Dziecko Królowej Pokoju

Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  • Królowa Pokoju

    Królowa Pokoju
  • Uwaga

    Strona używa plików cookies które zapisują się w pamięci komputera. Zapisywanie plików cookies można zablokować w ustawieniach przeglądarki. Dowiedz się o tych plikach http://wszystkoociasteczkach.pl
  • Propozycja chronologiczna

    • Rok 2019 – Kryzys Rumunia
    • Rok 2020 – fałszywe traktaty pokojowe
    • Rok 2021 – Papież jedzie do Moskwy
    • Rok 2021 – Wojna
    • Rok 2022 – zwycięstwo komunistyczne
    • Rok 2023 – 10 królów
    • Rok 2024 – Antychryst
    • Rok 2025 – Sojusz z wieloma
    • Rok 2025 – Synod
    • Rok 2026 – Henoch i Eliasz
    • Rok 2028 – Ohyda spustoszenia
    • Rok 2029 – Ostrzeżenie
    • Rok 2030 – Cud
    • Rok 2031 – Nawrócenie Izraela
    • Rok 2032 – Kara
    • Rok 2032 – Odnowienie świata
    • Rok 2033 – Exodus
    • Rok 2034 – Zgromadzenie w Jerozolimie
    • Rok 3032 – Gog i Magog
    • Rok 3213 – Koniec świata
    • Nowe niebiańskie Jeruzalem.
  • Ostrzeżenie

    13 kwietnia 2029
  • Logowanie

  • Odwiedzają nas

    Map

  • Maryjo weź mnie za rękę

  • Jezu Maryjo Kocham Was

seks może być frywolny i bezgrzeszny?

Posted by Dzieckonmp w dniu 9 grudnia 2011


Po przeczytaniu wywiadu jakiego udzielił duszpasterz rodzin , postanowiłem dać link do tego wywiadu jak również wstawić słowa Pisma świętego mówiące wprost o małżeństwie. Na samym dole jest krótka treść Marii Valtorty na ten sam temat. Sex bywa tematem tabu więc powoduje nieśmiałość w wypowiadaniu wiec myślę że warto się swoimi zdaniami podzielić w komentarzach pod wpisem . Ponieważ każdy pisze anonimowo liczę na burzliwa dyskusję.

  Przeczytaj wywiad ” Katoliku ciesz się seksem”

Z Pisma świętego

Małżeństwo
1 Co do spraw, o których pisaliście, to dobrze jest człowiekowi nie łączyć się z kobietą. 2 Ze względu jednak na niebezpieczeństwo rozpusty niech każdy ma swoją żonę, a każda swojego męża. 3 Mąż niech oddaje powinność żonie, podobnie też żona mężowi. 4 Żona nie rozporządza własnym ciałem, lecz jej mąż; podobnie też i mąż nie rozporządza własnym ciałem, ale żona. 5 Nie unikajcie jedno drugiego, chyba że na pewien czas, za obopólną zgodą, by oddać się modlitwie; potem znów wróćcie do siebie, aby – wskutek niewstrzemięźliwości waszej – nie kusił was szatan. 6 To, co mówię, pochodzi z wyrozumiałości, a nie z nakazu.
7 Pragnąłbym, aby wszyscy byli jak i ja, lecz każdy otrzymuje własny dar od Boga: jeden taki, a drugi taki. 8 Tym zaś, którzy nie wstąpili w związki małżeńskie, oraz tym, którzy już owdowieli, mówię: dobrze będzie, jeśli pozostaną jak i ja. 9 Lecz jeśli nie potrafiliby zapanować nad sobą, niech wstępują w związki małżeńskie! Lepiej jest bowiem żyć w małżeństwie, niż płonąć. 10 Tym zaś, którzy trwają w związkach małżeńskich, nakazuję nie ja, lecz Pan: Żona niech nie odchodzi od swego męża! 11 Gdyby zaś odeszła, niech pozostanie samotną albo niech się pojedna ze swym mężem. Mąż również niech nie oddala żony. 12 Pozostałym zaś mówię ja, nie Pan: Jeśli któryś z braci ma żonę niewierzącą i ta chce razem z nim mieszkać, niech jej nie oddala! 13 Podobnie jeśli jakaś żona ma niewierzącego męża i ten chce razem z nią mieszkać, niech się z nim nie rozstaje! 14 Uświęca się bowiem mąż niewierzący dzięki swej żonie, podobnie jak świętość osiągnie niewierząca żona przez „brata”. W przeciwnym wypadku dzieci wasze byłyby nieczyste, teraz zaś są święte. 15 Lecz jeśliby strona niewierząca chciała odejść, niech odejdzie! Nie jest skrępowany ani „brat”, ani „siostra” w tym wypadku. Albowiem do życia w pokoju powołał nas Bóg. 16 A skądże zresztą możesz wiedzieć, żono, że zbawisz twego męża? Albo czy jesteś pewien, mężu, że zbawisz twoją żonę?

Z pism Valtorty

Zwróćcie się do Pana, waszego Boga. On stworzył małżeństwo, aby mąż i żona nie byli sami i aby się kochali, tworząc na zawsze jedno nierozdzielne ciało, bo zostało połączone. On wam dał Sakrament, aby na wasz związek zstąpiło Jego błogosławieństwo i abyście dzięki Mnie posiadali to, co jest dla was konieczne w nowym życiu współmałżonków i współstworzycieli. Żeby móc się zwracać do Niego z twarzą i duszą bez lęku, bądźcie uczciwe, dobre, pełne szacunku, wierne. [Bądźcie] prawdziwymi towarzyszkami małżonka, a nie tylko zwykłymi gospodyniami jego domu lub jeszcze gorzej: obcymi, których przypadek połączył pod tym samym dachem, jak przypadek łączy wędrowców w jednej gospodzie.

Teraz zbyt często się to zdarza. Mąż nie wypełnia swych obowiązków? Źle postępuje. To jednak nie usprawiedliwia sposobu postępowania zbyt wielu małżonek. Jeszcze mniej usprawiedliwione jesteście wtedy, gdy dobremu towarzyszowi nie potraficie oddać dobra za dobro i miłości za miłość.

Nie chcę się nawet zatrzymywać przy przypadkach waszych zbyt częstych niewierności cielesnych. Nie różnią was one od nierządnic. Obciąża was zaś [dodatkowo jeszcze] ta okoliczność, że popełniacie występek obłudnie i kalacie rodzinny ołtarz, wokół którego znajdują się anielskie dusze waszych niewinnych dzieci. Mówię o waszej duchowej niewierności przymierzu miłości, zawartemu pod przysięgą przed Moim ołtarzem.

Otóż Ja powiedziałem: „Kto patrzy na kobietę pragnąc jej, popełnia w swym sercu cudzołóstwo”. Powiedziałem: „Kto oddala małżonkę z pismem rozwodowym, naraża ją na cudzołóstwo” [por. Mt 5,32]. Ale teraz, kiedy zbyt wiele kobiet jest obcych dla mężów, mówię: „Te, które nie kochają swego towarzysza swoją duszą, duchem i ciałem, popychają go do cudzołóstwa. I jeśli zapytam go o przyczynę jego grzechu, uczynię to także wobec tej, która go nie popełniła, lecz była jego przyczyną.” Prawo Boga trzeba umieć rozumieć w całej rozciągłości i w całej głębi. Trzeba umieć żyć nim w pełnej prawdzie.

Źródło:  http://www.objawienia.pl/valtorta/valt/v-04-168.html

Komentarze 182 do “seks może być frywolny i bezgrzeszny?”

  1. lecslo said

    Taa… Moja znajoma była z nim na spotkaniu.

    I taka refleksja. Jak myślicie jeśli chodzi o seksualność i przyjście antychrysta (nawiązując do poprzedniego tematu) to jak to rozegra? Pochwała orgii i dewiacji była by zbyt czytelna. Moim zdaniem to co prezentuje o. Knotz jest namiastką ohydy spustoszenia duchowego poprzez brak wstrzemięźliwości od pewnych zachowań.
    ————————————————————-
    Admin. Tylko troche usunąlem żeby nie zaburzyć komentarzy

    • Przedpokój said

      Tak tutaj na górze zacznę może by było widać.
      Temat jest iście eksperymentalny i mogą polecieć wióry, zwłaszcza, że wiele zależy od indywidualnej wrażliwości/lub jej braku rozmówców.
      Uważam za sensowne w komentarzach pod treścią lub jeżeli będą anonimowe to zamiast nicku podawać swój staż małżeński i ewentualnie liczbę dzieci.

      Cóż wniosą do tematu o seksie w małżeństwie panny i kawalerowie?

      • lecslo said

        Tylko jedna refleksja jeśli mogę 😉 (staż 1,5 roku, jedno dziecko)

        Moim zdaniem to nie Kościół ma się zmieniać do nas tylko my mamy dążyć do świętości żyjąc Ewangelią.

        Mały cytacik za frondą:

        „„Załóżmy, że małżonkowie bardzo się boją począć dziecka, a już nie są w stanie wytrzymać, czekając na dni niepłodne. Małżonek naciska. Żona wreszcie zgadza się go zaspokoić oralnie. Wtedy nie musi wcale czuć się współwinna popełnionego grzechu” – uważa kapucyn.”

        Czyli „ja chcę” ma tu pierwszorzędne znaczenie ?

        • Przedpokój said

          Tutaj chodzi o to kto ponosi winę w przypadku wymuszeń wewnątrzmałżeńskich.

          Zmuszanie do czegokolwiek przez jednego ze współmałżonków to już jest grzech. Nawet do tego co niby wolno.

          Nie powiesz mi chyba, że seks przy zapalonym świetle to grzech. No ale jak się żona będzie wstydzić?
          Albo to uszanujesz – i właśnie swoje „ja chcę” złożysz w ofierze, w myśl że seks ma być elementem umacniającym więź – co też wiąże się z ponoszeniem ofiar (temperamenty są różne) albo wymusisz i to już jest grzech.

          Tak samo i wszelkiej maści pieszczoty – również oralne. Pod warunkiem, że obojgu to pasuje. Buduje więź.

          Z tym że ma to być tak samo dodatek – jakaś tam wisienka na torcie, a nie żeby się samymi wiśniami nażreć i zgagę później mieć 😉

          (Staż 4 lata, poczęte dzieci 3, urodzone dwa, żyje jedno)

        • lecslo said

          Hmm… Czyli w tym przypadku małżonka nie jest winna winny jest małżonek bo wymusza ?

      • Pokręć said

        Nic nie wniosą. Co najwyżej wyrażą swoją ulgę, że nie muszą tego obowiązku małżeńskiego spełniać.
        Z seksem to jak z jabłkiem z sadu proboszcza: najlepiej smakuje, jak jest ukradzione. Legalne to po prostu jabłko, jakich wiele.
        Nie, nie używam seksu. Jestem kawalerem. Zatwardziałym. A do tekstów przytoczonych przez Admina jako wstępu do dyskusji dodałbym jeszcze ew. wg. św. Mateusza, rozdział 19. Mniej więcej to samo, co u św. Pawła, tylko powiedziane przez Pana Jezusa.

  2. Przedpokój said

    Pal sześć anonimowość.
    Lecslo, jeżeli znajdziesz u księdza Knotza (w jakiejkolwiek publikacji, książce, czy wywiadzie) pochwałę i przyzwolenie na seks analny to masz u mnie piwo. Ba! Sześciopak 😉

    • Dzieckonmp said

      Super można nawet coś wygrać

    • puszka said

      ciekawe? U nas kilka lat temu były rekolekcje i ksiądz dokładnie mówił to samo:
      ” Początek i koniec ma być (tam gdzie powinien) a co w międzyczasie to wasza prywatna sprawa”

      nie byłam jeszcze tak jak dzisiaj uświadomiona i wydawało mi się wówczas-
      no skoro tak ksiądz mówi na rekolekcjach to musi byc prawda.

      Ilu z nas tak „wyedukowali”?pięknie!!!

      • Dzieckonmp said

        ksiądz regularnie prowadzi rekolekcje po całej Polsce. Wiem że był w tym roku w Krośnie , gdzieś koło Wadowic i zawsze też ma spotkania z młodzieżą

        • Przedpokój said

          Przepraszam, że tak „technicznie”…
          „Seks analny rozumiany jako wniknięcie członka do odbytu nie jest normalnym aktem seksualnym. Takie zachowania nie budują więzi małżeńskiej i są szkodliwe dla zdrowia (np. uszkodzenia, które sprzyjają zakażeniom). Fizjologia układu pokarmowego nie jest przystosowana do współżycia seksualnego. Mężowie nie mają prawa domagać się od żon takiego sposobu współżycia”.
          Ksawery Knotz

        • lecslo said

          Tak dokładnie. To nieumyślne napisanie nieprawdy. Adminie czy masz możliwość ingerencji w mój komentarz? Jeśli nie to go usuń – bądźmy uczciwi.

        • Dzieckonmp said

          zobacz teraz

    • lecslo said

      Rzeczywiście błąd chodziło o oralny. Jest różnica, mea culpa.

      Co nie zmienia faktu że usta są przeznaczone do innych rzeczy.

    • żona said

      Hej, Przedpokój, jak tylko będę mieć piwo (lubię ale za często się nim nie raczę), to je wypiję za Twoje zdrowie. Myślę, że jesteś młodym człowiekiem (staż 4 lata) ale Twoje komentarze są świetne – w krótkiej formie oddają istotę rzeczy. Ale czy dotrą do niektórych „świątobliwych” którzy najchętniej spaliliby księdza Knotza na stosie to już nie wiem. Ale na pewno pomogą innym, którzy chcą żyć zgodnie z przykazaniami a równocześnie nie okopać się w jakichś dziwactwach pseudoreligijnych.

  3. młody said

    Slowo sex pisane odwrotnie xes oznacza po grecku 666.Taka ciekawostka.

  4. Donna said

    Czytałam na pewnej stronie, że Pan Jezus powiedział wizjonerce, że sex po okresie płodności, gdzie nie może być już prokreacji-jest grzechem. Czyli sex z własnym mężem jest grzechem. Całkiem mnie to poraziło.Moja koleżanka poruszyła ten temat na spowiedzi i ksiądz jej wyjaśniał jak to jest, grzech czy nie? Otóż jeśli dwoje ludzi sie kocha to jest to dar z siebie.To ile ludzi by miało grzech z włsnym współmałżonkiem? Ojej!! Kiedyś na wykładach Ks. Meissnera, nasłuchaliśmy sie różnych „świńskich rzeczy”, jak to śmiał się Ksiądz Karol. Mówił o pięknej miłości cielesnej, z Bożego punktu widzenia. Ciało ludzkie jest świątynią Ducha Sw. i nie można jej bezcześcić. Mam teraz mieszne uczucia, czy czasem sex po 50-tce to nie szukanie swego? Forma egoizmu? Może trzeba złożyć ofiarę Bogu?

    • Przedpokój said

      My tutaj znamy tą wizjonerkę, ale nie wolno nam wypowiadać na głos jej imienia enia enia enia enia…. 😉

      • AiE said

        Wy zajrzyjcie na stronę tej wizjonerki na wydanie grudniowe i zobaczcie, że z figury Świętego Piotra w Bazylice Św. Piotra zrobiono Lucyfera. Oczom nie wierzę. Jeszcze nie mogę dojść do siebie. Tu już powinien reagować Kościół. A co na to ksiądz Nemo?

    • Dzieckonmp said

      jak by tak było z tym sexem po 50 -tce to Sw.Elżbieta zgrzeszyła gdy poczęła Jana

      • lecslo said

        Tak tylko że oni bardzo pragnęli dziecka i dostali zapewnienie od Boga że mimo podeszłego wieku będą mieli syna.

    • Donna said

      Nie wiem za co te minusy, czy za to,że pytam? No,dobra, przyjmę je jako dodatek do cierpienia jakie nas spotkało ze strony Proboszcza, za sektę, płaszcze i wiele innych przykrych słów.
      Ofiaruję je Panu Jezusowi! Dziękuję Wam !

  5. Tomasz said

    Seks oralny i analny jeszcze 50 lat temu był zupełnym marginesem spotykanym tylko u homoseksualistów i w więzieniach.. Przez pornografię weszło to do kultury masowej i dziś takie rzeczy jak rak jamy ustnej, rak odbytu są epidemią (choć ukrytą bo cicho o tym w mediach). Dziś niektórzy księża nie krytykują tego. To ja dziękuję za takie „porady”. Grzech sodomski czyli wykroczenia przeciw naturze są grzechem wołającym o pomstę do Nieba. Takie grzechy mogą zajść także w małżeństwie.
    http://www.ultramontes.pl/Grzech_sodomski.htm

  6. puszka said

    http://gloria24.pl/rekolekcje-adwentowe-ciemne-noce-nikodema

    • Radosław said

      Taką informację otrzymałem mailowo:

      Pragnę zaprosić Was na nietypowe wydarzenie, które właśnie ma miejsce:
      Internetowe Rekolekcje Adwentowe 2011.

      Do tej pory bierze w nich udział 22 000 polaków na całym świecie! To niesamowite jak ludzie poszukują dobrego Słowa.
      Na stronie http://mocneslowo.pl można poznać szczegóły tego nietypowego wydarzenia.
      Rekolekcje „Ciemne noce Nikodema.” to słowo o trudach, kryzysach, Miłości i… spotkaniu z Bogiem Żywym. To cykl 12 krótkich spotkań – nagrań wysyłanych e-mailem, oraz transmisja on-line z rekolekcji adwentowych z Dobczyc k. Krakowa.
      Rekolekcje prowadzi ks. Michał Olszewski – sercanin, ceniony kaznodzieja, egzorcysta diecezji kieleckiej. Na co dzień prowadzi blog http://www.slowopana.com
      Niech ta informacja dotrze do tych wszystkich Zabieganych, którzy nieraz po omacku szukają Boga Żywego.

      Pozdrawiam was serdecznie!
      s. Barbara Dendor OSB

  7. 48lat/5dzieci said

    Małżeństwo musi dbać przede wszystkim o więź pomiędzy sobą. Jeśli tu cokolwiek szwankuje- cierpi cała rodzina, także dzieci.
    To tak, jak samochód- żeby jeździł- musi mieć paliwo. Miłość, czułość, seks są nam dane, żeby tę więź podtrzymywać, rozwijać i ubogacać. Żeby mieć siłę i cierpliwość do wychowywania dzieci.

  8. AnnaM said

    moje dziecko nie pochodzi z małżenstwa, czy jest ono nieczyste? dodam że jest ochrzczone, staram sie bardzo aby czesto jej mowic o Bogu, ona sie pieknie modli, nosi poswiecony medalik mtory całuje i jest skupiona na mszy choc ma 4 lata (dopiero pod koniec mszy pyta kiedy „koniec”). Kiedy ja urodzilam bylam baaardzo letnia w mojej wierze, prawie ze nie wierzylam, nie czulam potrzeby brania slubu z ojcem mojego dziecka.
    Idac za tym tropem: czy ja, jako dziecko z wpadki moich rodzicow, jako poczeta przed slubem a urodzona po slubie, czy tez jestem nieczysta?

    pozdrawiam wszystkich

    • lecslo said

      Skąd ten pomysł ? Również dzieci z gwałtu nie są nieczyste, bo cóż one zawiniły ? Jest się czystym jeśli się zachowuje czystość.

    • Agnieszka said

      Ja myślę, że tu nie chodzi o to czy czyste, czy nieczyste.
      Tu jest kwestia tego, że po prostu zarówno dobre jak i złe uczynki obciążają potomków do czwartego pokolenia. Stąd też dziecko może cierpieć w jakiś sposób za grzechy rodziców, bądź dziadków (tak czytałam).
      Ale wydaje mi się, że wszyscy jesteśmy w mniejszym lub większym stopniu obciążeni grzechami przodków, dlatego trzeba się dużo modlić i pokutować. Są nawet specjalne modlitwy uwolnieniowe, które przełamują łańcuch zła w rodzinie, czy jakieś odziedziczone wzorce.

      • Passiflora said

        Agnieszka idealnie sie odniosła.
        Ojciec James Manjackal na swoich rekolekcjach duzo o tym mowi.
        Dziecko poczete w czasie gdy jego rodzice nie byli w zwiazku malzenskim lub gdy byli w stanie innego grzechu ciezkiego, lub gdy np tego dziecka „nie oczekiwali”, albo chcieli chłopca a urodziła sie dziewczynka itp. odczuwa w swoim życiu skutki tych grzechów, moze to byc odziedziczona zła cecha charakteru, np skłonnosc do alkoholu, agresja, jakies lęki, podatność na pokusy, moze byc słabsze duchowo itd

    • Agnieszka said

      Moim zdaniem tu nie chodzi o to, czy czyste, czy nieczyste.
      Tu jest kwestia tego, że zarówno dobre jak i złe uczynki przechodzą na potomstwo do czwartego pokolenia. Dlatego dziecko może otrzymać jakąś szczególną łaskę od Boga za dobre rzeczy lub też cierpieć w jakiś sposób za grzechy rodziców bądź dziadków (tak czytałam).

      Ale wszyscy w jakiś sposób jesteśmy obciążeni grzechami przodków, dlatego trzeba się dużo modlić i pokutować.
      Są nawet specjalne modlitwy uwolnieniowe, które przełamują łańcuchy zła w rodzinie lub jakieś odziedziczone wzorce.

      • Agnieszka said

        Przepraszam, napisałam dwa razy to samo, bo za pierwszym razem nie pojawiło się od razu, więc myślałam, że zostało usunięte. Jeśli można to proszę o skasowanie powtorzonej wypowiedzi 🙂

      • AnnaM said

        no to bardzo mi smutno że moje dziecko bedzie miało przeze mnie jakas trudnosc.

        Serio wierzycie w te cuda typu upadanie, histerie smiechu itp. przy uwalnianiu np. Manjakala? ja o tym czytalam i ponoc gdy on tak bez pardonu przywoluje Matke Boska i Jezusa i najwiekszysc aniołow aby „stanely w kolo” to jest profanacja, ja mam zle przeczucia, ponoc straszne rzeczy sie dzialy po tych „uwolnieniach” i „uzdrowieniach”, ludzie ladowali w psychiatryku, mowie sertio.

        • AnnaM said

          nikt nic na ten temat nie napisze?

        • Agnieszka said

          Ja na temat Manjakala nic nie wiem, wiec nic nie napisze.

          Ale odnośnie tamtego, to ja mam podobny problem: moja córka została poczęta w grzechu, choć urodzona już w małżeństwie. No, ale niestety jest bardzo niespokojna, nerwowa. Człowiek kiedyś był taki głupi, a teraz się żałuje.
          Tak więc jeżeli się wprowadziło w swoje życie szatana i grzech, to niestety jest bardzo ciężko się z tego uwolnić i skutki zła są jeszcze długo widoczne.

          Przyjście Jezusa na ziemię też się odwlekało, ponieważ nie było godnej rodziny do przyjęcia samego Boga. I tu nie chodzi tylko o Maryję, jej rodzice i dziadkowie też musieli być święci.
          Przypuszczam, że np. Jan Paweł II musiał pochodzić z pobożnej i bogobojnej rodziny, której Bóg właśnie w ten sposób pobłogosławił. Tak więc, to że został papieżem na pewno było łaską udzieloną za dobre życie jego, jak i jego przodków.

        • 48 lat said

          Agnieszko nie przejmuj się tym co było. Moja córka też została poczęta w grzechu a dziś mając ponad 20 lat ukąłda sobie dużo lepiej życie niż ja, zgodnie z wiarą i z moralnością.

        • Passiflora said

          Anna M
          jezeli „upadanie” (spoczynek w Duchu Świetym), „histerie smiechu” (charyzmat radości), przyzywanie Maryi, Jezusa, Aniołów, Ducha Św (a ty ich codziennie nie wzywasz?nie zapraszasz do swojego zycia?) nazywasz profanacja no to przykro mi…:(

          A co do „strasznych rzeczy” i „psychiatryków” To podejrzewam, ze chodzi tu o ludzi których zaczeło „rzucać” podczas modlitwy o uwolnienie. Wiec zamiast z tym wybrać sie do egzorcysty poszli do psychiatry. Proste

          Byc na rekolekcjach Ojca Jamesa Manjackala czy Bashaborry to wielka łaska.

          Szkoda, ze najczesciej nieprawdziwe informacje rozprzestrzeniaja osoby które nigdy na takowych rekolekcjach nigdy nie były, ba, czesto nie zyja z Duchem Sw za pan brat i nie wierzą w Jego wylanie oraz charyzmaty,
          a inni to czytaja i tak idzie w swiat 😦 A na rekolekcjach zawsze tez znajda sie ludzie co pozniej opowiadaja glupoty, jak wszedzie

          Duzo wrecz smiesznych komentarzy przeczytałam na temat Ojca Jamesa na (uwaga!) forum tradycji katolickiej (przykro), lepiej tam w ogole nie wchodzic. Tzn wiekszosc rzeczy jest dobra, prawdziwa i rzetelna, ale to z jaka nienawiscia odnosza sie (mowie o adminach) do prywatnych objawień czy Medugorje dyskredytuje to forum
          Jednej dziewczynie co od lat jeździła do Medugorje pozłocił sie rózaniec na którym zarliwie sie podliła, wdarły sie watpliwosci i zwatpienie bo naczytała sie głupot na tym forum ze tam objawia sie szatan i co jej tam kazali zrobic? spalić! bo to pochodzi od szatana…. eh

          Takze modlmy sie, wzywajmy Ducha Św. on nam pomoze samym rozeznawać :):)

          Shalom:)

        • AnnaM said

          ciezko mi uwierzyc ze „spoczynek w duchu swiety” gdy ludzie traca przytomnosc a potem wiją się na posadzce to dzialanosc ducha swietego, wybacz. To samo do tz. „charyzmatu radosci” w tym wszystkim nie ma jakiejs łagodnosci, jest z to histeria… tak samo słyszlam jak mieszane maja uczucia ludzie ktorzy widzieli co sie dzieje np. na Podniesieniu, np. ludzie tancza tzw. „pociag” i wymachuja rekami, w sytuacji kiedy jest sybol ze Jezus Chrystus wisi na krzyzu i cierpi – oni sie smieja/cieszą (zalezy jak na to patrzec).
          Jest roznica pomiedzy MODLENIEM sie do Trojcy Świetej i aniołos, a ROZKAZEM STANIECIA W KOŁO dla Nich.

