Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

Posts Tagged ‘złe rządy PO’

Jaka jest zgodność między Chrystusem a Beliarem?

Posted by Dzieckonmp w dniu 17 kwietnia 2011

Ks. prof. Czesław S. Bartnik



W życiu społecznym funkcjonuje powszechnie od tysiącleci hasło o potrzebie jedności i zgody. Jest ono bardzo słuszne i wspaniałe, jednakże musi być właściwie rozumiane. Może być bowiem również znieprawione i używane jako narzędzie do walki z innymi ludźmi w celu podporządkowania ich sobie, co np. miało u nas miejsce w czasie niedawnej kampanii wyborczej przed wyborami prezydenckimi. Dla ludzi i społeczności nierefleksyjnych hasło jedności może kryć w sobie groźną zasadzkę pod pozorami piękna i wzniosłości.

Święty Paweł pisze: „Co łączy sprawiedliwość z bezprawiem? Cóż ma wspólnego światło z ciemnością? Jaka jest zgodność między Chrystusem a Beliarem? Co łączy wierzącego z niewierzącym? (…) Co ma wspólnego świątynia Boga z posągami bożków? (2 Kor 6, 14-16). I oto wielu ludziom nierefleksyjnym może się wydawać dziś, że Sobór Watykański II w życiu społecznym odrzucił tę naukę św. Pawła i głosi w życiu społecznym jedność i zgodę sprawiedliwości z bezprawiem, prawdy z fałszem, dobra ze złem, świętości z grzechem, Chrystusa z Antychrystusem, wiary z ateizmem. Mówi się bowiem, że Sobór każe katolikom jednać się ze światem, dialogować ze wszystkimi, rozwijać ekumenizm i reinterpretować Biblię i wiarę dla osiągania zgodności ze współczesnymi prądami intelektualnymi. I faktycznie tak uczą całe grupy nawet teologów zachodnich, oszołomionych liberalizmem.

