Dziecko Królowej Pokoju

Tylko Pokój

Archiwum kategorii ‘Szatan’

Egzorcyzmy w Kościele prawosławnym

Posted by Dzieckonmp w dniu 25/05/2012

Kościele prawosławnym w niektórych cerkwiach odbywają się egzorcyzmy – czyli wypędzanie złych duchów (Demonów), którzy osiedlili się w człowieku. Demony  boją się modlitwy kapłana, boją się sakramentów, krzyża, wody święconej, relikwii świętych, itp. Kiedy przez egzorcyzm,  duchowa moc demona zostaje wypędzona z opętanego człowieka, demon te przedstawia dramatyczne manifestacje. Celem  publikacji tych przypadków egzorcyzmów jest chęć pokazania ludziom, co człowiek gdy czyni zło i do jakiego stopnia zły człowiek może dojść gdy daje szansę i  prawo do siebie diabłu.

Reportaż  TVC channel

Nagranie REN-TV

Opublikowany w Film, Religia, Szatan | Otagowane: , , , , | Komentarzy: 41 »

Ciekawe spostrzeżenia, na ewangelickiej stronie na temat piekła

Posted by Dzieckonmp w dniu 21/05/2012

http://www.razemdlaewangelii.pl/wielkie-doktryny/241-siedem-cudow-piekla

Artykuł na niej zawarty porusza sprawy piekła.

Autor przytacza ciekawe fakty i komentuje je za pomocą Pisma Świętego. Osobiście uważam, że jest to niezły materiał na dobre katolickie kazanie o piekle i problemach związanych z przebywaniem w nim.

Oto kilka wybranych tematów.

1. Piekło JEST.

Znajdujemy jego opisy w wielu miejscach Pisma Świętego, a nawet sam Pan Jezus kilka razy wyraźnie o nim mówi:

Mt 23, 29-33

“Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo budujecie groby prorokom i zdobicie grobowce sprawiedliwych, 30 i mówicie: “Gdybyśmy żyli za czasów naszych przodków, nie byliśmy ich wspólnikami w zabójstwie proroków”. 31 Przez to sami przyznajecie, że jesteście potomkami tych, którzy mordowali proroków! 32 Dopełnijcie i wy miary waszych przodków! 33 Węże, plemię żmijowe, jak wy możecie ujść potępienia w piekle?”

Mk 9,43-48

“Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony13. 45 I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie, chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. 47 Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, 48 gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie.”

Łk 16, 23-24

“Gdy w Otchłani, pogrążony w mękach, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. 24 I zawołał: “Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i poślij Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w wodzie i ochłodzi mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu”.”

Ap 14,9-11

“A inny anioł, trzeci, przyszedł w ślad za nimi, mówiąc donośnym głosem:
«Jeśli kto wielbi Bestię, i obraz jej,
i bierze sobie jej znamię na czoło lub rękę,
10 ten również będzie pić wino zapalczywości Boga
przygotowane, nierozcieńczone, w kielichu Jego gniewu;
i będzie katowany ogniem i siarką
wobec świętych aniołów
i wobec Baranka.
11 A dym ich katuszy na wieki wieków się wznosi i nie mają spoczynku we dnie i w nocy
czciciele Bestii i jej obrazu,
i ten, kto bierze znamię jej imienia». “

W tym fragmencie znajdujemy również informację, że dym katuszy, czyli męki piekielne wznoszą się na wieki wieków, co oznacza na zawsze. Nauczanie nowomodnych teologów mówiące o ostatecznym zbawieniu każdego jest więc nauką fałszywą i nieuzasadnioną, podobnie jak mówienie o zbawieniu szatana w imię Miłosierdzia Bożego, tzw. “rekolekcje piekielne”.

Patrz ks Mieczysław Maliński, książka pt: “Mój alfabet : szkice teologiczne” – Wydawnictwo Nemrod, Kraków 2004 Autor wyłuszcza w tej książce gnostycką naukę o Jezusie: To nie znaczy, że Jezus ma wszystkie przymioty Boga-Absolutu. Wtedy byłby jakimś monstrum, nie człowiekiem. A więc Jezus nie jest wszechmocny, ani wszechwiedzący, ani wszechobecny. Nie jest absolutnym pięknem, miłosierdziem najwyższym, najwspanialszym, mądrością najgłębszą, dobrem nieskończonym, wolnością wszechogarniającą. Owszem, On uczestniczy w tych doskonałościach Boga, ale na miarę człowieczą. Jest najwspanialszym człowiekiem świata, jest uczestnikiem pełnym Bożej natury. Jezus przyszedł na świat, jak to sam powiedział: Aby świadectwo dać prawdzie. Nie ma tu mowy o odkupywaniu nas od grzechu przez Jego mękę i śmierć jako zapłacie sprawiedliwości Boga za nasze grzechy. To myślenie jest odwołaniem się do Starego Testamentu (…). Pan Bóg nie potrzebuje ofiary męki i śmierci Jezusa, aby nam grzechy nasze przebaczyć. On potrafi nam je wybaczyć, bo jest nieskończenie miłosierny, kocha nas jako swoje dzieci, niezależnie jakie byłyby nasze grzechy. A nieco dalej głosi kabalistyczną, tajną naukę o szatanie: A co z szatanami? Przecież tak jak ludzie są stworzeni przez Boga. Jest więc w nich Boża iskra, iskra wolnej woli, mądrości i dobra. Oni nie są bezwzględną negacją. Gdyby Bóg chciał, w każdej chwili przestaliby istnieć, a jednak podtrzymuje ich w istnieniu. (…) To oczywiście nie będzie tak, że przyjdzie jakiś moment i nagle potępieni ludzie i szatani znajdą się w niebie. To proces, który już teraz się w nich dokonuje. Są to prawdziwe rekolekcje piekielne. I myślę, że już są tacy nawróceni szatani, którzy przeszli przez swoisty piekielny czyściec i są zbawieni.

Są tu wyłożone demoniczne zasady nowej religii New Age, w której nie ma potrzeby uzyskiwania przebaczenia na drodze sakramentalnej spowiedzi i w ogóle przyjmowania jakichkolwiek sakramentów, bo jeśli Jezus jest tylko człowiekiem, to Jego sakramenty są zabobonną praktyką. Według zasad tej nowej religii – promowanej przez ks. Malińskiego – wszyscy zasługują na zbawienie, niezależnie od swego postępowania, a w sefirotycznym niebie, tak jak teraz na ziemi, w jednej wspólnocie będą katolicy, czarnoksiężnicy, masoni i oczywiście szatani! Tragiczną rzeczą jest, wobec tych i podobnych herezji, milczenie naszych pasterzy, którzy z obowiązku powinni czuwać, aby przeciwnik nie zatruł „źródła wody żywej”.

To wydaje się niewiarygodne ale takie rzeczy wypisują kapłani katoliccy.

Teraz najciekawsza sprawa, która prawdopodobnie umknęła uwagi wielu, chodzi o mieszkańców piekła.

Oprócz upadłych aniołów, piekło będzie zamieszkane na wieki przez pewne jasno określone w Piśmie Świętym grupy ludzi.

Ap 21.8

“A dla tchórzów, niewiernych, obmierzłych, zabójców, rozpustników, guślarzy, bałwochwalców i wszelkich kłamców:
udział w jeziorze gorejącym ogniem i siarką.
To jest śmierć druga»”

Proszę zwróćmy uwagę na kategorie ludzkich czynów, które zasługują na karę piekła wiekuistego, na pierwszym miejscu wymienieni są TCHÓRZE, a listę zamykają WSZELKIEGO TYPU KŁAMCY.

Prawdopodobnie wydaje się nam, że to niemożliwe, że za tchórzostwo, które myślę, że należy rozumieć jako brak świadczenia o Jezusie i za kłamstwa wylądujemy w piekle. Co do kłamstw to na pewno mamy sobie wiele do zarzucenia. Jednak kłamcy wędrują do piekła razem z niewiernymi, obmierzłymi, zabójcami, rozpustnikami, czarownicami, czarownikami, wróżkami, wróżami, razem nazwanymi tu guślarzami i bałwochwalcami.

Strzeżmy swego języka.

Opublikowany w Kościół, Religia, Szatan | Otagowane: | Komentarzy: 115 »

Rozmowa z Egzorcystą

Posted by Dzieckonmp w dniu 19/04/2012

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rozmowa z ojcem Andrzejem Smołką, ss.cc., egzorcystą Archidiecezji Wrocławskiej. Przez 25 lat o. Andrzej był misjonarzem w Demokratycznej Republice Konga.

Czy zło istnieje w formie osobowej?

- Tak. W dokumentach Kościoła katolickiego mówi się wprost o złu osobowym.   Mówi o tym Katechizm Kościoła katolickiego w miejscach: 332, 391-395, 397,414, 2851 oraz konstytucja Vat II Gaudium et spes, nr 22,37.

 

Niektórzy zaprzeczają, że tak rzeczywiście jest. Co Ojciec powiedziałby takim ludziom?

- Cóż, niech sobie tak twierdzą. Przecież nie można zmusić ludzi, aby w coś wierzyli. Wiele milionów osób wierzy, że tak jest. To jest wiara przekazana przez apostołów od ponad 2000 lat. Takie jest też nasze doświadczenie.

 

Czy nie jest tak, że zły duch woli, aby ludzie nie uznawali jego istnienia?  

- Zły duch jest bardziej inteligentny niż nam się wydaje. Powiedziałbym nawet sprytny. Działa w różny sposób. Dziś mówi się, że uznawanie istnienia diabła to średniowiecze, obciach i ciemnogród. Jednocześnie ludzie otwierają się na wschodnie kultury, religie, sztuki walki itd. Mówią, że to trendy.

Nie tak dawno przyszła do mnie 19-letnia dziewczyna, która jest bardzo poważnie dręczona. Odczuwa lęki i ma chęć zakończyć szybko swoje życie. Szuka u mnie pomocy. Okazało się, że od dziecka, za namową rodziców (mama prawnik, tato lekarz), uczęszcza na kurs taekwondo. Ta sztuka walki to nie tylko ćwiczenia gimnastyczne, ale też medytacyjne. Dziewczyna ta powiedziała mi, że od dzieciństwa medytuje słowo „nic” albo, „jak kopnąć koleżankę, aby złamać jej nogę”. Dziś, po 15 latach treningów,  dziewczyna jest opętana. Jej reakcja na „sacrum” była niebywała. Gdy rzuciła metalowym krzyżem o ziemię, rozleciał się na kawałki.

 

Ostatnio w modzie jest joga, której uczy się nawet małe dzieci. Czy ta wywodząca się z religii hinduskiej dyscyplina jest również niebezpieczna?

- Joga to nie tylko ćwiczenia fizyczne. My jesteśmy wychowywani w dualizmie. Uznajemy, że człowiek jest duchem i ciałem. Na wschodzie dominuje monistyczne spostrzeganie świata, gdzie wszystko jest jednością. Jednością jest też duch i ciało. Tak jest też w jodze. Przykładowo, przyjmuje się tam, że przez nacisk kolana, naciskamy też duszę. Przyjmując postawę „kwiatu lotosu” automatycznie otwieramy się na „energie kosmosu”. Cała sprawa polega na tym, że poprzez odpowiednie pozycje otwieramy się na jakieś niesprawdzone energie. Karykaturalnie można powiedzieć, że to „energie z rogami i ogonem”. Ale, oczywiście, mówi się, że to nieprawda, bo diabła nie ma.

 

Niektórzy twierdzą, że uprawiają jogę dla zdrowia, tylko jako zestaw ćwiczeń fizycznych, a filozofia z niej wynikająca nie ma dla nich znaczenia.

- Jak już powiedziałem, w jodze, ze względu na monistyczny charakter, nie da się oddzielić ćwiczeń fizycznych od duchowych. Proszę zapytać jakiegoś guru hinduskiego, mistrza jogi, czy się zgadza, że to tylko zestaw ćwiczeń gimnastycznych. Gwarantuję, że roześmieje się wam w twarz.

 

Czyli joga nie służy zdrowiu duchowemu, a nawet fizycznemu?

- Ja to widzę po konkretnych przypadkach. Ludzie zaangażowani w jogę mają później straszne problemy. Albo ich wiara chrześcijańska jest eliminowana z ich życia, albo tracą poczucie bezpieczeństwa, doznają dręczenia, co bardzo często kończy się próbą samobójczą. Widać więc, że nie służy to człowiekowi.

My, księża egzorcyści, mamy za zadanie pomagać ludziom w walce ze Złym, ale także przestrzegać ich, by nie chodzili drogami niebezpiecznymi. Dziś pojawia się coraz więcej zagrożeń duchowych, które nie wyglądają wcale jako niebezpieczeństwo.

 

Jeśli ktoś twierdzi, że nie wierzy w istnienie złych duchów, to nie podlega zagrożeniom z ich strony?

- To nie jest sprawa wiary lub niewiary czy woli. We Wrocławiu jest wiele nieoświetlonych uliczek, a w nich dużo dziur. Wieczorem można tam złamać nogę. Ktoś może powiedzieć: nie wierzę w to. Jego wiara nie będzie miała wpływu na to, że jednak złamie nogę, bo zlekceważył niebezpieczeństwo.

 

Jakie rozróżniamy działania złych duchów? 

- Uzależnienie od grzechu. Człowiek wielokrotnie próbuje się z niego wyzwolić, ale nie potrafi. Przykładem może być alkoholizm. Zaczyna się od okazyjnego spożywania na imieninach, dla humoru. Później człowiek sam kupuje i pije „przed lustrem”. Powoli ten humor przeradza się w złe stany naszej duszy – złość i agresję. Osoba taka nie umie już rozmawiać z dziećmi i żoną. Reaguje pięścią. Później okazuje się, że nie może żyć bez alkoholu. Zamienia swoje życie rodzinne w piekło. Nie ma już w niej miłości, jest nienawiść. I to nie tylko ojcowie tak postępują. Bardzo dużo młodych kobiet wchodzi na tę drogę. A zaczyna się niewinnie, od picia dla humoru.

Można się uzależnić też od pornografii. Niszczy ona człowieka od wewnątrz, zabijając miłość do własnej żony lub męża. Wczoraj był u mnie pan, którego żona wchodziła w internecie na strony randkowe. W końcu zniszczyło to ich rodzinę.

 

W jaki sposób można rozpoznać, że za jakimś problemem człowieka stoi zły duch?

- My, egzorcyści, mamy kryteria, które nam pomagają w rozróżnieniu czy chodzi o złego ducha, czy też nie. Pierwsze, to wstręt do sacrum, czyli świętości, np. krzyża, świętego miejsca, obrazów Matki Bożej, świętych, wody święconej. Niekiedy proszę jakieś osoby, aby dotknęły kropidła. Niektórzy reagują bardzo drastycznie, rzucają nim, uciekają, innym wygina ręce albo odwracają głowę do tyłu, żeby nie patrzeć. Ludzie czasami czują niechęć czy strach przed modlitwą lub nagle odczuwają duszności.

Często ludzie zniewoleni przez złego ducha mają myśli samobójcze. Niektóre samobójstwa są efektem dręczenia przez demony.

Pokazywano mi ślady oparzeń, podrapań, które nastąpiły w nocy podczas snu. Bywa, że kobiety przeżywają gwałt na swoim ciele, ale nie przez człowieka. Znam taką kobietę, która ponad 20 lat przeżywała co noc takie ataki. Jej mąż spał obok, na wyciągnięcie ręki, a ona czuła, że przychodzi do niej jakaś bestia. Czuła smród, jaki ział z paszczy. Nie mogła się podczas ataku ruszyć ani krzyknąć.

Nadrzędną koniecznością w pracy egzorcysty jest poznanie czy w danym przypadku rzeczywiście chodzi o złego ducha. Nie każdy, kto krzyczy, toczy pianę z ust czy wije się po podłodze jest opętany. Egzorcyzmy bez wcześniejszego rozróżnienia mogłyby daną osobę doprowadzić do depresji, sprowokować nieodwracalne szkody moralne, a nawet zniechęcić do wiary. Mogłaby stwierdzić, że nawet Pan Jezus nie może jej uwolnić. Bardzo często współpracujemy w tej kwestii z zaprzyjaźnionymi psychiatrami i psychologami.

 

Kiedyś czytałem, że opętania zdarzają się raczej rzadko, częściej natomiast występują różnego rodzaju zniewolenia. Czy rzeczywiście tak jest?         

- Opętań jest też stosunkowo dużo. W ubiegłym tygodniu spotkałem trzy takie osoby. Można powiedzieć, że statystycznie takich przypadkó w jest coraz więcej. Ostatnio przychodzą do mnie młodzi ludzie doznający udręk w obecności krzyża przed kościołem lub wewnątrz. Gdy umawiam się z kimś takim na modlitwę w kościele, to często taka osoba do środka nie wejdzie. Przewróci się, wyje jak zwierzę. Zdarza się, że gdy ktoś ma do mnie przyjechać, to psuje się samochód. Zwykle tak się dzieje, gdy ludzie próbują się nawrócić i zaufać Bogu.

Znam taki przypadek. 20-letni chłopak żył przez dłuższy czas w poważnym, śmiertelnym grzechu. Pewnej nocy bardzo się wystraszył. Zobaczył koło swojego łóżka diabła. Nie wiem czy mu się wydawało, czy też była to łaska od Boga. Postanowił wtedy ze strachu pójść do kościoła. Rano obudził się z poważną chorobą nóg. Lekarze stwierdzili, że ma zniszczone kolana, jak 85-letni starzec. W końcu przyszedł do mnie o kulach. Okazało się, że jest opętany. Podczas modlitwy bardzo bluźnił pod adresem Matki Bożej. Podczas egzorcyzmu człowiek ten został uwolniony. Po modlitwie sam wstał i poszedł  do domu. O kulach zapomniał. Okazało się, że albo został w sposób cudowny uzdrowiony, albo chorobę wywoływał zły duch, żeby go zniechęcić do szukania zbawienia u Pana Jezusa.

 

Czyli szatan może wywoływać u ludzi choroby? 

- Jak najbardziej. Już prawie minął rok, jak mieliśmy w naszym kościele parafialnym niecodzienne zdarzenie. Do kościoła wjechał wózkiem mężczyzna. Podczas modlitwy wstał. Nie wiedzieliśmy, czy to cud, czy co. Nagle zaczął bluźnić na Pana Jezusa. Przy okazji oberwało się chórowi parafialnemu, że za cienko śpiewa. W końcu zaryczał jak jakieś drapieżne zwierzę. To nie był krzyk człowieka, ale ryk. Rzucał się na posadzce. Niektórzy ludzie uciekali z kościoła. Wtedy ściszonym głosem zwróciłem się do niego: „widzę, że niezły spektakl urządziłeś”. A on,  odwracając się do mnie: „a co, podobało się ?”. Te teatralne krzyki i bluźnierstwa są po to, aby nas nastraszyć.

Diabeł, który podczas modlitwy lub egzorcyzmu manifestuje swoją obecność, robi to dlatego, bo wie, że przegrał, że będzie musiał odejść.

 

Kto jest najbardziej narażony na działanie złych duchów?

- Oprócz tych przypadków, które wcześniej wymieniłem, także osoby, które oddają się magii, okultyzmowi, bioenergoterapii. Przykładowo, zdarza się, że bioenergoterapeuta prosi, aby zdjąć krzyżyk, bo blokuje mu moc. Jeśli coś jest neutralne lub Boże, to medalik święty nie może blokować.

Tak samo może się zdarzyć, gdy ktoś podczas seansu bioenergoterapeutycznego modli się po cichu. Wówczas usłyszy, że coś bioenergoterapeucie przeszkadza. I wyszło szydło z worka, jaką mocą on działa.

Przestrzegam również przed wszelkiego rodzaju talizmanami. Ostatnio modny jest pierścień atlantów. Noszenie go na palcu ma zapewnić szczęście. W jednej ze szkół podstawowych we Wrocławiu niemal wszystkie dzieci go miały, nauczyciele też. Jednej nauczycielce zginął nagle mąż, wszystko się naraz rozsypało. Od razu wyrzuciła pierścień, bo zobaczyła, że coś jest nie tak.

Niestety, ludzie do kościoła nie pójdą, bo to jakieś przestarzałe zabobony, ale pogańskie talizmany noszą, wierząc, że zapewnią ochronę i szczęście.

 

Czy zwykły, przeciętny katolik sam może się ustrzec przed atakami złego ducha?

- Oczywiście. W pewnym sensie to jest nasza codzienna walka. Osobom uwolnionym nakazuję czytanie Ewangelii i modlitwę do Jezusa Chrystusa. Bez tej relacji osobowej z Chrystusem diabeł wróci. Wielu ludzi uwolnionych staje się prawdziwymi świętymi. W życiu chrześcijanina chodzi właśnie o to, aby spotkać się z Chrystusem, który cierpiał, umarł i zmartwychwstał. Tę znajomość powinniśmy codziennie pogłębiać, nawracać się. Niektórzy jednak chodzą do kościoła z przyzwyczajenia lub dla tradycji, bez głębszego zaangażowania. Ale taka powierzchowna postawa nas nie ustrzeże przed Złym.

Oczywiście, korzystać powinniśmy przede wszystkim z pomocy sakramentów, Mszy św. W sytuacji ciężkich dręczeń potrzebna jest posługa egzorcysty. W każdej diecezji jest, jeśli nie jeden, to kilku egzorcystów. W diecezji warszawskiej i tarnowskiej jest siedmiu, wrocławskiej jest nas trzech i naprawdę mamy co robić.

Czy może się zdarzyć, że ktoś jest dręczony z powodu nie swoich win?

- Mamy do czynienia z grzechem pierworodnym. Może też czasami być grzech przodków, grzech rodzinny.

W ubiegłym tygodniu miałem taki trudny egzorcyzm. Osoba porządna. Podczas modlitwy okazało się, że gdy miała roczek, matka, mając trudności finansowe, ofiarowała ją szatanowi. Ktoś jej tak poradził. Dziecko później było opętane.

Inny przykład. Przyszła do mnie zapłakana 40-letnia kobieta. Mówiła, że miała czworo dzieci. Wszystkie, jedno po drugim, zmarły. Przypomniała sobie, że gdy opuszczała dom rodzinny, to  matka ją przeklęła, życząc, by widziała śmierć swoich dzieci.

W mojej posłudze  spotykam się z ludźmi, którzy w sposób szczególny doświadczyli zła. Słysząc niektóre historie, chce mi się płakać. Widzę, ile niedobrych rzeczy dzieje się na świecie. Sam, będąc w Afryce, przeżyłem wiele zła, wojny, podczas których do mnie strzelano. W 1993 roku widziałem, podczas wojny domowej, jak żołnierze rzucili dla „pociechy” bawiącym się kilkuletnim dzieciom odbezpieczony granat. Co może zrobić granat z 3-4-letnim dzieckiem? Na filmach tego nie pokazują. Wtedy widziałem diabła.

To było w Polsce. Ojciec gwałcił swoją córeczkę, od kiedy miała pięć lat. Potem jeszcze sprowadzał kolegów. I wszyscy pili i gwałcili. A matka leżała pijana na tapczanie z innym facetem. Dowiaduję się o takich sprawach od ludzi, którzy do mnie przychodzą. Kobieta, która to przeżyła, mówi, że nienawidzi swojej mamy i ojca. I jak jej powiedzieć, aby przebaczyła? A przebaczyć jednak trzeba.

 

Zdaniem o. Joachima Badeniego, który w marcu 2010r. umarł w opinii świętości, Antychryst nie będzie (a może nie jest) osobą, lecz systemem antychrześcijańskim. Nie będzie też brutalnym nachalnym złem, ale ustrojem społeczno-politycznym, który pod płaszczykiem dobra promuje zło. Jakie ma Ojciec zdanie na ten temat?

- Sądzę, że ojciec Badeni ma rację. Dawniej był jeden władca – cezar. Dziś mamy systemy demokratyczne, które sprawują władzę przez liczne instytucje.

Obecnie można obserwować nie tylko postawy antychrześcijańskie, ale też antyhumanistyczne – prawo do aborcji, do eutanazji. Dziś człowiek, nie uznając Boga, sam chce decydować, co jest dobre, a co złe. W parlamentach ogłasza się, że zabijanie nienarodzonych dzieci nie jest grzechem, ale dobrem, prawem wolnych kobiet. Takich rzeczy jest coraz więcej. Z drugiej strony dziecko za każdą cenę (in vitro). Nawet za cenę życia innych.

 

Chrystus przyszedł wyzwolić ludzkość od wpływu złego. Duchy nieczyste niejednokrotnie krzyczały: „wiemy, kim jesteś”, „przyszedłeś nas zgubić” itd. Tymczasem po 2000 lat misji Ewangelizacji i wyzwalania od złego w dzisiejszych czasach, szczególnie na Zachodzie Europy, dominuje lewicowo-lewackie  postrzeganie świata. Promuje się aborcję, eutanazję, homoseksualizm itd. Wydaje się, że antychrześcijańskie postawy dominują, a Kościół przegrywa walkę ze złem. Czy tak rzeczywiście jest?    

- Nie tylko na Zachodzie. W Polsce jest podobnie, tyle że nasz tradycjonalizm jeszcze nas ochrania. Czy jednak Kościół przegrywa? Nie, absolutnie. W pierwszej swojej encyklice (Deus caritas est) ojciec święty Benedykt XVI pisze, że w dzisiejszych czasach ludzie traktują wiarę katechetycznie. Nauczyli się kilku prawd wiary i na tym ich edukacja religijna się zakończyła. Tymczasem wszyscy powinniśmy wierzyć w Chrystusa żyjącego. Przez tę wiarę uzyskamy przebaczenie grzechów i będziemy napełnieni Duchem Świętym. To jest to zbawienie w imię Jezusa Chrystusa, które zaczyna się już na ziemi.

Można powiedzieć, że dziś żyjemy w czasie nawróceń i oczyszczenia. Nie można jednak tego mierzyć ilością ludzi w kościołach, ale jakością wiary. Jeżdżąc po wielu krajach, spotkałem bardzo dużo ludzi głęboko wierzących, którzy są w Kościele z przekonania. Ci, co mieli odejść od wiary, już dawno to zrobili.

Kościół więc nie przegrywa, mimo że są momenty walki, bo diabeł czuje swoją przegraną i widzi już swój koniec. Krzyczy głośniej, niż kiedyś i w swoim upadku chce pociągnąć wielu z nas.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiał Wojciech Cerkowniak

Źródło: sloworegionu.pl

Opublikowany w Kościół, Szatan, Uzdrowienia, Warto wiedzieć | Otagowane: , | Komentarzy: 223 »

Zbawienie szatana

Posted by Dzieckonmp w dniu 28/03/2012

Ks. Piotr często w swych kazaniach mówi że są teolodzy którzy twierdzą że diabeł się zbawi, że może się nawrócić a nawet się nieraz słyszy że z piekła można się uwolnić. Ks.Piotra wielu nazywa heretykiem , często nawet tu w komentarzach różne Anastazje takie oskarżenia starają się postawić , ale popatrzmy sami czy ksiądz nie ma racji? W tym kontekście wstawiam wpis do dyskusji  na temat zbawienia szatana jaki jest umieszczony na portalu katolickim  kosciol.pl , mimo że nasz blog a szczególnie mnie prowadzącego na innych forach określają jako  “katolicki inaczej”, a niektórzy nawet diabłem. Tak więc o diable dzisiaj dyskutujemy.

Moje pytanie dotyczy możliwości zbawienia szatana. Wiem, ze Kościół odrzuca taką możliwość, ale na jakiej podstawie? Przecież nie można z góry zakładać, ze szatan nie może się nawrócić, bo skoro ma wolną wolę, może kiedyś zrozumie swój błąd.

Na pytanie nadesłane przez Czytelnika odpowiada Roman Zając – biblista i demonolog z KUL.

Katechizm Kościoła Katolickiego stwierdza, że upadek aniołów polegał na wolnym wyborze dokonanym przez te duchy stworzone, które radykalnie i NIEODWOŁALNIE odrzuciły Boga i Jego Królestwo. “Nieodwołalny charakter wyboru dokonanego przez aniołów, a nie brak nieskończonego miłosierdzia Bożego sprawia, że ich grzech nie może być przebaczony” – czytamy w KKK 393.

