Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Propozycja chronologiczna

    • Rok 2019 – Kryzys Rumunia
    • Rok 2020 – fałszywe traktaty pokojowe
    • Rok 2021 – Papież jedzie do Moskwy
    • Rok 2021 – Wojna
    • Rok 2022 – zwycięstwo komunistyczne
    • Rok 2023 – 10 królów
    • Rok 2024 – Antychryst
    • Rok 2025 – Sojusz z wieloma
    • Rok 2025 – Synod
    • Rok 2026 – Henoch i Eliasz
    • Rok 2028 – Ohyda spustoszenia
    • Rok 2029 – Ostrzeżenie
    • Rok 2030 – Cud
    • Rok 2031 – Nawrócenie Izraela
    • Rok 2032 – Kara
    • Rok 2032 – Odnowienie świata
    • Rok 2033 – Exodus
    • Rok 2034 – Zgromadzenie w Jerozolimie
    • Rok 3032 – Gog i Magog
    • Rok 3213 – Koniec świata
    • Nowe niebiańskie Jeruzalem.
  • Ostrzeżenie

    13 kwietnia 2029
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Posts Tagged ‘zdrowie’

Jedzcie jaja! Na śniadanie, na obiad, na kolację

Posted by Dzieckonmp w dniu 22 września 2013

Zwykle sześćdziesiąt jaj w domu musi być, ich liczba nie może spaść poniżej
trzydziestu – zastrzega się prof. Tadeusz Trziszka. Jajolog z Wrocławia,
przez znajomych zwany jajcarzem, przekonuje Polaków, że warto jeść co
najmniej dwa jaja dziennie

Aneta Augustyn: Nawraca pan naród na jaja?

Prof. Tadeusz Trziszka*: Nawracam, bo z jajami u nas nie najlepiej. Na
Polaka nie przypada nawet jedna sztuka dziennie. Na Wielkanoc jajo ma swoje
pięć minut, ale i tak nam to statystyk nie poprawia . Jemy ledwie 200 jaj
rocznie, dwa razy mniej niż Japończycy czy Chińczycy.

Po co nam więcej?

– Bo to najlepsze naturalne źródło bioaktywnych składników.

Nie ma w naturze drugiego produktu, w którym jest tyle potencjału. Jeśli
zapłodnione jajo przez 21 dni będziemy podgrzewać w temperaturze 40 stopni,
wykluje się pisklę z układem nerwowym, kostnym, krwionośnym,
immunologicznym, itd. Czyli wystarczyło dodać energię cieplną, żeby powstało
nowe życie. Bo w jaju jest wszystko, co potrzebne do jego stworzenia:
precyzyjnie zaplanowany komplet białek, kwasów tłuszczowych, witamin,
związków mineralnych, wszystko w idealnych proporcjach.

Dwie sztuki dziennie pokrywają nam całkowite zapotrzebowanie na cholinę,
która chroni wątrobę, oraz na aminokwasy potrzebne do odbudowy wszystkich
komórek i tkanek. Kilkunastu aminokwasów niezbędnych do utrzymania przy
życiu sami nie jesteśmy w stanie wyprodukować, musimy dostać je z zewnątrz,
z pożywieniem. Występują one także w mleku, mięsie, roślinach, ale to jaja
mają ich najwięcej i w dodatku najlepszej jakości. Białko jaja zostało
uznane przez Światową Organizację Zdrowia za międzynarodowy wzorzec składu
aminokwasowego.

Jajo zawiera też liczne fosfolipidy, lecytynę potrzebną do sprawnego funkcjonowania
mózgu i układu nerwowego, składniki mineralne, fosfor i żelazo, oraz niemal wszystkie
witaminy, w tym cały garnitur witamin B, zwłaszcza B12, na której brak
bywają narażeni zwłaszcza wegetarianie. Nie potrzeba nam jej wiele, ale jest
kluczowa w metabolizmie, szczególnie tłuszczu i cukrów. Występuje tylko w
produktach zwierzęcych, dlatego wegetarianom zaleca się łykanie pastylek z
B12. Tymczasem dwa jaja dostarczają nam 100 procent dziennego
zapotrzebowania na tę witaminę. W dodatku występuje ona w towarzystwie
lipidów, które jeszcze wzmacniają jej przyswajalność. Dwa jaja to także
sporo luteiny, która wzmacnia wzrok i połowa zapotrzebowania na witaminy A i E.

Nie mają jednak w ogóle witaminy C.

– Jajo zagryzione jabłkiem załatwia sprawę braku witaminy C.
Ab ovo usque ad mala , od jaja do jabłka, od początku do końca – pisał Horacy.
W Cesarstwie Rzymskim posiłki rozpoczynano jajkami, potem szły bażanty i inna dziczyzna,
a kończono jabłkami. Jaja na starożytnych stołach serwowano na miękko,
sadzone albo na twardo z sosami rybnymi. Apicjusz, autor antycznej książki
kucharskiej De re coquingria libri X – O sztuce kucharskiej ksiąg 10 –
podaje między innymi przepis na ovo spongia , coś na kształt dzisiejszego omletu.
Żeby jaja były jak najdłużej świeże, przechowywano je wówczas w soli, otrębach albo zasypane ziarnem prosa.

Orędując w sprawie jajecznej, nie obawia się pan cholesterolu?

– Polska jest jednym z ostatnich bastionów strachu przed cholesterolem, to
prawie nasz wróg publiczny. Cholersterolofobia zaczęła się na świecie w
latach 70., gdy przemysł farmaceutyczny szukał możliwości sprzedania leków,
które ograniczają produkcję cholesterolu i nie dopuszczają do jego
odkładania się w naczyniach krwionośnych. Szukano także winnych i padło na
jaja. Dlatego w latach 70. i 80. w krajach wysoko rozwiniętych ich spożycie
znacznie spadło.

Ale przecież cholesterol to problem dla wielu ludzi. Odkłada się w
tętnicach, grożąc miażdżycą, zawałem, udarem.

– Fobia cholesterolowa nakręcała się bez naukowego uzasadnienia i miała
jedną pozytywną stronę: przyspieszyła i rozszerzyła zaawansowane badania, za
duże pieniądze, które pokazały kilka rzeczy.

Owszem, cholesterol jest czynnikiem ryzyka w rozwoju miażdżycy i choroby
wieńcowej serca, ale przede wszystkim u osób obciążonych genetycznie
hipercholesterolemią. Jest niezaprzeczalnym faktem, że u części ludzi
organizm nie radzi sobie z nadprodukcją cholesterolu i odkłada go w
naczyniach. Ale zdrowy, sprawny organizm sam reguluje jego poziom, bez
względu na to, ile go zjemy.

Ważne – głównym sprawcą zła nie jest cholesterol z jaj, tylko ten, który
wytwarzamy sami, w wątrobie. Produkujemy go codziennie mniej więcej tyle,
ile znajduje się w piętnastu jajach. Cholesterol jest nam zresztą niezbędny.
Organizm, który go nie produkuje, musi umrzeć. Występuje on w każdej błonie
komórkowej, w miliardach wszystkich komórek naszego ciała, jest konieczny w
tworzeniu hormonów płciowych, witaminy D i kwasów żółciowych.

Cholesterol nie może sam przepływać w systemie krwionośnym. Musi mieć
autobus, który będzie go przewoził. Transportują go dwa nośniki, dwa związki
fosfolipidowe – HDL i LDL. Zaczęto je rozróżniać dopiero w latach 80 Z
wątroby do komórek jest transportowany LDL-em, potocznie zwanym „złym
cholesterolem”, który może odkładać się w naczyniach. Natomiast cały nadmiar
jest z nich zabierany i odwożony do utylizacji w wątrobie HDL-em, „dobrym
cholesterolem”. I tu właśnie jest całe jajo: nie tyle o sam cholesterol
chodzi, ile o proporcje nośników. Jak mamy za mało HDL, to nie ma kto
„sprzątać” z powrotem do wątroby nadmiaru cholesterolu, który zaczyna
odkładać się w naczyniach krwionośnych.