Czego uczą św. Paweł i Sobór?
Uczą jednakowo o konieczności jedności i zgody z innymi ludźmi, ale tylko w prawdzie, dobru, wierze w Boga, fundamentalnej moralności. Kiedy nie ma wspólnych tych podstaw, to jedność ma sens tylko na obszarach neutralnych aksjologicznie. W ogóle tych „innych” należy miłować jako ludzi, nie tylko ich tolerować, i należy zgodnie współpracować z nimi, wspólnie prowadzić całe życie społeczne, polityczne i kulturalne w tym, co prawdziwe, dobre, pożyteczne, ale bez relatywizacji systemów, bez przechodzenia na ich systemy wartości, bez mieszania naszych wartości z tamtymi wartościami i bez wyrzekania się swoich podstawowych wartości także na płaszczyźnie życia publicznego. Czyli poglądy osobiste inne nie mogą różnić się od publicznych. Jeśli wartości nasze i ich są fundamentalnie sprzeczne, to taka jedność byłaby fałszywa, bezsensowna i całkowicie rujnująca całe życie społeczne. W ten sposób katolicy niemieccy znieprawili życie społeczno-polityczne, godząc się na system hitlerowski, tak znieprawili Rosję prawosławni, utożsamiając się ze zbrodniczym stalinizmem, i tak, niestety, znieprawiają życie, nie tylko państwowe, ale i kościelne, współcześni katolicy, przyjmując wielki obszar zgodności z nihilistycznym liberalizmem. I jest bardzo niepokojące to, że katoliccy teoretycy życia społecznego często nie dostrzegają tych problemów.
Z kolei zasada jedności i zgody jest absolutnie konieczna wewnątrz danej społeczności, choć tylko w sprawach fundamentalnych, jak np. jedna i ta sama wiara wewnątrz Kościoła. Natomiast na całym obszarze spraw wtórnych zachodzą i powinny zachodzić różnice w ujęciach, sposobach życia i realizacji celów na drogach do dobra społecznego. Nasze bowiem ujmowanie prawdy czy wartości, nawet najwyższej, jest zawsze aspektowe. I tutaj powinno być wiele kierunków i partii. Wszakże pluralizm liberalistyczny, według którego wszystkie ujęcia są prawdziwe i dobre, np. że Bóg istnieje i zarazem, że Bóg nie istnieje, jest samozniszczeniem umysłu. Zresztą pluraliści są albo ciemniakami, albo oszustami, gdyż w praktyce chcą, żebyśmy pod hasłem jedności i zgody przechodzili tylko na ich pozycje.
Szczególnym przypadkiem jest ateizm społeczny i państwowy. Otóż ateizm teoretyczny i praktyczny w wymiarze jednostkowym jest sprawą sumienia danego człowieka i jest – możemy powiedzieć – uprawniony w życiu zbiorowym. Zresztą może on być pokusą każdego człowieka, bo całą problematykę Boga i wiary wprost trudno w głowie pomieścić. My, wierzący, takich ateistów szczególnie miłujemy, choć w zatroskaniu ducha, i współpracujemy z nimi jak z braćmi. Z chwilą jednak, gdy ateista, zwłaszcza społeczność lub organizacja ateistyczna, chce urządzać nasze życie na bazie ateizmu, chce człowieka wierzącego i wspólnotę wierzących ograbić z wiary i czyni to z nienawiścią do naszej wiary i do nas samych, to jest to już wielkie zło moralne i przestępstwo prawne. Taki ateizm wojujący jest wielkim złem społecznym i indywidualnym. Toteż nie możemy czuć się