        • AnnaM said

          i jeszcze cos, wpisz sobie w wyszukiwarke: Manjacal- new age

          Przeczuwam ze to jest zykle manipulowanie i probowanie odejscia od tradycji/rozszczepienia kosciola, poczytaj sobie co to jest, to jest okultyzm to co oni robią.

        • Passiflora said

          Anna M
          Byłam na rekolekcjach u Ojca Jamesa,
          nikt nie wił sie w stanie spoczynku w Duchu Św! Kto miał ten wie, ze jest to jest pokój w czystej postaci.

          Byc moze mylisz to wicie sie z upadkiem w wyniku ataku demonicznego jaki maja osoby opetane podczas modlitwy o uwolnienie. Takie rzeczy owszem sie zdarzają i to nie tylko u Ojca Jamesa, w czasie kazdej modlitwy o uwolnienie duszy i ciała moze sie zdarzyć, ze ludzie dostaja ataków demona mimo nawet iz nie wiedziały wczesniej ze go posiadaja. Poprostu czlowiek otrzymuje tak wielka łaske i dawke miłosci ze zły nie wytrzymuje i rzuca go na ziemie.
          Nie nalezy tego mylic prosze. Tak to jest jak ludzie jada dla sensacji lub nie maja o niczym pojecia a pozniej rozpowiadaja bzdury.

          Histerii nie widziałam, „tanców w pociag” tez nie, owszem były radosci, trzymanie sie za rece, oklaski, rytmiczna muzyka takze podczas Mszy Sw. Co niekiedy mi przeszkadzalo i nie potrafiłam tego zrozumieć, bo ja inaczej przeżywam adoracje oraz Msze Św. Z perspektywy czasu oraz po przemysleniach wiem, ze to pozwoliło mi spojrzec z drugiej strony na moja własna postawe podczas mojej rozmowy z Bogiem i relacji z ludzmi oraz poczynic pewien progres.

          Co do „rozkazu staniecia w koło”. To jezeli zawołanie „Przyjdz Duchu Św.”!….? no, sama rozeznaj.

          Zrozumiec ta droge Ojca Manjackala rozniaca sie od dróg innych kapłanow moze pomóc chociażby wczorajsza (genialna) ewangelia:
          „Przyszedł bowiem Jan: nie jadł ani nie pił, a oni mówią: „Zły duch go opętał”. Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije. a oni mówią: „Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników”. A jednak mądrość usprawiedliwiona jest przez swe czyny”. Mt 11,18-19.

          Wpisałam jak mowiłas: „Manjackal – new age” Wyskoczyły piekne nauki O.Jamesa. warto posłuchac i niech ktos sprobuje cos znalezc niezgodnego z nauka koscioła.
          http://w903.wrzuta.pl/audio/0XpUcuRpEeR/okultyzm_new_age_-_o_james_manjackal_-_rekolekcje_charyzmatyczne
          Mysle, Anno, ze nie zrozumiałas opisu, chodzi o to ze on mowi o new age i okultyzmie, przestrzega, a nie je promuje….i prawdopodobnie nie przesłuchałas tego, bo jakbys przesłuchała nie znalazłabys tam nic o czym piszesz.

          Poza tym tak sie składa, dawałam na tym blogu swiadectwo z rekolekcji i mimo poznej pory przewertowałam teraz blog i znlazłam! specjalnie dla Ciebie 😀 jest zaraz przy końcu w komentarzach. polecam:)
          https://dzieckonmp.wordpress.com/2011/11/08/bog-ojciec-%E2%80%93-ostatnie-wezwanie-do-ateistow/

          Z wylaniem Ducha Św, mysle, jest podobnie jak z proroctwami, albo odrzucamy, albo przyjmiemy te dary i czerpiemy łaski.

          Pozdrawiam:)

        • AnnaM said

          nie wiem, dla mnie tam wiele rzeczy nie pasuje, jutro spytam o to spowiednika.

          z Bogiem siostro

  9. stokrotka said

    A ja mam pytanie do małżeństw stosujących naturalne metody planowania ciąży. Czy faktycznie są skuteczne? Czy wszystkie Wasze dzieci były ‚zaplanowane’?

    • Dzieckonmp said

      my nie planowali tylko Bóg zesłał szóstkę

    • Przedpokój said

      Są skuteczne. Z tym że to już głównie zależy od kobiety i jej samoobserwacji.

      • Wojtek said

        i ja potwierdzę – są skuteczne! Nasz staż małżeński 13 lat – 3 dzieci: tak średnio co 3 lata. A najnowsza wiadomość, którą właśnie dziś otrzymaliśmy z żoną to ta, że jesteśmy już od 3tyg. rodzicami 4 ukochanego dzieciątka! Obserwację stosujemy od początku naszego związku i zawsze wiedzieliśmy, że możemy się spodziewać lub nie – poczęcia, decydując się na zbliżenie lub zaniedbując czasem zapiski objawów… 😉 Ale metodę objawowo-termiczną szczerze polecam!!!

        • Dzieckonmp said

          Wojtek przesyłam Ci gratulację. Wiem że może czujesz trochę niepokoju tak bywało i u mnie. Ale wiedz że po czasie będziesz bardzo szczęśliwym. No i dodam , Królowa Pokoju powiedziała że rodziny które mają dużo dzieci będą w niebie.

        • Wojtek said

          uff! to kamień z serca mi spadł! Dzięki za tę obietnicę Nieba Królowej Pokoju, bo z tych wszystkich ziemskich utrapień to najbardziej to mnie ucieszyło! 🙂 A dodam jeszcze, że z tymi zapiskami na karcie obserwacji to my panowie powinniśmy głównie dbać i je prowadzić, żeby nie było potem, że to żona coś źle zapisała albo nie zapisała i my nic do tego nie mamy… 😉

    • bas said

      Jestem mężatką od prawie 12 lat i przy stosowaniu metod naturalnych mam 3 dzieci 🙂 z których tylko jedno – ostatnie było wielką niespodzianką 🙂 W rezultacie bardzo słodką, bez której nie wyobrażam sobie życia…..
      Ale teraz pilnujemy się z mężem bardziej – „jajeczkuję” 3 tygodnie 🙂

    • Katarzyna said

      30letni staż i 4 dzieci.Tylko 1 planowane a wręcz wyproszone u Matki Bożej Częstochowskiej.Całe życie pracuję(mąż raczej nie ,on poprostu chce współżyc i kropka ,kiedys czesciej miał miejsce a teraz ja mowie NIE na tzw.onanizm małżeński ) aby nasze współżycie seksualne było oparte na metodzie naturalnej -szczególnie obserwacja śluzu.Dopiero od kilku lat mój mąż słucha mnie, bardziej panuje i ja tez odważniej mówie NIE na jakieś pomysły męża. Nie jest łatwo a bywało b.ciężko.Rrzeczywiście tutaj musi byc obopólna wyrozumiałośc poszanowanie a to jest gdy prawdziwa miłosc łączy ,gdy Bóg jest na pierwszym miejscu .We wszystkim Opatrznośc Boża czuwa i ja w to wierzę a mąż nie koniecznie .Jednak trwam przy mężu i modlę się za niego ,za nas . I Was kochani proszę o westchnienie w mojej intencji za co z góry mówię każdej osobie BÓG ZAPŁAC.

      • Starszy Jerzy said

        Katarzyno !
        Jako chłop z z ponad 40 letnim stażem rozumiem Twojego męża, a jeszcze bardziej rozumiem Ciebie. Tylko Bóg na pierwszym miejscu. Tak trzymaj i dużo rozmawiaj z mężem na ten temat. Wciągnij go w uświadamianie dzieci (jeśli nie jest za późno) i poproś by poczytał co na ten temat piszą na tym blogu kobiety.

    • Starszy Jerzy said

      Pisze ojciec 3 synów, lat 69.
      Tak Stokrotko, cała trójka naszych synów została urodzona nie tylko wtedy, gdy tego oboje z żoną bardzo pragnęliśmy, ale i płeć naszych chłopaków została zaplanowana. Stosunek miał miejsce bezpośrednio po pęknięciu pęcherzyka z jajeczkiem. Znamy nie tylko datę poczęcia synów ale i miejsce i z grubsza godzinę poczęcia. Żona korzystała z metody termicznej + kalendarzyk + bardzo dokładna obserwacja śluzu i wychwycenie momentu bólu owulacyjnego (udawało się to wychwycić w 80%) – od tego zależała płeć dzieci.
      Najmłodszy syn Łukasz został poczęty 22.12.1980 roku między 6:30 a 7:00. Szczegóły jego poczęcia, narodzin, pierwszych miesięcy życia aż do chrztu opisałem na swoim blogu POJEDNANIE w podblogu Łukasz. Podaję link do posta „Poczęcie”
      http://zapiskijerzego2.blogspot.com/2010/03/poczecie.html
      Syn w wieku 20 lat popełnił samobójstwo, dlatego też proszę tych co zechcą się zaznajomić z jego życiorysem (na razie do momentu Chrztu) o modlitwę w jego intencji.
      P.S .Moja mama w latach 40-60 ubiegłego wieku stosowała kalendarzyk Wiadomości o tej metodzie przekazała z grubsza mnie i dokładnie mojej siostrze.

    • Jarek said

      Metody obserwacji płodności sa bardzo skuteczne. Pomagaja zajść w ciąże oraz ze słusznych powodów odłożyć poczęcie.
      Z żoną stosowaliśmy metodę objawowo-termiczną, ale po urodzeniu się dziacka przestało nam się chcieć mierzyć temperature, więc robimy to bardzo rzadko. Ale i tak można przewidzieć okresy płodne, to jest dosyć ewidentne, jak nabierze sie nieco wyczucia.

      Jeszcze jedno powtórzę, bo to ważne: metody naturalne bardzo pomagają w poczęciu. Wielu ludzi leczy się z niepłodności, a nawet nie znają cyklu płodności kobiety. Gdyby wiedzieli, kiedy najlepiej współżyć, wiele małżeństw zrodziłoby dzieci. No ale jak od poczatku korzysta się z chemicznej antykoncepcji, to co człowieka ma motywować do poznania „jak działa” jego ciało…

      Reasumując, gorąco polecam.

      • Marek said

        Pisałem trochę na ten temat w innym miejscu i gorąco popieram metodę objawowo-termiczną. Moja żona przez całe lata po przebudzeniu mierzyła temperaturę a przed pójściem do łóżka często badała śluz ( szczególnie gdy planowaliśmy zbliżenie ).
        Metoda jak pisałem zawiodła tylko trzy razy. Stąd trójka nieplanowanych ale chcianych dzieci i jedno planowane. Gdyby nie metoda o-t pewnie mielibyśmy ich znacznie więcej, a wtedy mogłoby być ciężko.
        Przyznaję, że tylko raz spanikowałem kiedy żona wróciła od lekarza z orzeczeniem: pierwszy miesiąc ciąży.
        Miałem wtedy 45 lat ( żona 43 ), a dzieci w wieku: 24, 22, 20,18 lat. Modliłem się aby to była nieprawda i rzeczywiście wkrótce okazało się, że to jakiś nieszkodliwy guz na jajnikach.
        Dla katolika nie ma alternatywy. Jeśli nie metoda naturalna to „co rok to prorok”.
        Chyba, że mąż zawiąże sobie ” na supeł „. Ale współżycie zdrowych małżonków jest obowiązkiem ( zresztą rozkosznym ).
        Zgadzam się, że dla młodych mężczyzn okres wstrzemięźliwości (płodny) jest trudny do przeżycia ale po pewnym czasie organizm się przyzwyczaja do dłuższych przerw.
        Zresztą kiedy przyjdą ostatnie dni ciąży i poród trzeba poczekać dwa miesiące albo dłużej. I wtedy naprawdę trzeba „na supeł”. Na pewno nie zaszkodzi to na zdrowiu. Nadmiar męskiego nasienia jest uwalniany w czasie nocnych polucji.
        Na zdrowiu szkodzi nieumiarkowanie w tej dziedzinie.
        Pełny komfort przychodzi dopiero kiedy żona traci płodność. Ale to nie należy do tematu dyskusji.

        Myślę, że większość małżeństw może spokojnie przyjąć i wychować czwórkę dzieci ale przeszkadza zwykły egoizm i brak zaufania Bożej Opatrzności.
        Może to grzech, ale zawsze patrzę z odrobiną wyższości na te wszystkie mikroskopijne rodziny ( jedno lub dwoje dzieci ),
        Duża rodzina to skarb. Widać to szczególnie w starszym wieku. Ale o tym innym razem.

        • bas said

          Zgadzam się z tobą marku – mam 3 córki – jeszcze małe, i jest z nimi sporo zajęcia, ale nie wyobrażam sobie by ich nie było. Czasem z mężem zastanawiamy się jak to było jak mieliśmy tylko 2…., jakoś…pusto 🙂

        • bas said

          Powinno być: Marku – sorki.

    • żona said

      Temat jest poważny. Nie wiem, kim jesteś, ile masz lat, czy to Cię interesuje tak ogólnie czy dotyczy Twojego małżeństwa, dokonania wyboru za czy przeciw.Troszkę się więc rozpiszę, tak żeby było dla każdego. Moje ponad 30 letnie życie w małżeństwie chyba mnie do tego upoważnia.
      Myślę, że są dwie sprawy – jedna to skuteczność. Na tak i na nie. Bo jeśli chodzi o skuteczność zajścia w ciążę – a przecież wiele małżeństw ma z tym problem, to chyba nie ma nic lepszego od metod naturalnych. Jeśli chodzi o skuteczność w niezachodzeniu w ciążę to już sprawa bardziej skomplikowana. Druga to świadomy wybór tej metody wraz z jej wadami i zaletami. Niestety tych wad jest dużo i co gorsza są one bagatelizowane przez różnych „świątobliwych” edukatorów. Myśmy wytrwali przy tych metodach, ale było trudno. Bardzo trudno. W czasach narzeczeńskich grzecznie mierzyłam temperaturę, robiłam wykresy, obserwowałam śluz itd. Teoretycznie bardzo dobrze się przygotowałam. Ale zupełnie czym innym jest „prowadzenie pomiarów naukowo”, czym innym to samo w małżeńskim życiu codziennym. Trudne są okresy wstrzemięźliwości, szczególnie jeśli jest się młodym, trudne podejmowanie decyzji, czy już, a szczególnie czy jeszcze można, tym trudniejsze, im więcej ma się już dzieci, bo błąd niesie poważne skutki. Dla mnie to naprawdę było bardzo, bardzo trudne. Teoretycznie lepsze są metody objawowe. Bo ma się cały dzień, można się obserwować na bieżąco. Tylko że ja bez problemu wyczuwałam te wszystkie mokro – sucho – wilgotno, szczyt płodności itp w narzeczeństwie. Później było trochę tak jak z wiadomością, że ktoś ma wszy. Od razu swędzi głowa. No i mi też ciągle było jakoś tak wilgotno. Zanim poszłam spać wchodziłam do łazienki mnóstwo razy, żeby się upewnić. I ciągle miałam problem, może jeszcze poczekać, ale ile można czekać, a szczególnie ile mąż może czekać. No to może już można, ale jeśli popełnię błąd, to kolejne dziecko, no a ile można mieć dzieci. Błędne koło! Czasem naprawdę zazdrościłam parom, które kupowały prezerwatywy. A nam kościół zabraniał, więc pozostawało się męczyć. Można też mierzyć temperaturę. Tu – mogę Cię zapewnić – może być 100% skuteczności. Żadna pigułka, gumka czy inny wynalazek się nie umywa! Niestety pod warunkiem, że korzysta się tylko z okresu bezwzględnej niepłodności poowulacyjnej. Fajnie, tylko że ta część cyklu jest mniej więcej stała, więc przy cyklach nieregularnych, w tych długich tego czasu jest stosunkowo mało. No i jeszcze mierzenie temperatury po porodzie. Mogą minąć długie miesiące, zanim pojawi się owulacja, szczególnie, jeśli się karmi piersią. I wykres dłuuugi, dłuuuugi i wciąż jednofazowy! Kolejny problem – temperaturę mierzyć po przespanej nocy. Super, każda młoda mama chciałaby przesypiać całe noce. Tylko jak wytłumaczyć to niemowlaczkowi? A propos tych edukatorów, o których wspomniałam poprzednio. Znajomi nam opowiadali, jak to na jakiejś kościelnej pogadance, kiedy mówili o swoich trudnościach, o tym, że często kiedy ona ma mierzyć temperaturę dziecko płacze wniebogłosy, jej się serce kraje i już nie wie, czy wstać do dziecka, czy mierzyć tę nieszczęsną temperaturę (wtedy były tylko termometry rtęciowe i pomiar bagatela 10 minut) pani (bardzo szacowna skądinąd) stwierdziła, że nic się dziecku nie stanie jak sobie popłacze. Chyba nigdy nie miała dziecka! Już to widzę, jak dziecko o poranku drze się wniebogłosy, a ona sobie mierzy…Pozostają więc tylko obserwacje.
      Sama miałam taki problem – dziecko małe, karmione naturalnie, więc tylko obserwacje. To było ponad 30 lat temu. Trudno było o jakieś porządne wiadomości. Posiadałam co prawda książki prof. Fijałkowskiego, ale mimo to miałam trudności z uchwyceniem dni niepłodnych. Wybrałam się do kościelnej poradni rodzinnej w mojej parafii. Przez drzwi słyszałam jak kolejna starsza pani pouczała kilka par w ramach kursu małżeńskiego o cudowności metod naturalnych. Na ich nieśmiałe wątpliwości była jedna odpowiedź – ojej, trochę poczekacie, a potem będziecie się kochać bez ograniczeń. No nie, stała śpiewka, tak jakby nie było innych ograniczeń i tylko metody okresowej wstrzemięźliwości broniły przed przesytem, rozwodem i nie wiedzieć przed czym jeszcze. A życie niesie różne sytuacje. Kiedy nasze pierwsze dziecko było malutkie, męża porwało do siebie wojsko na rok. Ciekawe jak miał sobie załatwić przepustki tak, aby trafić na moje dni niepłodne…
      Ale się rozpisałam!Chyba napiszę książkę całą!
      A co do skuteczności – mamy (obecnie już dorosłe) 4 dzieci. Pierwsze nie tyle planowane, ile świadomie poczęte. Tak jak pisze Starszy Jerzy – było b. duże prawdopodobieństwo, że będzie chłopak. No to mój mąż stwierdził, że na co czekać, kupimy pieluszki, wózek itd, damy radę. Wtedy normą było, że młode małżeństwa nie miały mieszkania, ale miały dzieci. No to poszliśmy na całość i w rocznicę ślubu już mieliśmy synka. A potem jeszcze 3 córeczki, żadna nie planowana, co więcej teoretycznie nie powinno ich być. Taki prezent od Pana Boga. I znowu taka mała dygresja. Kiedy byłam w czwartej jeszcze niewidocznej ciąży w naszym kościele podczas rekolekcji wielkopostnych było spotkanie na temat planowania rodziny, metod naturalnych itp. Mieszkam w tej parafii ponad 20 lat, takie wydarzenie było raz. Jeden! No ale dobrze, że choć jeden. Na sali sporo ludzi, prelegent, młody mężczyzna (no wreszcie nie starsza pani) dwoi się i troi, omawia, pokazuje rysunki, wykresy itp. Super. Na koniec typowo – czy są jakieś pytania – cisza, sala milczy. Ponieważ ja byłam chyba jedyną osobą, która jednak zadawała pytania, raczej szczegółowe (naprawdę miałam wtedy sporo wiadomości, więc nie pytałam o rzeczy oczywiste) poczuli we mnie bratnią duszę i spytali czy te metody stosuję i czy jestem zadowolona. Cóż miałam robić – kłamać? Powiedziałam zgodnie z prawdą, że stosuję, ale nie jestem zadowolona. Gdybym była, to nie szukałabym pomocy i bym tu nie przyszła. Do dziś pamiętam ich miny. Potem jeszcze próbowałam rozmawiać z nimi na osobności, był między nimi lekarz, stwierdził po obejrzeniu moich zapisków i zapewnieniu, że między strzałkami oznaczającymi współżycie całowaliśmy się tylko w czółko na dobranoc i nie było żadnych kontaktów orzekł, że nie mogę być w ciąży. Na moje zapewnienia, że jestem (bo byłam!) stwierdził, że widocznie jesteśmy bardzo płodną parą! I tyle. Bardzo mi pomogli!
      Dlaczego o tym wszystkim piszę – bo moim zdaniem brakuje trochę uczciwości w przedstawianiu spraw planowania rodziny w kościelnych poradniach (a trudno o inne miejsca gdzie je się propaguje). Zawsze jest hura, to jest super. Jak w reklamie. Ale to nie jest proszek do prania. I różnie jest rzeczywiście z tą płodnością małżeńską. Na pewno są pary, którym przychodzi łatwiej i trudniej stosować NPR. Kwestia temperamentu, może właśnie jakości nasienia, warunków życia (delegacje, praca na zmiany a codziennie biuro od 8 do 16 to już jest różnica). I jednym planowanie wychodzi, innym nie. Jednym bez trudu, a drugim mimo wielkiego wysiłku i wyrzeczeń Pan Bóg mówi: ja tu rządzę.
      Może Cię zdziwię, bo zakończę tak: jednak warto! Warto stosować metody naturalne! Warto żyć w zgodzie z encykliką Humanae Vitae. Co więcej, są osoby, które tak żyją wcale nie ze względów religijnych.
      Skoro jak sama stwierdziłam powoli wychodzi mi książka, na razie koniec. Postaram się jeszcze stworzyć drugi rozdział – dlaczego warto. A może i trzeci. Ale już nie dziś.

      • Starszy Jerzy said

        Temat jest rzeczywiście w naszym przypadku (żony Ewy i mnie Jerzego) super poważny, a to z dwóch powodów. Postaram się krótko bo mimo, że od śmierci syna upłynęło niecałe 10 lat temat FRYWOLNOŚCI I BEZGRZESZNOŚCI SEXU JEST DLA NAS nadal bardzo bolesny.
        To młodzieńcza frywolność i grzeszność sexu 18 – latka, doprowadziła go po 2 latach w ostateczności do śmierci, do samobójstwa.
        Ten, Któremu w wieku 3 lat w czasie pieszej pielgrzymki z Poznania na Jasną Górę biskup nałożył swój biret mówiąc:” masz będziesz biskupem”, mimo, że był wychowywany w świętej wierze katolickiej dał się tak ponieść frywolności seksualnej, że doprowadziła go ona do obłędu, a w ostateczności od śmierci samobójczej. Uwiedziony przez naście lat starszą od siebie rozwódkę z sięcio letnim dzieckiem ucieka do kochanki na dwa lata z domu rodzinnego. Doskonale zdaje sobie sprawę z grzeszności związku i z tego, że my rodzice nie odrzucając niego nigdy nie zaaprobujemy takiego od początku grzesznego związku. Kontakty z nami – rodzicami – ogranicza do minimum. Przez dwa lata proszony na wszystkie święta i uroczystości rodzinne stawia się sam. Jego kochankę pierwszy raz w życiu oglądamy z żoną na jego pogrzebie. Przez cały czas wie że czekamy na niego. Porzuciwszy jednocześnie dla kobiety szkołę średnią, próbuje pełnić rolę ojca. W pierwszej pracy ulega wypadkowi. Udzielamy mu pomocy lekarskiej a potem przez dwa lata jako jego pełnomocnik prowadzę mu sprawę sądową w sądzie pracy którą wygrywa. Po dwóch latach frywolnego seksu zostaje wyrzucony przez kochankę jak śmieć „na bruk” .Wraca jak syn marnotrawny sponiewierany psychicznie z tylko z aktówką i długami do rodzinnego domu. Konto w banku puste, miał na nim pieniądze ze sprzedaży naszego samochodu, odsetki równały się kwocie dobrego stypendium. Gdy przestał kochance płacić za seks, gdy przestał przynosić pieniądze stał się zbędny, stał się dla niej śmieciem. Przygarnęliśmy go z otwartym sercem, żadne nauki z naszej strony nie były potrzebne. Był w takim dole psychicznym, że żal było patrzeć. Ciesząc się jego powrotu obiecaliśmy mu pomoc, byleby tylko przestał tęsknić do tej kobiety. Niestety on chciał koniecznie do niej wrócić. Odtrącany przez nią za dnia, na noc wracał zbity jak „pies” do rodzinnego domu. Po tygodniu odtrącony wiesza się na trzepaku do dywanów przed jej oknami. Nikt z sąsiadów podwórko otoczone wysokimi blokami nie udziela pomocy mocującej się z obwieszonym ciałem kobiecie – jego byłej kochance. Wezwane przez nią pogotowie stara się go reanimować. My słyszymy po raz drugi jej głos w słuchawce, gdy informuje nas do jakiego . szpitala przewieziono syna. Po raz pierwszy usłyszeliśmy ją, gdy tydzień wcześniej poinformowała nas, że syn awanturuje się na jej klatce schodowej chcąc się do niej dostać i że mamy go sobie wziąć bo wezwie policję. cd nastąpi.

        • żona said

          Straszne jest to co piszesz. Od wczoraj chciałam odpisać, ale było mi trudno. W końcu zebrałam się w sobie. Mi co prawda o co innego chodziło z tym, że temat jest poważny. Mianowicie o to, że jeśli się patrzy na sprawę NPRu tak: skuteczne-nieskuteczne i koniec, to jest duże prawdopodobieństwo, że wygra antykoncepcja. Stąd zaś droga do metod wczesnoporonnych, do aborcji. I dlatego poświęciłam sporo czasu na napisanie tych postów, chciałam, aby było rzeczowo i uczciwie. Ale rozumiem, że jak piszesz temat sexu jest dla Was poważny i bolesny. Prawdę mówiąc nie wiem jak potrafiliście sobie z tym bólem poradzić.

      • Starszy Jerzy said

        cd.
        Dostała na to odpowiedź że ma mu powiedzieć, że nasz dom stoi przed nim otworem i może w każdej chwili wrócić, a skoro nam go zabrała to awanturujący się syn jest jej zmartwieniem. W szpitalu syn żył jeszcze nieco ponad dobę nie odzyskawszy przytomności. Od razu udało nam się ściągnąć kapłana z sakramentem chorych. Niestety to był już tylko sakrament ostatniego namaszczenia. Prokuratorskie śledztwo, sekcja zwłok nie wykazała śladów narkotyków, wykazała natomiast zmiany w mózgu syna, nie stwierdzono też w przyczynie zgonu udziału osób trzecich.
        To pierwszy powód dla którego temat jest dla nas poważny. Być może, że opiszę i drugi.