Skąd ten nadmiar?

– Poniekąd na własne życzenie: niemieckie i japońskie badania pokazały, że u
ludzi w permanentnym stresie wątroba wyrzuca więcej cholesterolu. Jego
nadprodukcję jednak przede wszystkim mamy zakodowaną genetycznie. Trzeba
wtedy zwracać uwagę na dietę, jeść mniej cukrów i tłuszczów. Ale nie jaj,
które w tym całym cholesterolowym zamieszaniu niesłusznie posadzono na ławie
oskarżonych. Jajo zawiera 0,3 procent cholesterolu, to tyle co granica
błędu. Nie może więc być tak kolosalnie szkodliwe, jak nas latami straszono.
Poza tym jajo dostarcza dużą ilość korzystnego HDL-u.

Czyli jaj się nie bać?

– Lansowane kiedyś przekonanie, że można zjeść nie więcej niż dwa-trzy jaja
na tydzień, zostało na Zachodzie definitywnie odesłane do lamusa. „Two eggs
every day is ok” – dwa jaja codziennie są OK – stwierdzono w 1998 roku w
Atlancie na konferencji poświęconej jajom. I nie było to bynajmniej hasło
marketingowe drobiarzy, tylko fakt poparty rzetelnymi badaniami.

Nie odważyłbym się być takim orędownikiem jaj, gdybym sam od lat nie
współpracował z Akademią Medyczną. W żadnym z badań nie stwierdzono, że jaja
mogą szkodzić. Publikacje w renomowanej literaturze dowodzą nieszkodliwości
cholesterolu zawartego w żółtku.

Jeszcze raz mówię wyraźnie: cholesterol z jaj nie powoduje arteriosklerozy
ani chorób układu krążenia u osób z normalnym metabolizmem.

Kolejną przyczyną trendu antyjajecznego był przemysł tłuszczowy. W latach
80. na Zachodzie, a w 90. u nas nawoływano: „jedzcie tylko margaryny, tylko
tłuszcze roślinne, bo w nich nie ma cholesterolu”. Tłuszcze zwierzęce oraz
jaja zostały zdegradowane. To jasne, że w margarynie nie ma cholesterolu, bo
żadna roślina go nie produkuje. Tylko że margaryna to olej, w który
wtłoczono wodór. Dopóki olej jest w formie płynnej, nienasyconej, jest w
porządku. Natomiast sztucznie uwodorniony utwardza się, staje się tłuszczem
nasyconym, typu trans, niekorzystnym dla zdrowia. To nie jest produkt dla
człowieka, w naturze nie występuje. Strasząc cholesterolem w latach 90.
mocno wylansowano margaryny.

Dziś ich reklamy nie są już tak nachalne; nikt nie odważy się powiedzieć, że
są zdrowe. A jajo króluje.

Ale może uczulać, może być też źródłem salmonellozy.

– Tzw. skaza białkowa jest efektem kilku czynników alergizujących, głównie
owomukoidu w białku.

Co do zakażeń, to ptaki rzeczywiście są potencjalnym źródłem pałeczek
Salmonella i Campylobacter , które żyjąc w ich przewodzie pokarmowym, samym
ptakom nie szkodzą, ale mogą przenieść się na jaja. Ale takie ryzyko ma
miejsce tylko tam, gdzie brak higieny, na fermach jest to wykluczone. W
każdym razie bakterie te giną w 60 stopniach. Zawsze zanurzam jaja na kilka
sekund we wrzątku i dopiero potem wkładam do lodówki.

Dużo ich pan tam trzyma?

– Zwykle sześćdziesiąt w domu musi być, ich liczba nie może spaść poniżej
trzydziestu. Każdy z domowników zjada dwie-trzy sztuki dziennie. Na miękko,
sadzone, po wiedeńsku, w omletach. Zrobiłem kiedyś sam na sobie eksperyment:
przez dwa miesiące nie jadłem jaj i cholesterol ze 190 skoczył mi do 280.
Eksperymentowałem też na znajomych i zawsze efekty były podobne.
Potwierdzają wyniki badań, które mówią, że jeśli dostarczymy cholesterol z
zewnątrz, jednocześnie zmniejszymy własną produkcję. Po prostu, gdy jemy
więcej produktów zwierzęcych bogatych w cholesterol, spada nasza własna
synteza i odwrotnie.

To więc, że pofolgujemy sobie na święta i zjemy więcej jaj, nie podwyższy
nam cholesterolu; oczywiście o ile nie jesteśmy obciążeni genetycznie i nie
mamy problemów z metabolizmem.

Wrócił pan właśnie z Kanady, gdzie „jajolodzy” z całego świata rozmawiali o
tym, co z jaj można jeszcze wycisnąć. Coś pana zaskoczyło?

– Banff Egg [w miasteczku Banff w zachodniej Kanadzie] to przygotowana przez
kanadyjskie uniwersytety – Alberty i Manitoby – największa na świecie
konferencja o jajach. Nie o produkcji, nie o przemyśle drobiarskim, tylko o
ich wykorzystaniu w leczeniu. Spotykają się tam raz na osiem lat biochemicy,
lekarze, farmaceuci, specjaliści od żywienia z uczelni medycznych.

Tym razem Japończycy mocno podkreślali, że cholesterol, czyli składnik
żółtka niezbędny do rozwoju zarodka, powinno się podawać dzieciom. Tak, jest
niezbędny do harmonijnego rozwoju, podobnie jak kwas arachidonowy z żółtka.
W Polsce medyk starej daty pewnie padłby na taką wiadomość.

Podkreślano rolę choliny z jaj w metabolizmie kwasu foliowego, rozwoju mózgu
i ochronie wątroby; jej niedobór może prowadzić nawet do marskości. Dużo
było o pozyskiwaniu z jaj za pomocą hydrolizy enzymatycznej peptydów, które
działają silnie antyoksydacyjnie i antydrobnoustrojowo. Są także pomocne w
leczeniu nowotworów oraz regulacji ciśnienia krwi. Intensywnie pracuje się
nad tym w japońskich i amerykańskich laboratoriach. Koncerny farmaceutyczne
są tym mocno zainteresowane.

Było o skorupkach wykorzystywanych do produkcji leczniczych preparatów oraz
o terapeutycznych właściwościach immunoglobuliny z żółtka.

Mówiono również o tym, jak istotne są proporcje kwasów omega3 i omega6.
Idealnie, jeśli jest to jeden do jednego. Zachwianie tej równowagi bywa
powodem chorób cywilizacyjnych, między innymi cukrzycy. W naszej diecie
przeważają omega6, natomiast omega3 potrzebne chocby do rozwoju układu
nerwowego występują głównie w jajach i rybach.

Generalnie potwierdza się po raz kolejny truizm, że to, co jemy, może nas
leczyć albo przyprawić o chorobę. A skoro leczenie przez żywienie, to jajo
jest produktem idealnym.

Był pan jedynym Polakiem, który miał w Kanadzie swój wykład. O czym pan
mówił?

– O jajach jako wielce obiecującym źródle preparatów biomedycznych i
nutraceutycznych.

Nie wystarczy po prostu zjeść jajko?

– Nam chodzi o to, żeby skoncentrować cenne substancje, jakie zawiera. Bo
kto zje kilkanaście sztuk dziennie? A za pomocą chromatografii, ekstrakcji
nadkrytycznej czy hydrolizy enzymatycznej możemy pozyskać z jajek aktywne
składniki i zamknąć je w kapsułkach.

