nasze ostatnie afery finansowo – gospodarcze. Przecież publiczne obnoszenie się ze swoimi „złotymi sercami”, to szczególna możliwość reklamy dla wszelkiej maści „aferałów”, którzy w ten sposób jako dobroczyńcy ludzkości wybielają się kolekcją laurek „złotych serduszek”. Ile ukrytych łez skrzywdzonych dzieci i ich rodziców tkwi w niejednym kupionym „złotym sercu”?
Kandydatów na darmowe promowanie instytucji dobroczynnych mogłoby być wielu, jak np. Caritas, która pomaga nie tylko dzieciom ale też: bezdomnym, ofiarom przemocy, głodnym, bezrobotnym a także ofiarom różnych kataklizmów światowych. Jej pułap pomocy finansowej jest też o wiele wyższy mimo braku hucznej reklamy, a nikt nie chełpi się tutaj publicznie swoją hojnością darczyńcy.
Gdyby Caritas „zrodzona” w niezbyt lubianym przez liberałów Kościele Katolickim była taką pupilką mediów jak Owsiak i korzystała z wielotygodniowej darmowej reklamy, to pewnie polska służba zdrowia dzięki niej ozdrowiałaby natychmiast!
Media wytworzyły też aurę „poprawnej dobroci”, której ulegają oficjalne władze samorządowe, artyści-wykonawcy, tysiące dzieciaków wolontariuszy – przecież nikt nie chce być zaszufladkowany do tych, którzy nie chcą ratować dzieci.
Miliony Polaków o Wielkich Sercach, zawsze czułych na krzywdę dzieci, ukierunkowane nachalną i hałaśliwą reklamą WOŚP nawet nie zauważają, że są u nas jeszcze inne skarbonki dla potrzebujących.
Najśmieszniejsze, że za kosztownymi „narodzinami” WOŚP Jurka Owsiaka stoi też częściowo opłacana przez nas (!) telewizja publiczna. Niestety, nikt nas nie zapytał, jak ma wyglądać nasze wspólne dziecko. Zadecydowali o tym określeni fachowcy od poprawnych „genów”. Oni wiedzieli, co należało sklonować.
Owsiak aż nadto czytelnie afiszuje swą wrogość do religii katolickiej. Jeśli naprawdę szczerze chce pomóc dzieciom to zdaje sobie sprawę, że katolicy też mają swoje o wiele starsze instytucje charytatywne, a przecież razem z nimi mógłby więcej. Czy p. Jurkowi chodzi więc o dobro dzieciaków, czy miał tylko stanowić przeciwwagę dla katolickiego ruchu charytatywnego?
Owsiak – propagator ruchu Hare Kryszna nie myśli łączyć i powiększać swojej pomocy, a woli dzielić pomoc dzieciom – na tę spod namiotów Hare Kryszna i tamtą katolicką, z którą nie chce mieć nic wspólnego. Ma też swoisty pogląd na życie: luz, zloty nieletnich dzieciaków na „przystankach Woodstock”, gdzie narkotyki i alkohol nie są rzadkością.
Znakiem rozpoznawczym pana Jurka jest PACYFA wymalowana na koszulce i ozdabiająca scenerię imprez – rozumiana przez młodzież prawie wyłącznie jako znak pokoju, rozpowszechniona m.in. przez młodzieżowe subkultury i zespoły muzyczne. To ma dodatkowo przyciągać młodych. Pacyfa to młodzieżowe, żargonalne określenie znaku anarchii.
Owsiak nieprzypadkowo posługuje się hasłem „róbta co chceta”, mającym swe korzenie właśnie w poglądach anarchistycznych, negujących władzę. Liberałom krzyż przeszkadza nawet jako wielowiekowy symbol instytucji charytatywnych – ale pacyfa jako symbol anarchii – już nie. Może wreszcie ktoś ze zdroworozsądkowych decydentów w nowym rządzie wysiadłby na owsiakowym „przystanku” i zadumał się – do czego to prowadzi?

„Caritas” nie waha się część swoich wydatków przeznaczać na walkę z alkoholizmem i narkomanią wśród młodzieży, ale Owsiak ten problem widzi inaczej.
Czy tylko drogą aparaturą medyczną można uratować młode pokolenie?
Od chorób i wad fizycznych może tak, ale od patologii na pewno nie!

bez mózgu ...ale na wesoło róbta co chceta...

z pełnym poszanowaniem i respektem dla autorów, wydawców i praw autorskich, w dzisiejszych czasach powszechnego przemilczania i fałszowania historii i faktów historycznych, uważamy za szczególnie ważną powinność i obowiązek rozpowszechniania informacji, celem edukacji i uświadamiania, oraz bezpardonowej walki z owymi przemilczeniami i fałszami.

wersje internetową przygotowala  Polonica.net

Polski Niezależny Związek Patriotyczny      Katolicko-Narodowy Ruch Oporu kontrreformacji i kontrjudaizacji

O

Posted in Polityka, Szatan, Warto wiedzieć, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , , | 27 Komentarzy »