        • Starszy Jerzy said

          Odpowiedź kieruję do „Żony”
          Jak z moich wcześniejszych wpisów wynika odpowiedź na postawione przez administratora pytanie: „Czy seks może być frywolny i bezgrzeszny” jest zdecydowana NIE, NIE, NIE po stokroć NIE, bo w skrajnych przypadkach, za dopuszczeniem wolnej woli człowieka, Bóg dopuszcza nawet do śmierci z tego tytułu, dając przykład samobójczej śmierci 20 letniego syna Łukasza. Zadałaś Żono konkretne pytanie: Jak z takim bólem można sobie poradzić? Nim Ci Żono odpowiem proszę wejdź na mój blog, przejrzyj to co napisałem o Łukaszu, a także Pojednanie i Pojednanie 2. Ciężko się tam poruszać bo nie ma spisu treści ale Duch Święty pomoże Ci. Znajdziesz tam: posty dotyczące Pomnika Bożego Miłosierdzia, Świetlistego Krzyża Pojednań. Realizacja tych dwóch dzieł, to „lekarstwo” dane mi przez Boga. Żona Ewa za lekarstwo dostała ciężką chorobę, po trzech latach stresu jej organizm zrodził w jej mózgu złośliwego raka o nazwie glejak średnicy 5 cm. Zawierzenie siebie Bożemu Miłosierdziu i gorąca modlitwa za przyczyną Jana Pawła II. 98% zachorowań kończy się po pierwszej operacji śmiercią przed upływem roku. Zona przeżyła trzy lata do drugiej operacji. Glejaki mają to do siebie, że odrastają, trudno człowiekowi wycinać raka z naddatkiem. I z drugiej operacji wyszła z życiem. Minęło kolejne trzy lata i żyje. Jak pokazuję to na blogu Pojednanie 2. Każdego dnia modlimy się za całą naszą 12 osobową żyjącą rodzinę (synów , synowe i 6 wnuków) oraz zmarłego Łukasza. Wspomnienia są różnie odbierane. Mnie chłopu łatwiej, Żonie zdarza się nie spać przez pół nocy. Matka śmierci dziecka nie zapomina do końca życia. Ja jedno sobie wyrzucam, że przed jego ucieczką z domu nie zdążyłem mu pokazać szczegółowo prowadzonej kroniki jego życia do momentu aż znany w środowisku poznańskim Ksiądz wizjoner (przekonała się o tym żona) nie powiedział żonie, że syn zostanie księdzem. Syn o tym nigdy się przed śmiercią nie dowiedział. Uszanowaliśmy jego wolną wolę, to miał być jego wolny wybór, tak jak to czyni Bóg względem nas obojga. Po czasie oboje z żoną odkrywamy to prowadzenie Boże. Gdy nasza działanie, nasze myśli wpisują się w Jego wolę w Jego plany tworzy się dobro przez małe i duże „D”.
          A teraz na temat NMP opisany przez Ciebie. To jest super co piszesz. Szkoda, że temat przebrzmiał i niewiele osób czyta tak daleko do tyłu Twoje wypowiedzi. Zachęcam Cię do kontynuowania tematu pisanego z wielkim znawstwem tematu – oczekuję na część 3. Aż się boję zadać pytanie co na ten temat myślą Twoje córki? Gdybyś się zgodziła na przedruk Twoich wypowiedzi w sprawie seksu na mój blog można by było zainteresować nimi więcej osób. Ewentualny kontakt meilowy do mnie znajdziesz na blogu z lewej strony.
          Aj ś

        • żona said

          Żeby ustalić czy rzeczywiście słuszna odpowiedź to po stokroć nie czy jednak tak trzeba byłoby zastanowić się nad znaczeniem słowa frywolny. Zaglądałam nawet do słownika wyrazów obcych. Słowo pochodzi jak się okazuje z łaciny. Ale tu raczej chodzi o to jak jest to rozumiane na co dzień. I odpowiem tak: cały wątek dotyczył seksu w małżeństwie. I chodziło o to, czy może być on frywolny – (ja to rozumiem w znaczeniu radosny) i równocześnie bezgrzeszny czyli godziwy. I ja tu odpowiem – po stokroć tak. I mam tu poparcie w nauczaniu kościoła. Odpowiednie teksty popierające tę tezę (katechizm, encykliki) były już tu i na drugim wątku (seks po katolicku) przytaczane, więc nie będę się powtarzać. A temat jest ważny, bo małżeństwa mają na tym tle często wątpliwości. Podpisuję się obiema rękami pod tym co oprócz mojego pisania pisali, choć szkoda że nieliczni, również inni, że jeśli małżonkowie okazują sobie miłość fizyczną niczego nie wymuszając, szanując to, że współmałżonek może mieć jakieś swoje opory, stosując obowiązujące katolików metody regulacji urodzin to odpowiedź brzmi tak, tak, tak, po stokroć tak. Ale te opory jakoś ograniczają, więc dobrze też je powoli zwalczać. I o to też chodzi jak myślę ks. Knotzowi. W efekcie o dobro małżeństwa. To nie w tym rzecz, żeby stać się bywalcem sex-shopu, ale żeby nasza miłość fizyczna też się rozwijała. Bo człowiek powinien się nieustannie rozwijać. A co do przypadku Waszego syna. Z trudem dobieram słowa, nie chcę urazić, ale jednak jego związek z tą kobietą nie był małżeństwem. Więc to inna sprawa. Serdecznie was pozdrawiam.

        • szach said

          Żono@ .W 100 % masz rację. Dopowiem tylko,że te opory współmałżonków ,są również cenne. Pozwalają one na rozwój tej sfery w miarę trwania małżeństwa. Bez nich ,młodzi zaczynali by od końca, a potem ,to już wszystko przejedzone,doznane i otwiera się droga do wynaturzeń,zdrad i pogoni za przyjemnością . A tak wystarcza na całe życie i na rozwój i nowe sposoby okazywania sobie miłości. I tu trzeba by wspomnieć o pornografii,która niszczy niewinność,wstydliwość , i oswaja z wyuzdaniem. Niszczy psychikę, a tej naprawić się nie daje,bo nie można wymazywać z pamięci według własnej woli. Zdrowe podejście do sfery seksu , to właśnie takie, jak Twoje. Mój szacunek. Mam takie samo zdanie . Nie czuję w sumieniu grzechu z powodu rodzaju pieszczot a jedynie z powodu nastawienia serca w kierunku za lub przeciw Woli Bożej względem mojego małżeństwa. Jedyne co mogę dodać to to,że nawet stosując metody naturalne ale bez otwartości na ewentualne przyjęcie i zaakceptowanie nowego życia ,czyli np.stosuję,bo u mnie się sprawdzają ale nie ma opcji bym w razie czego została matką, uważam za tak samo grzeszne jak antykoncepcję.Grzech rodzi się w sercu. Od siebie mogę dodać,że u mnie się nie sprawdzały ,być może z powodu braku umiejętności ,dyscypliny , i 100% pewności to 0 seksu. Ale znam osoby ,które stosują je całe życie z powodzeniem . Ja Bogu dziękuję za taki właśnie scenariusz życia, bo sama bym pozbawiła siebie tyle radości,że ciarki mi przechodzą. Bóg o wszystko zadbał,a jeśli coś było nie tak, to tylko wynik mojego Nie wobec Bożego Tak. Bóg dał nam rozum i czasem trudno tak zaufać do końca ,bo Wole Bożą nie jest łatwo rozpoznać i można Ją pomylić z nieroztropnością.

        • Starszy Jerzy said

          O ile wątek rzeczywiście był odniesiony do małżeństwa, o tyle moje po stokroć NIE odniosłem do seksu przedmałżeńskiego Jeśli natomiast chodzi o seks frywolny w małżeństwie to i ja w 100% się z Żoną@ zgadzam. Oboje z moją żoną Ewą przeszliśmy całą drogę, którą opisujesz Dzisiaj mając bez mała siedemdziesiątkę na karku nie umiem nawet powiedzieć czy droga frywolnego bezgrzesznego seksu małżeńskiego już się u nas zakończyła.
          Na pewno nie skończyła się dla żony, która pierwszą miesiączkę miała w wieku 8 lat, a pięć lat temu po pierwszej operacji glejaka mózgu usunięto jej narządy rodne będące na granicy zrakowacenia. Frywolność małżeńska nie skończyła się i dla mnie, choć zawał serca i kłopoty z prostatą dają o sobie znać u schyłku życia. Rzecz w tym, że dzisiaj w tym największy jest ambaras, żeby dwoje miało siły na raz.
          Pozwolicie, że opowiem jak to się u nas zaczęło.
          Po ślubie cywilnym, 6 czerwca 1967 roku wyjeżdżamy na tydzień we dwójkę w podróż po kontraktową na kajak nad jezioro Drawskie. Ślub kościelny mieliśmy zaplanowany na 22 lipca (do końca życia chcieliśmy mieć święto w każdą rocznicę ślubu). Wyprzedzenie kontraktu cywilnego wynikało z konieczności wspólnego zameldowania się w mieszkaniu.
          Przez całe życie mogę się chwalić, że do śluby kościelnego uszanowałem dziewictwo żony. Potem przez rok uczyliśmy się siebie nawzajem (to była 1 klasa). Najstarszy, koniecznie syn, miał się urodzić po dwóch latach w maju. Przed letnimi upałami ze wzgl. na ciążę, a na lato, by dziecko mogło przebywać na świeżym powietrzu, a żona mogła odżywiać się świeżymi warzywami i owocami. Na sierpień zaplanowaliśmy wakacje w Borach Tucholskich. Z kalendarzykową dokładnością, z pomiarami temperatury, z dokładną obserwacją śluzu i bólu owulacyjnego urodził się syn. Potem kolejny zaplanowany syn po dwóch latach, a myśmy przechodzili z klasy do klasy. Dziewięcioletnia przerwa na studia, budowę i urządzanie własnego domu. Dalsze uczenie się siebie i trzeci zaplanowany co do płci syn.
          To uczenie i poznawanie siebie w miłości trwa do dzisiaj. Potrafimy się sobą nawzajem cieszyć, potrafimy cieszyć się każdym przeżytym dniem. Od 20 lat przebywamy przez 24 godziny pod jednym dachem i żadnemu z nas nie przyszło do głowy, by kiedykolwiek zrezygnować ze wspólnego spania w małżeńskim łożu (nie licząc wyjątkowych cichych dni).
          Tekst po korekcie Ewy.

    • Agnieszka said

      Są jeszcze tzw. testy owulacyjne, które pomagają stwierdzić, kiedy rzeczywiście miała miejsce owulacja, no ale to oczywiście kosztuje.
      Ja ich nie stosowałam, choć moja pani ginekolog je poleca.

      • żona said

        To, że to kosztuje, to jeszcze pół biedy. Metody antykoncepcyjne, jak ja je czasem nazywam: „ze sklepu i apteki” też kosztują. Tylko na ile są skuteczne? Zanim zaczęłam pisać ten komentarz, pogrzebałam w necie, bo moje wiadomości na ten temat były dosyć przestarzałe (książka pani Aliny Lichtarowicz „Kiedy jestem płodna a kiedy nie” z 1995 roku) Autorka porusza ten temat, ale stwierdza, że dostępne na rynku testery mogą oddać duże usługi małżonkom planującym poczęcie, w drugą stronę trochę gorzej. No i chyba bieżące informacje podobne. Piszesz, że testy owulacyjne mają pomóc stwierdzić, kiedy rzeczywiście miała miejsce owulacja. Czyli przydatne są po niej, czyli w drugiej, progesteronowej fazie cyklu. Tej o której pisałam, że daje nawet 100% pewności. Ale główny problem jest z tą pierwszą , estrogenową fazą.

    • żona said

      No to do dzieła!rozdział II pt. Dlaczego jednak warto:
      Zanim przejdę do meritum, to jeszcze parę słów o sobie. Że mąż, syn, 3 córki, to już pisałam. Ściśle biorąc to jeszcze synowa, zięć, trzy wnuczki. Dzieci dorosłe, wszystkie pokończyły niezłe dzienne studia – jakoś daliśmy radę, choć nie mieszkamy w ośrodku akademickim. Ale może najważniejsze na tym portalu – nie jestem fanką przepowiedni, cudowności i wszelakiej maści religijnych udziwnień. Nie znoszę, jak ktoś mną komenderuje, dyryguje, każe na mszy św. klaskać, podskakiwać, wznosić ręce, składać publiczne świadectwa itp. I po co drugim zdaniu mówić: Chwała Panu. Może niektórych zgorszę, ale nie mam najmniejszej ochoty jechać do Medjugorie. Nie mam pewności, czy to są prawdziwe objawienia. I póki co wolę to co pewne. Mamy przecież Jasną Górę. Różaniec lubię odmawiany, u nas w kościele zawsze musi jedna dziesiątka być śpiewana. Tralalala. Dla mnie koszmar. Tu jak widzę jakieś Valtorty to od razu przewijam. Boję się tego jak diabeł święconej wody! Chciałabym pojechać do La Salette. Może kiedyś się uda. Ze świętych najbardziej lubię, podziwiam – św. Antoniego. Znam nieźle jego życiorys i to trochę przykre, że zazwyczaj traktuje się Go właśnie jak biuro rzeczy zagubionych. Ale chyba miał niezłe poczucie humoru, bo już po tamtej stronie, a taki praktyczny, znajduje te nasze zgubione klucze i parasole. No i O. Pio. Tu chyba żaden komentarz nie odda tego kim był i jaki był. Wielki! Z błogosławionych – małą Laurę Vicunię. Polecam jej opiece nasze córki, synową , wnuczki. I tu już tak trochę zbliżam się do tematu. Kto zna jej życiorys, zrozumie. Kto nie zna, niech poczyta. Warto.
      Co do NPRu. Jak już pisałam to jest trudne. Dla jednych bardziej, dla drugich mniej. Ale nie wierzę, żeby była para, której stosowanie nie sprawiałoby trudności. Komentarze, które czytywałam np. w książkach prof. W. Fijałkowskiego (książki zresztą b. cenne, za naszej młodości właściwie jedyne) przekonywały mnie w czasach narzeczeńskich. W małżeńskich już nie. Może były pisane żeby sprawić przyjemność zacnemu profesorowi? Może ci z większymi trudnościami nie pisali. Ale teksty w stylu: w okresach wstrzemięźliwości przypominają mi się piękne czasy narzeczeńskie, szanuję płodność mojej żony itp. dobre są jako pobożne komentarze do opisu metody ale raczej nie chodzą po głowie młodemu zdrowemu mężczyźnie, obok którego leży równie młoda apetyczna żona.
      Cóż więc jest w tym dobrego?
      Może warto zauważyć, że płodność to problem na długie lata. Wszelkie drogi na skróty nie na wiele się zdadzą, bo wędrówka długa i jeszcze niejedna góra wyrośnie na jej trasie. I dopiero będzie trudno ją obejść.
      W życiu każdego małżeństwa pojawi się prędzej czy później jakiś problem uniemożliwiający współżycie. Chyba łatwiej przetrwać to mężczyźnie jakoś już zaprawionemu. Albo sprawy zdrowotne wykluczą łykanie tabletek. I wtedy właściwie pojawi się bezradność. Prezerwatywa ktoś powie. Hm, zawsze? To chyba nie jest najradośniejszy sposób na obdarzanie siebie sobą. Nie, tylko wtedy kiedy jesteśmy płodni, znowu ktoś odpowie. No dobrze, ale skąd mamy wiedzieć kiedy jesteśmy płodni, skoro dotąd się tym nie interesowaliśmy. Łykaliśmy (to znaczy żona łykała) tabletkę i z głowy. Nie wiemy kiedy jesteśmy płodni. Pozostaje więc ta guma na stałe. Jak to ktoś kiedyś trafnie porównał – nie chodzi się pod parasolem stale, tylko wtedy gdy pada deszcz. Ale tu już nie wystarczy wyjrzeć przez okno. Nie wierzę we wnikliwe obserwacje własnego ciała jeśli stosuje się antykoncepcję. Hormonalna zaburza cykl więc jest to wtedy po prostu niemożliwe. Przy prezerwatywie niby można, ale skoro już się stosuje antykoncepcję choćby mechaniczną to maleje motywacja do obserwacji. Może pojawić się uczulenie na lateks. Może pojawić się jeszcze wiele innych sytuacji. Nie będę się więc rozpisywać. Myślę, że warto to właśnie mieć na uwadze: wszelka antykoncepcja to sposób na chwilę. Nauka rozpoznawania swojej płodności to sposób na lata. Trudno uwierzyć młodym ludziom, że kiedyś będą starsi, potem jeszcze starsi itd. Sama w to nie wierzyłam. Ale teraz mam 55 lat – i możecie mi wierzyć, też kiedyś tyle mieć będziecie. Jeśli dożyjecie rzecz jasna, a antykoncepcja może wam w tym przeszkodzić.
      Myślę, że to co wyżej napisałam (antykoncepcja na chwilę, NPR na długo) najlepiej oddaje istotę sprawy. Małżeństwo zawiera się na długo, miłość fizyczna w małżeństwie jest ważna, więc właściwie nie ma wyboru. I to są moje przemyślenia po wielu właśnie latach małżeństwa. A wcześniej nie bez trudu ale po prostu stosowaliśmy się do nauki kościoła. Nie wolno to nie wolno. Wielu rzeczy nie wolno, choćby się nie wiem jak chciało.
      I jeszcze jedno: wierzymy, że to czego kościół naucza, jest dla dobra człowieka.
      A że nam się urodziło więcej dzieci? Nie sadzę żebym zdecydowała się na czwórkę. Po ludzku patrząc to nie mieliśmy warunków itd itd. Mieszkaliśmy co prawda samodzielnie, bo w dużym hotelowym mieszkaniu, ale to było na zasadzie delegacji i nie na stałe. A jak już nas było sześcioro i delegacja się skończyła, to wcale nie wróciliśmy do pokoju przy rodzicach, tylko właśnie dostaliśmy przydział na swoje. Co więcej, dostaliśmy przydział na m-6, a nie dostalibyśmy na m-4 ani na m-5. Tak po prostu było. Cud? Boża pomoc? Chyba tak.
      No i w końcu jakoś się nam udało z tymi obserwacjami!
      Nie poruszyłam tu jeszcze jednej ważnej sprawy – często myli się pojęcia. NPR (naturalne planowanie rodziny) to naturalne metody na zajście w ciążę i na jej uniknięcie. Antykoncepcja to tylko metody niedopuszczenia do zapłodnienia. Ale w ramach tzw antykoncepcji – bo to już nie jest antykoncepcja występują metody poronne. I tych jest coraz więcej. Ale to już temat na kolejny rozdział.
      Trochę się rozpisałam, ale to naprawdę jest ważne i może jakiś pożytek z tego wyniknie. Może komuś przeżywającemu trudności pomoże.

  10. Agnieszka said

    Byłam na rekolekcjach prowadzonych przez o. Ksawerego i teraz już nic nie wiem. Do tej pory kierowałam się w tych kwestiach zasadami głoszonymi przez niego.
    Mówił on m.in., że pieszczoty oralne są dopuszczalne, jeżeli – napiszę wprost – mężczyzna ma orgazm w pochwie kobiety. Czy to nie prawda?

    P.s. 3,5 roku, jedno dziecko

    • Przedpokój said

      No właśnie tutaj wiele osób myli pojęcia.
      Sex oralny, a pieszczoty oralne.
      To pierwsze jest nie OK.
      To drugie jak najbardziej – pod warunkiem, ze obojgu to pasuje.
      Jeżeli jedna strona ma opory – estetyczne, moralne itp a druga strona naciska „bo na forum pisali, ze mozna”…. to juz nie mozna 😉 i juz to jest nie OK.

      Cały problem polega na tym, że Ci którym coś tam się nie podoba twierdzą że to jest dirty i koniec i nikomu tak nie wolno, nawet jak ksiądz uczy inaczej. No to ksiądz jest blee

      No albo te babcie co to przekwitły, albo nagle się im 20 lat po ślubie wymyśliło, że będą w czystości żyły (nie pytając o zgodę współmałżonka czy aby celibat mu się widzi) i trąbią po świecie, że jak już zmarszczki masz to sex jest dirty i koniec…

      Ja tam wielu pozycji nie lubię bo są niewygodne i nie twierdzę, że to grzech 😉

      (Staż 4 lata, poczęte dzieci 3, urodzone dwa, żyje jedno)

    • lecslo said

      Zastanów się nad tym , najlepiej z różańcem w ręku.

      Rzeczywiście to bardzo delikatna i indywidualna sprawa, intymna i taka powinna pozostać.

      „Natychmiast nasuwa się pytanie: dlaczego święci i nauczyciele Kościoła nie byli aż tak “otwarci” na dyskusję o sprawach płciowości? Dlaczego generalnie dominowała u nich daleko idąca powściągliwość? Czy to ma świadczyć o ich manicheistycznych skrzywieniach (często taki absurdalny zarzut wysuwa się w stronę Kościoła)? Hipokryzji? Czy też sprawa ma głębsze dno?

      Nauczanie Kościoła w omawianym temacie opiera się na przesłaniu ewangelicznym, a w warstwie filozoficzno-etycznej na czymś, co można by określić: realistyczną etyką płciową. Na przykład, w wychowaniu młodzieży akcentuje się znaczenie silnego charakteru i opóźniania rozbudzenia seksualnego, między innymi przez chronienie młodzieży przed deprawującymi obrazami. Takie podejście nie wynika z hipokryzji czy staroświeckości, lecz z realizmu i zdawania sobie sprawy z siły popędów. Tu nie ma miejsca na złudzenia, że dzięki samemu uświadomieniu seksualnemu (“przemawianiu do popędów”) można nad nimi zapanować. Do popędów się nie przemawia, popędy się opanowuje, poprzez pracę nad charakterem i wyrabianie określonych cnót.”

      Polecam całość:

      http://wielodzietni.org/comments.php?DiscussionID=5226

  11. krzysztofn said

    Chcę Wam przekazać informację ,
    W styczniu z żoną [ swoją ] stosowaliśmy pieszczoty oralne .
    Gdy żona już spała usłyszałem głos
    ‚ nie można robić ustami takich rzeczy , następnie tymi samymi ustami wielbić Boga – przecież z jednego żródła nie może wypływać woda słodka i słona ‚
    Oczywiście zaprzestałem tego .
    We wrześniu przyszła do mnie kobieta , spytałem kim jesteś – jestem Melania poczytaj o mnie .
    Dalej czasami kochałem się z żoną
    i w połowie pażdziernika ponownie przyszła Melania z prośbą aby to było ostatni raz .
    Jestem przekonany , że w pewnym wieku należy zrezygnować z seksu i ofiarować to Panu Jezusowi .

    • bas said

      Przepraszam, ale kto to jest ta Melania?…..

    • Dzieckonmp said

      No ale czegoś nie rozumiem. Piszesz jakby Ci się objawiali święci. No i że coś Ci przekazują jakieś wiadomości z tego wynika

    • andymax said

      Były tutaj już podawane różne ostrzeżenia pochodzące między innymi z objawień P. Mieczysławy K dotyczące między innymi spraw pożycia małżeńskiego .
      Sieją one strach przed wspolżyciem małżonków, jeśli nie planują więcej dzieci, przed naturalna metodą regulacji poczęć ,dochodzi juz do tego, że według niektórych kalendarzyk małżeński jest dziełem masonówów ???)
      Czytajac te brednie nasuwa się jeden wniosek : że Pan Bóg jest tyranem i katem , który tylko po to stworzył mężczyznę i kobietę i obdarzył licznymi zmysłami aby teraz nas nimi dręczyć … Te brednie są sprzeczne z Pismem Świetym , i z nauką kościoła katolickiego. Podważaja podstawową prawde , że PAN BÓG JEST MIŁOŚCIĄ !
      Wiara w te bzdury przyczyni się do rozpadu wielu małżeństw i popchnie wielu małżonków do cudzolóstwa !!! Czy nie widzicie w jak inteligentny sposób szatan chce rozwalać małżeństwa w imię fałszywej wiary ? Czy możliwa jest szczera miłosc do Pana Boga od małżonków żyjącym w nieustannym strachu przed sobą , przed swoja zmysłowością ?
      Radzę tym wszystkim którzy ślepo wierzą w orędzia wprowadzające w umysły fermęt aby przede wszystkim skupili się na lekturze Pisma Świętego (np. Pieśń nad Piesniami) i nauce ojców Kościoła katolickiego oraz na modlitwie .

      Wszystkim Małżeństwom obecnym na tym blogu polecam piekną stronę w wydaniu br.Ksawerego Knotza która jest dowodem na to ,że Pan Bog jest Miłością !

      http://szansaspotkania.net/

      • krzysztofn said

        Każdy przypadek jest inny i należy rozważać indywidualnie .

      • Eva zchicago said

        To nie Bog jest tyranem to nastepstwo grzechu pierworodnego.Poczytajcie William Guy Carr o rewolucji seksualnej Lucyfera. Jest wspanialy artykul na ten wlasnie temat w Michaelu edycji polskiej Nr64 czyli najnowszej.Magazyn jest dostepny w Polsce.

      • Pokręć said

        Tak, dokładnie po to mamy popęd seksualny, żeby nam nie było za dobrze. I jego zaspokojenie jest grzechem. No, w małżeństwie to nie, ale powiedzmy sobie, z własną żoną, ta samą od lat, kiedy już nic Cię nie zaskoczy…
        Jakby się nie obrócić – d..a zawsze z tyłu. Albo grzeszne, albo średnio zabawne (a czasami w ogóle niezabawne, cóż, obowiązek…)
        Nie podejrzewam Boga o taka złosliwość. Bóg tego tak nie wymyslił, ten stan to pokłosie grzechu pierworodnego.
        Lepiej posłuchać św. Pawła, jak radzi. I on nie radzi tego duchownym, ale wszystkim. Po grzechu pierworodnym z seksem, nawet małżeńskim jest więcej kłopotu niż z niego pozytku. Wydaje mi się, że popęd seksualny w człowieku w raju służył do czego innego i był jakims rodzajem zmysłów, którym mozna było widziec Boga. Dopóki nie został on oślepiony przez grzech pierworodny. Pytanie: dlaczego tego węża już nie może trafić nagły szlag za to, co nam wszystkim zrobił? Czemu on jeszcze wśród nas harcuje?
        Do dziś uważam, że wrażliwośc na piękno ma coś wspólnego ze sferą erotyczną.