Właśnie nad tym pracujemy we wrocławskim projekcie Ovocura, w który jest
zaangażowanych prawie setka naukowców z Uniwersytetu Przyrodniczego,
Akademii Medycznej, Politechniki Wrocławskiej, Uniwersytetu Jagiellońskiego
i Polskiej Akademii Nauk. We Wrocławskim Parku Technologicznym pracujemy na
supernowoczesnej, robionej na zamówienie linii technologicznej.

Próbujemy wyizolować z jaj związki, które mogą być pomocne w zapobieganiu
chorobom cywilizacyjnym, na przykład chorobom mózgu, serca, nowotworom.
Pracujemy między innymi nad preparatem z żółtka do prewencji chorób
Alzheimera i Parkinsona oraz preparatem wspomagającym leczenie nowotworów na
bazie cystatyny. To białko, które silnie działa na bakterie, wirusy, komórki
nowotworowe. Na razie jesteśmy w fazie badań przedklinicznych.

Oprócz preparatów prewencyjnych i leczniczych przygotowujemy suplementy
diety – fosfolipidowe, wzmacniające układ nerwowy, oraz wapniowe, na bazie
skorupek, przeciw osteoporozie. Nie ma w Europie drugiego takiego projektu.

Ovocura to w wolnym tłumaczeniu jajoleczenie. Już medycyna ludowa zalecała,
żeby po ciele chorego toczyć jajo, które miało w swoim wnętrzu zamknąć
chorobę.

– Medycyna ludowa też może być wskazówką dla nauki. W Kanadzie jeden z
uczonych egipskiego pochodzenia opowiadał, że w jego kraju od zawsze
kładziono na rany błonę podskorupkową. Okazuje się, że rzeczywiście jest
bogata w kolagen regenerujący skórę. Medycyna ludowa zaleca też smarowanie
surowym białkiem miejsc dotkniętych bólami reumatycznymi. Tego jeszcze nie
potrafimy wyjaśnić, ale może kiedyś rozwiążemy i tę zagadkę?

Intrygujące bywają nie tylko ludowe receptury, ale i dawne przepisy.

Choćby jaja pi dan, zwane stuletnimi. To chiński delikates, który przez
kilka tygodni marynuje się w zalewie z soli, wapnia i naparu czarnej
herbaty. Białko robi się brunatne i galaretowate, a żółtko ciemnieje. Jadłem
je na surowo podczas pobytu w Chinach, ale z oporami, ze względu na ten
makabryczny kolor. Fascynują mnie natomiast jako naukowca. Przypuszczam, że
jaja poddane fermentacji mogą być bogate w dodatkowe aktywne substancje.
Kiedyś je przebadam. Na marginesie, prawie połowa światowej produkcji jaj to
właśnie Chiny.

Na jakich jajach pracujecie w Ovocura?

Do badań potrzebujemy 300 tysiecy sztuk drogich, eksperymentalnych jaj
zakontraktowanych u jednego z dolnośląskich hodowców

Karmi kury z kartki?

– Prawie. Ma precyzyjnie rozpisane naturalne dodatki w odpowiednich
proporcjach, na przykład glony i świeżo tłoczony olej lniany. Z tak
karmionej kury mamy jajo nowej generacji, zwane też jajem projektowanym.
Jest wzbogacone w witaminy, kwasy tłuszczowe i inne składniki, które
poprawiają naszą kondycję. Wzbogacane jaja, mleko, jogurty to tak zwane
nutraceutyki. Farmaceutyk to leczenie chemią, nutraceutyk – leczenie
żywnością.

To dobry biznes?

– Na świecie znakomity, zaczął się w Japonii w latach 90. U nas jest w
powijakach. Weźmy takie belgijskie jaja kur Columbus karmionych planktonem
morskim, o idealnych proporcjach kwasów omega i innych składników. Kosztują
dolara za sztukę, codziennie milion jest rozprowadzanych samolotami w różne
zakątki globu. Belgowie długo nad nimi pracowali, sprzedają je od ponad 20
lat, mają dobry marketing.

Podobno jaja kwadratowe też cieszą się powodzeniem.

– Wymyślili je Duńczycy: rozdziela się białko i żółtko, podgrzewa osobno,
układa trzema warstwami w roladę: białko na górze i dole, między nimi
żółtko, kroi się jak w sześciany i pakuje. Są popularne, bo wygodne, gotowe.
Poza tym na całej długości jest tyle samo żółtka i białka.

To wcale nie jest śmieszne! Jak zapraszam gości i robię kanapki z jajkami,
to najpierw zjadają te, gdzie są plasterki z żółtkiem, a nie te z samym
białkiem. Bo niby boimy się tego cholesterolu, ale na żółtko jesteśmy
łakomi.

Francuzi też robią takie rolady, ale okrągłe. Świat zna więcej
niekonwencjonalnych produktów z jaj, których u nas nie ma. Amerykańscy
studenci mają w kartonach pożywne napoje z białka, żółtka i soku
pomarańczowego. Holendrzy wymyślili sery na bazie masy jajecznej, Japończycy
makaron wyłącznie z jaj, bez mąki.

Kowalski raczej nie zna jaj kwadratowych, do superjaj projektowanych też ma
ograniczony dostęp. To może pozostańmy przy zwykłym jaju konsumpcyjnym.
Pewnie kupuje pan z wolnego wybiegu albo przynajmniej od chłopa ze wsi.

– Kupuję w zwykłym sklepie. Skład chemiczny jaja niewiele się różni, bez
względu na to, czy to „zerówka” z ekochowu, „jedynka” z wolnego wybiegu,
„dwójka” ze ściółkowego czy „trójka” z klatkowego.

I to, że kura spędza życie na powierzchni wielkości gazety nie przekłada się
na smak jaja?

– Kura wychowana w klatce jest do niej przystosowana, powiedziałbym nawet,
że pogodzona z losem. Poza tym od stycznia zmieniły się przepisy, Unia
Europejska narzuciła na hodowców wymóg powiększenia klatek, co zresztą
przełożyło się na ceny jaj. Więc kura ma już miejsce na kąpiel piaskową, na
grzędę, a nawet może sobie podskoczyć, pogrzebać.

Podskoczyć może i podskoczy, ale co ona tam wygrzebie… Żadnego pędraka ani
innego przysmaku, do jakich mają dostęp towarzyszki na wolności.

– Nie mitologizowałbym jaja z zagrody. Wiejskie kury mają co prawda lepszy
dostęp do związków mineralnych, ale przy okazji do bakterii, wirusów i
toksyn. Kura jest dotknięta allotrofagią, czyli zeżre prawie wszystko, co
znajdzie w zasięgu dzioba. To nieszczęsne zwierzę wszystkożerne, co nawet
olejem napędowym czy sztucznym nawozem nie pogardzi. Bywa, że wiejska kura
łazi po oborniku, przy ruchliwych drogach.

I mamy jajko-niespodziankę z metalami ciężkimi?

– Robiliśmy we Wrocławiu badania, które potwierdziły kumulację metali
ciężkich w jajach od wiejskich kur.

Z kurą fermową nie ma tego problemu. A smak… No cóż, bywa dyskusyjny; jak
hodowca sypnie do paszy za dużo mączki rybnej, to rzeczywiście jajo lekko
trąci rybą.

W modzie są jaja od zielononóżki.

– Zielononóżka kuropatwiana to jedyna rasa typowo polska, hodowana u nas od
stuleci. Potrafi bytować wyłącznie w naturalnym środowisku, w klatce zamknąć
się nie da. Ma dobre jajo, ale nie różni się ono wiele od zwykłego.

