Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

Archive for Maj 2010

CYBERPUŁAPKA? ESTONIA,GRUZJA,POLSKA.

Posted by Dzieckonmp w dniu 31 maja 2010


Napisał Aleksander Ścios

Gaśnie światło, Internet nie działa. Banki są zamknięte, nie można skorzystać z bankomatu. Radio i telewizja milczą. Lotniska i dworce kolejowe puste. Za to ulice – zupełnie zakorkowane. Po długiej nocy pojawiają się szabrownicy – policja nie jest w stanie przywrócić porządku. Nikt nie ma dostępu do pieniędzy, jedyne, co się teraz liczy to paliwo, jedzenie i woda. Zaczyna się panika….”

Ten cytat z kwietnia 2007 roku pochodzi z wystąpienia Samiego Saydjari, szefa organizacji Professionals for Cyber Defense, przed Amerykańską Komisją Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Wystąpienie Saydjari’ego miało miejsce w przededniu wydarzeń, które zwróciły uwagę świata na zagrożenie płynące z cyberprzestrzeni. Kilka dni później, 27 kwietnia 2007 roku ofiarą cybernetycznych ataków na niespotykaną dotąd skalę stała się Estonia.

Zmasowane cyberataki były odwetem za przeniesienie pomnika Żołnierzy Armii Czerwonej z centrum Tallina na podmiejski cmentarz wojskowy. Gdy w całym kraju wybuchły zamieszki, inspirowane przez mieszkających w Estonii Rosjan, sieć teleinformatyczna Estonii została zaatakowana i doprowadzona do stanu krytycznego. Zablokowano strony rządowe, kancelarii prezydenta, głównych gazet, padły systemy bankowe oraz wewnętrzna sieć estońskiej policji. Estończycy zostali odcięci od dostępu do informacji w Internecie, a także, od dostępu do banków i pieniędzy. Skutkiem ataku cybernetycznego było całkowite sparaliżowanie bankomatów, poczty elektronicznej, portali internetowych i sieci komórkowych. Zmusiło to rząd Estonii do przejścia na porozumiewanie się za pomocą łączności radiowej.

Funkcjonowanie administracji państwowej, w dużym stopniu zinformatyzowanej stanęło pod znakiem zapytania. Według słów estońskiego ministra obrony: „pierwszy raz zdarzyło się, żeby cyberataki stanowiły poważne zagrożenie dla bezpieczeństwu całego narodu.” Władze Estonii zastanawiały się nad odwołaniem do artykułu 5. Traktatu Waszyngtońskiego, mówiącego o wzajemnej pomocy państw członkowskich NATO w razie ataku na terytorium jednego z nich. Premier Estonii Andrus Ansip pytany o przyczyny zdarzenia stwierdził: „komputery, które wykorzystano w ataku, miały adres administracji prezydenta Putina. Akcja przeciwko Estonii była doskonale zsynchronizowana – w tym samym czasie demonstranci atakowali naszą ambasadę w Moskwie i przedstawicielstwo linii lotniczych. A oficjalna delegacja rosyjska, która odwiedziła Tallin, stwierdziła, że rząd Estonii powinien się podać do dymisji.”

Zjawisko cyberwojny, czyli wykorzystania Internetu jako przestrzeni agresji motywowanej politycznie, nie jest niczym nowym. Prócz Estończyków, przekonali się o tym również Gruzini, gdy rosyjski atak na ich system teleinformatyczny, zsynchronizowany z atakiem militarnym pozbawił kraj możliwości korzystania z Internetu.

Rosyjscy hakerzy złamali wówczas zabezpieczenia Amerykanów, aby w ten sposób zablokować najważniejsze gruzińskie serwery. Na wznowienie 20 stron internetowych gruzińscy informatycy potrzebowali tygodnia. W tym czasie wojska rosyjskie posunęły się w głąb Gruzji, wygrywając nie tylko pod względem militarnym, ale także informacyjnym, gdyż rząd w Tbilisi nie mógł poinformować świat o bieżących wydarzeniach.

Ataki cybernetyczne w celach militarnych znane są już od lat 90. Podczas operacji Pustynna Burza w Zatoce Perskiej hakerzy zdołali złamać zabezpieczenia komputerów należących do Pentagonu. Ich łupem padły wówczas plany strategiczne ataku na Iran. Sprawców nigdy nie złapano. 19 września 1995 roku haker złamał zabezpieczenia komputerów francuskiej marynarki wojennej i wykradł sygnatury akustyczne. Znaczniki te pozwalały rozpoznać każdą pływającą jednostkę francuską. Jeszcze groźniej zrobiło się w roku 2001, gdy haker, łamiąc zabezpieczenie, uzyskał dostęp do sieci amerykańskiej marynarki wojennej. Włamywacz przejął kontrolę nad informacjami dotyczącymi systemu GPS oraz obroną strategiczną USA. Zdobył także tajne kody umożliwiające kierowanie statkami kosmicznymi, satelitami oraz pociskami. Nigdy nie ujęto osoby odpowiedzialnej za to włamanie.

Tylko w ub.r. hakerzy włamali się do tak pilnie strzeżonych rejonów sieci jak system energetyczny USA i komputery Departamentu Obrony, zaangażowane w Joint Strike Fighter (projekt budowy nowego samolotu wielozadaniowego wart 300 mld dol.). W amerykański Dzień Niepodległości, 4 lipca hakerzy przypuścili podobny atak jak w Estonii i Gruzji na serwery Białego Domu, Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Narodowej Agencji Bezpieczeństwa, Giełdy Nowojorskiej, Nasdaq oraz takich firm jak Amazon i Yahoo.

Państwa Zachodu zdają sobie sprawę z realnych zagrożeń, jakie niesie cyberwojna. Opublikowany w marcu br. Raport komisji ds.UE brytyjskiej Izby Lordów ostrzega przed atakiem cybernetycznym i postuluje ścisłą współpracę z NATO w celu przygotowania się na odparcie ataku ze strony Rosji i Chin. Dokument uwypukla niebezpieczeństwo i skutki ataku na sieć internetową, telefonię komórkową i bankowość.

Podczas cybernapaści na Estonię i Gruzję, rosyjscy agresorzy posłużyli się brutalną, lecz skuteczną formą ataku o nazwie DDoS (Distributed Denial of Service). Polega ona na zalewaniu upatrzonych serwerów gigantyczną ilością danych, co powoduje ich przeciążenie, a w efekcie doprowadza do blokady. Przypadek Estonii został potraktowany z całą powagą przez dowództwo NATO. W konsekwencji w Estonii powołano instytucje ds. ochrony cybernetycznej – Cooperative Cyber Defence Centre of Excellence – nazywaną w Tallinie K-5., co miało zapobiec atakom w przyszłości. Warto zauważyć, że w przededniu tragedii smoleńskiej 10 kwietnia, również w Polsce miały miejsce niepokojące zdarzenia, które ze względu na rozmiar i charakter wolno łączyć z doniesieniami o atakach cybernetycznych.

Na dzień przed katastrofą – 9 kwietnia doszło do poważnych awarii teleinformatycznych w dwóch największych bankach – PKO BP i Pekao SA. Tego samego dnia problemy z bankowością internetową zanotował również Alior Bank. Przez kilka godzin klienci tych banków byli pozbawieni dostępu do swoich kont internetowych.

Ponowna awaria na wielką skalę nastąpiła trzy dni później, w poniedziałek 12 kwietnia. Przestały działać serwisy Pekao i Alior Banku. Choć władze Alior Banku twierdziły, że awaria wystąpiła tylko w czasie 30 minut, z doniesień internautów wynikało, że problemy z logowaniem do serwisu istniały przez cały dzień. W oficjalnych komunikatach banki starały się raczej bagatelizować problem, nazywając zdarzenia „chwilowymi niedogodnościami”. Klientom nie wyjaśniono wówczas przyczyn awarii.

Na trzy przed katastrofą prezydenckiego samolotu, 7 kwietnia 2010 r. na stronach internetowych Rządowego Zespołu Reagowania na Incydenty Komputerowe CERT.GOV.PL pojawił się komunikat o atakach ukierunkowanych na pracowników instytucji administracji publicznej. CERT.GOV.PL apelował o zachowanie nadzwyczajnych środków ostrożności przy przeglądaniu poczty internetowej zatytułowanej „The annual Cybersecurity meeting on April 05-08”, której nadawcy podszywając się pod Ministerstwo Obrony Estonii, przesyłali plik PDF, które po otwarciu wykorzystując nie załatane luki w programie Adobe Acrobat Reader infekowały komputer złośliwym oprogramowaniem.

24 kwietnia 2010 roku pojawiła się informacja o poważnych problemach z dostępem do usług operatora abonentów sieci komórkowej Era. Awaria sieci nadajników miała dotyczyć zachodnio-południowej Polski, jednak sygnały o problemach z nawiązywaniem i odbieraniem połączeń napływały z całej Polski. Paraliż telekomunikacyjny, wywołany awarią trwał przez cały dzień.

Ponowne kłopoty z bankowością internetową zaistniały na początku maja br. i dotknęły miliony klientów m.in Banku CitiHandlowego, ING Banku Śląskiego, Kredyt Banku, mBanku oraz Polbanku. Również w przypadku tych awarii klientów zapewniano, że „przejściowe utrudnienia w realizacji transakcji nie mają wpływu na bezpieczeństwo środków”.

Choć żaden z banków nie ujawnił prawdziwych przyczyn tak spektakularnych zdarzeń, można podejrzewać, że doszło do ataku typu DDoS – czyli zasypania komputerów bankowych olbrzymią ilością pakietów internetowych. Do tego celu służą najczęściej komputery, nad którymi przejęto kontrolę przy użyciu specjalnego oprogramowania. Atak rozpoczyna się, gdy komputery zaczynają jednocześnie zasypywać system ofiary fałszywymi próbami skorzystania z usług, jakie oferuje. Dla każdego takiego wywołania atakowany komputer musi przydzielić pewne zasoby, co przy bardzo dużej ilości żądań prowadzi do ich wyczerpania, a w efekcie do przerwy w działaniu lub zawieszenia systemu.

Tę właśnie metodę ataku zastosowano w Estonii i w Gruzji, powodując paraliż najważniejszych serwerów..

Nie wiemy – w jakim stopniu poważne awarie sieci bankowych i telekomunikacyjnych wolno łączyć z tragedią z 10 kwietnia. Jeśli natomiast wykluczymy przypadkowy charakter zdarzeń, można się zastanawiać – czemu miałyby służyć i w jakim celu zostały wywołane?

Przede wszystkim trzeba zauważyć, że po 10 kwietnia musiało dojść do krytycznego osłabienia wielu ważnych ośrodków decyzyjnych (BBN, Kancelaria Prezydenta, NBP, Sztab Generalny WP). Z całą pewnością, mogło mieć to wpływ na funkcjonowanie systemów zabezpieczeń i łączności stosowanych prze te instytucje.

Niewykluczone zatem, że ataki na sieci bankowe mogły stanowić rodzaj testu, podczas którego analizowano procedury alarmowe i reakcje służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo teleinformatyczne. Ich ponowienie, już po 10 kwietnia byłoby logiczną konsekwencją tego rodzaju testu, gdy w nowej, krytycznej sytuacji powtórnie sprawdzono reakcje na zagrożenia cyberatakiem. Celem ataku mogło być również wprowadzenie lub wykradzenie danych oraz złamanie zabezpieczeń, co w efekcie pozwoli w przyszłości na przejęcie kontroli nad poszczególnymi elementami infrastruktury.

Z całą pewnością, awarie bankowości internetowej miały wpływ na destabilizację systemu finansowego, przepływ środków i dokonane w tych dniach transakcje. Według raportu Rady Bankowości Elektronicznej przy Związku Banków Polskich liczba klientów korzystających z tego typu usług przekroczyła już 11 milionów, z czego 6,4 miliona to klienci aktywni Atak na sieć największego banku detalicznego, w którym ponad 6 milionów Polaków posiada konta, musi więc stanowić wydarzenie istotne również dla bezpieczeństwa państwa.

W związku z komunikatem CERT.GOV.PL z 7 kwietnia, mówiącym o atakach ukierunkowanych na pracowników instytucji administracji publicznej, nie wiadomo: jakie były następstwa rozprzestrzenienia złośliwego oprogramowania oraz, czy pozwalało ono przejąć kontrolę nad komputerami instytucji państwowych lub uzyskać dostęp do tajnych informacji? Można przypuszczać, że przesyłki od nadawcy podszywającego się pod Ministerstwo Obrony Estonii trafiały do instytucji administracji centralnej, w tym polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej.

Czy wolno zatem wykluczyć, że wszystkie te zdarzenia na niespotykaną dotąd skalę, pojawiające się tuż przed katastrofą prezydenckiego samolotu, a następnie w kilka dni po tragedii – nie były rodzajem wstępnych „testów” polskiego systemu zabezpieczeń, nie służyły przejęciu ważnych danych i nie stanowią zagrożenia, w związku z planowaną cybernapaścią?

Warto też pytać: co polskie służby – w tym ABW – odpowiedzialne za zapobieganie zagrożeniom cybernetycznym zrobiły do tej pory, by wykluczyć taki związek przyczynowo – skutkowy i zapobiec groźbie ponownych ataków?

Aleksander Ścios

Artykuł opublikowany w „Gazecie Finansowej” z dn.28.05.2010 r

Posted in Warto wiedzieć, Z prasy, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , | 2 komentarze »

Przerażająca historia Iszo z Kanak

Posted by Dzieckonmp w dniu 30 maja 2010


Świadectwo

W oczach Michaela widzę łzy, a jego głos drży. Opowiada mi o swoim dziadku, Iszo (aramejska wersja imienia Jezus), którego pamięta z dzieciństwa. Wielu szczegółów z życia dziadka nie zna, starsze rodzeństwo i ojciec przeważnie nie chcieli rozmawiać na ten temat. Dziadek przeżył 110 lat, a pod koniec życia już po prostu nie chciał żyć dalej. Przestał jeść i po 22 dniach zmarł. Jednak ten niezwykły człowiek zostawił ślad w historii swego narodu i na pewno w sercu Michaela.