Katechizm powołuje się w tym miejscu na św. Jana Damasceńskiego, który napisał : “Nie ma dla nich skruchy po upadku, jak nie ma skruchy dla ludzi po śmierci” (De fide orthodoxa, II, 4: PG 94, 877 C). A więc według Katechizmu Bóg przebaczyłby Szatanowi, gdyby ten nawrócił się, ale ponieważ Szatan nie nawróci się, nie może uzyskać przebaczenia i być zbawiony. Skąd jednak pewność, wyrażona w Katechizmie, że Szatan nigdy się nie nawróci? Otóż jest to konsekwencja pewnych przyjętych apriorycznie założeń dotyczących natury bytów duchowych. Zgodnie z tymi poglądami Bóg po stworzeniu aniołów postawił ich przed wyborem i ten wybór zdeterminował ich już całkowicie. Podobnie jak los człowieka określony jest w momencie jego śmierci, tak los aniołów został określony w momencie ich jednorazowego aktu wyboru między posłuszeństwem Bogu a buntem.

W dziejach myśli teologicznej co jakiś czas odradzała się jednak nadzieja, że Szatan kiedyś okaże skruchę. Było to związane z ideą apokatastazy (wiarą w powszechne zbawienie, przywrócenie całemu stworzeniu stanu pierwotnej bezgrzeszności i jedności z Bogiem, które nastąpić ma u kresu czasów po ostatecznym zwycięstwie dobra nad złem). Idea ta bliska była szczególnie chrześcijaństwu wschodniemu.

Pogląd o możliwości zbawienia Szatana przypisuje się w pierwszej kolejności Orygenesowi (ok. 185 – ok. 254), należy jednak zaznaczyć, że ten najbardziej chyba genialny i odważny myśliciel pierwszych wieków nie głosił wyraźnie poglądu o uczestnictwie Szatana w końcowej apokatastasis, choć skłonności tej można dopatrzeć się w całokształcie jego wywodów. Później ideę apokatastazy rozwijali tacy ojcowie wschodni jak Dydym Aleksandryjski, Diodor z Tarsu, Teodor z Mopsuestii, czy Grzegorz z Nazjanzu. W najbardziej wyraźny sposób spotykamy ją u św. Grzegorza z Nyssy (ok. 330 – ok. 395), który wprost głosił wiarę w zbawienie Szatana i nigdy nie został za to potępiony.

Św. Izaak Syryjczyk z Niniwy (VII w.) ułożył nawet modlitwę za demony, gdyż wierzył, że modlenie się w ich intencji jest rzeczą chwalebną i wskazaną.

W teologii prawosławnej XIX wieku nadzieję na pojednanie Szatana z Bogiem głosił Niesmiełow, który podkreślał, że żadna istota nie została stworzona do zagłady, nawet Szatan, a więc Bóg pragnie również jego zbawienia. Najwybitniejszym jednak przedstawicielem myśli prawosławnej, który rozwinął koncepcję zbawienia Szatana, był Sergiusz Bułgakow. Według niego Szatan jest istotą cierpiącą i jego cierpienie doprowadzi go do skruchy. Szatan nie przestaje bowiem być stworzeniem Bożym, które zna swoje pochodzenie i swoją pustkę. Mimo buntów pychy i egoizmu proces nawrócenia, raz zapoczątkowany będzie postępował naprzód. Szatan musi jednak przeżyć do końca swą szatańską pustkę i złość, zanim nawróci się. Jeżeli źródeł buntu Szatana należy szukać w jego wolności, w niej również należy szukać możliwości lub niemożliwości zbawienia Szatana. Wraz z Paruzją, Szatan zostanie odsunięty od tego świata. Stanie się istotą pustą, zamarłą, która nikogo już nie oszuka.

Według Bułgakowa Bóg pozwolił na kuszenie Hioba, bo doświadczenie miłości i sprawdzian dobra były potrzebne nie tylko Hiobowi, ale także Szatanowi, aby coś mu pokazać. Podobne znaczenie miało kuszenie Jezusa. Było w tym wydarzeniu to doświadczenie Bożej miłości, którą Szatan zna i dzięki której istnieje. To doświadczenie nie przyczyniło się jednak do “zawrócenia Szatana na drogę pokuty”. Dopiero podczas drugiego przyjścia Chrystusa dokona się, według Bułgakowa, rzeczywiste wypędzenie Szatana, a pustka, która stanie się jego udziałem, da mu możliwość powrotu na drogę prawdziwej wolności. W naturze Szatana zawarte są ku temu predyspozycje, bo Szatan nie przestał przecież być stworzeniem Bożym, a każde stworzenie zachowuje w sobie ontologiczne wspomnienie Dobra, z którego się wywodzi. To wspomnienie stanowi “świętą anamnezę” i zalążek zbawienia. Szatan również pamięta swój stan sprzed upadku i tęskni za nim. Zbawienie Szatana jednak nie może być jednostronnym aktem Szatana. On również potrzebuje pomocy Boga, aby się nawrócić. Jest jednak pewien istotny problem. Czy zbawcza ofiara Chrystusa ogranicza się tylko do rodzaju ludzkiego? Wydaje się, że skoro Syn Boży, stał się człowiekiem, odkupienie dotyczyć może tylko ludzkości. A jednak św. Grzegorz z Nyssy właśnie w ofierze Chrystusa upatrywał możliwość zbawienia Szatana. Twierdził on, że zbawienie dokonane przez Chrystusa na krzyżu ma wpływ również na losy upadłych aniołów, którzy pozostają przecież w ścisłym związku z naszym światem.

Bułgakow stwierdza, że nie można ograniczać miłości Boga i mocy odkupienia tylko do rodzaju ludzkiego. Jest to bliskie teologii Theilarda de Chardin, który mówił o odkupieniu WSZELKIEGO stworzenia, co sugeruję możliwość dokupienia przyrody oraz świata istot duchowych. Wśród teologów katolickich nadzieję dla Szatana widział kardynał Hans Urs von Balthazar. Obecnie zaś jest ona głoszona przez “teologów nadziei”, do których w Polsce zalicza się ks. prof. Wacław Hryniewicz (uważa on, że nie można mieć pewności powszechnego zbawienia, skoro ta pewność została przez Biblię wykluczona, bo według Biblii jeżeli całkowicie odrzucimy Boga, grozi nam piekło, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby mieć nadzieję, iż Bóg nie dopuści do tego, by ktokolwiek znalazł się w piekle).

Żywą dyskusję wywołała swego czasu książka Giovanniego Papiniego “Il Diavolo”. W Szatanie Papini widzi nie tylko symbol mocy wrogich Bogu i osobowe wcielenie zła, ale przede wszystkim najbardziej nieszczęśliwe spośród stworzeń. W swej książce dał wyraz chrześcijańskiej i ludzkiej nadziei na jego ostateczne pojednanie z Bogiem. Upatrywał w tym wręcz przedziwną misję człowieka . Według Papiniego przez miłość, pokorę i posłuszeństwo ludzie mogą pomóc Szatanowi pojednać się z jego Stwórcą. Zwłaszcza zaś chrześcijanie powinni wyzwolić się od nienawiści do Szatana, sam Chrystus bowiem nakazał miłować nieprzyjaciół (Mt 5, 44). Wieczne potępienie Szatana byłoby, według Papiniego, “absurdalnym upokorzeniem dla Stwórcy, wprowadzeniem wiecznego dualizmu dobra i zła”. Bóg miłujący wszystkie swoje stworzenia (a więc również Szatana), musiałby wówczas cierpieć bardziej niż Szatan. Czy, opierając się na wnioskach średniowiecznych filozofów o naturze bytów anielskich, musimy cięgle podtrzymywać tezę, że “diabelstwo jest niereformowalne”?

Czy jednak Biblia daje jakiekolwiek podstawy, aby przyjmować, że Szatan może pojednać się z Bogiem? Teologowie nadziei powołują się na Flp 2, 8-11, gdzie jest napisane, że na imię Jezusa zegnie się wszelkie kolano istot niebieskich, ziemskich i podziemnych, a wszelki język wyzna, że Jezus jest Panem ku chwale Ojca. Według niektórych egzegetów może to być odniesione także do upadłych aniołów. Użyte słowo “homologein” oznacza akt dobrowolnego wyznania, a nie wymuszonego. Wyznanie takie mogą złożyć upadłe duchy anielskie jedynie wówczas, jeśli się nawrócą.

Jezus modlił się “przebacz im, bo nie wiedzą co czynią” (Łk 23, 34). Czy można ufać, że ta wszech przebaczająca modlitwa dotyczyła Szatana, głównego winowajcę i przeciwnika? Według ks. Hryniewicza Szatan w swym zaślepieniu również nie wiedział do końca, co czyni, a zło czynione przez niego, Bóg wyprowadził na jeszcze większe dobro (por. “jam jest tej siły cząstką drobną, co zawsze złego pragnie, i zawsze czyni dobro” – “Faust” Goethego).

W teologii czasami mówi się o Szatanie jako o anty-osobie. Osoba zakłada pozytywną relację ontyczną do innej osoby. Jeżeli ujmujemy Szatana jako tego, który w całości i radykalnie zwraca się przeciwko Bogu, będącego miłością, może on być określony jako anty-osoba czyli czysta negacja. Ale czy Szatan naprawdę zwrócił się PRZECIW Bogu? Jeżeli przyjmujemy, że zbuntował się, bo pragnął zająć miejsce Boga i nie chciał Mu służyć, Szatan jest faktycznie wrogiem Boga. Takie poglądy są jednak niezgodne z Biblią, która ukazuje Szatana przede wszystkim jako wroga człowieka. Działalność Szatana nie jest zwrócona przeciw Bogu, ale przeciw człowiekowi. W ST Szatan pokazany jest jako ten, który przez cały czas służy Bogu, ale pełni w niebie funkcję oskarżyciela ludzkości (więcej na ten temat zob. w artykule: Szatan i demonologia).

Warto wrócić w tym miejscu do refleksji Papiniego związanej z miłością nieprzyjaciół. Skoro jako chrześcijanie jesteśmy wezwani, aby modlić się za naszych nieprzyjaciół, czy mamy prawo modlić się za Szatana, który jest naszym największym wrogiem? Czy miłość bliźniego dotyczy tylko ludzi? A może Szatana również można nazwać naszym bliźnim, gdyż jest tak jak my bytem stworzonym przez Boga i obdarzonym inteligencją? W “Kalendarzu Ekumenicznym 2001″ ukazał się mój artykuł, zatytułowany właśnie “Szatan – nasz bliźni?”, co było swoistą intelektualną prowokacją. Wiele osób zarzuciło mi wówczas balansowanie na krawędzi herezji, zwłaszcza, że w artykule wyraziłem opinię, że nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy wzorem św. Izaaka Syryjczyka modlili się za Szatana. Oczywiście od razu nasuwa się pytanie, po co modlić się za Szatana, skoro on jest złem i według katechizmu nigdy się nie nawróci, bo grzech bytu duchowego jest nieodwracalny i determinujący. Nie wiem, czy Szatan kiedykolwiek się nawróci, ale trudno mi podzielać pewność, że jest to absolutnie niemożliwe. Po prostu nie wiem. Myślę jednak, że mogę modlić się, aby został on zbawiony.

Według mnie, współczując Szatanowi i modląc się za niego, odnieślibyśmy nad Szatanem prawdziwe zwycięstwo moralne. Księga Mądrości mówi nam, że “przez zawiść Diabła śmierć weszła na świat” (Mdr 2, 24). Co było przedmiotem tej zawiści i zazdrości Szatana? Jak już pisałem w innych artykułach, Szatan był zazdrosny o miłość Boga do człowieka. Zachłannie i egoistycznie pragnął jej tylko dla siebie, ewentualnie dla innych istot zrodzonych że światła, nie chciał się nią natomiast dzielić z istotami “ulepionymi z błota”.

Z tej egoistycznej, zazdrosnej i chorej “miłości” do Boga narodziła się jego nienawiść do człowieka. Czy odpłacić mu za to powinniśmy także naszą nienawiścią? Nic bardziej nie upokorzy go, niż nasza modlitwa za niego, bo to będzie świadczyło o naszej wyższości. Szatan uważał, że nie zasługujemy na Bożą miłość i jesteśmy godni pogardy. W ten sposób możemy mu pokazać, że się mylił. W jednym z wierszy Tadeusza Micińskiego upadły anioł wypowiada przejmujące słowa: “Jam otchłań tęcz, a płakałbym nad sobą”. Ten potężny duchowy byt może budzić litość w nas – istotach ulepionych z błota. Właściwie powinniśmy współczuć Szatanowi, że poprzez swoją zazdrość o człowieka zerwał więź z Bogiem, którego miłości pragnął. Zgodnie z obietnicą św. Pawła kiedyś będziemy “sądzić aniołów”. Czy dotyczy to również Szatana? A jeśli tak, czy stać nas, aby powiedzieć Szatanowi: “Pragnąłeś mnie zniszczyć, bo zazdrościłeś mi, że Bóg mnie kocha, ale ja ci przebaczam”.

Źródło: kosciol.pl

Opublikowany w Kościół, Szatan | Otagowane: , , | Komentarzy: 137 »

Tak się bawi elita Polski

Posted by Dzieckonmp w dniu 24/03/2012

SODOMA I GOMORA NA PROGU PIEKŁA !! WARSZAWA SIĘ BAWI Pardon ! — POSTĘPOWA WARSZAWA !!
CZY NIE POWINIEN SPAŚĆ OGIEŃ Z NIEBA !!!!!

 

Opublikowany w Apokalipsa, Film, Szatan, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | Komentarzy: 32 »

Magdeburskie Użądlenie 1936

Posted by Dzieckonmp w dniu 11/03/2012

Córka deportowanych, poświęciła dużo swojego czasu aby przetłumaczyć wersję Angielską na wersję Polską

W imieniu wszystkich co przeczytają, bardzo dziękuję Oli Gordon za jej wysiłek i dedykację.

Sowieckie Deportacje

Mimo sowieckich dyrektyw do dobrze zorganizowanego masowego przemieszczania ludzi, proces deportacji pozostawiał wiele do życzenia. Listy osób, które mają być deportowane zostały sporządzone na podstawie informacji przekazanych przez kolaborantów spośród mniejszości etnicznych, głównie żydów. Długie pociągi, składające się z wagonów transportowych, czekały na stacjach kolejowych. W miastach i wsiach, kolumny samochodów ciężarowych wraz z wozami, a zimą saniami – zarekwirowanymi od chłopów – były gotowe. Radzieckie jednostki wojska, NKWD a także lokalnej milicji, składającej się z żydów i Ukraińców – niezależnie od warunków pogody czy pory dnia i nocy – otaczały dzielnice miast lub wsie. Pod groźbą użycia broni, mieszkańcy otrzymali od dziesięciu minut do dwóch godzin na spakowanie swoich rzeczy i zostali wywiezieni lub pędzeni pieszo do najbliższej stacji kolejowej.

Destynacje deportowanych obywateli polskich były północne, środkowe i wschodnie rejony Związku Radzieckiego – od koła podbiegunowego na północy i granicy mongolskiej na południu – regiony Archangielsk, Komi, Kołymia, Syberia, Kazachstan i Uzbekistan. Niektórzy znaleźli się w więzieniach, zakładach karnych lub obozach pracy przymusowej, inni byli wyładowywani w odległych osadach, a jeszcze inni w sowieckich kołchozach. Żyli, a raczej cierpieli w 2800 miejscowości, w pięćdziesięciu sześciu sowieckich oblasti (dystryktów). Ich los był taki sam, niezależnie od miejsca ich wysłania: niewolnicza pracy w zamian za mniej niż minimalne potrzeby życiowe. Umierali tysiącami, a raczej dziesiątkami tysięcy z zimna, głodu i chorób.

Taki był los deportowanych do inwazji Niemieckiej na Związek Radziecki w dniu 22 czerwca 1941 r. i podpisanie polsko-radzieckiej (Sikorski-Majski) umowy 30 lipca 1941, które, między innymi, przewidywała zwolnienie wszystkich obywateli polskich na sowieckim “wygnaniu”, jak również tworzenie Wojska Polskiego z polskich jeńców i deportowanych.

Dokument ten, podpisany w obecności Winston Churchill i Anthony Eden, używał niefortunne określenie “amnestia” (słowo powinno być “wyzwolenie” czy “emancypacja”) do określenia zwolnienia deportowanych, a którzy stali się dla Stalina materiałem przetargowym o uzyskanie pomocy od aliantów i uznanie „nowych” granic Polski ustalonych przez pakt Ribbentrop-Mołotow.

Zgodnie z 15 stycznia 1942, notatką Berii do Stalina, 389 041 obywateli polskich, zostali zwolnieni w wyniku tej “amnestii”. Wśród nich 200 828 Polaków, 90 662 Żydów, 31 392 Ukraińców, 27 418 Białorusinów, 3 421 Rosjan i 2 291 osób innych narodowości. Nie było potrzeby informować Stalina o tym, że władze sowieckie często uniemożliwiały zwolnienia deportowanych z różnych miejscach odosobnienia i nie pomagały im w jakikolwiek sposób po ich uwolnienie. Ten zupełny brak zainteresowania doprowadził do kryzysu o niewyobrażalnej proporcji.

Ucieszeni tą zmianą, polscy deportowani z odległych miejsc zaczęli, jak najlepiej, jak mogli, dążyć na południe, do miejsca, gdzie wojska gen. Andersa były formowane, w nadziei na wyzwolenie. Przemieszczenia te, często kilka tygodni długie, przyniosły nowe cierpienia – dziesiątki tysięcy zmarły z głodu, zimna, ciepła, chorób i wyczerpania, podczas podróży do wolności. Dla wielu, pomoc udzielona przez USA i Wielką Brytanię była za mała i za późna. W samym rejonie Samarkanda, w okresie dwóch i pół miesiąca w 1942 r., z 27 000, 1 632 obywateli polskich zginęło na tyfus i niedożywienia. Polska ambasada oceniała że w okresie od grudnia 1941 do czerwca 1942 roku, 10 procent z 200 000 obywateli polskich, który zgromadzili się w centralnych republikach radzieckich zmarła na tyfus.

Tymczasem w czerwcu 1942 r. rząd Polski w Londynie zebrał ponad 77 000 dzieci zagubionych i sierot oraz pomocą oferowana przez Wielka Brytanię, Kanadę i Amerykański Czerwony Krzyż wystarczała tylko na ewakuowanie około 50 000 z nich. Ale Moskwa nie zgodziła się na tak masową ewakuację dzieci powołując się na problemy transportowe jako powód i zaprzeczając, że polskich dzieci znajdowały się w niebezpieczeństwie. Słowa otuchy oferowane przez zastępcę komisarza Andrieja Wyszyński polskiemu ambasadorowi Stanisławowi Kot z pewnością należą do najbardziej cynicznych kiedykolwiek wypowiedziane przez sowieckiego urzędasa. “Dobro dzieci”, powiedział on, “jest zapewnione przez władze sowieckie”. W rzeczywistości, Sowieci obawiali się, że ewakuacja tych dzieci, i ujawnienie ich stanu, nie do odróżnienia od ofiar nazistowskich obozów koncentracyjnych, spowodowało by potępienie Związkiem Radzieckiego (rządzonego przez żydów) przez cywilizowany świat.

Negocjacje, a raczej prośby, w celu wypuszczenia dzieci trwały do dnia 16 stycznia 1943 roku, kiedy było jeszcze setki tysięcy obywateli polskich w ZSRR, a polska ambasada w Moskwie została poinformowana, że ponieważ liczba Polaków w ZSRR stają się nieistotna, więc nie było już potrzeby polskich agencji opieki społecznej na ziemi sowieckiej – czterysta z nich, w tym liczne sierocińce i szpitale, zostały natychmiast zamknięte lub przejęte wraz ze wszystkimi dostawami międzynarodowej pomocy, przez władze radzieckie. W marcu tego roku, pozostali obywatele polscy zostali zmuszeni do przyjęcia obywatelstwa sowieckiego; tyle o “amnestii” w wersji sowieckiej.

W dniu 13 kwietnia 1943 roku, Niemcy ogłosiły światu o odkryciu masowych grobów w Katyniu. W dniu 25 kwietnia tego samego roku ,Stalin zerwał stosunki dyplomatyczne z Londyńskim rządem Polski, używając polskie protest,y w sprawie egzekucji w Katyniu, jako pretekst.

Niemniej jednak, w ciągu dwóch wielkich ewakuacji (pierwsza, między 24 marca oraz początku kwietnia 1942 r., druga między 10 sierpnia i 1 września 1942 r.), z Krasnowodska przez Morze Kaspijskie do Pahlawi, i mniejszej ewakuacji drogą lądową z Aszchabad do Mashhad (marzec do września 1942 r.), około 115 000 obywateli polskich (w tym 37 000 cywilów, z których około 18 300 stanowiły dzieci) opuściło Związek Radziecki. Żołnierze armii gen. Andersa udali się do walki w wielu bitwach, w tym bitwa pod Monte Cassino; cywile, ponieważ nie mogli być odesłany do Polski, zostali zmuszeni do pozostania na obczyźnie do końca wojny, potem rozproszeni po koloniach Brytyjskich.

Pierwszy przystanek uchodźców ewakuowanych z armią Andersa był Iran, gdzie znaleźli tymczasowe kwatery w dużych obozach przejściowych początkowo znajdujących się w Pahlavi i Mashhad, później w Teheranie i Ahwaz. Podczas gdy wojska gen. Andersa zostały następnie przeniesione do Palestyny, a stamtąd do Iraku, ludność cywilna pozostała w Iranie. Aby umieścić tych uchodźców, rozległy obóz został założony w Isfahanie. Ponieważ mieściło się tam kilka podobozów dla tysięcy osieroconych polskich dzieci, Isfahan stało się znane jako “miasto polskich dzieci”. Pomoc przyznana przez polskie, brytyjskie, amerykańskie i irańskie władze przyniosła poprawę ich warunków życia i skontrolowała druzgocące epidemie chorób zakaźnych – chorób, nabytych w Związku Radzieckim, które w dalszym ciągu zabijały uchodźców nawet po ich wyzwoleniu (ponad 2000 uchodźców zmarło tylko w Iranie). W tym czasie różne polskie instytucje, w tym 24 szkół obsługujących około 3000 uczniów, powstały w Iranie i kilku polskich czasopism i gazet.

Ich pobyt w Iranie, jednak został przerwany ze względu na wrogość Sowietów zajmujących północny Iran i ze względu na zagrożenie wojsk niemieckich, które już dotarły do Kaukazu. Ostatecznie, uchodźcy z Iranu zostali przeniesieni do innych krajów, takich jak Liban, Palestyna, Indie, Uganda, Kenia, Tanganika, Rodezja, Południowa Afryka, Meksyk i Nowej Zelandii. Gdziekolwiek się udali, polscy uchodźcy napotkali dobrą wolę, nie tylko ze strony poszczególnych rządów, które zaprosił ich, ale również ze strony rodzimych populacji. Witając ich z polskimi flagami, białymi orłami i słowami zachęty, a nawet pamiątkowe pomniki wzniesiono na ich cześć! W przeciwieństwie do dziczyzny w nowym raju Judeus Sovieticus Barbarosus Związku Radzieckiego (czytać: Związku Żydowskiego).

Dlaczego Ameryka nie otworzyła drzwi, otwierając je szeroko, dla polskich uchodźców? To, że zachodni alianci wiedzieli o deportacjach wynika z ich wysiłków na rzecz pomocy w ich imieniu w Związku Radzieckim i na Bliskim Wschodzie. W Iranie, chociaż wysłuchani, uchodźcy nie byli zachęcani do mówienia, z obcymi, o ich doświadczeniach w Związku Radzieckim.

W Ameryce, 25 czerwca 1943 r., dzień przybycia, na pokładzie USS “Hermitage”, pierwszego transportu składający się z 706 uchodźców, w tym 166 dzieci, był tajemnicą państwową, a dwa dni po opuszczeniu statku, Polacy zostali wysłani do Meksyku.

Druga grupa, 726 uchodźców, w tym 408 dzieci, w większości sieroty, zakończyła również w Meksyku, jak poprzednia.

Musimy pamiętać że ci, którzy finansowali żydowską rewolucję w Rosji, mieli silny wpływ polityczny w rządzie Roosevelta mocno współpracującym z sowieckimi syjonistami.

Tak zakończyła się saga Polaków deportowanych z Europy Wschodniej, którym udało się wyjść z ZSRR na mocy wątpliwych postanowień “amnestii” z 1941 roku. Ale co stało się z setkami tysięcy deportowanych, którzy nie opuścili z armią gen. Andersa? Dla kilkaset tysięcy Związek Radziecki stał się, przed końcem wojny i po wojnie, ich miejscem wiecznego spoczynku. A niewielu co dożyli, dopiero w końcu lat 1950-tych zaczęli pojawiać sie w Polsce Ludowej, wypełniając radiowe audycje szukaniem swych rodzin. 

Świadectwo zgonu, wydane w Lwowie, 16 listopada 1940, przez NKWD żonie Michała Wojciechowskiego, stwierdza, że ich syn zmarł z powodu “paraliż serca”.

Numer świadectwa wskazuje, że pod okupacją sowiecką, około 500 osób umierało miesięcznie w tym mieście 350 000 mieszkańców. Świadectwa zgonu, wystawione przez NKWD, były raczej powtarzające się przy określaniu przyczyny śmierci: paraliż serca (zatrzymanie akcji serca), lub zapalenie płuc. NKWD nie kłamało – jeśli ktoś jest zamordowany, jego serce w rzeczywistości zatrzymuje się, jeśli ktoś jest torturowany przez tydzień – noc po nocy, a jego ciało zamienia się w masę, ostateczna przyczyna śmierci jest zatrzymanie się serca lub zapalenie płuc.

Faktycznymi przyczynami śmierci były tysiące przypadków tortur i morderstw! Ci ludzie umierali lub byli mordowani, lub torturowani na śmierć przez NKWD w czterech więzieniach miasta.

Te same przyczyny zgonu podawano na świadectwach zgonu, wystawionych przez Gestapo i “Polską Republikę Ludową” w bardzo wielu tysiącach spraw morderstwa z premedytacją.

Polska dziewczynka po sowieckiej “amnestii” w ramach układu Sikorski-Majski 17 sierpnia 1941 roku.

Polskie dzieci, Basia i Franka Sgrunowskie, deportowane na Syberię, 23 marca 1942 roku. Zdjęcie z prywatnego archiwum Zofii Jordanowska.

Dzielenie chleba. Polskie dzieci, pozbawione rodziców, wywiezione z ziem polskich okupowanych w czasie inwazji sowieckiej w 1939 roku.

Polskie kobiety oddzielone od dzieci i mężczyzn, w czasie deportacji, pracują w gospodarstwie państwowym (kołchozie) w Kazachstanie, 9 września 1941 roku.

Polscy mężczyźni, oddzieleni od swych rodzin w czasie deportacji, zmuszeni do pracy przymusowej w kopalniach złota Kołymie. Psy strażników miały prawo do regularnego karmienia (1184 cal. dziennie, a na dodatek odpady z kuchni strażników. Źle ubrani więźniowie, zmuszeni do niewolniczej pracy w subarktycznej tajdze – od rana do wieczora, siedem dni w tygodniu – w prymitywnym radzieckim “przemyśle” górniczym dostawali tylko 400 g racje chleba (1 292 cal.) dziennie.

Leśny, Włodzimierz Zieniewicz – Poddębowy Las, 1938. Pracownicy służby leśnej i ich rodziny zostali ujęci w kategorii “antysowieckie elementy”, wiec mieli być deportowani w lutym 9 / 10, 1940 przez ustawę Biuro Polityczne Komitetu Centralnego z 21 grudnia 1939 roku. Charakter paramilitarny organizacji pracowników leśnictwa, jak również wiedza o lasach z możliwością schronienie anty-sowieckich partyzantów i ukrywania dużych składów broni były prawdziwym powodem.