jednością w sprawach ateistycznych. Zresztą ateizm społeczny niszczy samą istotę życia społecznego, co można dostrzec w hitleryzmie, marksizmie, nihilizmie i dzisiejszym liberalizmie skrajnym. Ostatnio widzimy dobrze, jakie spustoszenie poczynił ateizm marksistowski w wyższych sferach rosyjskich. Trwa ono do dziś i widoczne jest choćby w sposobie prowadzenia śledztwa w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej. Toteż Kościół katolicki w Polsce nie może się chować po piwnicach, lecz powinien otwarcie i mężnie stawić czoła wojującemu ateizmowi złych partii, a współpracować z tymi partiami na neutralnych obszarach dopiero po zabezpieczeniu się przed bezwzględną agresją ateistyczną, którą teraz niestety uprawiają np. SLD i inne ugrupowania ateizujące. Katolicy nie mogą być w życiu społecznym tylko chłopcami do bicia przez wojujących ateistów. My, tzn. nie tylko duchowni, ale także wszyscy polscy obywatele katoliccy, którzy też są Kościołem. Musimy to zrobić, bo za kilkadziesiąt lat będą w Polsce rządzili sami ateiści publiczni, bo już i teraz oni wiodą prym. Na przykład PiS jest dlatego tak gwałtownie atakowane, że przychyliło się zdecydowanie do postawy katolickiej. Również pan prezydent najchętniej odznacza wysokimi orderami społecznych i politycznych ateistów. Widocznie uważa, że oni najlepiej Polsce służyli i służą.
Szaleństwo władzy
Jakkolwiek od tysiącleci trwa walka o władzę, nieraz bratobójcza, to jednak, jeśli ta władza jest zła, jeśli ma na celu tylko rozkosz władania ludźmi, a nie dobro wspólne, to jest to wielka tragedia społeczna. U nas budzi się lęk, co będzie się działo tuż przed wyborami jesiennymi, skoro już teraz partia źle rządząca organizuje wszystkie siły, nie tylko swoje, ale i państwowe, instytucjonalne i medialne, często niepewne co do legalności, żeby utrzymać się przy władzy, choćby po trupach w sensie metaforycznym. Całe życie społeczne zostało u nas zredukowane jedynie do wygrania wyborów i to zatruwa całą atmosferę. Władza jest uważana za wartość wyższą niż sam człowiek i Bóg. Postawę taką przypomina w pewnym sensie scena biblijna. Oto król żydowski Herod Wielki, władca bardzo okrutny, ale wynoszący swą władzę wyżej od Boga, wpadł we wściekłość, kiedy się dowiedział, że narodził się „nowy król Izraela” w sensie religijnym: „Gdy to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima (…) i kazał zabić w Betlejem i w całej okolicy wszystkich chłopców” (Mt 2, 3.16). Jeśli więc władza jest pojmowana i realizowana moralnie i po Bożemu, to należy o taką władzę walczyć, bo od niej zależy prawie całość życia państwowego, nie wolno jej zostawiać Beliarowi. Ale jeśli walczy się o władzę tylko dla niej samej, dla samej pychy władzy i odrywa się ją od najwyższych wartości i od Boga, co łączy się zwykle z deptaniem przeciwników i niszczeniem kraju, to dzieje się wtedy bardzo ciężkie zło społeczne i ogromne nieszczęście. Z taką postawą katolik nie może się jednoczyć, wręcz odwrotnie – musi społeczeństwo przed nią ratować.