Szkoda, że nie przyjęło się u nas jajo przepiórki, bardzo ciekawe, o dużym i
bogatym żółtku, warte polecenia. Tylko małe i naród chyba nie ma
cierpliwości do obierania ze skorupki. Dominuje u nas niemiecka rasa
Lohmann, wydajna, dobrze znosi chów klatkowy. Może być brązowe albo białe,
zależnie od koloru skorupki. Polacy wolą brązowe. Są przekonani, że
ciemniejsza skorupka to ciemniejsze żółtko, choć nie ma to związku ze
smakiem, ani wartościami odżywczymi. Barwa żółtka zależy od karotenoidów.
Kura z wolnego chowu zjada ich sporo z trawą; hodowlanym dodaje się do paszy
suszu lucerny albo wyciąg z cytrusów czy papryki i piękne żółtko gotowe. W
każdym razie Polak woli skorupkę żółtą, a Amerykanin – wyłącznie białą.

Jajo powstaje przez około dobę i w ostatniej minucie obraca się o 180
stopni, tak że kura znosi je tępą stroną. Dlaczego akurat tępą?

– Ta część jest delikatniejsza, tędy wydostaje się pisklę. Podczas znoszenia
różnica ciśnień sprawia, że właśnie w tej delikatniejszej i bardziej
porowatej części łatwiej dochodzi do zassania powietrza do jaja i powstaje
tam komora powietrzna. To powietrze, które jest niezbędne pisklęciu do
rozwoju.

Kura ma tylko lewy jajnik, a w nim cztery tysiące potencjalnych jaj, z czego
w trakcie swojego trzy-czteroletniego żywota wykorzystuje jedną dziesiątą.

To prawda, że jak kura jest w stresie, to jajko może się nie obrócić?

– W stresie dochodzi do skurczu i jajo może wyjść zdeformowane, pęknięte,
może się nie obrócić.

Co przysparza kurze stresu?

– Zbyt nagłe wchodzenie do kurnika, za dużo albo mało światła, hałas,
intruzi.

Na Dolnym Śląsku po wojnie stacjonowała Północna Grupa Wojsk Radzieckich.
Najwięcej było ich w Legnicy, w siedzibie dowództwa. Właściciel fermy koło
legnickiego poligonu miał 40 procent jaj z uszkodzeniami skorupki. Bardzo to
rosyjskie strzelanie kury stresowało.

Prof. Tadeusz Trziszka jest kierownikiem Katedry Technologii Surowców
Zwierzęcych na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. Prawdopodobnie
jedyny Polak, który doktorat i habilitację zrobił z jaj. Zajmuje się nimi od
35 lat. Autor podręcznika „Jajczarstwo”. Wymyślił i prowadzi projekt
„Ovocura”, w którym prawie setka naukowców tworzy z jaj preparaty lecznicze
i suplementy diety

Posted in Ciekawe, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , , | 14 Komentarzy »

Martwi lekarze nie kłamią

Posted by Dzieckonmp w dniu 19 lipca 2013

Przedstawiamy państwu artykuł napisany na podstawie wystąpienia Joel’a Wallach’a, które zostało zatytułowane:

„Dead Doctors Don’t Lie”

Przeczytajcie go uważnie, bo informacje w nim zawarte mogą uratować zdrowie, a nawet życie wasze i waszej rodziny oraz znajomych

Dr Joel Wallach został nominowany w 1991 roku do nagrody Nobla

Tym wszystkim, którzy urodzili się lub mieszkali przez dłuższy czas na farmie, muszę powiedzieć, że jesteście ludźmi mojego pokroju. Ja właśnie urodziłem się i wychowałem na farmie. Moi rodzice prowadzili hodowlę bydła rzeźnego. Jak wiecie zapewne, by móc zarobić na hodowli, należy produkować własną żywność. W związku z tym uprawiali kukurydzę i soję.

Raz w tygodniu przyjeżdżał do nas na farmę specjalny samochód z urządzeniem, które rozdrabniało siano, kukurydzę i fasolkę. Do tego dodawaliśmy odpowiednią dawkę witamin i minerałów i dopiero taką mieszanką przez okres 6 miesięcy karmiliśmy nasze bydło, a następnie sprzedawaliśmy je do rzeźni. Ciągle zastanawiało mnie wtedy, dlaczego bydło, które karmione jest wyłącznie naturalną paszą, dostaje dodatkowo witaminy i minerały, a ludzie – nie. Kiedy zapytałem o to mojego ojca, otrzymałem wielce naukową odpowiedź: – Nie gadaj tyle, tylko bierz się do roboty. Pytanie to jednak nie dawało mi spokoju.

 Po ukończeniu szkoły średniej poszedłem na uniwersytet i zrobiłem specjalizację dotyczącą żywienia zwierząt, a następnie postanowiłem zostać weterynarzem. Na weterynarii otrzymałem wreszcie odpowiedź na moje pytanie.

 – To proste: rolnicy nie mają żadnych ubezpieczeń dla zwierząt na wypadek śmierci czy chorób i nie stać ich na kosztowne leczenie i operacje. Stosują więc niezwykle tani, prosty i skuteczny zabieg. Podają zwierzętom odpowiednie suplementy.

Dowiedziałem się, że podając witaminy i minerały zapobiegamy ewentualnym chorobom zwierząt hodowlanych.

Jakiś czas po ukończeniu weterynarii pracowałem w Afryce i leczyłem różne zwierzęta, również te wielkie, jak słonie, żyrafy i nosorożce. Po dwóch latach pracy otrzymałem telegram z St. Louis z zapytaniem, czy nie zechciałbym pracować na stanowisku weterynarza w tamtejszym zoo. Otrzymało ono bowiem dodatkowe dotacje od rządu w wysokości 4,5 miliona dolarów, przeznaczone na przeprowadzenie specjalnych badań na tych zwierzętach, które zdechły w naturalny sposób. Chodziło o to, aby odkryć przyczynę ich śmierci.

Przyjąłem tę posadę i wtedy zacząłem pracować w różnych ogrodach zoologicznych na terenie USA. W swoich badaniach miałem zwracać szczególną uwagę na te zwierzęta, które były nieodporne na zmiany zachodzące w środowisku naturalnym. W latach 50. dopiero zaczęliśmy się uczyć o wpływie zanieczyszczonego środowiska na organizmy żywe.

W ciągu 12 lat przeprowadziłem 17,5 tysiąca sekcji zwierząt należących do różnych gatunków, a także uczestniczyłem w sekcjach ponad 3 tysięcy ludzi żyjących wcześniej w okolicach interesujących mnie ogrodów zoologicznych. Dzięki tym badaniom dokonałem pewnego odkrycia i doszedłem do wniosku, że wszystkie zwierzęta i wszyscy ludzie, którzy zmarli w naturalny sposób, zmarli na skutek braku podstawowych składników odżywczych, jakimi są witaminy i minerały.

Pomimo że napisałem na ten temat wiele rozpraw naukowych oraz książkę, referowałem ten temat na wielu spotkaniach, to nie mogłem wzbudzić należnego zainteresowania i właściwych w tym względzie reakcji. W latach 50. nikt nie ekscytował się sprawami wyżywienia. Zrozumiałem wtedy, że powinienem zostać lekarzem, aby wiedzę uzyskaną w trakcie leczenia zwierząt móc wykorzystać do właściwego leczenia ludzi. Ukończyłem więc studia medyczne i przystąpiłem do pracy jako lekarz. Pracowałem w tym zawodzie przez 12 lat. Dzisiaj chcę państwu opowiedzieć, w jaki sposób stosowałem prawidłowe żywienie w leczeniu pacjentów, a przede wszystkim w zapobieganiu chorobom. Jeśli z moich informacji skorzystacie choćby tylko w 10%, unikniecie mnóstwa problemów, zaoszczędzicie bólu i pieniędzy, związanych z chorobami i ich leczeniem. Będziecie mogli korzystać z życiowego potencjału przez długie lata, ciesząc się dobrym zdrowiem i kondycją.