Oryginalny rysunek Eleonory Zieniewicz, lat 31, deportowanej z sześcioletnim synem Zdzisio Wołogziański w rosyjskiej SFSR. 25 marca 1940. Jej mąż Włodzimierz (patrz wyżej), leśniczy, zaginął w Rosji – nigdy nie być widziany ponownie. Rysunek jest jedynym wspomnieniem pozostałym po ich synie, pozostawionym na cmentarzu. Zmarł z zimna i głodu – tylko kilka miesięcy po deportacji.

Polskie sieroty, uratowane z Rosji Sowieckiej, gdzie stracili wszystko, co kochali – rodziców … rodzeństwo … rodziny. Uratowali życie, a teraz uczą się uśmiechać. Teheran 1942.

Źródło:  http://kanada.net

Opublikowany w Apokalipsa, Patriotyzm, Polityka, Prześladowanie Chrześcijan, Szatan, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , , , , , | Komentarzy: 95 »

Mordowanie ludzi na przemysłową skalę

Posted by Dzieckonmp w dniu 09/03/2012

Zabić dziecko!

Możemy porozmawiać o legalizacji narkotyków czy prostytucji. Ale nie o legalizacji ludobójstwa – deklaruje publicysta

Trudno powiedzieć, czy artykuł Franceski Minervy i Alberta Giubiliniego w najnowszym numerze “Journal of Medical Ethics” to wyraz gwałtownie postępującego szaleństwa autorów, próba intelektualnej prowokacji czy raczej wyznaczenia nowych ram debaty na temat godności życia ludzkiego.

Dwoje włoskich naukowców, pracujących na uniwersytecie w australijskim Melbourne, dowodzi w swoim eseju (“After–birth abortion. Why should the baby live”), iż skoro dopuszczalna jest aborcja, dopuszczalne powinno być także uśmiercanie dzieci już po porodzie, w szczególności tych obarczonych nieuleczalną wadą genetyczną.

Minerva i Giubilini znajdują moralne usprawiedliwienie dla zabicia noworodka. Argumentują, iż jest on tylko “potencjalną osobą”, nie posiada zatem wszystkich atrybutów istoty ludzkiej i nie ma “moralnego prawa do życia”.

Nic straconego

Autorzy nie zatrzymują się w pół kroku, idą dużo dalej. Twierdzą, iż tzw. aborcja postnatalna (after–birth abortion) powinna być dozwolona także w przypadku dzieci zdrowych, gdyby ich przyjście na świat “oznaczało zbyt duże obciążenie dla rodziców, jak również dla społeczeństwa”.

Decyzja zależałaby przede wszystkim od zbadania “potencjału” egzystencji dziecka (gdyby urodziło się chore) oraz określenia, na ile jego pojawienie się może obniżyć standardy życia całej rodziny (gdyby urodziło się zdrowe). “Nowe stworzenie wymaga ze strony rodziców energii, opieki i pieniędzy, których często nie ma w nadmiarze. Można uniknąć takiej sytuacji, dokonując aborcji, lecz czasami jest to niemożliwe”.

Jeśli zatem matka zapomni zażyć pigułki antykoncepcyjnej, nie założy partnerowi na czas prezerwatywy czy spóźni się z decyzją o aborcji – nic straconego. Zawsze będzie mogła pozbyć się noworodka, zabijając go po porodzie.

Minerva i Giubilini nie piszą wprawdzie, jak miałaby wyglądać prawna procedura przed takim “zabiegiem”, ale można ją sobie wyobrazić: matka wchodzi do gabinetu lekarza, oznajmia, iż pogorszyło się jej samopoczucie, lekarz podsuwa jej jednostronicowy formularz, matka go wypełnia, podpisuje i wychodzi z gabinetu. Pół godziny później lekarz napełnia strzykawkę roztworem soli, wbija igłę w główkę dziecka i przeprowadza “postnatalną aborcję”. Następnie chirurg pobiera potrzebne organy do przeszczepów.

Resztą zajmie się koncern kosmetyczny, który ma podpisaną stosowną umowę ze szpitalem, oraz firma utylizująca odpady.

“Przecież można oddać dziecko do adopcji” – mógłby nieopatrznie zasugerować jakiś mało rozgarnięty chrześcijański fundamentalista. Ale i na taką wątpliwość nasza para etyków jest przygotowana: “Owszem, zdrowe i potencjalnie szczęśliwe dzieci mogłyby zostać adoptowane. Musimy jednak pamiętać o interesach matki, która może doznać psychologicznej traumy z powodu przekazania własnego dziecka innej rodzinie (…). Prawdą jest, iż poczucie żalu i straty może towarzyszyć zarówno tradycyjnej aborcji, aborcji postnatalnej, jak i adopcji. Nie możemy jednak zakładać a priori, że adopcja będzie dla matki najmniej bolesna”.

Minerva i Giubilini chcą nas więc przekonać, iż oddanie dziecka do adopcji może być bardziej frustrujące dla matki niż podjęcie decyzji o jego zamordowaniu. Chciałoby się zapytać, co jeszcze może wywołać u kobiety głębszą traumę niż śmierć własnego potomstwa. Ostatni odcinek ulubionego serialu w telewizji? Brak środków na karcie kredytowej? Złamany obcas? Proszę wybaczyć ten prześmiewczy ton, ale naprawdę trudno polemizować na poważnie z tak monstrualnymi i niebezpiecznymi bredniami.

Magazyn narządów

Wolałbym, żeby artykuł w “Journal of Medical Ethics” rzeczywiście okazał się prowokacją. Żeby Minerva i Giubilini zwołali jutro konferencję prasową i oświadczyli: “To był żart. Może i wyjątkowo niesmaczny, ale zależało nam na wywołaniu dyskusji o granicach aborcji. Oczywiście nie jesteśmy zwolennikami zabijania noworodków, to nie są nasze poglądy”.

Prawdopodobnie nie doczekamy się jednak takiego oświadczenia. Wygląda na to, że włoscy etycy rzeczywiście opowiadają się za mordowaniem niewinnych ludzi na skalę przemysłową. Gdyby ich pomysły weszły kiedyś w życie, zostałaby otwarta furtka do rehabilitacji takich historycznych postaci jak Adolf Hitler czy Józef Stalin. Przypomnijmy, iż Holokaust miał również “naukowe podstawy”, a Żydzi także stanowili “zagrożenie dla dobrobytu społeczeństwa”.

Gdybyśmy zalegalizowali “postnatalną aborcję”, musielibyśmy również przedefiniować pojęcie ludobójstwa. Czy moglibyśmy z czystym sumieniem potępiać np. masakrę Ormian w Turcji? Ubolewać nad losem ofiar ukraińskiego Hołodomoru? Czy Trybunał w Hadze miałby moralny mandat do osądzania zbrodni popełnianych przez afrykańskich rzeźników?

Jednak wydawca “Journal of Medical Ethics” prof. Julian Savulescu ma zgoła inne zmartwienia. Jest mianowicie przerażony liczbą e-maili z pogróżkami, jakie dostają dzisiaj Minerva i Giubilini: “To przypomina polowanie na czarownice. Zamiast włączyć się do dyskusji, niektórzy próbują uciszyć naukowców, grożąc im śmiercią. Może to prowadzić do linczów, a nawet ludobójstwa (sic!)”.

Nie zamierzam przyłączać się do tej nagonki. Niemniej usiłuję zrozumieć, co powoduje ludźmi, którzy życzą śmierci autorom kontrowersyjnego eseju. Może uznali, iż Minerva i Giubilini są “obciążeniem dla społeczeństwa”? I nie dysponują wystarczającym “potencjałem szczęścia”?

Zresztą sam prof. Savulescu, wykładowca Oksfordu, ma na swoim koncie wiele równie intrygujących prac. Jest zdeklarowanym wyznawcą eugeniki, uważa, że rodzice powinni otrzymywać pełną wiedzę na temat genetycznych wad płodu, dzięki której mogliby dokonywać aborcji selekcyjnych. Dotyczy to rzecz jasna także procedury zapłodnienia in vitro.

Savulescu popiera postulat klonowania oraz wykorzystania embrionów i płodów jako “nosicieli” narządów do transplantacji. “Jeżeli zezwalamy na aborcję ze względów społecznych, powinniśmy się także zgodzić na aborcję w celu ratowania życia innych ludzi” – pisał w kwietniu 1999 w “Journal of Medical Ethics”.

To trio nie jest osamotnione w swojej walce o bardziej “etyczne” podejście do medycyny. Najsłynniejszym i najczęściej występującym w mediach zwolennikiem mordowania noworodków jest Peter Singer, australijski filozof i bioetyk, obrońca praw zwierząt i promotor weganizmu, profesor amerykańskiego uniwersytetu Princeton.

Dla Singera zabicie dziecka jest moralnie neutralne. W przeciwieństwie do spożywania wołowiny, które jest moralnie naganne. Co ciekawe, w swojej pokrętnej argumentacji Singer mimochodem przyznaje rację przeciwnikom aborcji, twierdząc, iż zarówno płód w łonie kobiety, jak i noworodek są “istotami żywymi”. “Rozróżnianie między płodem a noworodkiem to fikcja. Powinniśmy postawić sobie inne pytanie: czy fakt, że mamy do czynienia z realnym człowiekiem, odbiera nam prawo do pozbawienia go życia” – zastanawia się Singer w książce “Rethinking Life and Death”.

I odpowiada: nie odbiera. W wywiadzie dla niemieckiego tygodnika “Der Spiegel” filozof zaproponował, by wprowadzić 28-dniowy “okres próbny” dla nowo narodzonego dziecka. W tym czasie rodzice mogliby jeszcze podjąć decyzję o zabójstwie.

Wkład w obieg idei

Według Singera dużo ważniejszym kryterium oceny moralnej postawy jednostki jest skłonność do zadawania bólu i cierpienia. Noworodek nie ma jeszcze pełnej “świadomości cierpienia”, z kolei dorosłe zwierzęta – tak. Dlatego Singer nie je mięsa i sprzeciwia się eksperymentom na żabach i myszach.

Nie ma natomiast nic przeciwko zoofilii (“przecież i tak jesteśmy tylko dużymi małpami”) pod warunkiem, że traktuje się “partnera” lub “partnerkę” z odpowiednim szacunkiem i delikatnością. “W zaciszu domowego ogniska ludzie często pozwalają swoim psom na erotyczne pieszczoty. Niekiedy przynosi to obu stronom satysfakcjonujące doznania” – dowodził Singer dziesięć lat temu w lewicowym, brytyjskim periodyku “Nerve”.

Nie chciałbym naruszać dobrego imienia pana profesora, ale wydaje mi się, że wychwala w ten sposób pewien rodzaj dość obrzydliwego zboczenia. Chyba że Światowa Organizacja Zdrowia uznała w międzyczasie zoofilię za “orientację seksualną” – przepraszam, jeśli coś przegapiłem.

W maju 2010 r. ten wybitny australijski myśliciel miał wziąć udział w konferencji na Wydziale Prawa i Administracji UW poświęconej prawom zwierząt. Kilku zaproszonych prelegentów odmówiło wystąpienia u boku Singera i konferencję odwołano.

Jacek Żakowski pisał wówczas w “Gazecie Wyborczej”: “Jedną z fundamentalnych wartości akademickich jest otwartość na pluralistyczne poglądy i twórcze konfrontacje. W Polsce umacnia się zaś akademicka cenzura wymuszana przez konserwatywno-katolicki radykalizm. Nawet rektor nie wstydzi się już przyznać, że unika otwartej dyskusji z poglądami, których nie podziela. To ogranicza nasz udział w globalnych debatach i wkład w obieg idei. (…) Dla nauki jest to samobójstwo. Dla uniwersytetu to kompromitacja”.

Żakowski zatytułował swój komentarz “To nie Princeton, to Warszawa”, przypominając, jak ogromnym prestiżem cieszy się w świecie macierzysta uczelnia Singera.

Mam na to jedną odpowiedź, panie redaktorze: “To Warszawa, to nie Auschwitz”. Jeśli jednak chce pan prowadzić uczone dysputy z Josefem Mengele, nikt panu tego prawa nie odbierze.

Autor jest publicystą “Uważam Rze”

Źródło: http://www.rp.pl/artykul/9157,833742-Aborcja-postnatalna-to-ludobojstwo—Magierowski.html?p=1

Opublikowany w Aborcja, Alert, Apokalipsa, Szatan, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , , | Komentarzy: 232 »

LIST DO „ZIEMSKICH ANIOŁÓW KRAWĘDZI”

Posted by Dzieckonmp w dniu 07/03/2012

Publikuje list ks.Adama Skwarczyńskiego który napisał kilka dni temu. W liście tym jest opis jak będzie wyglądało ostrzeżenie które będzie miało miejsce według księdza. Proszę o merytoryczną dyskusję na temat tego listownego przesłania w kontekście orędzi Marii od Bożego Miłosierdzia . Ja widzę opisywanie tego samego wydarzenia. Różnica dla mnie polega na dobranych słowach plus okresie Nowej Ery.   

Przyjaciele radzili mi, żeby z tym listem poczekać: – Nie dawaj sępom na rozdrapanie, rozdziobanie i
pożarcie tego, czym sam żyjesz – mówili. Jednak zdecydowałem się na to, bo może z okruchów pożywią się
małe ogrodowe ptaszki, a i jakiś orzeł przyleci i uświadomi sobie, że może wznieść się o wiele wyżej niż
dotychczas…

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
„Nikt nie ma większej miłości niż ten, kto życie swoje oddaje za swoich przyjaciół” – za tych, którzy są
nimi dzisiaj, ale i za tych, którzy będą nimi w przyszłości, a dzisiaj są jeszcze wrogami!

KIM JESTEM

Jestem najzwyklejszym księdzem katolickim w służbie czynnej, choć bez tytułów i urzędów, żyjącym
na uboczu wielkiego świata (bez prasy i telewizji, bez kontaktów towarzyskich), zanurzonym w modlitwie
i pracy. Wolałbym pozostać nieznanym, a nawet publicznie nie występować pod własnym nazwiskiem,
jednak… noszę w sobie Boże tajemnice, z których jedna wymaga właśnie teraz ujawnienia – stąd ten mój
list, skierowany do szerszego ogółu.
Moi przodkowie ze strony matki wywodzą się z Litwy (gdzie, oczywiście, w ostatnich pokoleniach
uważali się za Polaków), a ze strony ojca – spośród Polaków z okolic Lwowa. W domu przechowywaliśmy
dokument, potwierdzający szlachecki tytuł i herb „Zadora” („Płomień”) jednego z naszych protoplastów,
chyba Ignacego. Pradziadek Dominik stamtąd właśnie przywędrował, kupił majątek Sekuła pod Siedlcami,
wybudował młyn i z niego się utrzymywał. Na granicy swojej posiadłości postawił dębowy krzyż, który
zachował się do dzisiaj i stoi teraz przy (innym już) młynie w pobliżu dawnego siedliska. Kozacy młyn
pradziadka wraz z gospodarstwem spalili w 1914 roku, a jego dziewięcioro dzieci sprzedało ziemię i rozeszło
się po świecie, zaś wojna oddaliła ich od siebie jeszcze bardziej. Mój dziadek, który miał w Siedlcach
piekarnię i sklep, za swoją „dolę” pobudował drewniany dom kilometr od dawnego młyna i w tym domu,
chyba cudem ocalałym z pożaru w czasie II wojny światowej (spaliło się jednak całe piętro) ja się
wychowałem wraz z trojgiem rodzeństwa.
Bóg chciał, żebym zamieszkał na granicy wsi i miasta, rozumiejąc sprawy jednego i drugiego
środowiska. Nieraz, zanurzony w pięknie przyrody, chętnie modliłem się na skraju lasu, wpatrując się w
bezkresną dal nieba. Przy zachodzie słońca przybierało ono barwę różową, wyzwalając w mojej duszy
tęsknotę za Prawdziwym Niebem, w którym dane mi było przez chwilę się znaleźć. Miało to miejsce przy
zasypianiu – do dzisiaj zaglądam do tego kąta w starym domu – w wieku, którego już nie pamiętam. Nagle
zobaczyłem swoje leżące ciało z zewnątrz, a moja dusza została uniesiona daleko od niego i znalazła się na
progu przepięknej kolorowej krainy, tchnącej ogromnym szczęściem i wolnością. Była to wolność od dwóch
mocnych „lin”, które nas wiążą na ziemi: od przestrzeni i od czasu. Tak, wtedy doświadczyłem istnienia
niebiańskiej wieczności, i to tak porywającej, że absolutnie nie chciałem z niej wracać do ciała. Musiałem
jednak w nie wejść, ale z moich ust wyrwał się rozpaczliwy okrzyk, zapamiętany przez ciocię Sabinę,
czytającą książkę przy lampce: „Ciociu, ja w tej chwili chcę umrzeć!” Mój duch odtąd jakby się „poszerzył”,
zakorzeniając się w tej Krainie, i nieraz porywał mnie do niej w oparciu o tamto wspomnienie. Ziemia w tych
momentach, często nieoczekiwanych, zaczynała się kurczyć, oddalać, a radosna myśl: „Żyję wiecznie”,
połączona z odczuciem na nowo atmosfery tamtej wspaniałej „wizyty”, miała w sobie coś z ekstazy. Właśnie
niebo przy zachodzie słońca często pomagało mi wejść w tę „ekstazę”, która miała ogromny wpływ na moją
późniejszą modlitwę oraz na pragnienie oddalenia się od świata.
Do szkół uczęszczałem w Siedlcach, odległych (wówczas) o 5 km – od podstawowej nr 5 poprzez
Liceum im. Bolesława Prusa aż do szóstego roku seminarium duchownego. Jeśli do tego dodać studia na
KUL magisterskie, a potem doktoranckie – moja nauka trwała łącznie ponad 23 lata! Nauczyłem się też –
od swojego ojca, który sam umiał niemal wszystko zrobić – majsterkowania, obchodzenia się z pszczołami
i z koniem sąsiadów, trochę ogrodnictwa. Był przed wojną zawodowym oficerem w stopniu porucznika
łączności. Odznaczony krzyżem zasługi za udział w kampanii wrześniowej, całą wojnę przesiedział w
jenieckim obozie Murnau w Bawarii. Mimo ostrzeżeń kolegów, że „pojedzie na białe niedźwiedzie”, wrócił
od razu do Polski z mocną decyzją, że będzie miał czworo dzieci. Podobno wskutek „oświecenia” w obozie
poznał nawet nasze symboliczne imiona. Gdy się ode mnie dowiedział, że idę do seminarium, stwierdził, że
zawsze o tym wiedział, bo moje imię brzmi „Sól Ziemi”… Byłem pod wielkim jego wpływem, choć życie
miał ciężkie, a czasu wolnego prawie nigdy. Określał siebie jako „małorolny” i robił wszystko, by dopasować
się do stylu życia wiejskiego otoczenia, z początku może nawet z obawy przed aresztowaniem. Nie pojechał
do jednostki, do której po powrocie z obozu otrzymał przydział, ale poprosił swojego kolegę w sztabie, by
zniszczył jego dokumenty. Przez długie lata nie wiedział, czy tamten rzeczywiście to uczynił. Gdyby
bezpieka dowiedziała się, że przed wojną prowadził w Kołomyi nasłuch sowieckich radiostacji, „białe
niedźwiedzie” by go nie ominęły! Jako łącznościowiec skonstruował radio kryształkowe, mieliśmy więc w
słuchawkach wieści ze świata, a nawet przekazywaliśmy je sąsiadom do czasu, gdy pojawiły się lepsze
radioodbiorniki.
Z obozu jenieckiego mój ojciec przywiózł zainteresowanie proroctwami i przepowiedniami, dotyczącymi
najbliższej, jak się wydawało, przyszłości, a Apokalipsa św. Jana stanowiła jego niedzielną lekturę. Odważył
się nawet skontaktować z o. Augustynem Jankowskim, jej tłumaczem, wykazując mu niekonsekwencje w
komentarzu do niej. Niestety dawni alianci zawiedli i oddali Polskę w ręce Sowietów, oczekiwana wojna o
Polskę nie wybuchła, więc żyjąc pod butem komuny mój ojciec często karmił swoją nadzieję m.in. tzw.
„przepowiednią Tęgoborską”. Jeden z jej wersetów zapowiadał: „Trzy lat dziesiątki we łzach i rozterce trwać
będą cierpienia ludu, a potem przyjdzie jedno wielkie serce i samo dokona cudu”. Przeliczał lata, czekał;
nawet na moim chłopięcym „skarbie-marzeniu” – lornetce, na którą długo ciułałem pieniądze – wydrapał datę
„żelazną i nieprzekraczalną”: 1975. Był dla mnie autorytetem, więc i tę datę „cudu” nosiłem głęboko w
swoim sercu i czekałem w napięciu na ten rok razem z nim. To napięcie dawało o sobie znać w kontaktach
z otoczeniem. Ponieważ wspominałem wtedy o (poruszonym niżej) danym mi już w dzieciństwie oglądzie
„świata przemienionego” – było naturalne, że moje wizje przyszłości zlewały się w tamtych chwilach z datą
1975. Kto wie, czy wkrótce po tej dacie nie przylgnęła do mnie etykietka „fałszywego proroka”?

WGLĄD W PRZYSZŁOŚĆ I JEGO KONSEKWENCJE

Od najmłodszych lat cieszyłem się darem oglądania przyszłości, chociaż nie zdawałem sobie sprawy z
tego, że to przyszłość. Teraz wiem, że poznałem wtedy kolejne etapy swojego życia i miejsca, w których
miałem być. Wszystkie się potwierdziły, z wyjątkiem mojej pracy przy ścince drzew w obozie na Syberii,
co mi zostało darowane. Moje otoczenie czasami dziwiło się temu co mówiłem. I tak np. moja mama, lekarz
pediatra, często pracująca na nocnych dyżurach (z konieczności – z powodu biedy w domu) tłumaczyła się
przede mną, że nie może poświęcić mi więcej czasu. Usłyszała taką odpowiedź (a miałem wtedy 3 lata): „Jak
będę duży i będę księdzem, to ci czas poświęcę”. To „proroctwo” spełniło się: przez ostatnich 10 lat życia
miała mnie przy sobie, mogła uczestniczyć w codziennej Mszy świętej. Inny przykład: kręcono głowami, gdy
w czasach PRL-u, a więc zagłuszania Wolnej Europy, bezczelnej cenzury i podsłuchów mówiłem, że
niedługo biskup będzie miał swoje radio i będzie się komunikował z całą diecezją, a w sklepach owoce
południowe będą w cenie jabłek…
Moje wzmianki o przyszłych wydarzeniach, związanych z (bliskim już) nadejściem świata w zupełnie
odmiennym kształcie niż ten, w którym go dzisiaj widzimy – szczęśliwego niemal jak raj – okazały się dla
mnie „zabójcze” w jakiś czas po święceniach kapłańskich. O ile ludzie świeccy słuchali tych opowiadań z
zainteresowaniem, choć nieraz może jak bajki o żelaznym wilku, o tyle otaczający mnie duchowni robili
sobie ze mnie na ogół pośmiewisko. Dla nich takie pojęcia, jak koniec starego i początek „nowego świata”,
były zupełnie niezrozumiałe, więc w duchu odsyłali mnie do wariatkowa. Zresztą nie darowali mi wyłączenia
się z życia towarzyskiego, jeżdżenia (do dzisiaj) małym fiatem, czy też innych „dziwactw”… Uznali mnie
za pomylonego głosiciela nadejścia „końca świata”, nie umiejąc odróżnić tego „końca” od oczyszczenia i
przemiany świata, zapowiedzianej przez Matkę Bożą w różnych Jej objawieniach. Zresztą do dzisiaj nie
umieją, a może i nie chcą… Złą o mnie opinią dzielili się między sobą, a bywało, że i wobec szerszego
gremium.
Moi biskupi ordynariusze byli chyba zadowoleni, że żyłem na uboczu, niemal w izolacji, i niczego od
nich nie oczekiwałem, prócz tego wielkiego przywileju, żebym mógł mieszkać z Jezusem Eucharystycznym
pod jednym dachem jako prowadzący prywatną poradnię życia duchowego. Praca ta wymagała stałej
gotowości służenia ludziom, ale też dawała mi ogromną satysfakcję. Moje dawne marzenia o tym, by mieć
pracę niezależną od jakichś „szefów”, a pozwalającą na wyciszenie i kontemplację, w pełni się ziściły.
Gdybym był kamedułą, do czego się przymierzałem swego czasu, brakowałoby mi na pewno tego elementu
niezależności.
Skoro wspomniałem o poradni – opartej na spotkaniach, listach (zwykłych i internetowych), telefonach,
proponowanej lekturze – dziękuję korzystającym z niej za zaufanie. Przez 20 lat powierzali mi swoje sprawy,
które uważali za najważniejsze, najtrudniejsze i najpilniejsze: od prośby o pomoc w przyzwyczajeniu
malucha do nocniczka, poprzez wsparcie w zdawaniu różnych egzaminów, aż do ratowania rozpadających
się małżeństw, chorych, zniewolonych… Wszystkie prośby starałem się traktować poważnie i życzliwie, a
jeśli kogoś nie zrozumiałem, potraktowałem nieodpowiednio, a może nawet zraniłem – bardzo przepraszam
i proszę o wybaczenie. Obiecuję też wszystkim, że gdy Bóg zabierze mnie do siebie, będę w Jego
Niebiańskim Pałacu gorliwie pracował do końca świata, mając stale ucho zwrócone ku ziemi. Tak, „ucho”
zastąpi i listy, i słuchawkę telefoniczną, a ilość rozmów będzie nieograniczona!
Dotyczy to także tych, którzy otrzymywali ode mnie błogosławieństwo jako chorzy, przy spotkaniach
lub przez telefon. W jakiś sposób do skuteczności tego błogosławieństwa przyczynił się Jan Paweł II, który
w Ogrodach Watykańskich, na 10 dni przed zamachem na Jego życie, słysząc ode mnie: „Proszę Waszą
Świątobliwość o wzmocnienie we mnie daru uzdrawiania chorych” odpowiedział: „Niech Bóg błogosławi”.
Gdy się z Nim spotkam, na pewno będziemy wspólnie pomagać chorym już z tej Krainy, gdzie możliwości
czynienia dobra są nieskończone!