Jeszcze o RAŚ
Nie można się godzić na perfidną walkę o głosy na Śląsku z wykorzystaniem szkodliwych idei Ruchu Autonomii Śląska. Oto Platforma Obywatelska z jednej strony po cichu wspiera dążenia RAŚ do uznania „narodowości śląskiej”, co wyszło na jaw w wyborach samorządowych, w zamieszczeniu w spisie powszechnym pytania o „narodowość śląską” i w ideowym wspieraniu daleko idącej regionalizacji państwa polskiego, a z drugiej strony podniosła histeryczny krzyk, gdy Jarosław Kaczyński mocno zanegował tendencje separatystyczne Śląska, i zarzuciła mu perfidnie, że to on już uznał cały Śląsk za niepolski. Takie zagrania PO, trwające już ponad trzy lata, bardzo zatruwają całą atmosferę życia publicznego w Polsce. Nie można się na nie godzić.
Nie mówimy tu o całym Śląsku ani nawet o całym Górnym Śląsku, lecz tylko o RAŚ, który niewątpliwie ma na celu ostatecznie całkowicie oderwać Śląsk od Polski. Zanalizujmy krótko, co mówi szef RAŚ. Powtarza on wyraźnie: „Nie jestem Polakiem, tylko Ślązakiem”. Co to konkretnie znaczy? W sensie etnicznym oznacza to narodowość nie polską, lecz śląską. W sensie obywatelsko-państwowym oznacza: nie jestem obywatelem państwa polskiego, tylko śląskiego, zaś w sensie historyczno-kulturowym – nie należę do kultury polskiej, tylko do śląskiej. Przy tym śląskość została oddzielona od polskości, a nie została oddzielona od niemieckości czy od śląskości niemieckiej, co już zahacza o problem granic. W ogóle ideologów RAŚ cechuje duży mętlik pojęciowy, chyba po to, żeby ogłupić resztę Ślązaków, których jest ok. 3-4 mln, a którzy byliby w autonomii tylko masą służącą 200 czy 300 tysiącom Górnoślązaków.