Genetyczny potencjał życia człowieka wynosi 120 do 140 lat. Aktualnie mamy do czynienia z pięcioma takimi grupami, gdzie średnia życia wynosi 120-140 lat. Jedną z nich są narody Tybetu i zachodnich Chin, inne żyją w Pakistanie, Gruzji i Azerbejdżanie.

W 1973 r. National Geografic poświęcił cały numer pisma długowiecznym. Jest ich około 35, w tym dwanaścioro z Azerbejdżanu. Mieszka tam m.in. 136-letnia kobieta. Na zdjęciu siedzi z wielkim kubańskim cygarem i szklanką wódki, wokół niej tańczą dzieci, które mają 110-120 lat. Nie żyje w przytułku dla starców, nikt nie musi płacić za opiekę nad nią, jest pełna energii i radości. Inne zdjęcie pokazywało Ormianina zbierającego tytoń na polu. Miał on wówczas 167 lat i był najstarszym człowiekiem na świecie. Natomiast w południowym Peru, nad jeziorem Titicaca, żyje plemię indiańskie o takiej samej nazwie. Średnia długość życia członków plemienia wynosi 120-140 lat.

W maju 1995 roku najstarszą osobą w Los Angeles była Margaret Smyth, która zmarła w wieku 115 lat. Okazało się, że przyczyną jej śmierci było niewłaściwe odżywianie się, czyli brak odpowiednich składników w dostarczanym organizmowi pokarmie, a szczególnie dotkliwy niedobór wapnia. Doprowadziło to do osłabienia kości i w rezultacie złamania nogi. Wywiązały się inne choroby. Córka zmarłej powiedziała, że matka przed śmiercią miała chorobę łaknienia, podobnie jak kobiety w ciąży, czyli cierpiała na tzw. zachcianki.

Wódz ludów Nigerii miał 126 lat. Jedna z jego licznych żon opowiadała, że miał wszystkie własne zęby. Możemy przypuszczać, że inne narządy też funkcjonowały prawidłowo. Inny człowiek umarł w Syrii w wieku 136 lat. On też znalazł się w Księdze Rekordów Guinnessa, ale nie z powodu długowieczności, lecz dlatego, że ożenił się ponownie w wieku pięćdziesięciu kilku lat i potem spłodził jeszcze 9 dzieci!

 Obecnie średnia długość życia Amerykanów wynosi 75,5 roku, a lekarzy amerykańskich – tylko 57 lat.

Wniosek jest prosty: jeśli ktoś chce żyć przeciętnie 20 lat dłużej, niech daruje sobie studia medyczne i zawód lekarza.

Jeśli chcecie dożyć 120-140 lat – musicie zrobić tylko dwie podstawowe rzeczy.

Po pierwsze chronić się przed wypadkiem, nadmiernym piciem i paleniem, przed rosyjską ruletką i przed lekarzami.

Jak zauważyliście, do tej wielkiej grupy niebezpiecznych rzeczy zaliczam również wizyty u lekarzy. To bardzo mocne oświadczenie pragnę podeprzeć raportem ze stycznia 1993 roku, wystosowanym przez grupę ludzi, w którym ogłoszono wyniki specjalnych badań prowadzonych przez trzy lata w szpitalach amerykańskich. Dotyczyły one przyczyn zgonów pacjentów. Pozwolę sobie zacytować fragment tego raportu:

300 tysięcy ludzi rocznie było mordowanych w szpitalach amerykańskich z powodu źle wykonywanej pracy lekarzy.

Raport nie twierdzi, że zgony były przypadkowe, że ktoś się gdzieś przewrócił, udusił itp. Nie twierdzi, że byty one wynikiem zaniedbania warunków bezpieczeństwa. Podaje jednoznacznie: było mordowanych. Jeśli amerykanie używają słowa mordowani to rozumieją to dosłownie, a tym są np. przypadki, kiedy lekarz pomylił przecinki, umieścił niewłaściwą datę ważności lekarstwa lub w ogóle zaordynował złe lekarstwo, czy postawił złą diagnozę itp. Raport oświadcza jednoznacznie: 300 tysięcy ludzi zostało zamordowanych.

Jeśli porównamy to z liczbą tych, którzy zginęli w czasie wojny wietnamskiej, gdzie strzelano, bombardowano, używano napalmu – liczba będzie przerażać jeszcze bardziej. W ciągu 10 lat wojny w Wietnamie zginęło 56 tysięcy ludzi czyli rocznie przeciętnie 5600. I wtedy tysiące ludzi demonstrowało przeciwko wojnie. Dziś 300 tysięcy jest mordowanych, jak orzeka raport, i przyjmujemy to jako coś normalnego. Nikt nie protestuje, nikt nic urządza demonstracji. Nikt nie wznosi haseł, nie taszczy transparentów z napisami: Boże chroń nas przed lekarzami i współczesną medycyną.

Drugą sprawą jest robienie rzeczy pozytywnych.

Zaliczam do nich przede wszystkim dostarczanie organizmowi odpowiednich suplementów, witamin i minerałów. Nasz organizm potrzebuje dziennie 90 składników odżywczych, których powinno dostarczać mu pożywienie. Jest to 60 minerałów, 16 witamin, 12 podstawowych aminokwasów i 3 podstawowe tłuszcze. Dłuższy niedobór któregoś z tych składników może prowadzić do różnego typu chorób. Nie wszystkie z nich żywność dostarcza organizmowi w optymalnych ilościach.

W trakcie studiów i później, podczas wielu badań, pytałem ludzi, czy zażywają jakieś witaminy. Najczęściej podała odpowiedź, że tylko witaminę C. Inne znali słabo lub w ogóle.

Sprawą prawidłowego odżywiania nie interesują się lekarze zajęci leczeniem chorób wywołanych często niedoborem witamin i minerałów.

Na co dzień zajmują się tym reklamy w środkach masowego przekazu, które najczęściej karmią nas zwykłymi śmieciami lub wręcz truciznami.

Potęga witamin i minerałów

6 kwietnia 1992 roku w miesięczniku Time ukazał się artykuł zatytułowany “Potęga witamin”. Przedstawione zostały w nim najnowsze badania naukowe, które wskazują na potężny wpływ witamin, jeśli chodzi o zapobieganie chorobom serca, nowotworom oraz szybkiemu starzeniu się. Temu problemowi poświęcono sześć stron. Wśród licznych wypowiedzi tylko jedna była negatywna. Lekarz, którego autor tekstu zapytał, co sądzi o uzupełnieniu naszej diety witaminami i minerałami, odpowiedział:
Branie dodatkowo witamin i minerałów nie czyni nic dobrego dla organizmu. Wszystkie potrzebne składniki możemy pozyskać z normalnego pożywienia. Jeśli będziemy je przyjmować dodatkowo, będziemy mieli tylko droższy mocz. Ludzie z Missouri powiedzieliby po prostu: Nie ma potrzeby sikać dolarami.

Czy ta wypowiedź jest prawdziwa? Muszę wam powiedzieć, że po tych moich 17,5 tysiącach sekcjach zwierząt i ludzi osobiście jestem gotów każdego dnia wysikiwać pół czy dolara dziennie, gdyż i tak jest to najtańsze ubezpieczenie jakie można sobie wyobrazić.

