Dziecko Królowej Pokoju

Tylko Pokój

Archiwum kategorii ‘Apokalipsa’

Tusk ostrzega: Najbliższe dni i tygodnie będą dramatyczne

Posted by Dzieckonmp w dniu 18/05/2012

Stoimy w obliczy kryzysu, w obliczu dramatów – przyznał premier Donald Tusk, który odniósł się do sytuacji w Grecji. Zapowiedział, że nadchodzące dni i tygodnie będą nerwowe, a może nawet “dramatyczne”.

Tego już nie da się ukryć. Najbliższe dni i tygodnie będą dramatyczne (…). Mam nadzieję, że w obliczu tych wyzwań Polska będzie miejscem, gdzie tego typu przedsięwzięcia mają sens - mówił premier Donald Tusk.

Źródło: wiadomosci.dziennik.pl

Opublikowany w Alert, Apokalipsa, Warto wiedzieć | Otagowane: , | Komentarzy: 87 »

Krugman: w czerwcu Grecy porzucą euro, a później…

Posted by Dzieckonmp w dniu 14/05/2012

Problemy polityczne Grecji dotarły za Atlantyk. Paul Krugman, laureat ekonomicznego Nobla, nie ma złudzeń i na swoim blogu przedstawia czteropunktowy scenariusz rozwoju wydarzeń w eurolandzie. Najbardziej zatrważająco brzmi pozycja 4b.

1. Grecy porzucają euro; bardzo możliwe, że w przyszłym miesiącu

2. Wielki odpływ depozytów w kont banków hiszpańskich i włoskich, bo pieniądze uciekają do Niemiec

3a. Możliwy zakaz transferów środków za granicę i limity na wypłaty gotówki lub…

3b. …albo jednocześnie: pożyczki Europejskiego Banku Centralnego, by uchronić banki przed upadkiem

4a. Niemcy mają dwa wyjścia – pierwsze to pośrednie gwarancje we Włoszech i Hiszpanii, by utrzymać niskie koszty obsługi długu plus wyższy cel inflacyjny w eurolandzie, umożliwiający elastyczne zmiany w poziomie cen lub…

4b. …koniec euro

Rolę Niemiec w układance Krugman podkreślił rozpoczynając wpis od “Zmierzchu bogów” Wagnera. Całość zakończył “mówimy o miesiącach, nie latach”.

Źródło: http://www.pb.pl/2605371,86233,krugman-w-czerwcu-grecy-porzuca-euro-a-pozniej

Opublikowany w Apokalipsa, Polityka, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | Komentarzy: 61 »

Dajcie mi przyzwolenie, bym był waszym Królem, waszym Ojcem

Posted by Dzieckonmp w dniu 12/05/2012

Orędzie z Ontario, piątek 11 maja 2012

Dzieci  Mojego  Boskiego  Serca.
Jam Jest Alfa i Omega. Ja Jestem. Jestem Panem Zastępów.
Radujcie się. Przychodzę do was w miłości. Pragnę was pouczyć.
Moje Maleństwa, patrzę z góry, z Mojego Tronu Chwały na ziemię, i widzę was przy pracy, w czasie zabawy, gdy odpoczywacie.
Kocham was Odwieczną Miłością. Bardzo was kocham. Dlaczego tak Mnie prześladujecie?
Dlaczego nie stosujecie się do Moich Zasad, nie przestrzegacie Moich Przykazań, i nie słuchacie Mnie we wszelkich sprawach?
Ileż to razy mam Sam Siebie czynić Żebrakiem – Królem, abyście się zgodzili.
Moje Dzieci, musicie się modlić. Porzućcie wasze doczesne troski, i z całego serca się módlcie.

Padnijcie na kolana i błagajcie o Moje Miłosierdzie, bowiem wkrótce zginą miliony.
Błagajcie o Moje Miłosierdzie, i szukajcie schronienia w Moim Najświętszym Sercu.
Czas odgrywa istotną rolę. Wielu Mnie odrzuca. Wielu nigdy się nie modli.
Logujecie się na stronach, które informują was o proroctwach, a jednak nadal nie chcecie się modlić.Nie chcecie być Mi posłuszni.
Moje ostrzeżenia już wkrótce się skończą. Nadszedł już czas oczyszczenia, a wiele nieposłusznych serc doświadczy kary.
Zachęcam, abyście rozświetlali Moją Jasność dla świata. Zapraszam was do modlitwy, módlcie się nieustannie,to pilne.
Liczę na wasze modlitwy, o nawrócenie tych, którzy wybrali nieposłuszeństwo wobec Mnie.
Wkrótce będą żałować swoich decyzji do postępowania w ten a nie w inny sposób. Módlcie się Moje Dzieci.
Bardziej niż kiedykolwiek otwórzcie dla Mnie swoje serca. Poddajcie się. Poddaj się całkowicie.
Dajcie Mi przyzwolenie, bym był waszym Królem, waszym Ojcem.

Pragnę jedynie tego, co jest dla was wszystkich najlepsze. Rozważcie te słowa, i z całą pokorą powróćcie.
Umieszczam na waszych sercach i ustach Pieczęć. Pozostawiam wam Mój Pocałunek Pokoju.
Shalom

 

Opublikowany w Apokalipsa, Inne Orędzia | Otagowane: , | Komentarzy: 22 »

List do Kapłanów o bliskim krwawym prześladowaniu Kościoła

Posted by Dzieckonmp w dniu 11/05/2012

Poniżej list księdza Adama Skwarczyńskiego skierowany do kapłanów. Został on napisany 10 maja 2012 roku.

List opublikował blog wobroniewiaryitradycji.wordpress.com

http://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2012/05/10/ks-adam-skwarczynski-list-do-kaplanow-o-bliskim-krwawym-przesladowaniu-kosciola/

 

Sprawa wygląda na bardzo poważną, a ksiądz Adam nawołuje do bezpośrednich i mocno zaangażowanych przygotowań na BARDZO trudne czasy.

Wraz z Apelowym błogosławieństwem, o 21.25, ks. Adam Skwarczyński nadesłał niniejszy list:

DO MOICH WSPÓŁBRACI KAPŁANÓW

Niedawno w rozmowie telefonicznej z proboszczem pewnej parafii nie umiałem powstrzymać się od wtrącenia – lekko, mimochodem – zdania: „Moja dusza przygotowuje się do odlotu z tego świata, i to już w najbliższych miesiącach”. Po chwili ciszy słuchawka zapytała: „Czy Ksiądz źle się czuje?” „Ależ skąd, jestem w pełni sił i aktywności!” Słuchawka zamilkła ze zdumienia, ale przy najbliższej okazji przemówiła… z ambony, na wszystkich Mszach, ogłaszając mnie (imiennie) fałszywym prorokiem (i nie tylko).

Po takim doświadczeniu powinienem chyba schować, jak struś, głowę w piasek, żeby z dzioba więcej pary nie wypuścić, ale… nie potrafię! Bez względu na to, jaką reakcję wywoła niniejszy mój list, czuję się w obowiązku go napisać, i to właśnie dzisiaj, w czwartek 10 maja 2012 roku, a więc w dniu kapłańskim. Takie otrzymałem natchnienie i nie mogę mu się przeciwstawić ani sprzeniewierzyć. Najbliższa przyszłość pokaże, na ile ten list był potrzebny…

Przybliżony (powieściowy) opis mojej śmierci stanowi ostatni rozdział książki „Wejdź do radości”, zaś w aneksie do tej książki znajduje się rozdział, który może zainteresować któregoś z Księży: „List ks. Jerzego do ks. Stanisława” (o ucieczce z miast, s. 238). Kto zna te rozdziały, łatwiej mu będzie zrozumieć to co piszę w tej chwili. Nie zdziwi się też, jeśli wspomnę teraz o zdarzeniu, które pominąłem w swojej powieści.

Pisząc ją pod pseudonimem, próbowałem uchodzić za człowieka świeckiego – „pana Ivana Novotnego” – nieuchwytnego w Polsce, co mi się po części powiodło. Wyjaśniwszy i porzuciwszy już swój pseudonim (zob. moje teksty internetowe), w tej chwili mogę ubrać się w sutannę i… uciekać do pobliskiego lasu! W nim – oczywiście „w nocnych widzeniach” – ukrywałem się całymi dniami, a pod osłoną nocy mogłem przychodzić do domu, gdyż trwało straszliwe prześladowanie Kościoła – to właśnie, które pociągnie za sobą moją śmierć. Obecnie przygotowuję się do niej, żyjąc z Panem Jezusem w „ciemnicy” – w swojej kaplicy – i licząc dni, które dzielą mnie od mojej Golgoty.

To nie powieść, nie fantazjowanie, moi Bracia, lecz… rzeczywistość, która zbliża się milowymi krokami do Kościoła na całym świecie. Dopiero teraz, pod koniec życia, rozumiem, po co pokazał mi Bóg te wydarzenia (coś więcej: pozwolił je głęboko przeżywać!) już tak dawno temu: bym mógł przekazać je innym. Zwłaszcza te, w których mogłem tylko w „wizjach” na ziemi uczestniczyć, gdyż ostatnie z nich będę oglądać już „z Drugiego Brzegu”. Chociaż wielu rozmówców próbowałem przekonywać, że „ja tego doczekam, bo widziałem, a dotychczas wszystkie wizje potwierdziły się w szczegółach” – teraz muszę się z tego wycofać: Bóg przyjął moją ofiarę i pragnie, by wkrótce moje Fiat zakończyło mą ziemską wędrówkę. Jeśli to się nie potwierdzi, gotów jestem przyznać się publicznie, że byłem fałszywym prorokiem!

Wracam do prześladowania Kościoła. Pozornie nic w tej chwili na nie nie wskazuje, a ludzkie plany i kalkulacje „na następne pokolenia” zalewają nas ze wszystkich stron i usypiają naszą czujność. Jest jednak to prześladowanie bardzo blisko, zaledwie o kilka chwil od nas, i to tak straszliwe, że w ogóle trudno o nim pisać. Na szczęście niezbyt długie (widziałem, że wiosna je zakończy), lecz ze względu na swoją intensywność i skalę będzie bardzo trudne do przeżycia. Główne jego ostrze będzie skierowane przeciwko księżom i osobom konsekrowanym, choć męczeństwo stanie się udziałem także wielu świeckich, zgodnie z piekielną zasadą: im kto bliżej Boga, tym większy wróg!

Jak do niego dojdzie, pisałem w internetowych listach, ale jeszcze powtórzę (n.b. pisałem jako świadek, gdyż ok. 30 lat temu Bóg pozwolił mi to przeżyć). Jakby „zapalnikiem”, wyzwalającym prześladowanie, będzie niestety ogólnoświatowy ogromny cud Bożego Miłosierdzia: ukazanie się Chrystusa „na obłokach, z wielką mocą i majestatem”, w otoczeniu aniołów, a za chwilę Jego sąd szczegółowy nad każdym mieszkańcem ziemi, nazywany w objawieniach „Ostrzeżeniem”. Dlaczego „niestety”? Gdyż nawet tak wstrząsające objawienie się Boga i ukazanie każdemu jego przeszłości, ale także miejsca, na które sobie swoim życiem zasłużył gdyby umarł, niektórych nie nawróci! Wprost przeciwnie: zaprzedani szatanowi, ulegną oni zbiorowemu opętaniu do n-tej potęgi i z diabelską furią rzucą się na nawróconych i nawracających się, pokornych i rozmodlonych, stających w kilometrowych kolejkach do spowiedzi z całego życia. Boży ludzie nie będą w stanie się bronić, nawet gdyby mieli armaty i czołgi, gdyż poznane Boże tajemnice zwrócą ich bardzo mocno ku światu wewnętrznemu, a odizolują od wielu ziemskich trosk.

To właśnie będzie ten najtrudniejszy rok, w którym – jak stwierdził w Fuldzie Jan Paweł II – „Kościół oczyści się we krwi męczenników”. Czy wtedy od nas, duszpasterzy, nie będzie Chrystus wymagał heroizmu? Czy w obecnym, względnie spokojnym i dostatnim życiu, jesteśmy zdolni na Jego oczekiwania odpowiedzieć? I to już w tej chwili, a nie za ileś lat?

Jeżeli mój list któryś z Braci zechce potraktować poważnie, zachęcam go do następujących przemyśleń:

1. Warto zaopatrzyć się w różne rzeczy, oferowane przez sklepy z naszej branży, z winem mszalnym na pierwszym miejscu. Hostii za dużo na zapas nie nakupimy (chyba że je zamrozimy, chociaż nie zawsze będzie prąd w sieci), ale mając białą mąkę, jakoś sami sobie poradzimy, gdy zawiodą piekarnie. Sataniści zaatakują klasztory, z piekącymi hostie włącznie. W związku z tym mój postulat (choćby miał się rozlec chichot prześmiewców!): spróbujmy zmobilizować znajomych posiadających broń, np. myśliwych, do wzięcia pod opiekę klasztorów. Przecież będą one jak wielkie nieruchome tarcze, wystawione na ataki satanistów.

2. Podobnymi „tarczami” będą sanktuaria, „sól w oku” dla piekła i jego ludzi, więc i o nich warto pomyśleć. W normalnym kościele łatwo ukryć Pana Jezusa, szaty i naczynia liturgiczne, i ratować się ucieczką, jednak nie w sanktuariach.

3. Ksiądz Brzóska ukrywał się przez długi czas u rolnika między dwiema ściankami, a wychodził tylko w nocy. Ci z nas, których Bóg powołuje nie do męczeństwa, lecz do potajemnego duszpasterstwa, mogliby pomyśleć o kilku miejscach schronienia, jak też zaopatrzyć je we wszystko, co jest konieczne do celebracji Mszy świętej.

4. Nasi wierni nie są, na ogół, przygotowani na te chwile, może z wyjątkiem dusz-ofiar (czy żertw ofiarnych, jak ich określa ks. Natanek), a więc tych, którzy złożyli Bogu samych siebie w ofierze za nawrócenie grzeszników. Do tych ludzi kierowałem od lat swoje książki, a ostatnio internetowe apele, i cieszę się, że rozrastają się ich szeregi. Dobrze by było, gdyby pasterze szli na czele owiec, a nie za nimi – i temu poświęcę chwilę uwagi.

A. W ostatnich spokojnych chwilach warto mobilizować wszystkich, gdzie i kiedy to tylko możliwe, do jak najpotężniejszej modlitwy o nawrócenie jak największej liczby grzeszników. Niebo czeka na te modlitwy, ale w pewnym momencie powie: DOŚĆ! Gdyby więc ktoś chciał nawet czuwać w nocy, warto otworzyć mu kościół lub kaplicę. Co jeszcze w tej materii „warto”, wiedzą Księża sami, a jeśli nie wiedzą, niech wsłuchają się w głos swoich podopiecznych oraz w natchnienia, im samym przychodzące. „Pozbierajmy wszystkie okruszyny” modlitw!

B. Oprócz „żaru modlitwy” może Duch Święty wzbudzić w niektórych sercach „żar męczeństwa”, na który powinniśmy zareagować we właściwy sposób, a więc w duchu Listu 1 P 4,12: radować się nim, a nie dziwić, a tym bardziej nie strofować doświadczających go! Niech nasza „słuchawka” będzie dostrojona do takich dźwięków – i w telefonie, i na spotkaniach, i w konfesjonale – żebyśmy nie reagowali na nie na sposób mojego współbrata! Oby nikt z nas nie krzyżował Bożych planów, odsyłając bliźniego do psychiatry z tego powodu, że nagle Duch Boży uniósł go tak wysoko ponad naturę, że Boży zew okazuje się o wiele silniejszy niż naturalne instynkty! Piszę to jako świadek, i wiem co piszę. Gdyby taka chwila trwała dłużej, moje życie na ziemi stałoby się niemożliwe. Dotyczy to zarówno pragnienia natychmiastowej śmierci dla Boga i dla bliźnich, jak i tęsknoty za Niebem, albo takich porywów radości na myśl o bliskiej śmierci, że natura człowieka słania się pod nimi jak kłosy w czasie burzy. I co by było, gdyby taki Boży wybraniec – a może być ich wielu! – usłyszał od nas słowa przykre lub lekceważące?

Może nas ktoś z płaczem pytać: ten „żar” mnie porywa, ale co mam zrobić z naturalnym lękiem o moich bliskich? Oto jedna z odpowiedzi: Bóg ich kocha milion razy bardziej od ciebie, a poza tym jest wszechmocny, więc potrafi zatroszczyć się o ich szczęście, nie martw się! A poza tym oczyszczony świat będzie wkrótce tak piękny, że nie miej o nic obawy – wszyscy będą jak jedna kochająca się rodzina.

Ktoś inny złożył Bogu siebie w ofierze „całopalnej”, ale szatan wzbudza w nim lęk przed śmiercią i zatruwa mu życie. Pyta, czy może się wycofać… Oczywiście że może, i to w każdej chwili – uspokójmy go – bez żadnego grzechu, gdyż Bóg nie może od nas wymagać tego co nas przerasta, a poza tym przyjmuje tylko to, co ze szczerego serca Mu ofiarujemy. Jednak zróbmy krok naprzód i użyjmy np. takich argumentów:

– męczennicy otrzymują specjalną łaskę, coś jak modlitewną ekstazę, która łagodzi ich ból i strach, a nawet je likwiduje (zob. np. żywot św. Perpetui i Felicyty, poranionych przez dziką krowę na arenie cyrkowej);

– Bóg ma 1000 sposobów na to, by zatroszczyć się o ciebie, swoje dziecko, i w takiej chwili krzywdy nie pozwoli ci zrobić – stąd często męczennicy szli na śmierć jak na wesele;

– ogromną łaską jest obecność przy nas w godzinie śmierci Matki Najświętszej; jeżeli Ją prosisz o modlitwę i przyjście w tej godzinie, i to przez całe życie z Różańcem w ręku, jak możesz wątpić w Jej pomoc? (piszę to jako świadek – widziałem rolę Maryi wobec mojej duszy tak w momencie śmierci, jak i w „locie” prosto przed Tron Boży);

– boisz się krótkiego cierpienia przy śmierci, które może cię w jednej chwili uwolnić od wszelkich kar pokutnych, a nie boisz się o wiele sroższego i dłuższego – może wieloletniego – w czyśćcu? Tamto czyśćcowe jest prawdziwym męczeństwem w porównaniu z maleńkim bólem, jaki przychodzi znieść na ziemi! Święta Krystyna, zwana „Cudowną”, poznawszy mękę czyśćca i zapragnąwszy uwalniać od niej dusze, np. rzucała się w ogień, stała tygodniami w lodowej przerębli, doświadczała łamania kości – a wszystko to wydawało jej się niczym w porównaniu z tamtymi mękami!

– „Choćby twoje grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją”, i to natychmiast, w jednej chwili męczeństwa. Jest tak m.in. dlatego, że Bóg-Człowiek ma szczególną litość dla tych, których ludzie skrzywdzili – chce im to wynagrodzić i jakby „głaszcze rany” ich ciała, łagodzi ból, a przy tym nie zwraca uwagi na rany ich duszy, które mogą być ohydne! Tak na pewno postąpił nawet z najbiedniejszymi duszami w prezydenckim samolocie podczas zamachu…

C. Idźmy z wielką miłością do chorych, pogrążonych w różnorakich cierpieniach, i czyńmy z nich dusze-ofiary, zachęcając do ofiarowania cierpień za konających lub za mających wkrótce umrzeć, a żyjących w grzechu ciężkim. Jakiego doznawałem nieraz wstrząsu, gdy od obłożnie chorych słyszałem, że nigdy im żaden ksiądz o tym nie mówił, nawet gdy latami co miesiąc ich odwiedzali!

Świadczy to tylko o tym, że księża sami nie żyją tym duchem: łatwo im składać w Ofierze Jezusa Ojcu w Duchu Świętym, ale z tą Ofiarą nie łaczą własnej – ze swojego życia, ciała i krwi; spożywają swego Pana, ale Jemu nie pozwalają siebie „spożyć”; dają ludowi Tego, który „dobrowolnie wydał się na mękę”, ale sami dla Niego nie chcą niczego wycierpieć; gdy „przypadkiem” dopadnie ich cierpienie, uciekają od niego jak od nawiększego nieszczęścia, więc jak od nich ma Jezus oczekiwać, że choćby najmniejsze podejmą i ofiarują Mu dobrowolnie?