Bez zgody na złą gospodarkę
Nie można tworzyć jedności z samochwalcami, którzy faktycznie prowadzą kraj do ruiny gospodarczej, przyjmując – bardziej dosłownie niż Zachód – wszystkie błędne doktryny ekonomiczne liberalizmu, ponoszące totalną już klęskę w Grecji, Irlandii, Portugalii, Hiszpanii, we Włoszech i powoli w całej UE.
Rośnie u nas w niezwykłym tempie dług publiczny, który pod koniec roku 2011 może sięgnąć 800 mld zł, i jeśli tak dalej pójdzie, to w roku 2060 wyniesie 500 proc. PKB (prof. A. Kaźmierczak).
Następuje gwałtowny spadek rozwoju gospodarczego. Około 7 mln ludzi żyje na granicy ubóstwa, a ok. 2 mln w nędzy. Mamy ponad 13 proc. bezrobotnych i ok. 500 tys. bezdomnych. Prawie połowa dzieci w szkołach jest niedożywiona. Z powodu złej organizacji pracy miliony młodych Polaków wyjeżdżają za granicę za chlebem, teraz zapewne około dwóch milionów wyjedzie do Niemiec. Naród Polski traci siły. Źle się dzieje właściwie w każdej dziedzinie życia. Nie sposób tu wszystkiego opisać. Wspomnijmy tylko, że gospodarze liberalni zapomnieli u nas o rzemiośle. Brakuje rzemieślników. A rząd nie ma na to żadnego pomysłu. Ministerstwa są zupełnie niekompetentne. Oto np. tnie się płace stażowe dla uczniów przygotowujących się do rzemiosł, dając im 200 zł na miesiąc, podczas gdy Niemcy zapraszają ich do siebie i w pierwszym roku nauki oferują im 3 tys. zł, a na trzecim roku już 7 tys. złotych. A ministerstwo liberalistyczne ma wspaniałe samopoczucie. Albo weźmy przykład z cukrem. W ciągu ostatnich lat nasi rządcy zlikwidowali 20 cukrowni w kraju, niektóre – jak w Lublinie – najnowocześniejsze, a prawie całą resztę sprzedali Niemcom. Teraz Polacy muszą sprowadzać cukier z niemieckich cukrowni w Polsce, a ten już kilka razy podrożał. W źle prowadzonej gospodarce unijnej jest po prostu dużo idiotyzmów, a polskie władze to kupują, bo chcą być „postępowe”.
Zły budżet ratuje się przez podniesienie podatku VAT, przez przeniesienie części OFE na ZUS i przez liczne, ostrzejsze niż na Zachodzie, cięcia budżetowe, często przy przerzucaniu bardzo wielu dziedzin na samorządy. Tnie się wszystkie fundusze socjalne, likwiduje się niektóre szpitale, przychodnie, nawet oddziały dziecięce, szkoły (w tym roku ma być zlikwidowanych ok. 500 szkół), niektóre apteki, biblioteki, punkty oświatowe, mniejsze oddziały pocztowe, muzea, placówki kulturalne, placówki dyplomatyczne. Wstrzymuje się repatriację w szerszym zakresie. Okrawa się po części budżety na drogi, autostrady, uniwersytety, na naukę, na wojsko, na kulturę, na studentów ubogich, na cały szereg instytucji pozarządowych. Cofa się dotacje na czasopisma, zwłaszcza patriotyczne. Wszystkich tych posunięć nie sposób wyliczyć. Dzieje się tak po części dlatego, że władze są nieudolne i nie dokonują reformy podatków przed wyborami, a po części dlatego, że są zafascynowane doktrynami unijnymi, dla których ludzie niebogaci są „sami sobie winni” i nie powinni być specjalnym przedmiotem troski w nowoczesnym państwie. Są oni przydatni współczesnej arystokracji różnego autoramentu jedynie jako masa głosująca, która zresztą powinna być odpowiednio manipulowana przez media.
Nie podzielamy błędnej tezy liberalizmu, że jedynie i wyłącznie prywatne posiadanie przedsiębiorstw, firm, spółek i zakładów jest pożyteczne i sensowne oraz że posiadanie społeczne i państwowe jest zawsze szkodliwe dla gospodarki. Jest to dogmat sekciarzy. W tym duchu, niestety, prowadzi się u nas od roku 2009 prywatyzację ponad 170 tych jednostek, wśród nich nawet takich jak: Grupa Lotos, KGHM Polska Miedź, Polska Grupa Energetyczna itd. (zob. „Nasza Polska”, 6.10.2009, s. 4). Rząd myśli nawet o sprzedaniu wszystkich lasów. Kraj staje się wyprzedany, nie mamy nic swojego, produkcyjnie jesteśmy bankrutem, wszystko musimy kupować od obcych właścicieli. Tymczasem obcy nabywcy na początku długo nie płacą podatków, szybko, wbrew umowom, zwalniają pracowników, często ukrywają właściwe dochody, zarobki wywożą do swoich krajów i narzucają nam swoje prawa gospodarcze. Powstaje wręcz wrażenie, że taką pełną i powszechną prywatyzację powoduje od lat nieudolność rządzących, jednocześnie pozbawionych zmysłu polskiego (por. Maria Adamus, „Nasza Polska”, 21-28.12.2010).
Nie można również przechodzić na pozycje tych ministerstw, które rozwalają całą służbę zdrowia, oświatę polską, edukację i szkolnictwo wyższe. Przecież służba zdrowia jest tak „reformowana”, że spośród uboższych będą się mogli leczyć tylko nieliczni szczęśliwcy. Edukacja zaś niszczy ducha dzieci i młodzieży. A uniwersytety, poza „flagowymi”, będą musiały zejść do poziomu jakichś prywatnych kolegiów samowystarczalnych finansowo. Ostatnio wywołało sensację to, że pewna wysoka figura zrobiła trzy proste błędy ortograficzne w jednym krótkim zdaniu. Ale po takim „zreformowanym” nauczaniu liberalnym absolwent będzie mógł bić rekordy Guinnessa, robiąc w jednym słowie kilka błędów ortograficznych: zamiast „Łódź” pisząc po prostu „uć”.