Jeśli nie zainwestujecie w swoje zdrowie i zdrowie waszych bliskich, będziecie musieli wydać duże pieniądze na leczenie siebie i swojej rodziny u lekarzy takich, jak cytowany powyżej. Będziecie spłacać domy, mercedesy, wakacje swoich lekarzy i firm ubezpieczeniowych. Bierzcie przy tym pod uwagę, że z tych pieniędzy ani jeden cent nie pójdzie na badania, lecz wszystkie do prywatnych kieszeni. Owszem, władze każdego kraju wydają duże pieniądze na badania medyczne, ale pochodzą one z budżetu, który zasilany jest przecież waszymi podatkami.

Rząd amerykański wydaje obecnie około 1,3 bln dolarów rocznie na badania zdrowotne. Przy okazji chcemy wam uświadomić, że gdybyście tych samych ubezpieczeń i systemu medycznego używali w stosunku do zwierząt, to jeden hamburger kosztowałby 250 dolarów. Gdyby natomiast odwrócić tę sprawę, to wtedy miesięczne ubezpieczenie pięcioosobowej rodziny kosztowałoby tylko 10 dolarów.

 Pamiętajcie, że sami decydujecie o sobie, sami wybieracie.

Poprzez system ubezpieczeń medycznych bardzo wielu agentów ubezpieczeniowych i lekarzy stałoby się ludźmi bogatymi. To jest dług, który oni powinni kiedyś nam spłacić. Powinni może zrobić to, co producenci samochodów robią w stosunku do właścicieli samochodów i samych aut. Zdarzało się kilkakrotnie, że firmy samochodowe ściągały z całego kraju sprzedaną partię aut, gdyż odkryto w nich poważną usterkę. Tak było np. z Fiatem, który kilka lat temu umożliwił pełną przebudowę, naprawę lub zwrot samochodów punto, bowiem wypuszczono je z istotną wadą. Tu zabija się 300 tysięcy ludzi rocznie i nie słyszymy nawet słowaPrzepraszam”. Wielu lekarzy powinno wezwać swoich pacjentów i naprawić to, co zepsuli.

 edną z chorób powodujących dużą liczbę zgonów u ludzi jest obecnie rak. Łącznie z rachunkiem za leczenie lekarze powinni dawać wam kopię artykułów na temat nowotworów.

 We wrześniu 1993 r. National Country Institute prowadził, wraz z uniwersytetem w Harvardzie, badania nad problemem nowotworów. Dzięki nim opracowano sposób odżywiania się, który zapobiega tej chorobie. Pewien dwukrotny laureat Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny (prof. Linus Pauling1901-1994 przyp. red.), twierdzi, że jeśli chcemy zapobiegać powstawaniu raka oraz go leczyć, musimy przyjmować 10 tys. mg witaminy C dziennie. Noblista ma dzisiaj 94 lata, cieszy się dobrym zdrowiem i świetną kondycją. Pracuje po 14 godzin dziennie na uczelni w San Francisco i na swojej farmie. Lekarze, którzy wyśmiewali się kiedyś z diagnozy noblisty, zmarli 35 lat temu.

 Komu będziesz wierzyć? Tym, którzy umarli? Wybór należy do ciebie!

Obiektem badań NCI i Uniwersytetu Harwardzkiego były rejony Chin, w których odnotowano szczególną zachorowalność na nowotwory. Do badań przystąpiło 29 tysięcy ludzi. Podawano im przez pięć lat różnego typu witaminy i minerały sprawdzając wpływ tych suplementów na stan ich zdrowia. Pacjentom tym podawano dawki dwa razy większe niż są przewidziane dziennie dla człowieka. W grupie, która zażywała witaminy E, witaminy C i beta karoten aż 13% ludzi uciekło ze szponów raka. Jeśli chodzi o typ raka, który powodował największą śmiertelność w tej prowincji, czyli rak żołądka, poprawa była jeszcze większa, bo aż 21%. 21% tych, którzy mieli umrzeć – żyło.

 Są to bardzo dobre wyniki, biorąc pod uwagę, że w tej dziedzinie za satysfakcjonującą uważa się półprocentową poprawę. Każdy lekarz, moim zdaniem, powinien wysłać do swojego pacjenta kopię wyników tych badań. Obecnie prawie co druga osoba w wieku powyżej 70 lat choruje na chorobę Alzheimera. Weterynarze i rolnicy już 50 lat temu wiedzieli jak chronić przed nią zwierzęta.

Wystarczy podać witaminę E, by przeciwdziałać chorobie.

W sierpniu 1992 roku Uniwersytet w San Diego opublikował artykuł, w którym podkreśla między innymi, że witamina E zmniejsza zaniki pamięci. Zadajmy sobie wobec tego pytanie: Czy mamy leczyć się u weterynarzy?

Lekarze przyjmujący pacjentów z kamieniami nerkowymi w pierwszej kolejności zmniejszają dostarczaną organizmowi dawkę wapnia. W swej głupocie i naiwności sądzą, że kamienie nerkowe to odkładający się wapń pochodzący z pożywienia. Wobec braku innych możliwości nasz organizm pobiera ten składnik z kości, które rzeszotowieją. Kamienie nerkowe i tak powstaną, a dodatkowo mamy problemy z kośćcem. Już lata temu wiedziano, że aby zapobiec kamicy nerkowej u zwierząt, należy podawać im zwiększoną ilość wapnia i magnezu Krowy i owce przy kamieniach nerkowych po prostu zdychają, a my zwijamy się z bólu.

Jakieś 5 lat temu postanowiłem zbierać wyniki sekcji zwłok lekarzy i prawników.

Przyjrzyjmy się temu.

Przeciętna długość życia lekarzy wynosi 57 lat, podczas gdy przeciętnego Amerykanina wynosi 75,5 roku. Właśnie ta grupa krótko żyjących ludni uczy nas, co wolno, a czego nie wolno. Jednocześnie obok nas ludzie dożywają 120-140 lat, a my ich nie zauważamy i nie pytamy o receptę na długowieczność. Kto powinien być dla ciebie autorytetem: krótko żyjący lekarz czy 140-latek cieszący się dobrym zdrowiem i kondycją?

Wiele chorób i zaburzeń w pracy organizmu spowodowanych jest niedoborem miedzi, np. siwienie włosów, powstawanie zmarszczek, obwisła skóra, rozszerzenie żył, które prowadzi do zgonu. W wielu przypadkach można rozwiązać czasowo te problemy idąc na operację plastyczną, ale czy nie tańsze i bardziej bezpieczne będzie zażywanie suplementów zawierających właśnie miedź? Warto zadbać o swoje serce, którego wymiana kosztuje około 750 tysięcy dolarów. Jeżeli go nie zabezpieczysz, bo nie chcesz mieć drogiego moczu, może czekać cię przygoda za cenę życia.

 Organizm sam nas informuje czego mu potrzeba.

Rolnicy dobrze znają chorobę łaknienia. Objawia się ona u zwierząt bardzo często. Np. krowy oddając mleko pozbawiają się dużych ilości wapnia i magnezu i liżą wtedy ziemię, kamienie, mury obory wybielone wapnem. Dobry rolnik wie, że należy podać im wtedy dodatkowo minerały, bo jeśli tego nie uczyni, to musi liczyć się z budową nowej obory. U ludzi dolegliwość ta występuje równie często. Choroba łaknienia czegoś z powodu niedoboru pewnych substancji w organizmie widoczna jest szczególnie u kobiet w ciąży. Potrafią one np. zbudzić się w środku nocy i ku zdziwieniu męża wysłać go do nocnego sklepu na przykład po lody śmietankowe. Okazuje się, że brakuje im wtedy składników mineralnych pobieranych przez dziecko z organizmu matki. Zdarza nam się również widywać dziecko zjadające ziemię lub tynk ze ścian. Nie jest ono psychicznie chore, po prostu odczuwa niedobór minerałów.