Głosząc pewnego razu rekolekcje dla księży w tym właśnie duchu, uświadamiając im konieczność połączenia w ramach ich powołania obu rodzajów kapłaństwa: tego ze święceń i powszechnego – napotkałem na opór z ich strony, a nawet bunt (kilku wyjechało). „Wystarczy, że nasz sakrament ma swoją skuteczność ex opere operato – powiedzieli – a opus operantis się nie liczy, ty go przeakcentowujesz!” Bardzo się mylili, gdyż właśnie z tego drugiego będziemy przez Boga osądzeni, a nauka Jezusa w tym względzie nie pozostawia najmniejszych wątpliwości. Najmniejsza ofiarka, złożona Bogu sercem, z miłości, ma w Jego oczach o wiele większą wartość, niż dziesięć złożonych pod przymusem, bo uniknąć ich się nie da. A poza tym – co to za miłość bez ofiar…? Dostatecznie dużo napisałem na ten temat w I tomie swojej książki W Szkole Krzyża i do niej odsyłam.

Mój list jest jak zielony owoc, któremu zabrakło czasu na dojrzewanie – powstał dzisiaj w ciągu krótkiego czasu, i niech takim pozostanie. Zakończę go parafrazą słów Pana Jezusa, często przez nas powtarzanych, zwłaszcza w święta i wspomnienia męczenników: „Nikt nie ma większej miłości niż ten, kto życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” oraz za nieprzyjaciół, którzy – dzięki jego ofierze – staną się na wieki jego przyjaciółmi. Mam na myśli tych, którzy wkrótce staną się moimi zabójcami, a których twarze widziałem na swoim pogrzebie. Włączeni są w moją ofiarę, do której mają się przyczynić, a także w moją modlitwę, którą od lat za nich zanoszę. Wierzę, że spotkamy się w Wiecznej Chwale, jak Szczepan z Szawłem, gdyż… wierzę jednocześnie, że nikt nie ma większej możliwości wyproszenia komuś u Boga łask, niż ofiara swoim prześladowcom.

Duchu Święty – Duchu tej liturgicznej Pięćdziesiątnicy, którą teraz w Kościele przeżywamy, ale i tej Nowej – Pięćdziesiątnicy, która przetworzy, uduchowi i uświęci wkrótce cały świat, czyniąc go wielkim wieczernikiem – błagam Cię, przez pośrednictwo Twej Najświętszej Oblubienicy Maryi: ogarnij umysły i serca moich Współbraci Kapłanów i posłuż się nimi według Twoich planów. Amen.

ks. Adam Skwarczyński

Opublikowany w Alert, Apokalipsa, Kościół, Objawienia, Prośba o modlitwę, Prześladowanie Chrześcijan, Różaniec, Warto wiedzieć, Z Aniołem do Nowego Świata, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , | Komentarzy: 173 »

Przepowiednia ojca Ludwika Roccy z 1849 roku

Posted by Dzieckonmp w dniu 26/03/2012

Przepowiednia

Z dziewiętnastowiecznym proroctwem franciszkanina o papieżu Polaku zapoznałem się kilka lat przed radosnym dla nas konklawe w 1978 roku. Uznałem je wówczas za nieprawdopodobne! Zmieniłem zdanie, gdy kardynał Karol Wojtyła zasiadł na Piotrowym tronie. W 1992 roku opublikowałem w “Polityce” (nr 11) artykuł o tej przepowiedni. Teraz, gdy nikt już nie wątpi, że byliśmy świadkami wielkiego pontyfikatu Jana Pawła II, postanowiłam przypomnieć proroctwo Ludovica Rocci.

Do tekstu proroctwa dotarłem zbierając materiały do książki “Okupowanej Warszawy dzień powszedni” (jej pierwsze wydanie ukazało się w 1973 roku). Dla oddania nastrojów tamtego okresu postanowiłem wykorzystać także krążące wówczas wróżby, przepowiednie i proroctwa. W tym celu – niezależnie od zapisów w dziennikach osobistych – należało sięgnąć po druki konspiracyjne. Jednym z nich była wydana w 1942 roku ośmiostronicowa broszurka “Mówią wieki. Zbiór niektórych przepowiedni dotyczących obecnej wojny”. Zawiera ona cztery proroctwa, o ostatnim z nich podano następujące informacje: “W Nr 97ym I.K.C. z dn. 5 maja 1923 ogłoszona została przepowiednia brata Ludwika Rocca z zakonu Franciszkanów, odpisana z książki wydanej przez Drukarnie Narodową Watykanu w 1853 roku. Brat Ludwik Rocca po zwiedzeniu Betlejem, Ziemi Świętej i Grobu Chrystusa, jako 92-letni staruszek w 1849 roku popadł w stan odrętwienia, który trwał sześć tygodni, po czym na tydzień przed śmiercią poprosił o dwóch braci zakonnych, aby pozostawali przy nim dniem i nocą i zapisywali każde jego słowo, gdyż «Bóg przez jego usta obwieszcza, co stanie się w przyszłości»”.

Pamiętam moje narastające w trakcie czytania tekstu tej przepowiedni zdziwienie, przekształcające się w fascynację. Już pierwsze zdanie było intrygujące: “W 65 lat po mojej śmierci (1914) rozpocznie się wielka wojna morderstwem na Bałkanach, gdzie zamordowany zostanie panujący z rodu habsburskiego [...] , skończy się ona po czterech latach”.

Dalej jest wzmianka o Niemcach, którzy: “Na swych sztandarach nosić będą godło «Bóg z nami» i to będzie bluźnierstwem” i rewolucji w Rosji: “Car zginie od swoich poddanych”.

A oto przepowiednia dotycząca II wojny światowej: “W 90 lat po mojej śmierci (1939) wybuchnie bratobójcza wojna, która ogarnie cały świat.[...] Najwięcej spustoszenia czynić będą żelazne ptaki, które z warkotem skrzydeł pomagać będą walczącym, szerząc spustoszenie, a żelazne smoki obrócą w perzynę pół Europy”. Data, zważmy, się zgadza, a mamy tu również przewidzianą zapowiedź pojawienia się samolotów i czołgów. I kolejna zadziwiająca wiadomość – o Niemcach, “których do ostatecznego upodlenia doprowadzi ich wódz, szaleniec, Żyd z pochodzenia, sprzęgnięty z bratem antychrystą”. Franciszkanin przepowiada jednak klęskę państw Osi i przejście Sowietów do obozu aliantów: “Trzy potęgi, którym się zdawało, że nikt im się nie sprzeciwi i nie oprze, złamane zostaną w kraju, gdzie od lat zapomniano o Bogu, radości i śmiechu. Pięć milionów Żydów zostanie wymordowanych”.

Pragnę w tym miejscu przypomnieć, że konspiracyjna broszurka ukazała się w 1942 roku. Potwierdzają to listy, jakie otrzymałem po moim artykule od ludzi, którzy ją czytali podczas okupacji. Zakładając przez chwilę, że mamy do czynienia z apokryfem, można zrozumieć zgodność tekstu z wydarzeniami minionymi, ale o klęsce, jaką Hitler poniesie w Rosji, ani o liczbie ofiar Holokaustu wówczas jeszcze przecież nie wiedziano! Przyznaję, że gdy proroctwo franciszkanina czytałem po raz pierwszy, największe wrażenie wywarło na mnie zdanie: “Nad krajem kwitnącej wiśni chmura ogniem ziejąca obróci w gruzy południe i środek wyspy”. Przecież to wizja bomb atomowych, zrzuconych w sierpniu 1945 na Hiroszimę i Nagasaki…

Na tym trafność przepowiedni bynajmniej się nie kończy. Dowiadujemy się oto, że “wiele klęsk spotka Anglię i oderwą się od niej kraje zamorskie”. Następne zdanie brzmi: “Wielka Rosja rozpadnie się na małe państewka”. Przyznaję, że właśnie to zdanie, przeczytane przeze mnie 35 lat temu, spowodowało, że w trafność ową po raz pierwszy zacząłem powątpiewać.

I tak oto dochodzimy do ustępu poświęconego Polsce i mieszkańcom tej ziemi: “Wiele zdrajców wygnanych zostanie z kraju polskiego, a potem zabierze się Polska do oczyszczenia z Żydów. Najwyżej wyniesie Pan Bóg Polaków, gdyż dadzą światu wielkiego Papieża. Pod hegemonią Polski połączą się Słowianie i utworzą zachodnio-słowiańskie państwo-mocarstwo Europy, którego granicami będą: Odra, Nissa, m[orze] Adriatyk, m[orze] Czarne, Dniepr, Dźwina i Bałtyk. Polska zawsze zostanie. Wielki mąż Ameryki roztoczy nad nią przemożną opieką, pod którą w wielkiej szczęśliwości królować będzie”. Świetnie pamiętam moją reakcję, gdy to przeczytałem około 1970 roku. Pomyślałem sobie, że owo zdanie o papieżu Polaku zmniejsza wartość całego proroctwa! Pisząc artykuł w 1992 roku, nie chciałem wspomnieć o wzmiance jednoznacznie kojarzącej się z haniebnym marcem 1968. Podkreślałem, co prawda, że w przepowiedni jest mowa o Odrze i Nysie, natomiast pominąłem ustęp poświęcony prezydentowi Stanów Zjednoczonych, trzymającemu nad Polską tarczę ochronną.

Autorzy konspiracyjnej broszurki puszą: “Przepowiednie ojca Ludwika Rocca omawiane były w 1868 roku. Krytycy uznali je za stek bzdurstw, a czasopismo niemieckie «Freiheit» w Gracu [w] 1869 r. drwiło z tych przepowiedni, w których katolicki mnich tylko Polsce wielkość przepowiada. Książka ta dr. Johannsena znajduje się w Bibliotece Narodowej w Wiedniu pod nr 427314″.

Po wyborze papieża Polaka postanowiłem przeczytać wspomniany w konspiracyjnej broszurze artykułu z “Ilustrowanego Kuriera Codziennego”. Nosi on tytuł: “Prorok z Góry Synai. Przepowiedział w roku 1849 los dzisiejszej Europy. Polska stanie się jednym z pierwszych mocarstw Europy”. Gazeta powołuje się na wydaną w Wiedniu książkę dr. Johannesa (nie Johannsena) i podaje taką samą jak w broszurze sygnaturę.

W prasowej wersji przepowiedni jest mowa o “bratobójczej wojnie”, jaka wybuchnie “w całej Europie” i o tym, że “Rosja będzie widownią wielkich okrucieństw.[...] Rodzina cesarska, cala szlachta i część duchowieństwa będą wymordowane”, a “państwo rosyjskie rozpadnie się na różne państewka. Polska jednak odzyska niepodległość i stanie się jednym z pierwszych wielkich mocarstw Europy”. Znajdziemy tu też dość zaskakującą informację, że autorem przepowiedni “był Niemiec z pochodzenia”. W artykule nie podano imienia i nazwiska zakonnika, a jedynie jego inicjały “L.R.”. Dowiadujemy się za to, że proroctwo dokonało się w klasztorze na górze Synaj oraz, że asystowali przy nim bracia Fascinietti i August. Najbardziej zaskakujące jest jednak to, że brak tu nie tylko jakiejkolwiek wzmianki o papieżu Polaku, ale także o wydarzeniach związanych z drugą wojną światową i okresem po 1945 roku.

W tej sytuacji zrozumiałe jest, że postanowiłem dotrzeć do przechowywanej w Wiedniu broszury dr.Johannesa. Egzemplarz w tamtejszej Bibliotece Narodowej rzeczywiście nosi znaną nam już sygnaturę i ogólnie można powiedzieć, że publikacja IKC stanowi dość wierne tłumaczenie tych jej fragmentów, które dotyczą przepowiedni “brata L.R.” (i tu brak imienia i nazwiska). Okazuje się jednak, że w broszurze podano inną i przy tym dokładną datę śmierci franciszkanina, 15 sierpnia 1840 roku. Oznacza to mniejszą precyzję przepowiedni w wersji z broszury konspiracyjnej z 1942 roku, mówiących o momencie wybuchu obu wojen światowych. Zważywszy, że wszędzie zostało zaznaczone, że mnich w chwili śmierci miał lat 92 bez trudu można podać lata jego życia: 1748 – 1840. Przyjmując, że rzeczywiście był to Ludovico Rocca i że istnieją spisy franciszkańskich braci zakonnych, nie powinno być trudności z weryfikacją tych danych.

Skoro w broszurze wiedeńskiej nie ma ani słowa o papieżu Polaku, to należało szukać dalej w Rzymie, pamiętając, że w naszym druku konspiracyjnym wspomina się o odpisaniu przepowiedni “z książki wydanej przez Drukarnię Narodową Watykanu w 1853 roku”. Nie bez trudności udało mi się uzyskać zgodę na zajrzenie do katalogów Biblioteki Watykańskiej. Choć znalazłem tam aż kilku autorów o nazwisku Rocca, a nawet bodajże trzech o imieniu Ludovico, ani jedna pozycja nie była związana z przepowiednią i zbliżoną datą publikacji. Na tym moje możliwości dalszego poszukiwania źródła informacji, podanego w podziemnej broszurce z 1942 roku, wyczerpały się.

Nadmienić jednak pragnę, że w wydanej w 1990 roku książce “Świat w oczach jasnowidzów” Stefan Budzyński pisze: “W archiwum watykańskim znajduje się dokument, którego autorem jest Ludwik Rocco, franciszkanin z góry Synaj. Dokument ten sporządzono w 1849 roku, na krótko przed śmiercią jej autora”. Dalej następuje streszczenie tekstu z konspiracyjnej broszury, bez podania jej tytułu i daty wydania. Jak dotąd nikomu nie udało się ustalić, skąd w okupowanej Polsce w 1942 roku zaczerpnięto wiadomość, że autor przepowiedni z połowy poprzedniego stulecia nazywał się Ludovico Rocca i że w przepowiedni tej znalazło się proroctwo o papieżu Polaku.

Po moim artykule w “Polityce” otrzymałem sporo listów. Najważniejszy z nich przesłała nauczycielka ze Skierniewic Maria Świercz, która przekazała mi w darze kserokopię przechowywanej przez nią broszurki Mówią wieki. Krzysztof Kwaśniewski z Poznania pisał: “Pamiętam tę przepowiednię, rozpowszechnianą w maszynopisie w Bochni około 1942 roku. Ufać muszę tylko pamięci, bo tekstu rozpowszechnianego na zasadzie «podaj dalej» nie odpisałem. Z pewnością jednak pamiętam dosłowne sformułowanie: «Najwyżej wyniesie Pan Bóg Polaków, gdyż dadzą światu wielkiego Papieża»”. Pisze W. Kroszczyński z Warszawy: “Przepowiednia, o której pisał Pan w «Polityce», wydaje mi się najdziwniejszą sprawą, z jaką się spotkałem w życiu. Czytałem ją chyba w czasie okupacji i zapamiętałem fragment o Japonii: «chmura ziejąca ogniem zniszczy południe i środek wysp». [...] Przepowiednia [...] musiała zrobić silne wrażenie na ojcu znanego mi chłopca, skoro zatelefonował do Wiednia, by sprawdzić, że istotnie znajduje się tam przytoczony w tekście «odnośnik literaturowy»”. Jan Zamorski z Katowic przysłał mi odpis proroctwa franciszkanina, z którym zapoznał się w Rzeszowie w 1943 roku.

W latach 1992-93 proroctwo przytoczono w kilku książeczkach. Stephen Lassare (Odkryte sekrety przeszłości. Proroctwa, przepowiednie, wizje jasnowidzów) powołuje się co prawda na IKC, jednakże streszcza fragment konspiracyjnej broszury. Z kolei Zbigniew Przybylak (Dobre proroctwa i przepowiednie dla Polski), podając jako datę śmierci mnicha rok 1840, bądź zapoznał się z broszurą dr. Johannesa, bądź zna mój artykuł, choć go nie cytuje.

Tę samą datę znajdziemy w książeczce Przepowiednie a czasy obecne salwatorianina ojca Flawiana Niebiańskiego, wydanej w 1943 roku w Stanach Zjednoczonych. To, że autor nie mógł znać wiedeńskiej broszury, jest niemal pewne. Tym, kto jako pierwszy zapoznał Polaków z proroctwem Franciszkanina, ewidentnie na podstawie lektury broszury dr. Johannesa, był Józef Chociszewski, autor wydanego w Poznaniu w 1877 roku dzieła Polska Sybilla, czyli zbiór objawień, proroctw i przepowiedni, tyczących się mianowicie Kościoła katolickiego, Polski i Słowiańszczyzny. Ze starych ksiąg, z różnych pism i z ust ludu zebrał i spisał. Miało ono potem wznowienia.

Warto może przypomnieć, że z 1939 roku pochodzi wiersz Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego Modlitwa za pomyślny wybór papieża, z taką oto ostatnią zwrotką:

O to, Królowo, schodząc w serca głębię,
błagam, słuchając, co mówi Duch Boży:
nowe papiestwo jak dąb się rozłoży
przy polskim dębie

Przed kilku laty poprosiłem prof. Jerzego Kłoczowskiego o przekazanie papieżowi Janowi Pawłowi II informacji o proroctwie Ludovica Rocci. Otrzymałem zapewnienie, że to uczynił.

 

 Autor

TOMASZ SZAROTA (ur. 1940) – profesor w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk w Warszawie, kierownik Pracowni Dziejów Polski po roku 1945. Ostatnio opublikował U progu Zagłady. Zajścia antyżydowskie i pogromy w okupowanej Europie. Przygotowuje książkę Naloty na Warszawę i Drezno – względy wojskowe czy zbrodnia wojenna?

Źródło: niniwa2.cba.pl/

Opublikowany w Apokalipsa, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | Komentarzy: 59 »

Tak się bawi elita Polski

Posted by Dzieckonmp w dniu 24/03/2012

SODOMA I GOMORA NA PROGU PIEKŁA !! WARSZAWA SIĘ BAWI Pardon ! — POSTĘPOWA WARSZAWA !!
CZY NIE POWINIEN SPAŚĆ OGIEŃ Z NIEBA !!!!!

 

Opublikowany w Apokalipsa, Film, Szatan, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | Komentarzy: 32 »

Oświetlenie duszy a Wielki Post

Posted by Dzieckonmp w dniu 21/03/2012

Okres Wielkiego Postu, to czas, aby odnowić nasze życie duchowe i ofiarować dary miłości  naszemu Bogu. Nie ma lepszego daru niż  refleksja nad naszymi duszami, przyglądnięcie się gdzie obecnie się znajdują w świetle wyroków Bożych. Na pewno nastąpi w krótkim czasie wydarzenie, które jest zapowiadane przez  tak wiele przepowiedni i ostrzeżeń udzielonych przez różnych świętych, jasnowidzów i proroków od wieków, gdzie każda żywa istota zobaczy swą dusze dokładnie tak, jak Bóg ją widzi, tzn. że wszystko dobre i wszystko złe zgromadzone w życiu do tej pory będziemy mogli sami zobaczyć.

Według wielu źródeł które udokumentowały doświadczenia bliskiej śmierci, podobne wydarzenie dzieje się w chwili śmierci, a dla nas żyjących w obecnym  czasie, wydarzenie takie wystąpi na całym świecie i dotyczyć będzie każdej żywej istoty, to nastąpi  niespodziewanie i wszyscy doświadczymy dokładnie takiej samej łaski. Różnica między nami a tymi co umierają będzie polegała na tym, że my będziemy mieli pełną i niezaprzeczalną wiedzę o rzeczywistości Boga i swobodny wybór woli, by coś z tym zrobić.

Ta święta łaska objawienia przed którą staniemy aby poznać wyroki Boże została generalnie nazwana “Ostrzeżenie” lub “Oświetlenie duszy”. Jakkolwiek  zechcemy to wydarzenie nazwać, to nie ma większego znaczenia, możemy tylko wiedzieć że to wydarzenie jest również jednym  z dziesięciu tajemnic Matki Bożej jakie przekazała wizjonerom z Medziugorje. Wiemy że widzący stwierdzili,  że jedna z trzech pierwszych  tajemnic będzie dotyczyła takiego ostrzeżenia, że nastąpi gdy zakończą się objawienia i będzie dowodem na to że objawienia w Medjugorje pochodziły od Boga. Pierwsze trzy tajemnice są w rzeczywistości ostrzeżeniami.

Oświetlenie duszy będzie jak duchowy big band , które ujawni każdej osobie, na jakiej ścieżce i na jakim kursie się znajduje: ścieżka do potępienia lub ścieżka do zbawienia. Człowiek w swoim rodzaju będzie mieć wolną wolę do decydowania albo iść drogą do Boga lub ścieżką do szatana. Niestety, jak Błogosławiona Dziewica Maryja stwierdziła w swoich komunikatach do różnych widzących, niektórzy będą nadal podążać drogą ku potępieniu, nawet jeśli dzięki temu ostrzeżeniu będą wiedzieć, bez wątpliwości, że Bóg istnieje i kocha każde stworzenie.