OSTATNIE KSIĄŻKI

Dane mi było napisać i wydać kilkanaście pozycji różnego formatu. Nie wspominam o listach, które,
choć adresowane do konkretnej osoby, okazywały się pomocne innym i były powielane, jak też książek
oddanych mi do korekty, a wymagających gruntownego przepracowania. Tu odniosę się tylko do treści
dwóch ostatnich swoich książek.
Już wiele lat temu wspomniałem swojemu stałemu spowiednikowi o „snach-wizjach” z dzieciństwa, a
on zachęcił mnie do ich spisania, jednak wtedy uznałem to za niewykonalne: przecież nie prowadziłem
notatek, zbyt wiele szczegółów poszło w zapomnienie. Przyszedł jednak rok 2004/2005, kiedy to nie mogłem
oprzeć się wewnętrznej potrzebie przelania swoich dawnych doznań i wizji na papier. Jestem przekonany,
że było to Boże natchnienie, a nawet coś w rodzaju „posłania”. Teraz widzę, jak bardzo było (i jest!)
potrzebne zabranie przeze mnie głosu w tej materii. Gdy jedni, z hierarchami Kościoła włącznie, odrzucają
z niechęcią nawet wzmianki o „Nowym Świecie” (mimo tylu objawień Maryjnych i wzmianek ze strony bł.
Jana Pawła II!), a Paruzję umieszczają na samym końcu świata, drudzy zaś (jak ostatnio Maria od Bożego
Miłosierdzia) zaczynają błądzić – potrzebny jestem, by wyszedłszy z ukrycia z mocą oświadczyć: wiele razy
bywałem w tym „Nowym Świecie” i chyba po to ten dar otrzymałem, by móc teraz – gdy on jest już
tak blisko – skorygować związane ze spojrzeniem nań błędy! Dzisiaj, gdy moje książki żyją już własnym
życiem, ode mnie niezależnym (nawet pierwsza z nich bywa uznawana za „bestseller”, rozpala w wielu
sercach tęsknotę za tym szczęśliwym okresem!) – nie muszę się ukrywać. Zwłaszcza dlatego, że za prawdę,
którą dane mi było poznać, gotów jestem wiele wycierpieć, gdyby było trzeba!
Przystępując do pracy nad książką o tym „Nowym”, obawiałem się dwóch przeszkód. Pierwszą z nich
mogło być to, że jako doktor teologii miałem wkroczyć w jedną z jej dziedzin – eschatologię (naukę o
rzeczach ostatecznych człowieka), musiałem więc liczyć się z obowiązkiem trzymania się w tym względzie
wyłącznie oficjalnej nauki Kościoła. Ale jak miałem to uczynić, gdy chyba w żadnym podręczniku
eschatologii, katechizmie, dokumencie Kościoła nie istnieje pojęcie „Powtórnego Przyjścia Jezusa”,
odrębnego od Jego przyjścia na Sąd Ostateczny? Jeśli gdzieś istnieje, to tylko jako piętnowany pogląd
heretycki! Istniało jednak w Kościele pierwotnym, i to tak wyraźnie, że było obecne nawet w zwykłym
pozdrowieniu chrześcijan „Maranatha!” („Przyjdź, Panie Jezu!”), nie mówiąc już o atmosferze oczekiwania
tak intensywnego, że odbierało uczniom Chrystusa ochotę do pracy, do zawierania małżeństw, do planowania
przyszłości. Apostołowie musieli korygować te tendencje. Natomiast dzisiejsi apostołowie – myślę o
hierarchach Kościoła – mówiąc łagodnie: bardzo podejrzliwie patrzą na kogoś, kto ośmiela się podejmować
ten temat. Czekałoby więc mnie powierzenie swojego „nowonarodzonego dziecka” chropowatym rękom
cenzora kościelnego, który raczej by się z nim nie pieścił, gdyż zapewne nie jest przygotowany – jak prawie
wszyscy – do nieszablonowego spojrzenia na „Powtórne Przyjście Chrystusa”, które myliłoby mu się z
przyjściem naszego Pana na Sąd Ostateczny. Przeszkodę tę pokonałem w ten sposób, że napisałem nie
podręcznik teologii, lecz powieść, łącząc w niej pewne wiadomości z różnych źródeł (podałem je we wstępie)
z wątkami, opartymi na doświadczeniach z dzieciństwa oraz na pracy mojej wyobraźni. Jak wiadomo,
powieści nie podlegają cenzurze kościelnej i nie wymagają aprobaty władzy duchownej. Poza tym powieść
stwarza możliwość oddziaływania na sferę emocjonalną czytelników, a mnie chodziło przecież głównie o
to, by bardziej przeżyli oni radosne spotkanie z „Nowym Światem”, niż by na zimno przemyśleli jego cechy.
Drugą przeszkodą mogło być moje nazwisko, łączone przez niektórych z fałszywymi poglądami na
przyszłość Kościoła i świata, a przynajmniej z podejrzeniami o trzymanie się fałszu. W tym wypadku
uciekłem się do zastosowania pseudonimu „Ivan Novotny” oraz imion bohaterów, które by odwracały uwagę
od Polski. O mojej ojczyźnie pisałem jednak na tyle pochlebnie, że niektórzy czytelnicy kręcili głowami: „To
nie może nie być Polak!” Jeśli chodzi o pochodzenie pseudonimu „Ivan Novotny”, wyjaśniłem je w książce
„Wejdź do radości”, stanowiącej drugą część mojej powieści (pierwsza to „Z Aniołem do Nowego Świata”).
Jak dzisiaj widzę, nie okazał się on zbyt szczęśliwy w kraju, który przeżył okupację sowiecką…
Już wkrótce zakończę swoją misję na ziemi, także pierwsza moja książka okaże się nikomu niepotrzebna:
wszyscy ocaleni sami, bez pośrednika, poznają „Nowy Świat” i jego piękno, którego nie potrafiłem dobrze
opisać z powodu braku odpowiednich słów. Bo czyż można zwyczajnym, codziennym językiem oddać to,
co jest aż tak bardzo odnowione, przemienione, nadzwyczajne? Nawet nie wspominałem więc w książkach
np. o swoim wyjściu ze skromnej chatki na skraju młodego lasu (sosenki, brzózki, krzaki, wrzosy i kwiaty,
kwiaty…!) wiosną, bo… cóż w tym niby nadzwyczajnego? Jakimi słowami mógłbym oddać atmosferę tego
miejsca? Jak opisać „materię podświetloną duchem”, materię skłaniającą do duchowych wzlotów, do
radosnej kontemplacji, do fikania koziołków z radości? Do spontanicznego szukania policzka Boga Ojca,
by się do niego przytulić i śpiewać, i dziękować, i szczebiotać w braku słów? Nie pisałem o przedziwnym
doświadczeniu „Nowego” w Lublinie, gdy szedłem z KUL-u do biblioteki uniwersyteckiej i po drodze
oglądałem całe otoczenie zanurzone w radosnej barwnej poświacie. Najpiękniejszy był widok drzew,
otoczonych tęczową „aurą”, znaną mi z dawniejszych wizji. Taka „przebóstwiona materia” bardziej porusza
serce człowieka niż jego zmysły i będzie, jak sądzę, wkrótce cieszyła pozostawionych na ziemi, pobudzając
ich do okazywania wdzięczności Stwórcy.
Wobec pytań o moje pseudonimy i wątpliwości, czy nie posługiwałem się wieloma, muszę powyższe
ujawnienie „powieściowego” („Ivan Novotny”) uzupełnić o jeszcze jeden (i ostatni zarazem), mianowicie
„ks. Jerzy Nemo”. Dlaczego go używałem, wyjaśniłem w niewielkiej książeczce „Idę do Domu Ojca”,
wydanej w Michalineum w 2009 roku. Zaakceptowało ten pseudonim zarówno Wydawnictwo, jak i Władza
Duchowna, nie stawiając mi żadnych pytań. Uważam, że mogę się nim dalej posługiwać już nie z tego
względu, że pozwala mi ukryć prawdziwe nazwisko, lecz że przypomina mi za każdym razem słowa, użyte
w Środę Popielcową: „Pamiętaj, człowiecze, że prochem jesteś i w proch się obrócisz”. Przypomina, że bez
pokory nie można podobać się Bogu… Na moich oczach w ciągu ostatnich 50 lat w kościołach
zdetronizowano Chrystusa, usuwając Go z centrum do różnych miejsc, nie zawsze godnych, a nawet
przyzwoitych. Jego miejsce zajął człowiek na swoim „tronie”. Gdy jednak zobaczy on (wkrótce) swojego
Pana, jak ja Go widziałem, a za chwilę – jako biedny grzesznik – swój własny „majestat” (!), zrobi się bardzo
mały. W „Nowym Świecie” wszystko i wszyscy znajdą się na miejscu dla siebie właściwym. Proszę się więc
nie dziwić, że ja już teraz, czując się „nemo” (czyli „nikim”) przed Bogiem, staram się to miejsce zająć. A
przed ludźmi…? Niech mówią i myślą co chcą, staje mi się to obojętne.
W kilku książkach innych autorów, które przygotowałem do druku, posłużyłem się skrótem tego
pseudonimu: „ks. J.S.N.” (Jerzy Stanisław Nemo). Jerzy to moje drugie imię z Chrztu, a Stanisław – imię
z Bierzmowania.

„OSTRZEŻENIE” – WIZJA I OCENA

Byłoby nieprawdą, gdybym swoje „wizje” łączył tylko z okresem dzieciństwa, gdyż bardzo ważną
otrzymałem około 30 lat temu. Wówczas nie miałem jeszcze dostępu do literatury, poruszającej tzw.
„Ostrzeżenie” (wizję Chrystusa w otwierającym się niebie, otoczonego aniołami, a w chwilę potem sąd nad
każdym człowiekiem ziemi, podobny do sądu szczegółowego po śmierci). Teraz wiem, że wydarzenie to
zostało zapowiedziane przez Matkę Bożą m.in. w Garabandal (uwaga: objawienia te zostały uznane przez
komisję biskupią za nadprzyrodzone i zgodne z nauką Kościoła, jednak obecny biskup ordynariusz wciąż
zwleka z ogłoszeniem światu tego faktu, a od niego to ogłoszenie zależy!). Bóg pozwolił mi przeżyć ten
„mały sąd” – jak go niektórzy nazywają w odróżnieniu od Ostatecznego – w sposób dla mnie wstrząsający!
Szczegóły tu pominę – niech pozostaną Bożą i moją tajemnicą – ograniczę się tylko do stwierdzenia, że cały
świat wokół mnie przeżywał wtedy to samo, a więc… było to spojrzenie w przyszłość. Dziś, gdy wiem, że
jest to przyszłość bardzo już bliska, odważam się ze swojego przeżycia wyciągnąć pewne wnioski i
przedłożyć je Czytelnikom. Kto wie, czy nie pomogą one im samym, a może i innym ludziom, odpowiednio
przygotować się do tego wydarzenia? A więc spróbuję teraz zagłębić się w nie – to właśnie głównie
„Ostrzeżenie” (i jego bliskość!) jest tą „tajemnicą noszoną w sercu”, wspomnianą na wstępie,
prowokującą mnie do pisania niniejszego listu.
Gdzie jest prawdziwa miłość, tam i tęsknota, pragnienie spotkania, przebywania jak najbliżej i jak
najdłużej z ukochaną osobą. Tak też będą przeżywać ten „sąd” prawdziwi uczniowie Chrystusa. To spotkanie
z Chrystusem przyniesie im najpierw wielką radość, a w chwilę potem – gdy zobaczą całe swoje życie
oczyma Boga – ogromne pragnienie oczyszczenia, przemiany życia na lepsze, chęć dążenia do świętości w
tym kształcie, w jakim Bóg ją dla każdego zaplanował.
Kojarzę sobie to przemożne pragnienie z dwoma obrazami: z pracą ostatnich robotników z Chrystusowej
przypowieści o winnicy oraz z duszami, które po śmierci i sądzie szczegółowym zanurzają się w czyśćcu.
Robotnicy, wynajęci przez gospodarza wieczorem, po całym dniu bezczynności, wdzięczni mu za
zatrudnienie rzucają się do pracy z taką ochotą, radością, nakładem sił, że w tej jednej godzinie zarabiają tyle,
co inni przez cały dzień pracy. Dusze czyśćcowe, poznawszy przez mgnienie oka swoje miejsce w Niebie
oraz niedoskonałości, które je od niego oddzielają, rzucają się w otchłań czyśćca z wielką ochotą, i to mimo
czekających je cierpień. Podobnie postąpią „robotnicy” tej szczęśliwej epoki Ducha Świętego i Maryi
Zwycięskiej, epoki królowania Jezusa w sercach ludzi świata: rzucą się do pracy nad sobą i do okazywania
miłości Bogu, który do tej pory nie zawsze zajmował w ich życiu pierwsze miejsce.
Mogę tu dołączyć także trzecie skojarzenie, wzięte z życia rodzinnego. Mały psotnik spodziewa się kary
i przed nią się chowa, jednak w końcu wychodzi z ukrycia i zamiast groźnej miny rodzica widzi jego uśmiech
i pogrożenie palcem. To go ośmiela do rzucenia mu się w objęcia, przeproszenia i wyruszenia z zapałem do
naprawienia szkody lub zaniedbań. Słucha, już bez lęku, rozlegających się za nim słów: Mały urwisie, bierz
się do roboty i nie pokazuj mi się na oczy, dopóki tego nie zrobisz!
Na wątpliwość: czy to możliwe, by Chrystus-Sędzia zachował się w tym momencie podobnie jak ów
rodzic wobec swoich krnąbrnych dzieci, którymi my jesteśmy? – w oparciu o swoje doświadczenie mogę
odpowiedzieć: tak, właśnie tak z nami postąpi! Chociaż będzie to prawdziwy sąd, gdyż uświadomimy sobie
nawet miejsce, na które zasłużyliśmy i w którym byśmy się wtedy znaleźli w razie natychmiastowej śmierci,
jednak… nasz Sędzia będzie dla nas ogromnie miłosierny, a nie sprawiedliwy jak w momencie śmierci!
Wprawdzie będzie to sąd podobny do tego po śmierci, jednak smutek zmiesza się z radością, która zwycięży
i da nam, „urwisom”, nowe siły i zapał do pracy nad sobą, do jak najlepszego pełnienia swojego powołania.
Już samo poznanie tego powołania oraz przebytej drogi będzie dla wielu łaską, gdyż do tej pory mieli
poważne wątpliwości, czy obrali właściwą drogę, czy posuwają się naprzód, czy podobają się Bogu.
Zaniepokojeni o czystość swojego sumienia i o owoce dawnych spowiedzi (może zabrakło w nich szczerego
żalu lub dostatecznie mocnego postanowienia poprawy?) – otrzymają światło w tej sprawie i, ewentualnie,
możliwość „korekty”. Ci, którzy byli zagubieni wśród spraw błahych, przyziemnych, nieistotnych,
osaczających ich jak pajęczyna złowionego owada – marnowali życie, lecz nie umieli znaleźć wyjścia z tej
sytuacji – nagle zobaczą jakby światło w tunelu i rzucą się w jego kierunku. Obciążeni nałogami, zniewoleni,
smutni, przegrani we własnych oczach, nagle zobaczą, że Bóg ich kocha i na nich liczy, i zapragną
odpowiedzieć Mu swoją wielką miłością. Krzątający się na „śmietniku życia”, odrzuceni, wzgardzeni usłyszą
z radością głos Boga: jesteście dziećmi Króla Nieba i Ziemi, poznajcie swoją godność, cieszcie się życiem
doczesnym i wiecznym! Od lat cierpiący bez nadziei na poprawę sytuacji nagle usłyszą: jesteście
błogosławieni, uzdrawiam was i oczyszczam, daję wam nową ziemię, bez kredytów, długów i
niesprawiedliwości, podobną do raju – wejdźcie do niej!
Reakcja wielu ludzi na dar poznania rzeczywistości oczyma Boga będzie dość gwałtowna. Ci, którzy
kochali bliźnich, lecz nie byli przez nich kochani i cierpieli z tego powodu – nagle znajdą się w ich objęciach
i popłyną łzy szczęścia w miejsce gorzkich łez smutku. Ci, którzy rozstali się z różnych powodów (choć
może ślubowali sobie, że się nie opuszczą) – będą się odszukiwać, choćby na krańcu świata, i okazywać
sobie szczerą miłość, zabliźniającą zadane rany. Ci, którzy zobaczą, że uniknęli piekła dzięki modlitwom
i cierpieniom wielu dusz-ofiar – zechcą dobrze wykorzystać dane im „drugie życie”. Złodzieje i malwersanci
– zechcą wynagrodzić szkody jednostkom i społeczeństwu, a ci nawróceni, którzy współdziałali w złu z
innymi – zapragną ratować wspólników grzechu i pomóc im w uświęceniu. Podsumowując: da się zauważyć
ogromna krzątanina wokół spraw Bożych, szlachetnych i pięknych, nadrabianie zaległości, rozmodlenie,
radość i wdzięczność Bogu, udzielająca się nawet tym, którzy dopiero będą się budzić z obojętności,
oziębłości i bylejakości. A księża…? „Synowie Lewiego”, przetopieni i „oczyszczeni jak złoto”, umierać
będą ze zmęczenia, oblężeni w konfesjonałach!
Czy wszyscy się obudzą i zechcą pójść drogą największego przykazania miłowania Boga i bliźniego?
Niestety nie! Do tych, którym nie wystarczy „Ostrzeżenie” do nawrócenia, będą należeć ludzie zaprzedani
szatanowi, a takich jest, niestety, wielu w dzisiejszym świecie – masonów i satanistów trzeba liczyć na
miliony. Otoczeni ludźmi im podobnymi, przyzwyczajeni do towarzystwa szatana, który w nich mieszka
przez grzech odrzucenia Boga, syci bogactw „na długie lata”, oto jak zareagują na wizję uśmiechającego się
do nich Chrystusa, zapraszającego do swego Królestwa: z miejsca odpowiedzą NIE! A gdy potem pokaże
im konsekwencje takiego wyboru, a właściwie odrzucenia (nie On ich odrzuci, lecz oni Jego!) – zatną się
jeszcze bardziej w swym uporze. „Ostrzeżenie” nie tylko nie zmobilizuje ich do poprawy życia, lecz wprost
przeciwnie: napełni wściekłością właściwą ich panu, nienawiścią do wszystkiego co Boże i święte, żądzą
niszczenia wszelkiego dobra, prawdy, piękna. Będą jak szerszenie, których gniazdo ktoś śmiał naruszyć, i
rzucą się na śmiałka z całym swym śmiercionośnym jadem i impetem. Oni to staną się prześladowcami
Kościoła i jedne jego dzieci zabiją, inne zaś zmuszą do ucieczki i życia w ukryciu – na szczęście niezbyt
długiego, gdyż Bóg wkrótce zabierze zdeprawowanych z tej ziemi (może lepiej powiedzieć: szatan za Bożym
przyzwoleniem). „Trzy dni ciemności” mają zadecydować o ich wiecznym losie, który sami sobie zgotują,
ufając szatanowi. Tak, ufając temu, któremu ufać nie powinni, gdyż zawsze jest i będzie kłamcą. On to łudzi
ich obietnicą wiecznego szczęścia, a oni twierdzą, że skoro na ziemi mu służyli, a nawet oddali swoją duszę,
mogą się spodziewać, że i po śmierci „krzywdy im nie zrobi”. Na ogół ani ludzie, ani nawet Bóg nie potrafi
wyprowadzić ich z ciemności na światło, skoro ciemność umiłowali (por. J 3,19). Jedyne, co Bóg może dla
nich uczynić, to uszanować ich wybór i przypieczętować go na wieki. Jakąś nikłą szansę zbawienia niektórzy
z nich jednak mają, o czym niżej.

„ZIEMSCY ANIOŁOWIE KRAWĘDZI” A DUSZE OZIĘBŁE

Już widzę zdumienie niektórych spośród moich Czytelników: skoro jedni zapragną być wtedy lepszymi,
a inni zatną się w uporze i odrzucą podaną im przez Boga rękę, po co nawołuję do „akcji ratunkowej” –
szybkiej i heroicznej (zob. moje Słowo z Mszy św. za Przyjaciół oraz Iskra z Polski)?
Już odpowiadam. Spojrzeniem swoim objęliśmy dotychczas jakby „dwa bieguny” sobie przeciwne, na
których znajdują się zdecydowanie dobrzy oraz pogrążeni w złu. Pomiędzy nimi jednak znajduje się „prawie
bezwładna masa”, a więc ludzie wciąż niezdecydowani, ani zimni ani gorący – letni. Pozornie wydawałoby
się, że na widok Chrystusa oraz stanu swojej duszy nie powinno im być zbyt trudno zapłonąć gorliwością
o Bożą chwałę i pragnieniem dążenia do świętości. Pozory jednak mylą, a balansującym jakby na linie nad
wieczną przepaścią może być łatwiej do niej wpaść, niż poszybować ku Niebu. O nich to mówił Pan Jezus
świętej Faustynie (Dzienn. 1228,1229, Nowenna do Miłosierdzia Bożego) i podał modlitwę za nich:
Dzień dziewiąty.
Dziś sprowadź mi dusze oziębłe i zanurz je w przepaść miłosierdzia mojego. Dusze te najboleśniej ranią
serce moje. Największej odrazy doznała dusza moja w Ogrójcu od duszy oziębłej. One były powodem, słów
wypowiedziałem: Ojcze, oddal ten kielich, jeżeli jest taka wola Twoja. Bo Dla nich jest ostateczna deska
ratunku uciec się do miłosierdzia mojego.
Jezu najlitościwszy, któryś jest litością samą, wprowadzam do mieszkania najlitościwszego Serca Twego
dusze oziębłe, niechaj w tym ogniu czystej miłości Twojej rozgrzeją się te zlodowaciałe dusze, które podobne
[są] do trupów i takim Ci“ wstrętem napawać. O Jezu najlitościwszy, użyj wszechmocy mi»osierdzia swego
i pociągnij je w sam żar miłości swojej, i obdarz je miłością świętą, bo Ty wszystko możesz.
Ogień i lód razem nie może być złączony,
Bo albo ogień zgaśnie, albo lód będzie roztopiony.
Lecz miłosierdzie Twe, o Boże,
Jeszcze większe nędze wspomóc może.
Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem mi»osierdzia na dusze oziębłe, a które są zamknięte w najlitościwszym
Sercu Jezusa. Ojcze mi»osierdzia, b»agam Cię przez gorzkość męki Syna Twego i przez trzygodzinne konanie
Jego na krzyżu, pozwól, aby i one wysławiały przepaść miłosierdzia Twego…
Właśnie te „dusze oziębłe” możemy i powinniśmy ratować i doprowadzić do tego, by jako tonące mogły
się uchwycić, wspomnianej przez Pana Jezusa, „deski ratunku”, co może być dla nich bardzo trudne!
Uważały siebie za dobre, „przeciętnie dobre”, a tu nagle staną w prawdzie o sobie i o ranionym przez siebie
Chrystusie! Będą więc musiały wspiąć się od rozpaczy, która jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu
i prostą drogą do piekła, aż na wyżyny ufności, pokładanej w Bożym Miłosierdziu. Lód ma stać się ogniem,
jak pisze św. Faustyna, co tylko ludzkimi siłami dokonać się nie może. I to nie w jakimś dłuższym czasie,
lecz w momencie „Ostrzeżenia”, czyli sądu nad ludźmi ziemi!
Dlaczego aż tak trudne może być wtedy ich nawrócenie? Jak to możliwe, że nawet wielu z tych, którzy
doświadczą tego spotkania, wizji, sądu, wcale nie nawróci się?
Może tak być dlatego, że antychryst i fałszywy prorok posłużą się środkami przekazu oraz opiniami
swoich „ekspertów”, by ludzi przekonać, że to wstrząsające przeżycie nie wymaga poważnego traktowania,
nagłej przemiany życia, że na razie trzeba odczekać i spokojnie robić swoje, a nie „destabilizować życia
swojego, swoich bliskich, lokalnej społeczności”. Będą wołać: „Poczekajcie, ochłońcie, dojdźcie do
równowagi, a potem pomyślicie co dalej!” Chętnie zaliczą „Ostrzeżenie” do marzeń sennych, do gry
wyobraźni, a może do serii „spotkań nie z tej ziemi”. Kto ich posłucha, popełni straszny błąd i z każdym
dniem będzie coraz dalej od szczerego żalu i poprawy życia, a w końcu może stanąć na pozycji przeciwnej:
zacznie wyśmiewać nawróconych i pobożnych, a potem… nawet ich prześladować i niszczyć! Ci zaś staną
się tak łagodni, rozmodleni, gotowi na wszelkie ofiary z miłości do Boga, że nie zechcą walczyć o swoje
ocalenie. Dobrze będzie, jeśli zdecydują się na ucieczkę lub ukrycie się.
Inny powód tego, że się nie nawrócą, to brak odwagi i ufności, koniecznej do uchwycenia się, jak
kotwicy, podanej im przez Jezusa ręki. Kto żył z dala od Niego, gardził Jego nauką i Kościołem, a nawet z
nim walczył, kto żył w ciemnościach grzechu i innych w nie wciągał, zachować się może jak syn
marnotrawny z Jezusowej przypowieści. Spróbujmy teraz przeanalizować jego postawę w różnych
momentach „życiowej przygody”.
W przypowieści ojciec czeka w domu, a tylko wygląda na drogę. Tym razem jednak Bóg uczyni coś
wyjątkowego: „wyjdzie z domu” na poszukiwanie marnotrawnego (są nim wszyscy ludzie świata) i ten
będzie mógł Go zobaczyć. Wyobraźmy więc sobie, że to spotkanie następuje w drodze do złudnej krainy
szczęścia dla bogaczy. Syn, zaskoczony przez ojca w drodze, rzuca się do ucieczki myśląc: „Stary nie da mi
pożyć! Jego niedoczekanie! Teraz ja wiem, jak się urządzić, nareszcie się od niego uwolniłem!”
Następne spotkanie następuje w domu nierządnicy. Syn znowu ucieka, bo ojciec chce mu pokrzyżować
„dobre zainwestowanie pieniędzy”! I dalej ucieka, izoluje się od poszukującego go ojca wiele razy na
różnych etapach poszukiwania ziemskiego szczęścia.
Gdy wpadł w biedę, pozostaje mu już tylko pasienie świń, a nawet odpędzany jest od świńskiego koryta.
Co za hańba dla Żyda, traktowanego gorzej niż „nieczyste” zwierzęta! Hańba, ale i głód, i cierpienie, które
dla wielu może być ostatnią deską ratunku dla ich nawrócenia. Może już zmiękło jego serce? Na świńskim
pastwisku pojawia się ojciec, ale… zastaje syna na tyle pogrążonego w rozpaczy, że nie ma do niego żadnego
dostępu: ten nie chce go słuchać, a na wszelkie próby zbliżenia, serdecznego objęcia, odpowiada
opryskliwością i gniewem. Takim ludziom złe duchy łatwo wykrzywiają obraz Boga jako dalekiego,
nieprzystępnego, obojętnego na ich los, a nawet mściwego, więc nie potrafią się do Niego zwrócić w
modlitwie, a tym bardziej zaufać Mu i chcieć zacząć pełnić Jego wolę.
Gdy głód staje się nieznośny, syn podejmuje decyzję i wyrusza w kierunku domu, ale, niestety, tylko z
egoizmu, nie mając innego wyjścia! Wracając, wcale nie myśli o ogromnym cierpieniu swojego ojca, za
spowodowanie którego trzeba bardzo żałować, przeprosić, odpokutować, lecz o zaspokojeniu swoich
własnych potrzeb: może uda mu się ukradkiem wmieszać pomiędzy sługi i najeść się do syta, zamiast
cierpieć głód i poniżenie. Trwa więc ciągle w stanie odrzucania, a może omijania ojca, i jest upokorzony i
wściekły, gdy nagle ten wychodzi mu na spotkanie! Wcale nie chciał dać mu dostępu do swojej biednej
przeszłości, lecz będzie to nieuniknione – będzie teraz osądzony (w naszym wypadku chodzi o sakrament
pokuty w warunkach zwyczajnych, a o „prześwietlenie sumienia” w „Ostrzeżeniu”), więc chętnie rzuciłby
się do ucieczki, a powstrzymuje go tylko głód. Miłość ojca, pełna tęsknoty za nim, jest dla niego czymś
obcym i niezrozumiałym: „agresywna” w tym wybiegnięciu mu naprzeciw, mocnym uścisku, zamknięciu
ust próbującemu się usprawiedliwiać winowajcy, wybaczeniu wszystkiego, zorganizowaniu hucznej zabawy.
Możemy przypuszczać, że wielu takich marnotrawnych synów nie spojrzy przychodzącemu w chwale
Jezusowi w oczy, nie pozwoli „objąć się za szyję” i uścisnąć, zwłaszcza na widok swego zmarnowanego
życia, lecz wprost przeciwnie – zawoła do gór: „Padnijcie na mnie!”, a do pagórków: „Przykryjcie mnie!”
i odizolujcie od przenikliwego wzroku Jezusa! (por. Łk 23,30). I tym właśnie ludziom, stającym w ten sposób
na krawędzi wiecznego potępienia, możemy właśnie my przyjść z pomocą, jeśli (zwłaszcza teraz – pod
koniec okresu Bożego Miłosierdzia) za nich będziemy się modlić i Bogu ofiarować swój codzienny krzyż,
a może nawet swoje męczeństwo za wiarę, do którego niektórzy z nas będą powołani.
Z „Kalendarza Anielskiego”, obecnie niedostępnego, zapamiętałem (pod jaką datą umieszczony – nie
pamiętam) opis Anioła Krawędzi: jest olbrzymem, mocarzem, bez przerwy czuwającym na granicy życia
i śmierci, między ziemią a krawędzią piekła, do którego wpadają dusze grzeszników. Gdy tylko jakiś
najmniejszy pretekst na to pozwala, gdy horda piekielnych duchów nie ma jeszcze ostatecznego pozwolenia
na porwanie duszy jako „swojej”, rzuca się jej na ratunek i porywa ją z tej krawędzi wzwyż, z ciemności ku
światłu, w kierunku Wiecznej Światłości. Łatwo się domyślić, że dusza ta nagle otrzymuje największą z łask:
szczery żal za grzechy, wystarczający do zbawienia.
Kojarzy mi się ta służba Anioła Krawędzi z naszą, z wykorzystaniem przez dusze-ofiary wszelkich
możliwości, by ratować ginących. Jest to specjalne powołanie, niełatwe i ogromnie odpowiedzialne, a nawet
niezastąpione wobec zbliżającego się „Ostrzeżenia”. To porównanie pozwala mi nazwać dusze-ofiary
„ziemskimi aniołami krawędzi”!