Jeśli zobaczycie u siebie tzw. kwitnienie paznokci lub plamy na skórze, to otrzymaliście sygnał, że wasz organizm potrzebuje selenu. Nie czekajcie na atak serca, ale zaaplikujcie sobie jego dodatkową dawkę – po 3-4 miesiącach plamy znikną i oddalicie od siebie groźbę zawału.

Przyczyną zwiększonego poziomu cukru we krwi jest niedobór wanadu i chromu. Kiedy te braki pogłębiają się, mamy ogromną szansę zachorować na cukrzycę. Oznaką braku cynku jest łysienie. Jeżeli w porę nie zareagujemy, to oprócz utraty włosów czekają nas problemy ze słuchem, utrata poczucia zapachu i smaku.

Aby dostarczyć organizmowi potrzebne składniki musielibyśmy spożywać żywność z odpowiednio czystych ekologicznie plantacji i zjadać je w wielkich ilościach. Byłoby to prawdopodobnie kilka kilogramów mieszanki składającej się z 15-20 różnych roślin, owoców, produktów zbożowych i białka. W praktyce jest inaczej. Jeśli twoje życie ma dla ciebie taką wartość jak moje dla mnie, to powinieneś się upewnić, czy pobierasz z pożywienia to wszystko, co jest potrzebne twojemu organizmowi. Jeżeli okaże się inaczej, czym prędzej należy uzupełnić dietę suplementami: witaminami i minerałami w tabletkach.

Zaręczam, że nie dożyjecie 120 czy 140 lat w dobrej kondycji, jeśli nie będziecie spożywać odpowiedniej ilości i jakości dodatków spożywczych.

Jeśli chodzi o minerały – sytuacja jest wręcz dramatyczna. Witaminy są wytwarzane przez rośliny, minerały – niestety, nie. Pobierane są one przez rośliny z gleby i wody. Bardzo często jednak ich tam nie ma, bowiem gleby są wyjałowione, zanieczyszczone ołowiem, innymi metalami ciężkimi i radioaktywnymi. W 1936 roku Senat amerykański na II sesji 74 Kongresu wydał dokument nr 264 stwierdzający, że ziemia w USA jest bardzo uboga, wręcz pozbawiona minerałów. Tak, niestety, dzieje się na całym świecie. Czy sytuacja od 1936 roku poprawiła się? Raczej nie. Wręcz przeciwnie.

Podczas sztucznego nawożenia dostarczamy glebie tylko trzy podstawowe składniki: azot, fosfor i potas. Są one potrzebne do wzrostu roślin, co jest ważne szczególnie dla rolników, bo nie zarabia on na zawartości witamin w swoich plonach lecz na ich ilości. Wystarczy 5-10 lat, aby przy braku odpowiedniego nawożenia całkowicie wyjałowić glebę ze wszystkich znajdujących się tam składników. Jeśli z gleby wyciąga się 60 składników, a dostarcza tylko trzy, to bilans jest całkowicie zachwiany. Możesz to porównać z twoim kontem w banku. Pomyśl, co stanie się, jeśli będziesz z niego więcej wyciągał, niż wkładał.

Musimy zatem uzupełniać nasze pożywienie witaminami i minerałami spożywanymi w innej postaci.

Dawniej dieta ludzka bazowała tylko na płodach ziemi, której nie nawożono sztucznymi nawozami. Robiła to natura. Ludzie żyli wśród wielkich rzek, nawadniali swe pola wodami spływającymi z gór. Starożytni modlili się nie tylko o deszcz, ale i o powódź, gdyż dzięki temu gleba była wzbogacana minerałami.

 W dalszej części pragnę państwu uświadomić jakie spustoszenie w organizmie powoduje niedobór minerałów.

Brak wapnia może spowodować (czy choćby mieć wpływ na powstawanie) aż 140 chorób. Jedną z nich jest reumatyzm, znajdujący się na 10 miejscu w USA wśród chorób powodujących śmierć. W bardzo ciężkich przypadkach pacjentom wymienia się stawy. Zabieg ten kosztuje około 35 tysięcy dolarów. Ludzie boją się śmierci, więc za leczenie gotowi są płacić ogromne sumy. A przecież wystarczy dostarczyć organizmowi odpowiednią dawkę łatwo przyswajalnego wapnia w tabletkach.

Zwierzęta nie chorują na reumatyzm. Dlaczego? Bo farmer nie ma 35 tysięcy dolarów, aby zapłacić za operację jednego kolana krowy. Załóżmy, że rolnik wzywa do chorego zwierzęcia specjalistę – weterynarza. Ten po zbadaniu pacjenta stwierdza reumatyzm i mówi: Jeśli chcesz, to ja ci go zoperuję za 120-140 tysięcy dolarów. W tym momencie farmer wyciąga broń i strzela do byka czy krowy. Ale tak naprawdę, to rolnik nie dopuści do reumatyzmu u swoich zwierząt, ponieważ daje im codziennie wapń. To go kosztuje parę groszy. Człowiek, niestety, kieruje się fałszywie pojętą oszczędnością, a skutki są fatalne i dla jego zdrowia, i kieszeni.

Również wszelkie bóle kręgosłupa w 90% spowodowane są brakiem wapnia w organizmie. Lekarze przepisują wtedy środki przeciwbólowe, które łagodzą cierpienie, ale nie leczą przyczyny.

Wyobraź sobie taką sytuację: źle dokręciłeś korek wlewu oleju w swoim samochodzie. W czasie jazdy cały olej został wychlapany, a w aucie zapaliła się czerwona lampka. Ponieważ światełko po pewnym czasie zaczyna cię denerwować, więc odcinasz kabelek doprowadzający światło tej lampki. Jak daleko w ten sposób dojedziesz?

Czy nie przypomina ci to sytuacji z tabletkami przeciwbólowymi?

Inną niebezpieczną chorobą mającą przyczynę w braku wapnia jest wysokie ciśnienie. Pierwszą rzeczą, którą zaleci lekarz, jest wyeliminowanie soli. A co w takich wypadkach robią farmerzy hodujący bydło i leśnicy? Zawieszają w paśnikach bryły soli kamiennej. Gdyby farmer tego nie zrobił, to nie wypłaciłby się weterynarzowi. Z badań nad grupą 5 tysięcy nadciśnieniowców, którym na okres 20 lat wyeliminowano z diety sól, wynika, że u 99,7% badanych nie miało to wpływu na zmianę ciśnienia. Ciągła obawa przedawkowania soli wywołuje stres, który znacznie bardziej podwyższa ciśnienie, niż mogłaby to uczynić właśnie sól.

Drugiej grupie, 5 tysięcy nadciśnieniowców, podawano przez 6 tygodni zwiększoną dawkę wapnia i w tym czasie u 86% badanych ciśnienie spadło i uregulowało się.

 Czy komukolwiek z was lekarz przysłał sprostowanie dotyczące zalecenia w sprawie diety? Czy naprawił swój błąd?

Następną chorobą uwarunkowaną brakiem wapnia jest isania Objawia się ona tym, że człowiek wstaje bardziej zmęczony, niż gdy kładł się spać. Lekarze tradycyjnie przepisują wtedy pigułki nasenne, aby zapewnić mocny, głęboki sen. Około 10 tysięcy ludzi umiera rocznie na skutek przedawkowania środków nasennych. Także nocne skurcze mięśni, problemy kobiet w czasie miesiączki, bóle w dolnej części kręgosłupa, na które uskarża się 80% Amerykanów, to skutek niedoboru wapnia.