Wiarygodność Oświetlenia Duszy (lub ostrzeżenie) potwierdziło  wiele nadprzyrodzonych objawień. Zostało ono przepowiedziane św Katarzynie Laboure w 1830 roku (przy Rue du Bac w Paryżu, we Francji które jest miejscem  Cudownego Medalika), św Faustynie Kowalskiej w 1930 roku która otrzymała orędzie Miłosierdzia Bożego  oraz czterem młodym widzącym z Garabandal w Hiszpanii, którym Matka Boża objawiła się wiele razy od 1961-1965. Inni wizjonerzy od tamtego czasu mówią o ostrzeżeniu i istnieje ogólna zgoda, że w wyniku takiego zdarzenia, miliony grzeszników okaże skruchę i zostanie przywróconych do łaski. Po  30 latach codziennych objawień w Medziugorju i tysiącach orędzi z  zaproszeniem do nawrócenia teraz, bitwa pomiędzy dobrem a złem jest bardziej naoczna  niż kiedykolwiek wcześniej.

Według widzących z Garabandal, w terminie jednego roku od ostrzeżenia (oświetlenia), zdarzy się wielki cud, na niebie pojawi się ponad Garabandal  znak, który ich zdaniem można będzie zobaczyć i fotografować, ale nie będzie można dotknąć. Takie samo wydarzenie zostało zapowiedziane przez wizjonerów z Medziugorja. Stały znak ma być pozostawiony na Podbrdo czyli miejscu gdzie zaczęły się objawienia. W Garabandal, tego znaku nie można dotknąć, to znaczy, że fizycznie nie można dotknąć, albo że nie może  być dotykany? Nie wiemy tego dokładnie.

W Medjugorje ten stały znak, mówią, że jest  trzecią tajemnicą z Medziugorja. Idąc o krok dalej analizując informacje z Medjugorje, że Królowa Pokoju powiedziała, że  Pierwszą tajemnicą, będzie wielki przewrót gdzieś w świecie. Nie ma w objawieniach dokładnie określone, czy to będzie geograficzne, polityczne lub jakieś  inne wydarzenie. Niezależnie od tego, co to będzie są słowa że dusze nie będą już w stanie nawrócić się do Boga w tym czasie, bo będzie już za późno.

Z taka wiedzą podaną i zweryfikowaną tak wiele razy, nasza reakcja na podstawie wiary i potwierdzonych wiadomości z Medjugorje, powinna być jednoznaczna i kierować nas do pokuty. Skrucha i natychmiastowy powrót na drogę Boga najlepiej jak tylko potrafimy. Powinniśmy okazać żal i mieć wyrzuty sumienia.

Dlatego Wielki Post jest czasem, aby dokładnie rozpoznać to, czy stoimy teraz  na ścieżce do Boga, nie czekając na to przerażające wydarzenie Oświetlenia duszy, że może potem, oczywiście, coś z sobą zrobimy.

Według dużej liczby dusz, które doświadczyły bliskiej śmierci, które widziały w swoich wyrokach jak wiele małych lekceważących spraw dotykających innych słowem, myślą i czynem, było aktami w stosunku do innych mającymi wielką wagę. Część spraw, które uznawaliśmy za najbardziej banalne okazały się bardzo wielkimi. Jak jedna kobieta, która doświadczyła bliskiej śmierci mówiąc, że widziała jak każde miłe słowo lub działanie tworzyło światło, które okrążało świat, a każde negatywne jedno słowo robiło odwrotnie.

Wielki katolicki teolog nazwany Ojciec Reginald Garrigou-Lagrange’a napisał kiedyś, że “w momencie oddzielenia duszy od ciała wie się o wszystkich jej zaletach i wadach. Widzi się jej stan bez żadnego błędu, widzi się wszystko, co ta dusza myślała, pragnęła , powiedziała, i robiła, zarówno w wszelkie dobro jak i zło “. Cała przeszłość,  jest postrzegana jak “w pigułce”. To właśnie ci, którzy zostali uznani za zmarłych, ale potem w cudowny sposób ożyli to nam potwierdzają i głoszą.

Matka Boża nam powiedziała, tak wiele razy w swoich orędziach do nas w Medjugorje, nie czekajcie na tajemnice przed podjęciem decyzji o zmianie swojego życia tylko podążajcie za Bogiem. Zróbcie to teraz.

Wielki Post to czas, aby rozpocząć zmiany.

Niech pokój, łaska i miłość Jezusa  będzie w każdym z nas.

 

 

Opublikowany w Apokalipsa, Medziugorje, Objawienia, Ostrzeżenie - Pilne orędzia 2010-2011, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | Komentarzy: 147 »

Magdeburskie Użądlenie 1936

Posted by Dzieckonmp w dniu 11/03/2012

Córka deportowanych, poświęciła dużo swojego czasu aby przetłumaczyć wersję Angielską na wersję Polską

W imieniu wszystkich co przeczytają, bardzo dziękuję Oli Gordon za jej wysiłek i dedykację.

Sowieckie Deportacje

Mimo sowieckich dyrektyw do dobrze zorganizowanego masowego przemieszczania ludzi, proces deportacji pozostawiał wiele do życzenia. Listy osób, które mają być deportowane zostały sporządzone na podstawie informacji przekazanych przez kolaborantów spośród mniejszości etnicznych, głównie żydów. Długie pociągi, składające się z wagonów transportowych, czekały na stacjach kolejowych. W miastach i wsiach, kolumny samochodów ciężarowych wraz z wozami, a zimą saniami – zarekwirowanymi od chłopów – były gotowe. Radzieckie jednostki wojska, NKWD a także lokalnej milicji, składającej się z żydów i Ukraińców – niezależnie od warunków pogody czy pory dnia i nocy – otaczały dzielnice miast lub wsie. Pod groźbą użycia broni, mieszkańcy otrzymali od dziesięciu minut do dwóch godzin na spakowanie swoich rzeczy i zostali wywiezieni lub pędzeni pieszo do najbliższej stacji kolejowej.

Destynacje deportowanych obywateli polskich były północne, środkowe i wschodnie rejony Związku Radzieckiego – od koła podbiegunowego na północy i granicy mongolskiej na południu – regiony Archangielsk, Komi, Kołymia, Syberia, Kazachstan i Uzbekistan. Niektórzy znaleźli się w więzieniach, zakładach karnych lub obozach pracy przymusowej, inni byli wyładowywani w odległych osadach, a jeszcze inni w sowieckich kołchozach. Żyli, a raczej cierpieli w 2800 miejscowości, w pięćdziesięciu sześciu sowieckich oblasti (dystryktów). Ich los był taki sam, niezależnie od miejsca ich wysłania: niewolnicza pracy w zamian za mniej niż minimalne potrzeby życiowe. Umierali tysiącami, a raczej dziesiątkami tysięcy z zimna, głodu i chorób.

Taki był los deportowanych do inwazji Niemieckiej na Związek Radziecki w dniu 22 czerwca 1941 r. i podpisanie polsko-radzieckiej (Sikorski-Majski) umowy 30 lipca 1941, które, między innymi, przewidywała zwolnienie wszystkich obywateli polskich na sowieckim “wygnaniu”, jak również tworzenie Wojska Polskiego z polskich jeńców i deportowanych.

Dokument ten, podpisany w obecności Winston Churchill i Anthony Eden, używał niefortunne określenie “amnestia” (słowo powinno być “wyzwolenie” czy “emancypacja”) do określenia zwolnienia deportowanych, a którzy stali się dla Stalina materiałem przetargowym o uzyskanie pomocy od aliantów i uznanie „nowych” granic Polski ustalonych przez pakt Ribbentrop-Mołotow.

Zgodnie z 15 stycznia 1942, notatką Berii do Stalina, 389 041 obywateli polskich, zostali zwolnieni w wyniku tej “amnestii”. Wśród nich 200 828 Polaków, 90 662 Żydów, 31 392 Ukraińców, 27 418 Białorusinów, 3 421 Rosjan i 2 291 osób innych narodowości. Nie było potrzeby informować Stalina o tym, że władze sowieckie często uniemożliwiały zwolnienia deportowanych z różnych miejscach odosobnienia i nie pomagały im w jakikolwiek sposób po ich uwolnienie. Ten zupełny brak zainteresowania doprowadził do kryzysu o niewyobrażalnej proporcji.

Ucieszeni tą zmianą, polscy deportowani z odległych miejsc zaczęli, jak najlepiej, jak mogli, dążyć na południe, do miejsca, gdzie wojska gen. Andersa były formowane, w nadziei na wyzwolenie. Przemieszczenia te, często kilka tygodni długie, przyniosły nowe cierpienia – dziesiątki tysięcy zmarły z głodu, zimna, ciepła, chorób i wyczerpania, podczas podróży do wolności. Dla wielu, pomoc udzielona przez USA i Wielką Brytanię była za mała i za późna. W samym rejonie Samarkanda, w okresie dwóch i pół miesiąca w 1942 r., z 27 000, 1 632 obywateli polskich zginęło na tyfus i niedożywienia. Polska ambasada oceniała że w okresie od grudnia 1941 do czerwca 1942 roku, 10 procent z 200 000 obywateli polskich, który zgromadzili się w centralnych republikach radzieckich zmarła na tyfus.

Tymczasem w czerwcu 1942 r. rząd Polski w Londynie zebrał ponad 77 000 dzieci zagubionych i sierot oraz pomocą oferowana przez Wielka Brytanię, Kanadę i Amerykański Czerwony Krzyż wystarczała tylko na ewakuowanie około 50 000 z nich. Ale Moskwa nie zgodziła się na tak masową ewakuację dzieci powołując się na problemy transportowe jako powód i zaprzeczając, że polskich dzieci znajdowały się w niebezpieczeństwie. Słowa otuchy oferowane przez zastępcę komisarza Andrieja Wyszyński polskiemu ambasadorowi Stanisławowi Kot z pewnością należą do najbardziej cynicznych kiedykolwiek wypowiedziane przez sowieckiego urzędasa. “Dobro dzieci”, powiedział on, “jest zapewnione przez władze sowieckie”. W rzeczywistości, Sowieci obawiali się, że ewakuacja tych dzieci, i ujawnienie ich stanu, nie do odróżnienia od ofiar nazistowskich obozów koncentracyjnych, spowodowało by potępienie Związkiem Radzieckiego (rządzonego przez żydów) przez cywilizowany świat.

Negocjacje, a raczej prośby, w celu wypuszczenia dzieci trwały do dnia 16 stycznia 1943 roku, kiedy było jeszcze setki tysięcy obywateli polskich w ZSRR, a polska ambasada w Moskwie została poinformowana, że ponieważ liczba Polaków w ZSRR stają się nieistotna, więc nie było już potrzeby polskich agencji opieki społecznej na ziemi sowieckiej – czterysta z nich, w tym liczne sierocińce i szpitale, zostały natychmiast zamknięte lub przejęte wraz ze wszystkimi dostawami międzynarodowej pomocy, przez władze radzieckie. W marcu tego roku, pozostali obywatele polscy zostali zmuszeni do przyjęcia obywatelstwa sowieckiego; tyle o “amnestii” w wersji sowieckiej.

W dniu 13 kwietnia 1943 roku, Niemcy ogłosiły światu o odkryciu masowych grobów w Katyniu. W dniu 25 kwietnia tego samego roku ,Stalin zerwał stosunki dyplomatyczne z Londyńskim rządem Polski, używając polskie protest,y w sprawie egzekucji w Katyniu, jako pretekst.

Niemniej jednak, w ciągu dwóch wielkich ewakuacji (pierwsza, między 24 marca oraz początku kwietnia 1942 r., druga między 10 sierpnia i 1 września 1942 r.), z Krasnowodska przez Morze Kaspijskie do Pahlawi, i mniejszej ewakuacji drogą lądową z Aszchabad do Mashhad (marzec do września 1942 r.), około 115 000 obywateli polskich (w tym 37 000 cywilów, z których około 18 300 stanowiły dzieci) opuściło Związek Radziecki. Żołnierze armii gen. Andersa udali się do walki w wielu bitwach, w tym bitwa pod Monte Cassino; cywile, ponieważ nie mogli być odesłany do Polski, zostali zmuszeni do pozostania na obczyźnie do końca wojny, potem rozproszeni po koloniach Brytyjskich.

Pierwszy przystanek uchodźców ewakuowanych z armią Andersa był Iran, gdzie znaleźli tymczasowe kwatery w dużych obozach przejściowych początkowo znajdujących się w Pahlavi i Mashhad, później w Teheranie i Ahwaz. Podczas gdy wojska gen. Andersa zostały następnie przeniesione do Palestyny, a stamtąd do Iraku, ludność cywilna pozostała w Iranie. Aby umieścić tych uchodźców, rozległy obóz został założony w Isfahanie. Ponieważ mieściło się tam kilka podobozów dla tysięcy osieroconych polskich dzieci, Isfahan stało się znane jako “miasto polskich dzieci”. Pomoc przyznana przez polskie, brytyjskie, amerykańskie i irańskie władze przyniosła poprawę ich warunków życia i skontrolowała druzgocące epidemie chorób zakaźnych – chorób, nabytych w Związku Radzieckim, które w dalszym ciągu zabijały uchodźców nawet po ich wyzwoleniu (ponad 2000 uchodźców zmarło tylko w Iranie). W tym czasie różne polskie instytucje, w tym 24 szkół obsługujących około 3000 uczniów, powstały w Iranie i kilku polskich czasopism i gazet.

Ich pobyt w Iranie, jednak został przerwany ze względu na wrogość Sowietów zajmujących północny Iran i ze względu na zagrożenie wojsk niemieckich, które już dotarły do Kaukazu. Ostatecznie, uchodźcy z Iranu zostali przeniesieni do innych krajów, takich jak Liban, Palestyna, Indie, Uganda, Kenia, Tanganika, Rodezja, Południowa Afryka, Meksyk i Nowej Zelandii. Gdziekolwiek się udali, polscy uchodźcy napotkali dobrą wolę, nie tylko ze strony poszczególnych rządów, które zaprosił ich, ale również ze strony rodzimych populacji. Witając ich z polskimi flagami, białymi orłami i słowami zachęty, a nawet pamiątkowe pomniki wzniesiono na ich cześć! W przeciwieństwie do dziczyzny w nowym raju Judeus Sovieticus Barbarosus Związku Radzieckiego (czytać: Związku Żydowskiego).

Dlaczego Ameryka nie otworzyła drzwi, otwierając je szeroko, dla polskich uchodźców? To, że zachodni alianci wiedzieli o deportacjach wynika z ich wysiłków na rzecz pomocy w ich imieniu w Związku Radzieckim i na Bliskim Wschodzie. W Iranie, chociaż wysłuchani, uchodźcy nie byli zachęcani do mówienia, z obcymi, o ich doświadczeniach w Związku Radzieckim.

W Ameryce, 25 czerwca 1943 r., dzień przybycia, na pokładzie USS “Hermitage”, pierwszego transportu składający się z 706 uchodźców, w tym 166 dzieci, był tajemnicą państwową, a dwa dni po opuszczeniu statku, Polacy zostali wysłani do Meksyku.

Druga grupa, 726 uchodźców, w tym 408 dzieci, w większości sieroty, zakończyła również w Meksyku, jak poprzednia.

Musimy pamiętać że ci, którzy finansowali żydowską rewolucję w Rosji, mieli silny wpływ polityczny w rządzie Roosevelta mocno współpracującym z sowieckimi syjonistami.

Tak zakończyła się saga Polaków deportowanych z Europy Wschodniej, którym udało się wyjść z ZSRR na mocy wątpliwych postanowień “amnestii” z 1941 roku. Ale co stało się z setkami tysięcy deportowanych, którzy nie opuścili z armią gen. Andersa? Dla kilkaset tysięcy Związek Radziecki stał się, przed końcem wojny i po wojnie, ich miejscem wiecznego spoczynku. A niewielu co dożyli, dopiero w końcu lat 1950-tych zaczęli pojawiać sie w Polsce Ludowej, wypełniając radiowe audycje szukaniem swych rodzin. 

Świadectwo zgonu, wydane w Lwowie, 16 listopada 1940, przez NKWD żonie Michała Wojciechowskiego, stwierdza, że ich syn zmarł z powodu “paraliż serca”.

Numer świadectwa wskazuje, że pod okupacją sowiecką, około 500 osób umierało miesięcznie w tym mieście 350 000 mieszkańców. Świadectwa zgonu, wystawione przez NKWD, były raczej powtarzające się przy określaniu przyczyny śmierci: paraliż serca (zatrzymanie akcji serca), lub zapalenie płuc. NKWD nie kłamało – jeśli ktoś jest zamordowany, jego serce w rzeczywistości zatrzymuje się, jeśli ktoś jest torturowany przez tydzień – noc po nocy, a jego ciało zamienia się w masę, ostateczna przyczyna śmierci jest zatrzymanie się serca lub zapalenie płuc.

Faktycznymi przyczynami śmierci były tysiące przypadków tortur i morderstw! Ci ludzie umierali lub byli mordowani, lub torturowani na śmierć przez NKWD w czterech więzieniach miasta.

Te same przyczyny zgonu podawano na świadectwach zgonu, wystawionych przez Gestapo i “Polską Republikę Ludową” w bardzo wielu tysiącach spraw morderstwa z premedytacją.

Polska dziewczynka po sowieckiej “amnestii” w ramach układu Sikorski-Majski 17 sierpnia 1941 roku.

Polskie dzieci, Basia i Franka Sgrunowskie, deportowane na Syberię, 23 marca 1942 roku. Zdjęcie z prywatnego archiwum Zofii Jordanowska.

Dzielenie chleba. Polskie dzieci, pozbawione rodziców, wywiezione z ziem polskich okupowanych w czasie inwazji sowieckiej w 1939 roku.

Polskie kobiety oddzielone od dzieci i mężczyzn, w czasie deportacji, pracują w gospodarstwie państwowym (kołchozie) w Kazachstanie, 9 września 1941 roku.

Polscy mężczyźni, oddzieleni od swych rodzin w czasie deportacji, zmuszeni do pracy przymusowej w kopalniach złota Kołymie. Psy strażników miały prawo do regularnego karmienia (1184 cal. dziennie, a na dodatek odpady z kuchni strażników. Źle ubrani więźniowie, zmuszeni do niewolniczej pracy w subarktycznej tajdze – od rana do wieczora, siedem dni w tygodniu – w prymitywnym radzieckim “przemyśle” górniczym dostawali tylko 400 g racje chleba (1 292 cal.) dziennie.

Leśny, Włodzimierz Zieniewicz – Poddębowy Las, 1938. Pracownicy służby leśnej i ich rodziny zostali ujęci w kategorii “antysowieckie elementy”, wiec mieli być deportowani w lutym 9 / 10, 1940 przez ustawę Biuro Polityczne Komitetu Centralnego z 21 grudnia 1939 roku. Charakter paramilitarny organizacji pracowników leśnictwa, jak również wiedza o lasach z możliwością schronienie anty-sowieckich partyzantów i ukrywania dużych składów broni były prawdziwym powodem.

Oryginalny rysunek Eleonory Zieniewicz, lat 31, deportowanej z sześcioletnim synem Zdzisio Wołogziański w rosyjskiej SFSR. 25 marca 1940. Jej mąż Włodzimierz (patrz wyżej), leśniczy, zaginął w Rosji – nigdy nie być widziany ponownie. Rysunek jest jedynym wspomnieniem pozostałym po ich synie, pozostawionym na cmentarzu. Zmarł z zimna i głodu – tylko kilka miesięcy po deportacji.

Polskie sieroty, uratowane z Rosji Sowieckiej, gdzie stracili wszystko, co kochali – rodziców … rodzeństwo … rodziny. Uratowali życie, a teraz uczą się uśmiechać. Teheran 1942.

Źródło:  http://kanada.net

Opublikowany w Apokalipsa, Patriotyzm, Polityka, Prześladowanie Chrześcijan, Szatan, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , , , , , | Komentarzy: 95 »

Mordowanie ludzi na przemysłową skalę

Posted by Dzieckonmp w dniu 09/03/2012

Zabić dziecko!

Możemy porozmawiać o legalizacji narkotyków czy prostytucji. Ale nie o legalizacji ludobójstwa – deklaruje publicysta

Trudno powiedzieć, czy artykuł Franceski Minervy i Alberta Giubiliniego w najnowszym numerze “Journal of Medical Ethics” to wyraz gwałtownie postępującego szaleństwa autorów, próba intelektualnej prowokacji czy raczej wyznaczenia nowych ram debaty na temat godności życia ludzkiego.

Dwoje włoskich naukowców, pracujących na uniwersytecie w australijskim Melbourne, dowodzi w swoim eseju (“After–birth abortion. Why should the baby live”), iż skoro dopuszczalna jest aborcja, dopuszczalne powinno być także uśmiercanie dzieci już po porodzie, w szczególności tych obarczonych nieuleczalną wadą genetyczną.

Minerva i Giubilini znajdują moralne usprawiedliwienie dla zabicia noworodka. Argumentują, iż jest on tylko “potencjalną osobą”, nie posiada zatem wszystkich atrybutów istoty ludzkiej i nie ma “moralnego prawa do życia”.