W DWUSZEREGU ZBIÓRKA! NA RAMIĘ BROŃ!

Może i Ty, Drogi Czytelniku, rozpoznasz u siebie to powołanie…? Może razem staniemy W
PIERWSZYM SZEREGU tych, na których ostatnie ofiary czeka Niebo, by już zamknąć jedną kartę
dziejów, a przystąpić do otwierania następnej? Czy nie płonie w Tobie ogień ofiary – gorące pragnienie
poświęcenia się za miliony grzeszników? Nawet jeśli do tej pory Twoje serce nie otwierało się aż tak szeroko
– miałeś wątpliwości, czy Twoja ofiara „wystarczy” nawet tylko za kogoś z członków Twojej rodziny – to
teraz wiedz, że w ostatnich chwilach starego świata jest inaczej: Twoja ofiara, jeśli złączysz ją z Ofiarą
Chrystusa, może być ratunkiem dla ogromnej rzeszy ludzi! Czy kropla wody, wpuszczona do oceanu, nie
staje się oceanem? Podobnie jest z naszą „kroplą” ofiarnej miłości, gdy nasz Pan złączy ją ze swoją miłością
i zaniesie cały „ocean” przed tron Ojca Niebieskiego. Jezus nie porwie jednak tej „kropli” przemocą, lecz
z wdzięcznością przyjmie ofiarowaną. Ojciec Niebieski nie pozwoli Mu na powtórne złożenie siebie samego
w ofierze krzyżowej, choć Miłość jest gotowa na wszystko, jednak czeka na nasze ofiary.
A co będzie – zapytasz – jeśli Bóg weźmie moją ofiarę „na poważnie” i zechce dać mi łaskę
męczeństwa? Jest to tak wielka łaska – odpowiem – że warto jej pragnąć, chociaż nie zawsze łatwo o nią
prosić… Jeśli pozwolisz Duchowi Świętemu swobodnie modlić się w Tobie, łatwiej ją otrzymasz,
szczególnie dzięki Jego darom męstwa i mądrości. Męstwo napełnia nas odwagą, porywa serce do wielkich
czynów, pobudza do heroizmu, zaś mądrość pozwala na wszystkie ziemskie rzeczy i sprawy patrzeć pod
kątem wieczności, a więc we właściwej perspektywie: to, co najważniejsze, umieścić na pierwszym planie.
Skoro już wiesz, że to ja jestem autorem książki „Wejdź do radości”, powiem Ci bez ogródek, że ostatni
jej rozdział zawiera opis… mojej własnej śmierci! Szczegóły tego opisu nie są istotne – może to być nóż,
a może kula z pistoletu – ważne jest to, że krótki ból konającego, do tego złagodzony przez Anioła Stróża,
w jednym momencie zamienia się w Wieczną Radość! I do tej Radości drży już teraz moje serce, odliczam
miesiące, które mnie od niej dzielą. To, że umieściłem tę scenę w pobliżu końca świata, wcale nie znaczy,
że to jest jej właściwe miejsce. Wprawdzie będzie to wtedy czas męczenników (ostatnich, gdyż nikt już do
czyśćca nie pójdzie – nie będzie go, lecz wszyscy muszą oczyścić się na ziemi), jednak i teraz nadchodzą dni
męczeństwa wielu. Padną oni, jak wspomniałem, pod ciosami tych, którzy po „Ostrzeżeniu”, zamiast się
nawrócić, jeszcze mocniej przylgną do szatana i staną się jego sługami, a ich prześladowcami.
Jednak nawet i dla tych nieszczęsnych prześladowców będzie jeszcze ostatnia szansa. Otóż miłość ich
ofiar – ludzi przez nich prześladowanych – dzięki łasce Boga może stopić ich lód i zamienić w ogień. Mówią
święci, że nikt nie może otrzymać od Boga tak wielkiego naręcza łask, jak ofiara dla swojego prześladowcy,
jeśli tylko za niego prosi; jak Szczepan dla Szawła, uczestniczącego w zadawaniu mu śmierci. To dlatego
na samym wstępie do tego listu zamieściłem parafrazę słów Pana Jezusa: „Nikt nie ma większej miłości niż
ten, kto życie swoje oddaje za swoich przyjaciół” – za tych, którzy są nimi dzisiaj, ale i za tych, którzy będą
nimi w przyszłości, a dzisiaj są jeszcze wrogami!
O moi Przyjaciele-zabójcy, bliżsi mi z każdym krokiem, który prowadzi Was do mnie! Choć tego nie
wiecie, swoim czynem weźmiecie udział w przygotowaniu wszystkiego na moje największe święto – na
dzień mojego „wniebowzięcia”! To prawda, że od lat modliłem się za Was i teraz to czynię. Widziałem
Wasze twarze na swoim pogrzebie. Obiecuję Wam, że gdy opuścicie ziemię, razem z Waszymi Aniołami
Stróżami i innymi bliskimi z radością wyjdę Wam na spotkanie, poprowadzimy Was wspólnie do Bramy
Nieba!
Drogi Czytelniku, możesz stanąć wobec pytania: po czym mógłbym poznać, że ta właśnie łaska Boża
– łaska przeistoczenia się w „anioła krawędzi”, a może nawet męczeństwa za wiarę – może stać się moim
udziałem? Na to pytanie nie potrafię Ci odpowiedzieć, gdyż Bóg nie posługuje się jednym szablonem w
odniesieniu do wszystkich swoich dzieci. Jeśli zapytasz Go o to, z pewnością otrzymasz Jego wyraźną
odpowiedź, choć w swoim czasie. Ja otrzymałem ją wiele razy i na różne sposoby. Prosiłem nawet o jej
potwierdzenie przez „pieczęć Ducha Świętego – pieczęć tęsknoty”, i taką też otrzymałem. Muszę przyznać,
że powaliła mnie! To już nie było to młodzieńcze odpływanie w „różową dal”, choć i tamto było porywające,
lecz tak strasznie mocne pragnienie Nieba, że noc stała się dniem, a ziemskie życie – wprost niemożliwym!
Dobrze, że trwało to tak krótko, gdyż nie potrafiłbym z tym żyć, a więc i w tej chwili pisać! Rozumiem teraz
błaganie świętego Ignacego z Antiochii, wiezionego na śmierć do Rzymu (na arenie cyrkowej miał być zabity
przez dzikie zwierzęta), by nikt nie modlił się o jego ocalenie, gdyż dla niego „ocaleniem” była już tylko…
upragniona śmierć! „Pozwólcie mi żyć” – znaczyło dla niego: „Pozwólcie mi umrzeć”. Czyż zresztą
podobnych słów nie wyszeptał bł. Jan Paweł II w ostatnich ziemskich godzinach?
Jedną z najwyraźniejszych oznak takiego powołania może być przemożne pragnienie uratowania wielkiej
(jak największej!) liczby dusz od wiecznej śmierci. Nie wystarczy (w tym wypadku) chcieć tylko włączyć
się do szeregu dusz-ofiar, to znaczy tych, którzy po prostu siebie składają Bogu w ofierze (bez jakiegoś
ukierunkowania swojej ofiary), gdyż do takiej ofiary powinni dojrzeć absolutnie wszyscy ludzie! To właśnie
ona sprawia, że zaczynają oni uczestniczyć w kapłaństwie powszechnym, zobowiązani przykazaniem do
miłowania Boga ze wszystkich swoich sił i możliwości. Trzeba tu zaznaczyć, że wielu, niestety, wcale nie
dojrzewa na ziemi do takiego pełnego ofiarowania się Bogu z miłości; osiągają to dopiero wówczas, gdy
muszą rzucić się po sądzie w otchłań czyśćca. Tam jednak ich ofiara już nikomu, poza nimi samymi, raczej
pomóc nie może, a więc nie uczyni z nich apostołów, gdyż to jest możliwe tylko na ziemi. Tak, tylko i
wyłącznie tu i teraz można stać się apostołem Jezusa i przystąpić do połowu dusz… siecią własnej za nie
ofiary (choć nie jedyna to sieć). I powtarzam: jeśli ktoś rozpozna teraz w sobie nie tylko ogień miłowania
Boga w sposób ofiarny, ze wszystkich sił, ale także ogromne pragnienie przyprowadzenia do Niego wielu
za cenę własnej ofiary – może przypuszczać, że został zdobyty dla Bożej Sprawy. Najprawdopodobniej
będzie więc teraz prowadzony przez Ducha Świętego w kierunku najbardziej wzniosłej służby i
najwspanialszego ze wszystkich powołań.
– Czy co do samego siebie – jesteś tego pewien? – może ktoś zapytać… Ofiarowałem się Bogu w tej
intencji już dawno temu, może przed 35 laty, i odnoszę wrażenie, że moja ofiara została przyjęta. Nawet
nabieram pewności. Czekając na Swój Dzień, czuję się coraz bardziej wolny i szczęśliwy. Co zaś do sposobu,
w jaki moja dusza opuści ten świat – tak, jestem go pewien, choć szczegóły nie są tu istotne. Jeśli chodzi o
czas – nie mam tej pewności, i pewno nikt mieć jej nie będzie. Czyż nasz Pan nie porównał siebie do
złodzieja, który zaskakuje w nocy swoim przyjściem? Mimo jednak braku tej pewności, z wielką nadzieją
i radością odliczam już miesiące, które dzielą mnie od tego najwspanialszego i najbardziej uroczystego dnia
mojego ziemskiego życia!
Czy może być jednak tak, że kogoś ogarnie takie przemożne pragnienie i uzna w nim łaskę Bożą, jednak
ofiara jego nie zostanie przez Boga przyjęta, tzn. nie umrze śmiercią męczenników?
Pytanie zostało źle postawione: nie istnieje nawet najmniejszy okruszek miłości, który by nie był przez
Boga dostrzeżony, przyjęty i doceniony, gdyż… On patrzy w serce! Patrzy w nie zarówno tam, gdzie chodzi
o miłość, jak i o jej zaprzeczenie (np. „cudzołóstwo w sercu” pod wpływem pożądliwych spojrzeń,
napiętnowane przez Pana Jezusa). Istnieją dwa rodzaje męczeństwa: męczeństwo krwi i męczeństwo
pragnienia (inaczej: w pragnieniu). To drugie, najczęściej dłużej trwające, nawet całymi latami, może być
nie mniej zasługujące niż pierwsze! Jeśli ktoś spala się powoli jak świeca, dzień po dniu, a przy tym spala
się w ofierze za nawrócenie grzeszników, jak Bóg mógłby nie przyjąć jego ofiary?! Bardzo ceni ją sobie na
ziemi i sowicie wynagrodzi w wieczności – kto wie, czy nie postawi jej na równi z ofiarą znanych apostołów
i męczenników.
Tak więc dusze-ofiary, nie mające pewności, do którego z tych dwóch rodzajów męczeństwa zostały
powołane, niech mężnie i cierpliwie niosą swój codzienny krzyż, ale warunek: niech rozszerzą teraz swoje
serce na całe miliony zagrożonych dusz, a swoją „sieć rybacką” niech reperują, przeplatają i wiążą, aż będzie
się nadawała do wielkich połowów. Ta „sieć” to nadzieja. Właśnie od niej zależy obfitość połowu dusz, i
tylko ona daje się zanurzyć w Oceanie Bożego Miłosierdzia – tego Miłosierdzia, które chcemy wyjednać dla
grzeszników.
Od wielu Czytelników, powołanych do tego, by otrzymać wielką łaskę życia w „Nowym Świecie”, Bóg
oczekuje w tej chwili stawania się „aniołami krawędzi” przez wejście na drogę męczeństwa w pragnieniu.
Pewną pomocą w tym względzie może być moja książka „W Szkole Krzyża”, na końcu jej pierwszego tomu
zamieściłem nowennę przed dniem ofiarowania się Bogu za zbawienie bliźnich. Wykorzystały ją już przez
lata tysiące ludzi, a wielu z nich ponawia tę nowennę co roku, traktując ją jako przygotowanie się do
Wielkiego Piątku, kiedy to dusze-ofiary ponawiają swój akt oddania się Bogu. Kto się „przegryzie” przez
tę nowennę, złożoną z rozmyślania i modlitwy na każdy dzień, może mieć ułatwioną i decyzję, i drogę, jeśli
na nią wstąpi. Ja zaś obiecuję, że wszystkich kroczących tą drogą będę wspierać codziennym
błogosławieństwem o godzinie 15-tej, włączę także ich intencje w Mszę świętą za wszystkie dusze-ofiary
świata w Wielki Czwartek, a więc w ostatnim dniu nowenny, a w wigilię Wielkiego Piątku. W tym roku
nowenna przed Wielkim Piątkiem rozpoczyna się 28 marca.
Ziemscy „aniołowie krawędzi”, którzy z jakichś względów nie chcą lub boją się stanąć w pierwszym
szeregu dusz-ofiar, powinni znaleźć sobie miejsce… W DRUGIM SZEREGU! Mają oni pracować i
walczyć, i to teraz z największym poświęceniem, przynajmniej bronią modlitwy. Rodzaj tej modlitwy
wskazywało nam Niebo wiele razy: jest nią przede wszystkim Msza święta, adoracja Najświętszego
Sakramentu, Różaniec, Koronka do Miłosierdzia Bożego, zanurzanie grzeszników we Krwi Chrystusa. (Co
do naszego codziennego Różańca – to właśnie on, pozbierany z całego świata, ma stać się tym łańcuchem,
którym związany zostanie przez Anioła Apokalipsy szatan, by „nie zwodził narodów”). Jeśli nawet ktoś te
modlitwy praktykował, niech w tej chwili na nowo przemyśli, razem ze mną, ich cechy i zasięg. Proszę mi
jednak wybaczyć, że będzie to zaledwie kilka uwag, a mogłaby być cała książka!
Wielu skarżyło się na trudności w pełnym uczestnictwie we Mszy świętej. Udzielałem prostej rady: nie
traktuj jej jak swoich modlitw osobistych w domowym zaciszu i nie próbuj się „skupiać”, bo to jest trudne,
lecz wprost przeciwnie – „rozprosz się”, i to maksymalnie, na cały świat! Weź w swoje dłonie ludzi wokoło,
swoje środowisko, ojczyznę, całą kulę ziemską, i podnoś z ufnością, miłością, mocą ku Niebu, ku Ojcu przez
Chrystusa w Duchu Świętym. Gdy będziesz prosić za miliardy ludzi, wszystkim Bóg udzieli łaski w obfitości,
gdyż On nie jest ograniczony w swoich darach – nigdy Mu ich nie zabraknie, a każdego człowieka kocha całą
swoją miłością. To samo dotyczy innych modlitw, jeśli tylko wypływają z serca.
Nie za bardzo wierzmy w „automatyzm” modlitw, nieraz połączonych z kuszącymi obietnicami i ze
szczegółowym wyliczeniem „przydziału łask”, gdyż trzeba na to spojrzeć nieco inaczej. Skutek każdej
modlitwy zależy przede wszystkim od miłości, ufności, bezinteresowności, z jaką z serca wypływa, a
niekoniecznie od ilości, a nawet jakości słów. Dwie osoby mogą odmówić tę samą modlitwę, ale każda zrobi
to inaczej, w innym duchu, z innym zaangażowaniem, z różnym stopniem zanurzenia w łasce Bożej, więc
i jej skutki mogą być różne. Poza tym strzeżmy się modlitw, nie posiadających aprobaty władzy duchownej,
gdyż właśnie ta władza ma jakby „klucz” do skarbca Bożych łask, udzielanych Kościołowi. Nie dziwmy się
więc temu, że biskupi nie zgadzają się na drukowanie nowych modlitw bez ich aprobaty. Chodzi tu nie tylko
o uniknięcie błędów teologicznych i dziwolągów, lecz i o obfite czerpanie właśnie z tego skarbca.
Jest prawdą, że nasze modlitwy będą się nam nieraz wydawać nijakie, słabe, mało skuteczne, a i
piekielne duchy będą nam je zakłócać i zniechęcać nas do nich. Weźmy jednak pod uwagę, że o ile na prośby
o czyjeś zdrowie czy ziemską pomyślność Bóg może nie odpowiadać, bo niekoniecznie jest to dla nas
korzystne, to na modlitwę o czyjeś nawrócenie, uświęcenie, zbawienie – „musi” odpowiedzieć, i to zawsze
i bez wyjątku, choć w swoim czasie, a nie naszym! Ten „przymus” wynika z Jego nieskończonej miłości do
każdego Jego dziecka i na gorącym pragnieniu uczynienia go szczęśliwym. Pamiętajmy jednak o dwóch
ważnych rzeczach: że zbawienie jednych Bóg uzależnił od apostolstwa innych, by tym innym stworzyć pole
do zasług, jak też o tym, że udziela z obfitości swoich darów na miarę ufności w Nim pokładanej.
A teraz… najwyższy czas – godziny są policzone! – byśmy rzucili się z bronią modlitwy na ratunek już
nie tylko swoim znajomym, nie tylko swojej ojczyźnie (piszę to jako członek Krucjaty Różańcowej za
Ojczyznę, jednak z mocą powtarzam: nie tylko Ojczyźnie!), gdyż niedługo – jak gdzie indziej wspominam
– apokaliptyczny Anioł z Kadzielnicą zakończy swoją misję przed tronem Boga. Gdy już ostatnia modlitwa
z ziemi zostanie przyjęta, dym kadzidła przestanie się unosić, Bóg wyciągnie swą sprawiedliwą dłoń nad
ziemią. Gdy jeszcze na razie ten dym się unosi, gdy trwa okres Bożego Miłosierdzia, spieszmy się!
Poszerzmy swoje serce i nie bójmy się prosić o nawrócenie, zdobywać dla Boga bardzo wielu serc, jak ci z
„pierwszego szeregu”, którzy ofiarują się Bogu „za nawrócenie milionów”. I oby do tej „akcji ratunkowej”
przystąpili teraz wszyscy! Jak jednak do nich dotrzeć w obecnej sytuacji? Kto tylko może, niech werbuje
ochotników do naszej armii, wskazuje lekturę, podsuwa argumenty, przyświeca własnym przykładem.
Jeśli, Drogi Czytelniku, zaczynasz myśleć o włączeniu się do tego „drugiego szeregu”, trzeba, byś nabrał
zapału i ducha ofiarności. Zanurz więc swoje serce… może najpierw w „lodzie”, a potem w „ogniu”:
przeczytaj opis jakiegoś doświadczenia piekła (np. św. Faustyny, św. Jana Bosko, Łucji z Fatimy, Józefy
Menendez, siostry M. z W.), a potem Nieba (również św. Jana Bosko – jego spotkanie ze św. Dominikiem
Savio, a może pilota Dale Blacka z książki „Lot do Nieba” czy Don Pipera z „90 minut w Niebie”, obie
wydawn. Polwen). Po takiej „duchowej kąpieli” jaśniej sobie uświadomisz niezastąpione zadanie
„ziemskiego anioła krawędzi” wobec zbliżających się do skraju wiecznej przepaści tych, których powołaniem
jest wzlecieć ku Wiecznemu Szczęściu. Wtedy z ogromną ufnością w Boże miłosierdzie natychmiast zajmij
swoje miejsce przy tej „krawędzi” i działaj, dopóki to możliwe! Owoce poznasz w przyszłości, a teraz… być
może doznasz wielu przeszkód i zniechęcenia, lecz one mogą być tylko potwierdzeniem ważności Twojej
misji. Im bardziej piekło dostanie po głowie (i będzie tracić swoje ofiary), tym bardziej będzie się wściekać
(może uderzając w Ciebie?), a Ty – tym bardziej masz się cieszyć!
Niech na mocarnego Anioła Krawędzi wejrzy teraz Miłosierny Bóg i tysiąckrotnie, w obliczu
nadchodzącego „Ostrzeżenia”, pomnoży jego siły. Niech też – przez przemożne orędownictwo Maryi, Matki
Miłosierdzia – błogosławi wszystkie swoje „ziemskie anioły krawędzi” na walkę o dusze, a ich „sieci na
połów” powiększy i wzmocni: Bóg Ojciec i Syn i Duch Święty.
Matko Najświętsza, wkrótce obeschną Twoje krwawe łzy, bo bliski już jest Tryumf Twego
Niepokalanego Serca, o który wspólnie walczymy

Adam Skwarczyński

Opublikowany w Alert, Apokalipsa, Ciekawe, Cuda, Kościół, Objawienia, Ostrzeżenie - Pilne orędzia 2010-2011, Prośba o modlitwę, Prześladowanie Chrześcijan, Szatan, Warto wiedzieć, Z Aniołem do Nowego Świata | Otagowane: , | Komentarzy: 161 »

Spotkanie z egzorcystą- ks. Piotr Glas

Posted by Dzieckonmp w dniu 07/03/2012

Konferencja ks. Piotra Glasa, egzorcysty pracującego w Anglii, o pracy księży egzorcystów i o egzorcyzmach, o wpływie szatana na współczesny świat i ludzi. Rejestracja video: 29 lipca 2011 rok, rekolekcje Ruchu Czystych Serc, Gródek nad Dunajcem. Realizacja: ks. Sławomir Kostrzewa www.rcs.org.e.org.plpl www.milujciesi

 

Opublikowany w Film, Kościół, Szatan, Warto wiedzieć | Otagowane: , | Komentarzy: 80 »

Komorowski a Synowie Przymierza B’nai B’rith w Polsce

Posted by Dzieckonmp w dniu 18/02/2012

Może część osób zrozumie dlaczego taka walka z TV Trwam, dlaczego taka walka z Jarosławem Kaczyńskim, z Kościołem. Dlaczego podział na kościół Łagiewnicki popierający PO oraz Kościół Toruński. Na jakim tle istnieje podział Polaków popierających PIS Radio Maryja i popierających PO i część pewnych biskupów. Może niektórzy zrozumieją skąd się bierze u nas walka z rządem i działaniem  PO . Pytań natomiast pozostanie mnóstwo. Dlaczego niektóre osoby Kościoła są zaślepieni i współpracują z tymi lożami , z tymi politykami PO? Ktoś musi narodowi o tym mówić. Rozumiem że księżom na kazaniach jest trudno bo posłuszeństwo , ale ludzie świeccy sa od tego aby dochodzić do prawdy i pokazywać tą prawdę innym.  Dlatego my to będziemy robili. Mimo że zaczynają prześladować , ostatnio dostałem pismo że mi zlicytują własnościowe mieszkanie jeśli się nie poprawię. I to nie chodzi o zadłużenie tylko wiszący szyld na balkonie. Taką wszechmoc ma władza PO.

Tydzień przed Wielkanocą 2010 odbyła się manifestacja przeciwko budowie na warszawskiej Ochocie meczetu. To pierwsza tak głośna akcja dotycząca problemu, który w zachodniej Europie od dawna rozbudza emocje. Ale zwolennicy powstania muzułmańskiej świątyni w stolicy Polski nieoczekiwanie znaleźli wsparcie w pewnej organizacji, o której istnieniu większość Polaków nie ma pojęcia, choć skupia znaczące postaci życia publicznego.

Otóż zaraz po manifestacji ukazało się oświadczenie B’nai B’rith Polin, przedstawiającego się jako “stowarzyszenie polskich Żydów”. W oświadczeniu czytamy, że “protest przeciwko budowie meczetu w Warszawie jest niezrozumiały i niczym niewytłumaczalny. Rozbudzanie nastrojów antyarabskich w niczym nie różni się od podsycania antysemityzmu. (…) Ten obecny protest nielicznych - na szczęście - warszawiaków jest jak przeniesiony z czasów nawoływań do pogromów antyżydowskich przed stu laty w carskiej Rosji czy czasów tworzenia imperium Hitlera w III Rzeszy”. Na koniec B’nai B’rith Polin wzywa protestujących, by “przestali kalać dobre imię Polaków i Polski, kraju szczycącego się tysiącletnią tradycją tolerancji”.

Oświadczenie opublikował w całości stołeczny dodatek “Gazety Wyborczej”, nie informując jednak czytelników, czym jest owo stowarzyszenie. Tymczasem założone w 1846 r. w Nowym Jorku B’nai B’rith (po hebrajsku: Synowie Przymierza) to najstarsza i bodaj najbardziej wpływowa żydowska organizacja na świecie. Oficjalnie przedstawia się jako ruch filantropijny i oświatowy, w dodatku neutralny w kwestiach religijnych i politycznych - ale to samo zawsze mówiła o sobie europejska masoneria, co nie przeszkadzało jej w odgrywaniu istotnej roli politycznej i w walce z Kościołem katolickim. To porównanie nie jest zresztą przypadkowe, gdyż B’nai B’rith zorganizowana jest właśnie tak jak masoneria - jej członkowie skupiają się w lożach. Członków jest ok. pół miliona w 58 krajach.

Spotkanie w ambasadzie

Polski oddział tej organizacji - B’nai B’rith Polin - istnieje niespełna 3 lata, choć tradycje ma znacznie starsze. Pierwsze loże na ziemiach polskich powstały pod koniec XIX w., a w II RP istniało aż 10 lóż. Końcem ich działalności był listopad 1938 r., kiedy to prezydent Ignacy Mościcki wydał dekret o rozwiązaniu organizacji masońskich, do których została zaliczona także B’nai B’rith.

Istniejąca obecnie B’B'nai B’rith Polin powstała we wrześniu 2007 r. Nie pisały o tym gazety, nie informowała telewizja, ale wzmiankę na ten temat można znaleźć na stronie internetowej Ambasady USA w Polsce. Warto zacytować ją w całości, bo jest bardzo wymowna: “9 września przy okazji otwarcia nowej loży B’nai B’rith w Warszawie ambasador Victor Ashe spotkał się z działaczami tej organizacji - prezesem Moishem Smithem i wiceprezesem Danem Mariaschinem. Omówiono m.in. sprawę ustawodawstwa dotyczącego zwrotu mienia oraz kwestie związane z Radiem Maryja i Telewizją Trwam. Otwarcie warszawskiej loży B’nai B’rith oznacza odrodzenie się tej organizacji żydowskiej w Polsce po niemal 70 latach nieobecności”.

Pierwszym prezydentem polskiego oddziału B’nai B’rith został prof. Andrzej Friedman, lekarz-neurolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i Wojewódzkiego Szpitala Bródnowskiego, a przy tym syn Michała Friedmana, dawnego politruka LWP i szefa Wydawnictwa MON, który po usunięciu z wojska (w stopniu pułkownika) i z partii w 1968 r. został czołowym tłumaczem literatury hebrajskiej i jidysz.

Ulubiony dziennikarz marszałka

Znacznie ciekawsza jest jednak postać obecnego prezydenta B’nai B’rith Polin, który podpisał wspomniane oświadczenie w sprawie meczetu, ale także wcześniejsze, ze stycznia br., w którym ostro skrytykowano biskupa Tadeusza Pieronka za głośny wywiad dotyczący holokaustu. Otóż od lutego 2009 r. prezydentem B’nai B’rith Polin jest znany dziennikarz i bliski współpracownik Bronisława Komorowskiego  - Jarosław J. Szczepański. Od połowy lat 70. pracował w “Expressie Wieczornym”, gdzie zajmował się tematyką gospodarczą, zwłaszcza górnictwem. W 1981 r. był szefem działu informacyjnego “Tygodnika Solidarność”, później współpracował z podziemnymi strukturami związku na Śląsku, dzięki czemu w 1989 r. znalazł się przy “okrągłym stole” jako sekretarz strony “solidarnościowej” w podzespole górniczym. Niedługo potem wrócił do “Tygodnika Solidarność” - już jako sekretarz redakcji - ale nie na długo, bo ostentacyjnie odszedł  stamtąd, gdy kierownictwo gazety objął Jarosław Kaczyński. Od początku lat 90. związany był z Telewizją Polską, a w latach 1997-2000 przebywał w USA, gdzie jego żona, również znana dziennikarka Dorota Warakomska, była korespondentką TVP. Po powrocie do kraju Szczepański został wiceszefem Telewizyjnej Agencji Informacyjnej i choć w 2002 r. stracił posadę na Woronicza, to wrócił tam już po dwóch latach - tym razem jako rzecznik prasowy nowego prezesa Jana Dworaka, starego znajomego jeszcze z początku lat 80. (Dworak był wówczas sekretarzem redakcji “Tygodnika Solidarność”, którą kierował Tadeusz Mazowiecki).