      • 302 said

        Popieram to co mówi Andymax, Pokręć oraz Przedpokój.

        • żona said

          Andymax i Przedpokój – jak najbardziej, zgadzam się z nimi całkowicie. Ale Pokręć jest jakiś pokrętny…

      • Marek said

        Tak jest.
        Strona szansaspotkania.net powinna być obowiązkowa dla małżonków.

        Ale najpierw trzeba zdjąć z półki zakurzony Katechizm Kościoła Katolickiego, otworzyć na stronie 532 i przeczytać krótki rozdział pt. „Miłość małżonków”.
        Gdyby ktoś nie posiadał takowego to dla zachęty przytaczam stosowny fragment:
        „Sam Stwórca sprawił… że małżonkowie we wspólnym, całkowitym oddaniu się fizycznym doznają przyjemności i szczęścia cielesnego i duchowego. Gdy więc małżonkowie szukają i używają tej przyjemności, nie czynią niczego złego, korzystają tylko z tego, czego udzielił im Stwórca…”
        Jest to fragment z konstytucji Gaudium et spes Soboru Wat.
        Roma locuta, causa finita.
        Jeśli ktoś uporczywie propaguje inny pogląd jest winien grzechu ciężkiego i podlega ekskomunice.

      • żona said

        bardzo, bardzo mądre słowa
        Dziękuję też za adres strony szansaspotkania.net

    • Tomasz said

      Popieram. Seks oralny i tzw. pieszczoty oralne są obrzydliwością w oczach Boga i są głęboko niezgodne z naturą.
      Tych spraw nie można sobie tak lekko puszczać mimochodem bo od zawsze grzechy nieczyste należały do kategorii najcięższych. Dopiero niedawno objawili się różni Knotze którzy wmawiają różne dziwne i niebezpieczne rzeczy.
      Ja krótko po głębokim nawróceniu miałem powiedziane że za jeden grzech tzw. samogwałtu grozi od kilku miesięcy do nawet 10 lat czyśćca (w zależności od wielu czynników) a żeby to odpokutować nie wystarczy tydzień postu o chlebie i wodzie.
      Także nie ma co żartować…

      • krzysztofn said

        Dokładnie wiem o czym piszesz .

      • Pokręć said

        Rozumiem, ja się z tym mocno pilnuję i od sporego czasu mam z tym względny spokój, ale 10 lat za…
        Nie rozumiem, czy Bóg jest aż tak okrutny? Karać człowieka za to, że jest kaleką i ma wrodzoną wade w postaci popedu seksualnego? Że upada, choć nie chce?
        To może setkę lat czyścca za mongolizm i pare tysięcy lat za wady wrodzone?
        Dobre, stworzyć kogoś, żeby chronicznie cierpiał na pragnienie a potem zabronić mu wody pić…
        To po co stwarzać? Dla chorej satysfakcji?
        Ja świetnie rozumiem św. Pawła. Bo jedyne, co mogę zrobić dobrego dla swoich dzieci, to ich na ten świat NIE pakować. Owszem, podobno po zyciu jest szansa na to, że będzie naprawde fajnie, ale po pierwsze: czego oko nie widziało, tego sercu nie żal (to o mnie), a po drugie, jak kogoś nie ma, to go to nie dotyczy i nikomu nie może być żal, że nie był zbawiony. Jestem kawalerem i dopóki mnie nie odmóżdży (czyt. nie zakocham się), to nie ma szans na małżeństwo. A żebym się zakochał, to musiałaby być to kobieta – ideał. Zarówno wnętrze, jak i „opakowanie”. Nie ma takich? Nie szkodzi, tym lepiej. Nic mnie nie będzie kusiło.
        Nie wierzę w te wyliczenia. Co nie zmienia faktu, że się pilnuję i robię co mogę, żeby nie upadać. Bo nie chcę Boga zasmucać. Trudno, tak trzeba, nie moja wina, że zostałem stworzony, ale nie mam innego wyjścia. Ktoś narobił g..na a mi pozostaje tylko z niego się mozolnie wydostać. Jedyne, co mogę, to starać się wydostac z tego świata w jednym (w miare) kawałku.
        Jestem jak żołnierz wcielony musowo do armii i wysłany na front. Jedyne, co mogę, to walczyć, jakiekolwiek inne rozwiązanie oznacza pewną smierć i to, że się już nigdy z rodzina nie zobaczę. Niezaleznie od tego, jak mi się to nie podoba i jak bardzo mnie cała ta wojna nie obchodzi – musze iść i strzelać ciężko pracując przy okazji, żeby samemu nie dac się zastrzelić.
        Nie, nie buntuję się, ale w takim razie, jak to jest taka buhalteria, to przeciętny mężczyzna, jak wszystko za całe życie podsumować, to ma czyściec gwarantowany na kilka razy czas do Dnia Ostatecznego. Jakbym ja zliczył swoje „wyczyny” w tej dziedzinie z całego życia, od młodego nastolatka w podstawówce, i przemnozył przez 10 lat każdy, to mnie przerażenie bierze. Nie sądzę, że Bóg jest księgowym.

        • Agnieszka said

          Kara nas czeka, oczywiście. I pewnie byśmy cierpieli te tysiąc, czy milion lat, ile by nam przysługiwało. Ale są jednak odpusty, które nam tę karę co jakiś czas zmniejszają lub niwelują.

        • Passiflora said

          Ale wiesz Pokreć, ze pokutować mozesz za to juz dzis nie odkładaj na czysciec:D

          Pan nas nie zostawił bez ratunku. Masz duzo narzedzi, Msza Św, rózaniec, dobry uczynek, post. Jak napisał Tomasz „W zaleznosci od wielu czynników” Inaczej bedzie sadzony ten co wzbudza w sobie głęboki zal za grzechy i sie stara choc upada, niz ten co nie widzi grzechu i sie usprawiedliwia.

        • Pokręć said

          No, przecież, fakt! jest tyle okazji do uzyskania odpustu zupełnego… Kiedyś czytałem je wszystkie zebrane razem, za co uzyskuje się odpust zupełny. I wygląda na to, że naprawdę trzeba nie chcieć uzyskać odpustu, żeby go nie uzyskać. No i podstawowy odpust – Niedziela Miłosierdzia Bożego: która dusza w stanie Łaski Uświęcającej tego dnia przyjmie Komunię Św. z wiarą i zaufaniem Bogu, darowane jej będą wszystkie kary i winy. Będzie jako zaraz po Chrzcie Św. W to wierze i to mnie tylko ratuje, że skutki grzechów, jakie by nie były straszne – Pan Bóg może na naszą szczerą prośbę popartą nawróceniem, anulować Swoją Wszechmocą.

        • nati said

          nie staranie się o uzyskanie odpustu zupełnego, kiedy ma się możliwość ( a praktycznie można codziennie..) w moim rachunku sumienia, który mam w modlitweniku, to grzech..

        • szach said

          Wbrew pozorom, uzyskanie odpustu zupełnego wcale nie jest ani łatwe, ani powszechne. Odpusty cząstkowe, to tak, ale podstawowym warunkiem odpustu zupełnego jest zerwanie ze wszelkim grzechem,nawet najlżejszym i brak przywiązania do niego. Więc palacze-papa, obżartuchy,leniuchy,wszyscy lubiący swoje małe słabostki … Dlatego między innymi, ofiarowujemy za zmarłego wiele odpustów a nie jeden raz, bo jak zupełny odpust to Niebo otwarte. Ale nie wykorzystanie okazji do uzyskania odpustu, to jak nie wykorzystanie okazji do czynienia dobrze. A to grzech zaniedbania. Nati @ ma rację. My ,jako grzesznicy najczęściej skupiamy się przy rachunku sumienia na tym, co złego zrobiliśmy. Rzadziej na tym, czego dobrego nie zrobiliśmy a mogliśmy zrobić .

      • żona said

        Dopiero niedawno objawili się różni Knotze… Hm, bardzo grzecznie i kulturalnie. Ale pomińmy dobre wychowanie. „Różni Knotze” byli już dawniej. O sprawach seksualnych pisali już dawno inni księża – np. o.Józef Augustyn, o.Karol Meissner. O. Knotz może bardziej akcentuje radość ze współżycia. To źle? Lepiej by było gdyby „obowiązek małżeński ” był przykrością? Przeczytałam kilka wywiadów, wypowiedzi o. Knotza. Nigdzie nie znalazłam nic zdrożnego. Ani dziwnego i niebezpiecznego. Pochwala gdzieś jakieś zboczenia, wynaturzenia, grzeszne zachowania? gdzie niby?
        Za to boję się wypowiedzi typu „Powiedziano mi że za cośtam grozi ileśtam”. Gdzie Ci powiedziano, kto powiedział? Są gdzieś jakieś kodeksy?

    • Józef Piotr said

      Halo ! krzysztofn !
      A co Twoja żona na to? wobec Twoich wynurzeń otwartym textem na forum? Hę ?

      „cosik mi się zdaje” że nie jest kontent pra…./

      A ja chciałem przypomnieć pewniki z Budowy BOŻEGO STWORZENIA jakim jest też człowiek.
      Głowa z mózgiem jest na górze a ,nazwijmy to, zadek z przyległościami jest na dole o czym nawet małe dziecko wie.
      Góra je, wyczuwa smaki , myśli,mówi , spostrzega ( piękno też)czyli stanowi (ogólnie)napęd życia.
      Dół służy do wydalania odpadow życia szkodliwych dla organizmu : produkty przemiany materi , obumarłe komorki (chyba można porownać je do padliny) etc…/
      Biada temu co nie odróznia tych funkcji i skutków wywodzących się z „pomylek”.

      Biologia człowieka ma swoje prawa ustanowione przez Stwócę.

      Bo gdyby tak nie było to co któryś (któraś) miałby przyrodzenie umiejscowione ma czubku głowy .
      Chociaż w otaczającym nas świecie niektórzy tak się zachowują.
      Przepraszam jeśli przynudziłem. Ok ?

    • Biznes Info said

      Krzysztof zalecam wielką ostrożność.

      Warto zadać sobie pytanie, czy ktoś w rodzinie u Ciebie zajmuje się okultyzmem?
      Czy miałeś wyrzuty w związku ze współżyciem małżeńskim? Obawiacie się mieć dzieci?

      Nie znam Ciebie, ale wydaje mi się że możecie jako małżeństwo mieć poważne problemy. Widzę, że podszedłeś do tego objawienia z bardzo otwartym umysłem. Był czas że ja kiedyś tak ćwiczyłem jogę i mocno tego pożałowałem. Patrz kogo bierzesz za swój autorytet i na czym ten autorytet się opiera.

      Obrzydliwością w oczach Boga jest na pewno to, że wyrzuca się Boga ze wspólnoty dwojga ludzi jakim jest małżeństwo. I najczęściej robi się to na sposób faryzejski: stawia się różne reguły, zasady i prawa ponad miłość.

    • żona said

      A czy przekonanie Twojej żony też jest takie?

  12. mer said

    Najświętsza Maria Panna: „Doświadczyłam tego samego cierpienia”

    Orędzie nr 277 z serii Ostrzeżenie

    Otrzymano czwartek, 8 grudzień 2011, godz.21.10

    Moje dziecko, gdy urodziłam Jezusa Chrystusa, Odkupiciela całej ludzkości, byłam jak każda matka. Moja miłość do tego dziecka była tak przeogromna, że płakałam łzami wielkiej radości, gdy pierwszy raz ujrzałam Jego piękną twarz. Mimo to wiedziałam, że rola którą zaakceptowałam nie będzie łatwa, chociaż nigdy nie zdawałam sobie wówczas sprawy, jak trudna będzie ta podróż.

    Gdy patrzałam na drogą twarz Mojego umiłowanego dziecka, nie liczyło się nic, tylko Moje pragnienie, aby chronić Go przez cały czas, bez względu na cenę.

    Moje Serce połączone było z Sercem Mojego Syna tak samo wtedy, jak jest dzisiaj. To samo Serce cierpiało w łączności z Nim, w każdym momencie Jego życia na ziemi.

    Każdą radość, którą czuł On, również Ja mogłam odczuwać. Jego śmiech wywoływał uśmiech na Mojej twarzy. Jego smutek bolał Mnie głęboko.

    Jego tortury podczas Jego ukrzyżowania odczuwalne były w każdej kości Mojego ciała. Każdy gwóźdź, który przebił Jego ciało, przekłuł też Moje. Każde kopnięcie i uderzenie, które otrzymał z rąk swoich prześladowców, poczułam również Ja.

    Doświadczyłam tego samego cierpienia, mimo że nie byłam obecna przy wielu zadanych Mu torturach, które pozostały ukryte przede Mną i Jego uczniami.

    Dziś cierpię z Moim Synem tak samo, jak było wtedy. Kiedy w dzisiejszym świecie jest On wyszydzany i publicznie wyśmiewany na scenach i w mediach, szczególnie przez ateistów, płaczę gorzkimi łzami.

    Gdy widzę Mojego drogiego Syna płaczącego przez grzechy, których jest codziennie świadkiem, również Ja z Nim płaczę. Widzę, czuję i doświadczam Jego trwających cierpień dla ludzkości.

    Jezus Chrystus, Zbawiciel ludzkości, cierpiał dla was wszystkich, ale wszystkich was bardzo kocha.

    Uczynię wszystko co mogę, aby zrealizować Jego największe pragnienie – uratować każdą pojedynczą duszę na ziemi ze szponów złego.

    Kiedy Misja ta zakończy się sukcesem wtedy, i tylko wtedy, mogę cieszyć się w ostatecznym Pokoju, gdy Moje dzieci ponownie połączą się w Jedno w Nowym Raju.

    Módl się Moje dziecko oraz wszyscy ci, którzy modlą się o ratunek dusz, aby ani jedna dusza nie została wykluczona.

    Idźcie w pokoju i kontynuujcie tą najważniejszą Misję dla Mojego ukochanego Syna.

    Będę chronić was zawsze.

    Wasza ukochana Matka
    Królowa Nieba

  13. bardo said

    Dziwi mnie beztroska infantylność niektórych kapłanów i ich chorobliwa potrzeba podlizywania się światu, bo inaczej nie potrafię zrozumieć tego, ze zamiast skupiać się na bogactwach i tajemnicach życia duchowego, do czego zostali powołani, z niepotrzebną nadmierną troską „pochylają” się nad sprawami ciała, które w żadnym razie nie jest ich dziedziną.

    Niestety, takim duchownym wydaje się być ks. Knotz. Można to wytłumaczyć jedynie brakiem realnego kontaktu z potężnym duchowym zagrożeniem, o którym tak się chętnie wypowiada, a jakim jest nadmierna uwaga poświęcona seksowi. Już lepiej, żeby trzymał się ściśle tego, co o seksie mówi Pismo Św. Przynajmniej nie popadłby w śmieszność.

    Jestem rzadkim przypadkiem homoseksualisty, który wyszedł ze skrajnego uzależnienia od seksu i od stylu życia, jaki obowiązuje w środowiskach, w których zachowaniom seksualnym odebrano wszelkie ograniczenia. Uratowała mnie wieloletnia modlitwa, modlitwa, i jeszcze raz modlitwa. Prawie co dzień i co noc, a na pewno co rano – nabożeństwo 7 Modlitw do Krwi Chrystusa, w obiad Koronka, Wieczorem nabożeństwo 15 Modlitw do Ran Chrystusa, do tego cała jedna część Różańca, Litania do Św. Józefa. I prawie co dzień wcześnie rano – Msza Św z Eucharystią. Często modliłem się leżąc krzyżem – nie uważałem tego za przesadę, zresztą zdarza mi się to i obecnie. Spowiedź – minimum co dwa tygodnie. Drakoński program, którym wypowiedziałem wojnę demonom, trzeci, przeze mnie samego zaproszonym do mego wnętrza.

    I tak – rok, potem drugi, aż wreszcie poczułem, że jestem uwolniony. A byłem na krawędzi samozagłady – i duchowej, bo pogrążałem się w pustkę i rozpacz, w której narastające uzależnienie od alkoholu było bodaj najmniejszym złem – a także unicestwienie cielesne, bo pojawiał się obrzęknięta z niewyspania i od alkoholu twarz i coraz częstsze myśli samobójcze. Bowiem coraz bardziej moją wolną wolę paraliżował promiskuityzm, obsesja codziennego prawie zaliczania nowych doznań, a w końcu po latach – prawie już obłęd, gdy do znanych „figur” dostawiało się kolejne kombinacje,. aż w końcu brakowało możliwości fizjologicznych, więc pojawiały się anty fizjologiczne, wszelkie wynaturzenia i pociąg do coraz okropniejszych zboczeń.

    A wszystko – przez cały czas ubrane w dobre maniery, garnitury, pachnące wodą kolońską – i to było chyba najstraszniejsze. Poczucie, że moja elegancka i uprzejma powłoka (tak się składa, że wykonuję tzw. prestiżowy zawód) jest moim coraz większym kłamstwem wobec świata, gdyż w środku cuchnie coraz większe bagno i zgnilizna.

    Długo by o tym mówić. Uratowała mnie wieloletnia modlitwa i ofiara mojej sparaliżowanej śp. Mamy, ona widziała, co się dzieje. I potem -dar wstrząsu: wielkiego, wspaniałego snu, w którym Chrystus pojawił się na moje rozpaczliwe wołanie o ratunek, gdy leciałem do piekła. Nazajutrz, sięgnąwszy po coś na półkę z książkami, wziąłem do rąk przypadkiem – choć przypadków w takich sprawach nie ma – broszurkę z Koronką do Miłosierdzia Bożego, którą ktoś kiedyś u nas zostawił. Otworzyła się na zdaniu „niech się nie lęka przyjść do mnie żadna dusza, niech się nie lęka, choćby jej grzechy były jak szkarłat”. To był ten moment, gdy runęło na mnie światło. Zachwiałem się, jak od uderzenia i rozpaczliwie płakać czując, jak coś we mnie pęka i się uwalnia.

    To było piętnaście lat temu. Proces „zdrowienia” rozpoczęty przeze mnie CAŁKOWITYM zerwaniem ze środowiskiem grzechu, a także z tym, co do niego prowadziło tzn. papierosami i zwłaszcza alkoholem – zabrał mi kawał życia. A ile było nawrotów, upadków, ile potwornych szatańskich ataków… Jeszcze raz powtórzę – długo by mówić. Jednak obawiam się, że radośnie gruchający o tych demonicznych sprawach ksiądz Knotz, zielonego pojęcia nie ma, jakiego pożaru sprawcą może się okazać, gdy w ludzkich duszach obali pierwszą małą barierę. Gdy nakłoni młodych ludzi – swoim nieodpowiedzialnym ćwierkaniem o „radości życia seksualnego” i „boskim seksie” – żeby zaczęli „szukać i eksperymentować”.

    U Valtorty – tu zaznaczę, że lektura 11 tomów tego wspaniałego dzieła była koroną mojego nawrócenia, bowiem przez rok czytając te pisma przeżywałem wstrząs i uniesienie prawie namacalnej obecności przy sobie Chrystusa, co trwa do dzisiaj… – więc tam Jezus wyraźnie mówi o trzech korzeniach grzechu. Jeden to pycha, drga – próżność, trzeci zmysłowość. Całe drzewo upadku człowieka wyrasta zawsze z tych trzech korzeni. I na tych trzech terytoriach wyśmienicie czuje szatan – jeśli go tam zaprosimy, to się wpierw rozpanoszy bez granic, aż nas całkiem pożre.

    Nie wiem, czy ks. Knotz kiedykolwiek nad tym się zastanawiał, bo że Valtorty nie czytał, tego jestem pewien. Inaczej nie gadałby bez zażenowania takich bredni. Jak on chce uniknąć np. zmysłowości, zalecając w wywiadzie kupowanie sobie przez małżonków gadżetów seksualnych? On chyba rozum postradał? Cały gigantyczny diabelski pornobiznes zaczyna się od nakładania frymuśnej bielizny i „niewinnej” gry olejkami zapachowymi. Coś wiem o tym, bo świat homoseksualistów jest wręcz oparty swymi fundamentami o te wszystkie techniki uwodzenia, nakłaniania do coraz głębszego pogrążania się w zmysłowości, aż po kompletny upadek – a to wszystko w imię wesołej „zabawy”, niewinnego eksperymentowania” itd.

    Musiałem to napisać, bo niestety tacy księża Knotz są pierwszymi z pozoru niewinnymi jaskółkami, za którymi wkrótce mogą pojawić się jastrzębie, a na koniec – sępy.
    Jestem dziś wolnym człowiekiem, zdławiłem demona homoseksualizmu w sobie, całkowicie wygnałem go ze swego życia. Nie przeszło to w żadem „happy end” w rodzaju np. szczęśliwego małżeństwa heteroseksualnego – widocznie tego Nasz Najlepszy Ojciec Niebieski dla mnie nie przewidział. Jestem człowiekiem samotnym ale w najwyższym stopniu szczęśliwym – w swym zawierzeniu Niepokalanemu Sercu Maryi, Najświętszemu Sercu Jezusa i Przeczystemu Sercu Józefa. Jest tez we mnie poczucia siły, jaką daje zawierzenie naukom Chrystusa – i jak to wszystko sprawdza się w życiu. Ale droga do tego rzeczywiście wiedzie po wąskiej i kamienistej ścieżce, jak w najwyższej wspinaczce.

    Nadal wiele się modlę, staram się co dzień chodzić na Msze i jak najczęściej do Komunii. To mi daje wielką jasność w duszy i rozeznanie. I modle się co dzień za homoseksualistów – aby Duch Św. odsłonił przed nimi cud życia w czystości jako najszlachetniejsze powołanie człowieka. Niestety, są oni w dużej mierze ofiarami rozpowszechnianego w świecie kłamstwa – że ich homoseksualizm jest po prostu „wyborem stylu życia” i „obszarem wolności”. Jest dokładnie na odwrót: tą drogą dokonuje się nie „wyzwolenie”, ale zniewolenie człowieka. I bardzo często doprowadzenie go do rozpaczy a często alkoholizmu, narkomanii i innych chorób. Homoseksualizm jest wielkim nieszczęściem – ale przez to może stać się wielką szansa człowieka, gdy ten krzyż świadomie na swe barki przyjmie, aby go nieść za Chrystusem.
    Proszę wybaczyć, że tak się rozpisałem. Ale traktuję to jako świadectwo, które może komuś z czytających się przyda. A przynajmniej – da do myślenia.

    • Tomasz said

      Dziękuję bardzo za to świadectwo. Bardzo mnie umocniło. Co prawda nie mam i nie miałem problemu homoseksualnego ale z czystością tak a i reszta kłopotów wymienionych nie jest mi obca (alkoholizm, myśli samobójcze). Jestem 2 lata po nawróceniu nie 15 i jeszcze często upadam. Ale takie świadectwa bardzo dodają nadziei. Z Bogiem

    • mer said

      Będę sie modlić za Ciebie – nie zawsze , ale przynajmniej wtedy, gdy sobie o tym mailu przypomnę. Postaram się jak najczęściej.
      Napiszę Ci, że ja nienawidzę papierosów, wyczuwam ich woń na 30 metrow, ale dołki psychiczne, to chyba każdy przezywa, szczególnie patrząc na to , co sie wokól dzieje, na bezrobocie, które zaczyna nas dotykać,…
      Może to głupie, ale pewien zielarz powiedział mi, że młodzi ludzie cierpią na homoseksualizm, ponieważ za młodu nie pili mleka. Nie wiem, co mleko ma wspolnego z tym schorzeniem. Ja piję mleko codziennie. Mieszkam w dużym mieście. Rolnicy przywożą tu mleko regularnie. Gdy byłam w wieku przedszkolnym, moja babcia doiła krowę prosto do mojej buzi i tak zostało – codziennie jem zupę mleczną, a minęło mi już ponad pół wieku. Pasteryzowane jest szkodliwe.
      Podziwiam Twoją wytrwałość w modlitwie.
      W moim problemie z seksualnoscią ok 10 lat temu pomogla mi rozmowa z polskim stygmatykiem w Wykrocie.
      Z Panem Bogiem.

    • Marian said

      Dziękuje , że poświęciłeś czas . Trzeba o ty mówiąc im więcej świadectw tym bardziej umacnia się wiara.

      Miałem ten sam problem ale na tle pornografii. Byłem od tego g@@@@ uzależniony . Pornografia i rozwiązłość prowadzi do zniszczenia duchowości. Jedyna droga to Pan Jezus

      Najwięcej ludzi idzie do piekła z powodu grzechu nieczystości

      Click to access KS.%20EGZORCYSTA%20GIUSEPPE%20TOMASELLI%20-%20WYWIAD%20Z%20UPADLYM%20DEMONEM%282%29.pdf

      Rozmowa egzorcysty i upadłym aniołem

      • slaw_co said

        hm… czas coś dodać od siebie.
        Uległem ‚modzie’ żyłem w związku niesakramentalnym przez 5 lat – tak na próbę.
        Wszystko było pięknie ładnie, tak się wydaje. Sumienie w każdym momencie krzyczało, że coś jest nie tak.
        W momencie gdy postanowiłem się nawrócić, na nowo chodzić do kościoła, zapragnąłem przystąpić do komunii świętej wszystko się zawaliło. Ksiądz nie udzielił mi rozgrzeszenia, dopóki nie ureguluje sprawy, co dalej z tym związkiem. Oświadczyłem się, chciałem zbudować fundamenty i …….

        Jestem dalej kawalerem, z byłą niedoszłą narzeczoną nie mam żadnego kontaktu, „ucieka od wody święconej:” teraz to wszystko widzę wyraźnie. Dziękuję księdzu za tak radykalną postawę.

        Co dalej, kiedyś usłyszałem na jakiś rekolekcjach, że na grzech samogwałtu najlepszym lekarstwem jest sw. Józef. Musze szczerze powiedzieć, że pomimo iż mam 27 lat to od momenty gdy nie daje spokoju sw. Józefowi ciągle się do niego modląc, to się zastanawiam czy nie jestem teraz jakiś inny.