Nie ma jedności między prawdą a fałszem
Zgadzać się możemy tylko z politykami i władcami, którzy nie traktują polityki jako jedynie sztuki oszukiwania, grabienia i zdobywania sobie głosów ciemnych lub złych obywateli, lecz traktują ją jako zaszczytne powołanie do pełnego służenia społeczeństwu na sposób materialny i duchowy. Nie możemy się godzić na politykę opartą na ideologii liberalnej, która ostatecznie zmierza do ateizacji, zniesienia ogólnoludzkiego kodeksu moralnego, niszczenia najwyższych wartości, a przez to w dużym stopniu sprzyja zakłamaniu, korupcji, złemu prawodawstwu, deprawacji dzieci i młodzieży, narkomanii, znieprawieniu sądownictwa i do ogólnej przestępczości (w 2011 r. w Polsce działa ok. 500 grup przestępczych). Nie możemy poczuwać się do jedności z premierem, który dąży uparcie do zniesienia, wywalczonej z trudem przez Lecha Kaczyńskiego, klauzuli chroniącej Polskę przed złą Kartą Praw Podstawowych i który nadal powtarza, że „polskość jest nienormalnością” i że „patriotyzm polski to romantyzm” („Gazeta Wyborcza”, 19-20.03.2011), czyli jest czymś pozbawionym realizmu i wartości. Dla katolików polskich nie może być wzorcem etycznym Elizabeth Taylor, która 8 razy wychodziła za mąż, w tym 2 razy za tego samego mężczyznę. Nie pochwalamy też dewaluacji polskości, według której jeśli ktoś tylko dłużej i mocniej atakuje polskość, to zaraz otrzymuje wysokie ordery. Nie służy to jednoczeniu Polaków, lecz relatywizacji patriotyzmu.
Nie możemy się godzić z PO, która redukuje życie państwa do samej partii. W rezultacie Polską nie rządzi rząd polski, lecz rząd propartyjny i stąd traktowanie wszelkiej opozycji jako wrogów całej Polski. Przy czym znowu życie wewnątrz partii sprowadza się do walk frakcyjnych (akurat to samo, co prof. Adam Gierek zarzuca PZPR w ostatniej fazie). Okazało się nawet, że Jerzy Buzek, przewodniczący Parlamentu Europejskiego, nie reprezentuje tam Polski, tylko samą PO, popiera ją na wszystkie sposoby w wyborach, nie przyszedł na wysłuchanie publiczne w sprawie katastrofy smoleńskiej i nie przysłał żadnego ze swych 14 zastępców w PE. Może według Unii Europejskiej są w Europie tylko cztery państwa, a reszta to zwykłe regiony, a może według Parlamentu Europejskiego nie ma już państwa polskiego, jest tylko region nadwiślański?
Nie możemy godzić się na degradowanie kultury polskiej, materialnej i duchowej. Liberalizm niszczy wszystkie wyższe wartości, a także autorytety, szczególnie rodziców, bohaterów, profesorów, lekarzy, nauczycieli, doskonałych fachowców, księży i wielkich moralistów. W tym ujęciu jakże często literatura staje się plugawa, co zresztą jest kanonem dla postmodernistów. Kiedy ktoś np. napisał książkę komiksową dla Polaków i Niemców „Chopin. New Romantic” językiem wprost obrzydliwym, to nie miał sobie nic do zarzucenia, bo taki ma być dziś trend literacki, „by Chopin nie wyszedł nadęty, uczesany i prostolinijny”. Czyli człowiek wielki i godny to sama nuda i politura.
Nie możemy się swatać z monopolistami mediów w postaci układu PO, SLD, PSL i „Gazeta Wyborcza”. Nie możemy się zgadzać ani z wyrzucaniem z mediów programów rzetelnych, obiektywnych, patriotycznych i niecmokających władzy, ani z programami nierzadko czysto propagandowymi, antypolskimi i antyreligijnymi. W tej sytuacji zrozumiałe jest, że są tak gwałtownie zwalczane Radio Maryja i Telewizja Trwam, gdyż mają autentyczną wartość, choć są ubogie. W mediach często się mówi, że dla uzyskania jedności społecznej „trzeba nam zmienić język”. Otóż nie język, lecz treść, myślenie, po prosu trzeba przestać językiem oszukiwać. Nie możemy się zgadzać z niskim poziomem intelektualnym mediów na płaszczyźnie społeczno-politycznej i filozoficznej. Co bardziej inteligentni, zdolni i prawi dziennikarze są usuwani na bok. Można wybaczyć nieudolne wystąpienia niektórych polityków słabo wykształconych, przez to bardziej podatnych na otumaniającą propagandę, ale jak usprawiedliwić najwyższe autorytety naukowe i państwowe, które tak mówią, jakby przyleciały z Marsa i już niczego nie rozumiały.
Ciągle zarzuca się jeszcze, że pisowcy, patrioci i tradycjonaliści religijni podzielili Polskę na dwie części. Czyż nie widzą, że podział ten powstał już przy Okrągłym Stole, a nawet wcześniej, już w „Solidarności” w 1981 r., kiedy to liberałowie nie chcieli dopuścić, by powstała Polska II Rzeczypospolitej? Potem PiS i PO utworzyły dwie koncepcje Polski. A najostrzejszy konflikt wszczął Bronisław Komorowski, który po wyborze na prezydenta zażądał usunięcia Krzyża Pamięci, proklamując, zgodnie z UE i Unią Wolności, że Polska będzie państwem ateistycznym, a religia musi zejść do prywatności. Dlaczego komentatorzy, zarówno świeccy, jak i duchowni, nie mogą zrozumieć, że motywem usunięcia krzyża była ostatecznie ateizacja państwa? Normalni Polacy nie chcą państwa ateistycznego. Żeby więc ten wielki konflikt wygasić, musiałby prezydent zmienić koncepcję państwa polskiego i przeprosić katolików. Bez tego nie będzie jedności i zgody między katolikami a ateistami publicznymi.
Nie można wreszcie zgodzić się z tymi, którzy walczyli z patriotyczną koncepcją Polski, poniewierali jej prezydentem Lechem Kaczyńskim, chcieli mu odebrać wszystkie kompetencje polityczne, nie dopuszczali go do Katynia i obierali politykę uległości wobec Niemiec, a przede wszystkim Rosji. Większość mediów mówi obłudnie, że chodziło tylko o różnice osobowe między Tuskiem a Kaczyńskim. Nie! Chodziło o koncepcję Polski. Najgorzej, że ta prawie wasalska koncepcja Polski wobec Rosji nadal jest podtrzymywana, mimo że w trakcie badań nad katastrofą smoleńską Rosja okazuje się bardzo brutalna, butna i zakłamana. Dobrym obrazem tego jest też zdjęcie 9 kwietnia br. polskiej tablicy z kamienia upamiętniającego katastrofę w Smoleńsku – nocą, tajnie, bez powiadomienia na czas Polaków i tuż przed przyjazdem Anny Komorowskiej z częścią rodzin smoleńskich, a później prezydenta Bronisława Komorowskiego. Przy tym Rosjanie znowu brutalnie oszukują. Powiadają, że chodzi jedynie o to, by był również napis w języku rosyjskim na ziemi rosyjskiej, tymczasem chodzi nie tyle o język, ile o treść. Rosjanie nie mogli ścierpieć, że polski tekst mówił o Katyniu i o zbrodni ludobójstwa oraz nadawał wydarzeniu charakter polityczny. Według nich, byli to cwaniacy polscy, którzy wbrew Władimirowi Putinowi i Donaldowi Tuskowi lecieli sobie do Katynia, żeby ukazać światu rosyjskie ludobójstwo na Polakach. I przez to polskie cwaniactwo zginęli tak po prostu, z własnej winy. Mentalność rosyjską niełatwo zrozumieć, ona nie jest ani europejska, ani łacińska.
Żeby tworzyć jedność i zgodę przy różnych postawach zasadniczych, różnych koncepcjach człowieka, życia, wartości, polityki, państwa, narodu, Kościoła, trzeba dogłębnych analiz, dyskusji między stronami, a przede wszystkim moralnej i dobrej woli. Owszem, można się jednoczyć na płaszczyźnie praktycznej w sprawach drugorzędnych, ale nie w sprawach fundamentalnych i przy jawnym łamaniu podstaw etycznych. Trzeba, żeby u nas obie strony, PO i PiS, ujawniły społeczeństwu do końca swoje programy, ostateczne cele i założenia ideowe, i wtedy żeby były gotowe pójść mimo wszystko w pewnych kwestiach na kompromis. Nawoływanie z zewnątrz: „pogódźcie się, bo jesteście obie winne”, jest banałem. Nie można też mówić, że obie partie są niewinne. Kiedyś mój kolega godził rozrywające się małżeństwo: brał każdą stronę osobno, wysłuchiwał ją i obu stronom przyznawał całkowitą rację w ich żalach. Nie miało to sensu. Z czasem małżonkowie pogodzili się sami, kiedy wyłożyli sobie nawzajem wszystkie bolączki. Toteż i co do Polski trzeba w obliczu Boga i sumienia określić dokładnie żale obu stron, wytknąć błędy lub winy z żądaniem ich usunięcia. Jeśli któraś partia, PO czy PiS, tudzież SLD, trwa w wielkich błędach i winach, a nie chce ich usunąć, to świadomi wyborcy powinni okazać jej całkowitą dezaprobatę. Oczywiście, muszą tu odegrać swoją rolę media: rzetelne, mądre i etyczne. Nasze obecne – poza Radiem Maryja i Telewizją Trwam – takich cech w należytym stopniu nie wykazują. I tu jest ból (nie bul). W każdym razie nie może być jedności dobra ze złem, prawdy z fałszem i wartości z antywartościami.

Źródło: Nasz Dziennik

Reklamy

Posted in Ciekawe, Kościół, Patriotyzm, Polityka, Z prasy | Otagowane: , , | 28 Komentarzy »