Przyzwyczaić się do śmierci

Iszo z Kanak urodził się w roku 1854, w rodzinie chrześcijańskiej mieszkającej w regionie nazywanym Tur Abdin, w południowo-wschodniej Turcji. Wówczas dominowali tam Asyryjczycy, których ojczystym językiem jest język aramejski, a którym wiarę w Jezusa udało się zachować przez prawie 2 tys. lat, pomimo ciągłych prześladowań ze strony muzułmanów: arabskich kalifów, tureckich sułtanów i kurdyjskich sąsiadów. Męczeństwo za wiarę stało się nieodłącznym elementem świadomości każdego Asyryjczyka, gdyż od momentu przyjęcia przez ten naród chrześcijaństwa do czasów współczesnych średnio na każde 50 lat przypada zagłada znacznej liczby wiernych. A ponieważ ostatnie stulecia przyniosły nasilenie się prześladowań, w pamięci Iszo była niejedna masakra. Od dziecka był on świadkiem obcinania głów, kawałkowania ciał i rozstrzeliwania rodaków, którzy ze śpiewem i rozmodleni szli na śmierć. Jeden Kurd ustawiał kilkunastu mężczyzn asyryjskich wielbiących Boga za łaskę śmierci męczeńskiej i jednym strzałem przeszywał ich wszystkich. Widział starca, który podpowiadał swoim katom, jak się podcina gardło, gdyż oni mu tylko przysparzali cierpień, niezręcznie szarpiąc nożem po jego szyi. „Żyjemy po to, by umrzeć dla Jezusa” – mawiał Iszo. Jednak jemu samemu nie dane było umrzeć zbyt wcześnie.
Zagłada Kanak
Tej zimowej nocy 1915 r. wioska Kanak przestała istnieć. Iszo schował się w studni i przebywał tam dopóty, dopóki nie ustały wszelkie odgłosy – jęk umierających, krzyki oprawców, szczekanie psów. Było ciemno, ale po wyjściu ze studni mógł rozróżnić leżące wszędzie trupy. We wsi mieszkało około 150 rodzin chrześcijańskich, lecz nikt nie odzywał się na wołanie przerażonego Iszo, kroczącego dosłownie po trupach swoich bliskich i sąsiadów. W domu, do którego wszedł, krew na podłodze sięgała mu do kostek. Iszo przeszedł przez wieś i kroczył dalej, lecz usłyszał, że za nim ktoś idzie. Byli to pewien mężczyzna i kobieta, którzy wyszli na jego wołanie. „Jestem naga, odarto mnie z ubrań i zgwałcono” – powiedziała kobieta. Iszo oddał jej swój płaszcz i zaproponował, by szukać ratunku pojedynczo. Gdyby zauważono ich razem, niechybnie zginęliby.
„Gdyby Pan nie był z nami…” (Ps 124)
Michael nie wie, jak to było możliwe, lecz pamięta, że w dzieciństwie, kiedy mieszkał z dziadkiem w Syrii, Iszo zawsze zabierał go, odwiedzając przyjaciół pochodzących z Kanak. Było ich sporo, około 30 rodzin. Jak oni ocaleli? Nie wiadomo. Jednak po ludziach krążyły opowieści o rycerzach w białych szatach, którzy bronili masakrowanych Asyryjczyków, wyrywając ich z serca krwawych rzezi. W zimie 1915 roku oddziały tureckie i kurdyjskie, nieraz dowodzone przez Niemców, wybiły kilkaset tysięcy Asyryjczyków. Władze tureckie powiedziały, że każdy Kurd może zabrać sobie wszystko, cokolwiek zdoła zrabować chrześcijanom, więc oni gorliwie zabrali się do roboty, nie szczędząc nikogo. Za cud można uważać fakt, że w regionie Tur Abdin do dziś żyją Asyryjczycy. Iszo na własne oczy widział, jak Kurdowie strącili ze skały w przepaść asyryjskiego księdza, a jemu nic się nie stało. Przerażeni oprawcy pobiegli opowiedzieć o tym imamowi – czy przypadkiem nie Jezus uchronił swojego sługę? Imam zgromił ich i powiedział, że to islam jest najprawdziwszą religią. Wtedy Kurdowie pochwycili imama, zaciągnęli na tę samą skałę i ze słowami:„Zobaczymy, czy Allah ciebie też uchroni” strącili go w dół. Czy można się dziwić, że Iszo z satysfakcją obserwował rozbijającą się o kamienie czaszkę imama?
Opowiadają też o mieście Azah (obecnie Idil), że było to jedno z nielicznych miast, które podjęło próbę walki. Oddziały kurdyjskie przez trzy miesiące nie mogły zdobyć miasta, gdyż każdy atak był odpierany potężną kanonadą z armat ustawionych w rejonie kościoła. Opór został złamany dopiero po nadciągnięciu wojsk tureckich dowodzonych przez oficera niemieckiego. Kiedy ten wpadł wraz z żołnierzami do kościoła, zastał tam tłum kobiet i dzieci, trwających na modlitwie. „A gdzie są te wasze armaty?” – spytał. Przerażone kobiety nie wiedziały, o czym mówi. W całym mieście nie było ani jednej armaty. Opowiadają, że oficer ten nawrócił się, a wśród Asyryjczyków do dziś czczona jest Matka Boża z Azahu, która broniła błagający o wybawienie naród.
Gdzie jesteś, Boże?
Czy w obliczu tak wielkiego cierpienia można nie zwątpić? Iszo też miał chwile, kiedy wołał do Boga i nie słyszał odpowiedzi. Największą próbę jego wiara przeszła w obliczu śmierci pewnego niewinnego asyryjskiego chłopca.
Po rozstaniu się z ocaleńcami z Kanak Iszo udał się w kierunku miejscowości, gdzie od wieków mieszkali Asyryjczycy. Napotykał jednak zawsze na ruiny i trupy. Kiedy dotarł do pewnej wsi, zobaczył, że jest ona zaludniona, lecz słyszał wyłącznie mowę kurdyjską. Iszo zrozumiał, że domy Asyryjczyków zostały zajęte przez Kurdów. Nie miał wyjścia, dalsze błąkanie się oznaczało dla niego śmierć z wycieńczenia.
Udając włóczęgę poszukującego pracy, wynajął się za bochenek chleba dziennie do wypasania bydła nowych gospodarzy wsi. Powierzono mu owce, wśród których rozpoznał swoje własne, gdyż miały na uchu specjalne wycięcie i znak. Cóż, należały już do morderców, którym on teraz musiał służyć…
Pewnego dnia we wsi pojawił się asyryjski chłopiec. Był tak piękny, że Kurdowie oszczędzili go, przyprowadzili żywego i dali go Iszo jako pomocnika. Kiedy byli sami, Iszo opowiedział chłopakowi, kim jest i dlaczego pracuje u Kurdów. Dowiedział się, że rodzicom chłopca obcięto głowy na jego oczach – na progu własnego domu… Ostrzegł go, że nie wolno mu uczynić nawet znaku krzyża w obecności muzułmanów.
Zaprzyjaźnili się i pomagali sobie nawzajem; chłopak był pilnym pracownikiem, starał się wszystko robić dobrze. Kiedy pewnego razu nie przyszedł do pracy, Iszo poczuł, że stało się nieszczęście. W południe powrócił do wsi i zobaczył, jak psy szarpały resztki ciała jego małego przyjaciela; wokół jego szyi był zawiązany sznur. Domyślił się, że widocznie dzieciaki kurdyjskie podpatrzyły, jak on czynił znak krzyża, i za to zawiązały mu na szyi sznur, i ciągnęły po ziemi, aż umarł. Ciało porzuciły na ulicy na pożarcie psom.
Iszo na kolanach błagał, by mu pozwolili pochować to, co zostało z ciała chłopca. Pozwolili mu i był za to wdzięczny Kurdom do końca swojego życia. Nad grobem chłopca wołał do niebios i wydawało mu się, że cały świat słyszy jego krzyk – lecz Bóg nie odpowiadał, jakby Go nic nie obchodziły sprawy ginących niewinnych ludzi. Jakby nie ze względu na Niego szli oni na śmierć, jak owce na rzeź prowadzone…
Widziałem niebo i piekło
Iszo przez siedem lat pracował u Kurdów, którzy wymordowali jego rodzinę i bliskich. Niejedno życie zdołał uratować w tym czasie – jeżeli udawało mu się podsłuchać, na jaką miejscowość asyryjską planowany jest kolejny atak, biegł tam nawet całą noc, by uprzedzić chrześcijan o niebezpieczeństwie. Po upływie siedmiu lat uciekł do Syrii, do miejscowości Kabre Hewore (dziś Kahtanijje), gdzie mieszkali Asyryjczycy chętnie przyjmujący rodaków, którym udało się uciec przed masakrami w Turcji. Ludzie, z którymi się spotykał, pamiętali go do końca życia i uważali za świętego. Kiedy w 1940 roku zmarł, opłakiwali go wszyscy. Jego zawinięte w całun ciało złożono w kościele, a następnego dnia na pogrzeb zebrali się krewni i znajomi z całej okolicy.
Rano ksiądz otworzył drzwi kościoła i tłum żałobników ujrzał wychodzącego Iszo, który witał ich z uśmiechem. Przerażeni uciekli, lecz zaraz potem się zorientowali, że musiał stać się cud. I rzeczywiście: Iszo opowiadał fantastyczne rzeczy, w które nikt by nie uwierzył, gdyby jego przepowiednie się nie spełniały z zadziwiającą dokładnością.
Do Iszo przychodzili ludzie nawet z bardzo daleka, by po raz kolejny usłyszeć opowieść o jego wizycie w niebie. Iszo opowiadał, że kiedy jego ciało złożono w kościele, Matka Boża w towarzystwie dwóch aniołów zabrała go do nieba, gdzie pokazano mu miejsca przygotowane dla wiernych. W niebie tak mu się spodobało, że aż do samej śmierci (w roku 1964) Iszo żałował, iż musiał wrócić na ziemię. Pokazano mu również piekło, które było tak przerażające, że Iszo nie chciał o nim szczegółowo mówić. Wspominał tylko człowieka, który przechodził największe męki i najbardziej przeraźliwie jęczał. Na pytanie, kto to jest, anioł odpowiedział, że to muzułmański prorok Mahomet. Iszo nie bał się tego powtórzyć nawet wobec muzułmanów, choć doskonale wiedział, że za takie słowa może zginąć. Nie da się opisać, jak bardzo to opowiadanie utwierdzało w wierze zdesperowanych chrześcijan, mających w pamięci bezlitosne masakry!
Niestety, wycieczka po niebie musiała się zakończyć i Iszo otrzymał od Matki Bożej zadanie, komu co ma przekazać. Iszo napominał księży i zapowiadał różne wydarzenia, które wszystkie się spełniały. Miał na przykład oznajmić proboszczowi, którego żona była niepłodna i już w podeszłym wieku (księża w Kościele syriacko-prawosławnym mają żony), że urodzą się mu dwaj synowie. Jednego mieli nazwać Gabriel, a drugiemu mogli dać dowolne imię. Po roku kobieta rzeczywiście urodziła dwóch synów i jeden otrzymał imię Gabriel. Minęło niewiele czasu i drugi chłopczyk zmarł, natomiast Gabriel żyje do dnia dzisiejszego.
Ja chcę do nieba!
Swoją odwagą i przepowiedniami Iszo siał strach wśród miejscowych muzułmanów. Bali się powiedzieć choćby słowo przeciwko niemu. Lata mijały, Iszo ukończył sto lat, lecz zachował siłę i jasność umysłu. Codziennie szedł do kościoła, modląc się na głos i śpiewając psalmy, co jest nie do pomyślenia w krajach muzułmańskich, gdzie publiczna modlitwa niemuzułmanina jest karana śmiercią. W nocy, kiedy Iszo nie mógł zasnąć, modlił się tak głośno, że słychać było go na całym osiedlu. Wszystko, o co się modlił, spełniało się – oprócz prośby o śmierć. Ludzie nawet zaczęli mówić, że Iszo nigdy już nie umrze. Jednak on wcale nie chciał pozostawać na ziemi, ponieważ zaznał już smaku nieba…
„Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Z radości poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę”(Mt 13, 44).
Michael kończy opowieść. Łzy ściskają mi gardło. Turcja do dziś zaprzecza, by kiedykolwiek miała miejsce masakra chrześcijan, w której zginęło około 2 milionów Ormian, Greków i Asyryjczyków. Dzisiejszy wyzwolony Irak nie przewiduje uznania prawa Asyryjczyków do autonomii i nawet do reprezentacji w parlamencie. Obecność 2 milionów irackich Asyryjczyków jest ignorowana. Chrześcijański naród mówiący językiem Zbawiciela ginie, a my o tym nawet nic nie wiemy…
Rozmowę przeprowadził i historię spisał Mirosław Rucki
Źródło: milujciesie.org.pl

Posted in Kościół, Świadectwa | Otagowane: , | 8 komentarzy »

Orędzie, 25. maja 2010

Posted by Dzieckonmp w dniu 25 maja 2010


„Drogie dzieci! Bóg dał wam łaskę, abyście żyli i głosili całe dobro jakie jest w was i wokół was i abyście motywowali innych, aby byli lepsi i bardziej święci, ale i szatan nie śpi i poprzez modernizm ukierunkowuje was i prowadzi na swoją drogę. Dlatego, dziatki, w miłości do mego Niepokalanego Serca kochajcie Boga ponad wszystko i żyjcie według Jego przykazań. W ten sposób wasze życie będzie miało sens i pokój zapanuje na ziemi. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.”

Posted in Medziugorje, Objawienia, Orędzia | Otagowane: , | 21 komentarzy »

Pilne – ważne dla wszystkich

Posted by Dzieckonmp w dniu 22 maja 2010


Ważny mail jaki otrzymałem. Okazuje sie że orędzie jest fałszywką.

od piątku/soboty krąży po internecie i smsach poniższe oredzie przypisywane jakoby Iwanowi.

Do osoby mtuszynska@hotmail.com, której nie znam a od której do mnie dotarł ten mail napisałam poniższego maila.

Również i Was wszystkich proszę, abyście uważali co rozsyłacie i nie szkodzili sprawie Medziugorja.

Nie wiem skąd Pani dostała to orędzie, które jest rozsyłane z Pani adresu i czy zdaje sobie Pani sprawę z tego, że rozsyła Pani bzdury wprowadzając ludzi w błąd, siejąc panikę i niepotrzebne zamieszanie.

Dostałam wiadomość z Medziugorja, że to fałszywe orędzie było rozsyłane 5 lat temu, nie było objawione Iwanowi, który z tego powodu i teraz nie jest tym zachwycony, a wręcz oburzony. Poza tym jasno widać, że nie jest to język Matki Bożej i widać kłamstwo na dzień dobry o 4 widzących w Medziugorju, każdy wie dobrze ilu ich jest.

Poza tym gdzie teraz jest wojna na Bliskim Wschodzie?

Dlatego proszę o szybkie zdementowanie tej wiadomości.

======================================================

Do Iwana , jednego z 4 widzących, któremu Dziwica Maryja się objawiła w Medzugorie…
Wojna na Bliskim Wschodzie stanie się groźniejsza i rozprzestrzeni się na cały Świat
By ja zatrzymać, wszyscy powinni się modlić każdej minuty i pościć.
Księża powinni otworzyć drzwi kościołów i wszystkich zaprosić do modlitwy różańcem i modlić się intensywnie
„Módlcie się,Módlcie się,Módlcie się, .”
Wyślijcie to do wszystkich, a przede wszystkim sami to praktykujcie Codziennie o 18.30, gdziekolwiek będziecie zatrzymajcie się i odmówcie 3 Zdrowaś Maryjo w jedności modlitewnej. Wszystko co możemy zrobić to modlić się.
Proszę – niech każdy z was rozpocznie To pilne !
Informacja ze strony Echo Chrystusa Króla

Posted in Apel, Medziugorje, Objawienia, Orędzia, Prośba o modlitwę | Otagowane: , , | 18 komentarzy »

Bardzo ważny list do Radia Maryja

Posted by Dzieckonmp w dniu 22 maja 2010


List napisany przez Ewę z Podlasia umieszczony na stronie Echo Chrystusa Króla

WITAM CIĘ MIECIU!
Dzisiaj sobie pozwoliłam na kolejny list do Radia Maryja do Sz.Ojca T.Rydzyka.
Poniżej Ci go ukazuję w całości.Załączyłam tez 3 załączniki celowo ze strony :”Królowa pokoju blog ,s,”na której są ważne wiadomości moim zdaniem dla Ojca Rydzyka-szefa radia i telewizji redemptorystów.
Nie poddaję się ,z pomocą Ducha Świętego podsyłam dobre rozwiązania dla Radia Maryja ,modlę się za te dzieła, ale pragnę dla dobra ogółu, by te media zaczęły popierać Zbawienną dla nas i światu Intronizację Chrystusa Króla.
Przesłałam też ten list Ojcu Mikrutowi.
Z Panem Bogiem! Miłego dnia!EWA

KRÓLUJ NAM CHRYSTE !
SZANOWNY OJCZE RYDZYKU PROSZĘ O ZAPOZNANIE SIĘ ZE WPISAMI ZE STRONY KRÓLOWA POKOJU BLOG ,S
NIEDAWNO BYŁ WPIS NA TYM BLOGU, ŻE OJCIEC ZACYTOWAŁ SŁOWA JEZUSA OD APOSTOŁKI MIECZYSŁAWY KORDAS W SPORNEJ KWESTII WYJAŚNIENIA KATASTROFY Z DN 10 -04-10 R.
DROGI OJCZE TADEUSZU RYDZYKU, BARDZO OJCA SZANUJEMY I KOCHAMY ZA DOBRO, KTÓRE OJCIEC CZYNI W TAKIM TRUDZIE DLA NAS I Z TAK WIELKIM POŚWIĘCENIEM SIĘ BOGU. JEŻELI OJCIEC PRZECZYTA TE 3 TEMATY Z ZAŁĄCZNIKÓW PRZEZE MNIE ZAMIESZCZONYCH TO UŚWIADOMI SIĘ BARDZIEJ OJCIEC W PRZEKONANIU, ŻE INTRONIZACJA JEZUSA KRÓLA POLSKI JEST JEDYNYM WYJŚCIEM CHWALEBNYM NA OBECNE CZASY CIEMNOŚCI I ZŁA, NA POKONANIE SZATANA PANUJĄCEGO WE WSZYSTKICH DZIEDZINACH ŻYCIA W POLSCE I NA ŚWIECIE.
NAPRAWDĘ WARTO W IMIĘ NASZEGO WSPÓLNEGO DOBRA ,DLA NAS WSZYSTKICH BEZ
WYJĄTKU TYCH ,KTÓRZY KOCHAJĄ NASZĄ OJCZYZNĘ ,TAK JAK OJCIEC JĄ ZAWSZE KOCHA I NAM DAJE ŚWIADECTWO SWOJE W RADIU MARYJA I TELEWIZJI TRWAM. ŻADNE ŚRODKI PRZEKAZU TAK UPORCZYWIE I SZCZERZE NIE DYSKUTUJĄ ,JAK PAŃSKIE W SPRAWIE WYJAŚNIENIA PRZYCZYN KATASTROFY POD SMOLEŃSKIEM,W KWESTII DOBREGO WYBORU NA PREZYDENTA R P,CZY W KWESTII NAWRÓCENIA, MODLITWY,POSTU I WIARY W SENS ZYCIA NAS CHRESCIJAN- KATOLIKOW.
WASZA POMOC JEST NIEODZOWNA W EWANGELIZOWANIU NAS ,ALE I POUCZENIU ORAZ ZACHĘCENIU NAS DO INTRONIZACJI CHRYSTUSA KRÓLA- JAKŻE KONIECZNEJ W NASZEJ OJCZYŹNIE …Z RZĄDEM ,EPISKOPATEM I NARODEM (WYNIKAJĄCEJ Z PRZESŁANIA SŁUŻEBNICY BOŻEJ R.CELAKÓWNY I ŚW S.FAUSTYNY KOWALSKIEJ ORAZ NOWYCH APOSTOŁEK -WYBRANYCH PRZEZ SAMEGO BOGA DLA ROZJAŚNIENIA OTACZAJĄCYCH NAS WSZĘDZIE CIEMNOŚCI ,POKONANIA SIŁ ZŁA I GRZECHÓW NIECZYSTOŚCI.
CZYNICIE NAPRAWDĘ WIELE DOBRA DLA NAS I POLSKI. BOGU I MATCE NAJŚWIĘTSZEJ ZA TO DZIĘKI SKŁADAMY NIEUSTANNIE I MODLIMY SIĘ DO DUCHA ŚWIĘTEGO O ŚWIATŁO DLA WAS KOCHANI NASI EWANGELIŚCI XXI WIEKU ORAZ WSPIERAMY FINANSOWO WASZE DZIEŁA SŁUŻEBNE TAK BARDZO NAM WSZYSTKIM ,KTÓRZY SŁUCHAJĄ I SŁYSZĄ GŁOS BOGA PRZEZ WAS PRZEKAZYWANY OWOCNIE; TO MIN.DZIEKI WAM WIEMY ,JAK MAMY ŻYC I DLACZEGO ŻYCIE NA ZIEMI MA SENS.
PROSZĘ W IMIENIU NAS WSZYSTKICH WIERNYCH -SŁUCHACZY O POMOC W OGŁOSZENIU NA JASNEJ GÓRZE JEZUSA CHRYSTUSA KRÓLEM POLSKI.
SZCZĘŚĆ BOŻE! z POWAŻANIEM ! EWA ŁAPIŃSKA Z PODLASIA

Posted in Kościół, Radio Maryja, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , | 4 komentarze »

EKSPERCI ODPOWIADAJĄ SCEPTYKOM TEORII ŻE TO BYŁ ZAMACH

Posted by Dzieckonmp w dniu 21 maja 2010


Marek Strassenburg Kleciak, specjalista ds. systemów trójwymiarowej nawigacji, i Hans Dodel, ekspert od systemów nawigacji i wojny elektronicznej, autor książki „Satellitennavigation”, odpowiadają na komentarze czytelników podważających tezy zawarte w artykule „To był zamach”. Odpowiedzi ekspertów na niebiesko.

Artykuł To był zamach można przeczytać tutaj






Źródło: niezalezna.pl

Posted in Warto wiedzieć, Z prasy, Świat innymi oczami | Otagowane: , , | 14 komentarzy »

Ostatnie wezwanie naszej Matki

Posted by Dzieckonmp w dniu 20 maja 2010


24 czerwca 1981 r., Maryja, Matka Jezusa zaczęła ukazywać się sześciorgu chorwackim dzieciom w małej górskiej wiosce Medziugorje., położonej na terenie Bośni-Hercegowiny. Do dnia dzisiejszego Matka Najświętsza przychodzi codziennie na ziemię z gorącym błaganiem o modlitwę, post i nawrócenie.

„Przyszłam, aby po raz ostatni wezwać świat do nawrócenia…”

O objawieniach w Medziugorju i orędziach Matki Bożej opowiada siostra Emmanuel ze Wspólnoty Błogosławieństw. Film jest nakręcony w trzydziestu dwóch odcinkach z czego cztery z nich są już w języku polskim. W najbliższym czasie planowane jest przetłumaczenie pozostałych dwudziestu ośmiu odcinków. Na wielu z nich siostra Emmanuel, jako osoba mająca stały kontakt z widzącymi z Medziugorja, podaje informacje jakich nie można znaleźć w żadnym filmie, ani żadnej książce. Medziugorje „Mir” – Polskie Centrum Informacyjne publikuje jedną część filmu i serdecznie poleca zakup pozostałych odcinków. Cztery filmy na dwóch płytach DVD kosztują 40 zł. i można je nabyć pisząc na adres: // <!–[CDATA[–>
var prefix = ‚mailto:’;
var suffix = ”;
var attribs = ”;
var path = ‚hr’ + ‚ef’ + ‚=’;
var addy32304 = ‚m-stachurska’ + ‚@’;
addy32304 = addy32304 + ‚wp’ + ‚.’ + ‚pl’;
document.write( ‚‚ );
document.write( addy32304 );
document.write( ” );
// ]]>
m-stachurska@wp.pl // Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. //
document.write( ” );
// ]]>

lub dzwoniąc pod nr:

Maria Stachurska:  506-377-898

Kliknij i ogladaj film

Źródło: medjugorje.org.pl

Posted in Kościół, Medziugorje, Objawienia | Otagowane: , | 1 Comment »

Śnieg w maju – wizja sie wypełniła

Posted by Dzieckonmp w dniu 19 maja 2010


6 grudnia 2009 roku Pani Mieczysława Kordas która rozmawia z Jezusem, zapytała Jezusa.

Panie Jezu – pytają Ciebie pewne osoby, czy możesz określić o jakie kataklizmy w Polsce chodzi?