        Teraz doszło już do tego, że Idąc przez miasto ze znajomym gdy przejechała rowerem obok nas jakaś dziewczyna to on do mnie powiedział…. „widziałeś jaka … laska?” a ja odpowiedziałem… „miała bardzo dobry rower, taki typowy na dłuższe trasy, tylko ten kolor ni to biały ni szary” popatrzył się na mnie jak na wariata….

    • Lech Stanisław said

      Piękne świadectwo. Powinno być na pierwszym miejscu w tym temacie.

    • Pokręć said

      Bracie, DZIĘKI!

    • słońce said

      dziekuję za swiadectwo…..jak wielu z nas wpadło w pułapkę erotomani…..prawie wszyscy mamy z tym problem. Wszystko bierze sie z dzieciństwa i z tego ze wtedy kiedy powinna nas kochac mama ….nie zawsze to umiała……a potem całe życie nosimy ten krzyż……trzeba nam podjąć potężną walkę pracy nad sobą, nad nowymi sposobami zycia……modlitwa jak najbardziej pomocna i Bóg …..KTÓRY…..nie tylko widzi i czuje nas ale jest TYM, któremu oddaje się swoją niemoc……i przychodzi taki czas, że mozemy czuć sie wyzwoleni z tych szaleńczych emocji, które w każdym człowieku biorą góre……w każdym …..a ks. Knotz pewnie też ma problem z erotomania….tylko szkoda, ze pod płaszczykiem boga…(celowo piszę z małej litery).Polecam stronę:http://www.slaa.pl/ moze okazać się pomocna w walcez „demonami” nieczystości:):):)JEZU UFAM TOBIE!!!!!!!!

    • Barbara said

      Niech Ci Pan Bog w Trojcy Swietej Jedyny blogoslawi i wciaz umacnia w zyciu i doprowadzi do szczescia wiecznego.
      Bog Ci zaplac ze otworzyles swoje serce w ten sposob.Wspaniale swiadectwo, jakze konieczne dla kazdego w tych czasach „Sodomy i Gomory”.

  14. Donna said

    „Melania to kobieta zmysłowa, ceniąca piękno i przyjemne doznania. Życie duchowe jest dla niej ważniejsze od sukcesów zawodowych i materialnych. Jest konserwatystką, krytyczną w stosunku do innowacji życiowych. Lubi być doradcą dla innych. Dba o swoją rodzinę i potrafi świetnie urządzić dom. Raz na jakiś czas wybiera się w daleką podróż, co przynosi jej wiele radości i wraca bardzo zadowolona.”
    Tak piszą w necie.

  15. krzysztofn said

    ŚWIĘTA MELANIA MŁODSZA

    31 grudnia

    Mało popularna święta. Jednak dobrze znana w mojej rodzinie, gdyż jest patronką mojej śp. Mamy – Melanii. Mama bliżej poznała jej dzieje podczas swojej pielgrzymki do Ziemi Świętej w 1998 (zm. 1999).

    Święta Melania Młodsza urodziła się w Rzymie około 383 roku, zmarła w Jerozlimie 31 grudnia 439 roku. Należała do znanej zamożnej, rzymskiej, patrycjuszowskiej rodziny Valerii. Ze strony ojca była wnuczką Melanii Starszej. Jej rodzice Publicola i Albina, wydali ją za mąż za rzymskiego patrycjusza Pinianusa, gdy miała zaledwie 13 lat. Po wczesnej śmierci swoich dwojga dzieci, zyła z mężem we wstrzemięźliwości, poświęcając się całkowicie dzialaności dobroczynnej, na co przeznaczyła swój cały pokaźny majątek. Uciekajac przed najazdem Wizygotów, opusciła wraz z mężem w 408 roku Rzym i przez około 2 lata żyła w okolicach Messyny na Sycylii. Tu wraz z mężem i byłymi niewolnikami prowadzila życie o charakterze monastycznym. W 410 roku udała się do Afryki Pólnocnej, gdzie przebywała przez 7 lat. W tym czasie wraz z mężem i matką poznała bliżej św. Augustyna z Hippony i Paulina z Noli. Poświęcała swój czas pracy charytatwynej i pogłebianiu pobozności, otaczając szczególną troską dusze. Ufundowała kalsztor żeński, którego przez czas pobytu w Afryce była przełożoną. Była również fundatorką klasztoru męskiego, nad którym nadzór objął jej mąż. W roku 417 Melania wraz z mężem i matką wyruszyła do Palestyny . Przez rok mieszkali w schronisku dla pielgrzymów w Jerozlimie, gdzie poznali św. Hieronima. Z pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży swoich dóbr w Hiszpani składała liczne dotacje na dzieła charytatywne. W tym też czasie odbyła podróż do Egiptu, gdzie odwiedziła najbardziej znane ośrodki życia monastycznego i pustelniczego oraz spotkała się z Cyrylem Aleksandryjskim. Po powrocie do Jerozolimy przez blisko dwanascie lat mieszkała w ufundowanym przez siebie klasztorze na Górze Oliwnej. Po śmierci najbliższych ufundowała ponadto klasztor męski, kaplicę oraz kościół. Pod koniec swojego życia odwiedziła na krótko Konstantynopol, gdzie uczestniczyła w polemice ze swoim wujem poganinem Volusianem oraz w konflikcie z Nestorianami. Po powrocie do Jerozlimy w 438 roku spotkała się z żoną cesarza Teodozjusza, cesarzową Eudocją. Wkrótce po wyjeździe cesarzowej Eudocji z Jerozlimy, Melania odeszła do Pana.

    • Regina said

      A co z Melania z La Salette? Wiele lat temu wyraznie mi sie przysnila, siedziala milczaca i bardzo powazna za stolem i patrzyla na mnie. Ciekawe dlaczego nie badaja dokladniej jej zycia? Bardzo mozliwe, ze jest Swieta w Niebie.

      Co do poruszanego tematu to wiele lat tamu, gdy jeszcze nie mialam wyrobionego zdania w sprawie seksu oralnego – przyszedl do mnie we snie jakis Kardynal, wyraznie widzialam jego fioletowa kardynalska czapeczke na glowie, i mi powiedzial jedno zdanie: „Panu sie to nie podoba”. Wystarczylo, to spotkanie bylo bardzo wyrazne i wiedzialam co ow Kardynal ma na mysli, mowiac do mnie te slowa. Pozniej rozmawialam z Ksiedzem i to co mi powiedzial w konfesjonale rozwialo we mnie wszelkie watpliwosci.

  16. Tuptusia said

    Uważam że trzeba przeczytać
    „Objawienia Św.Brygidy”

    Pan Jezus mówi o małżeństwie i jakie powinno być żeby zaprowadziło do nieba a jakie nie prowadzi do nieba.

    W internecie są te objawienia muszę lecieć nie mam czasu szukać adresu, poszukajcie sami,
    Po przeczytaniu rozwieją się wszelkie wątpliwości i tam jest ta poszukiwana odpowiedź .

  17. Jacek said

    O, biedne moje dzieci, jak ja wasz Ojciec mam do was przemawiać? Dlaczego zmieniacie i przeinaczacie moje słowa? Moje Słowo powiedziało: miłość to jest akt ducha do ducha, to jest akt uwielbienia i akt adoracji, które rozpoczyna się na firmamencie stworzenia, i które kieruję ku drugiej osobie. Akt uwielbienia drugiej osoby w Bogu – jego stwórcy. Miłość nie ma nic wspólnego ze zmysłowością, która pochodzi od ojca kłamstwa – szatana. To co nazywacie miłością cielesną jest samą zmysłowością, a to jest obraźliwe i wstrętne w moich oczach.
    Powiedziałem : nie będziesz cudzołożył.
    Akt małżeński tylko taki ma moje błogosławieństwo, kiedy jest podejmowany z pragnienia i otwartości na nowe życie w małżeństwie zawartym sakramentalnie.
    Popatrz moje dziecko na przyrodę, zwróć uwagę jak żyją rośliny i zwierzęta – także moje stworzenia. Popatrz ma pory roku. Tylko człowiek buntuje się przeciwko mnie – swojemu Stwórcy.
    Nawet wy sami między sobą mówicie, że człowiek, który wysypuje ziarno w zimie na śnieg jest nieszczęśliwcem i chorym człowiekiem, bo nic z tego ziarna nie wyrośnie. Marnuje plon – bo dany i błogosławiony przez Boga nie odradza się w nowym pokoleniu. Zima jest po to dana ziemi – matce karmicielce, by odpoczęła od rodzenia. Tak i Niewiasta ma swoje okresy, kiedy jej ciało odpoczywa, nabiera sił by przygotować się na nowe zradzanie. A wy odczytujecie ten czas jak czas uciechy i zabawy.
    Powróćcie do moich prawdziwych słów – Powróćcie do mojego Słowa, do Mojego umiłowanego Syna Jezusa. I chciejcie uwierzyć w prawdy, które przekazał m.in. przez Marię Valtortę.
    Wołajcie do Niego głośno : Jezu, ulecz moje myśli, serce i ducha abym wypełniał Twoją wolę! Jezu Ufam Tobie!

    • Sid said

      Przede wszystkim dziękuję Adminowi za poruszenie tego tematu, który jest niezwykle ważny.
      Powiem tak, mam prawie 30-letni staż małżeński i przez ten okres czasu zawsze miałem większe lub mniejsze wątpliwości w temacie tzw. etyki małżeńskiej a konkretnie co do współżycia małżeńskiego.
      Mnie ksiądz na kursie przedmałżeńskim powiedział, że wszystko co się dzieje w okresie tzw. gry wstępnej jest święte i że współżycie w starszy wieku (np.wtedy gdy żona jest już niepłodna) jest dozwolone i nie jest grzechem. Spowiednik mojej żony nałożył już pewne ograniczenia np. co do pewnych aspektów pieszczot oralnych. Inny ksiądz ,u którego się spowiadałem był jeszcze bardziej rygorystyczny. Tak więc nawet wśród kapłanów nie ma jednomyślności w tym temacie. Najdalej poszedł O. Knotz. Mam wrażenie, że za daleko.
      No i teraz mamy ten tekst , z M.Valtorty zacytowany przez Jacka (są też jeszcze inne fragmenty z jej pism współgrające z tym), mamy przekazy w podobnym tonie ze strony ECHK, wszystkie bardzo rygorystyczne i nie bardzo przystające do naszej współczesnej rzeczywistości i do nauczania Kościoła. No i mamy w związku z tym wielkie zamieszanie, niepokój sumienia itd.
      Czy w związku z tym miliony małżeństw żyje w permanentnym grzechu? A podobno niewiedza nie usprawiedliwia grzechu.Chętnie bym przeczytał odpowiedź jakiegoś świątobliwego kapłana.
      Przybądź Duchu Św. , spuść z niebiosów wzięty światła Twego strumień.
      Przyjdź Ojcze ubogich , Dawco darów drogich,
      Przyjdź Światłości sumień !!!

      • Agnieszka said

        „A podobno niewiedza nie usprawiedliwia grzechu”
        Grzech to ŚWIADOME i dobrowolne przekroczenie przykazania Bożego lub kościelnego.

        Ale teraz to sama też mam mętlik w głowie.
        Na Echo to oczywiście bzdury, a jeżeli chodzi o ks. Knotza – sama nie wiem.

        • szach said

          Czemu nie słuchacie swojego sumienia? W tych sprawach ani żaden ksiądz, ani nikt obcy nie rozsądzi, bo każdy przypadek jest inny. Są encykliki, jest katechizm KK ,nauczanie Kościoła, czemu nie słuchacie ? Chwalebne jest zrezygnowanie ze współżycia, ale tylko wtedy, gdy jest to decyzja obojga małżonków,podjęta wspólnie ,jako ofiara z siebie . Co do porównywania ludzkiej sexualności i świata zwierząt, to uważam za chybione. Zwierzęta tylko w określonej porze roku i wyłącznie dla wydania potomstwa i zachowania gatunku ,kierując się instynktem, kopulują. Co tu porównywać do człowieka ? Człowiek ma od nich brać przykład ? To tak jakby orła uczyć nurkować a rybę latać.
          Czemu nie poddacie się prowadzeniu Ducha Św. ? Przypomnę jeszcze takie zdarzenie opisane przez siostrę Faustynę. Chciała ona pościć a tu siostry przyniosły jej pomarańcze. Było by im przykro, gdyby ten dar odrzuciła , a tu chciała taką ofiarę złożyć Bogu na ołtarzu w postaci postu. I P.Jezusowi bardziej się spodobało to,że zjadła pomarańcze ze względu na darczyńcę, niż ten post. Odnieście to rozumnie do swojego życia.
          Co do pieszczot różnego rodzaju . Powiem tak trochę brutalnie. Czy nie ręką trzymacie papier podcierając się, a potem tą samą ręką trzymacie paciorki poświęconego różańca ?
          Fe, jakie nieestetyczne. (To ironia,jakby ktoś nie zrozumiał ). Co dla jednego jest lekarstwem, drugiego może zabić. Kto szuka, ten znajdzie. Nie ma uniwersalnych recept na życie, również to sexualne. Ważne, by dążyć do doskonałości nie depcząc po drodze innych. A sumienie w miarę podążania w dobrym kierunku, samo was poprowadzi. Mnie przynajmniej prowadzi i zawsze wiem, jaki jest ideał . Ze spowiednikami różnie bywa, bo skąd ksiądz może wiedzieć ,na jakim poziomie jesteś ? Chyba,że jest to stały spowiednik. Ale najczęściej spowiednik wskazuje właściwy kierunek, a ścieżkę musisz obrać sam . Ważne jest to,że nawet unikając potomstwa z uzasadnionych względów, jesteś otwarty na ewentualne przyjęcie nowego życia, gdyby taka była Wola Boża. I wydaje mi się,że to nastawienie serca jest takim wyznacznikiem .

  18. adrian said

    Dzisiaj zaćmienie księżyca. Księżyc w/g zapowiedzi NASA przybierze kolor czerwony.
    Warto oglądać to dzisiaj mniej więcej od godziny 16.

    Zmianę koloru na czerwony NASA tłumaczy pyłami ze wzmożonej aktywności wulkanicznej w naszej atmosferze. Zastanawia mnie skąd wiedział o tym Św. Jan gdy pisał ten tekst:” 12 I widziałem, gdy otworzył szóstą pieczęć, a oto stało się wielkie trzęsienie ziemi, a słońce sczerniało jako wór włosiany i księżyc wszystek stał się jako krew; ” Apokalipsa 6.2

    Niżej w filmie współczesne tłumaczenie:

    • Pokręć said

      Już raz takie cos było. http://pl.wikipedia.org/wiki/Rok_bez_lata
      I jakoś nie zauważyłem, żeby się świat skończył. Nie, nie jestem ateistą – kpiarzem, ani jedno, ani drugie, ale nie dajmy się zwariować, na razie Słońce świeci bardzo ładnie i nie przypomina w ogóle żadnego wora. A Księżyc w czasie zaćmienia zawsze jest czerwony i to wynika z optyki.

  19. przemek said

    http://losyziemi.pl/szwecja-zalane-ulice-powalone-drzewa-wiatr-wial-z-predkoscia-136-kmh/

    http://losyziemi.pl/kataklizmy-naturalne-2011-roku-zdjecia/

  20. Marek said

    Mam 56 lat i czwórkę dzieci, z których jestem dumny. Od początku naszego małżeństwa żona prowadziła niezbędne obserwacje swojego ciała (temperatura i śluz)
    aby w sposób naturalny planować rodzinę. Pierwsze nasze dziecko (syn) był rzeczywiście zaplanowany natomiast pozostała trójka nie była. Przypuszczam, że moje plemniki były bardzo żywotne i stąd te niespodzianki, chociaż pilnowaliśmy się starannie. Nigdy jednak nie wpadaliśmy w panikę z powodu kolejnej ciąży i cieszyliśmy się każdym dzieckiem mimo że nie mieliśmy wtedy własnego mieszkania.
    Jesteśmy katolickim małżeństwem i zawsze liczymy na Bożą opiekę. Dlatego nie mamy problemów materialnym choć żyjemy skromnie. Dzieci od dawna są poza domem, pojawiają się kolejne wnuki. Jesteśmy szczęśliwą rodziną.
    Były też dramaty w naszym życiu. 10 lat temu zachorowałem na depresję, do której przyczyniły się min. ćwiczenia Kegla. Na skutek tych ćwiczeń żyłem kilka miesięcy w nieustannym podnieceniu, aż organizm się zbuntował i zareagował ciężką nerwicą.
    Przez rok przeżywałem prawdziwe piekło, kto przeszedł przez depresję ten wie co to znaczy. Po kilku latach depresja powróciła znowu. Z górą dwa lata łykałem antydepresanty co powodowało całkowitą impotencję oraz izolowanie się od żony w łóżku. Na szczęście depresja powoli odeszła, lekarstwa odstawiłem, zaczęły działać hormony i wróciliśmy do współżycia. Po dwóch i pół roku abstynencji stresowałem się jak to będzie, czy dam radę więc polecałem się opiece Św. Józefa mojego ulubionego Patrona. Wszystko poszło dobrze i co ciekawe wreszcie pozbyłem się problemu przedwczesnego wytrysku. Wiek jednak robi swoje i po każdym stosunku jestem trochę słaby następnego dnia. Dlatego staram się odczekać przynajmniej tydzień do następnego razu chociaż chciałoby się częściej. Czytałem gdzieś, że po każdym wytrysku mężczyzna traci dużo cynku, którego brak powoduje depresję.
    Muszę więc bardzo uważać. Myślę też, że zbyt częste przyjemności tracą na uroku.
    Zauważyłem, że ten okres seksualnej abstynencji bardzo mnie oddalił od żony i wzajemnie. Teraz kiedy znowu spotykamy się w łóżku czujemy, że wróciliśmy do życia i nie możemy się sobą nacieszyć.
    Uważam więc, że seks jest w małżeństwie niezbędny do prawdziwej jedności.
    Co do różnych technik to nie polecam wyrafinowanych pieszczot, owszem stosowaliśmy różne warianty ale raczej ze szkodą dla prawdziwego zjednoczenia .
    Najpełniejsze przeżycie daje nam (mnie i żonie) pozycja klasyczna, oczywiście po wstępnych pieszczotach. Zbyt intensywne (np. gdy żona zbyt długo całuje lub pieści moje męskie klejnoty) powodują problem z erekcją.
    Jest jedno ale, mam obecnie problem aby doprowadzić żonę do orgazmu co trochę uwłacza mojej męskiej dumie, ale żona jest kochana i pociesza mnie, że wcale jej to nie przeszkadza w małżeńskim szczęściu.
    Jak już wspomniałem mam szczególne nabożęństwo do Św. Józefa i jemu polecam wszystkie moje męskie problemy prosząc go abym był doskonały w roli męża, ojca, Polaka, katolika.

    Marek

  21. KRYSTYNA said

    FRAGMENT Z ORĘDZI NA CZASY OSTATECZNE

    „DZIECI MOJE,PRZYJEMNOŚCI?
    CZY NIE WIDZICIE ,ZE TO SĄ WSZYSTKO MAMIENIA SZATAŃSKIE.TE „PRZYJEMNOŚCI”KOSZTUJĄ WAS ZYCIE WIECZNE.TE PRZYJEMNOŚCI OTWIERAJĄ WAM WROTA CIERPIEŃ I WSZELKICH UDRĘK.JAK ZAŚLEPIENI JESTEŚCIE,ŻEBY NIE WIEDZIEĆ,ŻE TO NIE WASZA PRZYJEMNOŚĆ,ALE SZATANA.TO ROBICIE CO ON WAM KAŻE I NIE WIECIE NAWET,ZE JESTEŚCIE ZNIEWOLENI I TĘ NIEWOLĘ WIDZICIE JAKO PRZYJEMNOŚĆ.WYZWÓLCIE SIĘ Z TEGO NAŁOGU,A ZOBACZYCIE JAK CZYSTEJ DUSZY ŁATWO JEST ŻYĆ „

  22. bardo said

    Chcę w tym miejscu podziękować Wszystkim Wspaniałym Internautom z tego forum – oraz Adminowi – którzy z prawdziwie ewangeliczną miłością przyjęli moje wynurzenia na temat walki z diabłem seksu, który już prawie mnie zdobył dla piekła.

    Pisałem to świadectwo w pośpiechu, do tego na małym notebooku (dlatego tyle tam literówek, przepraszam) ale szczerym porywie chwili, przerażony głupstwami, jakie ks. Knotz wygłasza w wywiadzie, który Admin bardzo rozsądnie załączył, dla naszej wiadomości.

    Pisałem to w poczuciu, że właśnie teraz i w tym miejscu muszę pozbyć się wstydu mówienia o „tych sprawach” i dać świadectwo jaką nieprawdę głoszą środowiska manifestujące „tęczowo” na ulicach wielkich miast Europy i Ameryki, a niestety, ostatnio już też Warszawy, Krakowa, Poznania… Zarówno w tych manifestacjach, jak i – niestety – w słodkim tonie księdza Knotza, mówiącego lekko i wesoło o najbardziej ryzykownych sprawach – brzmi ten sam diabelski fałszywy ton. Jestem na niego bardzo wyczulony, bo środowisko homoseksualne stale się tą pułapką posługują. Chodzi o to, żeby sprawy śmiertelnie poważne, od których zależy być albo nie być ludzkiego zbawienia, ubrać w formę zabawy, w kolorowe fatałaszki, w gadanie, że to „nic takiego, nie bądź taki smutas, daj sobie czadu, się nie wymydli”…

    Wobec tonu „rozrywki”, każdy, kto chciałby mówić o tych sprawach w sposób choćby taki, jak niegdyś nasz ojciec czy matka, gdy próbowali nas we właściwym czasie wprowadzać w krąg tych zagadnień – to jest „smutas”, „nudziarz”, „moher”, że wymienię najłagodniejsze określenia.

    Dlatego, pierwszym krokiem do wyzwolenia się z tyranii diabła zmysłowości, jest BEZWARUNKOWE I CAŁKOWITE zerwanie ze środowiskiem, które takimi zatrutymi ścieżkami wędruje. Oni nie pozwolą się z nich sprowadzić a ty, nadal przebywając z nimi, będziesz musiał swój krok dostosować do ich marszruty, bo inaczej cię zatratują. Dlatego trzeba się odłączyć od tego pochodu straceńców. U Valtorty niegdyś uderzyła mnie scena, gdy Jezus – kiedy już Maria Magdalena się do nich przyłączyła, zerwawszy z luksusowym życiem kurtyzany wśród ówczesnej „złotej młodzieży” żydowskiej i rzymskich oficerów – zapowiada, że czeka ją teraz najtrudniejszy etap. Ma być dokonane przez nią publiczne wyrzeczenie się swych dawnych towarzyszy grzechu.

    Przejmująca jest scena, jak podczas przemarszu Jezusa i Apostołów przez Tyberiadę (tam niegdyś Maria Magdalena miała swoją willę) Maria Magdalena – która jest piękną, inteligentną, silną kobietą z ówczesnych „wyższych sfer” – w ubogiej sukni, bez szminek na twarzy, ruga i ostro odżegnuje się od swego towarzystwa. Potem Jezus doda, że miała w sobie sześć demonów (chyba nie mylę liczby? nie mam tekstu pod ręką, w każdym razie nie mniej niż sześć) – i wszystkie musiały się z niej wyprowadzić. Jaka więc musiała być niesłychana siła ducha tej kobiety! – a także, jaka jest potęga piekła, które potrafi młodą dziewczynę do takiego stopnia opętać. I opętując – nic w jej sposobie życia nie zmienia. I to jest najstraszniejsze – mając w sobie sześć diabłów zmysłowości, nadal zachowujemy się „jak gdyby nigdy nic”. Ludzie nas lubią, pomagamy im, jesteśmy uprzejmi, a nawet coraz bardziej nas lubią – bo w tzw. świecie nie lubi się „pobożnych”, „świętych”, ale grzeszników – jak najbardziej.

    Na wylot przejrzałem te pułapki. Pamiętam, jak „rwało się” młodzież właśnie na to, że jesteśmy „tacy normalni”, a nawet lepiej się ubieramy, wciąż bywamy za granicą, jeździmy lepszymi samochodami (wiadomo – homoseksualiści nie muszą utrzymywać rodzin). W takim opakowaniu, nasączonym słodkim znieczulaczem, , nie jest już żadnym problemem uwieść i zdemoralizować naiwną młodzież z mniejszych ośrodków czy ze wsi.

    Dlatego ksiądz, który przyjmuje – choćby w niewielkim stopniu – ten „uśmiechnięty” język, język podwójny, żmijowy,bo jest w nim niejasność, a jak poskrobać głębiej, to nawet zawikłanie – nie ma ducha Bożego. Język Chrystusa jest zawsze jasny, męski, twardy, jednoznaczny, przy całej swej niesłychanej głębi i przenikliwej znajomości duszy człowieka. Nie raz powtarza On Valtorcie: przecież Ja was stworzyłem, a zatem któż jak nie Ja może was znać lepiej…?

    Przepraszam, znów się rozpisałem. A chciałem tylko Wam wszystkim gorąco podziękować – za ciepłe słowa, za każdy objaw przyjaźni, a zwłaszcza za deklaracje modlitwy za mnie. Proszę – módlcie się też za te rzesze polskiej młodzieży homoseksualnej – lub takiej, której się tylko wydaje, że taka jest. Oni zostali w większości oszukani, zwiedzeni, namówieni, oślepieni fałszywym blichtrem i lawiną nic nieznaczącego trajkotu, przez przewrotnych kłamców w rodzaju Biedronia, Nowickiej, Szczuki, Dunin, Wojewódzkiego… że wymienię tylko niektórych.Tej młodzieży – jeśli się nie opamięta – grozi nieuchronna zagłada w piekle. Wiem, bo już tam leciałem i w ostatniej chwili uchwyciłem się modlitwy św. Bernarda, która nagle, w tamtym strasznym śnie, mi się gdzieś z podświadomości wyłoniła.