Nic straconego

Autorzy nie zatrzymują się w pół kroku, idą dużo dalej. Twierdzą, iż tzw. aborcja postnatalna (after–birth abortion) powinna być dozwolona także w przypadku dzieci zdrowych, gdyby ich przyjście na świat “oznaczało zbyt duże obciążenie dla rodziców, jak również dla społeczeństwa”.

Decyzja zależałaby przede wszystkim od zbadania “potencjału” egzystencji dziecka (gdyby urodziło się chore) oraz określenia, na ile jego pojawienie się może obniżyć standardy życia całej rodziny (gdyby urodziło się zdrowe). “Nowe stworzenie wymaga ze strony rodziców energii, opieki i pieniędzy, których często nie ma w nadmiarze. Można uniknąć takiej sytuacji, dokonując aborcji, lecz czasami jest to niemożliwe”.

Jeśli zatem matka zapomni zażyć pigułki antykoncepcyjnej, nie założy partnerowi na czas prezerwatywy czy spóźni się z decyzją o aborcji – nic straconego. Zawsze będzie mogła pozbyć się noworodka, zabijając go po porodzie.

Minerva i Giubilini nie piszą wprawdzie, jak miałaby wyglądać prawna procedura przed takim “zabiegiem”, ale można ją sobie wyobrazić: matka wchodzi do gabinetu lekarza, oznajmia, iż pogorszyło się jej samopoczucie, lekarz podsuwa jej jednostronicowy formularz, matka go wypełnia, podpisuje i wychodzi z gabinetu. Pół godziny później lekarz napełnia strzykawkę roztworem soli, wbija igłę w główkę dziecka i przeprowadza “postnatalną aborcję”. Następnie chirurg pobiera potrzebne organy do przeszczepów.

Resztą zajmie się koncern kosmetyczny, który ma podpisaną stosowną umowę ze szpitalem, oraz firma utylizująca odpady.

“Przecież można oddać dziecko do adopcji” – mógłby nieopatrznie zasugerować jakiś mało rozgarnięty chrześcijański fundamentalista. Ale i na taką wątpliwość nasza para etyków jest przygotowana: “Owszem, zdrowe i potencjalnie szczęśliwe dzieci mogłyby zostać adoptowane. Musimy jednak pamiętać o interesach matki, która może doznać psychologicznej traumy z powodu przekazania własnego dziecka innej rodzinie (…). Prawdą jest, iż poczucie żalu i straty może towarzyszyć zarówno tradycyjnej aborcji, aborcji postnatalnej, jak i adopcji. Nie możemy jednak zakładać a priori, że adopcja będzie dla matki najmniej bolesna”.

Minerva i Giubilini chcą nas więc przekonać, iż oddanie dziecka do adopcji może być bardziej frustrujące dla matki niż podjęcie decyzji o jego zamordowaniu. Chciałoby się zapytać, co jeszcze może wywołać u kobiety głębszą traumę niż śmierć własnego potomstwa. Ostatni odcinek ulubionego serialu w telewizji? Brak środków na karcie kredytowej? Złamany obcas? Proszę wybaczyć ten prześmiewczy ton, ale naprawdę trudno polemizować na poważnie z tak monstrualnymi i niebezpiecznymi bredniami.

Magazyn narządów

Wolałbym, żeby artykuł w “Journal of Medical Ethics” rzeczywiście okazał się prowokacją. Żeby Minerva i Giubilini zwołali jutro konferencję prasową i oświadczyli: “To był żart. Może i wyjątkowo niesmaczny, ale zależało nam na wywołaniu dyskusji o granicach aborcji. Oczywiście nie jesteśmy zwolennikami zabijania noworodków, to nie są nasze poglądy”.

Prawdopodobnie nie doczekamy się jednak takiego oświadczenia. Wygląda na to, że włoscy etycy rzeczywiście opowiadają się za mordowaniem niewinnych ludzi na skalę przemysłową. Gdyby ich pomysły weszły kiedyś w życie, zostałaby otwarta furtka do rehabilitacji takich historycznych postaci jak Adolf Hitler czy Józef Stalin. Przypomnijmy, iż Holokaust miał również “naukowe podstawy”, a Żydzi także stanowili “zagrożenie dla dobrobytu społeczeństwa”.

Gdybyśmy zalegalizowali “postnatalną aborcję”, musielibyśmy również przedefiniować pojęcie ludobójstwa. Czy moglibyśmy z czystym sumieniem potępiać np. masakrę Ormian w Turcji? Ubolewać nad losem ofiar ukraińskiego Hołodomoru? Czy Trybunał w Hadze miałby moralny mandat do osądzania zbrodni popełnianych przez afrykańskich rzeźników?

Jednak wydawca “Journal of Medical Ethics” prof. Julian Savulescu ma zgoła inne zmartwienia. Jest mianowicie przerażony liczbą e-maili z pogróżkami, jakie dostają dzisiaj Minerva i Giubilini: “To przypomina polowanie na czarownice. Zamiast włączyć się do dyskusji, niektórzy próbują uciszyć naukowców, grożąc im śmiercią. Może to prowadzić do linczów, a nawet ludobójstwa (sic!)”.

Nie zamierzam przyłączać się do tej nagonki. Niemniej usiłuję zrozumieć, co powoduje ludźmi, którzy życzą śmierci autorom kontrowersyjnego eseju. Może uznali, iż Minerva i Giubilini są “obciążeniem dla społeczeństwa”? I nie dysponują wystarczającym “potencjałem szczęścia”?

Zresztą sam prof. Savulescu, wykładowca Oksfordu, ma na swoim koncie wiele równie intrygujących prac. Jest zdeklarowanym wyznawcą eugeniki, uważa, że rodzice powinni otrzymywać pełną wiedzę na temat genetycznych wad płodu, dzięki której mogliby dokonywać aborcji selekcyjnych. Dotyczy to rzecz jasna także procedury zapłodnienia in vitro.

Savulescu popiera postulat klonowania oraz wykorzystania embrionów i płodów jako “nosicieli” narządów do transplantacji. “Jeżeli zezwalamy na aborcję ze względów społecznych, powinniśmy się także zgodzić na aborcję w celu ratowania życia innych ludzi” – pisał w kwietniu 1999 w “Journal of Medical Ethics”.

To trio nie jest osamotnione w swojej walce o bardziej “etyczne” podejście do medycyny. Najsłynniejszym i najczęściej występującym w mediach zwolennikiem mordowania noworodków jest Peter Singer, australijski filozof i bioetyk, obrońca praw zwierząt i promotor weganizmu, profesor amerykańskiego uniwersytetu Princeton.

Dla Singera zabicie dziecka jest moralnie neutralne. W przeciwieństwie do spożywania wołowiny, które jest moralnie naganne. Co ciekawe, w swojej pokrętnej argumentacji Singer mimochodem przyznaje rację przeciwnikom aborcji, twierdząc, iż zarówno płód w łonie kobiety, jak i noworodek są “istotami żywymi”. “Rozróżnianie między płodem a noworodkiem to fikcja. Powinniśmy postawić sobie inne pytanie: czy fakt, że mamy do czynienia z realnym człowiekiem, odbiera nam prawo do pozbawienia go życia” – zastanawia się Singer w książce “Rethinking Life and Death”.

I odpowiada: nie odbiera. W wywiadzie dla niemieckiego tygodnika “Der Spiegel” filozof zaproponował, by wprowadzić 28-dniowy “okres próbny” dla nowo narodzonego dziecka. W tym czasie rodzice mogliby jeszcze podjąć decyzję o zabójstwie.

Wkład w obieg idei

Według Singera dużo ważniejszym kryterium oceny moralnej postawy jednostki jest skłonność do zadawania bólu i cierpienia. Noworodek nie ma jeszcze pełnej “świadomości cierpienia”, z kolei dorosłe zwierzęta – tak. Dlatego Singer nie je mięsa i sprzeciwia się eksperymentom na żabach i myszach.

Nie ma natomiast nic przeciwko zoofilii (“przecież i tak jesteśmy tylko dużymi małpami”) pod warunkiem, że traktuje się “partnera” lub “partnerkę” z odpowiednim szacunkiem i delikatnością. “W zaciszu domowego ogniska ludzie często pozwalają swoim psom na erotyczne pieszczoty. Niekiedy przynosi to obu stronom satysfakcjonujące doznania” – dowodził Singer dziesięć lat temu w lewicowym, brytyjskim periodyku “Nerve”.

Nie chciałbym naruszać dobrego imienia pana profesora, ale wydaje mi się, że wychwala w ten sposób pewien rodzaj dość obrzydliwego zboczenia. Chyba że Światowa Organizacja Zdrowia uznała w międzyczasie zoofilię za “orientację seksualną” – przepraszam, jeśli coś przegapiłem.

W maju 2010 r. ten wybitny australijski myśliciel miał wziąć udział w konferencji na Wydziale Prawa i Administracji UW poświęconej prawom zwierząt. Kilku zaproszonych prelegentów odmówiło wystąpienia u boku Singera i konferencję odwołano.

Jacek Żakowski pisał wówczas w “Gazecie Wyborczej”: “Jedną z fundamentalnych wartości akademickich jest otwartość na pluralistyczne poglądy i twórcze konfrontacje. W Polsce umacnia się zaś akademicka cenzura wymuszana przez konserwatywno-katolicki radykalizm. Nawet rektor nie wstydzi się już przyznać, że unika otwartej dyskusji z poglądami, których nie podziela. To ogranicza nasz udział w globalnych debatach i wkład w obieg idei. (…) Dla nauki jest to samobójstwo. Dla uniwersytetu to kompromitacja”.

Żakowski zatytułował swój komentarz “To nie Princeton, to Warszawa”, przypominając, jak ogromnym prestiżem cieszy się w świecie macierzysta uczelnia Singera.

Mam na to jedną odpowiedź, panie redaktorze: “To Warszawa, to nie Auschwitz”. Jeśli jednak chce pan prowadzić uczone dysputy z Josefem Mengele, nikt panu tego prawa nie odbierze.

Autor jest publicystą “Uważam Rze”

Źródło: http://www.rp.pl/artykul/9157,833742-Aborcja-postnatalna-to-ludobojstwo—Magierowski.html?p=1

Opublikowany w Aborcja, Alert, Apokalipsa, Szatan, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , , | Komentarzy: 232 »

LIST DO „ZIEMSKICH ANIOŁÓW KRAWĘDZI”

Posted by Dzieckonmp w dniu 07/03/2012

Publikuje list ks.Adama Skwarczyńskiego który napisał kilka dni temu. W liście tym jest opis jak będzie wyglądało ostrzeżenie które będzie miało miejsce według księdza. Proszę o merytoryczną dyskusję na temat tego listownego przesłania w kontekście orędzi Marii od Bożego Miłosierdzia . Ja widzę opisywanie tego samego wydarzenia. Różnica dla mnie polega na dobranych słowach plus okresie Nowej Ery.   

Przyjaciele radzili mi, żeby z tym listem poczekać: – Nie dawaj sępom na rozdrapanie, rozdziobanie i
pożarcie tego, czym sam żyjesz – mówili. Jednak zdecydowałem się na to, bo może z okruchów pożywią się
małe ogrodowe ptaszki, a i jakiś orzeł przyleci i uświadomi sobie, że może wznieść się o wiele wyżej niż
dotychczas…

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
„Nikt nie ma większej miłości niż ten, kto życie swoje oddaje za swoich przyjaciół” – za tych, którzy są
nimi dzisiaj, ale i za tych, którzy będą nimi w przyszłości, a dzisiaj są jeszcze wrogami!

KIM JESTEM

Jestem najzwyklejszym księdzem katolickim w służbie czynnej, choć bez tytułów i urzędów, żyjącym
na uboczu wielkiego świata (bez prasy i telewizji, bez kontaktów towarzyskich), zanurzonym w modlitwie
i pracy. Wolałbym pozostać nieznanym, a nawet publicznie nie występować pod własnym nazwiskiem,
jednak… noszę w sobie Boże tajemnice, z których jedna wymaga właśnie teraz ujawnienia – stąd ten mój
list, skierowany do szerszego ogółu.
Moi przodkowie ze strony matki wywodzą się z Litwy (gdzie, oczywiście, w ostatnich pokoleniach
uważali się za Polaków), a ze strony ojca – spośród Polaków z okolic Lwowa. W domu przechowywaliśmy
dokument, potwierdzający szlachecki tytuł i herb „Zadora” („Płomień”) jednego z naszych protoplastów,
chyba Ignacego. Pradziadek Dominik stamtąd właśnie przywędrował, kupił majątek Sekuła pod Siedlcami,
wybudował młyn i z niego się utrzymywał. Na granicy swojej posiadłości postawił dębowy krzyż, który
zachował się do dzisiaj i stoi teraz przy (innym już) młynie w pobliżu dawnego siedliska. Kozacy młyn
pradziadka wraz z gospodarstwem spalili w 1914 roku, a jego dziewięcioro dzieci sprzedało ziemię i rozeszło
się po świecie, zaś wojna oddaliła ich od siebie jeszcze bardziej. Mój dziadek, który miał w Siedlcach
piekarnię i sklep, za swoją „dolę” pobudował drewniany dom kilometr od dawnego młyna i w tym domu,
chyba cudem ocalałym z pożaru w czasie II wojny światowej (spaliło się jednak całe piętro) ja się
wychowałem wraz z trojgiem rodzeństwa.
Bóg chciał, żebym zamieszkał na granicy wsi i miasta, rozumiejąc sprawy jednego i drugiego
środowiska. Nieraz, zanurzony w pięknie przyrody, chętnie modliłem się na skraju lasu, wpatrując się w
bezkresną dal nieba. Przy zachodzie słońca przybierało ono barwę różową, wyzwalając w mojej duszy
tęsknotę za Prawdziwym Niebem, w którym dane mi było przez chwilę się znaleźć. Miało to miejsce przy
zasypianiu – do dzisiaj zaglądam do tego kąta w starym domu – w wieku, którego już nie pamiętam. Nagle
zobaczyłem swoje leżące ciało z zewnątrz, a moja dusza została uniesiona daleko od niego i znalazła się na
progu przepięknej kolorowej krainy, tchnącej ogromnym szczęściem i wolnością. Była to wolność od dwóch
mocnych „lin”, które nas wiążą na ziemi: od przestrzeni i od czasu. Tak, wtedy doświadczyłem istnienia
niebiańskiej wieczności, i to tak porywającej, że absolutnie nie chciałem z niej wracać do ciała. Musiałem
jednak w nie wejść, ale z moich ust wyrwał się rozpaczliwy okrzyk, zapamiętany przez ciocię Sabinę,
czytającą książkę przy lampce: „Ciociu, ja w tej chwili chcę umrzeć!” Mój duch odtąd jakby się „poszerzył”,
zakorzeniając się w tej Krainie, i nieraz porywał mnie do niej w oparciu o tamto wspomnienie. Ziemia w tych
momentach, często nieoczekiwanych, zaczynała się kurczyć, oddalać, a radosna myśl: „Żyję wiecznie”,
połączona z odczuciem na nowo atmosfery tamtej wspaniałej „wizyty”, miała w sobie coś z ekstazy. Właśnie
niebo przy zachodzie słońca często pomagało mi wejść w tę „ekstazę”, która miała ogromny wpływ na moją
późniejszą modlitwę oraz na pragnienie oddalenia się od świata.
Do szkół uczęszczałem w Siedlcach, odległych (wówczas) o 5 km – od podstawowej nr 5 poprzez
Liceum im. Bolesława Prusa aż do szóstego roku seminarium duchownego. Jeśli do tego dodać studia na
KUL magisterskie, a potem doktoranckie – moja nauka trwała łącznie ponad 23 lata! Nauczyłem się też –
od swojego ojca, który sam umiał niemal wszystko zrobić – majsterkowania, obchodzenia się z pszczołami
i z koniem sąsiadów, trochę ogrodnictwa. Był przed wojną zawodowym oficerem w stopniu porucznika
łączności. Odznaczony krzyżem zasługi za udział w kampanii wrześniowej, całą wojnę przesiedział w
jenieckim obozie Murnau w Bawarii. Mimo ostrzeżeń kolegów, że „pojedzie na białe niedźwiedzie”, wrócił
od razu do Polski z mocną decyzją, że będzie miał czworo dzieci. Podobno wskutek „oświecenia” w obozie
poznał nawet nasze symboliczne imiona. Gdy się ode mnie dowiedział, że idę do seminarium, stwierdził, że
zawsze o tym wiedział, bo moje imię brzmi „Sól Ziemi”… Byłem pod wielkim jego wpływem, choć życie
miał ciężkie, a czasu wolnego prawie nigdy. Określał siebie jako „małorolny” i robił wszystko, by dopasować
się do stylu życia wiejskiego otoczenia, z początku może nawet z obawy przed aresztowaniem. Nie pojechał
do jednostki, do której po powrocie z obozu otrzymał przydział, ale poprosił swojego kolegę w sztabie, by
zniszczył jego dokumenty. Przez długie lata nie wiedział, czy tamten rzeczywiście to uczynił. Gdyby
bezpieka dowiedziała się, że przed wojną prowadził w Kołomyi nasłuch sowieckich radiostacji, „białe
niedźwiedzie” by go nie ominęły! Jako łącznościowiec skonstruował radio kryształkowe, mieliśmy więc w
słuchawkach wieści ze świata, a nawet przekazywaliśmy je sąsiadom do czasu, gdy pojawiły się lepsze
radioodbiorniki.
Z obozu jenieckiego mój ojciec przywiózł zainteresowanie proroctwami i przepowiedniami, dotyczącymi
najbliższej, jak się wydawało, przyszłości, a Apokalipsa św. Jana stanowiła jego niedzielną lekturę. Odważył
się nawet skontaktować z o. Augustynem Jankowskim, jej tłumaczem, wykazując mu niekonsekwencje w
komentarzu do niej. Niestety dawni alianci zawiedli i oddali Polskę w ręce Sowietów, oczekiwana wojna o
Polskę nie wybuchła, więc żyjąc pod butem komuny mój ojciec często karmił swoją nadzieję m.in. tzw.
„przepowiednią Tęgoborską”. Jeden z jej wersetów zapowiadał: „Trzy lat dziesiątki we łzach i rozterce trwać
będą cierpienia ludu, a potem przyjdzie jedno wielkie serce i samo dokona cudu”. Przeliczał lata, czekał;
nawet na moim chłopięcym „skarbie-marzeniu” – lornetce, na którą długo ciułałem pieniądze – wydrapał datę
„żelazną i nieprzekraczalną”: 1975. Był dla mnie autorytetem, więc i tę datę „cudu” nosiłem głęboko w
swoim sercu i czekałem w napięciu na ten rok razem z nim. To napięcie dawało o sobie znać w kontaktach
z otoczeniem. Ponieważ wspominałem wtedy o (poruszonym niżej) danym mi już w dzieciństwie oglądzie
„świata przemienionego” – było naturalne, że moje wizje przyszłości zlewały się w tamtych chwilach z datą
1975. Kto wie, czy wkrótce po tej dacie nie przylgnęła do mnie etykietka „fałszywego proroka”?