Pan:
„Różne – będzie zimno i gorąco; śnieg, deszcz i susza. Wszystkiego po trochu. I dlatego roślina nie będzie mogła urosnąć ani się rozwinąć. W maju będziecie kosić śnieg. Maj – to miesiąc Maryjny i Maryja swoimi łzami będzie podlewała ziemię. Kara za grzechy może być umniejszona lub zwiększona, w zależności od narodu. Jeżeli będą błagać o łaski przebaczenia win i przepraszać za swoje i innych grzechy, to Ja jestem Miłosiernego serca i ulituję się nad ludem swym wołającym o litość. Modlitwy, wynagradzania, pokuta – oto warunki oddalenia kar.                                                   Jezus Sprawiedliwy ale i Miłosierny”.

W styczniu 2010 roku Pani Mieczysława pisze list do władz państwowych i kościelnych.

„ULTIMATUM”
DLA RZĄDZĄCYCH POLSKĄ – WŁADZ KOŚCIELNYCH
I PAŃSTWOWYCH ORAZ SAMORZĄDOWYCH


Upór Kardynała Hlonda, który aż do wybuchu II wojny światowej lekceważył i odrzucał „ultimatum” Pana Jezusa, żądającego uznania Go za Króla Polski, ściągnął na naszą Ojczyznę straszliwe cierpienia. Aż do dzisiaj, z powodu strategii „grubej kreski”, są one dla nas udręką i obciążają przed Bogiem konto Kardynała, pozbawiając go (jak dane mi było poznać) wiecznej chwały.

Czyż to nie Was, drodzy Kardynałowie i Biskupi, powołał Bóg do naprawienia błędu Waszego poprzednika? Może to będzie najwspanialsze dzieło Waszego życia, Waszej posługi Kościołowi? Po Polsce Intronizacji mają dokonać inne narody, więc oczekiwania Nieba i ziemi właśnie od Was są wielkie. Pan Jezus jako Król wypełni swoje obietnice i będzie nas mógł w znacznym stopniu uratować, lecz On sam ten warunek postawił. Z Intronizacji wyniknąć więc może tak wielkie dobro, że warto na jej rzecz zdobyć się nawet na duże poświęcenia.

Weźmy i to pod uwagę, że mamy jeszcze Prezydenta, który na wszystkie prośby o dokonanie Intronizacji odpowiadał, że jest ZA, lecz jej przeprowadzenie zależy nie od niego, lecz od Episkopatu. Wkrótce może go zastąpić inny o odmiennych poglądach. Ostatnie wydarzenia na Litwie – w Wilnie i w Obwodzie Solecznickim – powinny być dla naszych Władz kościelnych i państwowych wskazówką i zachętą do działania w kierunku Intronizacji: jeśli inni mogą jej oficjalnie dokonać, dlaczego nie my?

Jeżeli teraz szansa nie zostanie wykorzystana, Pan Jezus w czasie straszliwego oczyszczenia ziemi będzie musiał wobec nas być sprawiedliwy, a przecież chciałby okazać nam swoje miłosierdzie. Od dawna Pan Jezus przynagla mnie, a wraz ze mną moich rodaków za granicą, do powrotu na wiosnę do Polski, jeśli chcemy się uratować. Już od lata 2010 roku Amerykę czekają powodzie i kataklizmy. Wiem, że USA dotknie załamanie się życia gospodarczego i społecznego: upadek banków, zaskoczenie, popłoch i dramat, wielka liczba samobójstw, grabieże w poszukiwaniu żywności, paraliż komunikacji. Kraj „mlekiem i miodem płynący” będzie zupełnie nie do poznania.

Wielu z tych kar mogłaby Polska uniknąć, gdyby wprowadziła na swój tron Jezusa Chrystusa jako swojego Króla. Chodzi o intronizację Osoby Boga-Człowieka, a nie Jego Najświętszego Serca, jak próbują nam sugerować ukryci wrogowie prawdziwej Intronizacji (przecież Najświętszemu Sercu została już Polska uroczyście poświęcona w 1951 roku i nie trzeba do tego wracać). Król Pokoju uchroniłby nas od przelewu krwi, który może nas dotknąć już latem 2010 roku, a może i od wielkiego głodu, spowodowanego zimnem, upałem i suszą (w maju będziemy „kosić śnieg”).

Ja, pisząca ten list, jestem jak Rozalia Celakówna osobą świecką, włączoną w pogoń za środkami utrzymania w USA, lecz znajdującą czas na częstą adorację Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. To właśnie od Niego na modlitwie otrzymuję pouczenia dla siebie i dla innych. Kierując się Jego słowami wiosną 2010 roku bezwzględnie wracam do Polski.

Wiem, że istnieje niebezpieczeństwo, że słowa naszego Pana mogą zostać, podobnie jak to było odnośnie do Rozalii przed wojną, zlekceważone i odrzucone. Będę jednak miała świadomość, że zrobiłam co mogłam, by przynajmniej Polskę uchronić od losu innych narodów, nieposłusznych woli naszego Pana.

To ULTIMATUM nie pochodzi ode mnie, lecz od samego Króla Nieba i Ziemi, który wśród narodów zbuntowanych przeciwko Jego Prawu chce mieć przynajmniej jeden, który będzie Mu poddany: właśnie ten, który sobie wybrał i umiłował bardziej niż inne. Od Was zależy, jaką otrzyma od Polski odpowiedź i co dla Polski będzie mógł uczynić w najbliższym czasie. Nam, ludziom świeckim (zresztą i wielu kapłanom myślącym podobnie), pozostaje modlitwa i ufność, jaką w Was i w Waszych działaniach pokładamy.

DRODZY POLITYCY I BISKUPI – NIE BĄDŹCIE DLA NAS KATAMI
PRZEZ ZANIECHANIE INTRONIZACJI CHRYSTUSA.
BŁAGAMY WAS, POSŁUCHAJCIE KRÓLA KRÓLÓW I NASZEGO
WOŁANIA O ŻYCIE.
DUCHU ŚWIĘTY, OŚWIEĆ UMYSŁY RZĄDZĄCYCH, ABY SERCA ICH
OTWORZYŁY SIĘ NA WOŁANIE NASZE.

Oddana Bożej sprawie – Mieczysława Kordas

Niektórzy się niecierpliwili i pisali listy gdzie ten śnieg. 6 maja tego roku Pani Mieczysława zapytuje Jezusa.

Panie Jezu, otrzymałam jeden list i autor wprost domaga się abyś wypełnił Twoją przepowiednię i udowodnił, że spadnie w maju śnieg, bo jesteś nieomylny i pisze do mnie: Pani Mieczysławo, a co Pani zrobi, jeżeli nie spadnie w maju śnieg?

Usłyszałam głos Boga Ojca, taki sam i taką samą Osobę widziałam oczami duszy jak w kościele św. Konstancji. Głos był bardzo spokojny i jakby pouczający a ton niski. Pan Bóg mówił powoli.

Bóg Ojciec: „Oj, ludzie. ludzie, opamiętajcie się i proście abym odłożył wasze karanie. Czytajcie Pismo Święte. Ile to razy mówiłem o karaniu, o waszym nawróceniu i opamiętaniu i darowałem wasze winy. Tych błagających Mnie jest coraz więcej i mam wzgląd na nich, bo jestem jeszcze Miłosierny. Wróg Mój bardzo chce zniszczyć was kataklizmami, bo dużo ich sam wywołuje, tak jak w Islandii. To był pomysł Mojego wroga, ale Ja powstrzymałem jego rękę, bo byłaby wielka katastrofa ekologiczna. Mój wróg bardzo chce was zniszczyć a Ja chcę tylko, abyście porzucili grzech i przypomnieli sobie, że Ja jestem, i że to ode Mnie wszystko zależy. Bardzo was kocham i chciałbym abyście żyli w pokoju, przyjaźni, w dobrobycie i w poszanowaniu siebie. Ja nie chcę niczego zniszczyć, ale to Mój wróg chce opanować wasze umysły, wasze serca i uczynić was niewolnikami tylko dlatego, że on nienawidzi przede wszystkim Mnie, ale i wszystkich, którzy są Moimi. Ja walczę różnymi sposobami o każdego z was i w dalszym ciągu proszę was: porzućcie grzech i módlcie się do Boga o siebie i o pokój na ziemi. Wynagradzajcie za tych, co pomarli. Kochajcie się, szanujcie się, wspomagajcie się nawzajem, błogosławcie się nawzajem a wtedy i Ja będę wam błogosławił. Mój wróg będzie związany w swych czeluściach na wieki. Tak wam dopomóż Bóg i wszyscy święci w Niebie. AMEN. To mówię Ja – wasz Ojciec w Niebie.

Więcej na temat rozmów Mieczysławy z Jezusem na stronie www.echochrystusakrola.net

Dziś możemy powiedzieć że słowa jezusa się z nawiązką spełniły.

Oto zdjęcia z wczoraj z Zakopanego.

osniezone,ulice,w,srodku,wiosny

plug,w,srodku,wiosny

Śnieg w maju nie tylko w Polsce.

Śnieg w maju w Hiszpanii – ogłoszono stan pogotowia

Po tygodniu letniej aury na początku maja powróciły do Hiszpanii zimowe temperatury. W 27 regionach kraju, głównie na północy i na wschodzie, ogłoszono stan pogotowia ze względu na śnieg, grad, deszcz i burze.

W Vinalopo w prowincji

Walencja

grad zniszczył uprawy winorośli, a w okolicy Elche, w tym samym regionie, uprawy granatów. Na

Majorce

padały ulewne deszcze – woda zalała wiele lokali, a nawet metro w Palma de Mallorca. Interweniowała straż pożarna.

Na północy kraju, w

Asturii

, z powodu opadów śniegu zamknięto trasy górskie dla samochodów ciężarowych. W regionach Madrytu, Aragonii, Kantabrii i Kastylii-La Manchy ogłoszono stan pogotowia z powodu wichur. Niebo jest pochmurne nawet na

Wyspach Kanaryjskich

.

Posted in Objawienia, Warto wiedzieć, Świat innymi oczami | Otagowane: , , | 33 komentarze »

ORĘDZIE JEZUSA DO ANNY A.

Posted by Dzieckonmp w dniu 18 maja 2010


„To ważne Orędzie otrzymała Anna A. z Warszawy – w wigilię Święta Bożego Miłosierdzia o godz. 1530. Pani Ania otrzymała już wcześniej wielką ŁASKĘ rozmowy z Panem Jezusem i jest autorką czterech książek „
Pan Jezus: Nie ma przypadków w całym świecie. Pisz Anno! „Sam Bóg dopuszcza zło, aby dotknąd ludzkośd poprzez cierpienie. Wtedy najczęściej człowiek nabiera pokory i schodzi ze złej drogi… lub czyniąc zło, sam człowiek

zabija brata tak, jak Kain zabił Abla. Potrzeba było takiej ofiary – tak, jak trzeba było Mojej Ofiary.” Pani Ania pyta:, Jeżeli ofiara, to musi byd i Kain?
Pan Jezus: „TAK”. Ania pyta dalej: A w tej tragedii dla Narodu Polskiego?
Pan Jezus: „Jest i Kat., Dlatego potrzeba, aby narody w całym świecie padły na kolana przed Bogiem, bo w każdym Państwie jest Kain i Abel; jest Zło i Dobro. Polskę kocham nade wszystko. Jest Mi Izraelem, dlatego Bóg dopuścił śmiercionośną rękę Kaina, aby ofiara została przyjęta. Mówiłem już do ciebie, że to jest początek katastrof. Mówiłem też, że przyjdą jeszcze inne – na cały świat, aby świat się zatrzymał, bo pędzi na oślep w samą przepaść piekła. Mój Ojciec z miłości Ojcowskiej dopuści następne. Dopóty wasz świat się nie zatrzyma. Dopiero wtedy zostanie uratowana ta część ludzkości, która by poszła na potępienie. CIERPLIWOŚĆ MOJEGO OJCA WYCZERPAŁA SIĘ!
Pan Jezus mówi dalej: Dzieci, które nie słuchają Ojca, muszą ponieść karę. Za bardzo i za dużo liczycie na Moje Miłosierdzie, lekceważycie Moje Słowo, żyjąc po swojemu, dlatego będziecie cierpień. A to jest początek kar, które nazywacie KATAKLIZMAMI. Ja wam mówię: nic nie dzieje się bez Woli Mojego Ojca. Ginąc będą te ofiary, które Bóg sobie upatrzył. Mówię do was – a i tak niewielu tym się przejmuje, niewielu zawróci z drogi potępienia. Człowiek w swojej słabości, kruchości – jest lękliwy. Bóg o tym wie… ale i szatan o tym wie. Dokonuje się walka zła z dobrem. Tej bitwy nie wygra Naród, który rządzi się swoim prawem. Przeczytajcie Psalm 22.
Chrystus, Król Wszechświata

Posted in Objawienia, Warto wiedzieć | Otagowane: | 17 komentarzy »

Sprzedam Polskę – msp.gov.pl

Posted by Dzieckonmp w dniu 17 maja 2010


Minister skarbu [„Jacek Rostowski” czyli obywatel Wielkiej Brytanii – Jan Vincent-Rostowski] zamieścił w tygodniku “The Economist” ogłoszenie o sprzedaży ponad 670 polskich spółek z ponad 40 sektorów gospodarki.

Pod ręką Platformy Obywatelskiej Polska od trzech lat żyje z wyprzedaży majątku poprzednich pokoleń i zaciągania długów na koszt przyszłych. Ekonomiści biją na alarm: sprzedaż strategicznych sektorów gospodarki na rzecz zagranicznych inwestorów nie zasypie dziury budżetowej, za to zwiększy finansowy drenaż Polski i narazi nasz kraj na “wrogie przejęcie”. Prywatyzowanie w kryzysie jest nieracjonalne m.in. dlatego, że firmy prywatne mają teraz znacznie gorszy dostęp do kapitału niż państwa, które są w ocenie rynków bardziej wiarygodnym partnerem w czasach kryzysu.

Ogłoszenie polskiego Ministerstwa Skarbu Państwa w “The Economist”, 8-14 maja 2010 r.

Gorączkowo szukając pieniędzy na łatanie dziur budżetowych, rząd sprzedaje, co się da, bez względu na to, czy prywatyzacja firmy ma uzasadnienie gospodarcze, czy też nie ma. Wpływy ze sprzedaży majątku państwowego zaplanowano w tym roku na 25 mld zł, ale minister Aleksander Grad licytuje w górę, utrzymując, że sięgną nawet 30 mld złotych. Miliard w górę czy w dół nie zmienia jednak obrazu sytuacji: mimo totalnej wyprzedaży majątku rząd nie zdoła ograniczyć dziury budżetowej do zaplanowanych rozmiarów, czyli 52 mld złotych.

– Szacujemy, że już dziś rzeczywisty deficyt budżetu wynosi 90 mld złotych. Pod koniec roku dług publiczny sięgnie 780-800 mld zł – ocenia główny ekonomista SKOK Janusz Szewczak.
– Prywatyzacyjny rozmach rządu doszedł do punktu, gdy trzeba powiedzieć – nie! Ludzie są zgorszeni beztroską, z jaką rząd wyprzedaje majątek publiczny budowany przez pokolenia – mówi poseł Gabriela Masłowska (PiS), ekonomistka.

Po giełdowym debiucie PZU, za sprawą którego udział Skarbu Państwa w naszej największej ubezpieczeniowej spółce spadł z ponad 50 proc. do 46 proc., rząd przymierza się do sprzedaży zakładów wielkiej syntezy chemicznej. Pod młotek pójdą Zakłady Azotowe Puławy i Zakłady Chemiczne Police. W ostatnich dniach Ministerstwo Skarbu Państwa wystosowało zaproszenie do składania ofert. W obu spółkach rząd zamierza pozbyć się na rzecz inwestora strategicznego większościowych pakietów akcji. Niewykluczone, że jeden nabywca przejmie oba przedsiębiorstwa lub sprywatyzowane zostanie jedno z nich. To tzw. druga grupa chemiczna. Po niej przyjdzie kolej na pierwszą grupę, tj. Ciech, Zakłady Azotowe w Tarnowie (ZAT) i Zakłady Azotowe w Kędzierzynie (ZAK), których w pierwszym podejściu nie udało się sprywatyzować. Niemiecka grupa PCC, która miała wyłączność na negocjacje kupna ZAK i ZAT, zaoferowała tak niekorzystne warunki zapłaty, że strona polska zmuszona była zamknąć ten etap bez rozstrzygnięcia.

Do sprzedaży przeznaczona jest energetyka. Rząd chce zbyć udziały w największych grupach energetycznych – PGE i Tauron. Dotąd była mowa o zachowaniu w rękach Skarbu Państwa strategicznych pakietów akcji, ale minister Aleksander Grad wycofuje się rakiem z tych obietnic. Według ostatnich informacji, w Tauronie ma być sprzedane nie 20 proc., a… 52 proc. akcji. W ręce inwestora trafi też w całości grupa energetyczna Enea. To drugie podejście do prywatyzacji, w pierwszym – prowadzonym w dołku kryzysu – nie wyłoniono nabywcy. Na sprzedaż trafi też pakiet 13 proc. akcji w koncernie naftowym LOTOS, 10 proc. akcji w KGHM “Polska Miedź”, mniejszościowe pakiety w spółkach paliwowych, część spółek związanych z sektorem obronnym, firmy farmaceutyczne oraz dalsze 65 proc. akcji lubelskiej kopalni węgla kamiennego Bogdanka, która zadebiutowała na giełdzie w połowie ubiegłego roku.
Do końca roku ma rozpocząć się sprzedaż warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych – najważniejszej instytucji infrastruktury rynku kapitałowego. Akcje giełdy mają zadebiutować na jej własnym parkiecie. W ubiegłym roku w ostatniej chwili udało się powstrzymać ministra Grada przed wyjątkowo niekorzystną dla gospodarki i samej giełdy sprzedażą GPW inwestorowi branżowemu – niemieckiej Deutsche Boerse.

– Rząd sprzedaje strategiczne dziedziny gospodarki, nie bacząc na kryzys, bo jedyne, co go zaprząta, to narastające kłopoty z płynnością budżetu. Ten gabinet kompletnie nie rozumie, w jakim kierunku rozwija się sytuacja na świecie, i źle nas pozycjonuje – uważa Jerzy Bielewicz, prezes Stowarzyszenia “Przejrzysty Rynek”. – Katastrofa finansowa Grecji to zaledwie czubek góry lodowej, zwiastun kolejnej fali globalnego kryzysu finansowego, który tym razem uderzy najsilniej w Europę, grożąc jej rozpadem – ostrzega finansista.

– Na razie trwa cisza przez burzą, ale musimy mieć świadomość, że brak gruntownej reformy globalnego systemu finansowego spycha świat w kierunku konfliktu. W takiej chwili finanse, obronność, energetyka – to dziedziny, które rządy innych państw mocno dzierżą w ręku – podkreśla Bielewicz.
Zwraca też uwagę, że prywatyzowanie w kryzysie jest nieracjonalne także z tego powodu, że firmy prywatne, w tym największe korporacje, mają obecnie znacznie gorszy dostęp do kapitału niż państwa, które są w ocenie rynków bardziej wiarygodnym partnerem w czasach kryzysu.

– Kredyt korporacyjny obecnie nie istnieje, z wyjątkiem Azji. Banki, w obawie przed stratami, nie chcą pożyczać wielkim korporacjom, a jeśli oferują kredyt, to na bardzo wysoki procent. Tymczasem polskie obligacje rządowe są oprocentowane na poziomie 5 proc., dostęp do kapitału jest więc dla sektora państwowego łatwiejszy – ocenia Bielewicz. – Wejście na giełdę to jednorazowy zastrzyk kapitału, potem prywatny inwestor musi drożej płacić, gdy pożycza na rynkach finansowych – zauważa.