Gdy Dworaka w TVP zastąpił Bronisław Wildstein, Szczepański ostatecznie odszedł z telewizji. Niedługo potem, na początku 2007 r., jego nazwisko znalazło się w raporcie z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych - jako niejawnego współpracownika WSI. Podczas pracy w TAI miał on informować WSI o “planach w zakresie zmian personalnych co do zagranicznych korespondentów TVP”, a po opuszczeniu telewizji “oferował WSI gotowość infiltracji “Rzeczpospolitej” lub “Wprost” bądź “innej związanej z jego profesją instytucji”". On sam stanowczo zaprzeczył tym informacjom, wytoczył proces sądowy Ministerstwu Obrony Narodowej (sprawa jeszcze się nie skończyła), opublikował też list otwarty do prezydenta Kaczyńskiego. Do dziś twierdzi, że jego współpraca z WSI polegała tylko na tym, że w 2002 r. na prośbę znajomego oficera z ataszatu wojskowego w Waszyngtonie przywiózł z Rosji zakupiony w księgarni komplet map jeziora Bajkał i okolic, gdzie przebywał na urlopie.

Kilka tygodni po publikacji raportu ówczesny wicemarszałek Sejmu Bronisław Komorowski zatrudnił Szczepańskiego jako swojego doradcę medialnego. Polityk PO mówił wówczas: “z Jarosławem Szczepańskim znam się od stu lat”, przekonywał: “mamy do siebie zaufanie, poza tym ma świetną opinię”, trudno jednak nie dostrzec w tym geście wyraźnej deklaracji politycznej: oto jedyny polityk Platformy, który od początku konsekwentnie sprzeciwiał się likwidacji WSI, zatrudnił dziennikarza oskarżonego o współpracę z tymi służbami. Co więcej, gdy jesienią 2007 r. Komorowski został marszałkiem, od razu powołał Szczepańskiego na stanowisko szefa Biura Prasowego Kancelarii Sejmu. Nie pełnił tej funkcji długo, bo zaledwie pół roku, ale nawet w tak krótkim czasie “zasłynął” odebraniem stałych przepustek dla dziennikarzy niektórych mediów, w tym “Naszej Polski”, “Naszego Dziennika”, “Tygodnika Solidarność”, telewizji Trwam.

Profesor od ateizmu

Od początku funkcjonowania B’nai B’rith Polin jej wiceprezydentem jest prof. Jan Woleński (właściwie Hertrich-Woleński), filozof i logik z UJ, w latach 1965-1981 członek PZPR, później związany z “Solidarnością”. W czasach głębokiego PRL działał w urzędowym, antykatolickim Stowarzyszeniu Ateistów i Wolnomyślicieli, dziś zasiada w Komitecie Honorowym Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów - organizacji o podobnym charakterze, która od kilku lat propaguje m.in. “śluby humanistyczne”, czyli ateistyczne parodie religijnych ceremonii ślubnych (także jednopłciowych). W maju 2007 r. prof. Woleński był jednym z założycieli krakowskiego Ruchu na rzecz Demokracji, zainicjowanego przez Kwaśniewskiego, Wałęsę i Olechowskiego przeciwko rządom PiS. Dał się poznać również jako zagorzały przeciwnik lustracji - napisał nawet na ten temat książkę pt. “Lustracja jako zwierciadło”.

Tropiciel antysemitów

W zarządzie B’nai B’rith Polin znajdziemy także inną charakterystyczną postać elity III RP. Sergiusz Kowalski - bo o nim mowa - to jeden z najostrzejszych publicystów z kręgu “Gazety Wyborczej”, bez wahania i bez umiaru zarzucający przeciwnikom politycznym antysemityzm i ksenofobię, nazywający ich “czarną sotnią”, “ciemnogrodem” itp. W 2003 r. Kowalski wraz z pisarką Magdaleną Tulli opublikował książkę pt. “Zamiast procesu. Raport o mowie nienawiści”, zawierający liczne cytaty z prasy prawicowej (w tym z “Naszej Polski”), w których autorzy doszukali się antysemityzmu. Wśród “oskarżonych” przez parę Kowalski-Tulli znaleźli się liczni kapłani katoliccy z Prymasem Glempem na czele, arcybiskupami Michalikiem i Majdańskim, biskupami Lepą i Stefankiem. Taka “bezkompromisowość” Sergiusza Kowalskiego, rzadka nawet na tle środowiska “GW”, do złudzenia przypomina postawę jego dziadka, Władysława Kowalskiego ps. “Grzech”, członka władz Komunistycznej Partii Polski, szybko jednak usuniętego i potępionego przez Komintern za ultralewicowe sekciarstwo.

Ludzie z cienia

W obecnym zarządzie B’nai B’rith Polin znajdziemy też dwie inne, mniej znane, ale jakże charakterystyczne osoby. Funkcję skarbnika pełni Agnieszka Milbrandt, dyrektor Społecznej Szkoły Podstawowej nr 30 i Społecznego Gimnazjum nr 5 w Warszawie, a równocześnie skarbnik Towarzystwa Oświaty Niepublicznej, skupiającego dyrektorów prywatnych szkół z całej Polski. Natomiast sekretarzem zarządu B?nai B?rith Polin jest dr Jonathan Britmann, psycholog pracujący w Szpitalu Psychiatrycznym w Tworkach i wykładający na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, pochodzący zaś z Izraela, gdzie był funkcjonariuszem służb specjalnych. Korzystając ze swoich doświadczeń, Britmann założył w Polsce Izraelską Akademię Treningu Walki “Sayeret” zajmującą się doradztwem i szkoleniem w zakresie bezpieczeństwa i ochrony firm. Ten wszechstronny Izraelczyk jest także redaktorem naczelnym magazynu internetowego “Forum Żydów Polskich”.

Warto też wymienić kilka nazwisk spośród tych założycieli polskiej loży B’nai B’rith, którzy nie występują oficjalnie jako członkowie jej władz. Mamy tu więc np. byłych posłów Jana Lityńskiego (z Unii Wolności) i prof. Pawła Śpiewaka (z PO), byłego wiceministra spraw zagranicznych, obecnie ambasadora w Hiszpanii Ryszarda Schnepfa, dyrektora tworzonego Muzeum Historii Żydów Polskich Jerzego Halbersztadta, a nawet Romualda Jakuba Wekslera-Waszkinela, katolickiego księdza i wykładowcę KUL, który swego czasu ?odkrył? swoje żydowskie pochodzenie i od tej pory jest ulubieńcem arcybiskupa Życińskiego.

http://www.bibula.com/?p=20601

Opublikowany w Polityka, Prześladowanie Chrześcijan, Szatan, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , | Komentarzy: 86 »

Iluminati – III wojna światowa

Posted by Dzieckonmp w dniu 18/02/2012

Iluminat 33 stopnia , rycerz ku klux klanu, satanista, Wielki Mistrz lucyfera – Albert Pike w 1871 roku ułożył program 3 wojen światowych.

I WOJNA

„Pierwsza Wojna Światowa musi mieć miejsce, aby pozwolić Illuminatis powalić potęgę carów w Rosji i stworzyć z tego państwa fortecę ateistycznego Komunizmu. Rozbieżności utworzone pomiędzy Brytyjskim i Germańskim imperium przez agentów
Illuminatis będą użyte do rozpętania tej wojny.
Pod koniec tej wojny zostanie zbudowany komunizm, aby zniszczyć inne rządy i osłabić ich religię.”

II WOJNA

„Druga Wojna Światowa musi być podżegana poprzez wykorzystanie różnic między Faszystami i politycznymi Syjonistami. Wojna ta musi być tak zaaranżowana, aby Nazizm został zniszczony a polityczny Syjonizm pozostał wystarczająco silny, żeby utworzyć suwerenne państwo Izrael na ziemi palestyńskiej. Podczas Drugiej Wojny Światowej, międzynarodowy Komunizm musi nabrać wystarczających sił, aby zrównoważyć moc Chrześcijaństwa, które w ten sposób będzie pohamowane i pozostanie pod ścisła kontrolą aż do czasów, w których będziemy go potrzebowali do ostatecznego społecznego kataklizmu”
(Czytelnicy kwestionujący to, że terminy Nazizm i Syjonizm nie były znane w 1871 r. powinni wiedzieć, że obie te nazwy zostały „wymyślone” przez Illuminatis przed rokiem 1871. Słowo Komunizm natomiast powstało we Francji na cztery lata przed
wybuchem Rewolucji a stworzył je Nicolas Edme Restif de La Bretonne.

III WOJNA

„Trzecia Wojna Światowa musi mieć miejsce na bazie różnic, podsycanych przez agentów Illuminatis, pomiędzy Syjonistami i Światem Muzułmańskim.
Wojna musi być tak zorganizowana, aby Syjoniści i Muzułmanie wyniszczyli się nawzajem. Podczas gdy inne narody, zostaną jeszcze raz podzielone tym tematem i będą zmuszone do walki aż do całkowitego fizycznego, moralnego, duchowego i ekonomicznego wyczerpania. My wtedy powinniśmy uwolnić nihilistów i ateistów i powinniśmy sprowokować przerażający socjalny kataklizm, który w całym swoim terrorze jasno ukaże narodom efekt absolutnego ateizmu, źródła bestialstwa i najbardziej krwawych zamieszek.
Wówczas wszędzie, obywatele, zmuszeni do samoobrony przed światową mniejszością rewolucjonistów, wyniszczą tych niszczycieli cywilizacji a masy
rozczarowane Chrześcijaństwem, których deistyczny duch, od tego momentu, pozostanie bez kompasu i jakiegokolwiek kierunku, pragnące ideału, lecz niewiedzące gdzie złożyć swoją adorację, otrzymają prawdziwe światło uniwersalnej Manifestacji
doktryny Lucyfera, ostatecznie wystawionej na publiczny widok. Ta manifestacja będzie wynikiem generalnego reakcyjnego ruchu, który nastąpi po
zniszczeniu Chrześcijaństwa i ateizmu, obydwu zwyciężonych i wyniszczonych w tym samym czasie.”

Tutaj warto kilknąć i poczytać na naszym blogu to co wcześniej pisaliśmy o Iluminatach.

Opublikowany w Alert, Apokalipsa, Polityka, Religia, Szatan, Warto wiedzieć | Otagowane: , , | Komentarzy: 15 »

Przestancie się bać

Posted by Dzieckonmp w dniu 29/01/2012

Mimo że wielu mnie prosiło żeby nie robić wpisów o ks.Piotrze  , wstawiam ten filmik z ogłoszeniami gdyż w ogłoszeniach tych jest zawarta prawda w jakiej sytuacji znajduje się Polska. Nie wolno mi ukrywać tej prawdy z którą się całkowicie zgadzam. Ktoś musi w końcu uświadamiać Polaków w jakiej sytuacji się znajdujemy.

Proszę oglądnąć te ogłoszenia które były zaraz po modlitwie uwolnienia , podczas której szatan został zmuszony do wyjścia z młodego 19 -letniego chłopaka.

Kliknij i oglądaj

Opublikowany w ks.Piotr Natanek, Szatan | Otagowane: , | Komentarzy: 179 »

Psi ministranci czy psia religia? Boże miłosierny, co to za diabeł?

Posted by Dzieckonmp w dniu 24/01/2012

kolejne anomalia w kościele (z małej litery) a potem się dziwią, że ludzie mają dość

Nowy, ekstrawagancki sposób bezczeszczenia „mszy” wprowadzono do postępowego neo-
„kościoła” (należy otwarcie napisać, że do diabelskiej sekty żydomasońskiej pod wodzą
różnych piekielników- tłum.) a mianowicie „psy ołtarzowe”. Eksperyment przeprowadza się
obecnie w kościele Our Lady of Guadalupe (p.w. Naszej Pani z Guadalupe) w mieście
Mission w stanie Teras (USA). Wprowadzono go także w „kościele” Our Lady of the Holy
Cross (p.w. Naszej Pani od Krzyża Świętego) w mieście Baden w stanie Missouri (USA).
W mieście Mission osobą odpowiedzialną za ten nowy skandal jest „ksiądz” Ray Snipers. Ze
swoich 13 psów wybiera sobie 4 lub 5, do towarzystwa w czasie odprawianej przez siebie
„mszy”, „spowiedzi” i innych obowiązków „kapłańskich”. Ubiera te psy w rodzaj „ornatów”
by podkreślić, że uważa je za rodzaj „akolitów”. W mieście Baden znowu odpowiedzialnym
jest „ksiądz” Donald Buhr, któremu towarzyszy jeden jego pies podczas odprawiania „mszy”
i wysłuchiwania „spowiedzi”. Na lewym zdjęciu powyżej widać „księdza” Snipers’a
udzielającego „komunii” a po prawej stronie widzimy go wygłaszającego swoją „homilię”
podczas „mszy” noworocznej z psem (ministrant?) u boku.
Poniżej w pierwszym rzędzie okadza on „ołtarz” z kilkoma psami leżącymi u jego stóp.

Na najniższej fotografii widać „księdza” Snipers’a odchodzącego od „ołtarza” po „mszy”
niedzielnej i w towarzystwie, zamiast tradycyjnie z ministrantami, kilku psów. Można by
oczekiwać, że uczestnicy złożą zaprotestują przeciwko wałęsającym się psom wokół
„ołtarza”, krzesła celebransa i w innych miejscach prezbiterium. „Pomiędzy wszystkimi
Świętymi Tajemnicami przekazanymi nam przez Naszego Pana i Zbawiciela jako pewnymi
narzędziami łaski Bożej, nie ma żadnego, który byłby porównywalny ze Świętą Eucharystią.
Tak więc również żadna zbrodnia nie jest większa a kara cięższa , której trzeba się ze strony
Boga obawiać niż brak oddania i czci w praktykowaniu tego Misterium, które przepełnione
jest świętością albo inaczej, która zawiera w sobie samego Autora i Źródło Świętości” Są to
słowa z Katechizmu Trydenckiego, przestrzegającego nas przed brakiem czci Mszy Świętej i
Świętej Eucharystii. Można się zastanawiać jak trafnie te słowa stosują się do kapłanów,
którzy przekształcają „mszę” w cyrk jak i do poszczególnych neo-„biskupów”, którzy tego
nie zabraniają robić (a „biskupi” Rzymu zabraniają?- tłum.). W przypadku „księdza”
Snipers’a mówimy o neo-„biskupie” Brownsville, Danielu Flores’ie natomiast w przypadku
„księdza” Donalda Buhr’a odpowiedzialnym jest neo-„arcybiskup” St. Louis, Robert Carlton.
Komentarz: GREGORIUS pragnie czytelnikom zwrócić także uwagę, że ten psi „ksiądz”
powiesił sobie na szyi szaliko-stułę w barwach gejowskiej tęczy co prowadzi do dość
uzasadnionych podejrzeń o nieodpowiednie traktowanie przez „księdza” swoich psich braci.

Źródło: http://www.traditioninaction.org/RevolutionPhotos/A453-Dogs.htm

Tłum. GREGORIUS

Opublikowany w Alert, Kościół, Szatan | Otagowane: | Komentarzy: 35 »

Trzeba być głuchym, żeby nie słyszeć bębnów wojny

Posted by Dzieckonmp w dniu 18/01/2012

Nowy Jork – USA. Znamienne wyznanie Henry’ego Kissinger’a, byłego, za prezydentury Nixona, Sekretarza Stanu USA, pokazuje dokładnie to, co się obecnie dzieje w świecie a zwłaszcza na Bliskim Wschodzie.

Wypowiedzi swojej w swoim luksusowym domu na Manhattanie udzielił najstarszy działacz państwowy (w maju tego roku ukończy 89 lat), patrząc daleko w przyszłość i analizując bieżącą sytuację na świecie na forum geopolityki i gospodarki.

Stany Zjednoczone minimalizują Chiny i Rosję a ostatnim gwoździem do ich trumny będzie Iran, który oczywiście, stanowi główny cel Izraela. Pozwoliliśmy Chinom zwiększyć ich potęgę militarną, daliśmy Rosji czas, żeby rozprawiła się z sowietyzacją, daliśmy im fałszywe poczucie wyższości, ale to wszystko razem szybciej ich doprowadzi do zguby. My tak jak wyśmienity strzelec, nie musimy wybierać broni, tak jak czynią to nowicjusze i kiedy oni podejmą próbę, to my zrobimy „pif-paf”. Nadchodząca wojna będzie na tyle poważna, że tylko jedno supermocarstwo będzie mogło wygrać i to będziemy oczywiście my. Tak więc wiadomo, dlaczego Unia Europejska tak bardzo się spieszyła żeby stworzyć swoje supermocarstwo – oni wiedzą co nadchodzi, a żeby przetrwać, Europa będzie musiała być zwartą całością zjednoczonego państwa. Ta niezwłoczność podpowiada mi, że oni dobrze wiedzą, czego można od nas oczekiwać. Och, jak bardzo marzyłem o tej wspaniałej chwili.

 

Kontrolując ropę naftową – kontroluje się narody, kontrolując żywność – kontroluje się ludy.

 

Pan Kissinger dodał następnie: „Jeśli jesteś zwykłym człowiekiem to możesz przygotować się do wojny, wyjechać na wieś, ale powinieneś wziąć ze sobą broń, ponieważ wszędzie będą wędrować hordy głodujących. I chociaż elita będzie mieć własne schrony i bunkry dla specjalistów to oni podczas wojny powinni być tak samo ostrożni co zwykli obywatele, ponieważ ich miejsca schronienia również będą zagrożone”.

Po kilku minutach milczenia żeby zebrać myśli, pan Kissinger kontynuował:

Mówiliśmy naszym wojskowym, że będziemy musieli zająć dla siebie siedem krajów Bliskiego Wschodu ze względu na ich zasoby bogactw naturalnych, i nasi wojskowi praktycznie wykonali to zadanie. Sam Pan wie,jaką mam opinię o naszych wojskowych, ale powinienem powiedzieć, że tym razem rozkazy wypełniali aż nazbyt gorliwie. To jest zaledwie ostatni krok, ponieważ Iran naprawdę zakłóca równowagę. Jak długo jeszcze Chiny i Rosja będą stać i patrzeć jak Ameryka je wypiera? Wielki rosyjski niedźwiedź i chiński smok będą zmuszone wybudzić się ze snu a w tym czasie Izrael będzie musiał walczyć ze wszystkich sił, aby zabić jak najwięcej Arabów, tylu ilu tylko będzie mógł. Mam nadzieję, że jeśli wszystko pójdzie dobrze to połowa Bliskiego Wschodu będzie należała do Izraela. Nasza młodzież szkoliła się przez ostatnią dekadę czy coś koło tego, w grach komputerowych i to bardzo interesujące obserwować jak w nowe gry takie jak „Call of Duty” i „Warfare 3”,  odzwierciedlają dokładnie to co nadchodzi w najbliższej przyszłości z jej inteligentnym programowaniem.

Nasza młodzież w USA i na Zachodzie jest gotowa, ponieważ została ona zaprogramowana tak, żeby być dobrymi żołnierzami, takim mięsem armatnim, a kiedy dostaną rozkaz wyjścia na ulice i walki z tymi obłąkanymi Chińczykami i Rosjanam,i to będą wykonywać rozkazy.

Z popiołów będziemy budować nowy świat a w nim będzie tylko jedno supermocarstwo i to będzie globalny rząd, który zawsze wygrywa. Niech Pan nie zapomina, że Stany Zjednoczone mają najlepszą broń, której nie ma żaden inny naród i my pokażemy światu tę, broń kiedy nadejdzie odpowiedni czas.”

Po zakończeniu wywiadu nasz reporter został wyprowadzony z pokoju przez ochroniarza Kissingera.

 

Oryginał artykułu:Daily Squib

Od administratorów strony: Jak wyjaśniono później, artykuł jest parodią polityczną, ale ponieważ kwestie, poruszone w nim, są dalekie od dziedziny humoru i całkowicie odpowiadają oświadczeniom byłych Sekretarzy Stanu USA – Kissinger i Brzezińskiego, artykuł postanowiliśmy zostawić na stronie, dokonując odpowiedniej adnotacji.

Źródło: http://www.rusinform.ru/index.php?newsid=30

Na tej stronie  http://www.dailysquib.co.uk/index.php?news=3089 tego dopisku nie ma.

 

Opublikowany w Apokalipsa, Polityka, Szatan, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , , , , , | Komentarzy: 76 »

Zaczyna się robic ciekawie.

Posted by Dzieckonmp w dniu 21/12/2011

Na początek apel naszej stałej czytelniczki. Wiem że nasi czytelnicy w krótkim okresie czasu pomogli wielu osobom a sami nie mają zbyt dużo . Ale być może znajdą się trochę bogatsi czytelnicy i przeznaczą coś ze swego aby sprawić by doszło do operacji gdyż niby służba zdrowia jest bezpłatna ale jak stoisz pod ścianą to płacz i płać.

Oto treść maila od Małgosi

wczoraj dostałam email od Doroty Drążkiewicz kierowniczki grupy Miłosierdzia Bożego od księdza Daniela z Czatachowej (należę do nich tak na odległość) z prośbą o pomoc finansowa dla jednego z członków tej grupy, chory na nowotwór złośliwy. Potrzebna jest operacja, potrzebują 6000 zł, zbierają i proszą o datki, Ja wyślę 1500 ale potrzebna jest reszta. Czy myśli pan ze nasi blogowicze mogliby wspomóc osobę od księdza Daniela, i czy byli by w stanie otworzyć serca i portfele jeszcze przed świętami? Na wszelki wypadek gdyby się Pan zgodził zamieścić ten apel podaje e-mail Doroty  dorotea328@wp.pl  i proszę o kontakt z nią.
Serdecznie dziękuje za wszystko

Wiem że idą święta i należałoby we wpisach podawać wiadomości budujące, ale gdy wokoło cicho, a na naszych oczach dzieją się bardzo ważne rzeczy które sprawiają że dyktaturę będziemy już mieli zbudowaną . Nie moja wina że takie rzeczy się dzieją , a ja zmuszony jestem to wam podać do wiadomości.

EU ZACZYNA DYKTATURĘ POD PRZYKRYWKĄ
NOWEGO CIAŁA – ESM,
czyli mechanizmu EUROPEJSKIEJ FINANSOWEJ STABILIZACJI
Przy użyciu narzędzia „finansowej stabilizacji” jako usprawiedliwienia, EU cichcem chce narzucić państwom eurozony mechanizm stałego dofinansowywania olbrzymich kwot. Najdalej do lipca 2012, kiedy to 90 % państw eurozony ratyfikuje podtykany im „traktat zadłużenia” planowane jest stworzenie kolejnego, niewybieralnego i nie podlegającego kontroli ciała zwanego ESM, czyli European Stability Mechanism, czyli jednym słowem – stworzenie dyktatury tejże instytucji nad eurozoną.Założycielski kapitał tego nowego ciała, na które państwa eurozony mają się bezzwrotnie zrzucić ma wynosićod 700 miliardów euro – do 1 tryliona euro. Jeden trylion to 1 + osiemnaście zer. Ale kwota ta w każdej chwili może zostać powiększona przez zarząd ESM – ciała, które będzie kompletnie poza i ponad prawami i rządami państw tworzących EU.„Członkowie ESM nieodwołalnie i bezwarunkowo zobowiązują się do wniesienia zaaprobowanej składki” – tak brzmi szkic traktatu.- „Będą punktualnie wpłacać przewidziane kwoty, zgodnie z zasadami ustalonymi w Traktacie.”Gdyby wstępny trylion euro okazał się niewystarczający – a biorąc pod uwagę zadłużone rządy Włoch, Hiszpanii, Portugalii, Grecji, Irlandii i innych krajów – z całą pewnością okaże się on niewystarczający – zarząd ESM po prostu zażąda więcej. A państwa bez szemrania muszą zażądane kwoty wpłacić i to w ciągu 7 dni.

Nowe ciało EU będzie miało nie tylko prawo do pobierania dowolnych składek od członków eurozony. Będzie miało również prawo do sprzedawania długów.
„ESM będzie uprawnione do zdobywania funduszy poprzez wydawanie papierów dłużnych” .
Tak więc, jeśli rządy danych państw zbankrutują, ESM może wydrukować na ich nazwisko papier dłużny.

ESM ma przejąć władzę w lipcu 2012, jak tylko 90% państw członkowskich ratyfikuje „traktat dłużny”. Zastąpi tym samym takie „tymczasowe” ciała jak European Financial Stability Facility oraz European Financial Stabilization Mechanism. Oba te ciała przedstawiano przez lata jako „tymczasowe” i istniejące tylko celem ułatwienia finansowania podczas kryzysu. A teraz wygląda na to, że jednak wprowadzi się je na stałe.

ESM ma mieć kwaterę główną w Luksemburgu, zaś zarządzana będzie przez niewybieralną i nikomu się nie tłumaczącą ze swych decyzji radę „szefów”. I co ciekawe, majątek, fundusze czy masa upadłościowa ESM „będzie nietykalna wobec wszelkich form śledztwa, rekwizycji, konfiskaty, wywłaszczenia, czy jakiejkolwiek innej formie przejęcia, zajęcia majątku z powodu zadłużenia, czy zaboru mienia poprzez działania ciał wykonawczych, sądowniczych, administracyjnych czy legislacyjnych.” I to bez względu na to, gdzie się będą znajdować, czy w czyich rękach.
articles 27 and 30: The property, funding and assets of the ESM shall, wherever located and by whomsoever held, be immune from search, requisition, confiscation, expropriation or any other form of seizure, taking or foreclosure by executive, judicial, administrative or legislative action.