WGLĄD W PRZYSZŁOŚĆ I JEGO KONSEKWENCJE

Od najmłodszych lat cieszyłem się darem oglądania przyszłości, chociaż nie zdawałem sobie sprawy z
tego, że to przyszłość. Teraz wiem, że poznałem wtedy kolejne etapy swojego życia i miejsca, w których
miałem być. Wszystkie się potwierdziły, z wyjątkiem mojej pracy przy ścince drzew w obozie na Syberii,
co mi zostało darowane. Moje otoczenie czasami dziwiło się temu co mówiłem. I tak np. moja mama, lekarz
pediatra, często pracująca na nocnych dyżurach (z konieczności – z powodu biedy w domu) tłumaczyła się
przede mną, że nie może poświęcić mi więcej czasu. Usłyszała taką odpowiedź (a miałem wtedy 3 lata): „Jak
będę duży i będę księdzem, to ci czas poświęcę”. To „proroctwo” spełniło się: przez ostatnich 10 lat życia
miała mnie przy sobie, mogła uczestniczyć w codziennej Mszy świętej. Inny przykład: kręcono głowami, gdy
w czasach PRL-u, a więc zagłuszania Wolnej Europy, bezczelnej cenzury i podsłuchów mówiłem, że
niedługo biskup będzie miał swoje radio i będzie się komunikował z całą diecezją, a w sklepach owoce
południowe będą w cenie jabłek…
Moje wzmianki o przyszłych wydarzeniach, związanych z (bliskim już) nadejściem świata w zupełnie
odmiennym kształcie niż ten, w którym go dzisiaj widzimy – szczęśliwego niemal jak raj – okazały się dla
mnie „zabójcze” w jakiś czas po święceniach kapłańskich. O ile ludzie świeccy słuchali tych opowiadań z
zainteresowaniem, choć nieraz może jak bajki o żelaznym wilku, o tyle otaczający mnie duchowni robili
sobie ze mnie na ogół pośmiewisko. Dla nich takie pojęcia, jak koniec starego i początek „nowego świata”,
były zupełnie niezrozumiałe, więc w duchu odsyłali mnie do wariatkowa. Zresztą nie darowali mi wyłączenia
się z życia towarzyskiego, jeżdżenia (do dzisiaj) małym fiatem, czy też innych „dziwactw”… Uznali mnie
za pomylonego głosiciela nadejścia „końca świata”, nie umiejąc odróżnić tego „końca” od oczyszczenia i
przemiany świata, zapowiedzianej przez Matkę Bożą w różnych Jej objawieniach. Zresztą do dzisiaj nie
umieją, a może i nie chcą… Złą o mnie opinią dzielili się między sobą, a bywało, że i wobec szerszego
gremium.
Moi biskupi ordynariusze byli chyba zadowoleni, że żyłem na uboczu, niemal w izolacji, i niczego od
nich nie oczekiwałem, prócz tego wielkiego przywileju, żebym mógł mieszkać z Jezusem Eucharystycznym
pod jednym dachem jako prowadzący prywatną poradnię życia duchowego. Praca ta wymagała stałej
gotowości służenia ludziom, ale też dawała mi ogromną satysfakcję. Moje dawne marzenia o tym, by mieć
pracę niezależną od jakichś „szefów”, a pozwalającą na wyciszenie i kontemplację, w pełni się ziściły.
Gdybym był kamedułą, do czego się przymierzałem swego czasu, brakowałoby mi na pewno tego elementu
niezależności.
Skoro wspomniałem o poradni – opartej na spotkaniach, listach (zwykłych i internetowych), telefonach,
proponowanej lekturze – dziękuję korzystającym z niej za zaufanie. Przez 20 lat powierzali mi swoje sprawy,
które uważali za najważniejsze, najtrudniejsze i najpilniejsze: od prośby o pomoc w przyzwyczajeniu
malucha do nocniczka, poprzez wsparcie w zdawaniu różnych egzaminów, aż do ratowania rozpadających
się małżeństw, chorych, zniewolonych… Wszystkie prośby starałem się traktować poważnie i życzliwie, a
jeśli kogoś nie zrozumiałem, potraktowałem nieodpowiednio, a może nawet zraniłem – bardzo przepraszam
i proszę o wybaczenie. Obiecuję też wszystkim, że gdy Bóg zabierze mnie do siebie, będę w Jego
Niebiańskim Pałacu gorliwie pracował do końca świata, mając stale ucho zwrócone ku ziemi. Tak, „ucho”
zastąpi i listy, i słuchawkę telefoniczną, a ilość rozmów będzie nieograniczona!
Dotyczy to także tych, którzy otrzymywali ode mnie błogosławieństwo jako chorzy, przy spotkaniach
lub przez telefon. W jakiś sposób do skuteczności tego błogosławieństwa przyczynił się Jan Paweł II, który
w Ogrodach Watykańskich, na 10 dni przed zamachem na Jego życie, słysząc ode mnie: „Proszę Waszą
Świątobliwość o wzmocnienie we mnie daru uzdrawiania chorych” odpowiedział: „Niech Bóg błogosławi”.
Gdy się z Nim spotkam, na pewno będziemy wspólnie pomagać chorym już z tej Krainy, gdzie możliwości
czynienia dobra są nieskończone!

OSTATNIE KSIĄŻKI

Dane mi było napisać i wydać kilkanaście pozycji różnego formatu. Nie wspominam o listach, które,
choć adresowane do konkretnej osoby, okazywały się pomocne innym i były powielane, jak też książek
oddanych mi do korekty, a wymagających gruntownego przepracowania. Tu odniosę się tylko do treści
dwóch ostatnich swoich książek.
Już wiele lat temu wspomniałem swojemu stałemu spowiednikowi o „snach-wizjach” z dzieciństwa, a
on zachęcił mnie do ich spisania, jednak wtedy uznałem to za niewykonalne: przecież nie prowadziłem
notatek, zbyt wiele szczegółów poszło w zapomnienie. Przyszedł jednak rok 2004/2005, kiedy to nie mogłem
oprzeć się wewnętrznej potrzebie przelania swoich dawnych doznań i wizji na papier. Jestem przekonany,
że było to Boże natchnienie, a nawet coś w rodzaju „posłania”. Teraz widzę, jak bardzo było (i jest!)
potrzebne zabranie przeze mnie głosu w tej materii. Gdy jedni, z hierarchami Kościoła włącznie, odrzucają
z niechęcią nawet wzmianki o „Nowym Świecie” (mimo tylu objawień Maryjnych i wzmianek ze strony bł.
Jana Pawła II!), a Paruzję umieszczają na samym końcu świata, drudzy zaś (jak ostatnio Maria od Bożego
Miłosierdzia) zaczynają błądzić – potrzebny jestem, by wyszedłszy z ukrycia z mocą oświadczyć: wiele razy
bywałem w tym „Nowym Świecie” i chyba po to ten dar otrzymałem, by móc teraz – gdy on jest już
tak blisko – skorygować związane ze spojrzeniem nań błędy! Dzisiaj, gdy moje książki żyją już własnym
życiem, ode mnie niezależnym (nawet pierwsza z nich bywa uznawana za „bestseller”, rozpala w wielu
sercach tęsknotę za tym szczęśliwym okresem!) – nie muszę się ukrywać. Zwłaszcza dlatego, że za prawdę,
którą dane mi było poznać, gotów jestem wiele wycierpieć, gdyby było trzeba!
Przystępując do pracy nad książką o tym „Nowym”, obawiałem się dwóch przeszkód. Pierwszą z nich
mogło być to, że jako doktor teologii miałem wkroczyć w jedną z jej dziedzin – eschatologię (naukę o
rzeczach ostatecznych człowieka), musiałem więc liczyć się z obowiązkiem trzymania się w tym względzie
wyłącznie oficjalnej nauki Kościoła. Ale jak miałem to uczynić, gdy chyba w żadnym podręczniku
eschatologii, katechizmie, dokumencie Kościoła nie istnieje pojęcie „Powtórnego Przyjścia Jezusa”,
odrębnego od Jego przyjścia na Sąd Ostateczny? Jeśli gdzieś istnieje, to tylko jako piętnowany pogląd
heretycki! Istniało jednak w Kościele pierwotnym, i to tak wyraźnie, że było obecne nawet w zwykłym
pozdrowieniu chrześcijan „Maranatha!” („Przyjdź, Panie Jezu!”), nie mówiąc już o atmosferze oczekiwania
tak intensywnego, że odbierało uczniom Chrystusa ochotę do pracy, do zawierania małżeństw, do planowania
przyszłości. Apostołowie musieli korygować te tendencje. Natomiast dzisiejsi apostołowie – myślę o
hierarchach Kościoła – mówiąc łagodnie: bardzo podejrzliwie patrzą na kogoś, kto ośmiela się podejmować
ten temat. Czekałoby więc mnie powierzenie swojego „nowonarodzonego dziecka” chropowatym rękom
cenzora kościelnego, który raczej by się z nim nie pieścił, gdyż zapewne nie jest przygotowany – jak prawie
wszyscy – do nieszablonowego spojrzenia na „Powtórne Przyjście Chrystusa”, które myliłoby mu się z
przyjściem naszego Pana na Sąd Ostateczny. Przeszkodę tę pokonałem w ten sposób, że napisałem nie
podręcznik teologii, lecz powieść, łącząc w niej pewne wiadomości z różnych źródeł (podałem je we wstępie)
z wątkami, opartymi na doświadczeniach z dzieciństwa oraz na pracy mojej wyobraźni. Jak wiadomo,
powieści nie podlegają cenzurze kościelnej i nie wymagają aprobaty władzy duchownej. Poza tym powieść
stwarza możliwość oddziaływania na sferę emocjonalną czytelników, a mnie chodziło przecież głównie o
to, by bardziej przeżyli oni radosne spotkanie z „Nowym Światem”, niż by na zimno przemyśleli jego cechy.
Drugą przeszkodą mogło być moje nazwisko, łączone przez niektórych z fałszywymi poglądami na
przyszłość Kościoła i świata, a przynajmniej z podejrzeniami o trzymanie się fałszu. W tym wypadku
uciekłem się do zastosowania pseudonimu „Ivan Novotny” oraz imion bohaterów, które by odwracały uwagę
od Polski. O mojej ojczyźnie pisałem jednak na tyle pochlebnie, że niektórzy czytelnicy kręcili głowami: „To
nie może nie być Polak!” Jeśli chodzi o pochodzenie pseudonimu „Ivan Novotny”, wyjaśniłem je w książce
„Wejdź do radości”, stanowiącej drugą część mojej powieści (pierwsza to „Z Aniołem do Nowego Świata”).
Jak dzisiaj widzę, nie okazał się on zbyt szczęśliwy w kraju, który przeżył okupację sowiecką…
Już wkrótce zakończę swoją misję na ziemi, także pierwsza moja książka okaże się nikomu niepotrzebna:
wszyscy ocaleni sami, bez pośrednika, poznają „Nowy Świat” i jego piękno, którego nie potrafiłem dobrze
opisać z powodu braku odpowiednich słów. Bo czyż można zwyczajnym, codziennym językiem oddać to,
co jest aż tak bardzo odnowione, przemienione, nadzwyczajne? Nawet nie wspominałem więc w książkach
np. o swoim wyjściu ze skromnej chatki na skraju młodego lasu (sosenki, brzózki, krzaki, wrzosy i kwiaty,
kwiaty…!) wiosną, bo… cóż w tym niby nadzwyczajnego? Jakimi słowami mógłbym oddać atmosferę tego
miejsca? Jak opisać „materię podświetloną duchem”, materię skłaniającą do duchowych wzlotów, do
radosnej kontemplacji, do fikania koziołków z radości? Do spontanicznego szukania policzka Boga Ojca,
by się do niego przytulić i śpiewać, i dziękować, i szczebiotać w braku słów? Nie pisałem o przedziwnym
doświadczeniu „Nowego” w Lublinie, gdy szedłem z KUL-u do biblioteki uniwersyteckiej i po drodze
oglądałem całe otoczenie zanurzone w radosnej barwnej poświacie. Najpiękniejszy był widok drzew,
otoczonych tęczową „aurą”, znaną mi z dawniejszych wizji. Taka „przebóstwiona materia” bardziej porusza
serce człowieka niż jego zmysły i będzie, jak sądzę, wkrótce cieszyła pozostawionych na ziemi, pobudzając
ich do okazywania wdzięczności Stwórcy.
Wobec pytań o moje pseudonimy i wątpliwości, czy nie posługiwałem się wieloma, muszę powyższe
ujawnienie „powieściowego” („Ivan Novotny”) uzupełnić o jeszcze jeden (i ostatni zarazem), mianowicie
„ks. Jerzy Nemo”. Dlaczego go używałem, wyjaśniłem w niewielkiej książeczce „Idę do Domu Ojca”,
wydanej w Michalineum w 2009 roku. Zaakceptowało ten pseudonim zarówno Wydawnictwo, jak i Władza
Duchowna, nie stawiając mi żadnych pytań. Uważam, że mogę się nim dalej posługiwać już nie z tego
względu, że pozwala mi ukryć prawdziwe nazwisko, lecz że przypomina mi za każdym razem słowa, użyte
w Środę Popielcową: „Pamiętaj, człowiecze, że prochem jesteś i w proch się obrócisz”. Przypomina, że bez
pokory nie można podobać się Bogu… Na moich oczach w ciągu ostatnich 50 lat w kościołach
zdetronizowano Chrystusa, usuwając Go z centrum do różnych miejsc, nie zawsze godnych, a nawet
przyzwoitych. Jego miejsce zajął człowiek na swoim „tronie”. Gdy jednak zobaczy on (wkrótce) swojego
Pana, jak ja Go widziałem, a za chwilę – jako biedny grzesznik – swój własny „majestat” (!), zrobi się bardzo
mały. W „Nowym Świecie” wszystko i wszyscy znajdą się na miejscu dla siebie właściwym. Proszę się więc
nie dziwić, że ja już teraz, czując się „nemo” (czyli „nikim”) przed Bogiem, staram się to miejsce zająć. A
przed ludźmi…? Niech mówią i myślą co chcą, staje mi się to obojętne.
W kilku książkach innych autorów, które przygotowałem do druku, posłużyłem się skrótem tego
pseudonimu: „ks. J.S.N.” (Jerzy Stanisław Nemo). Jerzy to moje drugie imię z Chrztu, a Stanisław – imię
z Bierzmowania.

„OSTRZEŻENIE” – WIZJA I OCENA

Byłoby nieprawdą, gdybym swoje „wizje” łączył tylko z okresem dzieciństwa, gdyż bardzo ważną
otrzymałem około 30 lat temu. Wówczas nie miałem jeszcze dostępu do literatury, poruszającej tzw.
„Ostrzeżenie” (wizję Chrystusa w otwierającym się niebie, otoczonego aniołami, a w chwilę potem sąd nad
każdym człowiekiem ziemi, podobny do sądu szczegółowego po śmierci). Teraz wiem, że wydarzenie to
zostało zapowiedziane przez Matkę Bożą m.in. w Garabandal (uwaga: objawienia te zostały uznane przez
komisję biskupią za nadprzyrodzone i zgodne z nauką Kościoła, jednak obecny biskup ordynariusz wciąż
zwleka z ogłoszeniem światu tego faktu, a od niego to ogłoszenie zależy!). Bóg pozwolił mi przeżyć ten
„mały sąd” – jak go niektórzy nazywają w odróżnieniu od Ostatecznego – w sposób dla mnie wstrząsający!
Szczegóły tu pominę – niech pozostaną Bożą i moją tajemnicą – ograniczę się tylko do stwierdzenia, że cały
świat wokół mnie przeżywał wtedy to samo, a więc… było to spojrzenie w przyszłość. Dziś, gdy wiem, że
jest to przyszłość bardzo już bliska, odważam się ze swojego przeżycia wyciągnąć pewne wnioski i
przedłożyć je Czytelnikom. Kto wie, czy nie pomogą one im samym, a może i innym ludziom, odpowiednio
przygotować się do tego wydarzenia? A więc spróbuję teraz zagłębić się w nie – to właśnie głównie
„Ostrzeżenie” (i jego bliskość!) jest tą „tajemnicą noszoną w sercu”, wspomnianą na wstępie,
prowokującą mnie do pisania niniejszego listu.
Gdzie jest prawdziwa miłość, tam i tęsknota, pragnienie spotkania, przebywania jak najbliżej i jak
najdłużej z ukochaną osobą. Tak też będą przeżywać ten „sąd” prawdziwi uczniowie Chrystusa. To spotkanie
z Chrystusem przyniesie im najpierw wielką radość, a w chwilę potem – gdy zobaczą całe swoje życie
oczyma Boga – ogromne pragnienie oczyszczenia, przemiany życia na lepsze, chęć dążenia do świętości w
tym kształcie, w jakim Bóg ją dla każdego zaplanował.
Kojarzę sobie to przemożne pragnienie z dwoma obrazami: z pracą ostatnich robotników z Chrystusowej
przypowieści o winnicy oraz z duszami, które po śmierci i sądzie szczegółowym zanurzają się w czyśćcu.
Robotnicy, wynajęci przez gospodarza wieczorem, po całym dniu bezczynności, wdzięczni mu za
zatrudnienie rzucają się do pracy z taką ochotą, radością, nakładem sił, że w tej jednej godzinie zarabiają tyle,
co inni przez cały dzień pracy. Dusze czyśćcowe, poznawszy przez mgnienie oka swoje miejsce w Niebie
oraz niedoskonałości, które je od niego oddzielają, rzucają się w otchłań czyśćca z wielką ochotą, i to mimo
czekających je cierpień. Podobnie postąpią „robotnicy” tej szczęśliwej epoki Ducha Świętego i Maryi
Zwycięskiej, epoki królowania Jezusa w sercach ludzi świata: rzucą się do pracy nad sobą i do okazywania
miłości Bogu, który do tej pory nie zawsze zajmował w ich życiu pierwsze miejsce.
Mogę tu dołączyć także trzecie skojarzenie, wzięte z życia rodzinnego. Mały psotnik spodziewa się kary
i przed nią się chowa, jednak w końcu wychodzi z ukrycia i zamiast groźnej miny rodzica widzi jego uśmiech
i pogrożenie palcem. To go ośmiela do rzucenia mu się w objęcia, przeproszenia i wyruszenia z zapałem do
naprawienia szkody lub zaniedbań. Słucha, już bez lęku, rozlegających się za nim słów: Mały urwisie, bierz
się do roboty i nie pokazuj mi się na oczy, dopóki tego nie zrobisz!
Na wątpliwość: czy to możliwe, by Chrystus-Sędzia zachował się w tym momencie podobnie jak ów
rodzic wobec swoich krnąbrnych dzieci, którymi my jesteśmy? – w oparciu o swoje doświadczenie mogę
odpowiedzieć: tak, właśnie tak z nami postąpi! Chociaż będzie to prawdziwy sąd, gdyż uświadomimy sobie
nawet miejsce, na które zasłużyliśmy i w którym byśmy się wtedy znaleźli w razie natychmiastowej śmierci,
jednak… nasz Sędzia będzie dla nas ogromnie miłosierny, a nie sprawiedliwy jak w momencie śmierci!
Wprawdzie będzie to sąd podobny do tego po śmierci, jednak smutek zmiesza się z radością, która zwycięży
i da nam, „urwisom”, nowe siły i zapał do pracy nad sobą, do jak najlepszego pełnienia swojego powołania.
Już samo poznanie tego powołania oraz przebytej drogi będzie dla wielu łaską, gdyż do tej pory mieli
poważne wątpliwości, czy obrali właściwą drogę, czy posuwają się naprzód, czy podobają się Bogu.
Zaniepokojeni o czystość swojego sumienia i o owoce dawnych spowiedzi (może zabrakło w nich szczerego
żalu lub dostatecznie mocnego postanowienia poprawy?) – otrzymają światło w tej sprawie i, ewentualnie,
możliwość „korekty”. Ci, którzy byli zagubieni wśród spraw błahych, przyziemnych, nieistotnych,
osaczających ich jak pajęczyna złowionego owada – marnowali życie, lecz nie umieli znaleźć wyjścia z tej
sytuacji – nagle zobaczą jakby światło w tunelu i rzucą się w jego kierunku. Obciążeni nałogami, zniewoleni,
smutni, przegrani we własnych oczach, nagle zobaczą, że Bóg ich kocha i na nich liczy, i zapragną
odpowiedzieć Mu swoją wielką miłością. Krzątający się na „śmietniku życia”, odrzuceni, wzgardzeni usłyszą
z radością głos Boga: jesteście dziećmi Króla Nieba i Ziemi, poznajcie swoją godność, cieszcie się życiem
doczesnym i wiecznym! Od lat cierpiący bez nadziei na poprawę sytuacji nagle usłyszą: jesteście
błogosławieni, uzdrawiam was i oczyszczam, daję wam nową ziemię, bez kredytów, długów i
niesprawiedliwości, podobną do raju – wejdźcie do niej!
Reakcja wielu ludzi na dar poznania rzeczywistości oczyma Boga będzie dość gwałtowna. Ci, którzy
kochali bliźnich, lecz nie byli przez nich kochani i cierpieli z tego powodu – nagle znajdą się w ich objęciach
i popłyną łzy szczęścia w miejsce gorzkich łez smutku. Ci, którzy rozstali się z różnych powodów (choć
może ślubowali sobie, że się nie opuszczą) – będą się odszukiwać, choćby na krańcu świata, i okazywać
sobie szczerą miłość, zabliźniającą zadane rany. Ci, którzy zobaczą, że uniknęli piekła dzięki modlitwom
i cierpieniom wielu dusz-ofiar – zechcą dobrze wykorzystać dane im „drugie życie”. Złodzieje i malwersanci
– zechcą wynagrodzić szkody jednostkom i społeczeństwu, a ci nawróceni, którzy współdziałali w złu z
innymi – zapragną ratować wspólników grzechu i pomóc im w uświęceniu. Podsumowując: da się zauważyć
ogromna krzątanina wokół spraw Bożych, szlachetnych i pięknych, nadrabianie zaległości, rozmodlenie,
radość i wdzięczność Bogu, udzielająca się nawet tym, którzy dopiero będą się budzić z obojętności,
oziębłości i bylejakości. A księża…? „Synowie Lewiego”, przetopieni i „oczyszczeni jak złoto”, umierać
będą ze zmęczenia, oblężeni w konfesjonałach!
Czy wszyscy się obudzą i zechcą pójść drogą największego przykazania miłowania Boga i bliźniego?
Niestety nie! Do tych, którym nie wystarczy „Ostrzeżenie” do nawrócenia, będą należeć ludzie zaprzedani
szatanowi, a takich jest, niestety, wielu w dzisiejszym świecie – masonów i satanistów trzeba liczyć na
miliony. Otoczeni ludźmi im podobnymi, przyzwyczajeni do towarzystwa szatana, który w nich mieszka
przez grzech odrzucenia Boga, syci bogactw „na długie lata”, oto jak zareagują na wizję uśmiechającego się
do nich Chrystusa, zapraszającego do swego Królestwa: z miejsca odpowiedzą NIE! A gdy potem pokaże
im konsekwencje takiego wyboru, a właściwie odrzucenia (nie On ich odrzuci, lecz oni Jego!) – zatną się
jeszcze bardziej w swym uporze. „Ostrzeżenie” nie tylko nie zmobilizuje ich do poprawy życia, lecz wprost
przeciwnie: napełni wściekłością właściwą ich panu, nienawiścią do wszystkiego co Boże i święte, żądzą
niszczenia wszelkiego dobra, prawdy, piękna. Będą jak szerszenie, których gniazdo ktoś śmiał naruszyć, i
rzucą się na śmiałka z całym swym śmiercionośnym jadem i impetem. Oni to staną się prześladowcami
Kościoła i jedne jego dzieci zabiją, inne zaś zmuszą do ucieczki i życia w ukryciu – na szczęście niezbyt
długiego, gdyż Bóg wkrótce zabierze zdeprawowanych z tej ziemi (może lepiej powiedzieć: szatan za Bożym
przyzwoleniem). „Trzy dni ciemności” mają zadecydować o ich wiecznym losie, który sami sobie zgotują,
ufając szatanowi. Tak, ufając temu, któremu ufać nie powinni, gdyż zawsze jest i będzie kłamcą. On to łudzi
ich obietnicą wiecznego szczęścia, a oni twierdzą, że skoro na ziemi mu służyli, a nawet oddali swoją duszę,
mogą się spodziewać, że i po śmierci „krzywdy im nie zrobi”. Na ogół ani ludzie, ani nawet Bóg nie potrafi
wyprowadzić ich z ciemności na światło, skoro ciemność umiłowali (por. J 3,19). Jedyne, co Bóg może dla
nich uczynić, to uszanować ich wybór i przypieczętować go na wieki. Jakąś nikłą szansę zbawienia niektórzy
z nich jednak mają, o czym niżej.