Jeśli przeanalizujemy choćby te wyżej wymienione choroby, to stwierdzimy, że do ich leczenia potrzebujemy około 15 specjalistów. Ludzie wydają rocznie od 25 do 250 tysięcy dolarów na leczenie, zabiegi i operacje, gdy w większości przypadków można by tego uniknąć stosując odpowiednią dietę bogatą w witaminy i minerały.

Cukrzyca jest w USA chorobą nr 3, jeśli chodzi o przyczynę zgonów. Wywołuje ona jeszcze wiele innych schorzeń i niedomagań, jak ślepota czy problemy wątrobowe – łącznie z koniecznością transplantacji tego organu. Cukrzycy znacznie krócej żyją. W 1975 roku dowiedziono, że chrom i wanad, występujące jako minerały śladowe, zapobiegają i leczą cukrzycę.

W czerwcu 1959 roku miesięcznik National Help przedstawił światu te dwa wyżej wymienione minerały. Ze szczegółowych badań Uniwersytetu Medycznego w Vancouver wynika, że w dużym stopniu mogą one zastąpić insulinę. Oczywiście, cukrzycy nie mogą całkowicie jej odrzucić, trwa to stopniowo, od 4 do 6 miesięcy. Pozytywne skutki oddziaływania tych minerałów odnotowano u tysięcy ludzi cierpiących na cukrzycę.

Zwróćcie uwagę na fakt, że kiedy zapyta się firmę produkującą karmę dla zwierząt, jakie są w jedzeniu suplementy, to okaże się, że jest tam ponad 40 składników odżywczych, witamin i minerałów. W jedzeniu przygotowywanym dla szczurów jest 28 takich składników. Zakładam się z każdym z was, że nie znajdziecie dziś formuły, jeśli chodzi o zestawy spożywcze dla dzieci, które zawierałaby więcej, niż potrzeba ważnych dla organizmu suplementów. To wręcz kryminał!

Chcę wam jeszcze opowiedzieć o bardzo ciekawym zdarzeniu. Otóż kiedyś, wykładając na uniwersytecie w stanie Michigan, poznałem człowieka, który jest właścicielem przenośnej ubikacji. Opowiedział, co w nich znajduje wśród niestrawionych przez ludzki żołądek resztek. Zawartość pojemnika przenośnej toalety, zanim zostanie wpuszczona do kanału, przechodzi przez filtry, na których zatrzymują się rzucane przez dzieci do muszli kamienie oraz wszelkie nie rozpuszczone sokami żołądkowymi substancje. Mój rozmówca zaprowadził mnie do swojego warsztatu i pokazał stertę czegoś, co nazwał witaminami i minerałami. Zapytałem go skąd on to wie, że to witaminy. Odpowiedział, że na tym jest przecież napisane np. multiwitamina.

Wiele firm produkuje witaminy, które źle rozpuszczają się zarówno w wodzie, jak i w soku żołądkowym. Jeśli na opakowaniu przeczytacie np. tlenek żelaza (czyli po prostu rdza), to nie zawracajcie sobie głowy takimi suplementami i nie obciążajcie nimi żołądka. To jest nieprzyswajalne. Lepiej polizać jakiś zardzewiały płot lub samochód. Właściwą formą żelaza jest furman żelaza Podobnym przykładem jest calcium czyli wapń, który bardzo tanio możemy kupić w każdej aptece. Jest to źle przyswajalna forma wapnia. Prawidłową formą jest calcium magnesium czyli wapń z zawartością magnezu który wpływa na prawidłową przyswajalność potrzebnego składnika.

Ktoś może uważać, że te składniki są dostępne w sposób naturalny.

W praktyce jest inaczej.

Są przynajmniej cztery powody, dla których nie możemy asymilować wszystkich potrzebnych składników z pożywienia:

  •  musielibyśmy spożywać bardzo duże ilości warzyw i owoców, produktów zbożowych i białka, przy założeniu, że zawierają one właściwe ilości składników odżywczych. Kupowane w sklepach produkty są bardzo ubogie w składniki mineralne, a wręcz pozbawione ich, na co wpływa wiele czynników;

  • transport i przechowywanie. Produkty spożywcze często pokonują daleką drogę między producentem a twoim stołem. Podczas tej podróży mogą utracić część zawartych w nich witamin;

  • mycie i gotowanie. Wiele witamin rozpuszczalnych w wodzie jest wrażliwych na działanie wysokiej temperatury, kwasów i związków alkalicznych. Na przykład brokuły mogą utracić 40% witaminy C podczas pierwszych 10 minut gotowania;

  • przetwarzanie. Ceną, jaką płaci nasz organizm za wygodę korzystania z przetworzonej żywności, jest gorszy stan odżywienia. Mrożone warzywa często zawierają do 50% mniej witaminy C niż świeże. Mielone ziarno zbóż traci niejednokrotnie do 90% zawartych witamin.

  • produkty mogą być skażone substancjami rakotwórczymi, co w dobie tak dużego zanieczyszczenia jest wręcz oczywiste. Sklepy ze zdrową żywnością nie zawsze oferują pełnowartościowe produkty – zdarza się, że są one niewiadomego pochodzenia.

Witaminy i minerały to nie antybiotyk, który bierzesz przez tydzień, gdy jesteś chory, a potem przestajesz. Jeśli chcesz cieszyć się dobrym zdrowiem i kondycją przyjmujesz je stale. Suplementację kończysz gdy kończy się zapotrzebowanie organizmu na nie.

Jeśli twoje życie jest dla ciebie ważne, zadbaj o swój organizm dostarczając mu potrzebnych składników produkowanych przez najlepsze, sprawdzone firmy. Jest ich bardzo dużo, ale niewiele produkuje naturalne, niesyntetyczne suplementy. Niech cię nie zwiedzie napis na opakowaniu, czy zapewnienie sprzedawcy, że produkt jest w 100% naturalny, bo w wielu  państwach prawo nie zabrania umieszczania takich napisów, jeśli tylko jeden składnik jest naturalny. Zdarza się również, że główne składniki takiego suplementu są naturalne w 100%, ale aby je połączyć w tabletkę, używa się chemicznego lepiszcza, które w dużym stopniu dyskwalifikuje dany produkt jako naturalny. Podobnie ma się sprawa z barwnikami chemicznymi, dodatkami zapachowymi lub kolorystycznymi. Warto zwrócić na to uwagę kupując, a następnie zażywając suplement.

Należy też sprawdzić, czy dana firma posiada własne plantacje, gdzie one się znajdują oraz w jaki sposób prowadzone są uprawy. Firmy, które swoje suplementy produkują z roślin, warzyw i owoców pochodzących z obcych plantacji, nie mają kontroli nad procesem produkcji.

 Często słyszy się, że zdrowie jest najważniejsze, ale tak naprawdę niewiele dla niego robimy. Efekty nieprawidłowego odżywiania się, czyli braku odpowiednich witamin i minerałów, dadzą się na pewno odczuć z opóźnieniem kilku lat. Dzisiaj możesz się przed tym ustrzec.

Dobre suplementy, witaminy i minerały to najlepsze i najtańsze ubezpieczenie

Chciałbym Wam na zakończenie powiedzieć coś, moim zdaniem, bardzo ważnego:

Jeżeli twój lekarz uważa, że dodatkowe zażywanie suplementów nie jest ci potrzebne, lub że znajdziesz je w codziennym pożywieniu, szybko zmień lekarza. Im szybciej tego dokonasz, tym większą masz szansę cieszyć się długim życiem w zdrowiu i dobrej kondycji.

 Czego z całego serca wszystkim życzę

Dr Joel Wolles

Źródło: pokonaj-wirusy.pl

Posted in Ciekawe, Warto wiedzieć, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , , , , , , | 70 Komentarzy »