Owa szajka będzie kooperować ściśle z International Monetary Fund. Natomiast parlamenty poszczególnych państw czy wyborcy nie muszą być konsultowani.
Kiedy rząd będzie dofinansowywany przez nowe ciało – ESM, IMF oraz European Central Bank razem stworzą zbiór bezwzględnych warunków, których będzie musiał przestrzegać. Będzie to wymagało sporych „makro-ekonomicznych dostosowań”.
Tak więc narodowe budżety poszczególnych państw będą w rękach niewybieralnej międzynarodowej szajki. Przestaną być respektowane wszelka suwerenność czy demokracja. Jest to coś w rodzaju totalitarnego paktu nowej IV Rzeszy, jeśli owa ESM ma być totalnie ponad prawem, a jednocześnie zarządzać miliardami euro.
Idea EU została sprzedana jako stowarzyszenie wolnego handlu. Później stało się zoną euro. Teraz zaś chce zostać imperium, które prawem kaduka będzie ściągać nielimitowaną daninę z podległych państw.
Ekonomiści zauważają, że kryzys ekonomiczny EU został spowodowany głównie przez centralizację i centralny bank. A teraz, zamiast zdecentralizować gospodarkę, EU na siłę wmusza Europie dyktaturę eurokratów.
Najpierw poprzez wmuszanie konstytucji, a kiedy to nie przeszło, poprzez Traktat Lizboński..
Zaś ESM to następny krok do eurototalitaryzmu

na podstawie:
THE SHOCKING TRUTH OF THE PENDING EU COLLAPSE!
http://www.youtube.com/watch?v=EPcWHBPYOSU

Opublikowany w Alert, Apokalipsa, KOMUNIKATY, Polityka, Szatan, Warto wiedzieć | Otagowane: , , , , , | Komentarzy: 66 »

KORONKA O ZWYCIĘSTWO NAD SZATANEM

Posted by Dzieckonmp w dniu 09/11/2011

Wstęp

Boże Ojcze Wszechmogący, Wszechmądry i Wszechpotężny, Stwórco Nieba i
Ziemi, Ty, Który w cudowny i nieomylny sposób władasz całym
Wszechświatem spraw, aby każdy człowiek wypełniał Twoją Najświętszą
Wolę i według niej żył. Przywróć odwiecznie ustalony porządek, który
dałeś stworzeniu. Połóż kres wszelkim poczynaniom szatana, który
doprowadzić chce do zniszczenia całej ludzkości i świata; który
usilnie stara się zniszczyć każdego człowieka stworzonego przez Ciebie
na Twój obraz i podobieństwo. Obroń nas, Ojcze Niebieski przed
wszelkimi jego nienawistnymi poczynaniami, uchroń świat przed zagładą,
wszelkimi rodzajami klęsk i wojnami. Wejrzyj na Jezusa Chrystusa, Syna
Twego, który niewinnie życie za nas oddał na Krzyżu, aby nas odkupić
Krwią swoją. Prosimy Cię o to za przyczyną Niepokalanej Dziewicy
Maryi, Świętego Michała Archanioła, Aniołów i Świętych. Błagamy Cię
przeto Ojcze Niebieski o ratunek i uwolnienie nas z sideł szatana,
które ten bezustannie na nas zastawia. Wejrzyj, Ojcze Niebieski, na
naszą słabość i nieudolność. Dlatego pokornie błagamy: Przyjdź z
pomocą udręczonemu ludowi swemu, połóż kres panowaniu szatana. Święty
Michale Archaniele, stań jeszcze raz na czele swego Niebieskiego
Wojska i z Twym okrzykiem “Któż jak Bóg” – przyjdź nam z pomocą w tej
nierównej walce dobra ze złem, aby pokój znów zapanował nad światem.
Amen

Na dużych paciorkach 1 x

Wszechmogący i Miłosierny Boże, któryś dla obrony ludu
chrześcijańskiego ustanowił przedziwną pomoc w Błogosławionej Dziewicy
Maryi, spraw łaskawie, abyśmy możną Jej opieką wsparci, mogli walczyć
za życia a przy śmierci osiągnąć zwycięstwo nad nieprzyjacielem dusz
naszych. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa z Duchem Świętym w Twojej
Chwale Wszechmogący i Miłosierny Boże. Amen

Na małych paciorkach 10 x

Potężna Niebios Królowo i Pani Aniołów, Ty, Która otrzymałaś od Boga
posłannictwo i władzę, by zetrzeć głowę szatana, prosimy Cię pokornie,
rozkaż hufcom anielskim, aby ścigały szatanów, stłumiły ich
zuchwałość, a zwalczając ich wszędzie, strąciły do piekła. Święci
Aniołowie i Archaniołowie, brońcie nas i strzeżcie nas w drodze do
szczęśliwej wieczności. Amen.

Na zakończenie dziesiątki 1 x

Święty Michale Archaniele, wspomagaj nas w walce, a przeciw
niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg
pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty wodzu niebieskich
zastępów, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po
tym œwiecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen
Święty Michale Archaniele, który wraz z Aniołami zwyciężyłeś szatana w
niebie, dopomóż zwyciężyć go na ziemi! Amen

Opublikowany w Kościół, Prośba o modlitwę, Szatan | Otagowane: , , | Komentarzy: 55 »

ŚWIADECTWO UWOLNIENIA 17 LETNIEJ DZIEWCZYNY

Posted by Dzieckonmp w dniu 28/09/2011

ks. Michał Olszewski SCJ, egzorcysta kielecki

Wszystko co zostanie napisane poniżej, oddaję w hołdzie naszej ukochanej Matce,  Maryi, która 4 września 2011 r. w jednej z parafii w centralnej Polsce, uczyniła wielki cud uwolnienia 17 letniej Dziewczyny, która była zniewolona przez 6 „duchów świata”. wolnosc

Jestem księdzem egzorcystą w jednej z polskich diecezji. Przybyłem do w/w parafii, by przez całą niedzielę głosić Słowo Boże. Dzień kończyliśmy Mszą Świętą o 18.00, a bezpośrednio po Eucharystii modliliśmy się na Adoracji prosząc Pana, by uzdrawiał i uwalniał tych, którzy cierpią. Prosiliśmy także, by głoszone Słowo było potwierdzone przez Pana Jego znakami.

Na nabożeństwie zgromadzona była bardzo duża liczba wiernych, którzy z ogromną wiarą trwali na modlitwie za całą parafię, aż do godziny 21.00. Po zakończeniu Adoracji, podeszła do mnie młoda Dziewczyna, która uczestniczyła w Eucharystii i Adoracji wraz ze swoją mamą. Poprosiła o modlitwę indywidualną, gdyż jak mi powiedziała, jest osobą zniewoloną i od 4 lat trwają nad nią egzorcyzmy. Ostatnio jednak Jej stan się pogorszył, gdyż z powodu różnych przeszkód, nie mogła dotrzeć do egzorcysty. Powiedziała też, że ma stałego kierownika duchowego, który wyraża zgodę na modlitwę.
Po krótkiej rozmowie i rozeznaniu problemu, przystąpiliśmy do modlitwy wstawienniczej w zakrystii kościoła. Obecny był także Diakon. Po kilku minutach, byliśmy świadkami dużych manifestacji złego oraz świadkami wielkiej siły fizycznej, którą Dziewczyna dysponowała pomimo bardzo wątłej budowy ciała. Cały czas prowadziliśmy modlitwę błagalną, gdyż diecezja w której się znajdowaliśmy, nie była moją, stąd nie mogłem użyć powierzonej mi władzy egzorcyzmowania. W pewnym momencie, modląc się, wypowiedziałem słowa: „Matko Najświętsza, musimy zawołać do pomocy księdza Proboszcza, gdyż On tu jest ojcem dla Twoich dzieci z tej parafii”. Na to demony zaczęły krzyczeć: „Nie! Tylko Go nie wołaj! Daj nam spokój, zostaw nas!” Poprosiłem więc Diakona, by jak najszybciej znalazł ks. Proboszcza i przyprowadził do nas. Poprosiłem, by przyniósł także oliwę z oliwek i sól, byśmy mogli je pobłogosławić i użyć do modlitwy. Podczas nieobecności Diakona, przerwałem modlitwę, by dać odpocząć naszej cierpiącej. Po kilku minutach udało nam się odnowić przyrzeczenia chrzcielne.

Po kilkunastu minutach wrócił Diakon, a z Nim ks. Proboszcz. Rozpoczęliśmy modlitwę na nowo. By jeszcze upewnić się co do stanu Dziewczyny, modliłem się w języku włoskim, na co duchy odpowiadały perfekcyjnie rozumiejąc wypowiadane słowa. Nasza Siostra na pewno nie znała włoskiego. Było więc to dla nas kolejnym potwierdzeniem Jej zniewolenia. Od tej pory modlitwa była nieustannym dialogiem z Matką Bożą. Duch Boży bardzo nas prowadził przez kolejne minuty i godziny. To było niesamowite, jak Pan „podpowiadał” nam, co mamy robić i jak się modlić, by przyjść z pomocą cierpiącej Dziewczynie. W pewnym momencie odczułem w sercu, że mamy poprosić Matkę Bożą, by zmusiła demony do wyjawienia ich liczby. Zaznaczę, że cały czas była to modlitwa o uwolnienie, modlitwa błagalna. Po chwili usłyszeliśmy odpowiedź: „Jest nas dwóch”. Bóg dał nam jednak poznać, że to kłamstwo, i takie mocne światło, że duchów jest sześć i że nie są to szatani, ale duchy świata, oraz pomniejsze demony na usługach szatanów. Zaczęliśmy więc modlitwę za zmarłych przodków tej Dziewczyny i wtedy demony bardzo się zaczęły wściekać. Poprosiliśmy też, by poprzez obmycie głowy i twarzy Dziewczyny wodą święconą, została Ona sama i całe pokolenia obmyte wodami Jordanu. Reakcja była potężna i duchy wyły z bólu i błagały byśmy je zostawili w spokoju. Wtedy skierowałem prośbę do Matki Najświętszej, by Ona sama rozkazała im, by wyszły z Dziewczyny. Zaczęły ponownie prosić, by zostawić je w spokoju. Po chwili usłyszeliśmy pytanie: „Gdzie mamy iść?”. Wtedy dotarło do nas, że Bóg chce zupełnego uwolnienia tej naszej biednej Siostry. Od tego momentu z jakąś wielką wiarą zaczęliśmy się modlić ufając, że tej nocy możliwe jest zwycięstwo. Ponownie skierowaliśmy do Matki Bożej prośbę, by duchy ujawniły swoją liczbę i imiona. Usłyszeliśmy potwierdzenie, że jest ich sześć i że dwóch chce już wyjść, gdyż nie może znieść modlitwy. Poprosiłem Matkę Bożą, by nakazała im wyjawienia imion oraz natychmiastowe opuszczenie ciała Dziewczyny. Pierwszy zdradził się „duch pożądliwości”. Pan Jezus dał nam też światło, że ten duch znajduje się w skroniach. Po nałożeniu dłoni na skronie, nastąpiły wielkie manifestacje, a Dziewczyna dysponowała na nowo ogromną siłą. Chciałem natrzeć Jej skronie olejem egzorcyzmowanym, co się nie udało, gdyż wytrąciła mi naczynie z ręki. Wypowiedziałem więc błagalną formułę związania: „Panie Jezu Chryste, mocą Twojego Kapłaństwa, mocą Krzyża i mocą Krwi Twojej, oddając się w opiekę Najświętszej Maryi Panny pokornie Cię proszę, byś Ty sam związał ducha pożądliwości i wyrzucił go z tego Twojego Stworzenia. Strąć go Panie na dno piekła. Miejsce uwolnione pieczętuję Twoją Krwią w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.” Poprosiliśmy też Matkę Bożą, by duch ten na znak wyjścia wyrecytował całe „Zdrowaś Mario”. Po chwili usłyszeliśmy wielki krzyk oraz recytowane w bólach i jękach „Pozdrowienie Anielskie”. Gdy padły ostatnie słowa z modlitwy Maryjnej, duch opuścił Dziewczynę. Wielka radość zapanowała wśród nas i jakieś Boże przekonanie, że rzeczywiście Pan chce dzisiaj na naszych oczach, uwolnić tę Dziewczynę, a tym samym potwierdzić głoszenie Słowa znakami.
Kontynuowaliśmy naszą modlitwę w ten sam sposób, „rozmawiając” tylko i wyłącznie z Matką Bożą. Bóg dał kolejne światło w serce, że następnym jest „duch niemy” i że jest przywódcą całej grupy. Gdy on odejdzie, pozostałe już nie wytrzymają same. Prosiliśmy więc Matkę Bożą, by ten wyjawił swoje imię. Niestety milczał. Wziąłem więc sól egzorcyzmowaną i skierowałem do Boga taką modlitwę: „Boże w Trójcy jedyny, mocą modlitwy wypowiedzianej nad tą solą, wypal usta duchowi niememu, by wyjawił swoje imię i byś Ty mógł go wyrzucić, przez Chrystusa Pana naszego. Amen.” Po nałożeniu soli na usta Dziewczyny i uczynieniu znaku krzyża „duch niemy” zaczął krzyczeć przeraźliwie i wykrzyczał swoje imię: „beliar”. Powtórzyłem formę błagalną związania oraz skierowałem do Matki Bożej tę samą prośbę, by  na znak wyjścia, wyrecytował „Zdrowaś Mario”. Tak też się stało. W wielkich mękach recytował „Zdrowaś Mario” oraz rzucał bardzo naszą Siostrą. Po chwili dokończył modlitwę i wyszedł z Dziewczyny. Zostały jeszcze cztery.

Narastało w nas zmęczenie fizyczne, gdyż mieliśmy problem z utrzymaniem Dziewczyny. Trwaliśmy jednak w walce o naszą Siostrę, gdyż widzieliśmy jak wielkie rzeczy czyni Matka Boża tej nocy. Zaczęliśmy wzywać Świętych: Ojca Pio, Matkę Teresę, Ojca Dehona i in. Za każdym razem demony krzyczały by ich nie wołać. Kolejny raz poprosiłem Maryję, by nakazała kolejnemu wyjawienie imienia i wyjście z Dziewczyny. Usłyszeliśmy: „Jestem Lucyferem”. Zwróciłem się więc do Matki Najświętszej: „Maryjo, przecież nie ma tu szatana. Nie może więc to być Lucyfer. Są jedynie jego wysłannicy. Rozkaż proszę, by wyjawiły swe imiona.” Po chwili usłyszeliśmy: „zewil”. Po formule związania, sytuacja się powtórzyła, wyrecytował modlitwę i opuścił Dziewczynę. W ten sam sposób modliliśmy się dalej. Do naszych uszu dobiegło kolejne imię: „Jestem aszan”. Także i ten duch, po błagalnej formule związania, opuścił naszą Siostrę recytując „Zdrowaś Mario”.

W tym momencie, pomimo naszych błagań, o dar wolności dla Dziewczyny, nasza modlitwa wydawała się słabnąć, a duchy choć ich było już połowę mniej, poniewierały tym Bożym Dzieckiem bardzo mocno. I wtedy, wszyscy trzej przytuliliśmy Dziewczynę i skierowaliśmy do naszej Matki następujące słowa: „Maryjo, rozkaż im, by wyszły z tej naszej Siostry, gdyż przecież te uściski kapłanów są gorsze dla duchów od ognia piekielnego.” Wtedy demony zaczęły krzyczeć, że rzeczywiście nie mogą wytrzymać uścisku naszych rąk. Poprosiliśmy Matkę Bożą, by nakazała kolejnemu wyjawienie imienia oraz opuszczenie dziewczyny. I wtedy Duch Święty podpowiedział nam, że duch ten jest umiejscowiony w oczach Dziewczyny. Położyliśmy więc stułę na Jej oczach, prosząc Pana, by poprzez ten znak kapłaństwa, który On nam dał, została uwolniona ta Dziewczyna. Duch bardzo się rzucał i krzyczał, odgrażając się, że nawet jeśli wyjdzie to i tak wróci z powrotem. Błagaliśmy Matkę Najświętszą, by rozkazała mu wyjawienie imienia i odejście z recytacją „Zdrowaś Mario”. Po chwili usłyszeliśmy: „Jestem libal”. Następnie z wielkimi trudnościami recytował modlitwę Maryjną, przerywając wiele razy i zaczynając jakby pod czyimś rozkazem, zawsze na nowo od miejsc, gdzie przerwał, aż do zakończenia. Po kilku minutach, w naszej Siostrze, pozostawał już tylko jeden demon.

Nasze serca biły co raz mocniej na myśl, że już tak blisko jest cud zupełnego wyzwolenia. Długo jednak trwało, za nim ostatni duch się ujawnił. Chciał nas oszukać, wprowadzając przekonanie, że nasza Siostra jest już wolna. Wierzyliśmy jednak w to poznanie z początku modlitwy, iż duchów jest sześć. Brakowało więc jednego. Zaczęliśmy prosić Matkę Bożą o światło i podpowiedź jak się mamy modlić. W pewnym momencie, Pan Jezus dał nam poznać, że duch ukrywa się w szyi. Pan pokazał nam też, że ten duch dusi Dziewczynę nocami. Wziąłem więc z szuflady Maryjną stułę i obwiązałem nią szyję dziewczyny, wypowiadając następującą modlitwę: „Niech ta Maryjna stuła, będzie dla nas wielkim znakiem obecności Pana pośród nas i uwolnienia szyi naszej Siostry.” W tym momencie, zły się ujawnił i zaczął rzucać Dziewczyną. Do tego stopnia, że Diakon i ks. Proboszcz nie mogli Jej utrzymać. Błagaliśmy więc Matkę Bożą, by duch ujawnił swoje imię. Po kilku minutach modlitwy usłyszeliśmy: „Jestem kirych”. Wypowiedziałem więc modlitwę związania, po której duch z wielkim trudem recytując „Zdrowaś Mario”, wyszedł z naszej biednej Siostry. Zapanowała wielka cisza i pokój. Wszyscy byliśmy bardzo wzruszeni. Była godzina 23.30 kiedy Maryja wyrzuciła ostatniego demona.

Pan uczynił wielki znak, potwierdzając to, że On jest prawdziwie Bogiem Żywym! Pomodliliśmy się nad naszą Siostrą o napełnienie uwolnionych miejsc Duchem Świętym oraz prosiliśmy Jezusa, by Swą Krwią Najdroższą opieczętował odzyskane miejsca i zamkną wszelkie „furtki” przed ponownym wejściem demonów. Nasza Siostra była spokojna. Na Jej twarzy pojawił się uśmiech. Poprosiliśmy też Pana Jezusa, by na znak zupełnego uwolnienia, nasza Siostra z miłością ucałowała Jego Krzyż święty. Dziewczyna wzięła mój krzyż św. Benedykta i ucałowała. Na drugi dzień rano, przyszła na Eucharystię i podeszła do ks. Proboszcza, prosząc o błogosławieństwo. Jest wolna. Pan ulitował się nad swoim biednym dzieckiem.

Niech będzie chwała Trójcy Świętej oraz Matce Najświętszej, za to wszystko. Dziękujemy Świętym i Aniołom oraz całemu Niebu, które nas wspierało w walce. Prosimy Pana za wszystkimi, którzy cierpią. Amen. 

ŚWIADKOWIE UWOLNIENIA:
Ks. Proboszcz
Ks. Diakon
Ks. Egzorcysta

Źródło: www.kaplani.com.pl

Opublikowany w Cuda, Kościół, Nawrócenia, Szatan, Świadectwa | Otagowane: , , , , | Komentarzy: 41 »