„ZIEMSCY ANIOŁOWIE KRAWĘDZI” A DUSZE OZIĘBŁE

Już widzę zdumienie niektórych spośród moich Czytelników: skoro jedni zapragną być wtedy lepszymi,
a inni zatną się w uporze i odrzucą podaną im przez Boga rękę, po co nawołuję do „akcji ratunkowej” –
szybkiej i heroicznej (zob. moje Słowo z Mszy św. za Przyjaciół oraz Iskra z Polski)?
Już odpowiadam. Spojrzeniem swoim objęliśmy dotychczas jakby „dwa bieguny” sobie przeciwne, na
których znajdują się zdecydowanie dobrzy oraz pogrążeni w złu. Pomiędzy nimi jednak znajduje się „prawie
bezwładna masa”, a więc ludzie wciąż niezdecydowani, ani zimni ani gorący – letni. Pozornie wydawałoby
się, że na widok Chrystusa oraz stanu swojej duszy nie powinno im być zbyt trudno zapłonąć gorliwością
o Bożą chwałę i pragnieniem dążenia do świętości. Pozory jednak mylą, a balansującym jakby na linie nad
wieczną przepaścią może być łatwiej do niej wpaść, niż poszybować ku Niebu. O nich to mówił Pan Jezus
świętej Faustynie (Dzienn. 1228,1229, Nowenna do Miłosierdzia Bożego) i podał modlitwę za nich:
Dzień dziewiąty.
Dziś sprowadź mi dusze oziębłe i zanurz je w przepaść miłosierdzia mojego. Dusze te najboleśniej ranią
serce moje. Największej odrazy doznała dusza moja w Ogrójcu od duszy oziębłej. One były powodem, słów
wypowiedziałem: Ojcze, oddal ten kielich, jeżeli jest taka wola Twoja. Bo Dla nich jest ostateczna deska
ratunku uciec się do miłosierdzia mojego.
Jezu najlitościwszy, któryś jest litością samą, wprowadzam do mieszkania najlitościwszego Serca Twego
dusze oziębłe, niechaj w tym ogniu czystej miłości Twojej rozgrzeją się te zlodowaciałe dusze, które podobne
[są] do trupów i takim Ci“ wstrętem napawać. O Jezu najlitościwszy, użyj wszechmocy mi»osierdzia swego
i pociągnij je w sam żar miłości swojej, i obdarz je miłością świętą, bo Ty wszystko możesz.
Ogień i lód razem nie może być złączony,
Bo albo ogień zgaśnie, albo lód będzie roztopiony.
Lecz miłosierdzie Twe, o Boże,
Jeszcze większe nędze wspomóc może.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem mi»osierdzia na dusze oziębłe, a które są zamknięte w najlitościwszym
Sercu Jezusa. Ojcze mi»osierdzia, b»agam Cię przez gorzkość męki Syna Twego i przez trzygodzinne konanie
Jego na krzyżu, pozwól, aby i one wysławiały przepaść miłosierdzia Twego…
Właśnie te „dusze oziębłe” możemy i powinniśmy ratować i doprowadzić do tego, by jako tonące mogły
się uchwycić, wspomnianej przez Pana Jezusa, „deski ratunku”, co może być dla nich bardzo trudne!
Uważały siebie za dobre, „przeciętnie dobre”, a tu nagle staną w prawdzie o sobie i o ranionym przez siebie
Chrystusie! Będą więc musiały wspiąć się od rozpaczy, która jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu
i prostą drogą do piekła, aż na wyżyny ufności, pokładanej w Bożym Miłosierdziu. Lód ma stać się ogniem,
jak pisze św. Faustyna, co tylko ludzkimi siłami dokonać się nie może. I to nie w jakimś dłuższym czasie,
lecz w momencie „Ostrzeżenia”, czyli sądu nad ludźmi ziemi!
Dlaczego aż tak trudne może być wtedy ich nawrócenie? Jak to możliwe, że nawet wielu z tych, którzy
doświadczą tego spotkania, wizji, sądu, wcale nie nawróci się?
Może tak być dlatego, że antychryst i fałszywy prorok posłużą się środkami przekazu oraz opiniami
swoich „ekspertów”, by ludzi przekonać, że to wstrząsające przeżycie nie wymaga poważnego traktowania,
nagłej przemiany życia, że na razie trzeba odczekać i spokojnie robić swoje, a nie „destabilizować życia
swojego, swoich bliskich, lokalnej społeczności”. Będą wołać: „Poczekajcie, ochłońcie, dojdźcie do
równowagi, a potem pomyślicie co dalej!” Chętnie zaliczą „Ostrzeżenie” do marzeń sennych, do gry
wyobraźni, a może do serii „spotkań nie z tej ziemi”. Kto ich posłucha, popełni straszny błąd i z każdym
dniem będzie coraz dalej od szczerego żalu i poprawy życia, a w końcu może stanąć na pozycji przeciwnej:
zacznie wyśmiewać nawróconych i pobożnych, a potem… nawet ich prześladować i niszczyć! Ci zaś staną
się tak łagodni, rozmodleni, gotowi na wszelkie ofiary z miłości do Boga, że nie zechcą walczyć o swoje
ocalenie. Dobrze będzie, jeśli zdecydują się na ucieczkę lub ukrycie się.
Inny powód tego, że się nie nawrócą, to brak odwagi i ufności, koniecznej do uchwycenia się, jak
kotwicy, podanej im przez Jezusa ręki. Kto żył z dala od Niego, gardził Jego nauką i Kościołem, a nawet z
nim walczył, kto żył w ciemnościach grzechu i innych w nie wciągał, zachować się może jak syn
marnotrawny z Jezusowej przypowieści. Spróbujmy teraz przeanalizować jego postawę w różnych
momentach „życiowej przygody”.
W przypowieści ojciec czeka w domu, a tylko wygląda na drogę. Tym razem jednak Bóg uczyni coś
wyjątkowego: „wyjdzie z domu” na poszukiwanie marnotrawnego (są nim wszyscy ludzie świata) i ten
będzie mógł Go zobaczyć. Wyobraźmy więc sobie, że to spotkanie następuje w drodze do złudnej krainy
szczęścia dla bogaczy. Syn, zaskoczony przez ojca w drodze, rzuca się do ucieczki myśląc: „Stary nie da mi
pożyć! Jego niedoczekanie! Teraz ja wiem, jak się urządzić, nareszcie się od niego uwolniłem!”
Następne spotkanie następuje w domu nierządnicy. Syn znowu ucieka, bo ojciec chce mu pokrzyżować
„dobre zainwestowanie pieniędzy”! I dalej ucieka, izoluje się od poszukującego go ojca wiele razy na
różnych etapach poszukiwania ziemskiego szczęścia.
Gdy wpadł w biedę, pozostaje mu już tylko pasienie świń, a nawet odpędzany jest od świńskiego koryta.
Co za hańba dla Żyda, traktowanego gorzej niż „nieczyste” zwierzęta! Hańba, ale i głód, i cierpienie, które
dla wielu może być ostatnią deską ratunku dla ich nawrócenia. Może już zmiękło jego serce? Na świńskim
pastwisku pojawia się ojciec, ale… zastaje syna na tyle pogrążonego w rozpaczy, że nie ma do niego żadnego
dostępu: ten nie chce go słuchać, a na wszelkie próby zbliżenia, serdecznego objęcia, odpowiada
opryskliwością i gniewem. Takim ludziom złe duchy łatwo wykrzywiają obraz Boga jako dalekiego,
nieprzystępnego, obojętnego na ich los, a nawet mściwego, więc nie potrafią się do Niego zwrócić w
modlitwie, a tym bardziej zaufać Mu i chcieć zacząć pełnić Jego wolę.
Gdy głód staje się nieznośny, syn podejmuje decyzję i wyrusza w kierunku domu, ale, niestety, tylko z
egoizmu, nie mając innego wyjścia! Wracając, wcale nie myśli o ogromnym cierpieniu swojego ojca, za
spowodowanie którego trzeba bardzo żałować, przeprosić, odpokutować, lecz o zaspokojeniu swoich
własnych potrzeb: może uda mu się ukradkiem wmieszać pomiędzy sługi i najeść się do syta, zamiast
cierpieć głód i poniżenie. Trwa więc ciągle w stanie odrzucania, a może omijania ojca, i jest upokorzony i
wściekły, gdy nagle ten wychodzi mu na spotkanie! Wcale nie chciał dać mu dostępu do swojej biednej
przeszłości, lecz będzie to nieuniknione – będzie teraz osądzony (w naszym wypadku chodzi o sakrament
pokuty w warunkach zwyczajnych, a o „prześwietlenie sumienia” w „Ostrzeżeniu”), więc chętnie rzuciłby
się do ucieczki, a powstrzymuje go tylko głód. Miłość ojca, pełna tęsknoty za nim, jest dla niego czymś
obcym i niezrozumiałym: „agresywna” w tym wybiegnięciu mu naprzeciw, mocnym uścisku, zamknięciu
ust próbującemu się usprawiedliwiać winowajcy, wybaczeniu wszystkiego, zorganizowaniu hucznej zabawy.
Możemy przypuszczać, że wielu takich marnotrawnych synów nie spojrzy przychodzącemu w chwale
Jezusowi w oczy, nie pozwoli „objąć się za szyję” i uścisnąć, zwłaszcza na widok swego zmarnowanego
życia, lecz wprost przeciwnie – zawoła do gór: „Padnijcie na mnie!”, a do pagórków: „Przykryjcie mnie!”
i odizolujcie od przenikliwego wzroku Jezusa! (por. Łk 23,30). I tym właśnie ludziom, stającym w ten sposób
na krawędzi wiecznego potępienia, możemy właśnie my przyjść z pomocą, jeśli (zwłaszcza teraz – pod
koniec okresu Bożego Miłosierdzia) za nich będziemy się modlić i Bogu ofiarować swój codzienny krzyż,
a może nawet swoje męczeństwo za wiarę, do którego niektórzy z nas będą powołani.
Z „Kalendarza Anielskiego”, obecnie niedostępnego, zapamiętałem (pod jaką datą umieszczony – nie
pamiętam) opis Anioła Krawędzi: jest olbrzymem, mocarzem, bez przerwy czuwającym na granicy życia
i śmierci, między ziemią a krawędzią piekła, do którego wpadają dusze grzeszników. Gdy tylko jakiś
najmniejszy pretekst na to pozwala, gdy horda piekielnych duchów nie ma jeszcze ostatecznego pozwolenia
na porwanie duszy jako „swojej”, rzuca się jej na ratunek i porywa ją z tej krawędzi wzwyż, z ciemności ku
światłu, w kierunku Wiecznej Światłości. Łatwo się domyślić, że dusza ta nagle otrzymuje największą z łask:
szczery żal za grzechy, wystarczający do zbawienia.
Kojarzy mi się ta służba Anioła Krawędzi z naszą, z wykorzystaniem przez dusze-ofiary wszelkich
możliwości, by ratować ginących. Jest to specjalne powołanie, niełatwe i ogromnie odpowiedzialne, a nawet
niezastąpione wobec zbliżającego się „Ostrzeżenia”. To porównanie pozwala mi nazwać dusze-ofiary
„ziemskimi aniołami krawędzi”!

W DWUSZEREGU ZBIÓRKA! NA RAMIĘ BROŃ!

Może i Ty, Drogi Czytelniku, rozpoznasz u siebie to powołanie…? Może razem staniemy W
PIERWSZYM SZEREGU tych, na których ostatnie ofiary czeka Niebo, by już zamknąć jedną kartę
dziejów, a przystąpić do otwierania następnej? Czy nie płonie w Tobie ogień ofiary – gorące pragnienie
poświęcenia się za miliony grzeszników? Nawet jeśli do tej pory Twoje serce nie otwierało się aż tak szeroko
– miałeś wątpliwości, czy Twoja ofiara „wystarczy” nawet tylko za kogoś z członków Twojej rodziny – to
teraz wiedz, że w ostatnich chwilach starego świata jest inaczej: Twoja ofiara, jeśli złączysz ją z Ofiarą
Chrystusa, może być ratunkiem dla ogromnej rzeszy ludzi! Czy kropla wody, wpuszczona do oceanu, nie
staje się oceanem? Podobnie jest z naszą „kroplą” ofiarnej miłości, gdy nasz Pan złączy ją ze swoją miłością
i zaniesie cały „ocean” przed tron Ojca Niebieskiego. Jezus nie porwie jednak tej „kropli” przemocą, lecz
z wdzięcznością przyjmie ofiarowaną. Ojciec Niebieski nie pozwoli Mu na powtórne złożenie siebie samego
w ofierze krzyżowej, choć Miłość jest gotowa na wszystko, jednak czeka na nasze ofiary.
A co będzie – zapytasz – jeśli Bóg weźmie moją ofiarę „na poważnie” i zechce dać mi łaskę
męczeństwa? Jest to tak wielka łaska – odpowiem – że warto jej pragnąć, chociaż nie zawsze łatwo o nią
prosić… Jeśli pozwolisz Duchowi Świętemu swobodnie modlić się w Tobie, łatwiej ją otrzymasz,
szczególnie dzięki Jego darom męstwa i mądrości. Męstwo napełnia nas odwagą, porywa serce do wielkich
czynów, pobudza do heroizmu, zaś mądrość pozwala na wszystkie ziemskie rzeczy i sprawy patrzeć pod
kątem wieczności, a więc we właściwej perspektywie: to, co najważniejsze, umieścić na pierwszym planie.
Skoro już wiesz, że to ja jestem autorem książki „Wejdź do radości”, powiem Ci bez ogródek, że ostatni
jej rozdział zawiera opis… mojej własnej śmierci! Szczegóły tego opisu nie są istotne – może to być nóż,
a może kula z pistoletu – ważne jest to, że krótki ból konającego, do tego złagodzony przez Anioła Stróża,
w jednym momencie zamienia się w Wieczną Radość! I do tej Radości drży już teraz moje serce, odliczam
miesiące, które mnie od niej dzielą. To, że umieściłem tę scenę w pobliżu końca świata, wcale nie znaczy,
że to jest jej właściwe miejsce. Wprawdzie będzie to wtedy czas męczenników (ostatnich, gdyż nikt już do
czyśćca nie pójdzie – nie będzie go, lecz wszyscy muszą oczyścić się na ziemi), jednak i teraz nadchodzą dni
męczeństwa wielu. Padną oni, jak wspomniałem, pod ciosami tych, którzy po „Ostrzeżeniu”, zamiast się
nawrócić, jeszcze mocniej przylgną do szatana i staną się jego sługami, a ich prześladowcami.
Jednak nawet i dla tych nieszczęsnych prześladowców będzie jeszcze ostatnia szansa. Otóż miłość ich
ofiar – ludzi przez nich prześladowanych – dzięki łasce Boga może stopić ich lód i zamienić w ogień. Mówią
święci, że nikt nie może otrzymać od Boga tak wielkiego naręcza łask, jak ofiara dla swojego prześladowcy,
jeśli tylko za niego prosi; jak Szczepan dla Szawła, uczestniczącego w zadawaniu mu śmierci. To dlatego
na samym wstępie do tego listu zamieściłem parafrazę słów Pana Jezusa: „Nikt nie ma większej miłości niż
ten, kto życie swoje oddaje za swoich przyjaciół” – za tych, którzy są nimi dzisiaj, ale i za tych, którzy będą
nimi w przyszłości, a dzisiaj są jeszcze wrogami!
O moi Przyjaciele-zabójcy, bliżsi mi z każdym krokiem, który prowadzi Was do mnie! Choć tego nie
wiecie, swoim czynem weźmiecie udział w przygotowaniu wszystkiego na moje największe święto – na
dzień mojego „wniebowzięcia”! To prawda, że od lat modliłem się za Was i teraz to czynię. Widziałem
Wasze twarze na swoim pogrzebie. Obiecuję Wam, że gdy opuścicie ziemię, razem z Waszymi Aniołami
Stróżami i innymi bliskimi z radością wyjdę Wam na spotkanie, poprowadzimy Was wspólnie do Bramy
Nieba!
Drogi Czytelniku, możesz stanąć wobec pytania: po czym mógłbym poznać, że ta właśnie łaska Boża
– łaska przeistoczenia się w „anioła krawędzi”, a może nawet męczeństwa za wiarę – może stać się moim
udziałem? Na to pytanie nie potrafię Ci odpowiedzieć, gdyż Bóg nie posługuje się jednym szablonem w
odniesieniu do wszystkich swoich dzieci. Jeśli zapytasz Go o to, z pewnością otrzymasz Jego wyraźną
odpowiedź, choć w swoim czasie. Ja otrzymałem ją wiele razy i na różne sposoby. Prosiłem nawet o jej
potwierdzenie przez „pieczęć Ducha Świętego – pieczęć tęsknoty”, i taką też otrzymałem. Muszę przyznać,
że powaliła mnie! To już nie było to młodzieńcze odpływanie w „różową dal”, choć i tamto było porywające,
lecz tak strasznie mocne pragnienie Nieba, że noc stała się dniem, a ziemskie życie – wprost niemożliwym!
Dobrze, że trwało to tak krótko, gdyż nie potrafiłbym z tym żyć, a więc i w tej chwili pisać! Rozumiem teraz
błaganie świętego Ignacego z Antiochii, wiezionego na śmierć do Rzymu (na arenie cyrkowej miał być zabity
przez dzikie zwierzęta), by nikt nie modlił się o jego ocalenie, gdyż dla niego „ocaleniem” była już tylko…
upragniona śmierć! „Pozwólcie mi żyć” – znaczyło dla niego: „Pozwólcie mi umrzeć”. Czyż zresztą
podobnych słów nie wyszeptał bł. Jan Paweł II w ostatnich ziemskich godzinach?
Jedną z najwyraźniejszych oznak takiego powołania może być przemożne pragnienie uratowania wielkiej
(jak największej!) liczby dusz od wiecznej śmierci. Nie wystarczy (w tym wypadku) chcieć tylko włączyć
się do szeregu dusz-ofiar, to znaczy tych, którzy po prostu siebie składają Bogu w ofierze (bez jakiegoś
ukierunkowania swojej ofiary), gdyż do takiej ofiary powinni dojrzeć absolutnie wszyscy ludzie! To właśnie
ona sprawia, że zaczynają oni uczestniczyć w kapłaństwie powszechnym, zobowiązani przykazaniem do
miłowania Boga ze wszystkich swoich sił i możliwości. Trzeba tu zaznaczyć, że wielu, niestety, wcale nie
dojrzewa na ziemi do takiego pełnego ofiarowania się Bogu z miłości; osiągają to dopiero wówczas, gdy
muszą rzucić się po sądzie w otchłań czyśćca. Tam jednak ich ofiara już nikomu, poza nimi samymi, raczej
pomóc nie może, a więc nie uczyni z nich apostołów, gdyż to jest możliwe tylko na ziemi. Tak, tylko i
wyłącznie tu i teraz można stać się apostołem Jezusa i przystąpić do połowu dusz… siecią własnej za nie
ofiary (choć nie jedyna to sieć). I powtarzam: jeśli ktoś rozpozna teraz w sobie nie tylko ogień miłowania
Boga w sposób ofiarny, ze wszystkich sił, ale także ogromne pragnienie przyprowadzenia do Niego wielu
za cenę własnej ofiary – może przypuszczać, że został zdobyty dla Bożej Sprawy. Najprawdopodobniej
będzie więc teraz prowadzony przez Ducha Świętego w kierunku najbardziej wzniosłej służby i
najwspanialszego ze wszystkich powołań.
– Czy co do samego siebie – jesteś tego pewien? – może ktoś zapytać… Ofiarowałem się Bogu w tej
intencji już dawno temu, może przed 35 laty, i odnoszę wrażenie, że moja ofiara została przyjęta. Nawet
nabieram pewności. Czekając na Swój Dzień, czuję się coraz bardziej wolny i szczęśliwy. Co zaś do sposobu,
w jaki moja dusza opuści ten świat – tak, jestem go pewien, choć szczegóły nie są tu istotne. Jeśli chodzi o
czas – nie mam tej pewności, i pewno nikt mieć jej nie będzie. Czyż nasz Pan nie porównał siebie do
złodzieja, który zaskakuje w nocy swoim przyjściem? Mimo jednak braku tej pewności, z wielką nadzieją
i radością odliczam już miesiące, które dzielą mnie od tego najwspanialszego i najbardziej uroczystego dnia
mojego ziemskiego życia!
Czy może być jednak tak, że kogoś ogarnie takie przemożne pragnienie i uzna w nim łaskę Bożą, jednak
ofiara jego nie zostanie przez Boga przyjęta, tzn. nie umrze śmiercią męczenników?
Pytanie zostało źle postawione: nie istnieje nawet najmniejszy okruszek miłości, który by nie był przez
Boga dostrzeżony, przyjęty i doceniony, gdyż… On patrzy w serce! Patrzy w nie zarówno tam, gdzie chodzi
o miłość, jak i o jej zaprzeczenie (np. „cudzołóstwo w sercu” pod wpływem pożądliwych spojrzeń,
napiętnowane przez Pana Jezusa). Istnieją dwa rodzaje męczeństwa: męczeństwo krwi i męczeństwo
pragnienia (inaczej: w pragnieniu). To drugie, najczęściej dłużej trwające, nawet całymi latami, może być
nie mniej zasługujące niż pierwsze! Jeśli ktoś spala się powoli jak świeca, dzień po dniu, a przy tym spala
się w ofierze za nawrócenie grzeszników, jak Bóg mógłby nie przyjąć jego ofiary?! Bardzo ceni ją sobie na
ziemi i sowicie wynagrodzi w wieczności – kto wie, czy nie postawi jej na równi z ofiarą znanych apostołów
i męczenników.
Tak więc dusze-ofiary, nie mające pewności, do którego z tych dwóch rodzajów męczeństwa zostały
powołane, niech mężnie i cierpliwie niosą swój codzienny krzyż, ale warunek: niech rozszerzą teraz swoje
serce na całe miliony zagrożonych dusz, a swoją „sieć rybacką” niech reperują, przeplatają i wiążą, aż będzie
się nadawała do wielkich połowów. Ta „sieć” to nadzieja. Właśnie od niej zależy obfitość połowu dusz, i
tylko ona daje się zanurzyć w Oceanie Bożego Miłosierdzia – tego Miłosierdzia, które chcemy wyjednać dla
grzeszników.
Od wielu Czytelników, powołanych do tego, by otrzymać wielką łaskę życia w „Nowym Świecie”, Bóg
oczekuje w tej chwili stawania się „aniołami krawędzi” przez wejście na drogę męczeństwa w pragnieniu.
Pewną pomocą w tym względzie może być moja książka „W Szkole Krzyża”, na końcu jej pierwszego tomu
zamieściłem nowennę przed dniem ofiarowania się Bogu za zbawienie bliźnich. Wykorzystały ją już przez
lata tysiące ludzi, a wielu z nich ponawia tę nowennę co roku, traktując ją jako przygotowanie się do
Wielkiego Piątku, kiedy to dusze-ofiary ponawiają swój akt oddania się Bogu. Kto się „przegryzie” przez
tę nowennę, złożoną z rozmyślania i modlitwy na każdy dzień, może mieć ułatwioną i decyzję, i drogę, jeśli
na nią wstąpi. Ja zaś obiecuję, że wszystkich kroczących tą drogą będę wspierać codziennym
błogosławieństwem o godzinie 15-tej, włączę także ich intencje w Mszę świętą za wszystkie dusze-ofiary
świata w Wielki Czwartek, a więc w ostatnim dniu nowenny, a w wigilię Wielkiego Piątku. W tym roku
nowenna przed Wielkim Piątkiem rozpoczyna się 28 marca.
Ziemscy „aniołowie krawędzi”, którzy z jakichś względów nie chcą lub boją się stanąć w pierwszym
szeregu dusz-ofiar, powinni znaleźć sobie miejsce… W DRUGIM SZEREGU! Mają oni pracować i
walczyć, i to teraz z największym poświęceniem, przynajmniej bronią modlitwy. Rodzaj tej modlitwy
wskazywało nam Niebo wiele razy: jest nią przede wszystkim Msza święta, adoracja Najświętszego
Sakramentu, Różaniec, Koronka do Miłosierdzia Bożego, zanurzanie grzeszników we Krwi Chrystusa. (Co
do naszego codziennego Różańca – to właśnie on, pozbierany z całego świata, ma stać się tym łańcuchem,
którym związany zostanie przez Anioła Apokalipsy szatan, by „nie zwodził narodów”). Jeśli nawet ktoś te
modlitwy praktykował, niech w tej chwili na nowo przemyśli, razem ze mną, ich cechy i zasięg. Proszę mi
jednak wybaczyć, że będzie to zaledwie kilka uwag, a mogłaby być cała książka!
Wielu skarżyło się na trudności w pełnym uczestnictwie we Mszy świętej. Udzielałem prostej rady: nie
traktuj jej jak swoich modlitw osobistych w domowym zaciszu i nie próbuj się „skupiać”, bo to jest trudne,
lecz wprost przeciwnie – „rozprosz się”, i to maksymalnie, na cały świat! Weź w swoje dłonie ludzi wokoło,
swoje środowisko, ojczyznę, całą kulę ziemską, i podnoś z ufnością, miłością, mocą ku Niebu, ku Ojcu przez
Chrystusa w Duchu Świętym. Gdy będziesz prosić za miliardy ludzi, wszystkim Bóg udzieli łaski w obfitości,
gdyż On nie jest ograniczony w swoich darach – nigdy Mu ich nie zabraknie, a każdego człowieka kocha całą
swoją miłością. To samo dotyczy innych modlitw, jeśli tylko wypływają z serca.
Nie za bardzo wierzmy w „automatyzm” modlitw, nieraz połączonych z kuszącymi obietnicami i ze
szczegółowym wyliczeniem „przydziału łask”, gdyż trzeba na to spojrzeć nieco inaczej. Skutek każdej
modlitwy zależy przede wszystkim od miłości, ufności, bezinteresowności, z jaką z serca wypływa, a
niekoniecznie od ilości, a nawet jakości słów. Dwie osoby mogą odmówić tę samą modlitwę, ale każda zrobi
to inaczej, w innym duchu, z innym zaangażowaniem, z różnym stopniem zanurzenia w łasce Bożej, więc
i jej skutki mogą być różne. Poza tym strzeżmy się modlitw, nie posiadających aprobaty władzy duchownej,
gdyż właśnie ta władza ma jakby „klucz” do skarbca Bożych łask, udzielanych Kościołowi. Nie dziwmy się
więc temu, że biskupi nie zgadzają się na drukowanie nowych modlitw bez ich aprobaty. Chodzi tu nie tylko
o uniknięcie błędów teologicznych i dziwolągów, lecz i o obfite czerpanie właśnie z tego skarbca.
Jest prawdą, że nasze modlitwy będą się nam nieraz wydawać nijakie, słabe, mało skuteczne, a i
piekielne duchy będą nam je zakłócać i zniechęcać nas do nich. Weźmy jednak pod uwagę, że o ile na prośby
o czyjeś zdrowie czy ziemską pomyślność Bóg może nie odpowiadać, bo niekoniecznie jest to dla nas
korzystne, to na modlitwę o czyjeś nawrócenie, uświęcenie, zbawienie – „musi” odpowiedzieć, i to zawsze
i bez wyjątku, choć w swoim czasie, a nie naszym! Ten „przymus” wynika z Jego nieskończonej miłości do
każdego Jego dziecka i na gorącym pragnieniu uczynienia go szczęśliwym. Pamiętajmy jednak o dwóch
ważnych rzeczach: że zbawienie jednych Bóg uzależnił od apostolstwa innych, by tym innym stworzyć pole
do zasług, jak też o tym, że udziela z obfitości swoich darów na miarę ufności w Nim pokładanej.
A teraz… najwyższy czas – godziny są policzone! – byśmy rzucili się z bronią modlitwy na ratunek już
nie tylko swoim znajomym, nie tylko swojej ojczyźnie (piszę to jako członek Krucjaty Różańcowej za
Ojczyznę, jednak z mocą powtarzam: nie tylko Ojczyźnie!), gdyż niedługo – jak gdzie indziej wspominam
– apokaliptyczny Anioł z Kadzielnicą zakończy swoją misję przed tronem Boga. Gdy już ostatnia modlitwa
z ziemi zostanie przyjęta, dym kadzidła przestanie się unosić, Bóg wyciągnie swą sprawiedliwą dłoń nad
ziemią. Gdy jeszcze na razie ten dym się unosi, gdy trwa okres Bożego Miłosierdzia, spieszmy się!
Poszerzmy swoje serce i nie bójmy się prosić o nawrócenie, zdobywać dla Boga bardzo wielu serc, jak ci z
„pierwszego szeregu”, którzy ofiarują się Bogu „za nawrócenie milionów”. I oby do tej „akcji ratunkowej”
przystąpili teraz wszyscy! Jak jednak do nich dotrzeć w obecnej sytuacji? Kto tylko może, niech werbuje
ochotników do naszej armii, wskazuje lekturę, podsuwa argumenty, przyświeca własnym przykładem.
Jeśli, Drogi Czytelniku, zaczynasz myśleć o włączeniu się do tego „drugiego szeregu”, trzeba, byś nabrał
zapału i ducha ofiarności. Zanurz więc swoje serce… może najpierw w „lodzie”, a potem w „ogniu”:
przeczytaj opis jakiegoś doświadczenia piekła (np. św. Faustyny, św. Jana Bosko, Łucji z Fatimy, Józefy
Menendez, siostry M. z W.), a potem Nieba (również św. Jana Bosko – jego spotkanie ze św. Dominikiem
Savio, a może pilota Dale Blacka z książki „Lot do Nieba” czy Don Pipera z „90 minut w Niebie”, obie
wydawn. Polwen). Po takiej „duchowej kąpieli” jaśniej sobie uświadomisz niezastąpione zadanie
„ziemskiego anioła krawędzi” wobec zbliżających się do skraju wiecznej przepaści tych, których powołaniem
jest wzlecieć ku Wiecznemu Szczęściu. Wtedy z ogromną ufnością w Boże miłosierdzie natychmiast zajmij
swoje miejsce przy tej „krawędzi” i działaj, dopóki to możliwe! Owoce poznasz w przyszłości, a teraz… być
może doznasz wielu przeszkód i zniechęcenia, lecz one mogą być tylko potwierdzeniem ważności Twojej
misji. Im bardziej piekło dostanie po głowie (i będzie tracić swoje ofiary), tym bardziej będzie się wściekać
(może uderzając w Ciebie?), a Ty – tym bardziej masz się cieszyć!
Niech na mocarnego Anioła Krawędzi wejrzy teraz Miłosierny Bóg i tysiąckrotnie, w obliczu
nadchodzącego „Ostrzeżenia”, pomnoży jego siły. Niech też – przez przemożne orędownictwo Maryi, Matki
Miłosierdzia – błogosławi wszystkie swoje „ziemskie anioły krawędzi” na walkę o dusze, a ich „sieci na
połów” powiększy i wzmocni: Bóg Ojciec i Syn i Duch Święty.
Matko Najświętsza, wkrótce obeschną Twoje krwawe łzy, bo bliski już jest Tryumf Twego
Niepokalanego Serca, o który wspólnie walczymy

Adam Skwarczyński

Opublikowany w Alert, Apokalipsa, Ciekawe, Cuda, Kościół, Objawienia, Ostrzeżenie - Pilne orędzia 2010-2011, Prośba o modlitwę, Prześladowanie Chrześcijan, Szatan, Warto wiedzieć, Z Aniołem do Nowego Świata | Otagowane: , | Komentarzy: 161 »

Tysiące ludzi ucieka przed powodzią w Australii

Posted by Dzieckonmp w dniu 06/03/2012

Rejon północny okręgu Wagga zalana przez powódź 6 marca 2012 r.

Wolontariusze układają worki z piaskiem w Wagga  6 marca 2012 roku.

Powodzie w całej wschodniej Australii zmusiły ponad 13000 osób do ewakuacji ze swoich domów dzisiaj po rekordowo wysokich letnich deszczach które zalały trzy stany w ciągu ostatniego tygodnia.

W najbardziej dotkniętym stanie Nowej Południowej Walii, władze nakazały 8000 osób  opuszczenie swoich domów , gdyż   rozlewiska wody naruszyły 11-metrowe wały a domy w  głównej dzielnicy biznesowej w mieście Wagga zostały zalane.

Tysiące ludzi z rejonu Wagga zostało ewakuowanych  do tymczasowych schronów w lokalnych szkołach, a w centrum miasta, gdzie zamieszkuje około 60.000 ludzi, nie było nikogo dzisiaj. .

Wolontariusze napełniają worki z piaskiem

Zespół ratowników płynie zalaną drogą w Wagga  6 marca 2012.

Rząd wysłał wojsko do pomocy przy powodzi, powiedział również , że jest zbyt wcześnie, aby określić koszty zniszczeń jak również koszty wpływu na gospodarkę.

To jest niemożliwe do oszacowania strat ekonomicznych, aż do ustąpienia wód powodziowych, powiedziała premier Julia Gillard  dziennikarzom w Canberze.

Ale Premier Nowej Południowej Walii Barry O’Farrell  powiedział wcześniej że zniszczenia mogą być bardzo wysokie, sięgające  530 milionów dolarów .

Streszczenie z msnbc.com

Opublikowany w Apokalipsa, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , , | Komentarzy: 78 »

PILNE!

Posted by Dzieckonmp w dniu 25/02/2012

29 luty 2012 – Światowy dzień modlitwy, aby uniknąć wojny atomowej

 

Piątek, 24.02.2012, godz.18.40

Ze względu na pilną wiadomość Najświętszej Marii Panny daną wizjonerce Marii  Miłosierdzia Bożego, wzywamy wszystkich braci i siostry do globalnego dnia modlitwy, aby zapobiec wojnie atomowej.

29 luty został zasugerowany przez wizjonerkę Marię Bożego Miłosierdzia. W tym dniu
wszyscy powinni modlić się całym Psałterzem Różańca Świętego, aby uniknąć wojny atomowej w Iranie.

 

Więcej informacji można znaleźć w orędziu Najświętszej Marii Panny z 23.02.2012

Opublikowany w Alert, Apel, Apokalipsa, Ostrzeżenie - Pilne orędzia 2010-2011 | Otagowane: , , | Komentarzy: 96 »

Syria Bóg ostrzega: najpierw daje ostrzezenia w postaci objawień a następnie wymierza sprawiedliwość

Posted by Dzieckonmp w dniu 20/02/2012

Myrna Nazzour mieszkająca w Damaszku w Syriito jedna z największych obecnie żyjących mistyczek kościoła katolickiego otrzymała orędzia zjednoczenia Chrześcijan. Pisałem o Niej w lipcu 2011 roku a artykuł jest tutaj. Myrna ostrzega świat przed niebezpieczeństwami jakie zagrażają mu. W proroctwach Myrny pojawia się zapowiedź trwającej wiele lat niezwykle wyniszczającej wojny. Proroctwa Myrny ostrzegają ludzkość przed grożącym głodem i nieznanymi chorobami mającymi z dziesiątkować ludność świata.Według Myrny tylko przestrzeganie postu i gorące modlitwy są  w stanie uratować ludzkość przed grożącą im zagładą.

ZBIERAJCIE SIĘ RAZEM I MÓDLCIE SIĘ. MÓDLCIE SIĘ , MÓDLCIE SIĘ. JAKŻE PIĘKNE SA MOJE DZIECI POKORNE NA KOLANACH.

Przepraszam że wklejam film tej telewizji, ale ten jeden chyba można zobaczyć .

xkoitq_myrna-nazzour-nie-do-wiary_lifestyle

Opublikowany w Apokalipsa, Cuda, Film, Objawienia, Uzdrowienia, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , | Komentarzy: 13 »

Iluminati – III wojna światowa

Posted by Dzieckonmp w dniu 18/02/2012

Iluminat 33 stopnia , rycerz ku klux klanu, satanista, Wielki Mistrz lucyfera – Albert Pike w 1871 roku ułożył program 3 wojen światowych.

I WOJNA

„Pierwsza Wojna Światowa musi mieć miejsce, aby pozwolić Illuminatis powalić potęgę carów w Rosji i stworzyć z tego państwa fortecę ateistycznego Komunizmu. Rozbieżności utworzone pomiędzy Brytyjskim i Germańskim imperium przez agentów
Illuminatis będą użyte do rozpętania tej wojny.
Pod koniec tej wojny zostanie zbudowany komunizm, aby zniszczyć inne rządy i osłabić ich religię.”

II WOJNA

„Druga Wojna Światowa musi być podżegana poprzez wykorzystanie różnic między Faszystami i politycznymi Syjonistami. Wojna ta musi być tak zaaranżowana, aby Nazizm został zniszczony a polityczny Syjonizm pozostał wystarczająco silny, żeby utworzyć suwerenne państwo Izrael na ziemi palestyńskiej. Podczas Drugiej Wojny Światowej, międzynarodowy Komunizm musi nabrać wystarczających sił, aby zrównoważyć moc Chrześcijaństwa, które w ten sposób będzie pohamowane i pozostanie pod ścisła kontrolą aż do czasów, w których będziemy go potrzebowali do ostatecznego społecznego kataklizmu”
(Czytelnicy kwestionujący to, że terminy Nazizm i Syjonizm nie były znane w 1871 r. powinni wiedzieć, że obie te nazwy zostały „wymyślone” przez Illuminatis przed rokiem 1871. Słowo Komunizm natomiast powstało we Francji na cztery lata przed
wybuchem Rewolucji a stworzył je Nicolas Edme Restif de La Bretonne.

III WOJNA

„Trzecia Wojna Światowa musi mieć miejsce na bazie różnic, podsycanych przez agentów Illuminatis, pomiędzy Syjonistami i Światem Muzułmańskim.
Wojna musi być tak zorganizowana, aby Syjoniści i Muzułmanie wyniszczyli się nawzajem. Podczas gdy inne narody, zostaną jeszcze raz podzielone tym tematem i będą zmuszone do walki aż do całkowitego fizycznego, moralnego, duchowego i ekonomicznego wyczerpania. My wtedy powinniśmy uwolnić nihilistów i ateistów i powinniśmy sprowokować przerażający socjalny kataklizm, który w całym swoim terrorze jasno ukaże narodom efekt absolutnego ateizmu, źródła bestialstwa i najbardziej krwawych zamieszek.
Wówczas wszędzie, obywatele, zmuszeni do samoobrony przed światową mniejszością rewolucjonistów, wyniszczą tych niszczycieli cywilizacji a masy
rozczarowane Chrześcijaństwem, których deistyczny duch, od tego momentu, pozostanie bez kompasu i jakiegokolwiek kierunku, pragnące ideału, lecz niewiedzące gdzie złożyć swoją adorację, otrzymają prawdziwe światło uniwersalnej Manifestacji
doktryny Lucyfera, ostatecznie wystawionej na publiczny widok. Ta manifestacja będzie wynikiem generalnego reakcyjnego ruchu, który nastąpi po
zniszczeniu Chrześcijaństwa i ateizmu, obydwu zwyciężonych i wyniszczonych w tym samym czasie.”

Tutaj warto kilknąć i poczytać na naszym blogu to co wcześniej pisaliśmy o Iluminatach.

Opublikowany w Alert, Apokalipsa, Polityka, Religia, Szatan, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | Komentarzy: 15 »

Czas Ostrzeżenia według Marii de Luz

Posted by Dzieckonmp w dniu 11/02/2012

Tlum fragmentu z

http://www.revelacionesmarianas.com/el_aviso.htm

 

“… Wreszcie, po śmierci Jana Pawła II i wyborze Benedykta XVI, proroctwa stały się bardziej oczywiste co do ich zrozumienia i realizacji. W związku z tym Ostrzezenie nie może nastąpić doputy, dopóki nie bedą mialy miejsca następujące zdarzenia:.

 

-Globalny kryzys przedstawiony jako ekonomiczny chaos i rozpoczynającej się wojny światowej

-Zwiększenie liczby i intensywności klęsk żywiołowych (trzęsienia ziemi, tsunami, wybuchy wulkanów, epidemie

-Schizma w Kościele

-rewolucja w Rzymie z wielkim rozlewem krwi w wyniku tego, Ojciec Święty zostaje zmuszony do ucieczki do Wiecznego Miasta

-Ogłoszenie Dogmatu o Maryi Współodkupicielce

 

Jak czytelnik moze zauważyc, Ostrzezenie od Boga jest ostatnim w serii “wiadomości”, które już się rozpoczęły i będą zwiększac swą siłę i intensywnośc, przynosząc setki tysięcy ofiar.

 

Więc choć to wydarzenie jest już blisko, ludzkość musi jeszcze przejść przez wielkie cierpienia i pewne zmiany polityczne, ekonomiczne, historyczne, religijne, przyrodnicze i społeczne. Ostrzeżenie bedzie ostatnim z serii ostrzezen i pierwsze z serii ważnych wydarzeń, które doprowadzą do panowania Antychrysta i Apokalipsy.

 

W Kościele, musi najpierw zakończyć sie pontyfikat Benedykta XVI, tylko wtedy stanie sie widoczna, bez zadnego wątpienia, dla całego świata konfrontacja dwóch papieży. W krótkim czasie pozniej, jako efekt eskalacji militarnej na Bliskim Wschodzie i zderzeniu cywilizacji ma się odbyć arabsko-komunistyczny atak w Europie, zwłaszcza we Włoszech, w rezultacie rewolucji dla Ojca Św (Piotr Roman) bedzie konieczna ucieczka z Rzymu. Następnie Ostrzezenie jest związane  z bolesnym wydarzeniem dla Kościoła, i to bolesne wydarzenie będzie niczym innym niż wielką schizmą. Ponadto Ostrzezenie nie bedzie mialo miejsca do czsu zanim Ojciec Św, (zdaniem Piusa X i wizji Tajemnicy Fatimskiej), bedzie uciekać z Rzymu po trupach swoich kapłanów. Dlatego Ostrzezenie przyjdzie w środku wielkiego chaosu i zamieszania. Wszystko to jest potwierdzone przez wielu powazanych i autentycznych jasnowidzów. Kolejnym faktem, niezauważanym przez wielu jest to, że kiedy przyjdzie schizma i pojawi się dwóch papieży, jedną z głównych kierunkow autentycznosci i  legalnosci papieża będzie jego obstawanie przy Eucharystii i Maryi, i właśnie wtedy w czasach wielkiego zamieszania w Kościele, Papież ogłosi Maryje jako Wspolodkupicielke. Ma to nastąpić tuż przed samym Ostrzezeniem. “

 

http://www.p-w-n.de/dogmat.htm

Co  do (cytuje)” Oredzi Amsterdamskich. Matka Boża mówi w nich, że nowy dogmat zostanie ogłoszony i nawet w jednej z wizji ukazuje widzącej to wydarzenie. Oznajmia przy tym datę ogłoszenia nowego dog- matu. Będzie to  31 dzień maja . Rok pozostaje tajemnicą Nieba.”

 

http://www.p-w-n.de/p_i_l_n_e.htm  …

“To właśnie po jego ogłoszeniu ma zostać – zgodnie z  JEJ słowami – wylany na świat na nowo Duch święty i zapanować PRAWDZIWY POKóJ.”

 

http://paniwszystkichnarodow.prv.pl/index.html  – oredzia z Amsterdamu dla Idy Peerdeman

Tłumaczenie: Bożena

Opublikowany w Apokalipsa, Ciekawe, Inne Orędzia, Warto wiedzieć | Otagowane: , | Komentarzy: 8 »

31 stycznia 2012, jako specjalny dzień modlitwy

Posted by Dzieckonmp w dniu 31/01/2012

Matka Boża przekazała przez Marię Bożego Miłosierdzia prośbę o ogłoszenie dnia 31 stycznia dniem modlitwy za wszystkich ludzi  którzy  podczas Ostrzeżenia  zakończą swoje życie tutaj na ziemi. W odpowiedzi na prośbę Matki Bożej apeluję do Internetowego Koła Modlitewnego o odpowiedź na apel Matki Bożej. Oto słowa jakie wczoraj od Niej otrzymaliśmy:Ty, Moje dziecko, musisz poprosić wszystkich wyznawców tych boskich orędzi, aby przeznaczyli jutrzejszy dzień, wtorek 31 stycznia 2012, jako specjalny dzień modlitwy.

Matka Boża prosi nas abyśmy modlili się różańcem

KTO NIE UMIE ODMAWIAĆ RÓŻAŃCA MOŻE RAZEM Z FILMIKIEM NA KTÓRYM JEST CZĘŚĆ RADOSNA

oraz Koronką do Bożego Miłosierdzia. Oto słowa jakie wczoraj od Niej otrzymaliśmy: “W tym dniu musicie odmawiać Najświętszy Różaniec i modlitwy do Bożego Miłosierdzia.”

KTO NIE UMIE LUB NIE ZNA MOŻE WŁĄCZYĆ SIĘ  POPRZEZ TEN FILM

Matka Boża poprosiła nas również aby w tym dniu pościć w tych samych intencjach. Oto słowa nam dane: “każdy musi spróbować, i pościć w ciągu tego dnia. W ten sposób więcej dusz, zwłaszcza tych w grzechu śmiertelny  m w momencie śmierci, może zostać uratowanych przez Miłosierdzie Mojego ukochanego Syna Jezusa Chrystusa.”

ZAPRASZAM  WSZYSTKICH DO POSŁUCHANIA PROŚBY MATKI BOŻEJ. ZAPROŚCIE INNYCH ABY SIĘ WŁĄCZYLI. RATUJEMY LUDZI, PRZEZ NICH CAŁY ŚWIAT.

Opublikowany w Alert, Apel, Apokalipsa, KOMUNIKATY, Kościół, Objawienia, Ostrzeżenie - Pilne orędzia 2010-2011, Prośba o modlitwę, Różaniec, Warto wiedzieć | Otagowane: , | Komentarzy: 134 »

Trzeba być głuchym, żeby nie słyszeć bębnów wojny

Posted by Dzieckonmp w dniu 18/01/2012

Nowy Jork – USA. Znamienne wyznanie Henry’ego Kissinger’a, byłego, za prezydentury Nixona, Sekretarza Stanu USA, pokazuje dokładnie to, co się obecnie dzieje w świecie a zwłaszcza na Bliskim Wschodzie.

Wypowiedzi swojej w swoim luksusowym domu na Manhattanie udzielił najstarszy działacz państwowy (w maju tego roku ukończy 89 lat), patrząc daleko w przyszłość i analizując bieżącą sytuację na świecie na forum geopolityki i gospodarki.

Stany Zjednoczone minimalizują Chiny i Rosję a ostatnim gwoździem do ich trumny będzie Iran, który oczywiście, stanowi główny cel Izraela. Pozwoliliśmy Chinom zwiększyć ich potęgę militarną, daliśmy Rosji czas, żeby rozprawiła się z sowietyzacją, daliśmy im fałszywe poczucie wyższości, ale to wszystko razem szybciej ich doprowadzi do zguby. My tak jak wyśmienity strzelec, nie musimy wybierać broni, tak jak czynią to nowicjusze i kiedy oni podejmą próbę, to my zrobimy „pif-paf”. Nadchodząca wojna będzie na tyle poważna, że tylko jedno supermocarstwo będzie mogło wygrać i to będziemy oczywiście my. Tak więc wiadomo, dlaczego Unia Europejska tak bardzo się spieszyła żeby stworzyć swoje supermocarstwo – oni wiedzą co nadchodzi, a żeby przetrwać, Europa będzie musiała być zwartą całością zjednoczonego państwa. Ta niezwłoczność podpowiada mi, że oni dobrze wiedzą, czego można od nas oczekiwać. Och, jak bardzo marzyłem o tej wspaniałej chwili.

 

Kontrolując ropę naftową – kontroluje się narody, kontrolując żywność – kontroluje się ludy.

 

Pan Kissinger dodał następnie: „Jeśli jesteś zwykłym człowiekiem to możesz przygotować się do wojny, wyjechać na wieś, ale powinieneś wziąć ze sobą broń, ponieważ wszędzie będą wędrować hordy głodujących. I chociaż elita będzie mieć własne schrony i bunkry dla specjalistów to oni podczas wojny powinni być tak samo ostrożni co zwykli obywatele, ponieważ ich miejsca schronienia również będą zagrożone”.

Po kilku minutach milczenia żeby zebrać myśli, pan Kissinger kontynuował:

Mówiliśmy naszym wojskowym, że będziemy musieli zająć dla siebie siedem krajów Bliskiego Wschodu ze względu na ich zasoby bogactw naturalnych, i nasi wojskowi praktycznie wykonali to zadanie. Sam Pan wie,jaką mam opinię o naszych wojskowych, ale powinienem powiedzieć, że tym razem rozkazy wypełniali aż nazbyt gorliwie. To jest zaledwie ostatni krok, ponieważ Iran naprawdę zakłóca równowagę. Jak długo jeszcze Chiny i Rosja będą stać i patrzeć jak Ameryka je wypiera? Wielki rosyjski niedźwiedź i chiński smok będą zmuszone wybudzić się ze snu a w tym czasie Izrael będzie musiał walczyć ze wszystkich sił, aby zabić jak najwięcej Arabów, tylu ilu tylko będzie mógł. Mam nadzieję, że jeśli wszystko pójdzie dobrze to połowa Bliskiego Wschodu będzie należała do Izraela. Nasza młodzież szkoliła się przez ostatnią dekadę czy coś koło tego, w grach komputerowych i to bardzo interesujące obserwować jak w nowe gry takie jak „Call of Duty” i „Warfare 3”,  odzwierciedlają dokładnie to co nadchodzi w najbliższej przyszłości z jej inteligentnym programowaniem.

Nasza młodzież w USA i na Zachodzie jest gotowa, ponieważ została ona zaprogramowana tak, żeby być dobrymi żołnierzami, takim mięsem armatnim, a kiedy dostaną rozkaz wyjścia na ulice i walki z tymi obłąkanymi Chińczykami i Rosjanam,i to będą wykonywać rozkazy.

Z popiołów będziemy budować nowy świat a w nim będzie tylko jedno supermocarstwo i to będzie globalny rząd, który zawsze wygrywa. Niech Pan nie zapomina, że Stany Zjednoczone mają najlepszą broń, której nie ma żaden inny naród i my pokażemy światu tę, broń kiedy nadejdzie odpowiedni czas.”

Po zakończeniu wywiadu nasz reporter został wyprowadzony z pokoju przez ochroniarza Kissingera.

 

Oryginał artykułu:Daily Squib

Od administratorów strony: Jak wyjaśniono później, artykuł jest parodią polityczną, ale ponieważ kwestie, poruszone w nim, są dalekie od dziedziny humoru i całkowicie odpowiadają oświadczeniom byłych Sekretarzy Stanu USA – Kissinger i Brzezińskiego, artykuł postanowiliśmy zostawić na stronie, dokonując odpowiedniej adnotacji.

Źródło: http://www.rusinform.ru/index.php?newsid=30

Na tej stronie  http://www.dailysquib.co.uk/index.php?news=3089 tego dopisku nie ma.

 

Opublikowany w Apokalipsa, Polityka, Szatan, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , , , , , | Komentarzy: 76 »

Straszna przepowiednia

Posted by Dzieckonmp w dniu 16/01/2012

Wpis ten dedykuje naszemu Episkopatowi , który rozpoczął prześladowanie ks.Piotra Natanka. Może  ja nie uczony przyczynię się do tego że Oni uczeni coś zrozumieją?

“Objawienia w La Salette są w pełni zatwierdzone przez Papieża 16-ego listopada 1851 r.”
http://www.marypages.com/LaSalettePolish.htm

“Tak, duchowni zasługują na pomstę i pomsta zawisła nad ich głowami. Biada księżom i osobom Bogu poświęconym, które swą niewiernością i złym życiem krzyżują na nowo mego Syna! Grzechy osób Bogu poświęconych wołają do Nieba i wzywają pomsty”.

 

W połowie XIX wieku dwoje małych dzieci z maleńkiej wioski La Salette w pobliżu Grenoble ujrzało Matkę Boską. Wtedy czternastoletnia Melania Calvat i dziesięcioletni Maksymin Giraud, nie przypuszczali, że setki lat później ich maleńka wioska, właśnie dzięki temu stanie się niemalże Mekką pielgrzymujących. Jak podaje między innymi Andrzej Sieradzki, po pięciu latach biskup diecezji Grenoble oficjalnie zatwierdził objawienie z La Salette. Jednak na oficjalne ujawnienie jego treści świat czekał prawie 130 lat. Wiadomo, że Matka Boska pamiętnego dnia przekazała dzieciom tajemnice dotyczące nie tylko ich życia, ale także przyszłości Kościoła i całej Europy. Wszystkie poniższe cytaty pochodzą z książki Andrzeja Sieradzkiego „Trzecia tajemnica fatimska” wydanej przez Katolickie Publikacje, Gdańsk 1998, za książką Arnaud de Lassus Sekret Matki Bożej z La Salette o czasach ostatecznych wydanej w Komorowie w 1997 roku przez Wydawnictwo Antyk.

“Księża, słudzy Mego Syna, z powodu złego życia, lekceważącego i bluźnierczego sprawowania świętych Tajemnic, z powodu zamiłowania do pieniędzy, zamiłowania do zaszczytów i przyjemności, stali się ściekiem nieczystości.

Tak, duchowni zasługują na pomstę i pomsta zawisła nad ich głowami. Biada księżom i osobom Bogu poświęconym, które swą niewiernością i złym życiem krzyżują na nowo mego Syna! Grzechy osób Bogu poświęconych wołają do Nieba i wzywają pomsty. I oto pomsta czeka u ich drzwi, ponieważ nie ma nikogo, kto by błagał o miłosierdzie i przebaczenie dla ludzi. Nie ma już dusz szlachetnych, nie ma już osób godnych złożyć niepokalaną ofiarę Przedwiecznemu dla uproszenia łaski dla świata.

Bóg przygotowuje uderzenie, jakiego jeszcze nie było. Biada mieszkańcom ziemi! Miara gniewu Bożego wyczerpuje się i nikt nie będzie mógł uciec spod tylu nieszczęść, które spadną wszystkie naraz.

Biada tym książętom Kościoła, którzy będą zajęci jedynie gromadzeniem bogactw, dbałością o swój autorytet i pyszną dominacją.

Namiestnik Mego Syna będzie musiał wiele wycierpieć, ponieważ na jakiś czas Kościół zostanie poddany wielkim prześladowaniom; będzie to czas ciemności. Kościół będzie przechodził straszliwy kryzys.

Gdy święta wiara Boża zostanie zapomniana, każdy będzie chciał kierować się własnym rozumem i być wyższym od podobnych sobie. Będzie się lekceważyć władze świeckie i kościelne. Porządek i wszelka sprawiedliwość zostaną podeptane. Będzie się widziało tylko zabójstwa, nienawiść, zawiść, kłamstwo i niezgodę, bez miłości ojczyzny i bez miłości rodziny.

Ojciec Święty wiele ucierpi. Ja będę z nim aż do końca, aby przyjąć jego ofiarę. Źli będą po wielekroć godzić na jego życie, lecz nie zdołają mu zaszkodzić. Ale ani on, ani jego następca nie ujrzą triumfu Kościoła Bożego. [...]

Wszystkie władze świeckie będą miały ten sam zamysł – obalenia i unicestwienia wszelkiego pierwiastka religijnego, aby zrobić miejsce dla materializmu, ateizmu, spirytyzmu i wszelkiego rodzaju występków”.

Matka Boska zapowiedziała również klęski, łudząco podobne do wszystkich przepowiedni, mówiących o końcu naszego świata. Katastrofy i klęski żywiołowe to tylko przedsmak tego, co zgodnie z jej orędziem, już wkrótce ma się wydarzyć. Zobaczmy…

Źródło: http://strefatajemnic.onet.pl/przepowiednie/straszna-przepowiednia,1,4933040,artykul.html

Opublikowany w Apokalipsa, Kościół, Warto wiedzieć | Otagowane: | Komentarzy: 246 »

Amerykanie są masowo mordowani we własnym kraju

Posted by Dzieckonmp w dniu 06/01/2012

Prawdziwa rzeź w Nowym Jorku

Szokujące dane z Nowego Jorku. 40 proc. ciąż w tym mieście kończy się zabiciem nienarodzonego dziecka. Jest to niemal dwa raz tyle ile wynosi średnia krajowa w USA. Wśród nastolatek ten wskaźnik sięga aż 63 proc ( sic!) Amerykanie są masowo mordowani we własnym kraju. Widać, że najniebezpieczniejszym miejscem dla człowieka w USA jest łono jego matki.  To tam powinna jechać US-army by ratować własnych obywateli.

Departament Zdrowia Nowego Jorku ujawnił badania, które pokazują, że od 2010 roku zabito w Nowym Jorku 85, 750 tyś. dzięki nienarodzonych. Stanowi to 40% wszystkich ciąż. W 2009 roku wynik wyniósł 41 proc. Najwięcej dzieci jest zabijanych w Bronxie (48 proc). Miasto straciło aż 38,574 murzynów. Widać ,że dziś niepotrzebny jest już Ku Klux Klan by wymordować Afro-Amerykanów, co podkreśla zresztą siostrzenica Martina Luthera Kinga, dr. Alveda King. Jeszcze gorzej prezentuje się wskaźnik aborcji wśród nastolatek. Wynosi on szokujące 63 proc. Od 2010 roku nastolatki abortowały 12,139 dzieci a urodziły tylko 7,207 dzieciaczków. Według sondażu McLaughlin & Associates 64 proc. mieszkańców Nowego Jorku uważa, że za dużo dzieci abortuje się w tym mieście. Ponad połowa badanych popiera obowiązkowy 24 godzinny okres na zastanowienie się po prośbę o aborcję.

Miasto Nowy Jork jest kolejnym przykładem na to jak nieskuteczna jest edukacja seksualna. Na dodatek dane dowodzą z jakim koszmarem mamy obecnie do czynienia na świecie, którey dopuszcza legalne mordowanie ludzi w ich prenatalnej fazie rozwoju. Przykład USA pokazuje jak mocno trzeba walczyć o to by aborcja nigdy nie była legalna w Polsce. Trzeba się również modlić by zachodnie narody w końcu zdały sobie sprawę jakim barbarzyństwem jest aborcja i jak dziesiątkuje ona naród. Amerykanie wysyłają zawsze marines, gdy ich obywatele są  zagrożeni. Marines powinni zostać wysłani do Nowego Jorku, bo tam morduje się niemal połowę mieszkańców miasta.

Źródło: fronda.pl

3 minutowy film dokumentalny o aborcji jest naprawdę drastyczny

Kliknij jak masz mocne nerwy i obowiazkowo musisz być dorosły

Opublikowany w Aborcja, Apokalipsa | Otagowane: , , , | Komentarzy: 125 »

PRZEŚLADOWANIE KOŚCIOŁA (drastyczne sceny)

Posted by Dzieckonmp w dniu 22/12/2011

wyznawcy Chrystusa są najbardziej prześladowaną grupą religijną na kuli ziemskiej Warto tu przypomnieć, że od śmierci Chrystusa po dzień dzisiejszy za wiarę oddało życie 70 mln chrześcijan, z tego tylko w XX wieku aż 45 mln. Badania mówią, że jedynie w obecnym roku za wiarę zginie na świecie ponad 100 tys. uczniów Chrystusa. Co kilka sekund ginie Chrześcijanin , to ta jak dzieci z aborcji .

Zobacz film

Opublikowany w Apokalipsa, Film, Prześladowanie Chrześcijan | Otagowane: | Komentarzy: 16 »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 175 other followers