    Jest to Modlitwa do Rany Chrystusa na Ramieniu – najstraszliwszej rany od Krzyża, od Której najbardziej cierpiał. Kiedyś, dawno temu, mówiła mi o niej na jakimś przyjęciu pewna pobożna dama. Zapewniała mnie o jej wielkiej mocy, ale ja zapomniałem o tym i przypomniałem ją sobie dopiero po latach, w trakcie snu, w którym – jak na jawie – przeżywałem etap po etapie swoje potępienie. Przybyła do mnie na ratunek, gdy w uścisku szatana spadałem w głąb ohydnego tunelu prowadzącego w podziemia, wprost w morze siarki.

    Zostańcie z Bogiem!

    • Dzieckonmp said

      Bardo serdecznie Ci dziękuję za to świadectwo. Tym świadectwem pokazałeś nam również że można przeżyć ostrzeżenie. Myślę że Twoje świadectwo trzeba wstawić jako wpis i dodać do działu świadectwa. Przecież na blog jutro i za kilka dni wejdą nowi ludzie . Klikną dział świadectwa i trafią tam na to coś Ty ważnego napisał.

      • bardo said

        Dziękuję, oczywiście niech tak będzie. Dla Bożej chwały. Tylko martwią mnie te literówki i czasem jakieś bez sensu słowa, które wskoczyły w niewłaściwą linijkę. Jak mówiłem, pisałem to na małym ekraniku, na notebooku. Czy dasz radę to poprawić?

    • Agnieszka said

      Udało ci się coś niesamowitego i bardzo trudnego, bo wyrwanie się ze szponów zła jest zawsze trudne.
      Z takich ludzi jak ty powinniśmy brać przykład.
      Twoje świadectwo jest naprawdę wspaniałe. Oby jak najwięcej takich ludzi! 🙂

      • bardo said

        Agnieszko, dzięki Ci za te słowa. Ale to nie moja zasługa. Jestem pewien, że ocalenie wymodliła mi moja śp. Matka, która nie wypuszczała Różańca z rąk przez wszystkie lata swej strasznej choroby (była unieruchomiona po dwóch udarach mózgu).

        To pokazuje, jak ważne jest to, co wyniesiemy z rodzinnego domu. Mój upadek dokonał się wyłącznie za sprawą mojej wolnej woli. Ja wybrałem takie życie, uwiedziony mitem fałszywej wolności, i z własnej woli brnąłem w to coraz głębiej. A przecież wychowanie otrzymałem religijne, wartościowy katolicki dom, wspólne czytanie „Trylogii” pod choinką, lepienie lampionów na Pasterkę. Nikt w naszej rodzinie nie był w tzw. partii, wszyscy rzetelni antykomuniści.

        Myślę, że otrzymałem wtedy zaczyn, który błyskawicznie zaczął dawać owoce, gdy Łaska Ducha Świętego powiała nad mym zagrożonym zbawieniem.

        Tym bardziej boli mnie los młodych ludzi w dzisiejszym świecie. Zupełnie pogubionych, karmionych kłamstwem tam polukrowanym, jak nie było nawet za komuny. Oni zazwyczaj nie otrzymują tej siły ducha, którą potrafiło dać dawniejsze katolickie wychowanie.

  23. słońce said

    właśnie dopiero przeczytałam artykuł ks. Knotza.Nie widzę w nim nic złego, żadnej erotomanii w tym artykule też nie ma…wszystko na spokojnie……

  24. Marek said

    Nawiązując do dyskusji chciałem jeszcze dodać głos popularnego duszpasterza
    ks. Marek Dziewieckiego, który mówi tak :

    „W odróżnieniu od aniołów, jesteśmy kimś kto jest wcielony, a więc nie jest tylko świadomością, wolnością, miłością, ale jesteśmy też cieleśni. Ponieważ jestem kimś cielesnym to moją miłość którą okazuję i którą ktoś mi okazuje, ona też ma wymiar cielesny, najbardziej widoczny przez czułość. W relacji małżeńskiej ta czułość przybiera formę aż tak wielką, że kobieta wpuszcza do swojego wnętrza mężczyznę. Szczyt czułości, zaufania i bliskości. Szczyt, bo mężczyzna jest aż wpuszczany przez kobietę do jej wnętrza. I to jest istota seksualności – najsilniejszy gest czułości między kobietą i mężczyzną, który wymaga najsilniejszej więzi, czyli tylko z Tobą i na zawsze.

    Celem seksu jest więc wyrażanie miłości, tylko Tobie i na zawsze w najwyższej formie czułości.

    Wielu księży kiedy rozmawia z młodymi mówi: pamiętajcie miłość ma być płodna. Najpierw ma być miłość. Małżonkowie nie ślubują sobie płodności, ślubują sobie miłość.

    Kobieta jest płodna 16-18 godzin w cyklu. Mężczyzna jest płodny zawsze. A para jest płodna teoretycznie do 6 dni, bo plemnik może poczekać w narządach rodnych kobiety 4-5 dni. Co więc nam Bóg mówi przez tą rzeczywistość? Otóż Bóg mówi że istotą współżycia seksualnego jest okazywanie miłości, nie przekazywanie życia. Płodność jest czymś wyjątkowym w cyklu, to jest ¼ czy nawet 1/6 cyklu. Bóg zarządził więc, że płodność jest czymś wyjątkowym, a współżycie seksualne ma jako cel główny stałe wyrażanie miłości.”

    Takie jest stanowisko Kościoła w sprawie małżeńskiego seksu.
    Prywatne objawienia nie są dla nas katolików wiążące ( zresztą są niespójne i wzajemnie sobie przeczą dlatego Kościół odnosi się do nich z dużą rezerwą). Natomiast stanowisko Kościoła jest wiążące. Roma locuta causa finita.
    W latach siedemdziesiątych w Duszpasterstwie Akademickim we Wrocławiu pobieraliśmy z żoną ( wtedy jeszcze narzeczoną ) nauki przedślubne i słyszeliśmy dokładnie to samo co mówi dzisiaj ks. Marek Dziewiecki.
    Nasi bracia żyjący w dawnych wiekach myśleli, mówili i działali zupełnie inaczej niż my. Święci Kościoła mylili się wielokrotnie choćby z braku wiedzy, która dla nas jest podstawowa i oczywista. Jeżeli próbowali doradzać małżonkom w sprawach intymnych to opierali się na dostępnej wiedzy w tym temacie w tamtych czasach.
    Pan Jezus zapewnił nas, że Jego słowa ( czyli Ewangelia ) nie przeminą. Wszystko inne się zmienia. Przemija postać tego świata.

    • KRYSTYNA said

      http://www.apokalipsa.info.pl/archiwum_ks_natanka/2011-06-25_video_tajemnica_malzenstwa.htm

    • bardo said

      Panie Marku, wypisuje Pan takie horrenda że albo Pan ma w głowie zupełny bałagan myślowy, albo to jest bluźnierstwo lub prowokacja. Co to niby ma znaczyć, że „Bóg mówi, że istotą współżycia seksualnego jest okazywanie miłości, nie przekazywanie życia”. Bóg mói – i to setki razy, w
      różnych przekazach – dokłądnie odwrotnie!

      Pan sobie przykrawasz z prawd wiary to, co Panu wygodne, żeby spokojnie móc sobie figlowac ile wlezie a Pana Boga postawić do kąta, bo stworzył „nieżyciowe przykazania”?

      Opamietaj się, człowiecze. Święci Boży wedle Ciebie nie mieli naszej wiedzy wiec „się mylą” do tego „niejednokrotnie”? Bo nie słyszeli o tabletkach wczesnoporonnych i bieliźnie erotycznej? Na to wychodzi z twego gadania. Poczytaj sobie c zasem na dobranoc, zamiast siegac po pisemko erotyczne, co o duchowosci ludzkiej pisza dawni święci, z jaka znajomościa człowieka, z jaka głębia, o której tylko mogliby pomarzyć niejedni dzisiejsi „naukowcy”.

      Dla przeżywania miłości Pan Bóg dał nam duszę nieśmiertelną, a do jej okazywania – mowę, spojrzenie, dotyk, uśmiech i tysiące innych sposobów, które z seksem nie mają nic wspólnego. Akt seksualny jest wyłącznie częścią fizlojogii ludzkiego ciała, aktem rozpłodu gatunkowego.

      Okazuj sobie Pan przy pomocy fiuta i łechtaczki co tam chcesz, i ludź siebie i partnerkę, że tu chodzi o „miłość” – ale tego oczywistego faktu nie zmienisz: że seks jest nam dany po to, aby spłodzić potomstwo. To jak będzie wyglądała ta „miłość” gdy już nie będziecie mogli? Weźmiecie sobie trzecioego?

      Geje, którzy się rż..ą jak króliki, też uwielbiają to gruchanie o „miłości”, zwłaszcza jak sobie wypiją. Potrafią wtedy dozgonnie przysięgać, nosić kwiaty. A zaraz potem lecą „zaliczać” nastepnego. Natura meska jest taka, że ma wbudowany instynkt łowczego, a jego częścią jest promiskuityzm. Czyli niepowściagliwa seksualność, ktorej nie postawiono obyczajowej tamy.

      Miłość można okazywać ofianym czynem, poświęceniem, jest tysiąc sposoobów okazywania miłości. NIe brudź tego aktem wkładania w odpowiednie miejsce drugiego ciała tego swego „klejnotu” jak to nam malowniczo w swoim poprzednim poscie opisałeś.

      I nie przykrawaj sobie religii io przykazań na miare swoich cielesnych pożadań a także mitów „miłości”, które do nich doklejasz..

      • słońce said

        mało miłości w tym tekscie……oj mało…a dużo wściekłości…..brrrrrrr…..i te słowa”akt rozpłodu gatunkowego”….brrrrr to nie duchowe wcale……i nie od Boga pochodzi….brrrrrr………choć bardzo dosadnie to z dużą racją…….chyba rozumiem. o co Ci chodziło w tej wypowiedzi………biedna ta nasza seksualność. tak bardzo wystawiona na próby….wszelkiego rodzaju…..i jeszcze braki miłosci z dzieciństwa w tym właśnie się uwidaczniają….oj biedni my Boze …..nie potrafimy sobie z tym Twoim darem poradzić…..ale Ty to wiesz Panie……

        • bardo said

          Ja po prostu „wściekam się”, gdy widzę że szatan tak skutecznie, jak to widać tu i ówdzie w tej dyskusji, przebiera się za anioła miłości i ludzie mu wierzą. To jest szatańskie zwodzenie.

          U Valtorty Chrystus mówi wyrażnie, że seks jest „częścią naszej zwierzęcości”. No bo tak jest – to są narządy rozrodcze i tyle. A On chce nas widzieć w niebie – podobnych do Siebie czyli całkowicie duchowych. Inaczej wstępu tam nie ma.

          Nie chodzi mi o to, aby być Savonarolą czystości małżeńskiej – nie mnie sadzić – grzesznikowi jak mało kto i nie mnie innych nawracać. Ale mam obowiązek dawać świadectwo – bo dostałem Łaskę opamiętania się dosłownie na chwilę przed kompletnym „zezwierzęceniem” – czyli poddaniem sie władzy seksu, uczynieniem z niego osi każdego dnia i nocy, obsesji moich mysli i podświadomych dążeń. No, po prostu – opętania seksem. Wielu moich dawnych kolegów dalej pogrąża się w tym bagnie, bo niestety, w życiu mężczyzny nieograniczonego małżęństwem, z upływem lat jest z tymi sprawami coraz gorzej. (Jest takie porzekadło, chyba bardzo słuszne: „w starym piecu diabeł pali”).

          Dlatego jestem pewien, że musimy stawiać sobie tamy seksualnosci i co więćej je pokochać, bo one – coraz głębiej rozwijają w nas duchowość i gaszą w nas wilczy instynkt. Upodabniają nas coraz bardziej do Bożych owiec i takich chce nas widzieć Chrystus. On do takich się przybliży i weźmie je na ręce.
          Pozdrawiam 🙂

        • Agnieszka said

          Bardo, nie irytuj się tak bardzo.
          Wszyscy wiemy, że seks nastolatków, życie na kocią łapę, seks oralny, analny, homoseksualizm, antykoncepcja itp. są grzechem. I o. Knotz to wie, i czytelnicy tego bloga.
          Ale nie dajmy się zwariować. Mówimy o współżyciu w małżeństwie, które przecież jest czymś normalnym. Każdy ksiądz Ci powie, że poprzez seks małżonkowie okazują sobie miłość. Seks nie służy tylko i wyłącznie prokreacji. Bo gdyby tak było to zarówno współżycie w czasie niepłodnym jak i w ciągu 9 miesięcy ciąży byłoby grzechem, a tak przecież nie jest.
          Nie popadajmy w paranoje. Żeby ktoś nie pomyślał, że współżyć wolno małżonkom te powiedzmy dwa, trzy razy w życiu, kiedy chcą począć dziecko 😉

        • JO said

          Wg pewnych objawien danych przez Pana Jezusa wspolzycie w czasie ciazy jest grzechem i to ciezkim.

      • az said

        „Akt seksualny jest wyłącznie częścią fizlojogii ludzkiego ciała, aktem rozpłodu gatunkowego.”
        To jest wierutne kłamstwo.
        Nie wiem skąd taki pomysł, ale na pewno nie pochodzi z Kościoła Katolickiego. Raczej z kręgów Kościołowi wrogich, które właśnie takim seks chciałyby uczynić. Sprowadzić go do fizjologii pomijając duchowość, piękno i miłość pochodzące od Boga. Ale dość o tym, kto chce ten pozna. A ty jesteś strasznie skrzywdzonym człowiekiem. Mimo współczucia dla Ciebie przypominam – nie rozgłaszaj kłamstw. Negując dobro i piękno małżeńskiej seksualności jesteś jak ten, który zamienia słodycz na gorycz. Biada ci.

        • Marek said

          Mocno powiedziane .
          Nasz przyjaciel Bardo wpadł z jednej skrajności w drugą jak o tym pisałem w innym artykule. Nie miałem jednak tyle odwagi aby go napiętnować jako kłamcę, ale myślę, że tak trzeba. Przytaczałem stosowne fragmenty ze strony 532 Katechizmu Kościoła Katolickiego wydanego niedawno bo w 1994 r.( prezent dla nas od Jana Pawła II) na temat miłości małżeńskiej, ale nie sądzę abym przekonał gorliwych czytelników prywatnych objawień.
          Swoją drogą dobrzy byłoby gdyby Kościół np. w formie listu pasterskiego ostrzegł wiernych przed fałszywymi proroctwami. Ten problem nie był znaczący dopóki nie było powszechnego dostępu do internetu. Dzisiaj obserwujemy zalew objawień i przepowiedni, trudno się bronić przed nimi bez wsparcia Kościoła.

        • Agnieszka said

          Miałam się nie wypowiadać, ale jednak…
          Myślę, że Bardo dokonał rzeczywiście czegoś niesamowitego, wydostał się z bagna homoseksualizmu. Nie wiem, czy takie rzeczy się jeszcze zdarzają, bo w dzisiejszym świecie gej, czy transseksualista to „normalna” sprawa, a my powinniśmy być „tolerancyjni”….
          No więc super, że mu się udało.
          Ale mimo, że minęło tyle lat od tego momentu, uważam na podstawie wypowiedzi, że Bardo jest potwornie zraniony (nie ma się czemu dziwić). Dlatego nie jest w stanie założyć rodziny, bo jego doświadczenia seksualne po prostu mu na to nie pozwolą. Dla niego w tym momencie każdy rodzaj seksu (w tym tego czystego, małżeńskiego) jest grzechem.
          To przykra sprawa. Bardo, są modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne. Są też Msze Św. o uzdrowienie, księża modlą się też m.in. właśnie o uzdrowienie z depresji, poczucia winy, lęków, zranień wynikających z przekraczania bariery czystości itp. Znajdziesz kalendarz z Mszami na stronie:

          http://www.se.neteasy.pl/

          Pozdrawiam wszystkich!

    • szach said

      Jakoś wszyscy ci ,którzy jakieś wizje mieli,święci do nich przemawiali itp. dziwy, odeszli od zdrowej nauki Kościoła. Mamy stawiać jakieś wątpliwe wizje nad to co mówi Kościół ? Marku ,Agnieszko- macie rację. Ja tak samo widzę te sprawy i mało mnie przekonują ci, co w młodości używali życia, a teraz wpadają w drugą skrajność i nauczycielami chcą zostać ,sugerując innym dźwiganie ciężarów, których sami nie nosili nigdy.

      • Marek said

        Chciałem uzupełnić moją wypowiedź w temacie małżeńskiego seksu.

        Jeszcze raz podkreślam, że stanowisko Kościoła jest jednoznaczne w tej dziedzinie.
        Po pierwsze: współżycie seksualne jest wyrazem miłości małżonków, miłości, którą sobie przysięgają, a przysięgi trzeba dotrzymywać.
        Miłość jest przeciwieństwem egoizmu, dlatego należy potępić wszystkie egoistyczne zachowania w sferze seksualnej bo one czynią ją ” nieczystą”.
        Po drugie: seks małżeński musi być otwarty na nowe życie.
        Dlatego finałem miłosnego zjednoczenia małżonków musi być wytrysk nasienia mężczyzny w pochwie kobiety. Seks oralny jest więc grzechem a pieszczoty oralne nie są, chyba, że krępują współmałżonka.
        Wszystkie członki ciała są równoprawne, nie ma podziału na czyste i nieczyste.
        Zresztą dyskusja na temat zasadniczych funkcji małżeństwa katolickiego jest odkrywaniem Ameryki. Kościół wypowiadał się na ten temat tysiące razy.
        Wystarczy wziąć Encyklikę ” Humanae Vitae” ( wpisać w Google i przeczytać) i sprawa jest jednoznaczna.
        Domyślam się skąd zamieszanie w tej kwestii. Otóż witryna,na której publikujemy zajmuje się głównie prywatnymi objawieniami. Wielu czytelników wierzy w ich treść bez zastrzeżeń, co więcej sięga po inne objawienia i studiuje je z zapałem. Wizjonerzy w swoich dziełach relacjonują rygorystyczne wypowiedzi Pana Jezusa i Świętych Pańskich w sprawach małżeńskiego pożycia.
        Ale tu rodzi się pytanie? Dlaczego Kościół uznał tylko niektóre z objawień
        ( bardzo mały ułamek ), niechętnie je publikuje, niektóre ukrywa a inne wyraźnie potępia?
        Wspomniane w dyskusji objawienia Marii Valtorty Kościół zdecydowanie odrzucił.
        Wypowiedział się w jej sprawie kardynał J. Ratzinger w 1985 r.

        Inne objawienia przeczą sobie wzajemnie dlatego należy je odrzucić na zdrowy rozum.
        Powiem szczerze, że sam chętnie ulegam urokowi przepowiedni, szczególnie tym, które gloryfikują naszą biedną Ojczyznę, ale w końcu przyznaję rację mojej żonie, która zalicza je do baśni.
        My katolicy wierzymy, że tylko papież jest nieomylny w sprawach wiary i moralności więc musimy kierować się wykładnią Św. Magisterium, przez które działa Duch Św. w Kościele.
        Oczywiście sami również musimy prosić Ducha Św. o oświecenie w tych i innych ważnych sferach życia ludzkiego.
        Jeszcze raz przypominam, że Święci bywali omylni.
        Św. Tomasz z Akwinu uważał, że dziecko otrzymuje duszę dopiero 4 tygodnie po poczęciu, Św. Augustyn sformułował teorię o predestynacji czym zainspirował Kalwina, Św. Paweł z Tarsu namawia do bezżenności bo wierzy, że wkrótce nastąpi paruzja i koniec świata a więc nie warto się żenić.
        Nie przeszkadza to, że byli oni tytanami ducha i nieśli kaganek oświaty, ale nie byli doskonali więc ich poglądy nie mogą być dla nas wykładnią postępowania.
        Antropologia ( nauka o człowieku ) nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, niewykluczone więc, że kiedyś zmieni się pogląd na ludzką seksualność.
        Ewoluują też kościelne obyczaje i przykazania w ciągu wieków ( np. celibat ).
        Pojawiają się nowe dogmaty.
        Dlatego opieranie swoich poglądów na objawieniach Św. Brygidy czy innych mistykach jest nonsensem. (Nawiasem mówiąc jestem zafascynowany epoką Średniowiecza i uważam ją za najwspanialszą kartę w dziejach Kościoła i ludzkości).

        Zgadzam się z tezą, że szatan próbuje w naszych czasach przeprowadzić rewolucję seksualną aby nas upodlić i zniszczyć.
        Dlatego rozumiem emocje młodego człowieka ( tak mi się wydaje) o pseudonimie Bardo, który doświadczył tylu strasznych pokus diabelskich.
        Polecam go Św. Józefowi aby wyjednał mu uleczenie z tych wszystkich zranień i przywrócił mu radość życia (daj Boże w małżeństwie).
        Nie mogę się wypowiadać na temat homoseksualizmu ale gorąco przestrzegam przed próbami powszechnej wśród młodzieży masturbacji .
        Sam miałem z tym problemy i dopiero w małżeństwie zdołałem się opanować.
        Znam młodych ludzi, którzy ożenili się i nadal nie mogą się uwolnić od nałogu.
        Masturbacja niszczy duszę, ciało i psychikę mężczyzny. ( Nie wypowiadam się co do kobiet ). Zabiera człowiekowi najpiękniejsze lata młodości.
        Salezjanie propagują wśród młodzieży sport i rozwijanie zainteresowań aby temu przeciwdziałać.
        Ja proponuję ćwiczenia siłowe, które osłabiają napięcie seksualne i angażują emocjonalnie. Zalecam natomiast umiar w małżeństwie bo można wtedy zaniedbać żonę.

        Inna pokusa, to popularny egoizm, który daje znać o sobie w sferze seksualnej. Zdobyłem przed ślubem mnóstwo wiedzy na temat kobiecej psychiki ( wiedzy teoretycznej ), ale w praktyce często koncentrowałem się na własnych przeżyciach podczas współżycia zaniedbując oczekiwania mojej żony. Dopiero po latach kiedy przeżycia trochę osłabły wyzbyłem się tego egoizmu.
        Trzecia szatańska intryga nosi nazwę: Powiększanie penisa.
        Często pojawia się w internecie reklama : Zadbaj o swoją męskość, swoje zdrowie, rozmiar ma znaczenie itp.
        Otrzymałem kiedyś w poczcie podobną reklamę i link do odpowiedniej strony.
        Na stronie przeczytałem, że prawie każdy mężczyzna po pięćdziesiątce ma kłopoty z prostatą a jedynym skutecznym lekarstwem są ćwiczenia Kegla.
        Dodatkową zaletą tych ćwiczeń jest spotęgowanie doznań, stuprocentowa erekcja, opanowanie przedwczesnego wytrysku itd.
        Przy okazji ćwiczenia przyczyniały się do powiększania penisa o ile zastosować dodatkowo metodę Jelq.
        Proszę powiedzieć który mężczyzna nie uległby takiej sugestii. Uległem i ja a skończyło się to długotrwałą depresją, o której już pisałem w innym poście.
        Kilka lat wyjęte z życiorysu.
        Nie poruszam tutaj innych zagrożeń w małżeństwie, piszę tylko o moich doświadczeniach.
        No cóż. Trzeba czuwać i modlić się bo szatan krąży jako lew ryczący.

        Co do kar czyśćcowych za grzechy nieczyste to myślę, że w ramach pokuty Pan Bóg w swoim Miłosierdziu często pozwala nam zebrać owoce naszych działań i cierpieć już tu na Ziemi ( jak choćby depresję, którą można trochę porównać do mąk piekielnych ).

        Jeśli ktoś z rozmówców miałby ochotę szczerze i dogłębnie podyskutować na poruszone wyżej tematy to mogę podać mu podać mój adres e-mail.
        Serdeczne pozdrowienia dla wszystkich forumowiczów.

  25. nati said

    generalnie to mam mętlik w głowie już…
    6 lat po ślubie, 2 dzieci ( jedno poczęte przed ślubem „nieplanowane”, ale oczekiwane z radością, jedno po ślubie, wymodlone przez wstawiennictwo św. Dominika Savio).. jako, że z obecnym mężem ( wcześniej chłopakiem ) współżyłam przed ślubem, to wtedy było wszystko mi jedno i „wszystkie chwyty dozwolone”..
    W małżeństwie przechodziłam wiele etapów, metoda o-t wg Rotzera, wspomagając się prezerwatywami w dniach płodnych lub po porodzie i połogu.. później delikatnie dawałam do zrozumienia mężowi, że pora skończyć z seksem oralnym ( taaa.. tylko mi powiedzcie jak to zrobić, skoro do tej pory było ok, a ja tu nagle wyskakuję, że nie chcę, bo to grzech; wyśmiał mnie, a później było mu przykro, że nie chcę, a kiedyś to sama się do tego zabierałam, myślał, że nie jest dla mnie atrakcyjny, a nie umiał zrozumieć, że to ja dojrzałam w końcu do tego, żeby tego nie robić..) prezerwatywy odstawiliśmu defnitywnie, obecnie tylko o-t ze sporym powodzeniem, mąż się nie burzy, choć czasem go nosi w dni płodne, ale daje radę… rozbraja mnie jak już się coś zaczyna dziać, a on wtedy się pyta, „ale czy dziś możemy..??”

    ale jeśli chodzi o grę wstępną to naprawdę myślałam, że skoro stosunek jest pełen, to te wszystkie pieszczoty, które miały miejsce wcześniej nie są złe, że właśnie budują tą więź między małżonkami, że cali jesteśmy dla siebie i nie brzydzimy się swoich ciał, swojej nagości.. a tu niektórzy piszą, że tak nie można..
    a co z miejcem, skoro czasem zdarza nam się kąpać razem pod pryszcnicem i tam dojdzie to współżycia to też źle?? bo powinniśmy po ciemku w łóżku.. a pod prysznicem czy w dzień na siedząco na kanapie to można przecież podciągnąć to pod wyuzdanie??

    sama już nie wiem, nie chcę tworzyć swojej religii, że skoro nie czuję wyrzutów sumienia, to jest wszystko dobrze, ale nie chce też popadać w paranoję, że za chwilę oznajmię mężowi, że żyjemy w celibacie..
    swoją drogą co jest większym grzechem, kłótnia z mężem, odpychanie go od siebie, a może i popychanie do zdrady czy nadal normalne współżycie i stopniowe modyfikowanie go??
    znam przypadek, że mąż będąc w stanie chorobowym wymuszał trochę na żonie współżycie ( odmowa pogarszała jego stan ), a ona nie chcąc zajść w ciążę ( byłoby to też nie wskazane ze względu na leki brane przez męża ) stosowała prezerwatywy po konsultacji z księdzem, który jej na to pozwolił…

    czy jest ktoś napradę mądry w tym temacie i nieomylny??