Drenaż kapitału i rynku pracy

– Prywatyzacja na rzecz zagranicznych inwestorów wypycha miejsca pracy z Polski – zwraca uwagę inny finansista związany z Narodowym Bankiem Polskim. Jak tłumaczy, gdy zagraniczny inwestor nabywa akcje w polskiej spółce, dokonując wymiany miliardów środków walutowych na złote, podbija tym samym kurs złotego, czyniąc nasz eksport mniej opłacalnym. Dlatego rezultatem masowej prywatyzacji z udziałem kapitału zagranicznego jest zjawisko przesuwania się miejsc pracy z Polski za granicę.

– Zamieniamy aktywa kapitałowe, które dawałyby nam wieloletnie dochody w kraju, na jednorazową konsumpcję. I to ma być interes? – pyta retorycznie. O ile prywatyzacja na rzecz kapitału zagranicznego niesie negatywne konsekwencje, to prywatyzacja w warunkach kryzysu jest – zdaniem naszego rozmówcy – szkodliwa w dwójnasób.

– Kryzys ma to do siebie, że powoduje zasysanie środków z peryferii globalnych korporacji do centrali, a więc w kierunku odwrotnym niż w czasach prosperity, gdy kapitał dokonuje ekspansji i inwestuje za granicą – wyjaśnia. Oznacza to, że środki finansowe wypracowane w polskich spółkach z chwilą wejścia zagranicznego inwestora strategicznego będą transferowane za granicę poprzez wypłatę zysków, ucieczkę przed podatkami, stosowanie cen transferowych etc. Szczególnie jaskrawo proceder ten widoczny jest w spółkach o charakterze finansowym, tj. bankach i firmach ubezpieczeniowych – np. ING w kryzysie dokonało wielomiliardowej lokaty w zagranicznym banku-matce, jeden z banków wypłacił akcjonariuszom dywidendę przekraczającą zysk itp. Z kolei ceny transferowe to sposób na wyprowadzanie zysków przez zagraniczne sieci supermarketów i firmy, których produkty cechuje wysoki “wsad importowy”.

Premier Donald Tusk i minister Aleksander Grad upatrują “cudownego lekarstwa” w prywatyzacji poprzez giełdę, gdy miejsce zagranicznego inwestora strategicznego zajmuje mniej lub bardziej rozproszony akcjonariat. Wygląda jednak na to, że pokusa drenażu finansowego bynajmniej nie omija spółek giełdowych, tyle że beneficjent się zmienia.
– Spółki o rozproszonym akcjonariacie stają się de facto własnością menedżerów, a akcjonariusze pozostają bez wpływu na zarządzanie. Na przykład włoski UniCredit kontrolowany jest przez kilka fundacji posiadających większe pakiety akcji, a te fundacje kontroluje… zarząd – tłumaczy Bielewicz.

– Amerykańskie banki, które zdefraudowały ogromne pieniądze i zostały wzięte na garnuszek podatników, to przecież… spółki giełdowe – przypomina. Dowodem na to, że menedżerowie firm giełdowych stają się quasi-właścicielami, są np. astronomiczne wynagrodzenia zarządów, niezależne od wyników firmy. – Jak wyliczono w Stanach Zjednoczonych, dochody głównych menedżerów Goldman Sachs przekraczają kwoty dywidend na rzecz akcjonariuszy – podaje przykład.

– Twierdzenie, jakoby prywatyzacja w każdym wypadku gwarantowała szybszy wzrost, jest gołosłowne – twierdzi dr Gabriela Masłowska, ekonomistka, poseł PiS. – Dowodem jest szybki rozwój krajów Dalekiego Wschodu, które – w przeciwieństwie do Polski – odrzuciły plan totalnej prywatyzacji zalecany przez tzw. Konsensus Waszyngtoński [ultraliberalny program gospodarczy MFW i BŚ dla krajów słabo rozwiniętych przedstawiony w 1989 r. – przyp. red.].

Prywatyzacja to nie panaceum

– Najpierw warto zapytać rząd, gdzie się podziało ponad 100 mld zł z dotychczasowej prywatyzacji prowadzonej od początku transformacji. Czy dzięki wyprzedaży tego majątku mamy wyższe emerytury? Czy za te pieniądze zbudowano autostrady? Czy Polacy stali się właścicielami fabryk? Czy budżet ma wyższe wpływy podatkowe? – pyta retorycznie Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK. – Powiedzmy wreszcie otwarcie: to była od początku koncepcja pozbawiona perspektywy, ograniczona do doraźnego zatykania luk w finansach publicznych dochodami z wyprzedaży majątku pokoleń – zaznacza.

– Totalna prywatyzacja nie jest panaceum na problemy gospodarcze, przeciwnie – w wielu wypadkach może zaszkodzić – twierdzi Jerzy Bielewicz. Każda dziedzina gospodarki wymaga – jego zdaniem – odrębnej strategii, jeśli chodzi o status własnościowy.
– Po co sprzedawać energetykę inwestorom zagranicznym? Wiadomo, że środki na niezbędne inwestycje będą pozyskiwać na polskim rynku przez zawyżanie cen energii, co narazi polską gospodarkę na

utratę konkurencyjności. Po co pozbywać się kontroli nad PZU, PKO BP czy GPW? Inwestorzy przejmują dochodowe spółki finansowe po to, by z nich czerpać zyski, a nie dokładać. Na Zachodzie zaledwie 20 proc. tego sektora znajduje się w rękach zagranicznych, gdy tymczasem w Polsce – 70 proc. – zwraca uwagę Bielewicz.

Małgorzata Goss

Źródło: bibula.com

Posted in Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , , | 3 komentarze »

Zamordowali Prezydenta Lecha Kaczyńskiego

Posted by Dzieckonmp w dniu 16 maja 2010


Polityka miłości PO

Dzisiaj weszli w skład komitetu honorowego kandydata na prezydenta Bronisława Komorowskiego

Kampania polityki miłości trwa. Patrzcie również jakie media umożliwiały tym nienawistnym politykom bluzgać na Prezydenta.

W swoim programie radiowym Kuba Wojewódzki i Michał Figurski postanowili ponabijać się z pochówku prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Posted in Warto wiedzieć, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , | 7 komentarzy »

Wywiad z autorem Książki Pola Laska czyli upadek czwartej kości pospolitej rzeczy.

Posted by Dzieckonmp w dniu 16 maja 2010


Alef Stern

PM: No właśnie skąd się wziął tytuł.

AS: Pierwszy tytuł tej książki nakreślonej ponad 16 lat temu to Upadek Kości. Następnie tytuł ewoluował do tytułu Szkielet czyli upadek kości. Kiedy zacząłem zastanawiać się czym lub kim jest kość, stawiałem sobie pytania o jej wygląd. Składałem wszystkie informacje właśnie w szkielet. Następnie znalazłem w swych notatkach zapis, że kość to taka pospolita rzecz. Później, obliczając ile tych upadków było, doszedłem do wniosku, że cztery były upadki. A nie trzy. I wtedy Ją poznałem i tak narodziła się Ona – Pola Laska. Ja tę kobietę naprawdę bardzo kochałem. A przynajmniej tak mi się wydawało.  A może nie potrafiłem jej kochać. Może coś, co nazywałem miłością, tylko jako miłość mi się jawiło.

PM: Żartuje Pan sobie?

AS: Nie, mówię jak najbardziej poważnie. Wczoraj przeglądałem ogromne pudło z rękopisem książki. To jest jakieś ponad 1000 stron notatek maszynopisu, wydruków z komputera, luźnych myśli, ale najważniejszy jest pierwszy zeszyt, w którym powstało ponad 100 pierwszych stron. Znalazły się one w książce jako fiszki z archiwum IPN – tylko kilka wybranych a jest ich ponad 100. I w tych zapiskach wyłania się o wiele więcej informacji niż znalazło się w książce.

PM: Czy nie mógł Pan wydać tych wszystkich stron?

AS: Pola Laska jest moim prozatorskim debiutem, przekonanie wydawnictw do druku 300 stron nie było łatwą sprawą, a co dopiero mówić o 1000 stron.

PM: Długo czekał Pan na wydanie książki?

AS: Długo rozmawiałem z rożnymi wydawnictwami, które namawiały mnie do zmiany treści, cenzury, skrócenia ksiązki, albo dawały odlegle terminy druku. A mi zależało, by książka miała swą premierę przed 4 czerwca 2009 roku. No i udało się.

PM: Pana książka została nominowana do nagrody literackiej Angelus…

AS: Nie uprzedzajmy faktów, na razie została jedynie zakwalifikowana.
PM: I tak gratuluje! To niezbyt częste przy debiutach. Pana książka bije ostatnio rekordy popularności. Pierwszy nakład rozszedł się. Na allegro można kupić egzemplarze po niebotycznej cenie.

AS: Rzeczywiście końcówka pierwszego nakładu rozeszła się w przeciągu paru dni, a o ostatnie sztuki ludzie biją się na internetowych aukcjach, gdzie Pola Laska osiąga ceny ponad 100 zł za egzemplarz.

PM: Tym bardziej cieszy, że ukazał się właśnie nakład drugi rozszerzony. Czym rożni się od pierwszego?

AS: Właściwie niczym, dodałem jedynie mały rozdział, pozostawiliśmy tę samą numeracje stron, poprawiliśmy błędy, które z uwagi na specyfikę książki trudno było wyeliminować, pozostawiając błędy, które są celowym zamierzeniem.

PM: Jak to ?

AS: Tak,  z uwagi na to, że, jak słusznie odkryli internauci, książkę można czytać wspak i z góry na dół , tak wiec niektóre błędy są po prostu zamierzone. Dodatkowo oznaczyliśmy niektóre fragmenty i numery stron. Miało być to zrobione w pierwszej wersji, ale pierwszemu wydawcy zabrakło odwagi. Książka już w warstwie tematycznej i treściowej była na tyle kontrowersyjna, że 3 duże znane polskie wydawnictwa, które się do niej przymierzały zalecały mi poprawki i to nie tylko na poziomie ortografii i stylistyki, ale również na poziomie treści.

PM: To jednak prawda, jak wskazuje Pan w książce, że były rożnego rodzaju naciski.

AS: Tak,  w rozmowie z jednym z redaktorów zaproponowałem, że napiszę wprost, że prezydencki samolot wraz z całym rządem na pokładzie zostaje zestrzelony i że dodatkowo wymienię nazwiska tych co mają zginąć. Wywiązała się mało przyjemna dyskusja i tak zerwaliśmy rozmowę o wydaniu.
PM: To jak doszło do drugiego wydania?

AS: Po prostu kilka wydawnictw odezwało się, że chce wydawać książkę, była też próba ze strony jednego wydawnictwa druku pirackiego, skutecznie zablokowana przez lojalną wobec mnie drukarnie. W Internecie pojawiły się też pliki PDF z książką. M.in. na portalu chomikuj.pl przeklej.pl i innych tego rodzaju złodziejskich geszeftach. Gdy się do nich pisze o zablokowanie tego procederu, udają że nie wiedzą o co chodzi, odpowiadają po kilku dniach, gdy już kilka tysięcy nieudolnych fotokopii książki jest już ściągniętych, a potem udają jeszcze, że nie mogą znaleźć pliku, jakby wielką trudnością było wpisanie w wyszukiwarce gogle: pola laska, chomikuj lub PDF i sprawdzenie czy użytkownicy nie naruszają prawa. Jestem zbulwersowany tym procederem. Cale życie kupowałem książki, oryginalne płyty z muzyką i filmami w księgarniach i tym bardziej czuję się dotknięty tym procederem jako twórca i oburzony na nasze prawo autorskie i brak jego ochrony. Firmy matki tych portali to spółki wielkich internetowych portali wnioskujących i dostających często milionowe fundusze unijne, a na stronach spółek córek, o najniższym możliwym kapitale, umieszczają pliki nie będące ich własnością, czerpiąc z tego profity, bo za każdą ściągniętą kopię każą sobie płacić. Nazwać ten proceder kurestwem, to zbyt delikatne określenie.

PM: Mam nadzieję, że dojdzie do zmian w prawie, które pozwolą twórcy dochodzić zadośćuczynienia od każdego użytkownika, który ściągnął książkę. W USA kwota, której może dochodzić właściciel praw autorskich, to 150 tysięcy $ od jednego nielegalnie ściągniętego pliku. Ale wróćmy do książki.

AS: Tak też mam taką nadzieję, szczególnie, że książkę pisałem przez kilkanaście lat, a ostatnie 5 lat poświęcałem jej po kilka godzin na dobę. Wracając do tematu, nie ulegało więc dyskusji, że na Polę jest ogromne zapotrzebowanie.  Z wydawnictwem Papierowy Motyl współpracuję juz jakiś czas, więc decyzja, że drugie wydanie robimy razem została podjęta bardzo szybko.

PM: Wydanie jest poszerzone, co to znaczy?

AS: Po pierwsze w sieci pojawiły się informacje jakoby książka nawiązywała do przepowiedni Nostardamusa i tu pojawiała się przepowiednia, chory wymysł jakiegoś umysłu – tekst o żelaznym ptaku. Rzeczywiście pewną inspiracją dla napisania ksiązki była przepowiednia Nostradamusa,  ale inna. Dotycząca upadku kości i tę przepowiednię do książki załączyłem.

PM: Czy to znaczy, że jest Pan prorokiem, takie informacje też pojawiły się w Internecie?

AS: Daleko mi do tego, by tak o sobie myśleć. Fragmenty o upadku kości powstawały od czasów liceum, pierwszy rozdział ma dokładnie 16 lat. Wiele z ówczesnych notatek nie trafiło do powieści. Ale kiedy po katastrofie smoleńskiej je przeglądałem, byłem nie tyle co zaskoczony, ale wręcz przerażony.

PM: Co to znaczy?

AS: Po prostu w jakiś sposób pewne wydarzenia zapisane w przeszłości, jak spiskowa teoria dziejów, materializują się. Kiedy miałem 16 lat nie wiele wiedziałem o braciach Kaczyńskich – no może tyle, że występują w programie satyrycznym Polskie Zoo Kryszaka, Zaorskiego i Wolskiego jako dwa chomiki. W życiu nie przypuszczałem, że któryś z nich będzie prezydentem . Nie bawiłem się wtedy w tego rodzaju futurologie. Ale jak zajrzy się do tych zapisków to jasno tam stoi, że chomik zostaje prezydentem.

PM: Czy mógłby Pan skomentować wypadek w Smoleńsku?

AS: Jedynym komentarzem jest moja książka i więcej wypowiadać się w tym temacie nie będę.

PM: Ale w Internecie i innych mediach pojawiały się różne spekulacje, wymienię choćby kilka: że to jest scenariusz  działań, odprysk tajnej operacji służb, operacja iluminatów itp.
Czy może Pan to skomentować?

AS: Po prostu do tej tragedii musiało dojść, wszyscy za nią odpowiadamy, zarówno ofiary, sprawcy jak i bierni obserwatorzy. Odmawiam komentarza w sprawie. Mam nadzieję, że światło prawdy pozwoli nam wyjaśnić tę ogromną tragedię.

PM: Skoro wspomniał Pan o świetle, musze o coś zapytać. Czy jest pan iluminatą?

AS: Pyta Pani ilu miałem tatów? (śmiech).  Jednego.
PM: Pytam o Iluminatów, bo to wzbudza duże zainteresowanie czytelników.

AS: Iluminaci podobno działają tak, że nawet jakbym był i wykonywałbym ich zadania, to nie miałbym o tym pojęcia, wiec odpuśćmy sobie tego rodzaju spekulacje. Szczególnie, że jestem świadomą jednostką, zresztą za Iluminatami stoi mur milczenia i niedomówień.

PM: Czy jest Pan Wolnomularzem? W książce aż roi się od masońskiej symboliki?

AS :Tak? Co takiego Pani zauważyła? Cyrkiel czy fartuszek? Śmieszą mnie te wszystkie mity o masonach, cyklistach i Żydach. Ale tak dla Pani wiedzy, powiem, że z masonerią z kolei jest tak, że przynależąc do niej składa się przysięgę, że się tego nie ujawni. Więc na to pytanie też pani nie odpowiem. Jeśli natomiast interesuje Panią jakie mam związki z murarzami, to mój tata był murarzem, mój dziadek był murarzem, mój pradziadek murował kominki, ja z murarstwem też mam trochę wspólnego, w ubiegłym roku kładłem nowe tynki w swoim mieszkaniu. Skuwanie starego tynku, to była praca okupiona potem. Nazwałem ją moją własną ścianą płaczu.

PM: Czy jest Pan Żydem?

AS: No widzę, że podąża Pani śladem spiskowej teorii dziejów? Może zapyta Pani czy jestem pedałem?

PM: Przepraszam, ale naszych czytelników to interesuje, książka rozpętała dyskusje i naprawdę gorące emocje, co do Pana tożsamości. No i spekulacje, co do Pana pseudonimu.

AS: Pyta Pani o religię, pochodzenie, czy o sprawy bardziej intymne?

PM: Przepraszam, nie rozumiem?

AS: No, czy w temacie żydostwa pyta Pani o przyrodzenie?

PM: Nie rozumiem.  Bardziej mnie interesuje, czy chadza Pan do synagogi?

AS: A jakbym chodził do meczetu, to winą za wszystko co się dzieje obarczyłaby Pani Mahometa i Islam? By nikogo nie narażać na spekulacje powiem tak: nie chadzam do synagogi, kościoła, meczetu, chyba, że robię to jako turysta. Kilka miesięcy spędziłem odwiedzając buddyjskie klasztory, ale to też o niczym nie świadczy. Ostatnio byłem ze święconką w cerkwi. Od kilku pokoleń moja rodzina to rzymscy katolicy. Choć moi przodkowie wyznawali też prawosławie, kalwinizm i judaizm, wśród nich są zarówno aszkenazyjczycy jak i sefardyjczycy.

PM: A jednak?

AS: No i tu mnie pani ma. I co z tego? Tak poza tematem, naprawdę  to ciekawa historia. Jeden z moich przodków uciekł przed pogromem muzułmańskim  na początku XIX wieku z wyspy Rodos i przez Grecję, Rosję zawędrował do Polski. Po drodze, dla ratowania życia wielokrotnie zmieniano wyznanie. To były czasy kiedy za religię ludzie ginęli. Dzisiaj ludzie w większości wyznają jedną religię: TELEWIZJE i to jest opium XXI wieku dla ludu.

PM: Wierzy Pan w Boga?

AS: Sprawy wyznania są sprawą osobistą każdego człowieka i pozwoli Pani, że zachowam prawo do tej jednej z niewielu wolności jakie mi dziś pozostają.

PM: To może wyjaśni Pan skąd wziął się pseudonim?

AS: W czasach liceum zawsze go używałem. Alef to anagram imion i nazwiska. Stern to nazwisko. Proszę poszperać w prasie lub w Internecie, juz o tym kilkakrotnie mówiłem.
PM: Czytelników interesuje ukryty klucz kabały w Pana książce.

AS: To dobrze, mnie też interesują takie historie. Od dziecka studiuję rożne pisma. Wniosek z tego, że warto czytać.

PM: To stąd wzięły się Pana zainteresowania słowem i językami?

AS: Od dziecka chciałem grać na fortepianie, ale rodziców nie było stać na taki instrument, nie mówiąc już o braku miejsca. Zatem moje zainteresowania muzyka przeniosłem na litery. Z ośmiu nut można skomponować tak wiele muzyki, którą jesteśmy otoczeni, a to tylko osiem nut. Liter jest więcej, a do tego w rożnych językach wyobrażają je różne symbole, każda litera niesie za sobą ogrom symboli, znaczeń i interpretacji, a reszta to juz zwykła matematyka.

PM: Był Pan dobry z matematyki?

AS: Głownie z geometrii. Uwielbiam Pitagorasa, doskonałą formę trójkąta. I to co można zrobić w geometrii wykreślając okręgi. Jestem na bieżąco z teorią chaosu. Fascynują mnie fractale. Ostatnio śledzę giełdę, analizując wykresy, które układają się we fractale. Świat jest już cały przedstawiony, wystarczy go tylko obserwować. Mało kto wie, że twórcą fractali jest Polak.            Jest francuskim Żydem mieszkającym w USA

PM: Nie wiediałam.

AS: Tak, nikt o tym nie wie bo nie dbamy o obywateli polskich innego pochodzenia? Noblistów, artystów, wynalazców. A w ten sposób można promować Polskę. Dziwi mnie, że nikt w Państwie nie podkreśla, że obywatele polscy wnieśli tyle do światowej nauki. Nikt nie chce pamiętać, że kiedyś Polska była krajem wielonarodowym i wszyscy byliśmy z tego dumni. Różnorodność jest przyczynkiem postępu. Gdybyśmy wszyscy byli niebieskookimi blondynami, jak ja, i chodzili w mundurkach jak w Chinach za czasów Mao i mieli po jednym drewnianym nocniku, nie sadzę byśmy byli bardziej szczęśliwi lub postępowi.

PM: Jest Pan szczęśliwy?

AS: Tak.

PM: Może Pan to rozwinąć?

AS: Nie.

PM: Dlaczego Pana książka kończy się w tak zaskakujący sposób?

AS: A co, ma Pani lepszy pomysł na zakończenie?

PM: Nie jestem pisarką.

AS: Ale podobał się Pani?

PM:Tak. Dlatego pytam, bo ciekawa jestem, kim jest ta kobieta na końcu książki?

AS: To Pola Laska. To my wszyscy. Pola Laska, która wreszcie postanowiła zaakceptować siebie taką jaka jest, bez kompleksów, z całym bagażem, bez odcinania się od jakiejkolwiek przeszłości, bo to ta przeszłość ją ukształtowała. To Pola Laska, która ma świadomość zmian. Bo w życiu jedno jest tylko pewne: zmiana. To Pola Laska, która akceptuje swoje ciało i nie musi poddawać się zabiegom upiększającym To Pola Laska, która już wie czego chce i do czego dąży. W zgodzie ze sobą i tak, by nie krzywdzić ani siebie, ani ludzi, których spotyka po drodze, która nazywa się życie. Ta kobieta, to Pola Laska, która wreszcie pokochała siebie bo wcale nie jest brzydką panną bez posagu.

PM: Dziękuję za rozmowę. Gościem Państwa był autor  książki Pola Laska czyli upadek czwartej kości pospolitej rzeczy, Alef Stern.

AS: Dziękuję Państwu.

PM: Chciałby Pan coś dodać od siebie na koniec?

AS: Pola Laska jest najważniejsza.

Źródło: http://www.papierowymotyl.pl

Posted in Z prasy, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , | 10 komentarzy »

Kardynał Biffi ostrzega Kościół

Posted by Dzieckonmp w dniu 15 maja 2010


Kardynał Biffi ostrzega Kościół

Niedawno mieliśmy możność poznać bliżej, czym jest „Kościół otwarty” (ze znakomitego artykułu ks. prof. Czesława Bartnika), a teraz ks. kard. Biffi stara się nam przybliżyć postać osobliwego kandydata na „klucznika” Kościoła, skłonnego otwierać Bożą świątynię każdemu, kto tylko tego zapragnie.
Proroctwo Sołowjowa

Kardynał Biffi, emerytowany arcybiskup Bolonii, wybitny teolog i znawca św. Ambrożego, opublikował ostatnio pewien tom pism nie ściśle teologicznych. Tytuł tomu brzmi: „Pinocchio, Peppone, l’Anticristo e altre divagazioni”. W tekście przedstawionym przez autora podpisującego się Sandro Magister (www.chiesa, 3.06.2005) otrzymujemy relację na temat tej trzeciej postaci, to jest Antychrysta. Kardynał Biffi referuje w swoim tomie rozważania słynnego filozofa i teologa rosyjskiego Sołowjowa zawarte w jego książce wydanej krótko przed śmiercią, w roku 1900. Sołowjow naszkicował postać Antychrysta w sposób zastanawiająco realistyczny i coraz bardziej przekonujący z punktu widzenia sytuacji naszego czasu. Dlatego właśnie kard. Biffi postanowił przybliżyć dzisiejszemu czytelnikowi wizję Sołowjowa. Wartość wizji Sołowjowa polega na tym, że „przepowiedział z proroczą jasnością wielki kryzys, który dotknął chrześcijaństwo w ostatnich dziesięcioleciach XX wieku”.

W postaci Antychrysta opisanej przez Sołowjowa ks. kard. Biffi podkreśla „cechy religijności w stanie zamętu i niepewności, jak to właśnie widzimy”. Widzi i krytykuje (Sołowjow) „chrystianizm wartości”, zachwyt nad „otwartością”, obsesję „dialogu” za wszelką cenę, gdzie „wydaje się, że już niewiele zostaje z tej jedynej i nieporównanej Osoby Syna Bożego, ukrzyżowanego za nas, zmartwychwstałego i żyjącego dziś. Jest to sytuacja, którą opisał Divo Barsotti, stwierdzając, że dziś w świecie katolickim Jezus Chrystus jest często jedynie pretekstem, aby mówić o kimś innym”. Interesujące jest, że w refleksji Sołowjowa Antychryst zostaje wybrany na prezydenta Stanów Zjednoczonych Europy, następnie zostaje ogłoszony cesarzem Rzymu, obejmuje władzę nad światem, a w końcu także poddaje sobie organizację Kościoła. Kardynał jednak skupia swoją uwagę nie na faktach zewnętrznych, lecz na cechach osobowości owego pretendenta do tronu świata.

Otóż według Sołowjowa, Antychryst jest „przekonanym spirytualistą”, z całą pewnością wierzy w Boga. Jest ascetą, uczonym, filantropem. „Odznacza się umiarkowaniem, bezinteresownością i dobroczynnością”. W swojej młodości dał się poznać jako uczony i ścisły egzegeta: obszerne dzieło z biblistyki było podstawą nadania mu stopnia doktora na uniwersytecie w Tybindze. Dzieło, które przyniosło mu sławę i znalazło ogólny rozgłos, nosi tytuł: „Droga otwarta do pokoju i powszechnej pomyślności”. W dziele tym łączy się „szlachetny respekt dla tradycji i starożytnych symboli z szerokim i odważnym radykalizmem w zakresie postulatów społecznych i politycznych; dalej – bezgraniczną wolność myśli z głębokim zrozumieniem wszystkiego, co jest mistyczne; absolutny indywidualizm z żarliwym oddaniem dla sprawy dobra wspólnego; wzniosły idealizm w zakresie podstawowych zasad – z precyzją i życiowym charakterem praktycznych rozwiązań”.

Niewątpliwie niektórzy wierzący ludzie będą sobie zadawać pytanie, dlaczego w tym dziele ani razu nie zostało wspomniane imię Jezusa Chrystusa. Inni oczywiście odpowiedzą: „Wobec tego, że treść księgi jest przeniknięta duchem chrześcijańskim, aktywną miłością i powszechną życzliwością, czego więcej chcieć? – Z drugiej strony – nie zauważa się jakiejś zasadniczej wrogości wobec Chrystusa. Należy docenić szczerą intencję i wysoką wiedzę”. Ten Antychryst Sołowjowa nie może jednak strawić u Chrystusa trzech rzeczy, których nigdzie nie akceptuje. Pierwszą rzeczą jest widzenie rzeczywistości w wymiarze moralnym. „Chrystus w swoim moralizmie – twierdzi Antychryst – podzielił ludzi według kryterium dobra i zła, podczas gdy ja ich jednoczę w dobrodziejstwach, które są konieczne, tak dobrym, jak i złym”. Po drugie, Antychryst nie może zaakceptować „absolutnej jedyności” przysługującej Chrystusowi. Uważa, że Chrystus jest „jednym z wielu”, lub raczej – „stał się moim poprzednikiem, ponieważ zbawicielem doskonałym i definitywnym jestem ja, który oczyściłem Jego orędzie z tego, co nie jest do przyjęcia dla dzisiejszego człowieka”. Wreszcie – i przede wszystkim – Antychryst Sołowjowa nie może znieść faktu, że Chrystus żyje, i dlatego histerycznie powtarza frazę: „Nie ma Go wśród żywych i nie będzie nigdy. Nie zmartwychwstał. Rozsypał się w grobie”.

Oryginalne i zaskakujące w wizji Sołowjowa jest to, że Antychryst okazuje się „pacyfistą, ekologiem i ekumenistą”. Można powiedzieć, że szczególnym hasłem Antychrysta jest „nowe chrześcijaństwo”, za którym opowiadał się także Lew Tołstoj. W swojej „ewangelii” Tołstoj redukuje całe chrześcijaństwo do pięciu zasad postępowania, zaczerpniętych z Kazania na Górze. Są to: zakaz zabójstwa i gniewu, zakaz pożądania, zakaz przysięgania, postawa niesprzeciwiania się złu, powszechna miłość. Jednak, według Tołstoja, te przykazania, jakkolwiek pochodzą od Chrystusa, nie wymagają dla swojej ważności, by Chrystus, Syn Boży, rzeczywiście istniał.

Kardynał twierdzi, że „Sołowjow na pewno nie identyfikuje Tołstoja z postacią Antychrysta. Przewidział jednak z nadzwyczajnym jasnowidzeniem, że właśnie ów ‚tołstoizm’ stanie się na długo w XX wieku nośnikiem procesu opróżnienia substancji orędzia ewangelicznego w imię formalnego wywyższenia etyki oraz miłości dla ludzkości, które są przedstawiane jako ‚wartości chrześcijańskie'”. Sołowjow twierdził: „Przyjdą dni… – a my powiemy: już nawet przyszły – kiedy w łonie chrześcijaństwa będzie się dążyć do rozwodnienia faktu zbawczego, (który nie może być przyjęty inaczej, jak w trudnym, odważnym, konkretnym i rozumnym akcie wiary) – na serię ‚wartości’ łatwych do sprzedania na światowych rynkach”. Z tego niebezpieczeństwa – jak upomina ten wielki filozof i teolog – powinniśmy sobie zdawać sprawę. „Nawet jeśli to chrześcijaństwo ‚tołstojowe’ sprawi, że będziemy mile widziani w salonach, w gremiach społecznych i politycznych, w mediach, nie możemy i nie powinniśmy wyrzekać się chrześcijaństwa Jezusa Chrystusa, chrześcijaństwa, które ma w swoim centrum zgorszenie Krzyża i wstrząsającą rzeczywistość Zmartwychwstania Pańskiego”.

Twierdzi dalej kard. Biffi, że „Pan Jezus, Syn Boży ukrzyżowany i zmartwychwstały, jedyny Zbawiciel człowieka, nie da się przetłumaczyć na serię dobrych projektów i szlachetnych inspiracji, dostosowanych do panującej dziś światowej mentalności. Jezus Chrystus jest ‚Skałą’, jak sam to powiedział”. Na tej Skale można budować, ale zderzenie z Nią ma tragiczne konsekwencje (por. Mt 21, 44).

Dwa profile chrześcijaństwa

Sandro Magister zaciekawia następnie czytelnika przypadkowym zbiegiem okoliczności. Tekst kard. Biffiego został wydany ponownie właśnie w czasie, kiedy powstała dyskusja nad homilią ks. kard. Martiniego na temat Kazania na Górze, wygłoszoną w katedrze mediolańskiej 8 maja, z okazji 25-lecia sakry biskupiej kardynała. W homilii rzuca się w oczy charakterystyczne zacieśnienie orędzia ewangelicznego do elementów moralnych, humanistycznych i tolerancji. Ludzie powinni starać się o autentyczność i szczerość w obliczu Boga, powinni być lojalni, gotowi do przebaczenia, powinni wyrzekać się wszelkiej żądzy posiadania, władzy itd. „Jeżeli będziemy tak postępować, wszyscy ludzie rozpoznają się w tych wartościach, poczują się bliscy, zjednoczeni w drodze, poczują, że mają jako rzeczywistość wspólną coś, co jest głębokie i prawdziwe, czego być może nie dałoby się rozpoznać bez słów Chrystusowych. Wtedy, ponad różnicami etnicznymi, społecznymi, nawet religijnymi i wyznaniowymi, ludzkość uzyska swoją zdolność życia razem, wzrastania w pokoju, pokonania przemocy i terroryzmu, przezwyciężenia wzajemnych różnic. Okaże się w pełni orędzie łaski Boga”.

Homilia kard. Martiniego została opublikowana 9 maja na pierwszej stronie głównego dziennika włoskiego „Il Corriere della Sera” jakby jakiś manifest alternatywny w stosunku do „neokonserwatywnej” linii Papieża. Rzeczywiście pomiędzy kard. Martini a Ojcem Świętym Benedyktem XVI da się zauważyć pewną różnicę akcentów. W niedzielę, 29 maja (w uroczystość Bożego Ciała), Papież wygłosił homilię, nawiązując do słów Pana Jezusa z Ewangelii wg św. Jana 6, 53, na temat tego, że Jego Ciało jest prawdziwym pokarmem. Ojciec Święty łączył się duchowo z Piotrem, który odpowiedział: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego” (J 6, 68).

Aby uwydatnić wspomnianą różnicę akcentów, Sandro Magister przytacza tekst ks. kard. Ratzingera z roku 1989, wydany ponownie w 2005 pod tytułem „Guardare Cristo. Esercizi di fede, speranza e carita” (Milano). Ksiądz kardynał Ratzinger napisał wtedy: „Aby uchwycić prawdziwą głębię Błogosławieństw, musimy naświetlić pewien aspekt, który w nowoczesnej egzegezie jest zbyt mało brany pod uwagę, lecz według mnie jest decydujący dla realistycznej interpretacji Kazania na Górze w jego całości. Mam na myśli chrystologiczną interpretację tego tekstu. (…) Ukrytym podmiotem całej wypowiedzi (Kazania na Górze) jest Jezus. Kazanie na Górze nie jest jakimś moralizmem skrajnym i nierealnym, który obecnie traci swoje odniesienie do konkretnego życia i okazuje się w całości jako niemożliwy do przełożenia na praktykę. Nie jest także – jak utrzymuje przeciwna hipoteza – po prostu jakimś zwierciadłem, w którym widać, że wszyscy są i pozostają grzesznikami we wszystkim i że mogą osiągnąć zbawienie jedynie przez bezwarunkową łaskę [Boga]. (…) Chrystus jest centrum, które łączy oba aspekty i jedynie odkrycie Chrystusa w tym tekście otwiera go dla nas i czyni go słowem nadziei. Jeśli pójdziemy w głąb Błogosławieństw, wszędzie ukazuje się nam ukryty podmiot: Jezus. On jest Tym, w którym widzimy, co oznacza ‚być ubogim w Duchu Świętym’. On jest cierpiącym, łagodnym, Tym, który łaknie i pragnie sprawiedliwości, miłosiernym. On ma serce czyste, On jest tym, który przynosi Pokój i jest prześladowany dla sprawiedliwości. Wszystkie słowa Kazania na Górze są ciałem i krwią w Nim”. Szkoda, że nie można przytoczyć całości. (Kardynał ukazuje tę prawdę w kontekście tajemnicy Ciała Chrystusowego, którym jest Kościół.) Różnica akcentów jest wyraźna, a nawet uderzająca. Jest to doskonała ilustracja dla dwóch typów myślenia o chrześcijaństwie.

Katedra „otwarta”

Sandro Magister, komentując aktualne wydarzenia w Kościele, zaprasza nas do Mediolanu. W dzienniku „Il Foglio” z 21 maja ukazał się list napisany przez mieszkańca tego miasta nazwiskiem Giovanni Ardoni. Pan Giovanni opisuje zdarzenie, jakie miało miejsce 11 maja. Otóż miał wtedy zamiar wraz z przyjaciółmi zwiedzić mediolańską katedrę. I oto co zastał: w katedrze tej wieczorem osobliwy występ miał filozof Massimo Cacciari. Jego przemówienie miało charakter homilii wyjaśniającej znaczenie księgi Hioba. Wiadomo, że Hiob przeżył wielką próbę wiary, z której jednak wyszedł zwycięsko i był potem bliżej Boga. Tymczasem z mowy tego filozofa wynikało coś zupełnie innego. Mówca Cacciari „głosem miękkim i drążącym wypowiada pochwałę dla życia bez wiary i bez poczucia pewności. Ukazuje ideał rozumnego życia pod znakiem wątpienia i bólu. Uderza w ‚międloną’ (zbyt łatwą…) teologię i uznaje apologetykę tylko taką, która pognębia prawdziwą wiarę. Filozof kończy swoją mowę sentencją, że nie ‚rozumie tych, którzy znajdują odpowiedź na wielkie pytania, na które nie ma odpowiedzi’. Piękny przykład relatywizmu głoszonego ‚ex cathedra’, czyli z katedry mediolańskiej. Pobożne siostry notują punkty, a ja i moi przyjaciele wychodzimy, aby zaczerpnąć świeżego powietrza”. Wymowny przykład „otwartego Kościoła”.

Pokusa synkretyzmu

Aktualnie w naszej kulturze jest wiele zjawisk, które świadczą o podstępnej i słabo zakamuflowanej tendencji do zatarcia oryginalności chrześcijaństwa, a zwłaszcza podważenia wyjątkowej roli Kościoła jako powszechnego sakramentu zbawienia. Niedawno słyszałem w pewnym kazaniu twierdzenie, że „także poza Kościołem można się zbawić”. Pomijam szczegóły. Na pewno wielu ludziom zależy na tym, by uspokoić swoje sumienie w sytuacji, gdy ich relacja do Kościoła nie jest poprawna. Podobnie parę lat temu biorąc udział w przeglądzie filmów katechetycznych, zauważyłem film (przykład katechezy), w którym występował rabin żydowski. Wypowiadał się na temat roli Abrahama w dziejach zbawienia i zachęcał, by wrócić do tego „ojca narodów”, ponieważ – według tego rabina – „Chrystus dzieli ludzi, a Abraham łączy wszystkich”. Oczywiście wyraziłem moją negatywną opinię na ten temat, ponieważ twierdzenie wygłoszone przez owego rabina było po prostu kłamstwem. Jeżeli bowiem Bóg postanowił wszystkich zjednoczyć w Chrystusie (zob. List do Efezjan), to znaczy, że przed Chrystusem nikt nie był do tego zdolny. I nawet Abraham „ucieszył się”, kiedy zobaczył, że w Chrystusie spełnia się treść przekazanej mu (Abrahamowi) obietnicy (por. J 8, 56-58). Jednak komuś zależy na tym, aby zdewaluować rolę Chrystusa, a wyeksponować postać Abrahama, który rzekomo łączy w sobie korzenie „trzech religii monoteistycznych”.

Ściśle mówiąc, jeśli jest „Jeden Bóg Stworzyciel nieba i ziemi”, to istnieje tylko jedna „religia monoteistyczna” potwierdzona przez samego Boga (zob. Dz 17, 23 nn), a inne „religie” są tylko jej cieniem lub częściowym wypaczeniem, nawet przy dobrej woli ze strony wyznawców. Dlatego mam obawę, czy ks. kard. Pell, który chlubnie przemawiał w obronie rodziny na międzyreligijnej konferencji w Sydney, nie poszedł za daleko w pewnych formułach teologicznych. Powiedział coś, co wprawdzie można usłyszeć z ust ludzi wysoko postawionych, ale co wymaga sprecyzowania w świetle nauki Kościoła. Powiedział mianowicie, że „żydzi, chrześcijanie i muzułmanie – wszyscy są dziećmi Abrahama” (Zenit, 6.06.2005). W sensie fizycznym (genetycznym) dziećmi Abrahama są potomkowie Jakuba i potomkowie Ezawa, z których wywodzili się także pierwsi wyznawcy islamu. W sensie jednak teologicznym i historiozbawczym „dziećmi Abrahama” są „synowie obietnicy”, która spełniła się wyłącznie w Jezusie Chrystusie. „Dlatego tylko ci, którzy polegają na wierze, mają uczestnictwo w błogosławieństwie wraz z Abrahamem, który dał posłuch wierze” (Ga 3, 9). Na podstawie tego błogosławieństwa dziećmi Abrahama są także poganie (Ga 3, 14), natomiast nie są nimi ci, którzy odrzucili nie tylko wiarę w Chrystusa, ale samego Chrystusa, jak świadczy o tym całe Pismo Święte. Księga Apokalipsy nazywa nawet żydów „synagogą szatana” (Ap 2, 9; por. J 8, 44). W Chrystusie znikają wszystkie różnice, przywileje, pierwszeństwa, wyższości i niższości. „Nie ma już żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie. Jeżeli zaś należycie do Chrystusa, to jesteście też potomstwem Abrahama i zgodnie z obietnicą – dziedzicami” (Ga 3, 28-29).

Dlatego, jakkolwiek należy uprawiać dialog z ludźmi, to należy jasno odróżniać dialog od synkretyzmu międzyreligijnego, który jest po prostu zdradą wiary. Stąd też, moim zdaniem, formuła użyta przez ks. kard. Pella jest nieścisła i może prowadzić do nieporozumień. Oczywiście nie posądzam ks. kard. o złą wolę; raczej o nadmiar dobrej woli, która łatwo może stać się ofiarą nadużyć ze strony zwolenników „nowej, uniwersalnej religii”.

W portalu „nasza witryna” znalazłem kiedyś interesującą i aktualną uwagę na temat synkretyzmu. Oto treść: „Synkretyzm to pogląd utrzymujący, że nie ma jednego objawienia w historii, i że konieczne jest harmonizowanie, na ile to możliwe, wszystkich wierzeń, idei i doświadczeń religijnych, aby stworzyć JEDNĄ UNIWERSALNĄ RELIGIĘ DLA LUDZKOŚCI. Synkretyzm określany jest jako ‚mieszanina tego, co najlepsze ze wszystkich religii’, ‚religia wszystkich religii’ i znany jest również pod takimi nazwami jak ‚szerszy ekumenizm’, ‚większy ekumenizm’, lub ‚duchowość globalna’. Wybitny katolicki pisarz kanadyjski John Cotter ukazuje w swej pracy przegląd idei i struktur światowego ruchu synkretycznego, ukazuje konkretny, wymierny wpływ tego satanistycznego ‚wolnomularstwa w działaniu’ na nasz Kościół Katolicki. Książka Johna Cottera jest wielkim ostrzeżeniem dla wszystkich katolików naszych czasów przed SYNKRETYZMEM – RELIGIĄ ANTYCHRYSTA, religią czasów ostatecznych”.

Na tej stronie internetowej umieszczono także interesującą przestrogę G.K. Chestertona zaczerpniętą z jego książki „The Everlasting Man” (podaję ją już według nowego tłumaczenia Magdy Sobolewskiej „Wiekuisty człowiek”, Warszawa Ząbki 2004, s. 278-279). Oto treść: „Teozofiści budują panteon; ale jest to panteon wyłącznie dla panteistów. Zwołują Parlament Religii jako spotkanie wszystkich ludów, ale jest to wyłącznie spotkanie wszystkich zarozumialców. Dokładnie taki panteon został zbudowany dwa tysiące lat temu nad brzegami Morza Śródziemnego i chrześcijanie zostali zaproszeni do ustawienia w nim podobizny Jezusa obok posągów Jupitera, Mitry, Ozyrysa, Attisa czy też Amona. To właśnie odmowa chrześcijan stała się punktem zwrotnym historii. Gdyby chrześcijanie wyrazili zgodę, niewątpliwie zeszliby razem z całym światem, jak mówi groteskowa, ale precyzyjna metafora, na psy. Zmieniliby się w gromadę nie różniących się niczym kundli, tarzających się w błocie kosmopolitycznego zepsucia, które pozbawiło już indywidualności wszystkie pozostałe mity i tajemnice. Nie rozumie natury Kościoła ani alarmującego tonu jego starożytnej doktryny ten, kto nie zdaje sobie sprawy, że w pewnym momencie cały świat o mało nie umarł na chorobę zwaną tolerancją i braterstwem wszystkich religii”. Obyśmy zachowali trzeźwość sądu i jasność spojrzenia Chestertona w świecie, który jest coraz bardziej skomplikowany i nieprzyjazny dla Kościoła.

ks. prof. Jerzy Bajda

Posted in Kościół, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: | 19 komentarzy »

Ostatnie krzyki pilotów: „Jezu, Jezu!”

Posted by Dzieckonmp w dniu 13 maja 2010


Piloci prezydenckiego tupolewa prawie do końca nie wiedzieli, że podeszli do lądowania po złym kursie, zbyt nisko i zbyt wcześnie. Prawie do końca nie zdawali sobie sprawy, co im grozi. A gdy już zdali sobie z tego sprawę, zdążyli tylko wykrzyczeć ostatnie słowa przerażenia: „Jezu, Jezu!”, donosi „Fakt”.

Piloci nie wiedzieli, że podeszli do lądowania po złym kursie,  zbyt nisko i zbyt wcześnie

Piloci nie wiedzieli, że podeszli do lądowania po złym kursie, zbyt nisko i zbyt wcześnie /AFP .

Te wstrząsające informacje ujawnił „Faktowi” rosyjski prokurator, który należy do zespołu badającego przyczyny katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem. Słyszał zapis z czarnej skrzynki, rejestrującej rozmowy w kokpicie pilotów, z ostatnich 30 minut tragicznego lotu. A to, co opowiedział, potwierdza wstępne ustalenia śledczych, że załoga prezydenckiego tupolewa nie miała żadnych kłopotów technicznych i nie orientowała się, że leci za nisko, aż do chwili, gdy z kabiny zobaczyła las i ziemię.

Informacje o tym, co zapisało się na taśmach z czarnych skrzynek, to jednak wciąż tajemnica śledztwa. Dlatego rozmówca „Faktu” zgodził się o tym opowiedzieć pod warunkiem, że gazeta nie ujawni jego nazwiska.

Ostatnie sekundy zapisu są tak wstrząsające, że – jak mówi rozmówca „Faktu” – zapamięta je do końca życia.

„To bardzo dziwnie wygląda. Ostatnie 30 minut nagrania z rejestratora lotu w większości nie wskazuje na to, aby coś złego działo się z samolotem – zaczyna swoją relację. – Przez większość czasu piloci zachowują się spokojnie. Nie mają sygnałów o tym, aby coś się psuło, było nie tak, aby musieli interweniować. Po prostu rozmawiają, mówią sobie, jak to zwykle bywa w kabinie, o prywatnych rzeczach” – opowiada prokurator.

Podkreśla, że rozmowa prowadzona jest w luźny sposób, nie słychać żadnego napięcia, nerwowości.

W pewnej chwili piloci przerywają pogawędkę i zaczynają przekazywać sobie komendy. Prokurator jest przekonany, że była to rutynowa rozmowa dotycząca przygotowania do podchodzenia do lądowania. I nagle sytuacja się całkowicie zmienia.

„Daj drugi, drugi… W drugą!” – słuchać podniesiony głos w kabinie. Rosyjski prokurator nie jest pewny, co to znaczy. Przypuszcza, że może to być polecenie wykonania jakiegoś manewru na podstawie poprzedniej, pierwszej komendy, np. ze smoleńskiej wieży kontrolnej. Polscy specjaliści, którym „Fakt” opisał tę wypowiedź, nie wykluczają też, że to może być wykrzyczane polecenie przestawienia jakiegoś przełącznika. To będzie można ustalić dopiero po nałożeniu zapisu z rozmów w kabinie z zapisem parametrów lotu, czyli dokładnego czasu uruchomienia każdego urządzenia w kokpicie.

„Zawracaj!” – kolejny okrzyk. Tu specjaliści sądzą, że rosyjski prokurator coś źle zrozumiał. Mało prawdopodobne, by chodziło po prostu o zawrócenie samolotu.

„Ustawienie?” – pada pytanie. „Wysokość?” – za chwilę kolejne. Ale te słowa są już wykrzyczane. Mieszają się z odpowiedziami, ktoś krzyczy jakieś liczby, słychać szum, dużo niezrozumiałych słów…

Rosyjski rozmówca „Faktu” opowiada, że zamieszanie sięgnęło zenitu. „Trudno było cokolwiek zrozumieć, słychać było tylko krzyki” – opowiada. „I wtedy usłyszałem wyraźne, przerażające okrzyki: „Jezu, Jezu!”. I było po wszystkim. I koniec, tyle. Tylko tyle…” – mówi smutno.

źródło informacji: INTERIA.PL

Posted in Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , | 8 komentarzy »

13 maja Fatima: Eucharystia z Benedyktem XVI

Posted by Dzieckonmp w dniu 13 maja 2010


Benedykt XVI odprawił dziś Mszę św. w sanktuarium Matki Bożej w Fatimie. Był to najważniejszy punkt jego wizyty apostolskiej w Portugalii. Plac Piusa XII przed bazyliką w Fatimie wypełniła półmilionowa rzesza pielgrzymów z 35 krajów świata. Przybyli m. in. wierni z RPA, Australii, Brazylii, Chin, Wietnamu, Haiti i Kongo.

Zaznaczył, że „zawierza niebiosom wszystkie ludy i narody Ziemi”. – W Bogu przygarniam do serca wszystkich ich synów i córki, zwłaszcza tych spośród nich, którzy żyją w udrękach czy są porzuceni, pragnąc im przekazać tę wielką nadzieję, która płonie w moim sercu i którą tu, w Fatimie, można znaleźć w sposób najbardziej namacalny – powiedział papież.

Przypomniał, że za siedem lat przypada 100. rocznica fatimskich objawień – „pierwszej wizyty, złożonej przez Panią, przybyłą z nieba jako nauczycielka, która wprowadza małych wizjonerów w dogłębne poznanie Miłości trynitarnej i prowadzi ich do zakosztowania samego Boga jako najpiękniejszej rzeczy ludzkiego istnienia”.

Nawiązując do „niewinnych i głębokich wyznań mistycznych” Pastuszków: Hiacynty, Franciszka i Łucji Benedykt XVI podkreślił, że Bóg ma moc dotarcia do nas „szczególnie przez zmysły wewnętrzne, tak że dusza otrzymuje łagodny dotyk czegoś rzeczywistego, co leży poza tym, co zmysłowe i co uzdalnia ją do osiągnięcia czegoś, co jest niezmysłowe, niewidzialne dla zmysłów”.

Mówiąc o nadziei papież wskazał na jej „realny fundament”, którym jest Jezus z Nazaretu. – Wiara w Boga otwiera człowiekowi horyzont nadziei, która nie zawodzi; wskazuje solidny fundament na którym można bez obaw opierać własne życie; prosi o oddanie się, pełne ufności, w ręce Miłości, która wspiera świat – powiedział Ojciec Święty.

Przypomniał, że „błogosławiona Hiacynta okazała się niestrudzona w dzieleniu się z ubogimi i w ofierze za nawrócenie grzeszników”. „Tylko z tą miłością braterstwa i dzielenia się zbudujemy cywilizację miłości i pokoju” – zaznaczył papież.

Przestrzegł przed opinią, że „prorocka misja Fatimy została zakończona”. – Człowiek może rozpętać cykl śmierci i terroru, ale nie może go zatrzymać… W Piśmie Świętym często widać, że Bóg poszukuje sprawiedliwych, aby ocalić miasto ludzkie i to samo czyni tutaj w Fatimie – mówił papież i zacytował fragment pamiętników Siostry Łucji: „Czy chcecie ofiarować się Bogu, by znosić wszelkie cierpienia, które On zechce na was zesłać w akcie zadośćuczynienia za grzechy, przez które jest obrażany i jako błaganie o nawrócenie grzeszników?”.

– Wraz z rodziną ludzką, gotową złożyć swoje najświętsze więzi na ołtarzu małostkowych egoizmów narodowych, rasowych, ideologicznych, grupowych czy jednostkowych, przyszła z nieba nasza błogosławiona Matka, ofiarowując samą siebie, by wszczepić w serca tych, którzy się Jej zawierzają, płonącą w Jej sercu miłość Boga – powiedział Benedykt XVI. Na zakończenie wyraził nadzieję, by „te siedem lat, które dzielą nas od stulecia Objawień, przyspieszyło zapowiadany triumf Niepokalanego Serca Maryi ku chwale Trójcy Przenajświętszej”.

W modlitwie wiernych proszono Boga m.in. za księży całego świata, aby w Roku Kapłańskim Maryja wzbudziła w nich odnowę ideału całkowitego oddania się Chrystusowi i Kościołowi. Zabrzmiała także intencja po polsku: „Za nas tu zgromadzonych, przybyłych z daleka i z bliska, i za tych wszystkich ludzi, którzy się polecali naszym modlitwom i wstawiennictwu Matki Bożej, aby na wszystkich została zesłana łaska i pokój”.

Po Komunii św. i majestatycznym śpiewie „Magnificat” papież przemówił do chorych. Zaznaczył, że dzięki współcierpiącej miłości Boga „z nadzieją w sercu można wyjść z ruchomych piasków choroby i śmierci, stanąć na litej skale Bożej miłości”. – Innymi słowy, możesz przezwyciężyć poczucie bezużyteczności cierpienia, które niszczy osobę w jej wnętrzu i sprawia, że czuje się ona ciężarem dla innych, podczas gdy w istocie cierpienie przeżywane z Jezusem służy zbawieniu braci – powiedział Ojciec Święty. Przypomniał, że „źródła Bożej mocy wypływają właśnie pośród ludzkiej słabości”, co jest „paradoksem Ewangelii”. Wezwał, by przez swoje cierpienie chorzy brali udział w dziele zbawienia świata, które dokonuje się przez cierpienie i krzyż Chrystusa.

Źródło; wiara.pl

Posted in Fatima, Kościół, Z prasy | Otagowane: , | Możliwość komentowania 13 maja Fatima: Eucharystia z Benedyktem XVI została wyłączona

Ks. Nęcek zatroskany o wybór Komorowskiego

Posted by Dzieckonmp w dniu 12 maja 2010


Ks. Nęcek w „Wyborczej” ostrzega przed „uwikłaniem politycznym” kapłanów. „Okres kampanii wyborczej sprzyja próbom uwikłania kapłanów w działalność polityczną” – napisał w felietonie „Gazecie Wyborczej” rzecznik metropolity krakowskiego ks. Robert Nęcek. Podkreślił, że misją kapłana jest wyjaśnianie Ewangelii i „formacja sumień do podejmowania samodzielnych decyzji”. Żaden ksiądz nie może czynnie angażować się w promowanie polityka czy partii, a tym bardziej namawiać wiernych do składania podpisów na określone listy wyborcze, w dodatku na terenie parafii. Ksiądz poprzez partyjne zaangażowanie prowadzi wspólnotę wiernych do rozłamu i obniża autorytet Kościoła – przypomina ks. Nęcek  nauczanie społeczne Kościoła.

A ja się pytam kiedy ksiądz zaprzestanie zabierać głos na łamach skrajnie lewicowej „Gazety Wyborczej” a zwłaszcza ksiądz rzecznik kard. Dziwisza.  Czy nie ma katolickich gazet, katolickich mediów żeby choć czasem ksiądz Nęcek tam się wypowiedział?? Pytam kiedy ksiądz Nęcek wypowiedział się w Radiu Maryja czy TV Trwam, czy nawet w Katolickim radiu Józef lub w Naszym Dzienniku. Nie zauważyłem aby ksiądz Nęcek zabierał głos w mediach katolickich, a występuje jedynie w mediach obcych, wrogich kościołowi? A czy wypowiadanie sie na łamach typowo lewackiej, jawnie antykościelnej GW nie jest „obniżaniem autorytetu” Kościoła Katolickiego  w Polsce?? Czy ksiądz Nęcek na siłę próbuje ratować bankruta gazetę Wybiórczą wywołując skandale??

Ksiądz Nęcek ostrzega przed uwikłaniem politycznym kapłanów. A ja się pytam.  Co to oznacza nie mieszanie się do polityki? Czy kapłani nie są obywatelami Polski? ich polityka nie dotyczy? A czymże czcigodny księże czym jest polityka, jeśli nie działaniem na rzecz dobra wspólnego?! Jak to określił już św. Augustyn budowaniem Civitas Dei?! Odróżnić należy popieranie jakiejś partii od polityki, ale tego krakowska Kuria, z szanownym księdzem Nęckiem nie potrafi. Czego wyrazem były słynne już rekolekcje dla czcigodnych parlamentarzystów z PO…Tak się po nich nawrócili, że pan Gowin był łaskaw powiedzieć, że jego stanowisko Kościoła w sprawie wprowadzenia ustawy dotyczącej in vitro nie interesuje! Nie kompromitujcie się więc wielebni księża, bo aż żal was słuchać…

A ja się pytam. Czy dla ks. Nęcka działalność publiczna i męczeństwo ks. Jerzego Popiełuszki także kwalifikuje się do „uwikłanie kapłana w działalność polityczną”?

Jestem za zaangażowaniem politycznym duchowieństwa po stronie partii politycznych, które popierają katolicki model społeczeństwa. A przeciwnie, to jestem przeciw udzielaniu się księży w gównianych gazetach. Jakby nie było innych mediów? Co autor chciał nam przez to mimo woli powiedzieć?

Jest to przykre ze człowiek musi sie wypowiadać przeciw własnym duchownym, ale Prawda przede wszystkim.  Jej sie należy służba i posłuszeństwo. Teraz, bardziej niż kiedykolwiek, należy oddzielić ziarno od plew i wyraźnie powiedzieć, kto jest wilkiem w przebraniu owieczki. Po czynach ich poznacie. Działania Kurii krakowskiej pozostawiają sporo do życzenia, a ich skumanie się z antykościelną GW jest jednym wielkim, znakiem zapytania .  Kościół musi świadczyć i mówić zawsze tylko prawdę nawet tą, która za boli wielu bo tylko prawda nas wyzwoli i powinien popierać tych którzy do tej prawdy dążą. Księdza powinność to wskazywanie zła i ostrzeganie przed nim. A także wskazywanie drogi wiernym, aby kroczyli zgodnie z nauka Kościoła. To jest obowiązek każdego katolika a księdza w szczególności.

Ks Nęckowi i podobnie myślącym tekst Ezechiela polecam ,łaskawie… Tak mówi Pan Bóg: Biada pasterzom , którzy sami siebie pasą! Czyż pasterze nie powinni paść owiec? Nakarmiliście się mlekiem, odzialiście się wełną, zabiliście tłuste zwierzęta, jednakże owiec nie paśliście. Słabej nie wzmacnialiście, o zdrowie chorej nie dbaliście, skaleczonej nie opatrywaliście, zabłąkanej nie sprowadzaliście z powrotem, zagubionej nie odszukiwaliście. Rozproszyły się owce moje, bo nie miały pasterza i stały się żerem wszelkiego dzikiego zwierza. błądzą moje owce po wszystkich górach i po wszelkim wysokim pagórku; i po całej krainie były owce moje rozproszone, a nikt się o nie nie pytał i nikt ich nie szukał. Dlatego wy, pasterze, słuchajcie słowa Pańskiego: Przecież owce moje stały się łupem i owce moje służyły za żer wszelkiemu dzikiemu zwierzęciu, bo nie było pasterza, pasterze zaś nie szukali owiec moich, bo pasterze sami siebie paśli, a nie paśli moich owiec : Oto jestem przeciw pasterzom. Z ich ręki zażądam moich owiec, położę kres ich pasterzowaniu, a pasterze nie będą paść samych siebie; Oto Ja sam będę szukał moich owiec i będę miał o nie pieczę, tak Ja dokonam przeglądu moich owiec i uwolnię je ze wszystkich miejsc, dokąd się rozproszyły w dni ciemne i mroczne. Na dobrym pastwisku będę je pasł.

Posted in Kościół, Warto wiedzieć, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , , | 53 komentarze »

Prorok T.B.Joshua otrzymał widzenie katastrofy samolotu

Posted by Dzieckonmp w dniu 11 maja 2010


W styczniu i marcu roku 2010  T.B.Joshua otrzymał widzenie pewnego tragicznego w skutkach wydarzenia które będzie mieć związek z Rosją i pewnym sąsiednim do niej Państwem.  T.B.Joshua mówi ze stało się coś w powietrzu i to spowodowało katastrofę.

Czy autentyczne to proroctwo nie wiem ale umieszczam jako ciekawostkę.

Posted in Świat innymi oczami | Otagowane: , , | 11 komentarzy »

Codex Alimentarius całą siłą wprowadzany w Polsce

Posted by Dzieckonmp w dniu 11 maja 2010


Państwo Polskie rozpoczyna kolejny etap wykorzystywania polskich rolników.

Okazuje, się, że każdy rolnik, który sieje zboże, które wcześniej zebrał, uprawia tzw. “piractwo nasienne”. Piractwo nasienne, jak każde inne piractwo jest nielegalne, i grożą za to kary !

Cytat:

Nielicencjonowana produkcja materiału siewnego jest piractwem, które szkodzi wszystkim: rolnikom, firmom nasiennym, hodowcom. Wpływa negatywnie na polskie rolnictwo i nasz wizerunek na świecie. Piractwo nasienne jest nastawione na wysoki zysk przy minimalnych kosztach produkcji i dlatego oferuje nasiona złej jakości, porażone chorobami, niewłaściwie zaprawione i przechowywane. Spadek plonu w wyniku zasiewu nielegalnie sprzedawanych nasion, choćby o kilka kwintali z hektara, stanowi wartość znacznie przewyższającą „oszczędność” wynikającą z niższej ceny zakupu nasion niekwalifikowanych. Ponadto rolnik nie uzyska dopłaty z Agencji Rynku Rolnego.

Co powinien zrobić rolnik, który zorientował się, że uprawia piractwo ?
Nie powinien siać własnego zboża, tylko powinien zakupić specjalnie modyfikowane zboże od specjalizujących się w tym firm.
Wyłączne prawo rozmnażania na cele siewne posiadają tylko tzw. hodowcy, a rolnicy są tylko producentami żywności, nie mogą produkować nasion na cele siewne.

Ale istnieje możliwość wysiania własnych nasion !!
Jest to tzw “odstępstwo rolne” (nie mylić z przestępstwo)
W skrócie to polega ono na tym, że musisz zapłacić państwu pieniądze za wysianie własnych nasion!
A czemu będą służyć te pieniądze ? Przeczytajcie sobie fragment “Czemu służą opłaty ?”
W skrócie, będzie to finansowanie firm produkujących genetycznie modyfikowane nasiona przez naszych rolników!

Nie wolno w żadnym wypadku siać nasion sąsiada lub zakupionych na targu:

Cytat:
„Odstępstwo rolne” dotyczy wyłącznie materiału z własnego zbioru – nie obejmuje nasion odmian chronionych, które zebrał inny rolnik, kupionych „na targu”, nabytych w ramach tzw. „wymiany sąsiedzkiej”. Siew takich nasion j est niedozwolony.

A co należy zrobić, gdybyśmy przypadkiem zauważyli, że ktoś sprzedaje nasiona zbóż bez odpowiedniej licencji ?
Po prostu należy go “podkablować” (donieść na niego) do Agencji Nasiennej lub najbliższego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Roślin i Nasiennictwa

Cytat:
Nasion bez urzędowej etykiety nie należy kupować do siewu, nawet jeżeli są zaprawione, a o otrzymanej ofercie zawiadomić Agencję Nasienną w Lesznie lub najbliższego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Roślin i Nasiennictwa. Takie nasiona odmian chronionych nie posiadają licencji hodowcy, a ich siew narusza wyłączne prawo hodowcy do odmiany

Tak sobie myślę, że jedyną obroną rolnika, może być tłumaczenie się, że stworzył własną odmianę zboża, i ją udoskonala, że nie chce kupować modyfikowanych, gdyż przynoszą mu mniejsze plony. Ale pewnie i na to jest jakiś hak w polskim prawie.
Co z tym zrobić ?
Jak rozwiązać ten problem ?
Uświadomienie rolników, że są “ruchani” chyba nie pomoże ?

Źródło:
http://www.aztekium.pl/_baza/users_galeries/albatros/2/d/1.jpg
http://www.aztekium.pl/_baza/users_galeries/albatros/2/d/2.jpg
http://www.aztekium.pl/_baza/users_galeries/albatros/2/d/3.jpg
http://www.aztekium.pl/_baza/users_galeries/albatros/2/d/4.jpg
www.agencjanasienna.pl

Ze strony wiadomosci.monasterujkowice.pl

Posted in Warto wiedzieć, Z prasy, Świat innymi oczami | Otagowane: , | 3 komentarze »

Te oczy – niezwykła fotografia

Posted by Dzieckonmp w dniu 9 maja 2010


Zdjęcie zrobione przez Włocha Giuseppe Tomarchio

Figura znajdująca się w Kościele której robił zdjęcie Włoch Giuseppe Tomarchio

Zdjęcie zrobione przez Włocha Giuseppe Tomarchio z Mascali (Catania),podczas pielgrzymki na Festiwal Młodych. Jak wyglada Twarz Matki Bozej sami widzicie na fotce drugiej. Nie byłoby w tym jeszcze nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Giuseppe robił to zdjęcie komórką.

1 sierpnia 2009r o godz.15.06. w kościele w Medziugorju i robił zdjęcie figury, która stoi w prawej nawie. Każdy, kto był w Medziugorje wie jaka figura tam stoi. Po zrobieniu zdjęcia nie sprawdzał jak wyszło. Dopiero zobaczył je w dniu 5 sierpnia (wg widzacych dzień urodzin Matki Bożej), kiedy jego kuzynka przeglądała jego zdjęcia zrobione na komórce. Twarz przypomina tę z Tihalijny, gdzie grupa w ogóle nie była, ale jest nieznacznie inna, a poza tym oczy są jak osoby żywej.

Z książki Antonio Socci

Te oczy

Spotkałem się z Mirjaną, jak zawsze uśmiechniętą i życzliwą. Chciałem ją zapytać przede wszystkim o jej spotkanie z Janem Pawłem II.

– To było w lipcu 1987 roku. Uczestniczyłam w pielgrzymce Chorwatów do Rzymu z okazji Roku Maryjnego i podczas audiencji Ojciec Święty, przechodząc, pobłogosławił nas, dokładnie w chwili, gdy znajdował się naprzeciw mnie. Kiedy niektórzy zaczęli wołać, kim jestem, Papież wrócił się i znowu mnie pobłogosławił. Potem przyszli nam powiedzieć, że Ojciec Święty pragnie mnie widzieć w Castelgandofo.

– To była wspaniała niespodzianka.

– Pamiętam do dzisiaj tamte godziny, przezabawną scenę z gwardzistami szwajcarskimi, którzy nie rozumieli, że mają nas przepuścić, i mnie, gestykulującą, żeby im to wytłumaczyć.

I co sobie powiedzieliście?

– Spotkanie z Papieżem trwało około dziesięciu minut. Najpierw zaczął mówić po polsku, myśląc że zrozumiałem. Ale zorientowałam się, że lepiej będzie rozmawiać po włosku. Jego słowa zapadły mi głęboko w serce: „Gdybym nie był papieżem, już dawno pojechałbym do Medziugorja. Ale nawet jeżeli nie mogę pojechać, wiem wszystko i śledzę wszystko, co się tam dzieje. Chrońcie Medziugorje. Jest nadzieją świata”. Płakałam i nie mogłam wykrztusić słowa, miałam ściśnięte gardło. W jego spojrzeniu widać było, że to święty. Oczy błyszczały mu, kiedy mówił o Maryi, był rozmiłowany w Dziewicy.

– Zatem także tobie powiedział to, co powtarzał wcześniej innym: gdybym nie był papieżem pojechałby do Medziugorja. To było jego głębokie pragnienie.

– Tak. A ostatnio wydarzyło się coś, co bardzo mnie wzruszyło. Po zakończeniu objawienia, którego doznałam w Wieczerniku, podszedł do mnie Włoch trzymający w rękach parę butów. Powiedział mi, że Papież mówił mu o swoim wielkim pragnieniu przybycia do Medziugorja. „Jemu się nie udało – zakończył – dlatego przyniosłem jego buty, tak aby w pewnym sensie Jego marzenie o przybyciu tutaj zrealizowało się”. Wreszcie powiedział mi, że kiedy Jan Paweł II zostanie beatyfikowany, to on wróci tutaj i podaruje mi jeden z tych butów. I tak nawet jeżeli on sam nie mógł przybyć, jego buty dotarły do celu.

Jeśli oceniał Medziugorje jako „nadzieję świata”, to znaczy, że od początku „wiedział”. Czyż nie? Co o tym sądzisz?

– Mogę ci tylko powiedzieć, że podczas spotkania w Castelgandolfo patrzyłam w oczy Papieża i czułam się tak, jak gdybym widziała Jej oczy. W jego wzroku dostrzegłam ten sam blask Jej oczu, pełnych miłości. Te same oczy. Ta sama miłość. To samo bezgraniczne miłosierdzie.

Pożegnałem Mirjanę, myśląc o tym, co wywarło na mnie największe wrażenie: jej wzruszenie za każdym razem, kiedy wspominała o oczach Matki Bożej, o Jej spojrzeniu pełnym miłosierdzia. „Kiedy się ujrzało te oczy…” – powiedziała kilka razy, jak gdyby na świecie nie było niczego porównywalnego. Dostrzegła, jak podobne są do nich oczy Jana Pawła II.

Antonio Socci

Źródło: Echo Medziugorja

Posted in Kościół, Medziugorje, Objawienia | Otagowane: , , , | 7 komentarzy »

Hipoteza fałszywych nadajników NDB

Posted by Dzieckonmp w dniu 8 maja 2010


Artykuł z blogu Grypa666, ze strony:

 http://grypa666.wordpress.com/2010/05/08/hipoteza-falszywych-nadajnikow-ndb/.

Prawa autorskie Konrad “In”. Kopiowanie, reprodukcja i przekaz w celach niekomercyjnych dozwolone tylko w całości i z podaniem autora i pełnego URL na Grypa666.

Na podstawie mojej wiedzy i doświadczenia wiedziałem, że położenie każdego obiektu określa się w podobny sposób jak położenie wybranego punktu w sześcianie, w 3 płaszczyznach wektorowych np. X, Y, Z. W taki sam sposób pracują radary lotniska określające położenia samolotu:
• X – wysokość
• Y – odległość od celu
• Z – “szerokość” tj. położenie względem osi lotniska.

By ocenić lot samolotu, trzeba analizować te 3 płaszczyzny. Fakty, które znamy:
• W odległości 2 km od lotniska (Y) samolot znajdował się na prawidłowej wysokości 120-130 m (X) i był oddalany od osi pasa lądowania ok. 20 m (Z). Czyli musimy odpowiedzieć na pytanie, dlaczego współrzędna Z była nieprawidłowa.
• W odległości 1 km od lotniska samolot leciał na wysokości 2-3 m w odległości 10-20 m od osi pasa. W tym przypadku nie zgadzają sie współrzędne :  X – wysokość, Z – położenie względem pasa.
Przy czym współrzędna Z najprawdopodobniej określa się na podstawie sygnałów z nadajnika A (4-6 km od lotniska) i nadajnika B (1 km) od lotniska. Nadajniki A oraz B powinny leżeć w prostej linii na przedłużeniu osi pasa lądowania.

Więc dlaczego X oraz Z się nie zgadzały?

Zaczęły dochodzić kolejne fakty. Przypomniałem sobie wypowiedz świadka katastrofy polskiego Tu154m, rosyjskiego pilota wojskowego – Aleksadra Kormoczika, który twierdził, że był świadkiem lądowania prezydenckiego samolotu. Cytuję ze słuchu na podstawie filmu: minuta 0.12 – 0.22 [6]

„…ON ZROZUMIAŁ ŻE TUTAJ NIE MA PASA, A SZUKAŁ GO DOKŁADNIE W TYM MIEJSCU
…WYGLĄDAŁ I OCZEKIWAŁ, ŻE TU JEST PAS
…DLACZEGO ON TU BYŁ, TO NIEPOJĘTE…”

Rozpocząłem rozmyślać o nadajnikach NDB. Oba są ustawione idealnie na linii osi lotniska. Są jej przedłużeniem, dzięki czemu samolot ustawia swoje położenie. Samolot leciał lekko z boku osi lotniska. Czy powodem tego były mobilne (fałszywe) latarnie NDB???

Tak jak wspomniałem wcześniej, na forum lotnicy.net przeczytałem, że jednym z elementów naprowadzających, a na lotnisku w Smoleńsku głównym elementem, jest ocena wysokości na podstawie sygnału z anteny NDB, która znajduje się 1,1 km od lotniska w Smoleńsku.

Sygnał z tej anteny daje sprawdzenie parametru wysokości oraz umożliwia ustawienie samolotu względem osi pasa lotniska. Wg książki podchodzenia do lądowania, samolot musi być nad tą anteną co najmniej 70 m (biorąc pod uwagę, że pilot zdawał sobie sprawę, że antena ta jest poniżej pasa oraz dane techniczne Tu154m, dodał on odpowiednio metry, co w praktyce dawało 100-120 m nad anteną).

Anteny NDB są dwie: 6,1 km przed lądowaniem – ustawia samolot w linii do osi pasa i ta bliższa (1,1 km), najważniejsza i określająca prawidłową wysokość lądowania i umiejscowienie przed pasem oraz pozwalająca na podjęcie decyzji co do lądowania lub jego zaniechania.

Teraz popatrzyłem na mapkę i oceniłem. Zobaczyłem, co się stanie jak ta bliższą antenę przeniesie się 1 km dalej na odległość 2 km od pasa. Jak wiemy samolot w odległości 2 km od pasa miał wysokość 100 m. [7] „Jak twierdzi zastępca szefa sztabu rosyjskich sił powietrznych gen. Aleksander Aloszyn, jeszcze 2 km od lotniska Smoleńsk-Siewiernyj i do wysokości 100 metrów samolot prezydencki leciał prawidłowo…” Samolot leciał i będąc nad doliną 2 km od pasa mógł uzyskać sygnał od fałszywej anteny NDB; ok. 100-120 m NAD FAŁSZYWĄ ANTENĄ ZNAJDOWAŁ SIĘ STOK (idealnie jeśli przyjmiemy, że myślał, że znajduje się nad latarnią NDB w odległości 1,1 km od pasa). Rysunek pokazuje, że od tego momentu [pilot] zboczył z prawidłowej trajektorii lotu (zielona linia a czerwona), obniżył gwałtownie wysokość (zeznania wieży), bo bał się, że minie pas. Po przeleceniu 1 km i obniżenia wysokości do kilkunastu metrów nad ziemią, szuka pasa lądowania (wiedział, że normalnie sygnał z anteny znajduję się dokładnie 1 km od pasa), więc przypuszczał, że właśnie jest nad pasem do lądowania;

(zeznania pilota: …ON ZROZUMIAŁ, ŻE TUTAJ NIE MA PASA, A SZUKAŁ GO DOKŁADNIE W TYM MIEJSCU  …WYGLĄDAŁ I OCZEKIWAŁ, ŻE TU JEST PAS  …DLACZEGO ON TU BYŁ, TO NIEPOJĘTE…)

Ale pasa tu nie było.  Był on 1 km od lądowania. Tutaj mapka do oceny. Latarnia NDB znajduje się 1 km od pasa, fałszywa mogła być ok. 2 km od pasa.

Dalej w moich poszukiwaniach znalazłem coś ciekawego: są wersje mobilne anteny NDB.

Non Directional Beacons

With the acquisition in 1998 of Sencea, Fernau broadened its product range to include non directional beacons. After a thorough review and upgrade of the existing design by our engineering team, the system now sits comfortably alongside the rest of our products as the 2060 NDB. The 2060 NDB has been a great success and has allowed us to offer customers some very innovative solutions. For instance, coupled with a DME, it provides an airfield with an immediate capability down to 300 feet, or the mobile DME/NDB can be used to equip any airstrip with almost instant navigation for emergency relief work, military movements, and so forth. The unit can be supplied in fixed, man-portable, or mobile configurations together with an appropriate antenna and, if required, remote control and monitor unit and remote off-air monitor receiver. The 2060 NDB is available in dual and single configurations with output power user-variable up to 100W. Applications of the 2060 NDB are numerous and include land based aviation beacons, ship beacons, oil platform beacons, oil pipeline location beacons, differential GPS data correction beacons, and portable and fixed military variants.

Radiolatarnie niekierunkowe [tłumaczenie Piotr Bein].

Z przejęciem firmy Sencea w 1998 r., firma Fernau poszerzyła swą ofertę produktów o niekierunkowe radiolatarnie. Po dokładnej rewizji i modernizacji istniejącej konstrukcji przez naszych inżynierów, system oferujemy teraz obok pozostałych  produktów, jako 2060 NDB. Jest on wielkim sukcesem i pozwala nam oferować klientom bardzo innowacyjne rozwiązania. Np. łącznie z DME zapewnia on lotnisku natychmiastową zdolność do 300 stóp [ok. 90 m, niejasne jakiego parametru dotyczy – PB], zaś każdy pas startowy można wyposażyć mobilnym systemem DME/NDB w niemal natychmiastową nawigację do prac ratowniczych, ruchu wojsk itd. Urządzenie można dostarczyć w konfiguracji stacjonarnej, przenośnej lub ruchomej z odpowiednią antenę, a w razie potrzeby – z urządzeniem do zdalnego sterowania i monitorowania oraz z odbiornikiem monitorowania off-air [może znaczyć monitorowanie sygnałem skrytym – PB]. 2060 NDB jest dostępny w konfiguracjach pojedynczych i podwójnych o mocy zmiennej do 100 W, wybieralnej przez użytkownika. Liczne zastosowania 2060 NDB obejmują lądowe nadajniki lotnicze, radiolatarnie morskie, nadajniki dla platform wiertniczych i dla lokalizacji rurociągów, nadajniki korekty różnicowych danych GPS oraz przenośne i stacjonarne wersje wojskowe. [koniec tłumaczenia]

Oraz można się przyjrzeć, co jest na wyposażeniu niektórych lotnisk wojskowych.

Zacząłem powoli rozumieć, ze niektórzy mogą iść złym tropem, stawia się nacisk na różnicę w wysokości, podczas gdy może tu chodzić o różnicę w pojmowaniu odległości od lotniska. Zbiegło to się z informacjami sugerującymi błąd pilota. Moje wnioski nt. błędu pilota były następujące:

Błąd pilota? Zależy, co nazywasz błędem – jeśli było tak, jak opisałem, to nie ma tu błędu pilota. Podstawowe pytanie, które zadał rosyjski pilot wojskowy i zadawało wielu dziennikarzy: dlaczego w odległości 1,2 km od lotniska pilot szukal pasa startowego bedac przekonanym ze tam jest.