ATAK MASONERII w 2017 r

Posted by Dzieckonmp w dniu 21/09/2011

Nasz Dziennik, 2009-10-13
Obchody zwycięstwa czy klęski

W 2017 roku masoneria będzie czciła trzechsetną rocznicę swego powstania. Sto lat temu, w roku objawień fatimskich, kiedy obchodziła dwusetną rocznicę swej obecności w świecie, zapowiedziała, że jej działalność wkracza w “trzeci etap”, którego celem jest ostateczna rozprawa z Kościołem. Z jaką obietnicą masoni wiążą zbliżający się kolejny jubileusz? Tego nie wiemy, jedno jest jednak pewne: podczas gdy my chcemy za osiem lat świętować zwycięstwo Kościoła, oni zrobią wszystko, by ludzkość obchodziła inne święto: zwycięstwo nad Kościołem. Pomogą im w tym liczne stowarzyszenia, ruchy i organizacje, które nie mogą znieść tego, że istnieje Dekalog, że jest Ewangelia, że są tradycyjne wartości, które decydują o wartości świata. Ci ludzie nie pozostawią nas w spokoju. Zrobią wszystko,
by przeszkodzić nam w przygotowaniach do zwycięskiego jubileuszu. Tym bardziej że nasze zaangażowanie wiąże się z przyzywaniem Bożej potęgi, zdolnej nie tylko zniszczyć zło,
ale nawet przemienić je w dobro! Przez blisko trzysta ostatnich lat trwała wojna o ludzkie dusze. Masoneria robiła wszystko, by wygrać tę walkę. Po 1917 roku jej konfrontacja z Kościołem stała się szczególnie ostra. Jak będzie ona wyglądała w latach poprzedzających rok 2017? Będziemy atakowani od zewnątrz i od wewnątrz, jawnie i skrycie, przekupywani i zastraszani, wychwalani i wyszydzani… Ktoś będzie chciał uczynić nas bezsilnymi – nieważne czy na drodze strachu, czy dzięki wbiciu nas w pychę. Czeka nas wielka bitwa o Kościół. Każda ze stron będzie w niej używać innej broni. My nie sięgniemy po ten sam oręż, co masoneria. Oznaczałoby to sromotną klęskę, bo samo wzięcie do rąk narzędzi krzywdy – nienawiści i szaleństwa, pociągnęłoby za sobą naszą porażkę. Gdzie jest broń zła, tam nie ma miejsca na pomoc z nieba. A właśnie jej przyzywamy, wpatrzeni w Fatimę, uczący się jej i ożywiający w sobie pragnienie, by “zwycięstwo przyszło przez Maryję”. I przyjdzie. Ale błędem byłoby nie rozpoznać przeciwnika i zlekceważyć jego potęgę. Bylibyśmy bezbronni, wystawieni na śmiertelny cios… Zapowiedź konfrontacji Kto wygra wielką bitwę, w której ważą się losy Kościoła i przyszłość świata? Dla wielu z nas znaki czasu wcale nie są jednoznaczne. Dziś na większości frontów zwycięża idea życia bez Boga i Kościoła i wydaje się, że tej wrogiej nam siły nic już nie powstrzyma. Świat, władza, pieniądze są po ich stronie. A jednak mamy pewność zwycięstwa. Jego źródło sięga 13 października 1917 r., kryte w znaku, który towarzyszył ostatniemu objawieniu Matki Bożej w Fatimie. Przekazany nam – znak cudu słońca. Coraz częściej zwraca się dziś uwagę na fakt, że fatimski cud słońca jest znakiem apokaliptycznym. To bez wątpienia wielopłaszczyznowe ostrzeżenie przed czekającym nas atakiem zła. Jego interpretacje są różnorodne: od groźby wojny atomowej, przez zderzenie z ciałem kosmicznym, po naruszenie równowagi naturalnej w świecie. Podobnie jak wydarzenia spisane przez św. Jana w Księdze Apokalipsy, budzące początkowo lęk, przesuwają czas w kierunku ostatecznego triumfu Boga, tak i fatimska forma “opowiadania przez znaki” najpierw budzi grozę, jednak w momencie gdy wszystko zdaje się już wskazywać na nadejście chwili zagłady, przewraca się mroczna karta historii i oto czytamy o nowym, lepszym świecie – o zwycięstwie dobra nad złem, miłości nad nienawiścią, Kościoła nad jego nieprzyjaciółmi. Słyszymy, że nasze dzieci będą żyć w innych czasach, że z Fatimy tryśnie światło, które zmieni świat, że nadejdzie chwila triumfu Niepokalanego Serca Maryi. Nie będzie to jednak czysta interwencja Nieba, którą będziemy oglądać z bezpiecznej pozycji widzów. Siostra Łucja zapowiada, że z pokoleniem szatańskim walczyć będzie pokolenie Niepokalanego Serca. Chrystusowi zawdzięczamy odkupienie, ale Maryja jest przy Nim obecna i czynnie zaangażowana jako Współodkupicielka. Podobnie spełnienie obietnicy fatimskiej dokona się dzięki działaniu samego Boga, ale wielką rolę odegra tu współdziałanie ludzi, którzy -
choć może rozproszeni po świecie – siłę swą i odwagę będą czerpać z tego samego źródła, z Niepokalanego Serca Maryi. Ono będzie ich nową jakością życia, Ono też doprowadzi do tego, że nastaną nowe czasy. Dlatego Siostra Łucja nazywa tych ludzi krótko: “nowe pokolenie”. Odniesie ono zwycięstwo, ale czy nie będzie jak fatimski znak ostatniego objawienia: zwycięży, gdy zdawać się będzie, że wszystko już stracone? Tak przedstawia się reguła Ewangelii: zdawało się wszystkim, że Chrystus przegrał na krzyżu, że szatan zwyciężył. Tymczasem, gdy została już pogrzebana ostatnia nadzieja, Pan zmartwychwstał… Przypomnijmy sobie, że w godzinie Męki Zbawiciela wszyscy zwątpili i uciekli. Jedna Maryja nie zgasiła w swym sercu wiary w zwycięstwo Boga. Dlatego dziś ma nas Ona prowadzić do zwycięstwa. Jest dla nas wzorem, pomocą i siłą. Wokół już toczy się bitwa. Wcale nie musi być krwawa. Dzisiejsze podboje prowadzi się przy użyciu broni ekonomicznej i medialnej. Wystarczy uzależnić dane państwo od innych przez kontrolę jego surowców, eksportu i miejsc pracy, a wolny kraj stanie się własnością obcych rządów. Zaczynamy pracować już nie dla siebie, lecz dla innych, a troszczymy się o nasz kraj tylko po to, aby okupant mógł żyć w nieskażonym i przyjaznym dla siebie środowisku. Wojsko, zdobywając dane obszary, niszczy je i trzeba je potem odbudowywać. Czy nie lepiej zająć teren bez niepotrzebnych wystrzałów? Tak samo wygląda współczesna wojna cywilizacji zła z cywilizacją dobra. Dobro prześladowane mogłoby wzrastać, lepiej więc zmienić definicję dobra i przekonać ludzi, że nowoczesny człowiek wyzbył się wąskich przesądów i dobrem jest dla niego to, co stanowi synonim egoizmu, przyjemności, niczym nieokiełznanej wolności. Demontaż “od wewnątrz” Dziś jesteśmy świadkami walki opartej na strategii nazywanej w języku Fatimy przemianą “od wewnątrz”. Tak właśnie zapadł się do środka ustrój komunistyczny. Bez jednego wystrzału, bez przelewu krwi, bez interwencji z zewnątrz rozebrano komunizm. To, co było po ludzku niemożliwe – upadek pełnego agresji i posiadającego nieobliczalną moc militarną mocarstwa – dokonało się na drodze pokojowej. Znamy tę historię. Wiemy, że demontaż komunizmu rozpoczął się od poświęcenia Rosji i świata Niepokalanemu Sercu Maryi. Jan Paweł II dał Niebu prawo do interwencji. A przecież Niebo jest nad każdym miejscem i Bóg potrafi (takie są plany Jego Opatrzności) zdemontować każdą machinę zła, nie zapraszając do tego obcych wojsk, nie dopuszczając do pomocy ludzi gotowych podpalić lont trzeciej wojny światowej. Nad każdym punktem świata, nad każdym ludzkim istnieniem pochyla się nisko Niebo, zdolne zmienić świat. Ale pamiętajmy: tak samo jest z piekłem – jego siły są niebezpiecznie blisko, gotowe do rozpoczęcia cichego demontażu dobra. Znów bez jednego wystrzału, bez oficjalnej konfrontacji. Szatan potrafi w ciszy i ukryciu zabić dobro i umieścić na jego miejscu zło. Potrafi przekonać ludzi, że mają oddać złu swoją ziemię uprawną, mają troszczyć się o wzrost ziarna zła, mają niecierpliwie wyglądać jego owoców. Okażą się one upiorne, ale wtedy będzie już za późno. Oddychamy z ulgą, wiedząc, że owoce z drzewa zła nie zdążą spaść na ziemię, że w ostatniej chwili ich dojrzewania wydarzy się coś, co zmieni kierunek dziejów świata. Jak tańczące na niebie nad Fatimą słońce – oderwane już od swego miejsca, zaczęło nieuchronnie spadać na ziemię, by spopielić świat, ale w ostatniej chwili niewidzialna siła włożyła je z powrotem w jej orbitalny krąg… Jak kula zamachowca mająca za tysięczny ułamek sekundy rozszarpać tętnicę Papieża i zabić go, a jakaś siła odchyliła bieg pocisku… Tak będzie też w dniach, kiedy wypełni się wielkie proroctwo Fatimy ogłaszające triumf Niepokalanego Serca Maryi i początek epoki pokoju. Strategia ukrytego działania zła i zajmowania dobra “od wewnątrz” ma według badaczy orędzia fatimskiego, ale i wedle wielu współczesnych objawień, swoją nazwę. Jej imię to właśnie “masoneria”. Znaki z piekła Przyznajmy, mroczny fenomen masonerii niesie ze sobą więcej pytań niż odpowiedzi. Chciejmy więc przyjrzeć się temu, stosując fatimską metodologię: pochylając się nad znakami czasu. Naśladujemy w ten sposób Jana Pawła II, który był niesłychanie wyczulony na znaki czasu i umiał rozpoznawać ich ukryte znaczenie. Jedno jest pewne: dziś mają one dwa odcienie – mroku i światła. Jedne pochodzą z piekła, drugie przychodzą do nas z Bożego Królestwa w Niebie. Wiele jest ciemnych znaków ujawniających prawdę o masonerii. Są one wszędzie; w każdym czasie, w każdym kraju, czasem nawet tuż, tuż przy naszym życiu. Opiszmy tu tylko trzy – te, które wiążą się bezpośrednio z Orędziem fatimskim. Pierwszy znak przynosi nam nasz rodak, wielki święty i sługa Maryi, ojciec Maksymilian Kolbe. Był on naocznym świadkiem podniesienia głowy przez masonerię i odkrył jedyny sposób na pokonanie nieprzyjaciela. Wskazał na Niepokalaną, która “zdepcze głowę węża”. Maksymilian całe swe życie związał z Maryją i dla Niej chciał zdobyć świat, zdobyć świat dla Niepokalanej znaczy bowiem – odebrać go szatanowi. Masoneria i Rzym. Rok 1917 Rozpoczął się rok 1917. W rocznicę śmierci Giordano Bruno (spłonął na stosie 17 lutego) młody Kolbe, który przebywał w Rzymie na studiach teologicznych, był świadkiem masońskiej procesji przez Rzym. Był to ciemny “znak czasu”, który polski franciszkanin odczytał niezwykle trafnie i na który odpowiedział całym swoim życiem. Gdy Maksymilian Kolbe znalazł się w Rzymie, rozpoczynały się właśnie obchody dwusetnej rocznicy powstania pierwszej loży masońskiej i świętowano ogłoszenie przez nią manifestu mówiącego o szybkim końcu Kościoła. Droga ku temu została już wytyczona, a program na nadchodzący czas ustalony. Ogłoszono: “Nie zniszczymy Kościoła rozumowaniem, ale psuciem obyczajów”. Polski franciszkanin patrzył głęboko wstrząśnięty, jak po ulicach Rzymu przesuwała się bezkarnie parodia kościelnej procesji, a na jej czele niesiono czarny sztandar, przedstawiający świętego Michała Archanioła leżącego pod stopami triumfującego Lucyfera. Widział umieszczone pod oknami Watykanu masońskie chorągwie. Był świadkiem rozdawania ludziom ulotek wzywających policję do wkroczenia do
Watykanu. Czyjaś ręka napisała: “Diabeł będzie rządził w Watykanie, a papież będzie jego gwardią szwajcarską”, czyli najbardziej mu oddanym sługą. To właśnie wtedy w sercu franciszkanina zrodziła się idea, którą można zamknąć w jednym haśle: Niepokalana i Jej Rycerstwo. Bo Maksymilian Kolbe wiedział, że przyjdzie zwycięstwo Niepokalanej, więcej – że przyjdzie ono przez oddanych Jej ludzi. Znak czasu został odczytany i nie pozostawiony bez reakcji… Świętego czekała szaleńcza praca. Resztę już znamy. Po powrocie do Ojczyzny św. Maksymilian zakłada pierwszy Niepokalanów. Potem jeszcze jeden, w dalekiej Japonii. Służy Niepokalanej, a Jej rycerzom nakazuje modlić się za masonerię. Każdy członek Rycerstwa Niepokalanej miał codziennie odmawiać modlitwę: “O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy… i za wszystkimi, którzy się do Ciebie nie uciekają…, a zwłaszcza za masonami i poleconymi Tobie”. Maksymilian wiedział, że atak na Kościół idzie przez masonerię. Zwycięstwo Niepokalanej oznaczało walkę z tą wszechobecną organizacją, walkę, która zakończy się zwycięstwem Niepokalanej. A Maksymilian został świętym. Czy nie jest to dla nas kolejny znak wskazujący drogę? Masoneria i Portugalia. Początek XX w. Drugim znakiem ukazującym potęgę i determinację masonerii, która ogłosiła, że nie spocznie, dopóki nie zniszczy Kościoła, jest historia Portugalii – kraju objawień fatimskich. Przez wiele wieków była ona zwana “Ziemią Najświętszej Maryi Panny”, jednak w XVIII i XIX wieku zaczęła ulegać siłom antykościelnym. Pierwszy atak masonerii przeprowadzono na tamtejszy Kościół we wrześniu 1759 roku. Joseph de Cavalho, zagorzały wróg katolicyzmu i mason, zmusił króla Józefa I do podpisania edyktu usuwającego jezuitów ze wszystkich stanowisk państwowych. Osłabiony Kościół stał się bezradny wobec antyklerykalnej propagandy, która objęła cały kraj w epoce Wielkiej Rewolucji Francuskiej. W XIX wieku katolicka monarchia coraz bardziej ustępowała wobec wzrastającej nienawiści partii rewolucyjnych popieranych przez intrygi masonerii. W końcu, 1 lutego 1908 roku, dwaj masoni dokonali w Lizbonie zamachu na króla i jego syna, następcę tronu. Dwa lata później masoneria zdołała doprowadzić do ogłoszenia Portugalii republiką. Rozpoczął się okres gwałtownych prześladowań Kościoła. Rozwiązano konwenty i klasztory, skonfiskowano majątki kościelne. Popłynęła rzeka ustaw wymierzonych w Kościół. Te wszystkie wysiłki osiągnęły swój szczyt w ustawie o rozdzieleniu Kościoła od państwa, przegłosowanej 20 kwietnia 1911 roku. Jej twórca, Afonso Costa, oświadczył: “Dzięki temu prawu w ciągu dwóch pokoleń katolicyzm zostanie całkowicie usunięty z Portugalii”. Determinacja i wpływy masonerii były tak silne, że można było przypuszczać, iż te zuchwałe plany rzeczywiście się powiodą, że spełni się buńczuczna zapowiedź masonerii – wymazanie Kościoła z mapy historii. A jednak stało się inaczej. Plany masonerii zostały pokrzyżowane najpierw przez zdecydowane działania Papieża Piusa X, a następnie przez zupełnie nieoczekiwane objawienie się Matki Bożej w Fatimie, która przyniosła Orędzie o zwycięskim, “nowym” nabożeństwie – czci Jej Niepokalanego Serca. Masoneria i Fatima. Rok 1917 Są ludzie, którzy wciąż nie wierzą w masońskie plany wobec Kościoła. Jeśli ktoś w nie wątpi, niech przyjrzy się kolejnemu znakowi – historii objawień fatimskich. W samej Fatimie obecna jest masoneria. Przywołajmy trzy momenty. To nieprzypadkowo mason Oliveira dos Santos porywa małych wizjonerów, by zmusić ich do wyznania sekretu i ogłoszenia, że nie ma objawień, bo nie ma Boga! Arturo Santos, z zawodu kowal, w wieku 26 lat wstąpił do loży masońskiej w Leirii, a następnie założył odrębną lożę w Ourem. 13 sierpnia 1917 r. aresztował Hiacyntę, Łucję i Franciszka i poddał je wielogodzinnemu przesłuchaniu. Groził im torturami. Bez skutku. Jak zakończyły się tamte wydarzenia? Mason Santos musiał szukać pomocy u ojca Hiacynty i Franciszka, groził mu bowiem samosąd. Przegrał, a życie uratowali mu ci, których najbardziej skrzywdził. Dziwny to fatimski znak czasu… Przypomnijmy inną próbę położenia kresu objawieniom Matki Bożej. W nocy z 23 na 24 października 1917 r. grupa masonów z prowincji Santarem próbowała ściąć dąb skalny, na którym ukazywała się Matka Najświętsza. Jest to co najmniej dziwne, ale pomylili drzewa i ścięli zupełnie inne! Nazajutrz rano zorganizowali swoją “manifę” – parodiujący procesje kościelne szyderczy przemarsz, w którym obnosili kawałki “świętego drzewa”, wyśmiewając przy tym Litanię do Najświętszej Maryi Panny. Ale co się stało? Marsz został rozproszony, a jego uczestnicy, którzy chcieli wykpić “łatwowiernych głupców”, sami zostali ośmieszeni. Wieśniacy wyprowadzili na ich spotkanie stado osłów, które swym rykiem zagłuszyło bluźniercze okrzyki. Potem śmiano się, że nawet osły nie chciały słuchać masońskiego krzyku… A czy wiemy, że w dniu 13 października pewien mason czaił się z nożem, by po zakończeniu objawień zabić fatimskich wizjonerów? Pokazywał go tym, których spotykał, i przechwalał się, że zabije tych troje dzieci, tych “fałszerzy”. Zabije, gdy stanie się wreszcie jasne, że oszukiwały i zwodziły ludzi. Zabije, jeśli nie będzie cudu, jeśli nic się nie stanie. Ale cud był. Co się stało z nożownikiem z Fatimy? Po zakończeniu objawienia człowiek ten ruszył w drogę powrotną. Był tak chory, że dotarłszy do pobliskiego Riachos, nie mógł kontynuować podróży. Musiał zatrzymać się dziesięć minut drogi od Cova da Iria. Rankiem znaleziono go martwego… Taki znak pozostawiła nam Matka Najświętsza w dzień po swym ostatnim objawieniu w Fatimie. Pokazała, czym się kończy atak na Nią i Jej dzieci… Objawienia fatimskie były dla portugalskich wolnomyślicieli “żałosną i wsteczną próbą pogrążenia Portugalczyków raz jeszcze w ciemności czasów przeszłych”. Nie dziwi, że ogłosili oni manifest, w którego zakończeniu czytamy: “Wyzwólmy się i oczyśćmy nasze umysły nie tylko z głupawej wiary w takie ordynarne i śmiechu warte sztuczki jak Fatima, ale zwłaszcza z jakiejkolwiek wiary w to, co ponadnaturalne, i w rzekomego Boga wszechmogącego, wszechwiedzącego – i w ogóle “wszech”. Jest to narzędzie łajdaków o wyrafinowanej wyobraźni, którzy dla własnych celów pragną zdobyć łatwowierność ludu”. Nie poprzestano na deklaracjach i zachętach. W dniu 6 marca 1921 r.
grupa masonów podłożyła ładunek wybuchowy pod prowizoryczną kaplicę postawioną na miejscu objawień oraz pod drzewo, którego cztery lata wcześniej nie udało się im ściąć. Eksplodowały trzy ładunki, niszcząc dach kaplicy; bomba podłożona pod drzewem nie wybuchła. Ale figury Matki Bożej Fatimskiej nie udało się zniszczyć. Tej nocy zabrała ją do swego domu pewna pobożna kobieta… Jak odczytujemy te znaki? Znaki Fatimy są jednoznaczne. Zwycięstwo przyjdzie, ale będzie to zwycięstwo nie masonerii, lecz Najświętszej Panny – Maryi Niepokalanej i Jej Niepokalanego Serca. Znaki Nieba Czas przyjrzeć się jasnym znakom przychodzącym z Nieba. Ciekawe, że mnożą się współcześnie objawienia, w których Maryja ogłasza z mocą nadejście swego zwycięstwa. Mówi wprost o Fatimie i mówi jednoznacznie o nadchodzącej klęsce masonerii. Wizja Katarzyny Emmerich Zacznijmy jednak od wcześniejszego proroctwa, przekazanego nam przez św. Katarzynę Emmerich. Oto fragment jej zapisków: “Ujrzałam straszne skutki działań wielkich propagatorów “światła”, widoczne wszędzie tam, gdzie dochodzili oni do władzy i przejmowali wpływy albo dla obalenia kultu Bożego oraz wszelkich praktyk i pobożnych ćwiczeń, albo dla uczynienia z nich czegoś równie próżnego jak używane przez nich słowa: światło, miłość, duch. Usiłowali pod nimi ukryć przed sobą i innymi opłakaną pustkę swych przedsięwzięć, w których Bóg był niczym.(…)Zobaczyłam ludzi z tajnej sekty podkopującej nieustannie wielki Kościół(…)W tym czasie widziałam tu i tam na całym świecie wielu ludzi dobrych i pobożnych przede wszystkim duchownych znieważanych, więzionych i uciskanych i miałam wrażenie, że któregoś dnia staną się męczennikami.(…)Kościół był już w dużej mierze zburzony, tak że pozostawało jeszcze tylko prezbiterium z ołtarzem. Ujrzałam burzących, jak weszli do niego razem z bestią. Wchodząc do Kościoła z bestią, burzyciele zastali tam potężną niewiastę pełną majestatu. Zdawało się, że spodziewała się dziecka, szła bowiem powoli. Nieprzyjaciół ogarnęło przerażenie na jej widok, a bestia nie mogła postąpić nawet o jeden krok.(…)Zobaczyłam wtedy bestię uciekającą w kierunku morza, a nieprzyjaciele biegli w wielkim nieładzie. Zobaczyłam Kościół św. Piotra i ogromną liczbę ludzi pracującą, by go zburzyć. Ujrzałam też innych, naprawiających go. Linia podziału pomiędzy wykonującymi tę dwojaką pracę ciągnęła się przez cały świat. Dziwiła mnie równoczesność tego, co się dokonywało. Burzyciele odrywali wielkie kawały (budowli). Byli to w szczególności zwolennicy sekt w wielkiej liczbie, a z nimi – odstępcy. Ludzie ci, wykonując swą niszczycielską pracę, wydawali się postępować według pewnych wskazań i jakiejś zasady. Nosili białe fartuchy, obszyte niebieską wstążką i przyozdobione kieszeniami z kielniami przyczepionymi do pasa. Mieli szaty wszelkiego rodzaju. Byli pomiędzy nimi ludzie dostojni, wielcy i potężni w mundurach i z krzyżami, którzy jednak nie przykładali sami ręki do dzieła, lecz kielnią oznaczali na murach miejsca, które trzeba było zniszczyć.(…)Zburzono już całą wewnętrzną część Kościoła. Stało tam jeszcze tylko prezbiterium z Najświętszym Sakramentem.(…)Zobaczyłam, że na końcu Maryja rozciągnęła płaszcz nad Kościołem i nieprzyjaciele Boga zostali przepędzeni.(…)Zobaczyłam, że Rzym stoi jak wyspa, jak skała pośrodku morza, gdy wszystko wokół niego obraca się w ruinę. Gdy patrzyłam na burzących, zachwycała mnie ich wielka zręczność. Posiadali wszelkie rodzaje maszyn, wszystko dokonywało się według pewnego planu. Nic nie waliło się samo. Nie robili hałasu. Na wszystko zwracali uwagę, uciekali się do różnorodnych podstępów i kamienie wydawały się często znikać w ich rękach. Niektórzy z nich ponownie budowali; niszczyli to, co było święte i wielkie, a to, co budowali, było próżne, puste i powierzchowne”. Wizja św. Katarzyny w plastyczny sposób ukazuje atak masonerii na Kościół. Ale znów ich działania kończą się niepowodzeniem. W ostatnim niemal momencie przychodzi zwycięstwo. Zwycięstwo Maryi… Współczesny głos Maryi Przytoczmy jeszcze Jej słowa wypowiedziane w maju 1994 r. do ks. Gobbiego: “Moje Orędzie jest przesłaniem apokaliptycznym, ponieważ jesteście w samym sercu tego, co zostało wam ogłoszone w ostatniej i jakże ważnej Księdze Bożego Pisma(…)W Fatimie ogłosiłam wam wielką walkę pomiędzy Mną – Niewiastą obleczoną w słońce, a ogromnym czerwonym Smokiem, który doprowadził ludzkość do życia bez Boga. Przepowiedziałam wam też podstępne i mroczne działanie masonerii, która odwodzi was od zachowywania Prawa Bożego i czyni ofiarami grzechu i nałogów. Jako czuła Matka chciałam was przede wszystkim ostrzec przed wielkim niebezpieczeństwem zagrażającym dziś Kościołowi z powodu licznych diabelskich ataków, usiłujących go zniszczyć”. Na szczęście znamy już zakończenie. Matka Najświętsza ukazała nam, jak będzie wyglądać Wielki Finał. Nadejdzie zwycięstwo Jej Niepokalanego Serca i pokój zstąpi na świat. By jednak tak się stało, Maryja potrzebuje “nowego pokolenia”, walczącego ze złem tą bronią, którą sama wskaże – jedyną skuteczną…

Wincenty Łaszewski

Opublikowany w Fatima, Kościół, Prześladowanie Chrześcijan, Szatan, Warto wiedzieć, Z prasy | Otagowane: , , , , | Komentarzy: 25 »

Ksiądz Boniecki – satanizm jest kulturalny

Posted by Dzieckonmp w dniu 18/09/2011

Niektórzy już całkowicie odkrywają się kim są. Pytam się czemu nie interweniuje bp. Dziwisz.  Przecież ma w ręku  takie narzędzie jak suspensa. A może za herezje się dziś nagradza??

To jest takie nieodparte poczucie, że tu jest jakaś gra wyborcza, gdzie chodzi o to, żeby przejąć telewizję i powiedzieć, że trzeba zmienić dyrekcję – powiedział w “Faktach po faktach” na antenie TVN 24 ks. Adam Boniecki, komentując ostatnie wydarzenia związane z protestami przeciwko zatrudnieniu Adama “Nergala” Darskiego w TVP. – Zachowuje się kulturalnie i delikatnie. Jeśli czymś zaszokował, to właśnie tym, że nie szokuje – powiedział Boniecki.

- Nergal prezentuje pewien satanizm, ale media zrobiły z niego szatana. Nie jest też satanistą, bo musiałby wierzyć w szatana. On się od tego odżegnuje rękami i nogami – zauważył Boniecki.Zdaniem byłego szefa “Tygodnika Powszechnego” Nergal “przyjął tylko taką grę, w której szerzy nienawiść”.

// //

- W telewizji występuje zupełnie w innej roli, w umowie zastrzeżono, żeby tematów religijnych nie poruszał. Zachowuje się kulturalnie i delikatnie. Jeśli czymś zaszokował, to właśnie tym, że nie szokuje – powiedział Boniecki.

Według niego niepotrzebna była aż taka reakcja Kościoła w tej sprawie. – Biskupi na codzień nie zajmują się takimi rzeczami, i nagle ktoś im wrzuca takie tematy, że skandal i trzeba reagować. Biskup słyszy satanizm, telewizja publiczna, więc pisze list. Ja uważam, że jakaś reakcja i sprzeciw wobec tego rodzaju występów powinien być, ale ja nie zawężałbym całej sprawy tylko do Nergala – podkreślił.

Zatrudnienie lidera death metalowego zespołu Behemoth w nowym programie Telewizji Polskiej od kilku tygodni krytykują środowiska katolickie, a także niektórzy biskupi.

Źródło: onet.pl

Opublikowany w Kościół, Szatan, Warto wiedzieć, Z prasy | Komentarzy: 69 »

Ks.Piotr Natanek w Medjugorje 2010

Posted by Dzieckonmp w dniu 14/09/2011

Poniżej link do bardzo ciekawego kazania księdza Piotra Natanka.
Mówi o coraz powszechniejszym budzeniu się narodowej świadomości w Polsce.
Coraz więcej ludzi zauważa, że można dotrzeć do wiadomości innych niż te oficjalne w telewizji.

 

Dla potwierdzenie słów księdza Natanka, że są czynione powszechne przygotowania do przejęcia władzy przez Nowy Porządek Świata proszę zapoznać się z filmikiem, w którym omówiono budowę stolicy nowego świata – Astany w Kazachstanie

Poniżej tłumaczenie wszystkich wyświetlanych w czasie filmu napisów:

STOLICA ILUMINATI,

ASTANA KAZACHSTAN,

ASTANA JEST PIERWSZĄ STOLICĄ BUDOWANĄ XXI WIEKU I DOKŁADNIE POKAZUJE DOKĄD ZMIERZA ŚWIAT

TO JEST WIZJA JEDNEGO CZŁOWIEKA

NURSUŁTAN NAZARBAJEW

MIASTO JEST BUDOWANE OD PODSTAW, A INWESTYCJA JEST WSPIERANA MILIARDAMI PETRODOLARÓW.
MIASTO POWSTAJE W ODLEGŁYM PUSTYNNYM AZJATYCKIM STEPIE.

REZULTAT JEST ZDUMIEWAJĄCY:
FUTURYSTYCZNO-OKULTYSTYCZNA STOLICA OBEJMUJĄCĄ NOWY PORZĄDEK ŚWIATA, GDZIE CELEBRUJE SIĘ NAJSTARSZĄ ZNANĄ CZŁOWIEKOWI RELIGIĘ:
KULT SŁOŃCA

MIASTO NADAL JEST JEDNYM WIELKIM PLACEM BUDOWY, ALE GOTOWE JUŻ OBIEKTY PODSUMOWUJĄ OKULTYSTYCZNĄ WIZJĘ NAZARBAJEWA.

PIRAMIDA “POKOJU”

WYMYŚLONA PRZEZ NAJBARDZIEJ PŁODNEGO BRYTYJSKIEGO ARCHITEKTA LORDA NORMANA FORSTERA.

GIGANTYCZNA PIRAMIDA DZIWNIE PREZENTUJE SIĘ W ŚRODKU AZJATYCKICH STEPÓW

BUDYNEK ZOSTAŁ ZADEDYKOWANY “POŁĄCZENIU ŚWIATOWYCH RELIGII”

NORMAN FOSTER POWIEDZIAŁ, ŻE BUDYNEK NIE REPREZENTUJE ROZPOZNAWALNYCH RELIGIJNYCH SYMBOLI W CELU UMOŻLIWIENIA HARMONIJNEGO POŁĄCZENIA WYZNAŃ

W RZECZYWISTOŚCI PIRAMIDA JEST ŚWIĄTYNIĄ JEDYNEJ PRAWDZIWEJ OKULTYSTYCZNEJ RELIGII: KULTU SŁOŃCA

WĘDRÓWKA W ŚRODKU BUDYNKU JEST PRAWDZIWIE SYMBOLICZNA

POKAZUJE LUDZKĄ ŚCIEŻKĘ DO OŚWIECENIA

PIRAMIDALNY KSZTAŁT

UKAZUJE PODWÓJNE ZNACZENIE TAJEMNICZEJ DOKTRYNY ORAZ  INSTYTUCJI ZAŁOŻONYCH DLA JEJ ROZPOWSZECHNIANIA

PIRAMIDA JEST OSTATECZNYM SYMBOLEM PRZEDSTAWIAJĄCYM TAJEMNICE

ZARÓWNO W TEKSTACH BOSKIEJ WIEDZY POSIADANEJ PRZEZ OŚWIECONYCH JAK I DLA ZDEZORIENTOWANIA MAS.

ZWIEDŹMY PIRAMIDĘ

OPERA POZIOM PIWNICY

PRZY WEJŚCIU NA POZIOMIE GRUNTU WNĘTRZE JEST CIEMNE I PRZEPASTNE

W PIWNICACH PIRAMIDY W ASTANIE MASOM SERWUJE SIĘ ROZRYWKĘ

POMIMO CIEMNOŚCI OGROMY WIZERUNEK SŁOŃCA ZAJMUJE PRAWIE CAŁY SUFIT

CZĘŚĆ ŚRODKOWA

KAZASKI RELIGIJNY KONGRES WOKÓŁ SŁONECZNEGO STOŁU

NA PRAWO W NAJWYŻSZEJ CZĘŚCI OPERY ZNAJDUJE SIĘ CENTRALNY OBSZAR PIRAMIDY

KTÓRY WSPÓŁGRA Z SALĄ SPOTKAŃ LIDERÓW JEDNOCZĄCYCH ŚWIATOWE RELIGIE

POŚWIĘĆMY MINUTĘ NA ROZKOSZOWANIE SIĘ SYMBOLAMI UMIESZCZONYMI TUTAJ (W SALI KONFERENCYJNEJ)

MAMY TU LIDERÓW RELIGIJNYCH Z CAŁEGO ŚWIATA SIEDZĄCYCH WOKÓŁ WSPANIAŁEGO OBRAZU SŁOŃCA DYSKUTUJĄCYCH JAK TU POGODZIĆ RÓŻNICE POMIĘDZY NIMI W OBLICZU ZBLIŻAJĄCEJ SIĘ NOWEJ ERY

TEN SYMBOLIZM AŻ KRZYCZY (JEST KRZYKLIWY)

POMIESZCZENIE JEST DUŻO BARDZIEJ OŚWIETLONE NIŻ POMIESZCZENIA OPERY

POKAZUJE TO WZROST W OŚWIECENIU

OBRAZ SŁOŃCA W ŚRODKU STOŁU JEST DOKŁADNIE NAD SŁOŃCEM UMIESZCZONYM W SUFICIE OPERY

PODCZAS GDY GŁÓWNA CZĘŚĆ POPULACJI JEST ZABAWIANA W CIEMNOŚCIACH MATERIALNEGO ŚWIATA

OŚWIECENIU SIEDZĄ DOKŁADNIE NAD NIMI I ROZWAŻAJĄ JAK DOTRZEĆ DO POBOŻNOŚCI

WIERZCHOŁEK

WIERZCHOŁEK JEST OKRĄGŁY, CAŁKOWICIE PRZESZKLONY I KĄPIE SIĘ W ŚWIETLE SŁONECZNYM

NA OKNACH UMOCOWANE SĄ OBRAZY GOŁĘBI

REPREZENTUJĄCYCH POKÓJ, KTÓRY BĘDZIE REZULTATEM POŁĄCZENIA WSZYSTKICH RZĄDÓW NA ŚWIECIE I WSZYSTKICH RELIGII W JEDEN NOWY PORZĄDEK ŚWIATA

NA SUFICIE WIDZIMY SOLARNE BÓSTWO LŚNIĄCE NAD OŚWIECONYMI

PRZEKRÓJ PIRAMIDY

NAJNIŻSZA CIEMNA CZĘŚĆ – OPERA

ŚRODKOWA CZĘŚĆ – POKÓJ KONFERENCYJNY

I BOGOBOJNY WIERZCHOŁEK

UCIELEŚNIENIE PITAGOREJSKIEJ WIZJI ŚWIATA

NAUKI PITAGORASA SĄ DOKŁADNIE STUDIOWANE PRZEZ OBECNYCH OKULTYSTÓW

PITAGORAS PODZIELIŁ ŚWIAT NA TRZY CZĘŚCI, KTÓRE NAZWAŁ:
NAJWYŻSZYM ŚWIATEM (świat zwierzchników)
WYŻSZYM ŚWIATEM (świat przełożonych)
NIŻSZYM ŚWIATEM (świat podwładnych)

TA PIRAMIDA NAD ŚWIATEM

JEST CZYMŚ DUŻO WAŻNIEJSZYM NIŻ ATRAKCJA TURYSTYCZNA

REPREZENTUJE ONA FILOZOFIĘ WTAJEMNICZONYCH

MONUMENT

RÓWNIEŻ ZOSTAŁ ZAPROJEKTOWANY PRZEZ ANGIELSKIEGO ARCHITEKTA SIR NORMANA FOSTERA

POMNIK MA UOSABIAĆ LEGENDĘ

O MITYCZNYM DRZEWIE ŻYCIA

I MAGICZNYM PTAKU SZCZĘŚCIA

PTAK ZWANY SAMRUKIEM ZŁOŻYŁ SWOJE JAJO

W SZCZELINIE POMIĘDZY DWIEMA GAŁĘZIAMI TOPOLI

JAJKO

TO ZŁOTY GLOB NA SZCZYCIE MONUMENTU

REPREZENTUJĄCY, JESZCZE RAZ, SŁOŃCE, DOMINUJĄCE BÓSTWO U OŚWIECONYCH

TO “DRZEWO ŻYCIA” REPREZENTUJE KANAŁ, PO PRZEZ KTÓRY DUCHY OPUSZCZAJĄ ŚWIAT MATERIALNY I ŁĄCZĄ SIĘ Z BOSKIM ŚWIATEM

TEN KONCEPT JEST OBECNY W WIELU EZOTERYCZNYCH BRACTWACH

WE WNĘTRZU GLOBU ZNAJDZIEMY TEN ZAGADKOWY PRZEDMIOT

TO ZŁOTY TRÓJKĄT Z ODCISKIEM DŁONI NAZARBAJEWA

???????

KOLUMNY MASOŃSKIE

Opublikowany w Film, ks.Piotr Natanek, Medziugorje, Szatan, Warto wiedzieć, Świat innymi oczami | Otagowane: , , , , | Komentarzy: 20 »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 175 other followers