    • Dzieckonmp said

      Nati@ wy jako małżeństwo macie być jednością i nic nie zmieniaj samodzielnie chyba że razem postanowicie. Najważniejsze jest abyście zawsze byli razem , abyście się kochali, nie pokazywali niesmakiem drugą połową. Możecie między sobą rozmawiać na te tematy i wspólnie podjąć decyzję że coś w dotychczasowym sposobie życia zmienicie, ale nigdy tak że Ty coś sobie nagle umyślisz i powiesz dość. Wpis nie jest po to aby współczynnik rozwodów zwiększyć.To by była moja osobista tragedia. jest raczej po to aby móc zobaczyć jak inni w tych sprawach się zachowują i co z tego co inni pokażą jako piękne my jako para moglibyśmy wziąć dla siebie.

    • Biznes Info said

      Jestem omylny, ale odpowiem.

      W/g mnie różne małżeństwa są na różnych etapach przyjaźni z Bogiem, a niektóre nawet daleko od Niego. Jeżeli nawet w takim bardzo grzesznym małżeństwie występuje miłość do drugiej osoby (najlepiej żeby była wzajemna), to mimo ciągłych grzechów (np polegających m.in. na nieprzepisowym współżyciu), uważam że takie małżeństwo wzrasta. Druga sprawa to taka że nawet jeżeli w związku małżeńskim znajdą się dość religijni ludzie, ale nie ma miłości (a nawet ufności, czy przyjaźni) lub jest dominujący strach między nimi to myślę że takie małżeństwo się degraduje a z nim i małżonkowie.

    • żona said

      nie wiem czy jestem mądra, ale na pewno nie jestem nieomylna. Nie będę więc dawać żadnych rad. Ale proszę Nati powiedz skąd Twoje stwierdzenie: bo powinniśmy po ciemku w łóżku. Dlaczego tak uważasz? Jest coś takiego w Piśmie św., w Katechizmie KK, w encyklikach, listach biskupów? Bo mi choć mam już swoje lata, dłuuugi staż małżeński, dzieci, wnuki nigdy nawet nie przyszło do głowy, że gdzieś, gdzie jest zachowana intymność, nie wolno. Nie odważyłabym się na takie zachowanie na ławce w parku, w pustym przedziale w pociągu itp. miejscach, choć byśmy mieli obydwoje nie wiem jak wielką ochotę, krótko mówiąc w miejscach publicznych, gdzie ktoś mógłby wejść, gdzie byłby narażony na nieprzyjemny dla niego widok, może nawet na szok (dziecko). Ale już na polanie w lesie (w dużym pustym lesie żeby nie było nieporozumień) jak najbardziej. Pod prysznicem dlaczego nie?
      Myślę, że to co mówi i pisze o. Knotz jest właśnie odpowiedzią na wszystkie niepotrzebne i dręczące katolików w tej delikatnej materii skrupuły, które biorą się nie wiadomo skąd. Kiedyś kupiłam „Puzzle małżeńskie” o. Knotza i podarowałam tę książkę mojemu dorosłemu żonatemu synowi i synowej na ich rocznicę ślubu. W trosce o to, by byli dobrym małżeństwem. Kłopotów i problemów im w życiu i tak nie zabraknie, ale po co jeszcze dręczyć się dodatkowo pytaniami, które może są właśnie jakimiś diabelskimi podszeptami, aby obrzydzić to co ma być piękne. Wprowadzić zamęt. A piękna ma być cała małżeńska miłość, we wszystkich aspektach, tym fizycznym również. I dobrze, że znalazł się o. Knotz, który odważył się o tym mówić.

  26. Ferox said

    Znam ludzi, którzy prowadzą z nim rekolekcje podczas gferii zimowych…

    gdyby ktoś chciał jechać, to niech da znać na wazelina12@interia.pl

    nie wiem ile jest jeszcze miejsc, ale można coś wykombinować…

    pozdrawaim i niech Pan bęxdzie z Wami +

  27. Tuptusia said

    Podaję fragment z OBJAWIEŃ ŚW.BRYGIDY, całość na stronie http://www.objawienia.com

    Słowa pochwalne dla Pana Boga od Zastępów Anielskich i o tym jak by się dzieci rodziły, gdyby pierwsi rodzice nie zgrzeszyli oraz o tym jak Bóg okazał cuda ludziom przez Mojżesza, a także nam później On sam przy własnym przyjściu. O zepsuciu cielesnego małżeństwa w czasach obecnych i o warunkach małżeństwa duchowego.

    Rozdział 26

    Zastępy Aniołów stały przed Majestatem Bożym i całe to Wojsko mówiło: „Niech Ci będzie cześć i chwała, Panie Boże, który jesteś i byłeś zawsze bez końca! My Słudzy Twoi jesteśmy i dla trzech przyczyn Ciebie wielbimy i chwalimy.

    Najpierw, żeś nas stworzył, byśmy się z Tobą weselili i dałeś nam światłość nieopisaną, byśmy się w niej na wieki cieszyli. Po wtóre, że wszystkie rzeczy zostały stworzone i są podtrzymywane dzięki dobroci i wierności Twojej, a wszystko według woli Twojej stoi i na Twoje słowo zostaje. Po trzecie, boś stworzył człowieka i dla niego przyjął człowieczeństwo, z czego jest nam niezmierne wesele. I z powodu Twej Przenajczystszej Matki, która Ciebie zasłużyła porodzić, którego Niebiosa nie mogą pojąć ani ogarnąć. Przeto niech będzie chwała i błogosławieństwo Twoje nad wszystkimi za godność anielską, którąś tak wysoko wyniósł i uczcił.

    Niechaj będzie Twoja wieczność i niezmienność nad wszystkimi rzeczami, które stałe są i być stałe mogą. Niech będzie Twoja miłość nad człowiekiem, któregoś stworzył. O Panie Boże, tylko Ciebie trzeba się bać dla wielkiej mocy Twojej, tylko Ciebie pożądać dla Twej wielkiej miłości, tylko Ty powinieneś być kochany za wierność Twoją. Niech będzie Tobie chwała i cześć na wieki bez końca. Amen!”.

    Wtedy Pan nasz rzekł: „Czcicie mnie z godnością za wszelką stworzoną istotę, ale powiedzcie mi, czemu mnie za człowieka chwalicie, który mnie do gniewu pobudza bardziej niźli inne stworzenie? Stworzyłem go zacniejszym niż wszystkie inne niższe stworzenia pod niebem i dla nikogo nie cierpiałem takich rzeczy niegodnych jak dla człowieka i nikt nie został zbawiony tak wielkim kosztem. Albo które stworzenie nie trzyma się swojego nadanego porządku tak jak człowiek? On więcej mi smutku zadaje niż jakiekolwiek inne stworzenie.

    Tak jak was stworzyłem dla chwały i czci mojej, tak też człowieka stworzyłem dla czci mojej. Dałem mu ciało jak duchową świątynię i stworzyłem, i włożyłem doń duszę jak pięknego anioła, bo dusza ludzka ma siłę i moc jak anioł. W tej świątyni ja – Bóg i Stwórca człowieka – zechciałem być jako trzeci, aby mógł się cieszyć i weselić we mnie. Potem stworzyłem mu jeszcze jedną świątynię, podobną jemu, z jego żebra.

    Ale teraz, Oblubienico ma, dla której te wszystkie rzeczy zostały opowiedziane i przedstawione, możesz zapytać, jak dzieci rodziłyby się z nich, gdyby pierwsi rodzice nie zgrzeszyli. Odpowiadam ci: zaprawdę z miłości Boskiej i wzajemnego oddania, i jedności cielesnej, którą by oboje zapałali, krew miłości zasiałaby swe ziarno w ciele niewieścim bez żadnej haniebnej rozkoszy i tak niewiasta stała by się urodzajna. Po tym jak dzieciątko poczęłoby się bez grzechu i lubieżnej żądzy, wpuściłbym w nie duszę, a niewiasta nosiłaby to dziecię i porodziła bez żadnych boleści. A dziecię zrodzone byłoby tak doskonałe jako Adam, gdy został stworzony. Tym honorem wzgardził człowiek, kiedy posłuchał czarta i zapragnął większej czci nad tę, którą ja mu dałem.

    Po tym nieposłuszeństwie, które popełnili, przyszedł Anioł mój do nich, a oni zawstydzili się swoją nagością i zaraz odczuli żądzę cielesną i namiętność oraz cierpieli od głodu i pragnienia. Wtedy też mnie stracili, którego gdy mieli, ani głodu, ani grzesznej pożądliwości cielesnej nie czuli albo wstydu, ale ja sam byłem im całym dobrem i wszelką słodyczą, i doskonałą uciechą. Gdy się tedy czart cieszył z ich stracenia i upadku, ja byłem poruszony współczuciem nad nimi i nie opuściłem ich, ale okazałem im trojakie miłosierdzie.

    Odziałem ich bowiem, gdy byli nadzy i dałem chleb z ziemi. A ponieważ czart po ich nieposłuszeństwie wzbudził w nich zmysłowość, dałem w ich nasienie duszę mocą moją boską uformowaną. I całe zło, którym ich czart kusił, to wszystko obróciłem im na dobre. Potem pokazałem im sposób życia i jak mnie mają czcić, i dopuściłem im wolno społeczności małżeńskiej używać, gdyż przed dozwoleniem i oznajmieniem mojej woli bojaźnią zdjęci lękali się złączenia. Tak też po zabiciu Abla, z ulitowania mego nad nimi pocieszyłem ich, gdy przez długi czas płakali i wstrzymywali się. A poznawszy wolę moją, znowu poczęli się łączyć i dzieci na świat wydawać, z których rodziny ja, Stworzyciel ich, obiecałem się narodzić.

    A gdy się szerzyła nikczemność synów Adamowych, pokazałem wtenczas sprawiedliwość moją grzeszącym, a wybranym moim miłosierdzie, bom ubłagany będąc, zachowałem ich od zguby, gdyż zachowywali przykazania moje i wierzyli obietnicom moim. A gdy przyszedł czas zmiłowania, przez Mojżesza pokazałem im cuda i dzieła moje i wybawiłem lud mój według obietnicy mojej. Karmiłem ich manną i szedłem przed nimi w słupie obłoku i ognia. Dałem im prawa moje i objawiłem tajemnice moje i przyszłe rzeczy przez Proroków moich.

    Po tym zaś ja, który wszystko stworzyłem, wybrałem sobie jedną Pannę z ojca i matki zrodzoną, z której wziąłem ciało ludzkie i raczyłem narodzić się z niej bez grzechu. Tak jak pierwsze dzieci w Raju mieli się rodzić przez Boską miłość, z wzajemnej miłości i czułości ojca i matki, bez żadnej haniebnej rozkoszy, tak Bóstwo moje wzięło człowieczeństwo z Panny bez naruszenia ani uszkodzenia jej dziewictwa.

    A przyszedłszy na świat w ciele jako prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, wypełniłem Stare Prawo i wszystkie pisma prorockie, jak to wcześniej o mnie prorokowano. I zacząłem Nowe Prawo, bo Stare było ograniczone i trudne do znoszenia, a nie było niczym innym jak zapowiedzią przyszłych rzeczy, które miały nadejść. Albowiem w tym Prawie Starym godziło się jednemu mężowi mieć wiele żon, aby rodzina nie zginęła bez potomstwa albo żeby nie łączyli się z pogaństwem. W moim Nowym Prawie dozwolono jednemu mężowi jedną tylko mieć żonę i zakazano, póki ona żyje, mieć więcej żon. Którzy tedy wstępują w stan małżeński z miłości Boskiej i dla czci Bożej lękają się przed rozmnażaniem i wychowywaniem dzieci, są moją Duchową Świątynią, w której chcę z nimi mieszkać jako trzeci.

    Ale ludzie tych czasów z siedmiu przyczyn do tego stanu wstępują. Najpierw, dla piękności twarzy. Po drugie, dla bogactwa. Po trzecie, dla podłej przyjemności i nieprzyzwoitej uciechy, które mają z żądzy nieczystej. Po czwarte, dla urządzania zabaw z przyjaciółmi i niepomiarkowanego obżarstwa. Po piąte, dla próżnych strojów i pokarmów, i żartów, rozrywek i gier oraz innych pustot. Po szóste, dla potomstwa; ale nie żeby było wychowane na cześć Bogu albo dla dobrego dzieła, lecz dla bogactw ziemskich i honorów. Po siódme, łączą się dla rozpusty ciała i w pożądliwości wszeteczeństwa żyją jako bydło.[1]

    Oni przychodzą zgodnie do drzwi mego Kościoła, ale wszystkie ich pragnienia i myśli wewnętrzne są mi zupełnie przeciwne. Wolę swoją, która dąży do przypodobania się światu, przedkładają nad wolę moją. Gdyby bowiem myśl ich i pragnienie były ku mnie skierowane, a wolę swoją powierzyliby w moje ręce, zawierając związek małżeński w bojaźni mojej, wtedy dałbym im moje pozwolenie i byłbym trzeci z nimi. Teraz zaś pozwolenie moje, które powinno być im najcenniejszym skarbem, nie jest z nimi, bo w sercu ich jest pożądliwość a nie miłość moja.

    Potem przystępują oni do mego Ołtarza, gdzie słyszą, że w nich ma być jedno serce i jedna dusza, ale wtenczas moje serce uchodzi od nich, bo oni z serca mego nie mają ciepła i nie mojego Ciała znają smak. Szukają bowiem ciepła prędko przemijającego i kochają ciało, które robactwo ma pożreć. Dlatego tacy łączą się w małżeństwo bez zjednoczenia od Boga Ojca, bez miłości Syna i bez pociechy Ducha Świętego. Gdy zaś ta para przychodzi do łoża, zaraz Duch mój odstępuje od nich, a duch nieczystości przystępuje, bo to czynią tylko dla wszeteczeństwa, a o niczym innym wspólnie nie rozmawiają ani nie myślą.

    Ale miłosierdzie moje jeszcze jest z nimi, gdyby się nawrócili. Z wielkiej bowiem miłości posyłam ja w nasienie ich duszę żyjącą, mocą moją stworzoną. Dopuszczam czasem, że ze złych rodziców niekiedy rodzą się dziatki dobre, jednak częściej ze złych rodzą się złe, bo takie dzieci rodziców nieprawości naśladują jako mogą i więcej by naśladowali, gdyby im to cierpliwość moja dopuściła. Taka para małżeńska nigdy nie zobaczy Twarzy mojej, chyba żeby pokutowała. Bo nie ma takiego grzechu ciężkiego, którego by pokuta nie zmyła.

    Z tej przyczyny zwrócę się do małżeństwa duchowego, jakie Bogu przystoi mieć z ciałem czystym i z duszą czystą. W tym bowiem małżeństwie siedem dobrych jest rzeczy, przeciwnych wspomnianym złym. Po pierwsze, nie pragnie się w nim piękna postaci czy piękna ciała ani pożądliwego spojrzenia, ale tylko Bożej miłości i Bożego spojrzenia. Po drugie, nic nie mieć, tylko co konieczne do życia, nic nazbyt nie mając. Po trzecie, wystrzegać się słów próżnych i dwornych. Po czwarte, nie starają się widzieć przyjaciół ani rodziny, tylko ja jestem ich miłością i pragnieniem. Po piąte, pokorę pragną zachować wewnątrz na sumieniu swoim a na zewnątrz w odzieniu. Po szóste, nigdy nie mają woli wieść lubieżne życie. Po siódme, Bogu rodzą synów i córki przez własne dobre postępowanie, dobry przykład i opowiadanie duchowych nauk.

    Ci tedy stoją przy Kościele moim, kiedy wiarę nienaruszoną zachowują i pozwalają mi, a ja daję im pozwolenie. Przystępują do Ołtarza mego i z Ciała i Krwi mojej czerpią radość, w której to radości sercem jednym i ciałem jednym, i wolą jedną chcą być ze mną, a ja – prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek – możny w Niebie i na ziemi, będę trzeci z nimi i będę napełniał ich serca.

    Małżonkowie światowi zaczynają swe małżeństwa od haniebnych pragnień jako bydlęta, a nawet gorzej niż te bydlęta! A ci zaś duchowi małżonkowie zaczynają w miłości i bojaźni Bożej, nie chcąc się nikomu podobać tylko mnie. Zły duch napełnia i podjudza światowe małżeństwa do cielesnych pożądań, w których nie ma nic innego tylko odór. A ci z duchowego małżeństwa są wypełnieni moim Duchem i rozpaleni ogniem mojej miłości, który nigdy ich nie opuści.

    Ja jestem jeden Bóg w trzech Osobach, jeden w Bóstwie z Ojcem i Duchem Świętym. I jako bowiem niepodobna rozdzielić Ojca od Syna, a Ducha Świętego od Nich obu, i jak niemożliwe od ognia oddzielić ciepło, tak też niemożliwe jest duchowych małżonków oddzielić ode mnie; ja jestem zawsze trzeci razem z nimi. Raz bowiem Ciało moje było spustoszone i umarłe w męczarniach, ale nigdy więcej nie będzie zranione ani umierać. Podobnie też ci nigdy ode mnie nie będą opuszczeni, którzy mi się przez wiarę prawdziwą i wolą doskonałą oddają. Albowiem gdziekolwiek stoją, siedzą albo chodzą, ja jestem zawsze trzeci z nimi”.

    • Tuptusia said

      Jeśli poważnie myślisz o swoim zbawieniu, powinieneś czytać te Boże objawienia codziennie aż do śmierci gdyż diabeł będzie robił wszystko co w jego mocy byś przestał je czytać tak, byś o nich zapomniał i popadł znowu w grzech.

      Nie zapomnij wydrukować kopii tych objawień tak, byś zawsze miał je pod ręką jeśli przyjdą wielkie kataklizmy o ktorych ostrzega Biblia i nie będzie mozna polegać na zawsze dostępnej elektrzyczności.

      Książka ta jest jak zwierciadło w ktorym dusza moze widzieć plamy na sobie i uczyć się co jest miłe Bogu a co mu się nie podoba. Czytaj tę książke wielokrotnie, a nauczysz się jak masz kochać Boga i swego bliźniego, odrzucać to co ziemskie i przemijające, dążyć do tego co wieczne i niebieskie, znosić dla Chrystusa przeciwności tego świata, odrzucać jego dobrobyt i pokusy, dziękować Bogu w chorobie, nie pysznić się będąc w dobrym zdrowiu, nie być zarozumiałym w dobrobycie ani przygnębiony w czasie próby.

      http://www.saintbirgitta.com/polish

    • Marek said

      Św. Brygida pisała, że dzieci zabite przed urodzeniem ( aborcja ) idą do piekła chociaż nie cierpią mąk piekielnych. Dzisiaj Kościół uważa, że są zbawione.

      Sigrid Undset tak pisze:
      …Kiedy Św. Brygida przybyła do Neapolu ( 1372 r. ) królowa Joanna zakochała się w jej synu, lekkomyślnym Karolu Ulfssonie. Święta była przerażona, Poczęła żarliwie się modlić i jej modlitwy zostały wysłuchane. Karol dostał gorączki i umarł w kilka dni później…

      Pisałem już, że ludzie w minionych wiekach mieli poglądy na życie trochę inne niż nasze.
      Co nie przeszkadza, że Brygida Szwedzka jest wielką świętą w niebie. Ale nie wolno na podstawie jej prywatnych objawień budować nowej teologii.

  28. bardo said

    @ Szach: „Marku ,Agnieszko- macie rację. Ja tak samo widzę te sprawy i mało mnie przekonują ci, co w młodości używali życia, a teraz wpadają w drugą skrajność i nauczycielami chcą zostać ,sugerując innym dźwiganie ciężarów, których sami nie nosili nigdy”.

    Rozumiem, że pijesz do mnie. Moje wezwanie do czystości rozdrażnia cię. To potwierdza, jaka potęga upadku tkwi w seksie. Tędy diabeł zawsze ma szeroko otwarte drzwi do wnętrza człowieka. Smuci mnie to. Myślałem, że tylko homoseksualiści są tacy wyćwiczeni w samozakłamywaniu w sprawach seksu., w nazywaniu największej zgnilizny – pachnącym i ogrodami i wciskaniu tego kitu maluczkim do wierzenia. Ale jak widać – zwłaszcza we wypowiedziach Marka – nieposkromiona jurność nadal jednak strojąca się w szatki „wiernego katolicyzmu” zbiera swoje żniwo również wśród was, uczestników tego katolickiego blogu. Czytając u Marka o rozmiarach penisa i jego rozmaite pouczenia na temat gier wstępnych itd. – słyszał gadki moich dawnych kolegów od seksu i wypitki.

    Szahu – który uważasz, że „innych namawiam do dźwigania ciężarów, których sam nie nosiłem nigdy”. Niech Ci Bóg wybaczy te słowa. Zapewniam Cię, że przyjąłem i przyjmuję na siebie niejeden ciężar, o których dotkliwości może nigdy Ci się nawet nie śniło. Jeśli mówiłem o innych czasem dosadnie czy może w Twoim odczuciu nazbyt ostro – to dlatego, że ja już po prostu leciałem na dno otchłani. Wiem, jak niewinnie na początku ta droga wygląda – zaczyna się od takich właśnie „niewinnych męskich pogawędek o seksie”, od namawiań, że przecież „Bóg takimi nas stworzył, to ma”. A to jest pierwsze uchylenie drzwi szatanowi. Potem – już leci gładko, ku uciesze piekła.

    Tuptusia to rozumie – bo jako swój komentarz załączyła tu fragmenty ze Św. Brygidy, która wraz z mężem ślubowała czystość.
    Bo przecież innej drogi do Jezusa nie ma. On i Jego Matka – byli doskonale czyści. Jeśli chcemy się do Nich upodobnić – a tylko tak wejdziemy do Królestwa Bożego – inaczej tego nie zrobimy, jak przez absolutną czystość. To jest największa ofiara, jaką Bogu i Trójcy Przenajświętszej możemy złożyć.

    Marku, dziękuję za Twoją ofertę pomodlenia się za mnie do Św. Józefa. Na pewno się przyda, bo zapewniam Cię, że od lat żyjąc w czystości – jestem zarazem w swoich najbardziej „jurnych” latach (pewnie lubisz to słowo). Nie wynika więc to z tego, że „już nie mogę” – ale że już nie chcę. Pewnie – dzięki trwaniu od lat w modlitwie. Ja też będę modlił się za Ciebie – i też do Przeczystego Serca Św. Józefa – tego najskromniejszego, najbardziej dziewiczego Ojca i Męża, jaki istniał kiedykolwiek na świecie. Za ciebie i za wszystkie polskie małżeństwa – aby podążały do czystości.

    Powiedziałem już wszystko. No, prawie 🙂
    Na razie więc, moi mili. Do zobaczenia na innych forach, na tym blogu.

    • Tomasz said

      Ja Ciebie rozumiem choć i staram się innych zrozumieć. Zdrowy chorego nie zrozumie ani syty głodnego.
      Ci którzy nie poczuli tego przejmującego cierpienia upadku w otchłań grzechu nie rozumieją tych którzy w to wpadli a później aby się wydostać musieli przejść własną „drogę krzyżową”.
      Każdy lub prawie każdy przynajmniej mężczyzna miał doświadczenia z alkoholem ale nie każdy został alkoholikiem. Tak samo prawie każdy choć raz spróbował nieuporządkowanej przyjemności seksualnej ale nie każdy wpadł w jej otchłań. ITD.
      Jednak nigdy nie wiesz człowieku czy i na ciebie kiedyś to nie spadnie

    • Marek said

      Chciałem jeszcze raz zwrócić uwagę na niebezpieczeństwo wynikające z przyjmowania prywatnych objawień jako naukę Kościoła.
      Wierzymy w Świętych Obcowanie ale nie mamy fizycznej możliwości poznania ich wszystkich ( ok. 10 tys.). Znany francuski teolog Ojciec Danielou pisze, że Święci są nam dani przez Boga jako drogowskazy w poszczególnych epokach dziejów Kościoła Powszechnego. Tak więc musimy słuchać przede wszystkim Świętych i błogosławionych nam współczesnych. Jest ich wystarczająco wielu i nie musimy sięgać do objawień Św. Brygidy. Jak już pisałem Święci bywali omylni lub co najmniej dziwaczni ( dla nas ) w swoim postępowaniu. Taki na przykład Św. Orygenes ( III w.) w zapale ascetyczno-religijnym wykastrował się, za co został potępiony przez swego biskupa i odsunięty od święceń kapłańskich.
      Zrozumiałe więc, że Święci minionych wieków mają nam niewiele do powiedzenia szczególnie w sprawach dobrych obyczajów.
      Kościół dzisiaj odwołuje się najchętniej do poglądów i nauk Tytanów Ducha naszej epoki. Na dobrą sprawę wystarczyłoby przestudiować całą spuściznę Jana Pawła II aby utwierdzić się w Dobru, ale nawet to wydaje się niemożliwe z uwagi na zwykły brak czasu. Po cóż więc zawracać sobie głowę naukami Świętej Brygidy czy Katarzyny żyjących w epoce, której nie zrozumiemy.
      To zadanie dla historyków.
      Podobnie ma się sprawa z mnożeniem tysięcy modlitw rozpowszechnianych przez świątobliwe babcie z kółek różańcowych. Ja sam należę do kółka różańcowego i namawiam wszystkich do tej modlitwy. Ale w kaplicy Najświętszego Sakramentu w mojej parafii obserwuję jak codziennie pojawiają się karteczki z kolejnymi nowennami i cudownymi modlitwami do różnych Świętych Pańskich.
      Oczywiście, nie ma obowiązku przejmowania się tym, ale jest to chyba objaw pewnej niestabilności w wierze. (Modlę się do wybranego patrona, a jeśli nie ma efektu zwracam się do następnego).
      Szatan działa tak aby wytrącić nas z równowagi duchowej. Podstawą tej równowagi jest pokora czyli umiejętność widzenia siebie w prawdzie.
      Pokora jest więc czymś pośrodku. Na jednym biegunie jest pycha, na drugim kompleks niższości ( a pokora pośrodku). Diabeł chce nas wepchnąć albo w jedną albo drugą skrajność. ( Przeciętny kaznodzieja uważa, że pokora jest przeciwieństwem pychy i tylko ta jest grzechem). Tymczasem powinniśmy tak samo walczyć z kompleksem niższości jak z pychą.
      Podobnie wygląda antynomia: duch-ciało.
      W pierwszych wiekach chrześcijaństwa bujnie pleniła się herezja manichejska, która deprecjonowała cielesność człowieka, a ślady jej widzimy jeszcze w późnym Średniowieczu. Jako antidotum pojawił się Renesans a w nim kult ciała, który trwa do tej pory a nawet się potęguje.
      Kościół zaś uczy, że człowiek jest strukturą cielesno-duchową i na końcu czeka nas zbawienie duszy i zmartwychwstanie ciała, które również będzie uczestniczyć w miłosnej kontemplacji Trójcy Św.
      Dlatego nie możemy pogardzać własnym ciałem, musimy zaprząc w służbę miłości wszystkie jego członki. Najlepszą szkołą miłości dla znakomitej większości z nas jest małżeństwo. To właśnie w małżeństwie popęd seksualny dany przez Stwórcę jest ( powinien być) sublimowany do tworzenia miłosnej jedności mężczyzny i kobiety.
      Sprawa płodności w małżeństwie nie jest pierwszorzędna.
      Impotencja jest przeszkodą do zawarcia małżeństwa, niepłodność nie jest.