Jeszcze raz przyjrzyj się temu zdjęciu i znajdź punkt połączenia (2 km od lotniska): zielonej (prawidłowej) i czerwonej (rzeczywistej) trajektorii lotu. Teraz ten punkt przesuń 1 km do przodu (tak jak na filmie z szklanej pułapki, który wstawił mizia – w tym przypadku punkt ten mógł być przestawiony 1 km do tylu).

I co zobaczysz? ze gdyby pilot był 1 km bliżej lotniska, to schodził by idealnie do lądowania.

Prawdziwa latarnia NDB znajduje się w odległości 1 km od lotniska. Fałszywa mogla się znajdować 2 km od lotniska , idealnie na łączeniu punktu łączącego zielona (prawidłowy) i czerwona (rzeczywisty) trajektorie lotu.

Później była konferencja D.Tuska [8] i jego wypowiedz: “Nie zdradzę tajemnicy śledztwa, ale analizując przerwanie pracy niektórych urządzeń TU-154 można by powiedzieć, że katastrofa mogła nastąpić o godzinie 8.41…”

Przypomniały mi się wypowiedzi internautów w Smoleńsku oraz dane elektrowni w Smoleńsku, które publikowała prasa: o awarii linii energetycznej na trasie lądowania samolotów o godz. 08.39.35 w dniu 10.04.2010.

“…Komisja badająca przyczyny katastrofy dotarła do danych, według których do zerwania liny doszło o godzinie 8.39..” [9]

Dokument smoleńskiej elektrowni zamieszczony w artykule Rzeczpospolitej precyzuje czas awarii linii energetycznej na godz. 08.39.35 [10]

Pojawił się niepokój, co to może oznaczać. W godzinach wieczornych fakty zaczęły się układać w miarę spójna całość. Po nieprzespanej nocy powstała Hipoteza Fałszywych Nadajników NDB

Hipoteza fałszywych nadajników NDB

Analiza faktów – Smoleńsk 10.04.2010

Znane nam fakty to: (dane wg czasu polskiego)

• Elektrownia zanotowała awarie linii energetycznej o godz. 08g.39m.35s (wypowiedzi internautów z forum Smoleńsk, artykuły polskiej prasy cytujące wypowiedź członka komisji oraz zdjęcie dokumentu z elektrowni w Smoleńsku).
• Wg świadków samolot rosyjski IL-76 wykonał nieudane lądowanie lecąc odchylony jednym skrzydłem i o mało nie zahaczając innych samolotów.
• Skrzynka polskiego Tu-154m przestała pracować o godz. 08.41.00 (konferencja D.TUSKA 28.04.2010). [11]

Oznaczałoby to, że linia energetyczna mogla zostać zerwana przez rosyjski samolot IL-76 o godz.08.39.35. Mniej więcej 1,5 min. później ok. godz 08.41.00 polski samolot rozbił się w pobliżu płyty lotniska.

Co mówią nam te fakty:

• Samolot polski Tu-154m był spóźniony o 30 min.,  przez co znalazł się w tym samym czasie w pobliżu lotniska w Smoleńsku, co samolot rosyjski IL-76.
• Oba samoloty mogły mieć te same problemy: W odległości 1,1 km od lotniska znalazły się na wysokości kilku metrów. Czyli oba samoloty musiały zaczynać obniżać lot ok. 2 km od lotniska.
• Samoloty były od siebie oddalone o 1,5 min lotu, co oznacza ok. 6-7 km (dozwolona – bezpieczna odległość dwóch samolotów na tym samym podejściu do lądowania – pracowałem na radarach).
• Oba samoloty mogły ścinać drzewa na niskiej wysokości, co tłumaczy sprzeczne doniesienie o uszkodzeniu anteny NDB (1,1 km) oraz drzewa (1,1 km) – przeszkód oddalonych od siebie o wartość większą, niż wynosi rozpiętość skrzydeł któregoś z samolotów. W tym miejscu potrzebna jest dogłębna analiza ścięcia drzew na podstawie trajektorii lotu samolotów. Uszkodzenie anteny mogło też wynikać z działań sabotażowych.
• Samolot rosyjski Il-76 uratował się, a polski Tu-154m rozbił się. Mogło wiązać się to z różnicą w ułożeniu silników pomiędzy rosyjskim IL-76 a polskim TU-154m. Rosyjski samolot miał silniki na skrzydłach, a polski na tyle samolotu. Umiejscowienie silników w tyle samolotu może zmniejszyć szanse na podniesienie samolotu na bezpieczna wysokość oraz manewrów samolotu na malej wysokości.
• Alarm lotniska zawył 15 min. po katastrofie o godz. 08.56.00. Mogło się to wiązać z dwoma powodami:
– Ktos z jakiegoś powodu podjął decyzje o powstrzymaniu się od wszczęcia alarmu.
– Służby ratownicze lotniska były niekompletne i chciano uniknąć kompromitacji – wszczynania alarmu bez wystarczającej ilości załogi gotowej do wykonania działań ratowniczych. W związku z tym czekano na posiłki z miasta i dopiero po dotarciu ludzi wszczęto alarm. W przypadku hipotezy zamachu istnieje możliwość wcześniejszych decyzji o pozbawieniu służb ratowniczych lotniska należytej załogi.

Na podstawie tego można przypuszczać, że:

• Ustawiono fałszywe nadajniki NDB, które oszukały obu pilotów co do odległości od pasa oraz odchylenia na południe od osi lotniska.
• Zainstalowano urządzenia służące do fałszywej komunikacji miedzy samolotami oraz wieżą kontroli lotu. Powstała fałszywa wieża kontroli lotu.
• Jeśli to był zaplanowany zamach, mgła musiała być sztuczna ( informacje o tajemniczym samolocie latającym nad lotniskiem na dwie godziny przed katastrofa).
• W przypadku zamachu – nie wiedział o tym wcześniej rosyjski rząd (w każdym razie w początkowej fazie): problemy IL-76.
• Słowa uznania należą się dla rosyjskich internautów i innych ludzi (np. z elektrowni) dzięki którym mamy te informacje (zdjęcia, świadectwa, wykresy).
• Za zamachem muszą stać służby specjalne, które uciszyły niektóre niewygodne fakty i poinformowały polityków w stosownym czasie.

Scenariusz

Biorąc pod uwagę te fakty można wysnuć następujący scenariusz (godzina według czasu warszawskiego)

06.40 – Tajemniczy samolot rozpoczyna nalot nad lotniskiem, co pokrywa się z narastaniem mgły.

07.15 – Ląduje polski samolot Jak-40

07.30 – Warszawa – start polskiego samolotu prezydenckiego (30 min opóźnienia)

07.35 – Mobilne fałszywe nadajniki zajmują pozycje. Następuje uszkodzenie lub unieszkodliwienie prawdziwych nadajników.

08.20 –  Zakłócenie komunikacji miedzy samolotami a wieżą. Powstaje fałszywa wieża (centrum komunikacji). Istnieje możliwość oraz przypuszczenia zakłócania łączności. Mogło ono przybrać różne formy oraz obejmować różne fazy lotu. Pracownicy kontroli lotu lotniska zeznawali, że pilot polskiego samolotu nie podawał danych. Była też sugestia, że piloci nie znali rosyjskiego (wbrew prawdziwym faktom o pilotach oraz załodze polskiego samolotu). [12]

• W związku z tym, że potwierdzenia wieży są istotna częścią procedury lądowania, istnieje przypuszczenie, że piloci kierowali się również informacjami fałszywej wieży.
• Podejrzenie o brak znajomości języka rosyjskiego mogło wynikać z początkowej fazy lotu – zbliżania się do lotniska. Komunikaty do wieży od początku były przekazywane przez osoby podszywające się pod pilotów. Miało to wykluczyć ewentualne podejrzenia pilotów co do zmiany głosu kontrolerów lotu.

08.30 – Samolot polski Tu-154m dociera w okolice lotniska w Smoleńsku. Jednocześnie rosyjski Il-76 znajduje się nad lotniskiem. Relacje świadków wskazują, że jeden lub oba samoloty krążą nad lotniskiem. Może to oznaczać, że:

• Fałszywa wieża kontroli lotu decyduje, że samolot rosyjski będzie pierwszy podchodził do lądowania; samolot polski wykonuje ewentualnie dodatkowe kólka i kieruje się za samolotem rosyjskim na sciezke podchodzenia do lądowania (10 km od lotniska).
• IL-76 krążył nad lotniskiem. Polski Tu-154m nadlatuje nad lotnisko w momencie, gdy IL-76 znajduje się w drodze na scieżkę do lądowania (10 km od lotniska). “Wieża kontroli” nakazuje podążać za samolotem IL-76. Bezpieczny odstęp w takich warunkach wynosi ok. 6-10 km co w przeliczeniu na czas daje ok. 1,5 – 2 min. To pokrywa się z różnicą pomiędzy czasem awarii linii energetycznej, a czasem zatrzymania czarnej skrzynki polskiego TU-154m.

08.37.30 – Rosyjski samolot rozpoczyna podchodzenie do lądowania (10 km od lotniska).

W związku z informacja o dziwnym kącie lotu polskiego samolotu. (podchodził do lądowania niezgodnie z osią lotniska oraz ułożeniem nadajników NDB) oraz ułożeniem przeszkód w ostatnim fazie lotu (ok. 1,3 km od lotniska) istnieje prawdopodobieństwo, ze samolot rosyjski mógł lecieć inną trajektorią lotu oraz być zmylonym tylko przez jeden fałszywy nadajnik NDB. Fakt ten mógł zaważyć o odmiennych losach obu samolotów. Dwie dostępne opcje to:

• Operatorzy fałszywych nadajników mogli nie być pewni, który samolot leci pierwszy. Zdążają załączyć drugi fałszywy nadajnik (2,1 km od pasa), pierwszy fałszywy nadajnik (7,1 km od pasa) nie działa. Dalszy fałszywy nadajnik (7,1 km) jest ustawiony ok. 400-600 m na lewo (południe) od osi pasa i prawdziwego nadajnika.
• Oba samoloty zostały zmylone przez dwa fałszywe nadajniki. Odmienne losy danych samolotów mogą się wiązać z różnym umiejscowieniem silników w obu samolotach.

08.38.28 – Rosyjski samolot mija fałszywy nadajnik NDB (7,1 km), zaczyna się kierowac sygnalem na falszywy nadajnik NDB w odleglosci 2,1 km od pasa i 100-150 m na południe od osi lotniska.

lub

08.38.30 – Rosyjski samolot mija prawdziwy nadajnik NDB w odległości 6,1 km, zaczyna się kierować sygnałem na fałszywy nadajnik NDB w odległości 2,1 km od pasa i 100-150 m na południe od osi pasa lotniska.

08.39.00 – Polski samolot rozpoczyna podchodzenie do lądowania. Jest w odległości 10 km od pasa. Otrzymuje sygnał od fałszywego nadajnika NDB (ustawionego 7,1 km od płyty lotniska i odchylonego od osi lotniska ok. 400-600 m). Pilot zaczyna sie kierować na sygnał fałszywego nadajnika. Prędkość opadania 3 m/s.

08.39.22 – W odległości 2,1 km od lotniska wskaźnik odbiornika NDB rosyjskiego samolotu sugeruje znajdowanie się nad nadajnikiem NDB (1,1 km) i pilot po potwierdzeniu wysokości zwiększa obniżanie lotu w celu wylądowania.

08.39.33 – Samolot rosyjski IL-76 możliwe, że uszkadza nadajnik NDB (1,1 km – nie stanowi to problemu, gdyż nadajnik nie działa). Druga opcja, że informacja o uszkodzeniu jest próbą ukrycia sabotażowego uszkodzenia nadajnika NDB (1,1 km).

08.39.35 – Samolot rosyjski IL-76 zahacza o linie energetyczną w odległości 1 km od lotniska i ją zrywa (dokument elektrowni o zerwaniu linii).

08.39.35-45 – Samolot rosyjski manewruje, aby uniknąć zderzenia z drzewami. Możliwe, że ścina fragmenty któregoś drzewa (potrzebna dogłębna analiza uszkodzeń drzew w pobliżu lotniska).

08.39.37 – W odległości 7,1 km od lotniska i odchyleniu od pasa ok. 400-600 m polski pilot Tu-154m otrzymuje wskazania odbiornika NDB, że znajduje się nad nadajnikiem (czerwona lampka oraz przestawienie wskaźnika). Potwierdza wysokość ok. 300 m, zaczyna się kierować na drugi fałszywy nadajnik NDB (2,1 km od lotniska i odchyleniu ok.100-150 m od osi pasa).

08.39.50  – Z tym samym nachyleniem na jedno skrzydło rosyjski IL-76 o mały włos nie zahacza o jeden ze stojących samolotów, po czym zgodnie z zaleceniami wieży  pospiesznie się oddala.

08.39.55 – Kontrolerzy lotniska są w szoku, nie rozumieją niczego po tym, co zrobi rosyjski samolot i kolejny raz proponują stanowczo polskiemu pilotowi wybranie innego lotniska, być może informują go o problemach rosyjskiego pilota. Głos podstawionego polskiego pilota stwierdza po raz kolejny, że zrobi jedną próbę lądowania.

08.40.39 – Wskaźnik odbiornika sygnału NDB wskazuje, że polski pilot Tu154m znajduje się nad nadajnikiem NDB. W rzeczywistości znajduje się w odległości 2,1 km od lotniska, ale wydaje mu się, ze znajduje się tylko 1,1 km od lotniska. Potwierdza wysokość 100-120 m (dobra) i po potwierdzeniu jej przez fałszywą wieżę kontroli lotu decyduje się rozpocząć ostateczną fazą lądowania. Zwiększa prędkość opadania z 3m/s na 6-8m/s. Jest to prędkość dopuszczalna, zważywszy na dane lotniska oraz parametry Tu-154m. Włącza się alarm TAWS, ale pilot myśląc, że alarm ostrzega przed płytą lotniska, ignoruje sygnał.

08.40.45 – Prawdziwi kontrolerzy lotu w odległości 1,6 km od lotniska ostrzegają pilota, że obniża lot nie w tym miejscu, co trzeba. Lecz pilot pomimo, że znajduje się na wysokości 100 m nad dnem wąwozu i 70 m nad przyszłym prawdziwym (zakłóconym) nadajnikiem NDB, nie słyszy ostrzeżenia prawdziwej wieży. Następuje kolejne sfałszowanie komunikatów.

08.40.46 – Tu-154m w odległości 1,5 km od pasa oraz na wysokości 285 m npm zmniejsza prędkość opadania.

08.40.49 – Polski samolot znajduje się w odległości 1.3 km od lotniska i ok. 60 m od osi pasa na wysokości 8 m, pilot zaczyna gorączkowo szukać pasa, którego się tu spodziewał (zeznania świadka, rosyjskiego pilota) i zaczyna kosić pierwsze drzewa.

08.40.52 – Odległość od lotniska 1,05 km. Po dwóch sekundach prostego lotu polski pilot podnosi maszynę i zaczyna się wznosić; niestety, ukształtowanie terenu i ciężkość maszyny powoduje, że pomimo iż wzniósł maszyną na 20 m, to ciągle znajduje się 4 m nad ziemią, gdzie na wysokości nadajnika NDB i odchyleniu od osi lotniska wciąż kosi drzewa. Istnieją dwie sprzeczne informacje o uszkodzeniu drzew oraz nadajnika NDB w odległości przekraczającej rozpiętość skrzydeł któregoś z samolotów. Możliwość próby ukrycia uszkodzenia nadajnika w wyniku sabotażu.

08.40.55 – W odległości ok. 800 m od płyty lotniska polski samolot Tu-154m uderza w dużą brzozą, tracąc dużą część lewego skrzydła i pilot traci kontrolę nad samolotem.

08.4056 – Polski pilot Tu-154m próbuje ratować samolot, przechylając się na jedno z skrzydeł (potrzebna szczegółowa analiza uszkodzenia drzew – możliwe są uszkodzenia spowodowane przez dwa samoloty, polskiego Tu-154m oraz rosyjskiego IL-76).

08.41.00-05 – Samolot roztrzaskuje się 500-300 m od lotniska i 150 m na południe od jego osi.

W związku z tym, że to mógł być zamach, dla pewności zostały użyte dodatkowe środki, które dały pewność, że wszyscy zginą:
• gaz (wczorajsze info o badaniach toksykologicznych).
• niewykrywalny ładunek wybuchowy.

08.41.10 – Rosyjscy kontrolerzy lotu są w szoku. Wiedzą, że to nie przypadek. Praktycznie nie jest możliwe, żeby dwaj piloci popełnili ten sam błąd. Zaczynają się bać o swoje życie. Nie wszczynają alarmu. Nie wiedzą, co robić.

08.42.00 – Przygotowany w pobliżu specjalny oddział służb specjalnych upewnia się,  że wszyscy nie żyją i rozpoczyna zabezpieczanie miejsca katastrofy. Nie wszczyna alarmu. Możliwa jest opcja braku wystarczających służb (m.in. strażaków) w czasie katastrofy. Dowódca straży pożarnej, obawiając się kompromitacji, ściąga z miasta zapasową załogę straży i dopiero wtedy wszczyna alarm. Stad 14 minut różnicy pomiędzy domniemana godzina katastrofy (08.42) a zawyciem syren alarmowych.(08:56). W przypadku zamachów zdarza się czasami, że miejscowe służby ratownicze wysyłane są przed katastrofą w inne miejsce.

08.55.00 – “Kola” pojawia się na miejscu katastrofy, nakręca pierwszy “film ze strzałami”.

08.56.00 – Po stwierdzeniu, że teren jest zabezpieczony, nakazane jest rozpoczęcie akcji ratowniczej, wszczynany alarm lotniska

08.59.00 – Straż pożarna dociera na miejsce katastrofy.

09.00.00 – Rosyjski człowiek pojawia się na miejscu katastrofy i robi tzw.”trzeci film”, który tak naprawdę jest drugim. Widzi początek akcji gaśniczej. Strażacy czekają na wódę.

09.03.00 – Po długich minutach oraz problemach związanych ze zmyleniem służb , montażyście TVP, S. Wiśniewskiemu udaje się dotrzeć na miejsce od przeciwnej strony niż “Kola”. Polak widzi już akcje gaśniczą.

Wykaz źródeł
1. http://www.tvn24.pl/popup_flash.html
2. http://www.youtube.com/watch?v=HKsoBxXKE70&feature=related
3. http://news.bbc.co.uk/1/hi/8612825.stm
4. http://blogmedia24.pl/node/27894
5. http://www.youtube.com/watch?v=uIYdmW6dq7E&feature=player_embedded
6. http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/10,88723,7787242,Najnowsza_symulacja_katastrofy.html)
7. http://www.tvn24.pl/-1,1653436,0,1,kilometr-przed-pasem–byli-50-metrow-za-nisko,wiadomosc.html
8. http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/polska/tusk-o-katastrofie-pod-smolenskiem–to-mogla-byc-8-41—,57468,1
9. http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,7805187,Czy_Tu_154_rozbil_sie_10_minut_wczesniej__Prokuratura_.html
10. http://www.rp.pl/galeria/459542,10,466823.html
11. http://www.tvn24.pl/12690,1654040,0,1,godz-841-czy-wtedy-doszlo-do-katastrofy,wiadomosc.html
12. http://www.lifenews.ru/news/20288

Posted in Warto wiedzieć, Z prasy, Świat innymi oczami | Otagowane: , | 2 komentarze »