      Małżeństwo samo przez się narzuca rygory w dziedzinie seksualnej. Po pierwsze wyklucza współżycie z innymi osobami, po drugie narzuca okresową wstrzemięźliwość, po trzecie wymusza liczenie się z wolą współmałżonka ( jego nastrojem, dyspozycją, stanem zdrowia ). A jednak pojawiają się czasem opinie, że małżeństwo to zalegalizowana prostytucja.

      Jurność, o której pisze nasz przyjaciel Bardo ( serdecznie go pozdrawiam ) jest działaniem męskich hormonów, a więc jest to również dar dobrego Boga i należy z niego korzystać właśnie dla dobra małżeństwa.
      (Być może Bardo miał na myśli jurność Latynosów, którzy uprawiają kult macho).
      Wspominałem już, że przeżyłem na skutek depresji okres oddalenia od żony z tego prostego powodu, że zabrakło w organizmie testosteronu. Nie wiem jak to będzie na starość, ale w imię czego miałbym teraz odrzucać ten naturalny popęd, który kieruje moje serce ku żonie. Przyznaję, że czasem bywam wyrachowany i kiedy coś mnie kusi żeby pokłócić się z żoną to zaraz pojawia się refleksja: daj spokój bo będziesz miał przechlapane w łóżku.

      Wiem, że w naszych czasach seks, który w Bożym zamyśle miał być piękny i dobry został całkowicie zdeprecjonowany i wdeptany w błoto. To oczywiście zasługa nieprzyjaciela rodzaju ludzkiego czyli szatana. Usiłuje on poróżnić małżonków wmawiając im, że współżycie jest grzeszne i niegodne dobrego katolika, który powinien dążyć do jedności wyłącznie duchowej (czyli powielać błąd manichejczyków).
      Kościół natomiast znając ludzką psychikę mówi tak: Jedność duchowa owszem, ale poprzez jedność cielesną.
      Na koniec chciałem jeszcze zwrócić uwagę na sprawę nazewnictwa w dziedzinie seksu.
      Jeśli użyłem sformułowania ” moje męskie klejnoty” co wytknął mi kolega Bardo to zrobiłem to celowo aby ubarwić język, w którym rozmawiamy. Określenie to zapożyczyłem z literatury a jestem pewien, że większość małżonków ma swoje ulubione określenia w tej dziedzinie ( swoich nie zdradzę). Nie przypuszczam abyśmy na co dzień posługiwali się językiem anatomii.

      I jeszcze mój osobisty apel.
      Rozumiem, że portal ten budują osoby zatroskane o losy Kościoła i naszej umiłowanej Polski, ale wiele artykułów i opinii ociera się o herezję z tej racji, że nie znamy historii i nauki Kościoła.
      Obawiam się, że większość młodych kapłanów nie ma ugruntowanej wiedzy na ten temat. Po prostu poziom wykształcenia ogólnego wyniesiony ze szkoły jest niski i trzeba samemu dużo czytać i myśleć aby coś sobą reprezentować.
      Dlatego łatwo ulegamy sensacjom i po przeczytaniu objawień Św. Brygidy uważamy, że już mamy monopol na prawdę o świecie.
      Ja w młodości zachowywałem się podobnie.
      Jeżeli chcemy dyskutować na poważne tematy ( a sprawa ludzkiej seksualności jest bardzo poważna) to musimy przeczytać chociażby Katechizm Kościoła Katolickiego.
      Na stronie 532 Katechizmu jest rozdział III . Miłość małżonków.
      Czytamy:
      „.. w małżeństwie cielesna intymność małżonków staje się znakiem i rękojmią komunii duchowej… Płciowość, przez którą mężczyzna i kobieta oddają się sobie w aktach małżeńskich, nie jest bynajmniej zjawiskiem czysto biologicznym, lecz dotyczy samej wewnętrznej osoby ludzkiej…..Akty przez które małżonkowie jednoczą się ze sobą w sposób intymny i czysty są uczciwe i godne… Płciowość jest źródłem radości przyjemności.. itd.”

      I co na to Św. Brygida mój drogi przyjacielu Bardo ?

      PS. Na temat zranień seksualnych jest dostępna bogata literatura.

    • żona said

      Drogi Bardo, zastanów się zanim coś napiszesz. Słowem też można zranić. O nieposkromionej jurności, o pisemkach erotycznych na dobranoc itp. To są Twoje wymysły, nikt tu nic takiego nie pisał o sobie. To że Ty tak kiedyś może żyłeś nie upoważnia Cię do przypinania takich łatek innym. Że kogoś drażnisz swoją czystością, bo już nie śpisz z facetami. Myślę, że każdy powie, że chwała Ci za to, będzie Cię podziwiał za wytrwałość, chętnie będzie wspierał Cię modlitwą, bo na pewno nie jest to łatwe.
      Chyba robisz jeden podstawowy błąd – mylisz czystość kawalera z czystością małżeństwa. To są zupełnie inne kategorie. I nie wiem komu jest łatwiej. Katolickie małżeństwo stosujące metody naturalnego planowania rodziny muszą bardzo często poskramiać swoją, jak to nazwałeś niezbyt ładnie „nieposkromioną jurność”. A co mężczyzna temu winien, że został w nią wyposażony? Nie kupił sobie hormonów w sex-shopie. Po prostu jest mężczyzną. I może ma dużą rodzinę na utrzymaniu. I świadomość, że nie powinien już tej rodziny powiększać, bo ma już kilkoro dzieci. Musi tę rodzinę utrzymać, ale musi też mieć czas na kontakt z żoną i dziećmi, żeby nie sprowadzić się do roli czysto finansowej. Małżonkowie mają rozum, więc z niego korzystają. Na przykład ograniczają swoje kontakty intymne do okresu bezwzględnej niepłodności poowulacyjnej. W teorii więcej jest dni niepłodnych, w praktyce, wierz mi, bywa inaczej. Jak już wreszcie małżonkowie doczekają się tych dni, to akurat mąż musi jechać w delegację, albo dziecko jest chore i żona nie ma siły ani ochoty. Albo żona jest w zagrożonej ciąży. Albo w połogu. Albo jest po prostu bardzo zmęczona. Albo któreś z dwojga jest chore. I trzeba to uszanować. Tak właśnie między innymi przejawia się czystość małżeńska. Ale również w tym, żeby jak już można to być naprawdę ze sobą i dla siebie wzajemnie a nie dla siebie samego. Dużo by można jeszcze, nasz staż małżeński przekroczł 30 lat, miałabym o czym pisać. Ale starczy.
      I jeszcze jedno. Powiem szczerze, martwię się o Ciebie. Ci którzy się odchudzają znają efekt jo-jo. Chudną tyją i tak w kółko dopóki ich odżywianie nie stanie się normalne. Nie wiem czy w dziedzinie duchowej tak też może się stać, ale trochę bym się tego bała. Mam wrażenie, że kiedyś byłeś opętany seksem, teraz z kolei zawładnęła Tobą nienawiść do tej dziedziny życia. I co dalej? A potrzebny jest umiar.

      • Agnieszka said

        Otóż to!

      • bas said

        Jest Pani mądrą i rozsądną kobietą – aż się chce panią czytać…., proszę dopisać obiecany 3 rozdział 🙂

        • żona said

          Bas, wzięłaś mnie pod włos! Miło mi i obiecuję że napiszę. Ale zabiera mi to trochę czasu, bo staram się to pisać bardzo porządnie, sprawy są poważne i nie może to być jakieś widzimisię, tylko rzetelny tekst. Poza tym dbam o poprawność językową, jasność wypowiedzi – więc to nie praca na 5 minut. Ale napiszę na pewno!

  29. Biznes Info said

    Straszny temat został podjęty na tym blogu, dlatego myślę dodać do do niego swój wpis, w nadziei, że komuś się przyda 🙂

    Każdy kto ma jakiekolwiek wątpliwości w tym temacie jest zostawiony najczęściej sam sobie, gdyż brakuje autorytetów:
    – małżeństwa te które mają dobre relacje, strzegą swoich sekretów,
    – często małżonkowie oszukują się, mając ze sobą trudne relacje, dlatego że nie widzą rozwiązania swoich kłopotów małżeńskich,
    – duchowieństwo jest bardzo zdezorientowane,
    – nauka o człowieku jest zdominowana przez lobby pornograficzne,
    – osoby pragnące zgłębić ten temat natrafiają na sprzeczne teorie.

    Sytuacja MŁODZIEŻY jest alarmująca. Jest ukierunkowanie młodzieży na przyszłe cierpienia wynikające z rozpowszechnienia błędnych nawyków w tej ważnej sferze. Przykład: moja córka (13 lat) bardzo musi uważać na niektóre słowa gumka, lody itp, gdyż one kojarzą się jednoznacznie nie tylko chłopakom, ale również dziewczynom. Niepokojąca jest skala, gdyż to już nie są pojedyncze żarty, ani nawet tzw poprawność polityczna. Mówi że jest to uciążliwe.

    Warto zwrócić uwagę, co jest przyczyną takiej sytuacji młodzieży. W/g mnie niestety my jako rodzice daliśmy się wtłoczyć w poczucie winy. A przecież sytuacja małżeństw jest uwarunkowana czynnikami zewnętrznymi – tak nasz kształtował system w którym dojrzewaliśmy i w znacznej części mu się to udało. Teraz jest też odpowiedni system (oparty na edukacji, mediach w tym internecie, tv), który kształtuje naszą młodzież.

    Mam prawie 10 lat stażu małżeńskiego i 5 dzieci.
    Co do mojej recepty na SZCZĘŚCIE małżeńskie to mam 3 punkty: miłość, miłość, miłość. Miłość małżonki(a) jako swojej wybranej przez Boga „połówki”. Zaufanie Bogu, co do ludzi, których stawia na naszej drodze. Miłość, czyli bezwzględne pragnienie dobra dla drugiej osoby. Spełnianie potrzeb drugiej osoby wraz z cierpliwym, pełnym nadziei i szczerym mówieniem o sobie, nawet gdy samemu jest się dość pokaleczonym. Prawdę o sobie warto mówić cierpliwie, czasem czekając na odpowiedni moment, czasem podejmując temat z odpowiednim odstępem czasu, wtedy gdy współmałżonka źle zrozumiała, aż do skutku. To jest w końcu druga połowa, a ze sobą warto być szczerym. Bycie szczerym jest budowaniem szczęścia i na początku przypominać może drogę przez mękę, ale tylko na początku.

    Obecnie uważam że straszenie Bogiem ludzi oszukanych przez pewne wtłaczane teorie na temat funkcjonowania małżeństwa (czy jak to powinno być poprawnie politycznie: związku dwojga ludzi przeciwnej płci) jest błędem. Wiele błędów odrzuciliśmy wraz z żoną w naszym małżeństwie. Wiele błędów jeszcze odrzucimy, jak je zrozumiemy. Nie należy jednak NIGDY odrzucać Boga, bez względu na to, na ile jesteśmy w stanie zrozumieć jego miłość do nas.

  30. Marek said

    Jeśli dyskusja trwa dalej to pozwolę sobie zapytać co robią obecni na tym forum mężczyźni aby podobać się swoim żonom.

    Może zgorszę tym wszystkich manichejczyków ( tak określam nieprzyjaciół seksu i radości małżeńskiego współżycia ) ale dla mnie jest to ważna sprawa.
    Ja na przykład gimnastykuję się regularnie i wykonuję różne ćwiczenia aby mieć płaski brzuch, sprawne mięśnie i dobrą kondycję również seksualną.(Nie stosuję żadnych wspomagaczy typu Permen ale połykam codziennie tabletkę cynku na wszelki wypadek). Kiedy zdarzyło mi się trochę przytyć (ważyłem 83 kg przy wzroście 176 cm), żona zaraz mnie pogoniła. Unikam noszenia dżinsów i obcisłej bielizny aby nie przegrzewać „moich męskich klejnotów”.
    Nie jem słodyczy, ograniczam mięso i preferują kuchnię chińską ( potrawy rozgrzewające ) a nawet piję ziółka ( w końcu jestem już dziadkiem ). Alkohol ( piwo ) bardzo rzadko.
    Strzygę krótko włosy aby ukryć siwiznę na skroniach, przyciemniam wąsy i używam dobrych kosmetyków. Z wąsami jest problem bo żona twierdzi, że czasem ją drapią, ale ja prędzej dałbym sobie odciąć rękę niż zgolić ten atrybut męskości.
    Krótko mówiąc staram się wyglądać „sexy”. (Czy znowu kogoś zgorszyłem?)
    .
    No ale nie zawsze tak było. W młodości pracowałem ciężko aby utrzymać rodzinę, (żona w domu wychowywała dzieci), trzeba było kupić duże mieszkanie, bywało, że nie miałem siły wykąpać się wieczorem. Myślę, że wiele małżeństw jest dzisiaj w podobnej sytuacji.
    Ale warto trochę się wysilić aby wyglądać atrakcyjnie w oczach swojej żony.

    Czasem trafi się żona egoistka, interesuje ją tylko własna uroda a mąż się nie liczy.
    Ważne żeby dawał kasę na kosmetyki.
    Znam też takie, o których mówią: przed ślubem czarodziejka, po ślubie czarownica. Jak z taką pójść do łóżka ?
    Moja ś.p. teściowa ( bardzo zacna osoba) była bardzo obszerna, ale jej mąż czyli teść zwykł mawiać: kochanego ciała nigdy za dużo.

    Podobno każdą żonę można wychować tylko czy wystarczy cierpliwości i zdrowia.

    Czekam na opinie.

    • Agnieszka said

      Trochę mnie rozśmieszyła ta wypowiedź 🙂 tzn. śmiesznie jest słuchać (czytać), co facet robi, żeby się podobać żonie (bo ja tak naprawdę nie wiem, co mój robi, żeby mi się podobać).

      Może się wypowiem jako kobieta w tej sprawie 🙂 otóż, mój mąż też stara się ćwiczyć regularnie, na ile obowiązki pozwalają, biega, zdrowo się odżywia (w przeciwieństwie do mnie), alkoholu nie pije praktycznie w ogóle, nie pije kawy, nie pali. Ale tak szczerze powiedziawszy, nie robi tego, aby się mi podobać, tylko dla siebie, taki ma styl bycia. Zawsze tak żył, więc i po ślubie kontynuuje.
      Jeżeli chodzi o wygląd to dla mnie chyba w sumie mało ważna sprawa… tak mi się wydaje… nie wiem…
      Natomiast wolałabym, żeby był bardziej romantyczny i od czasu do czasu zrobił mi np. jakąś niespodziankę. Kwiatów i prezentów nie dostaję niestety 😦 chyba się przyzwyczaiłam… ale ucieszyłabym się gdyby mnie zaskoczył 🙂

      Ja natomiast jem co lubię i nie mam problemów z przemianą materii, więc się nie muszę martwić, czy przytyję. Oczywiście lubię ładnie wyglądać, chyba jak każda kobieta. Ale tu muszę nadrabiać kosmetykami i odpowiednio dobranymi ciuchami, bo sportu nie uprawiam 🙂

      To chyba tyle 🙂

      • żona said

        ta wypowiedź jest nie tylko rozśmieszająca (w dobrym tego słowa znaczeniu, śmiech to zdrowie), ale i radosna. Popatrz Agnieszko, facet niemłody, dzieci, wnuki, chyba już są dawno razem. A on chce się podobać żonie! Nie jakimś małolatom, które mają potwierdzić panom przechodzącym tzw. kryzys wieku średniego ich wartość (kto wie czy przypadek naszego dawnego premiera i jego nowej „miłości” (cudzysłów to za mało, ale brak innych środków) to nie coś takiego). Chyba warto brać przykład!

    • żona said

      Nie wiem czy żonę należy wychowywać. Na pewno należy z nią rozmawiać. Mówić o swoich oczekiwaniach. I vice versa. Agnieszka pisze, że chciałaby, aby jej mąż był bardziej romantyczny. I czasem dał choć kwiatek. Doskonale ją rozumiem. Tylko że mężczyzna się tego raczej nie domyśli. Dlatego w każdym niemal poradniku się o tym pisze. Czytałam kiedyś książkę ze scenariuszem rekolekcji małżeńskich. Oczywiście był tam poruszany ten problem. Tłumaczono mężczyznom, że kupując kwiaty inwestuje nie w roślinę, która zwiędnie, a w uczucia. Świetnie ujęte. Tyle że w życiu jest się zabieganym, zapracowanym i zapomina się o takiej higienie życia psychicznego. Najtrudniej jest, kiedy są małe dzieci, trudno znaleźć czas na rozmowę tylko o sobie samym, bo w szkole, przedszkolu, pracy to i tamto. Ale Święta przed nami i życzę wszystkim radosnego spotkania ze sobą przy świątecznym stole. Świątecznego obżarstwa nie życzę, ale trochę pofolgować sobie można. Świąteczne smakołyki mają dużo uroku i też są potrzebne!

    • Biznes Info said

      Wysłuchuję ją zawsze cierpliwie i do końca (to się chyba podoba we mnie najbardziej żonie). Nawet jak się zezłości to ją przytulam, gdyż mam do niej dużo zaufania 😉

      Co do dbania o kondycję to czynnie uczestniczę w wychowaniu dzieci m.in. przez różne zabawy ruchowe. Dzieci są dla mnie bardzo wymagającymi trenerami. Jak tylko mam czas to jestem typowym domatorem. Niestety w związku z tym że z rodziną przebywam dość mało to i kondycję mam raczej do bani. Jestem dość chudy i przypominam swojego awatara :(, ale wyraźnie podobam się swojej kobiecie :).

  31. Marek said

    Zastanawiałem się nad skutkami grzechu pierworodnego i jego wpływu na sferę płciową człowieka.
    Uświadamiając sobie siłę seksualnego popędu i niesamowite trudności w jego okiełznaniu dochodzę do wniosku, że musi tu manipulować sam diabeł.
    Pamiętam takie okresy w młodszych latach ( ale i teraz się zdarza ), że erotyczne myśli dręczyły mnie przez całe dni, objawiały się w snach i zatruwały życie.
    To jest właśnie ten ogień, o którym pisze Św. Paweł .
    A przecież lata siedemdziesiąte, osiemdziesiąte to czasy jeszcze normalne, nie było powszechnego dostępu do pornografii, literatura traktowała eros w sposób romantyczny.
    Dziś jest znacznie gorzej bo przeglądając Internet bez przerwy ocieramy się o pornografię. Taki na przykład popularny portal onet.pl zawsze na wejściu ma przygotowany jakiś smakowity kąsek. W poczcie dostajemy oferty nie do odrzucenia np. powiększ swojego penisa – o czym już pisałem.
    Prawie każdy mężczyzna myśli sobie tak: jestem zadowolony ze swojego rozmiaru ale nie zaszkodziłoby mieć większego. Jesteśmy karmieni od dziecka pewnymi mitami i nie możemy z nich wyrosnąć. Tak samo każdy chłopak chciałby mieć budowę Herkulesa ( w miarę wysoki wzrost, trójkącik czyli szeroki w ramionach a wąski w pasie, płaski brzuch, piękne umięśnioną klatkę ). No i ta nieszczęsna potencja.
    Już w ” Dekameronie” ( XIII w.) jakiś donżuan przechwala się swoimi wyczynami (chyba 5 razy w ciągu jednej nocy ” dobił do brzegu”). I chociaż wszystkie badania seksuologów potwierdzają, że dla kobiet mało ważne są męskie rozmiary czy piękna muskulatura to i tak nie wpływa to na nasze odczucia i zachowanie. Moja żona brzydzi się kulturystami a ja jednak podświadomie im zazdroszczę.
    Mity królują i ja sam to potwierdzam.
    Jest w tym coś z demonicznego opętania i dlatego jedyny ratunek widzę w pomocy z nieba na przykład od Św. Józefa.
    Koledzy na tym forum wspominali już o swoim nabożeństwie do niego i ja chcę ich w tym utwierdzić. Doznaję nieustannie jego nadzwyczajnej pomocy szczególnie w pracy. Jestem z zawodu informatykiem i często staję bezradny wobec jakiegoś problemu.
    Wtedy krótka modlitwa do Św. Józefa i za chwilę mam rozwiązanie.
    Pisałem już, że zawsze polecam mu moje męskie problemy, żonę i całą rodzinę.
    Mała Tereska z Lisieux pisała, że Święty Józef rozwiązuje wszystkie problemy.
    Podobnie jest z Różańcem. „Prawdziwi mężczyźni odmawiają różaniec” przekonuje David Calvillo z Teksasu. Myślę, że na tym forum nie trzeba do tego nikogo przekonywać.
    Jestem przekonany, że dzisiaj bez pomocy z nieba ani młody chłopak ani dojrzały mężczyzna nie poradzi sobie z własną seksualnością.

    Cz ktoś zgadza się ze mną ?

  32. Marek said

    Dziękuję Agnieszce, Żonie i Biznesowi za odpowiedź.

    Rozpisuję się bez umiaru. Pewnie ktoś sobie pomyśli o mnie: Facet się nudzi.
    Tak się składa, że mam własną firmę i nie jestem związany godzinami pracy, stąd moja aktywność w godzinach porannych. Tę witrynę na której publikujemy odkryłem niedawno i od razu mnie zachwyciła. Nie dlatego, że wierzę bezkrytycznie w objawienia ale dlatego, że jest bardzo dynamiczna, katolicka i patriotyczna.
    Często dziękuję Bogu, że na tyle miliardów ludzi w znakomitej większości żyjących w mrokach pogaństwa, protestanckiej herezji czy ciemnego prawosławia mnie udało się urodzić w Polsce- kraju od wieków katolickim z przepiękną historią i kulturą.
    Pewien profesor literatury zgodził się ze mną kiedy powiedziałem, że rozbiory się opłaciły bo dzięki nim powstały „Dziady” Mickiewicza – arcydzieło poezji.
    Dlatego z zapałem czytam wszystko co pojawia się na naszym portalu.
    Jeżeli jeszcze pojawia się tak ciekawy temat o frywolnym seksie to zrozumiałe, że zabieram głos w tej sprawie.
    Nurtuje mnie ostatnio problem młodych ludzi, właściwie chłopaków (bo to oni są stroną aktywną w naszej kulturze) dobiegających lat trzydziestu albo i więcej.
    Zauważyłem, że w nieskończoność przeciągają okres narzeczeński albo w ogóle nie interesują się dziewczynami. (Nie dotyczy to rzecz jasna tych związanych w konkubinacie).
    Nie jest to normalne. Ja w tym wieku miałem skompletowaną rodzinę.

    Postawiłem tezę, że brakuje im męskich hormonów. Ale dlaczego?
    Otóż nie można wykluczyć tutaj światowego spisku masonerii, która nie ukrywa, że chce zredukować populację do ok. pół miliarda mieszkańców Ziemi.
    Ten sam cel przyświeca ekologom, którzy uważają ludzi za pasożytów.
    Oczywiście są niekonsekwentni bo ja gdybym wyznawał taką teorię musiałbym palnąć sobie w łeb dla przykładu.
    Być może zatruwają żywność( manipulując genami) albo rozsiewają jakieś wirusy w atmosferze czy też emitują szkodliwe fale elektromagnetyczne po to aby ubezpłodnić ludzkie organizmy albo powodować impotencję.
    Z drugiej strony co drugi młody człowiek łysieje na potęgę co dowodzi, że ma nadmiar testosteronu.
    Nie wiem jak to wytłumaczyć. Czy ktoś ma jakąś rozsądną hipotezę w tej sprawie ?

    I jeszcze mam pytanie w sprawie tzw. późnych dzieci czyli takich, które odstają wiekowo od swego starszego rodzeństwa. Wiadomo,człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi. Choćby nie wiem jak się pilnować zawsze jakiś plemnik się zabłąka i mamy nową pociechę na stare ( niekoniecznie ) lata. Pisałem już o tym jak spanikowałem ( ja,który uważam się za dobrego katolika ) kiedy lekarz postawił fałszywą diagnozę.
    Na pewno takie dzieci nie są mniej kochane, ale pytanie na ile zaburzają stabilizację w rodzinie.
    Mój dziadek miał dwanaścioro dzieci. Z pierwszą żoną sześcioro, a gdy ta zmarła wziął sobie młódkę, która urodziła kolejną szóstkę. Ostatnie dziecko poczęło się gdy dziadek dobiegał sześćdziesiątki. Jestem do niego podobny kubek w kubek ( jedynie wąsy dziadek miał bardziej okazałe) i trochę mnie to pociesza, kiedy z niepokojem myślę co będzie wkrótce z moją męskością.
    Jasne, że w rodzinie dziadka nie było problemu późnych dzieci ( było tak, że wnuki były starsze od najmłodszych dzieci ). Pod tym względem nasi przodkowie mieli pełny komfort.
    Żartuję oczywiście.
    Pozdrawiam i czekam na uwagi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

 
%d blogerów lubi to: